Zorija, musisz uwzględnić fakt, że na forum mogą być osoby, które Ciebie znają.
Podobne tematy
Pewnie,że nie powinno się wszystkiego tutaj wyłuszczać,ale z drugiej strony nie wpadajmy w skrajności,budowaniem teorii spiskowych.Ludzi w podobnej sytuacji,jest cała masa.
Tak wiem Bullet... ale nie piszę tutaj niczego wstydliwego / złego / czegoś, co miałabym do ukrycia...
Moja sytuacje jest - tak jak pisze Majka - bardzo typowa... na samym tym forum przeczytałam wiele takich...
Pewnie,że nie powinno się wszystkiego tutaj wyłuszczać,ale z drugiej strony nie wpadajmy w skrajności,budowaniem teorii spiskowych.Ludzi w podobnej sytuacji,jest cała masa.
Tak al autorka napisała rzeczy, po których można rozpoznać w jakim mieście mieszka i czym się zajmuje, ile lat ma mąż i ona (mniej więcej) ... i całą masę innych
majkaszpilka napisał/a:Pewnie,że nie powinno się wszystkiego tutaj wyłuszczać,ale z drugiej strony nie wpadajmy w skrajności,budowaniem teorii spiskowych.Ludzi w podobnej sytuacji,jest cała masa.
Tak al autorka napisała rzeczy, po których można rozpoznać w jakim mieście mieszka i czym się zajmuje, ile lat ma mąż i ona (mniej więcej) ... i całą masę innych
Bullet...
na forum jest zarejestrowanych 248,467 użytkowników.Trzeba niezwykle kumatego mózgu i masę czasu, aby cokolwiek ze sobą poskładać.Wiem,że pragmatycznie podchodzisz do sprawy...ale przy okazji pretendujesz do roli Nostradamusa...to żarcik taki ![]()
Bullet, może masz rację... będę bardziej uważać.
Majko, a Tobie dzięki za pocieszenie... bo już myślałam, że każdy tu wie, że ja to ja ![]()
Największym sk...stwem i szczytem bezczelności jest to, że o rozwód podaje ten, czy ta, co rozwalił/a małżeństwo, opuścił rodzinę i zaczął życie w nieformalnym związku. A jednak bardzo często tak się zdarza. Moim zdaniem adwokata masz do d...wygląda na to, że chce załatwić wszystko po najmniejszej linii oporu.I bądź na WSZYSTKICH rozprawach,wtedy będziesz miała szansę go przypilnować.Nawet jak go zmienisz - bądź.
73 2015-08-15 17:23:50 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-08-15 17:24:27)
Zorija spokojnie, przecież Ty nie piszesz niczego konkretnego, wciąż się zastanawiasz co zrobic, jak odpisać, czy rozwód z jego winy, czy bez orzekania, nawet gdyby Twój jm to przeczytał, niczego konkretnego nie dowie się.
Ilu jest w PL panów w wieku ok. 50, w głebokim kryzysie wieku średniego, którzy w ostatnich miesiącach odeszli od żon? Ilu z nich skakało z jednego łóżka do drugiego? Oj bardzo wielu, tysiące.
wsłałam Ci maila
Największym sk...stwem i szczytem bezczelności jest to, że o rozwód podaje ten, czy ta, co rozwalił/a małżeństwo, opuścił rodzinę i zaczął życie w nieformalnym związku. A jednak bardzo często tak się zdarza. Moim zdaniem adwokata masz do d...wygląda na to, że chce załatwić wszystko po najmniejszej linii oporu.I bądź na WSZYSTKICH rozprawach,wtedy będziesz miała szansę go przypilnować.Nawet jak go zmienisz - bądź.
No bo my baby, takie jesteśmy złe.Zrobimy wszystko, aby stanąć na drodze byłemu, w jego szczęściu.I nie chcemy "oddać" im tego,co im się należy jak psu kość,na co sami tylko zapracowali...hehe
Dosyć,że wsadziłyśmy ich do łóżka kochanek, to jeszcze strzelamy jakieś niepotrzebne fochy...niewiarygodne.
Bullet...
"a forum jest zarejestrowanych 248,467 użytkowników.Trzeba niezwykle kumatego mózgu i masę czasu, aby cokolwiek ze sobą poskładać.Wiem,że pragmatycznie podchodzisz do sprawy...ale przy okazji pretendujesz do roli Nostradamusa...to żarcik taki"
Niestety Bullet ma rację. Ja doświadczyłam z tego powodu ogromnych przykrości .
Ok, będę bardziej ostrożna !
Na razie nie czuję, żebym czymś sobie zaszkodziła...
...
AnnaJo, dziękuję ![]()
...
Podpowiedzcie mi jeszcze proszę, co mam powiedzieć temu pierwszemu adwokatowi? Że rezygnuję z jego usług? I dlaczego to robię? Bo jednak chcę z niego zrezygnować.
Betsy...
Musiałaś mieć wyjątkowego pecha.Nic z takich wpisów nie wywnioskuje,oprócz tego,że dowie się co większość o nim myśli.
Zorija...
Powiedz normalnie,że wydaje Ci się,że On/Ona nie sprosta zadaniu w takiej formie, w jakiej oczekujesz.
78 2015-08-15 17:52:23 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-08-15 17:55:51)
Zorija - a ja na Twoim miejscu zwyczajnie posłuchałabym siebie.
To ma być TWOJA decyzja, a nie decyzja użytkowników forum.
Na spokojnie sobie wszystko przemyśl, jak pisałam wcześniej, za i przeciw.
Jeżeli ja miałabym podejść do tematu rozwodu, na początek próbowałabym dogadać się polubownie, czasami więcej można zyskać.
Nie traktuj go jak wroga w czasie rozmowy - rozmowa ma być spokojna i rzeczowa.
Jeżeli nie uda się polubownie - wtedy wprowadzasz już inne działanie.
Głowa do góry, wierzę w Ciebie i TWOJE decyzje.
Betsy80 - pisząc o ostrożności, miałam na myśli Ciebie i innych, którzy zostali zdemaskowani na forum pomimo zarejestrowanych 10 tysięcy użytkowników. Da się? Da.
Swoją drogą co u Ciebie?
bullet napisał/a:majkaszpilka napisał/a:Pewnie,że nie powinno się wszystkiego tutaj wyłuszczać,ale z drugiej strony nie wpadajmy w skrajności,budowaniem teorii spiskowych.Ludzi w podobnej sytuacji,jest cała masa.
Tak al autorka napisała rzeczy, po których można rozpoznać w jakim mieście mieszka i czym się zajmuje, ile lat ma mąż i ona (mniej więcej) ... i całą masę innych
Bullet...
na forum jest zarejestrowanych 248,467 użytkowników.Trzeba niezwykle kumatego mózgu i masę czasu, aby cokolwiek ze sobą poskładać.Wiem,że pragmatycznie podchodzisz do sprawy...ale przy okazji pretendujesz do roli Nostradamusa...to żarcik taki
Kobieta 40-45 lat, Warszawa, właścicielka agencji bankowej bądź kredytowej, dzieci nieletnie, mąż ok 50, ma dupe ok 25-30 lat, wyprowadził sie z domu ... Jakby się wczytać to można by cod dołożyć, to tak na szybko. Każdy kto Ciebie zna, może skojarzyć
Osobiście jestem innego zdania. Mogę się mylić rzecz jasna,ale wydaje mi się to wielce nieprawdopodobne.Kłócić się nie zamierzam,bo tylko parasola w doopie otworzyć nie można,reszta jest możliwa...
Bullet, obiecałam, że będę ostrożniejsza
nic więcej już zrobić nie mogę... tego co napisałam już nie cofnę.
Dajmy już temu wątkowi spokój, ok?????????? ![]()
...
Smallangel, dziękuję ![]()
Przemyślę to jeszcze raz.
Bo - z jednej strony - chciałbym walczyć chociażby dla swojej satysfakcji...
Ale z drugiej - cały czas mam z tyłu głowy poczucie - że może lepiej pokazać mu klasę... i odciąć się od niego najszybciej jak się da...
Qurcze, trudne to wszystko...
Podział zrobi tak czy tak. Jakikolwiek rozwód by nie był. Firemka (moja) jest malutka... spłacę go tu akurat bez problemu. Gorzej z domem. Ale może to sobie odpuści ze względu na dzieci... przecież musimy mieć gdzie mieszkać... qurcze... co za bagno...
Uważam, że powinnaś walczyć.
Owszem, za rozpad więzi w małżeństwie odpowiadają obie strony, ale za zdradę winę ponosi jedynie Twój mąż.
Na Twoim miejscu tez bym zmieniła adwokata.
Zorija i już masz następcę prawie exa
Kurcze, a ja dłużej piszę tu od ciebie i nic
Jakiś problem?
Jak nie pogadamy to się nie zaprzyjażnimy.
Tyle że stąd wywalają za pogaduszki.
mietekdrozd@wp.pl
Hej emde, żartowałam ![]()
Spójrzmy... Co warte jest nasze życie. Ważne są domy. Zobowiązania finansowe... Czy tym właśnie okupujemy nasze jestestwo we dwoje? Z dziećmi...
Na końcu okazuje się, że za 600 zł kończymy coś nad czym pracowaliśmy całe lata. Że starania by tworzyć rodzinę na nic.
Zorija, postaraj się nie ulegać wpływom innych. To Ty żyłaś z tym człowiekiem i Ty go znasz najpewniej. To też ojciec Twoich dzieci. Zrób co uwazasz za sluszne, ale pamietaj, że on też lepiej lub gorzej uczestniczył we wszystkim coście stworzyli.
Mówisz, ze chcesz zacząć żyć na nowo. To się kiedyś stanie, ale potrwa zanim do tego punktu dojdziesz. Nie opóźniaj tego.
86 2015-08-15 22:20:04 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-15 22:21:31)
Sponi, wiem to wszystko. Oczywiście, że on też uczestniczył w tym, cośmy razem tworzyli.
Tylko, że teraz on chce to wszystko rozwalić... chce podzielić coś, czego podzielić się nie da! Bo to jest cały czas nasz (mój i dzieci dom; męża już nie, jemu na nim już nie zależy), i on ma dla nas wartość nie tylko materialną. Nie można - tak jak chce mąż - sprowadzić wszystkiego do kwestii pieniędzy. My tam chcemy mieszkać, kochamy to miejsce, nie chcemy innego. Mam z tego zrezygnować? Już i tak zostałam pozbawiona "normalnej", pełnej rodziny... dla mnie... dla moich dzieci. Teraz jeszcze dom?
...
Co do rozpoczęcia nowego życia - to tak, chcę tego jak najszybciej.
Dlatego m.in. cały czas zastanawiam się nad rozwodem bez orzekania. Wiem, że prawdopodobnie dostałabym go na pierwszej rozprawie.
Przyznam szczerze, ze jestem przeciwna jakimkolwiek zajadlym walkom z bylym. Nie uznaję gdy o alimenty na siebie starają sie byle żony. Prawo jednak takie mozliwosci daje, więc korzystamy z tego...
U Ciebie nie ma takich planów. Wypowiedź, której teraz udzieliłaś wyraźnie pokazuje, że bez emocji potrafisz myśleć dobrze i rozsądnie. Ja wiem... Nie wszystkie wartości da się przeliczyć.
Ktoś już Tobie radził tutaj byś próbowała się z nim ugadać i rozmówić zanim dojdzie do pierwszej rozprawy. Bo tak jak sugerował to Invisible może przekazać tę swoją część domu dzieciom teraz.
Pamiętaj, że czymś się kierował postępujac w ten sposób z wami. Wierzę jednak w Twoją klasę... I nie każ go za to, ze zaczyna od nowa. Ty i on znacie siebie najlepiej.
88 2015-08-15 22:51:06 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-15 22:55:17)
Przyznam szczerze, ze jestem przeciwna jakimkolwiek zajadlym walkom z bylym. Nie uznaję gdy o alimenty na siebie starają sie byle żony. Prawo jednak takie mozliwosci daje, więc korzystamy z tego...
U Ciebie nie ma takich planów. Wypowiedź, której teraz udzieliłaś wyraźnie pokazuje, że bez emocji potrafisz myśleć dobrze i rozsądnie. Ja wiem... Nie wszystkie wartości da się przeliczyć.
Ktoś już Tobie radził tutaj byś próbowała się z nim ugadać i rozmówić zanim dojdzie do pierwszej rozprawy. Bo tak jak sugerował to Invisible może przekazać tę swoją część domu dzieciom teraz.
Pamiętaj, że czymś się kierował postępujac w ten sposób z wami. Wierzę jednak w Twoją klasę... I nie każ go za to, ze zaczyna od nowa. Ty i on znacie siebie najlepiej.
Idealnie.
Ona zostanie z klasą, a on z kochanką i z kasą.
Takie pierdoły o dogadywaniu się z nim mozna prawić jak dwoje uczciwych ludzi rozstaje się za obopulna zgodą. Tam nie ma juz jej i jego. To trójkąt. Ona, on i jego nowa kobieta. To inny człowiek, po tym z którym zyła zostało tylko wpomnienie.
Bez publikacji tej historii
tymi wspomnieniami dzieci nie wyzywi.
89 2015-08-15 22:53:17 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-15 23:10:51)
Sponi, łatwo mogłabym Ci odpowiedzieć, czym się kierował...
90 2015-08-15 22:54:43 Ostatnio edytowany przez Xymena (2015-08-15 22:59:04)
Zorija
Jesteśmy po przeciwnej stronie barykady, ale sporo czytałam, jak widzą takie sytuacje mężczyźni i sądzę, że powinnaś powiedzieć twojemu mężowi to, co napisałaś w przedostatnim poście.
Jego miłości już nie ma, ale na pewno jest poczucie odpowiedzialności.
Podkreślaj tę jego odpowiedzialność za rodzinę czyli dzieci i ciebie czyli ich mamę.
Kompromisem mogłoby być mieszkanie tam dopóki dzieci nie zakończą edukacji.
To są wasze dzieci, jeśli widzi to inaczej, to niech też szuka rozwiązań.
Zawsze możesz zażartować, żeby w takim razie dzieci mieszkały z nim.
Z kim ty masz się dogadywać?
Klasą jest nie ulegać emocjom i jak już ktoś chce zakończyć małżeństwo to potraktować rozwód czysto biznesowo.
O byt swój i dzieci trzeba zadbać w zgodzie z sumieniem.
Nie patrz się na to co on sobie pomyśli albo ktoś inny.
Jeśli uważasz, że coś się tobie i dzieciom należy to postaraj się to uzyskać. Pieniądze w życiu codziennym są bardzo istotne.
"Przyznam szczerze, ze jestem przeciwna jakimkolwiek zajadlym walkom z bylym. Nie uznaję gdy o alimenty na siebie starają sie byle żony. Prawo jednak takie mozliwosci daje, więc korzystamy z tego..."
Byłe żony często zajmowały się domem, wychowywaniem dzieci, dogadzaniem panu robiącemu karierę i zdobywającemu pozycję zawodową.
A pan potem je kopnął w tyłek. Co wg Ciebie powinny zrobić? grzecznie podtulić ogonek i pójść do pracy do supermarketu albo do sprzątania w wieku np. 50 lat?
93 2015-08-15 23:01:31 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-15 23:06:20)
Sponi napisał/a:Przyznam szczerze, ze jestem przeciwna jakimkolwiek zajadlym walkom z bylym. Nie uznaję gdy o alimenty na siebie starają sie byle żony. Prawo jednak takie mozliwosci daje, więc korzystamy z tego...
U Ciebie nie ma takich planów. Wypowiedź, której teraz udzieliłaś wyraźnie pokazuje, że bez emocji potrafisz myśleć dobrze i rozsądnie. Ja wiem... Nie wszystkie wartości da się przeliczyć.
Ktoś już Tobie radził tutaj byś próbowała się z nim ugadać i rozmówić zanim dojdzie do pierwszej rozprawy. Bo tak jak sugerował to Invisible może przekazać tę swoją część domu dzieciom teraz.
Pamiętaj, że czymś się kierował postępujac w ten sposób z wami. Wierzę jednak w Twoją klasę... I nie każ go za to, ze zaczyna od nowa. Ty i on znacie siebie najlepiej.
Idealnie.
Ona zostanie z klasą, a on z kochanką i z kasą.Takie pierdoły o dogadywaniu się z nim mozna prawić jak dwoje uczciwych ludzi rozstaje się za obopulna zgodą. Tam nie ma juz jej i jego. To trójkąt. Ona, on i jego nowa kobieta. To inny człowiek, po tym z którym zyła zostało tylko wpomnienie.
Bez publikacji tej historii
tymi wspomnieniami dzieci nie wyzywi.
Bardzo dobre ![]()
Toorank, bardzo mądrze gadasz... jesteś dla mnie wielką niewiadomą... nie wiem już kompletnie, co mam o Tobie myśleć... ![]()
Xymena, właśnie o tym myślę...
O próbie jakiejś takiej ugody... zobaczymy...
Zorija, rozumiem wszystko co do mnie mówisz. Każde Twoje słowo. I ból, o którym mówisz tak niewiele - również. Postaraj się jedynie prowadzic z nim sensowne rozmowy. Bez emocji ( choć domyślam się, ze to niezmiernie trudne).
Zachowaj spokój a sądzę, że dojdziesz z nim do porozumienia. Mam takie przeczucie.
Wiesz co dla mnie jest moją największą porazką? Nicość. Ale pojawiajace się coraz częściej mysli, ze zaczęłam wszystko od nowa nie sa takie przerazajace.
95 2015-08-15 23:15:24 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-15 23:15:49)
Sponi, nie znam Twojej historii... ale jaka nicość??
Przecież żadna osoba (nawet mąż) nie mogą być dla nas całym światem. Mamy jeszcze wiele innych rzeczy... do zrobienia, do odkrycia.
Możemy poznać mnóstwo niezwykłych wspaniałych osób.
Proszę Cię, nie możesz tak myśleć. Na jednym facecie świat się nie kończy.
"Przyznam szczerze, ze jestem przeciwna jakimkolwiek zajadlym walkom z bylym. Nie uznaję gdy o alimenty na siebie starają sie byle żony. Prawo jednak takie mozliwosci daje, więc korzystamy z tego..."
Byłe żony często zajmowały się domem, wychowywaniem dzieci, dogadzaniem panu robiącemu karierę i zdobywającemu pozycję zawodową.
A pan potem je kopnął w tyłek. Co wg Ciebie powinny zrobić? grzecznie podtulić ogonek i pójść do pracy do supermarketu albo do sprzątania w wieku np. 50 lat?
Zorija... Proszę. Pomysl... Nikt nie mówi o podkurczaniu ogona. To nie tak. Każdy z nas podejmuje wybory. Zaniechanie to też wybór. Mam dwoje dzieci. Tez zajmowalam się domem. Jak kazda kobieta. Nie tlumaczmy trudnosci w znalezieniu pracy tymi obowiazkami. Zresztą praca w markecie nie powinna być ujmą. Pracuja tam ludzie, którzy mają identyczne problemy.
Niepotrzebnie sie unosisz.
97 2015-08-15 23:22:38 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-08-15 23:35:51)
Sponi, nie znam Twojej historii... ale jaka nicość??
Przecież żadna osoba (nawet mąż) nie mogą być dla nas całym światem. Mamy jeszcze wiele innych rzeczy... do zrobienia, do odkrycia.
Możemy poznać mnóstwo niezwykłych wspaniałych osób.
Proszę Cię, nie możesz tak myśleć. Na jednym facecie świat się nie kończy.
Dokladnie! Na jednym facecie swiat sie nie konczy Zorijo. To chcę Tobie uzmyslowić. Chcesz by mimo, ze odszedł wypalil w Tobie chęć do życia? Bo i bez tych utarczek nie jest takie proste zamknąć drzwi by otworzyć nowe.
A tam, to wszystko, do bani... Czy ja nie mogłam sobie spokojnie żyć?
Starzeć się i gnuśnieć sobie? A teraz muszę znów się gimnastykować
![]()
Dzięki wszystkim za rady!
Polubiłam to forum ![]()
99 2015-08-15 23:34:13 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-08-15 23:37:22)
A tam, to wszystko, do bani... Czy ja nie mogłam sobie spokojnie żyć?
Starzeć się i gnuśnieć sobie? A teraz muszę znów się gimnastykować
![]()
Dzięki wszystkim za rady!Polubiłam to forum
Zanim uciekniesz spać.. Wiesz o czym marzyłam ja? O spokojnej starosci. O albumie ze zdjeciami. A na nich moja zmarszczka. I kolejna w następnym roku. Potem dwie.. Na koncu miliony
Aha... I zawsze się martwilam czy będę taka marudna jak mój dziadek wobec babci:)
I za cholerę nie umiem robić ruskich pierogów:)
Idę spać. Pojutrze pomyśle co zrobić jutro ![]()
Zorjia
rozwód nie zmienia tego, że jesteście obydwoje nadal rodzicami
zamiast go odsuwać od dzieci, co wywołuje jedynie chęć odwetu,
przerzuć odpowiedzialność za przyszłą sytuację dzieci na niego
zapytaj jak on to widzi, niech poczuje, że to też jego problem
musicie przecież podzielić się tą opieką
ja bym mu jej oddała jak najwięcej ![]()
ty odpoczniesz, a dla dzieci to na pewno dobre
w razie czego odwróć sytuację, powiedz, że się boisz, że sobie nie poradzisz i wolisz, żeby dzieci mieszkały z nim
jak to powiesz szczerze, to może chętniej sie dogada ![]()
inwigilacji
. Sama w to nie baw się bo możesz złamać prawo. To trochę kosztuje, ale tu gdzie chodzi o majątek warto zainwestować trochę pieniędzy.
Z rozwodem nie ociągaj się i nie odwlekaj za bardzo, bo może być tak, że jak mu się coś stanie ( kochanka chyba młodsza więc może próbować dostosować się z wigorem do niej zażywając jakieś wspomagacze- tak jak mój wujek, niestety dostał wylewu) to ona przytarga ci go pod drzwi i twoim obowiązkiem będzie zająć się nim (tak zrobiła kochanka wujka), a nie chciałabyś chyba tego.
Po uzyskaniu rozwodu z jego winy, będziesz mogła ubiegać się o alimenty na siebie, przydadzą się do pokrycia częściowo raty kredytu hipotecznego zaciągniętego na zakup nowego domu. Powalcz też aby to on ciebie spłacił za dom, do czasu spłaty i oczywiście pewnego okresu po spłacie potrzebnego na zakup nowego domu będziesz z dziećmi mieszkała w starym domu. Tak zrobiła znajoma i teraz ma nowy dom i mieszka daleko od zdrajcy. Trochę to trwało zanim ja spłacił więc sobie z dzieckiem spokojnie mieszkała . Wprawdzie ma kredyt hipoteczny ale mówi że jest zadowolona z takiego obrotu sprawy. I nie martw się, że musisz znowu gimnastykować się bo to tylko doda ci wigoru poczujesz się młodsza i silniejsza ![]()
No więc, Moi Kochani, wczoraj dostałam pozew. Rozprawa w drugiej połowie września.
Mąż złożył wniosek na początku maja, czyli zaledwie 1,5 miesiąca po odejściu.
Szybko mu poszło.
Oczywiście wina jest moja (!! ja pier...olę, jak ktoś może mieć aż taki tupet; a szczytem tupetu jest to, że zawnioskował m.in. o to, żeby ja pokryła koszty procesu i jego adwokata!!! dno absolutne). Powody, które wymienił - to jakieś totalne bzdury, co udowodnię w mig. Typu, że od ponad roku ustały wszelkie więzi. Tyle, że my jeszcze w październiku byliśmy na wyjeździe ze znajomymi a na święta u jego mamy i moich rodziców. Przytulaliśmy się tam publicznie, chodziliśmy razem na spacery, przesiadywaliśmy w kawiarence, piliśmy drinki...
No ale... pomimo że wina moja, to łaskawy pan wystąpił o rozwód bez orzekania o winie
Trochę mnie to wczoraj zdołowało, było mi cholernie przykro, zabolało znów, to co się tam już ładnie we mnie zagoiło, znów się otworzyło.
Dziś już dobrze.
Jutro mam spotkanie u adwokata. Ciekawa jestem co mi doradzi.
Bo ja w ogóle nie chce mu dać rozwodu. Mam swoje powody, a wiem, że mam taką możliwość.
To tyle na razie.
Będę tu sobie (i Wam) opisywać jak się sprawy potoczą, bo łatwo nie jest, a tak - chociaż się wygadam (czy raczej wypiszę)
hej. Mam podobnie do ciebie. Mąż 6mcy po slubie zostawił mnie- w maju złożył pozew o rozwód ma adwokata co ja przeżywam szook koszmar- wina też jest moja - chodź złożył bez orzekania o winie- a to że moja wina to tak powiedział- nie dałam mu dziecka przez 6mcy- on pracuje za granicą - dwa w przeciągu 6 mcy- nie zmieniliśmy mieszkania na większe- trzy- nie mma pasji- cztery- nie zmieniłam pracy na lepiej płatną , ja zarabiam grosze on ok 10 tys z cezgo nigdy nie dał mi złotówki i jeszcze kazał mi swój kredyt połowę raty płacić taka byłam naiwna!!! nie ma go ciągle nowe kobiety ma w znaojomych dowartościowuje się ja cierpię Boże jak ży. kochana jak masz ochotę pisz do mnie na priv- Justyna7314@wp.pl
Tylko widzisz Majko, niektórych ludzi walka nakręca... czują się w tym dobrze...
Ja go znam - on uzna mnie za wariatkę, która się wścieka i nie panuje nad emocjami... I będzie miał satysfakcję i to da mu jeszcze większe uzasadnienie i wytłumaczenie dla tego co zrobił... To taki okropny typ... jego to tylko wzmocni... rozumiesz?
On nigdy nie przyzna się do winy. To straszny krętacz. I będzie zawsze święcie wierzył w te swoje racje. Chyba, że samo życie mu dokopie.
W tej korespondencji mailowej, którą dziś (niepotrzebnie) przeczytałam, on kilka dni po odejściu nie miał najmniejszych zahamowań żeby napisać, że w naszym małżeństwie nie było już niczego dobrego i ja nic z tym od dawna nie robiłam a teraz najłatwiej mi oskarżać jego jaki to on chu*j bo odszedł i ją, bo ona jako kochanka jest tą winną.
No a oni przecież tacy niewinni... ehhh, nie chce mi się już tego ciągnąć... chcę się od niego odciąć na maksa... rozpocząć nowe życie!
Zorija- kurcze jkabym czytała o swoim męzu- nigdy do winy się nie przyznał, nigdy nie przeprosił i zawsze musiał mieć rację we wszystkim dosłownie!!! jak mu jej nie przyznałam miał focha jak mały chłopiec i niszczył mnie wysysał moją energię i wartość lnienawidze go!!! tak nas skrzywdził!!!Ja odpowidama z pozewm o jego winie trudno nie będę tą, która zawsez była potulna a on mną pomiatał dosyć chodz nie mma siły musiałam się zadłużyć i wziąść adwokata sama z takim typem nie dam rady
Przemyślę to jeszcze raz.
Bo - z jednej strony - chciałbym walczyć chociażby dla swojej satysfakcji...
Ale z drugiej - cały czas mam z tyłu głowy poczucie - że może lepiej pokazać mu klasę... i odciąć się od niego najszybciej jak się da...
Qurcze, trudne to wszystko...
Rzeczywiście przemyśl temat i to dobrze... Znasz męża od lat, znasz jego charakter. Jesteś pewna, że Twoje zachowanie zostanie odebrane jako klasa, czy raczej słabość ? Ja wybrałam właśnie opcję "z klasą" i błyskawiczne odcięcie się od zdrajcy bez żadnych podziałów. Wyprowadziłam się tylko z rzeczami osobistymi. Jako, że interesowało mnie tempo ekspresowe rozwodu, oddałam mu również majątek odrębny na który poniósł jakieś tam nakłady w trakcie trwania naszego małżeństwa. Miałam świadomość, że eks będzie się szarpał o każda złotówkę, a mnie szkoda już było na niego czasu. Przyjął wszystko bez najmniejszego problemu
ale do czego zmierzam... Kiedy spotkaliśmy się w sądzie przed salą rozpraw eks zapytał mnie, czy zamierzam mu oddać czynsz za pół ostatniego miesiąca kiedy, to jeszcze mieszkaliśmy pod wspólnym dachem. Jak sądzisz zauważył on tę moją "klasę" czy jednak niekoniecznie ? ![]()
Z perspektywy czasu uważam, że swoim postępowaniem utwierdziłam tylko gnoja w przekonaniu, że zawsze i wszystko mu się należy...
.... Kiedy spotkaliśmy się w sądzie przed salą rozpraw eks zapytał mnie, czy zamierzam mu oddać czynsz za pół ostatniego miesiąca kiedy, to jeszcze mieszkaliśmy pod wspólnym dachem. Jak sądzisz zauważył on tę moją "klasę" czy jednak niekoniecznie ?
....
dający do myslenia, doskonały przykład. Pan ten miał to głęboko w d..e. On nie zaprzątał sobie tym głowy.
Osobniki takie nie dostrzegają żadnych gestów czy próby wyjścia "z klasa", a jedynie będą mieć ubaw w przyszłości, gardzić słabością i naszym "frajerstwem" bo oni de facto przy tym wychodzeniu z klasa dostają własnie to czego chcą.
Jeśli chce się coś osiągnąć trzeba o to zawalczyć.
106 2015-08-16 10:12:07 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-16 10:19:06)
Sponi, znam to wszystko ![]()
Xymeno, dzieci są już nastolatkami i same podejmują decyzje. Ja już im niczego nie mogę narzucać; on też nie. Rozumiem, co chcesz powiedzieć. Że dzieci są tak samo jego, jak i moim problemem. Ja to wiem, on prawdopodobnie tez się pod tym z wielką chęcią i nawet szczerością podpisze. Tylko czyny mówią co innego.
Azbestowa - tak! tego się też własnie boję
Bo gdzie taki prawie-dziadek do takich wyzwań, hehehe
I to już nie chodzi nawet o sam seks ze sporo młodszą kobietą... (ojjjj musi go to stresować, czy podoła
). Ale w ogóle - trzeba cały czas zabawiać, zwracać uwagę na jej nastrój, wyczuwać gorsze chwile i dni i być wówczas wsparciem, być elokwentnym, przewidującym, czarującym, do tego płacić i się opiekować... I właśnie tu się boję... bo ile biedak da radę wytrzymać? ![]()
A ten pomysł ze spłatą z jego strony (i mieszkaniem w tym czasie w domu) - GENIALNY!!! Bardzo Ci za tą podpowiedź dziękuję ! Tak dokładnie będę wnioskować w razie czego w sądzie ![]()
Frania, Ty młodziutka jeszcze jesteś - uciekaj przed nim gdzie pieprz rośnie i nawet się nie zastanawiaj. Chociaż dziś wydaje Ci się, że świat się zawalił, jutro już o nim nawet nie będziesz pamiętać...
Volver, wiesz, bronię się jak mogę przed tego typu myślami (i prawdą). Tzn. nie chcę dopuścić do świadomości faktu, że on jest typem bez skrupułów, moralności, zasad... że zrobi tak, jak jemu będzie wygodnie. Ciągle się łudzę, że ma jednak jakieś ludzkie cechy... że nie zachowa się w taki czy inny sposób...
Ale oczywiście podświadomie wiem, że tak nie jest! Że będzie dobry tylko tak długo, jak on sam tego będzie chciał! Że nie będzie miał żadnych oporów i skrupułów, żeby zrobić to, co on chce i co dla niego wygodne. Dlatego chyba masz rację - nie ma co "pokazywać klasy", bo on ma to w dupie!
...
Przespałam się z tematem (chociaż bardzo źle spałam... myśli tłukły mi się po głowie całą noc...)
i ostatecznie postanowiłam orzekać o jego winie.
Zmienię też prawnika.
...
pozdrawiam i życzę wszystkim miłego dnia ! ![]()
Volver, wiesz, bronię się jak mogę przed tego typu myślami (i prawdą). Tzn. nie chcę dopuścić do świadomości faktu, że on jest typem bez skrupułów, moralności, zasad... że zrobi tak, jak jemu będzie wygodnie. Ciągle się łudzę, że ma jednak jakieś ludzkie cechy... że nie zachowa się w taki czy inny sposób...
Ale oczywiście podświadomie wiem, że tak nie jest! Że będzie dobry tylko tak długo, jak on sam tego będzie chciał! Że nie będzie miał żadnych oporów i skrupułów, żeby zrobić to, co on chce i co dla niego wygodne. Dlatego chyba masz rację - nie ma co "pokazywać klasy", bo on ma to w dupie!
Mnie się też wydawało, że mój eks jakieś resztki przyzwoitości jednak posiada. Myślałam sobie... "zakochał się"... cóż... bywa... serce nie sługa ale każdy normalny człowiek ma przecież potrzebę jakiegoś zadośćuczynienia osobie którą krzywdzi... No, niestety przeliczyłam się
Tym sposobem miałam okazję zaznać, jak były partner dzieli się przy rozwodzie wspólnym majątkiem "po dobroci"
Faktem jest, że mój były to wyjątkowy egzemplarz.
Od naszych dalszych znajomych wiem, że eks bez skrępowania chwalił się im, jak to rozstaliśmy się właśnie "z klasą" bez szarpaniny i kłótni... Taki dobry z niego pan ![]()
108 2015-08-16 10:36:37 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-08-16 10:38:50)
Dzień dobry Zorija... Dlugo nie mogłam zasnąć. Trochę z Twojego powodu
I przez te cholerne pierogi
I trochę w życiu przeszłam. Przez byłego byłam postawiona pod ścianą w sprawach finansowych. Tyle, ze nie próbowałam walczyć. Bo i po co. O co. Mamy wspolny kredyt, co do splaty którego przyczepił sie do mnie po moim odejsciu. Włozylam w ten dom mnóstwo pracy i pieniędzy. To był nasz wspólny dorobek, nawet jeśli nie zarabialam tyle co on. Na chwilę uwolniłam się z kłopotu dokładania sie do raty, bo jednym zdaniem go przystopowałam: jesli przyjdzie tobie znowu do glowy chciec ode mnie kasy na niego, ja zażądam oplat za korzystanie z domu. Wcale tego nie chce. Ale ciagłe szarpanie mnie naprawdę meczylo. W naszym przypadku uwazam, ze dom mozna sprzedac. Moze najać mieszkanie w miarę blisko dzieci.
Czytałam rano na Twoją okolicznosc o nierownych ustaleniach podzialu majątku. Prawo to przewiduje. Nawet w przypadku porzucenia rodziny. Poczytaj doktryny zwiazane z art 43 KRO. Cos znajdziesz.
"Chcesz pokoju,gotuj się do wojny"...taka prawda.Środki do prowadzenia tej "wojny" nigdy nie będą sprawiedliwe.Zobaczysz...
110 2015-08-16 11:13:56 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-16 11:15:34)
Witaj Sponi
Przepraszam za tą bezsenną noc ![]()
A powiedz mi: nie szarpiesz się z nim, ale czy masz wewnętrzny spokój, czujesz się dobrze, wiesz, że sobie poradziłaś?
Bo mnie chyba takie wewnętrzne szarpanie i brak takiego spokoju męczyłoby bardziej niż walka w sądzie.
Ktoś tutaj, chyba Bullet mi doradził, żebym w sądzie robiła swoje, tym bardziej, że chodzi mi tylko i wyłącznie o prawdę; ja nie chcę niczego ugrać...; a w codziennym życiu odpuściła, była wolna, bawiła się, wymazała drania z pamięci...
Chętnie poczytam o tych podziałach, dzięki ![]()
Volver, obawiam się, że mój też jest niezłym egzemplarzem
W każdym bądź razie trzeba się cieszyć, bo nie trafiłyśmy na jakichś maminsynków i takie flaki z olejem... ale na chłopów "bardzo wyjątkowych i z charakterem"
![]()
...
Hej Maja ![]()
Jak to?? myślisz, że będzie łgał jak pies?? Nie! to nie mój mąż, on zawsze miał takie zasady!!
![]()
He he...taa,jasne...
Hej Zorija
Zorija...
Moja sytuacja była z goła inna jak u Ciebie. I to ja byłam tą zdradzaczką ( z czym zresztą nie kryję sie na forum). Niemniej jednak nie dam się zaliczyć do szablowowych zdrad. Na własne zyczenie bowiem wpakowałam się w związek pełen przemocy. Bo mogłam odejsć dawno temu.
Nie o tym jednak chcę powiedzieć. O tym pogadamy kiedyś przy pierogach
Pytasz czy dobrze się z tym niewalczeniem czuję? Owszem. Tylko to nie jest tak, ze wszystkiemu poddaję się bez walki. Ja się nie rzucam jak ćma przy żarówce. Po moim odejsciu powiedziałam sobie, że nigdy nie zobaczy strachu w moich oczach. Atakowałam tylko wtedy, gdy to było ostatecznoscią. Argumentami. A ze go sie nadal boję? Cóż... Owszem, ale jestem w trakcie przepracowywania swojego życia począwszy od dziecinstwa.
Zaczynam odczuwać swobode. W działaniach. Wolność w podejmowaniu decyzji. I to, ze nie nic nie muszę. Że... Jestem wolna duszą. Zmysłami.
I tak jak Bullet mówi: rób swoje. Tyle, ze nie pozwól by emocje grały pierwsze skrzypce.
Myśle, ze dogadacie się, skoro macie dzieci w wieku nastoletnim. Mysląc o nich pamietaj, ze to ich tata. A ze teraz ich relacje zawisly na gałezi, to minie. One go kochają. Są póki co na niego złe.
Dobre u Ciebie jest to, ze nie mówisz, ze za wszystko zapłaci. Z troski o dzieci dogadasz sie z nim co do domu. Ja w to wierzę. I powiem jedno. Zauważylam, ze intuicja mnie nie zawodzi.
On ochlonie. Kocha dzieci.
113 2015-08-16 11:58:05 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-08-16 11:58:46)
Oj,oj,mąż Zoriji jest chyba bardziej skomplikowany niż nam się wydaje.Albo tak bardzo myśli przyrodzeniem, że i dzieci nie maja w tej chwili wiele do powiedzenia. Za krótki czas od odejścia do tej kobiety, a złożeniem pozwu.Nie zastanowił się dobrze, po prostu poszedł za aktualnymi emocjami.Zwykle facet po ochłonięciu przelicza sobie za i przeciw, a dopiero potem robi jakiś ostateczny krok.byłam pewna, że tak będzie i w tym przypadku, pomyliłam się.Facet nie dał sobie czasu na konkretne,nieemocjonalne przemyślenia, dał się ponieść emocjom i poszedł na całość. Zorija,bądź ty trzeźwo myśląca w tej sytuacji,bo możecie z dziećmi zbyt dużo stracić.Jeśli jest tak jak tu przedstawiłam, to jego zasady mogą w tej chwili nie mieć żadnego znaczenia.
Podobno kryzys wieku średniego jest gorszy od okresu dorastania, z takimi wypowiedziami panów sie spotkałam.
Optymistycznym wariantem byłoby, gdyby jm zachował się z klasa, mając na uwadze dobro dzieci i żony, ale z własnego i koleżanek doświadczenia wiem, że o tym to się czyta w książkach.
Te z nas, które myślą, że mąż w sądzie będzie taki sam jak w najlepszych latach małżeństwa, bardzo się mylą. My naszych mężów znamy, póki jesteśmy razem, po wyprowadzce to już inni ludzie pod wpływem innych, zazwyczaj nieznanych nam osób. Po złożeniu pozwu, jm staje się przeciwnikiem i walczy wszelkimi metodami, nie zawsze uczciwymi, kłamstwa na sali sądowej są powszechne, kłamią także świadkowe.
Lepiej jest przygotować się w tym wypadku na gorszy scenariusz i ew. mile zdziwić, niż przeżyć kolejny szok.
Przyznam szczerze, ze jestem przeciwna jakimkolwiek zajadlym walkom z bylym. Nie uznaję gdy o alimenty na siebie starają sie byle żony. Prawo jednak takie mozliwosci daje, więc korzystamy z tego...
U Ciebie nie ma takich planów. Wypowiedź, której teraz udzieliłaś wyraźnie pokazuje, że bez emocji potrafisz myśleć dobrze i rozsądnie. Ja wiem... Nie wszystkie wartości da się przeliczyć.
Ktoś już Tobie radził tutaj byś próbowała się z nim ugadać i rozmówić zanim dojdzie do pierwszej rozprawy. Bo tak jak sugerował to Invisible może przekazać tę swoją część domu dzieciom teraz.
Pamiętaj, że czymś się kierował postępujac w ten sposób z wami. Wierzę jednak w Twoją klasę... I nie każ go za to, ze zaczyna od nowa. Ty i on znacie siebie najlepiej.
Zacznę od tego,że i tak główna zainteresowana zrobi po swojemu i w zgodzie ze swoim sumieniem.Ale biorąc pod uwagę, tę istną dobroć panów na rozprawach rozwodowych,które widać w tym wątku(i nie tylko) czarno na białym(bo wyjątki można zliczyć na palcach jednej ręki)...to jak nie będzie walczyć,to zostanie pożarta.
Co do zajadłych walk odnośnie alimentów na siebie,o których wspomniała Sponi...poczytaj,być może i to wykorzystasz,nie musisz bowiem być w skrajnym niedostatku.
A co do nieprzeliczalnych wartości...o których tu mowa,to trzeba było myśleć o tym na początku...zrobić bilans swojego życia,zakończyć to "straszne małżeństwo" i zacząć nowy etap swojego życia.
Żeby nie zanieczyszczać tematu Zoriji...
Majko.. Rozumiem, ze do mnie te slowa o strasznym malzenstwie. Więc spróbuję się do tego odnieść.
Kazdy z nas jest indywidualnością w swoim rodzaju. Ma swój rozum i jego brak w pewnych okolicznosciach. Mogłam wiele zrobic inaczej w swoim zyciu. Tyle, ze nie zrobiłam wczesniej nic. Bo chyba tak naprawdę myslalam o sobie. Nie o bylym, nie do konca o dzieciach. Po odejsciu emocje, ktore mna targaly zmusily mnie do tego, bym nalozyła raz jeszcze buty w ktorych przenierzylam swoje życie. I dostrzeglam wtedy z boku wiele. Moje wybory. Bo nawet jesli pozwalałam by ktos za mnie decydował, to tez był swojego rodzaju mój wybór. Moją winą jest to, że chyba jednak nie kochałam byłego. A reszta potoczyła sie tak jak się potoczyła. Byc moze tym własnie obudziłam jego mroczną stronę. Miałam jej dosć. I dość siebie samej...
Jestem na etapie rozkładania siebie na części pierwsze. I niestety wiele we mnie mi się nie podoba. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, ze powoli zerkam w lustro. I dostrzegam siebie prawdziwą. Taką jaka jestem. Ulomną emocjonalnie, ale i twardą. Czasem bezduszną w swoich wyborach. Zimną i być może wyrachowaną. Wiem, że nie jestem idealna. I nawet chyba nie chciałabym taką być. Bo to zwyczajnie niemożliwe.
Dociera do mnie jedno: byly i ja dokonywalismy tych wyborów. Czy umniejszę sobie tym sposobem poczucie winy? Bardzo tego sobie zyczę.
Odnosnie klasy... I odejscia. Dla mnie klasą jest nie dać się zlamać. I żyć. Moj były zabiegał o pozbawienie mnie wszystkiego łącznie z dziecmi. Bo groził, że zabierze mi wszystko. I się chyba zdziwił z lekka. Bo nie wszystko poszlo zgodnie z jego planem. Na szczęscie radzę sobie.
Zorija sobie poradzi. Jej mąż ochłonie.
Swoją drogą nie wiem juz kiedy panowie mają kryzys wieku sredniego
Myslalam, że koło czterdziestki ![]()
Nie,to akurat nie do Ciebie Sponi,tylko do Zoriji.
Nie,to akurat nie do Ciebie Sponi,tylko do Zoriji.
Ale przynajmniej sobie pismęciłam
I nawet dobrze mi z tym ![]()
majkaszpilka napisał/a:Nie,to akurat nie do Ciebie Sponi,tylko do Zoriji.
Ale przynajmniej sobie pismęciłam
I nawet dobrze mi z tym
He,he....chyba ja napisalam niezrozumiale.
120 2015-08-16 16:20:18 Ostatnio edytowany przez Xymena (2015-08-16 16:21:03)
a ja zgadzam się z Invisible Man
90% facetów w takiej sytuacji zdradza i oszukuje żony przez wiele lat nawet
a on miał jaja, bo odszedł
a wina jest zazwyczaj wspólna
Wina nie jest wspólna, tak jak decyzja i czyny.
122 2015-08-16 18:16:45 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-16 18:34:58)
a wina jest zazwyczaj wspólna
Xymeno, stawiasz diagnozę.
A mój mąż zdradzał mnie przez pół roku (mieszkając ze mną i z dziećmi, śpiąc ze mną, jedząc to co ugotowałam, korzystając z tego co mu prałam, sprzątałam, prasowałam i jednocześnie mając romans)... ja w jego zachowaniu nie widzę nawet odrobiny uczciwości. Odszedł, bo może kochanka już dłużej tak nie chciała... żeby po seksie z nią, buziaczku i czułym słówku leciał do żony i to jeszcze pędem, żeby ta druga się nie domyśliła - to nie jest uczciwość, tylko przyparcie do ściany.
Zorija
w ogóle nie stawiałam diagnozy
daj spokój
osoby, o których piszesz słyszały tylko twoją wersję
a faceci częściej oszukują niż odchodzą
dlatego uważam, że twój mąż postąpił mimo wszystko uczciwie
dziwnie się to jakoś napisało... moja odpowiedź do Xymeny wskoczyła nad jej tekst...
Oj,oj,mąż Zoriji jest chyba bardziej skomplikowany niż nam się wydaje.Albo tak bardzo myśli przyrodzeniem, że i dzieci nie maja w tej chwili wiele do powiedzenia. Za krótki czas od odejścia do tej kobiety, a złożeniem pozwu.Nie zastanowił się dobrze, po prostu poszedł za aktualnymi emocjami.Zwykle facet po ochłonięciu przelicza sobie za i przeciw, a dopiero potem robi jakiś ostateczny krok.byłam pewna, że tak będzie i w tym przypadku, pomyliłam się.Facet nie dał sobie czasu na konkretne,nieemocjonalne przemyślenia, dał się ponieść emocjom i poszedł na całość. Zorija,bądź ty trzeźwo myśląca w tej sytuacji,bo możecie z dziećmi zbyt dużo stracić.Jeśli jest tak jak tu przedstawiłam, to jego zasady mogą w tej chwili nie mieć żadnego znaczenia.
Zbytdelikatna, gdy dostałam pozew, to szczerze? tak jakbym dostałam kolejny raz w łeb...
Pomyślałam wtedy: ile desperacji musi być w tym człowieku... on mnie musiał rzeczywiście absolutnie nie kochać... ani mnie ani dzieci... widać, że ma jakiś cel w życiu i my mu tylko widocznie staliśmy na drodze...
Ale potem spojrzałam na daty... i zobaczyłam, że zrobił to prawie natychmiast po odejściu...
Prawdopodobnie więc chciał w ten sposób uwolnić się od tego co się stało - co on sam zrobił - zamknąć już ten rozdział definitywnie...
Tylko, że oczywiście tak się nie da. Rozwód niczego w nas tak naprawdę nie zmienia. Jeśli gnębi go jakiekolwiek poczucie winy - to i po rozwodzie gnębić będzie...
Jeśli chciałby coś wymazać, wykreślić, zapomnieć - to rozwód tego nie sprawi...
To głupie postępowanie.
Ale, tak jak napisała AnnaJo - faceci w kryzysie wieku średniego zachowują się bardziej nieracjonalnie niż nastolatkowie w okresie dojrzewania...
Tak, Zbytdelikatna, nie ufam mu już za grosz i wiem, że mogę liczyć (ja i dzieci) tylko na siebie. Że muszę wiele przewidzieć... i zabezpieczyć nas... on odleciał... zwyczajnie odleciał... w przestrzeń kosmiczną
wpadł w czarną dziurę, hehehehe (ale ma białą kobietę
)
Jego rozum wysiadł. Nie działa. Awaria.
![]()
Zorija
nic nie chcesz zrozumieć
on to przemyślał dużo wcześniej,
może myślał rok, może dłużej, tego nie wiesz
jego rozum na pewno działa i przekalkulował to sto razy
a potem wprowadził w życie, odszedł i wniósł o rozwód
proste i logiczne
i na pewno kocha dzieci, one nie mają z tym nic wspólnego
![]()
128 2015-08-16 19:44:27 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-16 19:45:10)
Zorija
nic nie chcesz zrozumieć
on to przemyślał dużo wcześniej,
może myślał rok, może dłużej, tego nie wiesz
jego rozum na pewno działa i przekalkulował to sto razy
a potem wprowadził w życie, odszedł i wniósł o rozwód
proste i logicznei na pewno kocha dzieci, one nie mają z tym nic wspólnego
mała poprawka
"a potem wprowadził w życie: zdradzał przez 5 miesięcy, odszedł bo nie mógł już dłużej inaczej i wniósł o rozwód bo go kochanka nękała"
gdyby zrobił tak jak Ty napisałaś - byłoby ok
wydaje mi się, że to jednak Ty nie rozumiesz...
jak ktoś zdradza - jest zwyczajnie kłamcą, oszustem, osobą nielojalną, nieodpowiedzialną, tchórzem i dnem - a nie "uczciwym"
Przemyślał, albo i nie przemyślał - spotkał na swojej drodze babę, która akurat polowała... przytuliła misia, wysłuchała narzekań na niedobrą żonę i w ogóle, cae to marne życie, dała co tam miała - wiesz czym facet wtedy bardzo często myśli? noooo, nie rozumem niestety...
Zorija w jakim wieku sa wasze dzieci ?
130 2015-08-16 19:53:18 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-16 19:53:43)
Xymena, tak naprawdę to nie chce mi się już z Tobą dłużej gadać...
Nie rozumiem tego co próbujesz mi wmawiać... że on uczciwy... że winne są zawsze dwie strony (winne zdrady jednego z partnerów??)...
i już mnie Twoje zdanie na ten temat nie interesuje...
ja muszę się zmierzyć z tą sytuacją, ja ją znam, ja wiem jak się zachował, ja wiem co nas łączyło i w jaki sposób on to rozpieprzył...
a Ty wstawiasz tylko swoje banały...
po co mi w ogóle z Tobą rozmawiać i cokolwiek Ci tłumaczyć?
Ten wątek dotyczy tego, jak mam się rozwieść, a nie Twoich pseudo-psychologicznych wywodów na MÓJ temat.