Mussuka napisał/a:kammiś napisał/a:Wiesz co, bardzo razi mnie, że jak ktoś się rozpisuje o swoich problemach, to nikt nie ma pretensji.
Jak ktoś napisze o swoich sukcesach czy nawet przyjemnościach i pasjach, to zaraz robi się szum.
pisanie o czyms a pzechwalanie sie to sa dwie rozne sprawy, inteligentna w miare osoba to pojmie. Jesli ktos pisze o problemach i kazdego, kto ich nie ma traktuje ponizej swojego poziomu, bo on nie cierpi tak samo, to jest tak samo upierdliwy, jak ten wywyzszajacy sie, bo mu sie akurat cos udalo. OK, napisz, pochwal sie, ale nie wywyzszaj sie przez to ponad innych - to TAKIE trudne do zrozumienia?
kammiś napisał/a:Bo ludzie nie znoszą tego, że ktoś może być o wiele szczęśliwszy od nich. Naprawdę
Ludzie nie znoszą tego że ktoś robi coś ponad przeciętność obowiązującą w danej grupie (czy to dzieciaków w szkole, czy to studentów, czy to pracowników, czy to znajomych, czy to sąsiadów, czy to w danym kraju).
Po prostu nie znoszą i 4 litery im puchną z bólu 
bzdura kolejny raz. Ludzie, wbrew Twojej tylko wlasnej opinii, nie sa ani w 10% tak zawistni jak ich tu malujesz. Chyba musialas niezle od tychze "ludzi" w zadek dostac skoro tyle w Tobie zlosci na ludzi. Dzieci i studentow rowniez.
Poza tym, niczym poki co ponad przecietnosc sie nie wybilas, przynajmniej nie na tym forum:)) Wiec glowa spokojna, na stosie nie sploniesz za swoja nadzwyczajnosc.
Czy ja pisałam o siebie, panno przemądrzała?

Czytaj żesz uważniej, masz z tym niezłe problemy 
Dałam przykład PROFESORA, w dodatku dość młodego, który w dodatku zwiedził pół świata, uratował z 10 kotów, słucha muzyki poważnej i przeczytał chyba ze 2 tysiące książek. I tak, jest dla mnie kimś lepszym niż babka po szkole podstawowej sprzątająca kible i wracająca do domu, gotująca obiad i oglądająca seriale, której całe życie tak właśnie wygląda. I mam prawo do tej właśnie opinii - zdziwię Cię
Ja nie uważam, że mam nie wiem jak sukcesy, tylko uważam, że mi się "chce" trochę wiecej niż reszcie mojej grupy, jeśli mamy wybrać punkt odniesienia, która przebaluje całe studia.
Nie podkreślałam sukcesów, tylko PODEJŚCIE, czytajże uważniej, jak już chcesz się wypowiadać i robić przytyki 
Co do zawiści ludzi, to doświadczył jej mój ojciec, JA NIE. On jeden jedyny wyrwał się z 10-osobowej rodziny, wykształcił porządnie, założył rodzinę z jednym dzieckiem, a nie co najmniej 5 jak cała durnowata reszta, wybudował dom, założył własny biznes. Doświadczył zawiści od własnych braci i sióstr, którzy na dodatek uważali że ma "obowiązek" im pomagać. Obecnie zerwał kontakt ze wszystkimi - ze swoją matką również - stwierdził: niech się sami taplają we własnym marazmie.
A miał ciężkie dziecińtwo, bo jego "kochana" mamusia-idiotka uważała, że jako najstarszy ma obowiązek niańczyć rodzeństwo. Miała w doopie jego edukację. Sam się wykształcił. Bardzo mocno pracował, a popchnęła go do tego nienawiść do własnej rodziny, do której ONI SAMI GO ZMUSILI. Dzisiaj mówi mamo do matki mojej matki, nie do własnej.
Dziwnym trafem jak ryzykował wszystkim to nikt nie chciał się do niego odzywać. Jak się mu "udało" czyli MA TO NA CO ZAPRACOWAŁ, to cała rodzinka robiła nawet nieproszone odwiedziny (na raty oczywiście, po 2 osoby), a potem obmawiała za plecami.
Ojciec ani matka ręki im dzisiaj nie podają. Ja też. Większości nie poznałabym na ulicy. Dla mnie istnieje JEDNA babcia - ta od strony matki. Tamta jest dla mnie obcą osobą, której bym szklanki wody nie podała za to, że tak traktowała tatę.
Jest jeden wyjątek - jego brat inny też się wyrwał, ale później i też nie utrzymuje kontaktów z rodziną. Ożenił się z kobitką wykształconą, która wysłała go do LO dla dorosłych i studia zaoczne. Podporządkował się jej i dobrze na tym wyszedł, nie jak na słuchaniu starej krowy - mamuśki.
Zresztą po co komu rodzina, która ciągnie na dno zamiast do góry.
I tak, moim zdaniem mój ojciec jest kimś lepszym niż reszta, bo potrafił się wyrwać z marazmu a nie z własnej woli siedzieć z mamusią w rozwalającej się chałupie daleko od cywilizacji.
Do czego zmierzam:
Mój ojciec jest przykładem, że jak się chce, to można PRZERWAĆ SCHEMAT. Że można rzucić toksyczną mamusię i rodzeństwo i wyjechać w cholerę. Harować za granicą, skończyć studia, skończyć aplikację, otworzyć firmę, wybudować dom i założyć NORMALNĄ rodzinę, wykształcić swoje dziecko.
Pokazał, że mimo że był dzieckiem, które tyrano i którego jedyną zabawką był jeden misiek można potem jeździć na nartach, chodzić do teatru z własną córką, czytać książki i wyjeżdżać raz na pół roku na wakacje w miejsca, gdzie jest ciepło i słońce zachodzi tylko na noc.
Pokazać, że mimo że jego matka nie raz uderzyła, to on wychowa dziecko, którego nikt nie uderzył w domu nigdy i będzie to porządniejsze dziecko niż jej 8 dzieciaków, z których nie jeden dzisiaj wali pół litra codziennie przed snem.
I pokazać matce, że mają gdzieś, bo nie jest człowiekiem tylko kimś kogo ciężko nazwać. Nie odwiedza, nie dzwoni, ma ją gdzieś i słusznie, bo była ZŁA do szpiku kości.
A oni? Oni dalej się taplają w tym marazmie, który przerzucają na własne dzieci, które dzisiaj nie maja nawet matury, a są w moim wieku albo starsze. Gratuluję im, naprawdę 
I wiesz co? I prawda jest taka, że żal im d*** ściska. Wiem, bo gadałam z tą ciotką - żoną brata ojca, tego drugiego, co też się z tego wyrwał. Ona raz tam była na "wigilii", traktowali ją jak dziwadło, bo jest germanistką a ma gdzieś ich sposób na życie - praca fizyczna, a kobieta do garów. I ojca ponoć też nieźle obmówili, jaki to wyrodny syn, co go matka nie obchodzi. A ona się nim interesowała jak był mały? Śmiem wątpić. Dla nich właśnie jesteśmy "snobami", bo oni uważają że dziecko w wieku 18 lat idzie do pracy, a nie utrzymuje się go dalej, bo studia to fanaberia
mali ludzie, tyle.