mam 21 lat z moim chlopakiem jestem juz 3.5 roku .Mam problem a mianowicie czesto miewam napady zlosci i obrazam sie na niego bez powodu, nie potrafie powiedziec sobie DOBRA DOŚĆ a pozniej zaluje zostaje sama jak on wychodzi i placze pozniej go przepraszam dzwoniac i powtarzam sobie ze wiecej to sie nie powtorzy .Wczoraj znowu byla podobna sytuacja on chcial isc do znajomych nie zapytal czy tez chce isc i byl wielki das pozniej odmowil mi seksu bo byl zmeczony (a kochamy sie strednio 4 dni w tyg) nie potrafie zrozumiec ze czasem jest zmeczony.powiedzial mi ze musze dorosnac bo zachowuje sie jak dzieciak bardzo bym chciala byc normalna osoba nie dasac sie o pierdoly przeciez mam yplany slubu musze myslec powazniej .Dlatego prosze o pomoc co mam robic jak nauczyc sie i stworzyc udany zwiazek powaznie myslacy o przyszlości .pozdrawiam
Podobne tematy
Na pewno Paulinko, nie spieszyć się ze ślubem, to po pierwsze...
Musisz po prostu zdać sobie sprawę z tego, że Twój chłopak Cię kocha, ale to nie znaczy że musi wszystko robić tak jak Ty tego chcesz. Związek polega na nieustających kompromisach. Pomyśl o tym, że on może kiedyś mieć dość i możesz go stracić...przez głupoty.
3 2012-11-05 20:58:30 Ostatnio edytowany przez Lidka_87 (2012-11-05 21:02:03)
Według mnie nie jest to taka prosta sprawa i nasze rady mogą nie przynieść zamierzonych rezultatów. A uważam tak dlatego, że Ty sama już dostrzegasz swój problem i często myślisz o tym, żeby się pilnować i nie dąsać - to jest dokładnie to, co w pierwszej kolejności mogłabym Ci poradzić.... Może powinnaś pójść do psychologa na kilka spotkań? Taka rozmowa może Cię nakierować na właściwy tor i znaleźć sposób, aby lepiej się pilnować.
Jeśli chodzi o wyjścia chłopaka ze znajomymi to przecież nie powinien prosić Cię o pozwolenie, bo to nie jest Twój nieletni syn, tylko partner. Oczywiście miło by było, gdyby Cię o tym poinformował, żebyś na przykład nie martwiła się, że późno nie wraca do domu lub nie odbiera telefonu.
Pamiętaj, że faceci bardzo nie lubią kobiecych łez, a jeśli do tego słyszą ciągłe dąsania i wyrzuty, to prędzej czy później uciekną gdzie pieprz rośnie ![]()
Edit: Przepraszam, źle doczytałam kwestię tego wyjścia ze znajomymi
chodziło o to, że Ci nie zaproponował, abyś do nich dołączyła.. Hmm, a czy inni koledzy przyszli ze swoimi dziewczynami?
tak wiem ze on mnie kocha ja go tez oczywiscie ze boje sie ze go strace .Z tym ze on ma silniejszy charakter i czasem jak to mowi woli przeczekac az mi wszystko minie tylko ze wtedy jest mi gorzej bo czuje sie jakbym byla dla niego nie wazna zauwazylam ze proboje stac sie dla mnie bardziej oziebly abym zrozumiala ze zle robie i zle mi by bylo gdybysmy sie rozstali . Brzydze sie swoim zachowaniem
tylko ze wlasnie o to chodzi ze u znajomych byl ze mna a ja glupia dasalam sie o to ze nie zapytal czy mamy ochote isc do nich
tak kazdy byl ze swoja druga polowka .Niedawno wrocilam bo odebral mnie ze szkoly powiedzial ze przytulimy sie pogadamy i bedzie dobrze ale tak nie bylo powiedzial ze zle sie zachowuje musze dorosnac ze on nie bedzie skakal kolo mnie i tak sie nasze przytulanie skonczylo trzymal mnie za reke i odwiozl do domu a mi wlansie brakowalo zeby mnie przytulil i powiedzial ze bedzie dobrze i damy rade
7 2012-11-05 21:14:06 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-05 21:26:33)
No cóż...czasami trzeba samej przytulić i powiedzieć, że będzie dobrze...
Pokaż jemu, że Ci zależy na tym, aby było dobrze, postaraj się...
Nie możesz zawsze czekać na To, że to on będzie wszystko naprawiać, uspokajać, przytulać, mówić czułe słowa... Ty musisz odwzajemniać to wszystko. Bo tak samo jak Ty jesteś jego dziewczyną, o która on dba, tak samo on jest Twoim chłopakiem, o którego tez powinnaś dbać. Jego uczucia i samopoczucie jest tak samo ważne jak Twoje.
A dlaczego Ty nie chciałaś go przytulić pierwsza? Niepotrzebnie czekasz na ruch z jego strony. Z doświadczenia wiem, że taki przytulak może rozładować ciężką atmosferę
Twój chłopak ma rację - po prostu musisz dorosnąć do bycia w związku. Wyobrażam sobie, że narobiłaś mu obciachu przy znajomych, gdy cały czas się dąsałaś i pokazywałaś humorki - staraj się zachować bardziej z klasą, jeśli coś między Wami jest nie tak i macie problem, to chociaż spróbuj nie okazywać tego przy innych ludziach. Hipotetycznie, jeśli następnym razem będzie taka sytuacja, staraj się być otwarta, uśmiechnięta i pogodna w stosunku do znajomych - przecież oni nic złego Ci nie zrobili, a jeszcze głupio by było, gdyby potem między sobą gadali, że ten Twój chłopak to taki biedak jest, bo ma tak chmurzastą dziewczynę.
Przytuliłam go ale tak na chwile.Postaram sie poprawic a jak bede chciala sie dasac napisze do Was.macie racje dziekuje Wam za porady zawsze to lepiej jest jak sie komuś człowiek wygada.Pozdrawiam :*
Paulinka, możesz pisać wtedy na forum, ale zawsze w chwili gniewu, wyobraź sobie obraz "on wychodzi z domu trzaskając drzwiami i krzyczy...ja tak dalej nie mogę żyć"...
Pracuj nad tym, aby w Twojej głowie pojawiał się tylko obraz pt. "Jak pięknie razem z Tobą żyć" ![]()
Dasz radę, pamiętaj...jak przychodzi pierwszy "nerw"...to "jeden...dwa...trzy...cztery..." i tak do 10 ![]()
No pewnie, że lepiej
Przytulaj Go częściej! A za każdym razem, gdy będziesz czuła nadejście burzy, po prostu pomyśl, że to już za dziecinne dla Ciebie. Wszak Twój chłopak jest z Tobą, a to znaczy, że kocha, myśli i szanuje
jak coś to pisz, a my postaramy się rozładować Twoje negatywne emocje ![]()
pierwszy krok mam za soba zadzwonilam do niego powiedzialam mu jak bardzo go kocham i zalezy mi na Nas powiedzial ze zawsze bedzie staral sie ze mna rozwiazywac moje zle dni i bedzie mnie wspieral .Dziekuje Wam ![]()
13 2012-11-05 22:35:23 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-05 22:47:09)
Super Paulinko ![]()
Widzisz... już jesteś o 10% mniej dziecinna... jeszcze parę udanych prób...i będzie 100%
![]()
Nie martw się... będzie dobrze ![]()
Trzymam kciuki za Was!
p.s.
Pamiętaj..."jeden ...dwa... trzy..." i tak do 10ciu ... hehehe... ![]()
No i super! Tak trzymaj! Na przyszłość, jeśli będzie Ci źle to najpierw policz sobie do dziesięciu, a potem weź chłopaka na stronę i powiedz, że szybko potrzebujesz go w roli sapera, który rozbroi Twoją bombę złych emocji
a tak serio, zamiast się dąsać poproś go od razu o rozmowę i wyjaśnienie problemu - tylko na SPOKOJNIE, bez zbędnych wybuchów płaczu i wyrzutów - "jeden.. dwa...trzy..." ![]()
on chcial isc do znajomych nie zapytal czy tez chce isc i byl wielki das
Dlaczego uważasz, że to Ty byłaś nie w porządku? Przecież to on pokazał, że się z Tobą nie liczy, że Cię zamierza przestawiać jak mebel! Twoja irytacja była uzasadniona jak najbardziej. Z tym, że ja bym powiedziała wprost - przykro mi, że zdecydowałeś za mnie jakbym była zabawką.
pozniej odmowil mi seksu bo byl zmeczony
(a kochamy sie strednio 4 dni w tyg) nie potrafie zrozumiec ze czasem jest zmeczony.
? Zmęczony? Ile ma lat? Co robił, że się tak zmęczył? Mój kochany NIGDY MI NIE ODMÓWIŁ. A wkrótce stuknie mu 50.
Paulinko, ex mi odmawiał. Był zmęczony, w złym humorze itd. Żaden z pozostałych mężczyzn nie miał takiego zwyczaju.
powiedzial mi ze musze dorosnac bo zachowuje sie jak dzieciak
A on jak się zachowuje? Czy tak zachowuje się kochający, dojrzały, odpowiedzialny mężczyzna? Paulinko, nie daj sobie wmówić, że coś z Tobą nie tak, bo czujesz co czujesz. Możliwe, że zamiast dąsów lepiej byłoby powiedzieć co Cię boli, co Ci sprawia przykrość, ale wmawianie sobie, że musisz się zmienić jest niedobre.
bardzo bym chciala byc normalna osoba
Jesteś normalna! Gdy coś idzie nie po naszej myśli, nie zachwycamy się. Ktoś, kto się zgadza bez najmniejszego problemu na coś czego nie chce, jest albo w głębokiej depresji i już mu na niczym nie zależy (apatia) albo jest joginem. A joginem nie jest żadna z nas (póki co).
nie dasac sie o pierdoly przeciez mam yplany slubu musze myslec powazniej .
Skarbie, nic nie musisz. Tylko umrzeć człowiek musi. Cała reszta jest kwestia wyboru. Możesz wybrać zachowanie.
1. Możesz się dąsać.
2. Możesz płakać.
3. Możesz się wykłócać o swoje.
4. Możesz tupać i krzyczeć.
5. Możesz się przytulić.
6. Możesz wykręcić się na pięcie i odejść (na trochę lub na stałe)
7. Możesz...
powiedzial ze przytulimy sie pogadamy i bedzie dobrze ale tak nie bylo
Obiecał i nie dotrzymał. A przecież chodziło o przytulenie! Nie o brylantową kolię! Nie zapędził się a potem z przyczyn zewnętrznych nie mógł zrealizować. Żałował przytulenia...
powiedzial ze zle sie zachowuje musze dorosnac
Umie krytykować. A co jeszcze umie?
ze on nie bedzie skakal kolo mnie
Hm... Ty masz skakać koło niego i słuchać, a on będzie Cię przestawiał jak zabawkę. I nie masz prawa grymasić. Ciekawe podejście...
odwiozl do domu a mi wlansie brakowalo zeby mnie przytulil i powiedzial ze bedzie dobrze i damy rade
Jeśli czegoś potrzebujesz a ktoś Ci tego nie daje CHOĆ MOŻE, czy to świadczy o miłości?
Dlatego prosze o pomoc co mam robic jak nauczyc sie i stworzyc udany zwiazek powaznie myslacy o przyszlości .pozdrawiam
Pewnie mnie nie posłuchasz, ale ja bym chłopaka pożegnała ozięble i poszukała takiego, który będzie się liczył ze mną, z moimi potrzebami i szalał za mną nie pomimo, ale DLA MOJEGO TEMPERAMENTU.
16 2012-11-05 23:56:09 Ostatnio edytowany przez Tango (2012-11-06 00:20:01)
Artemida było już całkiem nieźle a Ty zrobiąłs jej wode z mózgu
Wieszkość z nas wie że za pomoca gry słow można wcisnąć wszystko każdemu, jak chcesz moge wziąść po koleji te same jej cytaty i dać argumenty całkowicie przeciwne Twoim i też wyjdzie całkiem nieźle
Paulino miałem kiedyś taką dziweczyne która zachowywała się jak TY robięłm cuda w trosce, okazywaniu miłości itp po 3 latach byłem wykonczony psychicznie i zakończyłem związek Dziś załuje tylko tego że tak długo z tym zwlekałem
Ja tu brak zajęcia dostrzegam, brak hobby i brak własnych przyjaciół. Czyż Twój luby nie jest aby całym Twoim światem i Ty bez niego nie egzystujesz???
Artemida było już całkiem nieźle
Całkiem nieźle? Przecież jasno widać, że facet ma ją gdzieś! Żąda, żeby się stała KIMŚ INNYM. Nie można być kimś innym, można być SOBĄ, nie można być kimś więcej niż sobą. Można być mniej sobą a więcej grać.
Szkoda, że nie zakończyłeś tamtego związku wcześniej. Współczuję. Ale Autorka, gdy się zacznie zmieniać dla tego swojego ... też za jakiś czas będzie wrakiem człowieka.
a Ty zrobiąłs jej wode z mózgu
Ja? To moi przedmówcy i jej chłopak próbowali jej zrobić wodę z mózgu!
Nie można być w związku z kimś, kto codziennie powtarza: coś jest z tobą nie tak, zmień się. To niszczące.
Cudownie jest być w związku z kimś, kto słowami i czynami mówi: jesteś cudem, kocham cię taką jaka jesteś.
Wtedy ma się siłę do pracy nad sobą. W innym wypadku cała siła przepada - inwestuje się ją w udawanie, granie, w teatr jednego widza. Takie granie męczy.
Ludzie zbyt często, zamiast dobrze poznać siebie, swoje potrzeby i możliwości, A POTEM poszukać właściwej osoby, chwytają co jest pod ręką i próbują manipulacją i/lub ciężką pracą stworzyć coś, co będzie dobrze wyglądało przed sąsiadami. Potem płacz, rozwody i nieszczęścia.
Po co się wiązać z kimś, kto do mnie NIE PASUJE? Po co się wiązać z kimś do kogo JA NIE PASUJĘ?
Dla seksu? Taniej wyjdzie wibrator (i nie będzie zazdrosny). Dla przyjaźni, przytulania? Kot albo pies lepiej to umie. Ze strachu przed samotnością? Istnieją przyjaciele i rodzina.
JA CAŁY CZAS PROSZĘ - NIE UDAWAJCIE! Kochajcie SIEBIE, bez względu na to, co mówią inni. Nie wdawajcie się W ŻADNE UKŁADY, nie zgadzajcie się na zgniłe kompromisy. Szukajcie kogoś, kto kocha WAS, nie wasz wyidealizowany obraz.
I jeszcze ostrzegam: ze strachu wpadniecie w układ, straszniejszy niż sobie możecie wyobrazić.
Każdy z Was ma po części racji ja mam 21 lat on 24 on jest bardzo ułożony gdyż prowadzi z ojcem firme jest odpowiedzialny za wszystko ma duzo problemow na glowie i zawsze mowi ze ja daje mu duzo radosci i oderwania od wszystkiego rozumiem go kiedy ja dasam sie o byle co a on poprostu chcialby ze mna spokojnie spedzidzic czas.Nie zostawie go ani on mnie bo kochamy sie jak to mowi "to do Ciebie powiedzialem Kocham Cię " uwazam ze naprawde on dla mnie sie zmienil nie ja dla niego ja jestem typem czlowieka Przytulasa on na poczatku zwiazku nie umial okazywac uczuć nawet nie umial pow. Kocham cię tylko mowil "ja Ciebie też " a teraz Jest Misiem przytulaskiem gorzej niż ja powtarza ciagle ze mnie kocha.Dlatego uwazam ze to ja musze zmienic to moje zachowanie i bedzie dobrze bez tych dasow . A co do seksu to kochamy sie po 2 ,3 razy dziennie jak pozwola warunki chociaz czasem rozumirem go jest zestresowany praca a czasem woli zaczekac 2 dni i jak on to mowi szaleje za moim cialem az go rozpiera mi tez sie czasem nie chce ale mam zakodowane w glowie sex i musze musze.
Na razie jest dobrze juz za nim teskie zreszta on tez mi to dzis mowil i mam nadizeje ze dzis jak sie spotkamy powiem mu co mnie boli i bedziemy rozwiazywac sprawe razem
pozdrawiam ![]()
20 2012-11-06 17:59:36 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-06 18:01:53)
Paulinko, baaardzo madry i dojrzaly post napisalas. Super, ze rozumiesz to, iz obudwie stroyny musza sie czasami troche "zmienic" i okielznac swoj charakter...dla wspolnego dobra. Zycze Wam, abyscie zawsze sie kochali i rozumieli. Duzo rozmawiajcie, o wszystkim, a bedzie dobrze. Pozdrawiam i trzymam kciuki ! ![]()
bardzo dziekuje Margolinka za wsparcie i wiare w nas tez wierze że bedzie jeszcze lepiej .Dziękuję ![]()
22 2012-11-06 21:49:26 Ostatnio edytowany przez baziula (2012-11-06 21:57:57)
Tango napisał/a:Artemida było już całkiem nieźle
Całkiem nieźle? Przecież jasno widać, że facet ma ją gdzieś! Żąda, żeby się stała KIMŚ INNYM. Nie można być kimś innym, można być SOBĄ, nie można być kimś więcej niż sobą. Można być mniej sobą a więcej grać.
Szkoda, że nie zakończyłeś tamtego związku wcześniej. Współczuję. Ale Autorka, gdy się zacznie zmieniać dla tego swojego ... też za jakiś czas będzie wrakiem człowieka.
Tango napisał/a:a Ty zrobiąłs jej wode z mózgu
Ja? To moi przedmówcy i jej chłopak próbowali jej zrobić wodę z mózgu!
Nie można być w związku z kimś, kto codziennie powtarza: coś jest z tobą nie tak, zmień się. To niszczące.
Cudownie jest być w związku z kimś, kto słowami i czynami mówi: jesteś cudem, kocham cię taką jaka jesteś.
Wtedy ma się siłę do pracy nad sobą. W innym wypadku cała siła przepada - inwestuje się ją w udawanie, granie, w teatr jednego widza. Takie granie męczy.
Ludzie zbyt często, zamiast dobrze poznać siebie, swoje potrzeby i możliwości, A POTEM poszukać właściwej osoby, chwytają co jest pod ręką i próbują manipulacją i/lub ciężką pracą stworzyć coś, co będzie dobrze wyglądało przed sąsiadami. Potem płacz, rozwody i nieszczęścia.
Po co się wiązać z kimś, kto do mnie NIE PASUJE? Po co się wiązać z kimś do kogo JA NIE PASUJĘ?
Dla seksu? Taniej wyjdzie wibrator (i nie będzie zazdrosny). Dla przyjaźni, przytulania? Kot albo pies lepiej to umie. Ze strachu przed samotnością? Istnieją przyjaciele i rodzina.JA CAŁY CZAS PROSZĘ - NIE UDAWAJCIE! Kochajcie SIEBIE, bez względu na to, co mówią inni. Nie wdawajcie się W ŻADNE UKŁADY, nie zgadzajcie się na zgniłe kompromisy. Szukajcie kogoś, kto kocha WAS, nie wasz wyidealizowany obraz.
I jeszcze ostrzegam: ze strachu wpadniecie w układ, straszniejszy niż sobie możecie wyobrazić.
BYć sobą jak najbardziej. Nie wchodzić w układy - oczywiście. Kochać siebie i wiedzieć czego się chce - tak tak. Ale ty Artemido postulujesz przesadny egoizm. Czy on musi "stawać" na każde jej życzenie. Czy on nie może być zmęczony? Czy ja przez swoją wyrozumiałość dla niego nie mogę pokazać mu jakim jest on cudem? Czy naprawdę warto robić fochy z byle powodu? Czy już naprawdę nigdy nie można pomyśleć jak temu mężczyźnie uprzyjemnić życie - choć raz w tygodniu? Wg ciebie Artemido kobieta ma być księżniczką ( rozkapryszoną w dodatku) a on pod pantoflem ( a raczej poniżej podeszwy pantofla
) Z drugiej strony podobno mężczyźni kochają właśnie zołzy i a partnerstwo w związku to podobno iluzja ... podobno.... ![]()
Nie i nie Artemido. Zwykle (nie piszę zawsze, bo pewno nie wszystkie Twoje posty na forum czytałam) postulujesz aby kobiety ustawiały się na piedestale, a mężczyźni koło nich skakali jak koło księżniczek.
Co innego czasem postawić na swoim gdy ma się rację, a co innego dąsy w każdej sytuacji, a tak to własnie przedstawia Autorka samokrytycznie.
Słusznie przedmówcy wskazywali Autorce na konieczność zmian w postępowaniu. Nie zmian Jej samej ale Jej postępowania. Dąsy i fochy w każdej sytuacji potrafią zabić każdy związek.
Jak ktoś źle postępuje (tu: dąsy w każdej sytuacji) to nie mozna mu mówić, że jest cudem bo to hipokryzja. Pewno można taką osobe kochać, ale już niekoniecznie akceptować każde jej zachowanie. Totalna i bezkrytyczna akceptacja także jest hipokryzją.
Dąsy i fochy Autorki nie były bez powodu. To problem z komunikacją. Ale jeśli on nie pyta, czego ona chce, decyduje jakby była zabawką, to jakże ona ma się zachować? Powtarzam - ja bym powiedziała wprost. Pytanie brzmi - dlaczego Autorka nie mówi wprost? Czy on słucha? Ale gdyby słuchał, to skąd pomysł, żeby decydować o niej bez niej? Która z Was lubi takie zachowanie mężczyzny?
Chłopak mówi, że ona mu daje wiele radości - czyli z nią zabawa, a prawdziwe życie w pracy z ojcem. No dzięki...
A niby dlaczego facet zawsze musi robic, to czego kobieta chce? Sluchanie tylko jednej strony i robienie wszystkiego "pod nia", to zaden zwiazek. Zreszta autorka sama pisze, ze jej dasy sa czesto o byle bzdure. Dlaczego niby ona mialaby nie robic czasmi jemu przyjemnosci? Nigdzie tez nie jest napisane, ze on z nia jest dla zabawy. Czy czlowiek sprawiajacy drugiemu radosc, nie moze byc partnerem w prawdziwym zyciu?
26 2012-11-07 22:48:01 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-07 23:00:16)
postulujesz aby kobiety ustawiały się na piedestale, a mężczyźni koło nich skakali jak koło księżniczek.
Dokładnie tak piszę, bo tak uważam. Nie znam wszystkich kobiet, ale zauważam hipokryzję w tekstach: ależ niech sobie chodzi gdzie chce, jesteśmy partnerami, ja sama umiem zarabiać pieniądze, otwierać sobie drzwi, nie potrzebuję pomocy przy wkładaniu płaszcza i zapłacę swój rachunek itp. Bo potem się okazuje, że ona jest nieszczęśliwa, gdyż on zamiast się do niej tulić wysiaduje przed tv albo kompem, nie jest romantyczny, nie kupuje kwiatów, nie pomaga w domu itp. itd., a w końcu ucieka do kochanki, która mu nie matkuje, nie pierze, tylko go pożąda i od niego wymaga.
Mówię wprost: chcę być traktowana jak księżniczka, uważam, że na to zasługuję, lubię to, potrzebuję tego i wtedy kwitnę. Wtedy kocham i nie umiem mu się oprzeć, nigdy nie "boli mnie głowa", mamy cudowny seks, poszłabym za nim na koniec świata, oddałabym nerkę, troszczę się o jego rodziców, w każdej chwili jestem gotowa mu pomóc we wszystkim, wystarczy jedno słowo. On jest mi oddany i sprawił, że ja jestem mu oddana równie mocno.
Być może istnieją kobiety, które na oddanie i miłość partnera nie odpowiadają miłością i oddaniem, które im mocniej są kochane, tym mniej dają z siebie - myślę że to osoby chore. Np. ex mojego Kochanego.
Natomiast często spotykam (i w realu i wirtualnie) związki, w których kobieta stawia mężczyznę na piedestale, daje, daje i daje, pracuje ponad siły, poświęca się, nie wymaga, natomiast oczekuje, że on się domyśli i będzie się jej odwdzięczał (handel jakiś czy co?), a potem ma pretensje i żal, że on daje coraz mniej.
Co innego czasem postawić na swoim gdy ma się rację,
A kiedy nie ma się racji? W jakim przypadku?
Gdy czegoś chcę, to JA wiem, czego chcę. Gdy coś jest dla mnie ważne, to JA wiem, jak bardzo jest ważne. W kwestii MOICH potrzeb ja jestem ekspertem światowej klasy. I nie będzie mi nikt mówił, że to czego chcę jest głupie, nieważne, niepoważne ani że on ma lepszy pomysł jak mnie uszczęśliwić. Bo jeśli to powie uznam, że jest d...m do kwadratu.
a co innego dąsy w każdej s ytuacji, a tak to własnie przedstawia Autorka samokrytycznie.
No właśnie nie w każdej sytuacji, a Autorka sama siebie flekuje. I za co? Za to, że wie, czego chce. Za to, że Ją irytuje, gdy chłopak Ją traktuje przedmiotowo.
Słusznie przedmówcy wskazywali Autorce na konieczność zmian w postępowaniu.
Też wskazuję na konieczność zmian. Ale w innym kierunku. Skoro nie działają fochy, może gościowi przywalić patelnią? Ja naprawdę nie wiem jak obudzić mężczyznę, który nie zamierza liczyć się z kobietą, ale chce być kochany. Ex potrzebował informacji że odejdę. I dostał. Ale dopiero, gdy byłam gotowa odejść. Dlatego mam wątpliwości, czy jest sens robienia pobudki. Niech sobie robaczek śni dalej, tylko szkoda mojego czasu, szkoda czasu Autorki.
Autorka wyraźnie pisze, że on ją karze odsunięciem, brakiem przytulenia. A co to niby jest? Foch, i to po całości. Więc jemu wolno się fochać a jej nie?
Nie zmian Jej samej ale Jej postępowania. Dąsy i fochy w każdej sytuacji potrafią zabić każdy związek.
Jak ktoś źle postępuje (tu: dąsy w każdej sytuacji) to nie mozna mu mówić, że jest cudem bo to hipokryzja.
Zgadzam się. Ale
1. Niektóre związki należy zabić.
2. Autorka taka nie jest. Jak on nawywija, to Jej jest przykro, a SKORO ON NIE ZAUWAŻA (tego się zaledwie domyślam - Autorka nie pisze wprost, jednak widząc jak pisze, jakie wnioski wyciąga, jak surowo siebie traktuje, nie wierzę, że on zauważa, wstyd mu i przeprasza za to co zrobił źle a ona mu nie wybacza tylko strzela fochy), to Ona się dąsa. Tylko niepotrzebnie potem ma poczucie winy - w ten sposób zaciera się prawdziwa przyczyna dąsów.
Totalna i bezkrytyczna akceptacja także jest hipokryzją.
Zależy kiedy. Noworodek potrzebuje takiej właśnie akceptacji - totalnej i bezkrytycznej.
Luc, podoba mi się jak dyskutujesz - rzeczowo i bez złośliwych wycieczek osobistych, bez zacietrzewienia. Wiem, że czasem reaguję bardzo emocjonalnie - mam nadzieję, że Cię nie uraziłam, bo naprawdę bym tego nie chciała. Mam po prostu na niektóre sprawy (zwłaszcza damsko-męskie) inne poglądy niż większość. Bo też inne doświadczenia...
Artemido - niczym mnie nie uraziłas bo odmienne poglądy to nie powód.
Zresztą nie mamy zupełnie odmiennych poglądów, tylko Ty (moim zdaniem) opisujesz skrajności.
Albo kobieta stawia faceta na piedestale, albo jest totalnie niezależna.
Ja wybieram pośrodku. Lubię jak mój mąż o mnie dba, ja dbam o niego. Czasem się nie zgadzamy, czasem tak. Czasem jedno ustępuje, czasem drugie. Jestem niezależna:zawodowo, finansowo - ale kasę mamy wspólną. Nie muszę wymagać aby mój mąż podawał mi płaszcz, otwierał mi drzwi, podawał herbatę etc. bo to dla nas kanon i on to robi w sposób naturalny.
Ale nie uważam się za postawioną na piedestale i wcale bym tego nie chciała. Jak trzeba umyję samochód, skoszę trawę, narąbię drzewa itp. i nie widzę w tym nic zdrożnego czy ujmującego mojej kobiecości.
Co do Autorki - to myślę, że nadinterpretowałaś jej wypowiedź. Uważasz, że ona "flekuje" się bezpodstawnie. Nie wiem na jakiej podstawie. Sama pisze, że te dąsy są o wszystko i że są niepotrzebne.
Sama kiedyś podobnie reagowałam, wydawało mi się, że mam monopol na nieomylność i trzeba było czasu abym to zrozumiała. Też się dąsałam gdy nie było na moim. Z czasem nauczyłam się to zauważać oraz trudnej sztuki kompromisu. Mój mąż też się tego nauczył.
Jak? - rozmową, na szczęście zawsze potrafimy ze sobą rozmawiać.
Myślę, że to jest klucz do porozumienia się Autorki z jej mężczyzną (i nie tylko ich) - szczere rozmowy, a w ich wyniku zrozumienie własnych błędów.
Jeśli dobrze zrozumiałam wypowiedź Autorki, to ona już wie na czym jej błąd polega - tak, bo nadal uważam, że popełnia błąd swoimi dąsami. Nawet jeśli czasem są one uzasadnione to "strzelanie focha" bez wyjaśniania sobie sytuacji do niczego dobrego nie prowadzi.