netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Czy żyjesz byle jak ?

517 odpowiedzi37 446 wyświetleńzałożony przez Beatriss20200, 16.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 518 ]

196

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś ale te dzieci nie mają wpływu na to co dorastają, mi jest łatwo powiedzieć że mam tyle zainteresowań że mi życia nie starczy na to żeby wszystko co bym chciała zrobić. Dzisiaj jest weekend ja już umyłam i wypucowałam mój samochodzik, moje oczko w głowie, a teraz choć chwilowo jestem tu maluję figurki do warhammera, a konkretnie to:

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

to nie mój, wkleiłam wzór, mój ma dopiero głowę zrobioną smile

Potem będzie zabawa z jeżem, potem będziemy grać z moim tatą w grę planszową i wieczorem pewnie znowu będę malować.

Ale tak jak pisałam czy ja bym to robiła gdybym była wychowana w innej rodzinie jak to nazwałaś toksycznej? A przecież te dzieci nie mają na to wpływu i chłonną jak gąbka taki model spędzania czasu jaki pokażą im rodzice.

Zresztą znam dziecko którego rodzice mają je gdzieś, dzieckiem zajmuje się babcia, babcia chce jak najlepiej, ale dziecko już za najlepszą formę spędzania wolnego czasu uważa oglądanie dlaczego ja i trudne sprawy. A czym skorupka za młodu... i koło się zamyka.

197

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Kammiś, rozumiem co masz na myśli i zgadzam się z Twymi refleksjami. Ale obecnej tapety komputerowej nigdy nie zmienię smile smile Do Twoich przemyśleń dodałbym jeden grosz: za mało w nas uśmiechu i dystansu do samych siebie.

Stoje w kolejce, to napisze, a co tam.
Ja wlasnie pojechalam do rodzicow i poszlam do sklepu zeby nie isc z golymi "rencami", to kupuje rogaliki francuskie i alkohol. I wybieram te rogaliki. Zakladam rekawiczki ktore obok sa dostepne calkowicie za darmo, obok smietnik na wyrzucenie ich. Ale - za przeproszeniem - prostaczki (bo nazwac inaczej nie mozna ludzi ktorzy sie tak zachowuja niezaleznie od wyksztalcenia, pochodzenia itd.) zmacac kazda bulke lapami. Jakby tak ciezko bylo wziac te cholerne rekawiczki.
I tak, bardzo mnie wkurza takie zachowanie ludzi.
Nawet moj facet (pisze nawet, bo on nie zwraca uwagi generalnie na ludzi obcych) mowi ze to rzuca sie w oczy ze ludzie w tej miejscowosci sa tacy skrzywieni, na pierwszy rzut oka niezadowoleni z zycia. I uwaga - mierza wszystkich ktorzy ida usmiechnieci z podniesiona glowa. Sa oczywiscie pozytywne wyjatki ktore ja sama znam, ale z 80% wlasnie jest skrzywiona i patrzy na innych z jakims wyrzutem. A dlaczego mam nie chodzic z podniesiona glowa? Dlaczego na pytanie co slychac mialabym odpowiadac tak jak oni - ze choroby, ze pogoda nie taka, ze drogo? To zalosne. Ide z podniesiona glowa i usmiechnieta nawet jesli nawala mi kolano ktore wczoraj wykrecilam. Dlaczego? Bo nie zamierzam zmieniac sie w tych ludzi. Ci ludzie znajda kazdy powod do narzekania i nie robia NIC zeby to zmienic. Sa oczywiscie wyjatki. Spotkalam swoje lekarza - usmiechniety, opalony, wrocil dopiero co z gor, syn wlasnie jest na motorze z zona w Gruzji. Moja babcia - dzisiaj tez przyjechala, co prawda mieszka w duzym miescie - ale po niej widac ze jest INNA nawet jak idzie ulica. Idzie zzwawo, usmiechnieta, opalona, a nie skrzywiona, nie przygarbiona i zdolowana.

198

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś mam garba i jestem trupio blada wink

199

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Małpa69 napisał/a:

Kammiś mam garba i jestem trupio blada wink

Tez jestem blada wink
I nawala mi kolano big_smile
Dobrze wiesz, ze nie o to chodzi tongue
Chodzi o to ich skrzywienie i wieczne niezadowolenie z wlasnego zycia. A ich przygarbienie to nie jest defekt FIZYCZNY tylko odzwierciedlenie postawy wobec otaczajacego swiata. Cale 80 procent mijanych na ulicy ludzi nie ma problemow z kregoslupem zapewne wink
Przeszlam to widzialam i slyszalam:
Babe ktora zataczala sie o godzinie 10 rano
Narzekanie w kolejce w sklepie na wszystko - na rzad, na cene, na kolejke
Mamuski ktore maja dosc wlasnych dzieci i sobie z nimi nie radza
Dosc mlode babki ktore "nie moga patrzec na wlasnych mezow" (ktorych same wybraly)
Chlopaczkow z browarem od rana
Laski w szortach tak krotkich ze zastanawiam sie czy to nie stringi
I tlumy ludzi walace nad ten jeden staw
Rzygac sie chce

200

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś weż mi wytłumacz w czym to ci przeszkadza że ktoś woli oglądać seriale zamiast czytać albo gdzieś wyjechać?
Ja sama nie lubię seriali,wolę jakiś film a najbardziej książki.Ale nie obchodzi mnie co lubią inni.
I dlaczego niby ktoś kto spędza czas przed telewizorem z piwem jest nieszczęśliwy?Bo ty tak twierdzisz? Pewnie, wydaje na piwo siada przed tv i męczy się w ten sposób.Widać to masochista.
Skoro to robi to lubi.To jego czas,jego życie i jego pieniądze.
Pewnie nikt by tu cię nie krytykował gdybyś na innych ludzi nie patrzyła z taką pogardą. Ale każdy kto chce żyć inaczej niż ty jest dla ciebie śmieciem.
A nie przyszło co do główki że niektórzy ludzie którzy nie chodzą z podniesioną głową na ulicy naprawdę mają kłopoty?
Pamiętam jak moja mama leżała trzy ostatnie tygodnie w hospicjum.Jak wychodziłam od niej to też miałam być uśmiechnięta i zadowolona? Z natury jestem optymistką ale wtedy trudno mi było iść z podniesioną głową i uśmiechem.
A i czy musisz ciągle pisać jakie osiągnięcia ma twój facet i twój ojciec?Nie wystarczy raz a nie na okrągło jedno i to samo.
I to rozkminianie co zjadłaś ile spałaś.I co zjadł kot.
Jak dla mnie  mimo życiowych osiągnięć  jesteś śmieszna i infantylna.Wbij sobie do głowy że ludzie mogą lubić co innego niż ty.Mogą mieć kłopoty,inne zainteresowania.
A tak na marginesie ja też koty lubię.Mam trzy bo nikt ich nie chciał.Żrą karmę z supermarketu i jakoś żyją.
Na taką mnie stać i taką muszą jeść.
I nie chodzi o to że ktoś ci zazdrości osiągnięć.Dobrze że jesteś zaradna.Ale ta pogarda dla innych...
Gdzieś napisałaś debilny plac zabaw.Dlaczego debilny,bo ty dzieci nie lubisz.Wszystko czego Kammiś nie lubi jest be.

201 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-22 13:25:22)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Wiesz Kammiś ludziom chorym, samotnym, biednym ciężko jest nie narzekać i się cieszyć, niewielu potrafi zachować humor.

Niki karmy dobre można kupić tanio np na allegro, jeśli bierzesz naście kilo wychodzi często taniej niż marketówki smile

202 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-22 14:25:33)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Wspolczuje kotom.
Jedz sama codziennie chleb z pasztetem - dla nich karmy zawierajace 4 procent miesa dzien w dzien to wlasnie jakby czlowiek cale zycie zywil sie chlebem z pasztetem.
Szkoda, ze ludzie tego nie rozumieja.
Naprawde wspolczuje zwierzetom.
PS Nie lubie slowa "zrec" odnosnie do zwierzat. Tak samo jak nie uznaje slowa "zdechnac". Zdechnac to moze seryjny psychol w psychiatryku albo wiezieniu, nie zwierze.

Malpo, oczywiscie te 80 procent ma najwieksze problemy na swiecie.
Te matki wcale nie wygladaly na ubogie albo ich dzieci na chore. sa po prostu paniusie nauczone tak zyc.

Niki - to ze ktos oglada seriale 5 godzin dziennie mi nie przeszkadza ani troche. Ale dlaczego ktos ode mnie oczekuje ze bede z taka osoba rozmawiac albo dobrze o niej myslec? Nie musze. Krzywdy jej nie robie przeciez - nie widzisz? I co, stanie sie tej osobie cos, jesli ja sobie pomysle albo wyraze swoje zdanie na forum, ze uwazam, ze jest tepakiem? Nic a nic.
Nie potrafisz zrozumiec tego ze meczenie sie daje wiecej szczescia niz te tepe monotonne "rozrywki".
Mam kolezanke ktora zyje ZUPELNIE inaczej niz ja. Nie poszla na studia. Jest trenerka fitness. To zupelnie inny styl zycia. Inaczej sie ubiera, ma inne przyzwyczajenia. I wcale nie jest dla mnie kims gorszym. Natomiast ta pijana baba ktora dzisiaj sie zataczala w centrum miasteczka - i owszem.
Niki, ja tu nie zaczelam pisac jakie osiagniecia mam ja i moj facet. Nie wspomnialabym o nim, jakby Kleoma nie wyskoczyla ze swoimi twierdzeniami na co rzekomo powinnam wydawac wlasne pieniadze ze stypendium. I wtedy specjalnie napisalam to z sarkazmem. Wczytaj sie, zauwaz ze wiekszosc moich komentarzy gdzie mozesz uznac ze sie czyms chwale to dosc wredne odpowiedzi i to jest celowe. Celowo napisalam ze jak mi sie bedzie podobac to bede wywalac wlasne stypendium od panstwa na prezent dla radcy-wspolnika, zeby podkreslic ze czyjes opinie na temat spolecznego przeznaczenia stypendium mam gleboko gdzies. Wlasnie to mialam na mysli - nie omowienie zycia faceta tylko podkreslenie, ze bede swoje pieniadze wydawac nawet w najbardziej rozrzutny sposob osobie bardzo niepotrzebujacej, bo moge a jak komus sie nie podoba to niech sie cmoknie w cztery literki i tyle.
Nie wszystko czego ja nie lubie jest ble. Nie lubie komputerow, szanuje informatykow. Nie lubie tworzyc, szanuje artystow. Nie lubie fizyki, szanuje wujka-profesora fizyki teoretycznej.
Za to nie mam zadnego obowiazku wysluchiwac baby w sklepie ktora akurat mnie chciala opowiedziec jak jej ciezko. Powiedzialam wprost, ze mnie to nie interesuje, nalozylam sluchawki i odpalilam "I put a spell on you" najglosniej jak sie dalo.
Ludzie gnusni nie przeszkadzaja mi, poki ta gnusnosc zachowuja dla SIEBIE.
Dlaczego mam sluchac? To nie sa moje problemy? Ja nie gadam do pierwszej lepszej osoby ze boli mnie kolano, ze zawialo mnie w szyje i ze mam katar bo mam swiadomosc ze obca osobe to g*****o obchodzi, taka jest PRAWDA. i takiej samej swiadomosci oczekuje od innych. Wysluchac moge rodziny i znajomych, a nie kogos spotkanego przypadkiem. Po co mam psuc sobie humor?
Tak samo jak Was tutaj zapewne g***** obchodzi moj katar (nie oszukujmy sie) tak samo mnie g***** obchodzi to ze ma kobiecina puchnace nogi. No przyznajcie szczerze - g**** Was obchodzi moj katar, migdalki, kolano. I to jest NATURALNE bo jestem dla Was obca. Tak samo jak ta kobiecina dla mnie, wiec po co mam sluchac o jej nogach? Zaden ze mnie lekarz, nawet na nic sie nie przydam. A milej spedze czas z tymi sluchawkami na uszach.

203 Ostatnio edytowany przez niki71 (2015-08-22 17:08:01)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś a dzięki ale moim kotom nie musisz współczuć.Mają się świetnie.Nie jedzą samej karmy.Dzielę się też z nimi obiadkiem albo osobno im coś gotuje.Przeważnie makaron dla zwierząt z korpusami albo skrzydełkami.
Poza tym to koty podwórkowe więc chodzą też na polowanie.
Chociaż nie wiem czy jedzą to co upolują bo znoszą mi na schody myszy albo krety.
A słowo żreć to była ironia ,czego nie zauważyłaś.
Ja też nieraz się spotykam że jadę busem albo na przystanku ktoś starszy zaczyna mi się zwierzać.Że go nogi bolą,że leki drogie itp.To słucham.Mnie nie ubędzie od tego.A przeważnie są to starsi samotni ludzie którzy nie mają do kogo się wygadać.
Wiem że tobie to trudno zrozumieć.Jako że jesteś młoda i z bogatego domu.
Ale nie musisz słuchać,nie ma takiego obowiązku.Ale ja bym nie potrafiła w takim momencie założyć słuchawek.To by było trochę wdg.mnie chamskie.
Widać twoja empatia ogranicza się do zwierząt.Dobre i to.
Ale Kammiś pomyśl.Ty masz faceta ,rodziców tyle zajęć.A i tak opisujesz tu swoje życie.
To co się dziwisz że jak ktoś starszy  siedzi sam i nie ma z kim pogadać  to zaczyna nawijać komuś obcemu.Bo akurat się trafił.
Zresztą nie wiadomo jak wylądujesz za x lat.
Rodzice starsi,facet też,dzieci nie chcesz.

204 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-22 17:25:49)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
niki71 napisał/a:

Kammiś a dzięki ale moim kotom nie musisz współczuć.Mają się świetnie.Nie jedzą samej karmy.Dzielę się też z nimi obiadkiem albo osobno im coś gotuje.Przeważnie makaron dla zwierząt z korpusami albo skrzydełkami.
Poza tym to koty podwórkowe więc chodzą też na polowanie.
Chociaż nie wiem czy jedzą to co upolują bo znoszą mi na schody myszy albo krety.
A słowo żreć to była ironia ,czego nie zauważyłaś.
Ja też nieraz się spotykam że jadę busem albo na przystanku ktoś starszy zaczyna mi się zwierzać.Że go nogi bolą,że leki drogie itp.To słucham.Mnie nie ubędzie od tego.A przeważnie są to starsi samotni ludzie którzy nie mają do kogo się wygadać.
Wiem że tobie to trudno zrozumieć.Jako że jesteś młoda i z bogatego domu.
Ale nie musisz słuchać,nie ma takiego obowiązku.Ale ja bym nie potrafiła w takim momencie założyć słuchawek.To by było trochę wdg.mnie chamskie.
Widać twoja empatia ogranicza się do zwierząt.Dobre i to.
Ale Kammiś pomyśl.Ty masz faceta ,rodziców tyle zajęć.A i tak opisujesz tu swoje życie.
To co się dziwisz że jak ktoś starszy  siedzi sam i nie ma z kim pogadać  to zaczyna nawijać komuś obcemu.Bo akurat się trafił.
Zresztą nie wiadomo jak wylądujesz za x lat.
Rodzice starsi,facet też,dzieci nie chcesz.

Ta kobieta miała około 40 lat... Może nawet mniej.
To nie była staruszka.
Do starszych ludzi nic nie mam. Nie przeszkadzają mi. Mam masę starszych sąsiadów, bo to kamienica i spokojne osiedle. Są cisi, nikomu nie wadzą. Naprawdę, o wiele gorszych miałam sąsiadów jak mieszkałam z rodzicami i mimo że to były domy jednorodzinne to bardziej było ich słychać, bo sama dzieciarnia.
A starsze panie są różne. Swojej sąsiadki posłucham.
Ale po co mi słuchać lekko stukniętej (to widać było) 40stki? Przepraszam, to nie na moje nerwy.
Zwierzętom nie powinno się dawać "ludzkiego" jedzenia, bo ma pełno przypraw, które dla zwierząt nie są dobrze.
A co do opisywania - to taka różnica, że jak ktoś nie chce, to nie czyta. Nie stoję za nim i nie gadam mu. Nie zmuszam do czytania i odpisywania.
Facet jest "starszy" ale nie stary. Nie nazwiesz tak chyba mężczyzny, który nie ma jeszcze 30 lat wink Nie można powiedzieć że sobie znalazłam "starego sponsora" (bo za mnie nie płaci), bo jest starszy 7 i pół roku. To nie jest jakaś przepaść wiekowa.  Zresztą jest zdrowy jak koń wink Odkąd jesteśmy razem ja zdążyłam być chora pewnie z 20-30 razy, a on tylko raz jednodniowe zatrucie big_smile
Ja niedawno miałam "doła" jak to mówię, niektórzy - koleżanka, facet - twierdzą, że depresję. Nie wiem do końca, co to było, w każdym razie nie byłam sobą przez jakiś czas, w lipcu było to trochę nasilone przez kilkanaście dni. I wychodzę z tego. Muszę przyjmować POZYTYWNE treści. Serio. Nawet wiadomości nie czytam, nie oglądam, bo nie chcę chłonąć PODŚWIADOMIE (czy tego chcę czy nie) negatywnych przekazów. I to działa. Dlatego odcinam się jak ktoś mówi jakie życie jest okropne. Reaktywowałam swoje zajęcia, miłe czynności które zawsze robiłam. Wróciłam do swoich zainteresowań, które na miesiąc były zawieszone. I właśnie ten couching mi pomógł, nie konkretnie szkolenia, ale jedna książka. Nie chcę dopuszczać do siebie negatywnych treści, więc się odcinam. Ani ja nie pomogę z chorobami, bo żaden ze mnie medyk, ani humor mi się nie poprawi. Napawam się optymizmem póki mogę, idzie mi coraz lepiej i nie chcę tego schrzanić zwyczajnie.

205

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Tak się wtrącę.

Niki, to chyba nie chodzi o to, że ci przed TV z piwem są nieszczęśliwi przez to, nie. Chodzi o to, że osoba, która spędza w ten sposób swój cały wolny czas raczej robi to nie z pasji, a z braku pomysłu/chęci na cokolwiek innego. Okej, może jest parę osób, chociaż ciężko mi w to uwierzyć, które faktycznie są pasjonatami TVN-owskich i podobnych produkcji, ale większość robi to tylko dlatego, że nie ma innej perspektywy. A jeśli naprawdę ktoś uwielbia Trudne Sprawy, wzrusza się przy Dlaczego ja, a przy [jakimśtam - nie pamiętam nazwy] dniu w życiu przeżywa swoje małe katharsis, to wtedy tak, obawiam się, że mogłoby to zahaczyć o pogardę z mojej strony. Bo rozumiem, że komuś to leci przy prasowaniu jako zapychacz czasu, żeby tylko coś w tle gadało, spoko, nie zwraca uwagi. Ale jeśli dla kogoś to jest coooś cudownego? ;_; Nikt mi nie powie, że te seriale mają jakąkolwiek wartość. To tak, jakby nazwać plotkujące stare baby podglądające sąsiadów z okien ambitną dyskusją, a znudzonych pijaczków grających w wojnę, bo na coś lepszego zamordowali za dużo szarych komórek alkoholem porównać do ludzi grających w brydża.

Dlatego, tak już podsumowując ten mój chaos wyżej, wg mnie nie chodzi tylko o to, że się nie robi nic "ambitnego", tylko:
a) o to, dlaczego się ogląda te seriale - z pasji, czy z braku innych pasji
b) jak często - sposób na spędzenie całego życia, czy odskocznia/odmóżdżenie raz na jakiś czas
c) jakiej to coś jest hm... jakości? wartości? I nie, nie uważam, że ja jedyna mam prawo do ustalenia tego, ale są pewne kwestie, które są bezdyskusyjne. Jeżeli coś jest grafomanią, to nią będzie, nieważne ile osób tego będzie bronić. Dlatego dostrzegam różnicę między właśnie nałogowym przekładaniem kart, zwanym szumnie grą w wojnę, a grą w brydża czy szachy, między "Dlaczego ja?", a jakimkolwiek serialem, który ma sens, między czytaniem klasyki angielskiej, a "50 twarzy Greya", między czytaniem rozpraw filozoficznych, a dziełami Coelha.

206 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-22 17:37:36)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Też często się zdarza, że obcy ludzie mnie zaczepiają i coś tam mówią. Nie widzę żadnego powodu, by inaczej potraktować starszą osobę, a inaczej młodą studentkę, która zagaduje mnie w pociągu. Zawsze słucham. Zresztą w 90% przypadków takie rozmowy nie trwają długo, bo zaczynamy iść w odmiennym kierunku, wysiadamy na przystanku itp. Ja uważam, że to fajnie, że ludzie zaczepiają i chcą pogadać. Jest w tym jeszcze taka otwartość, której trochę brakuje mi u młodego pokolenia. Zwłaszcza ludzie w związkach i mający dzieci zamykają się na cały świat i skupiają się na 1-2 osobach. Najchętniej każdy by się zamknął w swoim świecie. I nie mówię, że tego nie rozumiem, bo młodzi też wracają zmęczeni i mogą nie mieć ochoty na towarzystwo. Jednak jeśli z tego robi się norma, to już smutne.

Kammiś, facet za długo zdrowy nie pozostanie przy takim odżywianiu się.

207

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś nie napisałam że twój facet jest stary tylko starszy od ciebie.
Chodziło mi o to że ty też kiedyś możesz być taką babką która nie będzie miała do kogo gęby otworzyć.
I nieważne czy ktoś ma 40 czy 70.Każdy może być w pewnym momencie życia samotny.
Ja lubię rozmawiać z ludźmi nawet obcymi.I słuchać.
Kammiś ja mam tylko zwierzęta których nikt nie chciał.
Gdyby nie ja to nie wiem co by się z nimi stało.
Jedzą to na co mnie stać w danym momencie i już.

208 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-22 18:51:10)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja tam słucham ludzi jak do mnie gadają mi jak to powiedziała Niki nie ubędzie...

Co do kotów Niki to jeśli kupiła te koty, a teraz nie ma kasy na dobre jedzenie to owszem uważam to za problem, ale podejrzewam że to przygarnięte koty i i tak mają lepiej niż by miały bez niej.

U nas koło sądu jest pełno dzikich kotów, jacyś ludzie im wystawiają ryże, makarony itp, jedzenie kompletnie dla kota nieodpowiednie, ale koty przychodzą zjeść, z punktu widzenia głodnego kota lepszy makaron niż nic.

209

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Koty są przygarnięte.Psy też.
tzn. jeden z ogłoszenia bo suczka się przypadkiem oszczeniła i pieski ktoś wziął a ostatniej suczki nikt nie chciał.

210 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-22 20:04:29)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Tutaj mam podobnie jak Niki, może początkowo to niezręczne jak ktoś obcy zaczyna się zwierzać, ale generalnie zwykle wysłucham, czasem też pogadam, bo jak napisała Niki i też tak uważam, że nic mi się nie stanie jak wysłucham, a starsi ludzie czasem są samotni. Dlatego warto spojrzeć Kammiś na to szerzej, bo nie zawsze się to bierze z tego, że po prostu chcą Ci zająć czas. Dla nich takie wysłuchanie może wiele znaczyć i wcale się nie dziwię, że np starsza pani np jest samotna i dlatego choćby mówi do kogoś obcego. Mamy bliskie osoby na co dzień, a bez nikogo bliskiego na pewno jest bardzo ciężko, człowiek potrzebuje rozmowy z człowiekiem. Jak młoda osoba zagada mnie jak pisze cslady to też raczej wysłucham. Wiadomo, że to zależy od sytuacji, bo jak ktoś będzie źle się wyrażał, przeklinał np dużo, to z taką osobą rozmawiać nie chcę ani jej słuchać za bardzo, ale poza tym mogę posłuchać, coś pogadać. W sumie czasem nawet w ten sposób można posłuchać ciekawych ludzi, bo kiedyś jak do mnie zagadał starszy pan, to miał wiele ciekawego do powiedzenia.

211

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A propos kotów i drobnych przyjemności. Gdybym miała kota i w ogóle była kociarą, to kupiłabym sobie poniższy zestaw. Szkoda, że nie ma takiego w psy. big_smile

Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Źródło: home-you.com

212

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Cslady, cudo! big_smile Ja miałam kiedyś torbę z kotem, takim fajnym "nabazgranym", ale moje żywe kocię pomyliło ją z kuwetą. ;_;

Tak w ramach rozpieszczania się niekoniecznie potrzebnymi rzeczami, to ja mam jednak chyba mało z kotami. Więcej ze skokami narciarskimi, końmi i... uwaga... dojrzała Eileen przedstawia... z Harry'ego Pottera, ale z naciskiem na Snape'a, chociaż nie tylko. W ogóle nie wiem, jakim cudem przegapiłam, że można od dawna zwiedzać plan filmowy, ale intensywnie próbuję przyjaciela namówić na wycieczkę do Warner Bros, a jak się nie uda, to zgarnę kuzynkę - MUSZĘ mieć zdjęcie z latania na miotle. big_smile I w klasie eliksirów. I wszędzie, wszędzie, wszędzie. tongue A zanim mi się uda, to toczę wewnętrzną walkę - tzn. czy koniecznie potrzebuję repliki różdżki Snape'a, peleryny i kompletu ubrań Ślizgonów, czy jednak warto czasem mieć co jeść. :s

213

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A ja wolę dzikie konie...mechaniczne, taki właśnie do mnie płynie tylko w graficie i morskim granacie.
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

214

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Eileen napisał/a:

Cslady, cudo! big_smile Ja miałam kiedyś torbę z kotem, takim fajnym "nabazgranym", ale moje żywe kocię pomyliło ją z kuwetą. ;_;

Tak w ramach rozpieszczania się niekoniecznie potrzebnymi rzeczami, to ja mam jednak chyba mało z kotami. Więcej ze skokami narciarskimi, końmi i... uwaga... dojrzała Eileen przedstawia... z Harry'ego Pottera, ale z naciskiem na Snape'a, chociaż nie tylko. W ogóle nie wiem, jakim cudem przegapiłam, że można od dawna zwiedzać plan filmowy, ale intensywnie próbuję przyjaciela namówić na wycieczkę do Warner Bros, a jak się nie uda, to zgarnę kuzynkę - MUSZĘ mieć zdjęcie z latania na miotle. big_smile I w klasie eliksirów. I wszędzie, wszędzie, wszędzie. tongue A zanim mi się uda, to toczę wewnętrzną walkę - tzn. czy koniecznie potrzebuję repliki różdżki Snape'a, peleryny i kompletu ubrań Ślizgonów, czy jednak warto czasem mieć co jeść. :s

Sa zloty fanow Harrego Pottera. Planuje faceta namowic big_smile
Tylko nie Snape! Tylko nie Snape!
Ksiazki, filmy, gry, rozdzke mam dalej. Babcia mi kiedys uszyla czarna szate. Bylam Hermiona big_smile pasowalam, bo kujon z tym samym kolorem wlosow w dziecinstwie big_smile
Z rzeczy z kotami mam posciel. Figurki, kalendarz, kubek.
I w pokoju duzo zdjec. Mojego obecnego kota i kotki ktora umarla jak mialam 11 lat sad do dzisiaj sobie wyrzucam ze nawet jako dzieciak moglam COS zrobic, chociaz pewnie nie moglam. I zdjecia chomika.

215

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja jestem wielkim Potterhead.
Ale mam tylko koszulke big_smile Z twarza Pottera, a jego oczy sa akurat na moich cyckach (na szczescie malych wiec nie ma duzego zeza)
Do studia wybieram sie w tym roku.

216

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Nina, zazdroszczę. big_smile big_smile Ja muszę poczekać, aż jakieś towarzystwo namówię, bo samej to żadna frajda (i kto mi zdjęcia zrobi? :s). Jak wrócisz, to pochwal się, jak było. big_smile

Kammiś, SIO od Snape'a. <3 Ja mam na laptopie folder z tapetami i ustawione jako pokaz slajdów. Ostatnio dorzuciłam ze 20-30 ze Snapem do tego. tongue Hermionę też lubiłam, ale ogólnie jakoś bardziej mi odpowiadali bohaterowie ze starszego pokolenia. No i nie znoszę Pottera - histeryka i Rona - yy... głupka. big_smile

217 Ostatnio edytowany przez Wielbiciel Lidiji Bacic (2015-08-23 19:57:10)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A ze mnie jest wielki fan wszelkich (gustownych) T-shirtów. Szczególnie cenię sobie dwa (tylko) zakupione w Chorwacji i jeden z podobizną powiększonej głowy mojej ukochanej rasy psów smile

218

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Wczoraj miałam wspaniały dzień smile Słoneczko, 27stopni big_smile

Rano śniadanko w ogrodzie z prawdziwą kawą z kawiarki, ciemnym tostem i jajkiem w koszulce. Potem zakupy, długi spacer z psem do Snelsmore Common. Na lunch sałatka z kurczakiem i awokado. Po południu siłownia i kilometr na basenie. Później książka w rękę, zmrożone Martini w drugą i byczenie się na tarasie w ogrodzie, w słoneczku. Na kolację omlet z warzywami. Około siódmej wieczorem drugi spacer z psem, tym razem wzdłuż rzeki Lambourn, wypatrując nietoperzy.Ukoronowaniem dnia była mrożona herbata z cytryną i "Hannibal".

To się nazywa fajne spędzanie czasu big_smile

219

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Beyondblackie, o tak, martini zdecydowanie kwalifikuje się jako uprzyjemniacz czasu. big_smile

220 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-23 12:47:52)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:

Wczoraj miałam wspaniały dzień smile Słoneczko, 27stopni big_smile

Rano śniadanko w ogrodzie z prawdziwą kawą z kawiarki, ciemnym tostem i jajkiem w koszulce. Potem zakupy, długi spacer z psem do Snelsmore Common. Na lunch sałatka z kurczakiem i awokado. Po południu siłownia i kilometr na basenie. Później książka w rękę, zmrożone Martini w drugą i byczenie się na tarasie w ogrodzie, w słoneczku. Na kolację omlet z warzywami. Około siódmej wieczorem drugi spacer z psem, tym razem wzdłuż rzeki Lambourn, wypatrując nietoperzy.Ukoronowaniem dnia była mrożona herbata z cytryną i "Hannibal".

To się nazywa fajne spędzanie czasu big_smile

Zazdroszcze!
Ja wczoraj bylam u rodzicow, a potem jak wrocilam dostalam jakiegos mega kataru i kichalam co sekunde. Cos tam napisalam, bo niedlugo deadline, potem skonczylam projekt sukienki (na bal magistra pojde we wlasnej sukience wink ), napisalam post na blogu i polozylam sie, obejrzalam "Gwiazd naszych wina". Mialam ambicje wyleczyc sie naturalnie ale jak obudzilam sie o 5 nad ranem i zaczelam kichac, to nie wytrzymalam i wzielam cirrus i spalam do poludnia big_smile
Dzis juz mi troche lepiej, bo nacpalam sie lekow i ten cirrus nadal dziala. Od dziecinstwa ten lek byl dla mnie cudem - wybawieniem w katarze big_smile
A wczoraj z rana kupilam zestaw finlandii (duza czysta i male smakowe), malibu i duzo sokow i chcialam robic drinki, a wyszlo tak ze jedyny drink jaki wypilam to herbata z malinami sad

221 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-23 13:27:02)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Oj tak, wczoraj był dobry dzień.  Żałuję tylko, że lato się kończy. Wczoraj wieczorem było tak zimno, że pierwszy raz musiałam założyć coś na ramiona. I chociaż jestem wielką fanką przesiadywania pod milutkim kocem z herbatą w dłoni, to jeszcze nie czuję się wewnętrznie gotowa na nadejście tego okresu. Na pocieszenie chomikuję sobie rzeczy do wystroju domu, które są w ciepłych odcieniach żółtego, pomarańczu, czerwieni i złotego brązu. Nie wyobrażam sobie nie zmieniać jesienią wystroju domu. Nie ze względu na to, że w sklepach są różne sezonowe mody, ale kiedy na zewnątrz jest mało słońca, to ciepłe kolory wewnątrz jakoś fajnie poprawiają humor, dodają energii i nastrajają optymistycznie. Wczoraj dostałam zestaw do latte art i już mam ciekawe zajęcie na długie jesienne wieczory. Wrócę też do malowania na jedwabiu (już uzupełniłam potrzebne rzeczy) i zrobię sobie jakieś ładne apaszki.

Kammiś, sukienkę szyje Ci potem krawcowa? Sama wybierasz i kupujesz materiał? Z jakiego korzystasz? Też kiedyś spróbowałam projektowania, ale krawcowe nigdy nie uszyły tak idealnie jak chciałam i zniechęciłam się.

222 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-23 13:57:07)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Oj tak, wczoraj był dobry dzień.  Żałuję tylko, że lato się kończy. Wczoraj wieczorem było tak zimno, że pierwszy raz musiałam założyć coś na ramiona. I chociaż jestem wielką fanką przesiadywania pod milutkim kocem z herbatą w dłoni, to jeszcze nie czuję się wewnętrznie gotowa na nadejście tego okresu. Na pocieszenie chomikuję sobie rzeczy do wystroju domu, które są w ciepłych odcieniach żółtego, pomarańczu, czerwieni i złotego brązu. Nie wyobrażam sobie nie zmieniać jesienią wystroju domu. Nie ze względu na to, że w sklepach są różne sezonowe mody, ale kiedy na zewnątrz jest mało słońca, to ciepłe kolory wewnątrz jakoś fajnie poprawiają humor, dodają energii i nastrajają optymistycznie. Wczoraj dostałam zestaw do latte art i już mam ciekawe zajęcie na długie jesienne wieczory. Wrócę też do malowania na jedwabiu (już uzupełniłam potrzebne rzeczy) i zrobię sobie jakieś ładne apaszki.

Kammiś, sukienkę szyje Ci potem krawcowa? Sama wybierasz i kupujesz materiał? Z jakiego korzystasz? Też kiedyś spróbowałam projektowania, ale krawcowe nigdy nie uszyły tak idealnie jak chciałam i zniechęciłam się.

Na razie probowalam z jedna, dosc prosta sukienka i krawcowa sie sprawdzila. Material sama kupilam smile nie mam pojecia jak sie nazywa sad to taka sukienka letnio-elegancka.
Z ta pewnie bedzie ciezej, bo ma byc dluga, a gore miec w roze... Ale ciezko mi to opisac bo roze nie jako wzor materialu tylko robione z materialu, takie skrecane. W kazdym razie mam 2 lata na to smile

Edit: w ogole marzy mi sie zrobic kiedys tam swoj pokaz. Wziac normalne dziewczyny. Normalne - nie modelki plus size. Moga to byc np dziewczyny w rozmiarze 32/34 ale majace 160-165 cm wzrostu. Zawsze mnie dziwilo ze takich dziewczyn nikt nigdzie nie chce. One nie maja niedowagi - sa male i juz, a bierze sie babki w rozmiarze 46-50 i promuje otylosc hmm
To by byly normalne rzeczy ktore dobrze leza na normalnej kobiecie - szczuplej, ale nie jak Ania Rubik, nie zatuczonej jak jakas Tess Holiday (fuj).
Takie modelki moglabym miec nawet gratis (znajome, fb) ale organizacja czegos takiego jest zapewne ciezka. No i szycie

223 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-23 14:57:52)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

46 to według Ciebie otyłość? Śmieszne, ja mam rozmiar dołu 46, a otyła absolutnie nie jestem...

224

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Małpa69 napisał/a:

46 to według Ciebie otyłość? Śmieszne, ja mam rozmiar dołu 46, a otyła absolutnie nie jestem...

Zalezy jeszcze, przy jakim wzroscie.
Do gimnazjum do klasy mojej chodzila dziewczyna ponad 190 cm i miala duzy rozmiar (konkretnie nie wiem jaki) i nie wygladala grubo.
Ale sprobuj utuczyc do rozmiaru 46 albo 50 dziewczyne o moim wzroscie to Ci wyjdzie taka ze ledwo bedzie mogla chodzic

225

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No cóż, nadwaga nie jest zdrowa. Jednak moim zdaniem modelki plus size są potrzebne. Moda dla kobiet z nadwagą praktycznie nie istnieje, a takich kobiet nie jest mało. I nie chodzi o to, by promować otyłość, tylko dać im szansę normalnie się ubierać.  Przecież nawet jeśli one pracują nad redukcją wagi, to póki co muszą się w coś ubrać. A czasami ta redukcja wymaga czasu i leczenia, więc tym bardziej.

226 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-23 15:31:07)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

mam 175 wzrostu ważę 67 kilo (i jestem umięśniona), mam nietypowe wymiary, bo mam bardzo szerokie biodra (ale nie tłuste), jak i bardzo duży biust (125 cm) spodnie muszę kupować na rozmiar 46 i następnie zwężać je w pasie, a bluzki siłą rzeczy też bo jak kupię przy takim biuście koszulę z guziczkami na rozmiar mniejszy to będzie wyglądała tak jakby miała zaraz w cyckach strzelić. Obwód pasa mam prawidłowy, waga w stosunku do wzrostu i proporcji mięśni również. Rozmiar buta też mam duży bo 43.

Gdyby tak na to patrzeć w kontekście promowania, to aktualnie promuje się anoreksję, która nie jest lepsza od otyłości a może i nawet gorsza, bo choć otyli żyją krócej to raczej nie umierają z tego powodu w wieku dwudziestu lat...

No i zgadzam się z lady, nie każdy jest gruby bo żre, Ci ludzie też muszą się w coś ubrać, to samo dotyczy ludzi skrajnie niskich i ludzi wysokich, dla nich nie ma ubrań, ja nie jestem jakąś mega żyrafą, a np rękawy niektórych kurtek są o 10 cm za krótkie:/  To mogę sobie wyobrazić co przeżywają kobiety 180 wzrostu, albo takie 150.

227 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-23 16:06:49)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

I

cslady napisał/a:

No cóż, nadwaga nie jest zdrowa. Jednak moim zdaniem modelki plus size są potrzebne. Moda dla kobiet z nadwagą praktycznie nie istnieje, a takich kobiet nie jest mało. I nie chodzi o to, by promować otyłość, tylko dać im szansę normalnie się ubierać.  Przecież nawet jeśli one pracują nad redukcją wagi, to póki co muszą się w coś ubrać. A czasami ta redukcja wymaga czasu i leczenia, więc tym bardziej.


Cslady - problem w tym ze one - modelki i osoby je promujace - jawnie mowia ze to jest piekne i ze czuja sie swietnie i ze nie trzeba sie odchudzac. To nie jest promocja CIUCHOW. To promocja tych osob.

A swoja droga dlaczego nie ma niskich modelek? Moze niskie kobiety beda sie czuly pokrzywdzone bo nikt nie promuje ciuchow dla nich? Kilkanascie razy albo rezygnowalam z kupna sukienki do kostek albo trzeba bylo skracac, bo nikt nie pomyslal ze dziewczyna 163 cm wzrostu moze chciec kupic sukienke o dlugosci do ziemi. Moze zrobmy sklepy dla dziewczyn "littleness"? Znam dziewczyne ktora nie ma nawet 150 cm wzrostu, przy tym jest szczupla. Wiesz jak ciezko kupic jej ubranie? Robi sie duzo szumu wokol "plus size" a nikt nie pomysli ze inni tez nie maja gdzie sie ubrac - bo sa mali, bo sa szczupli ale maja wiekszy biust, bo np. jak Malpa maja szersze biodra.

Malpo - ta cala Tess Holiday wazy 120 kilo, wiec nie ma porownania z Twoja waga. Wygoogluj sobie ją. To nie miesnie. To sam tluszcz. A na pewno zdajesz sobie sprawe jak wyglada tyle kilogramow tluszczu i jaka ma objetosc. Przeciez ta kobieta nie ma "troche wiecej ciala" czy "kobiecych ksztaltow". Ona nawet na nadgarstkach ma kupe tluszczu (gdzie naprawde trzeba sie mocno zatuczyc zeby w tych miejscach odkladal sie tluszcz).

Poza tym modelka plus size nie jedno ma imie.
Wygooglujcie sobie:
1. Robyn Lawley
2. Tess Muster
Miedzy tymi paniami jest NIEBO A ZIEMIA. pierwsza jest tak piekna, ze az dech zapiera. Ma kobiece ksztalty. KOBIECE, nie monstrualne.

o Malpo, wlasnie. Ja mam 58-59 cm w talii, a biust rozmiaru D (i chocbym wychudla do 36 kilo to on zostanie, bo lekarz ktory robil mi usg mowi ze to sama tkanka gruczolowa i nie mam tam tluszczu - chudniecie nie ma wiec zadnego wplywu na rozmiar biustu u mnie). Wyobraz sobie jaka meka jest dla mnie kupowanie bluzek z guziczkami. Albo sie rozchodza w biuscie, albo w pasie sa za duze ze 4 rozmiary. I jakos nikt o tym nie pomyslal.
Tez nam szersze biodra (bo mam typ figury klepsydra, zmierzylam sie wlasnie to mam 89), no ale nosze 34 spodnie. Kupuje spodnie zwykle w h&m bo maja  tam na 165 cm wzrostu (na metkach nawet zaznaczone), wiec wiem co mierzyc. W innych sklepach wszystko jest za dlugie.  Znam dziewczyny ktore ubieraja sie na dzieciecym, ale na to jestem za wysoka.
Czyli co? Jestem za wysoka na dziecko, a za niska na kobiete (zeby nie skracac)?
Rozmiar buta mam 36, mam szczescie ze sie lapie. Ale moja babcia ma 35. Mama tez. I co maja zrobic? Latac w rozowych lakierkach na male dziewczynki?  A naprawde malo sklepow zaczyna rozmiarowke damska od 35.

Edit: sprawdzilam. Ta Tess holiday ma 164 cm wzrostu i wazy 113 kilo. No to wyobraz sobie ze ja wygladam chyba normalnie (nie uwazam sie za chudziutka) przy wadze 49 kilo i wlasciwie takim samym wzroscie (163). Mam jakis tam tylek (pompowany na mel b big_smile ) i biust. Laska ma 64 kilo samego tluszczu wiecej i mowi ze ona nie chce chudnac. Przepraszam bardzo ale jej waga kiedys ją zwyczajnie ZABIJE. i nikt mi nie wmowi (zwlaszcza ona w swoich wywiadach) ze je 5 zdrowych posilkow codziennie. 5 posilkow to ja jem albo moja kolezanka o tym samym wzroscie ktora wazy 45 kilo.... Nie mozna promowac takich postaw, bo wmowimy mlodym dziewczynom ze nadwaga jest super.
Malpo - nie zastanawiasz sie dlaczego sa modelki rozmiarow Anji Rubik, sa modelki xxxxxxl, a nie ma modelek - normal size? Sa jedynie fotomodelki i modelki w czasopismach dla panow - nie maja ani nadwagi, ani niedowagi - np. Joanna Krupa. Ona wyglada na zdrowa osobe, tak po prostu. Ale na wybieg i do prezentowania ciuchow raczej nikt jej nie pusci, zreszta sama to mowila, ze iles razy uslyszala ze ma za grube uda i za duzy biust. Przepraszam bardzo, to Krupa ma za grube uda a ta Tess nie ma???? Cos im sie chyba w glowie pomieszalo.

228 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-23 16:03:24)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś wiem o którą Ci chodzi i jestem pewna że ona nie waży 120 kilo, ja ważyłam 135 w szczycie moich przygód ze sterydami, cukrzycami i tarczycami i nie miałam ani takich ramion ani takich nadgarstków. Myślę że jej waga jest zaniżona i to jakieś 150 kilo no chyba że ma 150 wzrostu to uwierzę, a jeśli nie to jestem pewna że waży dużo więcej.

Edit 165 niby ma, na pewno waży więcej.

229

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Małpa69 napisał/a:

Kammiś wiem o którą Ci chodzi i jestem pewna że ona nie waży 120 kilo, ja ważyłam 135 w szczycie moich przygód ze sterydami, cukrzycami i tarczycami i nie miałam ani takich ramion ani takich nadgarstków. Myślę że jej waga jest zaniżona i to jakieś 150 kilo no chyba że ma 150 wzrostu to uwierzę, a jeśli nie to jestem pewna że waży dużo więcej.

Edit 165 niby ma, na pewno waży więcej.


No to jeszcze lepiej big_smile
Edytowalam wczesniejszy wpis, zastanawiam sie dlaczego popadaja w skrajnosci i ladnym zdrowym dziewczynom tak ciezko sie gdziekolwiek dostac a takim wlasnie jak ta Tess i owszem.
Znam 2 dziewczyny - jedna ma 19 lat wazy 53 kilo przy wzroscie 170, druga ma lat ponad 50 i wazy 90 przy wzroscie 159. I uwaga! Ta druga robi "kariere" big_smile w modelingu (swoja droga strasznie sie popisuje na zajeciach a glupia jest jak but i ledwo co zdaje - studiuje zaocznie ekonomie, chodzilam za zgoda prowadzacego na jedne zajecia do nich i znielubilam ją od pierwszego dnia - nie przez wyglad tylko przez jej charakterek i pewnosc siebie w robieniu z siebie idiotki), a tej pierwszej powiedzieli ze musialaby byc chudsza i wyzsza. Super!
Dla mnie to jest PARODIA.

230

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ale się uśmiałam,czytając Wasze wypowiedzi.Wy chyba żyjecie w innym wymiarze albo jedna przed drugą udajecie,chcąc być bardziej oryginalną.

231 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-23 16:51:32)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Marta456 napisał/a:

Ale się uśmiałam,czytając Wasze wypowiedzi.Wy chyba żyjecie w innym wymiarze albo jedna przed drugą udajecie,chcąc być bardziej oryginalną.

Dlaczego w innym wymiarze?
Co jest dziwnego w tym ze ktos nie chce zyc z dnia na dzien?

Nie widze NIC dziwnego w tym ze ktos np sam projektuje sobie sukienke albo maluje apaszki albo chce wyjezdzac albo zmienia wystroj domu na jesien.
NIC.

232

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Też sądzę, że ma podaną za niską wagę. Wygląda na znacznie więcej. A co do ubrań, to mało jest tak wymiarowych osób, że wszystko będzie im pasować. Nie ma co marudzić. Jest tak dużo sklepów, że nawet niskie osoby coś na siebie znajdą. Gorzej mają mężczyźni, a kobiety wcale źle nie mają. Też mam problem, żeby sobie dobrać koszulę, bo biust szeroki, a talia wąska. Nie kupuję koszul ze 100% bawełny, bo właśnie jest taki efekt jak u Ciebie. Kupuję zawsze z dodatkiem elastyny i wszystko jest ok.

233 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-08-23 19:14:52)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Lady ja mam powody do narzekania bo u mnie jest tak ze wszystkich i z butami i z bielizną i z ubraniami tongue Najgorzej z butami, jest dosłownie kilka sklepów z dużymi rozmiarami butów, do jednego mam kawał drogi, a  innych mi się te buty nie podobają jakoś nie pasują ani do mojego stylu ani do mojego wieku.

Z ubraniami dramatu nie ma, małe przeróbki i jest ok, ale buty to jest koszmar no i jeszcze te taktowne miny ekspedientek kiedy pytam czy mają coś na rozmiar 43 damskie...

234

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:

Moze zrobmy sklepy dla dziewczyn "littleness"? Znam dziewczyne ktora nie ma nawet 150 cm wzrostu, przy tym jest szczupla. Wiesz jak ciezko kupic jej ubranie? Robi sie duzo szumu wokol "plus size" a nikt nie pomysli ze inni tez nie maja gdzie sie ubrac - bo sa mali, bo sa szczupli ale maja wiekszy biust, bo np. jak Malpa maja szersze biodra.

Kammiś na prezydenta! big_smile Znaczy, mi akurat nie brakuje modelek, bo oglądanie stron w magazynach poświęconych modzie, programów itd. mnie nudzi, natomiast bardzo często mam problem z sukienkami albo bluzkami (rzadziej). Mam jakieś 161 cm (nigdy nie wiem, MUSZĘ się zmierzyć, w dowodzie wpisałam 164 i to jest bardzo na wyrost xD), mam duuuuuży biust, szerooooookie biodra, a talię prawie jak Scarlett. I to się wydaje fajne tylko na pierwszy rzut oka, bo to może i jest kobiece, ale dopiero, jak się to odpowiednio ubierze. W przeciętnych ciuchach wyglądam albo jak w ciąży (na brzuchu wszystko fruwa), albo jak po młodszej siostrze (talia okej, bluzka wybucha niemal na cyckach, materiał okropnie opina biodra). Więc bluzki mogę nosić albo dopasowane, albo odcięte pod biustem - jeśli jest luźne, wyglądam jak właśnie jak w ciąży, bo materiał leje się z biustu, czyli daleeeeko od mojego brzucha. I wyglądam na 3 razy grubszą. Tyle że znaleźć pasującą bluzkę to rzadko problem, przykro tylko, jak jest coś fajnego, w czym - mimo że jestem szczupła - wyglądam na grubaska. Za to z sukienkami jest koszmar. Naprawdę idealnie wyglądam w takich księżniczkowych, gorset + szeroki dół, no ale w takiej to do ślubu pójdę, nie normalnie. Dlatego 90% moich kiecek to takie dopasowane na górze, rozkloszowane na dole. Też jest bardzo fajnie, w dodatku jak dół
krótki, a z takiej szerokiej spódnicy wystają nogi, to się od razu robią długie i szczupłe, i mrrrau. Tyle że to jest krój wybitnie dziewczęcy. Za 10 lat w takiej będę wyglądać jak baba, która nie zauważyła, ile ma lat. Zwłaszcza, że one do tego często są w jakieś kwiatuszki i inne pierdoły, co jeszcze potęguje ich dziewczęcość. No ale na razie wolę szukać tygodniami takiej, niż kupić zwykłą, ładną, ale w której będę wyglądać paskudnie. Pomaga mi to, że mam dziecinną buzię i wyglądam na 16 lat, ale mimo wszystko... na rodzinnych imprezach raczej wiedzą, ile mam lat, a wyglądam dziecinniej, niż 7 lat młodsza kuzynka. ;_;
A nie jestem kammiś, nie umiem rysować i nie narysuję sobie sukienki *chlip*. Kammiś, zostań moją rysowniczką sukienek! big_smile Albo naucz mnie! big_smile

Dobra, w sumie doszłam do wniosku, że to nie jest za bardzo na temat, ale szkoda mi tyle żali kasować. big_smile big_smile big_smile


So... żeby nie było, wszystkie się chwalicie wczorajszym dniem, to ja wczoraj byłam leniem. Znaczy, poza pisaniem fan fiction i zmajstrowaniem kilkudziesięciu precli nie robiłam nic produktywnego. Za to dzisiaj przyjechała kuzynka z rodzicami, z nimi (byłam u babci) pojechaliśmy z dziadkiem i babcią do mamy, bo mama i ciocia miały urodziny. Poszliśmy na obiad do restauracji, zeżarły nas osy, oni tam zostali się herbatować/kawować/deserować, a my wróciłyśmy do domu na plebesjkie - ale jakże idealne w takie gorąco tongue - piwo i obejrzałyśmy film. Iiiii namówiłam ją na Warner Bros (znaczy, nie musiałam namawiać, powiedziałam, że można tam zrobić zdjęcie z lotu na miotle podobno, a jej się zaświeciły oczy i tyle w temacie xD). A potem wróciła reszta i uprawiałyśmy dalej rodzinne spotkania. I godzinę temu pojechali, a ja zastanawiam się, czy aktualizować windowsa do 10. big_smile

235

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ech, dziewczyny, chociaz nigdy nadwagi nie mialam, jestem nieszczesna posiadaczka sylwetki typu odwrocony trojkat, przy niskim wzroscie 1.58m: szerokie ramiona, szeroka klata, duzy biust...a przy tym zero wciecia w talii i waskie biodra. Moglabym na rzesach stanac, a nigdy, nawet przy 48 kg, nie mialam mniej niz 64 cm. No, takie zycie hmm

236

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Eileen, ja za to dzis jestem len big_smile
Znaczy troche nie z wlasnej winy, bo mnie chyba jakas grypa dopadla (cholera wie, bralam gripexy wiec bol glowy minal, bralam cirrus wiec nie ma kataru) ale bola mnie nogi, plecy, rece. Do tego do jutra do 18 neta  mam tylko w telefonie, bo wifi nie dziala (maja awarie mikro-czegos big_smile ), wiec nawet sobie nie popisze, a czas goni hmm
Pocwiczyc tez nie pocwicze, bo to bylby szczyt glupoty przy tym grypowym czyms nawet jak na moje standardy big_smile (w 1 liceum z grypa robilam brzuszki, ale chyba zmadrzalam jak widac big_smile )
Dzisiaj tez za duzo zjadlam bo facet mi tu sie produkuje ze w chorobie nie wolno miec diety i robil mi kanapki z maslem czosnkowym co mu je mamusia robila jak byl maly big_smile i podsunal mi 3 nektarynki i herbate z miodem i mlekiem (uwielbiam, a wszyscy mowia ze ohydne big_smile )
Zrobilam dzis w sumie tylko porzadek z projektami kiecek i czytam sobie wyrywkowo ksiazke coucha big_smile

Co do ubran to w sukienkach w sumie wygladam chyba dobrze, zwlaszcza do szpilek, w sumie niewazne jaki kroj ale krotkie spodenki nie sa dla mnie bo mam chyba za krotkie nogi. Ale mialam kiedys jakies w ktorych bylo ok...tylko nie wiem gdzie sie podzialy big_smile

Wspolczuje os na obiedzie. Mnie osy sa w stanie przepedzic z kazdego miejsca. Strasznie sie boje wszelkich zadlacych owadow big_smile serio, zostawilabym pewnie nawet jedyna wode i jedzenie na pustyni jakby tam byly osy big_smile
A mialam przygode z szerszeniami:
1. Nad oknem gniazdo szerszeni - problem rozwiazany
2. Pojechalam z kolezanka na mala wycieczke w gory. Ona mowi - patrz dziupla. Ja podchodze (glupia ja!) a tam lataja szerszenie (liczylam na wiewiorke).
3. Bylam z kolega w Gorach Sowich, czytamy sobie co tam pisza o facecie ktory wybudowal wieze widokowa, podlatuje szerszen. Jak zaczelam zwiewac, to sie tylko zakurzylo big_smile
Traume mam! big_smile

Eileen - mam projekt taki gdzie gora jest opieta, a dol lejacy wink tylko ze to taka wieczorowa dluuuga i albo mgielka, albo z tiulem.
Na obronie mialam (ale kupiona, nie projektowana) taka ze jest opieta na biuscie a dalej szersza. I wyglada na powazna i elegancka. Kurde nie wiem jak opisac ją hmm

237

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No ja dzisiaj leniwie, po prostu nie chciało mi się za wiele robić. Kammiś, to fajnie, że facet troszczy się o Ciebie smile

238

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Kammiś, nie opisuj, zrób zdjęcie. Bo to jedyny krój, w którym wyglądam dobrze. tongue Nie wiem tylko, jak z lejącym dołem (bo dobrze to jest, jak na biodrach mi się rozszerza samo z siebie - wtedy nie widać, że to biodra są szerokie, a nie kieca big_smile big_smile), ale może przy jakichś mega długich szpilach, na których się nie chodzi, tylko wygląda... ;p Tyle że ja mam do tego normalne łydki, ale za to szersze uda, więc chyba jednak rozszerzany dół mi pisany. ;_;

U mnie parę razy do pokoju wleciał szerszeń. Normalnie to się boję, uciekam i wołam brata. Ale raz byłam sama z kotami, a koty za tym biegają... Nawet nie wiesz, jakiego ducha walki w sobie obudziłam. big_smile No i raz na wakacjach miałam szerszenie koło domku. Ale wtedy byłam mała, z rodzicami i jakoś to mnie uspokajało. tongue

A, i herbata z mlekiem i miodem faktycznie brzmi źle. big_smile

239 Ostatnio edytowany przez niki71 (2015-08-23 22:16:39)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
kammiś napisał/a:
Marta456 napisał/a:

Ale się uśmiałam,czytając Wasze wypowiedzi.Wy chyba żyjecie w innym wymiarze albo jedna przed drugą udajecie,chcąc być bardziej oryginalną.

Dlaczego w innym wymiarze?
Co jest dziwnego w tym ze ktos nie chce zyc z dnia na dzien?

Nie widze NIC dziwnego w tym ze ktos np sam projektuje sobie sukienke albo maluje apaszki albo chce wyjezdzac albo zmienia wystroj domu na jesien.
NIC.

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.

240

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Niki, uwielbiam takie teksty, najczęściej w formie, że noga mi się powinie, ale o kopie w d... też mogą być. Kwestia taka, że o ile nie będę miała wypadku, w którym stracę czucie od szyi w dół/stanę się roślinką/stracę wzrok, to nadal będę umiała o siebie zadbać. I robię wszystko w tym kierunku, żeby jak najmniejsza ilość "przypadków" mogła wpłynąć na moje życie. Bo niestety, ale większość tych "przypadków" to nie przypadki tylko coś, co ludzie sami sobie ściągają na głowę. Więc ja nie zwalam nic na "kopy w d...", które dopadają niespodziewających się niczego ludzi - większość rzeczy mogę przewidzieć i nie robić idiotyzmów, które doprowadzą mnie do kiepskiej sytuacji. Serio, dużo łatwiej się żyje, jak się uzna, że jest się odpowiedzialnym za własne życie.

241

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
niki71 napisał/a:

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.

Jasne, bo tylko w innym wymiarze ludzie moga miec pasje i zainteresowania. Normalni ludzie chodza do pracy, siedza na kanapie i nie maja zadnego hobby...

Niki71, Ty naprawde musisz miec smutne zycie.

242 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-23 22:47:51)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:
niki71 napisał/a:

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.

Jasne, bo tylko w innym wymiarze ludzie moga miec pasje i zainteresowania. Normalni ludzie chodza do pracy, siedza na kanapie i nie maja zadnego hobby...

Niki71, Ty naprawde musisz miec smutne zycie.


To samo pomyslalam wink pozostaje Ci wspolczuc, Niki.

Bo dostane kopa w doope to nagle przestane miec jakiekolwiek zainteresowania big_smile
Nagle przestane wyciagac swiateczne ozdoby, przestane czytac, przestane rysowac kiecki, przestane cwiczyc, przestane pisac, tylko wlacze tv i "trudne sprawy".
Dzisiaj dostalam takiego mini kopa w doope bo mialam goraczke a i tak zrobilam porzadek z projektami  i czytalam ksiazke coucha, w sumie to jeszcze czytam wink

Eileen - jutro podesle Ci fotke projektu i tej kiecki z obrony na maila, ok? Bo leze juz i grzeje te doope, co mam w nia kopa dostac big_smile

Truskaweczka - fajnie smile zle ze wmusil te kanapeczki, bo mi niedobrze od czosnku big_smile

243 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-08-23 23:07:03)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
niki71 napisał/a:
kammiś napisał/a:
Marta456 napisał/a:

Ale się uśmiałam,czytając Wasze wypowiedzi.Wy chyba żyjecie w innym wymiarze albo jedna przed drugą udajecie,chcąc być bardziej oryginalną.

Dlaczego w innym wymiarze?
Co jest dziwnego w tym ze ktos nie chce zyc z dnia na dzien?

Nie widze NIC dziwnego w tym ze ktos np sam projektuje sobie sukienke albo maluje apaszki albo chce wyjezdzac albo zmienia wystroj domu na jesien.
NIC.

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.


Zupelnie nie rozumiem o co Ci chodzi. Moglabys wyjasnic?


Wedle wszystkich mozliwych standartow ja w zyciu dostalam 'kopa w dupe' i to nie jednego. I jakos z mojej pozycji nie widze, ze one zyja w innym wymiarze.

244

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Przepraszam,jeżeli ktoś czuje się urażony moją wypowiedzią.Zaszła pomyłka.Otóż zaczęłam lekturę tego wątku od 1 strony i tak się ubawiłam początkowymi wypowiedziami,że od razu napisałam to,co napisałam.
To był impuls.W tym momencie zapomniałam o tym,że wątek może być kontynuowany na 2,3 i kolejnej stronie.Czasem tak mam.Najpierw robię,a potem myślę.Nie mam nic przeciwko projektowaniu sukienek czy zmienianiu wystroju mieszkania,sama to robię.Jeszcze raz sorry,mój post odnosił się do 1 strony.

245

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

A no tak, racja smile Co do mleka z miodem i mlekiem, to średnio lubię, lepiej z samym miodem, choć i tak najlepiej herbatę bez niczego, bo odzwyczaiłam się od słodzenia. No ale w chorobie to oczywiście miód jest bardzo przydatny. No, ale od słodyczy niestety się nie odzwyczaiłam, tu ciężej.

246

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
NinaLafairy napisał/a:
niki71 napisał/a:
kammiś napisał/a:

Dlaczego w innym wymiarze?
Co jest dziwnego w tym ze ktos nie chce zyc z dnia na dzien?

Nie widze NIC dziwnego w tym ze ktos np sam projektuje sobie sukienke albo maluje apaszki albo chce wyjezdzac albo zmienia wystroj domu na jesien.
NIC.

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.


Zupelnie nie rozumiem o co Ci chodzi. Moglabys wyjasnic?


Wedle wszystkich mozliwych standartow ja w zyciu dostalam 'kopa w dupe' i to nie jednego. I jakos z mojej pozycji nie widze, ze one zyja w innym wymiarze.

No jak nie, przeciez pije codziennie z 4 roznych kubkow zamiast z jednego no! W tej niekopnietej doopie mi sie poprzewracalo od kubkowego przybytku big_smile
I rysuje "se" kiecki zamiast obejrzec Rozmowy w toku!
A jajecznice wykladam na talerzyk i ozdabiam pietruszka zamiast jesc prosto z patelni!
To inny wymiar, nie widzisz big_smile

247

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Hehe big_smile No ja mam różne kubki, czasem piję z dwóch w dzień, ale zwykle z jednego, ale dlatego, by wielu nie brudzić. No, ale innego dnia z innego itp. Czasem zjem to co jest, byle szybciej, a czasem zjem coś co naprawdę chcę, takie małe przyjemności. Różnie to bywa, ale te małe przyjemności są fajne.

248 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-23 23:24:31)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
truskaweczka19 napisał/a:

A no tak, racja smile Co do mleka z miodem i mlekiem, to średnio lubię, lepiej z samym miodem, choć i tak najlepiej herbatę bez niczego, bo odzwyczaiłam się od słodzenia. No ale w chorobie to oczywiście miód jest bardzo przydatny. No, ale od słodyczy niestety się nie odzwyczaiłam, tu ciężej.


Rozumiem Cie smile
Normalnie malo herbaty pije, raz dziennie, od kawy sie uzaleznilam, ale ani jednego ani drugiego nie slodze. Do kawy wlewam mleko. No ale ja lubie bardzo bardzo slaba kawe (na jeden wielki kubek takie 350 ml plaska lyzeczka i tak z 40% to mleko, no i to jest ta kawa "gold", one sa slabe) wiec moze nie szkodzi tak. A cisnienie i tak mam zawsze za niskie.
Ja jem malo bo teraz sobie robie diete (nawet nie mowie ze mam schudnac, ale chce sie lzej czuc bo np przed okresem teraz po prostu puchne), no jak jestem chora to wiadomo bez diety, ale normalnie jem jakos 1500 kcal (mam male zapotrzebowanie - bez ruchu 1600, tak mi przynajmniej wyliczyli) a w ramach tego zawsze cos slodkiego jest big_smile ZAWSZE, kazdego dnia. Ale kobiety generalnie chyba lubia slodkie. Z kolei faceci rozni jedza duzo wiecej a slodkiego chyba tak bardzo nie lubia jak kobiety.
No ale ja nie moge nie zjesc w ciagu dnia czegos slodkiego, to moze byc nawet jeden cukierek krowka, ale byc musi.
Moze uzaleznione jestesmy tongue podobno cukier (w slodyczach) uzaleznia gorzej niz fajki big_smile
Ja sie boje nie tyle ze przytyje, bo wiadomo ze tyje sie jak sie spozyje nadmiar kalorii (moj lekarz sie smieje ze nawet na czekoladzie mozna schudnac - bo jesz 2 tabliczki dziennie i tylko to i to dieta 1000 kcal big_smile ), ale ze moge miec cukrzyce bo duzo osob w mojej rodzinie mialo. A kuc sie tak iglami to nie chcialabym. A jem tez owoce, to niby zdrowo, ale cukier ma. Rano na przyklad jadlam dzisiaj banana i nektarynke, a to w sumie duzo cukru, mimo ze zdrowo. I tak w sumie ostatnio caly miesiac na sniadanie banan, jakos mi tak posmakowalo, a to wazne bo mam problem z jedzeniem rano i rano prawie nic mi nie smakuje. No i po owoce nie trzeba otwierac lodowki a rano lodowka mi zawsze smierdzi big_smile

249

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

No tak, ja jadłam za dużo i niezdrowo, to nadwaga, też problemy hormonalne, ale tak to za dużo jadłam, teraz się staram ograniczać. Nie jest łatwo, no ale wiadomo są też produkty, których można jeść dużo, a też są dobre, przy tym zdrowe. W końcu człowiek się przyzwyczaja, nawet jak wcześniej ich tak nie jadł, a teraz je więcej. Np warzyw można jeść naprawdę dużo, niektórych bez ograniczeń praktycznie, bo są takie lekkie. Także i tak można coś tak więcej pojeść, a jest zdrowo, też niektóre pęcznieją w żołądku, więc nie zawsze jest się szybko głodnym. Z tym, że tak słodycze bardzo mnie kuszą, ciężko się czasem powstrzymać. A miałam okresy, że jakoś udawało mi się nie jeść ich długo, choć było bardzo ciężko, myślałam, że po tym okresie może nie będzie mnie ciągnąć do nich, bo w końcu człowiek powinien się odzwyczaić wtedy, ale gdzie tam! Nadal mnie ciągnęło i bardzo mi smakowały jak zjadłam. A z cukrem w herbacie inaczej, szybko to poszło w miarę, a teraz słodka herbata mi nie smakuje. Widocznie ze słodyczami już tak łatwo nie jest hmm To faktycznie pokazuje jak bardzo uzależniają, a teraz do prawie wszystkiego jeszcze dodają cukier, by no cóż, łatwo uzależnić też. No jedynie jak już jest świadomość i zacznie się kupować więcej zdrowych produktów, to może producenci zrozumieją, że to przesada wszędzie w tak dużej ilości dodawać cukier, nie tylko do słodyczy, ale do zwykłych produktów..

250

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja mogłabym nie jeść słodyczy. Kiedy jeszcze byłam singielką, to przez 2-3 lata nie jadłam żadnych. Poza owocami, bo one też mają cukier i dla mnie w sumie są jak słodycze. No ale chodzi o to, że nie zamawiałam np. w kawiarni, nie jadłam ciast u rodziny, sama żadnych słodyczy nie kupowałam. I nie brakowało mi tego wcale. Potem już w związku to uległo zmianie, bo czasami coś piekę i wtedy jem, no ale nadal to mało i absolutnie nie codziennie. Raz na tydzień albo dwa, zależy. Od słodyczy również można się odzwyczaić (moim zdaniem). Niestety ostatnio znowu zaczęłam jeść mięso. Wegetarianizm chyba nie jest mi pisany. Mam takie długie okresy, że nie ruszam mięsa, ale potem nagle warzywa mi brzydną i żadnego nie mogę przełknąć mimo, że przecież jest duża różnorodność, a ja nigdy nie jadłam monotonnie. No ale w pewnym momencie organizm mówi "dość". Plus jest taki, że mięso mogę jeść naprawdę rzadko i szybko mi się przejada. Ale wyrzuty sumienia mam za każdym razem, tego nie umiem przeskoczyć.

251 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-23 23:49:02)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Ja mogłabym nie jeść słodyczy. Kiedy jeszcze byłam singielką, to przez 2-3 lata nie jadłam żadnych. Poza owocami, bo one też mają cukier i dla mnie w sumie są jak słodycze. No ale chodzi o to, że nie zamawiałam np. w kawiarni, nie jadłam ciast u rodziny, sama żadnych słodyczy nie kupowałam. I nie brakowało mi tego wcale. Potem już w związku to uległo zmianie, bo czasami coś piekę i wtedy jem, no ale nadal to mało i absolutnie nie codziennie. Raz na tydzień albo dwa, zależy. Od słodyczy również można się odzwyczaić (moim zdaniem). Niestety ostatnio znowu zaczęłam jeść mięso. Wegetarianizm chyba nie jest mi pisany. Mam takie długie okresy, że nie ruszam mięsa, ale potem nagle warzywa mi brzydną i żadnego nie mogę przełknąć mimo, że przecież jest duża różnorodność, a ja nigdy nie jadłam monotonnie. No ale w pewnym momencie organizm mówi "dość". Plus jest taki, że mięso mogę jeść naprawdę rzadko i szybko mi się przejada. Ale wyrzuty sumienia mam za każdym razem, tego nie umiem przeskoczyć.

Tak, tylko rzadko je jadłaś, czyli jakoś bardzo ich nie lubiłaś. Nie musiałaś się odzwyczajać. Jednak w sytuacji, gdy ktoś lubi słodycze, kuszą go, to wtedy naprawdę ciężko się odzwyczaić i nawet silna wola i dłuższy czas niejedzenia jak wtedy u mnie wiele nie dały. Pozostaje silna wola i jeść rzadziej czy "zdrowsze" , robić samemu, ale to nie zmieni faktu, że mnie kuszą i czasem mam wrażenie, że to się nie zmieni, bo czy jem lepiej czy gorzej to po prostu kuszą. A kogoś innego mniej kuszą. No taka prawda. Ja też znam osoby, które słodycze lubią tak średnio, no ale nie ma co porównywać do osoby, co lubi słodycze bardzo, bo wiadomo, że pierwszej będzie łatwiej. Nie to, że to jakieś usprawiedliwienie, ale tak jest. Niemniej jak ktoś lubi słodycze, to naprawdę one uzależniają i łatwo nie jest. Ja lubię mięso, czasem jem ileś dni pod rząd, czasem ileś dni nie jem, różnie, ale lubię i chyba nie umiałabym z niego zrezygnować. Jasne, lepiej jakby zwierzęta nie były zabijane na mięso, niemniej jest to dobre źródło białka i nie jedząc mięsa też można jeść tak, by to białko uzupełnić itp, ale po prostu no jest trudniej. A z mięsem też można jeść zdrowo, mięso z dobrego miejsca kupione, dużo warzyw też. No, a lubię, więc nawet jak często jem np chude mięso, czasem parę dni pod rząd, ale dobrej jakości mięso, więc nic się nie stanie, a zacznę też jeść z tym mięsem więcej warzyw, więc ok.

252 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-23 23:52:39)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Tzn. ja niestety byłam wychowana na słodyczach i przez to bardzo od nich uzależniona. Jadłam je do herbaty, na poprawę humoru itp. Właśnie przez to jako nastolatka rzuciłam je całkowicie, bo nie mogłabym jeść ich trochę. Zawsze by mnie kusiło. A kiedy przestałam jeść jakiekolwiek słodycze, to może przez pierwsze dwa miesiące mnie kusiło, ale potem słodycze mi zobojętniały. A może po prostu udało mi się to sobie wmówić. Teraz nadal muszę uważać, bo nie jest tak, że mogłabym zjeść przez dwa dni dużo słodyczy, a potem znowu beztrosko sobie wrócić do jedzenia ich rzadko. Niestety stare nawyki nie wykorzeniają się tak łatwo.

253

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Ja tak chce slodyczy czasami, ze bede latac w nocy po miescie zeby kupic. Malo kiedy mam taki czas, ze nie moge patrzec na slodycze.

254

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
cslady napisał/a:

Tzn. ja niestety byłam wychowana na słodyczach i przez to bardzo od nich uzależniona. Jadłam je do herbaty, na poprawę humoru itp. Właśnie przez to jako nastolatka rzuciłam je całkowicie, bo nie mogłabym jeść ich trochę. Zawsze by mnie kusiło. A kiedy przestałam jeść jakiekolwiek słodycze, to może przez pierwsze dwa miesiące mnie kusiło, ale potem słodycze mi zobojętniały. A może po prostu udało mi się to sobie wmówić. Teraz nadal muszę uważać, bo nie jest tak, że mogłabym zjeść przez dwa dni dużo słodyczy, a potem znowu beztrosko sobie wrócić do jedzenia ich rzadko. Niestety stare nawyki nie wykorzeniają się tak łatwo.

Aa ok, bo po Twojej wypowiedzi po prostu myślałam, że może zawsze jadłaś mało słodyczy, że nigdy za nimi nie przepadałaś. Teraz rozumiem. No masz rację, nie jest to łatwe, właśnie o to mi chodzi. Człowiek chyba tak jak i w innych uzależnieniach walczy ze sobą, a tutaj jest jeszcze trudniej, bo wszędzie w sklepach są słodycze i kusi. Dlatego trzeba jeszcze mocniej się starać.

255 Ostatnio edytowany przez niki71 (2015-08-24 05:56:00)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
Beyondblackie napisał/a:
niki71 napisał/a:

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.

Jasne, bo tylko w innym wymiarze ludzie moga miec pasje i zainteresowania. Normalni ludzie chodza do pracy, siedza na kanapie i nie maja zadnego hobby...

Niki71, Ty naprawde musisz miec smutne zycie.

Dzięki za współczucie ale mam się całkiem dobrze.
Wyraziłam  tylko swoje zdanie co myślę o Kammiś i Ellein.
Wyobraż sobie że normalni ludzie też mają swoje zainteresowania.Lubię czytać ,słuchać muzyki ,zajmować się moimi zwierzakami, mam działkę.Właściwie trudno mi powiedzieć czemu  obie dziewczynu mnie śmieszą.Po prostu niektóre ich zdania powalają mnie na kolana.
Tak jakby w życiu nie miały doczynienia z ludźmi którzy żyją na przeciętnym poziomie.

To że moje koty nie jedzą super dietetycznego jedzenia a ja szyneczki za 60 zł kg to nie znaczy że jestem nieszczęśliwa.
I nie lubię ludzi którzy mają zero empatii i zrozumienia dla innych ludzi.
Taki przykład.Znam taką starszą panią,mame mojej przyjaciółki.
Jej mąz zmarł   na raka.Została wtedy z dwójką małych dzieci i dużym gospodarstwem.
Teraz gospodarstwa już nie ma.Ma emeryture i właśnie całymi dniami siedzi i ogląda seriale.
I co po tym ile się napracowała w życiu nie wolno jej robić tego co lubi.
Bo dla was to śmieszne?że nie spaceruje?Ona się tyle nalatała w życiu i napracowała fizycznie że jej wystarczy.

256

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
niki71 napisał/a:

Taki przykład.Znam taką starszą panią,mame mojej przyjaciółki.
Jej mąz zmarł   na raka.Została wtedy z dwójką małych dzieci i dużym gospodarstwem.
Teraz gospodarstwa już nie ma.Ma emeryture i właśnie całymi dniami siedzi i ogląda seriale.
I co po tym ile się napracowała w życiu nie wolno jej robić tego co lubi.
Bo dla was to śmieszne?że nie spaceruje?Ona się tyle nalatała w życiu i napracowała fizycznie że jej wystarczy.

Niki, my nie piszemy w tym wątku o staruszkach, którym faktycznie często stan zdrowia nie pozwala na uprawianie sportów czy bycia aktywnym w inny sposób. Nie piszemy też o osobach przeżywających tragedię rodzinną/ obłożnie chorych/ po katakliźmie. Piszemy o przeciętnej Kowalskiej, zdrowej na ciele i umyśle, która ma możliwość rozwijać się jakoś, ale tego nie robi...bo jej się nie chce. Łatwiej jest klapnąć w fotel i biernie przyswajać jakąś papkę z telewizorni.

Problem w tym, że takie "zajęcie" jest z gruntu niezdrowe. Trochę tak jak ze słodyczami- fajnie to smakuje, ale spróbój jeść tylko batoniki Mars cały czas, a konsekwencje szybko zobaczysz.

257 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-24 10:44:52)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Niki, ale nie wszystko rozbija się o pieniądze. Jasne, np. na jazdę konną potrzebuję kasy i to sporo, ale jest wiele rzeczy, które nie wymagają pieniędzy.

Mój dziadek gra w tenisa. Trzeba mieć sprzęt i zapłacić za kort. Okej. Ale do tego biega - to jest za darmo. Z 10 lat temu kupił też biegówki, używane, za grosze, bo nie wiedział, czy mu ten sport będzie pasował - ale pasuje i biega co zimę. Na tych samych. Za kilkadziesiąt złotych ma zajęcie na 10+ lat. Oni nie mieszkają w dużym mieście, ale i tak zawsze znajdzie się jakaś darmowa albo w cenie paru złotych wystawa, spektakl, co roku jest festiwal teatralny - też za darmo, tylko trzeba ruszyć tyłek z domu po bilet. Babcia chodzi.

Zresztą mi ktoś kiedyś zarzucił, że miałam "snobskie" tongue życie w liceum - bo 3 teatry, 3 języki, taniec, szkoła muzyczna, konie, basen, chór. Wszystkie zajęcia teatralne znalazłam za darmo, z tym że na jedne dojeżdżałam. Za język płaciłam jeden, bo w szkole językowej, pozostałe dwa - zajęcia w liceum, za darmo. Taniec - za darmo. Szkoła muzyczna - zdaje się, że jakiś komitet mama płaciła, ale był nieobowiązkowy. Owszem, trzeba było mi kupić pianino, ale jak ktoś grał np. na flecie to można było wypożyczyć ze szkoły. Tak samo skrzypce, klarnet i takie "mniejsze" instrumenty. Płaciłam tylko w ostatnim roku, bo robiłam 2 lata w rok i część zajęć się pokrywała, więc pani dyrektor robiła mi dodatkowe. Głupio nie zapłacić, skoro siedzi i poświęca czas. Konie - płatne, ale można zamienić na wiele innych sportów. Nawet zajęć dodatkowych w szkole, które są bezpłatne. Na chór miejski chodziłam zamiast tego, ze szkoły muzycznej - za darmo.

W dużych miastach jest tego więcej - bo czasem przeglądam. Znalazłam sobie np. teatr amatorski, z tym, że trzeba się do niego dostać, ale oczywiście jest za darmo. Wystarczy poszukać. Znajdzie się wiele rzeczy. Ale na pieniądze łatwo zwalać.

A ja wcale nie miałam w domu nie wiem jak dużo pieniędzy. Znaczy, rodzice w miarę zarabiali, ale dopiero od jakiegoś czasu zarabiają po prostu dobrze. Nie jeździłam co roku do ciepłych krajów i nie uważam się za jakąś klasę wyższą czy coś. Uważam, że miałam normalnie.

A teraz tym bardziej, od kiedy nie dostaję kasy od rodziców, nie mogę sobie ot tak szastać pieniędzmi. Ale jeśli jako 23-letnia gówniara umiem zarobić na rozwijanie jakichś zainteresowań i od czasu do czasu jakiś większy zakup, to wcale nie uważam tego za bycie zamożnym. Sorry, ale nie mam skończonych studiów czy czegokolwiek, co stawiałoby mnie wyżej od innych ludzi. To nie jest porównanie mojej matki z dwoma fakultetami, doktoratem, podyplomówką i milionem kursów do osoby z maturą. Ja TAK SAMO mam właściwie tylko maturę na razie, jeśli chodzi o wykształcenie. Studia dopiero robię. Więc jeżeli ja mogę, to inni też teoretycznie - a jeśli nie, tzn. że nie umieją się ogarnąć, są leniwi, niezaradni albo sami sobie namieszali w życiu. Bo ja nie mam żadnych szczególnych predyspozycji czy umiejętności, żeby ktoś powiedział "o, ty jesteś profesorem od mechatroniki, to ci łatwo mówić". Nie, jestem studentką, która w roku akademickim musi odsiedzieć swoje na uczelni (studia dzienne), nauczyć się kiedyś do sesji/kolosów i jeszcze pracować. O, tak, taaaak mi łatwo. tongue

Kammiś, pewnie, podeślij. big_smile

258

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Chyba powinienem czuć się nieszczęśliwy i zagubiony, bo:
- herbatę i kawę piję z tego samego kubka, tzn. pierwszego z brzegu.
- wodę czy piwo piję z butelki lub o zgrozo z puszki choć w szafce chyba stoją jakieś stosowne szklaneczki, a nawet kufle. Jak mi się zdarzy pić wino, to piję je z pierwszego kieliszka jaki jest pod ręką. No poza tymi do wódki smile Z braku kieliszków do wina nie raz piło się wino ze szklanki, nie mówiąc już o tym, że najlepsze wspomnienia na temat wina mam z okazji picia go z gwinta smile
- wódkę i łyskacze akurat przeważnie pijam ze stosownych naczyń aczkolwiek zwykła szklanka, musztardówa albo plastikowy, jednorazowy kubeczek też się zdarzał. Raz pamiętam bimber był tak dobry i mocny, że taki plastikowy kubeczek zaczął się rozpuszczać więc trzeba było przyspieszyć picie smile
- ubrania w jakich chodzę są mi dość obojętne. Większość z tych, które jakoś wyglądają kupiła żona. Ubieram się na zasadzie sięgania po pierwsze, które są w miejscu gromadzenia rzeczy czystych. Chodzę w nieuprasowanych koszulach, bo nigdy na temat prasowania się nie dogadaliśmy z żoną. Mnie jest obojętne czy koszula jest uprasowana czy nie.
- mam 2 samochody, o których mechanicy mówią mi, że "oj nie dba się o nie". No nie dba się, bo nie lubię. To znaczy mają spełniać swoje zadanie czyli dowozić mnie gdzie chcę, a to czy są porysowane i pogięta, to sprawa wtórna.
- zjem wszystko co żona zrobi na obiad i nie zastanawiam się czy to miało formę 1 dania czy dwóch. Czy było zrobione z finezją, serwetką i ą, ę... Czasem lubię coś ugotować dzieciom i wtedy mogę stać w 35 stopniowym upale i smażyć racuchy albo kroić 2 godziny warzywa na leczo, podsmażać mięsko i takie tam.
- pracuję w pracy, pracuję w domu. Relaksuję się siedząc z piwkiem i grając w straszne gry. Jak skończę granie, to idę z piwkiem pooglądać dziesiąty raz któryś tam sezon Przyjaciół, Spartakusa albo inny podobny. W soboty relaksuję się biorąc spalinową kosę w garść i latam po polu...
- dużo czytam ale praktycznie nic modnego. Czytam rzeczy, które mnie interesują, a to raczej mało interesuje innych. Internet jest jednak fajny, bo ludzi o podobnych zainteresowaniach jednak można znaleźć i korzystam z tego udzielając się w kilku miejscach w internecie.
- mam jedno konkretne hobby ale nie mam na nie czasu. Hobby jest co prawda uważane za niepoważne, szczególnie w wykonaniu 40-letniego faceta. Niektórzy uważają, że w ogóle jest niepoważne bez względu na wiek, jak np. uważał mój ojciec, który kiedyś korzystając z mojego pobytu na studiach efekty kilkuletniego wykonywania tego hobby rozdał dzieciom sąsiadów. Internet jest też jednak niefajny, bo poznałem ludzi, którzy też parają się tym hobby i po paru latach aktywnego udzielania się na kilku forach z nim związanych zerwałem z nimi wszystkie kontakty. Stwierdziłem, że jednak ktoś ma narąbane w głowie, albo ja albo oni więc może lepiej unikać kontaktów smile
- nie drażnią mnie dzieci, ani swoje ani cudze,
- nie drażnią mnie zwierzęta, ani mnie grzeją. To znaczy lubię te, które zjadam. Inne są mi obojętne dopóki nie wchodzą mi w paradę,
- mam obojętny stosunek do ludzi starszych, innej wiary, niewiary, płci.
- mimo to staram się być uprzejmy dla wszystkich ale niestety wiem, że jestem odbierany jako bufon (takie zbierałem opinie). Po prostu przeważnie niewiele zauważam wokół siebie, ponieważ zawsze o czymś myślę więc nie zauważam i nie poznaję ludzi.
- mogę siedzieć w domu tydzień i nie zauważam potrzeby kontaktu z żadną ludzką istotą,
- kiedy jestem w towarzystwie ponoć jestem w stanie być bardzo rozmowny i dowcipny,
- nie chodziłem na dyskoteki ale na imprezach towarzyskich to ja wyciągałem żonę na parkiet. Tym chętniej im więcej miałem w czubie:)
- jak zostaję sam w domu na kilka dni, to urządzam sobie imprezę. Odpalam na full moją muzykę, mam piwo i bryluję samotnie na parkiecie w pokazie riffów...
- lubię rozmawiać z dzieciatymi koleżankami o naszych dzieciach i problemach z nimi związanymi,
- nie lubię specjalnie podróży w celach turystycznych ale lubię długie trasy kiedy prowadzę samochów,
- nie lubię wypoczywać,
- nie lubię spać, wstaję o 5-tej rano,
- przeważnie nie lubię pracować mimo, że ogólnie praca, którą wykonuję jest moją pasją,
- w związku z powyższym lubię jak praca wykona się szybko i łatwo, i wpadnie za to dużo pieniędzy dzięki którym mogę potem znów jakiś czas nie pracować lol
- nie lubię płacić rachunków i w ogóle wydawać pieniędzy,
- lubię jak na koncie jest cały czas okrągła sumka więc każdy rachunek płacę w ostatnim możliwym terminie, a przeważnie po terminie smile
- nie lubię laboratorium w domu, gdzie jest awantura o każdy pyłek na podłodze,
- nie lubię bałaganu w domu lol
- nie lubię jak kobiety wrzeszczą, kobiecy pisk doprowadza mnie do szału,
- nie lubię jak kobiety się "uwieszają" na facecie,
- nie lubię jak kobieta mówi do faceta "misiu kochaniutki" i inne tym podobne,
- szczerze mówiąc nie wiem czy w domu mam jakieś lub ile roślinek, kwiatków itp.
- do dziś mam żal do żony, że schowała moją ulubioną kurtkę i kupiła nową, bo tamta jest już stara. Nie wiem do dziś o co chodzi, bo nie miała żadnej dziury itp.,
- nienawidzę kiedy żona chowa różne moje rzeczy w miejsca, gdzie wg niej powinny się znajdować,
- nienawidzę kiedy raz na 3-4 miesiące zmienia miejsca, w których trzyma powyższe przedmioty...,
- nienawidzę czekać, czekanie doprowadza mnie do furii, a ponieważ jestem ponoć bardzo spokojnym i cierpliwym człowiekiem wg znajomych, to zapewne ta furia mnie kiedyś zabije od środka smile
- czasem lubię myśleć co będzie kiedy mnie nie będzie, co prawda ogarnia mnie wtedy takie zimno w żołądku ale daje mi to impuls żeby jednak pójść i ucałować dzieciaki przed wyjściem z domu. Bardzo nie chciałbym bowiem zdychać gdzieś w rowie żałując, że jednak ich nie pocałowałem albo na nie nakrzyczałem i że było to nasze ostatnie wspomnienie.

Uff, więcej swoich nudów nie pamiętam ale i za te serdecznie żałuję, i nie obiecuję poprawy lol

259

Odp: Czy żyjesz byle jak ?

Moim zdaniem to Ty jesteś człowiekiem w pełni spełnionym i pogodzonym ze samym sobą, szacun. Nie chce mi się tutaj wymieniać ale znalazłem sporo punktów wspólnych z moimi polubieniami czy zwyczajami. wink

260 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-24 11:39:58)

Odp: Czy żyjesz byle jak ?
niki71 napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:
niki71 napisał/a:

Mnie wpisy Kammiś i Eileen utwierdzają w przekonaniu że one są z innego wymiaru.
Ciekawe czy przeżyją tak całe życie czy kiedyś dostaną solidnego kopa w doopę.

Jasne, bo tylko w innym wymiarze ludzie moga miec pasje i zainteresowania. Normalni ludzie chodza do pracy, siedza na kanapie i nie maja zadnego hobby...

Niki71, Ty naprawde musisz miec smutne zycie.

Dzięki za współczucie ale mam się całkiem dobrze.
Wyraziłam  tylko swoje zdanie co myślę o Kammiś i Ellein.
Wyobraż sobie że normalni ludzie też mają swoje zainteresowania.Lubię czytać ,słuchać muzyki ,zajmować się moimi zwierzakami, mam działkę.Właściwie trudno mi powiedzieć czemu  obie dziewczynu mnie śmieszą.Po prostu niektóre ich zdania powalają mnie na kolana.
Tak jakby w życiu nie miały doczynienia z ludźmi którzy żyją na przeciętnym poziomie.

To że moje koty nie jedzą super dietetycznego jedzenia a ja szyneczki za 60 zł kg to nie znaczy że jestem nieszczęśliwa.
I nie lubię ludzi którzy mają zero empatii i zrozumienia dla innych ludzi.
Taki przykład.Znam taką starszą panią,mame mojej przyjaciółki.
Jej mąz zmarł   na raka.Została wtedy z dwójką małych dzieci i dużym gospodarstwem.
Teraz gospodarstwa już nie ma.Ma emeryture i właśnie całymi dniami siedzi i ogląda seriale.
I co po tym ile się napracowała w życiu nie wolno jej robić tego co lubi.
Bo dla was to śmieszne?że nie spaceruje?Ona się tyle nalatała w życiu i napracowała fizycznie że jej wystarczy.

Ksiazka boli. Musialaby przy niej latac.
Tylko seriale sa super big_smile
Tez nie jem szynki za 60 zl. Co wiecej, w ogole nie jem szynki wink uwazam ze jest niezdrowa a czerwone mieso to syf. Wole zadbac o to ze za 30 lat nie bede miec raka jelita grubego od czerwonego miesa wink
Na jedzenie wydaje raczej malo, bo malo jem. Jak sie malo je to nawet kupujac wysokojakosciowe produkty wychodzi tanio.
Zywie kota karma 42,50 za kilogram bo MIAL PODEJRZENIE RAKA WATROBY i problemy z tym organem. Nie wiem, czy tak ciezko to pojac. NIE ROBIE TEGO DLA LANSU tylko dlatego ze chce zeby moj kot zyl jak najdluzej. Jak ktos ma bol pewnej czesci ciala i tego nie rozumie to jest to jego problem, nie moj. A ze uwazam zywienie kota Whiskasem za idiotyzm to juz inna kwestia.
Ale zycie to NIE TYLKO ZARCIE, a prawie wszystko do tego sprowadzasz.
Jest milion rzeczy ktore mozna w zyciu zrobic. Ja sobie postanowilam ze przez 30-stka odwiedze 20 europejskich krajow i to ZROBIE jesli tylko zdrowie mi dopisze. Kilka juz odwiedzilam, dwa nastepne w tym roku, pierwszy juz za miesiac. I sa naprawde rozne opcje. Mozna znalezc cos na gruponie i miec polowe taniej. Kolega pojechal do Grecja za 299 zl + 150 oplat dodatkowych.
Na studiach jest mozliwosc uczenia sie jezykow obcych za darmo. Sama sie zastanawiam, czy sie na jakis nie zapisac. U nas jest tak ze na kierunek przypadaja 4 semestry. Najpierw zdajesz test ktory kwalifikuje Cie do danej grupy. Ja chodzilam tylko jeden semestr bo poszedl mi dobrze, zostaly mi 3 semestry i 4 na drugim kierunku. I 2 lata studiow. Moge chodzic na 2 rozne jezyki obce. I coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze to fajna opcja.
Nie zaplace za to ANI GROSZA.
znam starszego pana, ktory biega i jezdzi na rowerze. Nic go to nie kosztuje. A pewnie jakbysmy mieli porownac swoja wytrzymalosc to odpadlabym w przedbiegach big_smile
Dla mnie wazne jest stawianie sobie wyzwan, zadan, zwal jak zwal. I postanowilam sobie ze przed 25. urodzinami naucze sie plywac. Mam stracha ale sie naucze, koniec kropka. Moja daleka ciotka nauczyla sie plywac w wieku 60 lat. W ogole ona jest dla mnie fenomenem. Ma obecnie 68 lat. Dalej plywa, dalej jezdzi na rowerze, dalej chodzi z kijkami. I dorabia. Emeryture ma nie najgorsza (byla urzedniczka) ale jezdzi na 2 miesiace do Niemiec i dorabia jako opiekunka starszych osob. Za to co zarobi zwiedza swiat. Bardzo duzo podrozuje. I wyglada na 50 lat smile
Mozna? Mozna.

Posty [ 196 do 260 z 518 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026