Ale to ty. Ty jesteś jego córką. Oczkiem w głowie. Sama mówisz, że on tylko dla Ciebie jest taki miły. I Ciebie by nie ruszył.
A twoja matka chodziła kiedyś po domu np. w staniku i też się tak luźno czuła w obecność męża?
Podobne tematy
To nie ojciec jest problemem. Maja ewidentnie jakieś zatargi z żoną, ale to ewidentnie "cicha wojna" i oddalanie się od siebie.
133 2015-02-04 18:33:24 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-04 18:37:04)
Ostatnio szłam do taty do pracy i wychodziły z jego firmy jakieś dwie babki i usłyszałam "tego (nazwisko nasze) to od świni przy korycie nie odróżnisz".
Widać, nie tyko żona ma o nim takie zdanie ![]()
![]()
No a ta sytuacja z seksem w biurze? Przecież w tym momencie to głupota i chamstwo przerosły rozsądek.
Postawił w cholernie niezręcznej sytuacji sekretarkę, wspólnika, Ciebie, jak tamci czują się wobec twojej matki co? Przecież chyba im cholernie głupio. Jak myślisz czy oni myślą że twój ojciec to porządny facet?
Ale to ty. Ty jesteś jego córką. Oczkiem w głowie. Sama mówisz, że on tylko dla Ciebie jest taki miły. I Ciebie by nie ruszył.
A twoja matka chodziła kiedyś po domu np. w staniku i też się tak luźno czuła w obecność męża?
Nie. Nie chodziła. Ja też nie. Mieliśmy - dzięki matce - sztywny dom. Trzeba się było "zachowywać".
A na plaży czy basenie też się mama tak sztywno zachowywała?
A na plaży czy basenie też się mama tak sztywno zachowywała?
Ona się ZAWSZE sztywno zachowuje.
Jak ojca nie ma w domu też
Do babci też.
A wiesz jaka była kiedyś? Zanim ty się nie urodziłaś? Jak byli parą, gdzie się poznali, czy to była wielka miłość. Masz jakieś stare zdjęcia nagrania, i co mam na nich też jest taka smutna, poważna?
138 2015-02-04 18:48:02 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2015-02-04 18:50:00)
Ludmiłaa napisał/a:A na plaży czy basenie też się mama tak sztywno zachowywała?
Ona się ZAWSZE sztywno zachowuje.
Jak ojca nie ma w domu też
Do babci też.
Ale myślisz, że Twojemu tacie to przeszkadza? Skoro jest taka od zawsze, to pewnie przed ich ślubem też była. Coś musiał chyba w niej pokochać.
Zadawałaś mu kiedyś takie pytanie? Co w niej pokochał? Jeżeli jesteś w tak dobrych relacjach z tatą, to myślę, że zadanie takiego pytania nie będzie krępujące. Bo rzeczywiście wygląda to tak, jakby problemy w ich relacji, Twoja mama przenosiła na Ciebie.
A może ma depresję? Albo inne problemy natury psychicznej? Mogłabyś o tym nie wiedzieć.
A wiesz jaka była kiedyś? Zanim ty się nie urodziłaś? Jak byli parą, gdzie się poznali, czy to była wielka miłość. Masz jakieś stare zdjęcia nagrania, i co mam na nich też jest taka smutna, poważna?
Nie wiem.
Nie mieliśmy tradycji wspominania dawnych czasów.
Babcia mówiła że jest taka mniej więcej od połowy studiów.
kammiś napisał/a:Ludmiłaa napisał/a:A na plaży czy basenie też się mama tak sztywno zachowywała?
Ona się ZAWSZE sztywno zachowuje.
Jak ojca nie ma w domu też
Do babci też.Ale myślisz, że Twojemu tacie to przeszkadza? Skoro jest taka od zawsze, to pewnie przed ich ślubem też była. Coś musiał chyba w niej pokochać.
Zadawałaś mu kiedyś takie pytanie? Co w niej pokochał? Jeżeli jesteś w tak dobrych relacjach z tatą, to myślę, że zadanie takiego pytania nie będzie krępujące. Bo rzeczywiście wygląda to tak, jakby problemy w ich relacji, Twoja mama przenosiła na Ciebie.
Ale oni podobno byli małżeństwem z rozsądku.
Tak mówi babcia.
Z babcią akurat mogę gadać o wszystkim, więc gadam.
Ona nie lubi własnej córki teraz. Zresztą nic dziwnego. potrafi się na nią drzeć bez powodu.
Pamiętam, jak nienawidziłam matki za to, że drze się na babcię.
141 2015-02-04 18:53:21 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-04 18:54:37)
No to macie to rodzinne, babcia nie lubi córki, matka też nie lubi córki ![]()
![]()
Ale poważnie, a nie wiesz z jakiego powodu twoi rodzice zawarli małżeństwo z rozsądku?
Podpowiem to babcia wybrała mamie męża, jakimś sposobem zmusiła do wyjścia za mąż? Czy tak?!
daenerys7 napisał/a:kammiś napisał/a:Ona się ZAWSZE sztywno zachowuje.
Jak ojca nie ma w domu też
Do babci też.Ale myślisz, że Twojemu tacie to przeszkadza? Skoro jest taka od zawsze, to pewnie przed ich ślubem też była. Coś musiał chyba w niej pokochać.
Zadawałaś mu kiedyś takie pytanie? Co w niej pokochał? Jeżeli jesteś w tak dobrych relacjach z tatą, to myślę, że zadanie takiego pytania nie będzie krępujące. Bo rzeczywiście wygląda to tak, jakby problemy w ich relacji, Twoja mama przenosiła na Ciebie.
Ale oni podobno byli małżeństwem z rozsądku.
Tak mówi babcia.
Z babcią akurat mogę gadać o wszystkim, więc gadam.
Ona nie lubi własnej córki teraz. Zresztą nic dziwnego. potrafi się na nią drzeć bez powodu.
Pamiętam, jak nienawidziłam matki za to, że drze się na babcię.
Czyli kto podjął decyzję o małżeńswtwie? Twoja babcia do tego dążyła, czy rodzice stwerdzili, że w sumie to jakoś się nie kochają, ale chcieliby założyć rodzinę?
Od babci też nie dowiesz się wszystkiego, ona ma na pewno swoją wersję. Nie mówię, że Cię oszukuje, ale może nie dostrzegać, że chciała dla córki dobrze, a tak naprawdę ją unieszczęśliwiła.
143 2015-02-04 19:06:33 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 19:27:50)
Nie wiem jaki był powód zawarcia małżeństwa.
Babcia mi zawsze powtarzała żebym wybrała takiego chłopaka jakiego będę kochać i jaki będzie dla mnie dobry...
Więc skoro ma taką filozofię to wątpię żeby zmuszała matkę
Jeśli był ślub z rozsądku, to nie czują się spełnieni. Zablokowali się na prawdziwą miłość, bo tak było wygodniej, a teraz czują frustrację. Ojciec w pracy nadrabia "poczuciem kontroli" a matka "odgrywa" się na córce
Nie wiem jaki był powód zawarcia małżeństwa.
Babcia mi zawsze powtarzała żebym wybrała takiego chłopaka jakiego będę kochać i jaki będzie dla mnie dobry...
Więc skoro ma taką filozofię to wątpię żeby zmuszała matkę
Kammiś, spokojnie, nie piszę że masz osobowość narcystyczną, ktoś taki by tu nie pisał i nie widział problemu :-) A jeśli by napisał to jak wspominałem w wieku 40 lat, gdy wszystko by się sypło (uroda, związki, brak przyjaciół, którzy lgnęli aby się "doświetlić" przy gwieździe i zniknęli gdy zgasła). IMHO dają się zauważyć pewne mechanizmy znane z tego i tyle. Wydaje mi się że trzeba mieć rypnięte relacje z obojgiem rodziców aby doszło do nieprawidłowego ukształtowania osobowości.
Co do matki to sprawa robi się coraz bardziej trefna, to co opisujesz pachnie jakby odrzuceniem dziecka - innymi słowy wygląda to tak jakby wychowywała Cię wbrew sobie, tylko z obawy że zostanie w swoich oczach "złą matką" i stąd taka schiza. Poczucie bycia "niewyskrobaną" to IMHO lekki syf i nikomu tego nie życzę.
Różne paranoje dotyczące Twojego "pokalanego poczęcia" bym sobie darował. Małżeństwo z rozsądku to ciekawe - kto był ten rozsądny? Kto miał kasę a kto urodę? Jakiś inny mezalians? Ktoś miał układy, kto inny kasę? Jakieś szczegóły?
A Twój facet mi się podoba coraz bardziej, w opisanej okazji stał się być maksymalnie szczery zamiast ściemniać, to doskonała okazja do "nienarcystycznego" pokochania go. Narcystycznie znaczy tak: wszystkie studentki marzyły aby poderwać takiego młodego i zdolnego a tobie się udało, więc pielęgnujesz swoje trofeum czyli w swoim rozumieniu "kochasz"
Nienarcystycznie: poznajesz go jako osobę i ta jego osoba ci się podoba a nie cała otoczka "achów" i "ochów" podjaranych kobiecymi hormonami studentek. To mniej więcej byłaby dojrzałość do uczuć.
Oczywiście najlepszym testem jest "zjedzenie beczki soli" - czyli możliwość podejrzenia go w sytuacji rzeczywistych wyborów gdy działa w warunkach konfliktów wartości, w warunkach presji, konieczności bronienia rzeczy dla niego i dla Ciebie ważnych. Na razie, żyjecie jak u pana boga za piecem, więc jeszcze nie masz materiału porównawczego. Z czasem się zbierze.
4. Matka - mój facet uważa że podstawowy błąd to to że spotykam się z nią w domu rodziców, gdzie ona odczuwa silną przewagę. Mówi że powinnam ją po prostu wyciągnąć na kawę na mieście jak koleżankę. No i ja już nie wiem - mam jej wszystko wygarnąć, spróbować spokojnie porozmawiać, opiekować się nią po zabiegu czy zaprosić na kawę? Bo wszystkiego na raz nie zrobię...
Sprytny chłopak. Nie na raz - spróbuj w sekwencji najpierw opieka , potem na kawę, potem pogadać - ale czy wygarnąć? W świetle tego co napisałaś trochę mniej optymistycznie to widzę. Może jak będzie więcej danych.
146 2015-02-04 21:18:37 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 21:34:32)
I dupa z kolacja i kinem bo po 3 godzinach snu jest tak padniety ze chce sie tylko polozyc a jutro musi wstac o 6.30 bo o 8 ma pilnowac jakiegos egzaminu (doktoranci pilnuja zeby studenci nie sciagali). No trudno, poczeka to do jutra.
ET - studentki sie nim nie zachwycaja, jesli maja z nim zajecia. W sumie to niektore go nienawidza. Bo mysla ze bdda mogly go jakos urobic a on na zajeciach jest raczej oschly. Wiem z autopsji. I pyta co zajecia. Jak ktos nie umie to stawia minusy ktore obnizaja ocene o pol od tej ktora wychodzi po kolokwium. Ostatnio jak patrzylam na oceny w ogloszeniach to robi sie coraz "gorszy". 80 procent w 1 terminie to byly 2, pare osob zostawil na warunek juz na samych cwiczeniach, co raczej zdarza sie rzadko. Takze no... Ochow i achow nie ma ![]()
On mi sie spodobal bez sluchania o nim, od razu. Na wejsciu, na pierwszych cwiczeniach. Pierwszy dzien na uczelni, 8 rano zajecia, stalam w korkach rano bo jeszcze mieszkalam za miastem z rodzicami i chcialam kupic po drodze kawe i wpadlam jak juz wchodzila ostatnia osoba, grzecznie powiedzialam "dzien dobry" a on do mnie "widze ze u pani kawa z rana to podstawa, ja niestety nie zdazylem". Mialam cos odpowiedziec i popatrzylam na niego i mnie doslownie porazilo i pomyslalam ze to idealny facet. Co gorsza mialam wtedy faceta wiec myslac o nim postepowalam troche wbrew sobie ale nie moglam sie powstrzymac zeby nie wstawac raz na dwa tygodnie pol godziny wczesniej i nie dopiac swojego wygladu na ostatni guzik, nie usiasc bardziej z przodu i nie byc obkuta do przodu z materialem, a na koniec nie poprawic tego 4 na 5 na konsultacjach, nawet nie z powodu ambicji bo wtedy 4 mi wystarczalo tylko po to zeby isc na te konsultacje. I potem musialam zapomniec na ponad rok. A potem kolega wymyslil ze trzeba go zaprosic do szykowania tego panelu dyskusyjnego i wyszlo jak wyszlo. Troche to kolegi zasluga bo ja bym sie nie odwazyla ale kolega wiedzial ze on mi sie podoba i mnie oddelegowal (jest szefem kola) do kontaktow z nim.
Ja mam inny gust niz przecietna 20latka - dla mnie facet musi byc elegancki. Wiekszosc dziewczyn w moim wieku woli takich na luzie (w sensie ubioru) chyba. Takze nie sugerowalam sie tym co mowia inni. Co najgorsze nigdy nie pociagali mnie "grzeczni, ciapowaci chlopcy" - ciapowaci chlopcy z sercem na dloni byli zawsze skresleni, wiem ze to okropne i zle o mnie swiadczy ale im bardziej ktokolwiek za mna latal i im bardziej mial serce na dloni tym bardziej olany zostal i tym solidniejszego psychicznego "kopa w jaja" dostawal. Moze tez dlatego ze chlopacy z sercem na dloni nie byli zbytnio urodziwi... Nie wiem. Oczywiscie mowie o poczatkach znajomosci. I wlasnie paradoksalnie ta jego "przeszlosc" mi sie swiadomie nie podoba ale podswiadomie on mnie jeszcze bardziej pociaga. Jednoczesnie mnie pociaga i boje sie ze nie podolam ale pociag jest silniejszy. Wiem, glupia jestem. Powinnam potepic nawet na plaszczyznie podswiadomosci a nie jarac sie "panem alvaro".
Ja mam na swoim sumieniu jedno "przewinienie". Calowalam sie z zonatym NIE wiedzac ze jest zonaty. Ale do dzisiaj mi glupio, chociaz to jego wina nie moja. Ale mi glupio przed sama soba...
Co do wartosci - w pracy to chyba roznie bywa, bo biznes to biznes. Ale nie robi nic strasznego, po prostu stara sie byc w miare stanowczy.
Mi sie on podoba jako osoba. Mam gdzies co mysla inni.
Malzenstwo rodzicow - nie wiem kto byl rozsadny. Kase mieli chyba oboje, bo dziadkowie ze strony mamy nie narzekaja. Wiec ja nie wiem.
147 2015-02-04 21:37:33 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-02-04 21:39:06)
a wiesz jak się poznali? Jak długo byli parą. Nigdy żadne z nich nic nie wspominało???
No nie wiem w jakich okolicznościach ojciec się oświadczył, albo wesela
Wiesz, że twoja mama w twoim wieku mogła być taka jak ty, szczęśliwa, uśmiechnięta, ambitna, optymistycznie patrząca na przyszłość, zakochana...tylko coś/ktoś i to się zmieniło
/.../
ET - studentki sie nim nie zachwycaja, jesli maja z nim zajecia. W sumie to niektore go nienawidza.
Bo mysla ze bdda mogly go jakos urobic a on na zajeciach jest raczej oschly.
O takich jak on studentki polonistyki na jednym z uniwerków pisały wiersze w rodzaju:
"Pragnę scałować ust twych kamień..."
(To w sprawie tych ochów i achów)
I wlasnie paradoksalnie ta jego "przeszlosc" mi sie swiadomie nie podoba ale podswiadomie on mnie jeszcze bardziej pociaga. Jednoczesnie mnie pociaga i boje sie ze nie podolam ale pociag jest silniejszy. Wiem, glupia jestem. Powinnam potepic nawet na plaszczyznie podswiadomosci a nie jarac sie "panem alvaro".
No ale to już przerabiałaś w domu starając się być kobietą dla ojca kastrowanego przez matkę, więc teraz robisz to samo dla chłopaka - jego była jest personifikacją "złej matki" z twego dzieciństwa, on zaś tym, którego wolno ci uratować przed skutkami kastracji.
/popatrz jaka ładna psychoanalityczna interpretacja ... no ale nie wiem czy słuszna, nie jestem psychoanalitykiem ;-)/
Ja mam na swoim sumieniu jedno "przewinienie". Calowalam sie z zonatym NIE wiedzac ze jest zonaty. Ale do dzisiaj mi glupio, chociaz to jego wina nie moja. Ale mi glupio przed sama soba...
Odyebało ci? Jakieś fazy zmiennego nastroju. Moim zdaniem jeszcze nikogo tak naprawdę w życiu nie skrzywdziłaś.
Może jakiś byłych chłopaków zostawiłaś z kompleksami ale to nieistotne, przejdzie im.
Kammiś fajną macie historię
ciekawe jak wasz związek będzie się zmieniał i dojrzewał, bo Ty jesteś młodą osobą, wiele masz jeszcze przed sobą rzeczy do odkrycia ![]()
Nie, jednego brzydko potraktowalam. Wiem. Bardzo brzydko, nie usprawiedliwia mnie to ale jego wszyscy zle traktuja - nawet wykladowcy. Kompletnie nikt nie chce z nim rozmawiac, wszyscy przed nim uciekaja bo jest meczacy. Znaczy on nie rozumie jak ktos daje mu do zrozumienia zeby sie odczepil. Chlopak sie jaka, ma jakos z 150pare cm wzrostu i wg mojej kolezanki ktora jako drugi kierunek robi psychologie ma zespol aspergera. I moj byly (debil!) nakrecil go ze ja go kocham tylko sie wstydze powiedziec. I problem byl taki ze on we wszystko wierzy a ciezko mu cos ze lba wybic... To mu nagadalam mocno. Jemu nie przejdzie, bo codziennie go ktos psychicznie kopie.
Ja go nie chce ratowac... On mnie po prostu pociaga. Bardziej dlatego ze jest "doswiadczony" niz dlatego ze jest "pokrzywdzony". Glupie, wiem. Zawsze mnie ciagnelo do tych "doswiadczonych, niegrzecznych", kilka lat starszych.
Haha, u nas nikt nie tworzy, studentki ida bardziej w praktyke. Ostatnio najlepiej. Mowie ze ide na konsultacje do mgr (nazwisko mgr z ktorym mielismy zajecia) (bez podtekstow). A kolezanka: a po co, przeciez juz jednego masz? Ja ide za tydzien!
(w sumie tez fajny facet, jeszcze nie osleplam
)
U nas zawsze jak wykladowca zaprasza na konsultacje to sa smiechy. I ja dostalam 4 z kolokwium wtedy na 1 roku i on powiedzial "pani byla aktywna, jak chce pani poprawic ocene, to zapraszam na konsultacje". Paru kolegow sie zaczelo baaardzo cicho smiac a on od razu "panstwo sobie daruja". Od razu widac ze wredny ![]()
Rodzice nie rozmawiaja o tym jak sie poznali. Nie mam pojecia i prawie nic nie wiem o tym.
Aaa jeszcze jedno (ja mam takie fazy przypominania sobie ze czegos nie powiedzialam
). Jak wczoraj rozmawialismy to on powiedzial ze przez to ze dla mnie wszystko w kolo musi byc idealne to on odczuwa pewna presje. Glupek! Ja po prostu jestem pedantka - to ze mieszkanie bede ciagle poprawiac nie znaczy ze chce "poprawiac" jego. Zreszta kot mnie juz leczy z tego pedantyzmu - przy tym stworzeniu nic nie moze byc super porzadne. Ostatnio mi "haftowal" na lozko! ![]()
a co kotu się stało?
153 2015-02-04 22:47:55 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 22:48:32)
a co kotu się stało?
Nic. Myl sie i jakis klak...
Gadalam z wetem - norma ze koty czasem rzygaja.
Dostaje paste rozpuszczajaca klaki wiec nie ma ryzyka zaklaczenia.
ale zeby na lozko ![]()
/.../
Haha, u nas nikt nie tworzy, studentki ida bardziej w praktyke. Ostatnio najlepiej. Mowie ze ide na konsultacje do mgr (nazwisko mgr z ktorym mielismy zajecia) (bez podtekstow). A kolezanka: a po co, przeciez juz jednego masz? Ja ide za tydzien!(w sumie tez fajny facet, jeszcze nie osleplam
)
U nas zawsze jak wykladowca zaprasza na konsultacje to sa smiechy. I ja dostalam 4 z kolokwium wtedy na 1 roku i on powiedzial "pani byla aktywna, jak chce pani poprawic ocene, to zapraszam na konsultacje". Paru kolegow sie zaczelo baaardzo cicho smiac a on od razu "panstwo sobie daruja". Od razu widac ze wredny/.../
Fakowanie 19-20 latek jest jak widać praktyką wśród prawników z dobrą pozycją zawodową...
No właśnie lokalizacja nietypowa
musiał go ten bełt zaskoczyć. A jaki ten kociaczek? Długowłosy jest? Jak coś to są też specjalne karmy na ten problem
ale zwykle pasta odkłaczająca wystarcza
>>> sorry za offtop, ale nie mogłam się powstrzymać
kammiś napisał/a:/.../
Haha, u nas nikt nie tworzy, studentki ida bardziej w praktyke. Ostatnio najlepiej. Mowie ze ide na konsultacje do mgr (nazwisko mgr z ktorym mielismy zajecia) (bez podtekstow). A kolezanka: a po co, przeciez juz jednego masz? Ja ide za tydzien!(w sumie tez fajny facet, jeszcze nie osleplam
)
U nas zawsze jak wykladowca zaprasza na konsultacje to sa smiechy. I ja dostalam 4 z kolokwium wtedy na 1 roku i on powiedzial "pani byla aktywna, jak chce pani poprawic ocene, to zapraszam na konsultacje". Paru kolegow sie zaczelo baaardzo cicho smiac a on od razu "panstwo sobie daruja". Od razu widac ze wredny/.../
Fakowanie 19-20 latek jest jak widać praktyką wśród prawników z dobrą pozycją zawodową...
Nie, on mnie przepytal
- naprawde tylko przepytal z materialu. I byl sluzbista. On w ogole na co dzien jest sluzbista. Znaczy teraz dla mnie nie, ale tak ogolnie.
To "zapraszam na konsultacje" nie mialo zadnego podtekstu. Tylko koledzy z grupy jak zwykle maja glupawke.
157 2015-02-04 23:05:53 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 23:10:35)
No właśnie lokalizacja nietypowa
musiał go ten bełt zaskoczyć. A jaki ten kociaczek? Długowłosy jest? Jak coś to są też specjalne karmy na ten problem
ale zwykle pasta odkłaczająca wystarcza
>>> sorry za offtop, ale nie mogłam się powstrzymać
Spoko
lubie gadac o kotach ![]()
Nie, krotkowlosy, ale bardzo gesta siersc i taka mieciutka, moze sie tego nazrec. Jest idiota - lubi wybierac kurz zza szaf, mebli itd. i to zzerac. Kretyn to kretyn.
Karme musi jesc urinary - mial problemy z zapaleniem pecherza, bo to przeciez jak sie uprze musi przesiadywac zadkiem na kafelkach ![]()
Dostaje paste z bezo-peta.
Lubie go przezywac
byl juz kretynem, frajerem, nawet Stalinem, ostatnio jest pajacem ![]()
Aaaa moj facet mowi na niego Cygan, bo tak zebrze o patyczki dla kotow ![]()
Ha ha a to niezły egzemplarz, żeby tak kołtuny wcinać. Może jeszcze Twoje włosy mu najbardziej smakują
bezopet jest dobry a gdyby mu się znudził to też gimpet maltsoft jest spoko. Czy kot jest kastratem? Wtedy niestety jest większe ryzyko zatykania cewki, mam nadzieję że nie ma kłopotów z kryształkami. Pewnie o niego mocno dbasz ![]()
159 2015-02-04 23:13:02 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 23:14:37)
Ha ha a to niezły egzemplarz, żeby tak kołtuny wcinać. Może jeszcze Twoje włosy mu najbardziej smakują
bezopet jest dobry a gdyby mu się znudził to też gimpet maltsoft jest spoko. Czy kot jest kastratem? Wtedy niestety jest większe ryzyko zatykania cewki, mam nadzieję że nie ma kłopotów z kryształkami. Pewnie o niego mocno dbasz
Dbam ![]()
Jest kastratem
Pamietam moj kolega kiedys przyszedl i mowi ze taki fajny mozna hodowac
ja mowie ze jest wykastrowany. A kolega z takim pelnym wspolczuciem w glosie: "biedny" ![]()
Moich wlosow nie tknie - tylko kurz i siersc swoja wlasna. Jak go czesze musze szybko zabierac szczotke i wyrzucax te kudly bo chce to zrec.
Pajac jeden ![]()
Najbardziej mnie denerwuje jak sie gdzies tak schowa ze nie moge go znalezc i sie martwie gdzie jest. A potem sobie wychodzi jakby nigdy nic zaspany ![]()
Znaczy, że już ma odruch wyrobiony
Dobrze, że Twój kot polubił faceta, bo czasem są różne kłopoty jak się nowa osoba pojawi w domu
Znaczy, że już ma odruch wyrobiony
Dobrze, że Twój kot polubił faceta, bo czasem są różne kłopoty jak się nowa osoba pojawi w domu
On generalnie lubi ludzi.
Jak ktos nocowal - kolezanka, kuzynka, czy przyjaciolka zostala pare dni bo miala remont to mu nie przeszkadza.
Ale po prostu nienawidzi innych zwierzat.
Faceta polubil bardzo bo przynosil mu te cholerne kocie patyczki. Teraz lazi i jak ktos jest w kuchni to o nie miauczy. A nie wolno duzo, bo chudzina to to nie jest. Ma taki worek po kastracji na brzuchu. Jest okragly i ma plaska "twarz"
taka kulka ![]()
Ale tak sie nauczyl, ze teraz faceta szturcha lapka w noge zeby mu cos dal
mysli ze wyciaga te patyczki jak czarodziej czy co ![]()
Eh, on spi a ja rozmyslam ile tych dziewczyn bylo... w jego zyciu w ogole. Bo jezeli to prawda co mowila kolezanka to to jest jakas masakra ![]()
No trzeba uważać, po kastracji zawsze się ten woreczek tłuszczowy robi. Płaską twarz??? Ma może geny perskie gdzieś daleko w drzewie genealogii ![]()
164 2015-02-04 23:36:19 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 23:37:31)
No trzeba uważać, po kastracji zawsze się ten woreczek tłuszczowy robi. Płaską twarz??? Ma może geny perskie gdzieś daleko w drzewie genealogii
Jest rasowy, ale nie perski. Nie chce pisac jaki bo akurat moj kot jest dosc charakterystyczny ![]()
Ok może kiedyś Cie o to dopytam na priv, jak uruchomią nieszczęsne maile...
Znaczy, że już ma odruch wyrobiony
Dobrze, że Twój kot polubił faceta, bo czasem są różne kłopoty jak się nowa osoba pojawi w domu
IMHO koty mogą być niezwykłe. Nasz obecny kot jest pieprznięty, był odrzucony przez matkę we wczesnym dzieciństwie - ma lęki, interpretuje bodźce obojętne jeko zagrażające i na odwrót. Boi się wychodzić z domu do ogrodu od 2 lat tylko dlatego, że obok sąsiedzi hałasowami przy ocieplaniu i tynkowaniu sąsiedniego domku. Nie umie się porządnie wylizać, chodzi brudny.
Natomiast poprzedni, zwany "Kocurkiem" w zgodnej opinii domowników zasługiwał na miano "Bodhisattvy" istoty zesłanej przez niebiosa aby swym współczuciem i miłością łagodzić cierpienia istot żywych (buddyści naprawdę uważają że może być to człowiek lub zwierzę). Umiał się zaprzyjaźniać z człowiekiem, umiał wyczuwać nastroje i "pomagać" osobie, która była w dołku, był niewierygodnie odważny, a jednocześnie niezależny. Zawsze zadbany, niezwykle sprawny - skakał pomiędzy szafkami pod sufitem. ZAWSZE witał domownika przychodzącego z pracy coś tam miaucząc i ocierając się, choć nigdy nie dostał za to smakołyka. Skrzywdzony, odpowiadał lekkim drapnięciem po jakimś czasie i to kończyło według niego sprawę. Niewiarygodnie szybko się uczył i przystosowywał do nowych warunków. Miałem zaszczyt być jego przyjacielem :-)
/coś tak a'la "Kochany Kleks" Londona ale był bardziej prospołeczny/
Niestety zdechł - do końca zachowując godność na jakiegoś kociego wirusa w wieku ok 3 lat czyli w młodym wieku. Weterynarze nie byli w stanie pomóc. Ulubieńcy bogów umierają młodo :-) Nigdy nie sądziłem że mogę mieć łzy w oczach "z okazji" śmierci kota.
167 2015-02-04 23:47:30 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-04 23:49:04)
Mevel - ok :
ET - biedny kotek :(6
Moj kot jest nieprzytulasem. Nienawidzi siedziec na kolanach. Glaskanie tylko jak siedzi obok. Za noszenie i przytulanie solidny gryz w lydke w ciagu 5 minut od wypuszczenia ![]()
Generalnie nie jest strachliwy - zagrozeniem jest wet. Przegryza rekawice (ponoc slusarskie wg pani wet). Ja nie umiem go utrzymac wtedy.
To jaki będzie kot charakterologicznie kształtuje się w 2 pierwszych miesiącach życia. To co się wtedy wydarzy, zwłaszcza kontakt z człowiekiem zostawiają wspomnienia na całe życie. Moje 2 koty mają tak lekko wyrażony lęk separacyjny, bo liżą nogę trzeciego
i moja biedna mała Łasica chodzi z zessanym kikutem
nijak je tego oduczyć...
No wlasnie. Moj nie byl przyzwyczajony do kolan ludzia, bo mieli tyle kotow ze nie bylo jak. I teraz nienawidzi kolan ludzia ![]()
I trzeba to uszanować
uwielbiam to że koty są takimi indywidualistami. Utożsamiam się z nimi ![]()
I trzeba to uszanować
uwielbiam to że koty są takimi indywidualistami. Utożsamiam się z nimi
Ciezko uszanowac jak ktos jest taki miekki i puchaty i do tulenia ![]()
Ale staram sie ![]()
Weź wrzuć fotę tego kota. Proszę
.
173 2015-02-05 00:44:25 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 00:53:52)
Zapytalam go. Wstal do lazienki i nie wytrzymalam i zapytalam go o to ile ich bylo. Powiedzial ze nie wie. Zapytalam czy 20 to powiedzial ze wiecej. Mniej niz 50, no zaje****, cudownie, wyczyn i celibat! Zatkalo mnie. Jak nie wie ile? On mowi ze niektorych by nawet dzisiaj nie poznal. Jak to by nie poznal? To nie wie z kim sypial? Oczy mu zawiazali? Dali mu tabletke gwaltu?
Zapytalam dlaczego je tak traktowal, powiedzial ze one sie same tak traktowaly i ze jutro pogadamy bo mu sie oczy zamykaja bo zarwal iles nocek pod rzad (to prawda, pracowal duzo, w domu, wiec wiem). I zasnal.
Nie mam ochoty z nim gadac. Myslalam ze seks dla niego COS znaczy. Nie chodzi mi o to ze po slubie i ze wielki dar, bo ja tez tak nie sadze ale nie ide do lozka z kim popadnie i nie wyrywam facetow w klubie i nigdy tego nie robilam.
Nie mam ochoty nawet sie klasc dzisiaj kolo niego.
Psycholog kazal mi nazywac swoje uczucia i emocje, wiec sie postaram. Jestem zawiedziona i rozczarowana.
Nie mam ochoty sie do niego odzywac. I tak pewnie jutro rano jak bedzie wychodzil bede spax. A jak nie bede mogla spac to udam ze spie. Ale rano zaszze spie mocno.
Przypomnialo mi sie ze babcia jednak ma zapedy na swatke. Kiedys chcuala mnie swatac z jakims synem szefa skarbowki czy kims takkm. Ale to bylo bardziej smiezzne niz powazne. Najsmieszniejsze ze syn okazal sie ode mnie mlodszy 3 lata a ja mialam wtedy 18 bo babcia nie ogarnela tego faktu (zwariowana, ale kochana)
Emilia - nie chce publicznie, bo jest charakterystyczny.... I generalnie wszyscy ktorzy mnie znaja nawet z widzenia wiedza jak wyglada moj kot ![]()
Edit: i on mowil o tym tak o. Jakby mowil ze jutro idzie na zakupy czy ze dzisiaj padal snieg. No kur****, za przeproszenuem. Nie wiem czemu mam ochote przeklinac i plakac.
Niech mnie najlepiej zostawi w spokoju. Mam ochote wyjsc z wlasnego domu ale nie mam gdzie. Jakbym pojechala do kolezanki - dziewczyny jego kumpla to od razu by wiedzial bo ten mu wszystko powie przeciez!
Do rodzicow nie chce bo matka. Musialaby skomentowac. Moglabym do przyjaciela ale on mieszka w tym samym miasteczku co roszice moi i ma zone i 3 dzieci i nie chce mu dupy zawracac skoro jutro i tak sie widzimy
No nie moge.
Mam ochote go obudzic i sie na niego wydrzec.
Albo czyms rzucic i cos rozpieprzyc
175 2015-02-05 01:09:48 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-05 01:16:55)
/.../ Myslalam ze seks dla niego COS znaczy. /.../
No to czas przypieprzyć.
Kammiś, myślałaś że trzymasz go przy sobie "POTĘGĄ" swego seksu? Jeśli tak to kicha. Trzeba się bardziej wysilić.
Seksu to taki obrotny chłopak będzie miał tyle, że nie będzie nawet musiał się branzlować w przerwach pomiędzy partnerkami.
No niestety :-)
Jak chcesz takiego dla którego seks coś znaczy to "cofnij się wstecz" do któregoś z tych chłopaczków z "sercem na dłoni" hehe
I daj mu się wreszcie wyspać
176 2015-02-05 01:15:42 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 01:23:06)
kammiś napisał/a:/.../ Myslalam ze seks dla niego COS znaczy. /.../
No to czas przypieprzyć.
Kammiś, myślałaś że trzymasz go przy sobie "POTĘGĄ" swego seksu? Jeśli tak to kicha. Trzeba się bardziej wysilić.
Seksu to taki obrotny chłopak będzie miał tyle, że nie będzie nawet musiał się branzlować w przerwach pomiędzy partnerkami.
No niestety :-)
Nie, nie zrozumiales mnie.
Wlasnie nie ze ja go trzymam seksem tylko ze seks jest dla niego elementem ZWIAZKU i wyrazem jakiegos tam uczucia, bardziej lub mniej mocnego ale jakiegokolwiek - nie chodzi o to czy teraz ze mna czy wczesniej.
Chodzi o poglad na te sprawe.
Nie myslalam ze ja go trzymam seksem, tylko ze seks jest jako dopelnienie a nie tak o zeby sobie po klubach pobiegac...
Ja wlasnie nie chce go trzymac przy sobie przez seks, chce zeby byl zadowolony ale nie chce zeby tylko dlatego byl ze mna. Ale nie chce tez zeby podchodzil do tego tak lekko.
Rozumiesz o co mi chodzi?
Edit: albo nawet nie uczucia. Jakiejkolwiek relacji a nie pieprzenia sie w kiblu w klubie.
I ja rozumiem ze moze sie komus zdarzyc ze go poniesie... Ale TYLE? Przeciez to az wyscigi. I z premedytacja.
Oczywiscie ze dam mu sie wyspac. Nawet sie nie poloze tam zeby go nie budzic. Niech sobie sam spi. Z kotem-zdrajca (to akurat zart i czarny humor). Jutro niech sobie sam idzie na kolacje i do tego pieprzonego kina. Z checia mu bilety oddam. Niech sobie kogos zaprosi i potem nie pamieta jak wyglala.
A dlaczego jesteś rozczarowana? Chodzi o to, że on nie powiedział wcześniej, że tyle tych bab było, czy że jego stosunek do seksu nie pokrywa się z twoim?
Teraz to ty jesteś dla niego najważniejsza. Seks z tobą jest inny, bo ciebie kocha. Jak się bzyka w związku z miłości, to trochę inaczej to wygląda niż przypadkowo na imprezie, albo na pierwszej randce. Stara jestem i (chyba niestety) wiem, co mówię.
Wiesz, mój partner też za bardzo nie pamięta tych dziewczyn, co prawda tak dużo to ich nie miał, ale coś tam sobie pozaliczał. Jak kobita sama się mu pcha do łóżka, to miałby nie korzystać?
. Nie karz swojego chłopa za to, co robił zanim poznał ciebie. Nie zdradził cię przecież. Nikogo nie zdradził.
178 2015-02-05 01:27:21 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-02-05 01:34:48)
EXTRA_terrestrial napisał/a:kammiś napisał/a:/.../ Myslalam ze seks dla niego COS znaczy. /.../
No to czas przypieprzyć.
Kammiś, myślałaś że trzymasz go przy sobie "POTĘGĄ" swego seksu? Jeśli tak to kicha. Trzeba się bardziej wysilić.
Seksu to taki obrotny chłopak będzie miał tyle, że nie będzie nawet musiał się branzlować w przerwach pomiędzy partnerkami.
No niestety :-)
Nie, nie zrozumiales mnie.
Wlasnie nie ze ja go trzymam seksem tylko ze seks jest dla niego elementem ZWIAZKU i wyrazem jakiegos tam uczucia, bardziej lub mniej mocnego ale jakiegokolwiek - nie chodzi o to czy teraz ze mna czy wczesniej.
Chodzi o poglad na te sprawe.
Nie myslalam ze ja go trzymam seksem, tylko ze seks jest jako dopelnienie a nie tak o zeby sobie po klubach pobiegac...
Ja wlasnie nie chce go trzymac przy sobie przez seks, chce zeby byl zadowolony ale nie chce zeby tylko dlatego byl ze mna. Ale nie chce tez zeby podchodzil do tego tak lekko.
Rozumiesz o co mi chodzi?Edit: albo nawet nie uczucia. Jakiejkolwiek relacji a nie pieprzenia sie w kiblu w klubie.
OK, jadę po prostu wg. schematu, możesz być jakimś wyjątkiem wśród osób o tym typie.
Jak chcesz mieć faceta dla którego seks jest elementem związku i nie występuje bez związku z związkiem ;-) to pogadaj z którymś z tym lekko brzydkich chłopaczków, których olewałaś. Albo poszukaj przystojnego ultrakatolika :-)
Niestety, dzisiaj gostek mający pieniądze, dobre autko i szanse na wielką kasę do śmierci, a jednocześnie nie mający zahamowań nie będzie sobie zawracał głowy jakimiś ograniczeniami moralnymi. Lubisz "złych facetów" masz. Brak sentymentów. Zauważ jednak, że umiał się zakochać i trzymał się byłej jak rzep psiego ogona choć go olewała. Czyli jest zdolny do uczuć.
Jak są uczucia, to seks jest wyrazem uczuć. W czym problem?
I daj mu się wyspać
179 2015-02-05 01:41:47 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 01:42:53)
Glownie problemw tym ze w burdelu tez bywal. Sorry, ale to ponad moje sily w tej chwili.
Ja powiem tak - mam wielu kolegow i tez starszych z czasow "platfusowskich" troche wstecz. Takich kolo 40sstki tez, oni sa najgorsi, glowa siwieje dupa szaleje.
I jeden powiedzial cos madrego w sumie. Ze jest roznica mimo wszystko miedzy chodzeniem "na dupy" a ulegnieciem jak sie ktoras pcha do lozka. On mowi (byl singlem wtedy) ze nie chodzi ale czasami czlowiek jak sie sama pcha nie ma silnej woli. Roznica miedzy premedytacja a brakiem silnsj woli.
I to jestem jeszcze w stanie zrozumiec.
Ale chodzenie po jakis Cocomo i wyciaganie tam ZARECZONEGO kumpla?
I opowiadanie mu o tych laskach
kolezanka wszystko slyszala. Mowi ze to bylo oblesne
W ogole one pewnie czuly sie tak jak ja po tej pierwszej nocy. Czekaly az zadzwoni. I co? I tak je olal? No super.
Przeciez on nawet nie wie czy one byly pelnoletnie do kur....nedzy!
"Najwazniejsze zeby mialy 15". Jaaaaaasne
pan mecenas pier** martwi sie tylko taimi sprawami przeciez bo jak nie ma normy to nie ma konsekwencji ![]()
Ja go nie zamierzam karac bo to nie maly chlopiec ani moj podwladny. Ale jak nie mam ochoty z nim dzisiaj spac to nie bede.
Dam mu sie wyspac, jestem w innym pokoju i usiluje czytac ksiazke ale nie moge sie skupic bo mi mysli same przychodza do glowy
180 2015-02-05 01:41:59 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-02-05 01:44:07)
To wyślij mi tego kocura na maila
. Mam odblokowany. Uwielbiam koty. W mojej byłej pracy był taki Kubuś. Moja druga miłość życia
.
Edit: no. To leć babo na badania. I jego też wyślij. Zero seksu dopóki nie przyniesie papierka. Szczególnie, że były też prostytutki. Chociaż nie wiadomo, czy taka flądra z dyskoteki nie jest gorsza. Nie uważa tak jak profesjonalistka.
To wyślij mi tego kocura na maila
. Mam odblokowany. Uwielbiam koty. W mojej byłej pracy był taki Kubuś. Moja druga miłość życia
.
Moge jutro?
Bo laptopa zostawilam tam gdzie facet spi a nie chce go budzic, niech sie krolewicz wyspi
Obiecuje ze jutro z samego rana podesle! ![]()
Możesz kiedy chcesz
.
Jeszcze sobie tak myślę: zapytaj go, czy gdyby wtedy wiedział, że kiedyś pozna ciebie i wiadomość o jego przeszłości cię zrani, to czy też by poszedł.
.
Edit: no. To leć babo na badania. I jego też wyślij. Zero seksu dopóki nie przyniesie papierka. Szczególnie, że były też prostytutki. Chociaż nie wiadomo, czy taka flądra z dyskoteki nie jest gorsza. Nie uważa tak jak profesjonalistka.
Badalismy sie juz zanim zrezygnowalismy z gumek. Nic mu nie jest. I mi tez o ile byl wierny.
Na pewno był. Seks przed tobą i z tobą to dwie różne rzeczy. Tamto było, to jest. Tylko ty się liczysz. Te typy tak mają, wierz mi.
Glownie problem w tym ze w burdelu tez bywal./.../ jest roznica mimo wszystko miedzy chodzeniem "na dupy" a ulegnieciem jak sie ktoras pcha do lozka. /.../
Ale chodzenie po jakis Cocomo i wyciaganie tam ZARECZONEGO kumpla?/.../
I opowiadanie mu o tych laskach /.../
No to znów się nie znam. Nie wiem jak jest w burdelu i Cocomo. Sprawdź jeszcze kontekst, bo jak to było po tym jak znalazł babę w ich wspólnym łóżku z zapładniaczem, to szajba, która mu odbiła mogła go przerosnąć. Ja w życiu spałem tylko ze swoją żoną. Kilkadziesiąt lat, do dziś. Ale gdyby mi odwaliłą taki numer, to różne rzeczy mogłyby mi chodzić po głowie. Ale ja jestem niedzisiejszy, nie umiem jeśli nie mam całkowitego zaufania i bliskości więc się nie liczę.
Myślisz że ją zdradzał? Jakoś nie sądzę. Ważna jest przyszłość - to jak podchodzicie do wierności w związku. Dowiedz się ewentualnie "innymi" kanałami czy zdradzał poprzednią kobiete jeśli cię to męczy.
186 2015-02-05 02:12:48 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 02:13:49)
kammiś napisał/a:Glownie problem w tym ze w burdelu tez bywal./.../ jest roznica mimo wszystko miedzy chodzeniem "na dupy" a ulegnieciem jak sie ktoras pcha do lozka. /.../
Ale chodzenie po jakis Cocomo i wyciaganie tam ZARECZONEGO kumpla?/.../
I opowiadanie mu o tych laskach /.../No to znów się nie znam. Nie wiem jak jest w burdelu i Cocomo. Sprawdź jeszcze kontekst, bo jak to było po tym jak znalazł babę w ich wspólnym łóżku z zapładniaczem, to szajba, która mu odbiła mogła go przerosnąć. Ja w życiu spałem tylko ze swoją żoną. Kilkadziesiąt lat, do dziś. Ale gdyby mi odwaliłą taki numer, to różne rzeczy mogłyby mi chodzić po głowie. Ale ja jestem niedzisiejszy, nie umiem jeśli nie mam całkowitego zaufania i bliskości więc się nie liczę.
Myślisz że ją zdradzał? Jakoś nie sądzę. Ważna jest przyszłość - to jak podchodzicie do wierności w związku. Dowiedz się ewentualnie "innymi" kanałami czy zdradzał poprzednią kobiete jeśli cię to męczy.
Nie, nie uwazam ze ją zdradzal. Wszystko wiem od kolezanki, ona wie wszystko, bo kumpel jego postawil sobie chate gdzie maja sciany z regipsow (tak to sie chyba nazywa...) a ona jest taka sama podsluchiwaczka jak ja i wszystko slyszy co gadaja nawet jakby nie chciala slyszec. A oni sobie siadaja i jakby nigdy nic gadaja przy whisky i mysla ze ona nie slucha. I robia tak od dawna. Ten regips to swoja droga musi byc dobry wynalazek, musze sie o to zatroszczyc jakbym sie za x lat budowala
I tak, wedlug kolezanki to bylo po tym. Wlasnie sobie z nia pisze.Ale za czasow studiow tez nie byl swiety i tez razem z tym kumplem rozne rzeczy wyczyniali. Slyszala jak sobie opowiadali jak to na 2 roku zrobili "zaklad" ktory wiecej... ![]()
Bez sensu.
Tez nie wiem jak jest w burdelu i cocomo bo nigdy nie bylam. Widzialam tylko z zewnatrz.
Najbardziej "wyuzdane" miejsce w jakim bylam to klub nocny dla GEJOW w Brukseli bo przez przypadek weszlismy. A kolega nietrzezwy chcial tam tanczyc
to bylo cos - wspominam ten wyjazd do dzis, az mi sie nawet teraz zachcialo lekko zasmiac ![]()
Znam takiego jednego ultrakatola, niebrzydki i w dodatku na medycynie, w moim wieku, ale mnie nie kreci nijak (no bo jak mozna popierac Chazana... Liberalnej kobicie we lbie sie to nie zmiesci).
Emilia - ja juz nic nie wiem. O ojcu tez kiedys myslalam ze by tego nie zrobil. I o sasiedzie rodzicow tez.
/.../
Nie, nie uwazam ze ją zdradzal. /..../ O ojcu tez kiedys myslalam ze by tego nie zrobil. I o sasiedzie rodzicow tez.
Jeśli jej nie zdradzał to masz jakąś podstawę. Poza tym - jeśli mu na Tobie zależy to ryzykuje. Nie da się wszystkiego ukryć - zwłaszcza jeśli ludzie są blisko emocjonalnie. Jednyne co mnie martwi, że żyjąc wśród - nie oszukujmy się - hipokryzji niekoniecznie nabyłaś jakieś wzorce bliskości emocjonalnej. Ja lub moja żona wiedzielibyśmy o swojej zdradzie - jak sądzę - bez dowodów. Nie da się udawać miłości. Ale ludzie muszą być blisko w sensie emocjonalnym.
188 2015-02-05 02:52:14 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 03:04:27)
kammiś napisał/a:/.../
Nie, nie uwazam ze ją zdradzal. /..../ O ojcu tez kiedys myslalam ze by tego nie zrobil. I o sasiedzie rodzicow tez.Jeśli jej nie zdradzał to masz jakąś podstawę. Poza tym - jeśli mu na Tobie zależy to ryzykuje. Nie da się wszystkiego ukryć - zwłaszcza jeśli ludzie są blisko emocjonalnie. Jednyne co mnie martwi, że żyjąc wśród - nie oszukujmy się - hipokryzji niekoniecznie nabyłaś jakieś wzorce bliskości emocjonalnej. Ja lub moja żona wiedzielibyśmy o swojej zdradzie - jak sądzę - bez dowodów. Nie da się udawać miłości. Ale ludzie muszą być blisko w sensie emocjonalnym.
Wiesz, my nie mamy dlugiego stazu to troche inaczej.
Ale ja nie twierdze ze on mnie zdradzil.
Napisalam tak, no bo ja juz dzisiaj nic wiem i niczego nie jatem pewna.
Nie chodzi nawet o sam fakt tego co bylo tylko o SPOSOB w jaki o tym mowil. A wiecej niz 20-30 moze mniej niz 50, sam nie wiem, ide spac. Nie wiem, jakbym go zapytala ile ludzi minal dzisiaj na ulicy albo ile razy byl w jakims sklepie
tak jakby po nim to calkowicie splywalo
edit: a moze mnie tez tak traktuje w sensie ze dlugoterminowo to latwiej i po prostu oszczedza sobie czasu i zachodow? Ba, przeciez nie musi sie wysilac, ma wszystko na wyciagniecie reki
w sumie jak tak pomyslec to ja sie na wszystko godze jak chce i ile chce wiec mu pewnie tak wygodniej
ja juz nic nie wiem
jaka ja glupia jestem ![]()
/.../
edit: a moze mnie tez tak traktuje w sensie ze dlugoterminowo to latwiej i po prostu oszczedza sobie czasu i zachodow? Ba, przeciez nie musi sie wysilac, ma wszystko na wyciagniecie rekiw sumie jak tak pomyslec to ja sie na wszystko godze jak chce i ile chce wiec mu pewnie tak wygodniej
ja juz nic nie wiem
jaka ja glupia jestem
Nie mieliśmy długiego stażu ale bardzo szybko poznaliśmy się od podszewki. Pierwsze miesiące polegały na tym, że bardzo dużo ze sobą przebywaliśmy i opowiadaliśmy sobie swoją przeszłość - staraliśmy się maksymalnie do siebie zbliżyć. (No i pieprzyliśmy jak króliki) Jednak decyzję o ślubie podjęliśmy po 5 latach, kiedy wiadomo już było, że jesteśmy odporni na jakieś drobne potknięcia w związku, kryzysy, że mamy wspólne cele i nie zawiedliśmy się na sobie. Żona była czynnikiem sprawczym i twierdzi, że to ona chciała małżeństwa, ale jakoś nie pamiętam abym był namawiany, mam wrażenie że to właśnie ja go chciałem:-) Zabawne :-)
Wiesz czemu czujesz się "głupia"? Właśnie zachowujesz się tak jakbyś nie znała swego faceta. Właśnie dlatego obawiałem się że on jest tylko "trofeum" a nie znaną Ci osobą. Że złapałaś pozycję, garnitur, status na uczelni, karierę, zasoby a nie człowieka. Możesz wyprowadzić mnie z błędu?
190 2015-02-05 04:25:07 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 04:34:33)
kammiś napisał/a:/.../
edit: a moze mnie tez tak traktuje w sensie ze dlugoterminowo to latwiej i po prostu oszczedza sobie czasu i zachodow? Ba, przeciez nie musi sie wysilac, ma wszystko na wyciagniecie rekiw sumie jak tak pomyslec to ja sie na wszystko godze jak chce i ile chce wiec mu pewnie tak wygodniej
ja juz nic nie wiem
jaka ja glupia jestem
Nie mieliśmy długiego stażu ale bardzo szybko poznaliśmy się od podszewki. Pierwsze miesiące polegały na tym, że bardzo dużo ze sobą przebywaliśmy i opowiadaliśmy sobie swoją przeszłość - staraliśmy się maksymalnie do siebie zbliżyć. (No i pieprzyliśmy jak króliki) Jednak decyzję o ślubie podjęliśmy po 5 latach, kiedy wiadomo już było, że jesteśmy odporni na jakieś drobne potknięcia w związku, kryzysy, że mamy wspólne cele i nie zawiedliśmy się na sobie. Żona była czynnikiem sprawczym i twierdzi, że to ona chciała małżeństwa, ale jakoś nie pamiętam abym był namawiany, mam wrażenie że to właśnie ja go chciałem:-) Zabawne :-)
Wiesz czemu czujesz się "głupia"? Właśnie zachowujesz się tak jakbyś nie znała swego faceta. Właśnie dlatego obawiałem się że on jest tylko "trofeum" a nie znaną Ci osobą. Że złapałaś pozycję, garnitur, status na uczelni, karierę, zasoby a nie człowieka. Możesz wyprowadzić mnie z błędu?
My calej przeszlosci sobie nie opowiedzielismy. No i teraz jest jak jest.
Nie interesuje mnie jego pozycja, garnitur i status na uczelni z jednego prostego wzgledu - sama niedlugo pewnie bede doktorantka wiec to dla mnie zadne halo. Nie zamierzam sie chwalic ale podam przyklad dlaczego a nie wiem jak to inaczej napisac. Mam kuzynow na doktoratach i wujka profesora (nadzwyczajnego co prawda, ale jednak profesora, nie u nas, z fizyki - abstrakcja!
) wiec w sumie tez nie robi na mnie tytul dr wiekszego wrazenia. Moze dopiero przed moim wlasnym nazwiskiem zrobi i sie uciesze. Ojciec jest prawnikiem wiec w sumie to dla mnie zadna rewelacja ze ktos jest prawnikiem. Sama bede prawnikiem. I ojciec zrobil lepsza kariere. No i jak go poznalam nawet jak sie umawialam pierwszy raz to nie wiedzialam czy jest na, po czy w ogole zaczal aplikacje, nie wiedzialam w sumie nic. Tylko tyle ze jest uroczy. Status na uczelni ma jak kazdy inny doktorant. 90 procent doktorantow - jak nie wiecej, kobiet nie liczac, to raczej niezbyt ladni albo niezbyt ogarnieci mezczyzni z ktorymi bym sie nie umowila chocby mieli skarbce pelne zlota i kancelarie ze 100 filiami w calej Europie.
Pierwsze co to "zakochalam sie" - moze zauroczylam to lepsze slowo - w jego wygladzie. Niezbyt to pochwaly godne ale taka jest prawda. Zaraz potem w glosie. A zaraz potem w tym ze jest taki stanowczy. Fajnie prowadzil zajecia i w przeciwienstwie do niektorych mgr (tak, coraz gorzej z tymi mgr - robia nawet bledy) widac ze wiedzial o czym mowi i ze sie tym interesuje. Stwierdzilam ze jest madry i ze lubi to co robi. A dla mnie facet musi miec wiedze. Nie wiem czemu. Chyba defekt z rodzinnego domu wynioslam taki.
Potem mi przeszlo bo musialo bo go nie widywalam. Potem zakochalam sie w jego inteligencji. I w spojrzeniu. I w tym ze umie mnie rozsmieszyc a czasami to prawdziwy wyczyn, jak sie upre zeby byc ponura. I ze lubi zwierzaki a dla facetow to rzadkie. Ze potrafil razem ze mna glaskac jakiegos przymilajacego sie psa (zadnemu przymilajacemu sie psu nie odpuszcze glaskania!) a nie stal obok i patrzyl z politowaniem albo zniecierpliwieniem. Ze jest opiekunczy (chociaz ponoc to ja wyzwalam w nim instynkt opiekunczy...). Ze jest rozsadny i jak panikuje to umie mnie uspokoic. Ze sie czuje przy nim bezpieczna (i to bardzo a na ogol jestem strachliwa). Uwielbiam patrzec jak bawi sie z psami (znajomych). Cudny widok. Albo jak karmi mojego kotam
Itd...
Ale dzisiaj to juz nic nie wiem.
Nie no wiem, ze mnie nie zdradzil.
Napisalam to w sporych emocjach, teraz troche opadly
Ale brzydzi mnie to co zrobil. Najbardziej nie ta liczba i nie ten burdel tylko jakis obskurny kibel w jakims klubie (po takiej ilosci nietrzezwych osob nawet w najlepszym klubie kibel jest straszny). Jak tam mozna w ogole seks uprawiac? Przeciez to jest obrzydliwe. Rzygac mi sie chce na sama mysl o tym. Nie no, prostytutki tez. Ale one tam przynajmniej maja warunki jakies... Chyba. Ale za kazdym razem jak zamkne oczy to widze jego z jakas pijana laska w jakims obskurnym kiblu w jednym z klubow.
I po drugie sposob w jaki o tym mowil. Jakby to byla codzienna czynnosc jak picie kawy czy kupowanie bulek.
Poza tym... Przyjaciolki bylam pewna. Duzo rozmawialysmy itd. A wyszlo jak wyszlo.
Ja wiem ze jestem raczej ufna do osob spoza rodziny jesli chca sie do mnie zblizyc (do przypadkowych nie). I pare razy sie na ludziach przejechalam. Akurat nie w zwiazkach ale ogolnie w zyciu.
Zmarzlam na tej durnej kanapie jak na jakiejs Syberii ![]()
Przyniosl mi rano koldre, ogarnal sie i wyszedl. Udalam ze spie. Nawet nie chce mi sie z nim rozmawiac i nie wiem co moglabym mu powiedziec
Kammiś musisz jego przeszłość jakoś przetrawić, bo tego już nie cofniesz. Pytanie, czy on jest w stanie ustabilizować się przy jednej kobiecie i zbudować coś trwałego. Ten facet jest hedonistą, taka jest jego natura, która poniekąd Cię uwodzi. Pytanie co będzie kiedy zaczną się jakieś kłopoty, nieporozumienia. Będzie walczył czy zmieni na "coś lżejszego"
Wy po prostu nie jesteście ze sobą blisko. Na wszystko przyjdzie czas, ale jak się ze sobą mieszka, to w sumie wypadałoby być bliżej. Moje sposoby na zbliżenie to przede wszystkim rozmowa. Długie patrzenie sobie w oczy. Wspólne przeżycia z gatunku tych cięższych, typu utrata pracy (oboje w jednym roku, bardzo nas to zbliżyło). Wspólne przeżywanie pasji. Ja mam chyba łatwiej, bo oboje się wspinamy, więc rozmawiamy o tym, co czujemy podczas.
Porozmawiaj z nim. Powiedz, co cię boli, powiedz to, co nam tutaj piszesz. Że nie podoba ci się to, jak on mówi o tamtych kobietach, nie podoba ci się styl życia jaki prowadził, czujesz się oszukana, zawiedziona itp. Że obawiasz się zdrady z jego strony, skoro seks dla niego to jak puszczenie bąka. I to seks w byle obskurnej dziurze. Że boisz się, że jesteś tylko kolejną laską, tyle że tym razem na trochę dłużej, no bo przecież nie musi się już starać, a ty zawsze chętna i gotowa.
Masz prawo czuć się tak, jak się czujesz i masz prawo, by on to wiedział. Takich rzeczy nie wolno zostawiać, nie można ich przemilczeć, bo one narastają. A z czasem dokłada się do nich następne cegiełki nieporozumień i potem robi się nagle wielkie jeb! I zdziwienie, bo przecież wszystko było ok, nic nikomu nie przeszkadzało. Dlatego zawsze w takich sytuacjach trzeba rozmawiać.
Pod dywan tego nie powinno się zamiatać bo bylibyście na najlepszej drodze do ustalenia "ustawowej hipokryzji" w postaci znanej ci z małżeństwa rodziców. Jedyne co mógłbym doradzić to, zeby nie nie rozmawiać w chwili największego natężenia emocji, i np. nie o 2 w nocy gdy gość spieszy się do pracy, lub ma jakąś pracę do przerobienia. Ten temat trzeba nie tylko rozpocząć, ale i zakończyć. Należy jak pisała wcześniej Emilia raczej przekazać mu jakie obawy i uczucia to rodzi, mniej skupiając sie na "obwinianiu o przeszłość". Zwrotnie należy się jakaś informacja o sobie jeśli jest o czym mówić.
Chyba widzałem coś podobnego jako reakcję na utratę partnerki z którą wiąże człowieka silny uczuciowy "zatrzask" - reakcje mogą iść w stronę "nienawiści do kobiet", przedmiotowego ich traktowania. Chęci wzięcia odwetu. Zwykle jest to pierwsza miłość, albo pierwsza ważna miłość - tu jest duża inwestycja uczuciowa, duże oczekiwania, więc skutki szoku, który przeżył nie mogły przejść bez śladu w jego zachowaniu czy zmianie postaw. Trzeba się zorientować czy to trwałe.
Co do "zawodów" kto ile zaliczy to są to zjawiska częste, zwłaszcza jeśli chłopak jest przystojny i niezbyt dojrzały. Mój kolega (wzmiankowany kiedyś "przystojniak") w ten sposób właśnie stracił bardzo wartościową dziewczynę - bo mając ją chciał się jeszcze wyszumieć, ta zas okazała się mieć więcej godności niż się spodziewał. Potem przez kilka lat pluł sobie w brodę, żeniąc się później z jakimś mniej dorobionym duplikatem. Wnioskuję więc, że pieprzenie wszystkiego co się rusza, jest częstym zachowaniem jeśli aparycja i charakter na to pozwala, zwłaszcza przed i tuż po dwudziestce.
195 2015-02-05 14:56:41 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-02-05 15:09:48)
Mevel - przy tamtej się chciał ustabilizować...
Koleżanka mi trochę o niej opowiadała, bo miała okazję ją poznać, nie lubiła jej. To ponoć była twarda baba. Była starsza od niego, trenowała jakiś aerobik sportowy i miała cholernie twardy charakter. Koleżanka mówi że się z nim "nie cackała". Koleżance się kojarzyła z taką babą co nawet przypieprzyć umie jak trzeba ![]()
Nie wiem, mi ciężko mówić bo nie znam kobiety.
Nie uważam, że mnie zdradził. Wiem, że to głupie, ale napisałam to wczoraj bo byłam wściekła. I sama nie wiedziałam co myślę.
Ja nie chcę żeby on wiedział jak się czuję. Nigdy nie lubiłam mówić "głównemu zainteresowanemu" że się źle czuję psychicznie.
Emilia - no właśnie do wczoraj wydawało mi się że jesteśmy ze sobą blisko. Ale każde miało coś o czym nie chciało mówić - ja o ojcu i jego kochance, on o tym.
My ze sobą zamieszkaliśmy strasznie szybko. To był mój pomysł. Tak w sumie dla wygody i oszczędności czasu. Dobrze mi się z nim mieszka, chociaż dzisiaj zastanawiam się czy to aby na pewno był dobry pomysł.
No właśnie... z tym że ja czuję w środku że nie mam ochoty z nim gadać. Najchętniej zabrałabym się i pojechała gdzieś, nie wiem gdzie. Gdziekolwiek. Ale mam kota, więc chociaż za niego muszę być odpowiedzialna. A przecież nie wezmę go do transportera i nie pojadę gdzieś z nim sobie - wiem jak go to stresuje. Więc siedzę w domu i kombinuję że pójdę sobie na fitness zanim on wróci z pracy. Otwarte do 22, więc mogę się pokatować na jakiś orbitrekach i mieć psychiczny spokój. Jak się męczę fizycznie to nie męczę się psychicznie. Zawsze to u mnie tak działało.
Postanowiłam sobie, że nie będę od niego zależna. Nie jestem finansowo ani w inny sposób w stylu że nie dam sobie z czymś rady, bo wiem że dam sobie radę ze wszystkim, ale emocjonalnie chyba jednak trochę tak. Więc czas się ogarnąć. Umówiłam się z koleżankami z byłej pracy na Greya. Nie na premierę co prawda ale idziemy to zobaczyć
I postanowiłam sobie że nie, nie będę czekać czy mnie zaprosi w te pieprzone Walentynki na ten film. Jak będę chciała zobaczyć to nawet sama pójdę. Albo z dziewczynami.
ET - on ciągle pracuje, więc będzie ciężko.
Chociaż może nie to jest problem.
Problem w tym że ja nie chcę z nim gadać.
Emilia - nie działa mi ten mail. Klikam w to i klikam i nic ![]()
Edit: Zastanawiam się czy nie iść na imprezę do kolegi, też z byłej pracy. Bo coś pisał że robi. A że robi hardcorowe imprezy to pewnie miałabym okazję się schlać i nie myśleć.
Ale tak w pełni rozsądnie wiem że to bez sensu.
Najgorsze jest to że on sobie z niczego nie zdaje sprawy i myśli że wszystko jest ok. Pisał do mnie jakieś idiotyczne smsy ale mu nie odpisałam.