Od zarania dziejów społeczeństwo zaszczepiało w ludziach pęd do zakładania rodziny i płodzenia dzieci.
Dlatego np. nie tak dawno bo w latach 50-60 ubiegłego wieku jak ktoś miał 20 lat to już myślał o żeniaczce a 25 letnia kobieta bez dzieci była traktowana jako stara panna spisana na straty.
Działo się to tak dlatego, że kiedyś ludzie mieli znacznie mniej możliwości niż obecnie.
Nie było internetu, nie było wycieczek zagranicznych na wyciągnięcie ręki, nie można było sobie obejrzeć filmu/pograć w grę czy wyjść do kina ze znajomymi. Nie można było wykonywać masy różnych hobby i zainteresowań. Kiedyś nie było kółek zainteresowań, klubów gier planszowych oraz siłowni na każdym rogu, nie było muzeów czekolady, nie było escape room'ów, nie było miejsca gdzie mogłeś sobie profesjonalnie pośpiewać karaoke, nie było restauracji Sushi, nie było torów wyścigowych, wypożyczalni rowerów, pizzerii, kebabów itp.
Jakie rozrywki były np. w latach 50 czy 60? pójście do baru z kumplami się uchlać, coś jeszcze?
Dlatego kiedyś założenie rodziny było takim mega wielkim wypełniaczem życiowym.
Dzisiaj jest znacznie więcej możliwości, są otwarte granice, można się nauczyć chińskiego przez internet, napisać pracę doktorancką z biofizyki itp.
Dlatego coraz więcej ludzi wybiera inne drogi w życiu niż ślub.
Mało tego, spójrzcie Państwo na wsp. dzietności, można zauważyć, że im biedniejsze państwo tym dzietność jest większa a im bogatszy kraj tym dzietność spada.
Najmniejsza dzietność jest w krajach najbardziej rozwiniętych (np. rejony północnej europy) zaś największa w krajach bardzo biednych (np. środkowa Afryka gdzie wsp. dzietności wynosi nawet 7-8 dzieci na jedną parę!)
Dlaczego taka różnica? W kraju gdzie są pieniądze ludzie chcą z nich korzystać, nowe mercedesy, wycieczki do Azji, super rozrywki itp. Tam gdzie pieniędzy nie ma pozostaje klepanie dzieci i rytuały tańczenia na wiosce.
Sam jestem kawalerem, co prawda do 30stki trochę mi jeszcze brakuje ale szybko zleci i wiem, że na 99% pozostanę nim do końca swoich dni a na 99,(9)% nigdy nawet nie będę w związku nie mówiąc nic o ślubie.
Trzeba sobie uzmysłowić, że nie każdy nadaje się na męża/ojca itp. Ja nie mógłbym być ojcem bo dzieciom trzeba umieć przedstawić i wpoić odpowiednie wartości w życiu a nie tylko dać tableta by mieć święty spokój.
Mężem też bym nie mógł być bo to jest bardzo odpowiedzialna i sumienna rola, po prostu nie jestem do tego stworzony.
Mam tego świadomość i bardzo dobrze, że tak jest.
Ja już w wieku 17-18 lat wiedziałem, że zawsze będę sam i nie było to w taki sposób, że tak postanowiłem tylko po prostu miałem takie przeczucie, które się sprawdza.