cslady napisał/a:Mnie to po prostu sprawia frajdę, że każdego dnia idę sobie garderoby, wybieram ubrania, a później dopasowuję do tego makijaż i kolor lakieru. To taki rytuał, który uwielbiam, gdy mam na to czas. A jeśli mam mniej czasu, to wtedy wybieram "bezpieczne" zestawy i podobnie jest z makijażem. Dlatego posiadanie czy nie faceta niczego u mnie nie zmienia. Podejrzewam, że on i tak nie zauważa subtelnych różnic w makijażu. Dużo bardziej zwraca uwagę na ubranie i bieliznę. Chyba to właśnie bielizna najbardziej zmieniła się u mnie pod wpływem związku. Wcześniej nosiłam najczęściej jakieś komplety w kolorze cielistym, bo najlepiej pasowały pod jedwabne bluzki i generalnie do wszystkiego. A teraz bieliznę też dobieram pod kątem ubrania. Dla mojego faceta to zdecydowanie bardziej ważne niż makijaż, który jest mu kompletnie obojętny, dopóki nie mam twarzy usianej wypryskami.
No najważniejsze, to robić tak jak lubimy 
U mnie też facet nie zmienia tego co robię dla siebie, z tym, że u mnie ze strojem itp i makijażem inaczej, bo rzadko i niewiele się maluję, ale po prostu taka jestem i nie chcę niczego robić na siłę. Oczywiście dbam o higienę, czystość, o czyste, schludne ubranie, ale to czy wszystko do siebie pasuje kolorystycznie to mniej dla mnie ważne, paznokcie też średnio lubię malować. Aczkolwiek facet nie narzeka, bo jasne, tu przecież nie chodzi o to, bym robiła wszystko wbrew sobie, jasne, czasem się umaluję, założę coś fajniejszego, ale też na co dzień nie robię takich rzeczy koniecznie, skoro nie jest to dla mnie przyjemnością, no i myślę, że to jest ok. Za to lubię rzeczy pielęgnacyjne, dlatego właśnie rzadko się maluję, ale za to lubię mazidła i nawet często się smaruję. Co kto lubi ,wiadomo. Aczkolwiek jak pisałam kiedyś pójdę z ciekawości na profesjonalny makijaż, którego sama nie umiem i nie chcę mi się właśnie robić, to nie dla mnie na razie, ale jak ktoś zrobi, to czemu nie, kiedyś pójdę.
No rozumiem, jak ktoś ma problemy z cerę yessa to rozumiem, że może to dla tej osoby niekomfortowe. Warto jednak przełamywać się. Ja jak pisałam jestem przeciętna, większy nos, małe oczy z nie jasnymi, ale też nie ciemnymi i krótkimi rzęsami mało wyraźnymi (a mój facet na odwrót, bo ma długie rzęsy, niejedna dziewczyna może mu pozazdrościć, a ja to na pewno, bo ma o wiele dłuższe niż ja hehe) itp, mogłabym wiele nadrobić makijażem, ale skoro tego "nie czuję", to się nie zmuszam. Z drugiej strony jasne, że większy nos u kobiety też może być fajny, małe oczy też nie są najgorsze czy mało widoczne rzęsy, tzn może nie jestem pięknością, ale też nie wyglądam jak wycięta z szablonu, dla niektórych może to będzie ciekawa moja uroda, jakoś źle też nie jest, staram się lubić siebie
Owszem, na pierwszą randkę z moim facetem umalowałam się minimalnie więcej, nie byłam całkiem bez makijażu, ale też tak z dużym umiarem, żeby nie było zdziwienia potem, że ja mało się maluję, więc tak czy siak jakoś dużo się nie malowałam, nie dużo więcej. Od początku wiedział jak lubię, jaka jestem, byłam uczciwa. Jestem taka i trudno, komuś może się nie spodoba moja twarz, ale to tym nie ma co się przejmować, mi tak jest dobrze i ok. Czasem tylko pociągnę oczy tuszem, pomadka i tyle, zawsze to też coś, a jak nie chcę więcej, to to też może być, chodzi o własny komfort. A ja nie miałam problemów z cerą to prawda, ale jak piszę tak to jestem przeciętna. Grunt to robić tak, by nam było dobrze, oj powtórzyłam się, ale taka prawda
O włosy zaczęłam dbać, wiadomo, że ładniejsze na pewno dodadzą urody mi też, ale właśnie tutaj to pielęgnacja, to lubię, a malowania się nie, więc się za bardzo nie zmuszam i spoko 
No i bez malowania się moja pielęgnacja na pewno też coś daje, skóra nawilżona moja np na twarzy, więc pewnie ładniejsza, młoda, więc i brak makijażu szkody nie czyni, a i dzięki temu nie miałam dylematów, bo chłopak od początku widział jak wyglądam bez makijażu i nie było to dla mnie ani dla niego problemem. Właśnie, dla kochającego faceta nie jest to problemem. To czy kobieta często się maluje czy rzadko to jej wybór, kochający facet zrozumie jakby i rzadko się malowała jak ja. Nic na przymus, a oprócz tego też można być pociągającą jak najbardziej. Ja makijażu niezbyt jak pisałam, ale pielęgnacja tak, to akurat lubię no i czasem bransoletki czy coś, więc mimo braku makijażu i tego, że ubranie mam bardziej praktyczne niż wymyślne, to pewne atrybuty kobiecości są hehe 