netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Totalny mętlik w głowie

1 693 odpowiedzi142 903 wyświetleniazałożony przez kammiś, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 27 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 1 694 ]

261 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-06 14:42:10)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

/.../ Ale z drugiej strony powiedzial tez ze seks jest dla niego wazny i nie wyobraza sobie zeby go mialo w zwiazku nie byc albo zeby ktoras strona kilkanascie dni z rzedu odmawiala bez powodu (powiedzial ze choroba jest powodem) albo zeby byl zlej jakosci (ciekawe co dla niego znaczy zlej jakosci... A jak teraz jest zlej jakosci??? /.../

To znaczy, że nie wkładasz w to siebie, ale "udostępniasz" mu własne ciało do pieprzenia. Pewnie EX robiła mu takie numery. Oddawać trzeba się całkowicie albo w ogóle.

kammiś napisał/a:

/.../ I mowi ze swojego czasu tez sie obawial ze ja jak sie dowiedzialam o jego chorobie(?) to sie obawial ze go zdradze. I mowil ze jest mi wdzieczny za wyrozumialosc w tej kwestii (???). Tego tez nie rozumiem. Jak sie moglam inaczej zachowac? Przeciez to nie jego wina, nie on cos zrobil, to od niego niezalezne.

On jednak doznawał poczucia "niepełnowartościowości" jako tego, który nie może dać kobiecie dziecka. Jeśli czujesz że partner jest niepełnowartościowy rośnie prawdopodobieństwo zdrady bo go zlewasz. Czuje się to tym bardziej, jeśli on się tak czuje. No i zdrada może być rozwiązaniem problemu niepłodności partnera jak chciała jego EX. Obawiał się jednego lub drugiego, bo poczucie niepełnowartościowości jest w nim silne. jeśli kiedykolwiek, nawet - a zwłaszcza - w złości użyjesz jakiegoś "argumentu" odwołującego się do tej niepełnowartościowości, w sposób trwały i nieodwracalny zniszczysz jakąś część uczuć do Ciebie.

kammiś napisał/a:

Najbardziej mnie zdziwilo to ze juz po tej rozmowie ZAPYTAL czy moze mnie pocalowac. Przeciez mogl po prostu pocalowac. Bez pytania.

No bo jak stosujesz od razu środki z kategorii taktycznej broni jądrowej, zamiast walki konwencjonalnej, to wolał się najpierw zapytać.

UWAGA! Ważna sprawa - jak widzę po tych pytaniach - jesteś na etapie raczkowania, jeśli chodzi o umiejętność empatii. I ten problem jest ważniejszy niż seks w toalecie, ojciec pieprzący 19-latki, czy autystyczna matka. Bez empatii - umiejętności odczuwania myśli i emocji innych masz przeyebane. Nad tym trzeba zacząć pracować "od wczorej"

Mężczyzna, który poświęcił wszystkie wcześniejsze "miłości" dla jednej jest IMHO więcej wart dla takiej jak ty kobiety(no może jeszcze nie całkiem),  niż taki który nie doświadczył ich zbyt wielu. Wyjątki od tej reguły i tak są nie dla Ciebie, więc nie ma czego żałować.
Szanuj to co jest jedynym pozytywnym elementem układanki w Twoim pełnym hipokryzji świecie.

262 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-06 19:41:13)

Odp: Totalny mętlik w głowie

ET - mhm, zawsze myślałam (być może błędnie) że empatia to umiejętność współczucia i żałowania drugiej osoby. To potrafię, o ile kogoś przynajmniej troszkę lubię lub jest mi obojętny (nie potrafię w przypadku osób których darzę negatywnymi uczuciami). I współczuję mu, zwłaszcza tej byłej. Ale faktycznie od zawsze mam problem z domyśleniem się "co autor miał na myśli".

Dzisiaj jeszcze dużo gadaliśmy i bardzo dużo myślałam. Mamy dobry humor, więc głównie o pozytywach. Poszedł biegać więc mam chwilę na forum smile
Strasznie podoba mi się to że mamy podobne poglądy. Nie dostosowane do siebie tylko po prostu podobne. Polityczne - liberalne, społeczne - baaaardzo liberalne w pewnych kwestiach. Zdziwiło mnie w ogóle to że jest przeciwny maskulinizacji społeczeństwa (to mnie zdziwiło w kontekście przeszłości i tego pieprzonego kibla, ale już mniejsza o to), temat wyszedł bo widzieliśmy taki mądry filmik robiony przez Francuzów, gdzie całkowicie zamieniono role społeczne.  I to że nie traktuje mojego kota jak mój były (co śmieszniejsze nie mieszkaliśmy razem, a on śmiał na niego najeżdżać). Pamiętam jak mojego byłego obrzydzało to że "kot siedzi dupą na stole przy którym się je". Wielkie mi halo. A będąc z nim mogę oglądać sobie taki miły obrazek jak na przykład dzisiaj rano - facet pije kawę a kot sobie siedzi i zagląda mu do kubka smile Mój były kiedyś mi chciał uderzyć kota, ale w porę zareagowałam, bo dla mnie to skrajna patologia. A teraz wiem że nawet jak kot ugryzie to mój facet się z tego śmieje. Mój kot jest taki że jak ktoś kichnie nie daj boże (lepiej jak najciszej, żeby nie słyszał) to przyjdzie i MUSI ugryźć. Inaczej nie odpuści, choćby nie wiem co. Więc lepiej dać się ugryźć przez spodnie albo sweter czy marynarę i mieć z głowy, i tak nie boli big_smile Zresztą on ma płaską twarz, nie umie mocno złapać smile I nie wyobrażam sobie być z kimś kto z tego robi problem, bo 11letni kot przyzwyczajeń nie zmieni, a ja nie mam zamiaru robić tak żeby bał się mnie czy kogoś.
Wiem że to błahostka ale jakoś tak sobie pomyślałam że to urocze smile
Jesteśmy w sumie w trakcie rozmawiania o naszych oczekiwaniach co do związku. Ciekawe co z tego wyjdzie.
Ale jestem optymistycznie nastawiona smile
Najbardziej mnie zdziwiło to że jemu się podoba że jestem feministką smile myślałam że faceci tego nie lubią smile
mi się podoba to że on potrafi przyznać że mężczyźni są okropni.
W sumie chciałabym mieć jeden taki dzień w którym mogłabym zachowywać się jak facet big_smile i nie chodzi o związek, bo tutaj nie ma nierówności, tylko na zewnątrz.

263 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-07 03:46:18)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Duuuuzo gadalismy. Zapytalam go czego oczekuje ode mnie i od naszego zwiazku. I sie dowiedzialam - znowu w punktach big_smile :

1. On lubi dzieci. I mowi ze nie czuje presji zeby miec ale nie jest nastawiony negatywnie. Ale tez nie chce zebym ja odczuwala presje ze on chce. Ale ze mozemy kieeeeedys tam jakbym chciala poruszyc kwestie przejscia sie po lekarzach nie tylko w celu diagnozy. Ale mowi ze chcialby zebym najpierw skonczyla studia i aplikacje i jakos sie ustabilizowala zawodowo. Kiedys widzialam jak bawil sie z coreczka kolegi. Wygladal na szczesliwego. Nie wiem co myslec.

2. Chcialby kiedys miec psa. Moze nawet dwa psy. Ale mowi ze szanuje to ze ja mam kota i lubi go (to widac! mowi do niego maly big_smile ) i nie sprowadzi mi tu psa i sam nie ma czasu na psa i nie uznaje trzymania psow w bloku bo uwaza ze duzy pies (a chcialby takiego) w mieszkaniu sie meczy. Ja nie mam nic przeciwko psom (psy sa kochane!) ale mam kota i kot tez jest kochany. Ja w ogole darze wielka miloscia wszelkie stworzenia futrzaste, wiec nie mam nic przeciwko psom. Mialabym cos przeciw wezom, pajakom, patyczakom. Legwana czy inne jaszczury nawet bym zaakceptowala smile

3. Chcialby zebym troche czesciej zasypiala razem z nim. To bedzie dla mnie ciezkie bo juz na dlugo przed tym jak go poznalam - wlasciwie od razu jak wyprowadzilam sie od rodzicow - przestawilam sie na nocny tryb zycia. Moze nie tak "slownikowo" nocny ale ja to tak nazywam. Ze np ide spac o 3. I bardzo ciezko mi sie przestawic. Z drugiej strony nocami swietnie mi sie pracuje. Po prostu genialnie! Mam najlepsze pomysly, najszybciej sie ucze i jestem produktywna. A nawet jak nie musze nic robic to nie moge zasnac. Wczesniej po nocy siedzialam tylko jeden dzien przed egzaminem - jak wielu studentow. Teraz ciagle, nawet jak nic robic nie musze. Czytam sobie ksiazke albo po prostu siedze. Ja wiem ze to nie jest normalne i nawet jak go nie znalam to chcialam to zmienic. Ale to jest tak strasznie trudne! Jak na razie udaje mi sie wstawac np o 8-9-gora 10. Wczesniej jak nie mialam zajec to spalam do 12-13 i z racji indywidualnego toku ukladalam plan tak zeby miec zajecia jak najpozniej big_smile a on powiedzial cos takiego "to jest takie niefajne zwlaszcza wtedy jak juz jest bardzo pozno i sie kochamy a potem zamiast sie przytulic i zasnac to ubierasz sie i odpalasz laptopa". Brzmi smiesznie wiem, ale ja nie moge zasnac. Przed chwila probowalam. Ale robie postepy - wstaje o normalnych porach, to moze i organizm wylapie ze 4-5 godzin snu to za malo? Chociaz bardzo zahartowana jestem jesli chodzi o brak snu, juz jako dziecko nie potrzebowalam wiele, nie wiem czemu. A jako dziecko nie uczylam sie przeciez w nocy. A i tak szybko - juz w gimnazjum - zaczelam chodzic spac kolo 1. Potem coraz pozniej, coraz pozniej itd. Nie wiem jak to ogarnac. I psycholog i internista rozlozyli rece.

4. Ma bardzo proste do spelnienia zyczenie ktore mnie troche ubawilo. Zebym z biegiem czasu tak samo jak teraz dbala o swoj wyglad w domu - nie wiem jak to okreslic. Bo mowi ze niektore kobiety maja takie zwyczaje ze w domu sa niechlujne, dres, nieumyte wlosy i tylko jak wychodza sie ogarniaja a facet lubi miec ladna kobiete zawsze. Dla mnie to absurd bo ja nawet jak mieszkalam sama i nawet jak bylam chora (wiadomo, nie goraczka 40 stopni tylko typowy wirus) to normalnie mylam i ukladalam wlosy i robilam normalny makijaz. Dresu nie posiadam tylko legginsy i bluzki. Zapytalam go czy tak jest dobrze i powiedzial ze "idealnie" ze ma takie cichutkie zyczenie zeby tak zostalo. Nie wiedzialam ze faceci maja takie proste do spelnienia zyczenia i ze nie spelnilo ich iles tam kobiet mimo ze to takie proste big_smile

5. Mowi ze podoba mu sie to ze mam wyrobiona opinie na sporo spraw i ze bardzo lubi nasze dyskusje na polityczno-prawne tematy i ze chcialby duuuuzo takich dyskusji. Fajnie, bo ja tez je lubie. Dzisiaj wspolnie zjezdzalismy poslow pis i ich wypowiedzi na temat konwencji (to jeden z naszych ulubionych tematow do hejtu  - wreszcie spotkalam bratnia dusze jesli chodzi o poglady polityczne wink ). Ostatnio jego kuzynka sie smiala ze strach sie bac bo wyslalibysmy cala prawice w kosmos big_smile mhm... Skrajna lewice czasem tez bym wyslala.

6. Ostrzegl mnie ze czasem bedzie nadopiekunczy. Bo jego kuzynka-przyjaciolka zarazem zostala kiedys zgwalcona. To juz wiem dlaczego kiedys sie zdenerwowal jak sie wybralam na spacer po ciemku i troche pobladzilam. Ja w sumie nie mam nic przeciwko bo sama jestem strachliwa. Mam nawet gaz pieprzowy do torebki big_smile

7. Wspomnial (tylko wspomnial i nie ciagnal tematu na szczescie) ze jak sie wybuduje to chcialby zebysmy tam zamieszkali razem - i z kotem. Mowi o moim kocie ze jest "strasznie smieszny". Nie wiem czy to ze dostalam dzisiaj pazurami w policzek bylo smieszne ale dobra big_smile moze smieszne jest to ze jest kluska z plaskim ryjem (tak uwielbiam go obrazac, to z tej milosci do kota big_smile )

8. Chcialby zebym zaprzestala swoich usilnych prob ponownego przejscia na wegetarianizm bo za kazdym razem po tym nam duzo gorsze wyniki i go to martwi i ze to glupie. Mowi ze rozumie moje motywy i ze tez lubi zwierzeta ale uwaza ze nie powinnam sie targowac z wlasnym organizmem a pomoc moge inaczej i jego zdaniem i tak juz pomagam. I powiedzial ze jak bede sie normalnie odzywiac to nie bede chorowac tak czesto i bede mogla wrocic do wolontariatu do "pieselow" i on sam chetnie ze mna pojdzie jak tylko bedzie mial wolne.

9. Chce zebysmy pojechali w wakacje gdzies gdzie nie bedziemy korzystac z internetu/telefonu/tableta (boze, nie dam rady!!!!!) i odpoczniemy od wszystkiego. On wie ze jestem uzalezniona od wlasnego telefonu big_smile

10. I powiedzial jeszcze cos dziwnego. Ze wie ze probuje byc dorosla ale chcialby zebym chociaz w malej czesci pozostala taka dziewczynka jaka teraz jestem. W jakiej "malej czesci"?

11. Mowi ze moglabym przytyc ze trzy kilo. Oberwal za to poduszka (na zarty!). Nie moglabym, musi sie rozczarowac. Wcale nie jestem chuda i nie czuje sie chuda.

264 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-07 12:35:16)

Odp: Totalny mętlik w głowie

No to kwestię faceta mamy już z głowy big_smilebig_smile

Napiszę Ci o czymś innym.
Wiesz dziś z samego rana byłam na cmentarzu u pewnej bliskiej osoby, rocznica. Chodże co roku na cmentarz i mam to samo. Gdy ta osoba żyła miałam do niej straszny żal, ogromne pretensje, zrobiła bardzo złą rzecz, gdyby nie ona życie moje i nie tylko moje wyglądałoby inaczej. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego tka postąpiła, co nią kierowało.  Jednak byłam na nią zła, nie nie znosiłam jej, nie miałam odwagi spotkać, porozmawiać. Im byłam starsza tym bardziej chciałam znać prawdę. Ale ciągle coś mnie wstrzymywało. Pewnego dnia dowiedziałam się, że ta osoba miała wypadek z pozoru niegroźny leży w szpitalu.
Wszyscy zapewniali, ze z tego wyjdzie. Obiecałam sobie ze jak tylko wyzdrowieje, muszę sie z nią zobaczyć i wyjaśnić...i co?
Nagle ta osoba umarła. Wystąpiły komplikacje. Do dziś sobie nie mogę podarować, ze z nią nie porozmawiałam, że nie poznałam prawdy i motywów jej postępowania. To mnie męczy bo nie wiem nie umiem jej wybaczyć, zrozumieć. Prawdy mogę szukać albo u osób trzecich, gdzie każdy ma swoja wersje, albo sama sobie dopowiedzieć, domyślać się.
Jak jestem na cmentarzu w myślach zadaję je te pytania; dlaczego ty...? No ale odpowiedzi nigdy nie uzyskam. Z prawda jaka by ona nie była, żyłoby mi się lepiej.  Myślałam, ze mam mnóstwo czasu, żeby dojść prawdy, albo że ta sprawa jest nieistotna.
Dopiero jak tej osoby brakło. Dotarło do mnie jak ważna byłaby rozmowa z nią.

Mam nadzieję, że ty nie popełnisz tego błędu. Mam na myśli twoją mamę. Bo wiesz różnie w życiu bywa. Warto porozmawiać i dojść prawdy póki jest okazja.
Nawet jak kogoś nie lubimy uważamy ze zrobił na krzywdę. Wiesz ja o tej osobie nie miałam dobrego zdania a dziś cholernie mi je brakuje. Cholernie brakuje mi chociaż tej jednej rozmowy. Tyle rzeczy chciałabym jej powiedzieć, tyle wygarnąć o tyle zapytać...
Teraz jak mam z kimś złe relacje mam mu do wygarnięcia i chcę mu zadać kilak pytań, nie zwlekam, umawiam się na kawę na mieście i po prostu z mostu omawiam sytuację.

265

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:

Zareagowałaś jakby nie wiem jak Cię krzywdził. Ty go prawie pobiłaś big_smilebig_smile

kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

A te awantury w górach wyzywanie, to też nie jest normą. Jednak masz jakiś lęk do facetów, poniżasz ich, ranisz, wiesz raz na jakiś czas można ale faceci też maja swoją granicę wyporności. Takie darcie, wyzywanie, bicie. To jakiś poważniejszy problem czy uraz a nie kaprys.

W górach to go ubawiło a nie wkurzyło....

kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Może i ubawiło, ale jak takie akcje będą się powtarzać, często to on nie wytrzyma, sama wiesz...musisz nad sobą popracować

Wiem, tylko nie wiem czy mam po co.

Po pierwsze cieszę, się kammiś, że zlazłaś z piedestału i pokazałaś ludzką twarz smile
Po drugie - MUSZĘ PODKREŚLIĆ, że o ile często gęsto obie z Ludmiłą wywoływałyście uśmiech niedowierzania... no bo jak można być dorosłą kobietą i... w wielu swych wątkach. O TYLE teraz BARDZO MOCNO popieram Ludmiły stanowisko. BARDZO.
Naprawdę UWAŻASZ< że "już po sprawie"???
OWO popracowanie nad sobą uzależniłaś od REAKCJI ZEWNĘTRZNEJ: swojego, skądinąd BARDZO wyrozumiałego partnera!
NIE masz potrzeby ZAPANOWAĆ nad swymi emocjami, które potrafią czynić Cię nieobliczalną?!
Jak dla mnie to będziesz jak taka tykająca "bomba zegarowa" co to "nie zna się dnia ni godziny"... i nie wiadomo CO może spowodować wybuch.
I jak wygląda twe zachowanie w świetle wczoraj przegłosowanej konwencji PRZECIW przemocy?
PRZEŻYTA sytuacja nie spowodowała iż dojrzałaś do GŁĘBSZEJ refleksji?? To gdzie ta twoja osławiona łatwość "nauki"?
Chylę głowę przed poważnymi i życiowymi problemami.
Widać PRAWDZIWE życie nie pozwala na ich omijanie, nawet gdy wykreujemy wokół siebie (nieprawdziwy?) świat "jedynie słuszny",  wink JAKOŚ znajdzie sposób by się do niego wedrzeć...

266 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-07 13:34:58)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Anhedonia napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Zareagowałaś jakby nie wiem jak Cię krzywdził. Ty go prawie pobiłaś big_smilebig_smile

kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

A te awantury w górach wyzywanie, to też nie jest normą. Jednak masz jakiś lęk do facetów, poniżasz ich, ranisz, wiesz raz na jakiś czas można ale faceci też maja swoją granicę wyporności. Takie darcie, wyzywanie, bicie. To jakiś poważniejszy problem czy uraz a nie kaprys.

W górach to go ubawiło a nie wkurzyło....

kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Może i ubawiło, ale jak takie akcje będą się powtarzać, często to on nie wytrzyma, sama wiesz...musisz nad sobą popracować

Wiem, tylko nie wiem czy mam po co.

Po pierwsze cieszę, się kammiś, że zlazłaś z piedestału i pokazałaś ludzką twarz smile
Po drugie - MUSZĘ PODKREŚLIĆ, że o ile często gęsto obie z Ludmiłą wywoływałyście uśmiech niedowierzania... no bo jak można być dorosłą kobietą i... w wielu swych wątkach. O TYLE teraz BARDZO MOCNO popieram Ludmiły stanowisko. BARDZO.
Naprawdę UWAŻASZ< że "już po sprawie"???
OWO popracowanie nad sobą uzależniłaś od REAKCJI ZEWNĘTRZNEJ: swojego, skądinąd BARDZO wyrozumiałego partnera!
NIE masz potrzeby ZAPANOWAĆ nad swymi emocjami, które potrafią czynić Cię nieobliczalną?!
Jak dla mnie to będziesz jak taka tykająca "bomba zegarowa" co to "nie zna się dnia ni godziny"... i nie wiadomo CO może spowodować wybuch.
I jak wygląda twe zachowanie w świetle wczoraj przegłosowanej konwencji PRZECIW przemocy?
PRZEŻYTA sytuacja nie spowodowała iż dojrzałaś do GŁĘBSZEJ refleksji?? To gdzie ta twoja osławiona łatwość "nauki"?
Chylę głowę przed poważnymi i życiowymi problemami.
Widać PRAWDZIWE życie nie pozwala na ich omijanie, nawet gdy wykreujemy wokół siebie (nieprawdziwy?) świat "jedynie słuszny",  wink JAKOŚ znajdzie sposób by się do niego wedrzeć...

Powiedz mi tylko GDZIE ja napisalam ze "juz po sprawie" i ze to dla mnie zamkniety temat, bo ani tak nie mysle ani tak nie napisalam a ktos (znowu!) probuje mi wlozyc w usta nie moje slowa.
Bo nie, nie uwazam ze sprawa jest zamknieta i tak, mysle o tym.
Tylko bardzo mnie ciekawi skad wziely sie Twoje slowa ze ja tak rzekomo powiedzialam i ze tak sadze.
Wyrwalas to "wiem, tylko nie wiem czy mam po co" totalnie z kontekstu! Bo znaczylo ono mniej wiecej tyle "wiem tylko nie wiem czy on bedzie chcial ze mna byc".
O ile krytyke swojego zachowania biore "na klate" o tyle na  wpieranie mi ze cos powiedzialam mimo ze tak nie bylo nigdy sie nie godze.
Napisalam to ZANIM on okazal wyrozumialosc a chronologia akurat tutaj jest wazna. Wtedy mialam dola i myslalam o tym czy mam po co sie starac czy wszystko przepadlo. O to mi chodzilo. Teraz jak wiem ze nie przepadlo to wiem ze bede pracowac nad soba.
Niecierpie wyrywania z kontekstu tongue

267

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:

No to kwestię faceta mamy już z głowy big_smilebig_smile

Napiszę Ci o czymś innym.
Wiesz dziś z samego rana byłam na cmentarzu u pewnej bliskiej osoby, rocznica. Chodże co roku na cmentarz i mam to samo. Gdy ta osoba żyła miałam do niej straszny żal, ogromne pretensje, zrobiła bardzo złą rzecz, gdyby nie ona życie moje i nie tylko moje wyglądałoby inaczej. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego tka postąpiła, co nią kierowało.  Jednak byłam na nią zła, nie nie znosiłam jej, nie miałam odwagi spotkać, porozmawiać. Im byłam starsza tym bardziej chciałam znać prawdę. Ale ciągle coś mnie wstrzymywało. Pewnego dnia dowiedziałam się, że ta osoba miała wypadek z pozoru niegroźny leży w szpitalu.
Wszyscy zapewniali, ze z tego wyjdzie. Obiecałam sobie ze jak tylko wyzdrowieje, muszę sie z nią zobaczyć i wyjaśnić...i co?
Nagle ta osoba umarła. Wystąpiły komplikacje. Do dziś sobie nie mogę podarować, ze z nią nie porozmawiałam, że nie poznałam prawdy i motywów jej postępowania. To mnie męczy bo nie wiem nie umiem jej wybaczyć, zrozumieć. Prawdy mogę szukać albo u osób trzecich, gdzie każdy ma swoja wersje, albo sama sobie dopowiedzieć, domyślać się.
Jak jestem na cmentarzu w myślach zadaję je te pytania; dlaczego ty...? No ale odpowiedzi nigdy nie uzyskam. Z prawda jaka by ona nie była, żyłoby mi się lepiej.  Myślałam, ze mam mnóstwo czasu, żeby dojść prawdy, albo że ta sprawa jest nieistotna.
Dopiero jak tej osoby brakło. Dotarło do mnie jak ważna byłaby rozmowa z nią.

Mam nadzieję, że ty nie popełnisz tego błędu. Mam na myśli twoją mamę. Bo wiesz różnie w życiu bywa. Warto porozmawiać i dojść prawdy póki jest okazja.
Nawet jak kogoś nie lubimy uważamy ze zrobił na krzywdę. Wiesz ja o tej osobie nie miałam dobrego zdania a dziś cholernie mi je brakuje. Cholernie brakuje mi chociaż tej jednej rozmowy. Tyle rzeczy chciałabym jej powiedzieć, tyle wygarnąć o tyle zapytać...
Teraz jak mam z kimś złe relacje mam mu do wygarnięcia i chcę mu zadać kilak pytań, nie zwlekam, umawiam się na kawę na mieście i po prostu z mostu omawiam sytuację.

Zadzwonie do niej jutro i zapytam czy nie poszlaby na kawe w tygodniu.
Ciekawe czy pojdzie.....

268 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-07 14:24:18)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Nawet powinnaś nalegać, że bardzo Ci zależy.  Ciekawe czy pójdzie?!....Trzeba stanowczo ,,mamo nie przyjmuję odmowy'', nie w pon to we wtorek, śr,...pt..jak nie to przyjadę do Ciebie do domu, pracy. Po prostu musimy porozmawiać.
Nie daj za wygraną. Wtedy będzie wiedziała, że nie ma wyjścia, że Ci zależy...no i że najwyższy czas skończyć te chore tajemnice i podchody. Koniec zupa się wylała, kawa na ławę.
Wymyśl jakieś fajne miejsce, jakąś przytulna restaurację, ale kameralne, żeby w połowie znajomi nie dołączyli big_smilebig_smile czy może lepiej na świeżym powietrzu, park, zależy co tam lubicie.
No i tylko wy w cztery oczy żadnego ojca, faceta, kota, tylko Wy we dwie.

Możesz sobie zrobić listę pytać o co chcesz zapytać co chcesz powiedzieć. I śmiało, odważnie. To aż i tylko mama. Najwyżej  nie odpowie. Spróbować warto a nawet trzeba.
Czasem jest tak, bynajmniej w moim przypadku, nawet jak kogoś nie lubię, uważam, że rozmowa z nim mało da, że być może nic nie zmieni. Ale warto spróbować, może akurat. Zawsze lepiej żałować, że się zrobiło niż ze się nie zrobiło.
Jak już mam mieć na kogoś złość, to chce wiedzieć za co konkretnie. Musze wysłuchać argumentów drugiej strony, żeby móc zrozumieć jej postępowanie.
O ile rozmawiasz to radziłabym prostu z mostu, zanim Ci odwagi braknie. Daruj sobie kwestie: spotkaliśmy się tu po to żeby rozmawiać o....powiedz wprost co Cię najbardziej boli, czym sprawiła Ci największa przykrość i zapytaj o to co Cię ciekawi, o to o co balas się do tej pory zapytać.

A jeśli czujesz, ze nie dasz rady, powiedzieć tego wszystkiego, złamiesz się, zawstydzisz mamy, rozpłaczesz.
Zrób elegancką kartkę i napisz jej wszystko w podpunktach. O co masz zal, co być chciała wiedzieć, co Cie boli.
Jeżeli zdołasz powiedzieć super, przełamiesz się, jeżeli nie możesz wesprzeć się kartką.

269 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-07 14:53:28)

Odp: Totalny mętlik w głowie

No wlasnie moj facet mowi ze na NEUTRALNYM GRUNCIE bo bedzie jak zwykle.
I ja sie chyba z nim zgadzam.
Bez kota. Hahahaha big_smile
Duzo by nagadal big_smile
Jej chichuahua duzo gada!
Na park to za zimno wink

270

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

No wlasnie moj facet mowi ze na NEUTRALNYM GRUNCIE bo bedzie jak zwykle.
I ja sie chyba z nim zgadzam.

Na neutralnym gruncie. Żebyście obydwie miały ten komfort, że za chwilę nie wejdzie przyjaciółka, profesor, szef itd. że można spokojnie się wyluzować i gadać.
A i dopilnować żeby ojciec o rozmowie nie wiedział, bo jak się dowie, być może nie będzie chciał żeby wyszły na jaw jakieś niewygodne dla niego fakty. I wpadnie na początku spotkania pod pretekstem obiadu, albo spotkania z kolegą.
No i zapewnij mamę, że to co powie zostanie miedzy Wami, nie polecisz do ojca, babci itd...

kammiś napisał/a:

Bez kota. Hahahaha big_smile
Duzo by nagadal big_smile
Jej chichuahua duzo gada!

Bez kota, psa chodzi o to żeby nikt i nic uwagi nie odwróciło. Np. kot żeby nie zrzucił doniczki z okna a pies nie zaczął szczekać jak opętany i zagłuszać wszystko. Żeby nie było pretekstu do przerwania rozmowy. Żeby nie było sytuacji pytanie; dlaczego ty......(niewygodne pytanie)...chwila ciszy...moment muszę psu dać pić big_smilebig_smile ludzie kiedy chcą uciec od pytania,  właśnie robią rożne dziwne uniki, i każdy pretekst dobry. W momencie kiedy nie maja pretekstu, ani za co za kogo się schować, zaczynają być szczerzy, zaczynają się otwierać.

kammiś napisał/a:

Na park to za zimno wink

Może na początku rzeczywiście kawiarnia i kawa, ale wierz mi jak się rozmowa rozkręci, emocje sięgną szczytu, zrobi się tak gorąco, że w zaśnieżonym parku kurtka będzie zbywać lol
Więc może kawa i spacer big_smilebig_smile Zresztą zobaczysz jak się sytuacja rozwinie.

271

Odp: Totalny mętlik w głowie

Zadzwonie do niej jutro smile

272

Odp: Totalny mętlik w głowie

Denerwujesz się przed konfrontacją?

273 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-07 23:15:33)

Odp: Totalny mętlik w głowie
mevel napisał/a:

Denerwujesz się przed konfrontacją?

Mhm.... dzisiaj jeszcze nie.
Chyba stosuję metodę wyparcia, bo nie myślę o tym.
Ale jak znam siebie to w dniu i dzień przed będę panikować - tak to u mnie działa big_smile

mam jakiś dobry humor bo odbudowuję relacje ze znajomymi. wcześniej zamykałam się i otwierałam tylko dla dwóch przyjaciółek.
teraz umówiłam się do kina z jedną koleżanką, znamy się od niedawna bo zmieniała grupy ale dobrze nam się rozmawia.  zastanawiałam się czy iść ale facet wręcz mnie wypycha z domu żebym szła, a faktycznie mi się przyda więcej kontaktu z ludźmi smile

274 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-08 00:03:22)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ha ha ha hmm
jaka ona jest perfidna!
Powiedziała że ma czas TYLKO  w sobotę.
No już, na pewno w sobotę się z nią spotkam, oczywiście, lecę!
hmm
W dodatku nie rano, pod wieczór ma czas!
Bo uwierzę!
hmm
dobrze wiedziała, że:
1. nie zostawię faceta
2. nie odpuszczę walentynek
3. nie odpuszczę Greya
doskonale wiedziała
nie mówiłam jej ale głupia nie jest
a to normalne że miałam od dawna plany
ja nie wiem czego ona chce

275

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

ja nie wiem czego ona chce

Słońce, przecież Ty nawet nie wiesz, czego Ty chcesz...

276

Odp: Totalny mętlik w głowie
pitagoras napisał/a:
kammiś napisał/a:

ja nie wiem czego ona chce

Słońce, przecież Ty nawet nie wiesz, czego Ty chcesz...

Akurat w tym aspekcie wiem.

277

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Ha ha ha hmm
jaka ona jest perfidna!
Powiedziała że ma czas TYLKO  w sobotę.
No już, na pewno w sobotę się z nią spotkam, oczywiście, lecę!
hmm
W dodatku nie rano, pod wieczór ma czas!
Bo uwierzę!
hmm
dobrze wiedziała, że:
1. nie zostawię faceta
2. nie odpuszczę walentynek
3. nie odpuszczę Greya
doskonale wiedziała
nie mówiłam jej ale głupia nie jest
a to normalne że miałam od dawna plany
ja nie wiem czego ona chce

sPISek?

278

Odp: Totalny mętlik w głowie

Na temat zdrad facetów nie będę się wypowiadać, bo moje zdanie może być zbliżone, do tego jakie przedstawił pitagoras... Z drugiej strony jednak myślę, że nie ma podstaw, by wrzucać wszystkich "do jednego worka"...
Niemniej mam nadzieję, że nigdy nie doświadczysz zdrady. Naprawdę tego Ci życzę.

Nasuwa mi się jedno pytanie: czy Ty akceptujesz siebie?

279

Odp: Totalny mętlik w głowie
strachoputek napisał/a:

Na temat zdrad facetów nie będę się wypowiadać, bo moje zdanie może być zbliżone, do tego jakie przedstawił pitagoras... Z drugiej strony jednak myślę, że nie ma podstaw, by wrzucać wszystkich "do jednego worka"...
Niemniej mam nadzieję, że nigdy nie doświadczysz zdrady. Naprawdę tego Ci życzę.

Nasuwa mi się jedno pytanie: czy Ty akceptujesz siebie?

Mhm... Nie ma czegos takiego zebym siebie calkowicie nie akceptowala ale jest pare rzeczy ktore chcialabym zmienic nawet dla swojego dobra. Ale nie jestem osoba ktora chodzi i mysli o tym co jej sie w sobie nie podoba.
Szybko sie denerwuje ale to nie jest denerwowanie na zasadzie "znowu ja cos tam"... Tylko raczej co bedzie.

Nie wiem co mam teraz z matka zrobic.
Wiem ze zrobila to celowo. Po co? Zebym miala wybierac?
zeby mnie do czegos zmusic.
Najpierw powiedziala ze w ogole nie ma czasu. Powiedzialam ze bardzo mi zalezy. A ona do mnie: "ok, skoro ci zalezy tak bardzo to znajde chwile w sobote po 19"
hmm

280

Odp: Totalny mętlik w głowie
daenerys7 napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ha ha ha hmm
jaka ona jest perfidna!
Powiedziała że ma czas TYLKO  w sobotę.
No już, na pewno w sobotę się z nią spotkam, oczywiście, lecę!
hmm
W dodatku nie rano, pod wieczór ma czas!
Bo uwierzę!
hmm
dobrze wiedziała, że:
1. nie zostawię faceta
2. nie odpuszczę walentynek
3. nie odpuszczę Greya
doskonale wiedziała
nie mówiłam jej ale głupia nie jest
a to normalne że miałam od dawna plany
ja nie wiem czego ona chce

sPISek?

Heh, nie lubie pisu ale nie obwiniam go o cale zlo wink po prostu mam zupelnie inny swiatopoglad i tyle.
Nie ulega watpliwosci ze zrobila to specjalnie

281

Odp: Totalny mętlik w głowie

Wiesz, przeczytałam teraz posty kobiet, które w przeróżnych okolicznościach straciły mężów, narzeczonych, chłopaków... I znalazłam tam jedno, bardzo mądre zdanie "TO TYLKO ZYCIE". Zastanów się nad głębią tego stwierdzenia. Może warto zejść z poziomu "AŻ ŻYCIE" na poziom "TYLKO ŻYCIE"? Będzie łatwiej.

282 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-08 01:36:15)

Odp: Totalny mętlik w głowie
strachoputek napisał/a:

Wiesz, przeczytałam teraz posty kobiet, które w przeróżnych okolicznościach straciły mężów, narzeczonych, chłopaków... I znalazłam tam jedno, bardzo mądre zdanie "TO TYLKO ZYCIE". Zastanów się nad głębią tego stwierdzenia. Może warto zejść z poziomu "AŻ ŻYCIE" na poziom "TYLKO ŻYCIE"? Będzie łatwiej.

Ja chce przezyc swoje zycie jak najlepiej.
I nie chce powielac schematow.
Dla mnie to jednak az zycie.
Cos waznego. Nic po nim nie ma (wg mnie) wiec to dla mnie bardzo duzo. I nawet babcia, w takim wieku, mowi ze o zycie trzeba walczyc dla siebie zeby byc z niego jak najbardziej zadowolonym na starosc.
I nie uwazam ze to glownie mezczyzni sa przyczynami rozpadow zwiazkow. Kobiety sa czesto gorsze. Wiem po sobie. Po bylej swojego faceta.

283

Odp: Totalny mętlik w głowie

Aczkolwiek zalezy tez rozumiesz pod pojeciem "tylko zycie". Dla mnie powiedzenie sobie "to tylko zycie" to zaniedbywanie tego co sie robi i brak walki o siebie, swoje plany, marzenia, bliskich itd.

284

Odp: Totalny mętlik w głowie

To nie tak. Chodzi mi o to, że życia nie należy traktować zbyt poważnie, bo właściwie jest jedną wielką niewiadomą. Nigdy nie wiesz co spotka Cię za rogiem. Stawianie sobie coraz wyższych wymagań, wygórowane ambicje, dążenie do perfekcji, "zarzynanie się"... do czego to prowadzi? Popatrz na siebie- teoretycznie masz wszystko,a  mimo to czegoś Ci brakuje. Co więc daje Ci postawa jaką reprezentujesz? Nie twierdzę, że życie trzeba przeżyć byle jak- sama zresztą nie zadowalam się bylejakością. Chodzi mi jednak o to, żeby w tym dążeniu nie wiadomo do czego zatrzymać się i spojrzeć, czy na pewno to jest to, co daje szczęście. I tak myślę sobie, że to jest rada również dla mnie- wciąż uczę się zatrzymywać smile

285

Odp: Totalny mętlik w głowie
strachoputek napisał/a:

To nie tak. Chodzi mi o to, że życia nie należy traktować zbyt poważnie, bo właściwie jest jedną wielką niewiadomą. Nigdy nie wiesz co spotka Cię za rogiem. Stawianie sobie coraz wyższych wymagań, wygórowane ambicje, dążenie do perfekcji, "zarzynanie się"... do czego to prowadzi? Popatrz na siebie- teoretycznie masz wszystko,a  mimo to czegoś Ci brakuje. Co więc daje Ci postawa jaką reprezentujesz? Nie twierdzę, że życie trzeba przeżyć byle jak- sama zresztą nie zadowalam się bylejakością. Chodzi mi jednak o to, żeby w tym dążeniu nie wiadomo do czego zatrzymać się i spojrzeć, czy na pewno to jest to, co daje szczęście. I tak myślę sobie, że to jest rada również dla mnie- wciąż uczę się zatrzymywać smile

Wydaje mi się, że wymaganie od siebie i perfekcjonizm to są elementy, które czynią Kammiś szczęśliwą. Każdy powinien przeżyć swój czas, tak jak czuje.

286

Odp: Totalny mętlik w głowie

Tu nie chodzi o zarzynanie sie. Chodzi o to ze ja nie rozumiem ludzi, ktorzy nie stawiaja sobie celow a znam takich sporo. Zyja z dnia na dzien. I nie chodzi mi wylacznie o cele typu: skoncze 2 kierunki i zostane pania mecenas i kupie najlepsze audi a6. Chodzi mi o to ze nie rozumiem ludzi ktorzy nie daza do NICZEGO. A to cos to moze byc np lepsza forma, jakis kurs, nauka jezyka, przeczytanie ilus tam ksiazek, urzadzenie domu, wziecie udzialu w zawodach, rzezba ciala, wakacje, podroz, schudniecie, COKOLWIEK. a znam sporo osob ktore celow nie maja. Jedna moja daleka ciotka - nie pracuje, kazdy jej dzien wyglada tak samo - generalnie glownie siedzi przed tv albo czyta plotkarskie gazety - narzeka ze jest za gruba, ze dawno nie byla w teatrze itd. A nic jej nie ogranicza - zdrowie ma, pieniadze tez. Kiedys, jak bylam nastolatka, rownie dobrze pomyslalam ze moglaby juz polozyc sie do trumny i czekac bo przeciez i tak nie ma zadnych planow. Zamiast korzystac z czasu ktorego ma kupe to siedzi przed tv.
Ja nie czuje wyzszosci wobec osob dlatego ze sa mniej atrakcyjne, wolniej sie ucza, sa gorzej ubrane, biedniejsze, nie maja faceta itd. Ale przyznam szczerze czuje wyzszosc wobec studentow ktorych jedynym sensem zycia jest ta wodka wieczorem. A mam w grupie takie osoby. I nie chodzi o to ze nie sa kujonami, bo mam kolege - bardzo go lubie - ktory ma poprawki, jakis warunek, na studiach wszystko byle jak i na ostatnia chwile. Ale za to SAM (mimo ze pochodzi z ubozszej rodziny i mial stypendium socjalne, wychowywala go samotka matka) rozkrecil z kumplem biznes - trudnia sie reklama i juz calkiem niezle sobie radza. Sa swietni! Facet ma cudowna "rzezbe", cwiczy, dba o siebie (slepa nie jestem, z twarzy tez fajny). Inna dziewczyna - sama pracuje jako kelnerka, tanczy, studiuje. Takich ludzi cenie. Nie wiem czemu, nie potrafie (oczywiscie tego nie okazuje) czuc szacunku do dziewczyny, ktora chleje, nie dba o siebie, nie ma zadnych pasji, olewa studia, olewa swoje ZYCIE. nie potrafie i to silniejsze ode mnie. Kiedys pomyslalam ze moj kot mimo ze jest zwierzeciem ma wiekszy sens zycia. Wiem, moze to zle i glupie ale tak pomyslalam.
Lubie cos robic i dazyc do jakiegos celu. Niekoniecznie takiego ktory ktos bedzie sprawdzal. Ale realizacja planow sprawia mi satysfakcje.

287

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Ha ha ha hmm
jaka ona jest perfidna!
Powiedziała że ma czas TYLKO  w sobotę.

No to co twoja mama robi na tygodniu, naprawdę ma aż tak dużo obowiązków? A jak to jest z dojazdem? Daleko macie do siebie, może np. mogłabyś jej w pracy złożyć wizytę. Jeżeli nawet tego nie robiłaś wcześniej, wpadnij, jak zapyta co tu robisz, powiedz, oj mamo stęskniłam się za tobą, musimy porozmawiać. Nie mówię żeby rozmawiać w pracy, ale wtedy w cztery oczy tak szybko się nie wymiga

kammiś napisał/a:

No już, na pewno w sobotę się z nią spotkam, oczywiście, lecę!

Acha czyli chyba już wiem jak to u Was działało big_smilebig_smile dlaczego tyle rzeczy Cię ominęło, i tyle nie wiesz o mamie. Ty pytałaś, zaczynałaś temat. Dla niej to było niewygodne, chciała Cię zbyć, coś dowaliła, ty się wykurzyłaś, odpuściłaś (nie to nie). I znów sytuacja wróciła do punktu wyjścia. Ale teraz chyba nie odpuścisz?! Skoro rozmowa tle zakończyła się niepowodzeniem. Została konfrontacja w cztery oczy.
Zapytaj szczerze dlaczego nie chce się umówić, porozmawiać, dlaczego się tka zachowuje. 

kammiś napisał/a:

dobrze wiedziała, że:
1. nie zostawię faceta
2. nie odpuszczę walentynek
3. nie odpuszczę Greya
doskonale wiedziała
nie mówiłam jej ale głupia nie jest
a to normalne że miałam od dawna plany

No chyba nie wie, widzisz dla osób zakochanych walentynki są świętem, szykują się do nich, mają plany. Planują ten dzień. A twoi rodzice?! Znając życie, ostatni raz powiedzieli sobie ,,kocham Cię''  dniu ślubu lol że o kwiatach i prezentach nie wspomnę.
Pewnie twoja mama wie co to są walentynki i kiedy się je obchodzi, ale, ze sama nie świętuje nie zastanawia się kiedy dokładnie wypada 14 luty. Może sama nigdy nie obchodziła i nie wie, że ktoś obchodzi z to dla niego ważne. Skoro macie słaby kontakt i nie rozmawiacie to pewnie nie wie też jakie filmy lubisz i na co do kina się wybierasz.


kammiś napisał/a:

ja nie wiem czego ona chce

Ona nic nie chce, tylko się boi konfrontacji i stara się za wszelką cenę uniknąć jej. Tym bardziej nie należy odpuszczać!

288

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Tu nie chodzi o zarzynanie sie. Chodzi o to ze ja nie rozumiem ludzi, ktorzy nie stawiaja sobie celow a znam takich sporo. Zyja z dnia na dzien. I nie chodzi mi wylacznie o cele typu: skoncze 2 kierunki i zostane pania mecenas i kupie najlepsze audi a6. Chodzi mi o to ze nie rozumiem ludzi ktorzy nie daza do NICZEGO. A to cos to moze byc np lepsza forma, jakis kurs, nauka jezyka, przeczytanie ilus tam ksiazek, urzadzenie domu, wziecie udzialu w zawodach, rzezba ciala, wakacje, podroz, schudniecie, COKOLWIEK. a znam sporo osob ktore celow nie maja. Jedna moja daleka ciotka - nie pracuje, kazdy jej dzien wyglada tak samo - generalnie glownie siedzi przed tv albo czyta plotkarskie gazety - narzeka ze jest za gruba, ze dawno nie byla w teatrze itd. A nic jej nie ogranicza - zdrowie ma, pieniadze tez. Kiedys, jak bylam nastolatka, rownie dobrze pomyslalam ze moglaby juz polozyc sie do trumny i czekac bo przeciez i tak nie ma zadnych planow. Zamiast korzystac z czasu ktorego ma kupe to siedzi przed tv.
Ja nie czuje wyzszosci wobec osob dlatego ze sa mniej atrakcyjne, wolniej sie ucza, sa gorzej ubrane, biedniejsze, nie maja faceta itd. Ale przyznam szczerze czuje wyzszosc wobec studentow ktorych jedynym sensem zycia jest ta wodka wieczorem. A mam w grupie takie osoby. I nie chodzi o to ze nie sa kujonami, bo mam kolege - bardzo go lubie - ktory ma poprawki, jakis warunek, na studiach wszystko byle jak i na ostatnia chwile. Ale za to SAM (mimo ze pochodzi z ubozszej rodziny i mial stypendium socjalne, wychowywala go samotka matka) rozkrecil z kumplem biznes - trudnia sie reklama i juz calkiem niezle sobie radza. Sa swietni! Facet ma cudowna "rzezbe", cwiczy, dba o siebie (slepa nie jestem, z twarzy tez fajny). Inna dziewczyna - sama pracuje jako kelnerka, tanczy, studiuje. Takich ludzi cenie. Nie wiem czemu, nie potrafie (oczywiscie tego nie okazuje) czuc szacunku do dziewczyny, ktora chleje, nie dba o siebie, nie ma zadnych pasji, olewa studia, olewa swoje ZYCIE. nie potrafie i to silniejsze ode mnie. Kiedys pomyslalam ze moj kot mimo ze jest zwierzeciem ma wiekszy sens zycia. Wiem, moze to zle i glupie ale tak pomyslalam.
Lubie cos robic i dazyc do jakiegos celu. Niekoniecznie takiego ktory ktos bedzie sprawdzal. Ale realizacja planow sprawia mi satysfakcje.

Mała, Ty jednak czasem nawet sensownie myślisz.

289 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 17:29:38)

Odp: Totalny mętlik w głowie
pitagoras napisał/a:
kammiś napisał/a:

Tu nie chodzi o zarzynanie sie. Chodzi o to ze ja nie rozumiem ludzi, ktorzy nie stawiaja sobie celow a znam takich sporo. Zyja z dnia na dzien. I nie chodzi mi wylacznie o cele typu: skoncze 2 kierunki i zostane pania mecenas i kupie najlepsze audi a6. Chodzi mi o to ze nie rozumiem ludzi ktorzy nie daza do NICZEGO. A to cos to moze byc np lepsza forma, jakis kurs, nauka jezyka, przeczytanie ilus tam ksiazek, urzadzenie domu, wziecie udzialu w zawodach, rzezba ciala, wakacje, podroz, schudniecie, COKOLWIEK. a znam sporo osob ktore celow nie maja. Jedna moja daleka ciotka - nie pracuje, kazdy jej dzien wyglada tak samo - generalnie glownie siedzi przed tv albo czyta plotkarskie gazety - narzeka ze jest za gruba, ze dawno nie byla w teatrze itd. A nic jej nie ogranicza - zdrowie ma, pieniadze tez. Kiedys, jak bylam nastolatka, rownie dobrze pomyslalam ze moglaby juz polozyc sie do trumny i czekac bo przeciez i tak nie ma zadnych planow. Zamiast korzystac z czasu ktorego ma kupe to siedzi przed tv.
Ja nie czuje wyzszosci wobec osob dlatego ze sa mniej atrakcyjne, wolniej sie ucza, sa gorzej ubrane, biedniejsze, nie maja faceta itd. Ale przyznam szczerze czuje wyzszosc wobec studentow ktorych jedynym sensem zycia jest ta wodka wieczorem. A mam w grupie takie osoby. I nie chodzi o to ze nie sa kujonami, bo mam kolege - bardzo go lubie - ktory ma poprawki, jakis warunek, na studiach wszystko byle jak i na ostatnia chwile. Ale za to SAM (mimo ze pochodzi z ubozszej rodziny i mial stypendium socjalne, wychowywala go samotka matka) rozkrecil z kumplem biznes - trudnia sie reklama i juz calkiem niezle sobie radza. Sa swietni! Facet ma cudowna "rzezbe", cwiczy, dba o siebie (slepa nie jestem, z twarzy tez fajny). Inna dziewczyna - sama pracuje jako kelnerka, tanczy, studiuje. Takich ludzi cenie. Nie wiem czemu, nie potrafie (oczywiscie tego nie okazuje) czuc szacunku do dziewczyny, ktora chleje, nie dba o siebie, nie ma zadnych pasji, olewa studia, olewa swoje ZYCIE. nie potrafie i to silniejsze ode mnie. Kiedys pomyslalam ze moj kot mimo ze jest zwierzeciem ma wiekszy sens zycia. Wiem, moze to zle i glupie ale tak pomyslalam.
Lubie cos robic i dazyc do jakiegos celu. Niekoniecznie takiego ktory ktos bedzie sprawdzal. Ale realizacja planow sprawia mi satysfakcje.

Mała, Ty jednak czasem nawet sensownie myślisz.

Ale ja akurat zawsze to mówiłam, tylko niektórzy czepiali się jednej wypowiedzi i ją wałkowali, nie zwracając uwagi na 10 kolejnych.
Nie, nie potrafię szanować grubaski wpierdzielającej co przerwę kolejnego 7daysa (mam taką agentkę w grupie na ekonomii). Szanuję bardzo za to grubaskę którą często widuję w fitness klubie.
Nie potrafię uszanować typowego cwaniaczka który siedzi z piwkiem i cudem załapie się na 3. Bardziej szanuję koleżankę która nie jest lotna, wolno się uczy, ale się stara i przygotowuje.
Cenię WYSIŁEK, nie szanuję bierności. Tego mnie w domu nauczyli, ale nie uważam żeby to było specjalnie złe.
Nie znoszę lasek ode mnie z grupy co kolokwium ubolewających publicznie na fb że one uwaliły. I nie, nie śledzę ich życia - jakby nie pisały tak o tym to bym nawet nie wiedziała, kto uwalił (podają oceny po numerach usos, nie po nazwiskach). Ale rzygać mi się chce jak to czytam. I tylko zdjęcia z kolejnych imprez i codziennie twarz bardziej zjechana kacem - czym tu się chwalić?
Nie mówię, że ja czasem gdzieś nie pójdę i się nie napiję ale jest znaczna różnica w częstotliwości raz na miesiąc a raz na 2 dni.
Najśmieszniejsze jest to że takie osoby we wszystkim widzą problem. Bałaganiarzy też niecierpię - ale mowa o takich co mają prawdziwy syf. I jeszcze taki wciska, że ja na pewno dużo sprzątam, podczas gdy poświęcam na to 2 godziny w miesiącu. Po prostu utrzymuję porządek, a na fitness chodzę w okienkach zajęć, dla oszczędności czasu. Bardzo dobra opcja, ale zdaniem niektórych to jest niewykonalne.
Jeszcze lepiej - moja była przyjaciólka od zawsze użala się że nie stać jej na nic, a mieszka z ojcem który opłaca jej studia, nie dokłada się do niczego, pracuje i ma koło 2 tys dla siebie. mimo to po 5 dniach z wypłaty nie zostaje nic - nawet nie ma kasy żeby mi oddać bo pożyczała. Jeszcze inna - żre w macach i kfc, wydaje na pizze całą kasę a potem pod koniec miesiąca wpieprza chleb z pasztetem. I wmawia że jedzenie zdrowe jest drogie. A jasne, co najmniej 2 razy dziennie wizyta w macu  jest tania...
Niecierpię takich ludzi, unikam ich jak ognia.
Albo ludzi - "ruch jest moim największym wrogiem, przyjacielem kanapa".
I nie, nigdy nie gardziłam kimś bo się urodził taki a taki. Ale ciężko mi nie czuć wyższości jak ktoś SAM z własnej woli pieprzy swoje życie chlejąc, olewając wszystko, żrąc w macach, nie ruszajac się. Ktoś mi powie że łatwo mi mowić bo mam środki - g*wno prawda, podejrzewam że moja kolacja wczorajsza (sałatka - pomidor, jajko, jogurt grecki + tuńczyk) była tańsza od wizyty w kfc wielu osób.
A żeby ruszyć zad z kanapy nie trzeba wykopać karnetu na fitness - latem czasem nie kupuję, lepiej na świeżym powietrzu.
Tylko trzeba chcieć.
Niecierpię jeszcze ludzi w typie "a mi to wystarczy" i nie chodzi o kasę. Ale znam faceta który jest dyrektorem biura poselskiego i nie robi dalej ze swoim życiem NIC. Jemu zawsze WYSTARCZY. jego życie po pracy to piwo i mecz, bo jemu wystarczy. jest skończonym nudziarzem - zero sportu, zero podróży, zero pasji  - i dziwi się że każda laska go rzuca - bo najpierw myślą że jest ciekawy, po 2 tygodniach wychodzi szydło z worka.

290

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ha ha ha hmm
jaka ona jest perfidna!
Powiedziała że ma czas TYLKO  w sobotę.

No to co twoja mama robi na tygodniu, naprawdę ma aż tak dużo obowiązków? A jak to jest z dojazdem? Daleko macie do siebie, może np. mogłabyś jej w pracy złożyć wizytę. Jeżeli nawet tego nie robiłaś wcześniej, wpadnij, jak zapyta co tu robisz, powiedz, oj mamo stęskniłam się za tobą, musimy porozmawiać. Nie mówię żeby rozmawiać w pracy, ale wtedy w cztery oczy tak szybko się nie wymiga

kammiś napisał/a:

No już, na pewno w sobotę się z nią spotkam, oczywiście, lecę!

Acha czyli chyba już wiem jak to u Was działało big_smilebig_smile dlaczego tyle rzeczy Cię ominęło, i tyle nie wiesz o mamie. Ty pytałaś, zaczynałaś temat. Dla niej to było niewygodne, chciała Cię zbyć, coś dowaliła, ty się wykurzyłaś, odpuściłaś (nie to nie). I znów sytuacja wróciła do punktu wyjścia. Ale teraz chyba nie odpuścisz?! Skoro rozmowa tle zakończyła się niepowodzeniem. Została konfrontacja w cztery oczy.
Zapytaj szczerze dlaczego nie chce się umówić, porozmawiać, dlaczego się tka zachowuje. 

kammiś napisał/a:

dobrze wiedziała, że:
1. nie zostawię faceta
2. nie odpuszczę walentynek
3. nie odpuszczę Greya
doskonale wiedziała
nie mówiłam jej ale głupia nie jest
a to normalne że miałam od dawna plany

No chyba nie wie, widzisz dla osób zakochanych walentynki są świętem, szykują się do nich, mają plany. Planują ten dzień. A twoi rodzice?! Znając życie, ostatni raz powiedzieli sobie ,,kocham Cię''  dniu ślubu lol że o kwiatach i prezentach nie wspomnę.
Pewnie twoja mama wie co to są walentynki i kiedy się je obchodzi, ale, ze sama nie świętuje nie zastanawia się kiedy dokładnie wypada 14 luty. Może sama nigdy nie obchodziła i nie wie, że ktoś obchodzi z to dla niego ważne. Skoro macie słaby kontakt i nie rozmawiacie to pewnie nie wie też jakie filmy lubisz i na co do kina się wybierasz.


kammiś napisał/a:

ja nie wiem czego ona chce

Ona nic nie chce, tylko się boi konfrontacji i stara się za wszelką cenę uniknąć jej. Tym bardziej nie należy odpuszczać!

Wiedziała, wiedziała.
tym bardziej że to moje pierwsze Walentynki w życiu - wcześniej wychodziło tak że akurat zawsze byłam tego dnia sama
na ten tydzień odpuściłam
w przyszłym zadzwonię

291 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-09 18:22:19)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Duuuuzo gadalismy. Zapytalam go czego oczekuje ode mnie i od naszego zwiazku. I sie dowiedzialam - znowu w punktach big_smile :

Nawiasem, tak jak czytam co ten facet mówi i jak się zachowuje, to wydaje mi się, że ma naprawdę niezły poziom kumania. Nawet jakby "za dobry" dla Ciebie. Pewnie bierze poprawkę na Twój ewentualny rozwój licząc, że będziesz kiedyś równorzędną partnerką. Widzi duży poziom "ogarnięcia" i liczy że kiedyś do niego dorośniesz.

Ten Twój (IMHO wysoki) poziom ogarnięcia jaki prezentujesz, jest gwarantem rozwoju w sferze zawodowej, natomiast w sferze rozwoju osobowości, uczuciowości takiej gwarancji nie daje. W pewnym (ale tylko w pewnym) sensie przeszkadza, bo rozwój osobowości i wkuwanie formułek prawnych a potem recytowanie ich to dwie dość odległe rzeczy.

kammiś napisał/a:

1. On lubi dzieci. /.../ Kiedys widzialam jak bawil sie z coreczka kolegi. Wygladal na szczesliwego. Nie wiem co myslec.

Wybrał Cię głównie dlatego, że dzieci mieć nie chcesz i dlatego, że jako "dziecko" w sposób dziecięcy nie chcesz i nie umiesz nikogo skrzywdzić. Nie przesądza to o tym, że nie widział "oczami duszy" siebie w roli ojca zanim okazało się, że w typowy sposób nie może mieć dzieci. Tym łatwiej więc jego poprzednia partnerka mogła go zranić - ponieważ odwoływała się, krzywdząc go, do defektu, którego głęboko w sobie nie akceptował. Mam ochotę ją zabić za to, ale zaraz mi przejdzie [;-)]

kammiś napisał/a:

2. Chcialby kiedys miec psa. Moze nawet dwa psy. Ale mowi ze szanuje to ze ja mam kota i lubi go (to widac! mowi do niego maly big_smile ) i nie sprowadzi mi tu psa i sam nie ma czasu na psa i nie uznaje trzymania psow w bloku

Uważa, że mężczyzna musi mieć swój DOM w którym jest "panem na zagrodzie". I aż mi się serce ściska kiedy myślę o tym, że w tym domu być może nigdy nie będzie dzieci, bo zwykle po to dom się buduje.

kammiś napisał/a:

3. Chcialby zebym troche czesciej zasypiala razem z nim. To bedzie dla mnie ciezkie bo juz na dlugo przed tym jak go poznalam

Bo to podtrzymuje bliskość. Potrzeba mu CIEPŁA - ciągłego ciepła w relacji z Tobą.


kammiś napisał/a:

Nie wiedzialam ze faceci maja takie proste do spelnienia zyczenia i ze nie spelnilo ich iles tam kobiet mimo ze to takie proste big_smile

To jest codzienny komunikat dla faceta "Zależy mi na tobie". I drugi "ona ma swoją klasę". Nic dziwnego, że to mu się podoba, nawet jeśli robisz to dla siebie.
/.../


kammiś napisał/a:

8. Chcialby zebym zaprzestala swoich usilnych prob ponownego przejscia na wegetarianizm bo za kazdym razem po tym nam duzo gorsze wyniki i go to martwi i ze to glupie. Mowi ze rozumie moje motywy i ze tez lubi zwierzeta ale uwaza ze nie powinnam sie targowac z wlasnym organizmem a pomoc moge inaczej i jego zdaniem i tak juz pomagam. I powiedzial ze jak bede sie normalnie odzywiac to nie bede chorowac tak czesto i bede mogla wrocic do wolontariatu do "pieselow" i on sam chetnie ze mna pojdzie jak tylko bedzie mial wolne.

A to to już wyższa szkoła jazdy. Myśli o Tobie całościowo i łapie związki przyczynowe, w tym zdrowotne. Brak wysokobiałkowego odżywiania może być według niego przyczyną braku odporności (może mieć tu rację). Jednocześnie nie narzuca niczego. Jak dla mnie "szacun".

kammiś napisał/a:

10. I powiedzial jeszcze cos dziwnego. Ze wie ze probuje byc dorosla ale chcialby zebym chociaz w malej czesci pozostala taka dziewczynka jaka teraz jestem. W jakiej "malej czesci"?

Może już widzi - choćby w ramach swego miejsca w świecie (praca prawnika) ile wokół niego jest syfu. I chciałby mieć jakieś sanktuarium, w którym cały ten brud będzie mógł zostawić za progiem. Poza tym, skoro nie może mieć dzieci (a jednak chciałby) bierze sobie dziecięcą partnerkę i robi się z tego coś pośredniego pomiędzy "maniem" dzieci a "maniem" partnera.

kammiś napisał/a:

11. Mowi ze moglabym przytyc ze trzy kilo. Oberwal za to poduszka (na zarty!). Nie moglabym, musi sie rozczarowac. Wcale nie jestem chuda i nie czuje sie chuda.

Na razie mówił TYLKO sensownie. Obawiam się, że i teraz ma rację.

292

Odp: Totalny mętlik w głowie
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nawiasem, tak jak czytam co ten facet mówi i jak się zachowuje, to wydaje mi się, że ma naprawdę niezły poziom kumania. Nawet jakby "za dobry" dla Ciebie. Pewnie bierze poprawkę na Twój ewentualny rozwój licząc, że będziesz kiedyś równorzędną partnerką. Widzi duży poziom "ogarnięcia" i liczy że kiedyś do niego dorośniesz.

Ten Twój (IMHO wysoki) poziom ogarnięcia jaki prezentujesz, jest gwarantem rozwoju w sferze zawodowej, natomiast w sferze rozwoju osobowości, uczuciowości takiej gwarancji nie daje. W pewnym (ale tylko w pewnym) sensie przeszkadza, bo rozwój osobowości i wkuwanie formułek prawnych a potem recytowanie ich to dwie dość odległe rzeczy.

Wybrał Cię głównie dlatego, że dzieci mieć nie chcesz i dlatego, że jako "dziecko" w sposób dziecięcy nie chcesz i nie umiesz nikogo skrzywdzić. Nie przesądza to o tym, że nie widział "oczami duszy" siebie w roli ojca zanim okazało się, że w typowy sposób nie może mieć dzieci. Tym łatwiej więc jego poprzednia partnerka mogła go zranić - ponieważ odwoływała się, krzywdząc go, do defektu, którego głęboko w sobie nie akceptował. Mam ochotę ją zabić za to, ale zaraz mi przejdzie [;-)]

Czyli on mnie nie kocha. wybrał racjonalnie, bo mu tak wygodniej. nie da się kogoś kochać dlatego że akurat ta osoba nie chce mieć czegoś czego my nie mamy. i nie da się kogoś kochać licząc że się diametralnie zmieni. smutne to.
tak, on jest cholernie inteligentny, więc ma niezły poziom kumania.
I wiem, że jest dla mnie za dobry. to był jedyny w życiu facet o którym myślałam czy ja będę dobra dla niego a nie odwrotnie.

W prawie nie chodzi tylko o recytowanie formułek, no ale bez znajomości przepisów ani rusz. no i trzeba mieć gadane, chyba mam smile


Uważa, że mężczyzna musi mieć swój DOM w którym jest "panem na zagrodzie". I aż mi się serce ściska kiedy myślę o tym, że w tym domu być może nigdy nie będzie dzieci, bo zwykle po to dom się buduje.

wiem, że to głupie, ale tak szczerze... ja bym wolała te psy, nawet hodowlę niż dziecko.

Bo to podtrzymuje bliskość. Potrzeba mu CIEPŁA - ciągłego ciepła w relacji z Tobą.

mimo że nie kocha?



A to to już wyższa szkoła jazdy. Myśli o Tobie całościowo i łapie związki przyczynowe, w tym zdrowotne. Brak wysokobiałkowego odżywiania może być według niego przyczyną braku odporności (może mieć tu rację). Jednocześnie nie narzuca niczego. Jak dla mnie "szacun".

na medycynie to on się nie zna.
powtarza po moim lekarzu.

Może już widzi - choćby w ramach swego miejsca w świecie (praca prawnika) ile wokół niego jest syfu. I chciałby mieć jakieś sanktuarium, w którym cały ten brud będzie mógł zostawić za progiem. Poza tym, skoro nie może mieć dzieci (a jednak chciałby) bierze sobie dziecięcą partnerkę i robi się z tego coś pośredniego pomiędzy "maniem" dzieci a "maniem" partnera.

no trudno było o sanktuarium skoro ja też chcę "w branży" robić i już mnie to bardzo interesuje i w wolnych chwilach zamiast czytać... nie wiem... panią domu? big_smile czytam gazetę prawną i emocjonuję się mocno tym co Trybunał powie na temat przyznania radcom prawnym kompetencji bycia pełnomocnikiem w sprawach karnych... nie da się zostawić za progiem.

kammiś napisał/a:

11. Mowi ze moglabym przytyc ze trzy kilo. Oberwal za to poduszka (na zarty!). Nie moglabym, musi sie rozczarowac. Wcale nie jestem chuda i nie czuje sie chuda.

Na razie mówił TYLKO sensownie. Obawiam się, że i teraz ma rację.

trudno, nie chcę być gruba.

293

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

/.../
Czyli on mnie nie kocha. wybrał racjonalnie, bo mu tak wygodniej. nie da się kogoś kochać dlatego że akurat ta osoba nie chce mieć czegoś czego my nie mamy. i nie da się kogoś kochać licząc że się diametralnie zmieni. smutne to.
tak, on jest cholernie inteligentny, więc ma niezły poziom kumania.
I wiem, że jest dla mnie za dobry. to był jedyny w życiu facet o którym myślałam czy ja będę dobra dla niego a nie odwrotnie.

Ależ on nie brzmi jak psychopata, psychopatów właściwie nie można zranić. Tak jak on zachowują się ludzie z olbrzymią potrzebą miłości. Widać choćby po tym:

ET napisał/a:
kammiś napisał/a:

Bo to podtrzymuje bliskość. Potrzeba mu CIEPŁA - ciągłego ciepła w relacji z Tobą.

mimo że nie kocha?

A że poprzednia pani ścięła jego potrzebę miłości jak czubek od choinki, próbuje pączkować w sposób bezpieczny. Nie wiem czy jest coś złego w myśleniu polegającym na tym, że on spodziewa się kiedyś kochać cię na "full power", a ty w międzyczasie dojrzejesz na tyle, aby dać mu również "betonowy backup" w chwilach gdy będzie tego potrzebował czyli podobną dojrzałą miłością odpowiedzieć. To zależy czy pozostaniesz skupiona jak dziecko na swoich potrzebach, czy wyjdziesz poza to. Moim zdaniem jest tu potencjał dla dwóch osób do rozwoju.

Fakt, że ja np. wolałbym zakochać się głupio i bezmyślnie, ale jak sobie pomyślę jakie przeszedł jazdy, to sądzę, że za drugim razem zakochać się głupio i bezmyślnie bym się po prostu bał.

Nie patrz proszę na wszystko z punktu widzenia skupionej na swoim "ja" istotki. Jeśli chcesz w ogóle coś w sobie ruszyć warto zacząć kierować się współczuciem i zrozumieniem - stopniowo przesuwając swoją osobę w tym kierunku.
Poza tym, jest coś jeszcze co go do ciebie przyciąga, ale jeszcze nie wiem co.

ET napisał/a:
kammiś napisał/a:

A to to już wyższa szkoła jazdy. Myśli o Tobie całościowo i łapie związki przyczynowe, w tym zdrowotne. Brak wysokobiałkowego odżywiania może być według niego przyczyną braku odporności (może mieć tu rację). Jednocześnie nie narzuca niczego. Jak dla mnie "szacun".

na medycynie to on się nie zna.
powtarza po moim lekarzu.

Jednak zrobił wysiłek w celu właściwego zinterpretowania tego i rozumienia konsekwencji. Martwi się tu o ciebie i twoje cele.


ET napisał/a:
kammiś napisał/a:

Może już widzi - choćby w ramach swego miejsca w świecie (praca prawnika) ile wokół niego jest syfu. I chciałby mieć jakieś sanktuarium, w którym cały ten brud będzie mógł zostawić za progiem. Poza tym, skoro nie może mieć dzieci (a jednak chciałby) bierze sobie dziecięcą partnerkę i robi się z tego coś pośredniego pomiędzy "maniem" dzieci a "maniem" partnera.

no trudno było o sanktuarium skoro ja też chcę "w branży" robić i już mnie to bardzo interesuje i w wolnych chwilach zamiast czytać... nie wiem... panią domu? big_smile czytam gazetę prawną i emocjonuję się mocno tym co Trybunał powie na temat przyznania radcom prawnym kompetencji bycia pełnomocnikiem w sprawach karnych... nie da się zostawić za progiem.

Przy obecnym poziomie naiwności ciężko mi przetłumaczyć o co chodzi. Chodzi mi o brud codzienny, przylepiający się do rąk, brud w którym trzeba uczestniczyć aby zarobić kasę, a nie artykuły czytane w gazetach.

294 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 20:46:18)

Odp: Totalny mętlik w głowie
EXTRA_terrestrial napisał/a:
kammiś napisał/a:

/.../
Czyli on mnie nie kocha. wybrał racjonalnie, bo mu tak wygodniej. nie da się kogoś kochać dlatego że akurat ta osoba nie chce mieć czegoś czego my nie mamy. i nie da się kogoś kochać licząc że się diametralnie zmieni. smutne to.
tak, on jest cholernie inteligentny, więc ma niezły poziom kumania.
I wiem, że jest dla mnie za dobry. to był jedyny w życiu facet o którym myślałam czy ja będę dobra dla niego a nie odwrotnie.

Ależ on nie brzmi jak psychopata, psychopatów właściwie nie można zranić. Tak jak on zachowują się ludzie z olbrzymią potrzebą miłości. Widać choćby po tym:

ET napisał/a:
kammiś napisał/a:

Bo to podtrzymuje bliskość. Potrzeba mu CIEPŁA - ciągłego ciepła w relacji z Tobą.

mimo że nie kocha?

A że poprzednia pani ścięła jego potrzebę miłości jak czubek od choinki, próbuje pączkować w sposób bezpieczny. Nie wiem czy jest coś złego w myśleniu polegającym na tym, że on spodziewa się kiedyś kochać cię na "full power", a ty w międzyczasie dojrzejesz na tyle, aby dać mu również "betonowy backup" w chwilach gdy będzie tego potrzebował czyli podobną dojrzałą miłością odpowiedzieć. To zależy czy pozostaniesz skupiona jak dziecko na swoich potrzebach, czy wyjdziesz poza to. Moim zdaniem jest tu potencjał dla dwóch osób do rozwoju.

Fakt, że ja np. wolałbym zakochać się głupio i bezmyślnie, ale jak sobie pomyślę jakie przeszedł jazdy, to sądzę, że za drugim razem zakochać się głupio i bezmyślnie bym się po prostu bał.

Nie patrz proszę na wszystko z punktu widzenia skupionej na swoim "ja" istotki. Jeśli chcesz w ogóle coś w sobie ruszyć warto zacząć kierować się współczuciem i zrozumieniem - stopniowo przesuwając swoją osobę w tym kierunku.
Poza tym, jest coś jeszcze co go do ciebie przyciąga, ale jeszcze nie wiem co.

ET napisał/a:
kammiś napisał/a:

A to to już wyższa szkoła jazdy. Myśli o Tobie całościowo i łapie związki przyczynowe, w tym zdrowotne. Brak wysokobiałkowego odżywiania może być według niego przyczyną braku odporności (może mieć tu rację). Jednocześnie nie narzuca niczego. Jak dla mnie "szacun".

na medycynie to on się nie zna.
powtarza po moim lekarzu.

Jednak zrobił wysiłek w celu właściwego zinterpretowania tego i rozumienia konsekwencji. Martwi się tu o ciebie i twoje cele.


ET napisał/a:
kammiś napisał/a:

Może już widzi - choćby w ramach swego miejsca w świecie (praca prawnika) ile wokół niego jest syfu. I chciałby mieć jakieś sanktuarium, w którym cały ten brud będzie mógł zostawić za progiem. Poza tym, skoro nie może mieć dzieci (a jednak chciałby) bierze sobie dziecięcą partnerkę i robi się z tego coś pośredniego pomiędzy "maniem" dzieci a "maniem" partnera.

no trudno było o sanktuarium skoro ja też chcę "w branży" robić i już mnie to bardzo interesuje i w wolnych chwilach zamiast czytać... nie wiem... panią domu? big_smile czytam gazetę prawną i emocjonuję się mocno tym co Trybunał powie na temat przyznania radcom prawnym kompetencji bycia pełnomocnikiem w sprawach karnych... nie da się zostawić za progiem.

Przy obecnym poziomie naiwności ciężko mi przetłumaczyć o co chodzi. Chodzi mi o brud codzienny, przylepiający się do rąk, brud w którym trzeba uczestniczyć aby zarobić kasę, a nie artykuły czytane w gazetach.

I ja też będę w tym brudzie na co dzień uczestniczyć, a sądzę, że (NIESTETY) z racji wychowania mój poziom empatii nigdy nie będzie tak wysoki jak jego.
Jego rodzice NIGDY nie bawili się w sprawy karne, a jego matka miała odpowiedzialną, ale niezbyt kontrowersyjną pracę - jest notariuszem. Tam się nie robi... właściwie nic, co mogłoby ciążyć na psychice. Oprócz odpowiedzialności całym swoim majątkiem.
Ja zostałam wychowana tak (wiem, że to okropne ale nie jestem w stanie nic na to poradzić), że fascynuje mnie praca komornika. Absurd, wiem że mi to niepotrzebne, ale błagam ojca żeby mi załatwił wakacje w kancelarii komorniczej (praktyki).
WIEM że to jest złe ale owszem, potrafię być zimną suką. O ile bliskich nie ranię, o tyle obcych ludzi - zdarzało się.
Pamiętam taką sytuację, byłam wtedy jakoś pod koniec gimnazjum. Wpadł do nas do domu sąsiad cały spanikowany, bo przywalił jakiejś babci na przejściu i niestety, nie przeżyła. Nie był pijany, więc policja po tym jak przyjechał prokurator i wszystko załatwili go wypuściła, sprawa była do dalszego rozpoznania. No i powiedział co się stało. Ja byłam w szoku na początku (zwłaszcza że to się stało 300 m od naszego domu), ale jak zobaczyłam na jakim luzie tata do tego podchodzi, to... też pomyślałam "a tam". Wiem, wstyd się przyznać, ale tak było.
Wiem, że tak być nie powinno, ale nie robią na mnie wrażenia wieści zabraniu przy postępowaniu egzekucyjnym rowerka dziecka. Myślę "takie jest prawo, a dłużnik mógł pomyśleć".

Rodzice nie nauczyli mnie żadnych zasad oprócz niekrzywdzenia zwierząt i szanowania swojego ciała (dlatego na punkcie jednego i drugiego jestem wyczulona).
Ojciec zawsze podkreślał, że "wszystko dobre co się dobrze kończy" i uważał że ważne jest to żeby spaść na 4 łapy.
Od własnego ojca dostałam propozycję pomocy w... ściąganiu na maturze. Nie skorzystałam, ale nie dlatego, że uważałam że to nieuczciwe, tylko ze zwyczajnego strachu. Na szczęście dobrze mi poszło. Ale było: "a może schowasz sobie tableta za kibel w toalecie albo telefon włożysz do rajstop? wiem że umiesz ale zawsze można się zdenerować i nie trafić w temat, pamiętaj że każdy może wyjść  do toalety i nikt nie ma prawa cię przeszukać" itd.
Skutek? Dzisiaj nie ściągam, bo chodzę na ustne i nie ściągam bo boję się złapania. ALE jak było wiadomo że z historii jest samowolka to ściągałam. Mam po prostu zakodowane w głowie że liczy się skutek i że cel uświęca środki.
I tak, wiem, nie mam teraz oporów przed wchodzeniem komuś w d**** jeżeli widzę że to mu się podoba czy przed delikatnym (bez zdecydowanych podtekstów i cycków na wierzchu) kokietowaniem wykładowców. Albo przed stwarzaniem wrażenia "profesjonalistki" czy wygadanej baby - zależnie od tego co wykładowca lubi. Dlatego dziewczyny w grupie czasem krzywo na to patrzą, bo bez oporów potrafię wytknąć komuś (innemu studentowi) błędy jak coś mówi. Ale mój facet o tym wie. To u niego na zajęciach palnęłam: "widzę że wcześniej zabierająca głos koleżanka pomyliła się nawet co do liczby członków organu kolegialnego i co do definicji siły wyższej".
Wiem, okropne, ale czasem nad tym nie panuję. Zwlaszcza że "pan doktorant" sam był wrednawy a mi się podobał i chciałam się popisać.
Jakoś w listopadzie była taka sytuacja że poszłam zaliczać sobie wcześniej kolokwium i szedł jeszcze kolega. Różnica między naszym poziomem wiedzy nie była duża, powiedziałabym że pół oceny na moją korzyść. Ale ja dostałam 5 a on 3. Właściwie tylko za wrażenie. Nic konkretnego, takie "małe sztuczki". Widziałam że pan magister sobie masował skronie, to dałam mu tabletkę. Dostałam 5, mimo że się pomyliłam. Co pomyślałam? nie ma sprawiedliwości na tym świecie, trudno. Facet pewnie nawet nie skojarzył że jest niesprawiedliwy, bo miał wrażenie ogólnie po zajęciach i po moich rozmowach po zajęciach z nim (żeby o coś dopytać albo zapytać o egzamin, przecież sam niedawno go zdawał itd.) że jestem taaaaaaką wybitną studentką. I nie on jeden tak myśli.
Mój opiekun na indywidualnym toku studiów: "ale okropne te studenty, ale pani jest wyjątkiem który potwierdza regułę" big_smile
Wiem że to okropne ale miałam to wpajane przez 20 lat. Nawet w podstawówce. Nikt mi nie mówił, że ściąganie jest złe, że okłamanie koleżanki/nauczycielki jest złe, zła jest tylko "wpadka" i ważny jest efekt, a nie sposób działania.
Mam świadomość tego że i w szkole, i na studiach, i potem na aplikacji i wreszcie w pracy nie jest sprawiedliwie i że trzeba być cwanym.
W życiu osobistym się już nie da.
Piszę to tutaj po to bo to chyba jedyne miejsce gdzie mogę to powiedzieć. Poza gabinetem psychologa.

Dlatego pewnie nigdy nie dam "ciepła" jak typowa łagodna kobieta. 

Nie wiem co go "trzyma".
Może to że może mnie wszędzie zabrać i się pokazać? Bo jestem młodsza a jednak wstydu mu nie narobię bo mam sporą wiedzę jak na ten wiek?
Cholera wie.

295 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-02-09 20:55:32)

Odp: Totalny mętlik w głowie

To nie jest tak, że on cię nie kocha. Racjonalny wybór nie wyklucza zakochania się. W pewnym wieku miłość już nie spada na nas jak grom z jasnego nieba, co nie znaczy, że jej nie ma, albo nie jest wartościowa. Widzisz, ja sobie wybrałam mojego partnera, wzięłam pod uwagę to, że chce mieć dzieci, że jest prawnikiem (prawnik albo lekarz w rodzinie się przydaje), że się wspina. Jego zdolności przedsiębiorcze i zawód gwarantowały mi, że zawsze będzie w stanie utrzymać rodzinę. Wspinanie to nasza wspólna pasja, nie wyobrażam sobie mieć faceta kanapowca z lękiem wysokości. Chęć założenia rodziny była również moją potrzebą, dość naglącą zresztą. To dla mnie były podstawowe kryteria, do nich dołączyła chemia i się zakochałam. Myślę, że twój facet mógł mieć podobnie, tylko kryteria wyboru były inne. Przy czym nie jest to wyrachowanie, tylko świadoma decyzja. W pewnym wieku wybieramy osobę, która nadaje się, by spędzić z nią całe życie. A emocje typu "motylki" i ślepa miłość takiej decyzji nie ułatwią.

Czyli on mnie nie kocha. wybrał racjonalnie, bo mu tak wygodniej. nie da się kogoś kochać dlatego że akurat ta osoba nie chce mieć czegoś czego my nie mamy. i nie da się kogoś kochać licząc że się diametralnie zmieni. smutne to.

Edit: Bardzo dobra książka dla ciebie. Do ściągnięcia i przeczytania na cito. Pomoże ci zrozumieć, o co chodzi w związku z kimś, kto jest trochę starszy i nieco bardziej świadomy: "Dojrzałość w związku. Jak kochać świadomie" Davida Richo.
Bywa trudnawa, ale myślę, że czytałaś już trudniejsze pozycje.

296

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

/.../

To jakieś pustkowie IMHO, które można oczywiście czymś wypełnić, zagłuszyć i zatupać np. zarabianiem i konsumpcją, życiem na zasadzie bodzieć-reakcja. Jakbyś chciała być błyszczącym opakowaniem prezentu w którym po otwarciu pudełka czegoś się szuka ale niewiele znajduje.
Przykro mi z tego powodu, że nikt dotąd, włącznie z Tobą nie zajął się zawartością.

297

Odp: Totalny mętlik w głowie

Nie dziwię się, że nie masz przyjaciół hmm sama uciekałabym gdzie pieprz rośnie.

298 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 22:23:13)

Odp: Totalny mętlik w głowie

No właśnie przyjaciółek nie krzywdziłam.
Nie krzywdzę ludzi bliższych i darzę ich pozytywnymi uczuciami i chcę dla nich jak najlepiej.
I ja nie chcę żeby tak było. Ale takie myśli same przychodzą do głowy. Nad myślami ciężko zapanować.
Często hamuję swoje wredne odruchy ale nad myślami nie panuję.
Wam przedstawiłam swoje MYŚLI.

Co ciekawe - zauważyłam to już dawno - NIGDY nie interesowały mnie dzieci.
Nie mówię o chęci posiadania, ale o zwykłej chęci wiedzy.
Jako dziecko interesowałam się np. rozwojem zwierząt - psów i kotów, oglądałam programy. o chorobach, o wychowaniu. były dzieci - od razu przełączałam. Po prostu mnie brzydziły i brzydzą nadal.

299 Ostatnio edytowany przez karmelowa_truskawka (2015-02-09 22:25:45)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ale czy kiedykolwiek one były dla Ciebie jakimś zagrożeniem? (chodzi o przyjaciółki, nie dzieci smile )Wydaje mi się, że nie miałabyś po co je ranić, bo nic byś nie zyskała. Ale gdyby pogrążenie jednej z nich dałoby Ci jakiś profit chyba mogłabyś to zrobić?

I kiedy zaczyna się ta bliskość? Kiedy ktoś przestaje być rywalem a zaczyna kimś dla Ciebie ważnym? Jak ich 'dobierasz', bo przecież to musi być już z góry wybrana osoba, której nie będziesz się czepiać i dla której będziesz przyjazna (w innym wypadku nie ma szans na przyjaźń)?

A odnośnie dzieci, to co jest w nich takiego strasznego? Miałaś kiedyś bliską relację z jakimś dzieckiem?

300 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 22:49:03)

Odp: Totalny mętlik w głowie
karmelowa_truskawka napisał/a:

Ale czy kiedykolwiek one były dla Ciebie jakimś zagrożeniem? Wydaje mi się, że nie miałabyś po co je ranić, bo nic byś nie zyskała. Ale gdyby pogrążenie jednej z nich dałoby Ci jakiś profit chyba mogłabyś to zrobić?

I kiedy zaczyna się ta bliskość? Kiedy ktoś przestaje być rywalem a zaczyna kimś dla Ciebie ważnym? Jak ich 'dobierasz', bo przecież to musi być już z góry wybrana osoba, której nie będziesz się czepiać i dla której będziesz przyjazna (w innym wypadku nie ma szans na przyjaźń)?

Nie wiem jak zostało się przyjaciółkami.
Zazwyczaj podobne podejście, wspólne tematy.
Zagrożeniem? Jeśli można tak to ująć, to w gimnazjum i liceum z jedną ciągle ścigałyśmy się która będzie mieć lepsze oceny.
Jest ładna. Nie, nie mogłabym jej pogrążyć. Tak samo jak dzisiaj już nie mogłabym zrobić niczego dziewczynie kumpla mojego faceta, bo ją polubiłam.
To nie jest tak że ja się czaję tylko żeby kogoś pogrążyć. Generalnie wisi mi co kto robi. Tak jak np. ten kolega. Dostał 3, jego problem. Dostałby 5, też jego sprawa. Ja się martwię o swoje sprawy.

Odnośnie dzieci? nie wiem, to podświadomość. Nie czuję ŻADNEJ chęci opieki. Nie przeszkadzają mi dopóki nie muszę nic z nimi robić i ze mną nie mieszkają.
Szczenięta nie są tak obrzydliwe. Nie trzeba ich przewijać, sprzątanie ile trwa? 3 miesiące i pies już dobrze umie wychodzić na spacer. Kot korzysta z kuwety natychmiastowo.
Nie obrzydza mnie nowonarodzony mały pies i jego poród
Obrzydza mnie - za przeproszeniem - obsrana pielucha. Nie obrzydza mnie sprzątanie kupy po psie czy kocie. Nie wiem czemu. Uczucie obrzydzenia jest podświadome. Po kocie sprzątam codziennie. I nic. Śmierdzi i już. Nie wiem, nie czuję obrzydzenia do kota który przed chwilą zeżarł muchę albo wyrzygał mi na łóżko bo mu kłaczek wszedł. A nie chciałabym rzygającego dzieciaka w domu. PODŚWIADOMIE. Nie mam żadnego instynktu, nawet jego szczątek, który mają moje koleżanki, w wieku nastoletnim chociaż w wersji szczątkowej. Lubię dzieci takie już mniej więcej po 8 roku życia - mówi, zrobi dużo koło siebie, można pogadać normalnie, zajmie się też same sobą jak trzeba, rozumie co sie mówi.
Czuję mocny instynkt opiekuńczy wobec szczeniaka czy nawet dorosłego psa czy wobec kota.
Zwierzęta są mniej problemowe. I krócej trzeba poświęcać im właściwie 100 procent czasu. W przypadku kota nie ma właściwie takiego wymogu - dostajesz 2 miesięcznego kociaka, który sam je, sam załatwia się do kuwety. W przypadku psa jest więcej obowiązków i szczenięciem trzeba się bardziej zajmować ale jest to okres krótszy, a i szczenię dużo przesypia. Szybciej sie uczy.
Co mi jeszcze przyszło do głowy - szczeniak okazuje uczucia POZYTYWNE bezpośrednio wobec człowieka. Kot też. I to już pierwszego dnia po zapoznaniu się. Szczeniak to jest dla mnie po prostu coś ta NIESAMOWICIE POZYTYWNEGO że nie potrafię przejść koło takiego stworzenia obojętnie.
Nie wiem. Ja nie steruję swoimi myślami.
Dam przykład - podchodzi do mnie małe dziecko, jest mi to obojętne, a wręcz wolałabym żeby nie podchodziło. (Nie bójcie się, krzywdy mu nie robię i nie uznaję robienia krzywdy). Podlatuje do mnie DOROSŁY labrador, skacze na mnie, wywala mnie na ziemię, a ja się cieszę, wewnętrznie, przepełniaja mnie pozytywne emocje. Dam się polizać psu po twarzy, dam skakać na siebie kozom i owcom (marchewki wink ), dam drapać się kotu, dam chodzić po ramieniu szczurowi etc. I mnie to cieszy. Obecność dzieci mnie nie cieszy, chyba że trochę starszych. dzieci, które rozumieją, z którymi można o czymś fajnym pogadać, z którymi samemu można się rozerwać. Bo nie ukrywajmy, z 8latką można spędzić fajny dzień - wyjść do kina, pośmiać się, wyjść na basen, iść do zoo, pośpiewać, zrobić coś fajnego dla obu do jedzenia, razem - ona pomoże, iść na długi spacer, jechać na wycieczkę. Z maluchem tego nie zrobisz.

301

Odp: Totalny mętlik w głowie

"Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem". - Carl Gustav Jung

Pasuje, nie? Kammiś twój problem to m.in. brak głębszej samoświadomości. Przedstawiasz nam tu swoje myśli, ale to my zadajemy ci pytania, które to ty powinnaś sobie sama zadawać. "Skąd się to we mnie bierze, jak, dlaczego, po co?". Oczywiście, że sterujemy swoimi myślami. W takim sensie, że możemy pracować nad nimi, pracować nad sobą, nad swoimi przekonaniami na swój i świata temat. Przed tobą sporo pracy. Przede wszystkim nad empatią i nadrobieniem braków wychowawczych (wymieniłaś je wcześniej).

302 Ostatnio edytowany przez pitagoras (2015-02-09 23:00:57)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Kot korzysta z kuwety natychmiastowo.

Mój ma 2.5 roku i dziś przywitał mnie kałużą na kanapie.
I jeszcze się patrzy tym wzrokiem: ''i co mi ku*wa zrobisz, przecież jestem taki słodki''

303 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-09 23:04:16)

Odp: Totalny mętlik w głowie

A masz jakieś dzieci w rodzinie? Np. jesteś matką chrzestną u kogoś? Jakieś dziecko za którym może nie przepadasz ale czujesz się w jakimś stopniu odpowiedzialna, zobowiązana? 
Chyba niechęć do dzieci masz po mamie lol
Ale ogólnie ja do dzieci ani nie zachęcam ani nie zniechęcam
A powiedz mi czy twoi bliscy, poza facetem wiedzą, ze ty nie chcesz mieć dzieci?

Jak to jest z dziećmi w Waszej rodzinie, są chciane wyczekiwane? Jak się dziecko urodzi wszyscy jadą zobaczyć? Kupują prezent, chcą poznać nowego członka rodziny czy po prostu są obojętni?
Bo chyba w kwestii dzieci to rodzina i jej podejście mają duży wpływ na pogląd.

304 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 23:14:51)

Odp: Totalny mętlik w głowie
pitagoras napisał/a:
kammiś napisał/a:

Kot korzysta z kuwety natychmiastowo.

Mój ma 2.5 roku i dziś przywitał mnie kałużą na kanapie.

No mój nie leje gdzie popadnie ale zwymiotować mu się zdarzy.
Jego uczyli korzystania z kuwety od małego, w hodowli.
Sikał gdzie popadnie jak miał zapalenie pęcherza bo nie mógł utrzymać po lekach rozkurczowych.
nie czułam specjalnego obrzydzenia do niego.
Kotu narobić gdzieś zdarza się rzadziej niż dzieciakowi robić w pampersa. Tak samo psu rzadziej sie zdarza nasikać, i to jeśli się zdarza to zwykle z winy człowieka (mowa o psie dorosłym). Był pies w domu i nie nasikał na teren ogrodu nawet - musiał wyjść chociaż za bramę. Koty tak samo - bardzo kulturalnie. Ba, nawet chomik robił w jednym miejscu klatki a nie pod siebie jak leci.
Ja uwielbiam czystość, jestem pedantką. I widzę to że zwierzę nie siedzi w swoim g*wnie nawet jak gdzieś narobi. Dziecko i owszem, potrafi. Zwierzę nie babrze sie jedzeniem. Nie pluje na człowieka. Nie narzyga na człowieka, ucieka szybko wtedy żeby się pochylić i zwymiotować. Nie rzuci w ciebie żarciem bo mu nie smakuje. Może Ci coś zniszczyć, ale nie rozmaże ci jedzenia po ścianach bo ma taki kaprys. Nie sra tam gdzie śpi. szybko uczy się że w nocy śpisz. jak łazi, to niech łazi. pomiauczy i przestanie, zostawiasz wodę i suchą karmę i nie ma problemu. psa uczy się szybko że nie wychodzi się w nocy, mieliśmy psa to wiem. po prostu wieczorem zabiera się żarcie. wychodziło się jak wołał ale to bardzo rzadko, przy chorobach.
Nie ma wstawania do zwierzęcia w nocy i  nie chodzisz później jak zombi.

Nie, nie mam w rodzinie dzieciaka, za którym nie przepadam. Nie jeździliśmy oglądać małych dzieci. Psów też nie jeździliśmy oglądać (szkoda! big_smile ). To nie chodzi że z psami mam dobre skojarzenia a z dzieciakami złe. Po prostu mnie obrzydzają i nie mam wewnętrznej potrzeby opieki.
Szczeniaka nie trzeba codziennie kąpać. Kota nie trzeba w ogóle.
Samodzielność zwierzęcia w porównaniu do samodzielności dziecka w ciągu pierwszych kilku lat życia jest PORAŻAJĄCA.
A ja nie zamierzam gnić w domu cały rok albo i dłużej, to nie dla mnie. Zadusiłabym się i zdechła na nerwicę.

Ja sobie tak myślę - jakby on się uparł to ja bym mogła nawet dzieciaka za ileś lat urodzić. Pod warunkiem, że on bierze urlop macierzyński (ja tylko obowiązkowo na czas uregulowany w ustawie), on bierze rodzicielski, on go przewija, on go karmi, on wstaje w nocy, on chodzi po lekarzach, a ja zarabiam. Ewentualną gromadę psów mogłabym wziąć na siebie big_smile

305

Odp: Totalny mętlik w głowie

Szczere pytanie: a co byś zrobiła, gdybyś zaliczyła wpadkę?

306

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Samodzielność zwierzęcia w porównaniu do samodzielności dziecka w ciągu pierwszych kilku lat życia jest PORAŻAJĄCA.
A ja nie zamierzam gnić w domu cały rok albo i dłużej, to nie dla mnie. Zadusiłabym się i zdechła na nerwicę.

Nie masz bladego pojęcia o macierzyństwie.
I myślę, że z tym gniciem i zdychaniem to przesadziłaś. Obrażasz osoby, które myślą inaczej niż ty. Może dlatego, że nie wiesz co mówisz, ale w końcu jesteś dorosła i powinnaś umieć wypowiadać się o ludziach żyjących inaczej niż ty starając się unikać wartościowania.

307 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 23:21:50)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Emilia napisał/a:
kammiś napisał/a:

Samodzielność zwierzęcia w porównaniu do samodzielności dziecka w ciągu pierwszych kilku lat życia jest PORAŻAJĄCA.
A ja nie zamierzam gnić w domu cały rok albo i dłużej, to nie dla mnie. Zadusiłabym się i zdechła na nerwicę.

Nie masz bladego pojęcia o macierzyństwie.
I myślę, że z tym gniciem i zdychaniem to przesadziłaś. Obrażasz osoby, które myślą inaczej niż ty. Może dlatego, że nie wiesz co mówisz, ale w końcu jesteś dorosła i powinnaś umieć wypowiadać się o ludziach żyjących inaczej niż ty starając się unikać wartościowania.

Ale czy ja obraziłam osobę?
Mówiłam o czynności.
Na swoją obronę odwołam się do prawa - czynności wolno nazywać bardzo krytycznie i nie jest to ani zniesławienie, ani naruszenie dóbr bo nie mówi o osobie wink
to tak pół żartem pół serio
poza tym mówiłam o sobie że JA bym zdechła siedząc w domu i nie pracując/nie kształcąc się w tym czasie
komuś pasuje, to proszę bardzo.
Może i nie mam pojęcia o macierzyństwie, ale raczej większość matek po 8 tygodniach do pracy nie leci, nie?
Nie powiedziałam że matki siedzące w domu są takie i owakie tylko że nie wyobrażam sobie gnicia w domu, bo dla mnie spędzanie w domu całych dni to gnicie niezależnie od powodu - jak byłam chora też gniłam.

308

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:

Szczere pytanie: a co byś zrobiła, gdybyś zaliczyła wpadkę?

On nie może mieć dzieci normalnie bez ingerencji medycznej, więc to czysta abstrakcja
Byłam w liceum jak mi się WYDAWAŁO, bo jestem panikarą.
Jedyne o czym myślałam to "wycieczka" do zachodniego sąsiada.
Nie wiem co zrobiłabym dzisiaj, ale nie uważam aborcji za zbrodnię z racji liberalnych poglądów, więc proszę o brak krytyki jaka to jestem nieempatyczna, bo dla mnie to tylko płód i to nie jest zależne od poziomu empatii.

309 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-02-09 23:21:51)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
pitagoras napisał/a:
kammiś napisał/a:

Kot korzysta z kuwety natychmiastowo.

Mój ma 2.5 roku i dziś przywitał mnie kałużą na kanapie.

Ja uwielbiam czystość, jestem pedantką. I widzę to że zwierzę nie siedzi w swoim g*wnie nawet jak gdzieś narobi. Dziecko i owszem, potrafi. Zwierzę nie babrze sie jedzeniem. Nie pluje na człowieka. Nie narzyga na człowieka, ucieka szybko wtedy żeby się pochylić i zwymiotować. Nie rzuci w ciebie żarciem bo mu nie smakuje. Może Ci coś zniszczyć, ale nie rozmaże ci jedzenia po ścianach bo ma taki kaprys. Nie sra tam gdzie śpi. szybko uczy się że w nocy śpisz. jak łazi, to niech łazi. pomiauczy i przestanie, zostawiasz wodę i suchą karmę i nie ma problemu. psa uczy się szybko że nie wychodzi się w nocy, mieliśmy psa to wiem. po prostu wieczorem zabiera się żarcie. wychodziło się jak wołał ale to bardzo rzadko, przy chorobach.
Nie ma wstawania do zwierzęcia w nocy i  nie chodzisz później jak zombi.

Samodzielność zwierzęcia w porównaniu do samodzielności dziecka w ciągu pierwszych kilku lat życia jest PORAŻAJĄCA.
A ja nie zamierzam gnić w domu cały rok albo i dłużej, to nie dla mnie. Zadusiłabym się i zdechła na nerwicę.

Ja sobie tak myślę - jakby on się uparł to ja bym mogła nawet dzieciaka za ileś lat urodzić. Pod warunkiem, że on bierze urlop macierzyński (ja tylko obowiązkowo na czas uregulowany w ustawie), on bierze rodzicielski, on go przewija, on go karmi, on wstaje w nocy, on chodzi po lekarzach, a ja zarabiam. Ewentualną gromadę psów mogłabym wziąć na siebie big_smile

Kammiś z całym szacunkiem do ciebie nie zmuszaj się i nie ,,rób,, sobie dziecka, nie każda kobieta musi być mamą

310 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 23:28:31)

Odp: Totalny mętlik w głowie
mariola856 napisał/a:
kammiś napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Mój ma 2.5 roku i dziś przywitał mnie kałużą na kanapie.

Ja uwielbiam czystość, jestem pedantką. I widzę to że zwierzę nie siedzi w swoim g*wnie nawet jak gdzieś narobi. Dziecko i owszem, potrafi. Zwierzę nie babrze sie jedzeniem. Nie pluje na człowieka. Nie narzyga na człowieka, ucieka szybko wtedy żeby się pochylić i zwymiotować. Nie rzuci w ciebie żarciem bo mu nie smakuje. Może Ci coś zniszczyć, ale nie rozmaże ci jedzenia po ścianach bo ma taki kaprys. Nie sra tam gdzie śpi. szybko uczy się że w nocy śpisz. jak łazi, to niech łazi. pomiauczy i przestanie, zostawiasz wodę i suchą karmę i nie ma problemu. psa uczy się szybko że nie wychodzi się w nocy, mieliśmy psa to wiem. po prostu wieczorem zabiera się żarcie. wychodziło się jak wołał ale to bardzo rzadko, przy chorobach.
Nie ma wstawania do zwierzęcia w nocy i  nie chodzisz później jak zombi.

Samodzielność zwierzęcia w porównaniu do samodzielności dziecka w ciągu pierwszych kilku lat życia jest PORAŻAJĄCA.
A ja nie zamierzam gnić w domu cały rok albo i dłużej, to nie dla mnie. Zadusiłabym się i zdechła na nerwicę.

Ja sobie tak myślę - jakby on się uparł to ja bym mogła nawet dzieciaka za ileś lat urodzić. Pod warunkiem, że on bierze urlop macierzyński (ja tylko obowiązkowo na czas uregulowany w ustawie), on bierze rodzicielski, on go przewija, on go karmi, on wstaje w nocy, on chodzi po lekarzach, a ja zarabiam. Ewentualną gromadę psów mogłabym wziąć na siebie big_smile

Kammiś z całym szacunkiem do ciebie nie zmuszaj się i nie ,,rób,, sobie dziecka, nie każda kobieta musi być mamą

Nie zamierzam się zmuszać.
napisałam to tylko dla pokazania że nie wyobrażam sobie opieki nad dzieckiem, bo dla mnie praca (przyszła) jest ważniejsza.
Nie potrafiłabym zrezygnować ze studiów dla nieistniejącej istoty. Potem z aplikacji. Potem z początków pracy. I tak, jak będę mieć już ustabilizowaną pozycję będę pewnie koło 35tki. Nie da sie robić aplikacji, doktoratu i jeszcze pracować i mieć dziecka, to niewykonalne. A ja chciałabym tam wcisnąć jeszcze podyplomówkę, może ze spółek handlowych albo z czegoś podobnego. Więc nie, nie wyobrażam sobie mieć dziecka i nie poświęciłabym dla niego tylu pięknych rzeczy. I widzę właśnie że bardzo dużo doktorantek u nas i jednocześnie aplikantek już koło 30stki i młodych pań doktor nawet po 30stce NIE jest mamami. I mój facet potwierdził moje spostrzeżenia - nie są, bo nie mają czasu i wybierają pracę, bądź co bądź nie lekką, bo aplikacja to też praca dla patrona i normalne zajęcia i egzaminy. Do tego pianie doktoratu to prawie pełen etat przeliczając na czas w ostatnim roku. Widzę jak facet pisał to wiem.
I dlaczego mi ma nie być dane zrobić doktorat skoro chcę? Jakieś uprzywilejowanie mężczyzn? Dlaczego mi ma nie być dane tak rozwinąć się zawodowo i naukowo jak on się rozwinął skoro tego chcę od życia? Wolno mi tyle samo ile mężczyźnie.

311 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-09 23:31:22)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Szczere pytanie: a co byś zrobiła, gdybyś zaliczyła wpadkę?

On nie może mieć dzieci normalnie bez ingerencji medycznej, więc to czysta abstrakcja
Byłam w liceum jak mi się WYDAWAŁO, bo jestem panikarą.
Jedyne o czym myślałam to "wycieczka" do zachodniego sąsiada.
Nie wiem co zrobiłabym dzisiaj, ale nie uważam aborcji za zbrodnię z racji liberalnych poglądów, więc proszę o brak krytyki jaka to jestem nieempatyczna, bo dla mnie to tylko płód i to nie jest zależne od poziomu empatii.

Dla kontrastu:

kammiś napisał/a:

Moi dziadkowie są kochani!!!!!!! <3
Chciałabym żeby moja babcia była moją mamą!
Ona W OGÓLE nie chciała dzieci i ciągle mówiła to mojemu ojcu a on ją namawiał że chociaż jedno.
I wpadli.
To mi babcia mówiła.
Moja matka podobno rozważała usunięcie, ale mój ojciec powiedział że absolutnie. Wdzięczna jestem mu za to.

No to teraz pomiń kwestię, że twój facet nie może mieć dzieci. Wyobraź sobie, ze jesteś w ciąży, jest to dla Ciebie katastrofa, chcesz usunąć, ale nawet nie masz z kim o tym pogadać. Bo wszyscy uważają, że powinnaś urodzić.
Co byś wtedy czuła?

Ty to wpadkę chciałabyś usunąć, a sama jesteś wdzięczna ojcu, że żyjesz. Pocieszę Cię jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy popełniamy błędy.

312

Odp: Totalny mętlik w głowie

Po 8? Żartujesz? Gdzie?
Powiem ci na przykładzie mojej koleżanki. Ona wolny zawód artystyczny, on inżynier. Dziecko od drugiego mies. w skałach. Każdy weekend pod namiotem od końca marca do końca października. W nocy zimno? Nie szkodzi. Śpiwór z komfortem w minus 20 załatwia sprawę. Chcą się rodzice powspinać? Byle jaka ciocia bierze małą i popyla pod skałkami pokazując na roślinki i zwierzątka. Koleżanka owszem, siedziała z małą, ale i tak by siedziała przed kompem i rysowała te swoje grafiki i tak. Dziecko w chustę, przynajmniej się nie rusza, sutek w buzię i mała albo jadła, albo spała. W między czasie można iść na jakiś kurs. Mała i tak albo śpi, albo je. W życiu nie widziałam, żeby któreś z dzieci znajomych (wszystkich z pewnego środowiska) wyło albo chorowało. Wychowywane w duchu rodzicielstwa bliskości, nieszczepione, do kilku lat na kp i jedzonku wege. W pewnym momencie mała sama się odstawiła od piersi, a potem wylazła z łóżka, w którym spała z rodzicami. Bo ona chce sama. Moje też takie będą. A zresztą w ciąży też się można wspinać, a skoro tak, to robić milion innych rzeczy.
Nie wiem jak to jest, ale wspinacze to wolne duchy, mało osób pracuje na etatach i jest związana umową, tudzież boi się, że jak nie wróci po roku z macierzyńskiego, to nie będzie miało po prostu gdzie wrócić.

Twoja poleciała, tak? Bo nie chciała mieć dzieci. Bo myślała o nich tak, jak ty myślisz. Niestety jesteś kalką swojej mamuśki pod tym względem. Możesz jednak zechcieć dostrzec, że ona cię skrzywdziła i postanowić, że ty swoje dzieci będziesz kochać bezgranicznie. I będziesz chciała je mieć. Zacznij od uświadomienia sobie, że ona robiła źle. Że cię skrzywdziła, a mogła dać ci coś niebywale cennego. Potem postaraj się dać to sama sobie teraz. Ale pytanie brzmi, czy ty tego w ogóle chcesz - być inna, niż ona.

313

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:
kammiś napisał/a:
Ludmiłaa napisał/a:

Szczere pytanie: a co byś zrobiła, gdybyś zaliczyła wpadkę?

On nie może mieć dzieci normalnie bez ingerencji medycznej, więc to czysta abstrakcja
Byłam w liceum jak mi się WYDAWAŁO, bo jestem panikarą.
Jedyne o czym myślałam to "wycieczka" do zachodniego sąsiada.
Nie wiem co zrobiłabym dzisiaj, ale nie uważam aborcji za zbrodnię z racji liberalnych poglądów, więc proszę o brak krytyki jaka to jestem nieempatyczna, bo dla mnie to tylko płód i to nie jest zależne od poziomu empatii.

Dla kontrastu:

kammiś napisał/a:

Moi dziadkowie są kochani!!!!!!! <3
Chciałabym żeby moja babcia była moją mamą!
Ona W OGÓLE nie chciała dzieci i ciągle mówiła to mojemu ojcu a on ją namawiał że chociaż jedno.
I wpadli.
To mi babcia mówiła.
Moja matka podobno rozważała usunięcie, ale mój ojciec powiedział że absolutnie. Wdzięczna jestem mu za to.

No to teraz pomiń kwestię, że twój facet nie może mieć dzieci. Wyobraź sobie, ze jesteś w ciąży, jest to dla Ciebie katastrofa, chcesz usunąć, ale nawet nie masz z kim o tym pogadać. Bo wszyscy uważają, że powinnaś urodzić.
Co byś wtedy czuła?

Ty to wpadkę chciałabyś usunąć, a sama jesteś wdzięczna ojcu, że żyjesz. Pocieszę Cię jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy popełniamy błędy.

Trudno. Nie byłoby mnie nie byłabym wdzięczna. Nie istniałabym. Jakby moi rodzice nie wpadli też bym nie istniała.
Nie, nie wszyscy by mnie zostawili. TATA by mnie nie zostawił. I pomógłby mi niezależnie od decyzji, tak jak pomóc chciał wtedy. Dziadek też wiedział. Tylko baby nie wiedziały.

314 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-09 23:44:55)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Trudno. Nie byłoby mnie nie byłabym wdzięczna. Nie istniałabym. Jakby moi rodzice nie wpadli też bym nie istniała.
Nie, nie wszyscy by mnie zostawili. TATA by mnie nie zostawił. I pomógłby mi niezależnie od decyzji, tak jak pomóc chciał wtedy. Dziadek też wiedział. Tylko baby nie wiedziały.

No bo ty masz super, wyrozumiałego tatę. A twoja mama może nie miała nikogo takiego kto by jej pomógł. Nawet, jeżeli nie usunąć to przyzwyczaić się do sytuacji, pomóc pokochać dziecko.
A czy twoja niechęć do dzieci czasem nie jest stąd (u mnie tak było, ja tak myślałam)  czy uważasz, że zniszczyłaś swojej mamie życie,  i ty nie chcesz żeby tobie tak ktoś zniszczył?

Jeżeli ty chciałaś usunąć a miałaś wsparcie od taty i dziadka to miałaś wspaniale, nie ma nic piękniejszego niż usłyszeć deklarację: niezależnie od twoje decyzji będę Cię kochać i wspierać. To daje kopa pewność siebie...

315 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 23:47:05)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Emilia napisał/a:

Po 8? Żartujesz? Gdzie?
Powiem ci na przykładzie mojej koleżanki. Ona wolny zawód artystyczny, on inżynier. Dziecko od drugiego mies. w skałach. Każdy weekend pod namiotem od końca marca do końca października. W nocy zimno? Nie szkodzi. Śpiwór z komfortem w minus 20 załatwia sprawę. Chcą się rodzice powspinać? Byle jaka ciocia bierze małą i popyla pod skałkami pokazując na roślinki i zwierzątka. Koleżanka owszem, siedziała z małą, ale i tak by siedziała przed kompem i rysowała te swoje grafiki i tak. Dziecko w chustę, przynajmniej się nie rusza, sutek w buzię i mała albo jadła, albo spała. W między czasie można iść na jakiś kurs. Mała i tak albo śpi, albo je. W życiu nie widziałam, żeby któreś z dzieci znajomych (wszystkich z pewnego środowiska) wyło albo chorowało. Wychowywane w duchu rodzicielstwa bliskości, nieszczepione, do kilku lat na kp i jedzonku wege. W pewnym momencie mała sama się odstawiła od piersi, a potem wylazła z łóżka, w którym spała z rodzicami. Bo ona chce sama. Moje też takie będą. A zresztą w ciąży też się można wspinać, a skoro tak, to robić milion innych rzeczy.
Nie wiem jak to jest, ale wspinacze to wolne duchy, mało osób pracuje na etatach i jest związana umową, tudzież boi się, że jak nie wróci po roku z macierzyńskiego, to nie będzie miało po prostu gdzie wrócić.

Twoja poleciała, tak? Bo nie chciała mieć dzieci. Bo myślała o nich tak, jak ty myślisz. Niestety jesteś kalką swojej mamuśki pod tym względem. Możesz jednak zechcieć dostrzec, że ona cię skrzywdziła i postanowić, że ty swoje dzieci będziesz kochać bezgranicznie. I będziesz chciała je mieć. Zacznij od uświadomienia sobie, że ona robiła źle. Że cię skrzywdziła, a mogła dać ci coś niebywale cennego. Potem postaraj się dać to sama sobie teraz. Ale pytanie brzmi, czy ty tego w ogóle chcesz - być inna, niż ona.

ALE PRACA KTÓRĄ JA BĘDĘ WYKONYWAĆ JEST INNA. I widzę jak facet teraz pracuje
I wymaga to z 10-12 godzin dziennie. I żaden prawnik nie będzie robił z siebie głąba i brał dzieci na salę rozpraw czy na spotkanie z klientem albo wspólnikami. Może jeszcze na zajęcia ze studentami? Albo na egzamin na aplikacji?
14 tygodni po urodzeniu dziecka to czas jaki babka musi wykorzystać na urlop macierzyński wg Kodeksu pracy. Zapytaj męża jak nie wierzysz wink Potem może przejść to na ojca.
Nie, ja nie chcę mieć dzieci i nie wiem dlaczego chcesz mi to wmówić mówiąc: postanowić, że ty swoje dzieci będziesz kochać bezgranicznie. Tych dzieci nie będzie, chyba że coś mi odwali po 30stce, bo nie przypuszczam, że wcześniej - będę zbyt zajęta WAŻNIEJSZYMI DLA MNIE sprawami. Do 30stki mam zrobić doktorat i aplikację i przejąc stanowisko ojca. O doktoracie marzę jak o niczym innym, a sorry - dla doktorantek nie ma nawet urlopów macierzyńskich, była ostatnio afera, przykro nam - pani zrezygnowała z doktoratu, nikt nie płakał, bo są kolejni chętni na jej miejsce w tej obleganej katedrze.
Ja od zawsze jestem jednego zdania - mogę robić to, co robią mężczyźni. Skoro on nie zrezygnowałby z kariery zawodowej, mimo że tak tego dziecka pragnie, to DLACZEGO ja miałabym musieć to robić, skoro wcale nie pragnę?

316 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 23:50:39)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ludmiła - ja  nie uważam że samo dziecko niszczy życie bo ono nie bierze się z powietrza. niszczy brak odpowiedzialności czy zła decyzja o tym dziecku, np. nie w porę.
ja MOŻE zmienię zdanie jak zrealizuję swoje plany. A nie chcę potem żałować że młodość spędziłam w pieluchach, bo facet jest ode mnie starszy i mu sie ubzdurało mieć dziecko.
Niech on też pomyśli czasem o tym że on miał szansę skończyć studia, aplikację, teraz kończy doktorat i rozkręca biznes i że ja w niczym się od niego nie różnię pod tym względem mimo że mam macicę i jajniki.

Moja praca nie będzie wyglądała na siedzeniu przed komputerem i rysowaniu grafiki.
Będzie polegała na dbaniu o interes klienta, co by to nie znaczyło. A jak klient będzie zamożny, to i wieczorem do domu będzie się do niego jeździć jak będzie sobie tak życzył. Ojcu się zdarzało. Z dzieckiem pojadę? Może będę je przewijać u klienta w salonie?

317

Odp: Totalny mętlik w głowie

A wiesz czym różnisz się od mamy?

Ty mówisz otwarcie, że nie chcesz dzieci, że stawiasz na karierę, i masz wsparcie, od ojca, dziadka, faceta, nas tu na forum big_smilebig_smile czujesz się zrozumiana i akceptowana. Co daje Ci pewność siebie i wiarę, że robisz dobrze, że są ludzi którzy w Ciebie wierzą, kochają, lubią, szanują.

A twoja mama? Pewnie nie ma nawet z kim szczerze pogadać i nigdy nie miała dlatego jest taka nieszczęśliwa, jako artystka czuje się niespełniona, nieszczęśliwa, nierozumiana, niekochana, i przekłada to na wszystkich.

318 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-09 23:56:14)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Ludmiłaa napisał/a:

A wiesz czym różnisz się od mamy?

Ty mówisz otwarcie, że nie chcesz dzieci, że stawiasz na karierę, i masz wsparcie, od ojca, dziadka, faceta, nas tu na forum big_smilebig_smile czujesz się zrozumiana i akceptowana. Co daje Ci pewność siebie i wiarę, że robisz dobrze, że są ludzi którzy w Ciebie wierzą, kochają, lubią, szanują.

A twoja mama? Pewnie nie ma nawet z kim szczerze pogadać i nigdy nie miała dlatego jest taka nieszczęśliwa, jako artystka czuje się niespełniona, nieszczęśliwa, nierozumiana, niekochana, i przekłada to na wszystkich.

Być może...
postaram się z nią pogadać. w sumie nie jestem dzieckiem, może mnie polubić big_smile

Poza tym... dlaczego z 20latka rozmawia sie o dzieciach?
Mam ochotę wykrzyczeć facetowi: "hej, ja mam 21 lat, jak byłeś w tym wieku to myślałeś o dzieciach? przede mną 2,5 roku studiów, aplikacja i doktorat! sam miałeś na to szansę to daj mi też spokój i szansę na to!"

319 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-02-10 00:04:35)

Odp: Totalny mętlik w głowie

W firmie to ja dbam o sprawy kadrowe, a nie partner, więc ogarniam. Wszystkiego razem jest 52 tygodnie, więc przyhamuj i skończ się czepiać, choć jak widzę czepialstwo i łapanie za słówka sprawia ci przyjemność.
Jeśli uważasz, że branie ze sobą dziecka do pracy czy na egzamin to dowód na to, że się jest głąbem... to i tu mam dla ciebie świetny przykład. Koleżanka mojego partnera ma własną kancelarię radcowską. Ma też ten twój śmieszny doktorat. I ma pięcioro dzieci. Pierwsze urodziła podczas studiów. Nie ma niani ani babci. Mąż ma swoją firmę budowlaną. Dziś jest w ciąży z szóstym dzieckiem. I ogarnia, bo chce. Bo nie ma w sobie za grosz wygodnictwa. Więc nie chrzań głupot, że się nie da, jak się da.
Ja ci nie wmawiam, że masz zechcieć mieć dziecko. Tylko pokazuję, że twoje przekonania są błędne. Bo znam mnóstwo osób, które mają inaczej, a prawników to siłą rzeczy całkiem sporo. W tym jak widać rozgarniętych mamusiek, które realizują się gdzie chcą i dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Poza tym staram się uzmysłowić ci, że nie wdałaś się w ojca, tylko w matkę. Jesteś jak kalka. Pytanie, czy chcesz taka być. Jedyne, do czego staram się ciebie zmusić, to jest głębsza refleksja nad sobą i światem wokół. Ale jakoś opornie to idzie.

320 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-10 00:38:40)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Emilia napisał/a:

W firmie to ja dbam o sprawy kadrowe, a nie partner, więc ogarniam. Wszystkiego razem jest 52 tygodnie, więc przyhamuj i skończ się czepiać, choć jak widzę czepialstwo i łapanie za słówka sprawia ci przyjemność.
Jeśli uważasz, że branie ze sobą dziecka do pracy czy na egzamin to dowód na to, że się jest głąbem... to i tu mam dla ciebie świetny przykład. Koleżanka mojego partnera ma własną kancelarię radcowską. Ma też ten twój śmieszny doktorat. I ma pięcioro dzieci. Pierwsze urodziła podczas studiów. Nie ma niani ani babci. Mąż ma swoją firmę budowlaną. Dziś jest w ciąży z szóstym dzieckiem. I ogarnia, bo chce. Bo nie ma w sobie za grosz wygodnictwa. Więc nie chrzań głupot, że się nie da, jak się da.
Ja ci nie wmawiam, że masz zechcieć mieć dziecko. Tylko pokazuję, że twoje przekonania są błędne. Bo znam mnóstwo osób, które mają inaczej, a prawników to siłą rzeczy całkiem sporo. W tym jak widać rozgarniętych mamusiek, które realizują się gdzie chcą i dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Poza tym staram się uzmysłowić ci, że nie wdałaś się w ojca, tylko w matkę. Jesteś jak kalka. Pytanie, czy chcesz taka być. Jedyne, do czego staram się ciebie zmusić, to jest głębsza refleksja nad sobą i światem wokół. Ale jakoś opornie to idzie.

nie jestem do końca taka jak matka. może w tym aspekcie, ale sporo różnic by też się znalazło.
Śmiem twierdzić, że na egzamin nikt by z dzieckiem nie wpuścił... Przynajmniej na naszym wydziale.
Nie czepiam się słówek, chciałam tylko pokazać że można bardzo szybko wrócić do pracy, jeśli się to "zrzuci" na faceta.
No widzisz, ja nie wyobrażam sobie mieć 6 dzieci, bo bym zwariowała - i nawet osoby LUBIĄCE dzieci powiedziałyby to samo, i pewnie byłoby ich sporo. Mam koleżankę, która dzieci lubi, ale mówi wprost - 2 to góra bo chce mieć SWOJE życie i np. wyjeżdżać bez dzieci.
Dobra, odsuwając sprawy zawodowe. Dla mnie priorytetem w wolnym czasie jest iść pobiegać czy wyleżeć się w wannie.
Tak, jestem wygodnicka i nie wstydzę się tego, bo nie jestem wygodnicka w sensie lenistwa.
Ja nie wyobrażam sobie wieczorem ganiać za dziećmi, rezygnując z filmu, książki, pogaduszek z koleżanką przez telefon.
JEDNO dziecko? Może kiedyś, jeżeli będę chcieć. Ale z JEDNYM dzieckiem mimo wszystko nie jest aż tak ciężko (słowa kuzynki), zwłaszcza jeśli jest niania do pomocy, to i w wannie mozna się wyleżeć i posiedziec z drinkiem przy kolacji nawet i 2 godziny.
Kurcze, mam się poświęcać podczas gdy moi znajomi - wszyscy w grupie - mogą po prostu być młodzi niezależnie co to oznacza - czy rozwój zawodowy, czy lenistwo, czy imprezy czy podróże? NA STUDIACH? W życiu.

Edit: NIE WSZYSTKIE kobiety które nie chcą dzieci są od razu okropne.

321

Odp: Totalny mętlik w głowie

tak myślę sobie odkładając na bok niechęć do dzieci.
nie, nie wyobrażam sobie być w ciąży na studiach.
nawet przed 30stką.
to jest czas kiedy po prostu chcę być młoda i nacieszyć się facetem i TYLKO facetem.

322

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ja naprawdę chciałabym sie zmienić w pewnym sensie.
znaczy nie że mieć dzieci teraz już przed 30stką ale inaczej do tego podchodzić.
tylko że nie radzę sobie ze swoimi myślami i o ile zachowanie jest zmienić łatwiej na poziomie świadomym o tyle mysli zmienić się ot tak nie da.

323

Odp: Totalny mętlik w głowie

Nie widze nic zlego w tym, ze ktos nie chce sobie utrudniac zycia dziecmi, ktore nie sa jego marzeniem.

Dzieci to w mojej opinii strata mojej energii i czasu. Nie mam 10 lat zeby ktos mi wmawial, ze z dziecmi da sie wszystko robic tak samo. Bo posiadanie dziecka oznacza, ze trzeba znalezc czas na wychowanie, rozmowy, problemy dzieciece, przebieranie, edukacje dziecka i choroby dziecka.
Przy tym nie kazde dziecko da sie uspane trzymac przy cycu i pracowac. Mojej kolezance tez tak wmawiali i tez, ze bedzie mogla nadal pracowac jak zawsze i nic z tego nie wyszlo. Dzieciak ciagle ryczal, klopoty ze spaniem, klopoty z karmieniem - klopoty ze wszystkim.

324

Odp: Totalny mętlik w głowie
NinaLafairy napisał/a:

Nie widze nic zlego w tym, ze ktos nie chce sobie utrudniac zycia dziecmi, ktore nie sa jego marzeniem.

Dzieci to w mojej opinii strata mojej energii i czasu. Nie mam 10 lat zeby ktos mi wmawial, ze z dziecmi da sie wszystko robic tak samo. Bo posiadanie dziecka oznacza, ze trzeba znalezc czas na wychowanie, rozmowy, problemy dzieciece, przebieranie, edukacje dziecka i choroby dziecka.
Przy tym nie kazde dziecko da sie uspane trzymac przy cycu i pracowac. Mojej kolezance tez tak wmawiali i tez, ze bedzie mogla nadal pracowac jak zawsze i nic z tego nie wyszlo. Dzieciak ciagle ryczal, klopoty ze spaniem, klopoty z karmieniem - klopoty ze wszystkim.

Mogę być szczera?
trochę mnie pocieszyłaś.
bo naprawdę już jestem podłamana że jestem wyjątkiem który nie ma żadnych uczuć

325

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Nie widze nic zlego w tym, ze ktos nie chce sobie utrudniac zycia dziecmi, ktore nie sa jego marzeniem.

Dzieci to w mojej opinii strata mojej energii i czasu. Nie mam 10 lat zeby ktos mi wmawial, ze z dziecmi da sie wszystko robic tak samo. Bo posiadanie dziecka oznacza, ze trzeba znalezc czas na wychowanie, rozmowy, problemy dzieciece, przebieranie, edukacje dziecka i choroby dziecka.
Przy tym nie kazde dziecko da sie uspane trzymac przy cycu i pracowac. Mojej kolezance tez tak wmawiali i tez, ze bedzie mogla nadal pracowac jak zawsze i nic z tego nie wyszlo. Dzieciak ciagle ryczal, klopoty ze spaniem, klopoty z karmieniem - klopoty ze wszystkim.

Mogę być szczera?
trochę mnie pocieszyłaś.
bo naprawdę już jestem podłamana że jestem wyjątkiem który nie ma żadnych uczuć

Dziewczyno, zobacz jak Ty kochasz zwierzeta. Jak mozesz nie miec zadnych uczuc, skoro potrafisz swoje uczucia wyjac poza swoj wlasny gatunek?

Posty [ 261 do 325 z 1 694 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 27 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026