Witam wszystkie forumowiczki.
Mam spory problem, którego nie wiem jak rozwiązać, który ciąży mi na duszy...
Jestem z pewnym chłopakiem dobrych 7 lat. W ubiegłym roku odeszłam od niego z powodu bardzo materialistycznego podejścia do życia - ale to inna historia. Przez ten rok czasu chłopak ten starał się mnie na wszelkie sposoby odzyskać. Uwierzyłam w jego obietnice, wydawało mi się, że się zmienił. Do teraz...
Jestem w ciąży, więc przyszedł temat wspólnego mieszkania. Tylko, że ja nie mogę zaakceptować warunków jakie on mi zaproponował. Rozumiem, że kwestie finansowe powinniśmy regulować wspólnie, ale nie rozumiem, dlaczego pewne opłaty są Nasze, a inne moje.
Otóż po kolei - Luby zaproponował abym na opłaty związane z mieszkaniem przeznaczała miesięcznie 1000 zł, on skolei przeznaczy kolejny 1000 zł oraz opłaci wyżywienie. Jeżeli z wspólnej puli coś zostanie będzie to na ewentualne remonty. Niby pięknie, ale:
Jest to dla mnie duża kwota, która nie obejmuje opłat takich jak szkoła - uczę się, kredyt na samochód, bo jeżdżę złomem który pali bardzo dużo, a przeprowadzka wiąże się z ogromnymi kosztami paliwa, nie obejmuje abonamentu telefonicznego, ani raty którą płacę za kredyt po zmarłej mamie. Oprócz tego nie obejmuje także kosztów paliwa, które również muszę sobie pokrywać. Po podliczeniu wszystkich opłat nie tylko nie zostaje mi nic, ale jestem jeszcze na minusie.
Wszelkie argumenty ww od dwóch miesięcy przeze mnie podnoszone, są lekceważone bo moja szkoła czy samochód to mój problem, on i tak będzie płacił więcej, albo, przychodzę z kredytem za mamę, a inne kobiety z spadkami i w dodatku mam oczekiwania.
Nie zarabiam mało jak na kobietę, pomimo ciąży daję z siebie wszystko, aby pieniążków było jak najwięcej, ale na takie postawienie spraw po prostu mnie nie stać.
On kupił nowy samochód dla siebie. Bardzo dobry samochód. Jest w posiadaniu dwóch samochodów (od święta i na codzień) Zaproponowałam aby jeden wobec tego sprzedać, za te pieniązki kupić samochód dla mnie i dziecka - jeżeli nie będę musiała brać kredytu, więcej pieniędzy zostanie w kieszeni. Usłyszałam, że on nie będzie z niczego rezygnował, że będzie i tak dawał więcej, a tak wogóle, to on już zapewnił mieszkanie.
Oprócz tego problemy są chociażby z moimi rzeczami, których nie ma gdzie dać, bo nie ma miejsca. Usłyszałam, że wobec tego mam swoje rzeczy ograniczyć, bo przecież szafy i mebli mi nie będzie kupował, albo mogę sobie kupić sama jak chcę.
Nie rozumiem też, dlaczego mam inwestować w mieszkanie, z którego będzie mógł mnie w każdej chwili wyrzucić. Przed sobą mam wizję bycia samą z wszystkimi problemami. Co jeżeli zachoruję, trzeba będzie wydać pieniądze nie wiem, na dentystę, a ja ich nie będę miała, bo wszystko pójdzie na opłaty? Usłyszę mój ząb, mój problem? A jak stracę pracę - wyląduję za drzwiami, bo nie przynoszę dochodu?
Dlaczego ja mam brać kredyt, podczas gdy on jeździ dwoma samochodami?
Nie zgodziłam się na tą propozycję, postanowiłam zostać w domu rodziców i utrzymywać się samodzielnie - paradoksalnie stać mnie na opłacenie wszystkiego, zrobienie remontu dla dzidziusia i jeszcze coś odłożyć. Ponadto zaletą jest również bliskość rodziny, mieszkając u niego będę zupełnie sama, bardzo daleko, a na jego pomoc też liczyć nie bardzo mogę bo wraca z pracy wieczorem.
Na moje argumenty, stwierdził, że najwidoczniej zależy mi żeby mieć na swoje przyjemności, jestem wygodna i niedojrzała. Ja uważam wprost przeciwnie, nie znam nikogo kto musi posiadać dwa autka - dwie zabawki. Kiedy zoobowiązań nie było, nie miało to dla mnie znaczenia, ale uważam że czas zmienić priorytety...
Dzisiaj usłyszałam, że skoro nie zgadzam się na jego warunki, on odbierze mi prawa rodzicielskie. Funduje mi ogromny stres, ta sytuacja mnie przerasta. Nie rozumiem jak można tak traktować przyszłą matkę. Czuję się okropnie, podejmując taką decyzję i walcząc przecież o nic innego jak o pieniądze. Jednak uważam, że jego stanowisko jest dla mnie bardzo krzywdzące. Czy macie jakieś pomysły, jak rozwiązać tą sytuację?
Podobne tematy
Przede wszystkim pozew o alimenty na dziecko. I zacząć żyć od nowa. Powodzenia.
Jezu... Zostań przy rodzicach. Poradzisz sobie. To nie on... Nie on jest tą tzw druga połówką.
4 2015-02-18 15:46:27 Ostatnio edytowany przez Pruderia (2015-02-18 15:49:24)
Jeżeli stać Cię na utrzymanie siebie oraz dzidziusia na Twoim miejscu zostałabym u rodziców w których masz wsparcie i którzy Ci pomogą, dodatkowo nie będziesz musiała się martwić o to, ze jesteś na minusie/masz długi. Bo u tego faceta najwyraźniej nie masz wsparcia. Niby jesteście w związku i chcecie mieszkać razem, a tak naprawdę każde sobie, ba nawet Ty jesteś traktowana jak piąte koło u wozu. "Mamy dziecko, więc skoro już musisz to się wprowadź, ale nie licz na to, że ja przygotuję dla Ciebie miejsce." - To jest wręcz śmieszne, że facet nie zrobi Ci miejsca w szafie, bo nie, a nowej dla Ciebie nie kupi.
Moim zdaniem w związku z nim będziesz się męczyła i o każdy grosz będziesz musiała się prosić, i Twoje dziecko zapewne również, znam to z autopsji mój ojciec jest taki sam, jak chciałam nową sukienkę czy bluzkę musiałam się o to prosić i moja mama tak samo. To męczące i po jakimś czasie człowiek ma tego serdecznie dość, a wykłócania się o to jeszcze bardziej.
Rozumiem, że to ojciec Twojego dziecka, ale musisz dobrze przemyśleć to czy jesteś gotowa na taki związek i taką sytuację.
Jeżeli zaś chodzi o to, że odbierze Ci prawa rodzicielskie to raczej straszenie, niż fakty. I jak ktoś napisał wyżej wystąp o alimenty.
Wybrałaś takiego gościa, tyle lat przeżyłaś z nim, teraz nosisz jego dziecko, w tej kwestii - nikt nie zamieni go w miłego, lubiącego dbać o rodzinę faceta. To jest twoja decyzja czy wchodzisz w taki układ, czy nie.
Co do twoich wydatków - są twoje! Jeżeli wchodzisz w układ, w którym się rozliczacie pół na pół, to twoje wydatki, nie są wspólnymi wydatkami, kredyt twojej matki nie jest jego problemem. Wiesz jak na twoim miejscu poszukałabym kogoś innego, z kim mogłabyś założyć prawdziwą rodzinę, z kim mogłabyś dzielić swoje troski, problemy (w tym również finansowe), gdzie byłabyś panią domu, a nie współwłaścicielką połowy.
Przede wszystkim pozew o alimenty na dziecko. I zacząć żyć od nowa. Powodzenia.
Podpisuję się pod słowami Marmolady...
W sumie to z Twojej strony, Autorko, miał miejsce potężny błąd, i to podwójny: raz, że dałaś mu ponownie szansę pomimo cechy, która zaważyła na Waszym rozstaniu (delikatnie pisząc materializm...); dwa, iż zaszłaś z takim człowiekiem w ciążę...
Z Twojego opisu też żadna inna rada, jak taka sama, co u Marmolady wyniknąć nie może. To człowiek przesiąknięty do cna kultem pieniądza i wybujałym egoizmem - zachodzę w głowę, co sprawiło, ze zwróciłaś na niego uwagę...? To jest/będzie toksyczny i wyniszczający Cię i dziecko związek z kimś, kto nie jest psychicznie zdolny do życia z kimkolwiek.
Sugestie typu: rozmowy, przekonywania na nic sie zdadzą, gdyz podejrzewam, iz próbowałas tego nie raz i za każdym razem trafiałas w mur i wysłuchiwałaś krytycznych, aroganckich tekstów pod swoim adresem.
Jedyną - niestety piszę to z pełna świadomością - pozostać tam, gdzie Ci dobrze i wnieść sprawę o alimenty. I pod żadnym pozorem nie wracać, nie dac się omamić obietnicami jakiejkolwiek poprawy - tacy ludzie się nie zmieniają. Oni szanują tylko pieniądze i własną wygodę. Znam to już aż za dobrze...
Zwróciłam na niego uwagę, bo mimo wszytko widzę też, że się stara. Nie do końca jest tak, że nie chce w ogóle dla mnie znaleźć miejsca - wziąwszy chociażby przykład szafy, szafa jest tylko malutka, zdecydowanie za mała, i tu padło takie hasło nt. ograniczania rzeczy, które mnie zabolało.
Jego argumenty mimo wszystko też do mnie trafiają, no istotnie będzie poświęcał też dużo wydatków...
Czuję się z tym wszystkim bardzo źle, cały czas zastanawiam się czy może się nie mylę i czy dobrze robię podejmując taką decyzję ... Zwłaszcza, że ciągle słyszę, z strony jego rodziny również, że co to takiego 1000 zł na opłaty i wyżywienie i że widocznie nie dorosłam do życia...
Czuję się oszukana i zawiedziona...tyle mi obiecał ...a okazuje się, że to wszystko było udawane ... W dodatku dostaję szału, kiedy pomyślę sobie, że miał możliwość, abyśmy mieli więcej pieniążków, a nie potrafił się odezwać, za to ze mną wykłóca się o każdą złotówkę... Nie stać mnie na koszta, nie chcę być zależna od jego widzimisie.. chcę mieć możliwość decyzdowania o tym co kupię dziecku czy do lodówki ... mam do tego prawo ... najbardziej boli mnie ten samochód... ja mam brać kredyt bo to mój luksus, a drugi samochód stoi i pochłania więcej pieniędzy niż przyszła rata mojego kredytu...
Zwróciłam na niego uwagę...Czuję się oszukana i zawiedziona...tyle mi obiecał...
Jedno pytanie: czy byłaś wcześniej z kimkolwiek innym w związku? Skąd takie pytanie? Bo odnoszę wrażenie, że nie zdajesz sobie sprawy z tego jak winien wyglądać normalny związek dwojga ludzi (szanujących się, ufających sobie, wzajemnie o siebie dbających i wspierających się, ...KOCHAJĄCYCH się).
To, w co się zaangażowałaś jest nienormalnym układem, kontraktem - związkiem bynajmniej...
Ehe... Już próbujesz go tłumaczyć. Po co to robisz?
Próbujecie zbudować dom wnosząc do niego swoje "graty". Albo wnosicie je razem albo nie budujecie tego domu. Wybrałabym to drugie.
10 2015-02-18 17:10:20 Ostatnio edytowany przez Pruderia (2015-02-18 21:59:27)
Sponiewierana ma rację, tłumaczysz go. Moim skromnym zdaniem jak mam za małą szafę, a mam zamiar mieszkać z partnerem idziemy wspólnie do sklepu i kupuję większą, bo razem zaczynamy wspólne życie, zaznaczam WSPÓLNE, a nie ja sobie on sobie. A tutaj wygląda jakby przyjmował Cię do siebie z łachą, bo macie dziecko to trzeba coś zrobić. A o aucie już nie wspomnę tym bardziej, że nieużywana rzecz też się niszczy to że używa go od święta nie znaczy, że będzie stał nie wiadomo ile. Nie musi nawet sprzedawać auta, niech da to gorsze Tobie i dziecku.
Ja bym się czuła niego poszkodowana i byłoby mi bardzo przykro, ponieważ jednak nie jestem sąsiadką, czy współlokatorką, a partnerką. A jeżeli chodzi o podział kosztów to powinien być sprawiedliwy i przez sprawiedliwy, nie mam na myśli równy. Twój facet powinien wziąć pod uwagę to, że jednak zarabiasz mniej(?) oraz masz inne wydatki.
Jeżeli wchodzisz w układ, w którym się rozliczacie pół na pół, to twoje wydatki, nie są wspólnymi wydatkami, kredyt twojej matki nie jest jego problemem.
Nie zgadzam się, to jednak jest jego problemem. Pół na pół nie znaczy sprawiedliwie jak powiedziałam wyżej, a jednak są związkiem i facet też powinien zrozumieć autorkę, że w takim układzie musi liczyć każdy grosz. Jednak powinna mieć trochę dla siebie chociażby na tego niespodziewanego dentystę, bo już widać, że dlatego faceta będzie problem, żeby jej dać, bo niby z jakiej racji? On przecież nie ma żadnych zobowiązań wobec niej.
Wiem, że to jest temat trudny i z reguły jest tak, że ludzie godzą się na to na co mogą i z czym się zgadzają..
Ale strasznie mnie krzywdzi takim postępowaniem.
Może przy okazji ja skorzystam z jakiś rad dawanych Tobie ![]()
Widzę, że miłość nie wybiera...
Może przy okazji ja skorzystam z jakiś rad dawanych Tobie
Cóż, znając Twoją historię to raczej Autorka, bo ma szanse zobaczyc jak to wszystko będzie wyglądać...
Polecam: www.netkobiety.pl/t81632.html
15 2015-02-18 21:52:05 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-02-18 21:55:27)
Ewidentnie Twój "kochany"
nie ma najmniejszego zamiaru rezygnować z własnej puli przychodów, bo Ty masz problemy. Twój problem, to nie Jego problem - przepraszam jeśli jesteście rodziną to jest coś takiego jak wspólne problemy? To nie Ty, a ON nie dorósł do bycia ojcem i mężem. Dla mnie to chore, jak można nie chcieć pomóc osobie którą się kocha.
Powiedz Mu, że jeśli On tak dba o Swoje 4 litery to Ty masz takie samo prawo dbać o własne. Nie idzie na kompromisy to dlaczego Ty masz na takie iść, co On taki wyjątkowy panicz się znalazł. A Jego rodzina może Sobie gadać, widać że to rodzinne. Radzę Ci trzymać się od Niego z dala dla dobra własnego i dziecka (poważny stres może nawet doprowadzić do poronienia - możesz Mu tą informację zasygnalizować).
Niestety książę okazał się zwykłą ropuchą musisz to dostrzec...
Dziecka Ci nie zabierze o to się nie martw. Przedstaw Swoją sprawę, a każdy normalny sąd skieruje Go na badania psychiatryczne. Swoim działaniem nie zaniedbujesz dziecka tylko myślisz o Jego przyszłości. Bo co jeśli dziecko też stanie się nagle Twoim wydatkiem, a weźmiesz kredyt na nowe auto? Nie daj się egoiście...
Ja bym aż tak nie odsądzała chłopaka od czci i wiary. Przecież on się nie każe autorce utrzymywać, tylko chce równego wkładu. A tu widzę tak - on chce po równo - ŹLE, autorka chce, żeby on sprzedał samochód na jej rzecz, on nie chce - ŹLE. Nie rozumiem, facet nie może chcieć równego wkładu, a autorka może żądać od niego większego niż jej własny?
Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdzę, że zawsze musi być po równo, jak się para dogada, to ich sprawa. Tyle że tutaj nie mogą się dogadać i nie powiedziałabym, że to wina tego chłopaka. Ja sama jestem za rozdzielnością majątkową, jak ślub, to tylko intercyza i to niezależnie od tego, które z nas będzie zarabiało więcej. I - tak jak chce partner autorki - jestem za wkładaniem jednej sumy na wspólne wydatki (bo jednak bez przesady, żeby rozliczać się za zakupy
). Owszem, ze strony kobiety taka chęć wygląda może trochę "lepiej", ale to dla mnie tylko stereotyp - tzn. że niby facet ma za zadanie zarobić na rodzinę, bla bla. Wg mnie nie. Facet MOŻE utrzymywać rodzinę, ta samo jak MOŻE utrzymywać sierotkę z Afryki. Musi dokładać się do utrzymania dziecka i musi utrzymać siebie. Kobieta jest tak samo zdolna do pracy i może się utrzymać. Jeśli obojgu odpowiada inny model - nie ma sprawy, nie narzucam. Ale punktem wyjścia powinno być to "równo", a do odchyłów w którąś stronę powinna być zgoda obu stron. Jeśli jej nie ma - zostać przy równo.
A przy okazji, w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby powiedzieć facetowi, żeby sprzedał swoje auto, żebym ja nie musiała spłacać kredytu za swoje... Boże...
I żeby było jasne, ja nie mówię, że nigdy bym nie pomogła finansowo partnerowi. Oczywiście, że bym pomogła, ALE gdyby była taka konieczność, tzn. partner nagle traci pracę i "chwilę" potrzebuje na znalezienie albo ma wypadek i jest niezdolny do pracy. Bywa. Pomogę sama z siebie, bez żadnego wypominania i czekania na prośbę o tę pomoc. Nie mam problemów z takim dzieleniem się. Ale jednocześnie uważam, że w większości sytuacji każdy powinien być sam za siebie odpowiedzialny i sobie radzić, a nie zrzucać to na innych.
17 2015-02-19 01:25:17 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-02-19 01:56:49)
noooo najlepszy jest tekst o sprzedazy NIESWOJEGO AUTA,noo super gratuluje poczucia humoru,on ma sprzedac auto zeby ona nie musiala brac kredytu i jeszcze ja tu klakierki dopinguja,matko
Eileen czy tylko my tu jestesmy NORMALNE,dziewucha wyprowaszila sie do rodziny bo chce wymusic na facecie A-UTRZYMANIE
B-SAMOCHOD
NASTEPNIE BEDZIE OPLATA ZA SEX co a czasy................
no super u rodziny ja stac na wszystko,dziwneeee,pewnie jak rzuci ojcu grosze na zycie to starczy i na kredyt na auto ,a on jeszcze sie cieszyc powinien ze corcia z przychowkiem wrocila i sie na szyi uwiesi na kolejne lata a jakze......
Ja bym aż tak nie odsądzała chłopaka od czci i wiary. Przecież on się nie każe autorce utrzymywać, tylko chce równego wkładu. A tu widzę tak - on chce po równo - ŹLE, autorka chce, żeby on sprzedał samochód na jej rzecz, on nie chce - ŹLE. Nie rozumiem, facet nie może chcieć równego wkładu, a autorka może żądać od niego większego niż jej własny?
![]()
Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdzę, że zawsze musi być po równo, jak się para dogada, to ich sprawa. Tyle że tutaj nie mogą się dogadać i nie powiedziałabym, że to wina tego chłopaka. Ja sama jestem za rozdzielnością majątkową, jak ślub, to tylko intercyza i to niezależnie od tego, które z nas będzie zarabiało więcej. I - tak jak chce partner autorki - jestem za wkładaniem jednej sumy na wspólne wydatki (bo jednak bez przesady, żeby rozliczać się za zakupy
). Owszem, ze strony kobiety taka chęć wygląda może trochę "lepiej", ale to dla mnie tylko stereotyp - tzn. że niby facet ma za zadanie zarobić na rodzinę, bla bla. Wg mnie nie. Facet MOŻE utrzymywać rodzinę, ta samo jak MOŻE utrzymywać sierotkę z Afryki. Musi dokładać się do utrzymania dziecka i musi utrzymać siebie. Kobieta jest tak samo zdolna do pracy i może się utrzymać. Jeśli obojgu odpowiada inny model - nie ma sprawy, nie narzucam. Ale punktem wyjścia powinno być to "równo", a do odchyłów w którąś stronę powinna być zgoda obu stron. Jeśli jej nie ma - zostać przy równo.
A przy okazji, w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby powiedzieć facetowi, żeby sprzedał swoje auto, żebym ja nie musiała spłacać kredytu za swoje... Boże...
![]()
I żeby było jasne, ja nie mówię, że nigdy bym nie pomogła finansowo partnerowi. Oczywiście, że bym pomogła, ALE gdyby była taka konieczność, tzn. partner nagle traci pracę i "chwilę" potrzebuje na znalezienie albo ma wypadek i jest niezdolny do pracy. Bywa. Pomogę sama z siebie, bez żadnego wypominania i czekania na prośbę o tę pomoc. Nie mam problemów z takim dzieleniem się. Ale jednocześnie uważam, że w większości sytuacji każdy powinien być sam za siebie odpowiedzialny i sobie radzić, a nie zrzucać to na innych.
A czy to nie jest choć trochę wyjątkowa sytuacja Twoim zdaniem? Autorka jak napisała jest w ciąży. Wiesz, ok, ktoś może chcieć, by partner zarabiał podobnie, ale jednak jest bardzo niefajne, że autorka w ciąży i ona ma płacić tyle, że będzie jej bardzo ciężko, a on będzie żył jak pan. Jasne, on zarabia, ale ciąża to jest jednak pewna sytuacja wyjątkowa, nie powinno tak być, że z racji tego, że kobieta mniej zarabia, to w ciąży ma się prosić o każdy grosz, denerwować czy on da jej pieniądze jak jej zabraknie. No albo szafa i jego sugestie, że ona ma się pozbyć jakiś rzeczy. Czy tak wygląda kochający się związek? Można mieć różne ustalenia, ale jednak uważam, że dojrzała, kochająca osoba raczej tak nie powie. Oni będą tam mieszkać razem, to dlaczego ona ma się pozbywać rzeczy. Nie sądzę, by ona miała wygórowane oczekiwania. Dobrze napisał pitagoras w wątku marteczki - podobna sytuacja, że takie wyliczanie pieniędzy, jak kobieta jest w ciąży choćby to naprawdę chamstwo. Zamiast zadbać o kobietę i ich wspólne dziecko, bo to jednak wtedy zawsze jakaś pomoc może być potrzebna, to on tak od razu stawia sprawę. Rozumiem, gdyby nie była w ciąży czy po połogu, to można coś powiedzieć, jeśli np on chciałby, by ona zarabiała podobnie i miała wkład, ale w ciąży no moim zdaniem niezbyt. Ona raczej nie zmieni w ciąży nagle pracy, a facet chyba po prostu liczy, że ona będzie żyć na bardzo niskim poziomie, co z tego, że w ciąży, ma być po równo i już... To jest właśnie szczególna sytuacja.
19 2015-02-19 07:18:11 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-19 07:32:37)
.
20 2015-02-19 07:31:21 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-19 07:58:37)
Wiecie, mi nie przeszkadza to ze ma dwa samochody. Cały czas miał. Niech ma sobie i 5 dopóki ja nie czuje sie krzywdzona nie ma problemu, a w tej chwili czuje ogromna dysproporcje... I nie oczekuje żeby mi kupował, pracuje i wezmę sobie kredyt. Tylko jeżeli w tym momencie na opłaty przeznaczę tyle ile on chce, opłacę resztę rzeczy (Szkola, paliwo itp) nie zostanie mi nic. Nie chce być całkowicie zależna od niego, zwłaszcza ze on ma takie podejście do życia i już wiele razy usłyszałam ze jak mam kłopot to jestem dorosła, mogłam oszczędzać albo zmienić prace skoro mi mało. Prace mam bardzo dobra, naprawdę nie zarabiam mało. I stać mnie żeby utrzymać sie samej, nie dlatego ze dam tacie grosze, lecz dlatego ze rachunki w mieszkaniu rodziców są niższe. Swoją droga, jeżeli jest tak jak to przedstawia i na być równo, to kto z was płaci A mieszkanie(czynsz i media) 2000 zł? I to nie jest wynajem. Mnie widocznie nie stać na tak drogie mieszkanie. Druga rzeczą jest fakt ze na utrzymywanie dwóch samochodów tez mnie nie stać, a jego owszem... Zawsze byłam samodzielna osoba i wszystko co w życiu osiągnęłam było moja zasługa, skończyłam szkole, zmieniłam samochód, rozpoczęłam druga szkole, itp itd-nikt mi na nic nie dawał pieniędzy. I dam sobie radę bez darowizn, ale sztywna kalkulacja pokazuje, ze niestety ale tych warunków nie jestem w stanie spełnić... Nie pozwolę sobie na to, żebym musiała prosić o to żeby cokolwiek kupić, kiedy w tle mam sytuacje, ze np otwarłem w lodowce nie ten serek który miałam a to kosztuje..
Kombinuje jak mogę, żeby dla nas pieniędzy było więcej, pracuje chociaż mi cieżko i brak mi sił często bo prace mam bardzo stresująca i odpowiedzialna żeby pieniążków było jak najwiecej. Mam żal ze gdy była z jego strony możliwość otrzymania dodatkowych to nie potrafił sie odezwać, a ze mną szarpie sie o każda złotówkę... Wiecznie słyszę ze on zapewnił mieszkanie a ja mam tylko oczekiwania i nawet zł nie włożyłam w remont ... Po pierwsze dlaczego jeżeli nie mam żadnych praw, a po drugie wiele razy prosiłam żeby pomógł z męskimi pracami u mnie - słyszałam ze niby czemu skoro to dom moich rodziców...
Kwestia sporna jest tez temperatura tego mieszkania które tak zapewnił. Ogrzewanie jest gazowe. To wychodzi drogo. Jestem ciepłolubna ale nawet gdybym nie była to temu poniżej 18 st byłaby za niska... Słyszę ze jemu jest ciepło, a ja nam wymagania. Jak sobie zapłacę za gaz to będzie cieplej... A co z dzieckiem? Tez ma sobie zapłacić?
A wiecie p co walczę? Żeby mi zostało chociaż 400 zł za które to ja będę mogła zdecydować co kupię do lodówki. Żebym mogła sobie kupić szampon gdy sie skończy. Żebym mogła kupić cos do dzecka co ja uznam za słuszne. Żebym mogła odłożyć na prezent urodzinowy dla kogoś z mojej rodziny. Żebym mogła jego zaprosić do kina... Czy naprawdę oczekuje dużo?
21 2015-02-19 07:46:22 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-19 07:53:07)
Analizując to wszystko... Po co mam sie przeprowadzać? Mam ciepły dom z ogródkiem w koło, rodzine obok, utrzymam sie sama i bez nerwów...
Mam inne wyobrażenie wspólnego życia... W tym nie na miejsca na miłość... Nie ma wsparcia ani zrozumienia ... Czysty materializm ....
I nie rozumiem jak można kobiecie w ciąży grozić odebraniem dziecka tylko dlatego ze nie godzi sie na stawiane warunki i uważa ze ona i dzidziuś lepiej będę miały tu gdzie są...
Uważam, ze jako ojciec i mężczyzna powinien zapewnić mi byt przynajmniej taki sam... Zarabiam i chce ten nasz byt budować wspólnie... Nie nam zamiaru unikać odpowiedzialności - jednak moim zdaniem To co proponuje nie jest sprawiedliwe... A co gdybym nie pracowała? (Zadałam to pytanie, usluszalam ze to ile zarabiam było jednym z kryteriów dla których sie ze mną związał)
Ok może tysiąc zł na życie to nie dużo, co ciagle podkreśla, zgadzam sie, ale dlaczego nie liczy pozostałych wydatków których po zsumowaniu z tym 1000 wychodzi ponad 2,5 tys.? Bo to moje wydatki i moje problemy? Moje auto - mój luksus? A czy bezpieczeństwo jego dzidziusia sie nie liczy?
Analizując to wszystko...
Mam inne wyobrażenie wspólnego życia... W tym nie na miejsca na miłość... Nie ma wsparcia ani zrozumienia ... Czysty materializm ....Uważam, ze jako ojciec i mężczyzna powinien zapewnić mi byt przynajmniej taki sam... Zarabiam i chce ten nasz byt budować wspólnie...
A co gdybym nie pracowała? (Zadałam to pytanie, usluszalam ze to ile zarabiam było jednym z kryteriów dla których sie ze mną związał)
W zasadzie to chyba nie ma już tu czego rozważać, skoro cos takiego od niego usłyszałaś (to co wytłuściłem). No masakra... Dziwę Ci się, że po takim stwierdzeniu nadal z nim byłaś...
Związek oparty na takich zasadach jakich oczekuje Twój "partner" to - z całym szacunkiem Eileen i LUSILJU - związkiem nie jest, a tym bardziej "rodziną" tylko układem bliższym wspólnemu życiu współlokatorów niż dwojgu bliskich sobie osób...
23 2015-02-19 08:17:11 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-19 08:18:37)
Niestety to pytanie zadałam za późno bo w ten poniedziałek kiedy żadne argumenty ww przeze mnie nie docierały...
Propozycja sprzedaży auta była jednym z wielu sposobów aby pieniążków było więcej... Proponowałam rownież żeby kwota tych opłat była niższa dopóki kredyt spłacam a potem dołożę więcej ... No ale to mój luksus wiec dlaczego on ma tu być stratny...
A ja jestem niedojrzała i nie wiem ile kosztuje życie... ????
Niestety to pytanie zadałam za późno bo w ten poniedziałek kiedy żadne argumenty ww przeze mnie nie docierały...
Propozycja sprzedaży auta była jednym z wielu sposobów aby pieniążków było więcej... Proponowałam rownież żeby kwota tych opłat była niższa dopóki kredyt spłacam a potem dołożę więcej ... No ale to mój luksus wiec dlaczego on ma tu być stratny...
A ja jestem niedojrzała i nie wiem ile kosztuje życie... ????
Dziewczyno - już odpuść tego kolesia.
Niestety to pytanie zadałam za późno bo w ten poniedziałek kiedy żadne argumenty ww przeze mnie nie docierały...
Propozycja sprzedaży auta była jednym z wielu sposobów aby pieniążków było więcej... Proponowałam rownież żeby kwota tych opłat była niższa dopóki kredyt spłacam a potem dołożę więcej ... No ale to mój luksus wiec dlaczego on ma tu być stratny...
A ja jestem niedojrzała i nie wiem ile kosztuje życie... ????
Wiesz... To nie chodzi o to, żeby teraz wskazywać mu palcem, czego ma sie pozbyć, byście mieli gotówkę w ręku. Bo i jej w pewnym momencie zabraknie. Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że jeśli dochodzi w życiu do momentu, że człowiek zaczyna być odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i Ukochaną, która nosi wasze dziecko, priorytety powinny ulec zmianie.
Załóżmy, że nie macie tego typu kłopotów na starcie. Na wszystko wam starcza. Ale rodzisz dziecko. Tracisz pracę. Tym samym nie masz pieniędzy. Zaopiekować się maleństwem musisz. Co wtedy? Co wtedy, jeśli powie: dokładaj się do połowy wszystkich wydatków?
Życie jest nieprzewidywalne. Nie wiesz co czeka za rogiem... Więc ta jego arogancja być może jest tylko chwilowa, ale dla mnie skreślająca go na zawsze.
Parasolka12 napisał/a:...No ale to mój luksus wiec dlaczego on ma tu być stratny...
A ja jestem niedojrzała i nie wiem ile kosztuje życie... ????Wiesz... jeśli dochodzi w życiu do momentu, że człowiek zaczyna być odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i Ukochaną, która nosi wasze dziecko, priorytety powinny ulec zmianie...
Życie jest nieprzewidywalne. Nie wiesz co czeka za rogiem... Więc ta jego arogancja być może jest tylko chwilowa, ale dla mnie skreślająca go na zawsze.
Dokładnie... Obecna sytuacja obnaża priorytety, wyrachowanie i specyficzny egoizm "partnera" Autorki. Pokazuje zaledwie skrawek jego prawdziwej natury, skrawek, na którego podstawie można - według mnie - ze stuprocentową pewnością stwierdzić, iż na tego człowieka Autorka liczyć nie może. Tu mamy - póki co - tylko poruszaną kwestię wspólnych (dość dziwnie brzmi w kontekście niniejszego wątku słowo "wspólnych", nieprawdaż?) pieniędzy i wydatków. Co byłoby w momencie jakiejś choroby, czy innych problemów jakie weryfikują "zaangażowanie" i poczucie jakiejś więzi emocjonalnej? Autorka w takich sytuacjach (potencjalnych) będzie pozostawiona sama sobie. Powtórzę więc: czy nie szkoda życia na tak specyficzne bycie "z" takim człowiekiem, który żadnym wsparciem nie jest?
Po co?
Moim zdaniem oboje jesteście egoistami i nie jesteście skłonni do kompromisu. Problemy stwarzacie sobie nawzajem i oboje. Poza tym widze tu wiele sprzeczności. Piszesz ze dobrze zarabiasz ale nie stać Cie na opłaty za mieszkanie 1000zl. Przy rodzicach natomiast jest dobrze bo masz czesc utrzymania za darmo, w "cudzy" dom nie chcesz iwenstowac ale wymagac będziesz inwestowania w dziecko, itp. To sa po prostu rozne oczekiwania wasze, odnośnie wlasnie strony materialnej. Ciekawi mnie tylko, bo to znasz z doświadczenia czy spełnienie tych oczekiwan eliminuje te problemy z waszego zycia całkowicie? Bo to wazna informacja czy to jest pewien ogolny sposób bycia chłopaka czy zawężenie pewnych wymagan, skonkretyzowanie ich po prostu. Poza tym nie rozumiem kolejnej rzeczy. Powrot to chłopaka i dziecko z nim to chyba akceptacja tego co sobą reprezentuje. Chyba ze tak naprawdę chodzilo Ci tylko o dziecko i alimenty od niego. Raczej skłaniam się ku temu ostatniemu wnioskowi.
Moim zdaniem oboje jesteście egoistami i nie jesteście skłonni do kompromisu. Problemy stwarzacie sobie nawzajem i oboje. Poza tym widze tu wiele sprzeczności. Piszesz ze dobrze zarabiasz ale nie stać Cie na opłaty za mieszkanie 1000zl..
Ponieść tą opłatę stać mnie jak najbardziej, ale nie obejmuje ona, raty za samochód, paliwa, oc, kredytu za mamę, szkoły, ewentulanej choroby itp.
Przy rodzicach natomiast jest dobrze bo masz czesc utrzymania za darmo,
Koszty mieszkania u rodziców - czyli czynsz + media nie wynoszą 1000 zł - są niższe, to mieszkanie poprostu jest tańsze...
w "cudzy" dom nie chcesz iwenstowac
Dlaczego ja mam ponosić ryzyko, że będę wkładać, nie mając żadnej gwarancji że mnie wystawi za drzwi - a nie działa to w drugą stronę, bo on mi w niczym nie pomoże?
ale wymagac będziesz inwestowania w dziecko
, A to dziecko nie jego, że nie powien się nim opiekawać czy utrzymywać?
Powrot to chłopaka i dziecko z nim to chyba akceptacja tego co sobą reprezentuje. Chyba ze tak naprawdę chodzilo Ci tylko o dziecko i alimenty od niego. Raczej skłaniam się ku temu ostatniemu wnioskowi.
Przed ciążą obiecywał mi złote góry ... a teraz jak jest widać ... mam za swoje... a poradzę sobie i bez jego alimentów ...
maniek_z_maniek napisał/a:Moim zdaniem oboje jesteście egoistami i nie jesteście skłonni do kompromisu. Problemy stwarzacie sobie nawzajem i oboje. Poza tym widze tu wiele sprzeczności. Piszesz ze dobrze zarabiasz ale nie stać Cie na opłaty za mieszkanie 1000zl..
Ponieść tą opłatę stać mnie jak najbardziej, ale nie obejmuje ona, raty za samochód, paliwa, oc, kredytu za mamę, szkoły, ewentulanej choroby itp.
maniek_z_maniek napisał/a:Przy rodzicach natomiast jest dobrze bo masz czesc utrzymania za darmo,
Koszty mieszkania u rodziców - czyli czynsz + media nie wynoszą 1000 zł - są niższe, to mieszkanie poprostu jest tańsze...
maniek_z_maniek napisał/a:w "cudzy" dom nie chcesz iwenstowac
Dlaczego ja mam ponosić ryzyko, że będę wkładać, nie mając żadnej gwarancji że mnie wystawi za drzwi - a nie działa to w drugą stronę, bo on mi w niczym nie pomoże?
maniek_z_maniek napisał/a:ale wymagac będziesz inwestowania w dziecko
, A to dziecko nie jego, że nie powien się nim opiekawać czy utrzymywać?
maniek_z_maniek napisał/a:Powrot to chłopaka i dziecko z nim to chyba akceptacja tego co sobą reprezentuje. Chyba ze tak naprawdę chodzilo Ci tylko o dziecko i alimenty od niego. Raczej skłaniam się ku temu ostatniemu wnioskowi.
Przed ciążą obiecywał mi złote góry ... a teraz jak jest widać ... mam za swoje... a poradzę sobie i bez jego alimentów ...
Zauwaz ze oboje macie, Ty również, określone oczekiwania. Problem wiec nie lezy po jednej stronie.
Zauwaz ze oboje macie, Ty również, określone oczekiwania. Problem wiec nie lezy po jednej stronie.
Nie przeczę - moim oczekiwaniem jest chęć bycia niezależną od niego, wydaje mi się, że każdy ma do tego prawo. A godząc się na te warunki - jestem całkowicie zależna, bo nie zostanie mi nawet grosz. jeszcze mi braknie. I tu o każdą rzecz będę musiała prosić - a jakie ma podejscie do moich potrzeb - widać doskonale na przykładzie szafy - stąd moje obawy ...
a poradzę sobie i bez jego alimentów ...
Nie rób głupot tylko normanie muszą być wyznaczone alimenty, jeśli się sami nie dogadacie (a tego należy się spodziewać) to sądownie trzeba je określić. I przestań się zachowywać jak dziecko i unosić honorem kosztem dziecka.
32 2015-02-19 13:09:47 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-02-19 13:13:09)
Moim zdaniem oboje jesteście egoistami i nie jesteście skłonni do kompromisu. Problemy stwarzacie sobie nawzajem i oboje. Poza tym widze tu wiele sprzeczności. Piszesz ze dobrze zarabiasz ale nie stać Cie na opłaty za mieszkanie 1000zl. Przy rodzicach natomiast jest dobrze bo masz czesc utrzymania za darmo, w "cudzy" dom nie chcesz iwenstowac ale wymagac będziesz inwestowania w dziecko, itp. To sa po prostu rozne oczekiwania wasze, odnośnie wlasnie strony materialnej. Ciekawi mnie tylko, bo to znasz z doświadczenia czy spełnienie tych oczekiwan eliminuje te problemy z waszego zycia całkowicie? Bo to wazna informacja czy to jest pewien ogolny sposób bycia chłopaka czy zawężenie pewnych wymagan, skonkretyzowanie ich po prostu. Poza tym nie rozumiem kolejnej rzeczy. Powrot to chłopaka i dziecko z nim to chyba akceptacja tego co sobą reprezentuje. Chyba ze tak naprawdę chodzilo Ci tylko o dziecko i alimenty od niego. Raczej skłaniam się ku temu ostatniemu wnioskowi.
maniek no nie rozumiesz ze ON ma spełniać JEJ oczekiwania a nie ona jego,trafila kosa na kamien,oboje są roszczeniowi,ja sobie nie wyobrazam jakby mi facet przed ślubem KAZAL sprzedac drugie auto i jemu kupić ,żeby bylo wiecej kasy CO TO WOGOLE jest za pomyśl,skąd sie jej wzial,echh te dzisiejsze dziewczyny,nie rozumiem natomiast kwoty jaka maja placic oboje na rachunki ,każde po 1000 zloty oprócz jedzenia,hmm bez wynajmu,cos tu nie gra ,no ale mozna zarzadac rachunków,dzieli sie kwotę na pól i gra,facet twierdzi ze on będzie kupowal jeszcze jedzenie,cóż no to albo chce ,,naciągnąć,,ta co sama chętnie by go naciagnela????albo .......
tak czy siak facet jest uczciwy w pewnym sensie zaraz na początku określił ze zarobki byly jednym z kryteriów dla których sie z nią związał,a panna teraz zdziwiona,przecież nie oklamywal jej ,taki byl od początku,nie ma sie co obrażać,oboje maja zupelnie inne oczekiwania wobec partnera,,i nie po drodze im,wiec najlepiej będzie jak będą zyli osobno,kompromisu w tym wypadku nie będzie napewno
Po 1000 zł od każdego to 2000 zł miesięcznie. Tyle to nawet mój dom (200m2) nie kosztuje.
Bardziej to wygląda na wynajem pokoju z używalnością kuchni i łazienki z Twojej strony. No, jesteś w ciąży z właścicielem lokalu, to Ci własciciel zafunduje wyżywienie z wyżyn własnej dobroci. Oczywiście skromne, bez szaleństw. Ty pewnie ugotujesz dla siebie i dla własciciela, pozmywasz, posprzątasz, pranie zrobisz i prasowanie itd. Wykonasz pracę gosposi. Oczywiście nieodpłatnie, w ramach wdzięczności za strawę.
To nie jest żaden związek, żadna rodzina.
Rodzina to wspólnota, w której każdy daje z siebie to co potrafi najlepiej, dla wspólnego dobra. Ludzie tworzą rodziny by się wzajemnie wspierać, chronić i opiekować sobą nawzajem. Bo są sobie najbliżsi.
W wątku są wypowiedzi chwalące styl "po równo". On tysiąc, to i ona tysiąc. Ok, trzeba więc zrobić wycenę wszystkich czynności domowych i "związkowych". Mycie okien, wytarcie kurzy, szorowanie kibla, naprawa wyrwanego ze sciany kontaktu, wbicie gwoździa, trzepanie dywanu itd. Można się dowiedzieć ile biorą za sprzątanie wynajmowane sprzątaczki, elektrycy, hydraulicy i zrobić własny szczegółowy cennik.
Oczywiście wycenić też wszelkie "usługi" na rzecz partnera(?). Wysłuchanie po ciężkim dniu to robota dla terapeuty, któremu się płaci, więc jeśli to robi partnerka/partner, to....wystawiamy rachunek. Nie powiem już o seksie, bo wiedzę o cenach za ten "towar" łatwo zdobyć.
Na koniec miesiąca robimy bilans i już wiemy kto komu i ile ma dopłacić.
Na dobrą sprawę to i koszty ciąży, porodu i połogu można wycenić. Koszty materialne i emocjonalne. Jeśli kobieta fizycznie i emocjonalnie przez to przechodzi, to mężczyzna połowę tych kosztów niech jej zwróci, skoro on w ciąży nie chodzi i nie rodzi. Będzie "po równo".
To jakiś koszmar.
W prawdziwej rodzinie jest tak, że dzisiaj ja daję więcej i nie tylko o pieniądze tu chodzi, a jutro może być tak, że to ja więcej wezmę, bo będę w potrzebie. Jeżeli nie o to chodzi w związku i rodzinie, to naprawdę nie warto mieć rodziny. Lepiej żyć samotnie.
34 2015-02-19 15:38:37 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-02-19 15:56:04)
Analizując to wszystko... Po co mam sie przeprowadzać? Mam ciepły dom z ogródkiem w koło, rodzine obok, utrzymam sie sama i bez nerwów...
Mam inne wyobrażenie wspólnego życia... W tym nie na miejsca na miłość... Nie ma wsparcia ani zrozumienia ... Czysty materializm ....
I nie rozumiem jak można kobiecie w ciąży grozić odebraniem dziecka tylko dlatego ze nie godzi sie na stawiane warunki i uważa ze ona i dzidziuś lepiej będę miały tu gdzie są...
Uważam, ze jako ojciec i mężczyzna powinien zapewnić mi byt przynajmniej taki sam... Zarabiam i chce ten nasz byt budować wspólnie... Nie nam zamiaru unikać odpowiedzialności - jednak moim zdaniem To co proponuje nie jest sprawiedliwe... A co gdybym nie pracowała? (Zadałam to pytanie, usluszalam ze to ile zarabiam było jednym z kryteriów dla których sie ze mną związał)
Ok może tysiąc zł na życie to nie dużo, co ciagle podkreśla, zgadzam sie, ale dlaczego nie liczy pozostałych wydatków których po zsumowaniu z tym 1000 wychodzi ponad 2,5 tys.? Bo to moje wydatki i moje problemy? Moje auto - mój luksus? A czy bezpieczeństwo jego dzidziusia sie nie liczy?
Dobrze tutaj powiedziałaś. Uważam, że skoro on tak stawia sprawę, to nie powinnaś się przeprowadzać. Teraz chodzi też o dobro Twojego dziecka, a z tego co piszesz facet oszczędza nawet na ogrzewaniu, bo ma być oszczędnie i już, bo jemu pasuje, a że np dla małego dziecka może być za zimno go nie obchodzi. Masz całkowitą rację, też uważam, że tak nie postępuje dojrzały i kochający się facet. Z tego co mówi wynika, że będziecie razem tylko wtedy, gdy wkład będzie taki sam, a jak noga Ci się powinie, to od razu widać, że jego to nie obchodzi i że nie masz co na niego liczyć. Moim zdaniem nie da się z kimś o takim podejściu zbudować szczęśliwej rodziny. Ty nie chcesz wisieć na facecie, tylko mieć wsparcie, normalna sprawa w kochającym się związku, że tak jest.
Co do auta, jasne, to auto faceta, mogła autorka tego nie mówić, no ale cóż, tutaj o wiele bardziej roszczeniowy jest facet, który nie rozumie, że sytuacja jest inna albo inaczej: rozumie, ale lekceważy to.
Zgadzam się z Tobą kow-nor, ja bym faceta odpuściła, chodzi o dobro dziecka teraz też to tym bardziej, takie wyliczanie się nie byłoby związkiem dla mnie. Co nie chodzi o to, że chce się wisieć na facecie, bo mogą oboje zarabiać, radzić sobie, ale po prostu też pomagać sobie także finansowo w trudniejszych momentach, a autorka nieźle zarabia, ale mniej niż jej facet, więc oczywiste, że zaproponował jej niesprawiedliwy "układ". Nie myśli o niej, o dziecku, tylko o sobie. Nie chodzi o to, że ma wszystko on kupować, ale o pewną troskliwość, pokazanie, że druga osoba jest dla nas ważna i że nie pozwolimy, by żyła w biedzie. A niestety on tak na to nie patrzy, tylko na siebie i jak autorka by na to poszła, to żyłaby biednie, a od niego pomocy by się nie doczekała, nawet w ciąży jak widać - dla mnie to dalekie od miłości. Ciąża to nie choroba, owszem, ale ona nagle nie będzie więcej zarabiać, a on o tym wiedział, najwidoczniej ma to gdzieś i bardziej go obchodzi by było po równo niż dobro jej i ich dziecka. Bardzo słaby materiał na męża i ojca. Lepiej odpuścić, zdecydowanie, moim zdaniem.
Dokładnie marena. Masz rację. Można być niezależnym, warto też, jasne, ale też jak się kocha, to raczej oczywiste moim zdaniem jest, że nie zawsze jest możliwe dać po równo i raczej dojrzała osoba to zrozumie i w takiej sytuacji nie będzie tego wymagać. Jeśli same 1000 zł za mieszkanie, to faktycznie naprawdę drogo, ale wydaje mi się, że może on tak naprawdę część wziąć na mieszkanie, a resztę na jedzenie dopłacić z tego, bo gdzie tam będzie wydawał na jedzenie dużo... No i masz rację, jedzenie pewnie też kupi najtańsze, bo skoro już na ogrzewaniu tak oszczędza... Jasne, autorka powinna się z nim wcześniej rozstać, skoro wcześniej chyba pokazywał jaki jest, no ale skoro nie, to może zrobić to teraz.
noooo najlepszy jest tekst o sprzedazy NIESWOJEGO AUTA,noo super gratuluje poczucia humoru,on ma sprzedac auto zeby ona nie musiala brac kredytu i jeszcze ja tu klakierki dopinguja,matko
Eileen czy tylko my tu jestesmy NORMALNE,dziewucha wyprowaszila sie do rodziny bo chce wymusic na facecie A-UTRZYMANIE
B-SAMOCHOD
NASTEPNIE BEDZIE OPLATA ZA SEX co a czasy................no super u rodziny ja stac na wszystko,dziwneeee,pewnie jak rzuci ojcu grosze na zycie to starczy i na kredyt na auto ,a on jeszcze sie cieszyc powinien ze corcia z przychowkiem wrocila i sie na szyi uwiesi na kolejne lata a jakze......
Albo nigdy nie byłaś w poważnym związku, albo masz zbyt egoistyczne podejście do tych spraw. Jeśli się kogoś kocha (może to dla Ciebie obce słowo) to Mu się pomaga wyjść z dołu, aby WSPÓLNIE można było żyć lepiej.
A co powiecie, gdyby Owy Pan stracił pracę i dwa autka, i przyszedłby do Niej po pomoc to co? Roszczeniowy Panicz no nie?
Oczywiście problem nie leży w 100% po tylko Jego stronie, ja w życiu nie zaufałabym komuś na słowo "dam Ci to i tamto" srutututu portki z drutu. Niezależność finansowa była i jest jedną z bardzo mocnych stron, bo za coś trzeba żyć.
Następny problem to traktowanie finansów obu partnerów przez Parasolkę jako WSPÓLNYCH, gdy On ma odmienne zdanie na ten temat.
Ok są różni ludzie, którzy żyją w związkach dla picu (papierka), ale bardzo mnie zdziwiło, że On Sam nie wyszedł z inicjatywą sprzedaży auta? Ja nie miałabym przy moim charakterze i podejściu do związku ŻADNYCH oporów (tym bardziej, że owe auto stoi).
Więc pozostaje tylko nauczka na przyszłość - ZAWSZE PRZED ŚLUBEM/WSPÓLNYM ŻYCIEM UZGADNIAĆ WSPÓLNE FINANSE. Aby później nie było sytuacji, że partner zupełnie inaczej postrzega te kwestie. Spór gotowy.
A czy to nie jest choć trochę wyjątkowa sytuacja Twoim zdaniem? Autorka jak napisała jest w ciąży. Wiesz, ok, ktoś może chcieć, by partner zarabiał podobnie, ale jednak jest bardzo niefajne, że autorka w ciąży i ona ma płacić tyle, że będzie jej bardzo ciężko, a on będzie żył jak pan. Jasne, on zarabia, ale ciąża to jest jednak pewna sytuacja wyjątkowa, nie powinno tak być, że z racji tego, że kobieta mniej zarabia, to w ciąży ma się prosić o każdy grosz, denerwować czy on da jej pieniądze jak jej zabraknie. No albo szafa i jego sugestie, że ona ma się pozbyć jakiś rzeczy. Czy tak wygląda kochający się związek? Można mieć różne ustalenia, ale jednak uważam, że dojrzała, kochająca osoba raczej tak nie powie. Oni będą tam mieszkać razem, to dlaczego ona ma się pozbywać rzeczy. Nie sądzę, by ona miała wygórowane oczekiwania. Dobrze napisał pitagoras w wątku marteczki - podobna sytuacja, że takie wyliczanie pieniędzy, jak kobieta jest w ciąży choćby to naprawdę chamstwo. Zamiast zadbać o kobietę i ich wspólne dziecko, bo to jednak wtedy zawsze jakaś pomoc może być potrzebna, to on tak od razu stawia sprawę. Rozumiem, gdyby nie była w ciąży czy po połogu, to można coś powiedzieć, jeśli np on chciałby, by ona zarabiała podobnie i miała wkład, ale w ciąży no moim zdaniem niezbyt. Ona raczej nie zmieni w ciąży nagle pracy, a facet chyba po prostu liczy, że ona będzie żyć na bardzo niskim poziomie, co z tego, że w ciąży, ma być po równo i już... To jest właśnie szczególna sytuacja.
Nie, ciąża nie jest dla mnie wyjątkową sytuacją, chyba że jest zagrożona i przyszła matka musi leżeć plackiem. Ja nie chcę, żeby partner zarabiał podobnie - w nosie mam, ile zarobi. Ma zarabiać tyle, żeby się utrzymać. Inaczej jest niesamodzielną ciapą, sorry, skoro ja jako kobieta mogę na siebie zarobić, to on nie?
On będzie żył jak pan, bo na to zarabia. Pokażę na swoim przykładzie: ja np. ile napiszę, tyle zarobię. Jeżeli ktoś by sięgał po moje pieniądze pod pretekstem swojego dobra itd., to wolałabym pracował o połowę krócej (sama decyduję) i zarobić połowę mniej. Wtedy zarabiamy tyle samo, a ja mam o wiele więcej wolnego czasu. Dla mnie to nie jest kwestia "mam pieniądze, ale nie dam" tylko "jeśli chcesz coś mieć, to poświęć na to SWÓJ wolny czas, a nie MÓJ". Przez taką formę pracy zarabiam tyle, ile mi potrzebne. Jakbym potrzebowała więcej, pracowałabym więcej, jakbym potrzebowała mniej, pracowałabym mniej. Więc oddając partnerowi, bo on nie ma, mam jednocześnie więcej pracować, bo on sam nie może, biedniutki?
Wiecie, mi nie przeszkadza to ze ma dwa samochody. Cały czas miał. Niech ma sobie i 5 dopóki ja nie czuje sie krzywdzona nie ma problemu, a w tej chwili czuje ogromna dysproporcje...
Ale czym Ty się czujesz krzywdzona? To przez partnera zarabiasz mniej? Jego wina? Jeśli nie, to czemu krzywdzona przez niego, na litość boską, przecież Cię nie okrada, że nie masz... Dysproporcje czujesz, bo to facet, który stoi na własnych nogach i zarabia dużo, a Ty nie. Tylko to nie tak, że zarabiasz mniej przez niego, żeby Ci coś miał rekompensować, natomiast on zarabia właśnie tyle, bo taką ma pracę. Ma zmniejszyć swoje zarobki, bo krzywda Ci się dzieje, jak zarabia więcej? A może powinnaś myśleć odwrotnie, spiąć się i sama zacząć zarabiać na siebie?
Szczerze mówiąc, to ja nie rozumiem oburzenia, że ktoś kogoś nie chce utrzymywać. Ja np. nienawidzę pracować, jestem leniem i robię to wyłącznie po to, żeby mieć to, na co mam ochotę. Z jakiej racji miałabym sobie jeszcze brać na głowę kogoś, kto mnie będzie nazywał materialistką, jeśli mu swoich pieniędzy nie oddam?
37 2015-02-19 16:49:28 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-19 16:55:08)
truskaweczka19 napisał/a:A czy to nie jest choć trochę wyjątkowa sytuacja Twoim zdaniem? Autorka jak napisała jest w ciąży. Wiesz, ok, ktoś może chcieć, by partner zarabiał podobnie, ale jednak jest bardzo niefajne, że autorka w ciąży i ona ma płacić tyle, że będzie jej bardzo ciężko, a on będzie żył jak pan. Jasne, on zarabia, ale ciąża to jest jednak pewna sytuacja wyjątkowa, nie powinno tak być, że z racji tego, że kobieta mniej zarabia, to w ciąży ma się prosić o każdy grosz, denerwować czy on da jej pieniądze jak jej zabraknie. No albo szafa i jego sugestie, że ona ma się pozbyć jakiś rzeczy. Czy tak wygląda kochający się związek? Można mieć różne ustalenia, ale jednak uważam, że dojrzała, kochająca osoba raczej tak nie powie. Oni będą tam mieszkać razem, to dlaczego ona ma się pozbywać rzeczy. Nie sądzę, by ona miała wygórowane oczekiwania. Dobrze napisał pitagoras w wątku marteczki - podobna sytuacja, że takie wyliczanie pieniędzy, jak kobieta jest w ciąży choćby to naprawdę chamstwo. Zamiast zadbać o kobietę i ich wspólne dziecko, bo to jednak wtedy zawsze jakaś pomoc może być potrzebna, to on tak od razu stawia sprawę. Rozumiem, gdyby nie była w ciąży czy po połogu, to można coś powiedzieć, jeśli np on chciałby, by ona zarabiała podobnie i miała wkład, ale w ciąży no moim zdaniem niezbyt. Ona raczej nie zmieni w ciąży nagle pracy, a facet chyba po prostu liczy, że ona będzie żyć na bardzo niskim poziomie, co z tego, że w ciąży, ma być po równo i już... To jest właśnie szczególna sytuacja.
Nie, ciąża nie jest dla mnie wyjątkową sytuacją, chyba że jest zagrożona i przyszła matka musi leżeć plackiem. Ja nie chcę, żeby partner zarabiał podobnie - w nosie mam, ile zarobi. Ma zarabiać tyle, żeby się utrzymać. Inaczej jest niesamodzielną ciapą, sorry, skoro ja jako kobieta mogę na siebie zarobić, to on nie?
![]()
On będzie żył jak pan, bo na to zarabia. Pokażę na swoim przykładzie: ja np. ile napiszę, tyle zarobię. Jeżeli ktoś by sięgał po moje pieniądze pod pretekstem swojego dobra itd., to wolałabym pracował o połowę krócej (sama decyduję) i zarobić połowę mniej. Wtedy zarabiamy tyle samo, a ja mam o wiele więcej wolnego czasu. Dla mnie to nie jest kwestia "mam pieniądze, ale nie dam" tylko "jeśli chcesz coś mieć, to poświęć na to SWÓJ wolny czas, a nie MÓJ". Przez taką formę pracy zarabiam tyle, ile mi potrzebne. Jakbym potrzebowała więcej, pracowałabym więcej, jakbym potrzebowała mniej, pracowałabym mniej. Więc oddając partnerowi, bo on nie ma, mam jednocześnie więcej pracować, bo on sam nie może, biedniutki?
Parasolka12 napisał/a:Wiecie, mi nie przeszkadza to ze ma dwa samochody. Cały czas miał. Niech ma sobie i 5 dopóki ja nie czuje sie krzywdzona nie ma problemu, a w tej chwili czuje ogromna dysproporcje...
Ale czym Ty się czujesz krzywdzona? To przez partnera zarabiasz mniej? Jego wina? Jeśli nie, to czemu krzywdzona przez niego, na litość boską, przecież Cię nie okrada, że nie masz... Dysproporcje czujesz, bo to facet, który stoi na własnych nogach i zarabia dużo, a Ty nie. Tylko to nie tak, że zarabiasz mniej przez niego, żeby Ci coś miał rekompensować, natomiast on zarabia właśnie tyle, bo taką ma pracę. Ma zmniejszyć swoje zarobki, bo krzywda Ci się dzieje, jak zarabia więcej? A może powinnaś myśleć odwrotnie, spiąć się i sama zacząć zarabiać na siebie?
Szczerze mówiąc, to ja nie rozumiem oburzenia, że ktoś kogoś nie chce utrzymywać. Ja np. nienawidzę pracować, jestem leniem i robię to wyłącznie po to, żeby mieć to, na co mam ochotę. Z jakiej racji miałabym sobie jeszcze brać na głowę kogoś, kto mnie będzie nazywał materialistką, jeśli mu swoich pieniędzy nie oddam?
Ok - rozumiem Twoje podejście. Nie mogę powiedzieć, że nie zupełnie nie masz racji - kwestia podejścia. Nie mam żalu że on zarabia tyle, a ja tyle.
Za to mogę stwierdzić czy stać mnie na mieszkanie w którym są takie drogie koszty utrzymania. Nie stać mnie - zostaję tam gdzie jestem - sprawa prosta. Tak wygląda rodzina? Ok, żaden problem.
A może zróbmy sytuację odwrotną. Może to on pójdzie na tacierzyński, a ja skupię się na zarabianiu i to on będzie zależny ode mnie. Jak myślisz, zgodzi się?
Dlaczego czuję się krzywdzona? Bo wiem, że mnie na to nie stać, i podejmuję świadomą decyzję o zostaniu tam, gdzie mnie stać na życie, a w odpowiedzi słyszę że mi zabierze dziecko. DLACZEGO? JAKIM PRAWEM?
Nie, ciąża nie jest dla mnie wyjątkową sytuacją, chyba że jest zagrożona i przyszła matka musi leżeć plackiem. Ja nie chcę, żeby partner zarabiał podobnie - w nosie mam, ile zarobi. Ma zarabiać tyle, żeby się utrzymać. Inaczej jest niesamodzielną ciapą, sorry, skoro ja jako kobieta mogę na siebie zarobić, to on nie?
![]()
Ale czym Ty się czujesz krzywdzona? To przez partnera zarabiasz mniej? Jego wina? Jeśli nie, to czemu krzywdzona przez niego, na litość boską, przecież Cię nie okrada, że nie masz... Dysproporcje czujesz, bo to facet, który stoi na własnych nogach i zarabia dużo, a Ty nie. Tylko to nie tak, że zarabiasz mniej przez niego, żeby Ci coś miał rekompensować, natomiast on zarabia właśnie tyle, bo taką ma pracę. Ma zmniejszyć swoje zarobki, bo krzywda Ci się dzieje, jak zarabia więcej? A może powinnaś myśleć odwrotnie, spiąć się i sama zacząć zarabiać na siebie?
Szczerze mówiąc, to ja nie rozumiem oburzenia, że ktoś kogoś nie chce utrzymywać. Ja np. nienawidzę pracować, jestem leniem i robię to wyłącznie po to, żeby mieć to, na co mam ochotę. Z jakiej racji miałabym sobie jeszcze brać na głowę kogoś, kto mnie będzie nazywał materialistką, jeśli mu swoich pieniędzy nie oddam?
Wszystko fajnie tylko dopóki się współnie nie zamieszka. Powiedzmy on utrzymuje siebie, ty siebie i jest elegancko. Ale nagle pękają wam rury i ogólnie trzeba wyremontować mieszkanie. Tyle, że albo ty albo on nie macie oszczędności i co wtedy?
Ja może super mądrości tu nie sprzedam - byłam w 10 letnim związku, w którym od samego praktycznie początku miałam poczucie, że wszystko jest NASZE, także wspólnota była TOTALNA. Osobiście wydaje mi się to dość męczące - wszelkie skrupulatne rozliczanie, jeśli się razem mieszka. Albo no nie wiem - załóżmy wyjazd wspólny i co ja w 5 gwiazdkach a on w 2 gwiazdkach, bo go nie stać.. No nie wiem, nie kumam tego...
A najgorsze jest to, że znów zaczyna się wypieranie swoich słów, obracanie kota ogonem i kolejne obietnice oraz mówienie czego on to nie chciał ... Zawsze chce dobrze, tylko nie wychodzi ...
Gdybym nie miała jego słów na mailu - pomyślałabym, że mam zaburzenia świadomości ... Wersja warunków wspólnego mieszkania stale ulega zmianie od chwili w której się pokłóciliśmy ... teraz dowiaduję się ile rzeczy dla mnie chciał zrobić ... z perspektywy czasu widzę, że na chęciach się kończy, a w kłopotach zawsze zostawałam sama...
Wszystko fajnie tylko dopóki się współnie nie zamieszka. Powiedzmy on utrzymuje siebie, ty siebie i jest elegancko. Ale nagle pękają wam rury i ogólnie trzeba wyremontować mieszkanie. Tyle, że albo ty albo on nie macie oszczędności i co wtedy?
Ja może super mądrości tu nie sprzedam - byłam w 10 letnim związku, w którym od samego praktycznie początku miałam poczucie, że wszystko jest NASZE, także wspólnota była TOTALNA. Osobiście wydaje mi się to dość męczące - wszelkie skrupulatne rozliczanie, jeśli się razem mieszka. Albo no nie wiem - załóżmy wyjazd wspólny i co ja w 5 gwiazdkach a on w 2 gwiazdkach, bo go nie stać.. No nie wiem, nie kumam tego...
Marmolada, dlatego mi się podoba opcja wspólnego odkładania co miesiąc jednej sumy na wspólne wydatki i wydawania razem. Tzn. nie chciałabym się rozliczać z tego, że ja kupiłam żarówkę, więc ma mi oddać połowę, ALE wolę być materialistką i wymagać jednakowego wkładu, niż pluć sobie w brodę po rozstaniu, że we wspólne mieszkanie, które jest teraz do podziału, włożyłam X razy więcej niż on.
A co do wyjazdu - jeśli miałabym tyle pieniędzy, to chętnie bym faceta zabrała. Sama z siebie. Jak bym miała tylko na siebie, to i pod namiot mogę jechać. Nie ma problemu. Kwestia taka, że wakacje to jest jednorazowe coś i może nawet chętnie za nie zapłacę. Ale wychodzi to ode mnie, ja decyduję, czy chcę zapłacić za hotel czy za 10 par butów po 1000 zł. I nikomu nic do tego, po prostu nie zamierzam dyskutować o własnych pieniądzach. Nie chcę, żeby ktoś miał równe prawa do decydowania na co wydam coś, na co ja zapracowałam. A wakacje a dokładanie do utrzymania to inne sprawy - pierwsza to jednorazowy wydatek, akurat mi teraz pasuje, to kupię, za rok mam inny wydatek, to nie. W dokładanie się bym się nie bawiła, bo to jest bardziej długofalowe i co, jak będę chciała nagle kieckę czy inną bzdurę, to mu powiem, że sorry, skarbie, kasy nie będzie?
Lubię jasne sytuacje i uważam, że każdy powinien mieć to, na co zapracuje, a cała reszta - to już dobra wola drugiej strony, a nie obowiązek.
Lubię jasne sytuacje i uważam, że każdy powinien mieć to, na co zapracuje, a cała reszta - to już dobra wola drugiej strony, a nie obowiązek.
No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.
Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.
skoro nie zgadzam się na jego warunki, on odbierze mi prawa rodzicielskie. Funduje mi ogromny stres, ta sytuacja mnie przerasta. Nie rozumiem jak można tak traktować przyszłą matkę.
Może Cię pocałować w d*** jeśli chodzi o prawa rodzicielskie. W Polsce, żeby odebrać prawa rodzicielskie kobiecie, musiałby mieć naprawdę solidny powód, np Twoj alkoholizm, czy coś podobnego. O to się nie bój.
Zostań przy rodzicach, dobrze zrobiłaś, że się wyprowadziłaś.
Nie wiem, co taki facet by zrobił, gdyby Cię np wylali z pracy, zostałabyś bez pieniędzy... Albo jakby Ci się skończyły pieniądze, a okazałoby się, że Ci kozaki przemakają - chodziłabyś w dziurawych. To niby nie są wielkie rzeczy, ale na co dzień za dużo jest sytuacji, które mogą spowodować problem.
A pokazywał Ci rachunki? Faktycznie wychodziło 2 tysiące za mieszkanie? Bo rozumiem, że to bez jedzenia? U nas 2 tysiące nie płacimy nawet za dom i to zimą, kiedy najwięcej używa się prądu i najwięcej się grzeje, więc ta kwota jest bardzo dziwna.
Eileen napisał/a:Lubię jasne sytuacje i uważam, że każdy powinien mieć to, na co zapracuje, a cała reszta - to już dobra wola drugiej strony, a nie obowiązek.
No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.
Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.
Powtarzam co innego gdy jesteśmy w związku (zabawa w dom), a co innego gdy jesteśmy w małżeństwie. Nie umiałabym normalnie funkcjonować wiedząc, że mój mąż ma dziurawe buty, czy problemy z kredytem przez które funduje Sobie stres, a JA MAM MOŻLIWOŚĆ POMÓC. No ale chyba jestem za mało oschła i wredna na te czasy
.
45 2015-02-19 20:05:13 Ostatnio edytowany przez kow-nor (2015-02-19 20:07:16)
marmolada1984 napisał/a:Eileen napisał/a:Lubię jasne sytuacje i uważam, że każdy powinien mieć to, na co zapracuje, a cała reszta - to już dobra wola drugiej strony, a nie obowiązek.
No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.
Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.Powtarzam co innego gdy jesteśmy w związku (zabawa w dom), a co innego gdy jesteśmy w małżeństwie. Nie umiałabym normalnie funkcjonować wiedząc, że mój mąż ma dziurawe buty, czy problemy z kredytem przez które funduje Sobie stres, a JA MAM MOŻLIWOŚĆ POMÓC. No ale chyba jestem za mało oschła i wredna na te czasy
.
Jak widać, w przeważającej większości mamy poglądy zbliżone i umiejscawiające nas po stronie Autorki. Wszystko rozbija się właśnie o tą DOBRĄ WOLĘ, która chyba w jakimś sensie jest ...nierozerwalna z byciem z kimś w normalnym i CIEPŁYM związku, nieprawdaż? I owa "dobra wola" (Jakże to szyderczo brzmi w kontekście dwojga kochających się ludzi) jest swego rodzaju wykładnią zaangażowania i więzi emocjonalnej pomiędzy nimi...
Żeby nie być tu posądzony o teoretyzowanie: już przeżyłem trochę lat i na koncie mam między innymi także ponad szesnastoletni ("na kocią łapę") związek, w którym przez chyba 3/4 całego związku partnerka była bez pracy - czyli żyliśmy z mojej pracy. I dla mnie nie było nawet do pomyślenia w czymkolwiek ja wyliczać, rozliczać, ograniczać czy coś wydzielać. Jak wyjeżdżaliśmy na wakacje - nie myślałem nawet, że to za "moje". Kupując cokolwiek do domu (nie dla siebie) - kupowaliśmy "wspólnie" i dla "nas". Boże, to w pale mi się nie mieści, że można być aż takim... Wyznawałem i wyznaję zasadę: moje=twoje, skoro jesteśmy razem. Jednak obserwując świat i poznając inne kobiety później, często zauważałem powszechną już chyba "modę" na moje/twoje. A to całkowicie zmienia charakter relacji i ze związku dwojga kochających swego partnera, oddanych i opiekuńczych osób tworzy ...układ dwojga kochających ale SIEBIE, egoistycznych i wyrachowanych sublokatorów.
Tak na marginesie: kwota jaką "zobowiązana" jest Autorka uiszczać za ...wspólnotę jest zastanawiająca i chyba wypadałoby poznać szczegółowe zestawienie kosztów składających sie na jej "działkę" w takiej wysokości. Ale domyślam się, że to apartament podnajmowany w ścisłym centrum wielkiego miasta ![]()
46 2015-02-19 20:27:25 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2015-02-19 20:28:32)
Pozwij go o alimenty, dziecka sama sobie nie zrobilas wiec jego obowiazkiem jest lozenie na nie i nie boj sie grozb ze odbierze ci prawa rodzicielskie i nie pozwol by tak cie traktowal. Zwiazek dwoch kochajacych sie osob tak nie wyglada. A na pampersy dla dziecka to z twoich pieniedzy czy z jego zaplacicie? Bo moze jeszcze uslyszysz ze z twoich bo to przeciez ty to dziecko urodzilas
47 2015-02-19 20:29:54 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-19 22:59:14)
Witam wszystkich,
myślę, że rozruszam tu trochę dyskusję i wprowadzę coś ciekawego - otóz ja jestem tym "egoistą". Drogie Panie pewnie zastanawiacie się jak tu się znalazłem i tutaj trafiłem. Otóz moja partnerka (nie żona bo padały określenia o małżeństwie) założyła ten wątek i po uzyskaniu kilku maila od Pań potwierdzających swoje stanowisko, wydrukowała go, zeskanowała i wysłała do mnie z dopiskiem " Oto co myślą inne osoby o Tobie... idź po rozum do głowy". Mam wrażenie, że całe to zamieszanie ma na celu nie uzyskanie pomocy tylko uzyskania poparcia żeby cos na mnie wymusić.
Drogie Panie, nie znacie mnie a wyzywacie od egoistow itp. oraz, ze mam isc na badania psychiatryczne. To smutne. Jakim prawem? Siedzicie przed komputerem i nie czujecie, ze tu waża się losy rodziny i tego małego, nienarodzonego dziecka? Buntujecie osoby a nie znacie prawdy! Nie mozna tak robic....
Przedstawiam sytuację, bo partnerka podała mało szczegółów i nie pisała do końca prawdy. Otóż zarabia 2700 na rękę + premie. To sporo. Ma ok 30 lat. Ja jestem od niej o rok starszy i zarabiam ok 3200zł. To jak na domowy budżet dwójki młodych osób dużo i to w Polsce! Dodatkowo założyłem firmę i po jednej pracy pracuję w drugiej, czasami naprawdę ciężko i fizycznie i psychicznie. Posiadam mieszkanie na właśność o wymiarach 105mkw, więc spore. sam do niego doszedłem, wziąłem kredyty na wykup jak byliśmy razem i spłacałem raty. Wyremontowałem całe meiszkanie własnymi rękami i wyposażyłem we wszystkie sprzęty. W domu są obecnie 4 szafy tak CZTERY! partnerka zarzuca, ze nie ma gdzies wsadzic swoich rzeczy a ja daje jej tylko malutką szafę. Szafy maja ok 2x2m... Oznajmiłem, że mnie wystarczy jedna z nich. W jednej uzgodnilismy, ze beda rzeczy dla dziecka o pozostałe dwie miały być dla niej. Stwierdziła, że się nie zmiesci. Ok, zdziwiło mnie to jako faceta, Panie pewnie nie. Spytałem wieć czy we wszsytkim chodzi, odparła, że tak. Ok, idę dałej, to czy możemy zrobic tak aby spakować pozostałe rzeczy w kartonych a kolejną juz 5tą szafe sie dokupi? Oczywscie chciała abym ja to juz zrobił zanim sie wprowadzi. Skonczylo sie klotnia.... Zaoferowałem, że zanim sie wprowadzi wyremontuje cały pokoj dla dziecka. Sciany na nowo, lampki, ozdoby firanki itp. aby zmienic pokoj w pokoj dzieciecy. Partnerka ma opcje, ze bedzie mogla pracowac w domu, sama chce tego, nie zmuszalem jej. Zaproponowalem, ze zrobie jej specjalny kacik i kupie komputer aby mogla swobodnie wykonywac swoja prace. Nie chcialem za to ani grosza.
przewijany był temat mojego nakazu jej placenia. Owszem, przyznaję chciałem aby dokładała do mediów i wydatkow. Zaproponowałem ten 1000zł. Bylo dla nie za duzo, mowila, ze chce dawac 850zl. Po sprzeczkach, zgodzilem sie. Kwota ta miala zostac dołożona do wydatkow jak jej wyzywienie, media, internet, telefon od niej, ja mam sluzbowy, wydatki zwiazane z dzieckiem, odlozeniem na wczasy, czarna godzine, jakies pomalowanie pokoju itp. Ja na dzien dobry powiedziałem, że oddaje cała wyplate! Jedynie chce na paliwo 500-600zł z tego. Reszta miala isc do wspolnego budzetu na wyzywienei, dziecko itp. itd. ogolnie na zycie. Zaproponowalem rowniez w odpowiedzi na chec mojej partnerki, ze chce decydowac, ze bede wyplacal te pieniadze i moze kupowac jedzenie i inne rzeczy jak czuje taka potrzebe. Mowilem, ze skoro jest w ciazy to ciezko aby chodzila po sklepach i zrobi mi kartke a ja bede robil zakupy takie jakie ona chce i uwaza za sluszne. Wiecej oprocz calej wyplaty nie jestem w stanie zaoferowac.
Owszem ogrzanie calego mieszkania 105mkw troche kosztuje. zaoferowalem, ze zmienie okna na nowe bo sa stare a mieszkam w kamienicy i dokupie zeberek w pokoju dziecka do kaloryfera. Napewno bym nie oszczedzal na dziecku! Padło oskarzenie pod moim adresem, ze bede kupowal najtansze jedzenie i wydzielal. Otóz jestem osoba, ktora kladzie nacisk na drozsze produkty i jakosc. Tu partnerka moze to potwierdzic. Gdy przychdzila do mnie, kupowalem soki i zdrowa zywnosc. Byly sytuacje, ze kupowalem 3 rodzaje sokow bo nie wiedzilem na co akurat bedzie miala smaka (kobiety w ciazy
). Gdy stwierdzila, ze teraz bedzie pic soki z sokowirowki a jej sokowirowka w domu ojca u ktorego mieszka sie zepsula, na drugi dzien przywiozlem jej nowa (do domu jej ojca).
byla mowa o samochodzie. Heh... no tak mam dwa samochody. jdno ma 16 lat i jest moja pasja bo dbam o nie jak malo kto a drugie wzialem w leasing z drugiej firmy nie uszczuplajac budzetu. Teoretycznie nie jest moje, jest uzywane i poki co banku, jest narzedziem. Malo tego! zlozylem pismo do leasingu z upowaznieniem mojej parnerki do korzystania z niego (wazne jakby mial miejsce wypadek). Zaoferowalem jej rowniez, dolozenie pewnej sumy pieniedzy do zakupu jej nowego samochodu oraz pomoc szybszej splaty raty. Nie jestesmy malzenstwem i ktos musi to wziasc na siebie (ratę a auto bedzie zapisane na nią tzn. miało...). ja juz biore utrzymanie domu i dziecka oraz pozostałe koszty na siebie. Uwazam, ze przy ok 6 tys budzetu rata 400zł miesiecznie to nie duza suma. Partnerka wczesniej to akceptowala. Teraz wpadla na pomysl, ze skoro, jedyne auto jakie jest w 100% na mnie i jest moją pasją, stoi pod domem, to mam je sprzedać i kupic jej nowe za ok. 20.000zł.... W obecnej sytuacji rece mi opadly. Jest ze mna od 7 lat, od 5 lat tu mieszkam. Wie jak jest tu o kazdej porze roku, byla tu setki razy, wie jakie ponosze wydatki i teraz nagle jak ma sie przeprowadzic 20km od domu, stwierdza, ze tu zimno i jej sie nie podoba, bo nie ma ogrodka i kolezanek. Teraz w tym momencie gdy w drodze jest dziecko! Zapewnialem ja dodatkowo, ze sprzedamy to mieszkanie i kupie cos innego za rok, dwa jak maluch podrosnie. Powiedziala, ze ona sie nie bedzie przeprowadzac i zostaje u taty bo tam ma lepiej i mniej musi placic. No niestety, zycie dorosłe kosztuje. Dziecko w drodze a ona się martwi, ze nie bedzie miec na wydatki przy 6tys budzetu! Mogla mnie zostawic wczesniej skoro wiedziala, jaka ja czeka przyszlosc a nie teraz jak dziecko jest w drodze. Uwazam, ze oferuje wszystko co moge, wiecej niz wyplaty nie dam bo nie mam. Druga firma sie rozkreca i powiedzialem, bo czasem cos wpadnie wiecej, ze bedziemy to dzielic na pol i kazdy bedzie mial na swoje "pierdoly". Chcialem podejsc uczciwie. ja na swoje auto ona na swoje kosmetyki albo ponad 50tą parę butów. Tak tyle ich ma, to pozniej zdziwienie, ze ciezko sie pomiescic, ale nie stanowilo to dla mnie problemu.
Nadmienienię, że taki ze mnie materialista, ze za badania lekarskie dziecka, jedzenie, soczki, pierdołki wszystko płacę. 99% rachunków jak gdzies wychodzimy ja place od 7 lat. W Sylwestra jak mielismy rocznice to nie dostalem od niej nic a ja zafundowalem noc za 1300zl z balem w luksusowym hotelu z premi jaka dostalem.
Wczasy w lato za ok 4 tys dla nas dwoch oplacilem. Drogie Panie latwo kogos osadzac...
Ciekawi mnie, jak zareaguje moja partnerka na ten wpis. Napisalem go by ludzie teraz obiektywnie nas ocenili. Moze to sie przyda, moze jedna i druga strona cos zrozumie. Dla mnie to troche dziecinne ale moja partnerka bardzo mocno wierzy w to co piszecie, jest strasznie negatywnie na mnie nastawiona. Mam z nia prawie zero kontaktu.
ps. nie chcialem jej odbierac praw do dziecka to nierealne! Glupi nie jestem, chocby prosty przyklad, ze jak ja niby mialbym to dziecko nakarmic? Swoja piersią? Po jej tekscie, ze mam sie okreslic ile bede dawal, powiedzialem, ze zadecyduje o tym sąd, bo pewnie będzie jej mało i przy okazji ustalimy terminy widzenia i tyle.
noooo najlepszy jest tekst o sprzedazy NIESWOJEGO AUTA,noo super gratuluje poczucia humoru,on ma sprzedac auto zeby ona nie musiala brac kredytu i jeszcze ja tu klakierki dopinguja,matko
Eileen czy tylko my tu jestesmy NORMALNE,dziewucha wyprowaszila sie do rodziny bo chce wymusic na facecie A-UTRZYMANIE
B-SAMOCHOD
NASTEPNIE BEDZIE OPLATA ZA SEX co a czasy................no super u rodziny ja stac na wszystko,dziwneeee,pewnie jak rzuci ojcu grosze na zycie to starczy i na kredyt na auto ,a on jeszcze sie cieszyc powinien ze corcia z przychowkiem wrocila i sie na szyi uwiesi na kolejne lata a jakze......
Tak dziewczyny , jesteście normalne !!! tylko trzeba by ustalić definicję tego !
Gdyby świat mógł tak funkcjonować , że każdy po pół .. na równo..to ja po pierwsze sobie życzę żeby panowie mogli mieć okres, zachodzili i chodzili w ciąży.. mieli kilku..ah... kilkunastogodzinne porody naturalne !! karmili dzieci. I jeszcze byli samowystarczalni jako praczki/sprzątaczki/ opiekunki/ kucharki... minęłam coś ?????
Związek, rodzina to przede wszystkim wsparcie - sama jestem zwolenniczką partnerskich związków, i nie lubię i nie daję się wykorzystywać finansowo .. bo mam dziecko ! I o ile ja sama mogłabym z jedną walizką dać sobie radę .. o tyle los i rozwój mojego dziecka jest dla mnie priorytetem .
A ten los to bezpieczeństwo !! stabilizacja .. i stety lub niestety kasa jest ważna by to zapewnić.
Nie wyobrażam sobie zakładanie rodziny z podobnym typem jak ten - i mam w rodzinie doświadczenia jak to się kończy.
Niestety , coraz częstsze są takie "zjawiska " - związek .. a zasady jak współlokatorzy... jak jeden nie wydala finansowo ..to bierzemy kolejnego, byle dochody były ok...![]()
Witam wszystkich,
myślę, że rozruszam tu trochę dyskusję i wprowadzę coś ciekawego - otóz ja jestem tym "egoistą". Drogie Panie pewnie zastanawiacie się jak tu się znalazłem i tutaj trafiłem. Otóz moja partnerka (nie żona bo padały określenia o małżeństwie) założyła ten wątek i po uzyskaniu kilku maila od Pań potwierdzających swoje stanowisko, wydrukowała go, zeskanowała i wysłała do mnie z dopiskiem " Oto co myślą inne osoby o Tobie... idź po rozum do głowy". Mam wrażenie, że całe to zamieszanie ma na celu nie uzyskanie pomocy tylko uzyskania poparcia żeby cos na mnie wymusić.
Drogie Panie, nie znacie mnie a wyzywacie od egoistow itp. oraz, ze mam isc na badania psychiatryczne. To smutne. Jakim prawem? Siedzicie przed komputerem i nie czujecie, ze tu waża się losy rodziny i tego małego, nienarodzonego dziecka? Buntujecie osoby a nie znacie prawdy! Nie mozna tak robic....
Przedstawiam sytuację, bo partnerka podała mało szczegółów i nie pisała do końca prawdy. Otóż zarabia 2700 na rękę + premie. To sporo. Ma ok 30 lat. Ja jestem od niej o rok starszy i zarabiam ok 3200zł. To jak na domowy budżet dwójki młodych osób dużo i to w Polsce! Dodatkowo założyłem firmę i po jednej pracy pracuję w drugiej, czasami naprawdę ciężko i fizycznie i psychicznie. Posiadam mieszkanie na właśność o wymiarach 105mkw, więc spore. sam do niego doszedłem, wziąłem kredyty na wykup jak byliśmy razem i spłacałem raty. Wyremontowałem całe meiszkanie własnymi rękami i wyposażyłem we wszystkie sprzęty. W domu są obecnie 4 szafy tak CZTERY! partnerka zarzuca, ze nie ma gdzies wsadzic swoich rzeczy a ja daje jej tylko malutką szafę. Szafy maja ok 2x2m... Oznajmiłem, że mnie wystarczy jedna z nich. W jednej uzgodnilismy, ze beda rzeczy dla dziecka o pozostałe dwie miały być dla niej. Stwierdziła, że się nie zmiesci. Ok, zdziwiło mnie to jako faceta, Panie pewnie nie. Spytałem wieć czy we wszsytkim chodzi, odparła, że tak. Ok, idę dałej, to czy możemy zrobic tak aby spakować pozostałe rzeczy w kartonych a kolejną juz 5tą szafe sie dokupi? Oczywscie chciała abym ja to juz zrobił zanim sie wprowadzi. Skonczylo sie klotnia.... Zaoferowałem, że zanim sie wprowadzi wyremontuje cały pokoj dla dziecka. Sciany na nowo, lampki, ozdoby firanki itp. aby zmienic pokoj w pokoj dzieciecy. Partnerka ma opcje, ze bedzie mogla pracowac w domu, sama chce tego, nie zmuszalem jej. Zaproponowalem, ze zrobie jej specjalny kacik i kupie komputer aby mogla swobodnie wykonywac swoja prace. Nie chcialem za to ani grosza.
przewijany był temat mojego nakazu jej placenia. Owszem, przyznaję chciałem aby dokładała do mediów i wydatkow. Zaproponowałem ten 1000zł. Bylo dla nie za duzo, mowila, ze chce dawac 850zl. Po sprzeczkach, zgodzilem sie. Kwota ta miala zostac dołożona do wydatkow jak jej wyzywienie, media, internet, telefon od niej, ja mam sluzbowy, wydatki zwiazane z dzieckiem, odlozeniem na wczasy, czarna godzine, jakies pomalowanie pokoju itp. Ja na dzien dobry powiedziałem, że oddaje cała wyplate! Jedynie chce na paliwo 500-600zł z tego. Reszta miala isc do wspolnego budzetu na wyzywienei, dziecko itp. itd. ogolnie na zycie. Zaproponowalem rowniez w odpowiedzi na chec mojej partnerki, ze chce decydowac, ze bede wyplacal te pieniadze i moze kupowac jedzenie i inne rzeczy jak czuje taka potrzebe. Mowilem, ze skoro jest w ciazy to ciezko aby chodzila po sklepach i zrobi mi kartke a ja bede robil zakupy takie jakie ona chce i uwaza za sluszne. Wiecej oprocz calej wyplaty nie jestem w stanie zaoferowac.
Owszem ogrzanie calego mieszkania 105mkw troche kosztuje. zaoferowalem, ze zmienie okna na nowe bo sa stare a mieszkam w kamienicy i dokupie zeberek w pokoju dziecka do kaloryfera. Napewno bym nie oszczedzal na dziecku! Padło oskarzenie pod moim adresem, ze bede kupowal najtansze jedzenie i wydzielal. Otóz jestem osoba, ktora kladzie nacisk na drozsze produkty i jakosc. Tu partnerka moze to potwierdzic. Gdy przychdzila do mnie, kupowalem soki i zdrowa zywnosc. Byly sytuacje, ze kupowalem 3 rodzaje sokow bo nie wiedzilem na co akurat bedzie miala smaka (kobiety w ciazy
). Gdy stwierdzila, ze teraz bedzie pic soki z sokowirowki a jej sokowirowka w domu ojca u ktorego mieszka sie zepsula, na drugi dzien przywiozlem jej nowa (do domu jej ojca).
byla mowa o samochodzie. Heh... no tak mam dwa samochody. jdno ma 16 lat i jest moja pasja bo dbam o nie jak malo kto a drugie wzialem w leasing z drugiej firmy nie uszczuplajac budzetu. Teoretycznie nie jest moje, jest uzywane i poki co banku, jest narzedziem. Malo tego! zlozylem pismo do leasingu z upowaznieniem mojej parnerki do korzystania z niego (wazne jakby mial miejsce wypadek). Zaoferowalem jej rowniez, dolozenie pewnej sumy pieniedzy do zakupu jej nowego samochodu oraz pomoc szybszej splaty raty. Nie jestesmy malzenstwem i ktos musi to wziasc na siebie (ratę a auto bedzie zapisane na nią tzn. miało...). ja juz biore utrzymanie domu i dziecka oraz pozostałe koszty na siebie. Uwazam, ze przy ok 6 tys budzetu rata 400zł miesiecznie to nie duza suma. Partnerka wczesniej to akceptowala. Teraz wpadla na pomysl, ze skoro, jedyne auto jakie jest w 100% na mnie i jest moją pasją, stoi pod domem, to mam je sprzedać i kupic jej nowe za ok. 20.000zł.... W obecnej sytuacji rece mi opadly. Jest ze mna od 7 lat, od 5 lat tu mieszkam. Wie jak jest tu o kazdej porze roku, byla tu setki razy, wie jakie ponosze wydatki i teraz nagle jak ma sie przeprowadzic 20km od domu, stwierdza, ze tu zimno i jej sie nie podoba, bo nie ma ogrodka i kolezanek. Teraz w tym momencie gdy w drodze jest dziecko! Zapewnialem ja dodatkowo, ze sprzedamy to mieszkanie i kupie cos innego za rok, dwa jak maluch podrosnie. Powiedziala, ze ona sie nie bedzie przeprowadzac i zostaje u taty bo tam ma lepiej i mniej musi placic. No niestety, zycie dorosłe kosztuje. Dziecko w drodze a ona się martwi, ze nie bedzie miec na wydatki przy 6tys budzetu! Mogla mnie zostawic wczesniej skoro wiedziala, jaka ja czeka przyszlosc a nie teraz jak dziecko jest w drodze. Uwazam, ze oferuje wszystko co moge, wiecej niz wyplaty nie dam bo nie mam. Druga firma sie rozkreca i powiedzialem, bo czasem cos wpadnie wiecej, ze bedziemy to dzielic na pol i kazdy bedzie mial na swoje "pierdoly". Chcialem podejsc uczciwie. ja na swoje auto ona na swoje kosmetyki albo ponad 50tą parę butów. Tak tyle ich ma, to pozniej zdziwienie, ze ciezko sie pomiescic, ale nie stanowilo to dla mnie problemu.
Nadmienienię, że taki ze mnie materialista, ze za badania lekarskie dziecka, jedzenie, soczki, pierdołki wszystko płacę. 99% rachunków jak gdzies wychodzimy ja place od 7 lat. W Sylwestra jak mielismy rocznice to nie dostalem od niej nic a ja zafundowalem noc za 1300zl z balem w luksusowym hotelu z premi jaka dostalem.
Wczasy w lato za ok 4 tys dla nas dwoch oplacilem. Drogie Panie latwo kogos osadzac...jestem otwarty na dyskusje i krytyke.
Ciekawi mnie, jak zareaguje moja partnerka na ten wpis. Napisalem go by ludzie teraz obiektywnie nas ocenili. Moze to sie przyda, moze jedna i druga strona cos zrozumie. Dla mnie to troche dziecinne ale moja partnerka bardzo mocno wierzy w to co piszecie, jest strasznie negatywnie na mnie nastawiona. Mam z nia prawie zero kontaktu.ps. nie chcialem jej odbierac praw do dziecka to nierealne! Glupi nie jestem, chocby prosty przyklad, ze jak ja niby mialbym to dziecko nakarmic? Swoja piersią? Po jej tekscie, ze mam sie okreslic ile bede dawal, powiedzialem, ze zadecyduje o tym sąd, bo pewnie będzie jej mało i przy okazji ustalimy terminy widzenia i tyle.
cóż - Pan twierdzi że partnerka napisała kłamstwa , równie dobrze mógł to zrobić teraz Pan.
My komentujemy tylko to co ktoś napisze, i trafnie pan zaznaczył że nie znamy ani Pana ani Pana parterki.
Osoba pisząca na forum jest anonimowa- dlatego zakładamy że pisze szczerze bo szuka porad.. rozwiązań.
Co z nimi zrobi to już jej sprawa .. ale jest wiele racji w tym że to dziecinne .
Zastanawia mnie jednak fakt , skoro partnerka wysłała Panu to co tu piszemy , ujawniła siebie .. swoje kłamstwa . Czy jest tak nierozsądna ? czy może nie koniecznie kłamała ?
Polecam psychologa , lub odpocząć od siebie lat kilka .. może dorośniecie ![]()
Wysłała mi zeskanowany wydruk z zamazanymi nazwami, adresami itp. Trafiłem po treściach dzięki Google.
To zdrowe podejście i moje kłamstwa mam udokumentowane... Rozmowy są nagrane...groźby także... Wszyscy dookoła widza co sie dzieje... A psychologa proponowałam wiele razy, razem, tylko ktos tu zawsze twierdził ze problemu nie ma, a jest tylko moja niedojrzałość...
Jak zareaguje? To wszystko już było... Kiedy jest miedzy nami złe, nagle wypierasz sie wszystkiego co powiedziałeś...
Mogłabym przywołać mnóstwo takich sytuacji... Choćby ta kiedy tak narozrabiałeś ze wylądowałeś na izbie... I to tez nie twoja wina tylko kolegów...
Zarabiając tyle - nie zostanie mi nic, czy to jest równowaga?
I nawet nie mówisz prawdy nt tego ile zarabiasz... Ja kłamie? Człowieku...
truskaweczka19 napisał/a:A czy to nie jest choć trochę wyjątkowa sytuacja Twoim zdaniem? Autorka jak napisała jest w ciąży. Wiesz, ok, ktoś może chcieć, by partner zarabiał podobnie, ale jednak jest bardzo niefajne, że autorka w ciąży i ona ma płacić tyle, że będzie jej bardzo ciężko, a on będzie żył jak pan. Jasne, on zarabia, ale ciąża to jest jednak pewna sytuacja wyjątkowa, nie powinno tak być, że z racji tego, że kobieta mniej zarabia, to w ciąży ma się prosić o każdy grosz, denerwować czy on da jej pieniądze jak jej zabraknie. No albo szafa i jego sugestie, że ona ma się pozbyć jakiś rzeczy. Czy tak wygląda kochający się związek? Można mieć różne ustalenia, ale jednak uważam, że dojrzała, kochająca osoba raczej tak nie powie. Oni będą tam mieszkać razem, to dlaczego ona ma się pozbywać rzeczy. Nie sądzę, by ona miała wygórowane oczekiwania. Dobrze napisał pitagoras w wątku marteczki - podobna sytuacja, że takie wyliczanie pieniędzy, jak kobieta jest w ciąży choćby to naprawdę chamstwo. Zamiast zadbać o kobietę i ich wspólne dziecko, bo to jednak wtedy zawsze jakaś pomoc może być potrzebna, to on tak od razu stawia sprawę. Rozumiem, gdyby nie była w ciąży czy po połogu, to można coś powiedzieć, jeśli np on chciałby, by ona zarabiała podobnie i miała wkład, ale w ciąży no moim zdaniem niezbyt. Ona raczej nie zmieni w ciąży nagle pracy, a facet chyba po prostu liczy, że ona będzie żyć na bardzo niskim poziomie, co z tego, że w ciąży, ma być po równo i już... To jest właśnie szczególna sytuacja.
Nie, ciąża nie jest dla mnie wyjątkową sytuacją, chyba że jest zagrożona i przyszła matka musi leżeć plackiem. Ja nie chcę, żeby partner zarabiał podobnie - w nosie mam, ile zarobi. Ma zarabiać tyle, żeby się utrzymać. Inaczej jest niesamodzielną ciapą, sorry, skoro ja jako kobieta mogę na siebie zarobić, to on nie?
![]()
On będzie żył jak pan, bo na to zarabia. Pokażę na swoim przykładzie: ja np. ile napiszę, tyle zarobię. Jeżeli ktoś by sięgał po moje pieniądze pod pretekstem swojego dobra itd., to wolałabym pracował o połowę krócej (sama decyduję) i zarobić połowę mniej. Wtedy zarabiamy tyle samo, a ja mam o wiele więcej wolnego czasu. Dla mnie to nie jest kwestia "mam pieniądze, ale nie dam" tylko "jeśli chcesz coś mieć, to poświęć na to SWÓJ wolny czas, a nie MÓJ". Przez taką formę pracy zarabiam tyle, ile mi potrzebne. Jakbym potrzebowała więcej, pracowałabym więcej, jakbym potrzebowała mniej, pracowałabym mniej. Więc oddając partnerowi, bo on nie ma, mam jednocześnie więcej pracować, bo on sam nie może, biedniutki?
Parasolka12 napisał/a:Wiecie, mi nie przeszkadza to ze ma dwa samochody. Cały czas miał. Niech ma sobie i 5 dopóki ja nie czuje sie krzywdzona nie ma problemu, a w tej chwili czuje ogromna dysproporcje...
Ale czym Ty się czujesz krzywdzona? To przez partnera zarabiasz mniej? Jego wina? Jeśli nie, to czemu krzywdzona przez niego, na litość boską, przecież Cię nie okrada, że nie masz... Dysproporcje czujesz, bo to facet, który stoi na własnych nogach i zarabia dużo, a Ty nie. Tylko to nie tak, że zarabiasz mniej przez niego, żeby Ci coś miał rekompensować, natomiast on zarabia właśnie tyle, bo taką ma pracę. Ma zmniejszyć swoje zarobki, bo krzywda Ci się dzieje, jak zarabia więcej? A może powinnaś myśleć odwrotnie, spiąć się i sama zacząć zarabiać na siebie?
Szczerze mówiąc, to ja nie rozumiem oburzenia, że ktoś kogoś nie chce utrzymywać. Ja np. nienawidzę pracować, jestem leniem i robię to wyłącznie po to, żeby mieć to, na co mam ochotę. Z jakiej racji miałabym sobie jeszcze brać na głowę kogoś, kto mnie będzie nazywał materialistką, jeśli mu swoich pieniędzy nie oddam?
no ja tez nie rozumiem,ale ja stara jestem ,ciesze sie ze ktos kto moze byc moja corka mysli podobnie,osobiscie nienawidze pijawek i nie chce mi sie juz wiecej komentowac tego watku
Wysłała mi zeskanowany wydruk z zamazanymi nazwami, adresami itp. Trafiłem po treściach dzięki Google.
Szkoda , że w tym wszystkim jest dziecko . Powstrzymam się od dalszych komentarzy.
A tak poza tym - nic od ciebie nie chce, poza tym Ze będziesz partycypował w kosztach utrzymania dziecka. Utrzymam sie sama. Wiec o co ci chodzi? Dlaczego grozisz mi odebraniem dziecka? Dlaczego kłamiesz ze tego nie powiedziałeś?
Nektarynka53 napisał/a:marmolada1984 napisał/a:No to chyba się ogólnie zgadzamy, podobnie jak i z autorką tematu.
Tyle tylko, że dla Ciebie taka wola dzielenia się pieniędzmi z partnerem nie musi występować i nie jest konieczna do wspólnego życia a dla mnie (i dla autorki tematu) powinna co do zasady występować. Bo chyba koniec końców o to chodzi.Powtarzam co innego gdy jesteśmy w związku (zabawa w dom), a co innego gdy jesteśmy w małżeństwie. Nie umiałabym normalnie funkcjonować wiedząc, że mój mąż ma dziurawe buty, czy problemy z kredytem przez które funduje Sobie stres, a JA MAM MOŻLIWOŚĆ POMÓC. No ale chyba jestem za mało oschła i wredna na te czasy
.
Jak widać, w przeważającej większości mamy poglądy zbliżone i umiejscawiające nas po stronie Autorki. Wszystko rozbija się właśnie o tą DOBRĄ WOLĘ, która chyba w jakimś sensie jest ...nierozerwalna z byciem z kimś w normalnym i CIEPŁYM związku, nieprawdaż? I owa "dobra wola" (Jakże to szyderczo brzmi w kontekście dwojga kochających się ludzi) jest swego rodzaju wykładnią zaangażowania i więzi emocjonalnej pomiędzy nimi...
Żeby nie być tu posądzony o teoretyzowanie: już przeżyłem trochę lat i na koncie mam między innymi także ponad szesnastoletni ("na kocią łapę") związek, w którym przez chyba 3/4 całego związku partnerka była bez pracy - czyli żyliśmy z mojej pracy. I dla mnie nie było nawet do pomyślenia w czymkolwiek ja wyliczać, rozliczać, ograniczać czy coś wydzielać. Jak wyjeżdżaliśmy na wakacje - nie myślałem nawet, że to za "moje". Kupując cokolwiek do domu (nie dla siebie) - kupowaliśmy "wspólnie" i dla "nas". Boże, to w pale mi się nie mieści, że można być aż takim... Wyznawałem i wyznaję zasadę: moje=twoje, skoro jesteśmy razem. Jednak obserwując świat i poznając inne kobiety później, często zauważałem powszechną już chyba "modę" na moje/twoje. A to całkowicie zmienia charakter relacji i ze związku dwojga kochających swego partnera, oddanych i opiekuńczych osób tworzy ...układ dwojga kochających ale SIEBIE, egoistycznych i wyrachowanych sublokatorów.
Tak na marginesie: kwota jaką "zobowiązana" jest Autorka uiszczać za ...wspólnotę jest zastanawiająca i chyba wypadałoby poznać szczegółowe zestawienie kosztów składających sie na jej "działkę" w takiej wysokości. Ale domyślam się, że to apartament podnajmowany w ścisłym centrum wielkiego miasta
Daj spokój dla mnie to NIEPOJĘTE. Mi poważny związek zawsze kojarzył się z zaufaniem i poczuciem, że mogę w każdej sytuacji liczyć na tą drugą osobę. Ale ta moda o której piszesz rzeczywiście jest dziwna, bo tak naprawdę z czego wynika? Egoistycznego podejścia do ludzi (wyścig szczurów), zmiany priorytetów (ważne co Ty możesz pokazać innym; kiedyś się chwaliło rodziną, a teraz - durne auto jest częstszym tematem) czy strach przed cierpieniem (nadmierną ochroną już dorosłych dzieci przez rodziców)?
Niektórzy ludzie nie nadają się do związków, więc po co się w je pchają? Oczywiście zdrowy egoizm(!) nie jest zły, bo pozwoli odpowiednio ocenić czy słowa "kocham Cię" mają jakiekolwiek potwierdzenie w czynach. Jednak prowadzenie księgowości jak w firmie?
kłócicie się o kasę.. przecież ją macie ...trzeba tylko rozsądnie uzgodnić....
czyżby to temat zastępczy ???? nikt nie ma odwagi powiedzieć że poza dzieckiem nie łączy żadne uczucie...bo nie wierzę że kochający ludzie takie numery sobie robią .. zamiast skupić się nam małym dużym szczęściem które leży w łóżeczku...
Cieżko o uczucie kiedy za wszystko otrzymuje sie rachunek, a każda rzecz jest milion razy wypominania... Każda...
Mieszkaliśmy razem 6 lat wcześniej ... Skończyło sie problemami z alkoholem, krótko po tym jakbym zarobiła w buzie wyprowadziłam sie...
Po wszystkim dostałam rachunek za wspólne mieszkanie na 4 tys...
Nawet za używanie zbyt dużej ilości odświeżacza do powietrza zostałam zjechana z góry na dół... Nie jesteś materialista? Bzdura...
Tak powiedz ze żyje przeszłością... Ale mimo twoich obietnic i postanowień niewiele sie zmieniło.. Przykro mi ze po tym wszystkim ci zaufałam i uwierzyłam...
Zarabiając tyle - nie zostanie mi nic, czy to jest równowaga?
I nawet nie mówisz prawdy nt tego ile zarabiasz... Ja kłamie? Człowieku...
Czekam z zniecierpliwieniem, aż Pan ustosunkuje się do przytoczonych przeze mnie słów.
Powiem tak sama znam pewnego Pana co na zewnątrz grał kochającego i dbającego o rodzinę męża/ojca (tak to przedstawiał i pamiętał WSZYSTKO co do jednej rzeczy co dobrego robił - złych rzeczy wcale), a w domu cieczka. Niestety owy Pan do rozwodu utrzymywał własne zdanie, do rozwodu
. Właśnie niektórym trzeba łopatologicznie POKAZAĆ, aby zrozumieli, że ich czyny są nienormalne. Nie muszę wspominać, kto wygrał.
Mam nadzieję, że u Was nie jest aż tak źle i dojdziecie do porozumienia jak dorośli ludzie! Jestem w podobnym wieku do Pana! Na litość boską, czy potrafi Pan cokolwiek zrobić dla kogoś kogo Pan kocha bez liczenia pieniędzy i własnych zysków!
Takie życie. Nie zawsze każdy pomimo podobnego wkładu pracy w Swoje działania dostaję podobną posadę oraz podobne zarobki i może Sobie pozwolić na podobne wydatki. Dla mnie to niepojęte, Pan ciągle liczy, liczy, liczy, liczy, liczy... tak psycholog potrzebny, bo Pańskie życie kręci się wokół wartości pieniądza, a nie szczęścia osoby, którą się kocha.
Każdy wkłada tyle ile może.
59 2015-02-19 21:42:15 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-02-19 21:46:42)
Śmiechu warte, bez kitu.
Chciałabym Was zobaczyć dysponujących kwotą 1300zł. I za to opłaćcie mieszkanie, rachunki i wyżywienie. Plus utrzymanie dziecka.
Weźcie się oboje puknijcie w głowę. I Pani i Pan.
Parasolka, ciekawe, że o nadużywaniu alkoholi i agresji wspominasz dopiero teraz, jak się Twój partner wypowiedział.
Mam wrażenie, że ściemniasz.
Ściemniam? Może niech sie sam pan wypowie o swoich wycieczkach na izbę... Zreszta już powiedziałm, wszystkie moje słowa sa udokumentowane...
Nie chciałam poruszać tego tematu... Ale trochę zmienia sytuacje, prawda?
Ale trochę zmienia sytuacje, prawda?
Nie.
Jak Ci nie pasuje alkoholizm partnera, to odchodzisz, a nie tkwisz w chorym związku i się użalasz nad sobą.
Żeby nie było - wiem, o czym piszę.
Jesteś dorosłą osobą, która ma wolną wolę, pieniądze. Będziesz miała dziecko, za które jesteś odpowiedzialna.
Jeśli źle się dzieje w Twoim związku, powinnaś go zakończyć.
Z drugiej strony - jeśli partner pił, a mimo to zdecydowałaś się z nim zostać, przestał pić i już tego nie robi - to dla mnie sprawy nie ma. Dorosła jesteś, wiesz, w co się pakujesz.
62 2015-02-19 22:00:28 Ostatnio edytowany przez Parasolka12 (2015-02-19 22:03:06)
Obiecał zmianę zachowania... Obiecywał przez rok czasu... Nawet podjął trapie... Przeprosił mnie za wszystkie zachowania wcześniej, te materialistyczne także... Myślalam ze naprawdę sie zmienił... Właśnie do teraz... Teraz okazało sie, jak dobrze udawał...
Sylwester który wyżej wypomina miałbym przeprosinami za cały rok cierpień z jego strony ... A teraz sie okazuje ze oczekiwał prezentu ... Ahh mówił ze mam sie o nic nie martwić ... I co? znowu wypomniane ....dziękuje za takie przeprosiny...
63 2015-02-19 22:07:03 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-02-19 22:07:45)
Moim zdaniem nie masz prawa wyciągać jego choroby alkoholowej jako argumentu, skoro zdecydowałaś się zostać z nim.
Poza tym, on już nie pije?
Osobiście uważam, że macie oboje sporo za uszami, przede wszystkim komunikacja kuleje.
Usiądźcie i porozmawiajcie jak ludzie.
Ja uważam ze problem jest złożony i to jest pewna jego cześć.
Nie tyle... Chociaż mam pewne zastrzeżenia... Podobno czepiam sie... Ekspertem nie jestem...
65 2015-02-19 22:09:42 Ostatnio edytowany przez Dziwn sytuacja (2015-02-19 22:11:24)
nie jestem alkoholikiem! Nie jestem od niczego uzalezniony! Kiedys owszem, na imprezach, za "malolata" sie wypilo wiecej, robilo glupstwa ale prosze mi uwierzyc nie to jest tu kryterium i jakims wyznacznikiem. NIkogo nie biłem! No na liosc boska co tu sie dzieje! Chodziłem na terapie bo sobie popalałem ale nie z powodu alkoholu!
Dziecko w drodze a ja sie wadze na forum z partnerka. Napisalem tamtego posta tylko, zeby sprostowac sytuacje bo partnerka wysyła mi całe te konwersacje i twierdzi, że ze mną jest cos nie tak bo inni ludzie, co nawet nie wiedzą jak jest i jaki jestem, mnie oceniają po tym co napisała... No to chcialem, zeby choć teraz pisali obiektywnie bo znają moje zdanie i stanowisko. Proszę uszanować to, że nie bede pisał dalej i to nie z obawy ale to sie robi chore... Mogę z nią rozmawiać na żywo. To nie przedszkole lecz powazne zycie a dzidzius coraz blizej...