netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Wspólne mieszkanie

121 odpowiedzi12 875 wyświetleńzałożony przez Parasolka12, 18.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 122 z 122 ]

66

Odp: Wspólne mieszkanie

Porozmawiajcie jak ludzie.
Dorośli jesteście, więc się tak zachowujcie.

67

Odp: Wspólne mieszkanie

To raz jesteś a innym razem nie. Zależy jąk zawieje ci wiatr.
Na żywo mi grozisz ...

Ale z jednym masz racje to do niczego nie prowadzi ... Nie dogadamy sie... Rok czasu potrzebowałeś by pewne rzeczy zrozumieć ... Może kiedyś zrozumiesz także moja decyzje.

68

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

To raz jesteś a innym razem nie. Zależy jąk zawieje ci wiatr.
Na żywo mi grozisz ...

Ale z jednym masz racje to do niczego nie prowadzi ... Nie dogadamy sie... Rok czasu potrzebowałeś by pewne rzeczy zrozumieć ... Może kiedyś zrozumiesz także moja decyzje.

Z tego się jakaś telenowela robi. Czyżby trolling?

69

Odp: Wspólne mieszkanie

Nie, żaden trolinng...
To ostatni mój post.
Pozdrawiam. Dziękuje za rady.

70

Odp: Wspólne mieszkanie

Rozmawiacie ze soba na forum zamiast sie spotkac i w cztery oczy porozmawiac

71

Odp: Wspólne mieszkanie

Po co mają się spotykać, skoro Parasolka już zdecydowała...
Szkoda dziecka najbardziej.

72

Odp: Wspólne mieszkanie

Po to by tu sie nie "przekrzykiwac" bo tu tym bardziej nie dojda do porozumienia a nawet jesli nie chca ze soba byc to w sprawie dziecka dogadac sie musza, to dziecko i tak ich w pewien sposob zwiaze do konca zycia

73 Ostatnio edytowany przez kow-nor (2015-02-19 23:06:28)

Odp: Wspólne mieszkanie

Myślę, że taka dyskusja z wyciąganiem sobie niekorzystnych kontrargumentów tylko pogorszy Wasze relacje. Takie przepychanki służą tylko poczuciu bezsilności i wściekłości - a to tylko pogarsza Wasze położenie.Przestańcie tu pisać. Owszem, oboje zapracowaliście na obecna sytuację, każde chyba w innej dziedzinie...
Pomimo dość dużych różnic w Waszych opisanych obrazach związku i własnej postawy - myślę, że jednak nadrzędne zagadnienie - tak tu wałkowane po wielokroć - jest jednak aktualne, a wszystkie dodatkowe informacje są tylko tłem całości... Wkrótce staniecie się Rodzicami dziecka, które - wydawać by się mogło - zazwyczaj jest zwieńczeniem miłości, związku i ciepłych, wzajemnych relacji dwojga. W którym momencie te pozytywy zatraciły się miedzy Wami? Gdzie jakieś przeczucia, rozsądek i wnikliwość w patrzeniu na partnera i trzeźwa ocena jego osoby pod względem cech i atutów pozwalających widzieć go jako partnera i potencjalnego ojca dziecka (do Autorki)? Gdzie jakaś bezwzględna opiekuńczość, miłość i wyrozumiałość wobec kobiety, którą czyni się matką własnego dziecka (do partnera Autorki)? Widzę u Autorki naiwność, łatwowierność (bo zaufała w obiecywane zmiany, ufała w umiejętność wzniesienia się ponad dobra doczesne). Czy jest też tu miejsce na wygodnictwo, wyrachowanie i postawę roszczeniową - nie wiem, nie zaryzykuje takiej tezy, choć są jakieś przesłanki (według słów partnera) - ale to niekoniecznie jest zgodne z prawdą. Zostawiam to jako coś wagi trzeciorzędnej... U partnera - pomimo jego słów - widzę jednak jakąś małostkowość i rzeczywiście (skrywany) kult pieniądza. Ok, normalność w naszych czasach, ale ta "normalność" wyzbywa z nas cech tych ciepłych, tych jakie decydują o nas jako o osobach wyrozumiałych, szczodrych i opiekuńczych.
Wybaczcie oboje taką moja ocenę, dla któregoś z Was pewnie i tak krzywdzącą.
Być może to wszystko bardziej jest złożone niż nam się wydaje. Nasze oceny są tylko na bazie Waszych wypowiedzi...
Sugeruje Wam ochłonięcie, zakończenie tak specyficznych kontaktów tutaj i próby dojrzałych rozmów - jak przystało na dwoje rodziców i ludzi, którzy ze sobą w pewnym momencie byli... - na temat tego, co dalej. Stańcie oboje ponad swoje uprzedzenia i oczekiwania i wspólnymi siłami określcie najbliższą przyszłość, bo to będzie rzutować już na kogoś... Na Wasze dziecko.

74 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-02-19 23:05:32)

Odp: Wspólne mieszkanie

Jednak to, że ktoś ma pracę to za mało, aby być dorosłym. Kolejna lekcja dla mnie...

75

Odp: Wspólne mieszkanie
Marmolada1984 napisał/a:

No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.

Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.

Czyli jednak obowiązek. tongue

Nektarynka53 napisał/a:

Powtarzam co innego gdy jesteśmy w związku (zabawa w dom), a co innego gdy jesteśmy w małżeństwie. Nie umiałabym normalnie funkcjonować wiedząc, że mój mąż ma dziurawe buty, czy problemy z kredytem przez które funduje Sobie stres, a JA MAM MOŻLIWOŚĆ POMÓC. No ale chyba jestem za mało oschła i wredna na te czasy tongue.

A ja bym nie chciała faceta, który oczekiwałby, że będę siedzieć więcej w pracy, bo on sam na siebie nie zarobi. Mi pieniądze z nieba nie spadają, dlaczego ja mam pracować więcej, żeby on mógł mniej? Jakbym miała dokładać np. 1000 zł do wydatków faceta, to wolę sobie kupić konia i wydawać tyle na jego utrzymanie. To moje "chcę kupić", ma być mniej ważne niż jego kredyt, który też oznaczał, że on chciał coś kupić?

chceuciekacstad napisał/a:

Gdyby świat mógł tak funkcjonować , że każdy po pół .. na równo..to ja po pierwsze sobie życzę żeby panowie mogli mieć okres, zachodzili i chodzili w ciąży.. mieli kilku..ah... kilkunastogodzinne porody naturalne !! karmili dzieci. I  jeszcze byli samowystarczalni jako praczki/sprzątaczki/ opiekunki/ kucharki... minęłam coś ?????

Świetny argument, padłam po prostu. Czyli facet ma Ci pieniędzmi rekompensować to, że masz okres czy zachodzisz w ciążę? To chyba nie jego wina? smile A do ciąży, to cóż, trzeba dwojga, nikt do dziecka nie zmusza. Do karmienia naturalnego też nie. Sprzątanie, pranie, gotowanie można podzielić po połowie... No, przynajmniej ja bym nie miała z tym problemu i raczej nikt, kto mnie zna, nie próbowałby ze mnie sprzątaczki zrobić. tongue Ach, no i zwyczajnie, jakby próbował, mogłabym sobie na to nie pozwolić, właśnie przez ten fakt, że też pracuję, nie jestem zależna od faceta i nikt mi nie może nic kazać. :>




A ta ogólnie, to czy nikt nie widzi, jak autorka jest niesamowicie dojrzała? Nie mówię tu nawet o cudownej dyskusji z facetem na forum, tylko o tym, że rozważa dwie opcje:
- do faceta, facet ma dawać pieniążki
- zostać u mamusi i tatusia.
Taaak, bardzo dojrzale. Jakoś nie widziałam możliwości c) wziąć się za swoje życie i przestać zrzucać odpowiedzialności na innych.

76 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-20 09:41:59)

Odp: Wspólne mieszkanie

Rozmawiam na forum? A kto powiedział ze tego chciałam? Przez dwa miesiące próbowałam rozmawiać - jak ze ściana... Wysłuchałam wielu przykrych i aroganckich tekstów...
Wtedy podjęłam taka decyzje... Bo wtedy uświadomiłam sobie, ze nic w nim sienie zmieniło. TP nie była wersja tutaj opisana.. Dobrze ze mam to zapisane - jedna z rozmów mam na mailu - teraz swoich słów sie wypiera, zmienia, modyfikuje... W tym tekście który opisał jest mnóstwo głupot, choćby takich ze nie ma 4 szaf...
Niedojrzała bo właśnie chce wciąc życie w swoje ręce? Bo chce sie sama utrzymywać? Tata mnie nie utrzymuje, nie daje mi pieniędzy ... Tu rachunki sa niższe i na ich płacenie mnie poprostu stać. I mam świadomość ze nikt mi nie wyliczy ze za dużo wypsikalam odświeżacza lub kupiłam złe żarówki bo nie energooszczędne.
Koszty utrzymania oraz kredyt wyjdą mnie tyle co tam same mieszkanie... W dodatku, wiem ze nikt mnie nie zostawi w potrzebie. Ze popilnuje kiedy chociażby ja zachoruje... Ile kobiet nie potrzebowało wsparcia matki po narodzinach? Ja nie mam mamy. A tam niestety będę zdana tylko na siebie i humory. Nikt nie przejedzie 30 km żeby 5 minut popilnowa dzidzie bo chce wyjsć do sklepu po jedzenie. Nikt poza mną sie nie martwi o to, ani tez tym jak pogodzę prace z dzidzia... Bo to moja praca ...
Co ciekawe znam kilka kobiet, nawet w jego rodzinie które tak postąpiły, i jakiś nikt nie nazywa ich niedojrzałymi - wprost przeciwnie...
A ja za swoją decyzje, do której mam prawo, bo mogę mieszkać gdzie chce, i nie oczekuje w tej sytuacji nic od mojego partnera, słyszę ze mi dziecko zabierze... 
Uważam, ze po tych słowach nawet nie ma już o czym rozmawiać, a padły drugi raz....
To jest dojrzałe? Rok temu jak odchodziłam usłyszałam ze mnie zniszczy... Ze pożałuje tego ... No i tak jest...
To co narobił w przeszłości wg niego jest nieważne... bo to już było minęło... nawet to że w wrzesnie ub roku policja zgarnęła go awanturującego się z domu na izbę ... nieważne ...
Znikam z forum, już naprawdę.
Dziękuje za wszystkie rady, chciałam poznać zdanie innych.

77 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-20 10:15:36)

Odp: Wspólne mieszkanie

No zaczyna się faktycznie robić dyskusja. Przedszkole. W życiu prywatnym nie mam z partnerka żadnego kontaktu. Poblokowane telefony, zakaz przyjęzdzania, wyrzucony z Fb itd. bo nie zgodziłem się na kupno auta za 20.000 sprzedając swoje, o to poszło...
W mojej rodzinie nie ma podobnych sytuacji...Mogę się umówić z każdym na kawkę u mnie i jak nie znajdzie czwartej szafy to zapożyczam się i daje mu 1000zł... Piszę to by cos zobrazować...
No oczywiście partnerce jest wygodniej u taty bo odchodzą opłaty za siebie. Nie rozumiem tylko paru rzeczy, które teraz stają się problemem. Może mnie ktoś oświeci. Skoro partnerka studiuje od kilku lat, i cały czas sobie opłacała te zajęcia i na co dzień z tym żyła to czemu nagle staje się to problemem i jest dodatkowym kosztem i to po sytuacji gdy na początku roku dostała kilkaset złoty podwyzki? Chciałem jedynie aby się dołożyła do wspólnych wydatków, ja zrzekłem się wyplaty oraz zapewniłem wyremontowanie pokoju dziecka, oraz dołożenie jej z moich oszczędności do samochodu. Gdyby była sytuacja biedy pierwsze co to bym sprzedał, moją pasję, czyli ten wspominany drugi samochód (ma 16lat), według Eurotaxu wart jest ok 13-15.000zł bo może niektórzy myslą, że to "Lamborghini"... Spytałem partnerkę, gdy widziałem, że strasznie się sprzeciwia, że ma coś się dołożyć do życia czy gdyby była sama to za 20zł dziennie, będąć kobietą w ciązy a później po urodzeniu dziecka, kupi sobie śniadanie, obiad, kolacje i napoje a później jeszcze jedzenie do dziecka? Odparła, że tak. Nie było mowy o pieluszkach itp.itd. Ok to pomnożyłem to przez 30 dni. Wychodzi 600zł. Według mnie na pewno nie wyjdzie tyle tylko więcej. Według sumy, którą najpierw zadeklarowała, że chce dawac, pozostaje 250zł na życie i dołożenie się do mediów. Chciałem tym sposobem pokazać, że musi się coś dołożyć bo za wszystkie dodatkowe wydatki ja będę płacił i może mi zabraknąć. Stad caly czas mowa o tej kasie. Jest dorosła, zarabia całkiem dobrze wiec mysle, ze to nie duza suma i to ona sama ją zaproponowała. Reszte chciałem ja oplacic (czynsze, opłaty itp.) a resztę wrzucać  do wspólnego budżetu na bieżące wydatki nas trójki. Miala dodatkowo wziąć na siebie kredyt za samochód, do którego chciałem jej dołożyć i pomóc spłacać i na wszystko by spokojnie wystarczyło. Partnerka stwierdziła, że u taty spokojnie za ta sume wyzyje, dołoży mu do mediów wezmie kredyt, oplaci szkole i wyremontuje pokoj. To moim zdaniem forma straszenia bo nie zdaje sobie sprawy chyba do końca z tego co mowi, to takie moje zdanie. Więc nagle tam będzie ja na wszystko stać a tu u mnie nie bedzie się dokladac bo jak ona to mowi, ja jestem mezczyzna i powinienem zapewnić byt kobiecie i dziecku...Podejrzewam, że wyjdzie ją te życie więcej gdy będzie mieszkac tam niż u mnie... Wtedy odpowiedziała, że tam ma ogrodek i koleżanki... No rece opadają. Według mnie partnerka do końca sama nie wie czego chce, może mnie nie kocha, nie wiem lub stara się na mnie cos wymusić. Nie utrzymywała się nigdy sama i myśli chyba, że ja ją chce na coś naciągnąć. Uważam, że przed podjęciem wspólnego mieszkania trzeba ustalić i podzielić jakoś wydatki, określić ile będzie kązdy od siebie dawać i na co przeznaczać aby w przyszłości nie było niespodzianek tymbardziej, że będzie dziecko co jest dla nas "nowością", no i w przypadku gdy oboje partnerzy pracują. Wkoncu tworzymy jeden budżet i nie ważne ze ten musi placic rate czy ten to. To tylko forma podziału, ktoś na siebie musi wziąć chociażby ten samochód bo nie jesteśmy małżeństwem ale i tak obie wypłaty przynoszone są do jednego domu i tak i tak jest to dalej jeden wspólny budżet.

Gdy na forum komentarze były popierające jej twierdzenie to uczestniczyla w nich. Teraz gdy pojawiło się pare sprzeciwow pojawil się jej atak. Wytykanie nagle rzeczy sprzed 6 lat jakby one teraz były najważniejsze. Wiedziala, widziala wszystko  i mogla dawno podjąć decyzje o zakończeniu a nie teraz gdy dziecko w drodze i ja jej nie chce kupic samochodu. No więcej niż całej wyplaty nie mam i checi zaoferowania pomocy na która mnie stać.
Boje się, że partnerka odbierze mi cos czego nigdy w zyciu nie odzyskam - narodziny dziecka i uczestniczenie w tym. Przychodzenie po pracy gdy ono tam jest, patrzenie na pierwsze kroki i wychowywanie malenstwa. Sadziłem, że stworze udany związek ale gdy poszło o sprawy finansowe i dolozenie się do zycia banka prysła... Jest to bardzo przykre i bolesne...

78

Odp: Wspólne mieszkanie

Odbierze Ci. Bo jest niedojrzałą egoistką. Przykro mi.

79

Odp: Wspólne mieszkanie

Mój partner również chce dobrze, ale jakoś nie wychodzi. Różnica poglądów i wojna zamiast kompromis, bo w grę wchodzi chęć władzy i egoizm, do tego dochodzi brak poczucia bezpieczeństwa w takim związku i po sprawie. Taki związek to nie związek.

80 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-02-20 11:49:08)

Odp: Wspólne mieszkanie

Spójrzcie na siebie. Nie potraficie nawet prowadzic dialogu a co dopiero uczestniczyć we wspólnym zyciu...

Przez przypadek niejako my Forumowicze znaleźlismy sie na pozycji rozsądzającej w Waszym sporze. A zapewniam, że nikt z nas tego nie chce - jakkolwiek by interpretować nasze wypowiedzi.

Kochani... Oboje czegoś oczekujecie od życia. Ale nie patrzycie w tym samym kierunku. A to niewątpliwie podstawa czegoś, co nazywa się byciem z sobą. Przypomnijcie sobie, co czuliście w pierwszych miesiącach Waszej znajomości... Czy nie pragnęliście siebie bez względu na wszystko? Niechby walił sie cały świat, a Wy do siebie lgnęliście... Czy nie było tak?

Traktujecie siebie samych jak kontrahentów. Co kto może wnieść do... no własnie, do czego - do związku? Nie. Bo to układ. To kontrakt. To spółka. To unia....

Przykro mi, ale nic z tego nie będzie. Z Was w sensie wspólnego domu nic nie będzie. Zbyt wiele pretensji i roszczeń. Będziecie rodzicami. Mam nadzieję, że nie wpadniecie na pomysł zamieszkania razem dla dobra dziecka. W ten sposób go nie uszczęśliwicie.

Pamiętajcie o jednym: lepiej mieć dwa szczęśliwe domy.... niż piekło.

81

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

Niedojrzała bo właśnie chce wciąc życie w swoje ręce? Bo chce sie sama utrzymywać? Tata mnie nie utrzymuje, nie daje mi pieniędzy ... Tu rachunki sa niższe i na ich płacenie mnie poprostu stać. I mam świadomość ze nikt mi nie wyliczy ze za dużo wypsikalam odświeżacza lub kupiłam złe żarówki bo nie energooszczędne.

To jest ta dojrzałość, samodzielność, branie życia we własne ręce? Sorry, mieszkanie z ojcem tym nie jest. Jasne, że masz do tego prawo, ale do samodzielności daleko. Bo bez tego byś sobie nie dała rady. To miałam na myśli, pisząc, że albo do faceta, albo do taty. Bo SAMA nie umiesz/nie chcesz sobie poradzić.

82 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-20 13:37:22)

Odp: Wspólne mieszkanie

Tu nie chodzi co kto ma wnosić. Ja nie chcę aby partnerka mi coś dawała, jeśli chodzi o materialne rzeczy. Oczekuje jedynie pomocy i dokładania się do wspólnie ponoszonych wydatków. Po prostu życie kosztuje i tyle, trzeba za pewne rzeczy zapłacić i nie ma zmiłuj. To nie układ, nie unia itp. to problemy życia codziennego, wydatki, planowanie ich i uczestniczenie w nich, odpowiedzialność. Tu problem tej cały sprawy wydaje mi się ma inne podłoże. Tu chodzi o cos "głębszego".

No i o to mi chodzi o to co pisze Eilen. Tam gdzie wygodniej, to tam zostanę. O to mam pretensje, ze teraz sobie to uświadomiła gdy jest dziecko w drodze, ze ma prawo isc gdzie chce, teraz po "założeniu rodziny". Owszem ma prawo, ale dziecko na tym straci, co to za dom? Co za rodzina? Nie będziemy razem bo tam jest mniej wydatków. Owszem w domach nie placi się czynszu w mieszkaniu tak. To już dodatkowy koszt. Wiedziała o wszystkim a teraz stawia mnie w takiej sytuacji, ze odbierze mi bycie z dzieckiem. Lubie dzieci, byłem wolontariuszem 4 miesiące i pomagałem biednym dzieciom w wakacje, jak jeszcze chodziłem do LO. Nie wyobrażam sobie, tej odpowiedzialności, ze co zaoferowałem za rodzinę mojemu potomkowi bo nie dogaduje się z jego matką. Jeszcze bym rozumiał jakby była bieda, zle i w ogole ale tego nie ma. po prostu ma się dolozyc do wydatków i jest problem. Teraz sprzedam auto, żeby ona miała, aby spełnić "zachciankę" partnerki (która nie bierze tu mojego zdania pod uwagę, tylko mówi, że dla mnie auto ważniejsze niż rodzina - co nie jest prawdą), a za chwilę cos wyskoczyć to co wtedy? telewizor wyniosę bo inaczej pojedzie do taty? TO straszenie...

83

Odp: Wspólne mieszkanie
Dziwn sytuacja napisał/a:

Tu nie chodzi co kto ma wnosić. Ja nie chcę aby partnerka mi coś dawała, jeśli chodzi o materialne rzeczy. Oczekuje jedynie pomocy i dokładania się do wspólnie ponoszonych wydatków. Po prostu życie kosztuje i tyle, trzeba za pewne rzeczy zapłacić i nie ma zmiłuj. To nie układ, nie unia itp. to problemy życia codziennego, wydatki, planowanie ich i uczestniczenie w nich, odpowiedzialność. Tu problem tej cały sprawy wydaje mi się ma inne podłoże. Tu chodzi o cos "głębszego".

Ale zrozum, że nie dostaniesz od partnerki tego, czego potrzebujesz.
Ona Ci tego nie da, bo nie ma. Nie dorosła do życia w związku.

84

Odp: Wspólne mieszkanie
Dziwn sytuacja napisał/a:

... Tu problem tej cały sprawy wydaje mi się ma inne podłoże. Tu chodzi o cos "głębszego".

Co masz na myśli pisząc coś głębszego? Wiesz... Nie ma nic gorszego na świecie jak nie mieć poczucia wsparcia ze strony drugiej połówki. Nic gorszego...

85

Odp: Wspólne mieszkanie

Nie wiem, brak miłości. Żal za jakąś krzywdę sprzed kilku lat skoro zostały tutaj wytknięte... Wspierać to ją wspieram jak mogę, staram się być przy niej. Jak jest teraz w ciąży to prawie codziennie, no do tej właśnie kłótni...

Wiesz wsparcie wsparciem, bardzo ważna sprawa ale samym wsparciem psychicznym budżetu nie uciągnę. Wspieram jak mogę ale musi mieć też w tym swój udział.

86

Odp: Wspólne mieszkanie
Dziwn sytuacja napisał/a:

Wiesz wsparcie wsparciem, bardzo ważna sprawa ale samym wsparciem psychicznym budżetu nie uciągnę. Wspieram jak mogę ale musi mieć też w tym swój udział.

Przecież ja to doskonale rozumiem. I nie ma tu najmniejszego znaczenia mój wiek. To wie każdy rozsądny człowiek. Niemniej jednak Wasza postawa - roszczeniowa względem siebie - do niczego nie doprowadzi.

Wyobraź sobie, że tracisz wszystko... Nie masz pola manewru. A zdarzaja się takie sytuacje  w życiu. Co wtedy zrobiłbyś? Co zrobiłaby ona? Nadal stałbyś na stanowisku, że musisz uczestniczyć w budżecie po połowie?

Nie... Dla mnie życie wspólne wygląda inaczej. Na pewno nie tak.

87 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-20 12:31:18)

Odp: Wspólne mieszkanie

Nie stawiałbym. Przecież na macierzyńskim sytuacja się zmieni, będę musiał dawać z siebie więcej. Liczę się z tym. Zdaję sobie z tego sprawę. Chodzi tu jedynie o obecną sytuacje. Tak jak ktoś wcześniej trafnie napisał, kasa jest a wy się wadzicie... to smutne.

ja nie mam rozszczeń, po prostu chodzi o dołożenie się do wydatków. Ja zrzekam się całej wypłaty a partnerka wytyka, że nic jej z wypłaty nie zostanie choć tak nie uważam. Tu jest rozdźwięk.

88

Odp: Wspólne mieszkanie
Dziwn sytuacja napisał/a:

... będę musiał....

89

Odp: Wspólne mieszkanie
Sponiewierana napisał/a:
Dziwn sytuacja napisał/a:

... będę musiał....

Tak wyłuskać niby niewinne słowo, a tak ukazujące podłoże konfliktu... Ależ jesteś perfidna big_smile

90 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-20 14:47:26)

Odp: Wspólne mieszkanie

Proszę nie doszukiwać się sensacji. To moim zdaniem logiczna odpowiedź jeśli patrzy się na poprzedniego maila. Skoro jednemu idzie gorzej lub jest taka potrzeba to drugi w związku musi mu pomóc. Inaczej - czuje się odpowiedzialny za partnera i robię wszystko co mogę aby było mu lepiej, jeśli mam taką możliwość. Tak od siebie. Zresztą czuję się odpowiedzialny za rodzinę i zrobię wszystko co muszę i potrafię aby było lepiej każdemu z nas jeśli jest taka potrzeba. Może lepiej dopytać niż osądzać? Trochę mnie to uraziło...

91

Odp: Wspólne mieszkanie
Eileen napisał/a:
Marmolada1984 napisał/a:

No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.

Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.

Czyli jednak obowiązek. tongue

Nie obowiązek. Partner się może nie myć, bo nie jest to obowiązek. I komuś to może nie przeszkadzać, a mnie by przeszkadzało.

Obowiązek to jest podatkowy, alimentacyjny itd.

92

Odp: Wspólne mieszkanie
Eileen napisał/a:
Parasolka12 napisał/a:

Niedojrzała bo właśnie chce wciąc życie w swoje ręce? Bo chce sie sama utrzymywać? Tata mnie nie utrzymuje, nie daje mi pieniędzy ... Tu rachunki sa niższe i na ich płacenie mnie poprostu stać. I mam świadomość ze nikt mi nie wyliczy ze za dużo wypsikalam odświeżacza lub kupiłam złe żarówki bo nie energooszczędne.

To jest ta dojrzałość, samodzielność, branie życia we własne ręce? Sorry, mieszkanie z ojcem tym nie jest. Jasne, że masz do tego prawo, ale do samodzielności daleko. Bo bez tego byś sobie nie dała rady. To miałam na myśli, pisząc, że albo do faceta, albo do taty. Bo SAMA nie umiesz/nie chcesz sobie poradzić.

Eileen- a jak wyprowadzi się do ojca dziecka to będzie oznaczało samodzielność ??? Choć według bilansu księgowego będzie musiała co miesiąc dokładać do życia ? czyli dług zaciągać ??/

Patrzysz tylko przez pryzmat swojej sytuacji , Ciebie stać na to i owo . Ale mało kobiet w Twoim wieku ma tak wygodna sytuację. I tak , tak- sama na to zapracowałaś , każdy ma to co wypracuje....
Ale tu mówimy o konkretnej sytuacji , z takimi jak Parasolka ma realiami.
Rzucanie się na samodzielne życie , bez kosztorysu podstawowych wydatków i źródła ich zaspokojenia ..to jest właśnie lekkomyślność.

To że Parasolka woli zostać z Ojcem- czemu tylko przez pryzmat kasy określacie ??? a może bardziej to bezpieczeństwo i poczucie "mój dom " ??? nie zapominajcie że to bardzo ważne dla przyszłej matki !!! po porodzie musi skupić się na dziecku a nie na problemach życiowych.

Ktoś kto z małym dzieckiem na ręku , nie przeżywał trudnych chwil w życiu , mieszkalno- finansowych nie ma pojęcia o czym piszę!

W okresie ciąży i po urodzeniu dziecka , matka z dzieckiem powinni być otoczeni opieką ....


Eileen napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

napisał:

Gdyby świat mógł tak funkcjonować , że każdy po pół .. na równo..to ja po pierwsze sobie życzę żeby panowie mogli mieć okres, zachodzili i chodzili w ciąży.. mieli kilku..ah... kilkunastogodzinne porody naturalne !! karmili dzieci. I  jeszcze byli samowystarczalni jako praczki/sprzątaczki/ opiekunki/ kucharki... minęłam coś ?????

ElŚwietny argument, padłam po prostu. Czyli facet ma Ci pieniędzmi rekompensować to, że masz okres czy zachodzisz w ciążę? To chyba nie jego wina? smile A do ciąży, to cóż, trzeba dwojga, nikt do dziecka nie zmusza. Do karmienia naturalnego też nie. Sprzątanie, pranie, gotowanie można podzielić po połowie... No, przynajmniej ja bym nie miała z tym problemu i raczej nikt, kto mnie zna, nie próbowałby ze mnie sprzątaczki zrobić. tongue Ach, no i zwyczajnie, jakby próbował, mogłabym sobie na to nie pozwolić, właśnie przez ten fakt, że też pracuję, nie jestem zależna od faceta i nikt mi nie może nic kazać. :>

.

Wszystko sprowadzasz do kwestii pieniędzy - nie chodzi o rekompensatę, tylko opiekę i zrozumienie że ciąża , poród i opieka nad niemowlakiem to cos szczególnego. I masz rację - do ciąży trzeba dwojga ... Parasolka i jej parter nie pisali że nie chcą dziecka - próbują znaleźć kompromis lub konsensus....

Zresztą , uważam że o dzieciach , karmieniu i ciąży powinny wypowiadać się kobiety co taki etap przechodzą /przeszły...inaczej wszystkie teorie to tylko pobożne życzenia." wydaje mi się " ..:)

93

Odp: Wspólne mieszkanie
Dziwn sytuacja napisał/a:

Nie stawiałbym. Przecież na macierzyńskim sytuacja się zmieni, będę musiał dawać z siebie więcej. Liczę się z tym. Zdaję sobie z tego sprawę. Chodzi tu jedynie o obecną sytuacje. Tak jak ktoś wcześniej trafnie napisał, kasa jest a wy się wadzicie... to smutne.

ja nie mam rozszczeń, po prostu chodzi o dołożenie się do wydatków. Ja zrzekam się całej wypłaty a partnerka wytyka, że nic jej z wypłaty nie zostanie choć tak nie uważam. Tu jest rozdźwięk.

A to może te finanse ułóżcie tak, że Tobie zostaje jak pisałeś 500-600 zł i partnerce również 500-600 zł - ? A całe wypłaty do jednego worka , z nich wszystkie rachunki, kredyty...i tak dalej.... to tylko propozycja dla tych co chcą znaleźć rozwiązanie ..:)
Kredyty w końcu się spłaci...i będzie wtedy więcej kasy.

94 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-20 16:14:27)

Odp: Wspólne mieszkanie

Pięknie napisane. Może faktycznie tutaj kryje się cos głębszego. Partnerka chciała się przeprowadzać, rozmawialiśmy o tym, były problemy na tematy ogrzewania itp. rozumiem ją, że się boi ale starałem się temu również zaradzić. Problem pojawił się gdy przyszło do tematu samochodu. Tak wszystko ogólnie było w miarę ok. i dopiero po tym fakcie, mojej odmowy zaczęły się problemy. Cały czas chodzi o tą ratę. Teraz jest wyciąganie brudów na wierzch sprzed iluś tam lat itp. Pisanie o żarówkach... Bo powiedziałem, że lepiej kupić energooszczędne do lampek niż dwie o łącznej mocy 120W. Ludzie mają takie problemy na około a tutaj problemem są żarówki. O dziecko były starania przez kilka miesięcy. Ja brutalnie mówiąc jej nie zgwałciłem (przepraszam za określenie), że nagle jest ciąża. Wiedziała co ją czeka - pisząc dosadnie. Zna mnie od 7 lat a od 5 tam mieszkam. Dostała podwyżkę, na ratę spokojnie nas stać. Problemem jest, że ona nie godzi się na nią bo nie chce i koniec mimo, że chciałem jej pomóc finansowo i auto ma być na nią. Ja mam zrobić coś co ona chce albo urywa kontakt, odbiera mi przyszłego potomka i będę go widywał tylko czasami. Nie zarzucała mi, że tam czuje się bezpieczniej czy tego typu sprawy tylko cały czas mowa o finansach. Ze tam będzie ją na więcej stać, co według mnie nie do końca jest prawdą i nie rozumiem takiego podejścia.

Była mowa, że tam ma bliżej koleżanki itp. no ale czy to jest takie ważne? Nawet jej mówiłem, że przecież będzie mieć samochód, może sobie jezdzic gdzie chce jak będę w pracy, zapraszać kogo chce. Jechac do taty i zostać tam na noc jak będzie chciała. Moja mama zaproponowała, żeby kupić ewentualnie drugie łóżeczko tam a jedno byłoby u mnie. Czuje bliskość bycie z tatą, znajomymi ok. szanuję to. No ale nie można rozbijać przyszłej rodziny bo nie spedałeś auta a ja nie będę płaciła rat...


No zaproponowałem taki podział że np. po 80% lub po jakiejś określonej sumie każdemu z wypłat zostanie, to stwierdziła, że już nie mamy o czym rozmawiać bo padło za dużo słow i zostaje tam. a te 500zł które miało mi zostawać miało iśc na paliwo na dojazdy do pracy. reszte wyplaty chciałem przeznaczyć do wspólnego worka. Ja nawet nie wspomniałem ani słowem o przyjemnościach. To nie jest ważne teraz. Teraz jest dziecko, jak cos zostanie to wtedy można pomyslec.

Również ją uspokajałem i mówiłem, że to przejściowe i że się to spłaci szybciej. Szkoła jeszcze rok i też będzie więcej a póki co z wszystkim spokojnie damy sobie radę.

95

Odp: Wspólne mieszkanie

A ja nie bardzo rozumiem finansowy problem autorki. Skoro zarabia 2 700 zł na rękę plus premie, a partnerowi do wspólnego budżetu oddaje 1000 zł, to zostaje jej 1 700 zł plus premie i ona narzeka, że nie ma za co żyć. To nawet ja nie wydaję tyle miesięcznie na życie.

96 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-02-21 05:15:20)

Odp: Wspólne mieszkanie
marmolada1984 napisał/a:
Eileen napisał/a:

Lubię jasne sytuacje i uważam, że każdy powinien mieć to, na co zapracuje, a cała reszta - to już dobra wola drugiej strony, a nie obowiązek.

No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.

Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.

Zgadzam się.

Eillen, ja wiem, że ciąża bez komplikacji, a ciąża zagrożona to co innego, owszem. Z tym, że ona w ciąży nie zacznie zarabiać więcej raczej, bo do innej pracy na stałe jak będą wiedzieli, że w ciąży to nie przyjmą. Dlatego raczej ona musi teraz się trzymać tego co ma. Tzn może np pójść dodatkowo do pracy na zlecenie, coś sobie dorobić do tego co ma, ale jednak dla kobiety w ciąży nawet nie zagrożonej raczej wystarczająca jest praca około 8 godzin, nie bardzo, by sobie miała dorabiać, tzn czasem tak i może na początku ciąży, ale raczej przez całą ciąże nie. Pracę już ma, on wiedział, że ona zarabia mniej. Autorka sama pisze, że jak będzie taki wkład jak on pisał, to ona będzie na minusie, będzie u niej bardzo kiepsko z kasą. No i właśnie o to mi chodzi, że czy Twoim zdaniem to jest w porządku, że on będzie się przyglądał jak ona wychodzi z siebie, a ma na minusie, a on po prostu będzie miał to gdzieś, to jest w porządku dla Ciebie? Nie mówię, że ma obowiązek dawać, nie, ale no dla mnie to źle świadczy o facecie, jak dziecko w drodze, a on nie wiem będzie wydawał na swoje gadżety, kobiecie jego nie zostanie nic, będzie bardzo ciężko jej finansowo, a on to oleje. Tutaj po prostu dla mnie brak pewnej troski, a wcale mi nie chodzi, by kupować wszystko drugiej stronie, bo jasne, że są granice, ale postawa "to moje pieniądze i nic z nich nie dostaniesz, choćbyś nie miała złamanego grosza" też mi się nie podoba.

Ty zarabiasz Eillen i sama odpowiadasz za siebie, ale jak jest para i mają mieć dziecko to też za nie są odpowiedzialni. A jeżeli facet nie przejmuje się, że kobieta, która nosi jego dziecko będzie na minusie, nie będzie może czym nawet miała jeździć z dzieckiem, no to dla mnie kiepsko. Najbardziej jesteśmy odpowiedzialni za siebie samych, ale jak powstaje rodzina, to jednak pewna odpowiedzialność spada na każdego członka rodziny moim zdaniem. To pokazuje, że wszyscy o sobie myślą. Owszem, można nie chcieć dzieci i wtedy sytuacja może wyglądać inaczej i może nawet sprawdzić się taki model jak piszesz, ale przy dziecku jednak lepiej żeby była pewna elastyczność, przy tym nie chodzi o całkowite utrzymywanie, bo tutaj nikt tego nie oczekuje.

Edit: Cslady, racja, ale autorka pisała, że płaci jeszcze kredyt po zmarłej mamie, kredyt za samochód i inne. Ile prawdy, to nie wiadomo, bo autorka i jej facet zupełnie inaczej przestawiają ten obraz.

No i teraz jak napisałeś to nie wiadomo kto mówi prawdę. Widzimy tylko to co piszecie, a Twoja wersja i jej są zupełnie inne. Wiesz, nie mamy tego jak zweryfikować. Z wersji Twojej dziewczyny wynikało, że jesteś skąpy, na wszystko żałujesz, że ona będzie żyć w nędzy, a Ty będziesz miał to gdzieś, będziesz kupował sobie tylko rzeczy drogie, a o niej i dziecku nie pomyślisz. Niezbyt to fajny obraz, przyznaj. Co innego miałyśmy napisać autorkę jak to, że w takim facecie to nie będzie miała wsparcia, skoro nie poda jej ręki, jeśli jej zabraknie pieniędzy i to nie z lenistwa, ale dlatego, bo zarabia mniej i ma mniej opłat. Ona pisała, że zarabiasz dużo więcej od niej. Pisała, że wypominasz jej nawet to jakie żarówki kupiła. Ty za to piszesz coś zupełnie innego i piszesz, że nie jesteś skąpy, wręcz przeciwnie, nie żałujesz na nią, na dziecko, a wręcz dużo wydajesz! No więc zupełnie inny obraz. No i jak tu powiedzieć kto mówi prawdę? Nie wiemy tego. Ona przedstawia Ciebie jako skąpego, a siebie po prostu jako kobietę, która potrzebuje jak większość z nas faceta, który nie będzie wyliczał każdej złotówki, który nie będzie uważał, że jest równo, jest, a potem ona ma sobie radzić sama i nieważne w jakich warunkach, ale sama i Ty masz to gdzieś. Tak to przestawiła. Ty za to przedstawiasz ją jako no raczej materialistkę, która na wszystko narzeka, chce wyciągnąć ostatni grosz, która oczekuje, że facet jej wszystko sponsoruje: wszystkie wyjścia, wszystkie wakacje, jak piszesz, że robiłeś. No to skrajnie różne opisy sytuacji, więc któreś z Was kłamie, to niemal pewne.

My raczej do nie dojdziemy do tego kto kłamie. Tutaj musicie się jakoś sami dogadać. Jeżeli Twoja wersja jest prawdziwa to rozumiem Cię i przyznam Ci rację, jeśli jednak to autorka pisze prawdę, to wtedy o Tobie uważam tak jak pisałam wcześniej. No, ale nie wiem co jest prawdą. Na forum radzimy na podstawie tego co ktoś napisze, jak ktoś kłamie, no to dla mnie sam w razie czego nie dostanie dobrej rady i to już jego problem. Pytanie tylko po co któreś z Was kłamie. No chyba, że pisze to troll, ale ok zakładam, że może nie i wtedy po co te kłamstwa jednego z Was? Jedno z Was chce się wybielić? Pasowałoby, że to Ty chcesz się wybielić po tym co napisała, bo prawda w oczy kole albo Twoja dziewczyna kłamie, bo chce uzyskać poparcie - kłamiąc. No, ale to już mówię, raczej nie dojdziemy do tego... Spróbujcie się jakoś dogadać, dostaliście wiele rad. Teraz przyjdzie na świat dziecko, ale zastanówcie się oboje jakie macie oczekiwania. Być może są zupełnie różne po prostu mimo wszystko, a wtedy no nie ma sensu po prostu mieszkać razem tylko dlatego, że dziecko w drodze i że niedługo przyjdzie na świat. Lubisz dzieci, to Twoje dziecko, ok, ale jeśli autorka nie chce z Tobą mieszkać, to wiele nie zrobisz. No, ale może się dogadacie, chociaż.. niezależnie które z Was kłamie, to wydaje mi się, że po prostu do siebie nie pasujecie, zbyt dużo u Was widać ciągle sytuacji konfliktowych. Naprawdę chcesz, by dziecko dorastało w takiej atmosferze? Dziecko będziesz mógł odwiedzać, może to nie to samo, ale czasem to lepsze po prostu jest.

97

Odp: Wspólne mieszkanie

To niech Parasolka sobie wynajmie sama mieszkanie, utrzymuje je sama, płaci za nie, kupuje sama żarcie i wychowuje sama dziecko.
Gwarantuję, że max po 2 miesiącach wróci z płaczem do partnera.

Ja po prostu nie rozumiem, jak można narzekać, że się żyje w nędzy, jak się zarabia prawie 3 tyś miesięcznie.
Tysiąc oddaje na życie, zostaje jej 1700. Niektórzy nawet tyle nie zarobią, a sobie dają radę.
Dlatego uważam, że Autorce się w tyłku poprzewracało.

I wierzę bardziej jej partnerowi - przynajmniej ma na tyle jaja, by się dalej wypowiadać i odpowiedzieć na pytania.
Bo Autorka się zmyła od razu, jak jej ludzie przestali przytakiwać.

Poza tym, brzydzę się wyciąganiem przykrych faktów z przeszłości - tylko ostatnie gnidy tak robią.
Zgodziła się sama, że zostaje z partnerem mimo jego choroby alkoholowej. Partner przestał pić, mijają lata. A ona przy kłótni to wyciąga i robi z niego alkoholika. Ohydna postawa.

98 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-21 10:25:27)

Odp: Wspólne mieszkanie

Zmyła się? - Kiedy pisałam to była niedojrzała. Teraz jestem niedojrzała bo się zmywam. A prawda jest taka, że to nie miejsce do dyskusji.  Czy ktoras  zauważyła, że piękniś ani razu nie wspomniał, "chodź dziewczyno porozmawiamy?". Płacze, że unikam z nim kontaktu. A która z was wytrzymałaby miliony! połączeń, sms, maili. Wiecie, że nie jestem w stanie pracować? Co rusz otrzymuję maila wiadomej treści - odpisuję, przepraszam jestem w pracy - nie ma to żadnego znaczenia. Dlaczego nie chcę rozmawiać? Bo słyszę, że mi dziecko zabierze... funduje mi taki stres, że nie jestem w stanie funkcjonować. Brzuch mnie boli. Jak tak dalej pójdzie wyląduję w szpitalu... Zamiast przybierać na wadzę ciągle chudnę i śpię całymi dniami ... tak właśnie reagują wyrachowane pipy jaką jestem.
Zmyłam się? Nie, po prostu to nie miejsce na dyskusję...
Brudów sprzed lat? On pije cały czas... na jesień wylądował na izbie po tym jak się awanturował, wyzywał mnie od ku#w, szmat i dziwek... (kolejny raz po alkoholu! zapomniałabym jednorazowy incydent, ale nie któryś z kolei...) w to też mi nikt nie chciał wierzyć, i nie uwierzyłby gdyby nie to że był włączony telefon. Wystarczy jakakolwiek impreza i brak kontroli..  (podobno ktoś mu coś dosypał - już drugi raz w życiu, a to pech... chociaż potem stwierdził, że wtedy kłamał, a teraz mówi prawdę, sama nie wiem)na moje sugestie jak zwykle uważa że nie ma sobie nic do zarzucenia. I tak jest w każdej możliwej kwestii.
Rok kiedy odeszłam, to był rok śledzenia, jeżdżenia za mną, grożenia, straszenia samobójstwem, picia, wydzwaniania, nękania, szarpania, kłamstw prosto w oczy, zamykania mnie na klucz w mieszkaniu itp. Teraz widzę, że ja również mam problem - tylko osoba o bardzo niskim zdaniu o sobie może to wszystko wybaczyć i uwierzyć się coś zmieni.
Dałam to forum do poczytania kilku osobom... wszystkie podkreśliły jedno - większego obłudnika nie znają.
Proszę powiedzcie mi jedno - jeżeli jestem taką złą osobą, a on taki wspaniałomyślny, który wszystko dla mnie chce - to o co mu chodzi? czego ode mnie chce? Ja wiem jedno, źle mi z tym człowiekiem i nie chcę z nim niczego budować. A on próbuje mną manipulować na wszelkie sposoby. Jak mnie nie chce zniszczyć to chce odebrać dziecko. Robi wszystko, żebym tylko zgodziła się na to co on chce.
Łóżeczko... nawet nie chciał mi pomóc go przywieźć... w ostatniej chwili zadzwoniła jego mam, kiedy już po nie wychodziłam ze znajomymi - i wiecie jak wyszło? No zła ja, nie chcę pomocy.
Ja wszystkie jego słowa mam na mailu co tyle razy podkreślałam. Zestawiając je z tym co on tu napisał - nie mają nic do siebie. Jakim człowiekiem musiałabym być, żeby przy tym co napisał, tak postępować.. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym, żeby tak było... A jak jest? Wypominanie wszystkiego, nawet balu sylwestrowego, który był" kochanie o nic się nie martw, to za te wszystkie krzywdy, które ci wyrządziłem." Wakacji: " Kochanie to jest czas dla nas, żebyśmy mogli poczuć że coś nas łączy wszystko naprawię o nic się nie martw" - zresztą też włożyłam to co miałam... Heh ostatnio zadzwonił do mnie popołudniu, że nie wyłączyłam mu sprzętu grającego - a to kosztuje i mam tak nie robić. Szafa? Taak najpierw usłyszałam jakie mam wymagania i on mi nie będzie szaf kupował mam sobie ograniczyć... Prawda jest taka, że z każdym problemem zawsze zostawiał mnie samą... Głupoty wypominam? Która z was została wyzwana od popieprzonych bo odświeżacz do kibla kosztuje? Albo wyzwana od egoistek i materialistek bo poprosiła o wkład w prezent na wesele.. "Co? Ja jestem zaproszony i mam się dokładać? muszę sobie kupić garnitur, to kosztuje - co ty sobie myślisz?" - " Ok zapłacę sama, ale mam ograniczony budżet, będę miała mniej na wakacje" - "CO ty mnie wakacjami straszyć będziesz? To co mam jechać sam? Teraz mi to mówisz?" - to jedna z wielu, naprawdę wielu rozmów... Płaci za badania? Płacimy obydwoje.. na początku to ani grosza nie chciał dać...
Albo będąc w ciąży poprosiłam żeby mi kupił owoce - kupił mi dwa banany i kiwi. Smak miałam ogromny i liczyłam na duży zastrzyk witamin, zapytałam czemu tak mało, miałam ochotę na więcej, zwłasza że wtedy to była jedyna rzecz po której nie wymiotowałam - bo nie dałam pieniędzy... 
Co do finansów, rachunek jest prosty: 1000 zł (mieszkanie) + 400 zł (szkoła) + 555 (rata kredyt auto) + 60 zł (telefon) + paliwo 700 zł (teraz tyle płacę) + 100 zł (minimum jakie muszę dać tacie za kredyt po mamie przy racie 1500 zł miesięcznie to naprawdę minimum... ) = ile? wychodzi mi ponad 2700 zł ...
Nie miałabym z tym najmniejszego problemu, gdyby nie to, że wiem jakim skąpym jest człowiekiem... Gdyby nie to, że wiem jak wszystko wylicza. Światła, sprzęty.. jedynie nie szkoda mu pieniędzy na auta...
To mieszkanie cały czas mi wypomina - że on zapewnił... boże no to je ma, nic mi do tego, nie chcę go, nawet nie chcę tam mieszkać... Wolę żyć w jednym ciasnym pokoju z dzidziusiem ale spokojnie, wiedząc że mam tu wsparcie.
Próbowałam rozmawiać wiele razy, naprawdę... ale nie da się... Jak on tą "swoją" wersję wciska tak wszystkim - to ... brak słów... dobrze, że mam wiele osób, które były ze mną przez całe 7 lat. Które wszystko widziały z boku - one mają określone zdanie i to dla mnie jest wykładnia.
Najgorsze jest to, że zanim odeszłam, również nie miał sobie nic do zarzucenia. Blisko rok zajęło, zanim zdał sobie sprawę z tego co robił źle. "wiem, że za bardzo liczyłem pieniądze, ale teraz to nieważne, teraz zrozumiałem, że najważniejsza jest miłość, miałaś rację, bez ciebie nie mogę żyć" "sprzedam auto, żeby ci udowodnić, że cię kocham, tylko powiedz" "Ty jesteś wspaniałą osobą, mądrą, zorganizowaną, dobrą, a ja zachowywałem się okropnie" - i wiecie kiedy nadeszła metamorfoza? Kiedy zaszłam w ciąże. Obrósł w piórka.
Gdybym żyła sama wróciłabym do partnera? Nigdy w życiu, może to powiedzieć tylko ktoś kto mnie nie zna.
W jednym ma rację - mogłam odejść...
Wyjścia mam 2. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby w tym momencie proponować żebym się wyprowadziła i wynajęła mieszkanie. To jest największa głupota jaką mogłabym zrobić. Coś miałabym komuś udowodnić?
Tak czy owak - to nie miejsce na dyskusje. Nie zmywam się, swoje sprawy załatwiam inaczej. Zamierzam udać się po pomoc do ośrodka dla kobiet w takiej sytuacji jak moja.On stosuje wobec mnie przemoc psychiczną - na którą mam świadków, całe mnóstwo, i jeżeli to się nie zmieni, będę wyciągać konsekwencje, takie jakie są przewidziane.
Teraz ma okazję pokazać jaki jest wspaniały, wybielić się, wyprzeć wszystkiego co powiedział - dołożyć mi i wzbudzić we mnie poczucie winy... To nic nowego... Proszę, śmiało, to tylko forum, możesz sobie używać - jak będzie trzeba porównamy z mailami, sms które pisałeś...
Nikomu nie życzę, aby przechodził to co ja. Całe szczęście są jeszcze ludzie, na których mogę liczyć.

Tutaj oczekiwałam tylko rady - zresztą jest to napisane w pierwszym poście.
I na miłość boska,  która kobieta rezygnuje z bliskości kochającego mężczyzny,  ojca dziecka,  który w dodatku ma takie dobre serce,  z niezaleznosci swojego mieszkania?  Żadna...  I ja tez nigdy bym tego nie zrobiła.  Problem w tym ze tego nie ma. Problem w tym ze wole samotność i brak tych rzekomych luksusów.
Żegnam wszystkich serdecznie.

99

Odp: Wspólne mieszkanie

Moje zdanie, ocena całej - między Wami - relacji nie zmieniła się ani na jotę. Znam tego typu stosunki w związkach i wiem jak wyglądać może owa manipulacja druga osobą, jak wygląda wizerunek "na zewnątrz" a co widzi bliska osoba sam na sam już w czterech ścianach. Znam też osoby porównywalnie "oszczędne" i szanujące bardziej rzeczy materialne, do ludzi (zwłaszcza bliskich i w jakimś stopniu zależnych) szacunku już nie mając...
Nie będę tu polemizować z "Dziwn sytuacja", gdyż to wątek Autorki, a wszelkie dyskusje tylko będą wzbudzać pianę zupełnie już przesłaniającą obraz całości...
Od siebie napiszę tylko, że kochający, odpowiedzialny i opiekuńczy mężczyzna, rychły ojciec, bez względu na to jakby się nawet zachowywała jego ciężarna partnerka - nie posunie się w tak specyficznym czasie do zachowań mogących negatywnie wpływać na jej nastrój i psychikę...

100 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-21 11:13:17)

Odp: Wspólne mieszkanie

zgadzam sie z przemowcą. Nie chce zle dla mojej partnerki. Jak tak zadecydowala to ok, ma jak pisała do tego prawo. Dziwi mnie jedno, ze skoro komus jest tak zle i ten ktos jest taki zly to czemu godze sie na dziecko, staram sie z nim o nie i wiem co mnie czeka?  Czemu teraz gdy przychodzi fakt zamieszkania razem, nagle jestem alkoholikiem (?!), egoista, materialista i wyjatkowo nieodpowiedzialnym, tyranem? Akurat wtedy jak nie chce sprzedac auta bo nie ma moim zdaniem takiej potrzeby? Fakt mial miejsce incydent, ze na imprezie narozrabialem. Byla to impreza firmowa i zostało to zgloszone przez mnie w zakladzie pracy. Wyjasnilem wszystko, przedstawilem dowody o na dodatek kilka osob z pracy mialo podobny przypadek i tak samo sie zachowywalo. Ktos zrobil glupi zart. Partnerka nie odzywala sie do mnie 2 tygodnie po tym. Przepraszalem wyjasnialem i wrocila. Myslelismy o przyszlosci... Miejsce z tekstem o odswiezaczy mialo miejsce ok 2,5 roku temu i teraz jest wyciagane. Pisanie o jakims moim piciu nie jest prawda. Ja nigdzie nie wychodze, na zadne imprezy spotkania (oprócz tej imprezy firmowej, czyli raz w przeciagu roku) gdy jestem z partnerką. Cale weekendy przebywalismy razem. Fakt wczasy i te pozostale sprawy robilem od siebei, nikt mnie nei zmuszal. To fakt mowilem, ze dobrze nam one zrobia i robilem to miedzy innymi dla nas i zwiazku. Napisalem o tym bo zostalem przedstawiony jako egoista ktory nic nie daje. NIech partnerka zaprzeczy tutaj,jeśli to nieprawda ze za 99% wszystkich naszych wypadow do restauracji itp nie placila. No to czemu nagle obawy i teksty, ze ja taki skapy i bedzie miaal przy mnie tak zle? No bo za malo. Wiecznie malo. Za malo owocow kupiles, za malo sie starasza, za malo dajesz, za malo tego i owego.Teraz uwaza ze nalezy jej sie ode mnie samochod bo nie bedzie rat. Co do rat... heh najpierw bylo 400zl pozniej 500 a teraz juz jest 555? Ja chcialem dolozyc partnerce do auta i miala sprzedac swoje po zakupie nowego i mialo to isc na szybsza splate. To te auto juz teraz jest za 25-30.000 przy takiej racie i mojemu wkladowi? Nawet nie miala miejsca przeprowadzka a juz problemy z szafami itp. Zaproponowalem, ze dorobie polek, zeby popakowac narazie niepotrzebne rzeczy w kartony bo w ciazy chyba nie bedzie chodzic w sukienkach i spodniach, a pozniej sie pomysli.
Pisane jest, ze nie proponowalem checi porozmawiania a za chwile, ze pisze sms, dzwonie i maile. A w tych sms i mailach (5-6 wyslalem wczoraj) co robilem? Straszylem Cie? Wyzywalem? Bo wydaje mi sie ze pytalem sie o samopoczucie i zebys sie oszczedzala ( w odpowiedzi na Twoja wiadomosc, czyli byla konwersacja). Pytalem co proponujesz i czy musimy sie tak klocic oraz czy sie dogadamy.
Co do paliwa hmm... auto mialo palic 8-10 litrów gazu (mialo byc z instalacja). Daje to 20zł. 700/20 = 35. Te 35 x 100km, daje nam 3500km w miesiacu. czyli ok 100km na dzien. Juz widzę jak Ty smigasz tym autem z brzuchem 100km dziennie, tymbardziej, ze nie lubisz jezdzic. Juz przedstawiam to tutaj "łopatologicznie". Uwazam, ze jest tutaj szukanie problemu. Bardziej zlozona sprawa.

101

Odp: Wspólne mieszkanie

Skoro dalej pije, skoro Ci z nim źle - odejdź. Po co założyłaś wątek na forum, skoro i tak chciałaś odejść?
Gubisz się w zeznaniach.

Nie miałaś aż tyle do powiedzenia, dopóki się Twój partner nie pojawił.
Dla mnie ściemniasz, nie piszesz całej prawdy.

A jeśli piszesz prawdę - odejdź.

102 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-21 11:31:01)

Odp: Wspólne mieszkanie

Watek byl założony i nie bylo tam co mam robic bo partner pije (nagle teraz pije i jestem alkoholikiem) tylko ze sa problemy z finansami a wydzwiek tego byl, ze jest egoista bo nie sprzedam auta i nie kupie jej i nie zgadzam się na warunki partnerki. Po przedstawieniu takich faktow i uzyskaniu paparcia kilka osob tutaj. Partnerka wydrukowala to i przesła do mnie ale tylko do momemntu gdy wszystkie osoby mowily odejdz. Juz wpisow Eilen nie, z dopiskiem idzcie z mama po rozum do glowy. Tu taj jest moim zdaniem jeden z problemow tej sprawy.

Zle sie dzieje... Martwi mnie to wszystko. Chyba odpuszcze dyskusje bo widzę, że moze to faktycznie miec negatywny wplyw na stan partnerki. Ona to bardzo przezywa wszystko. Uczestniczylem w tych rozmowach, bo zostalem przedstawiony stronniczo. Wyrazilem swoje podejscie. Partnerka wydaje mi sie, ze bardzo szuka poparcia swojego rozumowania i tutaj je otrzymywala (no bo po co ta sytuacja z tym wydrukiem).  Skoro sytuacja jest przesadzona to i tak nic nie wskóram.

103

Odp: Wspólne mieszkanie

O jezu, no biedna sierotka, tak jej źle, ale na swoje nie pójdzie...

Masz 3 tyś prawie. Wyprowadź się i utrzymuj się sama.
Od partnera należą Ci się alimenty na dziecko.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pomagam pewnej rodzinie, matka plus 4 dzieci, w tym dwoje niepełnosprawnych.
Mają mniej pieniędzy od Ciebie, a mimo to sobie radzą. O owocach typu kiwi mogą jednak tylko pomarzyć...

Moim zdaniem jesteś niewdzięczną egoistką, manipulujesz sobie pięknie wszystkimi tutaj, jakoś dopóki się Twój partner nie odezwał, to nie pisałaś nic o złym traktowaniu, piciu... Dziwne. Jak dla mnie któreś z Was ostro kłamie. To nie miejsce na dyskusję? To po co wątek zakładałaś? Fajnie było, dopóki Ci wszyscy przytakiwali...

W tyłkach się poprzewracało, ot co...

104 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-21 11:46:53)

Odp: Wspólne mieszkanie

Ale po co miałabym to robić cyniczna?   Po co?  To jest rozsądek? Być sama i może rzucić jeszcze prace żeby się opiekować dzieckiem?  Chyba nie wiesz co mówisz...
Tak,  odchodzę.
I proponuje przeczytać pierwsze pytanie: czy ma ktoś propozycje rozwiązania problemu.
Czemu wątek z alkoholem poruszylam? Bo daleko mu do ideału jakim się przedstawia....
A ty za nim coś napiszesz - pomysł ż,  moze spójrz na godziny zanim wyciagniesz błędne wnioski.
Usuwam swoje konto z tego forum,  szlag mnie trafia jak czytam takie rady (ciekawe ile przyszłych matek wyprowadzilo się na swoje)  i te wszystkie kłamstwa z jego strony.

105

Odp: Wspólne mieszkanie

Po pierwsze - Parasolko.
Przedstawiłaś teraz obraz jakiegoś degenerata społecznego, który nie wiem do czego się nadaje, ale na pewno nie do bycia partnerem ani ojcem. Pijak, tyran, przemocowiec, do tego skąpy.
Jeśli tak wygląda sytuacja w Twojej ocenie Parasolko, nie ma chyba możliwości abyś była z kimś takim, i nawet gdyby dawał Ci góry złota, to chyba ta kasa nie zmieniłaby jego charakteru, osobowości ani Twojego odbioru jego osoby ?!
I jeśli nie chcesz z nim być, to nie jego skąpstwo i chytrość sa tu największym problemem w Waszej relacji.

Po drugie Partnerze Parasolki.
Szacun za to, że zechciałeś odnaleźć to forum, wpisy swojej partnerki i wielu innych osób dyskutujących w tym wątku.
Musisz jednak zrozumieć, że PRZESZŁOŚĆ Waszego związku oraz Twoje wcześniejsze postępowanie kładą się ogromnym cieniem na Waszej obecnej relacji i rzutują na sposób w jaki Parasolka Ciebie odbiera jako partnera i człowieka.
Niby zarzekasz się, że już dawno jesteś grzeczny, układny i przykładny, ale jednocześnie cały czas przytakujesz że rzeczywiście miały miejsce jakieś tam incydenty alkoholowe itepe itede.
Sprawa jest prosta - albo nie pijesz, albo jeszcze na jesieni piłeś do tego stopnia, że wylądowałeś na izbie wytrzeźwień, co sam powyżej potwierdziłeś.

Po trzecie - Ludzie, ile Wy macie lat, że w takim miejscu jak to dyskutujecie o tym, po ile macie półek w szafie, ile litrów gazu pali czyj samochód, ile stopni ciepła można mieć w mieszkaniu, kto ile kilometrów w miesiącu przejedzie i tym podobnych pierdołach ?!
Przecież w obliczu Waszej rzeczywistej sytuacji to są żałosne i śmieszne bzdety.

W niedługim czasie zostaniecie rodzicami dziecka, które powołaliście na ten świat.

Do tego czasu, albo się rozstaniecie i wtedy Parasolka mieszka gdzie chce, za ile chce, a Partner płaci alimenty i widuje się z dzieckiem na zasadach wspólnie ustalonych - bo fakt, że nie jest wymarzonym Partnerem dla Parasolki nie zmienia tego, że ma prawo być ojcem dla swojego dziecka. Należy mu się z dzieckiem kontakt, czas i spotkania.

Albo zostaniecie razem, przyjmując do wiadomości że wspólne życie to WSPÓLNOTA finansowa, emocjonalna, uczuciowa, społeczna i rodzicielska.
Dlaczego po prostu nie wrzucicie wszystkich Waszych przychodów do wspólnej świnki i nie uznacie wszystkich Waszych zobowiązań finansowych za wspólne, które zostaną opłacone z tej świnki ?
Kredyty po mamie, raty za wszystko, utrzymanie mieszkania, dziecka, opłaty, wyżywienie - dlaczego nie możecie uznać wszystkich zobowiązań dotyczących Waszego życia za WSPÓLNE zobowiązania ?
Rozumiem, że jeden wrzuca do tej świnki więcej przychodu, a drugi mniej.
Za pozwoleniem to jest jak najbardziej NORMALNE.
Nic w tym dziwnego, ani godnego potępienia a ten kto zarabia mniej wcale nie jest gorszym, czy drugorzędnym partnerem.

Ludzie, zamiast się cieszyć tym, że jesteście zdrowi, że niedługo przyjdzie na świat Wasze dziecko.
Że macie bezpieczny dach nad głową i pracę, która pozwala Wam na normalne życie - co w naszym porypanym kraju nie jest wcale łatwe ani zrozumiałe samo przez się - to Wy czynicie w Waszym życiu priorytetem ilość półek w szafach, albo grosików w śwince ?!
Naprawdę muszę przytaknąć Cynicznej - w dupach się Wam poprzewracało.

Nie wiem, czy uda się Wam w jakikolwiek sposób porozumieć.
W mojej ocenie, jesteście tak zacietrzewieni w wypominaniu sobie najdrobniejszych nawet szczegółów, że nie macie już kontaktu z rzeczywistością.
Zachowujecie się jak ludzie, którzy się NIENAWIDZĄ.

106

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

Ale po co miałabym to robić cyniczna?   Po co?  To jest rozsądek? Być sama i może rzucić jeszcze prace żeby się opiekować dzieckiem?  Chyba nie wiesz co mówisz...
Tak,  odchodzę.
I proponuje przeczytać pierwsze pytanie: czy ma ktoś propozycje rozwiązania problemu.
Czemu wątek z alkoholem poruszylam? Bo daleko mu do ideału jakim się przedstawia....
A ty za nim coś napiszesz - pomysł ż,  moze spójrz na godziny zanim wyciagniesz błędne wnioski.
Usuwam swoje konto z tego forum,  szlag mnie trafia jak czytam takie rady (ciekawe ile przyszłych matek wyprowadzilo się na swoje)  i te wszystkie kłamstwa z jego strony.

Tak, to jest właśnie rozsądek.
I owszem, wiem, o czym mówię.

Konto możesz usunąć, ale wątek zostanie, taki regulamin. Więc jeśli kłamałaś, to dowód pozostanie.

Znam wiele samotnych matek/kobiet w ciąży, które musiały drastycznie zmienić swoje życie.
Niektóre skończyły w domu samotnej matki. Jest to jakieś rozwiązanie. Lepsze od partnera tyrana/alkoholika - jeśli Twój FAKTYCZNIE taki był.

107 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2015-02-21 12:06:38)

Odp: Wspólne mieszkanie

Parasolka ideały nie istnieja, kazdy ma cos za uszami a ty wiedzac jaki jest i jesli (o ile to prawda) ma problemy z alkoholem to czemu zdecydowalas sie z nim na dziecko?? zarabiasz, jak podasz go o alimenty to je dostaniesz, czego ty tak serio od niego chcesz? Przeciez z tego co piszesz to facet ci nie odpowiada a przynajmniej jego wady, zostaw go, pozwij o alimenty i tyle, kazde z was ulozy sobie zycie a dziecko noe bedzie dorastalo w domu w ktorym rodzice ciagle kloca sie o kase, teraz juz nir chodzi tylko o ciebie a o dziecko ktore nie jest wimne temu ze rodzice nie moga sie dogadac

108 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-21 12:18:15)

Odp: Wspólne mieszkanie

Proponowalam wspólnotę -  przecież o to walczylam,  ale wspólnota kończyła się w momencie :"twoje auto - twój luksus",  "kredyt po mamie  twój problem,  inne kobiety przynoszą spadki",  "twoja szkoła,  twój kłopot"
Rozsądek?  Mam gdzie mieszkać,  a mam iść do domu samotnej matki?  Dziękuję,  nie skorzystam.

Pięknie się starał...  Albo pięknie udawał kogoś kim nie jest do czasu kiedy zaszłam w ciążę...

Wiem ze zostanie,  i bardzo dobrze, nie obawiam się o kłamstwa...  Lecz o moje zdrowie..  Co do kłamstw to nie ja się bym nadtym zastanawiała -  dowód zostanie.

Nie zamierzam mu niczego utrudniać,  rozumiem że jest tata...  Jakikolwiek by nie był...  To nie ja grozę odbieraniem dziecka.

Nic ode niego nie chce,  poza spokojem,  bez szantazy i gróźb...

109

Odp: Wspólne mieszkanie

I wiesz cyniczna, łatwo się kogoś obraża zza monitora.  Nick masz adekwatny do charakteru.  Nie będę się więcej wypowiadala.

110

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

(...)czy ma ktoś propozycje rozwiązania problemu. (...)

Skorzystać z pomocy profesjonalnego mediatora.

111 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-02-21 12:55:28)

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

I wiesz cyniczna, łatwo się kogoś obraża zza monitora.  Nick masz adekwatny do charakteru.  Nie będę się więcej wypowiadala.

Nic nie poradzę na to, że Ciebie szczere wypowiedzi obrażają.
Nie będę kłamać, ściemniać, lizać Ci tyłka, bo tego oczekujesz.
Nie chcesz się wypowiadać, to się nie wypowiadaj - nikomu łaski nie robisz.

Próbowałam Ci tylko uświadomić, że sama sobie wybrałaś takiego partnera - jeśli Ci z nim źle, to nic nie stoi na przeszkodzie, byś odeszła i poradziła sobie sama.

Masz b. dobrą sytuację finansową. Nie zaprzeczaj. Po co Ci facet? Żeby Cię utrzymywał, jak już się dziecko urodzi? I tylko po to?
Bo uczucia do niego w Twoich wpisach nie widzę - a raczej zimną kalkulację.

P.S Nick był właśnie wybrany ze względu na charakter...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wielokropek dobrze podpowiada a propos mediacji. Tylko, żeby miało to sens, musi być chęć dogadania się, a nie chęć postawienia na swoim za wszelką cenę.

Tu chodzi o dobro dziecka. Dlaczego tego nie widzisz?

112 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-21 13:07:41)

Odp: Wspólne mieszkanie

Moja droga... Tez to proponowałam ...

113

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

Proponowalam wspólnotę -  przecież o to walczylam,  ale wspólnota kończyła się w momencie :"twoje auto - twój luksus",  "kredyt po mamie  twój problem,  inne kobiety przynoszą spadki",  "twoja szkoła,  twój kłopot"
Rozsądek?  Mam gdzie mieszkać,  a mam iść do domu samotnej matki?  Dziękuję,  nie skorzystam.

Bo wspólnota z Twojej strony oznaczała, że on ma sprzedać swój samochód, żebyś Ty nie miała kredytu, z kolei jeśli dochodziło do Twoich pieniędzy, to nie chciałaś dać na wspólne życie 1000 zł. Świetna wspólnota, serio. big_smile

chceuciekacstad napisał/a:

Eileen- a jak wyprowadzi się do ojca dziecka to będzie oznaczało samodzielność ??? Choć według bilansu księgowego będzie musiała co miesiąc dokładać do życia ? czyli dług zaciągać ??/

Jaki dług? To dziwne, że osoba samodzielna musi się dokładać do wydatków? Nie. A o niesamodzielności mówiłam dlatego, że opcje autorki to albo do ojca = nie płacić za mieszkanie, albo do faceta, pod warunkiem, że nie będzie musiała opłacać nawet nie połowy wspólnego życia. To co tu jest samodzielne?

chceuciekacstad napisał/a:

Wszystko sprowadzasz do kwestii pieniędzy - nie chodzi o rekompensatę, tylko opiekę i zrozumienie że ciąża , poród i opieka nad niemowlakiem to cos szczególnego. I masz rację - do ciąży trzeba dwojga ... Parasolka i jej parter nie pisali że nie chcą dziecka - próbują znaleźć kompromis lub konsensus....

Zresztą , uważam że o dzieciach , karmieniu i ciąży powinny wypowiadać się kobiety co taki etap przechodzą /przeszły...inaczej wszystkie teorie to tylko pobożne życzenia." wydaje mi się " ..smile

A gdzieś błąd zrobiłam, że wytykasz mi brak dziecka? To wytknij błąd, a nie to, że nie mam dzieci. wink Btw, zdarza Ci się krytykować film/książkę? A jesteś reżyserem/pisarzem? smile

truskaweczka19 napisał/a:

Eillen, ja wiem, że ciąża bez komplikacji, a ciąża zagrożona to co innego, owszem. Z tym, że ona w ciąży nie zacznie zarabiać więcej raczej, bo do innej pracy na stałe jak będą wiedzieli, że w ciąży to nie przyjmą. Dlatego raczej ona musi teraz się trzymać tego co ma. Tzn może np pójść dodatkowo do pracy na zlecenie, coś sobie dorobić do tego co ma, ale jednak dla kobiety w ciąży nawet nie zagrożonej raczej wystarczająca jest praca około 8 godzin, nie bardzo, by sobie miała dorabiać, tzn czasem tak i może na początku ciąży, ale raczej przez całą ciąże nie. Pracę już ma, on wiedział, że ona zarabia mniej. Autorka sama pisze, że jak będzie taki wkład jak on pisał, to ona będzie na minusie, będzie u niej bardzo kiepsko z kasą. No i właśnie o to mi chodzi, że czy Twoim zdaniem to jest w porządku, że on będzie się przyglądał jak ona wychodzi z siebie, a ma na minusie, a on po prostu będzie miał to gdzieś, to jest w porządku dla Ciebie? Nie mówię, że ma obowiązek dawać, nie, ale no dla mnie to źle świadczy o facecie, jak dziecko w drodze, a on nie wiem będzie wydawał na swoje gadżety, kobiecie jego nie zostanie nic, będzie bardzo ciężko jej finansowo, a on to oleje. Tutaj po prostu dla mnie brak pewnej troski, a wcale mi nie chodzi, by kupować wszystko drugiej stronie, bo jasne, że są granice, ale postawa "to moje pieniądze i nic z nich nie dostaniesz, choćbyś nie miała złamanego grosza" też mi się nie podoba.

Ty zarabiasz Eillen i sama odpowiadasz za siebie, ale jak jest para i mają mieć dziecko to też za nie są odpowiedzialni. A jeżeli facet nie przejmuje się, że kobieta, która nosi jego dziecko będzie na minusie, nie będzie może czym nawet miała jeździć z dzieckiem, no to dla mnie kiepsko. Najbardziej jesteśmy odpowiedzialni za siebie samych, ale jak powstaje rodzina, to jednak pewna odpowiedzialność spada na każdego członka rodziny moim zdaniem. To pokazuje, że wszyscy o sobie myślą. Owszem, można nie chcieć dzieci i wtedy sytuacja może wyglądać inaczej i może nawet sprawdzić się taki model jak piszesz, ale przy dziecku jednak lepiej żeby była pewna elastyczność, przy tym nie chodzi o całkowite utrzymywanie, bo tutaj nikt tego nie oczekuje.

Ale przecież ona zarabia 2700 zł, a nie 800. Długi? Bo weźmie kredyt na samochód? No naprawdę, to on ma sprzedać swój, żeby ona nie miała długu? Przecież facetowi nie przeszkadza, ile autorka zarabia. Było napisane, ile on miałby przeznaczać, a ile ona. Tyle że autorka chciałaby swoje wydatki włączyć w te wspólne albo odliczyć od kwoty, którą będzie dawać na wspólne życie, a to, że autorowi ma zostać ile? 600 zł chyba na wszystkie własne wydatki, to nikomu nie przeszkadza, ba, mało autorce.
I owszem, za dziecko są właśnie OBOJE odpowiedzialni, a autorka by chciała, żeby partner był odpowiedzialny i za nią, i za dziecko, a jej pieniądze = jej kieszonkowe = jej kredyty itd. A partner ma zadbać o życie wszystkich. Ja sobie po prostu nie wyobrażam, gdyby np. mój facet zarabiał nawet 15 tys., a ja np. 4-5 tys., żebym żądała, że ma mnie utrzymywać, bo jak się złożymy po np. 1000 zł, to jemu zostanie 14 tys., a mi 3-4 i jak będę chciała auto kupić, to będę musiała wziąć kredyt. A różnica w zarobkach jeszcze większa. Dla mnie to jest równoznaczne z powiedzeniem "to, co ja chcę kupić, jest ważniejsze od tego, co Ty chcesz". A przecież nie jest.

114

Odp: Wspólne mieszkanie

Profesjonalny mediator to swietny pomysl ale nie wiem czy w tym przypadku, autorka nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia, cala wina obarcza partnera i nie wiem czy nawet profesjonalista sobie tu poradzi. Z tego co autorka opisala to ona nie potrzebuje partnera do wspolnego zycia tylko faceta ktory bedzie ja utrzymywal, nawet jesli jej partner powiedzial cos w stylu " masz stare auto? to twoj problem" ile mozna? Nikt niechcialby byc traktowany jak chodzacy bankomat

115 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-02-21 20:01:08)

Odp: Wspólne mieszkanie

Chyba tylko mediator tutaj pomoże i wytłumaczy na czym polega WSPÓLNE ŻYCIE W RODZINIE. Nie wiem ile prawdy prawi On i ile Ona dlatego zachęcam Ciebie Parasolko i Twojego partnera do wspólnej rozmowy.
Wspólny dom - wspólne finanse.
Wspólny dom - wspólne problemy i zobowiązania(!).
Wspólny dom - wspólne wzloty i upadki.
Indywidualistami to Sobie możecie być w zwykłym i niezobowiązującym do końca życia związku, gdzie nie ma do końca zaufania do partnera.
Co zrobicie to Wasza sprawa. Ale na litość boską weźcie się OBYDWOJE za Siebie. Bazując Swoje życie na przychodach i chęci posiadania możecie się bardzo rozczarować. Raz jest się na finansowej górze, zaraz można z niej spaść z hukiem. Wówczas zostaje się z NICZYM.

Zamiast kłócić się na forum obydwoje spróbujcie wejść w problemy drugiej strony. Dlaczego one wystąpiły? Czy miały one na nie jakiś wpływ? Czy na podejmowane decyzje miał wpływ bardziej egoizm (w sumie dużo nie stracę, ale dla mnie w ten inny sposób będzie lepiej), czy empatia (może czasami zrobić coś dla drugiej osoby)?
Naprawdę nikt z Was nie odczuwa szczęścia gdy pomoże kochanej osobie? Pójdzie na kompromis.

116

Odp: Wspólne mieszkanie

Dokadnie przeczytałamm cały wątek i jedno stwierdzam na bank: nie wiem kto kłamie a kto mówi prawdę, ale Parasolka na bank wyolbrzymia i ma postawę ofiary wiecnie obrażonej. Jak on mówił Sylwesterze to ona stwierdzała, że jej wypomina. I że jej w kółko coś wypomina. Myślę, że ona obraża się za wszystko co on powie, obojętnie czy w dobrej czy  w złej wierze. Jak to jest wg Ciebie dziewczyno wypominanie to obawiam się, że wszystko co opisałaś wyło wyolbrzymione. Ktoś z Was z pewnością ma olbrzymie problemy z psychiką, obojętnie kto, i tak nie powinniście ze sobą być, bo to co reprezentujecie razem to jest czysta patologia.

117

Odp: Wspólne mieszkanie

Tak Eileen, ale zasadniczo tutaj nie wiem teraz co Ci odpowiedzieć, jak widać sytuacja się skomplikowała, bo ona pisze, że on alkoholik, skąpy, że na wszystko żałuje, wypomina wszystko - co jawiło dla mnie zły jego obraz, a on pisze, że nic nie żałuje, że wręcz wszystko jej kupuje, a jej mało i wtedy przyznałabym, że jeśli jego wersja prawdziwa to wtedy ona roszczeniowa bardzo. No, ale tutaj nie da się za bardzo tak zweryfikować, które z nich pisze prawdę, a które kłamie. Widać, że wiele złości między nimi, związek się im raczej już nie uda... Tak coś myślę...

118

Odp: Wspólne mieszkanie

Mnie w tej całej sprawie zdziwiło, że autorka okazuje się być 30letnią kobietą, a byłam święcie przekonana, że te posty pisze jakaś 20letnia dziewczyna. Sorry, ale wg mnie Parasolka jest trochę infantylna i niedojrzała.

Poza tym uważam, że forumowicze, którzy obcym ludziom "doradzają" aby odeszli od swoich partnerów i w ogóle stosują jakieś zero-jedynkowe podejście, "bo była już podoba historia na tym forum gdzie skończyło się tak i tak, więc tutaj też będzie podobnie" powinni się nad sobą zastanowić, bo mieszają ludziom w życiach i ich zachowanie jest skrajnie nieodpowiedzialne. Nie ma dwóch takich samych sytuacji, a też nigdy nie wiadomo czy osoba, która zakłada temat rzeczywiście podaje wszystkie okoliczności, a nie układa historii "pod siebie" tak aby stadko z forum poklepało ją po pleckach utwierdzając w przekonaniu że dobrze robi.

119

Odp: Wspólne mieszkanie
Parasolka12 napisał/a:

Co do finansów, rachunek jest prosty: 1000 zł (mieszkanie) + 400 zł (szkoła) + 555 (rata kredyt auto) + 60 zł (telefon) + paliwo 700 zł (teraz tyle płacę) + 100 zł (minimum jakie muszę dać tacie za kredyt po mamie przy racie 1500 zł miesięcznie to naprawdę minimum... ) = ile? wychodzi mi ponad 2700 zł ...

Ta kalkulacja mocno podważa wiarę w obiektywne opisanie sytuacji przez autorkę.
Jest mocno naciągana.
Wliczony kredyt, którego nie ma + aktualne koszty paliwa (a przecież nowy samochód ma je zmniejszyć smile )
Podkreślany od początku wątku "kredyt po mamie" okazuje się być mizerną stówką...

Ta kalkulacja również podważa chęć faktycznego dogadania się z partnerem w kwestii racjonalnego dysponowania finansami.
Rozwiązanie jest proste - nie brać kredytu na auto. Przecież autorka ma samochód. Ale wymyśliła, że za dużo pali, więc NATYCHMIAST potrzebuje nowego, które ma kupić...jej partner. I nieistotne, czy on ten wydatek uważa za konieczny - jej pomysł na rozdysponowanie budżetu ma priorytet.
Chyba do emerytury do szkoły chodzić nie będzie? Ze słów jej partnera wynika, że uczy się już długo. Więc kiedy odpadnie wydatek szkolny - zrobiłoby się bezboleśnie miejsce na kredyt.
700zł na paliwo? Jak dziecko przyjdzie na świat to, siłą rzeczy, będzie jeździła mniej...

Więc, na chwilę obecną zostałoby 555zł w kieszeni.
Ale autorka wymyśliła, że JUŻ NATYCHMIAST musi mieć nowe auto kosztem pasji swojego partnera. Bo ona nosi jego dziecko, więc jej zachcianki muszą być spełnione.

Z kolei jej partner słusznie zauważył, że "więcej niż wypłatę" dać nie może.
On zarabia 3200. 1000 płaci za mieszkanie (właściwie 1150, bo tyle autorka "wytargowała"). Na nim spoczęłyby wszelkie koszty wyżywienia i...dziecka. No wątpię, żeby się w kolejnym 1000 zamknął. Płaci 500-600zł za paliwo. Ile wychodzi? 2650-2750zł. Zostaje mu 450-550.
W najlepszym wypadku musiałby więc pożyczać 5zł co miesiąc, żeby pokryć kredyt na auto autorki big_smile
Co z tego wynika? Że autorka oczekuje od niego poświęcenia ostatniego grosza na realizację jej zachciewajki.
Ale kto wtedy będzie płacił za niespodziewane wydatki? Jeśli autorka całą swą pensję ma rozdysponowaną i stara się skrupulatnie rozdysponować też pensję partnera?

120

Odp: Wspólne mieszkanie
janis1609 napisał/a:

Mnie w tej całej sprawie zdziwiło, że autorka okazuje się być 30letnią kobietą, a byłam święcie przekonana, że te posty pisze jakaś 20letnia dziewczyna. Sorry, ale wg mnie Parasolka jest trochę infantylna i niedojrzała.

Poza tym uważam, że forumowicze, którzy obcym ludziom "doradzają" aby odeszli od swoich partnerów i w ogóle stosują jakieś zero-jedynkowe podejście, "bo była już podoba historia na tym forum gdzie skończyło się tak i tak, więc tutaj też będzie podobnie" powinni się nad sobą zastanowić, bo mieszają ludziom w życiach i ich zachowanie jest skrajnie nieodpowiedzialne. Nie ma dwóch takich samych sytuacji, a też nigdy nie wiadomo czy osoba, która zakłada temat rzeczywiście podaje wszystkie okoliczności, a nie układa historii "pod siebie" tak aby stadko z forum poklepało ją po pleckach utwierdzając w przekonaniu że dobrze robi.

Jako jeden z osobników ze wspomnianego "stadka" pragnę zauważyć, że Twoja wypowiedź poddaje w wątpliwość zasadność istnienia niniejszego Forum. Pominę już fakt, że taki tekst traktuje jako lekko obraźliwy...
Zakładając z góry, iż każdy opisujący swój problem ubarwia, dodaje wymyślone informacje i ogólnie konfabuluje - jakiekolwiek (na w/w podstawie) powstałe porady czy sugestie - jak sugerujesz - są błędne i robiące więcej szkody niż pożytku.
Owszem, tego uniknąć się nie da i bywają wątki, gdzie porady powstałe na fałszywych założeniach niweczą jakiekolwiek szanse na poprawę - nie przeczę. Ale są tu też całkiem liczne przypadki, gdy porady i opinie tego ...sfrustrowanego "stadka" okazują się jednak pomocne, bo ...otwierają komuś oczy na niedostrzegalne sprawy, uświadamiają coś, bądź ukazują drogę do wyjścia z sytuacji. I niekoniecznie - jak tu temu "stadku" zarzucasz - są to sugestie rozstania, czyli pójście po najniższej linii oporu.
Nie da się uniknąć - z racji publicznego charakteru Forum - postów osób wykazujących brak doświadczenia czy umiejętności różnicowania rangi faktów i nadawania im stosownej wartości w ocenach. Jednak prócz takich jest całkiem spore grono osób mających spory bagaż życiowych doświadczeń i na jego podstawie umiejętność "wyczucia", wyłapania niuansów, które dają dużą dozę prawdopodobieństwa w sensownej i pomocnej opinii...

121 Ostatnio edytowany przez janis1609 (2015-02-23 21:14:05)

Odp: Wspólne mieszkanie
kow-nor napisał/a:

Jako jeden z osobników ze wspomnianego "stadka" pragnę zauważyć, że Twoja wypowiedź poddaje w wątpliwość zasadność istnienia niniejszego Forum. Pominę już fakt, że taki tekst traktuje jako lekko obraźliwy...
Zakładając z góry, iż każdy opisujący swój problem ubarwia, dodaje wymyślone informacje i ogólnie konfabuluje - jakiekolwiek (na w/w podstawie) powstałe porady czy sugestie - jak sugerujesz - są błędne i robiące więcej szkody niż pożytku.
Owszem, tego uniknąć się nie da i bywają wątki, gdzie porady powstałe na fałszywych założeniach niweczą jakiekolwiek szanse na poprawę - nie przeczę. Ale są tu też całkiem liczne przypadki, gdy porady i opinie tego ...sfrustrowanego "stadka" okazują się jednak pomocne, bo ...otwierają komuś oczy na niedostrzegalne sprawy, uświadamiają coś, bądź ukazują drogę do wyjścia z sytuacji. I niekoniecznie - jak tu temu "stadku" zarzucasz - są to sugestie rozstania, czyli pójście po najniższej linii oporu.
Nie da się uniknąć - z racji publicznego charakteru Forum - postów osób wykazujących brak doświadczenia czy umiejętności różnicowania rangi faktów i nadawania im stosownej wartości w ocenach. Jednak prócz takich jest całkiem spore grono osób mających spory bagaż życiowych doświadczeń i na jego podstawie umiejętność "wyczucia", wyłapania niuansów, które dają dużą dozę prawdopodobieństwa w sensownej i pomocnej opinii...

Absolutnie nie kwestionuje zasadności istnienia tego forum i nie pisałam o tym, że jakiekolwiek doradzanie i pochylanie się nad czyimiś problemami nie ma sensu. Chodziło mi o bardzo radykalne "zero-jedynkowe" podejście i posty w stylu "odejdź od niego" czy bardzo emocjonalne podejście do domniemanego "oprawcy" autora danego tematu.
Przepraszam za to "stadko", moją intencją nie było obrażanie nikogo.



Jeszcze a propos głównego tematu to również zaskakujące są dla mnie wyliczenia wydatków Parasolki. Vinnga ma rację, od początku autorka podkreśla ten "kredyt po matce", a w rzeczywistości dorzuca ojcu symboliczną stówkę.
Druga sprawa- wydatki na samochód, po pierwsze czy serio trzeba kupować nowy samochód, który wyjeżdzając z salonu znacznie traci na wartości, więc branie kredytu w tej sytuacji to wg mnie czysta głupota (sorry). Poza tym, jeśli zmienia się samochód na bardziej ekonomiczny, powiedzmy taki co pali
5-6/100km to 700zł na benzyne oznaczałoby, że miesięcznie autorka ma zamiar przejechać około 3tys km !!!
Ktoś wcześniej napisał, że to śmieszne żeby się licytować ile kilometrów Parasolka będzie pokonywała samochodem itd ale przecież temat jest o tym, że po oddaniu ojcu dziecka 1000zł na tzw życie i opłaceniu swoich wydatków rzekomo ma już jej nic nie zostać, więc forumowicze, do których zwrociła się autorka zakładając temat jednocześnie mają prawo do pewnego podsumowania tychże wydatków.

Posty [ 66 do 122 z 122 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026