Piszę tutaj anonimowo, ponieważ de facto nie mam do kogo zwrócić się z tym "problemem".
Sprawa wygląda następująco: poznałam na uczelni pewnego chłopaka nazwijmy go X. Nie jest on za bardzo lubiany w kręgu naszych znajomych. Ma co prawda bardzo dobre stopnie na studiach, więc inteligencji mu nie można odmówić. W każdym razie, od jakiegoś czasu mamy dość bliski kontakt, ufam mu i z tego względu on wie o moich osobistych sprawach, a ja wiem o jego problemach w poprzednich związkach, czy też rodzinnych. Jest skomplikowanym facetem, ale dostrzegam w nim emocje, wrażliwość, zresztą sam przyznał, że przy mnie nie musi nikogo udawać, może ze mną rozmawiać o wszystkim.
Utrzymywaliśmy relację koleżeńską, sądziłam zresztą, że on nie widzi we mnie potencjalnej kandydatki na swoją dziewczynę. Wszystko zmieniło się w zeszłym tygodniu, gdy spotkaliśmy się poza gronem znajomych, rozmawialiśmy szczerze, ucieszył się, że go z chęcią mogę wysłuchać, doradzić mu, czy powiedzieć dobre słowo. Dziękował mi za to spotkanie, mówiąc, że liczy na kolejne, jeszcze lepsze. I okazja trafiła się kilka dni później, odwiedził mnie pod pretekstem pożyczenia mi notatek. Najpierw rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki, potem zaczął mnie przytulać i powiedział, że mam go tej nocy traktować jak swojego chłopaka. Mogę powiedzieć tyle, że zasnęliśmy przytuleni razem, a jego wizyta przedłużyła się do dnia następnego, poszedł do sklepu po coś do jedzenia i zrobił mi śniadanie, usługiwał mi, robił herbatki. Mogę powiedzieć, że niekiedy traktował mnie lepiej, niż moi faceci w poprzednich związkach. Po tym spotkaniu powiedział, że jestem wspaniałą kobietą i ma mętlik w głowie.
Dwa później, przyszedł do mnie ponownie, jego wizyta również się przedłużyła do rana (znów ten sam scenariusz rano - on zrobił mi śniadanie; potem pojechaliśmy razem do szkoły). Ponownie spaliśmy w objęciach, chociaż pytałam go czemu to robi. On powiedział, że po prostu tego chce. Zaczął mnie pytać, czy nie wstydziłabym się na uczelni, gdyby był moim chłopakiem, czy nie wstydziłabym się go przed koleżankami, czy też gdybyśmy gdzieś razem wyszli. Na przystanku powiedział mi, że jest ciekawy jak ta znajomość się rozwinie, ponieważ scenariusz miał być inny, czyli mieliśmy być tylko znajomymi. Upewniał się także, czy nadal chcę się z nim spotykać, a on czy może do mnie pisać, dzwonić itd. Pokazał mi też, że czyta książkę "Jak pokazać ludziom, że nam na nich zależy" czy coś w stylu i stwierdził,że może się dowiedzieć, jak być lepszym człowiekiem, a dodam, że święty nie bywał.
Po tym wszystkim sama mam mętlik w głowie i nie wiem, co myśleć. Nie wiem, jak to wszystko potraktować i jak zanalizować jego słowa. Jutro znów będziemy się widzieć na uczelni, ale wiadomo, że w gronie znajomych to nie to samo, co sam na sam.
Jednak Jedyne, co dziś zrobił, to napisał dzisiaj do mnie rano, jak się czuję, a po zajęciach stałam ze znajomymi, a on do mnie podszedł i się ze mną pożegnał, powiedział, że wraca do domu. Nawet nie rozmawialiśmy... Chyba dla niego to nic nie znaczyło nawet.