Nie masz wiedzy prawnej. Predzej politykiem moglabys zostac.
Post edytowany przez moderację ze względu na obraźliwy charakter.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie
Strony Poprzednia 1 … 24 25 26 27 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Nie masz wiedzy prawnej. Predzej politykiem moglabys zostac.
Post edytowany przez moderację ze względu na obraźliwy charakter.
Podobne tematy
Nie masz wiedzy prawnej. Predzej politykiem moglabys zostac.
Post edytowany przez moderację ze względu na obraźliwy charakter.
Pięknie kammiś.
daenerys7, raczej nie ma szans na ochłonięcie
Póki co jest oszołomstwo level hard i brak czytania ze zrozumieniem - vide: ostatni post w odpowiedzi na mój. Tak jakbym o znajomości prawa w kontekście znajomości przepisów mówiła, a nie zdolności analitycznych. Tutaj autorka poległa ze mną z kretesem, ale jeszcze walczy.. jeszcze się jak płotka po pomoście rzuca.
No dobrze..popatrzę ![]()
in_ka napisał/a:kammiś napisał/a:Zegnam forum - z niesmakiem, bo ze sie rzekomo nie szanuje to jeszcze nie uslyszalam.
oj tam zaraz - żegnam,
kammiś, każdy to przechodzi jak grypęPotwierdzam
kammiś - ochłoń i to porządnie, bo będziesz potem żałować niektórych słów. Biorę teraz pewien lek i czasami mam w głowie niezłe 'zajebongo' i nauczyłam się już odcinać, gdy ciśnienie za bardzo podskoczy. Nerwy to Twój wróg, bo czasu nie cofniesz. Kilka głębokich wdechów i wróć do tego na spokojnie z większą pokorą. Pamiętaj, że nikt nie chce tu Ciebie upokorzyć.
Ale czego mam zalowac, opinii ludzi ktorych nie znam i ktorzy mnie nie znaja?
Jasne ![]()
Pa. Ostatni raz pisze ![]()
I nie dlatego ze ktos mi napisal cos "niemilego" bo i wczesniej wieeeeeleeee razy sie to zdarzalo.
Jezeli liczba osob ktore lubie (cslady, truskaweczka i kilka innych) jest znaczaco nizsza od liczby osob ktorych nie trawie, nie cenie i z pewnych powodow nie szanuje, to najlepsza opcja jest wymiksowanie sie z towarzystwa.
Dobranoc ![]()
Nie masz wiedzy prawnej. Predzej politykiem moglabys zostac.
Post edytowany przez moderację ze względu na obraźliwy charakter.
Bijesz pięściami na oślep...
Ochłoń, przemyśl, wróć gdy będziesz gotowa..
Nie masz wiedzy prawnej. Predzej politykiem moglabys zostac.
Post edytowany przez moderację ze względu na obraźliwy charakter.
kammiś, wywal już te regułki, zamknij cholera na klucz, bo one ciebie przytłaczają, pozwól istnieć zwyczajnej młodej dziewczynie, z wadami i zaletami, bez tego paplania prawniczego,
widzisz to też jest twój problem, nie potrafisz odpuścić, trzymasz się jak pijany płotu tego kim jesteś, tego kim masz być, tych formułek, tych ograniczeń ...
wyluzuj, nie kontroluj, idź w naturę, w żywioł od czasu do czasu, zacznij żyć !
Kiepski z Ciebie będzie prawnik. Ucieczka z miejsca konfrontacji poglądów, gdy rozmowa nie idzie po Twojej myśli.. ![]()
Są pewne cechy charakteru, których nie nauczą w szkole.
dobranoc
kammiś, ja na ciebie poczekam
czuję, że wrócisz ![]()
kammiś, ja na ciebie poczekam
![]()
czuję, że wrócisz
Ja też coś tak czuję ![]()
Tak czytam ten wątek i szczerze - Kammiś potrzebuje czasu.
Wiele z treści jakie Ona napisała to dosłownie jakbym słyszał sam siebie z przed roku. ( i tak samo wszelkie argumenty do mnie trafiały)
Jest jeszcze młoda, więc ma czas.
Przecież część z was też miało ten swój wyidealizowany świat, do którego dążyłyście czyż nie ?
A napisalem jej parę stron wcześniej żeby zrobiła sobie dziki wyjazd nad ciepłe morze, to nie zrozumiała. Ćma też do ognia leci...
KAMMIS
Poczytaj sobie o body dysmorphic disorder.
Tylko zaklinam Cie,nie tlumacz tego z google.
Wiem,ze jestes szalenie ambitna,gdyby jednak zdarzylo sie tak,ze jestes stuck in translation,moge pomoc (tylko w tlumaczeniu.Nie jestem terapeutka,ani wrozka)
Mam nadzieje,ze pomoze.
SPIJ SPOKOJNIE KAMMIS
Z tego co się uczyłem takie zachowania jak zły nastrój bez powodu połączony z chęcią wyładowywania gniewu na niewinne osoby, są najczęściej spowodowane przez zaburzenie elektrolitowe na poziomie komórkowym, nie jest to brak socjalizacji. Tym samym leczenie jest bardzo trudne, bo wymaga zrozumienia przez pacjenta, że takie zachowania będą się powtarzać i ona będzie mieć trudności z ich kontrolowaniem. Na pewno dużo może pomóc integracja społeczna, działalność w wolontariacie. Jednak pacjenci, unikający kontaktów społecznych, nie chcą się podjąć tego sposobu leczenia. Niekiedy zdarza się że pacjent który wykazuje zachowania takie jakby nie przeszedł socjalizacji, choruje na promiskuityzm, inni z kolei zupełnie usuwają się z życia społecznego i nie chcą z nikim rozmawiać. Problemem jest wciąż brak metod diagnozowania i, co gorsze, zupełny brak skutecznych metod leczenia. Współczesna psychologia i psychiatria, trzeba to przyznać, ma poziom średniowiecza w porównaniu z innymi dziedzinami życia. Ogólnie w medycynie jest bardzo źle.
Ps. Swoja drogą, kilka osób ze środowiska prawniczego sugerowało mi, że minęłam się z powołaniem. Jak myślicie ?
Sorry, czytałem po łebkach ostatnie strony... Chodziło o stan duchowny?
...cóż....zaglądam ostatnimi czasy sporadycznie, ale o ile pamiętam to siostrzyczka zakonna też mi się kojarzy...tak jak najbardziej powołanie duchowne...
Nie. Chodziło o 'powołanie' do bycia prawnikiem, z uwagi na trudności w "przegadaniu" ![]()
No skoro przegadałaś najlepszego prawnika tutaj, to musi coś być na rzeczy. Ale nie nudziłabyś się tam? Przecież prawnicy nie zapuszczają bród bo im nie wypada,
To prawda, zanudziłabym się tam.
Prawników z brodą poznałam, jeszcze zanim była modna
Poza tym- zakochany prawnik zapuści brodę (i co będzie trzeba
)
Chyba że za często będziesz go przegadywać, to ich podwójnie irytuje- raz że jako faceta, a dwa -prawnika ![]()
No dlategośmy się pożegnali m.in. ![]()
Ale nie czaisz się jak pantera, żeby tylko gościa przegadać i zepsuć mu dzień od rana? ![]()
Nie. To tak naturalnie mi wychodzi.. samo z siebie, bez czajenia ![]()
Skarb albo przekleństwo.
Skarb albo przekleństwo.
Zależy jak leży ![]()
Ja jestem najszczesliwsza po takich dniach jak dzis. Spalam 2 godziny. Mialam egzamin. Poszlam na spacer. Bawilam sie z kotem. Uczylam sie wloskiego. Napisalam zarzut (procesowy) do pracy. Napisalam post na blogu. Naszkicowalam sukienke dla babci do szycia (znaczy babcia bedzie szyc dla mnie). Bylam na zakupach. Cwiczylam prawie poltorej godziny. Rano posprzatalam.
Czyli na full.
Sama, z sobą i dla siebie. Samotność.
Odniosę się do kilku spraw, które najbardziej rzuciły mi się w oczy po przeczytaniu wątków:
1. Kammiś, Ty i ja jesteśmy do siebie bardzo podobne. Studiujemy ten sam kierunek na tym samym wydziale i roku. Obie jesteśmy ambitne, obie dążymy do perfekcji, obie zwracamy dużą uwagę na dokładność, wyniki i skuteczność. Obie lubimy też atrakcyjnie wyglądać. Wiesz jednak, co nas różni?
Ja nie załamuję rąk, gdy coś pójdzie nie po mojej myśli. Godzę się z tym. Do tej pory nie zdarzyło mi się poprawiać któregokolwiek z przedmiotów - ale wiem, że gdyby tak się stało, byłabym na siebie wkurzona tylko przez chwilę. Bo dla mnie nie byłby to żaden koniec świata albo świadectwo mojej ułomności. Jedynie wypadek przy pracy. Nic ponadto.
Mnie też zdarza się wstać rano, spojrzeć w lustro i mieć ochotę się rozpłakać, ale to trwa ułamek sekundy, bo wiem, że nie zmieniłam się nagle w potwora, skoro wczoraj jeszcze wyglądałam fajnie. Dziś po prostu mam słabszy dzień i absolutne prawo do jego "celebrowania", ale w taki sposób, by nie przekładało się to na moją samoocenę. Bo wiem, że jestem świetna taka, jaka jestem, a chwilowe zwątpienie jest wynikiem tylko i wyłącznie złego humoru. Tak więc ponarzekam sobie, podołuję przez chwilę i znów wracam do "żywych" bez konieczności rozstrząsania problemów, których nie ma. Albo na które nie mam wpływu ![]()
Moim zdaniem Ty za bardzo przeżywasz zwyczajne błahostki, które dotykają każdego z nas. Oczywiście masz do tego pełne prawo i ja go nie neguję, ale zastanów się, czy takie podejście na pewno Ci służy, bo w mojej opinii jest mocno wyniszczające psychicznie.
2. Facet. Jak każdy ma swoje wady i zalety. Ja w Waszej relacji dostrzegłam taką zależność:
na początku kolorowo, on się stara, jest kochany, troskliwy i opiekuńczy, Ty się cieszysz, że masz obok siebie drugiego "tatusia", cieszy Cię jego troska i zakazy (wychodzenia samej po ciemku)/nakazy (jedzenia określonych posiłków), bo masz świadomość, że pewne dziedziny życia ktoś organizuje za Ciebie. Być może się do tego nie przyznasz, ale w dzieciństwie - pomimo tego, że miałaś ustalone obowiązki - zabrakło innego rodzaju zakazów/nakazów ze strony rodziców. Tych związanych z, nazwijmy to, codziennością i sfer dotykających każdego szarego człowieka. Byłaś samodzielna od wczesnego dzieciństwa, sama organizowałaś sobie czas (poza tym narzuconym odgórnie na przykład na jazdę konno), chodziłaś spać, kiedy chciałaś i tak dalej. Teraz do rodziców masz o to pretensje i dlatego też pasowało Ci w głębi ducha to, że F. chce Cię na nowo "ustawić" w tych kwestiach, w których zawsze miałaś mega swobodę - bo wiesz, że to "dla Twojego dobra". Dalej - między Wami dalej słodko, ale Ty zaczynasz się powoli nudzić, brakuje Ci wyzwania w tym związku. Z jednej strony cieszysz się, że masz drugiego tatuśka, ale z drugiej... zaczynasz za dużo myśleć i szukać problemów na siłę. Jeden z problemów znajdujesz w jego przeszłości seksualnej - następnie F. otrzymuje kilka płaskich, a Ty ukazujesz twarz niepanującego nad emocjami dziecka. F. dzielnie doprowadza Cię do porządku, Ty znów jesteś mu wdzięczna, że wrócił, by się Tobą zaopiekować i znów przez chwilę żywisz do niego gorące uczucia. Z czasem F. zaczyna okazywać zazdrość, co Ciebie cieszy jeszcze bardziej, bo jesteś w centrum zainteresowania. Później jednak przestajesz okazywać mu zainteresowanie, odcinasz się od niego, odrzucasz go. Gdy on chce się zbliżyć, Ty zamykasz się w pokoju, przyzwyczajona do życia "po swojemu". To trwa dłuższy czas, on próbuje z Tobą rozmawiać, Ty tylko kiwasz głową, lekceważąc go i wracasz do swoich spraw. Gdy w końcu on zaczyna mieć dość, Ty nagle budzisz się z letargu i chcesz wszystko naprawiać - ale zamiast robić to poprzez przejęcie inicjatywy w związku, który zepsułaś, oczekujesz i żądasz, jesteś pełna pretensji, że nie zabiera Cię tam i tam, że nie ma czasu, bo szykuje się do obrony i zaczął się od Ciebie oddalać (poczułaś to, co on, gdy Ty zaczęłaś oddalać się od niego). Zaczyna mieć Cię dość. Wyprowadza się, imprezuje, poznaje nowych ludzi, zdradza Cię w klubie. I zamiast po tej zdradzie odbudowywać związek, bo była ku temu idealna okazja, psujecie go jeszcze bardziej. On nie bardzo wie, co ma robić, Ty nie bardzo wiesz, czego oczekujesz. Stanęło na tym, że popadasz w głębokie kompleksy i masz do niego żal o to, że już go nie kręcisz jako kobieta i że zwraca uwagę na inne. Ale zastanów się - którego normalnego faceta podnieca kobieta, która go olewa, odrzuca, wyskakuje z pretensjami i sprawia wrażenie, że jej życie bez niego jest równie udane? Moim zdaniem Ty nie przestałaś mu się podobać fizycznie. Ty przestałaś go pociągać przez swoje infantylne i roszczeniowe zachowanie. I tutaj wcale mu się nie dziwię, ale dziwię się Tobie, że źródła tego doszukujesz się w swoim niewymagającym poprawek wyglądzie, zamiast skupić na zachowaniu, które w każdej chwili możesz zmienić na lepsze. Także pod kątem nowego związku.
3. Rodzice. Moim zdaniem powinnaś przepracować ten problem z kimś, to będzie potrafił Ci przez to dzielnie przejść. Tobie się wydaje, że między Tobą a tatą tak naprawdę jest ok. Nie, nie jest ok. W głębi duszy masz do niego ogromny żal i odczuwasz wściekłość na to, że nakryłaś go na zdradzie. Przeszliście na tym oboje do porządku dziennego, ale to był błąd, bo - gwarantuję Ci - za jakiś czas zaczniesz go nienawidzić. Tłumisz w sobie emocje, bo "nie chcesz się wtrącać", ale ZABOLAŁO Cię to i boleć będzie nadal, choć nie jesteś tego świadoma. Z czasem to wypłynie na wierzch, ale dopiero wtedy, gdy będziesz gotowa i dojrzała, by ten temat poruszyć. Ewentualnie wywrzeszczeć.
Napisałaś, że ojciec zdradza matkę od dawna i że sobie na to zasłużyła, bo była dla niego niemiła. A jaka Ty byłaś dla F.? Równie wredna, sarkastyczna, humorzasta, zimna, odrzucająca. Czy to nie są równie mocne podstawy, by i on zaczął zdradzać Ciebie? W związku z mężczyzną zachowujesz się tak samo, jak Twoja mama. Ale skoro Ty cierpiałaś z myślą, że on patrzy na inne i już mu się nie podobasz, to może i Twoja rodzicielka cierpi na myśl, że jej mąż woli uprawiać seks z młodszymi kobietami, aniżeli spojrzeć na jej nieatrakcyjne ciało? Dostrzegam tu wielkie podobieństwo. Aby zrozumieć mamę, spróbuj spojrzeć na to z tej strony.
Mogło też być tak, że mama stała się dla niego "niedobra", bo dowiedziała się o jego zdradach już dawno temu, ale nie rozstali się ze względów rodzinnych/finansowych/prestiżowych. Zanim ocenisz, przyjrzyj się temu bliżej. Radzę Ci też mocno przeanalizować zachowanie mamy, bo jesteś do niej bardzo podobna w kwestiach typowo związkowych. A to nie jest dobre podejście, jeśli chcesz stworzyć coś trwałego.
Tak samo niedobrze jest wzorować się w kwestii wyboru mężczyzny na swoim ojcu, któremu - jak widać - do idealnego partnera bardzo wiele brakuje.
Wiem, że kochasz rodziców, a rodzice kochają Ciebie. Ale niestety Twoi rodzice nie są dobrym przykładem udanego małżeństwa. Dlatego spróbuj spojrzeć na to z boku, na zimno, bez emocji - tylko fakty.
4. Zastanów się, co lubisz robić. Co TAK NAPRAWDĘ sprawia Ci przyjemność. Gdzie chciałabyś pojechać. Co lubisz czytać. W jaki sposób tańczyć. Co jeść. Co oglądać. Z kim rozmawiać. Jakie zwierzaki głaskać.
I rób to.
Mam bowiem wrażenie, że jesteś w środku zwyczajnie pusta. Nie, nie mam na myśli intelektu (którego Ci nie brakuje), tylko sferę emocjonalną. Cokolwiek robisz, sprawia Ci radość tylko na chwilę. Wyjątkiem są zapewne osiągnięcia związane z prawem, ale i to nie satysfakcjonuje Cię na długo, bo ciągle Ci czegoś "brak". Z rozrzewnieniem wspominasz działalność w samorządówce, bo wtedy "coś się działo", poznawałaś nowych ludzi, wciąż byłaś "w biegu". Rozmyślałaś też o powrocie do tańca - wiedz, że możesz zacząć w każdej chwili. Musisz się tylko przemóc.
Wbrew pozorom jestem do Ciebie bardzo podobna, ale zupełnie inaczej radzę sobie z codziennością i tymi samymi problemami. Dostrzegam nasze podobieństwa, ale i różnice, co pozwoliło mi napisać Ci ten "elaborat", bo mam wrażenie, że wiem, na co mogłabyś zwrócić uwagę, by poprawić jakość swojego życia.
I, na miłość Boską, nie czepiaj się swojego wyglądu. Dałabym wszystko za niemieszczące się w dłoniach cycki ![]()
Pa. Ostatni raz pisze
I nie dlatego ze ktos mi napisal cos "niemilego" bo i wczesniej wieeeeeleeee razy sie to zdarzalo.
Jezeli liczba osob ktore lubie (cslady, truskaweczka i kilka innych) jest znaczaco nizsza od liczby osob ktorych nie trawie, nie cenie i z pewnych powodow nie szanuje, to najlepsza opcja jest wymiksowanie sie z towarzystwa.
Dobranoc
Kammis-na tym forum jest tyle ciekawych działów,że każdy znajdzie coś dla siebie.Nie musi to być akurat dział psychologia czy związki.
Możesz przecież się udzielać w działach o prawie,zwierzakach,książkach czy filmie.
Ale czego mam zalowac, opinii ludzi ktorych nie znam i ktorzy mnie nie znaja?
Jasne
To tłumaczy dlaczego zarejestrowałaś się na forum, gdzie nikt nikogo nie zna, a potem założyłaś temat opisując problem który nie istnieje, po to, żeby zgarnąć nieco zainteresowania ze strony ludzi których nie znasz i którzy cię nie znają. Szorujesz stopami po szczytach gór hipokryzji.
Zagadka tego tematu została rozwiązana, a autorka tu wróci jak problemy znów się nasilą (o ile w ogóle są one prawdziwe)
Wróciłam
I nie, nie dlatego że problemy się nasiliły – ich już nie ma. Nie były zmyślone. Albo inaczej – tak, tkwiły głównie w mojej głowie ale – dla mnie wówczas subiektywnie – istniały.
Dlaczego byłam wredna? Bo wchodziłam na forum głównie wtedy kiedy miałam doła. Nie wchodziłam tu kiedy miałam dobry humor. Zresztą jestem wredna, ale nie uważam, że to taka straszna wada ![]()
Przepraszam te, które obraziłam. Przede wszystkim Elle – przepraszam. Choć nie masz racji w pewnych kwestiach – zwłaszcza co do mężczyzn, a Twój styl życia nie jest dla mnie – nie oceniam, ale nie jest dla mnie, bo jestem inna. Może od tego zacznę. Mam gust specyficzny, dlatego mogę powiedzieć że nie widzę nic i wisi mi w ogóle mężczyzna tylko przystojny, jak ten cały Damian, ten aktor porno. Dlaczego? Bo nie ma pozycji społecznej. Po prostu. Dlatego prędzej już by mnie kręcił sławny poważany Andrzej Zoll, mimo że prezencji nie ma, niż aktor porno, bo aktor porno jest dla mnie na równi z hydraulikiem czy panem wywożącym szambo na terenach nieskanalizowanych. Można tego nie rozumieć, większość kobiet mnie nie rozumie. Przykład – poszłam wybłagana przez koleżankę żeby ona nie szła sama po jakieś autografy bo piłkarze przyjechali do naszego miasta (mecz jakiś wielki chyba był). I co? I nic. Zero reakcji, nigdy nie umówiłabym się z facetem który za piłką gania ani nie interesuje mnie, co on myśli na mój temat. Poza tym nie interesują mnie zawody inne niż prawnicze w kwestii potencjalnego partnera. Po prostu nie. Może to dziwne, ale tak zostałam wychowana. Jako dziecko nie chciałam „księcia”, chciałam „aplikanta tatusia”. To tkwi w podświadomości. Trochę jak u Dulskiej
Całe życie wiedziałam na jakie studia pójdę i że mam być prawnikiem, do malutkiego chodziłam do tatusia do pracy, aplikanci się ze mną bawili, jako nastolatka zaczęłam się za nimi oglądać.
Duuużo się zmieniło. Wyglądam chyba inaczej, choć radykalnej zmiany wskazać się nie da. Wychudłam (tak, lubię to), nie jestem już blada, nie mam już krótkich włosów (znaczy boba), nie mam pieprzyka na czole i blizny na łydce. Duuużo ciuchów nakupowałam. Zupełnie inaczej się maluję.
Co do faceta – jest zupełnie inaczej, chociaż z tym samym facetem. Ale zacznę od tego co było. Nie pisałam tu wszystkiego. Pisałam to co czułam, nie byłam obiektywna. Nie napisałam na przykład: jak dzieliłam łóżko książkami na pół przez 2 tygodnie codziennie (bo powiedziałam mu, że ma się nie zbliżać, a on do mnie głupim tekstem „wnieś o rozgraniczenie”, to się doigrał, jak myśli że jest taki dowpcipny), jak w niego rzuciłam zbiorem karnym, specjalnie z całej siły (Lwica będzie pewnie wiedzieć że to musiało boleć), że mu strzeliłam liścia za to że mnie chciał pocałować, albo jak mu powiedziałam, że jak podejdzie 2 kroki bliżej to go oskarżę z art. 197 k.k. A chyba bym nie przesadziła, że pewnie miałam wtedy ograniczoną poczytalność
Wtedy się przestraszył
Nigdy tu nie napisałam, jaką jestem wredną s*ką. Mój ojciec ma rację – żebym ja była miła i żebym się HAMOWAŁA to trzeba być albo panią dziekan albo wybitnym ostrym profesorem powszechnie szanowanym. Prawda jest taka, że nawet na swojego promotora potrafiłam „strzelić focha”. Aż do mnie dzwonił jak tylko przeczytał moje smsy i spam fochów. Mówi że jak tornado jestem
A to po mojej stronie była „culpa lata”
Dam przykład – jeszcze jak mieszkałam w domu rodzinnym i na przykład się nie wyspałam, stałam w kuchni i piłam kawę a ojciec wstał, to na przywitanie wywaliłam do niego tekstem „no i czego się gapisz”. Nikt mi nic nie mówił jak byłam wściekła (nawet bez powodu, albo z powodu: nie wyspałam się/pogoda brzydka/korki będą o tej porze), schodzili mi z drogi, dla rodziców wszystko było i jest idealnie póki mam sukcesy w nauce. I teraz żniwo zbiera mój facet. I prawda jest taka, że tutaj, kiedy byłam wredna, to jedynie ułamek tego, jaka potrafiłam i pewnie nadal potrafię być w realu.
Faceta nie traktowałam jak partnera, tylko raczej jak…. nie wiem, piątkę z doktryn albo ze sławetnego Rzymu (stare dzieje)? Super, jest trofeum z przedmiotu – rzezi, mogę się chwalić że jest, nie trzeba już o to dbać ani się tym przejmować.
Jak jest dzisiaj – nie twierdzę że się mu nie podobam albo że nie podobam się mężczyznom. Co więcej – teraz też podobam się sobie – a jestem wymagająca – bo się zmieniłam. Ale Wasze rady niestety nie pomogły. To naprawdę NIC nie da że będzie się usilnie próbowało coś zaakceptować. Lepiej coś zmienić. Ja nawet klinikę medycyny estetycznej odwiedziłam, ale tylko na laser!
Na kursie makijażu też byłam.
Zmieniliśmy styl życia – na bardziej hedonistyczny. Skupiamy się na tym, że spędzać miło czas razem. I wreszcie widzę, że się mu podobam. Ja naprawdę nie chcę żeby facet się mną zajmował jak mam grypę albo inne cholerstwo. Wolę żeby się ślinił. Co prawda strojenie się w zdecydowanie za krótką sukienkę i chodzenie do klubu raz na dwa tygodnie nie jest dla mnie szczytem ambicji, ale skoro to jest cena za to że jest tak jak jest – a jest bardzo fajnie – to przeboleję.
Proporcje się zmieniły. U mnie emocje zdecydowanie opadły, jemu zależy bardziej niż mnie. I tak jest dobrze. Nie jest dla mnie całym światem, ciężko powiedzieć że jest najważniejszy.
A – pisanie o jakimś wolontariacie i hospicjach jest naprawdę z tyłka wzięte. Nie to mi było potrzebne. Impreza też nie. Byłam z koleżanką – tą samą co tych głupich piłkarzy wymyśliła – w klubie dwa razy. I co? I moja frustracja sięgnęła zenitu, wyszłam sama (może to było narażenie na niebezpieczeństwo, ale trudno), bo nie mogłam tego znieść. Oczywiście cel był (ona wymyśliła): poznasz kogoś. Podchodzili jacyś. Nudzili mnie. Rzygać mi się chciało jak na nich patrzyłam. Bez ambicji, bez wykształcenia, nie dało się o niczym porozmawiać. A klub był z tych lepszych, ale i tak to było okropne. Mi nie zależy na uznaniu mężczyzn, na których bym z założenia nie spojrzała. A co mi pomogło? Praktyki w sądzie. Stroiłam się tam (ale profesjonalnie), zawsze szpile
Najśmieszniejsze było jak przechodziłam (musiałam, niecelowo) trzy razy przez jeden korytarz i jeden adwokat 3 razy się obejrzał. Koło 40stki, elegancki, zadbany, przystojny. To jest komplement dla mnie, pan z tej samej półki z której się wywodzę, a nie jakiś chłopaczek co jeździ zarobić do Niemiec i myśli że jest „taaaaki super” i „laski” powyrywa. No chyba nie. No i poderwałam jakiegoś młodego prokuratora w windzie, bo „pani jest taka drobniutka, niesie pani takie ciężkie akta (musiałam przeczytać i pisać wyrok łączny w czytelni), a w ogóle ładnie pani w czerwonym”
Zabawne i miłe, acz nie celuję w budżetówkę i wolę swego przedstawiciela wolnego zawodu ![]()
Wracając do tego że facet nie jest najważniejszy – po prostu mam inne priorytety, co nie znaczy że go nie szanuję i nie kocham. Obecnie najważniejszy jest rozwój. I powiem Wam, że warto, bo wszystko – zarwane nocki, poświęcenie życia prywatnego itd. wynagrodziły mi dwa zdania usłyszane z ust jednego z najlepszych adwokatów: „z pani jest zdolne dziecko. może by pani przemyślała możliwość robienia aplikacji pod moim patronatem”. Tym bardziej jestem szczęśliwa bo to człowiek, u którego F. uwalił jeden jedyny egzamin w swoim życiu, hahaha
Powszechnie szanowany, cieszący się respektem, a inni mówią że „jemu wszystko wolno”. Mój ojciec nawet na wypadek gdyby ten mu przyszedł do kancelarii i powiedział że to jego to by chyba stwierdził że „jemu wolno”
A mój ojciec przecież ma doświadczenie w zawodzie, no ale nie kupuje zabytkowej kamienicy i auta za milion złotych. Bardzo wymagający, ja go uwielbiam. I po prostu chodzę jak nakręcona, że mnie docenił, on. Przy okazji mimo wieku jest przystojny i uroczy
I co najlepsze – dziś dostałam informację, że przyjęli mnie na konferencję międzynarodową <3 W takich właśnie momentach kocham swoje życie.
Może to, co piszę niektórym się wyda straszne, ale taka już jestem. Doceniam wykształcenie, dobry zawód, zaradność życiową (i nie oznacza ona dla mnie: za 1500 zł potrafię utrzymać siebie, żonę i dziecko).
Co jest prawdą – nie jestem dojrzała. Ale bardzo mnie śmieszy jak ludzie myślą, że skoro nie mam inteligencji emocjonalnej, to pewnie nie studiuję prawa (była tu taka jedna albo dwie). To nie idzie w parze. Chodzę do psychologa – mówi że to typowe – wiedza i nauka zdecydowanie do przodu, do przodu ambicje, do przodu praca zawodowa; za to emocje, zdolność współodczuwania, uczucia – zdecydowanie do tyłu. Pan doktor twierdzi, że to widać już u dzieci w wieku szkolnym, w szkole podstawowej. Po części wynika z tego że dzieci dobrze wyedukowane i takie które we wszystkim muszą być najlepsze pochodzą często z rodzin w których się na takie dzieci chucha i dmucha. Takich dzieci się nie naraża na jakiekolwiek doświadczenia które mogą być cięższe. I ja też tak miałam. Przykład – jako dziecko nie zostawałam sama w domu (zawsze z opiekunką), nikt nigdy nie zabierał mnie na pogrzeby (uznawali że nawet w wieku nastoletnim nie powinnam oglądać takich rzeczy), na śluby jako dziecko małe (jako nastolatka już tak) nie chodziłam, żeby nie widzieć pijanych ludzi Nigdy nie widziałam ojca pijanego. Problemy z koleżankami rozwiązywali moje rodzice, więc konfliktów też nie było. Jak mi ktoś raz walnął śnieżką w oko to pamiętam jak zrobili aferę że hoho
Jak płakałam bo pan z plastyki nie chciał mi dać szóstki na koniec, to ojciec następnego dnia rano zamiast do kancy to poszedł do szkoły. Nie chodziłam do szkoły sama/nie wracałam sama do domu całą edukację, bo zawsze mnie ktoś woził. Nigdy nie miałam innych problemów niż „muszę dostać 6, muszę wygrać konkurs” (to jako dziecko) czy teraz: trzeba napisać zarzut do pracy, trzeba zrobić praktyki, zdać egzamin, napisać publikację. Albo: „czy ja nie mam pierwszych zmarszczek pod oczami, nienawidzę swojej blizny na łydce, złamał mi się paznokieć, jestem beznadziejna”. Najpoważniejszy problem to dla mnie czy iść na aplikację do ojca czy tam gdzie miałam propozycję i wykorzystać doświadczenie i potem pracować w rodzinnej firmie – start z dobrej pozycji, bo przecież już potem dzieci obecnych wspólników nie będą się ze mną cackać. Chociaż bardzo mnie martwi to, że mojego ojca martwi że jestem zbyt "nieucywilizowana" - znaczy, że (zwłaszcza ostatnio) zwróciłam się w tę karnistyczną stronę. Ale przecież zawsze można rozszerzyć pole działalności firmy i za tym będę się opowiadać
To też jest właśnie związane z tym, że lubię wyzwania i rzeczy trudne (choć nie twierdzę że cywil jest łatwy, bo w interpretacji jest oczywiście trudniejszy, ale jednak sprawy karne są większym wyzwaniem - również psychicznym - dla obrońcy.
Nie wymagajcie ode mnie dojrzałości. Nie miałam i nie mam problemów typu „muszę opłacić mieszkanie, muszę opłacić samochód, nie wiem co będzie po studiach”. Wymaganie ode mnie dojrzałości starej baby podchodzi pod torturowanie mnie
A, wracając do F. On chyba też jest zadowolony z tego stanu rzeczy, bo podsłuchałam jak rozmawiał z kumplem i mówił że „odzyskał pierwotną wersję dziewczyny w wersji ulepszonej”
Lubi to że mu siadam na kolanach w miejscach publicznych
I to że się stroję. Zresztą on się lubi popisywać, wreszcie może popisywać się też mną. Jeden z jego kumpli (też podsłuchane) powiedział „bo ty od zawsze lubisz takie przemądrzałe wypacykowane cizie”, chociaż ja bym siebie tak nie określiła. Ale ma rację – jest cudownie. Ja bardzo lubię taki „klimat” związku, gdzie ludzie może niekoniecznie mieszkają razem, ale razem chodzą na kolacje, do teatru, na koncerty, a jak u siebie nocują to na wypasie z szampanem i owocami
Po prostu przerażało mnie to, że miałabym wieść życie smutnego typowego związkowicza – to nie dla mnie.
A, i zaprzyjaźniłam się z jedną dziewczyną. Życie płata figle jednak. Jesteśmy jak siostry z innej matki. Ona szefuje innym kołem naukowym. Jest ambitna. Robi dwa kierunki, w tym oczywiście prawo. Ma chłopaka – aplikanta, doktoranta. Mamy podobne poglądy polityczne (choć ona ciut bardziej na lewo, w sensie – ja bardziej PO i KOD, ona bardziej Razem), ale najważniejsze że obie mamy wiadomy stosunek do partii rządzącej. Co poniedziałek rano przesiadujemy w Starbucksie, z podkrążonymi oczami, ziewamy i pijemy kawę
Mamy TAKIE SAME poglądy na dzieci, rodzinę i rolę kobiety. Obgadujemy „mamuśki”
(no, bo dla niektórych nieważne konferencje, aplikacje, studia, doktoraty, najważniejsze czy masz jakieś tam dziecko
). Obie jesteśmy niewierzące. Tylko ona nie ma kota
Nigdy się przy kimś nie czułam tak komfortowo.
A – co do zdjęcia – Cyniczna, są tu osoby które dostały moje zdjęcie. Z jedną się nawet spotkałam dwa razy, ale to niestety przeszłość bo jesteśmy zbyt różne. Wiem jakie rzeczy tu pisałam nie tylko o sobie, dlatego nie wstawię zdjęcia. Za to wiem jak Ty wyglądasz. I stało się to przez przypadek. Nie będę tu opisywać, bo nie zamierzam nikogo demaskować, jak niektórzy. Ale masz (przynajmniej na fb) długie włosy i zdjęcie z gołym facetem
i publikowałaś zdjęcia wagi – gratuluję!!! I właśnie dlatego że tak łatwo kogoś namierzyć nie używam swojego prawdziwego imienia. Może nie mam inteligencji emocjonalnej, ale staram się być zapobiegliwa ![]()
Gojka - wątek o prawie nie jest dla mnie z jednego prostego powodu - ludzie piszą totalne głupoty i się wkurzam
Bo to tak jakbym ja się wypowiadała o medycynie i kazała komuś wyrostek robaczkowy rumiankiem leczyć, to właśnie takie rady.
Lwico - trafiłaś w sedno. Może dlatego że jesteśmy podobne. I ja wiem, że mój stan zadowolenia nie potrwa długo, bo ja ciągle chcę więcej. Kiedyś wpadałam w zadowolenie po konferencji, potem po publikacji, teraz to mnie nie cieszy - stało się zwykłą pracą, jedynie ta międzynarodowa mnie mile połechtała. Pewnie radość i pozytywne nakręcenie potrwa krótką chwilę, jeden wieczór. Nie wiem czemu. Może dlatego że rodzice tak do tego podchodzili, że zawsze im było mało wszystkiego.
Co do F. masz rację - najbardziej atrakcyjny był dla mnie wtedy kiedy był wyzwaniem. Kiedy myślałam, że się nawet nigdy nie spotkamy nawet na jedną kawę. Wtedy był dla mnie najbardziej atrakcyjny. Problemem jest to, że mężczyzna mi MUSI bardzo imponować, bo tylko wtedy mogę go szanować jako partnera. Nie powiem, że F. mi nie imponuje, choć coraz rzadziej, niestety.
Co do rodziców - wiem że oni nie są wzorem udanego związku. Ale nie umiem o tym z nimi rozmawiać, nie wyobrażam sobie tego na chwilę obecną.
Masz rację, że mi ciągle czegoś brakuje. Nie wiem czego. Aplikacji? Tytułu zawodowego? Naprawdę sporych osiągnięć? (jak JG, 2 rok, na pewno pamiętasz, nie da się jego nie pamiętać
). Wiem, że to brzmi głupio, ale moim największym marzeniem byłoby być za lat 35 w takim miejscu. Albo jak Łętowska. Albo jak Rzepliński. Teraz celem jest dla mnie aplikacja i doktoranckie. Ale wiem że jak już na nich będę to nie będzie to dla mnie wystarczające.
Czasem mnie "rozwala" jak inni ludzie - w moim wieku - mówią "o matko, jak ty dajesz radę ze wszystkim". Po prostu np. konferencja nie jest w moich własnych oczach osiągnięciem - prawda jest taka, że żeby gadać przez 10-15 minut wystarczy przysiąść wieczorem, poczytać, machnąć prezentację i tyle. Prawda jest też taka, że publikację pisze się jak i magisterkę. Żeby napisać te 15 stron mając źródła wystarczą 3 dni. A ludzie ze ścisłych mówią że to niemożliwe i że kłamię
Ja jedną (opiekun koła zadzwonił: "ma pani 2 i pół dnia!!!") pisałam po nocach tylko. Wielka zaleta naszego kierunku, że badań nie trzeba prowadzić tylko wystarczy czytać i słuchać mądrych ludzi
Ale to już mnie nie satysfakcjonuje, to najgorsze. Jest dla mnie czymś zwyczajnym.
Problem w tym, że ja nigdy nie miałam jakiegoś parcia na podróże - owszem, wyjeżdżam, jak każdy, na urlop, dwa razy w roku, chyba że obowiązki nie pozwolą, to raz. W typowej wersji - biuro podróży, hotel. Ewentualnie bez biura, jak mi ktoś (np. facet) coś zorganizuje. Nie można tego nazwać jakimś wielkim podróżowaniem.
Czego bym chciała dzisiaj? Dziś pomyślałam że potrzebuję jednego dnia wolnego, ale nie zapowiada się. Są ODPP, jest sezon konferencyjny, a ja już zaliczam przedmioty, więc... no way
Czekam na lipiec
tydzień będę leżeć i się nie ruszę po tym maratonie ![]()
Edit:
To jest ciężkie, bo ja się nie potrafię cieszyć tak po prostu. Widzę że niektórym wystarczy tak mało do szczęścia. Ładna pogoda, odwołany wykład, piwo na wyspie (tego ostatniego nie miewam). Ja nie potrafię. Nie potrafię się też cieszyć z rzeczy materialnych - tym się cieszy wiele osób. Na przykład wiele osób "jara się" jakie JG (to do Lwicy szyfr) ma auto. Dla mnie auto jak auto. To wyniosłam z domu. Nie będę kłamać, że nam czegoś brakowało, choć ojciec nie bierze 50-100 tys. za instancję jak (podobno!) wyżej wymieniony, ale stosunek do rzeczy materialnych zawsze w domu był taki że one po prostu są, nie trzeba przywiązywać do nich dużej wagi, nie trzeba ich nawet specjalnie szanować, bo to dobra łatwo zastępowalne (na przykład na dziewczynach z klasy matki się wyżywały za zniszczenie ciuchów, dla mnie to była abstrakcja, moja matka tylko komentowała: jak ty wyglądasz
). Tak samo nie cieszą mnie pieniądze, chyba że są miarą osiągnięć i sukcesu zawodowego (jak u wyżej wymienionego), ale mnie cieszy/imponuje mi osiągnięcie a nie pewna abstrakcyjna wartość majątkowa.
No właśnie, cieszą mnie osiągnięcia. Kiedy pojawia się problem? Wtedy kiedy osiągnięcie staje się codziennością i rutyną. I tak było ze wszystkim. Dostanie się na studia, koło naukowe, szefowanie kołem naukowym, konferencje, publikacje - wszystko to po kolei stało się dla mnie czymś zwyczajnym, o co dbam, ale co nie cieszy tak jak cieszyło kiedyś. Tak też się stało z F.
Jestem estetką - oceniam rzeczy nie po wartości majątkowej czy funkcjonalności, tylko po tym, czy są ładne. A, i w sumie to mnie cieszy, ale i muszę 1. sama być ładna 2. przebywać w ładnych miejscach - np. mieć ładne mieszkanie, w sensie ładnie urządzone, kwiaty na stole itd. To dla mnie jest ważne i sprawia mi przyjemność. Nawet i takie rzeczy jak samochód, telewizor, telefon, laptop - oceniam po wyglądzie (co i mojego ojca i F. doprowadza nie raz do szewskiej pasji
). Dbam o porządek, nawet w samochodzie. wszystko tam też musi być "ładnie"
Za to jego stan techniczny mnie nie rusza, choć wiem że jest dobry, bo ojciec to regularnie kontroluje i jeździ mi na przegląd
W sumie on jest właścicielem, można powiedzieć że zawarliśmy umowę użyczenia
Zwierzęta mnie cieszą. I to chyba jedyna rzecz która mnie cieszy bezwarunkowo. Potrafię się wyżyć na człowieku, przy zwierzęciu się bezinteresownie hamuję nawet jak mam najpodlejszy humor, albo jestem noc przed egzaminem a kot drze mordę
To też mam wpojone od dziecka - zwierzęcia nie wolno "ruszyć", w sensie zrobić mu krzywdy ani nawet krzyknąć.
Dzisiaj ucieszył mnie bokser który mnie zaczepił na Świdnickiej i polizał mnie w nos
I to autentycznie mnie ucieszył. Albo - jak na przykład jestem w ogrodzie u rodziców to nie działa mi na nerwy szczekający pies sąsiadów, ale jak dzieciaki (innych sąsiadów, nie od tego psa) drą mordy to już tak. Nie wiem, po prostu tak mam. Poza tym ten pies - cudowny golden - zawsze się ze mną wita a one nawet dzień dobry nie powiedzą. Widać kto ma więcej kultury
Tak, zwierzęta mnie cieszą. Koty są trochę na mój gust ciut za mało uczuciowe, chociaż swojego kota kocham najbardziej pod słońcem. Kozy uwielbiam. Owce. Lamy. Alpaki. Czadowe są i śmieszne. Specjalnie wykupiłam karnet do zoo żeby móc w każdej chwili iść pogłaskać kozy. A właśnie po drodze mi w sumie, bo to prawie Biskupin.
Ale bardzo mnie też cieszy uśmiechnięta psia morda oko w oko naprzeciw
I to właśnie lubię te wylewne psy, które w ramach radości człowieka powalą na ziemię. Nie żadne szkolone! Po prostu, psa który się wpakuje do łóżka, przytuli, a jak się wejdzie do mieszkania zrobi wielki szał i powali z radości człowieka na podłogę. Taki pies to musi być wielki przyjaciel w życiu. Bo kot ma często człowieka w swojej małej kociej d*pie. A pies który jest optymistyczny dzień w dzień, co więcej - nie wymaga niczego innego niż miłości (a przecież takiego psa się nie da nie kochać!) musi być mocną podporą psychiczną. I to taki duży pies. Albo chociaż średni, jak bokser (zauważyłam że boksery są optymistyczne).
A, działalność w samorządówce też mnie satysfakcjonowala na chwilę, niestety. Tam też ciągle mi było mało ![]()
Jeszcze jedno - ja NIE POTRAFIĘ odpoczywać. Nie raz już ZAPLANOWAŁAM sobie dzień wolny. I co? No i skończyło się na tym że przeglądałam na fb grupę z ogłoszeniami o konferencjach, albo zaczęłam przekładać rzeczy czy oby na pewno równo leżą na swoim miejscu, albo - to ostatnio - sprawdzać zmiany jakie mają się pojawić w k.k. i k.p.k. (znowu, do cholery). I zawsze tak się kończy. ZAWSZE. No chyba że aktywny odpoczynek, to wtedy już prędzej. Chociaż i wtedy MUSZĘ, po prostu muszę być "in touch" - toż to jak w Pradze byliśmy, to ja z promotorem na fb pisałam
Obudziłam się szybciej, od razu pierwsze (zawsze!) - telefon. No i piszę z promotorem o konferencji planowanej. F. się obudził, pyta co ja robię, a ja mu mówię "no, piszę z .... o tej multicentryczności". Oczy mu na wierzch wyszły ![]()
Kammiś
to co piszesz o wychowaniu swoim jest przerażające.Obym nigdy,nigdy w życiu nie zrobiła takich błędów jak Twoi rodzice.
No,błagam-ingerować w relacje koleżeńskie dziecka:( A po cholerę?
I potem ma się w domu totalną społeczną niedorajdę-wybacz ale tak Cię w świetle Twoich problemów postrzegam.
Co do świra na punkcie wykształcenia prawniczego: mój tato był prawnikiem-umarł niedawno-i nigdy,nigdy nie chciałam być prawnikiem.
Ostatnio musiałam stawić się w sądzie w charakterze świadka na sprawie karnej i uświadomiłam sobie,że ja nigdy w sądzie nie byłam.
Raz jeden tata mnie zabrał i zostawił w jakimś sekretariacie czy czymś takim z bardzo miła panią a sam poszedł na sprawę.
W domu była zasada: nigdy się o jego pracy nie mówiło.Może ze dwa razy pamiętam odstępstwo.
Nikt nigdy nie gloryfikował jego zawodu,ja nigdy nie byłam postrzegana jako ta z "dobrej rodziny".ba ja nawet przez długi czas nie wiedziałam kim jest z zawodu mój tata.
Po prostu miałam chyba to szczęście,że mnie nikt nie postrzegał przez pryzmat zawodu taty-mam wrażenie,że w przeciwieństwie do Ciebie.
Mam w pracy taką koleżankę,która od rana potrafi mieć fochy bo jest na przykład niewyspana.
Ona,podobnie jak i Ty nie rozumie wielu rzeczy i nigdy nie zrozumie.I to-w przeciwieństwie do wykształcenia jest dla mnie powodem do piętnowania a nawet do żartów.
Tak jak Ty piętnujesz ludzi po zawodówce, tak ja społecznych inwalidów.
Ja napisałam,że możesz się udzielać w innych wątkach-nie tylko w PRAWNICZYM ale Ty odniosłaś się wyłącznie do tego.
Co do psów-mnie nie cieszą takie,które powalają z radości na ziemię.Kiedyś zaprzyjaźniony labek z taką radością biegł z górki i wpadł na moją koleżankę,że skręcił jej kolano.Nie obyło się bez operacji.
Zresztą na pewno miałabyś inne zdanie w tej kwestii gdybyś szła wyelegantowana na ważne spotkanie a tu nagle skoczyłby na Ciebie wprost z kałuży wielki psiak i radośnie Cię stratował.
Miałam bokserkę kiedy urodziło się moje dziecko.Wiele czasu zajęło mi uczenie jej,że ma być delikatna w stosunku do malucha,który zaczyna chodzić i nie wywracać dziecka za każdym razem na ziemię ![]()
Kammiś
to co piszesz o wychowaniu swoim jest przerażające.Obym nigdy,nigdy w życiu nie zrobiła takich błędów jak Twoi rodzice.
No,błagam-ingerować w relacje koleżeńskie dziecka:( A po cholerę?
I potem ma się w domu totalną społeczną niedorajdę-wybacz ale tak Cię w świetle Twoich problemów postrzegam.Co do świra na punkcie wykształcenia prawniczego: mój tato był prawnikiem-umarł niedawno-i nigdy,nigdy nie chciałam być prawnikiem.
Ostatnio musiałam stawić się w sądzie w charakterze świadka na sprawie karnej i uświadomiłam sobie,że ja nigdy w sądzie nie byłam.
Raz jeden tata mnie zabrał i zostawił w jakimś sekretariacie czy czymś takim z bardzo miła panią a sam poszedł na sprawę.
W domu była zasada: nigdy się o jego pracy nie mówiło.Może ze dwa razy pamiętam odstępstwo.Nikt nigdy nie gloryfikował jego zawodu,ja nigdy nie byłam postrzegana jako ta z "dobrej rodziny".ba ja nawet przez długi czas nie wiedziałam kim jest z zawodu mój tata.
Po prostu miałam chyba to szczęście,że mnie nikt nie postrzegał przez pryzmat zawodu taty-mam wrażenie,że w przeciwieństwie do Ciebie.Mam w pracy taką koleżankę,która od rana potrafi mieć fochy bo jest na przykład niewyspana.
Ona,podobnie jak i Ty nie rozumie wielu rzeczy i nigdy nie zrozumie.I to-w przeciwieństwie do wykształcenia jest dla mnie powodem do piętnowania a nawet do żartów.
Tak jak Ty piętnujesz ludzi po zawodówce, tak ja społecznych inwalidów.Ja napisałam,że możesz się udzielać w innych wątkach-nie tylko w PRAWNICZYM ale Ty odniosłaś się wyłącznie do tego.
Co do psów-mnie nie cieszą takie,które powalają z radości na ziemię.Kiedyś zaprzyjaźniony labek z taką radością biegł z górki i wpadł na moją koleżankę,że skręcił jej kolano.Nie obyło się bez operacji.
Zresztą na pewno miałabyś inne zdanie w tej kwestii gdybyś szła wyelegantowana na ważne spotkanie a tu nagle skoczyłby na Ciebie wprost z kałuży wielki psiak i radośnie Cię stratował.Miałam bokserkę kiedy urodziło się moje dziecko.Wiele czasu zajęło mi uczenie jej,że ma być delikatna w stosunku do malucha,który zaczyna chodzić i nie wywracać dziecka za każdym razem na ziemię
Aaajjj odpisalam Ci duzo ale telefon (glupi!) mnie wylogowal i wszystko trafil szlag ![]()
Odpisze krocej - kiedys mnie pies wybadzgal porzadnie przed egzaminem ustnym. Cos sie stalo? Nic. to radosne glupkowate kochane zwierze bylo. Stalo sie to stalo sie.
Musialabym przejsc naprawde traumatyczne przezycie (juz kiedys pogonila mnie lama, zrebak poszczypal - one maja odruch ssania, przez dzikiego kota wyladowalam na oddziale zakaznym i lekarz zastanawial sie czy mnie szczepic przeciw wsciekliznie czy nie, pies znajomych dziabnal, kon chcial kopnac - mialam szczescie ze byla barierka, walnal obiema tylnymi nogami, moglabym nawet nie przezyc).
Moj kot co noc spiewa mi sonate. I drapie bardzo glosno w kratke od lazienki (otwartej!) bo wie ze dziala i ze wstaje ![]()
I co? No i nic. Kocham zwierzeta.
Przy moim kocie dzieciak mialby niezle pokiereszowana facjate
na szczescie nie planuje - ja mam spokoj, kot ma spokoj. Nie wiem dlaczego moja niechec wobec dzieci jest niezrozumiala, ale ostatnio poznalam dziewczyny ktore tez nie chca miec. I super, nikt nie powinien nikogo przekonywac. Dzieci maja dzialanie "agresjogenne" w moim przypadku. Znaczy jak sa spokojne to nie, ale jak zaczynaja cudowac to mam ochote wziac, wytargac za kudly, posadzic w kacie i niech siedzi cicho, niech sie nawet zaryczy na smierc, byleby nie przeszkadzalo
Dlatego tez nie moge MIEC psa - wymaga zbyt duzo uwagi, a kot jest idealny.
A co do wyksztalcenia - szanuje bardzo ludzi po innych kierunkach (lekarze, fizycy, anglisci itp.) ale lepiej przebywa mi sie w prawniczym gronie ![]()
No i teraz jestem szczesliwa
wlasnie sie zbieram (spalam do 12.30, bo srody mam wolne, a siedzialam w nocy nad artykulem, jak to ja) na obiad z facetem. Glowkuje w co sie ubrac ![]()
Też lubię, gdy psy wyrażają swoją radość i cieszą się, że mnie widzą, ale nauczyłam je, że nie można skakać na ludzi. Nie chodzi o ubrudzenie, bo też mi to nie przeszkadza. Do psów jestem przyzwyczajona od dziecka i mam do nich anielską cierpliwość, więc mogą mnie ubrudzić nawet przed wyjściem na ważne spotkanie. Po prostu się przebiorę, to tylko ubranie. No ale część ludzi boi się psów albo przychodzą do mnie małe dzieci. Inni nie muszą też być szczęśliwi, że skacze na nich mój brudny pies.
Dlatego są nauczone, że na ludzi się nie skacze, chyba że wyraźnie pozwalamy im na taką zabawę z nami. Co nie zmienia faktu, że ten psi entuzjazm i radość niesamowicie widać. Nawet kiedy wyjdę na godzinę do sklepu, to psy zachowują się jakby nie było mnie cały dzień. Też kocham zwierzęta, bo robią dla mnie dużo dobrego. Z jednej strony uwielbiam mieszkać w Warszawie, ale z drugiej czasami żałuje, że nie mieszkam gdzieś na wsi, bo mogłabym mieć owce, alpaki i inne cudaki. Niestety pozostaje mi tylko odwiedzanie gospodarstw agroturystycznych. ![]()
A co do kotów, to kiedyś miałam mieć maine coona, bo mój facet przez całe życie nie lubił psów, więc taki był plan. Na szczęście zmienił zdanie i teraz też woli psy. Chociaż gdybym prowadziła bardzo intensywny tryb życia jak Ty, Kammiś, to oczywiście miałabym kota. Jeśli ktoś dużo pracuje i nie ma go w domu, to moim zdaniem pies będzie się tylko męczył. A jak się chce wygłaskać psa, to można iść do schroniska i zabrać jakiegoś biedaka na spacer.
Czasem człowiek nie możliwości przebrania się bo pobrudzi pies na ulicy.I w tym momencie pretensję mam wyłącznie do właściela-nigdy do psa oczywiście.
Dlatego nie pozwalam moim psom robić takich numerów.Ani na mnie ani na innych.
Ja za dziećmi małymi także nie przepadam.Jednak dla mnie moje dziecko było zawsze genialne,grzeczne i inteligentne.
Gojka102, tu się zgadzam. Byłabym zła na siebie, gdyby mój pies zachował się niekulturalnie wobec obcej osoby na ulicy. Wszyscy żyjemy w społeczeństwie i zwierzaki mają zachowywać się tak, by nie być uciążliwe dla innych ludzi. Nie mówiąc już o tym, że różne świry chodzą po świecie. Kiedyś była dość głośna sprawa, że facet w USA strzelił do psa, który chciał na niego skoczyć i się przywitać, bo on poczuł się zagrożony. U nas może ludzie nie noszą przy sobie broni, ale równie dobrze mogą psa kopnąć i też tłumaczyć się tym, że spodziewali się ataku ze strony zwierzaka. No i co ja wtedy mogę zrobić? Oddać mu? Wolę nie dopuszczać do takich sytuacji.
Też nie lubię małych dzieci, ale raczej nie w jakimś dużym stopniu. Lubię dzieci inteligentne i grzeczne. Przy czym "grzeczne" nie oznacza, że dziecko ma siedzieć spokojnie na tyłku i nikomu nie zawadzać. No ale ma być uczone zasad życia wśród ludzi i nie robić, co mu się w danej chwili żywnie podoba. Chociaż w świetle tego, co wyprawia PiS, nie wiem czy będzie mi się chciało być w Polsce inkubatorem bez żadnych praw (to tak pół żartem, pół serio).
Macie racje z tym skakaniem, to prawda.
Ja mam kota - inaczej na to patrze.
A co do ludzi ktorzy przychodza - dzieci zadne do mnie nie przychodza (i przychodzic nie beda). A jesli komus sie np. nie podoba ze kot chodzi po stole (przed jedzeniem scieram stol, poza tym czesto jem poza domem albo np. na kanapie - duzo siedze przy biurku, to jedzac sniadanie nie chce sie meczyc na krzesle) to jest jego problem, nie problem moj czy mojego kota.
Nie mam potrzeby wychowywania kota ![]()
Zreszta kota chyba nie da sie wychowac, a zadnego straszenia nie uznaje.
A co do psa - pozwalalabym na siebie skakac, na ulicy oczywiscie trzymalabym go na smyczy, wiec nie byloby takiego problemu.
Co wiecej - pies nie skacze sam z siebie najczesciej. Co zauwazylam - psy nie zaczepiaja ludzi, psy skacza dopiero gdy ktos je zaczepi i zacheci do witania. Tak jak ta mila bokserka ktora spotkalam - to ja ją zaczepilam pierwsza, nie ona mnie. Staram sie pytac wlasciciela, chyba ze widac aprobate bo np. sie usmiecha albo mowi jak pies ma na imie.
Za to dzieciaki podchodza do psow pierwsze mimo ze wlasciciel moze sobie nie zyczyc. Pytaja? A w zyciu. I te mamuski "chcial tylko poglaskac". No i co ze chcial? A ja chce slonia w karafce. To psu nie wolno, a dzieciakowi wolno? A jak ugryzie to bedzie wielkie halo?? Ja nie robie afery, bo mnie pies znajomych chcial ugryzc - z mojej winy, bo wystawilam reke i chcialam mu zabrac jego pilke (malutki psiak, wielkosci miniyorka). Ale "dzieciaczek" jest zawsze niewinny. I jeszcze gapi sie psu w oczy.
Nie mam psa, ale i tak mi sie to rzuca w oczy.
Po prostu przy obecnym matkoterrorze nie da sie lubic dzieci.
Gojka - ja to rozumiem ze kochasz swoje dziecko i to oczywiste. Po prostu nie rozumiem dlaczego ludzie wymagaja ode mnie bycia mila dla ich dzieci (nie mylcie bycia niemila z bycia chamska). To nie sa moje dzieci, ja nie szukam z nimi interakcji, wiec jak do mnie podchodzi mam swiete prawo odwrocic wzrok i chciec swietego spokoju. Kiedys jedna matka zrobila wielkie halo bo w autobusie (boje sie jezdzic autem trasa do rodzicow) dzieciak (siedzial jej na kolanach, ona usiadla kolo mnie) normalnie wyciagal reke i macal mi telefon. Za trzecim razem kulturalnie, acz stanowczo zwrocilam jej uwage ze sobie nie zycze zeby jej dziecko tak robilo. Łomatkoboska jakie larum wszczela ![]()
No jakbym co najmniej jej to dziecko z autobusu wywalila, a nie powiedziala spokojnie, zeby je pilnowala.
To sa ICH dzieci, nie moje, nie musze ich lubic i byc milusia. Nie robie tym dzieciom krzywdy, nie zwracam na nie uwagi. Tak samo jak nikt nie musi lubic mojego kota, nawet jesli do mnie przychodzi - oczywiscie nikt nie robi mu krzywdy - jego sprawa, kochac nie musi.
I wydaje mi sie ze to zdrowe podejscie, stad nie rozumiem oburzenia mamusiek ze ktos nie gloryfikuje ich dziecka.
Albo ze ktos nie uwaza ze maja "szczegolna role" w spoleczenstwie. czlowiek jak czlowiek, nie przyznaje nikomu pierwszenstwa tylko dlatego ze jest matka. Wole przepuscic w kolejce starsza pania zeby nie musiala stac niz rozwydrzonego dzieciaka. Niestety wiekszosc spoleczenstwa ma odwrotnie, czego nie rozumiem. To starsze osoby moga byc bardziej zmeczone i chciec isc do domu. Albo nie moze dlugo stac. Jak mnie nie raz (od butow) nogi bola i ciezko mi sie stoi to CO DOPIERO STARSZEJ PANI? Dzieciak moze postac, tylko histeryzuje, dziekuje bardzo.
Dlatego ze ludzie sie tak zachowuja nie przepadam za dzieciakami.
Ani pies, ani kot, ani osoby mlode, ani osoby niepelnosprawne, ani osoby starsze nie wlaza nikomu pod nogi na ulicy. Nikt nie maca wszystkich towarow w sklepie jak leci (moze nie chce brac odkrecanego balsamu wybadzganego przez dzieciaka albo takiego cienia). Nikt tego nie robi tylko dzieciaki. Nikt nie jest tak glosno jak dzieciaki.
Mam szczescie ze mieszkam w kamienicy gdzie jest duzo osob starszych. Jest cisza, jest spokoj, a mila pani kolo 70tki zawsze mi przynosi ciasto (ja jej wyprowadzam psa-staruszka czesto). Juz widze jak matka z dzieckiem bylaby taka mila
i wbrew obawom te starsze osoby nie sa wredne. Nikt nigdy nie komentowal ze wracam do domu w nocy albo ze mieszkalam z facetem. Oni mnie maja za dobre mile dziecko
jak zgubilam klucze (na klatce mi wypadly) to starszy pan z 5 razy przychodzil i nasluchiwal az wroce zeby mi te klucze oddac ![]()
Za to dzieciaki podchodza do psow pierwsze mimo ze wlasciciel moze sobie nie zyczyc. Pytaja? A w zyciu. I te mamuski "chcial tylko poglaskac". No i co ze chcial?
No tak, czasami mam takie sytuacje. Zawsze delikatnie próbuję zwrócić uwagę, że o ile w przypadku moich psów pogryzienie nie grozi, to w przyszłości może się tak zdarzyć z jakimś innym psem. Czasami matki to olewają, a czasami przyznają rację. No cóż, ich dziecko - ich problem. Kiedy byłam mała, to nawet mimo upomnień rodziców, nadmiernie rzucałam się na obce psy. Dwa razy miałam siniaki od zaciśnięcia się kłów i dopiero wtedy się nauczyłam. No ale nikt nie robił afery, że pies zły czy właściciel zły. To nawet nie rodzice byli źli, bo oni mnie uczyli odpowiedniego podejścia. Sama byłam sobie winna i tyle.
kammiś napisał/a:Za to dzieciaki podchodza do psow pierwsze mimo ze wlasciciel moze sobie nie zyczyc. Pytaja? A w zyciu. I te mamuski "chcial tylko poglaskac". No i co ze chcial?
No tak, czasami mam takie sytuacje. Zawsze delikatnie próbuję zwrócić uwagę, że o ile w przypadku moich psów pogryzienie nie grozi, to w przyszłości może się tak zdarzyć z jakimś innym psem. Czasami matki to olewają, a czasami przyznają rację. No cóż, ich dziecko - ich problem. Kiedy byłam mała, to nawet mimo upomnień rodziców, nadmiernie rzucałam się na obce psy. Dwa razy miałam siniaki od zaciśnięcia się kłów i dopiero wtedy się nauczyłam. No ale nikt nie robił afery, że pies zły czy właściciel zły. To nawet nie rodzice byli źli, bo oni mnie uczyli odpowiedniego podejścia. Sama byłam sobie winna i tyle.
Edytowalam wyzej ![]()
To widac tez np. w sklepach. Nikt sie nie zachowuje tak jak dzieci.
I to nawet w sklepach kosmetycznych czy odziezowych - och, to macanie ubran
Mnie jak bylam dzieckiem miliony kotow drapaly
i jakos rodzice tez nie robili afery ze kot zly albo ze dostane "choroby kociego pazura" (ach to przewrazliwienie)
I to nawet w sklepach kosmetycznych czy odziezowych - och, to macanie ubran
Gorsze niż macanie ubrań przez dzieci są plamy po podkładach i pudrach, które na przymierzanych ubraniach zostawiają tapeciary. I weź tu coś kup. Dlatego wolę przymierzać w sklepach, a zamawiać potem tę samą kieckę w sklepie internetowym, bo przychodzi czysta prosto z magazynu. W sumie ciekawe czy na takie zabrudzone ubranie można dostać jakąś zniżkę. No bo kto to kupi jako towar pełnowartościowy?
Kammis-jesteś wielbicielką kotów,wydawało mi się,że więcej wiesz o ich psyche.Owszem,da się kota wychować:)
Co do dzieci i psów-ciągle się z tym spotykam.Jak dziecior podłazi do psa,wyrywa mu zabawkę albo wali łapką po głowie a pies warknie ostrzegawczo albo lekko chwyci za rękę to zaraz awantura,że mam psa na smyczy trzymać.
A ja mam teraz jamnika-pies bardziej niż duże wrażliwy na dotyk i nigdy sam z siebie nie podchodzi do ludzi.Ma,owszem swoich znajomych ludzi-najczęściej też psiarzy i wtedy się wita.Albo jak ktoś do niego podchodzi.
I nie chodzę z psem na smyczy ale ona jest nauczona,że sama do ludzi ma nie podchodzić.
Nie podejdzie sama do dziecka( chyba,że to znajomi córki) ale okoliczne dzieciaki owszem podłażą.Razu jednego jamnica ugryzła dziecko brata męża bo mała szarpała ją za ucho i kopnęła w brzuch.
Powiedziałam dziecku,że tego nie wolno robić a rodzicom,że ma mają pilnować co dziecko robi ze zwierzakiem.
Ale mam taką sąsiadkę,której dzieci piszczą z przerażenia jak widzą mojego psa,machają rękami,uciekają.
Na początku sucz myślała,że to taka zabawa i pogoniła za dzieckiem.
Teraz jak dzieci jadą windą z moim psem na smyczy i pies nawet na nie patrzy to są szlochy i płacze bo pies się zaraz do gardła rzuci.
A mamusia na to: już,zaraz wyjdziemy i nie będzie się ten okropny pies na ciebie patrzył ![]()
Ja też nie lubię jak mnie obce dzieciaki macają i od razu daję to do zrozumienia.Na szczęście nikt mi focha nie strzelił.
Co prawda raz jedna mamusia powiedziała,że pewnie dziecka nie mam to nie rozumiem takich zachowań.
Powiedziałam,że mam ale moje dziecko jest dobrze wychowane ![]()
Kammis-jesteś wielbicielką kotów,wydawało mi się,że więcej wiesz o ich psyche.Owszem,da się kota wychować:)
Co do dzieci i psów-ciągle się z tym spotykam.Jak dziecior podłazi do psa,wyrywa mu zabawkę albo wali łapką po głowie a pies warknie ostrzegawczo albo lekko chwyci za rękę to zaraz awantura,że mam psa na smyczy trzymać.
A ja mam teraz jamnika-pies bardziej niż duże wrażliwy na dotyk i nigdy sam z siebie nie podchodzi do ludzi.Ma,owszem swoich znajomych ludzi-najczęściej też psiarzy i wtedy się wita.Albo jak ktoś do niego podchodzi.
I nie chodzę z psem na smyczy ale ona jest nauczona,że sama do ludzi ma nie podchodzić.
Nie podejdzie sama do dziecka( chyba,że to znajomi córki) ale okoliczne dzieciaki owszem podłażą.Razu jednego jamnica ugryzła dziecko brata męża bo mała szarpała ją za ucho i kopnęła w brzuch.
Powiedziałam dziecku,że tego nie wolno robić a rodzicom,że ma mają pilnować co dziecko robi ze zwierzakiem.Ale mam taką sąsiadkę,której dzieci piszczą z przerażenia jak widzą mojego psa,machają rękami,uciekają.
Na początku sucz myślała,że to taka zabawa i pogoniła za dzieckiem.
Teraz jak dzieci jadą windą z moim psem na smyczy i pies nawet na nie patrzy to są szlochy i płacze bo pies się zaraz do gardła rzuci.
A mamusia na to: już,zaraz wyjdziemy i nie będzie się ten okropny pies na ciebie patrzyłJa też nie lubię jak mnie obce dzieciaki macają i od razu daję to do zrozumienia.Na szczęście nikt mi focha nie strzelił.
Co prawda raz jedna mamusia powiedziała,że pewnie dziecka nie mam to nie rozumiem takich zachowań.
Powiedziałam,że mam ale moje dziecko jest dobrze wychowane
Haha, dobrze jej powiedziałaś.
Jakby mi ktoś kopnął psa w brzuch, to skończyłoby się Policją albo Strażą Miejską. Nigdy bym nie odpuściła (zresztą uderzenie zwierzęcia w brzuch jest sprzeczne z ustawą
).
Oj, nie będzie ten okropny pies na nie patrzył
tragedia ![]()
Stąd ten jamnik w profilu
Moją matkę kiedyś jamnik użarł. Bo się przymilał a ona - z głupoty - chciała go pogłaskać przez ogrodzenie (nie znała tego psa, to z 3 lata temu było). Ale nie jest osobą która by robiła komuś nieprzyjemności z powodu zwierząt.
Da się wychować, ale nie tak jak psa. Poza tym ja sobie nie wyobrażam karcenia kota. A on jest spokojny - te rasy to nie są ruchliwe koty.
Uciekać przed jamnikiem - bardzo "mondre" dzieciaki. W ogóle uciekać - od zerówki wiedziałam, że przed psem uciekać nie wolno.
Ostatnio mnie strasznie "zjechał" jakiś ratler. Ale był na smyczy, a warczał i ujadał, bo niosłam wielki toboł z mieszkania do samochodu. Rozumiem, bo wiem że psy mają obawy co do ludzi którzy się wg nich zachowują "dziwnie" - a niesienie toboła, przystawanie, poprawianie i drobienie kroczków z powodu ciężaru toboła dla psa nie jest normalne. Jeszcze mi się but zsunął (balerinek), to dopiero się ten pies zdenerwował
Komicznie to wyglądało, bo prawie że wyszedł z siebie, jak ja odłożyłam ten tobołek i wsuwałam buta ![]()
Jak odłożyłam tego toboła, to chciałam podejść i pogłaskać go, ale się schował za swoją panią i ujadał wyglądając zza nóg pani ![]()
Odważny ![]()
Wiedziałam, że wrócisz ![]()
Ale.. fajnie, że wróciłaś ![]()
Tytułem dementi tylko: Gdybyś "znała" mnie trochę, a raczej orientowała się lepiej w moim specyficznym poczuciu humoru, wiedziałabyś, że często mówię tonem 'serio' coś co jest totalnym żartem albo małą prowokacją, a żartobliwie mówię o rzeczach 'poważnych' czy mających dla mnie jakąś wartość.
I uwierz mi - pomimo, że męskość/wygląd jest dla mnie ważny, to nie umawiałam się nigdy z facetami, którzy poza tym nie mieli nic ciekawego do zaoferowania w sensie osobowości czy 'statusu społecznego' jak to nazywasz ![]()
Inna sprawa, że nie ograniczam się do konkretnych zawodów i uwielbiam facetów o duszy artystycznej niż prawniczej raczej ![]()
Ps. Mam nadzieję, że będziesz do nas zaglądać w lepszym humorze i dzięki temu być może mniej 'defensywnie' reagować na ewentualne różnice zdań ![]()
Wiedziałam, że wrócisz
Ale.. fajnie, że wróciłaśTytułem dementi tylko: Gdybyś "znała" mnie trochę, a raczej orientowała się lepiej w moim specyficznym poczuciu humoru, wiedziałabyś, że często mówię tonem 'serio' coś co jest totalnym żartem albo małą prowokacją, a żartobliwie mówię o rzeczach 'poważnych' czy mających dla mnie jakąś wartość.
I uwierz mi - pomimo, że męskość/wygląd jest dla mnie ważny, to nie umawiałam się nigdy z facetami, którzy poza tym nie mieli nic ciekawego do zaoferowania w sensie osobowości czy 'statusu społecznego' jak to nazywasz
Inna sprawa, że nie ograniczam się do konkretnych zawodów i uwielbiam facetów o duszy artystycznej niż prawniczej raczejPs. Mam nadzieję, że będziesz do nas zaglądać w lepszym humorze i dzięki temu być może mniej 'defensywnie' reagować na ewentualne różnice zdań
I chyba lubisz zarost który mnie brzydzi ![]()
Wszystkie koleżanki się dziwią, ale ja nie potrafiłabym dotknąć zarośniętej twarzy ![]()
Artystów też niecierpię
Są u mnie na czarnej liście, szarym końcu, nawet bym wolała jakiś studentów politologii czy innej "szkoły robienia hałasu" ![]()
Jasne - na dziś Twój typ jest kompletnie inny niż będzie..powiedzmy za około 10 lat ![]()
Ja miałam tak samo (każda z nas chyba ma, no, chyba że w ogóle się nie zmienia jako osoba i jako kobieta
): przez dłuuugi czas jako młoda dziewczyna, nie zwracałam kompletnie uwagi na mężczyzn, którzy nie wyglądali jak gwiazdy rocka, ewentualnie szaleni artyści czy muzycy amatorzy ![]()
Wiele lat później nie mogłam patrzeć na facetów w długich włosach, czy skórzanych kurtkach, tatuaże itp. - odrzucało mnie.
Dziś "mój typ" to złoty środek z obydwu grup, tzn. 'artystyczna dusza' i tzw. mężczyzna sukcesu, czyli trochę hipster, trochę "drwal" i trochę seksowny biznesmen
czyli poprzednie 3 typu wymieszały się w taką 'hybrydę' nieokreśloną na pierwszy rzut oka, bo sama taka jestem chyba.
Także spoko luz, jeszcze nie raz samą siebie zaskoczysz jaki typ facetów będziesz podświadomie wybierać jako atrakcyjny. No, chyba że faktycznie to prawo tak Ci się seksualnie wkręciło, że będą zawsze tylko prawnicy.. biorąc pod uwagę kim jest Twój Tata i jak duży ma na Ciebie wpływ, to dopóki będzie nadal Twoim "Ideałem" to może tak zostać ![]()
Jasne - na dziś Twój typ jest kompletnie inny niż będzie..powiedzmy za około 10 lat
Ja miałam tak samo (każda z nas chyba ma, no, chyba że w ogóle się nie zmienia jako osoba i jako kobieta
): przez dłuuugi czas jako młoda dziewczyna, nie zwracałam kompletnie uwagi na mężczyzn, którzy nie wyglądali jak gwiazdy rocka, ewentualnie szaleni artyści czy muzycy amatorzy
Wiele lat później nie mogłam patrzeć na facetów w długich włosach, czy skórzanych kurtkach, tatuaże itp. - odrzucało mnie.
Dziś "mój typ" to złoty środek z obydwu grup, tzn. 'artystyczna dusza' i tzw. mężczyzna sukcesu, czyli trochę hipster, trochę "drwal" i trochę seksowny biznesmen
czyli poprzednie 3 typu wymieszały się w taką 'hybrydę' nieokreśloną na pierwszy rzut oka, bo sama taka jestem chyba.
Także spoko luz, jeszcze nie raz samą siebie zaskoczysz jaki typ facetów będziesz podświadomie wybierać jako atrakcyjny. No, chyba że faktycznie to prawo tak Ci się seksualnie wkręciło, że będą zawsze tylko prawnicy.. biorąc pod uwagę kim jest Twój Tata i jak duży ma na Ciebie wpływ, to dopóki będzie nadal Twoim "Ideałem" to może tak zostać
Mhm, nie chodzi nawet o zawód.
Od jakiś 8 lat (czyli odkąd zaczęłam zwracać uwagę na to jak mężczyźni wyglądają) podoba mi się jeden "typ" z wyglądu. I nie chodzi o kolor włosów, oczy, wzrost czy inne rzeczy, tylko właśnie o ubiór, brak zarostu (NIGDY nie podobał mi się zarost i wątpię żeby to się zmieniło, bo ogólnie włosy mnie brzydzą - od jakiś 10 lat nie wyobrażam sobie nie depilować się wszędzie do zera - nawet rąk).
Ojciec nie jest dla mnie ideałem wyglądu - przykład - nie gustuję w mężczyznach z bebechem
Owszem, zmieniają się mężczyźni którymi jestem "zauroczona" ale zawsze jest to: klasyczny elegancki ubiór, brak zarostu, taka służbowość w wyglądzie.
I co ciekawe są to mężczyźni z najróżniejszych przedziałów wiekowych.
Jak chcesz to mogę Ci na priv wysłać do kogo teraz "wzdycham" (i to wspólnie z koleżanką
), tylko jak napiszesz gdzieś to zabiję (siebie samą od razu)
Się zdziwisz pewnie, że tak wygląda i pewnie Ci się nie spodoba, założę się
Ale to sam wygląd o moim "wzdychaniu" nie przesądza ![]()
JA też lubię bardzo zadbanych facetów z wyglądu, ale niektórym zarost (dobrze przystrzyżony zaznaczam !) dodaje męskości i seksapilu i świetnie się prezentuje w połączeniu z eleganckim stylem, trust me ![]()
Co nie znaczy, że nie lubię facetów ogolonych na gładko - każdemu pasuje co innego, ważne czy ma 'swój styl' i wie w czym mu dobrze.
Jasne, prześlij. Ty też byś się pewnie zdziwiła jaki mam "rozstrzał" i nie jest to tylko Daniel
, który nota bene - już mnie nie kręci od dawna.. jesteś nie na bieżąco !!
![]()
Elle88 napisał/a:Wiedziałam, że wrócisz
Ale.. fajnie, że wróciłaśTytułem dementi tylko: Gdybyś "znała" mnie trochę, a raczej orientowała się lepiej w moim specyficznym poczuciu humoru, wiedziałabyś, że często mówię tonem 'serio' coś co jest totalnym żartem albo małą prowokacją, a żartobliwie mówię o rzeczach 'poważnych' czy mających dla mnie jakąś wartość.
I uwierz mi - pomimo, że męskość/wygląd jest dla mnie ważny, to nie umawiałam się nigdy z facetami, którzy poza tym nie mieli nic ciekawego do zaoferowania w sensie osobowości czy 'statusu społecznego' jak to nazywasz
Inna sprawa, że nie ograniczam się do konkretnych zawodów i uwielbiam facetów o duszy artystycznej niż prawniczej raczejPs. Mam nadzieję, że będziesz do nas zaglądać w lepszym humorze i dzięki temu być może mniej 'defensywnie' reagować na ewentualne różnice zdań
I chyba lubisz zarost który mnie brzydzi
Wszystkie koleżanki się dziwią, ale ja nie potrafiłabym dotknąć zarośniętej twarzy
Artystów też niecierpięSą u mnie na czarnej liście, szarym końcu, nawet bym wolała jakiś studentów politologii czy innej "szkoły robienia hałasu"
oj kammiś, ale wtopa
W wątku niżej wytykasz ludziom błędy, pisząc, że nieznajomość zasad poprawnej pisowni to wstyd i w ogóle... nie zaszczycasz nawet spojrzeniem takiego nieuka a sama ładne kwiatki sadzisz. Weź i popraw bo nie wypada ![]()
JA też lubię bardzo zadbanych facetów z wyglądu, ale niektórym zarost (dobrze przystrzyżony zaznaczam !) dodaje męskości i seksapilu i świetnie się prezentuje w połączeniu z eleganckim stylem, trust me
Co nie znaczy, że nie lubię facetów ogolonych na gładko - każdemu pasuje co innego, ważne czy ma 'swój styl' i wie w czym mu dobrze.Jasne, prześlij. Ty też byś się pewnie zdziwiła jaki mam "rozstrzał" i nie jest to tylko Daniel
, który nota bene - już mnie nie kręci od dawna.. jesteś nie na bieżąco !!
![]()
Biedny Daniel!
Poszedł w odstawkę ![]()
No ja widziałam właśnie u tego pana (którego Ci wyślę) w kancy jednego młodego, dość przystojnego, z zarostem. Obiektywnie ok, ale jednak to nie to. Pomyślałam sobie "ogól się, facet" ![]()
Wysłałam Ci linki do zdjęć swojego obiektu westchnień ![]()
kammiś napisał/a:Elle88 napisał/a:Wiedziałam, że wrócisz
Ale.. fajnie, że wróciłaśTytułem dementi tylko: Gdybyś "znała" mnie trochę, a raczej orientowała się lepiej w moim specyficznym poczuciu humoru, wiedziałabyś, że często mówię tonem 'serio' coś co jest totalnym żartem albo małą prowokacją, a żartobliwie mówię o rzeczach 'poważnych' czy mających dla mnie jakąś wartość.
I uwierz mi - pomimo, że męskość/wygląd jest dla mnie ważny, to nie umawiałam się nigdy z facetami, którzy poza tym nie mieli nic ciekawego do zaoferowania w sensie osobowości czy 'statusu społecznego' jak to nazywasz
Inna sprawa, że nie ograniczam się do konkretnych zawodów i uwielbiam facetów o duszy artystycznej niż prawniczej raczejPs. Mam nadzieję, że będziesz do nas zaglądać w lepszym humorze i dzięki temu być może mniej 'defensywnie' reagować na ewentualne różnice zdań
I chyba lubisz zarost który mnie brzydzi
Wszystkie koleżanki się dziwią, ale ja nie potrafiłabym dotknąć zarośniętej twarzy
Artystów też niecierpięSą u mnie na czarnej liście, szarym końcu, nawet bym wolała jakiś studentów politologii czy innej "szkoły robienia hałasu"
oj kammiś, ale wtopa
W wątku niżej wytykasz ludziom błędy, pisząc, że nieznajomość zasad poprawnej pisowni to wstyd i w ogóle... nie zaszczycasz nawet spojrzeniem takiego nieuka a sama ładne kwiatki sadzisz. Weź i popraw bo nie wypada
Chodzi o niecierpię?
A o to pamiętam, w liceum pytałam polonistkę. Tłumaczyła że to jest coś jak niedomagać, niedowidzieć.
Bo nie cierpię = nie odczuwam cierpienia.
A niecierpię = nie znoszę.
Ona to tłumaczyła tak, że nie ma czasownika "cierpieć" w znaczeniu "lubić".
Choć ona się mogła oczywiście mylić, a i ja mogę mylić się teraz.
No powiem Ci, że zaskoczyłaś mnie trochę, fakt ![]()
Ale nawet nie tyle dlatego, że koleś w wieku Twojego Ojca - rozumiem ten rodzaj fascynacji, sama go przechodziłam
, tyle 'imidż' gościa.
Sama niedawno miałam 'crusha' z mężczyzną prawie 20 lat starszym (opisuję ten dramat w swoim wątku
), ale on raczej młodzieńczy z wyglądu jak i ubioru bardziej.
Tak czy inaczej - nie oceniam, podoba Ci się to co Ci się podoba ![]()
Ważne, że jakbyśmy wyszły razem na miasto to nie byłoby "walki kotów" o facetów, bo inne typy mamy ![]()
No powiem Ci, że zaskoczyłaś mnie trochę, fakt
Ale nawet nie tyle dlatego, że koleś w wieku Twojego Ojca - rozumiem ten rodzaj fascynacji, sama go przechodziłam
, tyle 'imidż' gościa.
Sama niedawno miałam 'crusha' z mężczyzną prawie 20 lat starszym (opisuję ten dramat w swoim wątku), ale on raczej młodzieńczy z wyglądu jak i ubioru bardziej.
Tak czy inaczej - nie oceniam, podoba Ci się to co Ci się podoba
Ważne, że jakbyśmy wyszły razem na miasto to nie byłoby "walki kotów" o facetów, bo inne typy mamy
Haha, racja ![]()
Ale tego to raczej na mieście nie spotkam
w ogóle ciężko dostępny jest, jak te dobro luksusowe (jego antyki)
Zresztą ja do niego tylko wzdycham, a mojego faceta wkurza że ciągle o nim gadam
Mój ojciec się zastanawia za to, czemu gadam
Ale we wtorek będę się z nim widzieć
Fajne ma te włosy, co mu zawsze na czoło opadają
Ale chodzi o to że jest PIEKIELNIE inteligentny i jest WYŚMIENITYM mówcą. No generalnie uchodzi (to nie jest nawet moja opinia, tylko środowiska) za najlepszego w swoim fachu. No i miałam okazję go słuchać w lutym - po prostu byłam oczarowana ![]()
Edit:
lubię taki ubiór (zwłaszcza jak ten na tym zdjęciu z tym jakimś grubym facetem którego nie znam i nie kojarzę) u mężczyzn koło 30stki też ![]()
W sensie w takim stylu właśnie.
adiaphora napisał/a:kammiś napisał/a:I chyba lubisz zarost który mnie brzydzi
Wszystkie koleżanki się dziwią, ale ja nie potrafiłabym dotknąć zarośniętej twarzy
Artystów też niecierpięSą u mnie na czarnej liście, szarym końcu, nawet bym wolała jakiś studentów politologii czy innej "szkoły robienia hałasu"
oj kammiś, ale wtopa
W wątku niżej wytykasz ludziom błędy, pisząc, że nieznajomość zasad poprawnej pisowni to wstyd i w ogóle... nie zaszczycasz nawet spojrzeniem takiego nieuka a sama ładne kwiatki sadzisz. Weź i popraw bo nie wypada
Chodzi o niecierpię?
A o to pamiętam, w liceum pytałam polonistkę. Tłumaczyła że to jest coś jak niedomagać, niedowidzieć.
Bo nie cierpię = nie odczuwam cierpienia.
A niecierpię = nie znoszę.
Ona to tłumaczyła tak, że nie ma czasownika "cierpieć" w znaczeniu "lubić".
Choć ona się mogła oczywiście mylić, a i ja mogę mylić się teraz.
podszkól się, kammiś, przyda Ci się na przyszłość, gdy będziesz innym wytykać ich błędy. Dla mnie możesz pisać jak umiesz
Zwrócilam Ci uwagę, bo nie lubię takich mądrali, co to innych pouczają a sami przykładem nie świecą.
http://język-polski.pl/zasady-ortografi … -czasownik
http://jaksiepisze.lav.pl/jakis_czy_jakichs_2.html
kammiś napisał/a:adiaphora napisał/a:oj kammiś, ale wtopa
W wątku niżej wytykasz ludziom błędy, pisząc, że nieznajomość zasad poprawnej pisowni to wstyd i w ogóle... nie zaszczycasz nawet spojrzeniem takiego nieuka a sama ładne kwiatki sadzisz. Weź i popraw bo nie wypada
Chodzi o niecierpię?
A o to pamiętam, w liceum pytałam polonistkę. Tłumaczyła że to jest coś jak niedomagać, niedowidzieć.
Bo nie cierpię = nie odczuwam cierpienia.
A niecierpię = nie znoszę.
Ona to tłumaczyła tak, że nie ma czasownika "cierpieć" w znaczeniu "lubić".
Choć ona się mogła oczywiście mylić, a i ja mogę mylić się teraz.podszkól się, kammiś, przyda Ci się na przyszłość, gdy będziesz innym wytykać ich błędy. Dla mnie możesz pisać jak umiesz
Zwrócilam Ci uwagę, bo nie lubię takich mądrali, co to innych pouczają a sami przykładem nie świecą.
http://język-polski.pl/zasady-ortografi … -czasownik
http://jaksiepisze.lav.pl/jakis_czy_jakichs_2.html
Tak, wiem że nie z czasownikami pisze się rozłącznie.
Ale są wyjątki - jak z "niedomagać, niedowidzieć" etc.
Powiedziałam, że mogę się mylić, być może nauczono mnie błędnie, może ja pokręciłam.
I nie tylko ja zauważyłam "wogule". Chyba ze 2 czy 3 osoby jeszcze o tym napisały. Szukasz zaczepki? Bo zauważyłam, że do dziewczyny która (jak twierdzi) za młodo wygląda się doczepiłaś.
Dobrze, doedukuję się
zapytam znajomej z filologii polskiej
Jak mamy się czepiać, to powinno być mądrali, co same (bo mądrale to one) przykładem nie świecą, ale mi się czepiać nie chce
Możesz mnie nie lubić, jedna osoba mniej czy więcej ![]()
Edit:
Elle, najlepsze jest to że mój obiekt nie ogarnia
Ciągle się spóźnia i nie odpisuje na maile
Co jeszcze dziwniejsze zawsze mnie coś takiego doprowadza do szewskiej pasji. A u niego to urocze ![]()
kammiś, ja się nie czepiam dla zasady, bo mnie to wisi jak kto pisze, tyko chciałam Ci utrzeć nosa, panno przemądrzała. Następnym razem może się zastanowisz nieco zanim zaczniesz zgrywać mądralę, która wszystkie rozumy pozjadała, bo jesteś lekko niestrawna ![]()
pa!
kammiś, ja się nie czepiam dla zasady, bo mnie to wisi jak kto pisze, tyko chciałam Ci utrzeć nosa, panno przemądrzała. Następnym razem może się zastanowisz nieco zanim zaczniesz zgrywać mądralę, która wszystkie rozumy pozjadała, bo jesteś lekko niestrawna
pa!
Napisz to do wszystkich z tamtego watku ktorym sie to rzucilo w oczy ![]()
Na niestrawnosc mieta chyba jest dobra, mozesz sobie zaparzyc ![]()
Pa! ![]()
Cześć Kammiś! Ale fajnie, że wróciłaś ![]()
Wiosenne zmiany dopadły także mnie, też zrzucam kilogramy i zmieniam makijaż
Cieszę się, że poukładało Ci się z facetem, z pozytywnych zmian i że nam to napisałaś!
No, mam nadzieję, że będziemy się częściej "widzieć" na forum.
Cześć Kammiś! Ale fajnie, że wróciłaś
Wiosenne zmiany dopadły także mnie, też zrzucam kilogramy i zmieniam makijaż
![]()
Cieszę się, że poukładało Ci się z facetem, z pozytywnych zmian i że nam to napisałaś!No, mam nadzieję, że będziemy się częściej "widzieć" na forum.
Hej! ![]()
Trzymam kciuki za zmiany! ![]()
Chwal się ile schudłaś! ![]()
Jednego mi się nie udało zmienić - walczyłam z tym i jest NAJTRUDNIEJSZE - przestawić rytmu snu.
Zaśnięcie po południu jest ode mnie często silniejsze, zresztą jak się nie kimnę to nic nie ogarnę - nie umiem się uczyć niewyspana. O ile np. chodzę cały dzień (w poniedziałki tak mam), to ok, ale jak już siądę to od razu: krew wolniej krąży, ciśnienie opada i muszę zasnąć.
I tak np. nie mogę spać do tej 3
No chyba że nie mam zajęć (to we wtorek, w środę i w co drugi czwartek - korzystam z eksternistycznych zaliczeń
no i soboty i niedziele, dobra, przyznam się, rzadko bywam na uczelni
) to jak się wyśpię do tej 10-11 to potem fajnie funkcjonuję. Ale i tak kładę się wtedy 3-4. Jeszcze mój kot zwariował i ma nowy zwyczaj: KAŻDEJ NOCY napierdziela pazurami w kratkę w drzwiach do łazienki (mimo że ma dziurę, może przejść do kuwety, WSZYSTKIE drzwi są otwarte, specjalnie to robi) i (robił to jak był malutki, nie wiem co go teraz opętało!) "nurkuje" pazurami pod kołdrę, łapać nogi. To jak mam zasnąć? Zasnę dopiero jak będę skrajnie padnięta.
Najgorzej rano jak ktoś dzwoni.
Ostatnio kurier przyjechał i dzwoni na telefon. Ja patrzę na zegarek (taki stojący), 5:47. I mówię mu: "czy Pan zwariował tak o świcie przychodzić?". Okazało się że zegarek stanął, a było po 10.
Przeprosiłam go, ale i tak pomyślał sobie pewnie, że jakaś nienormalna baba ![]()
Póki co schudłam 7kg, drugie tyle przede mną, a najlepiej jeszcze 8, żeby moc powiedzieć: schudam piętnaście kilogramów!
Mi udało się przestawić totalnie rytm spania o 6h, półtora roku temu
Miałam wtedy "wolny" semestr (studiuję muzykę), czyli nie miałam żadnych zajęć poza instrumentem głównym i własnymi projektami. Miałam wtedy między innymi trio z tubistą i waltornistą, którzy też byli nocnymi markami, do tego waltornista pracował i miał czas na próby sopiero koło 22. I tak się przerzuciłam, wstawałam koło 14, śniadanie o 15, jechałam na uczelnię i ćwiczyłam do 4-5 nad ranem. Koło 6 byłam w domu i spaaaać
to było bardzo fajne doświadczenie.
A,e to był semestr letni, więc dodatkowym pluem były chłodniejsze noce (w dzień nie potrafiłam ćwiczyć, było mi za gorąco) i wolne sale na uczelni.
Uwielbiałam nad ranem wracać do domu, jeździłam rowerem przez prawie całe miasto, wzdłuż rzeczki i widziałam wschody Slońca, jak miasto budzi się do życia <3 a ja szłam spać ![]()
Póki co schudłam 7kg, drugie tyle przede mną, a najlepiej jeszcze 8, żeby moc powiedzieć: schudam piętnaście kilogramów!
![]()
Mi udało się przestawić totalnie rytm spania o 6h, półtora roku temu
![]()
Miałam wtedy "wolny" semestr (studiuję muzykę), czyli nie miałam żadnych zajęć poza instrumentem głównym i własnymi projektami. Miałam wtedy między innymi trio z tubistą i waltornistą, którzy też byli nocnymi markami, do tego waltornista pracował i miał czas na próby sopiero koło 22. I tak się przerzuciłam, wstawałam koło 14, śniadanie o 15, jechałam na uczelnię i ćwiczyłam do 4-5 nad ranem. Koło 6 byłam w domu i spaaaaćto było bardzo fajne doświadczenie.
A,e to był semestr letni, więc dodatkowym pluem były chłodniejsze noce (w dzień nie potrafiłam ćwiczyć, było mi za gorąco) i wolne sale na uczelni.
Uwielbiałam nad ranem wracać do domu, jeździłam rowerem przez prawie całe miasto, wzdłuż rzeczki i widziałam wschody Slońca, jak miasto budzi się do życia <3 a ja szłam spać
Ja dziś dostałam najlepszą nagrodę za wysiłek ćwiczeniowo-głodówkowy (choć nigdy nie było sytuacji żebym nie jadła cały dzień, oprócz grypy jelitowej, ale to co innego)
Poszłam na zakupy, a potem z tymi torbami odwiedziłam faceta u niego w pracy. A jego kumpel (bardzo fajny bezpośredni człowiek, za to drugiego - ich trójka jest - nie lubię) od razu: "pokaż pokaż co kupiłaś". I wyciąga mi to wszystko, bez żenady i komentuje: "spodnie 34, stanic 70D, kobieta idealna"
Smieszne to było, ale miłe.
A z negatywnych aspektów - wjechano mi na ambicję, bo Bershka ma rozmiar spodni 32. A ja mam 34. Większość sklepów ma zwykle najniżej 34 (H&M, Orsay, Zara, Promod, River Island, Mango, Mohito; Lee i Wrangler mają inną rozmiarówkę, ale też zaczyna się jak do 34) wszędzie noszę najmniejszy rozmiar. A w Berhce mi tak na ambicję wjechano, że dziś poszłam na nieplanowany step i zamiast "kotlecików" z kaszy gryczanej w Greenie wzięłam tylko sałatkę ![]()
Aaaa to zazdroszczę!
Ja mam tak dziwnie, że moja długość snu jest nieregularna. Raz śpię 3 godziny, raz 10, raz wcale, bo nie mogę zasnąć przed egzaminem, raz 12. Np. w niedzielę nikt i nic nie zwlecze mnie z łóżka przed 12, a w poniedziałek muszę wyjść z domu tak mniej więcej o 8.40 (tragedia, ból, kołatanie serca
). Poniedziałki mam intensywne, ale za cholerę nie zasnę przed 3. Więc śpię po 4 godziny (wstać muszę o 7, bo rano myję głowę i posprzątać trzeba), a potem się czuję jak takie zombie. A potem jak przychodzę do domu wieczorem, to mój organizm JEST ZNOWU ROZBUDZONY
No ale we wtorki nie muszę się zrywać.
Pracę biorę do domu, znaczy do kancelarii jak chodzę, to po południu, a pisma procesowe piszę w nocy. Ojciec zawsze komentuje jak dostanie maila z pismem, koło 3-4.
U mnie się to przestawialo stopniowo bardzo. Kiedyś chodziłam spać koło 23-24. Potem - w liceum - granicą dla mojego organizmu była 1 w nocy. Ale przyszły studia - zajęcia 2-3 razy w tygodniu, nieobowiązkowe wykłady, ćwiczenia na których czasem nie musisz być, zgoda na indywidualną organizację (która obejmuje eksternistyczne zaliczanie wszystkiego, czego chcę) i tak poszło ![]()
Ślimaczyco, a - jeśli mogę spytać - ile ważysz i ile masz wzrostu że aż tyle chcesz chudnąć?
Ja bym chciała jeszcze 1-2 kilo schudnąć, ale facet mi mówi: "postukaj się lepiej w głowę" ![]()
Ważę 65kg/165cm i nigdy nie byłam szczupła
niestety wyniosłam z domu bardzo złe nawyki żywieniowe (choc moja mama uważa inaczej, uważa, że bardzo zdrowo gotuje), biały chleb 2x dziennie, białe makarony, kluski (polane masłem, bo jak inaczej), kupa ziemniaków, sosy (choć za sosami nigdy nie przepadałam), zabielane zupy, ciasta, smażone mięso, biały ryż, przekąsk, kupne soki. Nie znałam smaku wielu zdrowych rzeczy: soczewicy, ciecierzycy, komosy ryżowej, brokułów (!), cukinii...dopiero odkąd mieszkam sama mogę to odkrywać.
Od 3 lat mieszkam w Niemczech i rzadko przyjeżdżam do domu. Od tego czasu też powoli zmieniam sposób żywienia i kiedy przyjeżdżam do domu zauważam, że tam nie ma warzyw!takich do kanapek- pomidor, ogórek, papryka, rzodkiewka, nic! Także teraz jak przyjeżdżam, to zawsze idę do sklepu (mieszkanie jest niedalego Almy, kocham ten sklep!) i kupuję coś do sałatki i na chleb (bo jem pumpernikel i pełnoziarniste). Kiedyś jako nastolatka zapytałam lekarki o jakieś rady, jak schudnąć, to ta mi powiedziała, że z moją figurą i genami nigdy nie będę szczupła
wtedy sobie na długi czas wszystko odpuściłam.
Także NIGDY nie zaznałam bycia szczupłą i bardzo chcę to zmienić.
Byłam dziś na zumbie, zazwyczaj nie chodzę na ten kurs, ale wieczorem idziemy z chłopakiem na koncert, więc wybrałam przedpołudniowy i lekki, żeby nie być trupem
i zobaczyłam dziś babkę, która miała idealne ciało! Miala tak fantastyczną sylwetkę i tak się ruszala, że nie mogłam oderwać od niej oczu. Także już wiem, do czego dążę
A Twoje spanie jest jak spanie mojego chłopaka! On tez czasem śpi 12h, czasem 3. Ostatnio obudził się w środku nocy i włączył komputer, zrobił sobie coś do jedzenia...myślałam, że zwariuję.
Rozumiem problemy z rozmiarówką, mam tak z butami! Lubię myśleć, że mam małe stopy (głupie, wiem) i większość moich butów ma rozmiar 37, ale głupi Lasocki ma inną rozmiarówkę i muszę kupować 38! A rozmiaru stopy już nie zmienię.
Wyjście o 8:40
ja bez baaaaardzo poważnego powodu nie wstaję przed 8, a w tym semestrze będę musiała wstać przyjamniej 3 razy JUŻ O 7. Rzucam studia ![]()
Ważę 65kg/165cm i nigdy nie byłam szczupła
niestety wyniosłam z domu bardzo złe nawyki żywieniowe (choc moja mama uważa inaczej, uważa, że bardzo zdrowo gotuje), biały chleb 2x dziennie, białe makarony, kluski (polane masłem, bo jak inaczej), kupa ziemniaków, sosy (choć za sosami nigdy nie przepadałam), zabielane zupy, ciasta, smażone mięso, biały ryż, przekąsk, kupne soki. Nie znałam smaku wielu zdrowych rzeczy: soczewicy, ciecierzycy, komosy ryżowej, brokułów (!), cukinii...dopiero odkąd mieszkam sama mogę to odkrywać.
Od 3 lat mieszkam w Niemczech i rzadko przyjeżdżam do domu. Od tego czasu też powoli zmieniam sposób żywienia i kiedy przyjeżdżam do domu zauważam, że tam nie ma warzyw!takich do kanapek- pomidor, ogórek, papryka, rzodkiewka, nic! Także teraz jak przyjeżdżam, to zawsze idę do sklepu (mieszkanie jest niedalego Almy, kocham ten sklep!) i kupuję coś do sałatki i na chleb (bo jem pumpernikel i pełnoziarniste). Kiedyś jako nastolatka zapytałam lekarki o jakieś rady, jak schudnąć, to ta mi powiedziała, że z moją figurą i genami nigdy nie będę szczupławtedy sobie na długi czas wszystko odpuściłam.
Także NIGDY nie zaznałam bycia szczupłą i bardzo chcę to zmienić.Byłam dziś na zumbie, zazwyczaj nie chodzę na ten kurs, ale wieczorem idziemy z chłopakiem na koncert, więc wybrałam przedpołudniowy i lekki, żeby nie być trupem
i zobaczyłam dziś babkę, która miała idealne ciało! Miala tak fantastyczną sylwetkę i tak się ruszala, że nie mogłam oderwać od niej oczu. Także już wiem, do czego dążę
![]()
A Twoje spanie jest jak spanie mojego chłopaka! On tez czasem śpi 12h, czasem 3. Ostatnio obudził się w środku nocy i włączył komputer, zrobił sobie coś do jedzenia...myślałam, że zwariuję.
Rozumiem problemy z rozmiarówką, mam tak z butami! Lubię myśleć, że mam małe stopy (głupie, wiem) i większość moich butów ma rozmiar 37, ale głupi Lasocki ma inną rozmiarówkę i muszę kupować 38! A rozmiaru stopy już nie zmienię.Wyjście o 8:40
ja bez baaaaardzo poważnego powodu nie wstaję przed 8, a w tym semestrze będę musiała wstać przyjamniej 3 razy JUŻ O 7. Rzucam studia
Haha ![]()
Ale to tak jest, jak sie ma nieregularna robote. Chociaz ja jak zasne to sie nie obudze sama, tylko na budzik ;D
Lasocki ma male buty
Zmienisz, obcinaj palce ![]()
3 razy o 7????
trzymaj sie bo to naprawde wyzwanie!!! ![]()
Eee to nie jest zle. Zrzucisz jeszcze troche i bedzie super.
A powiem Ci ze lekarzy w tym aspekcie nie ma co sluchac, ja sie sparzylam.
Tez kocham Alme! Maja swieze produkty i nie zalatuje typowa marketowka.
Ja za zumba jakos nie przepadam, wole jednak step
pewnie dlatego ze latwiej mi zapamietac uklady - sa ciezsze fizycznie, ale latwiejsze do ogarniecia.
Ja w zasadzie noszę buty głownie z Lasockiego.I zawsze na mnie dobra jest czterdziestka.Więc moim zdaniem numerację mają standardową.
Nie lubię Almy-taki sam market jak każdy inny.Wolę Piotra I Pawła.Nie dość,że można tam kupić wiele koziego nabiału,dobry chleb to jeszcze mają świeże warzywa.
W Almie spotkałam się kiedyś ze spleśniałymi mandarynkami.
Ślimaczyco,
ważę tyle co Ty:)
Ja w zasadzie noszę buty głownie z Lasockiego.I zawsze na mnie dobra jest czterdziestka.Więc moim zdaniem numerację mają standardową.
Nie lubię Almy-taki sam market jak każdy inny.Wolę Piotra I Pawła.Nie dość,że można tam kupić wiele koziego nabiału,dobry chleb to jeszcze mają świeże warzywa.
W Almie spotkałam się kiedyś ze spleśniałymi mandarynkami.Ślimaczyco,
ważę tyle co Ty:)
Moze tez zalezy od sklepu, kierownika itp.
Do Piotra i Pawla mam za daleko, wiec mi nie pasuje ;)
Kozi ser lubie. Choc dlugo nie moglam sie do niego przekonac przez ten posmak. Ale sie przekonalam i lubie bardzo :)
A chleba nie jadam :)
Ja mam rozmiar buta 36 co do zasady, z Lasockiego 37 wiec cos jest na rzeczy :D
Gojka, sama waga niewiele znaczy, można ważyć 65 kg i mieć bardzo dobre, wysportowane ciało (chyba Chodakowska ma 63kg), można też mieć 65 kg i mieć brzuch i nieładne uda, jak ja
Od soboty nie jem słodyczy i jem tak zdrowo, jak potrafię (np.dziś na śniadanie kromka pumperniklu z twarogiem, ogórkiem, jajko i pół gruszki, przekąska pół twaożku wiejskiego z bananem, kiwi, 50g malin i garść mixu orzechów, potem obiad- sałatka z komosy ryżowej i filet z kurczaka (ale mięso jem rzadko, raz-dwa w tygodniu), na kolację reszta serka wiejskiego i 50g malin) do tego dużo herbaty zielonej, wody, naparów owocowych i ziołowych.
Ale smutno bez słodyczy! ![]()
Slimaczyco - ja jestem juz (chyba, choc ja tego nie widze!) wychudzona i JEM SLODYCZE. Wlasnie loda zjadlam.
Nie przekraczam po prostu limitu kcal (mozesz ustalic sobie swoj).
Wierz mi, na samym zdrowym zarciu tez mozna przytyc! No i to meczy ![]()
Choc ogolnie jest zdrowo, ale slodycz jakis musi byc ![]()
Ja sie pozale - powieka mi spuchla, mam alergie. Wiem juz od czego. Zmienilam baze pod podklad.... Grrr.
Tak sie wkurzalam rano, ze az mnie to psychicznie zmeczylo. Myslalam ze to pylki (mam alergie).
Wzielam lek po ktorym mi sie w glowie kreci a musialam byc na uczelni zeby wykonywac obowiazki quasi-doktoranckie (znaczy moj promotor traktuje mnie juz jakbym na doktoracie byla mimo ze jeszcze nie jestem
) i musialam ogarniac jego studentow z pierwszego roku zeby poszli na konferencje do gmachu glownego uczelni i liste zrobic ich
Niby nic a wypruta jestem...jak flak.
Ale jest pozytyw - dola nie mialam od daaaaawna.
Gojka, sama waga niewiele znaczy, można ważyć 65 kg i mieć bardzo dobre, wysportowane ciało (chyba Chodakowska ma 63kg), można też mieć 65 kg i mieć brzuch i nieładne uda, jak ja
![]()
Od soboty nie jem słodyczy i jem tak zdrowo, jak potrafię (np.dziś na śniadanie kromka pumperniklu z twarogiem, ogórkiem, jajko i pół gruszki, przekąska pół twaożku wiejskiego z bananem, kiwi, 50g malin i garść mixu orzechów, potem obiad- sałatka z komosy ryżowej i filet z kurczaka (ale mięso jem rzadko, raz-dwa w tygodniu), na kolację reszta serka wiejskiego i 50g malin) do tego dużo herbaty zielonej, wody, naparów owocowych i ziołowych.
Ale smutno bez słodyczy!
No,ja mam 175 cm.
Nie odchudzam się ale i tak mam dietę-cukrzycową i generalnie jem niedużo.Czasem mam taki napad,że zjem sporo.
Do tego jestem uzależniona od marchewek.Podczas gdy mój mąż z córką wcinają sorbet-ja zajadam się marchewkami ![]()
Pij herbatę z lukrecji.Obniża apetyt na słodkie.Sama jest słodka jak diabli ![]()
Strony Poprzednia 1 … 24 25 26 27 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026