netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Czy żyjesz byle jak ?

517 odpowiedzi37 441 wyświetleńzałożony przez Beatriss20200, 16.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 … 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 518 ]

1 Ostatnio edytowany przez vinnga (2015-08-16 19:58:03)

Temat: Czy żyjesz byle jak ?

Masz w szafie podział na ubrania eleganckie, wyjmowane przy specjalnej okazji i te na co dzień? Piękna porcelanowa zastawa pokrywa się warstwą wieloletniego kurzu za szybą i czeka na ważnych gości? A może jesz w pośpiechu spoglądając jednym okiem na telewizor, a drugim na zegarek?Jeździsz tym samym, zatłoczonym tramwajem do pracy każdego poranka, a gdy z niej wychodzisz jest już ciemno?

Wtedy zwykle zastanawiasz się: Dlaczego to życie pędzi tak szybko?

Wracasz z pracy, gotujesz na szybko jakiś obiad i zjadasz go w pośpiechu bo przecież musisz jeszcze zrobić pranie, a wieczorem masz wyjście ze znajomymi, którzy potrafią tylko przechwalać się swoimi sukcesami. No ale przecież to twoi koledzy z pracy więc dobrze byłoby utrzymywać z nimi przyjazne stosunki albo przynajmniej udawać, że takie są. Patrzysz na swojego partnera i wiesz, że tkwisz w tym związku z przyzwyczajenia, bo tak ci wygodniej i w sumie to nie jest najgorzej.

Innym po prostu się poszczęściło

Nie przyjmujesz do wiadomości, tego, że twoje życie zależy tylko i wyłącznie od wyborów które ty sam podejmujesz. Wydaje ci się, że zadowoleni ze swojego życia ludzie dookoła ciebie są ulepieni z innej gliny i szczęście przyszło do nich samo. Ta Gośka z pierwszego piętra to ma życie. Wakacje w Hiszpanii, przystojny mąż i wspaniała figura. To nic, że budzi się wczesnym rankiem, zalicza basen i ciężki trening, zarywa noce siedząc nad projektami,a męża poznała jadąc autostopem w szaloną podróż dookoła świata, na którą nigdy byś się nie odważył/a. Bo różnica jest taka, że ona działa, a nie mówi w nieskończoność o tym, że należy działać.

Daj sobie szansę

Rozejrzyj się wokół siebie. Pomaluj mieszkanie na jakiś ciekawy kolor, zmień standardowe ułożenie mebli. Wyjmij tę piękną filiżankę i napij się aromatycznej kawy oglądając wschód słońca. Spotkaj się z dawnymi przyjaciółmi, miej odwagę zakończyć toksyczny związek. Na wspaniałe efekty nie będziesz musiał/a długo czekać.  Od kiedy jestem taki szczęśliwy? Zdziwisz się pewnego dnia widząc w sklepowej wystawie swój szczery uśmiech, a nie wymuszony grymas. Kup do wazonu świeże kwiaty, zafunduj sobie weekend w SPA i zjedz wreszcie to cholernie drogie sushi, tam w barze na rogu. smile

Ciesz się z drobiazgów, celebruj życie – ono jest takie krótkie, a Ty jesteś go wart/a.

Jeżeli spodobał Ci się wpis - zapraszam do polubień i czytania mojego bloga. Co prawda dopiero powstaje i dlatego liczę na Wasze wsparcie lajkowe smile W zamian duża doza motywacji, uśmiechu i inspiracji.

Fanpage na facebooku :
Niedozwolony link

2

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Szkoda, ze reklama bloga, bo temat warty kontynuowania.
Ja wlasnie staram sie nie zyc "byle jak". Pilot od tv poszedl juz dawno w zapomnienie.
Zamiast zwyklej herbaty pije czerwona z brzoskwiniami. I czesciej wyjezdzam, chocby na 1 dzien, bo plany inne nie pozwalaja na dluzej czasem
Fajnie byloby sie tu dopingowac na forum smile

3

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Dobrze, że właśnie w takich małych rzeczach odnajdujesz radość. Bo to właśnie one składają się na całokształt. smile
Dyskusję można kontynuować, blog nie ma tu nic do rzeczy.
Ale można znaleźć na nim podobne wpisy, także zapraszam na Temat: Życie na facebooku.

4

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja wlasnie mialam problem z ciagla depresja.
Nikt o tym nie wiedzial, bo ja swoje zycie uwazam za bardzo dobre i ogolnie w zyciu niewiele bym zmienila. Ono mi sie podoba, ale za to nie przepadam za sama soba, aktualnie staram sie z tym walczyc smile

5

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja też bardzo lubię celebrować zwykłe chwile. Chociaż mnie to przychodzi naturalnie, bo jestem flegmatyczna i mam skłonność do zamyślania się. Pośpiech i życie w biegu to nie jest coś, do czego się nadaję. Czasami zdarzają mi się takie dni, ale zawsze to jest chwilowe. Staram się codziennie w jakiś sposób celebrować życie. Kiedy robię jedzenie, to zawsze dbam o odpowiednie ozdobienie potrawy przed podaniem, a także o piękne nakrycie stołu (obrus, serwetki itp.). Codziennie mam w wazonie świeże kwiaty. Lubię rytuał parzenia herbaty w odpowiedniej temperaturze przez odpowiednią ilość czasu, a potem delektowanie się nią. Ogólnie jedzenie i seks to dla mnie dwa najfajniejsze sposoby na celebrację życia. Lubię spożywać posiłki z moim partnerem. Jakoś bez żadnych ustaleń wyrobił nam się taki nawyk, że przy jedzeniu nie rozmawiamy o codziennych sprawach, problemach, o pieniądzach czy polityce. Rozmawiamy na "lekkostrawne" tematy: najczęściej o ostatnio przeczytanych książkach, o jedzeniu, o spektaklach teatralnych, o nauce języków itp. Wtedy rzeczywiście mam wrażenie, że żyję tu i teraz, a nie jakimiś przyszłymi sprawami do załatwienia i problemami do rozwiązania. Z seksem jest podobnie, wtedy liczy się tylko obecna chwila i nic więcej.

6

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Ja też bardzo lubię celebrować zwykłe chwile. Chociaż mnie to przychodzi naturalnie, bo jestem flegmatyczna i mam skłonność do zamyślania się. Pośpiech i życie w biegu to nie jest coś, do czego się nadaję. Czasami zdarzają mi się takie dni, ale zawsze to jest chwilowe. Staram się codziennie w jakiś sposób celebrować życie. Kiedy robię jedzenie, to zawsze dbam o odpowiednie ozdobienie potrawy przed podaniem, a także o piękne nakrycie stołu (obrus, serwetki itp.). Codziennie mam w wazonie świeże kwiaty. Lubię rytuał parzenia herbaty w odpowiedniej temperaturze przez odpowiednią ilość czasu, a potem delektowanie się nią. Ogólnie jedzenie i seks to dla mnie dwa najfajniejsze sposoby na celebrację życia. Lubię spożywać posiłki z moim partnerem. Jakoś bez żadnych ustaleń wyrobił nam się taki nawyk, że przy jedzeniu nie rozmawiamy o codziennych sprawach, problemach, o pieniądzach czy polityce. Rozmawiamy na "lekkostrawne" tematy: najczęściej o ostatnio przeczytanych książkach, o jedzeniu, o spektaklach teatralnych, o nauce języków itp. Wtedy rzeczywiście mam wrażenie, że żyję tu i teraz, a nie jakimiś przyszłymi sprawami do załatwienia i problemami do rozwiązania. Z seksem jest podobnie, wtedy liczy się tylko obecna chwila i nic więcej.

Czytajac to, mam wrazenie ze jestes bardzo szczesliwym czlowiekiem i uszczesliwiasz swojego faceta. Az zazdroszcze. Ale nie zlosliwie zazdroszcze tylko bardziej podziwiam smile

7

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, odkąd nauczyłam się (tak, to nie było mi dane z góry) cieszyć takimi drobiazgami, to rzeczywiście mogę siebie określić jako szczęśliwego człowieka. Wcześniej też w sumie niczego mi nie brakowało, więc teoretycznie powinnam być szczęśliwa, ale jednak nie umiałam za bardzo doceniać tego, co mam, bo jeśli już jedno zdobyłam, to chciałam czegoś nowego. Np. jeśli coś osiągnęłam, to nie cieszyłam się tym, tylko szukałam nowego celu. A teraz wiem, że cieszenie się z tego, co mamy jest bardzo ważne, choć to brzmi banalnie. Kiedy mam taki naprawdę kiepski dzień, to zmuszam się, by właśnie zrobić sobie jakiś smaczny, ale jednocześnie ładny i kolorowy posiłek. Nawet nie musi wymagać pracy i czasu. Może to być ładnie podany kurczak z ryżem i kolorowymi warzywami, a na deser jogurt naturalny z wrzuconymi do niego owocami. Takich rzeczy jest mnóstwo. W każdym razie w takich złych i depresyjnych dniach zmuszenie się do zrobienia sobie drobnej przyjemności nie przychodzi aż tak trudno, a to naprawdę pomaga. Zresztą mam takie poczucie, że jeśli rozpieszczam siebie nawet takimi drobnostkami, to mam jakąś większą kontrolę nad swoim życiem i nad własnym poczuciem szczęścia. Bo wtedy uzmysławiam sobie, że 90% mojego poczucia szczęścia danego dnia zależy tak naprawdę ode mnie samej, a nie od życia, świata, kraju, ludzi itp.

Największego bzika mam na punkcie ładnych rzeczy. Otaczanie się nimi uszczęśliwia mnie, bo wystarczy, że na nie spojrzę i jest mi przyjemnie. Nie "oszczędzam" ich i nie odkładam na specjalną okazję. Niektórzy ludzie nie rozumieją dlaczego kupuję sobie ozdobne ściereczki  albo ręczniki do kuchni zamiast kupienia zwykłych, które są tańsze. Albo dlaczego mam aż 5 koców w różnych kolorach. A ja po prosu lubię je sobie zmieniać, bo w zależności od mojego humoru potrzebuję innego koloru. Czasami wystarczy, że założę apaszkę w moim ulubionym kolorze i to mnie uszczęśliwia. Z muzyką i ogólnie dźwiękiem mam podobnie. Bardzo lubię tzw. radiowe głosy. Słuchanie ich samoistnie mnie relaksuje. Mój partner ma taki głos, choć na pewno nie idealny, bo nad nim nie pracuje na co dzień. Są takie chwile, że on do mnie mówi, a ja odprężam się i odpływam. Tylko potem się na mnie złości, że znowu go nie słuchałam. big_smile

8

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Obecnie żyję zdecydowanie byle jak, przedewszystkim dlatego, że dzielę mieszkanie z 2 innych studentów. Nie chcę teraz kupować ładnej zastawy ani rolet, bo i tak za rok, dwa, trzy wyprowadzę się, mam nadzieję już na "swoje". Z kolei w ogóle nie zwracam uwagi na rzeczy, o których pisała cslady, na kolory, serwetki (nie cierpię!) obrusy (nie cierpię!) i takie tam "duperele". Teraz w moim pokoju jedyną ozdobą są świeczniki, ale są tu nie do ozdoby, a całkiem praktycznie, po prostu często palę swiece i jeden obraz.
Z jedzeniem mam podobnie, ma być przede wszystkim zdrowo i smacznie, zazwyczaj szkoda mi czasu na dekorowanie kaszy, którą zaraz zjem.

Jestem okropnie przyziemna i bez grama wyczucia wizualnej estetyki tongue

9

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Mnie to pachnie coachingiem. Czytalam swietny artykul, szkoda ze nie zalinkowalam, w histori mi sie szukac nie chce bo za duzo tego.
Coaching i wszystkie porady typu "jak zyc" to sposob wyciagania kasy, u ludzi z tego korzystajacych nic nie zmieniaja i daje falszywe poczucie ze cos sie robi z wlasnym zyciem.
Najlepsza rada- nie przywiazywac sie do przedmiotow. Tylko ze na tym polega tresura konsumenta, ktory mysli ze jak kupi filizanke to  bedzie herbata lepiej smakowac. Co oczywiscie jest bzdura - kiperzy nie sa np, w stanie rozroznic wina z kartonu od tego z butelki czy piwa z puszki od beczkowego.
Ta tresura jest najbardziej widoczna w kosmetykach. Podloze kremu to sztuczny weglowodor, ale dodany wyciag z koziejmietki sumatrzanskiej (ktory z punktu widzenia dermatologi jest zanieczyszczeniem i alergenem) . Albo super szampon zlozony z plynnego mydla potasowego (ktore jest jedynym skladnikiem dzialajacym) i wyciagi z nikomu niepotrzebnych ziol. I witaminy . Moze mi ktos powie po co witaminy martwej tkance ktora sa wlosy? Chyba tylko C do zakwaszenia, ale taniej i lepiej zakwasza kwasek cytrynowy.

10

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

U mnie przemiana zaczęła się po podróży do Azji. Tam jakoś wszystko toczyło się spokojniej, pełniej. Zauważyłam, że sam klimat europy determinuje bylejakość pod każdym względem. Jemy w mcdonalds bo szybciej... kupujemy w hm bo łatwiej. Ja ostatnio szukam alternatywy dla każdego aspektu życia. Ubieram się w sklepach eko i fair trade - chocby internetowe fairfashionstore. Zamiast jadać na mieście uczę się gotować i szukam nowych smaków. Codziennie spaceruję i ćwiczę. Czytam. Piszę pamiętnik. Jest ciekawiej. smile

11

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Wydaje mi się, że osoby starsze , nauczone pracy a nie nauczone odpoczynku i jego wartości mają problem z celebrowaniem chwil. Dopiero niedawno 'nauczyłam' moją mamę, że codziennie powinna mieć 15 min , żeby w spokoju wypić kawę , herbatę po pracy i porozmawiać, pomarzyć, pomyśleć, zanim pobiegnie do dalszych obowiązków związanych z prowadzeniem domu.

12

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Mnie to pachnie coachingiem. Czytalam swietny artykul, szkoda ze nie zalinkowalam, w histori mi sie szukac nie chce bo za duzo tego.
Coaching i wszystkie porady typu "jak zyc" to sposob wyciagania kasy, u ludzi z tego korzystajacych nic nie zmieniaja i daje falszywe poczucie ze cos sie robi z wlasnym zyciem.
Najlepsza rada- nie przywiazywac sie do przedmiotow. Tylko ze na tym polega tresura konsumenta, ktory mysli ze jak kupi filizanke to  bedzie herbata lepiej smakowac. Co oczywiscie jest bzdura - kiperzy nie sa np, w stanie rozroznic wina z kartonu od tego z butelki czy piwa z puszki od beczkowego.
Ta tresura jest najbardziej widoczna w kosmetykach. Podloze kremu to sztuczny weglowodor, ale dodany wyciag z koziejmietki sumatrzanskiej (ktory z punktu widzenia dermatologi jest zanieczyszczeniem i alergenem) . Albo super szampon zlozony z plynnego mydla potasowego (ktore jest jedynym skladnikiem dzialajacym) i wyciagi z nikomu niepotrzebnych ziol. I witaminy . Moze mi ktos powie po co witaminy martwej tkance ktora sa wlosy? Chyba tylko C do zakwaszenia, ale taniej i lepiej zakwasza kwasek cytrynowy.

Być może częściowo masz rację, ale tylko częściowo. Np. w moim przypadku tak było już od wczesnego dzieciństwa (odkąd sięgam pamięcią), że lubiłam ładne rzeczy i lubiłam się nimi cieszyć. O coachingu nikt wtedy nie słyszał, do reklam nie miałam dostępu, więc tutaj teoria upada. Zawsze trzeba się kierować swoim własnym rozsądkiem. Mnie lepiej herbata smakuje w ładnej filiżance, bo jestem estetką. Lubię podziwiać ładne rzeczy i nie kupuję ich z powodu jakieś mitycznej tresury konsumenta. Na reklamy jestem podatna jedynie w niewielkim stopniu, bo znam te mechanizmy. Także Ty uogólniasz skrajnie w drugą stronę, że niby jeśli ktoś lubi ładne przedmioty, to nie dlatego, że ta osoba tak po prostu ma, tylko wszyscy wmówili jej, że tak ma. Bzdura. Zresztą wymieniamy tu tylko przykłady. Każdy na swój sposób celebruje życie i ta celebracja nie zawsze musi się wiązać z przedmiotami materialnymi. U mnie też nie zawsze się wiążę, to były tylko przykłady.

13

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Dla mnie wazne sa tylko przedmioty majace wartosc emocjonalna, pamiatki, zwlaszcza po kims.
Tez lubilam ladne przedmioty, ale mi przeszlo.
Herbata z filizanki nie smakuje odpowiednio. Po pierwsze naczynie musi byc pokryte nalotem, po drugie powierzchnia lustra cieczy w filizance jest za duza do objetosci. Wiec szybko stygnie i od razu traci smak. Dla mnie herbata z filizanki, a do tego jakas "smakowa" to "takie picie". Nie dla konesera.

14

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Dla mnie wazne sa tylko przedmioty majace wartosc emocjonalna, pamiatki, zwlaszcza po kims.
Tez lubilam ladne przedmioty, ale mi przeszlo.
Herbata z filizanki nie smakuje odpowiednio. Po pierwsze naczynie musi byc pokryte nalotem, po drugie powierzchnia lustra cieczy w filizance jest za duza do objetosci. Wiec szybko stygnie i od razu traci smak. Dla mnie herbata z filizanki, a do tego jakas "smakowa" to "takie picie". Nie dla konesera.

No właśnie, co kto lubi. Dla mnie z kolei nie ma znaczenia szybkie stygnięcie i powierzchnia lustra, bo nie jestem takim smakoszem, by wyczuwać te subtelne różnice. Wolę wrażenia wzrokowe i dzięki nim wszystko mi lepiej smakuje.

15

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Dla mnie ma poniekąd znaczenie, z czego herbatę piję. big_smile Mam z pół tuzina zestawów do herbaty, w tym bodajże 4 azjatyckie, do herbat zielonych. Sencha dużo lepiej smakuje mi z czarki niż z kubka. Herbata jest dla mnie ważna. smile

Natomiast ciuchy już nie. Najchętniej to bym całe dnie w dresach, podkoszulkach czy polarach chodziła wszędzie, ewentualnie w legginsach. Wcale się nie czuję lepiej wyfiokowana i w eleganckich ciuchach, bo fiokowanie się zabrało mi czas, który wolałabym przeznaczyć na czytanie czy pisanie na forum, a eleganckie ciuchy z reguły są mniej wygodne od wygniecionego dresiku. Aranżacja wnętrza też jest mi obojętna - nie ciekawi mnie to, nie interesuje i wcale się lepiej bym nie czuła, jakbym poprzestawiała meble. Raczej gorzej, bo zabrałoby mi to pewnie cały weekend i narobiło bólu pleców.

Czy żyję byle jak? W swojej opinii nie bardzo. Wręcz się za sybarytkę uważam, po prostu odróżniam to, co jest istotne dla mnie, od tego co ktoś uważa, że powinno być dla mnie istotne, żebym nie została przez kogoś tam uznana za byle jaką. tongue

Natomiast jak dla kogoś eleganckie ciuchy i mebelki są istotne, a mimo to ich nie ma? Zapewne go nie stać. Może zadziałać, żeby go było stać? Pewnie. Moja 20-letnia znajoma mogłaby np. prostytutką zostać i raz-raz byłoby ją stać na więcej, no tylko jej to rozwiązanie nie leży, więc z czegoś rezygnuje. Moja przyjaciółka mogłaby pewnie co tydzień biegać do kosmetyczki i kupić sobie nowy super ciuch co miesiąc, musiałaby tylko oddać 2-kę dzieci do sierocińca, bo niestety, ale dzieciaki kosztują. A ona woli mieć dzieci i nie mieć ciucha. Żyje byle jak?

16

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Cslady, imponujesz mi smile

Femte, to nie jest coaching (w którym, swoją drogą, nie widzę nic złego). To normalne dbanie o własne samopoczucie. Każdy ma jakieś rzeczy/zachowania, które sprawiają mu przyjemność. Ludzie, którzy o to nie dbają/"nie widzą sensu" sprawiania sobie przyjemności zwykle, wcześniej czy później, stają się posępni, zmęczeni i zgorzkniali.

Vian, pieniądze bardzo rzadko są faktycznym powodem braku możliwości sprawienia sobie przyjemności. Koleżanka, która lubi eleganckie ciuchy mogłaby przegrzebać wszystkie szmateksy w okolicy i z pewnością by upolowała coś satysfakcjonującego w niskiej cenie. Koleżanka od mebelków - tak samo. A jak nie mebelek to z pewnością udałoby się jej kupić niedrogi drobiazg (lampkę, budzik? ) w swoim stylu. Są na to sposoby, trzeba tylko mieć chęci smile

Ja np. uwielbiam zmiany wyglądu otoczenia, w którym przebywam. Nie będę przecież co miesiąc malować ścian i wymieniać mebli, więc czasem przeciągnę jakiś mebelek w inne miejsce, czasem postawię wielki wiecheć kwiatów w wazonie, pozamieniam miejscami doniczkowe (u mnie są wielkie i jest ich dużo, więc i zmiana widoczna tongue ), zmienię zasłonki, w wersji ekstremalnej kupię nowy dywanik do łazienki big_smile I już. I to jest sprawienie sobie przyjemności smile

17

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Zgadzam się, że nie chodzi o pieniądze. Tydzień temu kupiłam za 8 zł na wyprzedaży 2 piękne szklanki do soków. To chyba nie są duże pieniądze, a codziennie mnie to cieszy, gdy piję sok. Wcześniej nie miałam nawet motywacji, by go wyciskać, a teraz to robię. big_smile Tzn. jeśli komuś nie starcza do pierwszego, to faktycznie może być mu ciężko odłożyć nawet kilka zł. Chodzi mi jednak o to, że największą przyjemność sprawiają jednak proste i w miarę niedrogie rzeczy. Moje dwie ulubione sukienki znalazłam za grosze na allegro, choć były nowe z metkami. Chyba dużą przyjemność sprawia mi sam fakt, że udało mi się znaleźć jakieś perełki za grosze, bo gdyby ta sama rzecz kosztowała bardzo dużo, to najpewniej przeszłabym obojętnie. Gdybym tak szastała pieniędzmi, to nieważne ile zarabiam, wkrótce bym ich nie miała. big_smile Teraz np. dużą przyjemność sprawia mi robienie przetworów na zimę. Wiadomo, nie muszę tego robić, bo to pochłania czas, ale lubię. Potem jest mi miło za każdym razem, gdy zimą piję herbatę z konfiturami własnej roboty. Przynajmniej wiem, co jem. A takie "głupie" konfitury kosztują grosze w porównaniu do sklepowych i przecież z reguły nie robią ich ludzie bogaci. Wprost przeciwnie, bo wolą sobie kupić i mieć z głowy. Sens mojego wywodu jest taki, że - tak jak napisała Vinnga - każdy jest w stanie znaleźć jakąś przyjemność dla siebie, jeśli tylko chce. One wcale nie muszą być kosztowne. A jeśli kogoś stać i lubi, to niech sobie zmienia meble raz w miesiącu, komu to przeszkadza? big_smile Przyjemność to i tak bardzo indywidualna kwestia i nie każdego cieszy to samo. Jeśli niewiele zarabiająca osoba marzy o pięknym domu i meblach, to zawsze może się cieszyć jakąś namiastką tego, trzeba tylko umieć ją znaleźć. Kiedy studiowałam, to też marzyłam o własnym domu z wielkim ogrodem. W mieszkaniu studenckim miałam jedynie niewielki balkon, ale latem w mojej wyobraźni pełnił funkcję ogrodu. Zmieściło się tam tylko krzesło, ale poobwieszałam go kwiatami, powiesiłam lampki i teraz ten czas wspominam z nostalgią. Czasami chciałabym sobie posiedzieć na tym balkonie, mimo że mam teraz wielki ogród.

18

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Sprawa pierwszorzędna z mojego punktu widzenia to życie w zgodzie z samym sobą i całkowite ignorowanie tych co nas krytykują. Szczególnie przyjemne jest dochodzenie do tego stanu poprzez szereg etapów pośrednich. Ja ma bardzo kosztowne hobby i kilka pomniejszych więc moim celem było zdobycie takiej pozycji, która umożliwiłaby mi realizację moich przyjemności bez zbytniego obciążania budżetu. Krok po kroku jestem bliżej...a może dalej bo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

19

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

vinnga
wiem czym jest coaching. Ale mysle globalnie, mam na mysli caly system "wierzen" ktore sie ludziom wtlacza do glowy. Wszyscy uznaja to za prawde objawiona. Takie "pozytywne myslenie" "zycie zgodne z natura" i tak dalej. Przyklady biore akurat z zywienia czy kosmetyki, bo na tym sie znam.
A wszystko to napedza tylko interes tym sprzedajacym zludzenia.
Maly przyklad. W lusce zboz kumuluja sie metale ciezkie i srodki ochrony roslin. A lansowane jest razowe pieczywo i otreby. Te metale sa potem kumulowane w organizmie. Czyli w zaden sposob nie sa z niego wydalane.
Ktos powie - ziolka na oczyszczenie organizmu. Wiec sie pytam - na jakie substancje dzialaja, jaki jest mechanizm, w jaki sposob i jaka droga sa te substancje wydalane. Zeby nie zapytac o wyniki badan....
Jakby ktos lansowal picie herbaty z naczynia pokrytego nalotem (nagarem) o grubych sciankach to nikomu by herbata ze zloconej filizanki nie smakowala. Tymczasem takie sa metody uzyskania najlepszego smaku. Mycie filizanki w plynie czy pastylkach powoduje ze naczynie nie nadaje sie do uzytku, trzeba kilka razy wyparzyc. A jeszcze lepiej naparzyc kilka herbat i wylac.
Ja sie az tak nie stosuje, pokazuje tylko mechanizm dzialania poradnikow i reklamy.
Kazdy ma byc wzorowym pracownikiem i konsumentem.
Latwiej i lepiej zyje sie gdy sie nie ma za duzo przedmiotow. Ktore wymagaja pracy i pieniedzy, wiec w sumie zzeraja czas.

20

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Otoczenie, urządzenie wnętrz, rośliny, ładna zastawa- to wszystko dla mnie co jest wręcz NIEZBEDNE do dobrego samopoczucia. Zeby już nie mówić o podstawie, jaką jest czystość big_smile W byle jakim pokoju, z byle jakimi meblami, byle jakimi ozdobami, a do tego jeszcze bajzlem, herbata mi nie tyle nie będzie smakować, nawet jak jest z najwyższej półki, ale w ogóle nie będę się w stanie zrelaksować. Dlatego mój dom jest przemyślany w najmniejszym detalu, codziennie chuchany, dmuchany, sprzątany, wypachniany i strojony big_smile

I nie zgadzam się z Femte. Właśnie czyjś nastrój ma kolosalny wpływ na to czy komuś coś podchodzi czy nie. Kiedy czujemy się komfortowo, to nawet przeciętne wino nabiera pozytywnego zabarwienia.

21

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Femte - KAZDY jest inny.
Ja na przyklad MUSZE miec duzo rzeczy w domu, teraz siedze w jednym pokoju (akurat sypialni i patrze wokol): 7 antyram z Monroe na scianach, czerwone sciany (nie wszystkie!!), czerwony dywan, czerwone doniczki, toaletka, obraz, wieeeelki misiek (i obok niego dwa mniejsze), masa poduszek roznych rozmiarow, pufy, perfumy, ozdobne wazony, lusterka), lampy, wielki kapelusz z Wenecji, podkowa konia na ktorym kiedys jezdzilam. Jakby mi ktos to wszystko zdjal i machnal na bialo to czulabym sie okropnie.
Ja MUSZE miec ladne ciuchy i duzo kosmetykow, MUSZE rano nalozyc ten glupi cien do powiek i miec cala paletke na zmiane bo inaczej czulabym sie zle.
MUSZE jesc zdrowe dobre rzeczy, wyjechac na wakacje gdzies, robic duzo zdjec, studiowac 2 kierunki, szkolic sie i robic praktyki i brac na siebie jak najwiecej, a przy tym znajdowac czas na takie rzeczy jak rajd po muzeach miejskich (planuje zrobic w tym miesiacu).
Ja musze miec realne rzeczy w zyciu, zeby moc sobie wypisac, co zrobilam/osiagnelam tego i tego dnia.
Dlaczego? Bo inaczej czulabym sie jak jedno wielkie g*****.
Mnie coaching pomogl i nie interesuje mnie co mysla o nim inni.

22 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-18 14:39:35)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Co do coachingu, to przecież nie na każdego musi działać. Ja próbowałam, ale mnie on nie motywuje ani na mnie nie działa. Ot, jest mi obojętny. W moim przypadku to byłyby pieniądze wyrzucone w błoto. Nigdy nie lubiłam np. czytania jakichś poradników typu "jak żyć", bo one budzą mój naturalny sprzeciw. To jednak tylko moja osobista reakcja, bo są ludzie, którym takie rzeczy są potrzebne i nie jest to żadne wmawianie. Pewnie, można sobie snuć domysły, że dana osoba osiągnęłaby to wszystko na własną rękę i nie musiałaby korzystać z usług coachów. Może i by osiągnęła, a może nie. Czasami jest potrzebna jakaś zachęta i zewnętrzna motywacja. Jeśli komuś coaching pomoże, to dla mnie liczy się tylko i wyłącznie ten rezultat końcowy. Jeśli jest on konkretny i namacalny, to wszelkie argumenty przeciw są wręcz śmieszne, bo jak można dyskutować z twardymi faktami? Tutaj naprawdę wystarczy zdrowy rozsądek. Jeśli ktoś jest bydłem, które posłusznie idzie za stadem i nie myśli o tym, co dla niego osobiście jest najlepsze, to wtedy będzie dawał się naciągać na różne niepotrzebne usługi. Ale tutaj problem tkwi w otępieniu tej osoby, a nie w różnorodności świadczonych usług, które być może innym ludziom są bardzo potrzebne. Trzeba się ogarnąć i zacząć myśleć za siebie, to rozwiąże wszelkie problemy.

23

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Na temat coachingu mam bardzo wyrobione zdanie. To pewnie dla tego, że znam kilku wziętych na rynku coachów i wiem co mówią przy wódce. Ten cały coaching to takie nowe opium dla mas aby mogły się poczuć jak wybrani.

24

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja sie teraz rozgladam, drzwi otwarte na ogrod, wielkie okna, morskie powietrze .
Fakt, ta "morska bryza" to najczesciej smrod  gnijacych wodorostow. Ktos sie zachwycal zapachem o tej nazwie.
Teraz mam nawet czysto, bo suka w Polsce. Ale jak byla to chodzila na ogrod i z powrotem. Mialam podloge dziesiec razy dziennie czyscic? Przyzwyczailam sie ze zawsze jakies kawalki trawy albo listki lezaly, szkoda moich nerwow.
Posilek zjem na zewnatrz.
Zadnych szmat w oknach -po co? Zielen jest lepsza dekoracja niz obrazy. W zeszlym roku mialam tyle kwiatow za oknem i wewnatrz ze czulam sie jakbym mieszkala na srodku klombu.

25

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Co do coachingu, to przecież nie na każdego musi działać. Ja próbowałam, ale mnie on nie motywuje ani na mnie nie działa. Ot, jest mi obojętny. W moim przypadku to byłyby pieniądze wyrzucone w błoto. Nigdy nie lubiłam np. czytania jakichś poradników typu "jak żyć", bo one budzą mój naturalny sprzeciw. To jednak tylko moja osobista reakcja, bo są ludzie, którym takie rzeczy są potrzebne i nie jest to żadne wmawianie. Pewnie, można sobie snuć domysły, że dana osoba osiągnęłaby to wszystko na własną rękę i nie musiałaby korzystać z usług coachów. Może i by osiągnęła, a może nie. Czasami jest potrzebna jakaś zachęta i zewnętrzna motywacja. Jeśli komuś coaching pomoże, to dla mnie liczy się tylko i wyłącznie ten rezultat końcowy. Jeśli jest on konkretny i namacalny, to wszelkie argumenty przeciw są wręcz śmieszne, bo jak można dyskutować z twardymi faktami? Tutaj naprawdę wystarczy zdrowy rozsądek. Jeśli ktoś jest bydłem, które posłusznie idzie za stadem i nie myśli o tym, co dla niego osobiście jest najlepsze, to wtedy będzie dawał się naciągać na różne niepotrzebne usługi. Ale tutaj problem tkwi w otępieniu tej osoby, a nie w różnorodności świadczonych usług, które być może innym ludziom są bardzo potrzebne. Trzeba się ogarnąć i zacząć myśleć za siebie, to rozwiąże wszelkie problemy.

Ja kupiłam jedną książkę, pisaną przez coucha i to mi wystarczyło. Wydatek 30 zł.
I nie interesuje, co mówią przy wódce.
Chodzi o to, że uświadomiłam sobie że nie warto marnować czasu na ryczenie i że mogę zrobić bardzo dużo.
Chociaż fakt faktem, trafiło na podatny grunt, bo zawsze spoglądałam z sarkazmem na ludzi spędzających kilka godzin dziennie przed tv i to się zapewne nigdy nie zmieni.
Wy tutaj pewnie nie żyjecie tak jak 90% społeczeństwa, ale popatrzcie po ludziach. Żyją byle jak i nie da się tego ukryć. Nawet żadnych przemyśleń nie mają. Dziwię sie, że nie wpadają w depresję.

26 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-08-18 16:29:33)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Ja sie teraz rozgladam, drzwi otwarte na ogrod, wielkie okna, morskie powietrze .
Fakt, ta "morska bryza" to najczesciej smrod  gnijacych wodorostow. Ktos sie zachwycal zapachem o tej nazwie.
Teraz mam nawet czysto, bo suka w Polsce. Ale jak byla to chodzila na ogrod i z powrotem. Mialam podloge dziesiec razy dziennie czyscic? Przyzwyczailam sie ze zawsze jakies kawalki trawy albo listki lezaly, szkoda moich nerwow.
Posilek zjem na zewnatrz.
Zadnych szmat w oknach -po co? Zielen jest lepsza dekoracja niz obrazy. W zeszlym roku mialam tyle kwiatow za oknem i wewnatrz ze czulam sie jakbym mieszkala na srodku klombu.

No widzisz, ja też mam psa i drzwi do ogrodu w kuchni, a brudnej podłogi nie mogę zdzierżyć. Angielską zimą, bywało, że trzy razy na dzień myłam. Mniej mi przeszkadza mały fizyczny wysiłek przetarcia płytek niż brud, liście i błoto. Podobnie z sierścią- odkurzam ze dwa razy dziennie, dywan i kanapy. Największa tragedia ostatniej Wielkanocy to był odkurzacz, który mi zdechł tongue

W oknach mam zasłony, które oddaję co pół roku do profesjonalnego czyszczenia i nie wyobrażam sobie gołego szkła. Dla mnie to wygląda jakby nikt w domu nie mieszkał.

Ale to kwestia przyzwyczajeń i gustu.

27

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja mam ostatnio świra i zamiast jeść osobno banana i pić kawę to robię kawę z bananem big_smile

28 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-18 16:51:19)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Ja mam ostatnio świra i zamiast jeść osobno banana i pić kawę to robię kawę z bananem big_smile

A to akurat nie jest głupie. Ja sobie robię taki koktajl na zimno i miksuję mleko, kawę rozpuszczalną, banana i trochę lodów waniliowych (plus przyprawy). Smak banana bardzo dobrze komponuje się z kawą. big_smile

29

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ja mam ostatnio świra i zamiast jeść osobno banana i pić kawę to robię kawę z bananem big_smile

A to akurat nie jest głupie. Ja sobie robię taki koktajl na zimno i miksuję mleko, kawę rozpuszczalną, banana i trochę lodów waniliowych (plus przyprawy). Smak banana bardzo dobrze komponuje się z kawą. big_smile

Ale kawe wcześniej zaparzasz?

30

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ja mam ostatnio świra i zamiast jeść osobno banana i pić kawę to robię kawę z bananem big_smile

A to akurat nie jest głupie. Ja sobie robię taki koktajl na zimno i miksuję mleko, kawę rozpuszczalną, banana i trochę lodów waniliowych (plus przyprawy). Smak banana bardzo dobrze komponuje się z kawą. big_smile

Ale kawe wcześniej zaparzasz?

Nie, nie zaparzam, ale zgodnie z przepisem powinno się to robić (chociaż tutaj było espresso, a nie rozpuszczalna). Może moja modyfikacja jest dziwaczna, ale bardzo mi smakuje. big_smile Zwłaszcza z odpowiednimi przyprawami. Mam taką mieszankę w młynku, gdzie wrzuciłam kardamon, cynamon, laskę wanilii i coś tam jeszcze. Dzisiaj mimo tych temperatur jakoś poczułam nadchodzącą jesień i już nie mogę się doczekać (no, może nie tak bardzo, bo lato jest fajne) siedzenia pod kocem z psem na kolanach i picia grzanego wina. Ogólnie prawie nie piję niczego alkoholowego, ale grzane wino odpowiednio przygotowane jest cudowne.

31

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Pod wpływem tych waszych pogaduszek zrobiłam sobie dzisiaj smażonego łososia. Łososia uwielbiam, ale praktycznie nigdy go nie kupuję, bo za drogi smile Dzisiaj pomyślałam logicznie, że porcja dla mnie kosztuje tyle co kebab (którego kupuję znacznie częściej niż łososia a lubię znacznie mniej big_smile ) , nabyłam i upichciałam smile

A kawę mrożoną robię tak: rozpuszczam w odrobinie wody kawę rozpuszczalną, dolewam zimnego mleka i na to pakuję kupkę lodów, zależnie od uznania.
No cóż, właśnie muszę iść sobie taką zrobić, bo nie można w tym wątku odmawiać sobie przyjemności big_smile

Femte, człowiek ma mózg, żeby go używać i wybierać z całej podawanej masy informacji te dla niego najlepsze. Najlepiej jest testować na sobie. Jeśli mój organizm wrzeszczy, że nie chce otrąb to nie będę ich jadła, choćby wszystkie poradniki świata kazały mi jeść otręby.
Uwielbiam książki z cyklu "jak żyć", co nie znaczy, że żyję wg tych książek. Trudne to by było, bo często są ze sobą sprzeczne smile Samo ich czytanie sprawia mi przyjemność, wprowadza w dobry nastrój, daje jakiś przypływ energii. A czasem faktycznie zdarzają się porady, które chcę wcielić w życie, więc to robię. I daje to wymierne rezultaty.

Chillgressive, ja z kolei wiem co robią wykładowcy Politechniki Warszawskiej po wódce tongue I co z tego, skoro na trzeźwo odwalają kawał dobrej roboty?

Nie ma takiej rzeczy, która byłaby dobra dla każdego i zawsze. Ale jeśli coś pomaga chociaż jakiejś niewielkiej grupie osób to jest to dobre i już smile

32

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
vinnga napisał/a:

Chillgressive, ja z kolei wiem co robią wykładowcy Politechniki Warszawskiej po wódce tongue I co z tego, skoro na trzeźwo odwalają kawał dobrej roboty?

Wybacz ale porównanie pracowników naukowych do zwykłych szarlatanów jest nie na miejscu.

33

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Łosoś jest pyszny. Już wiem, co będzie jutro na kolację. big_smile Dziś mój partner zaserwował mi niebiesko-zielonego drinka, bo to moje ulubione kolory. Nie wiedziałam czy mam na niego patrzeć czy pić. W końcu lód zaczął się rozpuszczać i musiałam wypić. Jutro chyba też sobie zrobię jakiegoś kolorowego drinka, ale już bezalkoholowego. W liceum chodziłam do kawiarni, gdzie podawali najlepsze drinki bezalkoholowe i do tego wyglądały po prostu pięknie. Najbardziej lubiłam drinka kokosowego z syropem różanym. Żałuję, że wtedy nie zapytałam o przepis, bo już nie ma tej kawiarni, a ja niestety nie umiem go odtworzyć.

Muszę się przyznać, że w jednej kwestii rzeczywiście udzieliła mi się moda. Naoglądałam się w serialach, filmach i u znajomych, że po ciężkim dniu pracy ludzie lubią sobie wypić kieliszek wina. Jakoś ten obraz utrwalił się w mojej wyobraźni i teraz czasami sama tak robię (tylko u mnie to 1/4 kieliszka). Do tego dostałam w prezencie ładne kieliszki, które stoją i kuszą. Czasami zatem piję wino dla samego rytuału, który jakoś mi się kojarzy z relaksem i odprężeniem. No i dla wrażeń estetycznych oczywiście. Mimo, że powody są jakie są, to nie uważam, żeby było w tym coś złego. Ważne, że mam świadomość działania takiego mechanizmu.

Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Źródło: Internet.

34

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Lososie sa trzymane w ogromnym zageszczeniu, karmione sztucznie, dostaja mase antybiotykow i dodatkow paszowych. Sa zmutowane tak ze im sie pysk nie zamyka. Jedyna opcja to losos wolno zyjacy, ale takie sa strasznie drogie i nie do dostania w zwyklych sklepach.

35

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Lososie sa trzymane w ogromnym zageszczeniu, karmione sztucznie, dostaja mase antybiotykow i dodatkow paszowych. Sa zmutowane tak ze im sie pysk nie zamyka. Jedyna opcja to losos wolno zyjacy, ale takie sa strasznie drogie i nie do dostania w zwyklych sklepach.

Do każdego jedzenia można znaleźć argument na "nie". Nie można dać się zwariować. Inaczej każdy powinien mieć ogródek i jeść tylko to, co sam sobie wyhoduje.

36

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
vinnga napisał/a:

Vian, pieniądze bardzo rzadko są faktycznym powodem braku możliwości sprawienia sobie przyjemności. Koleżanka, która lubi eleganckie ciuchy mogłaby przegrzebać wszystkie szmateksy w okolicy i z pewnością by upolowała coś satysfakcjonującego w niskiej cenie. Koleżanka od mebelków - tak samo. A jak nie mebelek to z pewnością udałoby się jej kupić niedrogi drobiazg (lampkę, budzik? ) w swoim stylu. Są na to sposoby, trzeba tylko mieć chęci smile

Och Vinnga, no jasne, że JAKIŚ DROBIAZG można kupić, albo CZASEM TRAFI SIĘ OKAZJA. smile Ale to nie jest tak, że można sobie mieszkanie zrobić wymarzone kupując mebelki za kilka złotych albo co miesiąc upolować elegancką garsonkę z lumpeksu. Wiem, bo moja mama tak polowała i wtedy nie pracowała, mogła sobie pozwolić na wycieczkę o świcie przez całe miasto, bo dostała cynk, że do tego a tego lumpeksu w czwartki przywożą rano dostawę i mogła wystawać w kolejkach, a mimo to nie ma szafy zapełnionej takimi ciuchami, to były okazje od czasu do czasu. A jak ktoś pracuje i do tego dzieci ma, to średnio sobie może pozwolić na bieganie od sklepu do sklepu i spędzanie tam godzin całych na przerzucaniu ciuchów w koszach, bo tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale i o czas, który również jest zasobem.

Więc ja się nie zgadzam, że można żyć na jakim się chce poziomie, mieć mieszkanie jakie się chce, ciuchy jakie się chce i to od pieniędzy nie zależy. To jest takie modne mówienie, ale w praktyce na dłuższą metę się zupełnie nie sprawdza. Można najwyżej w OGRANICZONYM ZAKRESIE się starać o to, ale jak się ma ograniczone zasoby, to zwykle trzeba z czegoś rezygnować.

37 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-18 22:34:09)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:
vinnga napisał/a:

Vian, pieniądze bardzo rzadko są faktycznym powodem braku możliwości sprawienia sobie przyjemności. Koleżanka, która lubi eleganckie ciuchy mogłaby przegrzebać wszystkie szmateksy w okolicy i z pewnością by upolowała coś satysfakcjonującego w niskiej cenie. Koleżanka od mebelków - tak samo. A jak nie mebelek to z pewnością udałoby się jej kupić niedrogi drobiazg (lampkę, budzik? ) w swoim stylu. Są na to sposoby, trzeba tylko mieć chęci smile

Och Vinnga, no jasne, że JAKIŚ DROBIAZG można kupić, albo CZASEM TRAFI SIĘ OKAZJA. smile Ale to nie jest tak, że można sobie mieszkanie zrobić wymarzone kupując mebelki za kilka złotych albo co miesiąc upolować elegancką garsonkę z lumpeksu. Wiem, bo moja mama tak polowała i wtedy nie pracowała, mogła sobie pozwolić na wycieczkę o świcie przez całe miasto, bo dostała cynk, że do tego a tego lumpeksu w czwartki przywożą rano dostawę i mogła wystawać w kolejkach, a mimo to nie ma szafy zapełnionej takimi ciuchami, to były okazje od czasu do czasu. A jak ktoś pracuje i do tego dzieci ma, to średnio sobie może pozwolić na bieganie od sklepu do sklepu i spędzanie tam godzin całych na przerzucaniu ciuchów w koszach, bo tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale i o czas, który również jest zasobem.

Więc ja się nie zgadzam, że można żyć na jakim się chce poziomie, mieć mieszkanie jakie się chce, ciuchy jakie się chce i to od pieniędzy nie zależy. To jest takie modne mówienie, ale w praktyce na dłuższą metę się zupełnie nie sprawdza. Można najwyżej w OGRANICZONYM ZAKRESIE się starać o to, ale jak się ma ograniczone zasoby, to zwykle trzeba z czegoś rezygnować.

Co kto lubi.
Pracowałam (elastyczny czas pracy), studiowałam jeden kierunek, drugi kierunek  - w tym samym czasie, na 1 roku studiów
Nawet w tym samym czasie szykowałam się do startu na radną big_smile
NIGDY nie było to powodem nieposprzątanego mieszkania, złego ubierania się (bo kandydatka wyglądać musi), nieumalowania czy jedzenia co popadnie.
Teraz przez jeden miesiąc depresji nie miałam do roboty TOTALNIE NIC (sesja zaliczona, obowiązków zero, gapienie się w ścianę i ryczenie) i zaniedbywałam swoje życie (na szczęście ten czas minął).
Nikt mi nie powie, że się nie da, ale jest to te kwestia priorytetów.
Zauważyłam, że ciągle wytłumaczeniem braku czasu, niewyspania, braku rozwoju zawodowego, braku rozwoju osobistego są dzieci. I bardzo dużo osób narzeka, że nei stać je na coś dla siebie, że nie mają czasu, że niewyspane, że w pracy ciężej bo nie mogą dawać z siebie 100000 procent, bo dzieci. W takim razie zapytam się - skoro jesteś nieszczęśliwy i nie cieszysz się życiem, to po co te dzieci? Próbuje się wmawiać (w kampaniach społecznych) jak to 40letnie kobiety żałują że nie zdecydowały się na dziecko, a ja widzę coś innego - bardzo dużo dziewczyn bez dzieci jest o niebo szczęśliwsze niż młode matki. Nie widzę pełni szczęścia u moich brzuchatych równolatek albo tych które już biegają z wózkiem. A dziewczyny bez dzieci zarabiają na SWOJE przyjemności, na SWOJE podróże, na SWOJĄ edukację. I śpią smile A sen to podobno podstawa szczęścia wink
Ja w tym aspekcie (bo są aspekty, w których rezygnuję z własnego komfortu - zwierzęta) jestem skrajną egoistką. Mój komfort jest dla mnie tu akurat najważniejszy i chcę być całe życie szczęśliwa i CAŁE ŻYCIE się realizować.

38

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, no ale chyba o to chodzi właśnie, że jak się chce dwie rzeczy, z których jedna przeszkadza drugiej, to trzeba zwykle z czegoś zrezygnować albo coś ograniczyć, tak? Jak ja chcę jednocześnie mieszkać w swoim domu i w Chinach to się muszę zdecydować, czego chcę bardziej, bo dom do Chin przetransportować nienaruszony raczej ciężko. big_smile Jak moja przyjaciółka chciała dzieci i tego konkretnego mężczyznę (który nie zarabia za wiele), to musiała zdecydować - czy woli to czy ciuchy i czas oraz pieniądze na kosmetyczki, spa i fryzjerów. Zdecydowała i jest zadowolona ze swojej decyzji i swojego życia.

A potem jakiś couch pisze w internecie, że jej życie jest byle jakie bez ciuchów, fryzjera i spa i że się nie powinna tym zadowalać. To są bzdury na kółkach.

39 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-18 23:04:56)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, no ale chyba o to chodzi właśnie, że jak się chce dwie rzeczy, z których jedna przeszkadza drugiej, to trzeba zwykle z czegoś zrezygnować albo coś ograniczyć, tak? Jak ja chcę jednocześnie mieszkać w swoim domu i w Chinach to się muszę zdecydować, czego chcę bardziej, bo dom do Chin przetransportować nienaruszony raczej ciężko. big_smile Jak moja przyjaciółka chciała dzieci i tego konkretnego mężczyznę (który nie zarabia za wiele), to musiała zdecydować - czy woli to czy ciuchy i czas oraz pieniądze na kosmetyczki, spa i fryzjerów. Zdecydowała i jest zadowolona ze swojej decyzji i swojego życia.

A potem jakiś couch pisze w internecie, że jej życie jest byle jakie bez ciuchów, fryzjera i spa i że się nie powinna tym zadowalać. To są bzdury na kółkach.


Czytałaś kiedyś książkę coucha? Wcale nie piszą o ciuchach, fryzjerze i spa. Nic takiego nie znalazłam.
Znalazłam za to bardzo dużo o: pracy, czasie wolnym TYLKO DLA SIEBIE, stawianiu sobie wyzwań, dbaniu o zdrowie i kondycję fizyczną, sporcie, rozwoju zawodowym.
Piszą o Twoim własnym rozwoju i stawianiu sobie celów.
Couch pisze, że nie powinieneś zadowalać się czymś mniejszym, niż oczekujesz w danej dziedzinie.

Edit: zobacz, nie do wszystkiego potrzebujesz pieniędzy.
Wbrew pozorom kupowanie nowych rzeczy nie daje Ci poczucia SAMOREALIZACJI.
Ale już pójście pobiegać czy nawet poćwiczenie przed laptopem tak. Poczytanie książki tak. Studiowanie - tak. Zrobienie szkolenia, nawet darmowego - tak. Nauka obcego języka - tak.
Wiesz co mi ostatnio dało największą satysfakcję? nie sukienka, nie nowy kolor włosów. To, że dostałam nagłą wiadomość że mój artykuł zakwalifikował się do publikacji w prawniczym czasopiśmie. Wiesz ile do tego trzeba było pieniędzy? ZERO. Tylko laptop, książki z biblioteki (nikt nie kupuje przecież co miesiąc 20 książek specjalistycznych) i BARDZO DUŻO CZASU I SAMOZAPARCIA.  Za to trzeba było nad tym posiedzieć jakieś... 50 godzin.
Już dawno postanowiłam sobie, że żadna istota nie zakłóci mi właśnie takich euforii przy otrzymywaniu takich wiadomości wink
I właśnie TO jest dla mnie dużo ważniejsze niż ciuchy, spa, fryzjer. Moje studia, to że chcę być autorką co najmniej 20 publikacji prawniczych, mieć doktorat, ćwiczyć kilka godzin w tygodniu, pracować na pełnych obrotach, czytać książki, robić podyplomówki, moje największe marzenie - być zaje...... radcą prawnym. Dzieci pokrzyżowałyby plany. I to wcale nie finansowego. CZASOWE właśnie.

Couch NIGDZIE nie zachęca Cię do trwonienia pieniędzy na miliony ciuchów i butów. Couch pokazuje Ci, że PRZENIGDY nie warto rezygnować ze swoich MARZEŃ. A żeby marzyć o szmatach to trzeba być dość płytkim, nie sądzisz? I mówię to ja, shopoholik wink

40

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, nie traktuj tak dosłownie wszystkiego, co napiszę. smile I tak, czytałam książki coachingowe. Znam nawet osobiście kilkunastu coachów.
Ten post, który cytujesz, odnosiłam bardziej do tego tematu i jego pierwszego wpisu, który daje do zrozumienia, że jak masz ochotę na wycieczkę do Hiszpanii i drogie sushi a go sobie nie fundujesz, to żyjesz byle jak.

To, co mi przeszkadza w tym temacie, to że nie ma mowy o PRIORYTETACH.

41

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No ja też nie odbieram tego całego coachingu jako mówienia o ciuchach i fryzjerze. Wprost przeciwnie. Chociaż być może się nie znam, bo nie stykałam się z nim aż tak bardzo. Mój partner przez jakiś czas miał nawet swojego coacha i był zadowolony, bo sesje pozwoliły mu sobie uświadomić czego chce najbardziej (bo miał za dużo pomysłów) i jak to osiągnąć. Pewnie mógł do tego sam dojść, ale stwierdził, że jego czas jest cenny, więc woli komuś zapłacić niż siedzieć nad tym sam jeszcze dłużej. Ja często też zawodowo miewam takie chwile, ale mnie bardziej pomaga konkretny mentoring niż coaching.

42

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kochane, ale ja potrzebuję klaryfikacji - mówimy o TYM KONKRETNYM coachingu z pierwszego postu tego tematu, czy o coachingu w ogóle? Ja piszę tylko i wyłącznie o tym temacie. big_smile

43 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-18 23:40:06)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, nie traktuj tak dosłownie wszystkiego, co napiszę. smile I tak, czytałam książki coachingowe. Znam nawet osobiście kilkunastu coachów.
Ten post, który cytujesz, odnosiłam bardziej do tego tematu i jego pierwszego wpisu, który daje do zrozumienia, że jak masz ochotę na wycieczkę do Hiszpanii i drogie sushi a go sobie nie fundujesz, to żyjesz byle jak.

To, co mi przeszkadza w tym temacie, to że nie ma mowy o PRIORYTETACH.

Ok, pewnie zbyt dosłownie zrozumiałam, jak to ja big_smile
Nie wiem, ciężko mi czytać między wierszami sad
Mi nie chodzi o to co kto kupuje i ile zarabia.
Mi bardziej chodzi o standardowego Polaka - robota 8 godzin, gotuje obiad, niańczy dzieciarnie, posiedzi przed tv, idzie spać. Nikt mi nie powie, że to nie jest styl życia zdecydowanej większości.
Jest MULTUM rzeczy, które można zrobić nawet nie wydając ani grosza albo wydając mało i rozważnie.
Są darmowe wstępy do muzeów w niektóre dni. W inne za złotówkę.
Wiesz ile dałam wczoraj za wizytę w jednym z miejskich ogrodów? 2 złote (ulgowy, normalny 4). Przecież to jest NIC, a spędziłam miło popołudnie. Popatrzyłam na strumyk i kaczki, poczytałam książkę.
Można wypożyczyć książki z biblioteki albo zaiwestować w niedrogi czytnik/tablet i czytać w pdfie nawet dość nowe rzeczy.
Można iść do parku i posiedzieć.
Można iść biegać, na rower, na rolki, na dłuuuugi spacer z psem sąsiadów (jak nie masz swojego).
Można włączyć film zamiast tego durnego serialu.
Można jechać za miasto jak jest ładna pogoda.
Można zarezerwować 2 miesiące wcześniej bilet na Polskiego Busa i za 20 zł objechać do Berlina w tą i z powrotem (koleżanka tak zrobiła, wyjechała o północy jednego dnia, o 5 nad ranem była w Berlinie, zwiedzała do północy, o 5 nad ranem dnia następnego była w domu,  ja sama zamierzam jechać ale boję się bo nie znam języka, ale pojadę sobie sama w samotną podróż, bo tak postanowiłam big_smile ).
Ostatnio można było obejrzeć spadające gwiazdy, wystarczyło wyjść przed dom.
Można zamiast zwykłej herbaty zrobić taką w tej głupiej filiżance która stoi i się kurzy.
Można sobie zrobić maseczkę nawet z 2 łyżek jogurtu (a jest świetna na suchą skórę i lepsza od chemii, ja akurat lubię naturalne rzeczy jak się da zastąpić).
Można malować, można szkicować, można projektować (ja projektuję sukienki, sam koszt projektu to kartka i ołówek).
Można kupić za 5 dych książkę z płytą i uczyć się języka.
W większych miastach bez przerwy są organizowane jakieś eventy, na które wstęp jest za free. Darmowe szkolenia, które dają dużo w życiu zawodowym też są.


A teraz mi powiedz, ile osób to zrobi, a ile wróci do domu i odpali serial.
A potem powiedz, jak nie traktować ludzi jak idiotów.


Edit: przeraża mnie to.
A jeszcze bardziej przeraża mnie to, że większość młodych to kopiuje.
Mój kolega - rok po studiach, skończył 2 kierunki (te same co ja robię), człowiek niesamowicie zdolny, który był najlepszym absolwentem najlepszego liceum w województwie usprawiedliwia taki styl życia. I to jest przerażające, bo niedługo sam się w niego wbije. I już zaczyna ciągle marudzić jak jest źle. Ja jestem marudą. Ale narzekam na SIEBIE (wiem, to mój defekt psychiczny, ale lepsze to niż narzekanie na wszystko, na co nie mam wpływu).
On chce iść na doktorat. I wiecie co? Obudził się TERAZ, rok po studiach, gdzie już wszyscy chętni wcześniej rozmawiali z profesorami i ciężko mu znaleźć opiekuna. I co? I snuje jakieś chore teorie o tym jaka to mafia jest na uczelni. Ale PRZEPRASZAM BARDZO, chłopak jest zdolny, ALE przez całe 5 lat studiów nie napisał ani jednego artykułu naukowego (dla przykładu ja napisałam już kilka i zamierzam do końca studiów dobić do co najmniej 10), nie udzielał się w żadnym kole naukowym, żeby poznać wykładowców. I mówi jakie to niesprawiedliwe że ja będę mieć tak łatwo pewnie za 2 lata. Tylko że ja ZAPRACOWAŁAM na to żeby mnie wszyscy w tej wybranej katedrze znali i lubili, przykro mi. Nie miałam tak ŻADNYCH znajomości przychodząc na studia, po prostu nie boję się z nimi rozmawiać i zasuwam przy ogranizacji konferencji. A on snuje teorie o spiskach.
Co więcej - pogorszył się na ostatnim roku, bo wolał poświęcać czas lasce, która i tak się puściła w czworokącie z własną siostrą.
Szkoda mi go, ale nikt mi nie powie, że to nie jest jego wina. Sam sobie zapracował. Na dodatek robi z siebie malkontenta i mówi, że wszystko jest do d*** tylko inni mają szczęście.

Do czego zmierzam - ludzie źle wybierają. Źle lokują czas. Tak jak ten kolega. A potem mówią, jacy są nieszczęśliwi. I co? I nie będzie miał chłopak ani tego doktoratu, ani tej laski, co się puściła. A teraz, zamiast się ogarnąć, wraca o 16 z pracy i pije piwo.

44

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja w takim razie dziwnie odebrałam pierwszy post, bo w moim odczuciu to były przykłady, które nie muszą zadziałać u każdego tak samo.

Kammiś, z seriali też można uczyć się języka o ile nie ogląda się z lektorem. Chociaż miałam kiedyś sąsiadkę, starszą osobę, która oglądała dużo telenowel i dzięki nim zapamiętała jakieś hiszpańskie zwroty, choć podejrzewam, że na wycieczce nie przydałyby się jej zdania "Alvaro, bardzo cię kocham. Nie dbam o to, że jesteś synem brata żony wujka i jednocześnie siostrzeńcem męża ciotki mojego dziadka. Pobierzmy się".

45

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, ja się z Tobą zgadzam i ja np. tak żyję, ale ja nie mam dzieci i mogę żyć jak chcę. Tylko ode mnie zależy, jak spędzę czas, co z nim zrobię i mnie będą dotyczyły te decyzje. A niestety ci typowi Polacy o których piszesz często gęsto mają rodziny jak moja przyjaciółka. Jasne, część tych rzeczy może i część robi, ale części nie. I tu wkraczają priorytety - dla mnie priorytetem jest żyć jak chcę, a dla niej mieć dzieci. smile

46 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-19 00:13:57)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, ja się z Tobą zgadzam i ja np. tak żyję, ale ja nie mam dzieci i mogę żyć jak chcę. Tylko ode mnie zależy, jak spędzę czas, co z nim zrobię i mnie będą dotyczyły te decyzje. A niestety ci typowi Polacy o których piszesz często gęsto mają rodziny jak moja przyjaciółka. Jasne, część tych rzeczy może i część robi, ale części nie. I tu wkraczają priorytety - dla mnie priorytetem jest żyć jak chcę, a dla niej mieć dzieci. smile

Niekoniecznie priorytetem, tylko szablonem.
Zobacz, ludzie są po 50tce, mają dzieci dawno odchowane, i dalej tak żyją.
Rodziny, ok. A może zabrać gdzieś dziecko zamiast włączenia mu bajki albo wyjścia na ten debilny plac zabaw na którym tylko wrzeszczą i sypią się piachem?
Mają rodziny i tylko przekazują ten pusty schemat z pokolenia na pokolenie.
Moja przyjaciółka - oboje rodzice nauczyciele, trójka dzieci (rodzice, nie ona), więc i roboty przy dzieciach pewnie było sporo kiedyś (już dorosłe), 3 koty, pies, dom na wsi (ja pochodzę z małego miasteczka, ona z wioski w tej samej gminie, chodziłyśmy do tego samego gimnazjum i liceum). Jakoś nie przeszkodziło to matce przyjaciółki bywać w teatrze i zrobić doktorat z filologii klasycznej (skończyła dwa kierunki - klasyczną i germańską). Tylko że dla niej to było priorytetem, a dziecko potrafiła zostawić babci, zresztą dziecku krzywda żadna się nie stała - wszyscy wykształceni i na poziomie, obeznani z kulturą, szczerze powiem że bardziej niż ja (Ola ma świra na punkcie rozwoju kulturalnego, taka typowa humanistka).
To, że ma się rodzinę, nie oznacza od razu, że trzeba się staczać na poziom intelektualny -10.
No i podstawowa sprawa - skoro priorytetem dla większości jest mieć rodzinę to dlaczego tak patrzą wilkiem na tych, którzy wybrali siebie, swobodę i swój rozwój? Przecież to był ich wybór, więc dlaczego mimo wszystko zazdroszczą?
A co do pieniędzy - nie zauważyłaś że u niektórych dziwnym trafem pieniądze na piwo na weekend, na grilla i na fajki zawsze są, ale na wyjazd na tydzień raz do roku nie ma? Przecież mogliby te koszty pokryć z tych fajek i piwa, zostałoby jeszcze.

A co do jedzenia - usiądź w jeden dzień na kilka godzin koło Maca, drugiego dnia o tej samej porze na ten sam czas koło na przykład Green Waya (gdzie dają ładnie podane dość zdrowe żarcie (na pewno zdrowsze niż burgery i frytki), przynajmniej w moim mieście). Cena za obiad jest porównywalna, ale jakość zdrowotna i smakowa w Green Wayu jest dużo lepsza. Poza tym w Greenie dostaniesz obiad który pokrywa zapotrzebowanie organizmu na składniki odżywcze, w Macu dostaniesz chemię. Jem tam często, bo jest kilka kroków pod moim wydziałem, wiem nie wciagnę 1500 kcal na jeden raz i że na pewno ma duzy wybór bezmięsnych potraw. Mają pyszne tagiatelle, spaghetti, zapiekankę z kaszy, enchillades, pierogi ze szpinakiem. Do wszystkiego surówki. Za obiad nie zapłacisz więcej niż 20 zł, i to nawet jak domówisz mleczny koktail. Porównaj ilość osób. I powiedz, że ludzie nie są totalnymi debilami. I mówię to z pełną świadomością, mimo że mam faceta i masę znajomych którzy tam żrą (bo nie można nazwać tego syfu jedzeniem). Mojego faceta już totalnie nie rozumiem, bo stać go na super obiad w super knajpie, ale ciągle gada, że nie ma czasu i że tam "dobrze karmią". Mój były pracodawca (polityk, który mówić nie będę, bo nie mogę) miał raka żołądka właśnie z takiego "nie mam czasu na lepsze jedzenie" w wieku 40 lat. Złośliwego. Miał na tyle szczęścia, że wykryli mu w porę, że węzły nie były ani trochę zainfekowane. Ale nikt mi nie powie, że nie miał tego na własne życzenie.
Taki jest właśnie skutek życia byle jak.

Cslady - dobrze wiemy, po co ludzie oglądają telenowele. Zapewne nie w celach edukacyjnych wink (choć wyjątki pewnie się zdarzają).

47

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, a bierzesz pod uwagę, że niektórzy CHCĄ się relaksować czytając sobie w domciu zamiast biec do teatru? smile Tak przykładowo. A ja mam wrażenie, że Ty patrzysz na takie osoby z góry. Nie bierzesz pod uwagę, że nie każdy ma potrzebę mieć doktoraty i latać na wycieczki. Moja mama np. nie lubi.

Mam wrażenie po prostu cały czas, że masz jakąś wizję udanego życia i gdzieś między wierszami się przewija podtekst, że jeśli ktoś jej zupełnie nie podziela, to podąża za złymi schematami i ma uboższe życie. Tylko to życie byłoby uboższe DLA CIEBIE. A dla mojej mamy np. takie życie jak Twoje czy choćby moje jest w ogóle nieatrakcyjne.

Zresztą potrzeby i priorytety się zmieniają wraz z wiekiem. Ja 10 lat temu uwielbiałam kupować kosmetyki i cieszyło mnie wydawanie na nie pieniędzy. Teraz mi się zmieniło, mam kilka swoich ulubionych, innych nie potrzebuję i wydaję na nie ułamek tej kwoty co kiedyś.

Ktoś, kto w wieku lat 25 marzył o podróży dookoła świata w wieku lat 50, kiedy będzie miał dzieci odchowane, może o tym po prostu już nie marzyć, nie chcieć tego i to normalne zupełnie.

PS. Ja właśnie wszamałam herbatniki z konfiturą z wiśni słodzoną sokiem winogronowym - pyszna i 3 razy droższa niż normalny dżem wiśniowy. A 6 razy niż tani dżem z dyskontu. Do tego wypiłam dzbanek herbaty jaśminowej za tam ok 30zł 100g. A po co mi to? Mogłabym zjeść kawałek chleba z najtańszym dżemem, popić sagą i tak cały rok a za odłożoną kasę gdzieś jechać. Ale ja bym była nieszczęśliwa cały rok, bo wolę dobre jedzenie zamiast wyjazdu! A ktoś inny wolałby ciułać, żeby pojechać, bo jakby nie pojechał, to by był nieszczęśliwy. A ktoś jeszcze inny woli wydać kasę na piwo i na fajki.
Różni ludzie różne potrzeby i nie ma tak, że moja to jakaś lepsza, bo fafarafa konfitura jest elegantsza niż browar a tego gościa od wyjazdu to jeszcze lepsza, bo wyjazdy są super. big_smile

48 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-19 00:36:15)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, a bierzesz pod uwagę, że niektórzy CHCĄ się relaksować czytając sobie w domciu zamiast biec do teatru? smile Tak przykładowo. A ja mam wrażenie, że Ty patrzysz na takie osoby z góry. Nie bierzesz pod uwagę, że nie każdy ma potrzebę mieć doktoraty i latać na wycieczki. Moja mama np. nie lubi.

Mam wrażenie po prostu cały czas, że masz jakąś wizję udanego życia i gdzieś między wierszami się przewija podtekst, że jeśli ktoś jej zupełnie nie podziela, to podąża za złymi schematami i ma uboższe życie. Tylko to życie byłoby uboższe DLA CIEBIE. A dla mojej mamy np. takie życie jak Twoje czy choćby moje jest w ogóle nieatrakcyjne.

Zresztą potrzeby i priorytety się zmieniają wraz z wiekiem. Ja 10 lat temu uwielbiałam kupować kosmetyki i cieszyło mnie wydawanie na nie pieniędzy. Teraz mi się zmieniło, mam kilka swoich ulubionych, innych nie potrzebuję i wydaję na nie ułamek tej kwoty co kiedyś.

Ktoś, kto w wieku lat 25 marzył o podróży dookoła świata w wieku lat 50, kiedy będzie miał dzieci odchowane, może o tym po prostu już nie marzyć, nie chcieć tego i to normalne zupełnie.

PS. Ja właśnie wszamałam herbatniki z konfiturą z wiśni słodzoną sokiem winogronowym - pyszna i 3 razy droższa niż normalny dżem wiśniowy. A 6 razy niż tani dżem z dyskontu. Do tego wypiłam dzbanek herbaty jaśminowej za tam ok 30zł 100g. A po co mi to? Mogłabym zjeść kawałek chleba z najtańszym dżemem, popić sagą i tak cały rok a za odłożoną kasę gdzieś jechać. Ale ja bym była nieszczęśliwa cały rok, bo wolę dobre jedzenie zamiast wyjazdu! A ktoś inny wolałby ciułać, żeby pojechać, bo jakby nie pojechał, to by był nieszczęśliwy. A ktoś jeszcze inny woli wydać kasę na piwo i na fajki.
Różni ludzie różne potrzeby i nie ma tak, że moja to jakaś lepsza, bo fafarafa konfitura jest elegantsza niż browar a tego gościa od wyjazdu to jeszcze lepsza, bo wyjazdy są super. big_smile

Nie zrozumiałaś o co mi chodzi wink
1. czytanie książki w domciu (co ja bardzo lubię, bo jestem raczej domatorką, ale staram się to zmieniać) nie świadczy źle o człowieku. natomiast oglądanie 15686868686588585 odcinka "Mody na sukces" albo "Trudnych spraw" świadczy już zupełnie inaczej wink
2. konfitura z wiśni i herbata jaśminowa to też zupełnie inny poziom niż piwo i fajki.
Cały czas chodzi mi o JAKOŚĆ tego życia, a nie o konkretną drogę.
Jeżeli ktoś woli - nie wiem, dla przykładu - popijać dobre drogie wina i czytać książki a za to nie jedzie na wyjazd, to to wcale nie zaniża jego poziomu.
Natomiast jak ktoś spędza całe dnie przed, tym tv i ogląda wszystko jak leci, dzień w dzień żłopiąc piwo i paląc fajki, to nie świadczy o nim najlepiej.

Relaks przy książce a pseudorelaks przy telenoweli to znaczna różnica wink

49

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, nie gniewaj się, ale Ty mnie też nie rozumiesz. smile

Oceniasz ze SWOJEGO, subiektywnego punktu widzenia jakość życia INNYCH ludzi. DLA CIEBIE moja herbata i konfiturka są bardziej zrozumiałe a więc lepsze od piwa i fajek. Dla pani Basi jakiejś tam może być absurdem wydać kilkanaście zł na słoik dżemu, bo ona za to kupi sobie paczkę fajek i jeszcze 3 piwa, które uwielbia i bez których żyć jej smutno. A mnie by było smutno z tym piwskiem a bez herbaty.

Jakość życia trzeba oceniać INDYWIDUALNIE na podstawie tego, czy się to zgadza z INDYWIDUALNYMI potrzebami i priorytetami. I jeśli się u kogoś to zgadza w dużej mierze to ma wysoką jakość a jeśli w niewielkiej, to niską, bo jest nieszczęśliwy i niespełniony.

Jak ktoś najszczęśliwszy jest z piwem i telenowelą, to co go będziesz ubogacać na siłę przekonując, że życie ma beznadziejne? Dla niego nie jest beznadziejne, dla niego takie jest super.

Wiesz, mnie się kiedyś zdawało, że ludzie słuchający chłamowej muzyki rodem z Eski są biedni i gdyby im tylko pokazać, ile jest pięknej, bogatej muzyki na świecie, to olaliby te plastikowe potupaje i się rzucili słuchać jazzu czy rocka progresywnego. Gucio prawda, bo niektórzy od muzyki oczekują tylko prostego rytmu i jakiejś lalala melodyjki żeby nogą potupać i pod nosem zanucić, i niczego więcej nie chcą. MNIE się to wydaje ubogie i niepełne, ale dla nich jest super.


PS.
Tak poza konkursem big_smile

czytanie książki w domciu (co ja bardzo lubię, bo jestem raczej domatorką, ale staram się to zmieniać) nie świadczy źle o człowieku. natomiast oglądanie 15686868686588585 odcinka "Mody na sukces" albo "Trudnych spraw" świadczy już zupełnie inaczej

To jeszcze zależy, co się czyta, bo jak np. 50 twarzy Geya, to już chyba "Trudne sprawy" są lepsze. big_smile

50 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-08-19 12:35:29)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No nie wiem Vian czy te fajki i piwo są FAKTYCZNIE lepsze dla Pani Basi hmm Ja lubię siedzieć przed laptopem i oglądać filmy dokumentalne na temat Kuby Rozpruwacza, co nie znaczy, że o wiele lepsze nie jest dla mnie jest wzięcie tyłka w troki i pójście na basen. Wielu ludzi z przyzwyczajenia żyje po najmniejszej linii oporu, tytułowo "byle jak", nie dlatego, że tak jest im najlepiej, ale dlatego, że często boją się zmian i...wysiłku.

Co do konfliktu jazz versus disco polo, to się nie wypowiadam, bo gusta są różne tongue

51 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-19 10:18:34)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, nie gniewaj się, ale Ty mnie też nie rozumiesz. smile

Oceniasz ze SWOJEGO, subiektywnego punktu widzenia jakość życia INNYCH ludzi. DLA CIEBIE moja herbata i konfiturka są bardziej zrozumiałe a więc lepsze od piwa i fajek. Dla pani Basi jakiejś tam może być absurdem wydać kilkanaście zł na słoik dżemu, bo ona za to kupi sobie paczkę fajek i jeszcze 3 piwa, które uwielbia i bez których żyć jej smutno. A mnie by było smutno z tym piwskiem a bez herbaty.

Jakość życia trzeba oceniać INDYWIDUALNIE na podstawie tego, czy się to zgadza z INDYWIDUALNYMI potrzebami i priorytetami. I jeśli się u kogoś to zgadza w dużej mierze to ma wysoką jakość a jeśli w niewielkiej, to niską, bo jest nieszczęśliwy i niespełniony.

Jak ktoś najszczęśliwszy jest z piwem i telenowelą, to co go będziesz ubogacać na siłę przekonując, że życie ma beznadziejne? Dla niego nie jest beznadziejne, dla niego takie jest super.

Wiesz, mnie się kiedyś zdawało, że ludzie słuchający chłamowej muzyki rodem z Eski są biedni i gdyby im tylko pokazać, ile jest pięknej, bogatej muzyki na świecie, to olaliby te plastikowe potupaje i się rzucili słuchać jazzu czy rocka progresywnego. Gucio prawda, bo niektórzy od muzyki oczekują tylko prostego rytmu i jakiejś lalala melodyjki żeby nogą potupać i pod nosem zanucić, i niczego więcej nie chcą. MNIE się to wydaje ubogie i niepełne, ale dla nich jest super.


PS.
Tak poza konkursem big_smile

czytanie książki w domciu (co ja bardzo lubię, bo jestem raczej domatorką, ale staram się to zmieniać) nie świadczy źle o człowieku. natomiast oglądanie 15686868686588585 odcinka "Mody na sukces" albo "Trudnych spraw" świadczy już zupełnie inaczej

To jeszcze zależy, co się czyta, bo jak np. 50 twarzy Geya, to już chyba "Trudne sprawy" są lepsze. big_smile

Ja takie powiesci czytam dla wprawiania sie w "nastroj" tongue i nie Greya, tylko np. Crossa, ktory jest bardziej dosadny big_smile ale nie przywiazuje do tego wielkiej wagi i nie twierdze, ze jest to dobry poziom. Grey to byla pierwsza ksiazka tego typu, ktora przeczytalam, a czytajac inne stwierdzilam, ze jest slaby.
Ale staram sie zachowac rownowage i rownoczesnie z tym Crossem czytam "Milosc w czasach zarazy" (aktualnie).

Zgodze sie z Beyondblackie. Ludzie zyja po najnizszej linii oporu i nie znaczy to, ze to dla nich najlepsze. Zobacz ile osob narzeka a nic nie zrobi z tym mimo ze moze.

52 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-19 11:04:28)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A ja mam proste pytanie. Ilu z tych ludzi popijających papierosy piwkami i oglądających telenowele jest naprawdę szczęśliwych? Bo temat jest o tym, by nie żyć byle jak. Jeśli ktoś nie jest szczęśliwy i tkwi w marazmie, to dla mnie definicja bylejakości (chyba, że ktoś chce z tym polemizować). Czy pani Krysia jest szczęśliwa spędzając popołudnia na oglądaniu telenowel? Czy ona rzeczywiście czuje, że jej życie jest cudowne i nie mogłoby być lepsze? Ja w takich ludziach nie widzę radości życia i dla mnie to podsumowuje wszystko. Czy mężczyźni piwkujący przed sklepem albo barem odczuwają szczęście i cieszą się, że żyją? Dla mnie takie rozrywki faktycznie nie byłyby gorsze od dobrej muzyki i ciekawego hobby, gdyby one uszczęśliwiały tych ludzi. A moim zdaniem żyją tak osoby, które po prostu jakoś chcą zabijać czas i nudę. To lekarstwo na marazm, a nie recepta na szczęście. Już widzę jak pan Józek budzi się rano z myślą "super, dziś sobie wypiję piwko z kumplem, to będzie dobry dzień". To jest ta jakość? Serio? big_smile Może ja po prostu nie znam takich jednorożców.

53

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, ja się z Tobą zgadzam i ja np. tak żyję, ale ja nie mam dzieci i mogę żyć jak chcę. Tylko ode mnie zależy, jak spędzę czas, co z nim zrobię i mnie będą dotyczyły te decyzje. A niestety ci typowi Polacy o których piszesz często gęsto mają rodziny jak moja przyjaciółka. Jasne, część tych rzeczy może i część robi, ale części nie. I tu wkraczają priorytety - dla mnie priorytetem jest żyć jak chcę, a dla niej mieć dzieci. smile

Moim zdaniem to nie do końca tak. Tzn. "priorytet żyć jak się chce vs dzieci". Jedno drugiemu nie przeszkadza, jeśli faktycznie ktoś ma jakąś konkretną wizję życia. Jeżeli nie, to czy ma dzieci, czy nie ma, i tak wyląduje w kapciach przed TV - i to nie dlatego, że to jego pasja, a z braku jakichkolwiek chęci na zrobienie czegoś innego. Bo to coś innego zawsze wymaga choćby minimalnego wysiłku, zaangażowania - a po co coś sprawdzić, znaleźć, wyjść... skoro można siedzieć na tyłku.

Jeżeli wybór rzeczywiście wyglądał jako "dziecko vs fajne życie", to moja mama generalnie nie powinna wychodzić z domu. A tak - ma skończone 2 kierunki studiów, do tego doktorat. Urodziła mnie, jak miała 20 lat, a jakoś nie przekreśliłam jej studiowania. ;p A była na AWF-ie, studiowała rehabilitację, więc to nie była tylko kwestia złego samopoczucia czy czegoś, a zaliczeń też typowo sportowych - lekkoatletyka, gimnastyka itd. Kolejne studia i doktorat robiła już zaocznie, ale będąc po rozwodzie i mając dwójkę dzieci. Też jakoś dała radę. I teraz, co prawda, ja np. w domu nie mieszkam od dawna, ale został mój brat, zresztą wcześniej było tak samo, a jakoś mama nie zamyka się po pracy w świecie seriali. Zwłaszcza, że jedną pracę ma stacjonarną, a na uczelnie musi dojeżdżać od 40 do 60 km (różne). I jakoś, mimo że pracuje więcej niż przeciętna osoba na jednym etacie, ma czas na swoje zainteresowania - śmiga i na takie bardziej zorganizowane, typu zumba, chór, kolejny język obcy, joga ostatnio xD, ale i tylko z koleżankami - bieganie, basen, nordic walking. A i tak sama się stara nadal grać na skrzypcach, fortepianie, zimą jeździ na nartach 1-2x w tygodniu. I to przecież nie chodzi tylko o sport czy jakieś umiejętności, a ogólnie o zainteresowania - bo od wiosny chodzi prawie co niedzielę na całodniową wycieczkę po górach najczęściej z kolegą i koleżanką.

Więc, przepraszam, naprawdę "dziecko albo żyć, jak się chce"? Bo jak na mój gustu dzieci nie mają tu nic do rzeczy. Wiele samotnych osób woli siedzieć w domu, wiele dzieciatych - nie. Oczywiście, tym pierwszym jest łatwiej, ale dalej to nie są kwestie nie do przeskoczenia, zwłaszcza, jeśli dziecko jest już w wieku szkolnym i chociaż na chwilę można je samo zostawić.

Dla kontrastu - rodzice tej koleżanki mamy, z którą chodzą po górach. Zawsze, jak się dowiadują, że ona z nimi łazi przez cały dzień, to jest "a po co to tak się męczyć, a gdzie tam odpoczniesz, cały tydzień w pracy, w domu byś posiedziała, poleżała, a nie". No i one obie mają z tego ubaw, natomiast ta koleżanka przez ponad pół roku nie może wytłumaczyć rodzicom, że ona właśnie to lubi i właśnie tak się relaksuje.

54

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Dokładnie tak, jak podsumowała cslady - jeśli ktoś jest naprawdę szczęśliwy przy piwie i telenoweli to jak najbardziej kwalifikuje go to do życia nie-byle-jakiego. Tylko...ja nie znam takich ludzi. Zazwyczaj to piwo i seriale są elementem ich szarej codzienności, z której oni NIE SĄ zadowoleni. Narzekają, zwalają winę na los, rząd, zielone ludziki z Marsa - nie podejmując ŻADNYCH działań, żeby poziom zadowolenia ze swojej egzystencji podnieść. Za to podejmując próby startowania w konkursie na najlepsze wymówki świata.

No np. ten nieszczęsny temat dzieci (widzę, że Eileen mnie ubiegla). Ja akurat dziecko posiadam, niemal wszystkie moje koleżanki posiadają i z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że dziecko nie jest żadnym ograniczeniem dla osoby, która sobie sama tego ograniczenia nie wymyśli. Pomijam już fakt, że posiadanie dziecka jest decyzją - jeśli ktoś tę decyzję podejmuje to musi liczyć się z konsekwencjami, wśród których mogą pojawić się wyrzeczenia. W czym niby dziecko miałoby mi przeszkadzać? Nie przeszkadzało w pracy, nie przeszkadzało w życiu towarzyskim (i tak przecież nie miałam w zwyczaju codziennego pijaństwa, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby kontynuować znajomości i towarzyskie zwyczaje sprzed macierzyństwa), nie przeszkadzało w wyjazdach (raz na kilka tygodni można dziecko sprzedać jakiejś zaufanej osobie, a bez dziecka i tak nie wyjeżdżałam częściej). Większość dzieci ma też tatusia, więc nie widzę przeszkód, żeby mama mogła mieć, nawet codziennie, (wow!) jakiś czas dla siebie - na zakupy (jeśli lubi), fryzjera, siłownię czy samotny spacer. Wiele rzeczy można też robić z dzieckiem - ba, ono często prowokuje do podjęcia atrakcyjnych czynności, których same byśmy nie podjęły (np. wielokrotnego odwiedzania ZOO, wizyt na basenie, przejażdżek na karuzeli, zdobywania parków linowych). Do tego dochodzi satysfakcja z wychowywania małego ludzia - a zakładam, że człowiek, który decyduje się na dziecko, powinien z tej satysfakcji czerpać wiele przyjemności. Oczywiście w planowaną codzienność Kammiś trudno byłoby bezboleśnie wmontować macierzyństwo, ale jeśli Kammiś by się kiedyś odmieniło i dziecko by chciała posiadać (i by jej się to udało) to z pewnością sama Kammiś umiałaby dokonać eliminacji niektórych zajęć na rzecz satysfakcji z tego macierzyństwa. I nie będzie odczuwała straty, ponieważ już teraz trenuje świadome wybory życiowe big_smile

Kurczę, świadomej matce to posiadanie dziecka nawet pomoże w jeszcze bardziej świadomym życiu! Bo to jest bardzo mobilizujące - kształtowanie małego człoiwieka, przekazanie odpowiednich wartości, modelu rodziny, stylu życia. A można to przekazać wyłącznie na własnym przykładzie.

Owszem, dziecko zawsze zmienia w pewien sposób życie rodziców. Ale tylko w pewnym zakresie i w kierunku, w jakim ci rodzice na to pozwolą. Bo można całe życie skoncentrować wokół dziecka, a można pozostawić sobie dużą przestrzeń na realizowanie ważnych dla siebie rzeczy. A zapewniam, że przy każdym zdrowym dziecku da się tę przestrzeń wygospodarować. Lub zastąpić satysfakcjonującą przestrzenią wspólną.

55

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A moze ktos zdefiniowac co oznacza "byle jakie zycie"? I ja ta bylejakosc ma sie do liczby dzieci (od 0 do 10), posiadanych badz nie zasobow finansowych, liczby pokonczonych fakultetow, zwiedzonych krajow, ilosci porcelany misnienskiej w mahoniowym kredensie po dziadku Ludwigu, zawartosci cukru w cukrze itp.?

Dla mnie byle jak zyje kazdy, kto swojego zycia nie lubi. Czy to bedzie Kiepski z puszka piwa, dla ktorego nie ma w tym kraju pracy czy tez zadufany w sobie bankier na wiecznej diecie z kielkow soji, pijacy jedynie szampana do kolacji z krabow i koniecznie ze rznietego recznie krysztalu. Moze zdarzyc sie paradoksalnie, ze Kiepski czesciej bedzie zadowolony z kolejnego schlodzonego piwka i ogladanej telenoweli ( a zatem ze swojego "byyle jakiego" zywota) niz ten drugi z wyciagnietej wlasnie ze swojej piwniczki zakurzonej butelki chateau d'Yquem, ktora sobie pod arie z Madame Butterfly oprozni. Po wczesniejszym parogodzinnym joggingu, tenisie i masazu tajskim rzecz jasna. High quality life, nieprawdaz? Guzik prawdaz.

Tu mi nie tyle coachingiem zajezdza (coach dla mnie pozostanie na zawsze miejscem do siedzenia:), co zwyklym snobizmem i besserwisserstwem - a co, tez sobie slowek obcych pouzywam, skoro tak tu bulke przez bibulke co poniektorzy lansuja:)))

56

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Snobstwo, Mussuka, to jest wtedy kiedy robię coś czego nie lubię li tylko by zaimponować znajomym jaki to ze mnie biegacz/ koneser/ muzyk/ zdrowo odżywiający się...czy co tam jeszcze.Wtedy faktycznie marna to jakość życia, jeżeli prowadzona jest jedynie na pokaz.

Ale trudno nie zgodzić się, że racjonalny wysiłek fizyczny, pochłaniające hobby czy nauka języków są o wiele lepszą alternatywą do siedzenia na kanapie i obserwowania życia wyimaginowanych ludzi w wyimaginowanym świecie. Jakoś nie spotykam jednostek, które są dumne z byczenia się w salonie z puszką piwa, w przeciwieństwie do aktywnych ludzi, którzy się ciągle rozwijają.

57

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Coach mowi, ze najwieksza przyjemnoscia czy powinnoscia jest praca. Tak samo wciaga w ten krag -praca-zakupy-praca  jak reklamy najmodniejszych produktow..

58

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

Coach mowi, ze najwieksza przyjemnoscia czy powinnoscia jest praca. Tak samo wciaga w ten krag -praca-zakupy-praca  jak reklamy najmodniejszych produktow..

Nieprawda. Couch (którego jak czytam) mówi, że Twoja praca powinna być Twoją pasją, i odwrotnie.

59

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, słusznie mówi ten coach, tylko co mają zrobić ci, dla których pasją jest oglądanie seriali? ;-)

60

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Vian napisał/a:

Kammiś, słusznie mówi ten coach, tylko co mają zrobić ci, dla których pasją jest oglądanie seriali? ;-)

Serio uważasz że to ich pasja?
Moim zdaniem to zabijanie nudy.

61

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:
Vian napisał/a:

Kammiś, słusznie mówi ten coach, tylko co mają zrobić ci, dla których pasją jest oglądanie seriali? ;-)

Serio uważasz że to ich pasja?
Moim zdaniem to zabijanie nudy.

No ja też tak uważam. Nie przekonują mnie Wasze argumenty, bo dla mnie są niepoparte przykładami. Tzn. nie uważam, że dla każdego pasją musi być jego praca. Niektórzy muszą/lubią wykonywać nudną, powtarzalną, ale stabilną pracę, a wieczorami oddają się jakiemuś innemu hobby. Nie uważam, że żyją byle jak, bo są zadowoleni. Można spełniać się w różnych rzeczach, nie tylko w pracy. Natomiast nie przekonuje mnie, że bezmyślne życie oparte o oglądanie seriali i picie piwa jest życiem szczęśliwym i dobrym jakościowo.

62 Ostatnio edytowany przez femte (2015-08-19 21:22:47)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

kammiś
jezeli praca  ma byc pasja to i przyjemnoscia.
Ja tez mialam taka mentalnosc prymusa, jeszcze niedawno. Jeszcze na lekcjach dunskiego musialam byc najlepsza, konkurujac z ludzmi o polowe mlodszymi, wyposazonymi w internet, tlumacze itp. Ja tylko ze slownikami, staromodnie.
Czasem jak lektor cos tlumaczyl i widzial ze nikt nie rozumie to mowil do mnie - wyltumacz im. I wykladalam dunska gramatyke po angielsku miedzynarodowej grupie.
Nerwy, stres, napiete miesnie.
Teraz kregoslup sie posypal.  I wiesz co? Zadna praca, zadne podroze nie sa tak wazne jak posiedzenie na trawie. Spacer z psem, nie bieganie, nie trenowanie psa.
Tylko bezmyslnie isc przed siebie i chlonac widoki.
Praca to sprzedawanie swojego czasu, a wiec i zycia. Problem taki zeby tego zycia cos zostalo. I nie zabierac pracy do domu.

Ja  korzystam z internetu, ale inni korzystali w czasie lekcji i nawet kartkowek. Na panstwowym egzaminie oczywiscie nie.

63

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
femte napisał/a:

kammiś
jezeli praca  ma byc pasja to i przyjemnoscia.
Ja tez mialam taka mentalnosc prymusa, jeszcze niedawno. Jeszcze na lekcjach dunskiego musialam byc najlepsza, konkurujac z ludzmi o polowe mlodszymi, wyposazonymi w internet, tlumacze itp. Ja tylko ze slownikami, staromodnie.
Czasem jak lektor cos tlumaczyl i widzial ze nikt nie rozumie to mowil do mnie - wyltumacz im. I wykladalam dunska gramatyke po angielsku miedzynarodowej grupie.
Nerwy, stres, napiete miesnie.
Teraz kregoslup sie posypal.  I wiesz co? Zadna praca, zadne podroze nie sa tak wazne jak posiedzenie na trawie. Spacer z psem, nie bieganie, nie trenowanie psa.
Tylko bezmyslnie isc przed siebie i chlonac widoki.
Praca to sprzedawanie swojego czasu, a wiec i zycia. Problem taki zeby tego zycia cos zostalo. I nie zabierac pracy do domu.

Ja  korzystam z internetu, ale inni korzystali w czasie lekcji i nawet kartkowek. Na panstwowym egzaminie oczywiscie nie.

Dobrze, ale ja zapytałam - co komuś przeszkadza to że KTOŚ jest pracoholikiem?
Spacer z psem porównujesz do siedzenia z piwem przed prymitywnym serialem???
Nie widze nic złego w chodzeniu z psem i chłonięciu widoków.
Kocham wyprowadzać psa znajomych i po prostu iść.

64

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Hm... tylko bez przesady. big_smile Znaczy, zgadzam się, że całe życie przed serialem może być zabijaniem nudy raczej, ale bez przesady, ja też czasem oglądam seriale. I to czasami te odmóżdżające (np. tvd  [ * ] - zostaw znicz dla umysłu Eileen). tongue Z tym że ich nie nazwałabym pasją, chociaż... jakby mi ktoś przeszkodził w obejrzeniu nowego odcinka Sherlocka ALBO (wcześniej) Spartacusa, to zamordowałabym. big_smile I też piję piwo czasami, jak coś oglądam - ale nie sama. Ba, zdarza mi się pić piwo niczym żul, bo w plenerze, ze znajomymi (ale nie pod żabką, usprawiedliwiona?). A nie powiedziałabym, że moje życie jest byle jakie. Właśnie dzięki takim chwilom (cóż, ostatnio był to tydzień ;_;) nabiera smaczku. wink

65

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No tak, ale mnie chodziło o telenowelę i piwo jako styl życia, a nie oglądanie/picie czasami. Też oglądam seriale dla przyjemności, ale nie zabijam nimi nudy i nie uciekam w nie od realnego życia. Przecież jest różnica w oglądaniu 1-2 odcinków np. przed snem, a bezmyślnym oglądaniem telewizji przez cały wieczór po powrocie z pracy, bo nie ma się co ze sobą zrobić.

Posty [ 1 do 65 z 518 ]

Strony 1 2 3 … 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026