Nie pracowałam zaszłam w ciąże, facet dobrze zarabia i płacił za mieszkanie, ja za jedzenie (pieniądze od rodziców, wstyd, ale brać musiałam, bo taki był mój "warunek" mieszkania razem- ja mialam płacić za jedzenie). W 7 miesiącu ciąży wyprowadziłam się do rodziców. On był tak sfrustrowany, że musi mnie utrzymywać, że o wszystko się czepiał i wszystko było w domu zrobione nie tak. Nie wytrzymałam kłótni i płaczu - wyprowadziłam się. Teraz mam miesięczną córeczkę i nadal mieszkam z rodzicami. Kochamy się, chcemy ze sobą być, ale temat pieniędzy to jakaś zmora.
Niepokoją mnie pewne fakty- Planujemy ze sobą zamieszkać, jednak on w pewnej rozmowie powiedział: "w końcu nie będę musiał sam płacić tyle kasy za mieszkanie" więc ja musiałabym znaleźć pracę za conajmniej 2k żeby 1000 przeznaczyć na dom, żłobek, jakieś swoje wydatki - nic nie odłożę, przy czym on zarabia teraz 4-4,5k.
Po 2. Mówi, że może mi kupić wszystko co chcę tylko mam powiedzieć co bym chciała, bo on nie będzie mnie prosić żeby mi coś kupić sam. Więc rzuciłam ostatnio, że chciałabym pewną rzecz i to pomoże mi w rozwijaniu siebie. Najpierw powiedział "kup sobie" jak powiedzialm, że nie mam teraz tyle pieniędzy to on powiedział, że tyle to on w portfelu nosi, po czym rzucił, że może mi dołożyć stówkę. Nic na to nie odpowiedziałam, więc zdziwiony zapytał czemu mu nie dziękuję i nie jestem wdzięczna za ten gest...
Wiem, że o każdą złotówkę musiałabym się go prosić gdybym mieszkała z nim i dzieliła budżet. Nie wyobrażam sobie tego. Jest troche zadufany w sobie przez to, że w tak młodym wieku tyle zarabia.
Wcześniej mieszkaliśmy już razem i on odłożył na super auto a ja ledwo wiązałam koniec z końcem. Nie stać mnie było nawet na kupienie czegoś extra np. dobrych spodni czy dobrej bielizny, dobrych butów... całą zimę chodziłam w takich za 40zł. A on w tym czasie odkładał dobrą kasę i kupował wszystko na co miał tylko ochotę. Możecie sobie wyobrazić jak się czułam. Ale to było przed zajściem w ciąże, wtedy żyliśmy każdy na swój rachunek. Teraz to trochę co innego, jesteśmy rodziną, ale coraz częściej zastanawiam się nad sensem tego. Ostatnio w kłótni wypomniał mi jak to on utrzymywał mnie w ciąży, niby później przeprasza ale wiem, że ciągle mu to ciąży na sercu. Pytanie tylko po co chce ze mną być skoro ma o mnie negatywne zdanie...
Mam mozliwosc pracy na pol etatu, wieczorami. Bardzo fajna praca, zdobylabym dosiadczenie i co wazne studiuje ten kierunek na studiach zaocznych. Kokosow nie ma.. jakies 650zł. Ale gdzie miałabym te pieniądze włożyć, w co? Mieszkanie, rachunki, jedzenie, swoje potrzeby (których nazbierało się już dużo, przez ostatnie pół roku, brakuje mi najpotrzebniejszych rzeczy) czy dziecka?
Jak wy byście to widzieli w zdrowej relacji partnerskiej? Nie mam niestety takowego przykładu wyniesionego z domu rodzinnego, ponieważ mój tatulek oddawał mamie całą wypłatę, dorabiając na boku na swoje przyjemności typu paliwo, fajki czy piwo.