luc napisał/a:in_ka napisał/a:ale udzia? wi?kszej liczby kobiet w polityce wyznacza pewne wzorce
a one s? istotne
Możesz rozwinąć?
Udział w polityce.
Zaczynając od wyborów. Mamy ustanawiać parytet dla kobiet na listach wyborczych? A jeżeli same kobiety nie chcą głosować na inne, to i tak kobiety powinny być wybrane?
W rządzie ma być ustalona liczba ministerialnych stołków, które muszą być obsadzone przez kobiety? Bez względu na fachowość (abstrahuję od naszych realiów
)?
Zauważ ile kobiet jest teraz "u władzy" w Polsce (w porównaniu z poprzednim rządem). Jest lepiej? Nie sądzę.
Też się nad tym zastanawiałam. Czy parytet będzie tylko na listach, czyli niekoniecznie będzie w sejmie po równo? Czy np. listy będą normalne (albo jakoś zmienione, dłuższe, żeby się więcej kobiet zmieściło?), ale np. wybranych zostanie 230 mężczyzn, 230 kobiet, nie patrząc na to, że część tych kobiet uzyska mniejsze poparcie niż mężczyzn? Znaczy, parytety będą na siłę, nieważne, że ludzie wybiorą inaczej?
Nie bardzo to rozumiem. Przecież, skoro są kobiety działające w polityce, to widocznie jest to możliwe bez parytetów. Wprowadzenie ich będzie oznaczało tylko tyle, że odbierze się głosującym możliwość wyboru.
Co do kwestii wychowania, to uważam mniej więcej tak, jak luc. Przecież nie każda kobieta nadaje się do wszystkiego. Nie mówię, że tylko wychowanie na to wpływa, bo jeśli np. rodzice wychowywali córkę tak, by była idealną matką, żoną i gospodynią, a ona miała inne poglądy, to przecież mogła się uczyć, później pracować itd. Z drugiej strony, jeżeli rzeczywiście sama uznała albo wmówiono jej, że jej jedynym powołaniem jest zajmowanie się domem i rodzenie dzieci, to może być perfekcyjną panią domu, ale... niekoniecznie dobrym posłem, ministrem, już nie mówiąc o konkretnych zawodach, które wymagają jakiejś wiedzy/papierków, których ona nie ma, typu sędzia, informatyk, hydraulik. Więc co jej da parytet? I tak nie zostanie mechanikiem, mimo że np. warsztat obok będzie musiał przyjąć kilka kobiet. Najpierw będzie musiała się do danego zawodu przygotować - a to mogła zrobić wcześniej, gdyby chciała.
Po prostu nie sądzę, że parytet wyciągnie z domu kobiety, które nie mają kompletnie umiejętności/wykształcenia i postanowiły nie pracować, bo np. mąż je utrzymuje. Jeżeli już, to efekt parytetu w zwykłych firmach widziałabym taki: firma z większą ilością mężczyzn, otwierają rekrutację na stanowisko programisty, kilku najlepszych kandydatów to faceci, CV idealne pod tę pracę, mnóstwo dodatkowych kwalifikacji powiązanych ze stanowiskiem, o które się ubiegają, ale pracę dostaje pierwsza z kobiet, która jedynie ma np. licencjat z informatyki i skończony staż, na którym głównie parzyła kawę. Sprawiedliwe?