"Tak jest - dzieci są jedną z 3 przyczyn, dla których sąd nie daje rozwodu.
Nie mniej, jest to trochę już zszargany banał - bo nie ma takiego rozwodu, przy którym dzieci by nie ucierpiały i na który byłyby gotowe. Więc żaden rozwód nie mógłby dojść do skutku.
A czy Ty chcesz tego??
Zgadzasz się na rozwód? A jeśli tak, to czy będziesz wnioskować o winę męża?
Ja też trzymam mocno kciuki za Ciebie 
Masz prawnika? Boisz się??
Pozdrawiam Cię gorąco... i pisz, jak sobie radzisz 
Bardzo Ci współczuję, że musisz nadal z nim mieszkać."
Zorija powiem szczerze, ze jestem bardzo rozbita w tej kwestii. Nawet nie wiem co mam odpisać na pozew i chyba do końca nie jestem przygotowana na rozwód. U nas nie było patologii, mąż nie robił krzywdy, po prostu przestał mnie kochać. Na tym etapie jestem już na niego wściekła, bo jest nieodpowiedzialny. Zaczął wszystko od doopy strony. Zaakceptowałam fakt, że mnie nie kocha, ale to co robi teraz jest mega dziecinne, pozbawione konsekwencji. Ponieważ jak się przestaje kochać - przygotowuje się dzieci, odchodzi się a pozew składa się na końcu. Czy źle myślę?. A on trochę chciałby być wolny, ale nie do końca, mieszkać w domu, ale nie do końca... Na dniach ma przyjść kurator, jm wie o tym, a dzieci na tą rozmowę nie są przygotowane, on powinien je powiadomić, że złożył pozew i że przyjdzie ktoś z nimi porozmawiać.
Adwokata na razie nie mam, byłam tylko po poradę. Na chwilę obecną nie widzę sensu, bo nie mam zamiaru orzekać o winie (nie mam dowodu zdrady, zresztą do tej pory twierdzi, że innej kobiety nie ma, choć już przestałam dawno go o to pytać) jedyne na co się nie zgodzę, to na zaproponowane przez niego alimenty (po 300 zł na dziewczynkę).
Rozprawy boję się jak cholera no i muszę zabrać się za odpisywanie, bo mi mało czasu zostało.