netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwód - jak to przejść

391 odpowiedzi48 238 wyświetleńzałożony przez Zorija, 13.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód - jak to przejść

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 392 ]

261 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-08 09:56:32)

Odp: Rozwód - jak to przejść
AiR7 napisał/a:

... do tej pory twierdzi, że innej kobiety nie ma, choć już przestałam dawno go o to pytać) ..

czy sadzisz, ze gdyby zdradzał to by się dobrowolnie przyznał ? Tak jest, że zdradzający idą w zaparte dopóki małżonek nie znajdzie dowodu, nie przyłapie na kłamstwie ... itp. Wtedy i tak najczęściej słyszy, że to nie jego ręka, że Ci się wydaje i klasyka ... "to tylko kolega/żanka". Przyznają się dopiero przyparci do muru.

AiR7 napisał/a:

Zorija powiem szczerze, ze jestem bardzo rozbita w tej kwestii. Nawet nie wiem co mam odpisać na pozew i chyba do końca nie jestem przygotowana na rozwód.  U nas nie było patologii, mąż nie robił krzywdy, po prostu przestał mnie kochać.  Na tym etapie jestem już na niego wściekła, bo jest nieodpowiedzialny. Zaczął wszystko od doopy strony. Zaakceptowałam fakt, że  mnie nie kocha, ale to co robi teraz jest mega dziecinne, pozbawione konsekwencji. Ponieważ jak się przestaje kochać - przygotowuje się dzieci, odchodzi się a pozew składa się na końcu. Czy źle myślę?. A on trochę chciałby być wolny, ale nie do końca, mieszkać w domu, ale nie do końca... Na dniach ma przyjść kurator, jm wie o tym, a dzieci na tą rozmowę nie są przygotowane, on powinien je powiadomić, że złożył pozew i że przyjdzie ktoś z nimi porozmawiać.  ...

Nie chciałbym prorokować ale sugeruję byś się zainteresowała, wg mnie opisujesz faceta, który zdradza.

262 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-08 10:54:55)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Bullet, dzięki za pomoc smile

AiR7, bardzo dziwnie zachowuje się Twój mąż. Popieram Bulleta - coś może być na rzeczy...
chłopina już ma kogoś... albo się intensywnie rozgląda...
a jest z Tobą, bo tak prościej i wygodniej...

oooo, mój też tak chciał!
Wyprowadził się do wynajętego mieszkania, ale chciał wpadać do domu regularnie, posiedzieć tu u nas, nawet pomagać!, wypić herbatkę, porozmawiać, umówić się na wspólny obiad - to wszystko były jego propozycje. Wg tej jego genialnej koncepcji - my mieliśmy zostać dobrymi przyjaciółmi, tyle, że on miałby do tego swobodę i wolność. Nooo, ja też tongue Z dwójką dzieci i wszystkimi obowiązkami... ale wg niego, ja nie miałam takich potrzeb jak on (tzn. mnie wystarczało pranie, sprzątanie, gotowanie itd itp i już nie musiałam aż tak bardzo szukać rozrywek, bo czas miałam wypełniony), więc wszystko grało tongue Bardzo genialne.
A rodzina? Toż to taki przeżytek...

Nie daj się!
Popędź dziada gdzie pieprz rośnie.
Jeśli nawet nikogo nie ma... to i tak zachowuje się jak mały chłopiec, który znudził się zabawkami... ale do końca nie ma pomysłu czym teraz dalej się zająć...
Potrzebny Ci ktoś taki?

Ja też ogromnie bałam się zostać sama. A teraz nie żałuję! Bo odkryłam tyle nowych rzeczy... W SOBIE! i na zewnątrz... w świecie...
Wg buddystów (poszłam m.in. też na takie zajęcia) nic nie dzieje się w naszym życiu przez przypadek - takie kopy w tyłek są nam po prostu potrzebne... dla rozwoju, dla zmian... dla ruszenia pupy...

263

Odp: Rozwód - jak to przejść

ehh, wszystko już opisałam w swoim wątku a teraz powoli czuję,  że najgorsze chwile już za mną, obym się nie myliła bo nie wiem jaka będzie reakcja, kiedy się fizycznie wyniesie no i ten rozwód.
Wszystko wskazuje na to, że kogoś ma lub ma na oku ale nie chce mi się już tego analizować, szpiegować go i robić te wszystkie rzeczy, które robiłam. Zbyt długo już to trwa, a ja w końcu nabieram siły, zajmuję się sobą, robię plany na niedaleką przyszłość, po kilku miesiącach przerwy wróciłam do jogi.
A pan niech sobie polepszy swój marny los, bo ja już wiem, że mój tak czy inaczej będzie dobry, że czeka mnie nowe, lepsze życie smile

264

Odp: Rozwód - jak to przejść
AiR7 napisał/a:

...Wszystko wskazuje na to, że kogoś ma lub ma na oku ale nie chce mi się już tego analizować, szpiegować go i robić te wszystkie rzeczy, które robiłam. Zbyt długo już to trwa, a ja w końcu nabieram siły, zajmuję się sobą, robię plany na niedaleką przyszłość, po kilku miesiącach przerwy wróciłam do jogi.

gdyby sąd orzekł jego winę (a czuję po Twoim opisie, ze on wcale nie szuka ale od dłuższego czasu ma) mogłabyś wystąpić o alimenty na siebie.

265

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorija- kurcze to już za 3 tyg wyobrażam sobie jakiego masz stresa szook- a Ty z orzekaniem i winie ? ja mam 3 grudnia i juz jak o tym myslę mam stresa i połowy wydarzeń nie pamietam.
Trzeba pomysleć, wtedy, że to Nasza ostatnia szansa, aby pokazać tym jm, że jesteśmy silne, że to oni wszystko zespuli. Moj ostatnio sms mi napisał słuchajcie- bez powitania- tylko mój adwokat poinformował mnie, że rozprawa odbędzie się 3 grudnia o godz...i jesli się zgodze on zawniosuje o przyspieszenie terminu!!!!- ja tak czytam słucham... zostawił nas bez słowa bez odzewu przez 7 mcy chce szybkoz akończyć chciał eksmisji nasz na bruk a teraz kur... mam się zgodzić na przyspieszenie o nieee ja go kochałam rok slubu on jakiś cyrk i traume nam urządził chciałam samobójstwo poepłnić a on co nam zrobił??!!!! nie odpisałam ja do niego setki smsm pisałam przez miesiące i bez odzewu, ja mam mu odpisać o niee. Tą samą treść wysłał na meila- myślał, że tamtej nie dostałam smsmem, bo zawsze, ale to zawsze mu odpisywałam odbierałam tel- był zdziwiony, bawi się z jakąs kochanką. Doysć tego.
Ciężko mi jest jeszcze moja córka tęskni za nim mówiła to ostatnio- chodź nie jest jej ojcem 9 lat sad

266 Ostatnio edytowany przez Szczesliwszaodjutra (2015-09-08 19:54:09)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Jestem młodą mamą. Mam zaledwie 27 lat, a już stoję nad przepaścią, właściwie to już skoczyłam w dół i lecę, a gdzie wyląduję, okaże się, w mam nadzieję, niedługim czasie. Wyszłam za mąż w 2010 roku, po półtorarocznej znajomości i niedługo potem gorzko tego pożałowałam. Dziś wiem, że z miłością nie ma się co spieszyć.. Wszystko powinno rozwijać się powoli, a decyzja o zalożeniu swojego własnego małego świata wraz z ukochaną osobą przy boku powinna być poprzedzona wieloma latami wspólnego poznawania siebie nawzajem. Kiedyś tego niestety nie wiedziałam i teraz mam za swoje. Jestem 5 lat po ślubie i 6 dni temu wysłałam do Sądu papiery rozwodowe. Bardzo ciężko było mi podjąć tą nieodwracalną decyzję, ale zdarzyło się w moim życiu COŚ co sprawiło, że zobaczyłam szansę na szczęśliwsze jutro. Nie poukładało mi się w małżeństwie. Owszem mam dwie śliczne i kochane córeczki, których istnienia nigdy nie będę żałować, ale nie dam dłużej robić z siebie kogoś mniej wartościowego. Moje dzieci nie muszą chodzić nerwowe a ja nie muszę więcej być poniżana. Ktoś może pomyśleć 'dzieci są głupie - o niczym nie mają pojęcia', ale nie wie jal bardzo się myli. Dzieci są jak psy - być może nie do końca wiedzą co tak naprawdę dzieje sie w ich domu, ale czują nerwowość, widzą siniaki i słyszą krzyki i wyzwiska. Widzą smutek i łzy i pewnie zastanawiają się czy tak wygląda życie każdej rodziny? Po starszej córce widzę jak jest to przez nią odbierane.. Woli spędzać czas u babci, u koleżanki, byle tylko nie tam gdzie jest razem mama i tata. Wiem, że ją skrzywdziłam, że tak długo musiała oglądać 'modelową rodzinę z problemem alkoholowym' i mam do siebie o to ogromny żal. Tak. Mój mąż jest alkoholikiem. Nie, nie pije codziennie, ale ja codziennie zastanawiam się czy przyjdzie do domu trzeźwy i jak będzie się zachowywał. Pójdzie spać czy znowu będzie awantura? Bo było również i tak. Moje życie było podporządkowane jego życiu. Gdy wracał pijany lub wypił w domu starałam się schodzić mu z drogi. Ale niestety nie zawsze się udawało. Były przypadki, gdy chodziłam z podbitym okiem (i jeszcze głupia kryłam go mówiąc wszystkim, że to dziecko mnie uderzyło zabawką), że miałam posiniaczone od ściskania ręce, nogi od kopnięć. Te rany jednak się goją. Najgorsze są te niewidoczne, które zadawał prosto w serce. Moja miłość umierała powoli. Ale ciągle. Gasła z każdą 'żmiją, szmatą, dziwką'.. Z każdym podniesionym głosem, z każdym zakazem, bo niejednokrotnie musiałam wysłuchać jak to jestem nic nie warta i wszystko w tym domu jest jego. Mam nie ruszać komputera/telewizora, mam mu oddać kluczyki i dokumenty od samochodu bo ja na to nie dałam ani złotówki. Jestem nierobem i leniem. Nie wiem ile jeszcze potrafiłabym znieść.. Oczywiście nie było tak zawsze, bo kiedyś byliśmy szczęśliwi.. Byliśmy. Ale życie jest pokręcone i nie można przewidzieć jak się potoczy. Dlatego znalazłam w sobie siłę by powiedzieć dość. Nie chcę takiego życia. Chcę z radością patrzeć w przyszłość. Chcę, by moje dzieci miały przy sobie szczęśliwą, radosną i uśmiechniętą mamę. Chcę by dorastały w kochającej się i spokojnej rodzinie, nawet jeśli miałaby to być niepełna rodzina. Bo nie mam pojęcia co szykuje mi życie. Nie wiem czy pojawi się ktoś, kto zaakceptuje mnie i moje skarby takimi jakimi jesteśmy. Poobijane i bez wiary w siebie. Dzieci jak dzieci, bo ich mąż tak nie zniszczył, ale ja w tej chwili na ustach mam uśmiech, natomiast moje serce to jedna wielka krwawiąca rana.. Muszę się podbudować by mieć siłę na dalsze życie.. Szczęśliwe czy mniej, ale bez kata. Nigdy już nie pozwolę by ktoś mnie jeszcze skrzywdził. Nikogo nie będę już kryć. Dziękuję losowi i przede wszystkim Bogu, że postawił na mojej drodze człowieka, który dał mi nadzieję na lepsze życie. Nie chcę o tym pisać, bo na razie gdy o nim myślę moje serce krwawi, ale zawsze będę mu wdzięczna za siłę, którą we mnie wlał. Za to, że mogłam poczuć się znowu piękną, pożądaną i być może pozornie i na krótką chwilę, ale szczęśliwą. Tacy ludzie sprawiają, że chce się rano wstać z łóżka z uśmiechem na ustach i chce się dobrze wyglądać. Ale dość o tym. Wróćmy do tematu mniej przyjemnego - do mojego męża. Mam nadzieję już niedługo. Opowiem po kolei jak było. Poznaliśmy się na necie, ale od razu się spotkaliśmy. Ja byłam krótko po rozstaniu z poprzednim chłopakiem i kiedy odezwał się do mnie przystojny brunet, pomyślałam sobie czemu nie? Może warto spróbować.. W koncu zawsze możemy się zaprzyjaźnić. Przyjechał po mnie do pracy i pojechaliśmy do zatłoczonego aczkolwiek dość cichego klubu, w którym przegadaliśmy kilka godzin. Potem samo się potoczyło najpierw coraz częstsze spotkania, niewinne pocałunki i w końcu poszliśmy na całość. Nie czekaliśmy z tym długo - najwyżej kilka tygodni. Dalej samo się potoczyło, najpierw wspólne wakacje, nieśmiałe rozmowy o ślubie. Gdy wróciliśmy zaczęliśmy się rozglądać za salą i znaleźliśmy.. 8 miesięcy czekania. Wprowadziłam się do niego i niedługo później również ze względu na chorobę teściowej podjęliśmy decyzję o dziecku. Wtedy byłam pewna, że to ten jeden jedyny na całe życie. Szybko zaszłam w ciążę i do ślubu szłam z pokaźnym 6-cio miesięcznym brzuszkiem. Ale była to nasza wspólna decyzja dlatego cieszyłam się z tego. Przed ślubem wróciłam do domu i podjęliśmy decyzję, że mąż wprowadzi się do domu moich rodziców. Teściowie prosili, ale ja pozostałam nieugięta i dobrze, bo nie wiem jakby się to skończyło, gdybym tam została. Zaraz po ślubie zaczęły się problemy. Przychodziły listy o niezapłaconych zobowiązaniach, mąż coraz więcej czasu potrzebował na powrót z pracy a ja się martwiłam, bo nie rozmawiał ze mną o swoich problemach. Może myślał, że o niczym nie wiem. Ale ja nigdy nie byłam ani ślepa ani głucha. Wkrótce urodziła się córcia i moje życie zaczęło kręcić się wokół niej. Nie wiem nawet kiedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Mąż nigdy mnie nie adorował, nie przynosił kwiatów, nie prawił komplementów, prawie nie zajmował się dzieckiem. Ja byłam sfrustrowana i przemęczona a on jeszcze miał pretensje, że siedzę w domu noe zarabiam i jeszcze mi źle. Zaczął wracać pijany samochodem z pracy i ani prośby ani groźby tego nie zmieniły. Pierwszy raz zaczął się nade mną znęcać kiedy mała miała 3 miesiące. Wystraszyłam się wtedy ale on zaczął przepraszać i jakoś było. Życie toczyło się dalej. Nie byłam idealną żoną. Nie zawsze zdążyłam zrobić obiad. Nie gotowałam zup. W kuchni pierwsze kroki stawiałam po ślubie bo mama nigdy nie chciała pomocy w kuchni ani ode mnie ani od sióstr. Nie zawsze zdążyłam posprzątać. Zaczęłam uciekać w gry. Od męża stroniłam a on pogrążał się coraz bardziej w swoich problemach. I byłcoraz bardziej agresywny. Od czasu do czasu spełniałam swój małżenski obowiązek ale było to na zasadzie rób co masz robić i dqj mi spokój. Ja z tego nie miałam nic. Czułam się brudna i śmierdząca. W krótkim czasie po zaprzestaniu karmienia piersią znowu zaszłam w ciążę. I choć nie żałuję drugiej córki byłam załamana. Miałam plany by wrócić do pracy. Pomóc mężowi finansowo. Ale musiałam przełożyć plany. W czasie ciąży zaczęłam kurs na prawo jazdy. Ale egzaminu nie zdawałam bo już zbliżał się poród i postanowiłam odłożyć to na później. Po porodzie mąż pił coraz więcej a ja przy dwójce dzieci i utrzymaniu domu nie dawałam rady ze wszystkim więc czasem mi pomagał. Posprzątał, umył okna, ugotował obiad. I wszystko byłoby ok gdyby mi tego nie wypominał. Krótko po urodzeniu małej zacsęły mi znikać z domu wartościowe rzeczy - złoto moje, dzieci, srebrne sztućce, które dostałam od babci.. Obrączka męża... Jak można okraść własną rodzinę. Jak można sprzedać własną obrączkę?! Do dziś nie mogę zrozumieć. Zaczęli przyjeżdżać windykatorzy z chwilówek, wypłata była często umniejszana o koszty komornicze.. Gdy druga córeczka miała pół roku mężowi zostało odebrane prawo jazdy. Za jazdę pod wpływem.. Ponad 2 promile. Ja się pytam dlaczego? Ma szczęście, że nikogo przy okazji nie zabił, nie okaleczył. To był już czas w którym zastanawiałam się nad rozejściem, ale jeszcze czekałam.. Na co? Nie wiem.. Człowiek głupie stworzenie.. Myślałam, że mu pomogę, że się wyleczy, że zmądrzeje. Rok później podjęłam dobrą decyzję i znalazłam pracę w pobliskim sklepie. Wtedy stałam się śmielsza. Nie pozwoliłam już tak sobą pomiatać. Kiedyś zrzucił mnie z łóżka wezwałam policję. Już wiedziałam, że tego nie da się uratować ale brakowało mi śmiałości by rozpocząć rozwód. Od czasu pracy to głównie na mnie spoczął obowiązek utrzymania rodziny. Nie wiem gdzie mąż utylizował swoją wypłatę, bo niejednokrotnie było tak, że 10. miał wypłatę a 20. już przychodził do mnie bo konto miał puste. Nie dość, że się nie dokładał to jeszcze ode mnie brał. Opłaty i żywienie głównie były na mojej głowie. On się czasem dorzucił. Zrobił większe zakupy. Jednak nie na tylena ile miał możliwości. Już z nim prawie nie sypiałam. Dostawał raz na kilka miesięcy kiedy już pół nocy za mną chodził i nie dawał mi spać. Przy nim sztywniałam automatycznie. Najpierw wyzywał szarpał bił a potem chciał się kochać. Ja nie mogłam. W lipcu stanął na mojej drodze pewien osobnik, który twierdził, że jestem piękna, który potrafił ze mną normalnie porozmawiać i mnie wesprzeć. Bardzo mi to pomogło ruszyć z całą sprawą dlatego teraz jestem na etapie w którym dochodzę do dawnej siebie. Chcę się uwolnić z tego małżeństwa jak najszybciej. Bo mąż ciągle szydzi i drwi ze mnie. Że jestem nikim. Że mnie wykończy, zniszczy. W czwartek miałam kolejną interwencję policji bo już się nie boję nie wstydzę. W piątek poszłam i założyłam mu niebieską kartę. Ja też jestem człowiekiem i zasługuję na normalne traktowanie. Czekam z niecierpliwością na list z sądu. Na rozprawę. Na rozwód. Jak to przetrwac?

267 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-08 21:23:57)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Jeśli to prawda co napisałaś to Ci współczuję ale ten fragment ...

Szczesliwszaodjutra napisał/a:

...... W lipcu stanął na mojej drodze pewien osobnik, który twierdził, że jestem piękna, który potrafił ze mną normalnie porozmawiać i mnie wesprzeć.....

.... mówi wszystko. Zamiast odejść od męża sadysty, postanowiłaś go zdradzić i dopiero pod wpływem kochanka odejść. Coś tu nie teges.
Załóż swój wątek, nie wiem czy top dobry pomysł byś tu porównywała swoją sytuację z twoją zdradą do tego co przekazuję autorka wątku.
Z życia wiem, że zdradzający zawsze ubarwia swoją krzywdę więc Twoje nieszczęście stało się mało przekonywujące.

268

Odp: Rozwód - jak to przejść

Masz racje.. Za bardzo w to weszlam ale na moje szczescie (lub nie) to juz skonczone.. Pocierpie ale to co dzieki temu zyskalam jest tego warte

269

Odp: Rozwód - jak to przejść
bullet napisał/a:
AiR7 napisał/a:

...Wszystko wskazuje na to, że kogoś ma lub ma na oku ale nie chce mi się już tego analizować, szpiegować go i robić te wszystkie rzeczy, które robiłam. Zbyt długo już to trwa, a ja w końcu nabieram siły, zajmuję się sobą, robię plany na niedaleką przyszłość, po kilku miesiącach przerwy wróciłam do jogi.

gdyby sąd orzekł jego winę (a czuję po Twoim opisie, ze on wcale nie szuka ale od dłuższego czasu ma) mogłabyś wystąpić o alimenty na siebie.

Tu nawet nie chodzi o alimenty, o które AIR mogłaby się starać, jej maż do tej pory nie wyprowadził się z domu co chwilę podawał nowy termin wyprowadzki i nie dotrzymywał go,  w dalszym ciągu siedzi w domu pod opieka AIR, alimenty planuje płacić na dzieci żenująco niskie, podkreśla że jego nie stać bo nie zarabia, siedzi na ubezpieczeniu żony do tej pory. Air powinna zbierać dowody i zabezpieczyć się bo to ona jemu jeszcze będzie płacić alimenty on będzie miał prawo żądać bo pogorszy mu się sytuacja finansowa. Dopiero będzie fajnie jak on będzie płacił 600 zł na dwoje dzieci, a ona mu 600 zł na niego, ten facet jest jak na razie cały czas wygrany.
A na to że on odejdzie z domu po rozwodzie to AIR nie ma co raczej liczyć.

Zorija twój maż przynajmniej miał resztki honoru i wyprowadził się z domu zanim podał o rozwód, maż AIR swój honor zgubił gdzieś po drodze.

270 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-08 22:26:02)

Odp: Rozwód - jak to przejść
azbestowa2 napisał/a:

....Dopiero będzie fajnie jak on będzie płacił 600 zł na dwoje dzieci, a ona mu 600 zł na niego, ten facet jest jak na razie cały czas wygrany.
A na to że on odejdzie z domu po rozwodzie to AIR nie ma co raczej liczyć...

Dokładnie dlatego nadal twierdzę, ze dla niej ratunkiem może być wyłącznie orzekanie o jego winie. Jest problem jednak bo AIR idzie po sznurku jak mąż zaplanował, wbił jej do głowy poczucie winy i ona teraz

AiR7 napisał/a:

.. nie chce mi się już tego analizować, szpiegować go i robić te wszystkie rzeczy, które robiłam. Zbyt długo już to trwa, a ja w końcu nabieram siły, zajmuję się sobą, robię plany na niedaleką przyszłość

więc powinna w tych planach uwzględnić pasożyta w domu oraz alimenty na niego. Chyba,że się otrząśnie i zrozumie, ze po rozwodzie będzie tak jak w treści wyroku, a dalej, że "to se ne wrati", wyrok zapadnie jak klamka, że trzeba się sprężyć, zakasać rękawy i pokazać łapciuchowi kto ma jaja i gdzie raki zimują.

AiR7: to co napiszesz w odpowiedzi to jedno. Pamiętaj, ze już na pierwszej rozprawie MOŻESZ ZMIENIĆ ZDANIE o 180 stopni. Możesz się przygotować do tego czasu, a na razie odpisz, ze nie zgadzasz się na rozwód bo kochasz męża i chcesz ratować małżeństwo.

271 Ostatnio edytowany przez AiR7 (2015-09-09 09:09:17)

Odp: Rozwód - jak to przejść

azbestowa2  jm. założył niedawno swoją działalność i z ubezpieczenia już go wycofałam smile Co do rozwodu z orzekaniem o winie zastanawiam się co mi to da oprócz alimentów na siebie o które i tak nie chce walczyć. Czy przyspieszy to termin jego wyprowadzki? Wątpię. Nie mam dowodów na zdradę, mogłabym zbierać świadków i udowadniać, że przez ostatnie 2-3 lata zaniedbywał rodzinę, ale zwyczajnie nie mam na to siły.  Po rozwodzie wystąpię o podział majątku, dom jest obciążony kredytem, który jest wyższy niż hipoteka, więc nie ma czego dzielić. Adwokat mi powiedział, że jeżeli ja zostaję w domu z dziećmi i spłacam kredyt to dom przypadnie mi bez obowiązku jakiejkolwiek spłaty na rzecz jm.
Jeżeli chodzi o odpis na pozew, to muszę to przemyśleć. Zależy mi na tym, aby to minimalnie odwlec w czasie i żeby nie było to na pierwszej rozprawie. Jeżeli odpiszę, że chce ratować małżeństwo to potem na pierwszej rozprawie mogę tak diametralnie zmienić zdanie i orzekać o winie? Przedyskutuję to jeszcze z adwokatem, bo umówiłam się na czwartek.

A zmieniając temat, to tak naprawdę  nie rozumiem jm. Odkąd go zupełnie zostawiłam, nie pytam, nie interesuję się nim i zajmuję sobą to chodzi zbity jak pies, chce rozmawiać, wypytuje, angażuje w "życie rodzinne". Może chce mnie jakoś zmiękczyć, żebym nie robiła mu problemów przy rozwodzie. Nawet kiedyś zapytał mnie czy ja chcę to jeszcze sklejać, odpowiedziałam że nie widzę tego i że już  nie chcę. Wiecie co odpowiedział? że on nie wie i że może kiedyś się zejdziemy. Zapewniłam go , że  powrotów nie będzie (jak w piosence Hey-mimo wszystko) i ma to co chciał.

272

Odp: Rozwód - jak to przejść
AiR7 napisał/a:

...co mi to da ...

1. jeśli on popadnie w niedostatek nie będzie mógł wystąpić o alimenty na siebie, jeśli rozwód będzie bez orzekania może to zrobić przez 5 lat a w uzasadnionych przypadkach dłużej.
2. W wyroku rozwodowym będzie stało jak byk "rozwód z wyłącznej winy ....". Na przyszłość, gdy kogoś pokochasz taki "świstek" może być bezcenny

AiR7 napisał/a:

...Jeżeli odpiszę, że chce ratować małżeństwo to potem na pierwszej rozprawie mogę tak diametralnie zmienić zdanie i orzekać o winie? ....

tak, możesz zawnioskować. Jeśli małżonek by się do tego przyznał, rozwód możesz mieć na pierwszej rozprawie.

273

Odp: Rozwód - jak to przejść
bullet napisał/a:
AiR7 napisał/a:

...co mi to da ...

1. jeśli on popadnie w niedostatek nie będzie mógł wystąpić o alimenty na siebie, jeśli rozwód będzie bez orzekania może to zrobić przez 5 lat a w uzasadnionych przypadkach dłużej.
2. W wyroku rozwodowym będzie stało jak byk "rozwód z wyłącznej winy ....". Na przyszłość, gdy kogoś pokochasz taki "świstek" może być bezcenny

AiR7 napisał/a:

...Jeżeli odpiszę, że chce ratować małżeństwo to potem na pierwszej rozprawie mogę tak diametralnie zmienić zdanie i orzekać o winie? ....

tak, możesz zawnioskować. Jeśli małżonek by się do tego przyznał, rozwód możesz mieć na pierwszej rozprawie.

Zorija wybacz ze w twoim watku pisze do AIR, ale szkoda mi jej, bo to silna kobieta i switnie sobie radzi w życiu ale nie z meżem (chociaż są postępy i to duże). Tu nie chodzi o alimenty na ciebie ale ot jak pisze bullet on tez bedzie mógł wystąpić o alimenty na siebie i na to ma czas do 5 lat. To że teraz prowadzi działalność to nie znaczy, ze za dwa lata bedzie ją prowadził. Przez dwa lata  ma obniżone koszty prowadzeniaj działalnosci, a po dwóch latach wskakuje niestety pełne pokrycie opłat do  zusu, a to już dobre ponad 1000 zł miesiecznie. Nie będzie płacił to komornik wejdzie mu na zarobek, bo zus sie nie cacka wówczas może wystąpić do sadu o alimenty od ciebie. Rozwód z jego winy zabezpieczy cię przed tym.

"A zmieniając temat, to tak naprawdę  nie rozumiem jm. Odkąd go zupełnie zostawiłam, nie pytam, nie interesuję się nim i zajmuję sobą to chodzi zbity jak pies, chce rozmawiać, wypytuje, angażuje w "życie rodzinne". Może chce mnie jakoś zmiękczyć, żebym nie robiła mu problemów przy rozwodzie. Nawet kiedyś zapytał mnie czy ja chcę to jeszcze sklejać, odpowiedziałam że nie widzę tego i że już  nie chcę. Wiecie co odpowiedział? że on nie wie i że może kiedyś się zejdziemy. Zapewniłam go , że  powrotów nie będzie (jak w piosence Hey-mimo wszystko) i ma to co chciał." - czyli jest tak jak pisałam w twoim watku, tylko zdecydowane odciecie się od jm daje szanse na naprawę waszego małżeństwa. Pan jm zaczyna bać sie i zaczyna się  przymilać, może być  jeszcze tak, że to ty bedziesz stawiać warunki jego powrotu. Brawo  smile

274

Odp: Rozwód - jak to przejść

ja też z góry przepraszam, że nie w swoim wątku, mam nadzieję, że Zorija wybaczy smile azbestowa2 ja już czuję  w sobie zmianę, że idę do przodu, myślę optymistycznie i  zastanawiam się czy ja jeszcze bym chciała  tego człowieka (nie mówię że jest zły i wszystko było złe, bo to nie prawda) ale ja nie chcę takiego związku gdzie muszę o wszystko zabiegać, naprawiać, dbać bo on ma wielką pasję,  chcę teraz dobrze dla siebie i dzieci. Zbyt długo myślałam o nim i o jego potrzebach.  Jeżeli chodzi o alimenty na niego, to naprawdę byłabym w wielkim szoku gdyby kiedykolwiek zechciał o nie wystąpić wydaje mi się, że na tyle dobrze go znam, że to niemożliwe, ale pewnie ludzie piszący tutaj mają większe doświadczenie i wiedzą, że życie może bardzo zaskoczyć.  Na chwilę obecną odpiszę w pozwie, że chcę ratować jeszcze ten związek, bo zostało mi kilka dni na odpisanie. Do rozprawy zastanowię się co dalej.

275

Odp: Rozwód - jak to przejść

AiR, czytam Twój wątek, jestem w połowie.
I już widzę, że faktycznie zrobiłaś duże postępy... to co teraz piszesz, a to co pisałas na samym początku... niebo i ziemia...
Szkoda tylko, że Twój mąż jest takim dupkiem i nie daje Ci spokojnie dojść do siebie.
Wiem, że nie jest łatwo wyrzucic faceta ze wspólnego domu... ale czy myślałaś o tym, żeby zrobić rozdzielność majątkową, dom sprzedać itd.... ?
Oczywiście musiałabyś być już po rozwodzie.
Albo - tak jak mnie radzono na tym forum - ustalić w sądzie, że spłacisz męża - i uzyskać z sądu nakaz wyprowadzki męża.

Mały off-top...
Jak oceniasz, z perspektywy lat, to, że Twój partner jest/był od Ciebie młodszy?

276

Odp: Rozwód - jak to przejść

Szczęśliwszaod jutra - tak jak radzi Bullet, załóż swój wątek - możesz nawet skopiować tam to, co tu napisałaś. Chętnie się tam wypowiem, na pewno inni też, bo tu jest tak bardziej "technicznie" smile pozdrawiam Cię smile

277 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-12 20:29:22)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Co do mojej sprawy - trochę mnie to stresuje... choć tak naprawdę to mam na to wywalone... to nie ja zrobiłam ten burdel... nie ja namieszałam...
ja MUSZĘ w tym brać udział, choć nie chciałam i nie chcę...
więc olewam to
choć - nie powiem - chciałabym mieć to już za sobą
jeszcze 2 tygodnie...

Mój jm cały czas przesyła mi jakieś maile - niby służbowe... ale takie, które niekoniecznie mnie interesują...
ja to całkowicie ignoruję od kilku miesięcy
chyba z raz lub dwa napisałam mu, żeby sobie darował - tak jednym zdaniem; jak grochem o ścianę, pisze nadal

ale ostatnio - napisał coś, co mnie rozdrażniło - i po raz pierwszy odpowiedziałam mu - objechałam go ostro...
trochę się bałam, czy nie za mocno pojechałam...
tymczasem on na to odpowiedział grzecznie i skulił ogonek jak mały pikuś...
zaproponował też spotkanie! żebyśmy sobie wszystko wyjaśnili!! tongue

ach... to zabawne... ten gość chyba cały czas nadal uważa, że jak mi miną emocje, to możliwe jest między nami porozumienie...
mam wrażenie, że za nic na świecie nie chce puścić tak do końca tej gałęzi...
i jest tak bardzo pewny swego, że pewnie nie dopuszcza nawet myśli, że tym razem może NIE BYĆ TAK JAK ON CHCE... że ja mogę nie chcieć go znać, że mogę zerwać jakikolwiek kontakt, że to KONIEC... koniec jego manipulowania, rządzenia, gierek... że się UWOLNIŁAM wink

patrzę na to wszystko, patrzę... i mimo, że minęło już pół roku - uwierzyć nie mogę tongue

278

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorka...nie bój żaby.Wszystko będzie dobrze,jesteś silną babeczką...i co najważniejsze... ogarniętą.Fajnie,że masz kogoś obok siebie,to nowe światło....
Dla mnie to było najlepszą terapią...kochać znowu.

279

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

AiR, czytam Twój wątek, jestem w połowie.
I już widzę, że faktycznie zrobiłaś duże postępy... to co teraz piszesz, a to co pisałas na samym początku... niebo i ziemia...
Szkoda tylko, że Twój mąż jest takim dupkiem i nie daje Ci spokojnie dojść do siebie.
Wiem, że nie jest łatwo wyrzucic faceta ze wspólnego domu... ale czy myślałaś o tym, żeby zrobić rozdzielność majątkową, dom sprzedać itd.... ?
Oczywiście musiałabyś być już po rozwodzie.
Albo - tak jak mnie radzono na tym forum - ustalić w sądzie, że spłacisz męża - i uzyskać z sądu nakaz wyprowadzki męża.

Mały off-top...
Jak oceniasz, z perspektywy lat, to, że Twój partner jest/był od Ciebie młodszy?

Nie chcę sprzedawać domu, tu mieszkają nasze dzieci i bardzo kochają to miejsce. Nie chcę robić im rewolucji, tylko dlatego że komuś się odwidziało i pragnie innego życia. Nie mogę też go sprzedać ze względu na kredyt, który obecnie przewyższa wartość domu, jestem w stanie przejąć kredyt , spłacać go sama  a tym samym zostać w tym domu, tu Zorija tak naprawdę nie ma czego dzielić.  Skoro on już nie chce z nami (raczej ze mną ) być to po prostu niech odejdzie ze wszystkimi tego konsekwencjami, a on chciałby tak odejść ale nie do końca, bo szkoda mu domu, dzieci... a z drugiej strony chce wolności i na każdym kroku pokazuje mi, że on już niczego nie musi i jest wolnym człowiekiem. Egoizm i niedojrzałość...
Co do związku, czasem go chyba jeszcze idealizuję, bo byliśmy takimi połówkami pomimo różnicy wieku, ale przejęłam  rolę matki w tym związku i już więcej takiej relacji bym nie chciała.  To nie było dobre, bo zawsze mówiłam, że on jeszcze taki młody, tak szybko  chciał mieć dzieci, musi przecież jeszcze coś przeżyć... i sama się zastanawiam, kiedy mówił o dzieciach i rodzinie to czy do końca był świadomy i czy tego właśnie chciał. Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że tak młody człowiek ( miał 20 lat kiedy się poznaliśmy)  nie do końca wie czego tak naprawdę  chce w życiu, a po dwunastu latach to zupełnie inna osoba. Nie wyszło nam i czasem naprawdę bardzo tego żałuję. Nie mniej jednak pogodziłam się już z jego stratą i zaakceptowałam ją.

280

Odp: Rozwód - jak to przejść

Air... kiedyś był młody... tylko szkoda, że do tej pory nie dorósł...
Tak, to bardzo wygodne - mieć wolność i robić co się chce, ale domu nie stracić. Masz wielkie szanse przejąć dom. Sąd Ci go da. Zawsze przyznaje go matce, z którą zostają dzieci. Jeśli dasz radę spłacić kredyt, to w ogóle nie ma żadnego problemu. A dupek niech spada.
U mnie to wygląda podobnie. Też mam kredyt do spłacenia. Tyle, że mój jm się wyprowadził. No i dalej płaci połowę raty. Ja chciałabym, żeby tak zostało, a dom żeby został przepisany na dziecko.
Wiesz... ja do końca (a nawet teraz) myślałam, że jesteśmy dopasowani idealnie.... sad Nooo, może nie idealnie... ale, że łączy nas naprawdę coś fajnego... że mamy naprawdę bardzo dobre porozumienie, że nam ze sobą jest super dobrze. I sądzę, że tak było... że to nie tylko moje subiektywne odczucia.
I dlatego - tak obstawiam - mój się wyprowadził! Że jednak - po tym co zrobił, po wdaniu się w tą nową relację - gnębiły go wyrzuty sumienia... nie mógł sobie z tym tak prosto poradzić... wiedział co robi... wiedział że mnie krzywdzi... więc uciekł - przynajmniej nie musiał się na mnie patrzeć hehehehe tongue. Pewnie uznał, że tak będzie mu łatwiej...
ehhhh... co za zera Ci nasi faceci... sad

281 Ostatnio edytowany przez meilbox (2015-09-14 16:17:54)

Odp: Rozwód - jak to przejść

tak w zasadzie miłe Panie ... podział majątku (konkretnego - dom, ziemia , samochody) przy rozwodzie raczej rzadko kiedy ma miejsce ... to przecież dwie odrębne sprawy, bez różnicy na to kto kogo jak i dlaczego "zostawia" . sprawy przeważnie są skomplikowane trwają długo i niestety czy stety ale podział to 50/50 więc ktoś kogoś zawsze będzie musiał spłacić ... najgorzej  zawsze z kredytem hipotecznym ...

282

Odp: Rozwód - jak to przejść
meilbox napisał/a:

tak w zasadzie miłe Panie ... podział majątku (konkretnego - dom, ziemia , samochody) przy rozwodzie raczej rzadko kiedy ma miejsce ... to przecież dwie odrębne sprawy, bez różnicy na to kto kogo jak i dlaczego "zostawia" . sprawy przeważnie są skomplikowane trwają długo i niestety czy stety ale podział to 50/50 więc ktoś kogoś zawsze będzie musiał spłacić ... najgorzej  zawsze z kredytem hipotecznym ...

Zgadzam się,stopień skomplikowania może być straszny,ludzie razem prowadzą firmy np.itd.Zawsze najlepiej podpisać intercyzę,albo wyraźnie dzielić majątek w trakcie trwania małżeństwa,np.samochód na mnie,dom na Ciebie,firma na mnie,żeby potem było łatwiej dzielić.Ale rzadko kto to robi,bo przecież brak zaufania,już mnie nie kochasz, razem do grobu,na dobre i na złe,a potem miłość się kończy,przychodzi rozwód i zaczyna się płacz.Nie rozumiem,dlaczego ludzie tak mało zwracają uwagę podczas ślubu na to,jakie małżeństwo ma swoje konsekwencje prawne dla obojga.

283

Odp: Rozwód - jak to przejść

Bartass, przepraszam, ale... napisałeś co wiedziałeś...
A chyba wiesz mało...

Mailbox, oczywiście, że wiemy, że rozwód to nie podział majątku - chociaż w przypadku AiR może tak być, bo u niej sytuacja jest prosta i klarowna i jeśli oboje się zgodzą na to samo rozwiązanie (dom zostaje dla Air, która spłaca kredyt) - to sąd załatwi to jednocześnie z rozwodem.

U mnie to już jest bardziej skomplikowane - i własnie dlatego nie chcę się zgodzić na rozwód ot tak... wolę wcześniej ustalić zasady podziału majątku, mieć to na piśmie... a potem się rozwiodę.

284

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

Bartass, przepraszam, ale... napisałeś co wiedziałeś...
A chyba wiesz mało...

Każdy wie najwięcej na temat swojego życia i rozwodu.Ja sam nie miałem wielkiego podziału majątku,jakieś drobiazgi,za to mam alimenty.I to mi już wystarczająco komplikuje życie,więc chcociaż wcześniej warto pomyśleć o finansach.
Każdy ma tutaj prawo się wypowiedzieć,więc nie wiem o co kaman.

285 Ostatnio edytowany przez meilbox (2015-09-14 18:17:29)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Jeśli można się dogadać to już w zasadzie połowa sukcesu :-) w moim wypadku moja jż to typowa biedna Matka Polka . Wydawało mi się że osoba która planuje zdradzić i rozwalić rodzinę to chyba sobie pewne sprawy przekalkulowała... moja jż chyba nie do końca . Gach się bardzo deklarował w pomocy, więc nich ją sobie bierze z całym pół milionowym bagażem PLN-ów do spłaty :-)
Żaden sąd nie zmusi mnie do spłacania kredytu na nie mój dom... to tylko kwestia między bankiem a kredytobiorcą ... Ją walaczę bardziej o zwrot nakładów :-)
Zazdroszczę takiej sytuacji w której można jeszcze się w czym kolwiek dogadać :-) mnie moja żona ciągle wyskakuje jak to sobie nie mogę z zaistniałą sytuacja poradzić , mimo że pytam o zupełnie coś innego
( jej ego to teraz poziom Azjata)  :-)

286

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorija tu pisze,mój dom,moja firma.Jeśli to powstało w trakcie trwania małżeństwa,to jest wspólne.I dzieli się na pół.Kwestią dogadania się jest sposób tego podziału.Nie rozumiem tylko dlaczego ona upiera się,żeby nie godzić się na rozwód,przecież to nie ma znaczenia dla sprawy podziału majątku.To zupełnie różne sprawy,jak z resztą i ew.sprawa o alimenty.

287

Odp: Rozwód - jak to przejść

Mailbox, jeśli Twoja żona rozwaliła rodzinę to walcz. Masz prawo.
Że nie przemyślała?? Bo wtedy się nie myśli sad a już na pewno nie głową...
Chcesz orzekać o jej winie?
Co to znaczy "poziom Azjata"?

Bartass, mój jm opuścił nasz dom, porzucił go, wyprowadził się... ja tu zostałam z dziećmi i całą pracą, którą trzeba w ten dom i w dzieci włożyć. A uwierz mi, że jest tego od cholery tongue Więc nie każ mi nazywać tego dalej "naszym" domem. Wiem, że prawnie - jest on nasz po połowie... w kwestii "domu jako miejsca w którym się mieszka, które się kocha, o które się dba, w którym wychowuje się dzieci" - już nie...

Firma jest moja - ja ją założyłam, ja w niej pracowałam i pracuję. I słusznie zauważyłeś, że ponieważ zakładałam ją w trakcie trwania małżeństwa - w połowie należy się mężowi.
I tu masz odpowiedź dlaczego na razie nie chcę mu dać rozwodu - chcę, żeby najpierw oddał mi firmę i przepisał swoją część domu na dziecko.
Za dużo chcę?
Nie sądzę.
Rozpoczął nowe życie. Tak wybrał.
Rozwalił nasze. Więc niech przynajmniej nie szarpie nas materialnie. Ja od niego niczego nie potrzebuję.... rozumiesz? Sama się utrzymam... sama na siebie zapracuję...
Dom jest nie tylko domem moim i jego, ale też dzieci... i im się to tez należy.

Dopóki nie mam rozwodu - on mnie nie może ruszyć (musi się dogadać, albo wszystko zostanie tak jak jest).
Po rozwodzie - może robić co będzie chciał i o nic nas (mnie i dzieci) nie musi pytać.
Czujesz różnicę?

288

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorija,jak będziesz miała rozwód,to też Cię nie może ruszyć.Nawet lepiej,jak wywalczysz jego winę,to dostaniesz od razu alimenty na siebie i dzieci,Ty masz wszystkie karty w ręku,więc nie rozumiem,o co chcesz z nim grać rozwodem.On Cię po rozwodzie z domu nie wywali,bo jest w połowie Twój,co najwyżej może zechcieć się z powrotem wprowadzić (zobacz kto tam jest zameldowany),Firmy nie zabierze bo jest w połowie Twoja,dopóki nie skończy się sprawa o podział majątku to status quo waszego majątku się nie zmieni,a a kasa z alimentów już będzie lecieć i wierz mi sam będzie chciał szybko uregulować sprawę podziału.Ja bym nie łapał wszystkich srok za ogon,tylko zaczął od najważniejszego,a potem majątek.Po rozwodzie jm nie będzie mógł robić co chce w sprawie waszego wspólnego majątku bo prawnie nic sam rozwód tu nie zmienia,więc czy mu dasz ten rozwód czy mu go nie dasz,to nic nie zmienia,a tylko przedłuża sprawę.Jak będzie chciał rozwodu i tak prędzej czy później go dostanie.Trzeba te rzeczy rozdzielić.

289

Odp: Rozwód - jak to przejść

Bartass, po rozwodzie jm może od razu wystąpić o podział majątku.
Zabierze mi połowę firmy.
I będzie chciał połowy domu. Czyli dom trzeba będzie sprzedać, bo ja nie dam rady go spłacić.

Nie chce mu dać ani połowy firmy ani połowy domu. Chcę, żeby firma została w całości moja - bo jest moja. A dom przeszedł na dzieci.
A o to mogę zawalczyć jedynie przed rozwodem. Rozumiesz? Teraz on jeszcze chce się dogadywać (bo mu zależy na rozwodzie). Potem już będzie miał mnie w dupie i będzie robił swoje.

Czy rozwód wcześniej czy później dostanie? Prawdopodobnie tak... za jakiś czas...
a może wcale nie?
albo wtedy, gdy to JA tego będę chciała, a nie on? Czuję się po raz kolejny manipulowana. Pan chce - to ma być... A czemu? ja nie jestem jeszcze na to gotowa... nie jestem przygotowana... dopiero wyszłam z doła... moje emocje są jeszcze bardzo silne... dlaczego ktoś zmusza mnie, żebym już - teraz - natychmiast zaczynała nowe ustalenia/rozdanie...
Może potrzebuję czasu?
On chce.
To ma być dla mnie najważniejsze?

290

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorija,na rozwód nigdy nie jest się gotowym i i nigdy nie jest dobry czas.Zobaczysz,że na rozprawie (ach) emocje i tak Cię dopadną.
Rozumiem,że chcesz ugrać firmę i dom na siebie kosztem rozwodu bez orzekania? I tak będziesz musiała mu zapłacić a stracisz alimenty na siebie,skalkuluj czy Ci się to opłaca.Ja bym poszedł na ostro z orzekaniem,zainwestował w prawnika i walczył o korzystny podział w sądzie.Dom i tak masz dla siebie jak w banku ze względu na dzieci,więc zostaje firma,którą pewnie nie ugrasz,ale nie jestem prawnikiem,więc nie wiem jak będzie.
Jak chcesz czasu,to wystąp o separację i masz czasu full.Z resztą na pierwszej rozprawie możesz też ugrać czas mówiąc,że nie zgadzasz się na rozwód bo kochasz męża,bo dzieci potrzebują ojca i sąd wyznaczy następny termin za jakiś czas (długi).
Przede wszystkim idź do dobrego prawnika i przedstaw mu jak się sprawy mają,on Ci powie jakie masz szanse i co robić.

291

Odp: Rozwód - jak to przejść

Wiem Bartass... mam prawnika... bardzo dobrego smile

Dzięki za rady smile

Mam pierwszą rozprawę za 2 tygodnie. Będę pisać, co z tego wyniknie wink

292

Odp: Rozwód - jak to przejść

Pisz pisz , czekamy na rozwój sytuacji ! smile i tak sie tu nic innego nie dzieje , a tak podsmażymy sobie ten kotlecik.

293

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

Wiem Bartass... mam prawnika... bardzo dobrego smile

Dzięki za rady smile

Mam pierwszą rozprawę za 2 tygodnie. Będę pisać, co z tego wyniknie wink

Zorija, chyba juz możesz do mnie napisać na priv, az przebieram nóżkami jak Twoje wrażenia, z tego co ostatnio piszesz, to chyba pozytywne smile

294

Odp: Rozwód - jak to przejść

AnnaJo, napiszę! Dziś mam niezły bieg do wieczora, ale jutro mam luz smile

295

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

... jeśli oboje się zgodzą na to samo rozwiązanie (dom zostaje dla Air, która spłaca kredyt) - to sąd załatwi to jednocześnie z rozwodem.....

Sądy nie chcą orzekać podziału przy rozwodzie. U mnie była obopólna zgoda, dokumenty dostarczone ( wszystkie razem sam dostarczyłem tydzień przed rozprawą), a sędzia powiedziała, ze nie dotarła do niej KW (choć jak wspomniałem dostarczyłem wszystkie razem) więc nie orzecze podziału. Adwokat ostrzegł mnie, że tak będzie jeszcze przed rozprawą. Nie chcą wchodzić w te materię.

296

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

... a on? i one? - te które go pocieszały? (w tej chwili wiem już o trzech...)

Detektyw pomógł ?

297 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-20 12:34:57)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Nie Bullet... znajomi tongue
Wiesz jak to jest... żona dowiaduje się ostatnia... albo i wcale nie dowiaduje tongue
Oni (znajomi, ludzie z naszego otoczenia) wiedzieli wcześniej... ale nic nie mówili...
A jak już mleko się rozlało....
jak już nie było co ukrywać...
to dowiedziałam się...

jedna była jeszcze przed tą obecną tongue
krótko... bo.... hehehehe... czy coś Wam to nie przypomina? czegoś z tego forum?? - miała swojego chłopaka od 2,5 roku tongue
więc romans długo nie potrwał...

potem - już za czasów tej obecnej - miał z kolejną krótki "wypad" za granicę... noooo... kamery w pokoju im nie zamontowałam... może, tak jak też któraś z tego forum - spali obok siebie, czy tam na sobie... ale bez spania ze sobą tongue big_smile

trzecia - wiem, że się starał, zabiegał, ale nie wyszło....

ta z która jest teraz / ta dla której "teoretycznie" odszedł - to w zasadzie jedyna, która weszła w to na dłużej i oddała się bez reszty smile
taka - pierwsza, która się trafiła i która tak do końca chciała...
ale ona jest już też zdradzona! ciekawe, czy to wie?

to tyle wieści do mnie doszło...
ale wiesz... ja nawet nie wiem, czy oni np. są dalej razem... czy ma teraz znów kogoś nowego... czy jest sam....
bo już się tym nie interesuję...

po co mi to?
obserwuję sobie to wszystko trochę z boku...
ale nie chcę znać szczegółów

wiem tylko, jak bardzo się pomyliłam

mój psychoterapeuta twierdzi, że to wszystko są TYPOWE objawy kryzysu wieku średniego...
że go trafiło...
ześwirował pd wpływem strachu przed starością, końcem możliwości...
że chciał za wszelką cenę (CENĘ nawet dzieci i rodziny) udowodnić, że jeszcze go na wiele stać...
psychoterapeuta twierdzi wręcz, że to objawy depresji...
depresji, która go dobiła... z którą inaczej nie potrafi sobie poradzi...
że on jest chory...
że trzeba go nawet zrozumieć by było...

ale ja raczej nie zamierzam już się tak poświęcać tongue

298

Odp: Rozwód - jak to przejść

Wow Zorija... to się Tobie trafił Casanowa... zupełnie jak mój eks ! Jedna dupeczka na boku, to zdecydowanie za mało, żeby się jakoś dowartościować big_smile Z wiarogodnych źródeł wiem, że wobec aktualnej stałej partnerki, też jest już nielojalny... od dawna.
Przy okazji... Czy mogłabyś zapytać swojego terapeuty jak długo może trwać sławetny kryzys wieku średniego ? Jak sobie dobrze prześledzę życiorys eksa, to wyszłoby że spokojnie ponad 20 lat... ale przewlekła choroba wink W sumie, to byłemu tego kryzysu nawet współczuje... i rozumiem, że radzi sobie z tym jak potrafi... ale na szczęście nie muszę być już tego świadkiem wink

299 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-20 13:20:31)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorija: przypomnij sobie sprzed miesiąca, ze on raczej nie romansuje, że odszedł bo ... odszedł. Niestety życie to natychmiast zweryfikowało, bo powód był .... klasyczny. We łbie się poprzewracało ... kochanki itp. Wtedy miałaś wątpliwości co do orzekania o winie.  Cieszę się, ze ich już nie masz.
Przypomnij sobie co mówił pierwszy adwokat. Chciał po najmniejszej linii oporu zarobić. Za nic.
Złożyłaś odpowiedź na pozew ? Napisz co się dzieje dalej. Jak zachowuje się Twój jm po Twojej odpowiedzi bo on dostał z sądu kopię tego, może napisałaś ale nie pamiętam, możliwe, że nie doczytałem.
Jesteś dzielna. Trzymaj się. Będziesz miała wszystko ... zobaczysz.

300

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

Nie Bullet... znajomi tongue
Wiesz jak to jest... żona dowiaduje się ostatnia... albo i wcale nie dowiaduje tongue
Oni (znajomi, ludzie z naszego otoczenia) wiedzieli wcześniej... ale nic nie mówili...
A jak już mleko się rozlało....
jak już nie było co ukrywać...
to dowiedziałam się...

jedna była jeszcze przed tą obecną tongue
krótko... bo.... hehehehe... czy coś Wam to nie przypomina? czegoś z tego forum?? - miała swojego chłopaka od 2,5 roku tongue
więc romans długo nie potrwał...

potem - już za czasów tej obecnej - miał z kolejną krótki "wypad" za granicę... noooo... kamery w pokoju im nie zamontowałam... może, tak jak też któraś z tego forum - spali obok siebie, czy tam na sobie... ale bez spania ze sobą tongue big_smile

trzecia - wiem, że się starał, zabiegał, ale nie wyszło....

ta z która jest teraz / ta dla której "teoretycznie" odszedł - to w zasadzie jedyna, która weszła w to na dłużej i oddała się bez reszty smile
taka - pierwsza, która się trafiła i która tak do końca chciała...
ale ona jest już też zdradzona! ciekawe, czy to wie?

to tyle wieści do mnie doszło...
ale wiesz... ja nawet nie wiem, czy oni np. są dalej razem... czy ma teraz znów kogoś nowego... czy jest sam....
bo już się tym nie interesuję...

po co mi to?
obserwuję sobie to wszystko trochę z boku...
ale nie chcę znać szczegółów

wiem tylko, jak bardzo się pomyliłam

mój psychoterapeuta twierdzi, że to wszystko są TYPOWE objawy kryzysu wieku średniego...
że go trafiło...
ześwirował pd wpływem strachu przed starością, końcem możliwości...
że chciał za wszelką cenę (CENĘ nawet dzieci i rodziny) udowodnić, że jeszcze go na wiele stać...
psychoterapeuta twierdzi wręcz, że to objawy depresji...
depresji, która go dobiła... z którą inaczej nie potrafi sobie poradzi...
że on jest chory...
że trzeba go nawet zrozumieć by było...

ale ja raczej nie zamierzam już się tak poświęcać tongue

U mnie było dokładnie to samo.Po wszystkim rozwiązały się moim znajomym języki.A tak...żyłam sobie w błogiej nieświadomości.Na szczęście,z większością nie utrzymuję już kontaktów towarzyskich lol

301

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorija, chyba zmień psychoterapeutę big_smile Niech zgadnę - to facet ? big_smile

302

Odp: Rozwód - jak to przejść

Jestem facetem ale trzymam twoją strone. Powołaj świadków którzy potwierdzą że bywaliście razem ze sobą. A jeszcze możesz powiedzieć w sądzie źe w sprawach seksu jest brutalny lub zboczony i to cie odraża. Też miałem rozwód ale to była moja wina ale z powrotem się pobraliśmy. A przecierz sąd może orzec separacje między wami by dojść do porozumienia. Nara trzymaj się!

303

Odp: Rozwód - jak to przejść

Volver - pytałam już tongue od 3 do 5 lat... ja chyba nie doczekam tongue tongue

Majka, ja też nie utrzymuję sad

Zbytdelikatna, tak to facet... ale to o tym "zrozumieniu" to gadał z wielką ironią... on generalnie fajnie prowadzi ta terapię - zupełnie inaczej niż chciałaby np. taka Xymenka - nie każe mi doszukiwać się własnych błędów, przeciwnie, wspiera mnie bardzo, a na jm suchej nitki nie zostawia... owszem analizujemy różne sytuacje... ja wywalam z siebie bardzo dużo... ale nigdy nie usłyszałam, że jestem winna...

Niezalezny - dzięki smile

304 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-20 19:18:41)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Bullet, o tym, że jest kochanka wiedziałam od początku. I pisałam o tym na swoim drugim wątku. Być może pomyliłeś mnie z kimś innym.

Nie wiedziałam tylko wtedy że misio próbował upolować coś już wcześniej...

Ta, z powodu której "teoretycznie" (bo nie wierzę, że dla niej) odszedł - to w zasadzie jedyna, która na misia połaszczyła się tak na dłużej. Powód? Raz, że samotna matka; szukała chłopa... wiadomo, do pomocy, do dzieci, do życia... dwa - że sama dopiero co po swoich przejściach/rozwodzie... potrzebująca i polująca...
Te 2 inne to były młode dziewczyny - POZWOLIŁY misiowi to i owo zasponsorować... zabrać się tu czy tam... troszkę z nim poflirtowały, pomigdaliły się, dały pomacać i być może nawet włożyć... ale na więcej nie poszły. Bo miś swoje lata i odpowiedni do nich bagaż już ma (choć misiowi się wydaje, że nie tongue)

Moja historia?
Jak pisałam - mąż złożył pozew o rozwód bez orzekania. Nic mi oczywiście nie mówiąc. Dowiedziałam się, gdy dostałam list z sądu z terminem rozprawy. Jakieś 3 tygodnie temu.

Miś liczył na to, że bez mrugnięcia okiem zrobię wszystko tak jak on chce.

Niestety, przeliczył się.
Dostał moją odpowiedź, oczywiście. Z listą świadków, których chcę powołać - naszych znajomych itd + jego kochankę tongue
I chyba misio troszkę zgłupiał, że ja tym razem nie idę z nim łep w łep... dlaczego?

Napisał do mnie ze 3 dni temu...
że po co to robić?
że to będzie długo trwało... że będziemy przed sądem prać nasze brudy...
i żebyśmy się dogadali!!
Nagle, na tydzien przed rozprawą, misio dojrzał do tego, żeby się ze mną spróbować dogadać!! a nie robić to, co ON uważał za wygodne i odpowiednie...

no cóż... nie ma tu nic więcej do dodania...
mój adwokat poradził mi, bym to zignorowała...
i tak zrobiłam...
czekam na sprawę...
i robię (tym razem) swoje...

nie ja rozpętałam to piekło...
nie ja złożyłam pozew...
jestem w to wszystko "włożona" bez swojej woli...
i jeszcze jm chciałby, żebym robiła tak, jak jemu pasuje... śmieszy mnie już to...
tyle

305

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

Bullet, o tym, że jest kochanka wiedziałam od początku. I pisałam o tym na swoim drugim wątku. Być może pomyliłeś mnie z kimś innym.

Nie wiedziałam tylko wtedy że misio próbował upolować coś już wcześniej...

Ta, z powodu której "teoretycznie" (bo nie wierzę, że dla niej) odszedł - to w zasadzie jedyna, która na misia połaszczyła się tak na dłużej. Powód? Raz, że samotna matka; szukała chłopa... wiadomo, do pomocy, do dzieci, do życia... dwa - że sama dopiero co po swoich przejściach/rozwodzie... potrzebująca i polująca...
Te 2 inne to były młode dziewczyny - POZWOLIŁY misiowi to i owo zasponsorować... zabrać się tu czy tam... troszkę z nim poflirtowały, pomigdaliły się, dały pomacać i być może nawet włożyć... ale na więcej nie poszły. Bo miś swoje lata i odpowiedni do nich bagaż już ma (choć misiowi się wydaje, że nie tongue)

Moja historia?
Jak pisałam - mąż złożył pozew o rozwód bez orzekania. Nic mi oczywiście nie mówiąc. Dowiedziałam się, gdy dostałam list z sądu z terminem rozprawy. Jakieś 3 tygodnie temu.

Miś liczył na to, że bez mrugnięcia okiem zrobię wszystko tak jak on chce.

Niestety, przeliczył się.
Dostał moją odpowiedź, oczywiście. Z listą świadków, których chcę powołać - naszych znajomych itd + jego kochankę tongue
I chyba misio troszkę zgłupiał, że ja tym razem nie idę z nim łep w łep... dlaczego?

Napisał do mnie ze 3 dni temu...
że po co to robić?
że to będzie długo trwało... że będziemy przed sądem prać nasze brudy...
i żebyśmy się dogadali!!
Nagle, na tydzien przed rozprawą, misio dojrzał do tego, żeby się ze mną spróbować dogadać!! a nie robić to, co ON uważał za wygodne i odpowiednie...

no cóż... nie ma tu nic więcej do dodania...
mój adwokat poradził mi, bym to zignorowała...
i tak zrobiłam...
czekam na sprawę...
i robię (tym razem) swoje...

nie ja rozpętałam to piekło...
nie ja złożyłam pozew...
jestem w to wszystko "włożona" bez swojej woli...
i jeszcze jm chciałby, żebym robiła tak, jak jemu pasuje... śmieszy mnie już to...
tyle


Dokładnie mam to samo. Rumcajs dostał listę świadków + swoje zdjęcia detektywistyczne. Nagle zrobił się potulny jak baranek. Nie jest jeszcze na etapie ,, dogadajmy się " , ale wszystko przed nim. smile Trzymam za niego kciuki smile I powtórzę po raz 5 - ,, Każdy ma taką zonę w trakcie rozwodu, na jaką zasłużył " smile Cięzko na to pracowali. Nie wolno im tego zabierać smile

306 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-23 16:34:57)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Cześć wszystkim smile
jestem po pierwszej rozprawie.

bardzo wstępna i ogólna, raczej dużo "pouczeń" ze strony sądu. My nie byliśmy przesłuchiwani.
ale!!!
pełnomocnik męża przyniósł jego ustosunkowanie się do mojej odpowiedzi na pozew...
i co????
ratujcie mnie, bo zaraz zejdę śmiertelnie... tongue

ja jestem winna!
temu, że jm odszedł!
bo go wygoniłam, w dodatku szantażowałam i groziłam mu... zmusiłam go do odejścia!

a kobiety żadnej nie było... on nie ma i nie miał żadnej kochanki!

jestem w szoku...
toż on sam w dniu wyprowadzki, którą mnie kompletnie zaskoczył, powiedział - żebym się o nic nie obwiniała! że to jego decyzja, bo on chce teraz inaczej pożyć...
i tego samego dnia wieczorem sam osobiście powiedział mi przez telefon, że tu chodzi o inną kobietę z która teraz jest...

jak może tak kłamać?
czy aż tak pragnie ratować własną skórę, żeby posunąć się do takich rzeczy??
czy nie dość, że zrobił to co zrobił, zniszczył naszą rodzinę, zrobił mi ogromną krzywdę, dzieciom... to nie ma na tyle odwagi, by choćby milczeć?

szok
powiedzcie mi, jak to możliwe... i jak ja się na to mogłam tyle lat nabierać... bo ja bym sobie jeszcze wczoraj dała rękę uciąć, że on kłamać nie będzie... najwyżej do czegoś się tam nie przyzna...

z chwilę się okaże... a w zasadzie już się okazało - że winna byłam ja...
że wyprowadził się przeze mnie...
że ja go wyrzuciłam podstępami, szantażami...

ratunku

307

Odp: Rozwód - jak to przejść

A pamiętasz Zorka,jak mówiłam...."chcesz pokoju,szykuj się do wojny"?
Tu nie ma sentymentów,wytacza ciężkie działa,żeby Ciebie udoopić.No w końcu chce coś tym wskórać,prawda?Nie daj się!

308

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

ja jestem winna!
temu, że jm odszedł!
bo go wygoniłam, w dodatku szantażowałam i groziłam mu... zmusiłam go do odejścia!

Spokojnie.
To tylko jakieś wypociny szemranego adwokaciny smile
Czy niunia będzie zeznawać jako świadek?
Przecież nie wyuczą się swojej wersji perfekcyjnie na pamięć. Twój prawnik ich rozwali.
A sądy czasem głupie nie są.
Mam w Ząbkach kilku znajomych, może przejażdżka po lesie na krótkim sznurze za bmw m5 przywróci mu pamięć?
To żarcik, oczywiście smile

309 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-23 17:38:58)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Bierzemy go emde na ten sznurek tongue Ja go przypilnuję którejs soboty, a Ty z chłopakami podjedziecie...

Tak sądzę, że to tego jego radcy prawnego (bo nie wziął nawet adwokata) nie było na nic innego stać...
poradzę z tym sobie...
(powołał się na jeden mój mail, który jest odpowiedzią do jm oświadczającego mi, że wyjeżdża na dwa weekendy i 2 tygodnie wakacji sam, beze mnie i bez dzieci! rozumiecie? kawaler...; ja już wtedy wiedziałam jakie to ma być "sam" hehehehe, więc napisałam mu, że chyba go pojebało i żeby wypierdalał z domu - i to niby ma być ten dowód, że to ja go wyrzuciłam). Dodatkowo, to było 2 miesiące przed wyprowadzką. A on niby - wg tej ich odpowiedzi - przez ten czas był permanentnie przeze mnie szantażowany i zmuszany do tej wyprowadzki... i w końcu to zrobił... choć trwało to tyle czasu (no a ja później leciałam 3 miesiące na psychotropach a do teraz na antydepresantach chyba z tej radości, że w końcu dopięłam swego i dziada wyrzuciłam) sad

Niunię też on powołał na świadka!
Niunia będzie zeznawać, że łączyła ich tylko i wyłącznie wspólna pasja i przy niej wspólnie spędzali czas. Qurw...a - przy okazji relaxując się co nieco...

Majka, wiem, że nie ma sentymentów. Ale to to jest już zwyczajne kłamstwo i krętactwo... i to w żywe oczy. On kilka miesięcy temu rozmawiał ze mną o tej swojej dziuni, mówił mi o  niej! ja się nie musiałam niczego domyślać... i teraz stać go na to, żeby siedzieć na wprost mnie, metr odległości, i się tego wyprzeć, a dodatkowo oskarżyć mnie??
Kim więc jest ten człowiek? Czy coś go może zainfekowało tongue
Strzeliło?
Upadł na głowę?
Bo przeżyłam z nim ponad 20 lat i nie zdawałam sobie sprawy, że tak potrafi...
Może kosmici go podmienili, czy jak? tongue
Albo wszczepili mu coś do mózgu?

310

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

Czy coś go może zainfekowało tongue
Strzeliło?
Upadł na głowę?
Może kosmici go podmienili, czy jak? tongue
Albo wszczepili mu coś do mózgu?

Wszystko na raz.
Żebyś widziała jak matce mojego dziecka odjebało smile
Jej na dodatek ostatnie zwoje ze łba powyjmowali.
Zaczyna mnie to bawić powoli.
A to dopiero cztery miesiące.
Ale za synem tęsknie jak nie wiem co.
Wspólny weekend od czasu do czasu raczej mi nie wystarcza.

311 Ostatnio edytowany przez meilbox (2015-09-23 18:31:16)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Już się boje co mojej jż na pierwszej rozprawie (niecały miesiąc) odpierdzieli ... domyślam się że również będzie mataczyć i Matkę Polkę z siebie robić  byłe tylko na szmatę nie wyjść :-)
Dziwię (tfu... nie w zasadzie nie) się tym osobnikom że za grosz godności nie mają :-(
Pal licho nas dorosłych ale przed rodziną , dziećmi tak się ... cwelić - tak to chyba trzeba nazwać!!!
No coż wojna to wojna !!!
Trzymaj się Zorija !!!
Kłamstwo ma krótkie nogi !!!

Zawsze koledzy z forum mogą w białych rękawiczkach pomóc z jego pamięcią   :-)

A jak wrażenia dot. sedziny ??

312

Odp: Rozwód - jak to przejść

Trzymaj się Zorija, na szczęście jesteś już na tyle silna, że na pewno dasz sobie radę. Trzymam kciuki.

313 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-23 18:46:54)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Też o tym myślałam... że przecież dzieci się dowiedzą...
a one znają prawdę jak nikt inny! uczestniczyły w tym wszystkim!

I jak się dowiedzą (bo chociażby ja im powiem) to ich opinia na temat ojca sięgnie dna...

Czy on wolał poświęcić swoją opinię u dzieci za ratowanie własnej dupy?
Przecież sam się w to władował, na własne życzenie... i jeszcze taki był butny... ROBIĘ TO DLA SIEBIE... NIE MAM SOBIE NIC DO ZARZUCANIA BO DAŁEM SOBIE DO TEGO PRAWO!
To chyba wiedział, że trzeba ponieść jakieś konsekwencje... czy nie?

To był sędzia...
Ostry...
Ja mu chyba podpadam, bo nie mogłam usiedzieć na tyłku tylko chciałam gaaadaćććć tongue

Ale było tylko jedno przesłuchanie świadka... i tam też mogłam zadawać pytania... i oczywiście to wykorzystałam!! smile
Pierwsze pytanie (już po wypowiedzi świadka) zadałam następujące: "dlaczego świadek kłamie? " hehehehe sąd mnie zestrofował, że takich pytań się nie zadaje.... a ja na to "ale dlaczego?" tongue tongue
Potem zadałam najwięcej pytań - więcej niż jm i dwaj adwokaci razem do kupy tongue
Nie pozwoliłam mu na żadną, najmniejszą konfabulację... trochę go, za przeproszeniem, zjebałam tongue
Chociaż tyle mojego po tej dzisiejszej rozprawie... tongue

Sędzia był groźny, ale mam wrażenie, że się z nim "dogadam" tongue

314

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

To był sędzia...
Ostry...
Ja mu chyba podpadam, bo nie mogłam usiedzieć na tyłku tylko chciałam gaaadaćććć tongue

Oj Zorija...
Sędzia ma się czuć komfortowo w pracy przed przerwą obiadową.
Nic nie mów z własnej inicjatywy (Pacz na swojego prawnika jakby co. Jak nie kiwa głową to cisza.)
Wyglądaj na niezwykle pokrzywdzoną ale nie używaj łez, drżącego głosu itd.
Odpowiadaj na pytania konkretnie, bez dygresji.
Nie komunikuj żadnych głębszych emocji.
Pan sędzia ma takie atrakcje osiem razy dziennie i już go to nie bawi.
On chce mieć gazetę wyborczą, lampkę koniaku i być może partię szachów z obrońcą jakiegoś pedofila.
Nie przeszkadzaj mu.
Do sądu nie chodzimy po sprawiedliwość.
Do sądu idziemy wygrać.
smile

315

Odp: Rozwód - jak to przejść

oj Zorija, pierwsze koty za płoty
jm zachował się standardowo i nie rozkminiaj, dlaczego kłamał, bo może być nawet tak, że on w to wszystko wierzy.
Ale bardziej prawdopodobne jest i będzie, że on czuje sie przegrany i zrobi wszystko, żeby udowodnić samemu sobie, że ma rację, że się najzwyczajniej boi.

To boli jak diabli, gdy słyszymy stek bzdur, kłamstwa, jak jesteśmy obwiniane. To jest często cyrk w sądzie, z drugiej strony to niewielu jest takich, którzy głośno powiedzą: tak, to ja jestem wszystkiemu winny, każdy chce się wybielić, my też.

Słuchaj adwokata, to on jest specjalistą, a nie Ty. Ja też czasami chciałam zadawać pytania, ale mój adwokat mi powiedział, że ważna jest jakość, a nie ilość, że zadając za dużo pytań, to i od nieboszczyka można coś usłyszeć.
Daj adwokatowi szansę, żeby to on zapędził świadka w kozi róg, on to na 100% potrafi.

316

Odp: Rozwód - jak to przejść

Witaj AnnaJo smile

Tak, macie rację.
Ale trudno słuchać jak ktoś mówi bzdury, i to jeszcze na Wasz temat i milczeć.

No ale w efekcie mój mecenas mnie po wszystkim pochwalił. Że to o co pytałam świadka zrobiło wrażenia na przysięgłych; widział to po im minach... Że te pytania były dobre. raczej nie mówiłam napastliwym tonem... chyba po prostu się broniłam... a w dodatku miałam rację!

I w ogóle, to super człowiek. Nie tylko jako prawnik smile
Widziałam, że opiekuje się mną (lepiej niż psycholog smile ). Nie zganił mnie za nic! Nawet jak gdzieś tam przegięłam i sąd zwrócił nam uwagę, to powiedział, że to było bardziej do tej drugiej strony niż do nas tongue (chociaż ja wiem, że do mnie tongue ale mój adwokat mnie ochronił; żebym się nie martwiła).

No i ma ogromną klasę! To robi piorunujące wrażenia - ten jego spokój, opanowanie, kultura... to dobrze, bo to troszkę równoważy mnie - emocjonalną i wyrywającą do przodu tongue
No a różnica między nim a prawnikiem strony przeciwnej - to jakaś groteska. Tamten to jakiś podskakujący pajac.

317

Odp: Rozwód - jak to przejść

AnnaJo, mój jm nie może wierzyć w te własne kłamstwa! On wie dobrze jak było... i wie co zrobił teraz... jak to zmanipulował...
Jedyne, czym może siebie teraz tłumaczyć to to, że on chciał szybkiego rozwodu za porozumieniem stron. A skoro ja się nie zgodziłam, to on jest usprawiedliwiony w prowadzeniu takiej nieczystej gry - na zasadzie: sama chciałam to mam!

318

Odp: Rozwód - jak to przejść

To,co powiedział Emde...to poniekąd prawda.Mam wrażenie,że środowisko prawnicze, jest dość mocno... powiedzmy...wyalienowane i wygodne.
AnnaJo też ma chyba rację,całkiem prawdopodobne,że Twój jm zwyczajnie wierzy w to co mówi.Owszem wie co zrobił,zapewne "gupi" nie jest,ale to sposób na pomniejszenie swoich "zasług" w tym temacie.
Jeszcze,jak mówisz,że sam powołał swoją "koleżankę"....

Majka wróć...
Chyba jednak jest trochę nie teges...zastanawiam się o jaką pasję chodzi?

319

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

Witaj AnnaJo smile

To o co pytałam świadka zrobiło wrażenia na przysięgłych.

Zorija, tutaj nie ma żadnych przysięgłych.
Są ławnicy. Nic nie znaczą, dorabiają sobie tylko do emerytury.  Olewaj ich.
Ważna jest ta osoba, która siedzi po środku smile
Ten człowiek może dać Ci wolność na Twoich warunkach.

320

Odp: Rozwód - jak to przejść

Zorka użyła chyba skrótu myślowego...ale racja,oni goowno mogą.Są,bo są...dla ozdoby i Majestatu Wysokiego Sądu.

321 Ostatnio edytowany przez emde (2015-09-23 20:42:15)

Odp: Rozwód - jak to przejść
majkaszpilka napisał/a:

...zastanawiam się o jaką pasję chodzi?

No nie wiesz?
Hodowlę rybek i zbieranie znaczków.
Tyle, że rybki wiatr z parapetu porwał a znaczki kot zjadł.
Czy jakoś tak.

322

Odp: Rozwód - jak to przejść
Zorija napisał/a:

I w ogóle, to super człowiek. Nie tylko jako prawnik smile
Widziałam, że opiekuje się mną (lepiej niż psycholog smile ). Nie zganił mnie za nic! Nawet jak gdzieś tam przegięłam i sąd zwrócił nam uwagę, to powiedział, że to było bardziej do tej drugiej strony niż do nas tongue (chociaż ja wiem, że do mnie tongue ale mój adwokat mnie ochronił; żebym się nie martwiła).

No i ma ogromną klasę! To robi piorunujące wrażenia - ten jego spokój, opanowanie, kultura... to dobrze, bo to troszkę równoważy mnie - emocjonalną i wyrywającą do przodu tongue

jeszcze dodaj że przystojny, elegancki, dowcipny, bywa w teatrze, czyta książki, kocha wnuki..........ale żonaty smile

a na poważnie, to cieszę się, że masz w nim wsparcie

Jest takie porzekadło wśród prawników, że wygrywa ta strona, do której jak Sąd wydaje się być mniej przychylny.

323 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-23 20:49:46)

Odp: Rozwód - jak to przejść

Oj bo ja nie znam się na tych prawniczych zawiłościach... ławnicy, przysięgli... kto by ich tam rozróżnił tongue

Zresztą do sądu też raz przez pomyłkę zwróciłam się "proszę pana".

Pasja??? tongue ehhhhh bardzo interesującą.... i ciekawa, mówię Ci Majka... wciągająca i przyciągająca wink
Coś tam ćwiczą... jakieś ćwiczenia na macie... w parach tongue qi-coś tam... czyli jakaś udziwniona joga tongue
Przecież Ci pisałam, że to kwś tongue tongue

324

Odp: Rozwód - jak to przejść

AnnaJo, tak to wszystko prawda!! wink
Przystojny i na mega-poziomie...
ale mnie najbardziej ujęła jego dobroć (dzisiaj)... czułam, że się po prostu o mnie troszczy! jak o kogoś bliskiego... nie jak obcy prawnik...

no ale ma już żonę własnie sad
tongue

325

Odp: Rozwód - jak to przejść
emde napisał/a:
majkaszpilka napisał/a:

...zastanawiam się o jaką pasję chodzi?

No nie wiesz?
Hodowlę rybek i zbieranie znaczków.
Tyle, że rybki wiatr z parapetu porwał a znaczki kot zjadł.
Czy jakoś tak.

Taaaa Emde (Wróżko Bajuszko hehehehe)... i jeszcze kilka innych pasji mieli...

w tym co najmniej parę typu "sportowego"

bo to dobrze się tak spocić raz na jakiś czas, rozumiesz

Posty [ 261 do 325 z 392 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód - jak to przejść

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026