netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Czy żyjesz byle jak ?

517 odpowiedzi37 448 wyświetleńzałożony przez Beatriss20200, 16.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 518 ]

261 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-08-24 20:40:52)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Czytam dziewczyny tę Waszą dyskusję już trzeci dzień i przyznam szczerze, że mam dość mieszane uczucia ponieważ mimo wszystko ta lektura do najprzyjemniejszych nie należy.  Z jednej strony trudno mi nie zauważyć racji w poglądach jakie prezentujecie w swoich wypowiedziach (Cslady, Eileen i Kammiś), to jednak mimo wszystko coś mi w tych osądach zgrzyta.  Może chodzi o "ton" wypowiedzi... może o to przekonanie, że wszystko co do tej pory osiągnęłyście zawdzięczacie wyłącznie sobie... Wybaczcie ale nie zgodzę się z Wami smile

Dziewczyny, żeby sprawa była jasna, jestem pod wielkim wrażeniem waszej wszechstronności, pracowitości, inteligencji i determinacji. Bardzo mi tym imponujecie. W tak młodym wieku macie na swoich kontach sporo sukcesów zawodowych i mam nadzieję, że będziecie miały ich jeszcze więcej. To niezwykle budujące, że potraficie tak dobrze wykorzystać potencjał jaki ofiarowało Wam życie. Nie widzę  w tym nic złego, że Kammiś korzysta z dorobku zawodowego i finansowego ojca. Super, że ma taką możliwość. Miło byłoby tylko, że żeby zauważała iż ten bonus od losu daje jej już na starcie, sporą przewagę wśród innych początkujących prawników. Nie jest to jednak powód do tego, żeby czuć się lepszą od innych. Warto mieć na uwadze, że nie wszystkim los tak sprzyja smile

Zastanawiam mnie również dziewczyny ile w tej Waszej wszechstronności jest rzeczywistej pasji z potrzeby serca,  a ile wewnętrznego przymusu do tego, że należy się rozwijać.  W moim odczuciu ten  pęd do pseudo"rozwoju", czy dokształcania się przybiera aktualnie znamiona jakiejś presji społecznej. Gdzie okiem nie sięgnąć  ludzie się  uczą, szkolą, dokształcają... wprost kolekcjonują kolejne certyfikaty z różnych dziedzin, tyle tylko że nader często, nie idzie za tym żadna gruntowna wiedza... Piszę to bez złośliwości. Cenie ludzi, którzy poszerzają swoją wiedzę ale to parcie na "rozwój" często  powoduje, że wiele osób na niczym nie zna się wystarczająco dobrze.

Mam nadzieje, że z czasem złagodniejecie też  trochę w swoich osądach wobec ludzi mniej inteligentnych... tacy również mają prawo do życia i swoich rozrywek  smile

262

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Volver, ja w wielu rzeczach nie jestem ekspertem, ale uważam, że znam się na nich wystarczająco dobrze dla siebie albo żeby się tym zająć. Tylko że u mnie to nie jest raczej narzucone przez społeczeństwo/modę parcie, a po prostu chęć. Ja zwyczajnie lubię umieć rzeczy, które nawet mi się mogą nie przydać nigdy. Czy to pierdoły, czy coś poważniejszego. Mój znajomy ma odwrotnie - bo ja wolę "umiejętności", a on "wiedzę". I często czyta, czy dowiaduje się różnych rzeczy, które też normalnie mu się nie przydadzą. Ale ma satysfakcję. Ja też. I spokojnie, sama potrafię przyznać, że wiele rzeczy mi się nie przyda i wiedziałam o tym już w momencie uczenia się. Języki obce przydadzą się zawsze. Ale to, że jak byłam mała, chciałam, żeby tata nauczył mnie rozwalać deski/cegły jednym uderzeniem już nie. Ale fajnie umieć. big_smile Tak samo jak chciałam, żeby nauczył mnie wędkować, bo kiedyś robił to bardzo często. I jako dziecko się nauczyłam, wiadomo, do eksperta mi daleko, ale nadal wiem, jak używa się wędki, która część jak się nazywa i jakbym chciała, to nie muszę czekać, aż ktoś mi poda już przygotowane wszystko, a najlepiej jeszcze za mnie zarzuci i wyciągnie potem rybę. ;p Mi taki poziom wystarczy. Tak samo "bez sensu" niby zrobiłam kurs ratownika, jak miałam 14 lat, chociaż nigdy jako ratownik nie zamierzałam pracować. Czasem tak dorabiałam tylko. Jeszcze "głupsze" było zrobienie kursu wychowawcy kolonijnego albo patentu sternika motorowodnego. Ale ogólnie lubię wodne sprawy ;p i chciałam umieć.

I mimo że mam wiele takich rzeczy, których nie wykorzystuję i raczej nie wykorzystam, to nie uważam, żeby były w ogóle nieprzydatne. Nie wybieram rzeczy, których nie lubię, nikt mnie nie zmusza, uczenie się ich sprawia mi frajdę. Na pewno nie poszłabym na jakiś kurs rysowania czy haftowania, bo pierwsze mnie nudzi, a drugie irytuje. Kiedyś próbowałam rysować w DPT u siebie, ale nie mam do tego cierpliwości. Haft też próbowałam ogarniać i szybko uznałam, że wyszywanie krzyżyków nie dla mnie. Wiele rzeczy zaczynałam i jeśli uznałam, że mi się nie podoba, to bez żalu rezygnowałam - więc nie robię tego na siłę. Np. chciałam się uczyć szyć na maszynie, to wymiękłam przy wszywaniu zamków. Nie zmuszam się do niczego, zawsze znajdę coś, co mi pasuje.

No i kwestia taka, co to znaczy, że coś jest potrzebne, a coś nie. Tylko to, co pomaga w pracy? Jedna pasja? Bo tak wąsko patrząc, to 90% ludziom się nie przydaje. A z drugiej strony np. cała moja rodzina gra w szachy, nauczyli mnie, potem dodatkowo chodziłam na zajęcia. No a to tylko rozrywka, nie przydaje mi się w życiu przecież. Tak samo jak dziadek nauczył nas (w sensie swoje wnuki) grać w brydża. Też nie wykorzystujemy, ale mi i mojej kuzynce się spodobało i same się dokształcamy, staramy się grać, jak mamy z kim. A też nic mi to przecież nie daje i do eksperta mi daleko. Czy frajda z robienia jakiejś rzeczy nie wystarczy, żeby ją uznać za przydatną? wink

263

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Volver, te kobitki są może młode i bez obowiązków, więc trochę Cię razi, że są tak aktywne i się tym chwalą bo to niby nie takie wielkie osiągnięcie (chociaż ja bym się z tym nie zgodziła), ale ja jestem kobietą dobrze po 30stce, mam psa, dom do ogarnięcia, pracę na pełny etat, a jednak nie siedzę na kanapie, jęcząc na swój los i pocieszając się telenowelą.

Diś rano byłam na nogach o 6, wyprowadziłam psiaka, śniadanie o 7, potem siłownia, pracowałam w domu od 10- 14, teraz zrobiłam sobie przerwę do 15 na obiad i wracam do pracy, którą powinnam skończyć o 18. Potem kolacja, następny spacer z psem i uczenie się włoskiego. Około 9 idę sobie poczytać i posłuchać muzyki. W sumie nawet nie mam czasu na oglądanie telewizji.

264 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-24 18:34:25)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Volver, te kobitki są może młode i bez obowiązków, więc trochę Cię razi, że są tak aktywne i się tym chwalą bo to niby nie takie wielkie osiągnięcie (chociaż ja bym się z tym nie zgodziła), ale ja jestem kobietą dobrze po 30stce, mam psa, dom do ogarnięcia, pracę na pełny etat, a jednak nie siedzę na kanapie, jęcząc na swój los i pocieszając się telenowelą.

Diś rano byłam na nogach o 6, wyprowadziłam psiaka, śniadanie o 7, potem siłownia, pracowałam w domu od 10- 14, teraz zrobiłam sobie przerwę do 15 na obiad i wracam do pracy, którą powinnam skończyć o 18. Potem kolacja, następny spacer z psem i uczenie się włoskiego. Około 9 idę sobie poczytać i posłuchać muzyki. W sumie nawet nie mam czasu na oglądanie telewizji.

I to się chwali! smile

Ja dziś czytałam książkę i rysowałam sukienki (które wysłałam Eileen, która gdzieś zniknęła big_smile ). I uczyłam się angielskiego. Teraz siadam do pisania i pewnie będę pisać do północy, bo właśnie włączyli mi wifi (nareszcie!).
Miałam w planach jeszcze 2 godziny treningu w domu z Mel B (często robię ją po nocach, mniej więcej 22-24 big_smile ), ale niestety dalej mam to grypopodobne przeziębienie.
Zawsze sobie rozpisuję plan tygodniowy - na cały tydzień cele i zadania na każdy dzień smile

265

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Mnie absolutnie nie razi aktywność, wszechstronność oraz fakt, że dziewczynom się chce ! smile Z ręką na sercu przyznam, że bardzo mnie to cieszy i z ogromną przyjemnością czytam o ich sukcesach. Cieszy mnie, że są jeszcze młode kobiety, które chcą się rozwijać i coś konkretnego  w tym kierunku czynią. Nie oczekuje również,  że dziewczyny będą fałszywie skromne. Jestem przekonana, że każda  z nich wiele w swoim życiu zawodowym osiągnie.  Gdyby jednak do tych wszystkich ich zalet dodać tylko odrobinę zdrowej pokory... wink

Mnie się wydaje, że często oceniamy to cudze "lenistwo" na bazie dość powierzchownych przesłanek. Sądzę, że wielu z tych marudzących chciałoby swoje życie jakoś zmienić ale nie bardzo wierzą  w to, że mogą lub zwyczajnie brakuje im odwagi. Ludzie często mają w sobie wiele lęków w tym również przed tzw. "nowym". Może gdyby znalazł się ktoś życzliwy z najbliższego otoczenia, kto zechciałby trochę pomóc w tej zmianie życia... dał odrobinę wsparcia, potowarzyszył przy pierwszych próbach.Również nie pochwalam siedzenia na tyłku i użalania się nad sobą ale potrafię zrozumieć, że niektórym osobom trudno jest się ze swojego marazmu wyrwać... choć na niego narzekają.

266

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Volver napisał/a:

Sądzę, że wielu z tych marudzących chciałoby swoje życie jakoś zmienić ale nie bardzo wierzą  w to, że mogą lub zwyczajnie brakuje im odwagi. Ludzie często mają w sobie wiele lęków w tym również przed tzw. "nowym". Może gdyby znalazł się ktoś życzliwy z najbliższego otoczenia, kto zechciałby trochę pomóc w tej zmianie życia... dał odrobinę wsparcia, potowarzyszył przy pierwszych próbach.Również nie pochwalam siedzenia na tyłku i użalania się nad sobą ale potrafię zrozumieć, że niektórym osobom trudno jest się ze swojego marazmu wyrwać... choć na niego narzekają.

Ale powiedz mi, czyja to jest wina?
Tylko i wyłącznie ich.

Ja miałam niedawno depresję czy cokolwiek to było, nie wiem.
I to była MOJA wina.
Rzecz w tym, że ludzie bez depresji żyją tak, jak ja żyłam przez 3 tygodnie mając "doła", to już nie jest normalne, jak ktoś spędza tak całe życie.

267

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Nie zniknęłam, odpisałam Ci na maila!

Ja w liceum robiłam sobie takie plany. Zaczęłam na początku, jak przez jakiś miesiąc - półtora dojeżdżałam, zanim się nie przeniosłam do babci. Bo często przez szkołę muzyczną albo coś musiałam wracać ostatnimi autobusami i w domu byłam albo ok. 21:00 albo 23:00. A o 6:00 musiałam wychodzić. Więc musiałam sobie dokładnie rozplanowywać czas na "autobus", "między zajęciami", "przed wyjściem", "po powrocie" - i rozpisywałam co do godziny. Później mi przeszło i przerzuciłam się na kalendarze, gdzie wpisuję mniej więcej, co mam do zrobienia i na kiedy. Mam mniej zajęć niż wtedy, więc w sumie nie jest to już konieczne, raczej kwestia przyzwyczajenia. Wtedy bez tego bym się zwyczajnie pogubiła.

268

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Eileen, ta Twoja ciekawość życia, szukanie, próbowanie jest fantastyczną cechą ale musisz zrozumieć, że to jest swego rodzaju dar i nie wszyscy go otrzymują... smile

Moim zdaniem każde nasze zainteresowanie w mniejszym lub większym stopniu nas wewnętrznie wzbogaca. Szczególnie gdy wypływa z  autentycznej potrzeby zgłębienia tematu, a nie aktualnej mody.  Jeżeli zdobywanie jakiejś wiedzy, czy umiejętności sprawia nam radość, to już jest wystarczający powód żeby się tą choćby "mało przydatną" dziedziną zająć. Zresztą nigdy nie wiadomo, która z takich niby mało przydatnych umiejętności może się nam życiu przydać smile Pisząc o tym parciu na tzw. "rozwój" miałam na myśli osoby, które ilością podyplomówek, wszelakich kursów, czy certyfikatów potrafią przyprawić człowieka o zawrót głowy... tyle tylko, że za tym często nie idzie żadna wiedza. Na swój sposób  mnie to przeraża, bo teoretycznie człowiek doskonale wykształcony, a często ma elementarne braki.

269 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-24 19:57:25)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Volver, no jasne. Ale ja nie pretenduję żadnym swoim zainteresowaniem do miana ekspertki ani hm... też nie zamierzam uczyć nikogo na ich podstawie. Są rzeczy, które znam lepiej, a są takie (łowienie ryb na przykład), w których chciałam nauczyć się tylko podstaw. I wystarczy mi wiedza, co w wędce do czego i jak jej użyć, że złapać rybę, a nie - zrobić sobie krzywdę. I tego nie nazwałabym nawet jakimś zainteresowaniem czy umiejętnością - po prostu dam się ojcu czasem na ryby wyciągnąć i nie narobię mu wstydu. Przynajmniej nie tak od razu. tongue

No i tak, ja zdaję sobie sprawę, że robię dużo rzeczy, z mniejszą czy większą intensywnością (albo i wcale - bo wszystkiego się nie da). Ale przecież ja nigdzie nie pisałam, że ktoś, kto nie ma pierdyliona pomysłów na uprzyjemnienie sobie życia, ma je byle jakie. Ja nawet bardziej podziwiam osoby, które poświęcają się tylko jednej rzeczy, bo dla mnie to jest niewykonalne (udawało mi się przez max. 2 lata XD). Tylko - kurczę no! - nie jestem w stanie podziwiać/doceniać, jeśli tą jedną jedyną rzeczą jest to nieszczęsne oglądanie TV. Nie umiem tego potraktować jako pełnoprawnej pasji, zainteresowania - dla mnie to jest tylko zapychanie czasu, bo się tych pasji nie ma. Nie znam osoby, która by nigdy nie obejrzała ani kawałka serialu, ale są jakieś granice.

270 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-24 20:01:57)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Volver napisał/a:

Czytam dziewczyny tę Waszą dyskusję już trzeci dzień i przyznam szczerze, że mam dość mieszane uczucia ponieważ mimo wszystko ta lektura do najprzyjemniejszych nie należy.  Z jednej strony trudno mi nie zauważyć racji w poglądach jakie prezentujecie w swoich wypowiedziach (Cslady, Eileen i Kammiś), to jednak mimo wszystko coś mi w tych osądach zgrzyta.  Może chodzi o "ton" wypowiedzi... może o to przekonanie, że wszystko co do tej pory osiągnęłyście zawdzięczacie wyłącznie sobie... Wybaczcie ale zgodzę się z Wami smile

Dziewczyny, żeby sprawa była jasna, jestem pod wielkim wrażeniem waszej wszechstronności, pracowitości, inteligencji i determinacji. Bardzo mi tym imponujecie. W tak młodym wieku macie na swoich kontach sporo sukcesów zawodowych i mam nadzieję, że będziecie miały ich jeszcze więcej. To niezwykle budujące, że potraficie tak dobrze wykorzystać potencjał jaki ofiarowało Wam życie. Nie widzę  w tym nic złego, że Kammiś korzysta z dorobku zawodowego i finansowego ojca. Super, że ma taką możliwość. Miło byłoby tylko, że żeby zauważała iż ten bonus od losu daje jej już na starcie, sporą przewagę wśród innych początkujących prawników. Nie jest to jednak powód do tego, żeby czuć się lepszą od innych. Warto mieć na uwadze, że nie wszystkim los tak sprzyja smile

Zastanawiam mnie również dziewczyny ile w tej Waszej wszechstronności jest rzeczywistej pasji z potrzeby serca,  a ile wewnętrznego przymusu do tego, że należy się rozwijać.  W moim odczuciu ten  pęd do pseudo"rozwoju", czy dokształcania się przybiera aktualnie znamiona jakiejś presji społecznej. Gdzie okiem nie sięgnąć  ludzie się  uczą, szkolą, dokształcają... wprost kolekcjonują kolejne certyfikaty z różnych dziedzin, tyle tylko że nader często, nie idzie za tym żadna gruntowna wiedza... Piszę to bez złośliwości. Cenie ludzi, którzy poszerzają swoją wiedzę ale to parcie na "rozwój" często  powoduje, że wiele osób na niczym nie zna się wystarczająco dobrze.

Mam nadzieje, że z czasem złagodniejecie też  trochę w swoich osądach wobec ludzi mniej inteligentnych... tacy również mają prawo do życia i swoich rozrywek  smile

Zostałam wymieniona z nicka, więc pozwolę sobie sprostować kilka rzeczy. Jeśli chodzi o zawdzięczanie czegoś sobie albo innym, to w jakimś starym temacie pisałam i chyba nawet wymieniałam kilka przykładów tego "zawdzięczania". Mam świadomość, że na mój sukces złożyło się wiele znajomości z różnymi ludźmi, którzy mnie inspirowali. Np. pani od francuskiego z liceum. Byłam uprzedzona do tego języka i pierwsze 3 miesiące nauki to była codzienna męka z codziennym narzekaniem. Ale nauczycielka bardzo ciekawie prowadziła zajęcia, więc byłam zainteresowana i się nie poddawałam. No i od tego nieszczęsnego francuskiego zaczęła się moja przygoda z językami, bo kolejne już szły jak domino. A prawda jest taka, że im więcej języków się zna, tym łatwiej uczy się kolejnych. 3 inne języki romańskie przyswoiłam bez wysiłku, bo już znałam ten francuski, a wszystko jest baaardzo podobne.  W ten sposób mogłabym dużo osób wymienić. Mój partner nieustannie mnie inspiruje, a znamy się odkąd miałam 15-16 lat, więc bardzo wpłynął na to, kim jestem. Rodzicom oczywiście też dużo zawdzięczam, ale to jest jasne, więc nawet nie wymieniałam. Na pewno inaczej się uczy i pracuje, gdy ma się poczucie bezpieczeństwa, że można sobie zaryzykować, bo w razie czego będzie miękkie lądowanie. Tzn. nigdy z tego nie skorzystałam, ale domyślam się, że sama świadomość jest bardzo komfortowa. Kiedy mam stabilne życie rodzinne, to mam duże tendencje do ryzykowania, dzięki czemu dużo zyskuję. Tutaj już z definicji potrzebne są inne osoby. Gdyby ich nie było, to byłabym zachowawcza.

Co do wszechstronności, to zastanawiałam się nad tym wiele razy i nie znalazłam żadnych przesłanek, by doszukać się tu presji społecznej. Mnie ogólnie społeczeństwo powiewa w tym sensie, że nie interesuje mnie, co o mnie myśli. Zawsze znalazłby się ktoś, kto by mnie krytykował i mówił, że mogę żyć inaczej, lepiej, bardziej. Certyfikatów nawet nie robię. Nie mam żadnego "papierka" np. na potwierdzenie poziomu biegłości z większości języków, które znam. Mam chyba tylko z francuskiego i angielskiego, bo to jeszcze na studiach się robiło. A tak zawodowo to też nie notuję w jakim seminarium brałam udział, jakie dyplomy przy okazji uzyskałam, bo dla mnie to jest puste. Nie wpisuję tego do CV. Także z mojej perspektywy robienie czegoś dla papierka zwyczajnie się nie opłaca. Papierek może dostać byle głąb. Liczy się wiedza i umiejętności. Zresztą ja jestem samoukiem, więc trudno by mi było przestawiać dyplomy. Studia ledwie skończyłam, bo straciłam motywację do nauki, gdy miałam przedmioty, które mnie nie interesowały. Moje pasje są tylko dla mnie. Głupio porównywać pasję do seksu, ale coś podobnego jednak dostrzegam, np. takie zatracenie i nie myślenie w danej chwili o niczym innym, nie pamiętanie nawet swojego imienia. Bardzo nie lubię, gdy ktoś mi wtedy przeszkadza. A same pasje cóż, uszczęśliwiają mnie.

271 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-24 20:38:04)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Volver napisał/a:

Czytam dziewczyny tę Waszą dyskusję już trzeci dzień i przyznam szczerze, że mam dość mieszane uczucia ponieważ mimo wszystko ta lektura do najprzyjemniejszych nie należy.  Z jednej strony trudno mi nie zauważyć racji w poglądach jakie prezentujecie w swoich wypowiedziach (Cslady, Eileen i Kammiś), to jednak mimo wszystko coś mi w tych osądach zgrzyta.  Może chodzi o "ton" wypowiedzi... może o to przekonanie, że wszystko co do tej pory osiągnęłyście zawdzięczacie wyłącznie sobie... Wybaczcie ale zgodzę się z Wami smile

Dziewczyny, żeby sprawa była jasna, jestem pod wielkim wrażeniem waszej wszechstronności, pracowitości, inteligencji i determinacji. Bardzo mi tym imponujecie. W tak młodym wieku macie na swoich kontach sporo sukcesów zawodowych i mam nadzieję, że będziecie miały ich jeszcze więcej. To niezwykle budujące, że potraficie tak dobrze wykorzystać potencjał jaki ofiarowało Wam życie. Nie widzę  w tym nic złego, że Kammiś korzysta z dorobku zawodowego i finansowego ojca. Super, że ma taką możliwość. Miło byłoby tylko, że żeby zauważała iż ten bonus od losu daje jej już na starcie, sporą przewagę wśród innych początkujących prawników. Nie jest to jednak powód do tego, żeby czuć się lepszą od innych. Warto mieć na uwadze, że nie wszystkim los tak sprzyja smile

Zastanawiam mnie również dziewczyny ile w tej Waszej wszechstronności jest rzeczywistej pasji z potrzeby serca,  a ile wewnętrznego przymusu do tego, że należy się rozwijać.  W moim odczuciu ten  pęd do pseudo"rozwoju", czy dokształcania się przybiera aktualnie znamiona jakiejś presji społecznej. Gdzie okiem nie sięgnąć  ludzie się  uczą, szkolą, dokształcają... wprost kolekcjonują kolejne certyfikaty z różnych dziedzin, tyle tylko że nader często, nie idzie za tym żadna gruntowna wiedza... Piszę to bez złośliwości. Cenie ludzi, którzy poszerzają swoją wiedzę ale to parcie na "rozwój" często  powoduje, że wiele osób na niczym nie zna się wystarczająco dobrze.

Mam nadzieje, że z czasem złagodniejecie też  trochę w swoich osądach wobec ludzi mniej inteligentnych... tacy również mają prawo do życia i swoich rozrywek  smile

W sumie, uważam tak samo. Lubię Was dziewczyny no i fajnie, że macie wiele pasji, ja sama nie mam pasji, ale jej szukam, jak nie to chociaż może hobby będę miała. Niemniej fakt, tego czego mi brakuje czasem w Waszych wypowiedziach to może nieco pokory, że właśnie nie każdy ma taki sam start. Gdybyście to zauważyły, to już by było wszystko ok smile Po prostu czasem ktoś jest nauczony inaczej i wtedy nie jest to może kwestia głupoty, że nie robi nic takiego, tylko właśnie też innych uwarunkowań. Warto robić coś dla siebie, ale też warto zwracać uwagę na różne inne czynniki, bo to jest rozległa kwestia dlaczego ktoś robi w swoim życiu mniej czy więcej. Poza tym nie mam nic do Waszych wypowiedzi oczywiście. Niemniej, to czy ktoś ma parę hobby czy więcej czy jego życie jest przyjemne, ale powolne, bo tak lubi czy szybkie, bo tak lubi robić wiele rzeczy naraz to już moim zdaniem kwestia indywidualna. Ja chcę znaleźć rzeczy, które będę bardzo lubić, ale myślę, że i wtedy będę starała się żyć w miarę powoli, a nie, że 50 rzeczy dziennie, jeśli nie muszę, bo tak nie lubię. No, ale to pewnie rozumiecie, że ktoś ma tak, a ktoś tutaj trochę inaczej w tym względzie.

272

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja kiedyś z nudów napisałem pracę naukową o biżuterii i zdobnictwie wśród Celtów czy jakoś tak. Nie mój kierunek studiów ale co tam, akurat się tym interesowałem, literaturę gromadziłem, a miał to być trening do pracy magisterskiej. Nie napiszę jaki był temat mojej pracy magisterskiej ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w historii naszego kraju takie prace były tylko dwie. Moja i gościa w latach 80-tych. Do dziś prawie nikt mi nie wierzy, że taki sobie wybrałem temat pracy.

273

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Snake, brzmi zacnie, ale wymiękłabym przy samym czytaniu nawet. big_smile

Truskaweczko, ale ja właśnie napisałam wyżej - że bardzo podziwiam osoby, które mają nawet tylko jedną rzecz, której poświęcają czas. A może nawet - ZWŁASZCZA takie osoby, bo ja bym sama nie potrafiła się zdecydować, wybrać tylko jednego. Więc to nie tak, że ja mam jakiś podział "do 10 zainteresowań jesteś leszczem, powyżej - mogę się z Tobą pokazać na mieście". big_smile Po prostu odnosiłam się do całkiem pustego życia, a zazwyczaj staram się pisać na swoim przykładzie albo przykładzie osób, które znam. Przecież nie tylko o sobie piszę - przez moje posty przewija się rodzina, znajomi. I nie po to, żeby się pochwalić jakoś bardzo, bo używam tego i w innych tematach, w których nie ma czym się pochwalić (znajomym? XD). Uważam po prostu, że jak się oprę na przykładzie, to ma to większy sens, niż wyssana z palca teoria. Wtedy przynajmniej ma to jakieś podstawy poza moim widzimisię. wink

274

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No co ty, taki kobiecy temat o biżuterii i wymiękłabyś? No może w ówczesnych czasach nie kobiecy, bo wtedy to mężczyźni nosili sporo biżuterii, a więc dzisiejsze karki ze złotymi łańcuchami są spadkobiercami starych, dobrych tradycji lol A ornamentyka celtycka i dziś jest bardzo popularna. W ogóle Celtowie powinni być na topie, bo uprawiali powszechnie miłość homoseksualną smile Przynajmniej mężczyźni.

275

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

1. Nienawidzę historii (tak ogólnie, bo pewne okresy/sprawy/osoby mnie interesują), więc Celtów też powinnam z automatu. tongue Chociaż muzyka celtycka jest spoko.
2. Nie interesuje mnie biżuteria. big_smile Mój dziadek, w związku z pracą, zawsze ma pełno srebra, kiedyś też złota więcej w domu. Znaczy, w postaci biżuterii właśnie. Nigdy nie oglądam, chyba że akurat potrzebuję - to tylko przejrzę, wybiorę coś dla siebie i tyle mojego zainteresowania. Złota w ogóle nie lubię, co doprowadzało do rozpaczy mojego ojca, bo od 16. roku życia (znaczy, mojego) z uporem maniaka kupował mi jakieś złote cuda, "reklamował", że to z Kruka, to skądśtam, a mi to lata koło pupy. ;p W końcu mama go litościwie poinformowała, żeby kupował mi coś innego albo dawał pieniądze, jak nie wie co. xD Noszę dwa pierścionki od X lat, łańcuszki czasami, kolczyki tylko lubię... ale też bez szału.

Nie jestem kobietą. :c

276

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

Snake, brzmi zacnie, ale wymiękłabym przy samym czytaniu nawet. big_smile

Truskaweczko, ale ja właśnie napisałam wyżej - że bardzo podziwiam osoby, które mają nawet tylko jedną rzecz, której poświęcają czas. A może nawet - ZWŁASZCZA takie osoby, bo ja bym sama nie potrafiła się zdecydować, wybrać tylko jednego. Więc to nie tak, że ja mam jakiś podział "do 10 zainteresowań jesteś leszczem, powyżej - mogę się z Tobą pokazać na mieście". big_smile Po prostu odnosiłam się do całkiem pustego życia, a zazwyczaj staram się pisać na swoim przykładzie albo przykładzie osób, które znam. Przecież nie tylko o sobie piszę - przez moje posty przewija się rodzina, znajomi. I nie po to, żeby się pochwalić jakoś bardzo, bo używam tego i w innych tematach, w których nie ma czym się pochwalić (znajomym? XD). Uważam po prostu, że jak się oprę na przykładzie, to ma to większy sens, niż wyssana z palca teoria. Wtedy przynajmniej ma to jakieś podstawy poza moim widzimisię. wink

Aha no ok. No racja, może po prostu tak czytając posty czasem ma się złe wrażenie. Teraz w pełni rozumiem i też tak uważam.

277 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-25 00:50:59)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Snake napisał/a:

W ogóle Celtowie powinni być na topie, bo uprawiali powszechnie miłość homoseksualną smile Przynajmniej mężczyźni.

Nie tylko Celtowie. Rowniez w starozytnym Rzymie homoseksualizm byl jak najbardziej obecny i akceptowalny pod warunkiem, ze wolny obywatel i mezczyzna pelnil aktywna role sexualna (bez roznicy czy byla to penetracja kobiety czy mezczyzny). Dopiero pelnienie pasywnej roli w akcie seksualnym bylo czyms co przynosilo hanbe i wiazalo sie z konsekwencjami prawnymi (hanbiace bylo rowniez heteroseksualne zaspokajanie kobiety ustami).

278 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-25 02:15:59)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
Snake napisał/a:

W ogóle Celtowie powinni być na topie, bo uprawiali powszechnie miłość homoseksualną smile Przynajmniej mężczyźni.

Nie tylko Celtowie. Rowniez w starozytnym Rzymie homoseksualizm byl jak najbardziej obecny i akceptowalny pod warunkiem, ze wolny obywatel i mezczyzna pelnil aktywna role sexualna (bez roznicy czy byla to penetracja kobiety czy mezczyzny). Dopiero pelnienie pasywnej roli w akcie seksualnym bylo czyms co przynosilo hanbe i wiazalo sie z konsekwencjami prawnymi (hanbiace bylo rowniez heteroseksualne zaspokajanie kobiety ustami).

Ale sobie temat znaleźliście...
big_smile

Ej ej ale jak ktos mial role aktywna to ten drugi MUSIAL miec role pasywna. Nielogiczni byli!!
Jakie byly konsekwencje prawne???

279 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-25 09:00:04)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Ej ej ale jak ktos mial role aktywna to ten drugi MUSIAL miec role pasywna. Nielogiczni byli!!
Jakie byly konsekwencje prawne???

Byli 'logiczni'. Osoba aktywna i dominujaca sexulanie mogl byc tylko mezczyzna - Rzymianin, natomiast strona pasywna byla zona, niewolnica, niewolnik, badz meska prostytutka. Niedopuszczalny byl akt seksulany miedzy dwoma meskimi obywatelami Rzymu - bylo to skorelowane z zasada czystosci krwi, oraz realizowaniem idealu boga plodnosci Priapa. Zakazana byla rowniez milosc lesbijska, oraz wczesniej wspomniane pieszczenie oralne kobiety (co mialo zwiazek z utrata meskiego czynnika dominujacego).
Zlamanie wyzej wymienionych regul, moglo wiazac sie m.in. z publiczna kpina oraz kara: chlosty, wiezienia, a czasami smierci (np. osoba pasywna w akcie homoseksualnym dwoch legionistow rzymskich, zostala skazywana na smierc poprzez pobicie. Gdyby natomiast rzymski legionista odgrywal role akywnta podczas stosunku z meskim niewolikiem, to taka forma kontaktu sexualnego bylaby w pelni akceptowalna.).

280

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A czy w takim razie dopuszczane było pieszczenie oralne kobiety przez niewolnika albo niewolnicę? big_smile

281

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ej ej ale jak ktos mial role aktywna to ten drugi MUSIAL miec role pasywna. Nielogiczni byli!!
Jakie byly konsekwencje prawne???

Byli 'logiczni'. Osoba aktywna i dominujaca sexulanie mogl byc tylko mezczyzna - Rzymianin, natomiast strona pasywna byla zona, niewolnica, niewolnik, badz meska prostytutka. Niedopuszczalny byl akt seksulany miedzy dwoma meskimi obywatelami Rzymu - bylo to skorelowane z zasada czystosci krwi, oraz realizowaniem idealu boga plodnosci Priapa. Zakazana byla rowniez milosc lesbijska, oraz wczesniej wspomniane pieszczenie oralne kobiety (co mialo zwiazek z utrata meskiego czynnika dominujacego).
Zlamanie wyzej wymienionych regul, moglo wiazac sie m.in. z publiczna kpina oraz kara: chlosty, wiezienia, a czasami smierci (np. osoba pasywna w akcie homoseksualnym dwoch legionistow rzymskich, zostala skazywana na smierc poprzez pobicie. Gdyby natomiast rzymski legionista odgrywal role akywnta podczas stosunku z meskim niewolikiem, to taka forma kontaktu sexualnego bylaby w pelni akceptowalna.).


No zgodnie z naszymi OBECNYMI standardami nie byli, bo to można uznać (w świetle dzisiejszego prawa) za pomocnictwo, a jak się nagnie, to nawet za współudział tongue
Ale tak, wiem, inne czasy.

282 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-25 19:44:59)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

No zgodnie z naszymi OBECNYMI standardami nie byli, bo to można uznać (w świetle dzisiejszego prawa) za pomocnictwo, a jak się nagnie, to nawet za współudział tongue
Ale tak, wiem, inne czasy.

kammis, podział na praktyki homoseksualne i heteroseksualne mial trzeciorzedne znaczenie w starozytnym Rzymie. Podstawowy podzial to praktyki dopuszczalne dla mezczyzny-obywatela i praktyki niedopuszczalne - do tych pierwszych nalezalo realizowanie wspomnianego idealu Priapa- czyli aktywna penetracja bez wzgledu na to czy penetrowana byla kobieta, czy np. meska prostytutka. W Grecji wsrod doroslych obywateli pelnienie funkcji pasywnej takze przynosilo hanbe i bylo w spoleczenstwie nieakceptowalne.

Eileen napisał/a:

A czy w takim razie dopuszczane było pieszczenie oralne kobiety przez niewolnika albo niewolnicę? big_smile

W owczesnych czasach, niewolnik byl pozbawiony zupelnie podmiotowsci, oraz mogl byc wykorzystywany do seksualnych potrzeb swojego pana (calowanie narzadow kobiety bylo zakazane tylko dla meskiech obywateli Rzymu, z wyzej wymienionych wzgledow).
Musisz sobie zdawac sprawe, ze swiat rzymski byl patriarchalny - kobieta byla calkowicie i prawnie podlegla mezowi, ktory mogl ja zabic bez zadnych konsekwencji za sex z niewolnikiem lub cudzolostwo. Tak zgineła np. Messalina, zona Klaudiusza. Wyjatkiem byly m.in. niezamezne kobiety z najlepszych rodow, ktore czesto wspolzyly ze swoimi niewolnikami, zapewne w tym i oralnie(podobno seks z czarnym niewolnikiem mial dla majetnych Rzymianek wyjatkowy urok wink). Zeszta jest pelno freskow i rzezb z tamtego okresu, przedstawiajacych seks "alternatywany".

283

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
kammiś napisał/a:

No zgodnie z naszymi OBECNYMI standardami nie byli, bo to można uznać (w świetle dzisiejszego prawa) za pomocnictwo, a jak się nagnie, to nawet za współudział tongue
Ale tak, wiem, inne czasy.

kammis, podział na praktyki homoseksualne i heteroseksualne mial trzeciorzedne znaczenie w starozytnym Rzymie. Podstawowy podzial to praktyki dopuszczalne dla mezczyzny-obywatela i praktyki niedopuszczalne - do tych pierwszych nalezalo realizowanie wspomnianego idealu Priapa- czyli aktywna penetracja bez wzgledu na to czy penetrowana byla kobieta, czy np. meska prostytutka. W Grecji wsrod doroslych obywateli pelnienie funkcji pasywnej takze przynosilo hanbe i bylo w spoleczenstwie nieakceptowalne.

Eileen napisał/a:

A czy w takim razie dopuszczane było pieszczenie oralne kobiety przez niewolnika albo niewolnicę? big_smile

W owczesnych czasach, niewolnik byl pozbawiony zupelnie podmiotowsci, oraz mogl byc wykorzystywany do seksualnych potrzeb swojego pana (calowanie narzadow kobiety bylo zakazane tylko dla meskiech obywateli Rzymu, z wyzej wymienionych wzgledow).
Musisz sobie zdawac sprawe, ze swiat rzymski byl patriarchalny - kobieta byla calkowicie i prawnie podlegla mezowi, ktory mogl ja zabic bez zadnych konsekwencji za sex z niewolnikiem lub cudzolostwo. Tak zgineła np. Messalina, zona Klaudiusza. Wyjatkiem byly m.in. niezamezne kobiety z najlepszych rodow, ktore czesto wspolzyly ze swoimi niewolnikami, zapewne w tym i oralnie(podobno seks z czarnym niewolnikiem mial dla majetnych Rzymianek wyjatkowy urok wink). Zeszta jest pelno freskow i rzezb z tamtego okresu, przedstawiajacych seks "alternatywany".

Nie zgodzę się, bo przez śmierć pater familias kobieta stawała się niepodległą niczyjej władzy.
Według Kolańczyka.

284 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-25 21:43:26)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Nie zgodzę się, bo przez śmierć pater familias kobieta stawała się niepodległą niczyjej władzy.

A z czym konkretnie sie nie zgodzisz? Poczatkowo Rzymianie praktykowali tylko malzenstwo z wladza meza nad zona. Dopiero u schylku republiki ta tendencja ulegla rozluznieniu. Poki pater familias zyl, zony jego synow nie wchodzily bezposrednio pod ich wladze, lecz pod wladze ojca rodziny. Po smierci pater familias, wladze nad swoimi zonami (manus) sprawowali mezowie. Wyjatkiem stanowila sytuacja w ktorej zona pochodzila z rodu, ktory nie przekazal jej w czasie zaslubin pod wladze pater familias (tym samym kobieta miala status sui iuris)
Maz, ktory pelnil role glowy rodziny - mial (zwlaszcza w okresie krolestwa, Republiki) pelna wladze nad zyciem jej czlonkow, w tym zony(oprocz w.w. wyjatku). Przykladem jest juz wspomniana zabita zona Klaudiusza.

285

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
kammiś napisał/a:

Nie zgodzę się, bo przez śmierć pater familias kobieta stawała się niepodległą niczyjej władzy.

A z czym konkretnie sie nie zgodzisz? Poczatkowo Rzymianie praktykowali tylko malzenstwo z wladza meza nad zona. Dopiero u schylku republiki ta tendencja ulegla rozluznieniu. Poki pater familias zyl, zony jego synow nie wchodzily bezposrednio pod ich wladze, lecz pod wladze ojca rodziny. Po smierci pater familias, wladze nad swoimi zonami (manus) sprawowali mezowie. Wyjatkiem stanowila sytuacja w ktorej zona pochodzila z rodu, ktory nie przekazal jej w czasie zaslubin pod wladze pater familias (tym samym kobieta miala status sui iuris)
Maz, ktory pelnil role glowy rodziny - mial (zwlaszcza w okresie krolestwa, Republiki) pelna wladze nad zyciem jej czlonkow, w tym zony(oprocz w.w. wyjatku). Przykladem jest juz wspomniana zabita zona Klaudiusza.

Właśnie miałam na myśli kobiety NIE WYDANE za maż.
Pater familias - albo śmierć, albo capitis deminutio.
I babeczka już nie jest alieni iuris wink

286

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Bardzo ciekawy off-top, blee. Moze przeniescie te dywagacje do dzialu Seksualnosc Starozytnych? Nie wiem jak maja sie owczesni Rzymianie do bylejakosci dzisiejszego zycia przecietnego Polaka:).

Wlasnie wrocilam z Polski, ulice sloneczne i pelne luda, owszem spozywajacego rowniez przerozne browarki w zatloczonych i ukwieconych ogrodkach piwnych. Komu by sie chcialo w taka pogode w domu przed TV sleczec? No, chyba, zeby jakas wazna ligowa gra sie odbywala:)

287

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:

Bardzo ciekawy off-top, blee. Moze przeniescie te dywagacje do dzialu Seksualnosc Starozytnych?

Temat na pewno ciekawszy niż "co było w Rozmowach w toku" albo "sąsiadka Kasia pokłóciła się z mężem".
Przynajmniej oparty na jakiejkolwiek wiedzy.
Ale że większość ludzi nie ma bladego pojęcia o Starożytnym Rzymie i nie potrafi nawet wskazać cezury czasowej dla starożytności (ja nie przepadam za historią nie wiadomo jak bardzo, ale mniej więcej wypada pewne rzeczy wiedzieć, niestety - większość ani me, ani be) to jest tej większości problem, nie mój.
Nie mówię że każdy ma mieć pojęcie o funkcjonowaniu Starożytnego Rzymu, bo nie musi, ale jak czyjaś wiedza ogranicza się do streszczeń serialowych odcinków, to wybacz...

288

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Bardzo ciekawy off-top, blee. Moze przeniescie te dywagacje do dzialu Seksualnosc Starozytnych?

Temat na pewno ciekawszy niż "co było w Rozmowach w toku" albo "sąsiadka Kasia pokłóciła się z mężem".

a czy tak brzmi tytul watku pani inteligentna inaczej? Dywaguj o rzymianach w watku o nich , o sasiadkach Kasiach w ich watkach.

Swoja droga - bogata masz wiedze na temat oferty telewizyjnej jak na osobe, ktora takie programy wrecz brzydza. Ja bladego pojecia nie mam co sie na TVN moda czy Eurosportach dzieje a Ty masz TVN w jednym palcu. Ciekawe:)

289 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-26 13:32:53)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Bardzo ciekawy off-top, blee. Moze przeniescie te dywagacje do dzialu Seksualnosc Starozytnych?

Temat na pewno ciekawszy niż "co było w Rozmowach w toku" albo "sąsiadka Kasia pokłóciła się z mężem".

a czy tak brzmi tytul watku pani inteligentna inaczej? Dywaguj o rzymianach w watku o nich , o sasiadkach Kasiach w ich watkach.

Swoja droga - bogata masz wiedze na temat oferty telewizyjnej jak na osobe, ktora takie programy wrecz brzydza. Ja bladego pojecia nie mam co sie na TVN moda czy Eurosportach dzieje a Ty masz TVN w jednym palcu. Ciekawe:)

Hehe, wymieniłam jedynie rozmowy w toku i jakieś "trudne sprawy", bo inteligentne inaczej znajome o tym nawijają na zajęciach, więc ciężko nie słyszeć czasem
Pani czepialska, nie ja zaczęłam off top o starożytnych rzymianach, czep się kogo innego, jak tak bardzo lubisz się czepiać.

Kocham takie pańcie z bólem tylnej części ciała, bo ktoś sobie dyskutuje o czymś tam, co nawet ich nie dotyczy big_smile

Fakhir - interesujesz się historią ogólnie czy historią Starożytnego Rzymu szczególnie?

290

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Nie czepnelam sie tylko zwrocilam uwage, ze juz prawie cala strone klepiecie o tym kto komu i w jakiej kolejnosci wlozyl w temacie o jakosci zycia.

Jako przyszla prawniczka z jakims tam zalazkiem wiedzy chyba wiesz co znaczy regulamin?

Dyskusja moze i ciekawa ale nie w tym miejscu. Wreszcie paniala?

Zreszta wracajac do tych Boze bron seriali czy browarow - a czym rozni sie ogladanie jakichs Okilow od ogladania Sasiuadow produkcji amerykanskiej czy innych si-fi bzdur? Niczym, jedynie trescia. I nie znam anie JEDNEJ osoby, ktora siedzialby od rana do wieczora przykuta do telewizora. Ani jednej. Z wyjatkiem obloznie chorych, ktorzy tez czesto ekran zamienia na ksiazke.
Skoro ktos twierdzi, ze takie osoby zna, to musi miec nieciekawy krag znajomych. Wsrod moich znajomych, sasiadow, w rodzinie, wsrod kolegow i kolezanek z pracy takich tv-maniakow nie ma w ogole. A obcych o ich czas wolny nie wypytuje.

Nie mniej drazniacym zjawiskiem jest snobizm i obnoszenie sie ze swoimi "pasjami" jak ze sztandarem w procesji majowej.

To odniesc mozna zarowno do form spedzania wolnego czasu jak i otaczania sie rzeczami "pod publiczke". Bo jesli ktos lubi pic herbate z porcelany misnienskiej, bo tak mu lepiej smakuje, to na zdrowie mu, ale jesli robi to, zeby przy sasiadce wystawic antenke z uszka albo na forum powymieniac swoje objet d'art, to sorry, ale o takich to nasi poludniowi sasiedzi mowia - z hovna kralovna:))

Prawdziwego czlowieka z klasa poznaje sie po tym, ze on ta klase ma dla siebie a nie na transparentach. I na forach. Tym sie rozni np. prawdziwa arystokracja i inteligencja od prowincjonalnych dorobkiewiczow z zakupionymi herbami. Tudziez dyplomami.

Czterdziestolatek i portret przodka przypomnial mi sie:)) I pani Bucket:)

291 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-26 14:06:53)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:

Nie czepnelam sie tylko zwrocilam uwage, ze juz prawie cala strone klepiecie o tym kto komu i w jakiej kolejnosci wlozyl w temacie o jakosci zycia.

Jako przyszla prawniczka z jakims tam zalazkiem wiedzy chyba wiesz co znaczy regulamin?

Dyskusja moze i ciekawa ale nie w tym miejscu. Wreszcie paniala?

Zreszta wracajac do tych Boze bron seriali czy browarow - a czym rozni sie ogladanie jakichs Okilow od ogladania Sasiuadow produkcji amerykanskiej czy innych si-fi bzdur? Niczym, jedynie trescia. I nie znam anie JEDNEJ osoby, ktora siedzialby od rana do wieczora przykuta do telewizora. Ani jednej. Z wyjatkiem obloznie chorych, ktorzy tez czesto ekran zamienia na ksiazke.
Skoro ktos twierdzi, ze takie osoby zna, to musi miec nieciekawy krag znajomych. Wsrod moich znajomych, sasiadow, w rodzinie, wsrod kolegow i kolezanek z pracy takich tv-maniakow nie ma w ogole. A obcych o ich czas wolny nie wypytuje.

Nie mniej drazniacym zjawiskiem jest snobizm i obnoszenie sie ze swoimi "pasjami" jak ze sztandarem w procesji majowej.

To odniesc mozna zarowno do form spedzania wolnego czasu jak i otaczania sie rzeczami "pod publiczke". Bo jesli ktos lubi pic herbate z porcelany misnienskiej, bo tak mu lepiej smakuje, to na zdrowie mu, ale jesli robi to, zeby przy sasiadce wystawic antenke z uszka albo na forum powymieniac swoje objet d'art, to sorry, ale o takich to nasi poludniowi sasiedzi mowia - z hovna kralovna:))

Prawdziwego czlowieka z klasa poznaje sie po tym, ze on ta klase ma dla siebie a nie na transparentach. I na forach. Tym sie rozni np. prawdziwa arystokracja i inteligencja od prowincjonalnych dorobkiewiczow z zakupionymi herbami. Tudziez dyplomami.

Czterdziestolatek i portret przodka przypomnial mi sie:)) I pani Bucket:)

Bo forum jest od tego, żeby się takimi rzeczami powymieniać.
A widzisz, ja znam profesora (od kilku dni) zwyczajnego który właśnie pismem w tej sprawie przysłanym kilka dni temu się pochwalił.... na fejsiku wink Wstawił zdjęcie.
I co, nie ma prawa pochwalić się swoim sukcesem przed innymi? Ma. A większość może tylko pomarzyć o tym, jakie on odnosi sukcesy (jeden z najmłodszych profesorów) i niech im żal cztery literki ściska wink
Ja tam uczciwie gratuluję i nie doszukuję się drugiego dna.

Wiesz co, bardzo razi mnie, że jak ktoś się rozpisuje o swoich problemach, to nikt nie ma pretensji.
Jak ktoś napisze o swoich sukcesach czy nawet przyjemnościach i pasjach, to zaraz robi się szum.
Bo ludzie nie znoszą tego, że ktoś może być o wiele szczęśliwszy od nich. Naprawdę wink Ludzie nie znoszą tego że ktoś robi coś ponad przeciętność obowiązującą w danej grupie (czy to dzieciaków w szkole, czy to studentów, czy to pracowników, czy to znajomych, czy to sąsiadów, czy to w danym kraju).
Po prostu nie znoszą i 4 litery im puchną z bólu big_smile

Mam w rodzinie jednego profesora. Z fizyki. Bardzo inteligentny człowiek. I spokojny. Po prostu spokojny.
Dziwnym trafem to jego wszystkie beznadziejne ciotki-klotki których dzieci nawet matury nie mają obmówią przy każdej okazji big_smile
Tradycyjny ból d** big_smile

292

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:

Prawdziwego czlowieka z klasa poznaje sie po tym, ze on ta klase ma dla siebie a nie na transparentach. I na forach.

Ale jeśli temat tego dotyczy, to chyba naturalne, że się o tym napisze? Tzn. co innego wciskanie tego w jakiekolwiek rozmowy, czyli typowe przechwalanie się, a co innego wypowiadanie się w wątku z tym powiązanym. Bo w takim razie albo by trzeba kłamać, albo chować za maską fałszywej skromności, albo w ogóle nie wypowiadać - niech piszą tylko ci seriali i piwa. tongue

Swoją drogą, nie wiązałabym klasy z zainteresowaniami i stanem posiadania. Tzn. sama mam sporo zainteresowań na przykład, ale jakby ktoś zobaczył burdel w moim pokoju, to "klasa" byłoby ostatnim słowem, które przyszło mu na myśl. tongue

293

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Wiesz co, bardzo razi mnie, że jak ktoś się rozpisuje o swoich problemach, to nikt nie ma pretensji.
Jak ktoś napisze o swoich sukcesach czy nawet przyjemnościach i pasjach, to zaraz robi się szum.

pisanie o czyms a pzechwalanie sie to sa dwie rozne sprawy, inteligentna w miare osoba to pojmie.  Jesli ktos pisze o problemach i kazdego, kto ich nie ma traktuje ponizej swojego poziomu, bo on nie cierpi tak samo, to jest tak samo upierdliwy, jak ten wywyzszajacy sie, bo mu sie akurat cos udalo. OK, napisz, pochwal sie, ale nie wywyzszaj sie przez to ponad innych - to TAKIE trudne do zrozumienia?

kammiś napisał/a:

Bo ludzie nie znoszą tego, że ktoś może być o wiele szczęśliwszy od nich. Naprawdę wink Ludzie nie znoszą tego że ktoś robi coś ponad przeciętność obowiązującą w danej grupie (czy to dzieciaków w szkole, czy to studentów, czy to pracowników, czy to znajomych, czy to sąsiadów, czy to w danym kraju).
Po prostu nie znoszą i 4 litery im puchną z bólu big_smile

bzdura kolejny raz. Ludzie, wbrew Twojej tylko wlasnej opinii, nie sa ani w 10% tak zawistni jak ich tu malujesz. Chyba musialas niezle od tychze "ludzi" w zadek dostac skoro tyle w Tobie zlosci na ludzi. Dzieci i studentow rowniez.

Poza tym, niczym poki co ponad przecietnosc sie nie wybilas, przynajmniej nie na tym forum:)) Wiec glowa spokojna, na stosie nie sploniesz za swoja nadzwyczajnosc.

294

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Prawdziwego czlowieka z klasa poznaje sie po tym, ze on ta klase ma dla siebie a nie na transparentach. I na forach.

Ale jeśli temat tego dotyczy, to chyba naturalne, że się o tym napisze? Tzn. co innego wciskanie tego w jakiekolwiek rozmowy, czyli typowe przechwalanie się, a co innego wypowiadanie się w wątku z tym powiązanym. Bo w takim razie albo by trzeba kłamać, albo chować za maską fałszywej skromności, albo w ogóle nie wypowiadać - niech piszą tylko ci seriali i piwa. tongue

Swoją drogą, nie wiązałabym klasy z zainteresowaniami i stanem posiadania. Tzn. sama mam sporo zainteresowań na przykład, ale jakby ktoś zobaczył burdel w moim pokoju, to "klasa" byłoby ostatnim słowem, które przyszło mu na myśl. tongue

Ja chyba naprawde nie pisze po polsku...

watek jest: czy zyjesz byle jak? I nikt nie broni pisania jak sobie ktos tam zyje, co je, na czym spi, ile ma kotow i naklejek z Potterem. Natomiast pisanie w stylu: ja to mam a ktos nie - badz ja to lubie robic a inni (czytaj: wiekszosc ludzi) nie -jest juz ponizaniem innych wobec siebie.

Wiesz co, moze i taka osoba nawet zdaje sobie sprawe, ze ma kiepskie i nudne zycie i zazdrosci innym pasji ale moze tez tak zdarzyc sie, ze aktualnie nie ma ani srodkow, ani czasu, ani zdrowia na zmiane tego swojego byle jakiego zycia. Bo ma prace od switu do wieczora, dzieci do opieki, meza bezrobotnego i na zasilku, chory kregoslup i chora mame do opieki. Wiec jesli usiadzie wieczorem zmeczona i wlaczy sobie serial number 5, to Ty pojdziesz do niej z informacja, ze ma byle jakie zycie? Ona to sama wie a snobow jej w zyciu nie potrzeba tylko kogos, kto pomoze.

295 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-26 14:46:15)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
kammiś napisał/a:

Wiesz co, bardzo razi mnie, że jak ktoś się rozpisuje o swoich problemach, to nikt nie ma pretensji.
Jak ktoś napisze o swoich sukcesach czy nawet przyjemnościach i pasjach, to zaraz robi się szum.

pisanie o czyms a pzechwalanie sie to sa dwie rozne sprawy, inteligentna w miare osoba to pojmie.  Jesli ktos pisze o problemach i kazdego, kto ich nie ma traktuje ponizej swojego poziomu, bo on nie cierpi tak samo, to jest tak samo upierdliwy, jak ten wywyzszajacy sie, bo mu sie akurat cos udalo. OK, napisz, pochwal sie, ale nie wywyzszaj sie przez to ponad innych - to TAKIE trudne do zrozumienia?

kammiś napisał/a:

Bo ludzie nie znoszą tego, że ktoś może być o wiele szczęśliwszy od nich. Naprawdę wink Ludzie nie znoszą tego że ktoś robi coś ponad przeciętność obowiązującą w danej grupie (czy to dzieciaków w szkole, czy to studentów, czy to pracowników, czy to znajomych, czy to sąsiadów, czy to w danym kraju).
Po prostu nie znoszą i 4 litery im puchną z bólu big_smile

bzdura kolejny raz. Ludzie, wbrew Twojej tylko wlasnej opinii, nie sa ani w 10% tak zawistni jak ich tu malujesz. Chyba musialas niezle od tychze "ludzi" w zadek dostac skoro tyle w Tobie zlosci na ludzi. Dzieci i studentow rowniez.

Poza tym, niczym poki co ponad przecietnosc sie nie wybilas, przynajmniej nie na tym forum:)) Wiec glowa spokojna, na stosie nie sploniesz za swoja nadzwyczajnosc.

Czy ja pisałam o siebie, panno przemądrzała? big_smile big_smile big_smile
Czytaj żesz uważniej, masz z tym niezłe problemy wink
Dałam przykład PROFESORA, w dodatku dość młodego, który w dodatku zwiedził pół świata, uratował z 10 kotów, słucha muzyki poważnej i przeczytał chyba ze 2 tysiące książek. I tak, jest dla mnie kimś lepszym niż babka po szkole podstawowej sprzątająca kible i wracająca do domu, gotująca obiad i oglądająca seriale, której całe życie tak właśnie wygląda. I mam prawo do tej właśnie opinii - zdziwię Cię wink

Ja nie uważam, że mam nie wiem jak sukcesy, tylko uważam, że mi się "chce" trochę wiecej niż reszcie mojej grupy, jeśli mamy wybrać punkt odniesienia, która przebaluje całe studia.
Nie podkreślałam sukcesów, tylko PODEJŚCIE, czytajże uważniej, jak już chcesz się wypowiadać i robić przytyki big_smile

Co do zawiści ludzi, to doświadczył jej mój ojciec, JA NIE. On jeden jedyny wyrwał się z 10-osobowej rodziny, wykształcił porządnie, założył rodzinę z jednym dzieckiem, a nie co najmniej 5 jak cała durnowata reszta, wybudował dom, założył własny biznes. Doświadczył zawiści od własnych braci i sióstr, którzy na dodatek uważali że ma "obowiązek" im pomagać. Obecnie zerwał kontakt ze wszystkimi - ze swoją matką również - stwierdził: niech się sami taplają we własnym marazmie.
A miał ciężkie dziecińtwo, bo jego "kochana" mamusia-idiotka uważała, że jako najstarszy ma obowiązek niańczyć rodzeństwo. Miała w doopie jego edukację. Sam się wykształcił. Bardzo mocno pracował, a popchnęła go do tego nienawiść do własnej rodziny, do której ONI SAMI GO ZMUSILI.  Dzisiaj mówi mamo do matki mojej matki, nie do własnej.
Dziwnym trafem jak ryzykował wszystkim to nikt nie chciał się do niego odzywać. Jak się mu "udało" czyli MA TO NA CO ZAPRACOWAŁ, to cała rodzinka robiła nawet nieproszone odwiedziny (na raty oczywiście, po 2 osoby), a potem obmawiała za plecami.
Ojciec ani matka ręki im dzisiaj nie podają. Ja też. Większości nie poznałabym na ulicy. Dla mnie istnieje JEDNA babcia - ta od strony matki. Tamta jest dla mnie obcą osobą, której bym szklanki wody nie podała za to, że tak traktowała tatę.
Jest jeden wyjątek - jego brat inny też się wyrwał, ale później i też nie utrzymuje kontaktów z rodziną. Ożenił się z kobitką wykształconą, która wysłała go do LO dla dorosłych i studia zaoczne. Podporządkował się jej i dobrze na tym wyszedł, nie jak na słuchaniu starej krowy - mamuśki.
Zresztą po co komu rodzina, która ciągnie na dno zamiast do góry.
I tak, moim zdaniem mój ojciec jest kimś lepszym niż reszta, bo potrafił się wyrwać z marazmu a nie z własnej woli siedzieć z mamusią w rozwalającej się chałupie daleko od cywilizacji.

Do czego zmierzam:
Mój ojciec jest przykładem, że jak się chce, to można PRZERWAĆ SCHEMAT. Że można rzucić toksyczną mamusię i rodzeństwo i wyjechać w cholerę. Harować za granicą, skończyć studia, skończyć aplikację, otworzyć firmę, wybudować dom i założyć NORMALNĄ rodzinę, wykształcić swoje dziecko.
Pokazał, że mimo że był dzieckiem, które tyrano i którego jedyną zabawką był jeden misiek można potem jeździć na nartach, chodzić do teatru z własną córką, czytać książki i wyjeżdżać raz na pół roku na wakacje w miejsca, gdzie jest ciepło i słońce zachodzi tylko na noc.
Pokazać, że mimo że jego matka nie raz uderzyła, to on wychowa dziecko, którego nikt nie uderzył w domu nigdy i będzie to porządniejsze dziecko niż jej 8 dzieciaków,  z których nie jeden dzisiaj wali pół litra codziennie przed snem.
I pokazać matce, że mają gdzieś, bo nie jest człowiekiem tylko kimś kogo ciężko nazwać. Nie odwiedza, nie dzwoni, ma ją gdzieś i słusznie, bo była ZŁA do szpiku kości.
A oni? Oni dalej się taplają w tym marazmie, który przerzucają na własne dzieci, które dzisiaj nie maja nawet matury, a są w moim wieku albo starsze. Gratuluję im, naprawdę wink
I wiesz co? I prawda jest taka, że żal im d*** ściska. Wiem, bo gadałam z tą ciotką - żoną brata ojca, tego drugiego, co też się z tego wyrwał. Ona raz tam była na "wigilii", traktowali ją jak dziwadło, bo jest germanistką a ma gdzieś ich sposób na życie - praca fizyczna, a kobieta do garów. I ojca ponoć też nieźle obmówili, jaki to wyrodny syn, co go matka nie obchodzi. A ona się nim interesowała jak był mały? Śmiem wątpić. Dla nich właśnie jesteśmy "snobami", bo oni uważają że dziecko w wieku 18 lat idzie do pracy, a nie utrzymuje się go dalej, bo studia to fanaberia big_smile big_smile big_smile mali ludzie, tyle.

296 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-26 14:45:55)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No, tak ja to rozumiem, ale w wątku kilka razy już było podkreślane, że nie chodzi o to, że ktoś kto nie robi tego co ja (czy inna wymieniająca osoba), ma od razu byle jakie życie. I nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ja mogę jeździć konno, inny może biegać. To nie znaczy, że patrzę na niego z góry.

Mam wrażenie, że jako zmuszanie kogoś do czegoś czy narzucanie jedynego słusznego trybu życia odbierają to osoby, które same ze swojego życia nie są zadowolone/mają je właśnie byle jakie (to już nie do Ciebie, tylko ogólnie). Bo np. dziewczyny pisały o talerzach czy czymś tam, kammiś o robieniu porządków i ja wcale nie odbieram tego jako atak na moje życie, mimo że jestem niesamowitą bałaganiarą, a większość naczyń wybieram na zasadzie "żeby mieć jak najmniej do mycia". Wybitnie lubię tylko kubki i jeden kufel, ale nadal piję kawę z jednego ileś razy, żeby nie myć. Więc - nie wiem - powinnam im awanturę chyba zrobić, że głupie są, bo ja nie myję, ktoś może nie lubi, co one w ogóle wiedzą? Nie, bo to ich sposób, mnie to akurat nie rusza, jedna się będzie cieszyć z porządku, druga z nowych firanek, a trzecia z gry komputerowej. Każdemu wolno.

297

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

No, tak ja to rozumiem, ale w wątku kilka razy już było podkreślane, że nie chodzi o to, że ktoś kto nie robi tego co ja (czy inna wymieniająca osoba), ma od razu byle jakie życie. I nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ja mogę jeździć konno, inny może biegać. To nie znaczy, że patrzę na niego z góry.

Mam wrażenie, że jako zmuszanie kogoś do czegoś czy narzucanie jedynego słusznego trybu życia odbierają to osoby, które same ze swojego życia nie są zadowolone/mają je właśnie byle jakie (to już nie do Ciebie, tylko ogólnie). Bo np. dziewczyny pisały o talerzach czy czymś tam, kammiś o robieniu porządków i ja wcale nie odbieram tego jako atak na moje życie, mimo że jestem niesamowitą bałaganiarą, a większość naczyń wybieram na zasadzie "żeby mieć jak najmniej do mycia". Wybitnie lubię tylko kubki i jeden kufel, ale nadal piję kawę z jednego ileś razy, żeby nie myć. Więc - nie wiem - powinnam im awanturę chyba zrobić, że głupie są, bo ja nie myję, ktoś może nie lubi, co one w ogóle wiedzą? Nie, bo to ich sposób, mnie to akurat nie rusza, jedna się będzie cieszyć z porządku, druga z nowych firanek, a trzecia z gry komputerowej. Każdemu wolno.

A idź sprzątaj, masz przecież byle jakie życie tongue
(to żart wink )

ktoś nie lubi sprzątać, niech nie sprząta.
NATOMIAST jak już ktoś ciągle gada, że ma bałagan i żali się na to a nic z tym nie zrobi to jest moim zdaniem dziwny.

Ludzie SAMI nie chcą polepszyć komfortu swojego życia, mimo że coś im przeszkadza, to zostawiają to jak jest...

298

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

Mam wrażenie, że jako zmuszanie kogoś do czegoś czy narzucanie jedynego słusznego trybu życia odbierają to osoby, które same ze swojego życia nie są zadowolone/mają je właśnie byle jakie (to już nie do Ciebie, tylko ogólnie). Bo np. dziewczyny pisały o talerzach czy czymś tam, kammiś o robieniu porządków i ja wcale nie odbieram tego jako atak na moje życie, mimo że jestem niesamowitą bałaganiarą, a większość naczyń wybieram na zasadzie "żeby mieć jak najmniej do mycia". Wybitnie lubię tylko kubki i jeden kufel, ale nadal piję kawę z jednego ileś razy, żeby nie myć. Więc - nie wiem - powinnam im awanturę chyba zrobić, że głupie są, bo ja nie myję, ktoś może nie lubi, co one w ogóle wiedzą? Nie, bo to ich sposób, mnie to akurat nie rusza, jedna się będzie cieszyć z porządku, druga z nowych firanek, a trzecia z gry komputerowej. Każdemu wolno.

O moje zycie nie musisz sie Ty czyktokolwiek martwic, mam je pod kontrola i calkiem fajne:) Nie opisuje tutaj ze szczegolami, bo nie czuje takiej potrzeby. I nie bronie tez nikomu opisywania swojego. Nawet pisania jakim to sie jest pedantem, kolekcjonerem, pasjonatem itp.

Tylko jest szalona roznica miedzy zdaniem: ja uwielbiam porzadek i pomyte naczynia i tylko w takim srodowisku odpoczywam" a stwierdzeniem "ja uwielbiam porzadek i pomyte naczynia i tylko w takim srodowisku odpoczywam, ale wiekszosc ludzi nie zmywa, nie porzadkjuje i wedlug mnie oni zyja jak stado swin". Jest roznica?

299

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Czy informacja w nawiasie, że TO JUŻ NIE DO CIEBIE konkretnie, była niewidoczna? big_smile big_smile Specjalnie zaznaczyłam, bo to nie był atak na Ciebie, Mussuko. Po prostu tak mi się nasunęło - że mnie np. nie rusza to, że ktoś mi powie, że mam bałagan. No mam, to po prostu fakt. I nie odbieram nikomu prawa to wydawania opinii na ten temat. Z tym że mój bałagan to są leżące wszędzie ciuchy, książki i tak dalej. Nie ma brudu, tylko nic nie leży na swoim miejscu. Ktoś w tym nie wytrzyma i dla niego to może być chlew - nie mam nic przeciwko. Mi wystarczy, że czasem mam zryw - jak już mi to zaczyna przeszkadzać - i wtedy sprzątam.

300

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Fakhir - interesujesz się historią ogólnie czy historią Starożytnego Rzymu szczególnie?

Jestem milosnikiem historii Sratozytnego Rzymu i Cywilizacji Orientu (konkretnie Bliskiego Wschodu i Maghrebu - od okresu przed islamem do czasow wspolczesnych). Interesuje sie tez z racj zawodu lotnictwem.
Chociaz teraz, najwieksza radosc sprawia mi spedzanie wolnego czasu ze swoja zona tongue

301

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:

Chociaz teraz, najwieksza radosc sprawia mi spedzanie wolnego czasu ze swoja zona tongue

czyli udalo sie? to ta sama kobieta, o ktora walczyles? Gratulacje:)

Koncze off-top, chociaz udane zycie z ukochana osoba to wlasnie nie byle jakie zycie, nawet jesli sie z nia tylko lezy pod grusza i chmury liczy;)

302

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:

Chociaz teraz, najwieksza radosc sprawia mi spedzanie wolnego czasu ze swoja zona tongue

czyli udalo sie? to ta sama kobieta, o ktora walczyles? Gratulacje:)

Koncze off-top, chociaz udane zycie z ukochana osoba to wlasnie nie byle jakie zycie, nawet jesli sie z nia tylko lezy pod grusza i chmury liczy;)

Hahahah tak! Udalo sie, chociaz cala akcja odbyla sie bez wiedzy jej ojca, a jak juz wzielizmy slub to on dowiedzial sie po fakcie - to co sie tam dzialo nadaje sie pod scenariusz na jakas telenowele tongue. No i oczywiscie masz racje - nic nie zastapi zycia z ukochana osoba.
Swoja droga moj tesc, jest idealnym przykladem, ze mimo wyksztalcenia i pieniedzy, mozna miec naprawde parszywy charakter. Kasa i ilosc ukonczonych fakultetow nie swiadczy o wartosci czlowieka.
Aha i przy okazji off topu, chcialbym Ci przeprosic ze kiedys cos tam Ci powiedzialem nieprzyjemnego:).

303

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:

Kasa i ilosc ukonczonych fakultetow nie swiadczy o wartosci czlowieka

Jesteś może w stanie przekonać do tego poglądu Kammiś... ? wink

304

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:

Chociaz teraz, najwieksza radosc sprawia mi spedzanie wolnego czasu ze swoja zona tongue

czyli udalo sie? to ta sama kobieta, o ktora walczyles? Gratulacje:)

Koncze off-top, chociaz udane zycie z ukochana osoba to wlasnie nie byle jakie zycie, nawet jesli sie z nia tylko lezy pod grusza i chmury liczy;)

Hahahah tak! Udalo sie, chociaz cala akcja odbyla sie bez wiedzy jej ojca, a jak juz wzielizmy slub to on dowiedzial sie po fakcie - to co sie tam dzialo nadaje sie pod scenariusz na jakas telenowele tongue. No i oczywiscie masz racje - nic nie zastapi zycia z ukochana osoba.
Swoja droga moj tesc, jest idealnym przykladem, ze mimo wyksztalcenia i pieniedzy, mozna miec naprawde parszywy charakter. Kasa i ilosc ukonczonych fakultetow nie swiadczy o wartosci czlowieka.
Aha i przy okazji off topu, chcialbym Ci przeprosic ze kiedys cos tam Ci powiedzialem nieprzyjemnego:).

No to sie naprawde ciesze:) Mieszkacie w PL?

Z kasa i klasa tak to ewlasnie jest, wcale nie musza isc reka w reke. Inaczej mowiac, z kasa nie nabywa sie automatycznie klasy. Klase wynosi sie z domu, z wychowania. Choc znam tez przypadki zaprzeczajace i temu, w obu kierunkach patrzac.

A w sprawie off-topu - wiesz, jak to sie mowi, co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr:) Ja tez przepraszam;)

305

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Fahkir - fajne zainteresowania smile
Ja ogolnie historii nie lubie, natomiast jeden dzial bardzo mnie zainteresowal - miedzywojnie i narodziny autorytaryzmu i totaliryzmu.

Na zaczepki odpowiadac nie bede, "piszta se" dalej big_smile

Co do ludzi ktorzy maja byle jakie zycie to w gimnazjum mialam wlasnie jedna taka blizsza kolezanke. Jej rodzina byla idelnym przykladem wlasnie takiego zycia. Szkoda mi bylo tej kolezanki. Jej rodzina nigdzie nie wyjezdzala, ani matka ani ojciec po pracy nie robili nic szczegolnego (wlasnie tv, obiad itd), pamietam tez ze przerazalo mnie wtedy jako 14-latke to co w tym domu sie jadlo. Jedli 3 posilki - sniadanie i kolacja to byl zwykly bialy chleb z czyms tam (niczym mega zdrowym), w obiadach oczywiscie krolowaly ziemniaki. Znaczy ani smacznie, ani zdrowo.
Problemem rosnacym w ich domu do rangi awantury byl zbity kubek big_smile u mnie w domu zbity kubek sie zbieralo i wyrzucalo. Pamietam tych ludzi jako wiecznie skrzywionych i niezadowolonych z wlasnego zycia. Ich zycie wlasnie polegalo na schemacie: praca-dom-nic wiecej.
Z kolei kolezanka z nauczycielskiego domu, do dzis moja przyjaciolka, zostala wychowana zupelnie inaczej. Jej rodzice korzystali z zycia. Ale pewnie co niektore osoby powiedzialyby ze wychowali przemadrzala corke (jest gorsza niz ja wink ) big_smile

306

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:
Mussuka napisał/a:

czyli udalo sie? to ta sama kobieta, o ktora walczyles? Gratulacje:)

Koncze off-top, chociaz udane zycie z ukochana osoba to wlasnie nie byle jakie zycie, nawet jesli sie z nia tylko lezy pod grusza i chmury liczy;)

Hahahah tak! Udalo sie, chociaz cala akcja odbyla sie bez wiedzy jej ojca, a jak juz wzielizmy slub to on dowiedzial sie po fakcie - to co sie tam dzialo nadaje sie pod scenariusz na jakas telenowele tongue. No i oczywiscie masz racje - nic nie zastapi zycia z ukochana osoba.
Swoja droga moj tesc, jest idealnym przykladem, ze mimo wyksztalcenia i pieniedzy, mozna miec naprawde parszywy charakter. Kasa i ilosc ukonczonych fakultetow nie swiadczy o wartosci czlowieka.
Aha i przy okazji off topu, chcialbym Ci przeprosic ze kiedys cos tam Ci powiedzialem nieprzyjemnego:).

No to sie naprawde ciesze:) Mieszkacie w PL?

Z kasa i klasa tak to ewlasnie jest, wcale nie musza isc reka w reke. Inaczej mowiac, z kasa nie nabywa sie automatycznie klasy. Klase wynosi sie z domu, z wychowania. Choc znam tez przypadki zaprzeczajace i temu, w obu kierunkach patrzac.

A w sprawie off-topu - wiesz, jak to sie mowi, co bylo a nie jest nie pisze sie w rejestr:) Ja tez przepraszam;)

Nie, my nie mieszkamy w Polsce. To znaczy teraz przyjechalismy na wakacje do Wroclawia, a wczesniej bylismy nad Baltykiem, bo chcialem jej przedstawic moja polska rodzine, poza tym ona chciala tez zobaczyc kawalek Europy smile. Mieszkamy u siebie - zycie w Polsce byloby trudne dla nas, bo ona jeszcze studiuje, nie zna kompletnie jezyka polskiego (oprocz "dziekuje" i "dzien dobry"). Poza tym ciezko byloby jej sie zaklimatyzowac (chociaz jest zachwycona Wroclawiem), no i u siebie ja mam tez dobrze platna prace, a tutaj w Polsce musialbym de facto zaczynac od zera.
Co do Jej ojca, to olal nas kompletnie - nie utrzymuje z nami ani z nia zadnego kontaktu, za to moja zona normalnie spotyka sie ze swoja mama i siostrami :-)

307

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:

Nie, my nie mieszkamy w Polsce. To znaczy teraz przyjechalismy na wakacje do Wroclawia, a wczesniej bylismy nad Baltykiem, bo chcialem jej przedstawic moja polska rodzine, poza tym ona chciala tez zobaczyc kawalek Europy smile. Mieszkamy u siebie - zycie w Polsce byloby trudne dla nas, bo ona jeszcze studiuje, nie zna kompletnie jezyka polskiego (oprocz "dziekuje" i "dzien dobry"). Poza tym ciezko byloby jej sie zaklimatyzowac (chociaz jest zachwycona Wroclawiem), no i u siebie ja mam tez dobrze platna prace, a tutaj w Polsce musialbym de facto zaczynac od zera.
Co do Jej ojca, to olal nas kompletnie - nie utrzymuje z nami ani z nia zadnego kontaktu, za to moja zona normalnie spotyka sie ze swoja mama i siostrami :-)

Wroclaw to "moje" miasto, czesto tam jezdze sluzbowo i tez je polubilam. Bylam w tym tygodniu, kto wie, moze Was na rynku minelam nawet:))

Ale zeby nie off-topowac za bardzo to moze napisz jak spedza sie wolny czas w Waszym kraju i miescie, czy tez spotykasz sie z okresleniem, ze ktos zyje byle jak? I co to znaczy w Emiratach zyc "byle jak"?

308

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Co do ludzi ktorzy maja byle jakie zycie to w gimnazjum mialam wlasnie jedna taka blizsza kolezanke. Jej rodzina byla idelnym przykladem wlasnie takiego zycia. Szkoda mi bylo tej kolezanki. Jej rodzina nigdzie nie wyjezdzala, ani matka ani ojciec po pracy nie robili nic szczegolnego (wlasnie tv, obiad itd), pamietam tez ze przerazalo mnie wtedy jako 14-latke to co w tym domu sie jadlo. Jedli 3 posilki - sniadanie i kolacja to byl zwykly bialy chleb z czyms tam (niczym mega zdrowym), w obiadach oczywiscie krolowaly ziemniaki. Znaczy ani smacznie, ani zdrowo.
Problemem rosnacym w ich domu do rangi awantury byl zbity kubek big_smile u mnie w domu zbity kubek sie zbieralo i wyrzucalo. Pamietam tych ludzi jako wiecznie skrzywionych i niezadowolonych z wlasnego zycia. Ich zycie wlasnie polegalo na schemacie: praca-dom-nic wiecej.

Nie pomyślałaś nigdy, że ta rodzina zwyczajnie nie miała funduszy na wyjazdy i lepsze posiłki ? Osoby posiadające niewielkie dochody często jadają bardzo skromnie...

309 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-27 13:28:38)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Volver napisał/a:
kammiś napisał/a:

Co do ludzi ktorzy maja byle jakie zycie to w gimnazjum mialam wlasnie jedna taka blizsza kolezanke. Jej rodzina byla idelnym przykladem wlasnie takiego zycia. Szkoda mi bylo tej kolezanki. Jej rodzina nigdzie nie wyjezdzala, ani matka ani ojciec po pracy nie robili nic szczegolnego (wlasnie tv, obiad itd), pamietam tez ze przerazalo mnie wtedy jako 14-latke to co w tym domu sie jadlo. Jedli 3 posilki - sniadanie i kolacja to byl zwykly bialy chleb z czyms tam (niczym mega zdrowym), w obiadach oczywiscie krolowaly ziemniaki. Znaczy ani smacznie, ani zdrowo.
Problemem rosnacym w ich domu do rangi awantury byl zbity kubek big_smile u mnie w domu zbity kubek sie zbieralo i wyrzucalo. Pamietam tych ludzi jako wiecznie skrzywionych i niezadowolonych z wlasnego zycia. Ich zycie wlasnie polegalo na schemacie: praca-dom-nic wiecej.

Nie pomyślałaś nigdy, że ta rodzina zwyczajnie nie miała funduszy na wyjazdy i lepsze posiłki ? Osoby posiadające niewielkie dochody często jadają bardzo skromnie...

Nie byli biedni. Wyslali te dziewczyne do prywatnej szkoly z internatem, za ktora placili duzo. Byli zafiksowani i nienormalni, na sile chcieli te dziewczyne "dobrze wychowac" i biedna wyslali do zakonnic. Nawet mojemu ojcu bylo jej zal, nawet poszedl z nimi rozmawiac zeby jej tak nie traktowali, ale nie pomoglo. Szkola tylko dla dziewczyn. Tragedia. Zreszta moj ojciec mowi ze najwiecej dziewczyn ktore zachodza na 1 roku wychodzi wlasnie z takich szkol bo nagle czuja wolnosc big_smile

Ale to byli chorzy ludzie ktorzy stawiali na jakis ascetyzm

310 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2015-08-27 20:24:41)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:

Nie, my nie mieszkamy w Polsce. To znaczy teraz przyjechalismy na wakacje do Wroclawia, a wczesniej bylismy nad Baltykiem, bo chcialem jej przedstawic moja polska rodzine, poza tym ona chciala tez zobaczyc kawalek Europy smile. Mieszkamy u siebie - zycie w Polsce byloby trudne dla nas, bo ona jeszcze studiuje, nie zna kompletnie jezyka polskiego (oprocz "dziekuje" i "dzien dobry"). Poza tym ciezko byloby jej sie zaklimatyzowac (chociaz jest zachwycona Wroclawiem), no i u siebie ja mam tez dobrze platna prace, a tutaj w Polsce musialbym de facto zaczynac od zera.
Co do Jej ojca, to olal nas kompletnie - nie utrzymuje z nami ani z nia zadnego kontaktu, za to moja zona normalnie spotyka sie ze swoja mama i siostrami :-)

Wroclaw to "moje" miasto, czesto tam jezdze sluzbowo i tez je polubilam. Bylam w tym tygodniu, kto wie, moze Was na rynku minelam nawet:))

Ale zeby nie off-topowac za bardzo to moze napisz jak spedza sie wolny czas w Waszym kraju i miescie, czy tez spotykasz sie z okresleniem, ze ktos zyje byle jak? I co to znaczy w Emiratach zyc "byle jak"?

Wiekszosc ludnosci lokalnej, nie narzeka na stan swojego zycia smile. Generalnie w kazdym Emiracie zyje sie troche inaczej - najluzniej jest w Dubaju i Abu Dhabi. Wielu localsow umie jezdzic konno i mlodzi ludzie czesto wybieraja sie na przejazdzke po pustyni noca lub podczas zachodu slonca. Oczywiscie w spoleczenstwie nadal wystepuja pewne ograniczenia, ale wraz z uplywem czasu i nastepnymi pokoleniami, coraz bardziej sie to zmienia. Ciekaw jestem, jak bedzie wygladal Dubaj pod rzadami Ksiecia Hamdana - ktory jezdzi metrem z innymi ludzmi, robi zakupy w supermarketach, a jakbys go spotkala na ulicy, to moglabys z nim porozmawiac jak z przecietnm czlowiekiem.
Ps. Ze wszystkich krajow arabskich, najblizszy jest mi Liban i miasto Bejrut. Aaaa co do Wroclawia (a propo spedzania wolnego czasu), to ktora czesc najbardziej lubisz? Bo mi sie najbardziej podoba Ostrow Tumski i czesc zydowska w Dzielnicy Czterech Wyznan.

311

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Szkoda mi bylo tej kolezanki. Jej rodzina nigdzie nie wyjezdzala, ani matka ani ojciec po pracy nie robili nic szczegolnego (wlasnie tv, obiad itd), pamietam tez ze przerazalo mnie wtedy jako 14-latke to co w tym domu sie jadlo. Jedli 3 posilki - sniadanie i kolacja to byl zwykly bialy chleb z czyms tam (niczym mega zdrowym), w obiadach oczywiscie krolowaly ziemniaki. Znaczy ani smacznie, ani zdrowo.

O kurdę, znaczy mój ulubiony zestaw posiłków lol Znaczy wtedy kiedy komuś chce się go wykonać. Ziemniaczki to ja mógłbym wcinać każdego dnia na obiad ale żona, ta cholera jest taka leniwa i nie chce ich obierać. Całe szczęście, że jestem wszystko zjadliwy i nie pogardzę spaghetti albo kluskami z serem. Teraz już 3 dni nikomu nie chce się nic robić do jedzenia więc jemy na okrągło pizzę plus baniak lodów. Na wieczór jak przystało na patologię raczymy się browarem prosto z puszki. Choć muszę przyznać, że 2 tygodnie temu mi się chciało i zrobiłem zajebiste leczo z wołowinką i wieprzowinką.

312

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Snake napisał/a:

O kurdę, znaczy mój ulubiony zestaw posiłków lol Znaczy wtedy kiedy komuś chce się go wykonać. Ziemniaczki to ja mógłbym wcinać każdego dnia na obiad ale żona, ta cholera jest taka leniwa i nie chce ich obierać.

Przeciez mozesz gotowac ziemniaki w skorkach( ͡° ͜ʖ ͡°).

313

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Lubię byle jak ale tłuczone wink

314 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-27 20:05:24)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Oni nie jedli pizzy. Dla nich to byla zbyt wielka rozpusta :D lodow tez nigdy u nich nie widzialam.

Ja zawsze jak ide na zakupy to dziwie sie tym smetnym ludziom. Ja jem kolorowo. I zakupy mnie ciesza, a nie ide na nie jak na skazanie (mowie o tych zakupach jedzeniowych). Uwielbiam kupowac owoce, warzywa, ryby wedzone, zdrowa zywnosc, zielsko - bazylie na przyklad zawsze mam na parapecie.
A w naszym kraju sa ludzie ktorzy nawet nie wiedza co to jest rukola. Nie mowie ze TRZEBA to jesc, nie kazdemu musi smakowac. Ale zeby nie WIEDZIEC co to jest to szok.
A jak sie dowiedzialam ze jedna 13-letnia dziewczyna nigdy nie jadla brzoskwin i w ogole wielu owocow to az mi galy wyszly. Ludzie to jednak lubia sami sie ograniczac. Dziwnym trafem na batoniki miala.

ALE generalnie dzis zyskuje wiare w ludzi.
Bylam u ginekologa, sporo pacjentek bylo. I powiem tak - kobitki, niezaleznie od wieku czy wagi (przy kosci tez byly) - zrobione (znaczy tapeta, fryzura), kulturalne, wyksztalcone (bo dyskusja w poczekalni byla). Pani w ciazy nie w szerokim dresie jaki czesto widujemy na ulicach albo rozciagnietych leginsach tylko w sukience, nie mloda cizia, tylko po 30stce, maz piekny (sa piekni mezczyzni) - szczuply, ale dobrze zbudowany, idealnie ubrany, pachnacy, kolo 40stki, powiedzieli mi co warto zwiedzic w Pradze bo byli rok temu. Nikt nie narzekal na lekarza. Jedna pani kolo 50tki polecila mi jedna kawiarnie gdzie podobno daja latte z syropem gruszkowym. Nikt nie narzekal, generalnie ludzie zadowoleni z zycia.

315

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Przez cały wątek powielany jest ten walący po oczach błąd:

kammiś napisał/a:

czytam sobie wyrywkowo ksiazke coucha

A nie przypadkiem, książkę coach-a?

couch, czytane /kaucz/ oznacza kanapę, coach, czytane /koucz/ natomiast może oznaczać autokar tudzież trener, również trener osobisty, o którego to ksiażkę, jak mniemam Ci chodzi.

316

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
nerwica napisał/a:

Przez cały wątek powielany jest ten walący po oczach błąd:

kammiś napisał/a:

czytam sobie wyrywkowo ksiazke coucha

A nie przypadkiem, książkę coach-a?

couch, czytane /kaucz/ oznacza kanapę, coach, czytane /koucz/ natomiast może oznaczać autokar tudzież trener, również trener osobisty, o którego to ksiażkę, jak mniemam Ci chodzi.

Mój błąd, dzięki za zauważenie smile
Lubię jak mnie ktoś poprawia w takich kwestiach właśnie - pisowni, wymowy, wiedzy, jeśli się mylę smile
Dzięki smile

317

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Czepiacie się szczegółów. tongue

W ogóle tak przy tym temacie zastanawiam się, czy nie warto założyć netkafejki - dla ludzi, którzy starają się zrobić coś więcej, niż wrócić do domu i eee... zabijać czas do następnego wyjścia do pracy. Bo tu się trochę robi off-topic, ale nie wiem, czy tam się znajda chętni. A mnie np. motywuje to, co robią inni.

Kammiś, chodź ze mną na piwo (znaczy, to jest tylko slogan, może być wino, soczek, cokolwiek). tongue

318

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

Czepiacie się szczegółów. tongue

W ogóle tak przy tym temacie zastanawiam się, czy nie warto założyć netkafejki - dla ludzi, którzy starają się zrobić coś więcej, niż wrócić do domu i eee... zabijać czas do następnego wyjścia do pracy. Bo tu się trochę robi off-topic, ale nie wiem, czy tam się znajda chętni. A mnie np. motywuje to, co robią inni.

Kammiś, chodź ze mną na piwo (znaczy, to jest tylko slogan, może być wino, soczek, cokolwiek). tongue

Załóż.

319 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-27 21:33:03)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

Czepiacie się szczegółów. tongue

W ogóle tak przy tym temacie zastanawiam się, czy nie warto założyć netkafejki - dla ludzi, którzy starają się zrobić coś więcej, niż wrócić do domu i eee... zabijać czas do następnego wyjścia do pracy. Bo tu się trochę robi off-topic, ale nie wiem, czy tam się znajda chętni. A mnie np. motywuje to, co robią inni.

Kammiś, chodź ze mną na piwo (znaczy, to jest tylko slogan, może być wino, soczek, cokolwiek). tongue


Zakładaj mi tu w ekspresowym tempie! big_smile
Na wódkę, niedługo urodziny mam tongue

Ja robię poprawki w tekście i piję jakiegoś drinka o smaku pina colady, jeśli to ma Cię zmotywować big_smile  Ale drink mdły, a że nie lubię robić poprawek (to takie głupie że np. pan z redakcji sobie wymyślił że numerki przypisów muszą być zawsze na końcu zdania i przestawiasz), to go piję żeby się znieczulić big_smile

320

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Pinacoladę piłam kiedyś z ukraińską współlokatorką (jak z przyjacielem mieszkałam w jednym pokoju big_smile big_smile, a w drugim ona i jej facet). Chociaż nie, ona z Białorusi może...? W każdym razie jak szłam półprzytomna o poranku do łazienki, to mnie zaciągnęła do degustacji... tongue

Proszę, dziewczątka: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 5#p2595705

big_smile

321

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Co do tematu czy żyje się byle jak jeszcze, to jak Waszym zdaniem warto, by było motywować, by żyć inaczej? Oczywiście bez zmuszania, bo jedna osoba może chce tak żyć, to nic nie zmieni i ok, przecież każdy wybierze, chodzi tylko o motywację, dla osób, które może chcą żyć inaczej, ale mają jakieś obawy. Wtedy taka motywacja może pomoże, ktoś z niej skorzysta, a kto nie chce ten nie skorzysta, to już indywidualna sprawa i ok smile Moim zdaniem ten wątek może motywować jako szukanie czegoś dla siebie co lubimy, mnie motywują też czasem filmy, książki.

322 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-27 22:57:00)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Nie wiem. Mnie motywuje to, jak czytam o tym, co robią inni. Ciężko powiedzieć, jak by było, gdybym nie robiła nic. Ale ja ogólnie działam na zasadzie "challenge - accepted". ;p Czasem się nie chce, wiadomo, a wtedy mi pomaga świadomość, że ktoś tę moją pracę sprawdzi (to np. o tekstach, no bo wiadomo, że nie o tym, że sprzątnę pokój tongue). Zresztą to nie musi być sprawdzenie na zasadzie oceny, wystarczy cokolwiek, co mi uświadomi efekty. Czyli nie rozciągam się dla samego rozciągania, a rozciągam się, żeby nadal robić szpagat poprzeczny. Nie biegnę po to, żeby biegać, a po to, żeby poprawić czas na jakimś dystansie. Potrzebuję wyzwania/rywalizacji, ale może to być rywalizacja ze mną samą. ;p Inni mogą być po prostu inspiracją.

323

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Aha ok. No tak, ten cel dużo daje, bo jak się go widzi, ma ten cel, to raczej jest łatwiej. Ja muszę te cele znaleźć, bo czasem one niby są, ale niezbyt skonkretyzowane, dlatego tym bardziej mi się nie chcę. Postaram się je znaleźć, nadać temu takie konkrety właśnie, będzie pewnie łatwiej. No tak, motywuje jak czytamy, że ktoś coś robi i często np niepełnosprawni, że robią czasem i więcej np Nick Vujicic, który nie ma ani rąk ani nóg. No fakt, można tak robić np coraz bardziej poprawiać wyniki w czymś i to też jest motywacja.

324

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Fahkir napisał/a:

Wiekszosc ludnosci lokalnej, nie narzeka na stan swojego zycia smile. Generalnie w kazdym Emiracie zyje sie troche inaczej - najluzniej jest w Dubaju i Abu Dhabi. Wielu localsow umie jezdzic konno i mlodzi ludzie czesto wybieraja sie na przejazdzke po pustyni noca lub podczas zachodu slonca. Oczywiscie w spoleczenstwie nadal wystepuja pewne ograniczenia, ale wraz z uplywem czasu i nastepnymi pokoleniami, coraz bardziej sie to zmienia. Ciekaw jestem, jak bedzie wygladal Dubaj pod rzadami Ksiecia Hamdana - ktory jezdzi metrem z innymi ludzmi, robi zakupy w supermarketach, a jakbys go spotkala na ulicy, to moglabys z nim porozmawiac jak z przecietnm czlowiekiem.

Brzmi fajnie, ale czy to co opisales, np. o koniach, czy to nie dotyczy jedynie klasy sredniej i wzwyz? Bo wiesz, zastanawiam sie, co robi taki biedniejszy mieszkaniec Emiratow po dniu ciezkiej pracy. Glupich seriali pewnie u was nie ma az tyle, piwo moze tez niekoniecznie jest ulubionym napojem ale jakos sie ten spracowany czlowiek musi relaksowac. Moze plaza, pikniki, jakies gry zespolowe? W Grecji np. zauwazylam, ze czesto tacy starsi i dosc ubogo wygladajacy mezczyzni siedza w grupkach w ichniejszych tawernach, cos tam sacza a przy tym graja w szachy. Super rozrywka i nie jest sie samemu. Zreszta chyba wiele zalezy tez od klimatu, w krajach o przyjaznych temperaturach mao kto spedza cale dnie w domu, ludzie wychodza i garna sie do siebie. A im zimniej tym bardziej staja sie odludkami;) I wtedy dla niektorych telewizja staje sie takim codziennym "przyjacielem":)

Fahkir napisał/a:

Ps. Ze wszystkich krajow arabskich, najblizszy jest mi Liban i miasto Bejrut. Aaaa co do Wroclawia (a propo spedzania wolnego czasu), to ktora czesc najbardziej lubisz? Bo mi sie najbardziej podoba Ostrow Tumski i czesc zydowska w Dzielnicy Czterech Wyznan.

Moj pierwszy chlopak byl z Libanu;)) ale studiowal na PW, nie w Bejrucie:)

Ostrow Tumski uwielbiam, szczegolnie w maju i w pazdzierniku. NIe jest wtedy az tak oblezony przez studentow z butelkami:) no i nie jest upalnie, za to kolory powalajace. Wlasnie w poniedzialek tam spacerowalysmy wieczorkiem z moja finska kolezanka, jej tez sie spodobalo. A tej dzielnicy zydowskiej nie znam. Niestety do Wroclawia latam sluzbowo i mam dosc ograniczony czas na zwiedzanie, ale planujemy tez wpasc tam na dluzej rodzinnie i pochodzic sobie nieco wiecej.

325

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Mussuka napisał/a:

Brzmi fajnie, ale czy to co opisales, np. o koniach, czy to nie dotyczy jedynie klasy sredniej i wzwyz? Bo wiesz, zastanawiam sie, co robi taki biedniejszy mieszkaniec Emiratow po dniu ciezkiej pracy. Glupich seriali pewnie u was nie ma az tyle, piwo moze tez niekoniecznie jest ulubionym napojem ale jakos sie ten spracowany czlowiek musi relaksowac. Moze plaza, pikniki, jakies gry zespolowe? W Grecji np. zauwazylam, ze czesto tacy starsi i dosc ubogo wygladajacy mezczyzni siedza w grupkach w ichniejszych tawernach, cos tam sacza a przy tym graja w szachy. Super rozrywka i nie jest sie samemu. Zreszta chyba wiele zalezy tez od klimatu, w krajach o przyjaznych temperaturach mao kto spedza cale dnie w domu, ludzie wychodza i garna sie do siebie. A im zimniej tym bardziej staja sie odludkami;) I wtedy dla niektorych telewizja staje sie takim codziennym "przyjacielem":)


Ale masz na mysli rdzenna ludnosc arabska czy przyjezdnych? Rdzenni Emiratczycy sa dosyc zamoznym i flegmatycznym spoleczenstwem - jako obywatel masz zagwarantowany szereg swiadczen, ktore zapewniaja Ci stabilne zycie.
Arabowie, podobnie jak Polacy sa ludzmi bardzo rodzinnymi i wolny czas spedzaja zazwyczaj z rodzina. Bardzo czesto cale pokolenia mieszkaja pod jednym dachem, wspierajac siebie nawzajem. Najwiekszy szacunek maja osoby starsze (to tez podobnie jak w Polsce), w UAE dzieci lub osoby dorosle nigdy nie podnosza glosu na rodzicow lub dziadkow. W emiracie Sharjah (najbardziej konserwatywnym), miejscem odpoczynku i spacerow jest Buhayrah (promenada), miejscowa ludnosc rozklada maty i namioty beduinskie, przynosza ze soba jedzenie, graja na instrumentach lub w taule - tak w wolne dni potrafia przesiadywac calymi rodzinami, az do nocy. Starsi mezczyzni pykaja na zewnatrz (oprocz w Sharjah) fajki wodne i graja w szachy lub taule, w emiracie Dubaj natomiast mlodzi Arabowie pija piwo w restauracjach i nikogo ten widok nie dziwi. Jeszcze co do Sharjah - rdzenni mieszkancy tego emiratu, w wolnych dniach chodza calymi rodzinami na suqi, czyli arabskie bazary - kupuja zloto, materialy, ubrania, wyklocaja sie i targuja. Pozniej po zakupach ida odpoczac na plaze lub na Buhayrah, a czasami spedzaja wieczor pod golym niebem rozpalajac ognisko na pustyni. Generalnie caly wolny czas kreci sie wokol rodziny, a Arabowie tego czasu maja zazwyczaj dosyc sporo wolnego.
Co do Libanu, to jest to jedyny kraj na Bliskim Wschodzi, ktory jest jednoczesnie w polowie muzulmanski i chrzescijanski, strozytny i nowoczesny; Bejrut wyglada jak typowe europejskie miasto. Zreszta Liban, to chyba jeden z nielicznych krajow, gdzie rano mozesz pojezdzic na nartach, a po poludniu wykapac sie w cieplym morzy :-).

Posty [ 261 do 325 z 518 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026