Piatgoras Twoje impertynenckie komentarze przyprawiają mnie o zawrót głowy. W niczym nie przypominają dyskusji, czy przyszedłeś tu wyżyć się, może coś ci nie wyszło.....
Co do meritum. Dzielicie włos na czworo. Dopatrujecie się szeregu uwarunkowań, a to że Piotruś Pan, a to że boi się utraty niezależności , a to to a to tamto. Ciekawa jestem ile z was jest w tym momencie w związku małżeńskim?
Przesadzacie rozmieniając się na drobne. Prawda jest jedna i niezmienna.
MĘŻCZYNA OŻENI SIĘ z kobietą, pod jednym warunkiem, iż MA PEWNOŚĆ ŻE MA PRZED SOBĄ WŁAŚCIWĄ KOBIETĘ.
Tyle, i aż tyle. I nawet jak sam nie wierzy, że cokolwiek mu ten papierek pożytku przyniesie, nawet jak to będzie dla niego formalność, to zrobi to ożeni się z nią pod każdą szerokością geofraficzną, jeśli wie, że to dla niej ważne.
Oczywiście możecie ciosać mu kołki na głowie drogie panie, możecie stawiać na partnerskie (haha) rozmowy. W waszych oczach jesteście postępowe, a w jego oczach przyduszacie go, zabieracie mu właśnie ową niezależność. A tak naprawdę upokarzacie się stokrotnie, i prędzej czy później, nawet jak do rzeczonego mażeństwa dojdzie, ów fakt się na was zemści. Minie trochę czasu, i przyjdziecie tu na forum wylewać swoje żale, że się przyjaźni z koleżanką z pracy, że ukrywa telefon, że was nie szanuje....Chcecie szacuku, zadbajcie o niego od początku. Szanujcie same siebie. Nie zabiegajcie o niego na każdym kroku, nie pierzcie mu tych gaci, w wieloletnich "związkach", bo pocieszacie się, że jesteście nie zależne, a tak naprawde jesteście żebraczkami o pierścionek.
A swoją drogą, ten kobiecy pęd, zaczynający się przed 30 tką ( a kończący się już w 33 roku życia hehehe) , a więc ten pęd do reprodukcji, domu, mieszkania i familii .....czasem myślę, że tylko uwarunkowany tylko tym, że koleżanki już mają, też jest żałosny. Bardzo. Najpierw latami żyjecie w związkach ( gdzie robicie za kucharkę i materac) a potem ciśniecie na małżeństwo. Prowadziecie te swoje PARTNERSKIE rozmowy. Nie sądzicie że to nieco zakłamane? I gdzie w tym jest miłość? Ani oni was nie kochają żyjąc z wami latami w tak zwanym związku, ani wy ich, traktując w pewnym momencie jako trampolinę do realizacji potrzeby pt. rodzina i dzieci.
Gdy jest to miłość, i co ważne jest to miłość prawdziwa, nie trzeba ani długo się zastanawiać, ani facet nie boi się utraty owej MITYCZNEJ niezależności, ani partnerskich ( pożal się Boże) rozmów, nie trzeba. Jest związek, potem małżeństwo. I tyle. I to dość szybko, i jest to oczywiste dla obojga.
Oczywiście zaraz zostanę zlinczowana, za antyczne poglądy, naiwność itp. Ale nie boję się tego, bo wy tu wszystko linczujecie. W mniej lub bardzej kulturalny sposób.