netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Totalny mętlik w głowie

1 693 odpowiedzi142 904 wyświetleniazałożony przez kammiś, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 27 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 1 694 ]

326 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-10 02:22:30)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

/.../
Mogę być szczera?
trochę mnie pocieszyłaś.
bo naprawdę już jestem podłamana że jestem wyjątkiem który nie ma żadnych uczuć

Też nie wiem skąd to parcie. To oczywiste, że lepiej nie mieć dzieci jeśli się ich nie chce. To spora odpowiedzialność,. Wiele osób które "chcą" też nie powinny się za to brać. Nie można też przesądzać, że niecheć będzie wieczna, ale to wyjdzie w praniu.

327 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-10 02:26:02)

Odp: Totalny mętlik w głowie
NinaLafairy napisał/a:
kammiś napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Nie widze nic zlego w tym, ze ktos nie chce sobie utrudniac zycia dziecmi, ktore nie sa jego marzeniem.

Dzieci to w mojej opinii strata mojej energii i czasu. Nie mam 10 lat zeby ktos mi wmawial, ze z dziecmi da sie wszystko robic tak samo. Bo posiadanie dziecka oznacza, ze trzeba znalezc czas na wychowanie, rozmowy, problemy dzieciece, przebieranie, edukacje dziecka i choroby dziecka.
Przy tym nie kazde dziecko da sie uspane trzymac przy cycu i pracowac. Mojej kolezance tez tak wmawiali i tez, ze bedzie mogla nadal pracowac jak zawsze i nic z tego nie wyszlo. Dzieciak ciagle ryczal, klopoty ze spaniem, klopoty z karmieniem - klopoty ze wszystkim.

Mogę być szczera?
trochę mnie pocieszyłaś.
bo naprawdę już jestem podłamana że jestem wyjątkiem który nie ma żadnych uczuć

Dziewczyno, zobacz jak Ty kochasz zwierzeta. Jak mozesz nie miec zadnych uczuc, skoro potrafisz swoje uczucia wyjac poza swoj wlasny gatunek?

Ale często nie potrafie w obrębie swojego gatunku.
zwierzęta kocham, chyba dlatego, bo nigdy nie zrobiły mi krzywdy - ani psychicznej ani fizycznej (ludzie robili psychiczną) - mimo że przecież koń czy dog niemiecki mógłby mnie zabić, gdyby chciał.
kot mnie leje, ale to dlatego że nie jest przytulasem, a ja nie zawsze to szanuję wink

Aaaa, ET - mówisz o empatii.
najciekawsze jest to, że nie mam z nią żadnego problemu jeśli chodzi o zwierzęta właśnie.
łatwo mi wyobrazić sobie jak może się czuć, łatwo mi zrozumieć o co im chodzi nawet gdy ich właściciele mają problem.

mhm, ze zwierzętami nie trzeba rozmawiać. rozmawianie chyba przychodzi mi z trudem.
umiem mówić dużo i ładnie, ale nie umiem rozmawiać, takie mam wrażenie.

328

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

/.../
Aaaa, ET - mówisz o empatii.
najciekawsze jest to, że nie mam z nią żadnego problemu jeśli chodzi o zwierzęta właśnie.
łatwo mi wyobrazić sobie jak może się czuć, łatwo mi zrozumieć o co im chodzi nawet gdy ich właściciele mają problem./.../

To ludzie są jak takie duże zwierzęta. Podstawy są te same. Reszta to szczegóły.

329

Odp: Totalny mętlik w głowie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
kammiś napisał/a:

/.../
Aaaa, ET - mówisz o empatii.
najciekawsze jest to, że nie mam z nią żadnego problemu jeśli chodzi o zwierzęta właśnie.
łatwo mi wyobrazić sobie jak może się czuć, łatwo mi zrozumieć o co im chodzi nawet gdy ich właściciele mają problem./.../

To ludzie są jak takie duże zwierzęta. Podstawy są te same. Reszta to szczegóły.

Ale ja nie wierzę ludziom.
Ludzie co innego robią, co innego mówią, co innego myślą, a co innego jeszcze czują.
zwierzęta nie są obłudne.

330 Ostatnio edytowany przez danzelwashin (2015-02-10 02:40:27)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

umiem mówić dużo i ładnie, ale nie umiem rozmawiać, takie mam wrażenie.

Uwierz, to jest wszystko zwiazane z egocentryzmem i niedojrzałością. Brak miłości ze strony obojga rodziców (czulosc, akceptacja przede wszystkim) to wszystko u ciebie zaplenił. Typowe objawy, plus doszłoby do tego nieumiejetnosc utrzymywania długotrwałych relacji z wyjątkiem w tych w których osiągasz korzyści, w tym jesteś "prowadzona przez życie" przez kogoś jakby ojca. To trochę wypacza relacje miłosne, a przyjacielskie skraca.

Perfekcjonizm, chec bycia (i poczucie bycia) wyjatkowym, kims na topie, ambitnym, troche zanizanie wartosci innym, brzydzenie sie ludzmi, dziecmi, czeste napiecia emocjonalne, nerwice, lęki, panika, "roztrzepanie", brak stabilnosci, szukanie bezpieczenstwa i akceptacji u innych choc maskujac to swoja "zajebistoscia". Moze tez byc poczucie niezrozumienia z innymi. Impulsywnosc, obrazanie sie i identyfikowanie tylko z takimi ludzmi ktorzy maja poglady zbieżne. Po kolei to idzie. Trudne do "leczenia" bo skads ta milosc trzeba dostac i umiec przyjąć w pelni. Nie tylko na warunkach. Jak dojrzejesz moze ci sie zmienic wszystko w glowie, nawet preferowany typ mezczyzny.

331 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-10 02:46:20)

Odp: Totalny mętlik w głowie
danzelwashin napisał/a:
kammiś napisał/a:

umiem mówić dużo i ładnie, ale nie umiem rozmawiać, takie mam wrażenie.

Uwierz, to jest wszystko zwiazane z egocentryzmem i niedojrzałością. Brak miłości ze strony obojga rodziców (czulosc, akceptacja przede wszystkim) to wszystko u ciebie zaplenił. Typowe objawy, plus doszłoby do tego nieumiejetnosc utrzymywania długotrwałych relacji z wyjątkiem w tych w których osiągasz korzyści, w tym jesteś "prowadzona przez życie" przez kogoś jakby ojca. To trochę wypacza relacje miłosne, a przyjacielskie skraca.

Ale ja od zawsze - odkąd pamiętam, odkąd chęć posiadania faceta się we mnie obudziła, znaczy nie chęć posiadania ale zainteresowanie facetami - chciałam mieć silnego faceta który będzie nade mną w jakiś sposób dominował.
(właśnie, mógłby trochę bardziej, bo się rozwydrzam)
właśnie, widzę u siebie strasznie dużo sprzeczności.
podam na przykładzie najbardziej banalnym jaki przychodzi mi do głowy pierwszy z brzegu
mnie facet nie może pytać gdzie chciałabym iść na kolację, do którego kina chciałabym iść i na co itd.
mnie facet może zapytać czy mam czas
i powiedzieć "idziemy tu i tu"
oczywiście ma w gust trafić tongue

1. nie czuję się wyjątkowa ani zayebista. wręcz przeciwnie. czuję że mam braki - stąd lęk przed przytyciem i "piątką" z przodu na wadze
2. nie brzydzę się ludzi. bardziej się ich w istocie boję. brzydzę się tylko dzieci ale to obrzydzenie fizyczne - nie przed samymi dziećmi tylko przed tym co wydalają ciągle i że nic z tym nie robią przez tak długi czas
3. mhm, z tym zaniżaniem wartości innym.... jest sporo osób którym potrafię ją wręcz wyolbrzymiać. opiekun naukowy jest dla mnie panem bez wad - oślepłam, nie widzę nawet że wygląda jak piłka. to nie pociąg, tylko jakiś podziw, platoniczny całkowicie

co do typu mężczyzny - akurat wiem jakiego faceta potrzebuję, tak, tutaj nie mam wątpliwości i to jest constans. wiem to od dawna, od początków liceum jakiego szukałam. opiekuńczego, ale jednocześnie BARDZO stanowczego. wyrozumiałego, ale nie romantyka, absolutnie. i to nie chodzi o to że nie-romantycy nie dają kwiatów. dają. ale nie "jarają" się wszystkim i nie okazują emocji. i co najdziwniejsze - mam ZUPEŁNIE INACZEJ NIŻ WIĘKSZOŚĆ KOBIET - u mnie nie można sobie randki "wychodzić". inne ulegają, dają się zaprosić bo się stara, coś z tego wychodzi albo nie. u mnie nie. ja widzę, potem słyszę ton głosu, widzę mowę ciała i już wiem czy się umówię na te głupią kawę czy nie. albo czy chociażby myśl o umówieniu się przejdzie mi przez głowę.

332 Ostatnio edytowany przez danzelwashin (2015-02-10 02:43:57)

Odp: Totalny mętlik w głowie

To znaczy ma sie domyślić i wszystko wiedzieć, zarządzić, a jak nie trafi to kara będzie smile Z tego też chyba powinnaś wyrosnąć, bo całe zycie mieć kogoś kto tak potrafi to niemożliwe jest, to nie robot i jasnowidz...
Sprzeczności też poniekąd mogą byc hipokryzją i obłudą, którą sie brzydzisz wink

Tzn ludzie mogą Cie odbierac np jako arogancką, wyniosłą, w centrum uwagi, a to wlasnie kompleksy wyjawione przez brak poczucia bezpieczenstwa, ktore powinni rodzice wypelnic w danym wieku.

333 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-10 02:49:39)

Odp: Totalny mętlik w głowie
danzelwashin napisał/a:

To znaczy ma sie domyślić i wszystko wiedzieć, zarządzić, a jak nie trafi to kara będzie smile Z tego też chyba powinnaś wyrosnąć, bo całe zycie mieć kogoś kto tak potrafi to niemożliwe jest, to nie robot i jasnowidz...
Sprzeczności też poniekąd mogą byc hipokryzją i obłudą, którą sie brzydzisz wink

Tzn ludzie mogą Cie odbierac np jako arogancką, wyniosłą, w centrum uwagi, a to wlasnie kompleksy wyjawione przez brak poczucia bezpieczenstwa, ktore powinni rodzice wypelnic w danym wieku.

JAKA KARA? big_smile
heh, nie, żadnych kar, na pewno nie z mojej strony big_smile
po prostu lubię facetów dominujących i nie cackających się ze mną.

Edit: ja nigdy nie "karzę" faceta. kara to dla mnie coś przemyślanego, z premedytacja. tego nie robię
czasami mi puszczą nerwy nawet niepotrzebne, do tego się przyznaję, kłamać nie będę.
ale żadnych kar

334 Ostatnio edytowany przez danzelwashin (2015-02-10 02:56:09)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Np jeśli nie trafi w gust (domyśli?) to nie dostąpi zaszczytu bycia twoim mezczyzną, albo dostanie z liścia. Lubisz sobie tak chyba wyidealizować, że taki mądry, wie czego chcesz, odczytuje twoje potrzeby bez słów. Jednak wszystkim bys nie pozwoliła na nie cackanie się. Dla mnie trudn sobie wyobrazic takie ustawianie dorosłej osoby i jak to w praktyce wygląda (nie liczac przykładu wyzej, bo to łagodne dość sie wydaje).

kammiś napisał/a:

co do typu mężczyzny - akurat wiem jakiego faceta potrzebuję, tak, tutaj nie mam wątpliwości i to jest constans. wiem to od dawna, od początków liceum jakiego szukałam. opiekuńczego, ale jednocześnie BARDZO stanowczego. wyrozumiałego, ale nie romantyka, absolutnie. i to nie chodzi o to że nie-romantycy nie dają kwiatów. dają. ale nie "jarają" się wszystkim i nie okazują emocji. i co najdziwniejsze - mam ZUPEŁNIE INACZEJ NIŻ WIĘKSZOŚĆ KOBIET - u mnie nie można sobie randki "wychodzić". inne ulegają, dają się zaprosić bo się stara, coś z tego wychodzi albo nie. u mnie nie. ja widzę, potem słyszę ton głosu, widzę mowę ciała i już wiem czy się umówię na te głupią kawę czy nie. albo czy chociażby myśl o umówieniu się przejdzie mi przez głowę.

Tu okey, ale w wieku nastu lat czy teraz nadal jesteś na podobnym poziomie dojrzałości. To sie może zmienić kiedy bedziesz na wyższym etapie, choc glowne cechy sie nie zmienią. Kolezanki pewnie z braku laku dają szansę, jak desperatki byle mieć kogokolwiek, albo uznają więź emocjonalną (przez czułość chociażby), co u nie każdej kobiety budzi pożądanie. Dlatego pewnie tak malo rozmawialiscie na poczatku by sie dobrze poznać, a mocniej liczyła sie biologiczna chemia

335 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-10 03:03:20)

Odp: Totalny mętlik w głowie
danzelwashin napisał/a:

Np jeśli nie trafi w gust (domyśli?) to nie dostąpi zaszczytu bycia twoim mezczyzną, albo dostanie z liścia. Lubisz sobie tak chyba wyidealizować, że taki mądry, wie czego chcesz, odczytuje twoje potrzeby bez słów. Jednak wszystkim bys nie pozwoliła na nie cackanie się. Dla mnie trudn sobie wyobrazic takie ustawianie dorosłej osoby i jak to w praktyce wygląda (nie liczac przykładu wyzej, bo to łagodne dość sie wydaje).

Ale ja już mówię o ZWIĄZKU. Nie o poznawaniu nowych.
Oczywiście że innym bym nie pozwoliła, bo w ogóle na nic im nie pozwalam bo od tego mam jednego.
To nie o ustawianie chodzi. Oj, nie wiem jak to wytłumaczyć, a nie chcę się z najbardziej osobistych aspektów swojego życia zwierzać tongue
po prostu nie jestem osobą która ciągle oczekuje wylewu czułości i romantyzmu, raczej prawie wcale ich nie oczekuję.
I nie chodzi o ograniczanie niezależności.

Co do poznawania faceta - było tak że nadmiernie się wysilający byli z góry skreśleni. Podświadomie, nic nie czułam. Byli tak "oczywiści" że straciłam jakiekolwiek zainteresowanie.
Jakby to powiedzieć... facet nie może (nawet już w związku) za mną ciągle biegać. ma mieć swoje życie i je szanować i nie rezygnować z niego dla serduszkowego wielkiego love. ma zrobić tak, żebym czekała i się w końcu doczekała.
nie wiem jak to ująć.
żeby było mi go ciągle mało mimo że nawet ze mną mieszka a nie żebym chciała od niego odpoczywać ciągle.

336

Odp: Totalny mętlik w głowie

Tak z ciekawości, jakie masz libido? Z opisu mowisz, że gustujesz w typie faceta bardzo męskiego , nieuczuciowego, nieczułego. Mozna domniemać że jesteś całkiem seksowna (choc niedojrzała) i jesli libido jest wysokie to potrzebujesz kogoś kto ci "da radę", stąd podświadomy pociag do jakosciowych genów. Aha i jak sie koleżanki zapatrują na twojego faceta? Też je pociąga, czy na odwrót mają?

337 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-10 04:06:04)

Odp: Totalny mętlik w głowie
danzelwashin napisał/a:

Tak z ciekawości, jakie masz libido? Z opisu mowisz, że gustujesz w typie faceta bardzo męskiego , nieuczuciowego, nieczułego. Mozna domniemać że jesteś całkiem seksowna (choc niedojrzała) i jesli libido jest wysokie to potrzebujesz kogoś kto ci "da radę", stąd podświadomy pociag do jakosciowych genów. Aha i jak sie koleżanki zapatrują na twojego faceta? Też je pociąga, czy na odwrót mają?

nie mów mi o moim facecie i koleżankach, bo mam traumę.
kilka postów wyżej.
moja WIELOLETNIA przyjaciółka zachlana w trupa się do niego przystawiała w MOIM WŁASNYM DOMU (mam silny instynkt terytorialny big_smile - to żart, po prostu dom to zawsze był mój azyl).
tak, raczej podoba się kobietom. dopóki ich nie upieprzy na kolokwium.

nie nieczułego, ale bycie czułym można różnie rozumieć.
facet nie może się PROSIĆ o seks bo to mnie odrzuca.
to nie jest kwestia "dania rade". raczej kwestia niebycia serduszkowym romantykiem.
nie wiem jakie mam libido. to zależy. od ilości czasu i od wypoczęcia.
jak mam wolne to duże, jak mam 2 egzaminy/kolokwia w tygodniu to małe.  i od tego ile czytam (ale to tylko ostatnio, właściwie z miesiąc-dwa) big_smile
i tu nie chodzi o częstotliwość, to akurat ma mniejsze znaczenie.

lubię jak facet ma kontrolę nad sytuacją. bez podtekstów. o życie chodzi.
nie wiem czy jestem seksowna. nie wyglądam jak pamela anderson, nie jestem blondynką big_smile
nie mam wielkiego tyłka (tak promowanego ostatnio), jestem niewysoka.
nie mam długich włosów tongue
mówią że wyglądam trochę jak Paula z "Brzyduli" - znaczy jestem świadoma że tak się ubieram i maluję (bo lubię klasykę) i dokładnie tak jestem ścięta jaką aktorka miała perukę w serialu. Nie jestem taka wysoka. Koleżanka mówi że jak mnie widzi to ma zawsze takie skojarzenie, że to ta wredna okropna nieczuła postać z serialu big_smile co ciekawe, mimo że była wredna to było mi jej żal, nawet bardziej niż Uli. Ale to z jednego powodu - ona walczyła o SWOJEGO FACETA. To on był świnią, nie ona. Jakby nie chodził na boki, to by go nie szpiegowała. Akurat w kwestii szpiegowania jakbym dowiedziała się o jednym romansie to potem X lat pewnie robiłabym to samo co ona. tym bardziej że miała powody, i ciągle jej te powody dawał, a ona była cały czas wierna i go kochała.

lubię swój wygląd bo nie jest pospolity i  nie mam słowiańskiej urody (nie podoba mi się słowiańska uroda w większości).
mam bardzo jasną, bladą cerę, bardzo ciemne włosy i ciemną oprawę oczu. to się chyba nazywa typ europejski
jestem niepodobna do matki - ona ma typ nordycki. jak wzór kobiety III Rzeszy. Blondynka, niebieskie oczy, jasna karnacja, ale nie slowiański, bo słowiański to ciepłe barwy - u niej są zimne odcienie. też jest blada.

ET - mówiliśmy o tyciu/chudnięciu.
Nie przytyję, tego nie mogę obiecać nikomu. Ja mam od dawna świra.
Zawsze największym komplementem było dla mnie "jaka chuda" (np. na wfie w LO), mimo że wcale się za chudą nie uważałam.
pamiętam - ale wtedy byłam przed leczeniem - jak cieszyłam się w sytuacji w której była u nas w klasie jedna dziewczyna z anoreksją (była wysoka i to się baaaardzo rzucało w oczy) i potem jedna koleżanka z klasy powiedziała o mnie "o, następna".
Cieszyło mnie ważenie 42 kg przy 163 cm wzrostu i chciałam ważyć mniej.
Nie chcę przytyć bo dostaję świra i potem chcę na chama równać jak najbardziej w dół. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie np. przy wadze 53-57 kg  (ponoć prawidłowej)
a tak trzymam 49 co przy 163 cm nie jest straszną tragedią (opinia i internisty i psychologa), to właściwie dolna granica prawidłowej wagi, może 0,06 poniżej. Bo BMI prawidłowe zaczyna się od 18,5 a ja mam chyba 18,44.
Nie chodzę głodna, wręcz przeciwnie. Chociaż facet mi narzeka że mam pewnie "skurczony żołądek". zawsze wtedy udaję, że go nie słucham i daje sobie spokój. nie chcę się kłócić o takie pierdoły a do niego nie dochodzi że nie chcę o tym gadać więc wolę ignorować. nie mam skurczonego żołądka bo robię dni w które sobie "folguję" - np. raz na miesiąc i potrafię zeżreć pół pizzy (wstyd, wiem) big_smile
ale dużo zmieniło się na lepsze - rozumiem to że np. woda mi się zbiera w organizmie przed okresem i nie frustruje mnie to. że wieczorem ważę więcej niż rano o te pół kilo. kiedyś to był dla mnie powód do głodówki dwudniowej, dzisiaj podchodzę do tego normalnie.

338 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-10 16:43:08)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Poza tym... dlaczego z 20latka rozmawia sie o dzieciach?
Mam ochotę wykrzyczeć facetowi: "hej, ja mam 21 lat, jak byłeś w tym wieku to myślałeś o dzieciach? przede mną 2,5 roku studiów, aplikacja i doktorat! sam miałeś na to szansę to daj mi też spokój i szansę na to!"

To już brzmi, jakby Cię ktoś siłą do posiadania dziecka zmuszał. Jak rozumiem, osoby z twojego otocznia w tym facet wiedzą jakie masz zdanie na temat dzieci, zresztą on i tak nie może mieć dzieci więc możesz czuć się spokojna nikt nie będzie Cię namawiał, zachęcał, zmuszał. Wiesz o tym, a mimo to gdzieś tam w podświadomości, chociaż czysto teoretycznie czy abstrakcyjnie myśląc boisz się tego, że ktoś tego nie zrozumie nie zaakceptuje i masz potrzebę wręcz zademonstrować WYKRZYCZEĆ swoje poglądy.

To, że nie chcesz dziecka i nie masz instynktu macierzyńskiego jestem w stanie zrozumieć, ale twojego poglądu na temat dzieci w stylu:

kammiś napisał/a:

A jak klient będzie zamożny, to i wieczorem do domu będzie się do niego jeździć jak będzie sobie tak życzył. Ojcu się zdarzało. Z dzieckiem pojadę? Może będę je przewijać u klienta w salonie?!

Tego nie rozumiem. Jak to rozumieć, ty też tak przeszkadzałaś rodzicom w pracy? To jak ten klient zadzwonił do ojca to on Cię wziął ze sobą? I siedziałaś u klienta w salonie?! Dziecko zawsze można zostawić z opiekunką. I po problemie.
A z ciekawości kto Ciebie przewijał, wstawał w nocy, spędzał całe dnie, kto się poświecił?

Nie mówię tego, żeby Cię zachęcić do dzieci ale dla twojej świadomości, dziecko nie oznacza wcale końca kariery, ani poświęceń, można wszystko zorganizować, kompetentną, dyspozycyjną nianię która przyjmie elastyczny grafik pracy. A samemu rozwiać karierę, bawić się, a czas dla dziecka na pewno by się znalazł w weekendy. Więc wiesz nie każda matka jest ,,matką polką''.
To bardzo błędne myślenie, że dziecko wymaga poświęceń!

kammiś napisał/a:

Nie przytyję, tego nie mogę obiecać nikomu. Ja mam od dawna świra

Witaj w klubie, mam to samo big_smilebig_smile

P.S ale ogólnie rozumiem i bardzo pochwalam twoje podejście, że kariera na pierwszym miejscu!

339

Odp: Totalny mętlik w głowie

Kammiś, mi nie chodzi o to, żeby cię zmusić do poczęcia w wieku 21 lat, tylko żebyś spojrzała na macierzyństwo z innej, dojrzalszej perspektywy. Na razie masz w sobie jedynie błędne przekonania, a na ich podstawie nie da się podjąć świadomie decyzji. Przypominasz mi jedną moją znajomą, która nie chce mieć dzieci, bo uważa, że pochwa rozciąga się po porodzie do rozmiarów wiadra i nigdy nie wróci na swoje miejsce. Argument o jej elastyczności i o tym, jaki obwód ma rodzące się dziecko w najszerszym miejscu skutecznie ignoruje. To jest zaślepienie i ignorancja, a nie dojrzała decyzja o nieposiadaniu dzieci.

340

Odp: Totalny mętlik w głowie
Emilia napisał/a:

Kammiś, mi nie chodzi o to, żeby cię zmusić do poczęcia w wieku 21 lat, tylko żebyś spojrzała na macierzyństwo z innej, dojrzalszej perspektywy. Na razie masz w sobie jedynie błędne przekonania, a na ich podstawie nie da się podjąć świadomie decyzji. Przypominasz mi jedną moją znajomą, która nie chce mieć dzieci, bo uważa, że pochwa rozciąga się po porodzie do rozmiarów wiadra i nigdy nie wróci na swoje miejsce. Argument o jej elastyczności i o tym, jaki obwód ma rodzące się dziecko w najszerszym miejscu skutecznie ignoruje. To jest zaślepienie i ignorancja, a nie dojrzała decyzja o nieposiadaniu dzieci.

Owszem, może przemyślenia nie są dojrzałe ale nie powiedziałam nic co byłoby sprzeczne z prawdą - z dzieckiem nie zrobi się tyle ile bez dziecka, i nikt mi nie wmówi że jest inaczej. A Ty podałaś przykład bardzo skrajny bardzo spokojnego dziecka. Większość taka nie jest. Kuzynka powiedziała zresztą, że noworodek to jest najmniejszy problem, problem to jest 2-3 latek nad którym ciężko zapanować. A ja nienawidzę istot ruchliwych których muszę pilnować, poza tym sama nie jestem osobą która ma oczy dokoła głowy.
Poza tym dla mnie  - nawet patrząc obok - rodzenie dzieci w wieku 21 lat (na szczęście rzadkie wśród studentek) nie jest czymś dobrym. Co ciekawe mówią tak też DZIEWCZYNY KTÓRE DEKLARUJĄ ŻE W PRZYSZŁOŚCI CHCĄ MIEĆ DZIECI.
a dlaczego? z prostej przyczyny. bo człowiek chce trochę POBYĆ SAM. Dopiero co wyprowadził się z domu rodzinnego, może robić WSZYSTKO, CO ON SOBIE ZAŻYCZY I CO SOBIE WYMYŚLI. Dla mnie to absurd - zaraz z opieki rodzicielskiej wpadać w sidła bycia rodzicem i nigdy nie mieć absolutnej wolności.
Wiesz, tak szczerze, ja cenię sobie życie w którym mogę robić to co mi się podoba. Chcę wyjść z domu do koleżanki na drinka - wychodzę. Chcę jechać na weekend gdzieś tam - jadę. Chcę siedzieć do 4 w nocy i spać po południu - śpię. Nie budzi mnie kwilenie albo marudzenie. Chcę się upić (zazwyczaj nie chcę, ale tu o MOŻLIWOŚĆ a nie o sam fakt robienia czegoś chodzi) - upijam się.
Chcę iść do kina na film niekoniecznie dla dzieci albo wyjść z domu w środku nocy? Wychodzę. Chcę spędzić poza domem calusieńki miesiąc to tak robię. Chcę mieć porządek w domu - mam porządek. I nie muszę ciągle sprzątać bo ktoś bałagani bez powodu.
Zapytaj lekarza - pochwa NIGDY nie będzie taka jak przed porodem, ale to już szczegół.

Ludmiła, nie, ja miałam opiekunkę.

341

Odp: Totalny mętlik w głowie

Lekarza - faceta? Który nigdy nie rodził dzieci? Wystarczy, że zapytam matki i dziesiątek koleżanek. Żadna nie powiedziała, że pochwa im się rozepchała i nigdy nie wróciła do poprzednich rozmiarów. Nawet dziewczyna od pięciorga dzieci. To jest żaden argument.

342

Odp: Totalny mętlik w głowie
Emilia napisał/a:

Lekarza - faceta? Który nigdy nie rodził dzieci? Wystarczy, że zapytam matki i dziesiątek koleżanek. Żadna nie powiedziała, że pochwa im się rozepchała i nigdy nie wróciła do poprzednich rozmiarów. Nawet dziewczyna od pięciorga dzieci. To jest żaden argument.

Heh, ale ja nie mówię że to jest dla mnie argument do nierodzenia dziecka bo mnie w tym względzie interesują inne sprawy niż anatomia, więc może to i być żaden argument, bo to nawet mojej głowy nie zaprząta.
Mhm... faceci wiedzą co czują między innymi. I ginekolodzy-kobiety też pewnie potwierdzą.
Dla mnie argumentem jest to że niejednokrotnie zdarza się że kobieta musi z czegoś rezygnować dla dziecka. I nie, nikt nie wmówi mi że nie, bo się gdzieś wybitnie spokojne dziecko trafiło.

343

Odp: Totalny mętlik w głowie

Dziecko to osobista decyzja każdej kobiety. Jedno jest pewne, po tym nic nie będzie już takie samo. Cokolwiek będzie się działo zawsze już trzeba mieć na uwadze to, że nie jest się samemu. Ja mam 27 lat i totalnie nie czuję się na rodzicielstwo gotowa (nie wiem czy kiedykolwiek będę). Może dlatego, że gdzieś w środku sama czuję się dzieckiem , które musi iść swoją droga i odkryć jeszcze wiele rzeczy.

344 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-10 23:29:16)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Wiesz co myślę, że przydałaby Ci się jakaś bliska osoba dużo starsza, która dobrze Cię zna od dziecka. Osoba którą darzysz sympatią,  jest dla Ciebie autorytetem. Czujesz, że mogłabyś jej zaufać. Najlepiej ktoś z rodziny, może jakaś ciotka, twoja  chrzestna, a może ta opiekunka. Ktoś kto dobrze by znał Ciebie i twoją rodzinę, kto znałby twoje dzieciństwo. Bo my wiemy tyle ile nam napiszesz, rodzice i dziadkowie...każdy będzie miał swoją wersję. A już taka ciotka która Was zna będzie bardziej obiektywna.
No a przyjaciółka w twoim wieku pewnie Cię nie do końca zrozumie. Facet też niektórych rzeczy mu przecież nie wyznasz a i też może nie wszystko zrozumie. A tobie przydałby się jakaś ciepła osoba, starsza, która już zna życie. Jeżeli to będzie osoba z rodziny, to masz ten plus, ze nie będziesz jej musiała opowiadać o rodzicach, dzieciństwie bo ona będzie znała temat. Więc może warto się rozejrzeć za jakąś cioteczką dobrą radą. Której mogłabyś się zwierzać zarówno ze spraw sercowych, jak i rodzinnych.  Która mogłaby być przyjaciółką od serca. Co o tym myślisz?

A jeszcze tak na marginesie: znasz jakieś stare dobre małżeństwo? ale mówię o takim co mają co najmniej 20 lat stażu. Żeby można brać z nich przykład, wzorować się. Żebyś mogła pomyśleć o ja też bym tak chciała. To niezwykle ważne znać takie małżeństwo bo to daje wiarę w miłość, w trwałe uczucie, bycia razem na dobre i złe,
stare dobre kochające się małżeństwo daje przykład że miłość nie jest jak yeti, wszyscy słyszeli nikt nie widział. Tylko czysty przykład z życia, namacalny.
Od takich kochających małżeństw z 20....letnim stażem można się wiele nauczyć, wiele podpatrzeć.

345 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-11 02:40:37)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ludmila - tak, dziadkowie.

Heh, mam spac a moj mozg jest wlasnie najbardziej aktywny. Leze i sie wierce, facet padl po filmie
Ja ryczalam (na filmie). Czesto rycze na filmach. Zwlaszcza takich.
Napisalam o sobie - to co szczerze mysle - ze potrafie byc bezwzgledna wobec innych ludzi. Moze i potrafie jakos tam krzywdzic. Ale zauwazylam jedno, nie wiem czemu. Rownych sobie. Nie mam serca odmowic slabszemu. Dziecka nie skrzywdze, mimo ze za nimi nie przepadam. Jak mnie ktos poprosi zebym kupila mu jedzenie to kupie (pieniedzy nie dam zeby nie przepil). Przed chwila skonczylismy ogladac film i przez ciekawosc wygooglowalam sobie czy to (testy lekow i zabijanie ludzi w Afryce) mialo naprawde miejsce. Mi sie to nie miesci w glowie. Ogladam ten film 5 raz i zawsze na nim rycze
Ja bym czegos takiego nie zrobila, chocbym mogla zbic mjliony. Nie znecam sie nad slabszymi, slabszym trzeba pomagac.
Nie mam z kolei oporow zeby "przysrac" dziewczynie z grupy. Publicznie. Ale nie tej cichej i spokojnej - jej nigdy. Tej pyskatej i pewnej siebie, niech zobaczy ze na tych swoich trojach jest kretynka, skoro mowi o mnie ze jestem kujonem. Sa u nas w grupie dwie "wieksze dziewczyny" - obie nie ucza sie zbyt dobrze. Jedna jest wlasnie cicha i spokojna i jej nie mialabym czelnosci "przysrac", ba, nawet nie mialabym sumienia bo zle bym sie z tym czula. Druga jest ordynarna i bezczelna, mowi na mnie "panna idealna". Jak pierwszy raz powiedziala to na glos to jej powiedzialam co mysle - bylo to upokarzajace, bo wytknelam jej wage i to ze 90 procent mezczyzn jest bardziej kobiecych niz ona. Wyrzutow nie mam, nie potrafie. Jak ktos zaczyna znaczy ze sam sie prosi. A nie jest "slabsza" ode mnie, ani psychicznie ani spolecznie wiec sie doigrala.
Uznaje rywalizacje i "dobijanie" tylko w grupie mniej wiecej rownej. Sprawia mi to satysfakcje. Sprawia mi tez satysfakcje pomoc slabszym.
Jeszcze jedno - pewnie wszyscy mysla ze oceniam wartosc czlowieka przez pryzmat zasobnosci portfela. Nie. Szanuje prawnikow i lekarzy, ale jednoczesnie bardzo szanuje policjantow ktorzy kokosow nie zarabiaja. Tak samo urzednikow szanuje (mimo ogolnej pogardy studentow prawa wobec studentow administracji) - maja mniej nauki niz my, tak ciut mniej, ale to nie jest ten shit jak na naukach spolecznych.  Nie potrafie z kolei (moze szanowac to zle slowo) studentow dziennikarstwa, politologii, komunikacji wizerunkowej, stosunkow itd. Z jednego prostego powodu - jak ktos sam mowi "latwiej wypasc z tramwaju niz nie zdac na dziennikarstwie to sorry". Na naszym wydziale uwalaja u nich zdaja wszyscy dla zasady... Prowadza okropny tryb zycia. Bylam u nich na konferencji i w kiblu slyszalam jak laska sie zalila ze dostala 4 a uczyla sie AZ 3 GODZINY! W ogole co oni robia w zyciu? Mam tam znajomych ktorzy nie pracuja, studiuja tam jeden kierunek i tylko chleja.
Nie potrafie tego docenic. Duzo bardziej szanuje robotnika ktory haruje 10 godzin zeby sie utrzymac niz tych nierobow i darmozjadow zylujacych na spoleczenstwie i nic do niego nie wnoszacych (co wnosi politolog??????). Nie wiem czemu. Moze dlatego ze ja cale zycie musialam zapieprzac. Najpierw w domu bo rodzice chcieli, potem do matury, teraz sama chce co nie znaczy ze przepraszam bardzo - u nich zdawalnosc jest wlasciwie 100 procent u nas zazwyczaj ponizej 50, bywa ze i 10. Kolezanka ciagle marudzi ze sie nudzi i ma srednia 4,6 u nas na taka srednia trzeba zapieprzac. Dla nich ogarniecie 20 stron na zajecia to jest duzo.  Niech wyucza sie ze szczegolami (bo przeciez wszystkie wylaczenia stosowania ustawy zwolnienia od kazdego podatku trzeba znac na pamiec, tak samo kwoty, terminy itd) 100 stron w jednym dniu - ze szczegolami, prawie na pamiec, to pogadamy. I jeszcze te ich narzekanie. Nie bez powodu u nas na wydziale jest zart "a wiec mowisz ze taka ciezka ta twoja politologia?". Wszystkich bawi.
No nie potrafie doceniac tych studentow. Co oni wniosa do spoleczenstwa? Wyzszy wskaznik bezrobocia?
Czasem sama siebie nie rozumiem. Na przyklad dlaczego ryczalam na tym filmie. Nad Tessa, nad Justinem czy nad zbiorowa mogila ludnosci afrykanskiej - sama nie wiem.
Chcialabym znowu nie jesc miesa - jedzac mam wyrzuty sumienia. Frustruje mnie strasznie to ze nikt tego nie rozumie, nawet moj wlasny facet. Czuje sie jak hipokrytka. z drugiej strony jak nie jem to zaraz mam wyniki do kitu. Poszlam do dietetyka ktory jest przychylny wegetarianom ale stwierdzil ze na razie powinnam jesc chociaz dwa razy w tygodniu.
Bezsens.

To forum mi pomaga. wygadywanie sie mi pomaga.

346

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Moze dlatego ze ja cale zycie musialam zapieprzac. Najpierw w domu bo rodzice chcieli, potem do matury, teraz sama chce co nie znaczy ze przepraszam bardzo - u nich zdawalnosc jest wlasciwie 100 procent u nas zazwyczaj ponizej 50, bywa ze i 10. Kolezanka ciagle marudzi ze sie nudzi i ma srednia 4,6 u nas na taka srednia trzeba zapieprzac. Dla nich ogarniecie 20 stron na zajecia to jest duzo.  Niech wyucza sie ze szczegolami (bo przeciez wszystkie wylaczenia stosowania ustawy zwolnienia od kazdego podatku trzeba znac na pamiec, tak samo kwoty, terminy itd) 100 stron w jednym dniu - ze szczegolami, prawie na pamiec, to pogadamy. I jeszcze te ich narzekanie. Nie bez powodu u nas na wydziale jest zart "a wiec mowisz ze taka ciezka ta twoja politologia?". Wszystkich bawi.
No nie potrafie doceniac tych studentow. Co oni wniosa do spoleczenstwa? Wyzszy wskaznik bezrobocia?

Jeśli się czegoś nie doświadczyło, nie można tego do końca zrozumieć. Niektórzy nawet nie próbują zrozumieć. Ale tylko Ty wiesz jak to jest przesuwać swoje granice w imię wyższego pragnienia. Zarywać noce, naginać czas, rezygnować z wielu rzeczy. To bardzo umacnia. I to co się czuje po takich akcjach rekompensuje wszystko smile

347 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-11 17:10:01)

Odp: Totalny mętlik w głowie

tak myślę o tych dzieciach - nie to zdecydowanie nie jest dla mnie, przynajmniej w ciągu najbliższych kilku lat.
Dla mnie po prostu priorytetem jest pewna wolność. Zawsze silnie odczuwałam potrzebę... mhm, nie wiem jak to nazwać, ale na przykład: nie wolno ruszać mojego laptopa, mojego telefonu, rodzice musieli pukać (i nawet matka pukała) do mojego pokoju, mimo że NIC specjalnego tam nie ma - nie romansuje przez sms, fb itd. A mimo to czuję się bardzo niekomfortowo kiedy ktoś bawi się moim telefonem albo tabletem - nie dlatego że może coś znaleźć tylko dlatego że to bardzo osobista rzecz.
Jestem w stanie wymienić od ręki - bez namysłu - ze 20 argumentów które świadczą o tym że dzieci nie są dla mnie:

1. Nie lubię dzieci. Nie mam instynktu.
2. Lubię ciszę. Dzieci mnie drażnią, bo są zbyt głośne.
3. Nie mam oczu dookoła głowy i nie czuję takiej potrzeby.
4. Jak śpię, to śpię. Wstawać specjalnie na życzenie niesamodzielnego stworzenia nie zamierzam.
5. Jestem pedantką. Mam koleżankę z byłej pracy która też jest pedantką i ma dziecko. I widać że ona tego dziecka nie lubi. Bo brudzi. Bo pociachało jej sukienkę za 2 tysiące, sukienkę, która była dla niej bardzo ważna. Bo nie potrafi pojąć w tej swojej główce że jak mamusia ma białą spódniczkę to sie nie dotyka po wyjściu z piaskownicy. I że nie rysuje się paneli jakimiś durnymi samochodzikami. Tak, nie zniosłabym śladów łap na szybach, pochlapanego lustra, ubadźganej i porysowanej podłogi. Kot nie świni - możecie mi wierzyć. Po zwierzętach trzeba sprzątać sierść - czyli raz na dwa dni wystarczy przepuścić po domu I-robota. Nikt mi nie bierze i nie rozgniata ukochanej szminki dopiero co kupionej która starcza na ogół na parę miesięcy.
6. Chcę móc wyjść z domu SAMA wtedy kiedy tylko mi się podoba. Tak jak wczoraj. Przypomniało mi się że muszę załatwić jedną rzecz w urzędzie to po prostu wyszłam, a potem spotkałam się z ojcem. Wypiłam w ciągu dnia drinka z ojcem nie martwiąc się że muszę odebrać nie wiadomo skąd dziecko.
7. Mogę oglądać sobie każdy film jaki chcę o każdej porze dnia. Tak jak wczoraj, oglądałam swój ulubiony film i NIE DO POMYŚLENIA jest dla mnie że dzieciak mógłby mi go przerwać, a może nie daj boże miałabym odpowiadać na szereg bezsensownych pytań w stylu: a czemu ten pan płacze? a czemu ta pani ma taki wielki brzuch? a czemu ten pan rozbiera tę panią? a czemu ci panowie biją tego pana? a czemu ten pan wymiotuje? a czemu ten pan strzela sam do siebie? itd. Pewnie powiedziałabym coś głupiego albo straciła cierpliwość - jedno z dwóch, zwłaszcza że po paru drinkach byłam.
8. Mogę sobie słuchać muzyki kiedy chcę mając wzgląd tylko na sąsiadów - w większości przygłuchych, starszych osób albo samotną matkę która pracuje a jej córka jest w szkole i same słuchają głośno. Nie muszę się martwić, że dzieciaka obudzę.
9. Nie muszę się pilnować co, kiedy i jak mówię.
10. Nie muszę udawać zadowolonej jak mam zły humor, bo o jeju dzieciaczkowi będzie smutno a nic złego nie zrobił.
11. Mogę sobie chodzić rozebrana po domu jak chcę. Bez podtekstów, robiłam tak odkąd zamieszkałam sama. Po prostu jak się człowiek rano szykuje i musi iść np. wziąć coś z łazienki - np. dezodorant to nie zastanawia się czy ma bluzkę czy nie. Zazwyczaj jedyną osobą która może mnie zobaczyć wtedy jest kot albo lekko wścibska sąsiadka w wieku po 70tce która siedzi w domu i wygląda przez okno a mieszka piętro wyżej niż ja jak mi się zdarzy przejść za blisko okna.
12. Nie muszę wszystkiego ciągle tłumaczyć. Jak mi się podoba to mogę założyć słuchawki na uszy i niczym się nie przejmować, mieć wszystko gdzieś.
13. Mam wiecej czasu dla siebie - nie piorę bez przerwy, nie sprzątam w każdym tygodniu, zakupy robię hurtowo raz w tygodniu, pranie raz na 2-3 tygodnie. Bo ja nie świnię spodni po 1 razie bo nie tarzam się po podłogach i nie wycieram w nie brudnych łap. Wiem czego potrzebuję a nie mam zachcianek w stylu że akurat chcę jakieś durne chrupki.
14. Chodzę spokojnie na zakupy i spędzam na nich tyle czasu ile mi się podoba. Ostatnio słyszałam koło centrum handlowego: "mamusiu, tylko nie do galerii, ja nie chce do galerii". Matka straciła cierpliwość, powiedziała  w końcu: "zamknij się". I się jej nie dziwię. Nie powinna użyć takich słów ale nie dziwię się że nie wytrzymała, bo pewnie tak całą drogę było.
15. Mogę mieć każde zwierzę jakie chcę. mhm, a ja znam swojego kota i to jak potrafi przypieprzyć. On się nie cacka, ja bym dziecka nie biła, ale on by sprał. Wiem jak jest jak sama sie spiesze i biegam po domu rano - nie raz mocno gryzie mnie w łydkę. Ostatnio się położyłam i kopał mnie w głowę tylnymi łapkami big_smile tylko że JA WIEM ŻE NIE MOŻNA KOTU ODDAWAĆ TYLKO TRZEBA DAĆ MU SPOKÓJ. A nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek uderzył mojego kota, szarpał go za ogon. Wyszłabym z siebie, wiem. I to mocno wyszłabym z siebie. Bardzo mocno. Zwierzę jest u mnie istotą która ma prawo do wolności od jakiegokolwiek bólu - poza koniecznymi zabiegami medycznymi - to prawo bezwzględne i nieograniczone, nie ważne co owe zwierzę zrobi. Wiem jak potrafi mój kot jak coś jest nie tak. Raz zdarzyło się że zupełnie przez przypadek przytrzasnęłam mu ogon trzymając go na rękach - ślepa ja. Dostałam 4 zęby prosto w torebkę stawową. I co sobie powiedziałam? Że on się bronił I TAK BYŁO. On nie wiedział że nie celowo. Ale naprawdę nie zniosłabym maltretowania kota - za to nie karciłabym kota za drapanie i łapanie, bo nie uznaję karcenia zwierząt. Kota się nie szkoli jak psa, żeby nie gryzł.
16. Mogę się zabrać gdzie chcę i jechać gdzie chcę.
17. Jak chcę to się mogę nawet upić i zachowywać jak idiotka. Nie chcę, ale tu o wolność chodzi. Nie muszę się przejmować że ktoś to sobie widzi albo nie widzi.
18. Nie biorę na siebie zobowiązań. Jak w związku by nie wyszło, to można sie rozstać bo się odpowiada tylko za siebie.
19. Nie muszę przerywać żadnych swoich zajęć i mogę pracować w spokoju absolutnym.
20. Nie muszę robić szeregu beznadziejnie nudnych rzeczy od oglądania bajki do układania puzzli po czytanie bajeczek.

348

Odp: Totalny mętlik w głowie

Kammis. Czemu i komu sie tlumaczysz zswojej niecheci do posiadania dzieci? Nie chcesz, Twoja sprawa. Ani Cie to nie czyni gorsza ani lepsza. Ot nie chcesz i tyle. Twoje prawo. Moze kiedys zechcesz, moze nie. Twoje prawo. I powod tez nie istotny. Nie wszystkie kobiety musza byc matkami, to, ze ktos kiedys powie Ci ze jestes egoistka, bo nie chcesz dziecka to problem tego kogos nie Twoj. Badz soba i tyle. Jak czytam to co piszesz to mam wrazenie, ze chcesz sie usprawiedliwic i wytlumaczyc. Po co?

349 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-11 17:12:04)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Jozefina napisał/a:

Kammis. Czemu i komu sie tlumaczysz zswojej niecheci do posiadania dzieci? Nie chcesz, Twoja sprawa. Ani Cie to nie czyni gorsza ani lepsza. Ot nie chcesz i tyle. Twoje prawo. Moze kiedys zechcesz, moze nie. Twoje prawo. I powod tez nie istotny. Nie wszystkie kobiety musza byc matkami, to, ze ktos kiedys powie Ci ze jestes egoistka, bo nie chcesz dziecka to problem tego kogos nie Twoj. Badz soba i tyle. Jak czytam to co piszesz to mam wrazenie, ze chcesz sie usprawiedliwic i wytlumaczyc. Po co?

Niektórzy twierdzą że jestem egoistką i że to co mówię jest złe - np. Emilia. Że to niedojrzałość. Ja staram się pokazać, ze to nie bierze się z powietrza bo znam siebie na tyle że wiem że dziecko by mnie drażniło.
Heh, lepszą na pewno nie. Niektórzy twierdzą że gorszą.

350

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
Jozefina napisał/a:

Kammis. Czemu i komu sie tlumaczysz zswojej niecheci do posiadania dzieci? Nie chcesz, Twoja sprawa. Ani Cie to nie czyni gorsza ani lepsza. Ot nie chcesz i tyle. Twoje prawo. Moze kiedys zechcesz, moze nie. Twoje prawo. I powod tez nie istotny. Nie wszystkie kobiety musza byc matkami, to, ze ktos kiedys powie Ci ze jestes egoistka, bo nie chcesz dziecka to problem tego kogos nie Twoj. Badz soba i tyle. Jak czytam to co piszesz to mam wrazenie, ze chcesz sie usprawiedliwic i wytlumaczyc. Po co?

Niektórzy twierdzą że jestem egoistką i że to co mówię jest złe - np. Emilia. Że to niedojrzałość. Ja staram się pokazać, ze to nie bierze się z powietrza bo znam siebie na tyle że wiem że dziecko by mnie drażniło.
Heh, lepszą na pewno nie. Niektórzy twierdzą że gorszą.

Nie musisz nic nikomu udowadniać. Żyj po swojemu. I tak zawsze się znajdą ludzie, którzy będą krytykować. A dlaczego gorszą?

351

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Niektórzy twierdzą że jestem egoistką i że to co mówię jest złe - np. Emilia. Że to niedojrzałość. Ja staram się pokazać, ze to nie bierze się z powietrza bo znam siebie na tyle że wiem że dziecko by mnie drażniło.
Heh, lepszą na pewno nie. Niektórzy twierdzą że gorszą.

Chodziło mi dokładnie o to, żebyś sobie uświadomiła, czego chcesz, a czego nie i dlaczego, żeby każda decyzja, którą w życiu podejmujesz była świadoma w stu procentach. Żebyś umiała wybrać to, co w danym momencie dla ciebie jest najlepsze. Żebyś nabrała zdolności do autorefleksji. Czyli w związku z tymi kilkunastoma punktami mogę uznać, że cel osiągnięty i nauczyłaś się zadawać sobie samej pytania i na nie odpowiadać? Warto, żebyś jeszcze poćwiczyła empatię. I umiejętność patrzenia na dany problem z różnych perspektyw unikając wartościowania. Ne mówię teraz tylko i wyłącznie o kwestiach związanych z byciem mamą bądź niebyciem.

352

Odp: Totalny mętlik w głowie
Emilia napisał/a:
kammiś napisał/a:

Niektórzy twierdzą że jestem egoistką i że to co mówię jest złe - np. Emilia. Że to niedojrzałość. Ja staram się pokazać, ze to nie bierze się z powietrza bo znam siebie na tyle że wiem że dziecko by mnie drażniło.
Heh, lepszą na pewno nie. Niektórzy twierdzą że gorszą.

Chodziło mi dokładnie o to, żebyś sobie uświadomiła, czego chcesz, a czego nie i dlaczego, żeby każda decyzja, którą w życiu podejmujesz była świadoma w stu procentach. Żebyś umiała wybrać to, co w danym momencie dla ciebie jest najlepsze. Żebyś nabrała zdolności do autorefleksji. Czyli w związku z tymi kilkunastoma punktami mogę uznać, że cel osiągnięty i nauczyłaś się zadawać sobie samej pytania i na nie odpowiadać? Warto, żebyś jeszcze poćwiczyła empatię. I umiejętność patrzenia na dany problem z różnych perspektyw unikając wartościowania. Ne mówię teraz tylko i wyłącznie o kwestiach związanych z byciem mamą bądź niebyciem.

Ok, empatia.
Ale nie mozna byc empatycznym w kwestii decyzji posiadania dziecka. On ma prawie 30stke a ja jestem ledwo po 20stce. Bylabym empatyczna i podswiadomie oskarzala o spieprzenie sobie zycia a dzieciaka nienawidzila. I tyle wyszloby z empatii. Co najlepsze on niemoze "wpasc" wiec musialoby sie to odbyc "medycznie" wiec tym bardziej mialabym pewnie pretensje.

353

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
Emilia napisał/a:
kammiś napisał/a:

Niektórzy twierdzą że jestem egoistką i że to co mówię jest złe - np. Emilia. Że to niedojrzałość. Ja staram się pokazać, ze to nie bierze się z powietrza bo znam siebie na tyle że wiem że dziecko by mnie drażniło.
Heh, lepszą na pewno nie. Niektórzy twierdzą że gorszą.

Chodziło mi dokładnie o to, żebyś sobie uświadomiła, czego chcesz, a czego nie i dlaczego, żeby każda decyzja, którą w życiu podejmujesz była świadoma w stu procentach. Żebyś umiała wybrać to, co w danym momencie dla ciebie jest najlepsze. Żebyś nabrała zdolności do autorefleksji. Czyli w związku z tymi kilkunastoma punktami mogę uznać, że cel osiągnięty i nauczyłaś się zadawać sobie samej pytania i na nie odpowiadać? Warto, żebyś jeszcze poćwiczyła empatię. I umiejętność patrzenia na dany problem z różnych perspektyw unikając wartościowania. Ne mówię teraz tylko i wyłącznie o kwestiach związanych z byciem mamą bądź niebyciem.

Ok, empatia.
Ale nie mozna byc empatycznym w kwestii decyzji posiadania dziecka. On ma prawie 30stke a ja jestem ledwo po 20stce. Bylabym empatyczna i podswiadomie oskarzala o spieprzenie sobie zycia a dzieciaka nienawidzila. I tyle wyszloby z empatii. Co najlepsze on niemoze "wpasc" wiec musialoby sie to odbyc "medycznie" wiec tym bardziej mialabym pewnie pretensje.

Czy on chce mieć dziecko w tym momencie?

354

Odp: Totalny mętlik w głowie

Rany, babo, empatia oprócz tematu posiadania dziecka. Empatia w stosunku do wszystkich wokół. A myślisz, że ja nie mam z tym problemu? Każdego sądzę własną miarą. Skoro ja potrafię, to inni też. A to nie takie proste. Bo każdy ma własne ograniczenia i własne zafałszowane przekonania o sobie. A podejście indywidualnie do każdej odrębnej istoty ludzkiej i patrzenie na nią jak na cud przychodzi mi z cholernym trudem. Ale cały czas nad sobą pracuję, bo to jest w życiu niebywale ważne. Dobrze by było, żebyś też zaczęła nad tym pracować - w kontekście bycia "sukowatą" w stosunku do niektórych ludzi.

355 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-11 22:19:55)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Nie potrafie z kolei (moze szanowac to zle slowo) studentow dziennikarstwa, politologii, komunikacji wizerunkowej, stosunkow itd. Z jednego prostego powodu - jak ktos sam mowi "latwiej wypasc z tramwaju niz nie zdac na dziennikarstwie to sorry". Na naszym wydziale uwalaja u nich zdaja wszyscy dla zasady... Prowadza okropny tryb zycia. Bylam u nich na konferencji i w kiblu slyszalam jak laska sie zalila ze dostala 4 a uczyla sie AZ 3 GODZINY! W ogole co oni robia w zyciu? Mam tam znajomych ktorzy nie pracuja, studiuja tam jeden kierunek i tylko chleja.
Nie potrafie tego docenic. Duzo bardziej szanuje robotnika ktory haruje 10 godzin zeby sie utrzymac niz tych nierobow i darmozjadow zylujacych na spoleczenstwie i nic do niego nie wnoszacych (co wnosi politolog??????). Nie wiem czemu. Moze dlatego ze ja cale zycie musialam zapieprzac. Najpierw w domu bo rodzice chcieli, potem do matury, teraz sama chce co nie znaczy ze przepraszam bardzo - u nich zdawalnosc jest wlasciwie 100 procent u nas zazwyczaj ponizej 50, bywa ze i 10. Kolezanka ciagle marudzi ze sie nudzi i ma srednia 4,6 u nas na taka srednia trzeba zapieprzac. Dla nich ogarniecie 20 stron na zajecia to jest duzo.  Niech wyucza sie ze szczegolami (bo przeciez wszystkie wylaczenia stosowania ustawy zwolnienia od kazdego podatku trzeba znac na pamiec, tak samo kwoty, terminy itd) 100 stron w jednym dniu - ze szczegolami, prawie na pamiec, to pogadamy. I jeszcze te ich narzekanie. Nie bez powodu u nas na wydziale jest zart "a wiec mowisz ze taka ciezka ta twoja politologia?". Wszystkich bawi.
No nie potrafie doceniac tych studentow. Co oni wniosa do spoleczenstwa? Wyzszy wskaznik bezrobocia?

No tu to się nie zgodzę.
Ty jesteś osobą zdolną, bez większego problemu nauczysz się tych 100 stron. Natomiast dla kogoś mniej zdolnego te 20 stron to będzie dużo. Jest też kwestia tego, że przecież nie każdy będzie prawnikiem lub lekarzem. W społeczeństwie musi być równowaga.
Na studiach prawniczych trzeba wkuwać bo z tego co mi wiadomo są tam same praktyczne rzeczy, ustawy, kodeksy. Natomiast jest wiele takich kierunków studiów na których, duża część przedmiotów jest tylko teoretyczna, a praktyka daje zupełnie co innego. Np. psychologia społeczna, dziennikarstwo, tu chyba najbardziej liczy się pasja, umiejętności, podpatrywanie mistrzów. Ja uważam, że wiele z tych kierunków społecznych powinno studiować się zaocznie, a umiejętności praktyczne nabywać w pracy.

Ty masz takie podeście, o czym już pisałaś, że lubisz uczyć się rzeczy konkretnych praktycznych prawo, ekonomia. Coś co da Ci stabilną przyszłość i pewne pieniądze. Ale są tacy ludzie o duszach lekkoducha, artysty, podróżnika...i ich takie rzeczy praktyczne by nudziły.
Oni może nie tyle olewają co maja inne podejście. Np. znam taką dziewczynę po stosunkach międzynarodowych, która studiowała bardziej dla papieru, a całe studia jeździła na misje, podróżowała, działała w różnych organizacjach. Powiedziałabym, że ona ma dużą większe doświadczenie i wiedzę niż nie jeden co studiował dziennie na samych 5.

Bardzo trudno by porównać naukę prawa do dziennikarstwa. Prawo to bardziej stabilna, stała praca. Uczysz się ustaw, one potem się przydają. A dziennikarstwo? Tego raczej uczysz się przez całe życie, odkrywasz, jesteś artystą, to od Ciebie zależy co napiszesz, co stworzysz.
Wy macie więcej nauki bo studenci prawa uczą się tego co już jest napisane w książkach, w tych wszystkich kodeksach.
A studenci dziennikarstwa uczą się sami pisać, kreatywności, koncepcji, pisania, komponowania, wyobraźni.

Ty już w miarę możesz określić czym się będziesz zajmować po studiach, na czym to będzie polegać, gidze będziesz/możesz pracować.
A dziennikarz? Cóż gdzie praca tam on. Jest akcja, jest materiał, jazda! To raczej praca niestabilna, z drugiej strony zależy od profesji czy rzecznik prasowy, korespondent, czy redaktor pisma.
Ale ja mówię tu o takich dziennikarzach z pasją, dla których dziennikarstwo jest misją. Nie tylko papierkiem dla mgr.
Każdy zawód jest dobry, jeżeli wykonujemy go z pasją z zaangażowaniem, jak najlepiej.

356 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-11 22:59:31)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

1. Nie lubię dzieci. Nie mam instynktu.
2. Lubię ciszę. Dzieci mnie drażnią, bo są zbyt głośne.
3. Nie mam oczu dookoła głowy i nie czuję takiej potrzeby.
4. Jak śpię, to śpię. Wstawać specjalnie na życzenie niesamodzielnego stworzenia nie zamierzam.
5. Jestem pedantką. Mam koleżankę z byłej pracy która też jest pedantką i ma dziecko. I widać że ona tego dziecka nie lubi. Bo brudzi. Bo pociachało jej sukienkę za 2 tysiące, sukienkę, która była dla niej bardzo ważna. Bo nie potrafi pojąć w tej swojej główce że jak mamusia ma białą spódniczkę to sie nie dotyka po wyjściu z piaskownicy. I że nie rysuje się paneli jakimiś durnymi samochodzikami. Tak, nie zniosłabym śladów łap na szybach, pochlapanego lustra, ubadźganej i porysowanej podłogi. Kot nie świni - możecie mi wierzyć. Po zwierzętach trzeba sprzątać sierść - czyli raz na dwa dni wystarczy przepuścić po domu I-robota. Nikt mi nie bierze i nie rozgniata ukochanej szminki dopiero co kupionej która starcza na ogół na parę miesięcy.
6. Chcę móc wyjść z domu SAMA wtedy kiedy tylko mi się podoba. Tak jak wczoraj. Przypomniało mi się że muszę załatwić jedną rzecz w urzędzie to po prostu wyszłam, a potem spotkałam się z ojcem. Wypiłam w ciągu dnia drinka z ojcem nie martwiąc się że muszę odebrać nie wiadomo skąd dziecko.
7. Mogę oglądać sobie każdy film jaki chcę o każdej porze dnia. Tak jak wczoraj, oglądałam swój ulubiony film i NIE DO POMYŚLENIA jest dla mnie że dzieciak mógłby mi go przerwać, a może nie daj boże miałabym odpowiadać na szereg bezsensownych pytań w stylu: a czemu ten pan płacze? a czemu ta pani ma taki wielki brzuch? a czemu ten pan rozbiera tę panią? a czemu ci panowie biją tego pana? a czemu ten pan wymiotuje? a czemu ten pan strzela sam do siebie? itd. Pewnie powiedziałabym coś głupiego albo straciła cierpliwość - jedno z dwóch, zwłaszcza że po paru drinkach byłam.
8. Mogę sobie słuchać muzyki kiedy chcę mając wzgląd tylko na sąsiadów - w większości przygłuchych, starszych osób albo samotną matkę która pracuje a jej córka jest w szkole i same słuchają głośno. Nie muszę się martwić, że dzieciaka obudzę.
9. Nie muszę się pilnować co, kiedy i jak mówię.
10. Nie muszę udawać zadowolonej jak mam zły humor, bo o jeju dzieciaczkowi będzie smutno a nic złego nie zrobił.
11. Mogę sobie chodzić rozebrana po domu jak chcę. Bez podtekstów, robiłam tak odkąd zamieszkałam sama. Po prostu jak się człowiek rano szykuje i musi iść np. wziąć coś z łazienki - np. dezodorant to nie zastanawia się czy ma bluzkę czy nie. Zazwyczaj jedyną osobą która może mnie zobaczyć wtedy jest kot albo lekko wścibska sąsiadka w wieku po 70tce która siedzi w domu i wygląda przez okno a mieszka piętro wyżej niż ja jak mi się zdarzy przejść za blisko okna.
12. Nie muszę wszystkiego ciągle tłumaczyć. Jak mi się podoba to mogę założyć słuchawki na uszy i niczym się nie przejmować, mieć wszystko gdzieś.
13. Mam wiecej czasu dla siebie - nie piorę bez przerwy, nie sprzątam w każdym tygodniu, zakupy robię hurtowo raz w tygodniu, pranie raz na 2-3 tygodnie. Bo ja nie świnię spodni po 1 razie bo nie tarzam się po podłogach i nie wycieram w nie brudnych łap. Wiem czego potrzebuję a nie mam zachcianek w stylu że akurat chcę jakieś durne chrupki.
14. Chodzę spokojnie na zakupy i spędzam na nich tyle czasu ile mi się podoba. Ostatnio słyszałam koło centrum handlowego: "mamusiu, tylko nie do galerii, ja nie chce do galerii". Matka straciła cierpliwość, powiedziała  w końcu: "zamknij się". I się jej nie dziwię. Nie powinna użyć takich słów ale nie dziwię się że nie wytrzymała, bo pewnie tak całą drogę było.
15. Mogę mieć każde zwierzę jakie chcę. mhm, a ja znam swojego kota i to jak potrafi przypieprzyć. On się nie cacka, ja bym dziecka nie biła, ale on by sprał. Wiem jak jest jak sama sie spiesze i biegam po domu rano - nie raz mocno gryzie mnie w łydkę. Ostatnio się położyłam i kopał mnie w głowę tylnymi łapkami big_smile tylko że JA WIEM ŻE NIE MOŻNA KOTU ODDAWAĆ TYLKO TRZEBA DAĆ MU SPOKÓJ. A nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek uderzył mojego kota, szarpał go za ogon. Wyszłabym z siebie, wiem. I to mocno wyszłabym z siebie. Bardzo mocno. Zwierzę jest u mnie istotą która ma prawo do wolności od jakiegokolwiek bólu - poza koniecznymi zabiegami medycznymi - to prawo bezwzględne i nieograniczone, nie ważne co owe zwierzę zrobi. Wiem jak potrafi mój kot jak coś jest nie tak. Raz zdarzyło się że zupełnie przez przypadek przytrzasnęłam mu ogon trzymając go na rękach - ślepa ja. Dostałam 4 zęby prosto w torebkę stawową. I co sobie powiedziałam? Że on się bronił I TAK BYŁO. On nie wiedział że nie celowo. Ale naprawdę nie zniosłabym maltretowania kota - za to nie karciłabym kota za drapanie i łapanie, bo nie uznaję karcenia zwierząt. Kota się nie szkoli jak psa, żeby nie gryzł.
16. Mogę się zabrać gdzie chcę i jechać gdzie chcę.
17. Jak chcę to się mogę nawet upić i zachowywać jak idiotka. Nie chcę, ale tu o wolność chodzi. Nie muszę się przejmować że ktoś to sobie widzi albo nie widzi.
18. Nie biorę na siebie zobowiązań. Jak w związku by nie wyszło, to można sie rozstać bo się odpowiada tylko za siebie.
19. Nie muszę przerywać żadnych swoich zajęć i mogę pracować w spokoju absolutnym.
20. Nie muszę robić szeregu beznadziejnie nudnych rzeczy od oglądania bajki do układania puzzli po czytanie bajeczek.

Bo dzieci w wieku 2-6 generalnie są nudne, denerwujące i żeby nie powiedzieć wredne. Jak się przeżyje bunt dwulatka i nie zapadnie na nerwicę pryz tym nie znienawidzi własnego dziecka można mówić o sukcesie i ze już dalej będzie z górki. Zresztą ja się widzi te obecne ,,mamuśki'' i te rozwrzeszczane dzieci to się odechciewa wszystkiego lol
Najfajniejsze dzieci to takie w twoim wieku big_smilebig_smile z takimi to już konie kraść lol
Ja to trochę pamiętam dałam popalić lol ja bym sobie na tyle nie pozwoliła co moja mama lol
A ty jakim byłaś dzieciakiem? Grzecznym czy rozwydrzonym?

Uważam, ze jesteś bardzo normalną osobą, nienormalna byś byłą gdybyś teraz chciała dziecko. To byłoby głupie nieodpowiedzialne.
W ogóle teraz to sobie myśleniem o dzieciach głowy nawet nie zaprzątaj. Jak skończysz studia, zrobisz doktorat, zrobisz karierę, nacieszycie się sobą z facetem. To tak po 30 jest czas, ba do 50 jest czas, teraz późne macierzyństwo w modzie.
Może się zdecydujesz może nie ale te rozważania to proponowałabym przełożyć do 30 urodzin. Teraz ciesz się życiem, i wykorzystuj, że sama możesz być jeszcze chociaż trochę dzieciakiem.

357 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-11 23:20:47)

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:
kammiś napisał/a:
Emilia napisał/a:

Chodziło mi dokładnie o to, żebyś sobie uświadomiła, czego chcesz, a czego nie i dlaczego, żeby każda decyzja, którą w życiu podejmujesz była świadoma w stu procentach. Żebyś umiała wybrać to, co w danym momencie dla ciebie jest najlepsze. Żebyś nabrała zdolności do autorefleksji. Czyli w związku z tymi kilkunastoma punktami mogę uznać, że cel osiągnięty i nauczyłaś się zadawać sobie samej pytania i na nie odpowiadać? Warto, żebyś jeszcze poćwiczyła empatię. I umiejętność patrzenia na dany problem z różnych perspektyw unikając wartościowania. Ne mówię teraz tylko i wyłącznie o kwestiach związanych z byciem mamą bądź niebyciem.

Ok, empatia.
Ale nie mozna byc empatycznym w kwestii decyzji posiadania dziecka. On ma prawie 30stke a ja jestem ledwo po 20stce. Bylabym empatyczna i podswiadomie oskarzala o spieprzenie sobie zycia a dzieciaka nienawidzila. I tyle wyszloby z empatii. Co najlepsze on niemoze "wpasc" wiec musialoby sie to odbyc "medycznie" wiec tym bardziej mialabym pewnie pretensje.

Czy on chce mieć dziecko w tym momencie?

Nie wiem. Chyba nie. Ale boje sie ze bedzie chcial zanim mi w ogole przyjdzie do lba ze on moze chciec. Bo - to mi uswiadomila kolezanka, moze przez nia troche sie tak nakrecilam - on bedzie przed 40stka a ja bede dopiero swiezo po aplikacji i doktoracie, jak wszystko dobrze pojdzie.

Emilia - mhm, myslalam ze mowisz to tak o, ale jak masz sama ten problem to juz sie nie burze smile
Dla jasnosci - ja szanuje tych ktorzy sie staraja i im nie wychodzi. Jest jedna taka Jola, uczy sie uczy ale zalapala warunek. Ale ona obwinia o to siebie a nie caly swiat. I nie, nie gardze nia, wyslalam jej notatki, chetnie jej pomoge. Moja ogolna niechec jest do tych co calymi dniami nic nie robia a potem maja pretensje do wszystkich - do wykladowcy, do uczelni, do "przemadrzalych kujonow" bo im rzekomo progi podnosza - do wszystkich tylko nie do siebie. I ja nie potrafie myslec o nich lepiej. No nie potrafie. Ja rozumiem jak ktos robi co innego (pracuje) i studia zeszly na drugi plan. ale jak ktos nie robi w zyciu W OGOLE NIC i ma waty o wszystko ze to wina wszystkich w kolo to po prostu wlacza sie we mnie wewnetrzny terminator.

Hehe, prawo i stabilna praca? Ciezko tak nazwac prace przedstawicieli wolnych zawodow.
Nie chodzi o to CO sie robi tylko ile czasu poswieca.
Nie, nie uczymy sie praktyki. studia prawnicze nie daja zbyt wiele umiejetnosci przy wykonywaniu zawodu. Taka jest prawda. Nikt po nich nie pamieta calego kodeksu czyli tego sie uczy na egzamin i jego znajomosc nie jest konieczna. Nikt po studiach jesli sam sie nie nauczy nie umie sporzadzic pisma procesowego bo tego nie wymaga nikt na egzaminie za to w pracy to podstawa. Nie mamy ZADNEJ praktyki i sami musimy sie ja zdobyc na wlasna reke. Tym bardziej fakt ze mamy 10 razy wiecej do zrobienia niz student filologii polskiej czy dziennikarstwa moze sie wydawac niesprawiedliwy. Mam tylko szczera nadzieje - i nie tylko ja mam te nadzieje, wszyscy od nas z kierunku - ze rownie niesprawiedliwe beda niedlugo zarobki. Bo przepraszam bardzo jak slysze ubolewanie wielkie nad tym ile zarabia nauczyciel ktory porownuje swoje zarobki do zarobkow sedziego to szlag mnie trafia.mam przyjaciolke na filologii polskiej i wiem co robi, ile sie uczy itd. Nie praktykuje, bo po samych studiach jest gotowa na prace w szkole. Uczy sie dzien przed egzaminem, bo tam sie oczywiscie streszczenia czyta, nie ksiazki. Taka mi polonistka, co przez cale studia nie tknela podrecznika i ksiazki tylko na skryptach jedzie.
No, poswieca na to srednio ze 20 razy mniej czasu niz ja. Nie musi w zaden sposob praktykowac. Zaraz po studiach idzie do pracy. Ja wakacje po obronie spedze oczywiscie dzien w dzien nad ksiazkami, bo egzaminy wstepne na aplikacje coraz gorsze - podobno. Potem 3 lata kolokwiow i egzaminow. I - z tego co slyszalam - cholernie trudny egzamin zawodowy.
I jej (kolezanki) rozwazania jakie to niesprawiedliwe ze prawnik zarabia tyle a nauczyciel tyle.
Niesprawiedliwe. Hahaha.

358

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Nie wiem. Chyba nie. Ale boje sie ze bedzie chcial zanim mi w ogole przyjdzie do lba ze on moze chciec. Bo - to mi uswiadomila kolezanka, moze przez nia troche sie tak nakrecilam - on bedzie przed 40stka a ja bede dopiero swiezo po aplikacji i doktoracie, jak wszystko dobrze pojdzie.
.

Może wtedy poczujesz, że to ok. A może okaże się, że nie może mieć. Życie to loteria. A co byś powiedziała na adoptowanie wyrośniętego dziecka?

359

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:
kammiś napisał/a:

Nie wiem. Chyba nie. Ale boje sie ze bedzie chcial zanim mi w ogole przyjdzie do lba ze on moze chciec. Bo - to mi uswiadomila kolezanka, moze przez nia troche sie tak nakrecilam - on bedzie przed 40stka a ja bede dopiero swiezo po aplikacji i doktoracie, jak wszystko dobrze pojdzie.
.

Może wtedy poczujesz, że to ok. A może okaże się, że nie może mieć. Życie to loteria. A co byś powiedziała na adoptowanie wyrośniętego dziecka?

Wolalabym wyrosniete niz male smile
Wyrosniete sa fajne smile
I rozumieja. I nie mecza zwierzat (jak nie maja czegos nie tak z psychika)

360

Odp: Totalny mętlik w głowie

Właśnie ja myślę, że to świetna decyzja, pod warunkiem, że ktoś jest w stanie odpuścić genetyczne podobieństwo i całą bajkę o przekazywanie siebie na kolejne pokolenie.

361 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-11 23:38:39)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Heh, czytam wlasnie ksiazke. Mialam jej nie czytac ale kolezanka mi wcisnela mowiac o jednej bohaterce "ona jest jak ty, ona jest jak ty" big_smile
Babka jest po 30stce, jest radca prawnym, pracuje w korpo. Nie ma dzieci. Pracuje po 12 godzin dziennie, w weekendy imprezuje zeby sie zresetowac po tygodniu. Potomstwa brak. Nie umie gotowac i nie ma nawet garnkow w domu. Wstanie w dzien wolny o 9 rano to dla niej tragedia i powod do rzucania kur**mi. Ona nie oszczedza kasy na nowe zabawki i spioszki. Ona w jednym dniu wydaje wieksza czesc wyplaty na ciuchy. Albo oszczedza na cholernie drogie krzesla i ogolnie wystroj mieszkania. Ona robi co chce, jak chce sie schlac w trupa i zrobic impreze na ktorej polowa zachlala sie tak ze rzyga to taka impreze robi. Nie mowie ze ja bym robila ale sama swiadomosc ze moge.
Czytam i widze siebie za 10 lat. I cholernie mi sie to podoba.
Tez chce byc wolna. Robic co chce i kiedy chce. Bez obawy ze musze cos zrobic, musze wrocic do domu, musze byc cicho bo cos tam, musze sie zachowywac bo cos tam.

362

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Heh, czytam wlasnie ksiazke. Mialam jej nie czytac ale kolezanka mi wcisnela mowiac o jednej bohaterce "ona jest jak ty, ona jest jak ty" big_smile
Babka jest po 30stce, jest radca prawnym, pracuje w korpo. Nie ma dzieci. Pracuje po 12 godzin dziennie, w weekendy imprezuje zeby sie zresetowac po tygodniu. Potomstwa brak. Nie umie gotowac i nie ma nawet garnkow w domu. Wstanie w dzien wolny o 9 rano to dla niej tragedia i powod do rzucania kur**mi. Ona nie oszczedza kasy na nowe zabawki i spioszki. Ona w jednym dniu wydaje wieksza czesc wyplaty na ciuchy. Albo oszczedza na cholernie drogie krzesla i ogolnie wystroj mieszkania. Ona robi co chce, jak chce sie schlac w trupa i zrobic impreze na ktorej polowa zachlala sie tak ze rzyga to taka impreze robi. Nie mowie ze ja bym robila ale sama swiadomosc ze moge.
Czytam i widze siebie za 10 lat. I cholernie mi sie to podoba.

Co to za książka i jaki jest finał?

363 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-11 23:45:19)

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:
kammiś napisał/a:

Heh, czytam wlasnie ksiazke. Mialam jej nie czytac ale kolezanka mi wcisnela mowiac o jednej bohaterce "ona jest jak ty, ona jest jak ty" big_smile
Babka jest po 30stce, jest radca prawnym, pracuje w korpo. Nie ma dzieci. Pracuje po 12 godzin dziennie, w weekendy imprezuje zeby sie zresetowac po tygodniu. Potomstwa brak. Nie umie gotowac i nie ma nawet garnkow w domu. Wstanie w dzien wolny o 9 rano to dla niej tragedia i powod do rzucania kur**mi. Ona nie oszczedza kasy na nowe zabawki i spioszki. Ona w jednym dniu wydaje wieksza czesc wyplaty na ciuchy. Albo oszczedza na cholernie drogie krzesla i ogolnie wystroj mieszkania. Ona robi co chce, jak chce sie schlac w trupa i zrobic impreze na ktorej polowa zachlala sie tak ze rzyga to taka impreze robi. Nie mowie ze ja bym robila ale sama swiadomosc ze moge.
Czytam i widze siebie za 10 lat. I cholernie mi sie to podoba.

Co to za książka i jaki jest finał?

Pokolenie Ikea.
Finalu wlasciwie brak. Wlasnie skonczylam i zadnych wnioskow wink opisuje zycie hedonistycznie nastawionego do swiata i kobiet 30paroletniego radcy prawnego. Ta babeczka to jego kumpela z pracy.
Skonczylo sie tak ze ona chce z nim byc a on za przeproszeniem pieprzy w kiblu u niej w domu jej kolezanke, ale ona o tym nie wie bo jest zbyt schlana w trupa zeby miec tego swiadomosc. On jej nie skrzywdzil, nawet nie wiedzial, sa jak brat i siostra a on jej opowiada o swoich przygodach w klubach. Ksiazka nie ma nijakiego finalu i nijakiego zakonczenia. Duzo wulgaryzmow, troche o korpo, troche o tym jakie pan mecenas ma podejscie do kobiet i tyle.
Jedyne przemyslenia pana mecenasa to dupy i to ze mu sie pracowac nie chce ale musi zarabiac bo dupy lubia kase.

364

Odp: Totalny mętlik w głowie

Nie sadzę żebyś chciała tak skończyć tongue a czemu tak intensywnie myślisz o przyszłości/dzieciach? Czujesz jakieś naciski otoczenia? Może podświadomie sobie wkręcasz smile

365

Odp: Totalny mętlik w głowie

O, druga czesc zdaje sie byc fajniejsza. Narratorem jest juz ta kobitka.
Zaczyna - nomen omen - od swojej  matki :
Haha, ona tez poucza ciagle corke i jest doskonala. Ale jest troskliwa.

366

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:

Nie sadzę żebyś chciała tak skończyć tongue a czemu tak intensywnie myślisz o przyszłości/dzieciach? Czujesz jakieś naciski otoczenia? Może podświadomie sobie wkręcasz smile

Ostatnio po prostu za duzo o tym gadalam.
Z facetem. Pozniej rozmowy z facetem przewalkowalam pare razy - z kuzynka, z kolezanka, z przyjaciolka i tu na forum. Nie da sie nie zeswirowac big_smile
Jeszcze poltora tygodnia wolnego - kawalek sesji i sesja poprawkowa. Wolne mi nie sluzy, za duzo mysle big_smile

Nie, nie chcialabym tak skonczyc - chcialabym poza staniem schlana w kolejce do kibla gdzie facet w ktorym sie zakochala pieprzy jakas pindzie.

367

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Wolne mi nie sluzy, za duzo mysle big_smile

Idź poćwiczyć. Zrobi Ci się lepiej. Tylko w wersji wojskowej, żebyś się porządnie zmachała tongue

368 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-12 00:59:04)

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:
kammiś napisał/a:

Wolne mi nie sluzy, za duzo mysle big_smile

Idź poćwiczyć. Zrobi Ci się lepiej. Tylko w wersji wojskowej, żebyś się porządnie zmachała tongue

Cwiczylam rano wink
Jestem po kapieli wiec nie bede sie znowu brudzic big_smile
Na razie opatruje rany big_smile (depilator sie zepsul a nie bylam zbyt uwazna i sie pociachalam big_smile swoja droga faceci to straszni panikarze. "zdezynfekuj to, ty to papierem toaletowym opatrzysz (nie moglam poplamic dywanu po wyjsciu z lazienki!) no jezus maria zakazenia dostaniesz) teagedia! big_smile rozbawil mnie smile )
Boi sie dentysty. Taki duzy chlopiec a boi sie dentysty prawie jak moj kot szczepienia. Niepojete.

Jeszcze dobija mnie feministyczny nastroj mojej kuzynki z ltora sporo gadam. Ale nie w sensie "jestem niezalezna kobieta" tylko w sensie "wszyscy faceci to swinie". Czego pozytywnego bym nie powiedziala to zawsze to jakos skwituje.
Ostatnio:
Ja: teraz to on gotuje czasami w weekendy.
Kuzynka: bo chce zebyc prala i prasowala mu koszule. Na oewno. On ugotuje przez dwie godzinki raz na dwa tygodnie a ty bedziesz codziennie stala po kilka godzin z zelaskiem. Deske do prasowania z ciebie zrobi!
(Co najciekawsze nigdy mu nic nie prasowalam, balby sie po zna moje zdolnosci - zawsze mi sie zaprasuje krzywo big_smile )
Albo (wspominanie naszego wyjazdu pare lat temu):
Ja: pamietasz jak w nocy kradlas mi koldre! Marzlam a zimno bylo!
Kuzynka: kazdy podswiadomie walczy o koldre.
Ja: nieprawda, facet mi oddaje
Kuzynka: bo jest interesowny, wie ze inaczej bedzie cie glowa bolec. faceci nigdy nie robia nic za darmo!
big_smile

369

Odp: Totalny mętlik w głowie

Dobije mnie ta ksiazka.
Glowny bohater zdradzil glowna bohaterke. W KIBLU
hmm

370

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Dobije mnie ta ksiazka.
Glowny bohater zdradzil glowna bohaterke. W KIBLU
hmm

Może niektórych ekscytuje jak bakterie "patrzą" tongue

371

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:
kammiś napisał/a:

Dobije mnie ta ksiazka.
Glowny bohater zdradzil glowna bohaterke. W KIBLU
hmm

Może niektórych ekscytuje jak bakterie "patrzą" tongue

Szkoda ze moj tez lubil.
Dobra, nie rozpamietuje...

Oho, dla mnie juz sie zaczal piatek 13-go... Torebka wpadla w bloto, akt z archiwum ktore potrzebne mi na konferencje jeszcze nie ma... piekny dzien, nie ma co big_smile ale obiecalam sobie ze nic nie zepsuje mi humoru, bo jest takie piekne slonce. Jeszcze mam psychologa zaraz. Zastanawiam sie czy on mi pomoze bardziej niz zakupy big_smile

372 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-13 00:46:23)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Jeszcze poltora tygodnia wolnego - kawalek sesji i sesja poprawkowa. Wolne mi nie sluzy, za duzo mysle big_smile

A co z twoim wyjazdem? Myślałaś jeszcze o tym, żeby się gdzieś sama na kilka dni wyrwać? Skoro z facetem zgoda, to on zostanie z kotem. Odpoczniesz sobie, przed następnym semestrem, nabierzesz dystansu, energii. Mimo, że z facetem się dogadaliście, taka kilkudniowa przerwa też by Wam dobrze zrobiła. Może gdzieś z daleka od domu, spojrzałabyś z jeszcze innej perspektywy. Może za dużo myślisz bo jesteś zwyczajniej przemęczona.

Jeżeli jeszcze mogłabym coś poradzić. Wspominałaś coś o pracy w Warszawie na wakacje, ja radziłabym Ci skorzystać z tej oferty. Wyjechać na jakiś czas. Pisałaś o wielkiej potrzebie wolności u Ciebie. Ja też tka miałam, wyrwałam się jak najdalej od rodziców, od rodzinnych stron. Wtedy poczułam się bezpiecznie i pierwszy raz w życiu było mi ze sobą dobrze. Ty wprawdzie wyprowadziłaś się z domu, ale z tego co piszesz, nie jest to daleko, i ciągle ktoś może wpaść zaskoczyć Cie, sprawdzić.
Czy jest tak, czy się mylę, ze wciąż czujesz na plecach oddech rodziców, faceta. Niby już jesteś dorosła, sama się kontrolujesz, nikt Ci nic nie zrobi jak dostaniesz gorszą ocenę tfuuuu czy nawet nie zdasz egzaminu, ale wciąż się tego obawiasz.
W swoim mieście jak się domyślam jesteś dość ,,znana'', pewnie wiele osób zna twoich rodziców, ty znasz te osoby od dziecka.
Może nawet znasz od dziecka jakiś swoich profesorów. A takie znajomości wcale nie ułatwiają a czasem wręcz utrudniają życie, bo jak się zna to jeszcze bardziej chce się dobrze wypaść itd. Starasz się stresujesz bo mam wrażenie, że uważasz, że wszyscy na Ciebie patrzą, Tobie na ręce, o twoich zdolnościach do nauki chodzą już legendy. Wiec nie chcesz nikogo zawieść. Mimo, że sie starasz i tak pewnie słyszysz ,,że to po znajomościach'' ,,ojciec Ci załatwi, facet'' i żebyś nie wiem jak się starała ludzie zawsze są złośliwi. Wiec gdybyś na chwile zmieniła otocznie, gdzieś gdzie nikt Cie nie zna, i ty nikogo też. Może mogłabyś wtedy się wyluzować, nie mowie żeby coś odpuścić, absolutnie ale po prostu przestać się stresować tym, zę coś pójdzie nie tak.

373

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ludmiła - no właśnie nie bardzo z tymi praktykami/stażem bo w wakacje będę mieć 1. najpierw usuwane migdałki podniebienne 2. potem usuwany migdałek gardłowy (nie wiem czemu nie razem ale zakładam że lekarz wie lepiej)
I tak szczerze mówiąc chciałabym być w domu... nawet całkiem sama, ale w domu. I jak najbliżej mojego... nie, nie faceta, nie taty - mojego lekarza. Ale za rok pojadę na pewno, już z nimi wstępne ustalenia poczyniłam, bo to znajomi mojego opiekuna na indywidualnym toku studiów.
I chcę wyjechać na wakacje na 3 tygodnie co najmniej. Wakacje, nie pracować. I nie upcham tego w jednym, bo na te zabiegi muszę sobie wyciąć 3 tygodnie na jeden - przerwa (nie wiem jeszcze ile) - 3 tygodnie na drugi. Przed nimi mam się jeszcze pobadać hmm

Ja już nie mieszkam w swoim mieście. Mieszkam w dużym mieście gdzie studiuję i wszyscy są anonimowi. Rodzice mieszkają 25 km za miastem, pracują tam gdzie ja studiuję, ale wolą mieszkać w spokojnej okolicy. Prawie że pod lasem big_smile
Od dziecka znałam tylko jednego profesora, brata mamy. Ale on z fizyki, abstrakcja big_smile wiedziałam że nigdy nie będzie mnie uczył. Swoją drogą całe życie go podziwiam. Chłop nie w ciemię bity. I o żonę jak dba!!! Dzieci nie mają.

Kiedyś raz wyjechałam daaaaaleeeeeko. Na 3 miesiące na staż do Brukseli. Fajnie było smile Podobało mi się miasto i ich czekolada big_smile Tak sobie myślę, że jakbym tam żyła to byłabym spasiona na jakoś 100 kilo big_smile
ALE mimo wszystko nie czułam mniejszej presji.

Czekam na wieści od koleżanki, czy da radę z pracą i studiami ogarnąć i chcę jechać do Krakowa na parę dni. Sama nie chcę, bo nie lubię sama podróżować. Jechać sama na staż mogę - tak jak do tej Brukseli - ale jakoś sama zwiedzać nie. Ja gaduła jestem big_smile nie mogę tyle czasu gęby nie otwierać big_smile

Wczoraj miałam jakiś masakryczny dzień. Ale to trochę później napiszę bo idę sobie na spacer bo pogoda piękna. Wczoraj w sumie pierwszy raz od czasu tej niefortunnej awantury pomyślałam że facet może jednak mnie naprawdę kocha. A wszystko zaczęło się od tego że stuknęłam faceta na drodze. Nie moja wina - był pijany i sam wlazł mi pod auto, jechałam jakoś 20 mniej niż na znaku, jedyne co mogę sobie zarzucić - zapomniałam okularów przeciwsłonecznych i słońce mnie oślepiało. Niby nie moja wina i to ten potrącony nomen omen dostał mandat (policja nawet mówiła że mogę się ubiegać o odszkodowanie za porysowane auto, ale ja nie chcę), ale i tak czuję się winna w jakiś sposób, nigdy wcześniej nikogo nie potrąciłam.
Dobra, ale o tym później, jak wrócę bo mi słońce zajdzie smile

374

Odp: Totalny mętlik w głowie

Przeczytałam o twojej koleżance co chciała ci faceta odbić, dla mnie to szok i żadna przyjaciółka. Ja na twoim miejscu to bym ją za kudły wywaliła z domu. Nigdy bym jej nie wybaczyła bo to straszne świństwo przystawiać się do faceta przyjaciółki. Na szczęście ja takich koleżanek nie mam przyjaźnie się z siostrą ona mi pomaga ja jej wszystko możemy sobie powiedzieć, przyjaźnimy się jeszcze z naszą siostrą cioteczną. Mam dwie zaufane osoby i starczy nie potrzeba mi nie wiadomo ile przyjaciółek.
Co do twoich problemów ze stresem to się nie nakręcaj bo skończysz tak jak ja z nerwicą gdzie gdyby nie leki to dawno bym samobójstwo popełniła.

375 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-13 17:50:49)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Nie wiem czy chciała odbić czy tylko się z nim przespać ale na jedno wychodzi.

Dobra, napiszę o dniu wczorajszym. Zacznę od pierdół (nie myślcie że się przejmuję takimi rzeczami), bo chcę jakoś nakreślić sytuację i to jakiego miałam wczoraj cholernego pecha.

Wstałam rano, jakoś koło 7 bo miałam dość dużo do ogarnięcia. Miałam dobry humor, bo pogoda piękna i w ogóle. Mój pech zaczął się leciutko - kosmetyczna odwołała mi wizytę bo biedna chora. No myślę ok. Potem - zlew się spieprzył. Ale powiedziałam sobie że nic mi nie popsuje humoru. Potem wyszłam i torebka wpadła mi w kałużę zaraz po wyjściu. Ok, poszłam zmienić. Potem dowiedziałam się - na miejscu w sądzie że sorry, jeszcze akt do wglądu z archiwum nie ściągnęli, a mnie terminy gonią, bo mi to na konferencję potrzebne do referatu. Niby może być bez tego ale z tym byłoby fajniejsze, coś bardziej twórczego.

Pojechaliśmy rano - to istotne - rano moim autem, ja prowadziłam i potem miałam po faceta przyjechać po południu bo i tak miał cały dzień w biurze a chcieliśmy jechać razem. Zapomniałam (i to też istotne) okularów przeciwsłonecznych.
Ale było ok. Byłam w bibliotece, potem zanieść jeden papier na uczelnię, potem w sądzie, potem na zakupach, potem na fitnessie, potem w saunie - super dzień.
I potem zaczął się już chyba jakiś koszmar - wczoraj miałam swój piątek 13go.
Pojechałam po faceta, wchodzę do biura a sekretarz (facet - studiuje prawo, rok młodszy ode mnie, brat jednego wspólnika) mówi że tam nie wolno absolutnie teraz.
A mi się przypomniała sytuacja z ojcem. Powiedziałam do chłopaczka pod nosem: "jasne, nie wolno".
I weszłam. I co zobaczyłam?
Trzech facetów: mój, wspólnik i jakiś obcy - chyba klient, ale widać ich znajomy. Aż mi się głupio przed samą sobą zrobiło.
Swoją drogą swoje usłyszałam z ust swojego faceta (nie do mnie, widać kończył zdanie w momencie mojego "wtargnięcia"):
"(....) no i te kur**** pier***** umowy tego j***** c***". a jego wspólnik: "do ch*** z nimi". Nie wiedziałam że on tak klnie. Przy mnie nie klnie. Aż w szoku byłam. Zobaczył mnie i przeprosił za słownictwo, wspólnik też, że w obecności kobiety.  I tak jestem w szoku yikes czasem słyszałam jak coś tam przeklina przez telefon w drugim pokoju, ostatnio było: "pamiętaj żeby zapłacić te je*** składki" big_smile ale żeby AŻ TAK yikes

No i potem część właściwa:
mieliśmy jechać na obiad a potem do kina. no i jedziemy, ja prowadziłam, nie miałam tych durnych okularów, włączyłam muzykę głośno, wyluzowałam się, ale jechałam powoli, zawsze jeżdżę bezpiecznie, stosuję się do znaków, nie przekraczam prędkości (facet mi marudzi, bo on lubi jeździć ZBYT szybko). uważam że jeżdżę dobrze tylko mam problemy z parkowaniem, cofaniem, takimi manerwami na małej powierzchni, no ale to nie stwarza niebezpieczeństwa na drodze.
No i jadę i nie wiem jak to się stało - facet mi wyszedł prosto pod koła. Nacisnęłam hamulce, facet złapał mi kierownicę i próbował wykierować ale nie pomogło.
Ja wpadłam w panikę - przyznam się że pierwszy odruch i pierwsza myśl była taka - wezwę karetkę i pojadę. Ale nawet nie zdążyłam jej wypowiedzieć i pomyślałam sama do siebie: chcesz siedzieć za nieudzielenie pomocy i ucieczkę z miejsca wypadku?
Facet wyszedł, stwierdził że potrąconemu nic nie jest (że jest przytomny, że nigdzie nie ma krwi i że klnie) i że wali od niego wódą na kilometr.
Ja zaczęłam panikować. Od razu mi się przypomniał kodeks karny i od razu zaczęłam rozpaczać że dostanę 3 lata. Wiem, że 3 lata może dostać ten kto (nawet nieumyślnie!) ponosi winę. Ale przecież różnie bywa z policją - niektórzy mają zasadę że to zawsze wina kierowcy. I jak udowodnię że nie.
A facet do mnie: "przesiądź się". Ja mówię że nie. On mówi: "przesiądź się. ja prowadziłem". Nie przesiadłam się. Zadzwoniłam na policję. Ale naprawdę jestem pod strasznym wrażeniem że on chciał winę wziąć na siebie.
Co prawda nie dostałam nawet mandatu - dostał pijany pieszy. Ale przecież nigdy nie mógł być pewny co policja powie. A jednak chciał wziąć na siebie MOJĄ WYŁĄCZNĄ WINĘ. Ja dostałam mandat za małą naklejkę na tablicy rejestracyjnej. Ha ha ha. Ale dobra.
No i po wszystkim - pogotowie zabrało gościa (ma tylko złamaną rękę), policja pojechała.
A ja rozmyślam - a co by było jakby tak upadł że bym go zabiła? Nawet nie ze swojej winy? Może to moja wina że słuchałam muzyki i śpiewałam i nie byłam w pełni skupiona? Że zapomniałam tych pieprzonych okularów? A jakby sie wszystko tak dobrze nie skończyło?
Facet kazał mi dalej jechać. Ja nie chciałam, chciałam żeby on prowadził dalej. Ale on powiedział że mam prowadzić bo potem będę to odwlekać i będę się bała jeździć. No to pojechałam. Wszystko było ok, aż do momentu parkowania. Nogi mi się trzęsły na sprzęgle, ręce na kierownicy. Pech chciał że było mało miejsca - parkowałam obok auta swojego faceta. Urwałam mu lusterko i porysowałam auto. Nic nie powiedział. Słyszałam tylko jak głośniej wciąga powietrze. Uznaję że to odruch bezwarunkowy. Powiedział tylko "idź do domu, ja go zaparkuje". Podziwiam jego wyrozumiałość. Zwłaszcza że to jego oczko w głowie i rzecz którą kocha chyba najbardziej na świecie. Nie ma nawet roku... Zaparkował i wrócił do domu. Przepraszałam go, powiedziałam mu że mu odlakieruje to auto i pojade z tym lusterkiem. Powiedział że nie ma sprawy i że sam to załatwi (i tak odlakieruje razem ze swoim, muszę ojca poprosić żeby pokrył koszty obu aut....). Przecież to moja wina i nie mogę tak tego auta zostawić.
Potem pojechał do sklepu żeby kupić jedzenie i ugotować nam obiad/kolację. Ja się poryczałam. O nic konkretnego - emocje puściły. Nie zdążyłam się ogarnąć zanim wrócił (chociaż chciałam). Powiedział żebym nie płakała bo tamtemu facetowi nic nie będzie i równie dobrze mógł sam sobie te rękę złamać w takim stanie. I że "to tylko głupie auto" ( o swoim samochodzie).
Potem ugotował taki pyyyszny obiad że aż szok. I wepchał we mnie 3 pączki big_smile
Jestem pod wrażeniem że on czekał cierpiliwie i leżał ze mną aż zasnę - nawet się nie przebrał tylko krawat ściągnął. Żebym się uspokoiła. I dopiero jak po 2 godzinach gadania i kręcenia się zasnęłam to on wrocił do papierów i siedział nad nimi do 3. I właśnie wtedy jak się obudziłam o tej 3 to pomyślałam że on mnie może jednak kocha.

W sumie dzień się skończył humorystycznie. Jakoś 5 nad ranem dzisiaj - dzwonek do drzwi. Ja się przestraszyłam, bo ja strachliwa jestem poza tym kogo może nieść o tej porze do mnie? I zaraz potem: łup łup łup w drzwi. Chciałam dzwonić na policję nie pozwalałam facetowi otworzyć. I zaraz głos jego jednego kumpla (wolny strzelec): "mecenaaaas, chodź się naje*ać!". Nie przestał walić dopóki mu nie otworzył. Odwiózł kumpla do domu i wrócił. Trzeźwiuteńki, zajęło mu to z pół godziny.
Jeszcze wlazł ten kumpel do środka, mówi do mnie: hej, a ty czemu nie śpisz? big_smile i mówi do mojego faceta: "a tobie kto tak auto urządził? urwałbym mu jaja!". mój facet mówi że miałby problem bo sprawca nie ma jaj. pijany kumpel: "to rozwaliłbym ryj pedałowi" big_smile
Mimo wszystko lubię tego kolegę, pozytywny taki jest, mimo że dużo pije.

376 Ostatnio edytowany przez mevel (2015-02-13 18:36:56)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Masakra, ale miałaś dzień...Nie przejmuj się, dobrze, że pijaczkowi nic się nie stało. Ja słyszałam o sprawie gdzie kobitka przejechała po facecie. Leżał na jezdni i nie zdążyła wyhamować (było ciemno). Teraz trwa śledztwo i ustalają czy leżał martwy, czy zmarł ponieważ na niego najechała...

A facet pokazał klasę smile myślę, że Cię kocha smile

377

Odp: Totalny mętlik w głowie

muszę ojca poprosić żeby pokrył koszty obu aut

Na tym ma polegać ta twoja ekhm..."samodzielność i niezależność"?
Ot studenckie świrowanie "dorosłego" roll

Przecież to moja wina

Skoro twoja to i z własnych zaskórniaków powinnaś pokryć straty, wszak na fitness, kosmetyczkę i saunę nie brakuje roll

378 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-13 19:09:10)

Odp: Totalny mętlik w głowie

No to rzeczywiście się facet honorowo zachował. Ale mimo wszystko to bardzo dobry pomysł z tym pokryciem kosztów szkody w samochodzie.
Kocha Cię, ale przede wszystkim jest dojrzały i odpowiedzialny.
A z tym wpadaniem bez pukania to naprawdę duża przesada, czy to do ojca czy do faceta. Musisz popracować nad tym, żeby tak nie robić. Nawet dla komfortu klienta.


Życzliwa: już ty się o finanse nie martw. To rodzina dogadają się. Kammiś zawsze może to ojcu odpracować, pomagając przy jakiś dokumentach czy innym wyznaczonym zadaniu.

379 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-13 19:54:21)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Tak, i na to też dostaję kasę od ojca bo przysyła mi pieniądze. Tak się umówiliśmy i śmiem twierdzić że to tylko wyłącznie ojca sprawa na co on swoje pieniądze wydaje. Umowa była z góry - do końca studiów on pokrywa wszelkie koszty mojej egzystencji.
We wszystkich rodzinach - czy to bogatszych czy biedniejszych nawet tam gdzie biorą stypendium socjalne - rodzice podsyłają kasę studiującym dzieciom. Nawet jak owe dzieci dorabiają, to i tak co miesiąc czekają a rodzice przyślą kasę. Dorabiają/stypendium wydają na rozrywki.
Komu rodzice NIC nie przysyłali na studiach, niech rzuca kamieniem big_smile

On wie dlaczego ja wparowałam do tego gabinetu. Bystry jest, domyślił się.
Powiedział że dzisiaj wieczorem pogadamy sobie na spokojnie i wytłumaczy mi jak działa mózg faceta. Tylko że będzie musiał mówić bezpośrednio bo mózg faceta działa bezpośrednio.
Ciekawe co będzie mówił.

380

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Tak, i na to też dostaję kasę od ojca bo przysyła mi pieniądze. Tak się umówiliśmy i śmiem twierdzić że to tylko wyłącznie ojca sprawa na co on swoje pieniądze wydaje. Umowa była z góry - do końca studiów on pokrywa wszelkie koszty mojej egzystencji.
We wszystkich rodzinach - czy to bogatszych czy biedniejszych nawet tam gdzie biorą stypendium socjalne - rodzice podsyłają kasę studiującym dzieciom. Nawet jak owe dzieci dorabiają, to i tak co miesiąc czekają a rodzice przyślą kasę. Dorabiają/stypendium wydają na rozrywki.
Komu rodzice NIC nie przysyłali na studiach, niech rzuca kamieniem big_smile

A tu to akurat prawda. Większość rodziców wspiera swoje dzieci finansowo na studiach i nie tylko. Kammiś jest jedna, powiedziałabym, ze jej pomóc to dla ojca przyjemność, że w ogóle jest komu pomóc. Bo pomaganie własnemu dziecku to oprócz obowiązku jest tez przyjemnością.

kammiś napisał/a:

On wie dlaczego ja wparowałam do tego gabinetu. Bystry jest, domyślił się.
Powiedział że dzisiaj wieczorem pogadamy sobie na spokojnie i wytłumaczy mi jak działa mózg faceta. Tylko że będzie musiał mówić bezpośrednio bo mózg faceta działa bezpośrednio.
Ciekawe co będzie mówił.

To on zna tą sytuację z twoim ojcem?
Czy ogólnie myśli, ze zazdrosna jesteś?

381 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-13 20:11:15)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:
kammiś napisał/a:

Tak, i na to też dostaję kasę od ojca bo przysyła mi pieniądze. Tak się umówiliśmy i śmiem twierdzić że to tylko wyłącznie ojca sprawa na co on swoje pieniądze wydaje. Umowa była z góry - do końca studiów on pokrywa wszelkie koszty mojej egzystencji.
We wszystkich rodzinach - czy to bogatszych czy biedniejszych nawet tam gdzie biorą stypendium socjalne - rodzice podsyłają kasę studiującym dzieciom. Nawet jak owe dzieci dorabiają, to i tak co miesiąc czekają a rodzice przyślą kasę. Dorabiają/stypendium wydają na rozrywki.
Komu rodzice NIC nie przysyłali na studiach, niech rzuca kamieniem big_smile

A tu to akurat prawda. Większość rodziców wspiera swoje dzieci finansowo na studiach i nie tylko. Kammiś jest jedna, powiedziałabym, ze jej pomóc to dla ojca przyjemność, że w ogóle jest komu pomóc. Bo pomaganie własnemu dziecku to oprócz obowiązku jest tez przyjemnością.

kammiś napisał/a:

On wie dlaczego ja wparowałam do tego gabinetu. Bystry jest, domyślił się.
Powiedział że dzisiaj wieczorem pogadamy sobie na spokojnie i wytłumaczy mi jak działa mózg faceta. Tylko że będzie musiał mówić bezpośrednio bo mózg faceta działa bezpośrednio.
Ciekawe co będzie mówił.

To on zna tą sytuację z twoim ojcem?
Czy ogólnie myśli, ze zazdrosna jesteś?

Zna te sytuacje.
Mówiłam mu. I mówiłam też że przez to jestem przewrażliwiona.

382

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ja bym nie powiedziała lol
Postawiłaś ojca w bardzo złym świetle, do faceta który w przyszłości może zostać jego zięciem. A o tej sprawie powinno wiedzieć jak najmniej osób. Żeby ktoś kiedyś przypadkiem, po pijanemu się nie wygadał.

383

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ale to coś co bardzo mocno rzutowało na moją psychikę więc chciałam żeby wiedział.
On mojego ojca nie ocenia źle tak ogólnie. Może tylko te akcje
Nie wygada się na pewno.
A ja chcę być z facetem szczera.

384 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-13 20:51:54)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Wiesz, tak się mówi, ja żałuje, ze powiedziałam niektóre rzeczy niektórym osobą i tez obstawiałam, ze ta osoba się nie wygada.
A raczej środowisko prawnicze się zna, nie mówię, że teraz, że specjalnie, ale za jakiś czas. No oby nie. Ale czasem jak kumpel kumplowi, po jednym i język się rozwiąże lol
Po prostu mówię, że taką szczerość ktoś może kiedyś wykorzystać, nawet nie przeciw tobie tylko przeciw twojemu ojcu,

P.S: mnie życie nauczyło jednego, chcesz mieć udany związek?! Trzymaj rodziców i faceta z daleka od siebie. Najgorsze co może być to teść kumplujący się z zięciem, albo teściowa mająca dobre relacje z zięciem lol To wróży same kłopoty.
Mój facet, zna moich rodziców oni jego. Ale ja nie opowiadam o nich, o tym jacy są, jak było. I im tez o nim nic nie opowiadam. Po prostu znają się bardzo dyplomatycznie: na imię, nazwisko, zawód.
Wiem, że chcesz być szczera w zwiazku, to duży atut, ale jednak są pewne wstydliwe fakty, o których czasem lepiej przemilczeć.

Może tego nie doświadczyłaś, ale w kłótniach partnerskich bardzo często dochodzi do argumentu: jesteś zupełnie jak twoja matka...zła podła beleble albo ,,wredność po tatusiu, co pochwal się jaki on jest''? (tu dałam tylko takie przykłady a jest ich cala masa) ludzie w gniewie, w kłótni bardzo się ranią, używają przeróżnych argumentów, a niestety rodzina i rodzice to ten zapalny
Nie jedną taką kłótnie przeżyłam i słyszałam. Wiec wole teraz nie dawać tego argumentu nikomu. Po prostu nie rozmawiam z facetami o rodzicach.

385

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

On wie dlaczego ja wparowałam do tego gabinetu. Bystry jest, domyślił się.
Powiedział że dzisiaj wieczorem pogadamy sobie na spokojnie i wytłumaczy mi jak działa mózg faceta. Tylko że będzie musiał mówić bezpośrednio bo mózg faceta działa bezpośrednio.
Ciekawe co będzie mówił.

I co pogadaliście sobie?

386

Odp: Totalny mętlik w głowie

Tak, pogadalismy. Napisze jutro smile
Jestesmy na Greyu. Wyszlam do toalety i nie moglam sie powstrzymac zeby sie komus nie wygadac - najlepiej Wam. Siedzimy w przedostatnim rzedzie, w ostatnim siedza dwie dziewczyny ode mnie z roku (bez facetow a wiec i zajac sie nie maja kim).
To jest jakas masakra. Siedze jak na gwozdziach hmm a on mial z nimi zajecia kiedys hmm
Ble. Caly czas sie pilnuje na ile moge sobie pozwolic. On tez.
Ogolnie cudowne walentynki tylko te dwie znajome z tylu...jeszcze mu dzien dobry powiedzialy yikes
Dobra, wracam na sale.
Jutro bede na forum smile

387

Odp: Totalny mętlik w głowie

Pamiętasz Kamilciu, jak Ci mówiłem, że wszyscy faceci klną?
Zapewniałaś, że Twój nie, bo skąd, bo nie,bo taki inny.
W tym samym poście mówiłem Ci, że każdy skoczy w bok, jak będzie miał dość ciekawą opcję:D
Pzdr

388

Odp: Totalny mętlik w głowie
pitagoras napisał/a:

Pamiętasz Kamilciu, jak Ci mówiłem, że wszyscy faceci klną?
Zapewniałaś, że Twój nie, bo skąd, bo nie,bo taki inny.
W tym samym poście mówiłem Ci, że każdy skoczy w bok, jak będzie miał dość ciekawą opcję:D
Pzdr

Idź Ty i nie marnuj mi tu kasy utopionej w kieszeni pani psycholog tongue

389 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-15 20:39:52)

Odp: Totalny mętlik w głowie

A film jak się podobał Wam?
Co do koleżanek, to chyba niepotrzebnie się stresujesz, przecież to że jesteście para to nic złego, a najważniejsze jeżeli jesteś na dystans z grupą, i oni mało Cię znają, mało o tobie wiedzą, to raczej nie jesteś pod ostrzałem zainteresowania i plotek ze strony grupy.

390 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-17 01:52:06)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Jestem smile nareszcie - musiałam parę rzeczy ogarnąć - przede wszystkim zrobić ostateczne poprawki do pracy licencjackiej z ekonomii (nieważne że inni piszą dopiero pierwszy rozdział, ja muszę mieć całą oddaną idealną i 2 razy dłuższą niż standardowo już teraz big_smile ale skończyłam smile ).
Planuję właśnie jednak jakiś wyjazd, bo dostałam zaproszenie od starych znajomych, ale zobaczymy co z tego wyjdzie - cały dzień mam jakieś ataki kichania - mam nadzieję że to alergia na dezodorant (zawsze miałam, ale głupia myślałam że bezzapachowy nie będzie mnie uczulać - jednak dla mnie nie spray tylko kulki) a nie jakieś choróbsko znowu i mam nadzieję że ból głowy to od smarkania a nie objaw choroby... ale już się boję, bo antybiotyk odstawiłam niespełna 3 miesiące temu... sad no. jak mi jutro nic nie będzie, to w środę pojadę, a jak jutro będzie nieciekawie, to niestety będę musiała odwołać sad ale męczące to strasznie, z 10 paczek chusteczek już dzisiaj poszło hmm ja to mam jednak pecha big_smile

Dużo mam tu do napisania chyba smile

Dobra, zacznę od tej rozmowy w piątek.
Mhm, po raz kolejny utwierdzam się z tym że on jest ZBYT inteligentny/bystry. Znaczy bardzo trafnie odczytuje moje zachowania i to jakie mogłam mieć motywy.
Co do samej rozmowy to jak sam powiedział wcześniej mówił bardzo bezpośrednio, bo chciał żebym go dobrze zrozumiała i nie musiała się niczego domyślać.
Ja go zapytałam wprost czy mnie kocha i czy nie ciągnie go nigdy do powrotu do dawnego trybu życia. Powiedział że kocha i że go nie ciągnie. I wytłumaczył co i jak.
Nie spodziewałam się tego ale powiedział że seks w związku (czy tym teraz czy tym wcześniej) jest dużo lepszy jakościowo niż taki jednorazowy numerek na imprezie. Ponoć te laski były... tak pijane, że jak kłody.
Co ciekawe po tym jak o tym szczerze pogadaliśmy to nawet potrafiłam się szczerze śmiać z tego jakie miał przeboje z niektórymi panienkami - a to naprawdę było tragiczne, ale i tak uważam że mu się należało big_smile na przykład: budzi się rano i patrzy że jakaś laska robi mu śniadanie i... rozpakowuje swoje rzeczy do jego szafy, a znali się jeden wieczór big_smile inna była tak zalana w trupa że obrzygała mu cały dywan - po tej akcji przestał zapraszać je do siebie. mówił jeszcze że to nie była żadna wielka przyjemność tylko fizjologiczna potrzeba a nie raz "wyścigi" z kumplem.
tłumaczył mi, jak działa mózg faceta. podał przyklad, że jak pracuje nad umową pana x to nie robi nic z rozwodem pani Y. to jest dla mnie najcięższe do pojęcia - że jak pracuje, to nie myśli o tym że mnie kocha. chociaż najbardziej rozwalił mnie tekst: "jak patrze na twoje cycki to nie myśle o tym że cie kocham tylko o tym że masz fajne cycki" hmm co nie znaczy że mnie nie kocha tylko oni (faceci) podobno po prostu skupiają się na jednej myśli a nie na 10 na raz jak kobiety. no ja potrafię myśleć o tym że facet mnie pociąga, że jest inteligentny, że mi imponuje plus jeszcze że mam jutro takie i takie zajęcia big_smile w jednej sekundzie, więc ciężko mi zrozumieć, że facet nie potrafi. on mówi że myśli o tym że mnie kocha zawsze jak zasypia.
teza Pitagorasa została obalona bo powiedział że nie zamierza mnie zdradzić (i podał szereg "dowodów" które o tym świadczą - np że ze mną zamieszkał, że wytrzymał abstynencję podczas mojej terapii antybiotykowej - to prawda, wzorowo się zachowywał, normalnie jak pielęgniarz, nawet wolne wziął jak miałam gorączkę smile ).
mówi że wcale go nie ciągnie do powrotu do dawnego trybu życia i że to było coś jak kobieta siedząca w dresie i opychająca się chipsami po rozstaniu - taka trauma.

Walentynki były cudne smile Pomijając stronę prezentową (chociaż 33 róże z samego rana zrobiły na mnie cholerne wrażenie) to w ogóle jestem pod mega wrażeniem smile rano jak mnie obudził - dość brutalnie - zabrał mi kołdrę - bo pewnie inaczej dalej bym spała big_smile to wszystko było idealnie porobione smile kwiatki podlane, posprzątane - bo wiedział że miałam sprzątać akurat - zawsze ogarniam co miesiąc porządnie mieszkanie, kot nakarmiony, jedzenie dla bezdomniaków zaniesione, śniadanie pyyyszne gotowe, nawet mi wyprał rękawiczki do nawilżania rąk bo odłożyłam je wieczorem żeby rano je przeprać i spakował mi torbę na fitness na niedzielę. To naprawdę na mnie zrobiło wrażenie, bo nie wyobrażam sobie nawet o której on musiał wstać żeby to wszystko ogarnąć zanim się obudzę także jedno wielkie wow i szacun smile
a później to już w ogóle ideaaaalny dzień smile
co do filmu - mi się ogólnie podobał cały, jemu się podobały "niektóre momenty" big_smile
co do tych dziewczyn - heh, oczywiście że one nie mnie obserwowały, tylko jego i mnie przy okazji. Mało mnie obchodzą one, bo znam je tylko z widzenia (nie są ze mną w grupie, tylko na roku, a na roku 12 grup po około 30 osób wink ) ale nikt nie lubi być obserwowany nawet przy okazji smile

Edit:
Jeszcze jedno - powiedział na głos coś o czym ja sama myślałam już od dawna.
Ten fragment rozmowy pamiętam wręcz słowo w słowo.
powiedziałam w jednym momencie że kobiety raczej nie chodzą do łóżka bez miłości.
on powiedział dokładnie tak: "chodzą. i jesteś tego świetnym przykładem. nie oszukuj sama siebie, ty ich nie kochałaś. nie poszłaś do łóżka bez związku ale bez miłości i owszem".
I powiedział prawdę.
A ja już wcześniej myślałam że źle wtedy zrobiłam, że nie powinnam mieć chłopaka bo: bo tak było rozsądnie (i nie były to naciski rodziców, akurat w tej sprawie nikt na mnie nie naciskał nigdy i nie swatał), bo koleżanki wszystkie mają, bo przecież jest ładny i ma dobre oceny itd. ja ich nie kochałam. dopiero do niego pierwszy raz w życiu poczułam coś więcej. zawsze mówiłam sobie że kobieta ma się szanować i sypiać tylko ze stałym facetem. pominęłam chyba w tym wtedy fakt że jeszcze ma do niego coś czuć.
Coraz częściej żałuję że nie poczekałam wtedy na obecnego faceta. chociaż przecież ja nigdy nie uważałam że trzeba z czymś czekać, bo katolickie teorie dziewictwa jako daru są mi tak odległe jak tylko odległe być mogą. Po prostu może miałabym lepsze wspomnienia i moje nastawienie byłoby czasem inne.
Wygadałam się nawet kiedyś swojemu kumplowi, takiemu 35latkowi którego znam od paru lat. powiedział mi coś mądrego: że za dużo myślę o przyszłości. i że o ile myślenie samo w sobie nie jest złe to robienie sobie wyrzutów jest bez sensu bo nic do życia nie wnosi i zabiera szczęście. i że powinnam myśleć o teraźniejszości i przyszłości.
ma chłop rację chyba.

Posty [ 326 do 390 z 1 694 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 27 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026