Mam cztery pytania.
Po pierwsze z czego to może wynikać, takie zachowanie ? Dodam, że chyba nie ograniczałbym go do jednej płci. Panie też potrafią kokietować, uwodzić, kusić, a na końcu pada słynny tekst o przyjaciołach. Z czego to wynika, że dziś przede wszystkim flirtujemy, zdobywamy, a jak przychodzi czas decyzji to sobie nagle przypominamy, o przyjaźni, albo jak główny bohater posta wracamy do jaskini.
Drugie. Często jest tak, że motyle w brzuchu pojawiają się już po dwóch, trzech tygodniach. Zwłaszcza wśród osób, które już dłuższy czas pozostają same. Nagle pojawia się kandydatka, kandydat i zaczynamy myśleć, o Boże to chyba TA/TEN ! Tyle że wtedy jesteśmy wręcz jakby na haju. Jak schłodzić głowę, by nie dobrać sobie partnerki, na zasadzie "bo ona lubi Guns n' Roses", tylko bardziej świadomie podjąć decyzję wiążącą na lata, w założeniu na kilkadziesiąt lat.
(od siebie dodam, że ostatnio właśnie zacząłem na chłodno kalkulować, patrzeć na to jaką byłaby żoną to miałem z tego tytułu poczucie winy, że to nie miłość, a wyrachowanie).
Trzecie NAJWAŻNIEJSZE, składające się z dwóch "podpytań". Ok - ustaliliśmy już, że tak jest. Ja jestem żywym przykładem. Rzeczywiście jak nie idzie to księżniczka, a jak jest w garści, to dookoła dopiero są księżniczki. Jest taki schemat (i nie przypisujmy go do jednej płci, to już ustaliliśmy). Więc pytanie pierwsze -jak zbudować sobie zdrowe poczucie własnej wartości, by kobieta nie była wyznacznikiem tego poczucia tylko rzeczywiście partnerką. PARTNERKĄ, towarzyszką życia w tym naszym pobycie tutaj. Kochaną i kochającą partnerką.
Druga część pytania - jak z faceta stać się mężczyzną ? Ja np. wyczuwam ten moment, jestem jego świadomy. Wiem, że jak mi idzie dobrze, to zaraz "oho, a tu jaka fajna niunia w autobusie"... Potrafię siebie zaobserwować na tyle, że widzę "TEN" moment.
Potem jak już z reguły nie idzie dobrze, albo wcale nie idzie, jest lament, płacz i zgrzytanie zębami, bo przecież ONA to właśnie była ta. Ona jest taka, sraka, owaka, jak ja mogłem tego nie zauważyć. Jak więc czując że jest się w relacji na emocjonalnej górce, widzieć że druga strona ma maślane oczka, chłodzić łeb i powiedzieć samemu sobie, ej gościu, Ty mi tu teraz Żigolaka nie udawaj, tylko biegiem do domu, bo jutro masz z NIĄ spotkanie, pamiętaj jak ostatnio beczałeś cwaniaczku za pińć groszy.
Czwarte pytanie - jako, że ja nigdy nie doszedłem do tego etapu, mam pytanie - kiedy jest ten moment, że można dopuścić do siebie myśli, że tak, to chyba zmierza ku związkowi, kiedy można otworzyć się z uczuciami, żeby nie było, np., że za szybko ? Po czym poznać, że można okazać zaangażowanie, tak by nie spłoszyć kandydata/kandydatki zbyt szybkim przyparciem do muru ?