netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Totalny mętlik w głowie

1 693 odpowiedzi142 912 wyświetleńzałożony przez kammiś, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 27 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 586 do 650 z 1 694 ]

586 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-03-04 04:24:28)

Odp: Totalny mętlik w głowie

A wiem, u nas takie na łące, która jest blisko parku często w lato były. Też widział jak leciał za mną, wplątał mi się we włosy jakiś. Nie pamiętam już jak się odplątał czy że sama odplątałam. To było straszne. Bałam się wtedy bardzo, a teraz mam ciarki na samą myśl. One chyba jeszcze jakąś inną nazwę mają? Tak, muszę sobie kupić siatki na owady, bo nie mam, tu racja i tak zrobię. Motyle mi się podobają, oczywiście, ale mam coś takiego, że jak podleci blisko i widzę jego odwłok, to już mi się to nie podoba i czuję pewien strach. Wiadomo, nie ma czego, ale czuję taki pewien strach, nie wiem czemu. Chyba więc wszystkie owady napawają mnie jakimś lękiem hmm

A tak, to taki tytuł. Chodzi mi o tę samą piosenkę. Filmu nie oglądałam, ale to podobno piosenka do "50 twarzy Greya" i w piosence na youtube widać sceny z filmu.

No tak, nowy dom to obawy są zwykle, też bym miała, zwłaszcza pod lasem big_smile Ja mieszkam w bloku to inaczej też, w domu na początku miałabym więcej obaw. Jak nocowałam na działce chłopaka kiedyś z nim, to właśnie miałam jakieś obawy. A najgorsze jak raz tam przyjechaliśmy i wchodzimy, a tu gra telewizor. Myślałam, że padnę ze strachu. No bo on mi mówił, że sami przyjeżdżamy, a że tak to nikt nie przyjeżdżał od niego tam teraz, także myślę kto to włączył i bałam się. No, ale jednak przypomniał sobie, że jego tata był jakiś czas temu, musiał zapomnieć wyłączyć. No, ale zanim to sobie przypomniał, to bałam się czy kogoś tam w domu nie ma... Myślałam, że zemdleję ze strachu, no nic dziwnego w takiej sytuacji.

No w sumie racja, wtedy byłam nieśmiała itp, dzieciaki to wyczuły pewnie np w podstawówce. Hehe rozumiem, niektórzy są nieźli na portalach.

Ok rozumiem. No fajne takie długie spacery, gada się i zapomina o całym świecie ;p A ja też zmarluźch, ale wtedy o dziwo mi to nie przeszkadzało, tak samo mojemu facetowi, a normalnie szybko marźnie.

Aha rozumiem, no ja się ich nie boję, ale nie spadłam z nich, jakbym spadła, to też bym się bała. Czasem tylko kiedyś bałam się ich jak jadą w dół jak większy kąt nachylenia, bo myślałam, że spadnę.

587 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-04 05:18:25)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Tak, to ta piosenka smile
Akurat upodobalam sobie najbardziej cukierkowa z piosenkek z tego filmu big_smile
Chociaz houted beyonce tez jest fajne.

Moj gust muzyczny i filmowy to najwieksza porazka mojej matki big_smile ona chciala we mnie zaszczepic milosc do kultury wyzszej a i tak jestem dzieckiem popkultury wychowanym na Harrym Potterze, Zmierzchu, teraz Greyu i Pokoleniu Ikea big_smile i filmach w stylu kac vegas (tak bardzo uwielbiam!!!! Zwlaszcza czesc 2 z malpka! big_smile ), legalna blondynka, ted, kevin sam w domu, american pie albo psy xD
Najlepsze jest to ze moj ojciec i babcia nie podzielali jej zapalu a z babcia ogladalam iles tam czesci zemsty frajerow i kiepskich big_smile babcia chce byc ciagle mloda - na pewno jest mloda duchem. Pozyczala ode mnie kiedys plyte rihanny big_smile
A, i wilka z wallstreet uwielbiam.

W sumie moj facet jej (mojej matki) troche broni.
Mowi ze ona chciala zebym byla porzadna dziewczynka i ze powinnam jej oszczedzic sluchania w domu rodzinnym piosenek w ktorych padaja slowa w stylu "fuck me" (ale tylko po angielsku no!!!) i widoku czytania przeze mnue ksiazek w ktorych polowa to niewybredne opisy albo tego co narrator o kobietach mysli albo tego co z nimi robi.
A ja mysle ze moja matka powinna pojac ze ja dzieckiem nie jestem, sama mieszkam i moge czytac co chce i robic co chce i z kim chce. I jedyna osoba ktora moze miec co do tego obiekcje jest moj facet. Ona myslala ze jak przyjechalismy na swieta to bedziemy spac w osobnych pokojach. Jak zazwyczaj sie jej nie sprzeciwialam zwlaszcza jak mieszkalam w domu tak tu sie wkurzylam. I wyszlo na moje. Tym bardziej ze tata tez uznal ze przesadza. Jego rodzice nie robili takich cyrkow. Od razu bez pytania dali nam jeden pokoj z jednym lozkiem mimo ze maja tych pokojow od cholery a mieszkaja tylko we dwoje (no, z psami big_smile )
Jego mama jest w ogole fajna. Jak nas obudzila a ja ledwo otworzylam oczy (bo siedzielismy do pozna i gadalismy we czworke, to tez bylo fajne, i pilismy wino) to zapytala czy wstane czy chce zjesc sniadanie w lozku i czy nie potrzebuje czegos na kaca, a ze jak chce przyjsc to moge przyjsc na sniadanie w szlafroku i im to w ogole nie przeszkadza i mowila do mnie "kochanie" (moja do mojego faceta mowi per pan, na szczescie moj tata jest normalniejszy i obaj zwracaja sie do siebie po imieniu, moj facet do mojego taty tez). Przygladala mi sie mocno- to widzialam i chciala jak najwiecej ze mna gadac ale to chyba normalne dla "tesciowych" big_smile ciekawa byla po prostu co to za jedna big_smile chyba probowala ukryc radosc, ze prawo studiuje i ze tata prawnik, ale jej sie nie udalo big_smile
Moj tata z kolei oczywiscie swoim zwyczajem zdazyl juz usiasc z F. przy whisky czy jakims innym smierdzacym swinstwie ktorego nie tykam bo mam od razu odruch wymiotny i palnac mu tekst o jedynej corce ktorej jakby ktos zrobil krzywde to by nie darowal xD to dla niego standard i wiele razy go prosilam zeby tego nie robil ale nie dziala. Ale moj facet mowi ze go rozumie (????). No i tak w kazdym razie sie polubili panowie ostatecznie bo tata bardzo dobrze o facecie mowi ze rozsadny, zaradny czlowiek xD

588 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-03-04 04:51:16)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Tak, to ta piosenka smile
Akurat upodobalam sobie najbardziej cukierkowa z piosenkek z tego filmu big_smile
Chociaz houted beyonce tez jest fajne.

Moj gust muzyczny i filmowy to najwieksza porazka mojej matki big_smile ona chciala we mnie zaszczepic milosc do kultury wyzszej a i tak jestem dzieckiem popkultury wychowanym na Harrym Potterze, Zmierzchu, teraz Greyu i Pokoleniu Ikea big_smile i filmach w stylu kac vegas (tak bardzo uwielbiam!!!! Zwlaszcza czesc 2 z malpka! big_smile ), legalna blondynka, ted, kevin sam w domu, american pie albo psy xD
Najlepsze jest to ze moj ojciec i babcia nie podzielali jej zapalu a z babcia ogladalam iles tam czesci zemsty frajerow big_smile

Aha rozumiem smile Tej piosenki Beyonce nie znam, jutro posłucham.

No to dobrze, warto sięgać po to co sami lubimy. Ja najbardziej lubię thrillery, kryminały, horrory też, dramaty, obyczajowe, psychologiczne, romanse no i inne też, ale te najbardziej. Jakby próbowano we mnie wmusić, bym czytała tylko klasykę to też nie posłuchałabym się tego. Czasem i klasykę lubię, sięgnę po jakieś pozycje kiedyś, ale bardziej lubię wyżej wymienione. Z filmów jak wyżej thrillery, kryminały, dramaty, obyczajowe, romanse czasem, komedie też - "Kac vegas" też lubię, choć tutaj to ja ogólnie lubię różny rodzaj humoru, bo lubię i francuskie komedie i amerykańskie, no różne smile Z francuskich np "Goście gośćie", "Jeszcze dalej niż Północ", "Przyjaciel gangstera" (na tym nieźle się uśmiałam, do tego świetna rola Jeane Reno i Depardieu). "Legalną blondynkę" też oglądałam, całkiem fajna, ale tylko 1 część chyba, a są dwie. "Kevina samego w domu" itp bardzo lubię, ale tyle razy oglądałam w tv, że mimo wszystko przejadło mi się i od paru lat nie oglądam. Już nie będę dlatego nawet ukochanego filmu tyle razy oglądać, bo mi się wszystko w ten sposób może przejść. Parę razy tak, ale nie kilkanaście czy kilkadziesiąt jak "Kevina samego w domu" już nie będę oglądać". Bardzo lubię "Kevina samego w domu" jak piszę, ale tyle razy oglądany nawet super film dla mnie widocznie się przeje.
To fajnie, że z tatą i babcią oglądałaś wiele filmów, że lubicie podobne smile Moja mama też lubi tak jak ja thrillery i horrory, to sporo obejrzałyśmy razem, dramaty, obyczajowe też lubi, może nie zawsze ten sam rodzaj co ja, ale lubi i też czasem obejrzałyśmy. Czasem lubię też filmy animowane i mam sporo ulubionych np "Ratatuj", "Odlot", "Sezon na misia", "Zaplątani", kultowy "Shrek", "Madagaskar".


Czasem też spodoba mi się coś, czego niby nie lubię z gatunku, a jednak czasem warto się przekonać. Np tak sądziłam, że "Avatar" eee fantastyka będzie średnio, a po prostu byłam zachwycona i 3 godziny i jakieś 45 minut filmu minęły mi tak szybko jak nie wiem. No albo "Django", niby western, ale jednak inny od innych, nie nudny western jak czasem w tv i też bałam się, że będzie średnio, ale baaardzo mi się podobal smile
A tata mój akurat lubi inne filmy bardziej akcji, nie thrillery tylko typowo akcji, a takie lubię średnio. Thrillerów i horrorów za bardzo nie lubi. Komedie czasem tak, więc tak czasem obejrzeliśmy. Babcia tak jak tata - mama taty właśnie thrillerów i horrorów tak jak tata nie lubi, w ogóle mało lubi oglądać filmy, więc raczej razem nie oglądamy ;p
Druga babcia, czyli mama mamy mieszka na wsi i jakoś właśnie szczególnie nie ogląda filmów chyba hehe ;p No ja lubię filmy, więc ja to co innego. No, ale sama też mogę oglądać jak tego dnia nie ma z kim i tak też oglądam.
Dziadków już nie mam, nie poznałam ich, zmarli przed moimi narodzinami.

"Świat według kiepskich" też lubiłam oglądać, teraz mniej, bo nudni się zrobili moim zdaniem. Ze starych serialów komediowych bardzo lubię "Miodowe lata". "Wilka z Wall the street" jeszcze nie oglądałam, ale z ciekawości kiedyś obejrzę wink Podobno tam dużo narkotyków, seksu, więc nie wiem czy całościowo film do mnie przemówi, ale zobaczę.

Dobranoc smile

589

Odp: Totalny mętlik w głowie

kammiś - Jakie za mną nieraz pierdoły się uganiały, to normalnie strach big_smile A ostatnio zaczął mnie podrywać jakoś facet. Podobno miał znać kogoś ode mnie z treningów, ale szybko się okazało oczywiście, że nie zna, tylko zobaczył fotkę z sesji do kalendarza na grupie na fb. Facet miał fetysz na to żeby go ktoś po jajach kopał i zapytał w końcu, czy ja jestem zainteresowana. Nie wierzyłam po prostu w to, co widzę, też myślałam najpierw, że gość się zgrywa tongue Ale on na poważnie niestety. Podrywał mnie też kiedyś 17 letni chłopaczek, ale przyznać muszę, że lepiej mu to szło niż co niektórym, co z racji wieku lepiej powinni wiedzieć jak to się robi.
Na studiach zdarzało mi się dla czystej rozrywki chodzić na randki parę razy w tygodniu i ani razu z tym samym facetem tongue Gorzej jak mi się raz posrały numery w telefonie, bo było dwóch Pawłów, ale jakoś wybrnęłam.

Czyli to jest prawda, że polityka i seks są podobne, bo się sprowadzają głównie do pieprzenia big_smile

Bogusiem Lindą też się jarałam bardzo big_smile Do tej pory lubię te stare filmy.  W ogóle ja lubię sensacyjne, wojenne, horrory. Z mamą oglądam często kostiumowe i w ogóle szeroko rozumiane historyczne.
Bajki lubię. Zwłaszcza klasyczne animacje Disneya. Anime też lubię

Arktos to była kiedyś jedna z moich ulubionych postaci z bajek. W ogóle ja zawsze wolałam czarne charaktery.

A z muzyki to u mnie od lat nieustająco rock i różne odmiany metalu. Ale nie przeszkadza mi to słuchać na przykład Beyonce albo Rihanny. Ja się nie lubię ograniczać, jak mi się podoba jakaś piosenka, to po prostu słucham. Za to na disco polo i techno mam raczej stałe uczulenie tongue

590

Odp: Totalny mętlik w głowie

To ja mam chyba więcej szczęścia do facetów, bo o ile pierdoły się zdarzają, to przeważają jednak ciekawi adoratorzy. Na 3 roku studiów zaprosił mnie na kawę doktorant, z którym formalnie nie miałam zajęć, tylko kilka razy miał u mnie zastępstwo i chodziłam na jedne jego zajęcia jako wolny słuchacz. Strasznie byłam nim zafascynowana i mi się podobał, ale nie odważyłam się zgodzić na tę kawę. Sama nie wiem dlaczego. Częściowo dlatego, że to był doktorant, ale głównie chyba przez to, że byłam nim po prostu onieśmielona i spanikowałam. Potem już oczywiście nie zaproponował drugi raz. Odnowił mi się z nim kontakt dopiero, gdy już byłam z moim obecnym partnerem i teraz czasami wychodzimy na kawę, ale na stopie czysto przyjacielskiej. Jakieś 2 miesiące temu, kiedy byłam w szpitalu, podrywał mnie młody chirurg, który akurat ciągle miał jakiś dyżur na moim oddziale. Moja sala była 2osobowa, ale leżałam sama, więc często przychodził i sporo rozmawialiśmy. Też był bardzo fajny i czasami nadal mamy kontakt, ale wiadomo, że nic z tego nie wyniknie. Teraz też mam kilku adoratorów, w tym kilku kłopotliwych, ale z powodu konfliktu interesów, a nie dlatego, że są ciapami, które za mną biegają. Raczej nie przebywam w towarzystwie tzw. normalnych (pierdołowatych) chłopaków, więc nie mieliby mnie jak podrywać. Chyba, że gdzieś w sklepie albo na ulicy, ale to się zwykle na komplementach kończy.

591

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:

To ja mam chyba więcej szczęścia do facetów, bo o ile pierdoły się zdarzają, to przeważają jednak ciekawi adoratorzy. Na 3 roku studiów zaprosił mnie na kawę doktorant, z którym formalnie nie miałam zajęć, tylko kilka razy miał u mnie zastępstwo i chodziłam na jedne jego zajęcia jako wolny słuchacz. Strasznie byłam nim zafascynowana i mi się podobał, ale nie odważyłam się zgodzić na tę kawę. Sama nie wiem dlaczego. Częściowo dlatego, że to był doktorant, ale głównie chyba przez to, że byłam nim po prostu onieśmielona i spanikowałam. Potem już oczywiście nie zaproponował drugi raz. Odnowił mi się z nim kontakt dopiero, gdy już byłam z moim obecnym partnerem i teraz czasami wychodzimy na kawę, ale na stopie czysto przyjacielskiej. Jakieś 2 miesiące temu, kiedy byłam w szpitalu, podrywał mnie młody chirurg, który akurat ciągle miał jakiś dyżur na moim oddziale. Moja sala była 2osobowa, ale leżałam sama, więc często przychodził i sporo rozmawialiśmy. Też był bardzo fajny i czasami nadal mamy kontakt, ale wiadomo, że nic z tego nie wyniknie. Teraz też mam kilku adoratorów, w tym kilku kłopotliwych, ale z powodu konfliktu interesów, a nie dlatego, że są ciapami, które za mną biegają. Raczej nie przebywam w towarzystwie tzw. normalnych (pierdołowatych) chłopaków, więc nie mieliby mnie jak podrywać. Chyba, że gdzieś w sklepie albo na ulicy, ale to się zwykle na komplementach kończy.

Haha, doktoranci big_smile
Ty to masz ogolnie szczescie do ludzi z tego co widze tongue

592

Odp: Totalny mętlik w głowie
WitchQueen napisał/a:

kammiś - Jakie za mną nieraz pierdoły się uganiały, to normalnie strach big_smile A ostatnio zaczął mnie podrywać jakoś facet. Podobno miał znać kogoś ode mnie z treningów, ale szybko się okazało oczywiście, że nie zna, tylko zobaczył fotkę z sesji do kalendarza na grupie na fb. Facet miał fetysz na to żeby go ktoś po jajach kopał i zapytał w końcu, czy ja jestem zainteresowana. Nie wierzyłam po prostu w to, co widzę, też myślałam najpierw, że gość się zgrywa tongue Ale on na poważnie niestety. Podrywał mnie też kiedyś 17 letni chłopaczek, ale przyznać muszę, że lepiej mu to szło niż co niektórym, co z racji wieku lepiej powinni wiedzieć jak to się robi.
Na studiach zdarzało mi się dla czystej rozrywki chodzić na randki parę razy w tygodniu i ani razu z tym samym facetem tongue Gorzej jak mi się raz posrały numery w telefonie, bo było dwóch Pawłów, ale jakoś wybrnęłam.

Czyli to jest prawda, że polityka i seks są podobne, bo się sprowadzają głównie do pieprzenia big_smile

Bogusiem Lindą też się jarałam bardzo big_smile Do tej pory lubię te stare filmy.  W ogóle ja lubię sensacyjne, wojenne, horrory. Z mamą oglądam często kostiumowe i w ogóle szeroko rozumiane historyczne.
Bajki lubię. Zwłaszcza klasyczne animacje Disneya. Anime też lubię

Arktos to była kiedyś jedna z moich ulubionych postaci z bajek. W ogóle ja zawsze wolałam czarne charaktery.

A z muzyki to u mnie od lat nieustająco rock i różne odmiany metalu. Ale nie przeszkadza mi to słuchać na przykład Beyonce albo Rihanny. Ja się nie lubię ograniczać, jak mi się podoba jakaś piosenka, to po prostu słucham. Za to na disco polo i techno mam raczej stałe uczulenie tongue

Arktos byl przynajmniej smieszny i mial jakis charakter tongue
Tata specjalnie na mnie mowim Milunia (to jakis krolik byl chyba) i sie strasznie zloscilam ze ja jestem Arktos big_smile
Na disco polo tez nam uczulenie chyba ze jest robione dla smiechu, celowo, jak ta Ruda wlasnie

593

Odp: Totalny mętlik w głowie
truskaweczka19 napisał/a:
kammiś napisał/a:

Tak, to ta piosenka smile
Akurat upodobalam sobie najbardziej cukierkowa z piosenkek z tego filmu big_smile
Chociaz houted beyonce tez jest fajne.

Moj gust muzyczny i filmowy to najwieksza porazka mojej matki big_smile ona chciala we mnie zaszczepic milosc do kultury wyzszej a i tak jestem dzieckiem popkultury wychowanym na Harrym Potterze, Zmierzchu, teraz Greyu i Pokoleniu Ikea big_smile i filmach w stylu kac vegas (tak bardzo uwielbiam!!!! Zwlaszcza czesc 2 z malpka! big_smile ), legalna blondynka, ted, kevin sam w domu, american pie albo psy xD
Najlepsze jest to ze moj ojciec i babcia nie podzielali jej zapalu a z babcia ogladalam iles tam czesci zemsty frajerow big_smile

Aha rozumiem smile Tej piosenki Beyonce nie znam, jutro posłucham.

No to dobrze, warto sięgać po to co sami lubimy. Ja najbardziej lubię thrillery, kryminały, horrory też, dramaty, obyczajowe, psychologiczne, romanse no i inne też, ale te najbardziej. Jakby próbowano we mnie wmusić, bym czytała tylko klasykę to też nie posłuchałabym się tego. Czasem i klasykę lubię, sięgnę po jakieś pozycje kiedyś, ale bardziej lubię wyżej wymienione. Z filmów jak wyżej thrillery, kryminały, dramaty, obyczajowe, romanse czasem, komedie też - "Kac vegas" też lubię, choć tutaj to ja ogólnie lubię różny rodzaj humoru, bo lubię i francuskie komedie i amerykańskie, no różne smile Z francuskich np "Goście gośćie", "Jeszcze dalej niż Północ", "Przyjaciel gangstera" (na tym nieźle się uśmiałam, do tego świetna rola Jeane Reno i Depardieu). "Legalną blondynkę" też oglądałam, całkiem fajna, ale tylko 1 część chyba, a są dwie. "Kevina samego w domu" itp bardzo lubię, ale tyle razy oglądałam w tv, że mimo wszystko przejadło mi się i od paru lat nie oglądam. Już nie będę dlatego nawet ukochanego filmu tyle razy oglądać, bo mi się wszystko w ten sposób może przejść. Parę razy tak, ale nie kilkanaście czy kilkadziesiąt jak "Kevina samego w domu" już nie będę oglądać". Bardzo lubię "Kevina samego w domu" jak piszę, ale tyle razy oglądany nawet super film dla mnie widocznie się przeje.
To fajnie, że z tatą i babcią oglądałaś wiele filmów, że lubicie podobne smile Moja mama też lubi tak jak ja thrillery i horrory, to sporo obejrzałyśmy razem, dramaty, obyczajowe też lubi, może nie zawsze ten sam rodzaj co ja, ale lubi i też czasem obejrzałyśmy. Czasem lubię też filmy animowane i mam sporo ulubionych np "Ratatuj", "Odlot", "Sezon na misia", "Zaplątani", kultowy "Shrek", "Madagaskar".


Czasem też spodoba mi się coś, czego niby nie lubię z gatunku, a jednak czasem warto się przekonać. Np tak sądziłam, że "Avatar" eee fantastyka będzie średnio, a po prostu byłam zachwycona i 3 godziny i jakieś 45 minut filmu minęły mi tak szybko jak nie wiem. No albo "Django", niby western, ale jednak inny od innych, nie nudny western jak czasem w tv i też bałam się, że będzie średnio, ale baaardzo mi się podobal smile
A tata mój akurat lubi inne filmy bardziej akcji, nie thrillery tylko typowo akcji, a takie lubię średnio. Thrillerów i horrorów za bardzo nie lubi. Komedie czasem tak, więc tak czasem obejrzeliśmy. Babcia tak jak tata - mama taty właśnie thrillerów i horrorów tak jak tata nie lubi, w ogóle mało lubi oglądać filmy, więc raczej razem nie oglądamy ;p
Druga babcia, czyli mama mamy mieszka na wsi i jakoś właśnie szczególnie nie ogląda filmów chyba hehe ;p No ja lubię filmy, więc ja to co innego. No, ale sama też mogę oglądać jak tego dnia nie ma z kim i tak też oglądam.
Dziadków już nie mam, nie poznałam ich, zmarli przed moimi narodzinami.

"Świat według kiepskich" też lubiłam oglądać, teraz mniej, bo nudni się zrobili moim zdaniem. Ze starych serialów komediowych bardzo lubię "Miodowe lata". "Wilka z Wall the street" jeszcze nie oglądałam, ale z ciekawości kiedyś obejrzę wink Podobno tam dużo narkotyków, seksu, więc nie wiem czy całościowo film do mnie przemówi, ale zobaczę.

Dobranoc smile

Tez lubie animowane! Epoke lodowcowa i Madagaskar najbardziej wink
Piosenek slucham takich po jakich mam dobry humor po prostu smile

594

Odp: Totalny mętlik w głowie

A co do facetow to ja mam wrazenie ze im facet mniej wylewny i mniej uczuciowy tym bardziej go doceniam.
Dzisiaj jakos kolo 8 rano przyszedl lekarz i pielegniarka, zdjeli mi wenflon, pogadali i takie tam. Ale potem znowu zasnelam. Jakos kolo 9 przyjechal F., obudzilam sie bo polozyl mi reke na plecach i powiedzial tylko "wstawaj spiochu zabieram cie do domu". I nie wiem czemu duzo wiecej to dla mnie znaczy niz milion serduszek i wyznan misiowatego chlopca.

595

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Haha, doktoranci big_smile
Ty to masz ogolnie szczescie do ludzi z tego co widze tongue

Hmm no różni ludzie się zdarzają, może to też kwestia spojrzenia. Wiadomo, że każdy z tych ludzi ma wady, ale przecież nie mieszkam z nimi, żeby te wady jakoś bardzo wypływały. Wykładowcami to ja w ogóle się fascynowałam, bo 95% moich wykładowców to byli pasjonaci, którzy umieli zainteresować zajęciami, a nie jacyś doktorzy czy profesorowie z przypadku. Jedni mieli lepsze podejście do studentów, inni gorsze, ale zawsze mieli dużą wiedzę i ciekawie ją przedstawiali. Czasami też miałam kłopot, żeby zdać jakiś przedmiot, bo zaliczenie zależało m.in. od pogody, humoru wykładowcy itp., ale po czasie fajnie ich wspominamy i właśnie najwięcej wyniosłam z takich przedmiotów.

Ja ogólnie też nie lubię wylewności uczuciowej. Może dlatego, że w domu nie byłam do niej przyzwyczajona. Moi rodzice po prostu inaczej okazywali uczucia, głównie właśnie czynami i w jakichś takich prostych rzeczach. Nie miałam żadnej wątpliwości, że mnie kochają i się o mnie troszczą, ale nie powtarzali mi tego werbalnie aż do znudzenia, nie byli też przesadnie wylewni w przytulaniu itp. Raczej taki zdrowy umiar. Dla mnie słowa "kocham Cię" nie znaczą praktycznie niczego. Tzn. chodzi mi o pisanie lub mówienie tego codziennie. Zwracam uwagę głównie na czyny, ale takie codziennie, a nie jakieś płatki róż na pościeli albo kupienie kwiatów, bo tego nie lubię i mój partner nigdy tego nie robi. No dobra, raz zrobił, ale to dlatego, że przegrałam kiedyś zakład i "musiałam" z nim spędzić "obrzydliwie" romantyczne walentynki, takie w oklepanym stylu. Ale to była raczej satyra na tę sztuczną walentynkową atmosferę, więc nie do końca się liczy.

596

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ja roze dostaje, ale to nie jest takie latanie z kwiatami jak nastoletni zakochany chlopiec wink
A, i kupil mi te rurki z kremem co je lubie. Utuczyc mnie chce big_smile

597

Odp: Totalny mętlik w głowie

A jeszcze co do ludzi, to są też tacy, którzy mnie irytują. Mam tu na myśli głównie matki z dziećmi. Nie lubię, kiedy w sklepach albo po chodnikach chodzą środkiem, bo gdyby chodziły po jednej stronie, to korona by im z głowy spadła. Nie lubię, gdy dzieciaki przestawiają w sklepach różne rzeczy i je ślinią, a matki na to nie reagują. A już najbardziej nie lubię, gdy wychodzę na spacery z psem, a jakieś bachory ciągle podbiegają i rzucają się z łapami na psa, zamiast zapytać najpierw o pozwolenie. Pół biedy, że mój pies ma anielską cierpliwość do gówniarzy, bo to taka rasa i tak był wychowany, ale co gdyby nie miał? A matki najczęściej stoją z boku i patrzą, zamiast się odezwać. Nie wspomnę już o tym, że większość gówniarzy po prostu nie jest nauczona jak się traktuje zwierzęta i je zwyczajnie męczą. A jak próbuję im tłumaczyć i zabieram mojego psa, to matki nagle się uaktywniają, że jak ja mogę nie pozwolić dziecku się pobawić. To rzeczywiście jedyny rodzaj konfliktowych sytuacji, gdzie całe moje opanowanie pryska i bardzo niewybrednie zwracam takim paniusiom uwagę. Zresztą na początku próbuję dyplomatycznie, ale niestety wściekła macica przesłania im jakiekolwiek racjonalne myślenie. Mnie osobiście można irytować, bo mnie to nie rusza, ale mój pies sam się nie obroni, a jest moją odpowiedzialnością, więc wtedy najchętniej rzuciłabym się z pazurami. big_smile Teraz mam niewiele takich sytuacji, bo unikam miejsc obleganych przez matki polki, więc nawet o tym zapomniałam. Jak widzę na horyzoncie kobietę z bachorem, to po prostu omijam szerokim łukiem.

598 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-04 15:00:59)

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:

A jeszcze co do ludzi, to są też tacy, którzy mnie irytują. Mam tu na myśli głównie matki z dziećmi. Nie lubię, kiedy w sklepach albo po chodnikach chodzą środkiem, bo gdyby chodziły po jednej stronie, to korona by im z głowy spadła. Nie lubię, gdy dzieciaki przestawiają w sklepach różne rzeczy i je ślinią, a matki na to nie reagują. A już najbardziej nie lubię, gdy wychodzę na spacery z psem, a jakieś bachory ciągle podbiegają i rzucają się z łapami na psa, zamiast zapytać najpierw o pozwolenie. Pół biedy, że mój pies ma anielską cierpliwość do gówniarzy, bo to taka rasa i tak był wychowany, ale co gdyby nie miał? A matki najczęściej stoją z boku i patrzą, zamiast się odezwać. Nie wspomnę już o tym, że większość gówniarzy po prostu nie jest nauczona jak się traktuje zwierzęta i je zwyczajnie męczą. A jak próbuję im tłumaczyć i zabieram mojego psa, to matki nagle się uaktywniają, że jak ja mogę nie pozwolić dziecku się pobawić. To rzeczywiście jedyny rodzaj konfliktowych sytuacji, gdzie całe moje opanowanie pryska i bardzo niewybrednie zwracam takim paniusiom uwagę. Zresztą na początku próbuję dyplomatycznie, ale niestety wściekła macica przesłania im jakiekolwiek racjonalne myślenie. Mnie osobiście można irytować, bo mnie to nie rusza, ale mój pies sam się nie obroni, a jest moją odpowiedzialnością, więc wtedy najchętniej rzuciłabym się z pazurami. big_smile Teraz mam niewiele takich sytuacji, bo unikam miejsc obleganych przez matki polki, więc nawet o tym zapomniałam. Jak widzę na horyzoncie kobietę z bachorem, to po prostu omijam szerokim łukiem.

Hahaha, mowisz to i widze siebie wink
Mam to samo. Dzieci mnie strasznie irytuja. Ich mamusie rowniez. Strasznie.
Przyklad - siedze sobie i karmie golebie. I biega ten bachor i je rozgania. To powiedzialam mu zeby przestal. Mamusia wielce oburzona.
Do swojego kota zadnego dzieciaka bym nie dopuscila. Oczywiscie nie mowie o takich powyzej 10 lat. One cos rozumieja. czasami wiecej niz dorosli.
I to jest jedyna sytuacja w ktorej trace cierpliwosc milion razy szybciej niz moj facet.
Bardzo mnie denerwuja dzieci w restauracjach. Ostatnio mialam okienko i poszlam cos zjesc a tam rodzinka z trojka dzieci. Mnie glowa boli, a te dzieci lataja i piszcza. Nie zlozylam zamowienia i wyszlam.
Tak samo niedawno wychodze z uczelni razem ze swoim opiekunem od indywidualnego toku a tam chmara wrzeszczacych bachorkow. Pytam sie go co to jest. On mowi ze uniwersytet dzieci. Ja do niego "rzucam studia" big_smile

A, i wscibscy ludzie ktorzy probuja mowic innym jak maja zyc mnie irytuja.

599 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-04 15:16:07)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Z restauracji też po prostu wychodzę, jeśli są wrzeszczące dzieciaki, ale raczej ich nie ma, bo do normalnych restauracji chodzę głownie wieczorami, a jeśli są to obiady z klientami to wtedy raczej bardzo drogie restauracje, gdzie nikt bachorów nie zabiera. Ale rzeczywiście, najbardziej mnie drażni sposób w jaki dzieci traktują zwierzęta. Mnie to po prostu obrzydza i przeraża, że dorośli nie reagują na ciągnięcie za ogon, wsiadanie na psa itp. A już nie mówię o idiotyzmie ludzi, którzy małym dzieciom kupują małe zwierzątka, np. chomiki, świnki morskie czy króliki, które potem kończą uduszone albo zabite w inny sposób. To jest naprawdę jedyny mój punkt zapalny, gdzie miałabym ochotę to samo zrobić temu człowiekowi. Wiadomo, że czasami wypadki się zdarzają, ale większość takich sytuacji wynika w prosty sposób z totalnej głupoty rodzica. Zwierzęta to nie zabawki. Z kotami jest trochę lepiej, bo kot po prostu odda dzieciakowi i tak go podrapie, że gówniarz nabierze respektu. Chociaż też nie wszystkie koty takie są, bo np. kot mojej mamy to strasznie rozpieszczona pierdoła i nie obroniłby się. Chociaż on ma swoje sposoby. Wygina się tak, że szybko się uwalnia z rąk dziecka i ucieka wtedy gdzieś na drzewo albo na parapet, gdzie dzieciak go nie dosięgnie.

600

Odp: Totalny mętlik w głowie

W tym problem ze niektore dzieciaki mysla ze kotu trzeba oddac.
Ja nie uznaje "oddawania" zwierzetom. Zwierze mysli inaczej. To ze moj kot przy scieleniu lozka skacze na ludzi to nie znaczy ze chce zle. On mysli ze to zabawa.
I nie wyobrazam sobie zeby ktos mogl mu "oddac".

601

Odp: Totalny mętlik w głowie

cslady to masz niezłe powodzenie, ja mam faceta, ale jakiś adoratorów to brak, hehe tongue No, a nie przeczę, byłoby miło. Oczywiście nic by nie ugrali, ale sam fakt byłby miły. No, ale nie mam takowych.

Ja dzieci akurat lubię i z facetem jak się usamodzielnimy, wyprowadzimy od rodziców, to planujemy. Inne dzieci też lubię nieraz smile Chociaż chyba mam szczęście tutaj, bo rzadziej spotykam takie naprawdę irytujące, wrzeszczące, bardzo źle się zachowujące. Lubię dzieci i czasem chyba to wyczuwały, bo parę razy jakaś dziewczynka do mnie podleciała, no uśmiechają się itp, a ja od razu się rozczulam i też uśmiecham smile Wyjątek takie niegrzeczne dzieci w muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie jest ekran kinowy taki też i wyświetlany jest film, dzieci były z tatusiami bodajże akurat, a oni zajęci sobą, gadali, a dzieci bardzo głośno gadały, biegały, po prostu bawiły się jak na placu zabaw, bardzo przeszkadzały w oglądaniu filmu. A tatusiowie nic. W końcu ktoś zwrócił uwagę czy mogliby trochę przypilnować dzieci, to się speszyli coś powiedzieli dzieciom dopiero i tyle. No, ale tak, to było denerwujące, ale nic dziwnego, że dzieci tak się zachowywały, skoro ich rodzice się nimi nie interesują.

602

Odp: Totalny mętlik w głowie

No tak, to już swoją drogą. Wiele razy spotkałam się z krytyką, że przesadzam z troską o psa i niepotrzebnie traktuję go jak dziecko, bo nie pozwalam na niego wsiadać albo szarpać mu mocno zabawki, gdy trzyma ją w zębach. Ogólnie to pewnie traktuję psa jak dziecko, ale psie dziecko, bo uwzględniam jego konkretne potrzeby zamiast zakładać mu ubranka dlatego, że to urocze, dawać resztki ze stołu albo mówić do niego jak do dziecka.

603 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-04 16:27:14)

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:

No tak, to już swoją drogą. Wiele razy spotkałam się z krytyką, że przesadzam z troską o psa i niepotrzebnie traktuję go jak dziecko, bo nie pozwalam na niego wsiadać albo szarpać mu mocno zabawki, gdy trzyma ją w zębach. Ogólnie to pewnie traktuję psa jak dziecko, ale psie dziecko, bo uwzględniam jego konkretne potrzeby zamiast zakładać mu ubranka dlatego, że to urocze, dawać resztki ze stołu albo mówić do niego jak do dziecka.

Ubranka sa glupie.
Znaczy o ile pies nie marznie. Bo takie chichuachua ciezko puscic bez ubranka na mroz.
Bo pies to nie kucyk zeby na niego wsiadac. Tez bym nie pozwolila. Moim zdaniem dobrze robisz.

Truskaweczka - ja lubie dzieci, ale starsze. takie z ktorymi mozna porozmawiac, umieja juz zajac sie tez same soba przede wszystkim, nie zawracaja glowy, nie trzeba z nimi robic niektorych srednio przyjemnych rzeczy (kapanie, usypianie) bo robia to ze soba same. Moga same zostac w domu, wiedza czego robic sie nie powinno itd.

604

Odp: Totalny mętlik w głowie
truskaweczka19 napisał/a:

cslady to masz niezłe powodzenie, ja mam faceta, ale jakiś adoratorów to brak, hehe tongue No, a nie przeczę, byłoby miło. Oczywiście nic by nie ugrali, ale sam fakt byłby miły. No, ale nie mam takowych.

Ja dzieci akurat lubię i z facetem jak się usamodzielnimy, wyprowadzimy od rodziców, to planujemy. Inne dzieci też lubię nieraz smile Chociaż chyba mam szczęście tutaj, bo rzadziej spotykam takie naprawdę irytujące, wrzeszczące, bardzo źle się zachowujące. Lubię dzieci i czasem chyba to wyczuwały, bo parę razy jakaś dziewczynka do mnie podleciała, no uśmiechają się itp, a ja od razu się rozczulam i też uśmiecham smile Wyjątek takie niegrzeczne dzieci w muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie jest ekran kinowy taki też i wyświetlany jest film, dzieci były z tatusiami bodajże akurat, a oni zajęci sobą, gadali, a dzieci bardzo głośno gadały, biegały, po prostu bawiły się jak na placu zabaw, bardzo przeszkadzały w oglądaniu filmu. A tatusiowie nic. W końcu ktoś zwrócił uwagę czy mogliby trochę przypilnować dzieci, to się speszyli coś powiedzieli dzieciom dopiero i tyle. No, ale tak, to było denerwujące, ale nic dziwnego, że dzieci tak się zachowywały, skoro ich rodzice się nimi nie interesują.

Truskaweczko, ja ogólnie też lubię dzieci, ale po prostu nie wszystkie. Spora część niestety jest nieznośna, chociaż to nie ich wina, tylko rodziców. Ale generalnie w aspekcie lubienia traktuję dzieci jak dorosłych, tzn. nie ma czegoś takiego, że lubię wszystkie dzieci. Lubię te dzieci, które umieją żyć w społeczeństwie. I nie chodzi mi tu o bycie cichym i spokojnym dzieckiem, bo wiadomo, że ten wiek ma swoje prawa. Ale jeśli dziecko jest niewychowane, roszczeniowe, brak mu empatii, a rodzic nie zwraca na to uwagi i go nie wychowuje, to takich dzieci unikam i nie lubię. Sama chcę mieć dzieci, a pies jest też dobrym sposobem sprawdzenia tego, czy w ogóle powinnam je mieć. Patrząc na te bezmyślne matki zawsze najbardziej bałam się tego, że będę miękka i nie będę konsekwentna w swoich decyzjach, gdy patrzą na mnie wielkie błagalne oczy, a z psem mogłam to przećwiczyć. Nie wchodzi nam na głowę i jest dobrze wychowany, ale nie stosowaliśmy wobec niego żadnych kar i krzyków, tylko żelazną konsekwencję. Na początku był uparciuchem i było ciężko, Wiadomo, że dziecko wychowuje się inaczej, ale mechanizmy są jednak podobne. Tym bardziej, że traktujemy psa jak członka rodziny, a nie zwierzę, które z naszej wielkiej łaski z nami mieszka i czasem się je wyprowadzi na 20 minut. Zresztą już sobie czytam masę książek o wychowaniu dzieci i staram się rozsądnie filtrować te informacje. Idealną matką nie będę, bo nie ma ideałów, ale na pewno nie pozwolę, żeby moje dziecko było bezmyślnym, rozwydrzonym, roszczeniowym gówniarzem.

Opisałam tylko skrajne przypadki, ale oczywiście, że nie tylko na takie dzieci trafiam. Na spacerach spotykam też fajne dzieci, które są nauczone szacunku do zwierząt itp. Raz miałam praktyki w szkole i też nie mogę powiedzieć, że źle mi się z tymi dziećmi pracowało, bo były naprawdę fajne. Dzieci moich kuzynów mnie lubią, podobnie dzieci sąsiadów. Tego w sumie nie rozumiem, bo ja nie umiem rozmawiać z dziećmi i uważam, że nie mam do nich podejścia tak jak innym ludziom przychodzi to naturalnie. Np. rozmawiam z dziećmi normalnie jak z dorosłymi (w miarę prostym językiem, ale bez jakiegoś dziubdziania i mówienia jak do osoby niepełnosprawnej umysłowo).

605

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Ubranka sa glupie.
Znaczy o ile pies nie marznie. Bo takie chichuachua ciezko puscic bez ubranka na mroz.

No tak, jeśli pies się trzęsie to wtedy trzeba pomyśleć o ubranku. A takie malutkie psy jak yorki czy chichuachua to widzę, że ludzie noszą pod kurtkami, gdy jest zimno. big_smile Mój pies ma tylko pelerynę na deszcz i buciki, ale to ma swoje racjonalne uzasadnienie. Buciki zakładam mu tylko zimą, gdy chodniki są posypane solą i innym syfem. Zdejmuję mu je, gdy dojdziemy do parku czy lasu. A pelerynę zakładam mu, gdy rano wychodzę z nim pobiegać, a pada deszcz. Mój pies pod względem futra przypomina owcę, więc rano nie miałabym czasu, żeby go dosuszać po spacerze. Jego sierść po kąpieli suszy się ponad 2 h taką zwykłą suszarką. Kupiłam drogą i specjalistyczną, ale to nadal godzina czasu. Wiadomo, że jak lekko pada, to mu niczego nie zakładam, bo strasznie ciężko przemoczyć mu futro, ale czasami leje, więc nie ma wyjścia. Chociaż to rzeczywiście były pojedyncze przypadki.

606

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ubranka sa glupie.
Znaczy o ile pies nie marznie. Bo takie chichuachua ciezko puscic bez ubranka na mroz.

No tak, jeśli pies się trzęsie to wtedy trzeba pomyśleć o ubranku. A takie malutkie psy jak yorki czy chichuachua to widzę, że ludzie noszą pod kurtkami, gdy jest zimno. big_smile Mój pies ma tylko pelerynę na deszcz i buciki, ale to ma swoje racjonalne uzasadnienie. Buciki zakładam mu tylko zimą, gdy chodniki są posypane solą i innym syfem. Zdejmuję mu je, gdy dojdziemy do parku czy lasu. A pelerynę zakładam mu, gdy rano wychodzę z nim pobiegać, a pada deszcz. Mój pies pod względem futra przypomina owcę, więc rano nie miałabym czasu, żeby go dosuszać po spacerze. Jego sierść po kąpieli suszy się ponad 2 h taką zwykłą suszarką. Kupiłam drogą i specjalistyczną, ale to nadal godzina czasu. Wiadomo, że jak lekko pada, to mu niczego nie zakładam, bo strasznie ciężko przemoczyć mu futro, ale czasami leje, więc nie ma wyjścia. Chociaż to rzeczywiście były pojedyncze przypadki.

Musi fajnie wygladac ten Twoj piesel smile

607

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ubranka sa glupie.
Znaczy o ile pies nie marznie. Bo takie chichuachua ciezko puscic bez ubranka na mroz.

No tak, jeśli pies się trzęsie to wtedy trzeba pomyśleć o ubranku. A takie malutkie psy jak yorki czy chichuachua to widzę, że ludzie noszą pod kurtkami, gdy jest zimno. big_smile Mój pies ma tylko pelerynę na deszcz i buciki, ale to ma swoje racjonalne uzasadnienie. Buciki zakładam mu tylko zimą, gdy chodniki są posypane solą i innym syfem. Zdejmuję mu je, gdy dojdziemy do parku czy lasu. A pelerynę zakładam mu, gdy rano wychodzę z nim pobiegać, a pada deszcz. Mój pies pod względem futra przypomina owcę, więc rano nie miałabym czasu, żeby go dosuszać po spacerze. Jego sierść po kąpieli suszy się ponad 2 h taką zwykłą suszarką. Kupiłam drogą i specjalistyczną, ale to nadal godzina czasu. Wiadomo, że jak lekko pada, to mu niczego nie zakładam, bo strasznie ciężko przemoczyć mu futro, ale czasami leje, więc nie ma wyjścia. Chociaż to rzeczywiście były pojedyncze przypadki.

Musi fajnie wygladac ten Twoj piesel smile

Hehe ładnie wygląda, ale wymaga odpowiedniej pielęgnacji w przeciwieństwie do krótkowłosych psów. Codziennie go czeszę (ewentualnie co drugi dzień) i co jakiś czas przycinam mu sierść w niektórych miejscach. Na szczęście on to bardzo lubi i czasami sam przynosi mi w pysku szczotkę, gdy chce czesania. To też dlatego jest dla mnie trochę jak dziecko, bo wymaga regularnej pielęgnacji, no i przede wszystkim poświęcania mu czasu, bo świruje jeśli nie ma zapewnionej dużej dawki ruchu. Ja w ogóle nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt w domu. To sama radość. Wiadomo, że czasem muszę zamalować jakiś odcisk łapy na ścianie albo w jedzeniu znajdzie się jakiś włos, mimo pedantycznego czesania i codziennego odkurzania z myciem podłóg włącznie. Ale nie zamieniłabym tego nigdy na życie bez psa czy kota.

608

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

No tak, jeśli pies się trzęsie to wtedy trzeba pomyśleć o ubranku. A takie malutkie psy jak yorki czy chichuachua to widzę, że ludzie noszą pod kurtkami, gdy jest zimno. big_smile Mój pies ma tylko pelerynę na deszcz i buciki, ale to ma swoje racjonalne uzasadnienie. Buciki zakładam mu tylko zimą, gdy chodniki są posypane solą i innym syfem. Zdejmuję mu je, gdy dojdziemy do parku czy lasu. A pelerynę zakładam mu, gdy rano wychodzę z nim pobiegać, a pada deszcz. Mój pies pod względem futra przypomina owcę, więc rano nie miałabym czasu, żeby go dosuszać po spacerze. Jego sierść po kąpieli suszy się ponad 2 h taką zwykłą suszarką. Kupiłam drogą i specjalistyczną, ale to nadal godzina czasu. Wiadomo, że jak lekko pada, to mu niczego nie zakładam, bo strasznie ciężko przemoczyć mu futro, ale czasami leje, więc nie ma wyjścia. Chociaż to rzeczywiście były pojedyncze przypadki.

Musi fajnie wygladac ten Twoj piesel smile

Hehe ładnie wygląda, ale wymaga odpowiedniej pielęgnacji w przeciwieństwie do krótkowłosych psów. Codziennie go czeszę (ewentualnie co drugi dzień) i co jakiś czas przycinam mu sierść w niektórych miejscach. Na szczęście on to bardzo lubi i czasami sam przynosi mi w pysku szczotkę, gdy chce czesania. To też dlatego jest dla mnie trochę jak dziecko, bo wymaga regularnej pielęgnacji, no i przede wszystkim poświęcania mu czasu, bo świruje jeśli nie ma zapewnionej dużej dawki ruchu. Ja w ogóle nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt w domu. To sama radość. Wiadomo, że czasem muszę zamalować jakiś odcisk łapy na ścianie albo w jedzeniu znajdzie się jakiś włos, mimo pedantycznego czesania i codziennego odkurzania z myciem podłóg włącznie. Ale nie zamieniłabym tego nigdy na życie bez psa czy kota.

Ja mam podrapana jedna sofe. Tylko jedna sobie upatrzyl smile mimo ze jestem pedantka to mi to dziwnym trafem nie przeszkadza smile

609 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-03-04 19:19:37)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

No tak, to już swoją drogą. Wiele razy spotkałam się z krytyką, że przesadzam z troską o psa i niepotrzebnie traktuję go jak dziecko, bo nie pozwalam na niego wsiadać albo szarpać mu mocno zabawki, gdy trzyma ją w zębach. Ogólnie to pewnie traktuję psa jak dziecko, ale psie dziecko, bo uwzględniam jego konkretne potrzeby zamiast zakładać mu ubranka dlatego, że to urocze, dawać resztki ze stołu albo mówić do niego jak do dziecka.

Ubranka sa glupie.
Znaczy o ile pies nie marznie. Bo takie chichuachua ciezko puscic bez ubranka na mroz.
Bo pies to nie kucyk zeby na niego wsiadac. Tez bym nie pozwolila. Moim zdaniem dobrze robisz.

Truskaweczka - ja lubie dzieci, ale starsze. takie z ktorymi mozna porozmawiac, umieja juz zajac sie tez same soba przede wszystkim, nie zawracaja glowy, nie trzeba z nimi robic niektorych srednio przyjemnych rzeczy (kapanie, usypianie) bo robia to ze soba same. Moga same zostac w domu, wiedza czego robic sie nie powinno itd.

Rozumiem. Ja lubię wszystkie, rozczulają mnie smile Niemniej może nie opiekowałam się tak z prawdziwego zdarzenia, prócz dziećmi z rodziny itp, ale już wtedy dosyć łatwo łapałam wspólny kontakt. Zadają dużo pytań, ale mi to nie przeszkadza. No, ale wiadomo, dla kogoś innego za to mogą być męczące. Uwielbiam moich braci ciotecznych, z którymi spędzałam czas jak byli mali, a teraz już mają około 10 lat, aż szkoda, że rosną tongue Niemniej wiadomo własne dziecko to co innego też, więc zanim będę dziecko miała, to postaram się ważnych rzeczy dowiedzieć, a oprócz tego zdać się na siebie też, bo sporo rzeczy można zrobić też instynktownie, zwłaszcza właśnie jak się dzieci lubi. Tak sądzę.

cslady, nie no, to dobrze, że nie pozwalasz, by dzieci wyrywały dziecku zabawkę z pyska czy wsiadały na niego. To by było męczenie psa, jakbyś tak pozwalała, wiadomo. No tak, pies to też sztuka odpowiedzialności. Dobry człowiek nie porzuca go jak rzeczy, tak samo dziecka. Ja miałam psa, tzn ja i rodzice, bo jeszcze mieszkam z rodzicami. Sunia zmarła 2 lata temu. Ja czasem jestem zbyt pobłażliwa i mogę być chyba trochę nadopiekuńcza wobec dziecka jak mama pod tym kątem, więc nad tym będę pracować i uda mi się, wierzę w to, bo jednak można sporo samemu przepracować, tak samo jak przepracowałam nieśmiałość nawet i jestem mniej nieśmiała niż kiedyś. Także i z tą nadopiekuńczością mi się raczej uda smile Psa moi rodzice już nie chcą, to będę go miała jak się wyprowadzę. Myślę, że mopsa, bardzo mi się podobają, chłopak nie ma nic przeciwko i są wesołe, towarzyskie, będzie mi odpowiadać smile Podobno garną się do każdego domownika i dobrze, bo sunia bardziej do mamy, do tego taka niezależna była, a ja chcę, by pies garnał się do każdego w domu, żeby nie było jak z sunią, że wybierze kogoś innego i mnie będzie olewać. Dlatego wolę takiego pieszczocha, co każdego będzie kochał smile

610

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Ja mam podrapana jedna sofe. Tylko jedna sobie upatrzyl smile mimo ze jestem pedantka to mi to dziwnym trafem nie przeszkadza smile

Takie są minusy, chociaż mnie też to nie przeszkadza. Nie lubię tylko, gdy jest brudno, więc sofę też bardzo często czyszczę, a gdybym nie miała psa, to bym tego nie robiła. Kiedy byłam na stypendium w Stanach, to bardzo mi się podobało jak tam się traktuje psy. Nie było niczym dziwnym, że ktoś oddaje swojego psa do doggy daycare (w Polsce jeszcze nie widziałam, żeby coś takiego funkcjonowało, bo są tylko np. tygodniowe przedszkola dla szczeniąt, gdzie poddaje się je socjalizacji) albo regularnie zabiera do groomera. Byłam tam na stażu w 2 wielkich firmach i częścią udogodnień dla pracowników było właśnie takie psie przedszkole na parterze, gdzie pracownicy mogli zejść i się zrelaksować w ciągu przerwy. Gdyby np. w Warszawie funkcjonował doggy daycare i oddawałabym tam psa, to już sobie wyobrażam jakie byłyby komentarze ludzi. big_smile Ludzie uważają, że przesadzam, bo np. mieszkając jeszcze w mieszkaniu latem zostawiałam psu włączoną klimatyzację, chociaż nasze mieszkanie generalnie szybko się nie nagrzewało i nie było takiej sauny jak w przeciętnych blokach. Na spacerach też słyszałam, że przesadzam, bo noszę ze sobą butelkę z wodą dla psa. Jeśli zabiera się psa na 15 minut to nie trzeba wody, ale my nigdy tak krótko nie chodzimy, więc nie wiem co w tym dziwnego. Ma też swój kosz z zabawkami, latem wystawiamy mu do ogrodu dmuchany basen, żeby się pochlapał, lubi też zraszacze itp. Nie wiem, gdzie tu przesada, bo o ile ludzie faktycznie aż tak nie przejmują się psami, to przecież ja nie robię tego kosztem mnie, partnera, czy w ogóle czyimkolwiek kosztem. Mam prawo wydawać moje pieniądze na co chcę, a tym bardziej, że co miesiąc oddaję stałą kwotę na schroniska plus 1% podatku. Czasami sądzę, że co niektórym po prostu żal tyłki ściska i też właśnie nie lubię ludzi, którzy mówią jak mam żyć.

611

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ja mam bardzo małą tolerancję na złe traktowanie zwierzaków. O ile wiem, że na hodowlę przemysłową np. kurczaków niewiele można zaradzić, to kompletnie nie rozumiem po co ludzie kupują sobie jakieś zwierzątka domowe, skoro ani się nimi zająć nie potrafią, ani nie lubią w ogóle zwierząt, albo właśnie kupują na prezent dla dzieci. Mam też sąsiadów, którzy ciągle narzekają, że mają głupie psy. To nie psy są głupie, to ci ludzie robią z tych psów znerwicowane bydlęta. Kupili kiedyś sobie najpiękniejszego dobermana jakiego moje oczy widziały. Kocham dobermany. To są świetne, super inteligentne i wrażliwe psy, bardzo bym kiedyś chciała mieć dobermana. W ciągu roku wyrobili u tego psa taką agresję jakiej jak żyję nie widziałam u żadnego psa, a widziałam sporo. Chcieli go oczywiście z tego powodu uśpić, na szczęście wetowi zrobiło się szkoda i załatwił adopcję. Pies wylądował u gościa, który od lat ma przygarnięte z różnych miejsc dobermany i podobno wyprowadził tego psa na prostą, pies sobie żyje i jest względnie normalny.

Odnośnie ubierania psów, to moja mamuśka miała przezabawną sytuację - miałam doga niemieckiego i głuptak jeden kiedyś w przypływie szajby zeżarł kawałek koca i musiał mieć operację. Po tej operacji miał szwy na brzuchu i miał zabezpieczone jak wychodził na spacer takim specjalnym ubraniem wiązanym na plecach, wyglądało to trochę jakby miał koszulę. No i moja mama go wzięła na spacer, a niedaleko była budowa. No i mija tą budowę i słyszy jak jeden facet mówi do drugiego "Patrz, całkiem fajna babka. Nawet by ją bzyknął, tylko jakaś chyba pier**lnięta, bo psa w koszulę ubiera" big_smile

Najbardziej rąbniętą na punkcie swoich zwierząt grupą ludzi są zdecydowanie jeźdźcy. Ujeżdżeniowcy zwłaszcza. Konik musi mieć sto tysięcy derek zależnie od tego jaki wiatr, jaka moda w tym sezonie i obowiązkowo tyle ochraniaczy na nogach jakby miał się przez drut kolczasty przedzierać, a nie chodzić pod siodłem na idealnie równym placu ze specjalnym podłożem. Widywałam konie stojące w derkach przy ponad 10 stopniach na plusie. A potem wiatr lekko zawiał i koń już smarka, pół stajni smarka. I tylko mój nie smarkał, bo derkę nosił nie wcześniej niż jak spadało w nocy poniżej zera, a i to tylko żeby tak sierść zimowa mu mocno nie wyrosła. I sto tysięcy różnych smarów do wszystkiego, sprayów balsamów, szamponów i cholera wie czego jeszcze.

A dzieci i zwierzęta jak najbardziej mogą się dogadywać, tylko zawsze pod nadzorem ogarniętych dorosłych. Ja miałam od małego koty, pies był i zawsze mnie uczono, że zwierzętom nigdy nie wolno robić krzywdy.

612 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-05 00:01:41)

Odp: Totalny mętlik w głowie
WitchQueen napisał/a:

Ja mam bardzo małą tolerancję na złe traktowanie zwierzaków. O ile wiem, że na hodowlę przemysłową np. kurczaków niewiele można zaradzić, to kompletnie nie rozumiem po co ludzie kupują sobie jakieś zwierzątka domowe, skoro ani się nimi zająć nie potrafią, ani nie lubią w ogóle zwierząt, albo właśnie kupują na prezent dla dzieci. Mam też sąsiadów, którzy ciągle narzekają, że mają głupie psy. To nie psy są głupie, to ci ludzie robią z tych psów znerwicowane bydlęta. Kupili kiedyś sobie najpiękniejszego dobermana jakiego moje oczy widziały. Kocham dobermany. To są świetne, super inteligentne i wrażliwe psy, bardzo bym kiedyś chciała mieć dobermana. W ciągu roku wyrobili u tego psa taką agresję jakiej jak żyję nie widziałam u żadnego psa, a widziałam sporo. Chcieli go oczywiście z tego powodu uśpić, na szczęście wetowi zrobiło się szkoda i załatwił adopcję. Pies wylądował u gościa, który od lat ma przygarnięte z różnych miejsc dobermany i podobno wyprowadził tego psa na prostą, pies sobie żyje i jest względnie normalny.

Odnośnie ubierania psów, to moja mamuśka miała przezabawną sytuację - miałam doga niemieckiego i głuptak jeden kiedyś w przypływie szajby zeżarł kawałek koca i musiał mieć operację. Po tej operacji miał szwy na brzuchu i miał zabezpieczone jak wychodził na spacer takim specjalnym ubraniem wiązanym na plecach, wyglądało to trochę jakby miał koszulę. No i moja mama go wzięła na spacer, a niedaleko była budowa. No i mija tą budowę i słyszy jak jeden facet mówi do drugiego "Patrz, całkiem fajna babka. Nawet by ją bzyknął, tylko jakaś chyba pier**lnięta, bo psa w koszulę ubiera" big_smile

Najbardziej rąbniętą na punkcie swoich zwierząt grupą ludzi są zdecydowanie jeźdźcy. Ujeżdżeniowcy zwłaszcza. Konik musi mieć sto tysięcy derek zależnie od tego jaki wiatr, jaka moda w tym sezonie i obowiązkowo tyle ochraniaczy na nogach jakby miał się przez drut kolczasty przedzierać, a nie chodzić pod siodłem na idealnie równym placu ze specjalnym podłożem. Widywałam konie stojące w derkach przy ponad 10 stopniach na plusie. A potem wiatr lekko zawiał i koń już smarka, pół stajni smarka. I tylko mój nie smarkał, bo derkę nosił nie wcześniej niż jak spadało w nocy poniżej zera, a i to tylko żeby tak sierść zimowa mu mocno nie wyrosła. I sto tysięcy różnych smarów do wszystkiego, sprayów balsamów, szamponów i cholera wie czego jeszcze.

A dzieci i zwierzęta jak najbardziej mogą się dogadywać, tylko zawsze pod nadzorem ogarniętych dorosłych. Ja miałam od małego koty, pies był i zawsze mnie uczono, że zwierzętom nigdy nie wolno robić krzywdy.

No właśnie, z tą troską też nie można przesadzać, bo to może zaszkodzić. Tak samo jak niektóre kobiety ubierają dzieci zbyt ciepło, byle broń boże nie zmarzły. We wszystkim musi być rozsądek. Wychowywanie się ze zwierzętami zawsze jest bardzo korzystne dla dziecka i uczy go mnóstwa rzeczy. Pod warunkiem, że to dziecko ma odpowiedzialnych rodziców, bo to rodzice muszą nauczyć szacunku do zwierząt. Mój pies jest najlepszą niańką. Kiedyś miałam na weekend 3letnie dziecko mojego kuzyna i w sumie niczego nie musiałam z nim robić, bo wolało bawić się z psem. Dziecko wykończyło psa, a pies dziecko.

613 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 02:29:44)

Odp: Totalny mętlik w głowie

ohohohohoho big_smile
"zjedz ten jogurt, bo trace cierpliwość"
wkurzenia ciąg dalszy big_smile
co gorsza to czego się dowiedziałam? "twój ojciec prosił żebym cie przypilnował". (dziękuję ci tatusiu!) hmm
TEORETYCZNIE mam spożywać 5 posiłków standardowo, teraz po chorobie i w czasie brania antybiotyku 7 niewielkich (o santa mater big_smile ) i spać po minimum 7 godzin dziennie. Na początek najpóźniej o 2, pobudka najpóźniej o 9 hmm żaden sen w godzinach 5-12. a myślałam że jestem chora i skoro NIE WOLNO (wg lekarza również) mi w tym tygodniu iść na zajęcia to mogę się byczyć wedle swojego swobodnego uznania!
(jak powiedziałam o swobodnym uznaniu, to się dowiedziałam że nie jestem organem administracji publicznej i mogę sobie całe swobodne uznanie wsadzić...) hmm
ha ha ha hmm

a tak serio to martwie się trochę o co chodzi, że taki wściekły jest.
bo dalej nic nie wiem. dziewczyna jego kumpla też nie wie, ale twierdzi, że kumpel wie (on zawsze wszystko wie pierwszy!!!!)

Znowu mieli wymianę zdań z moją przyjaciółką (która jeszcze przez 3 dni zostaje z nami w jednym mieszkaniu!) big_smile
ona powiedziała coś o tym że jakby ci wszyscy główni bohaterowie obecnych książek i filmów nie byli przy kasie to nikt by się nimi nie zachwycał (ona cały czas robi mi przytyki do tego co czytam, ale to studentka filologii polskiej, więc zrozumiałe wink )
on powiedział (właściwie to tak cicho pod nosem): wy to macie zakodowane w głowie od czasów prehistorycznych.
o jezu, ale się na niego rzuciła big_smile zburzył jej obraz idealnej romantycznej wiktoriańskiej Anglii, bo tam wszystkie łapały dobrego męża.
raz jej dowalił niby nie bezpośrednio ale mocno. powiedziała cos że Reese Witherspoon jest ładna. (bo jest!!!). a F (też po cichutku): "no, jak ktoś lubi banalne blondynki...". a Ola jest blondynka. nawet we właściwie identycznym odcieniu big_smile
Ja tam się cieszę że zostaje. Już się położyła spać smile

Witch, sąsiad moich rodziców ma taką szajbę na punkcie swojego konia.
ale ta klacz jest PRZEPIĘKNA <3
pamietam jak raz leżę sobie na leżaku, blisko ogrodzenia właściwie. otwieram oczy i widzę konia przechylającego łeb od strony sąsiadów. myślałam przez chwilę że mi za mocno słońce przygrzało i że mam omamy big_smile

Cslady - koty w sumie chyba tak nie brudzą jak psy, tak szczerze wink
ze ścianami nic nie robi, a czyścioch jest wink prędzej ja nabrudzę niż on. No, ewentualnie może narzygać bo lubi całą trawę połykać, debil jeden big_smile

W Polsce w ogóle niespecjalnie dobrze traktuje się zwierzęta. Mam wrażenie, że im dalej na wschód, tym gorzej.

614 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-05 02:30:49)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Cslady - koty w sumie chyba tak nie brudzą jak psy, tak szczerze wink
ze ścianami nic nie robi, a czyścioch jest wink prędzej ja nabrudzę niż on. No, ewentualnie może narzygać bo lubi całą trawę połykać, debil jeden big_smile

W Polsce w ogóle niespecjalnie dobrze traktuje się zwierzęta. Mam wrażenie, że im dalej na wschód, tym gorzej.

Pies bardziej brudzi, bo wychodzi kilka razy dziennie, a kotów nie wyprowadza się na spacer (chociaż moja koleżanka wyprowadza swojego maine coona normalnie na szelkach). Po każdym spacerze jest mycie i wycieranie łap, brzucha i przyległości, czesanie również, jeśli potrzeba... ale ten piasek i brud i tak zawsze jakoś się znajdzie mimo, że gołym okiem już nie widać. A mój pies jest biały, więc na nim teoretycznie powinno być widać każdy brud. No ale nie przeszkadza mi to.

Ogólnie to zgadzam się, podejście Polaków do zwierząt jest niestety na poziomie średniowiecza. Nie wspomnę już o ludziach, którzy traktują zwierzęta jako prezent, gadżet lub przedmiot. Ale nawet zwykli ludzie, którzy decydują się np. na psa często nie uwzględniają jego potrzeb. Kupują jakąś rasę, bo im się podoba albo biorą sobie psa, bo to tak fajnie. Nie zwracają uwagi na to, że zwierzakowi nie wystarczą 2 spacery dziennie po 15-20 minut. A jak w ciągu dnia szczeka i sąsiedzi narzekają, to przecież jest wina "głupiego psa". No już nie każę innym ludziom czytać książek o psach, bo ja wiem, że czytanie boli, ale jeśli ktoś jest tak głupi, że dzieli się z psem czekoladą albo winogronami, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Jakieś 3 razy widziałam w parku kiełbasy dla psów z np. powbijanymi gwoździami. Nie wiem co za psychopaci to robią. Wytrenowałam mojego psa, żeby nie jadł nigdy niczego bez pozwolenia i zawsze czeka na komendę, ale co z innymi psami? Ostatnio też aż 2 przypadki były, że ktoś zostawił psy w lesie przywiązane do drzewa. Czy oddanie psa do schroniska aż tak boli? Ja nie wiem jak takie potwory mogą sobie potem w oczy spojrzeć. Brzydziłabym się takiego człowieka. A jeszcze jedna sprawa to sprzątanie po psie. Jeśli ktoś się na niego decyduje, a nie uważa za swój obowiązek sprzątania po psie, to może w ogóle nie powinien się na niego decydować.

Jest mnóstwo dobrych osób, które udzielają się w wolontariatach, pomagają zwierzętom i też starają się zmieniać myślenie innych, ale to nadal niestety kropla w morzu. Ale dobrze, że są tacy ludzie i mam wrażenie, że jest ich coraz więcej, więc to nastraja optymistycznie.

615 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 02:42:27)

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Cslady - koty w sumie chyba tak nie brudzą jak psy, tak szczerze wink
ze ścianami nic nie robi, a czyścioch jest wink prędzej ja nabrudzę niż on. No, ewentualnie może narzygać bo lubi całą trawę połykać, debil jeden big_smile

W Polsce w ogóle niespecjalnie dobrze traktuje się zwierzęta. Mam wrażenie, że im dalej na wschód, tym gorzej.

Pies bardziej brudzi, bo wychodzi kilka razy dziennie, a kotów nie wyprowadza się na spacer (chociaż moja koleżanka wyprowadza swojego maine coona normalnie na szelkach). Po każdym spacerze jest mycie i wycieranie łap, brzucha i przyległości, czesanie również, jeśli potrzeba... ale ten piasek i brud i tak zawsze jakoś się znajdzie mimo, że gołym okiem już nie widać. A mój pies jest biały, więc na nim teoretycznie powinno być widać każdy brud. No ale nie przeszkadza mi to.

Ogólnie to zgadzam się, podejście Polaków do zwierząt jest niestety na poziomie średniowiecza. Nie wspomnę już o ludziach, którzy traktują zwierzęta jako prezent, gadżet lub przedmiot. Ale nawet zwykli ludzie, którzy decydują się np. na psa często nie uwzględniają jego potrzeb. Kupują jakąś rasę, bo im się podoba albo biorą sobie psa, bo to tak fajnie. Nie zwracają uwagi na to, że zwierzakowi nie wystarczą 2 spacery dziennie po 15-20 minut. A jak w ciągu dnia szczeka i sąsiedzi narzekają, to przecież jest wina "głupiego psa". No już nie każę innym ludziom czytać książek o psach, bo ja wiem, że czytanie boli, ale jeśli ktoś jest tak głupi, że dzieli się z psem czekoladą albo winogronami, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Jakieś 3 razy widziałam w parku kiełbasy dla psów z np. powbijanymi gwoździami. Nie wiem co za psychopaci to robią. Wytrenowałam mojego psa, żeby nie jadł nigdy niczego bez pozwolenia i zawsze czeka na komendę, ale co z innymi psami? Ostatnio też aż 2 przypadki były, że ktoś zostawił psy w lesie przywiązane do drzewa. Czy oddanie psa do schroniska aż tak boli? Ja nie wiem jak takie potwory mogą sobie potem w oczy spojrzeć. Brzydziłabym się takiego człowieka. A jeszcze jedna sprawa to sprzątanie po psie. Jeśli ktoś się na niego decyduje, a nie uważa za swój obowiązek sprzątania po psie, to może w ogóle nie powinien się na niego decydować.

Jest mnóstwo dobrych osób, które udzielają się w wolontariatach, pomagają zwierzętom i też starają się zmieniać myślenie innych, ale to nadal niestety kropla w morzu. Ale dobrze, że są tacy ludzie i mam wrażenie, że jest ich coraz więcej, więc to nastraja optymistycznie.

Sąsiedzi moich rodziców wzięli sobie baseta. Wtedy też jeszcze to byli moi sąsiedzi.
I uwaga - pewnego dnia siedzę i się uczę i słyszę (okna zamknięte) jakiś nieokreślony dzwięk. Jakby ktoś wiercił coś cichutko czy jak. Potem otworzyłam okno a tu słyszę wycie psa. Patrzę przez inne okno a to ten baset przywiązany do budy.
To był jeden z niewielu razów kiedy z mamą się zjednoczyłyśmy. Poszłyśmy do sąsiadów i czego się dowiedziałyśmy? że panu pies śmierdzi w domu (otworzyła jego żona, calkiem przyjemna kobieta). Ale sukces był - pies nie jest przywiązany i jest wyprowadzany na spacery. BARDZO pozytywny pies.
Z innymi sąsiadami nie wyszło. Psa do domu nie wzięli sad czasami szłam i ją spuszczałam. nie wiem czemu już jej nie ma sad a to też bardzo pozytywny pies był, mimo że nie miał lekkiego życia.
Nie wiem skąd się takie - za przeproszeniem - ścierwa biorą.
za jednych sąsiadów rodziców mogę ręczyć że dobrze traktują zwierzęta. za tych od konia. mają klacz, psa goldena i kota (na którego mówię dwukropek, bo ma takie dwie kropki na białym pyszczku, takie pieprzyki jakby big_smile ). i od iluś lat zwierzęta mają się dobrze.

616 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-05 02:49:13)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Nie popieram co prawda trzymania psów poza domem, ale jeśli pies jest w ogrodzeniu i jest z niego wypuszczany, to ok. Najgorzej właśnie z łańcuchami. Chociaż też nie rozumiem po co w ogóle decydować się na psa, skoro ma siedzieć całe dnie sam na zewnątrz. Przykro mi, gdy pomyślę o tych wszystkich biednych zwierzakach, które są skazane na idiotycznych właścicieli. Sama chciałabym kiedyś otworzyć własne schronisko dla zwierząt i mam nadzieję, że za kilka lat to zrealizuję.

617

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ja bym chciała wykupować konie.
na jakąś większą skalę.
chociaż wykupić to nie problem - problem trzymać.

618

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:

Chociaż też nie rozumiem po co w ogóle decydować się na psa, skoro ma siedzieć całe dnie sam na zewnątrz. .

A rozumiesz, że pies nie jest człowiekiem i trzymany w domu się męczy?
Bo że kammiś nie rozumie, to zrozumiałe, ale Ty sprawiasz wrażenie jako tako kumatej...

619

Odp: Totalny mętlik w głowie

Pitagoras, a Ty jesteś kumaty i rozumiesz, że pies psu nierówny? Że są rasy bardziej na zewnątrz i bardziej do wewnątrz? I że przede wszystkim psy są zwierzętami stadnymi i nawet jak się ma husky, które najlepiej się czują ma zimnie, to źle im jakby miały stać na łańcuchu, przy budzie, same?

620

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:

Nie popieram co prawda trzymania psów poza domem, ale jeśli pies jest w ogrodzeniu i jest z niego wypuszczany, to ok. Najgorzej właśnie z łańcuchami. Chociaż też nie rozumiem po co w ogóle decydować się na psa, skoro ma siedzieć całe dnie sam na zewnątrz. Przykro mi, gdy pomyślę o tych wszystkich biednych zwierzakach, które są skazane na idiotycznych właścicieli. Sama chciałabym kiedyś otworzyć własne schronisko dla zwierząt i mam nadzieję, że za kilka lat to zrealizuję.

Mam za płotem nowofundlanda albo coś podobnego. Nie wiem czy w ogóle jest wpuszczany do domu przez sąsiadów, bo widuję go non stop na podwórku, dniem i nocą, w śnieg i deszcz. Ma gdzieś swoją budę ale biega luzem w ramach ogrodzenia. Nie wygląda na porażonego brakiem wizyt w salonie sąsiadów. Jakbym miał swój płot i sprawił sobie takiego bydlaka, to też raczej nie wpuszczałbym go do domu. Następni sąsiedzi też nie mają płotu i 2 psy są na łańcuchach przy budach. Sorry ale te psy nie są tam dla ozdoby czy przyjemności. Taki pies spuszczony z łańcucha, to w najlepszym razie pies wkrótce rozjechany na pobliskiej drodze. W gorszych przypadkach, to wkurzeni sąsiedzi, którym pies wydusił kurę dla zabawy albo wystraszył dziecko 5 domów dalej, bo sobie poszedł na spacer. Jest też duże prawdopodobieństwo, że takiego spacerującego psa odstrzelą myśliwi, którzy tu czasem się zapuszczają. Na razie się nie zapuszczają, bo jeden mój sąsiad jest prosty chłop i wyrywny. Jak mu odstrzelili jakiś czas temu psa, to im zapowiedział, że marnie skończą jak ich jeszcze raz zobaczy w pobliżu...

621

Odp: Totalny mętlik w głowie
Vian napisał/a:

Pitagoras, a Ty jesteś kumaty i rozumiesz, że pies psu nierówny? Że są rasy bardziej na zewnątrz i bardziej do wewnątrz? I że przede wszystkim psy są zwierzętami stadnymi i nawet jak się ma husky, które najlepiej się czują ma zimnie, to źle im jakby miały stać na łańcuchu, przy budzie, same?

Dokładnie o to mi chodziło. Mój pies często śpi w ogrodzie, bo lubi. Zwłaszcza latem. Zimą też lubi zasnąć sobie na śniegu, bo ma grube futro i wcale nie jest mu zimno. Jednak to nie jest pies do trzymania na zewnątrz, bo potrzebuje towarzystwa ludzi. Zresztą to właśnie taka rasa, która od początku przebywała w domach z ludźmi i ogrzewała ich przed zimnem. Jeśli pies ma swoje ogrodzenie i przebywa czasem, czy nawet śpi codziennie w ogrodzie to super. Chodzi mi jednak o to, że jeszcze nigdy nie słyszałam o żadnym psie, który nie męczyłby się sam w ogrodzeniu. A już na łańcuchu zwłaszcza. A ludzie, którzy kupują psy do ogrodzenia nie zadają sobie trudu, żeby z tym psem przebywać, zabierać go na spacery itp. Najczęściej po prostu siedzą tam całymi dniami same. Jaki pies lubi coś takiego i się do tego nadaje? Taki typowy kundel nie nadaje się do trzymania 24 h na dobę za zewnątrz. Pewnie, że może się przyzwyczaić, jeśli musi, ale one potrzebują towarzystwa człowieka albo chociaż drugiego psa.

622

Odp: Totalny mętlik w głowie
Snake napisał/a:

Mam za płotem nowofundlanda albo coś podobnego. Nie wiem czy w ogóle jest wpuszczany do domu przez sąsiadów, bo widuję go non stop na podwórku, dniem i nocą, w śnieg i deszcz. Ma gdzieś swoją budę ale biega luzem w ramach ogrodzenia. Nie wygląda na porażonego brakiem wizyt w salonie sąsiadów. Jakbym miał swój płot i sprawił sobie takiego bydlaka, to też raczej nie wpuszczałbym go do domu. Następni sąsiedzi też nie mają płotu i 2 psy są na łańcuchach przy budach. Sorry ale te psy nie są tam dla ozdoby czy przyjemności. Taki pies spuszczony z łańcucha, to w najlepszym razie pies wkrótce rozjechany na pobliskiej drodze. W gorszych przypadkach, to wkurzeni sąsiedzi, którym pies wydusił kurę dla zabawy albo wystraszył dziecko 5 domów dalej, bo sobie poszedł na spacer. Jest też duże prawdopodobieństwo, że takiego spacerującego psa odstrzelą myśliwi, którzy tu czasem się zapuszczają. Na razie się nie zapuszczają, bo jeden mój sąsiad jest prosty chłop i wyrywny. Jak mu odstrzelili jakiś czas temu psa, to im zapowiedział, że marnie skończą jak ich jeszcze raz zobaczy w pobliżu...

Snake, takie bardzo duże rasy rzeczywiście kiepsko się sprawdzają w salonie i ja nie jestem za trzymaniem ich zwłaszcza w mieszkaniach. Moi rodzice mieli wielkiego bernardyna i też ciągle przebywał na zewnątrz. ale też codziennie spędzał czas z ludźmi, bawił się z nami w ogrodzie i był wyprowadzany na spacery. I tak, da się wyprowadzać wielkie psy. Sama uczyłam bernardyna chodzenia na smyczy i dało się, chociaż faktycznie więcej czasu mi to zajęło niż uczenie innych psów, a byłam wtedy dużo mniejsza niż teraz. Ale to też trzeba przemyśleć przed kupnem dużego psa, czy ma się odpowiednią wiedzę, chęci i umiejętności, by się takim psem zająć. A pies spuszczony z łańcucha i biegający bez nadzoru gdzie chce to rzadko kiedy dobre rozwiązanie. Chyba, że mieszka się na jakimś totalnym zadupiu, gdzie wokół niczego nie ma. Generalnie, jeśli ktoś kupuje psa po to, żeby trzymać na łańcuchu i się nim w ogóle nie zajmować to nie nadaje się do posiadania jakiegokolwiek psa, bo żaden pies na to nie zasługuje.

623 Ostatnio edytowany przez WitchQueen (2015-03-05 11:18:15)

Odp: Totalny mętlik w głowie

Jak miałam doga, to on jak było zimno oczywiście spał w domu, bo z taką krótką sierścią naprawdę się do budy w żaden sposób nie nadawał, ale latem on sam chciał iść na dwór na noc, bo zwyczajnie to było na jego psi rozum ciekawsze. Nawet go specjalnie nie trzeba było zachęcać. No to sobie siedział latem na zewnątrz. Ale mimo rozmiarów kanapowiec był z niego straszny. Nie wyobrażam sobie takiego psa zamknąć w kojcu, bo strasznie lubił przebywać z ludźmi.

U mnie pies codziennie był wyprowadzany na spacer i miał kontakt z człowiekiem, miał się kto z nim pobawić itd. I smyczy nie ciągnął i zachować się umiał wszędzie. Zero problemów.

Teraz rodzice kupują Leonbergera i pewnie w ogóle nie będzie potrzeby żeby ten pies siedział w domu. Nie oznacza to, że będzie pozostawiony sam sobie i pozbawiony kontaktu z człowiekiem. Po prostu trzymanie w nagrzanych pokojach psa z futrem jak u niedźwiedzia jest totalnie bez sensu skoro może sobie latać do woli po dużym ogrodzie.

Jedne psy super funkcjonują w blokach inne się kompletnie nie nadają, generalizowanie jest tu bez sensu.

624

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:

Generalnie, jeśli ktoś kupuje psa po to, żeby trzymać na łańcuchu i się nim w ogóle nie zajmować to nie nadaje się do posiadania jakiegokolwiek psa, bo żaden pies na to nie zasługuje.

A co to znaczy "zajmować się"? Na wsi zwierzę jest "po coś". Krowa żeby dawała mleko, kura jaja, a pies ma pilnować dobytku więc krowie, kurom i psom daje się jeść i dba o nie stosownie. Nie piszę o patologiach ale to normalne użytkowe traktowanie zwierzęcia. A moja sąsiadka co ma ze 2 kundle na łańcuchu mnie zaskoczyła, bo ją widuję jak te psy wyprowadza na smyczy gdzieś dalej. Często gospodarze po prostu spuszczają psa na noc żeby się wybiegał i ... wykarmił smile Stąd zawsze jak czytam płacze, że myśliwy komuś psa odstrzelił, to dzielę to przez trzy smile bo większość psów zabijana przez myśliwych, to nie dobry Azor, który za daleko odbiegł od pani na spacerze ale takie właśnie psy wypuszczane samopas żeby sobie jakiegoś zająca złapały albo takie bezpańskie i półdzikie. Ponieważ jednak zrobił się ogólnonarodowy płacz, a i myśliwi potrafili przeginać, to im do takich działań prawo ograniczono. Teraz muszą się nagimnastykować, że niby w samoobronie itp. Zresztą ten dobry Azor na spacerze też nie powinien chodzić bez smyczy i kagańca. Jak ja idę z dziećmi przez łąki, to nic przyjemnego spotkać wielkiego bydlaka biegnącego luzem, a domniemanego pana czy pani na horyzoncie nie widać. Gdybym miał broń krótką przy sobie, a taki duży pies zbliżył się do mojego dziecka na 3 metry, to już miałbym broń w pogotowiu. Przy najmniejszym moim złudzeniu, że pies mógłby zagrozić dzieciom wpakowałbym mu parę kulek. A ja przecież pieski lubię i się z nimi wychowywałem od małego ale wobec czyjejś głupoty nie miałbym wahań.

625 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 12:24:32)

Odp: Totalny mętlik w głowie
pitagoras napisał/a:
cslady napisał/a:

Chociaż też nie rozumiem po co w ogóle decydować się na psa, skoro ma siedzieć całe dnie sam na zewnątrz. .

A rozumiesz, że pies nie jest człowiekiem i trzymany w domu się męczy?
Bo że kammiś nie rozumie, to zrozumiałe, ale Ty sprawiasz wrażenie jako tako kumatej...

A Ty sie odwal ode mnie.
Ja o lancuchu pisalam, ale czytanie ze zrozumieniem jest zdecydowanie powyzej Twoich mozliwosci.

Tak. Jak ktos trzyma psa na dworze NIE NA LANCUCHU i ten pies jest zadbany i prawidlowo zywiony to ok.

Snake, a Ty wiesz ze niekarmienie zwierzecia jest sprzeczne z prawem? Tak samo jak puszczanie samopas i trzymanie na lancuchu caly czas.
I to nie jest wina psa.
I pragne przypomniec ze w swietle ustawy zwierze nie jest rzecza. I nikt mnie nie przekona ze jest inaczej.
Ale uwaga - zwracam uwage wlascicielom puszczajacym duze psy w miejscach publicznych. Dla dobra psa. Tak samo jak zwracam uwage rodzicom jak do mnie bachor do mnie z lapami podbiega i dotyka mi np.bialej sukienki, czego sobie nie zycze. I jakos zauwazylam ze - przynajmniej w miastach - duzo wiecej jest problemow z dziecmi niz ze zwierzetami.
Wiecie, jest u nas taka knajpka gdzie mozna przyprowadzac zwierzeta. Chodze czesto. I nigdy jeszcze nie bylo tak zeby zwierze caly czas zaklocalo spokoj. Zaden pies nie ujada przez caly czas pobytu tam i nie biega miedzy stolikami. A bachorstwo i owszem. Drze to morde w nieboglosy i biega w miejscu publicznym. Mordercze instynkty to we mnie budzi zawsze.

Widze panowie maja jakies antyzwierzece nastawienie.
Ale tak patrzac obiektywnie to zwierzeta przeszkadzaja innym DUZO RZADZIEJ niz ludzie, zwlaszcza ci najmlodsi. A jakby mi np. Twoja dzieciarnia, Snake, walnela pilka w samochod albo okno to tez nie mialabym zadnych zahamowan zeby od razu to zglosic gdzie trzeba. Albo jakby mi zaklocala cisze nocna - 112 natychmiastowo.
Rozumiem ze ktos sie boi duzych psow.
Rodzicow za to upraszam zeby ich dzieci postepowaly zgodnie z normami spolecznymi, bo jak nie to po dobroci rozmawiac na pewno nie bede. Juz taki przypadek mialam - pan tatus placil mi za sukienke wink
Takze no, uwazaj jak Twoje dziecko bedzie na ulicy cos konsumowac, bo mozesz po kieszeni dostac wink
Akurat to byl prezent od ojca i to MaxMara byla, wiec mowy o wybaczeniu nie bylo mowy.
Juz tatus nie byl tak poblazliwy dla swojego dzieciatka jak sie dowiedzial ze po kieszeni dostanie. Juz to nie bylo kochane ruchliwe dziecko wink
Mhm... Pies zaden jeszcze mi ubrania nie zniszczyl. Obcy kot tez nie. Moj wlasny to co innego, ale i tak to tylko rajstopy wiec grosze, poza tym co moj kot robi z moimi rajstopami to moja sprawa.
Zaden pies nie umilal mi zycia poprzez ciagle ujadanie bez powodu co lato. Kot tym bardziej.
Jak pies schodzi na klatce to slychac tylko tuptanie. Nic wiecej.
Ciekawe, ciekawe, niby to psy nalezy od spoleczenstwa trzymac z daleka, przy budzie przywiazane....

A Snake wiesz jak bardzo nielogiczne jest trzymanie psa na lancuchu? Powiesz mi moze w jaki sposob ten pies pilnuje? Nie mozesz sie nie zgodzic z tym, ze on w razie wtargniecia na posesje jest w stanie zrobic tylko tyle na ile lancuch mu pozwala - czyli nic.
Mija sie to z celem.

626

Odp: Totalny mętlik w głowie
WitchQueen napisał/a:

Jak miałam doga, to on jak było zimno oczywiście spał w domu, bo z taką krótką sierścią naprawdę się do budy w żaden sposób nie nadawał, ale latem on sam chciał iść na dwór na noc, bo zwyczajnie to było na jego psi rozum ciekawsze. Nawet go specjalnie nie trzeba było zachęcać. No to sobie siedział latem na zewnątrz. Ale mimo rozmiarów kanapowiec był z niego straszny. Nie wyobrażam sobie takiego psa zamknąć w kojcu, bo strasznie lubił przebywać z ludźmi.

U mnie pies codziennie był wyprowadzany na spacer i miał kontakt z człowiekiem, miał się kto z nim pobawić itd. I smyczy nie ciągnął i zachować się umiał wszędzie. Zero problemów.

Teraz rodzice kupują Leonbergera i pewnie w ogóle nie będzie potrzeby żeby ten pies siedział w domu. Nie oznacza to, że będzie pozostawiony sam sobie i pozbawiony kontaktu z człowiekiem. Po prostu trzymanie w nagrzanych pokojach psa z futrem jak u niedźwiedzia jest totalnie bez sensu skoro może sobie latać do woli po dużym ogrodzie.

Jedne psy super funkcjonują w blokach inne się kompletnie nie nadają, generalizowanie jest tu bez sensu.

Ale mnie właśnie chodzi o pozostawienie psa samego sobie, a nie o sam fakt, że nie wpuszcza się go do domu. Dla mnie to się  jedno z drugim ściśle wiąże, bo tak po prosu zauważyłam z obserwacji. Na pewno są ludzie, którzy chodzą na zewnątrz głaskać swoje psy i się z nimi bawią, ale ja potępiam właśnie użytkowe traktowanie psa o którym pisał Snake.

627

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

Jak miałam doga, to on jak było zimno oczywiście spał w domu, bo z taką krótką sierścią naprawdę się do budy w żaden sposób nie nadawał, ale latem on sam chciał iść na dwór na noc, bo zwyczajnie to było na jego psi rozum ciekawsze. Nawet go specjalnie nie trzeba było zachęcać. No to sobie siedział latem na zewnątrz. Ale mimo rozmiarów kanapowiec był z niego straszny. Nie wyobrażam sobie takiego psa zamknąć w kojcu, bo strasznie lubił przebywać z ludźmi.

U mnie pies codziennie był wyprowadzany na spacer i miał kontakt z człowiekiem, miał się kto z nim pobawić itd. I smyczy nie ciągnął i zachować się umiał wszędzie. Zero problemów.

Teraz rodzice kupują Leonbergera i pewnie w ogóle nie będzie potrzeby żeby ten pies siedział w domu. Nie oznacza to, że będzie pozostawiony sam sobie i pozbawiony kontaktu z człowiekiem. Po prostu trzymanie w nagrzanych pokojach psa z futrem jak u niedźwiedzia jest totalnie bez sensu skoro może sobie latać do woli po dużym ogrodzie.

Jedne psy super funkcjonują w blokach inne się kompletnie nie nadają, generalizowanie jest tu bez sensu.

Ale mnie właśnie chodzi o pozostawienie psa samego sobie, a nie o sam fakt, że nie wpuszcza się go do domu. Dla mnie to się  jedno z drugim ściśle wiąże, bo tak po prosu zauważyłam z obserwacji. Na pewno są ludzie, którzy chodzą na zewnątrz głaskać swoje psy i się z nimi bawią, ale ja potępiam właśnie użytkowe traktowanie psa o którym pisał Snake.

Snake w ogole serca nie ma, wiec nie ma o czym gadac.
W za pozostawienie psa do wyzywienia samemu sobie mozna w najlepszym wypadku nawet pojsc siedziec.

628 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-05 12:23:16)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Ale uwaga - zwracam uwage wlascicielom puszczajacym duze psy w miejscach publicznych. Dla dobra psa. Tak samo jak zwracam uwage rodzicom jak do mnie bachor do mnie z lapami podbiega i dotyka mi np.bialej sukienki, czego sobie nie zycze. I jakos zauwazylam ze - przynajmniej w miastach - duzo wiecej jest problemow z dziecmi niz ze zwierzetami.
Wiecie, jest u nas taka knajpka gdzie mozna przyprowadzac zwierzeta. Chodze czesto. I nigdy jeszcze nie bylo tak zeby zwierze caly czas zaklocalo spokoj. Zaden pies nie ujada przez caly czas pobytu tam i nie biega miedzy stolikami. A bachorstwo i owszem. Drze to morde w nieboglosy i biega w miejscu publicznym. Mordercze instynkty to we mnie budzi zawsze.

Hehe a mnie śmieszą podwójne standardy rodziców. Jak pies podbiegnie do dziecka, to najchętniej by go ustrzelili mimo, że pies tylko chce się bawić. A jak bachor podbiegnie do mojego psa, to też mogę go ustrzelić? Wtedy jakoś rodzicom nie przeszkadza zły pies i jeszcze pretensje mają, że gówniarzowi nie pozwolę się pobawić. A może mój pies nie ma ochoty, żeby jakiś bachor go za sierść ciągnął? Tzn. ja rozumiem strach rodziców (choć go nie podzielam) i jestem za tym, żeby w miejscach publicznych rzeczywiście dbać o bezpieczeństwo, smycz i kaganiec, jeśli trzeba. Ale jednocześnie rodzice mogliby zwrócić uwagę na karygodne zachowanie swoich dzieci, które same zaczepiają obce psy. Ja nigdy w życiu żadnego psa się nie bałam, ale miałam i nadal mam do nich respekt. Jak byłam mała to też uwielbiałam psy, ale rodzice mnie nauczyli, że nie można po prostu podbiegać do obcego psa i rzucać się na niego z łapami. Można tego nauczyć bachora? Można.

W Warszawie jest całkiem sporo knajp, gdzie można przychodzić z psem. W sumie to chętniej je wybieram, bo wtedy nie muszę zostawiać psa w domu. Też jeszcze nie zauważyłam, żeby pies przeszkadzał czy źle się zachowywał.

629 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 12:28:26)

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ale uwaga - zwracam uwage wlascicielom puszczajacym duze psy w miejscach publicznych. Dla dobra psa. Tak samo jak zwracam uwage rodzicom jak do mnie bachor do mnie z lapami podbiega i dotyka mi np.bialej sukienki, czego sobie nie zycze. I jakos zauwazylam ze - przynajmniej w miastach - duzo wiecej jest problemow z dziecmi niz ze zwierzetami.
Wiecie, jest u nas taka knajpka gdzie mozna przyprowadzac zwierzeta. Chodze czesto. I nigdy jeszcze nie bylo tak zeby zwierze caly czas zaklocalo spokoj. Zaden pies nie ujada przez caly czas pobytu tam i nie biega miedzy stolikami. A bachorstwo i owszem. Drze to morde w nieboglosy i biega w miejscu publicznym. Mordercze instynkty to we mnie budzi zawsze.

Hehe a mnie śmieszą podwójne standardy rodziców. Jak pies podbiegnie do dziecka, to najchętniej by go ustrzelili mimo, że pies tylko chce się bawić. A jak bachor podbiegnie do mojego psa, to też mogę go ustrzelić? Wtedy jakoś rodzicom nie przeszkadza zły pies i jeszcze pretensje mają, że gówniarzowi nie pozwolę się pobawić. A może mój pies nie ma ochoty, żeby jakiś bachor go za sierść ciągnął? Tzn. ja rozumiem strach rodziców (choć go nie podzielam) i jestem za tym, żeby w miejscach publicznych rzeczywiście dbać o bezpieczeństwo, smycz i kaganiec, jeśli trzeba. Ale jednocześnie rodzice mogliby zwrócić uwagę na karygodne zachowanie swoich dzieci, które same zaczepiają obce psy. Ja nigdy w życiu żadnego psa się nie bałam, ale miałam i nadal mam do nich respekt. Jak byłam mała to też uwielbiałam psy, ale rodzice mnie nauczyli, że nie można po prostu podbiegać do obcego psa i rzucać się na niego z łapami. Można tego nauczyć bachora? Można.

W Warszawie jest całkiem sporo knajp, gdzie można przychodzić z psem. W sumie to chętniej je wybieram, bo wtedy nie muszę zostawiać psa w domu. Też jeszcze nie zauważyłam, żeby pies przeszkadzał czy źle się zachowywał.

Rodzice mogliby nauczyc bachory wszystkiego
Od tego ze do psa sie nie podbiega, poprzez to ze nie biega sie z zarciem i piciem i nie podbiega z tym do ludzi, az do tego ze nie drze sie mordy jak opetany
wink

Jak bylam mala to podobno chcial mnie ugryzc spaniel.
Mam na tyle madrego ojca ze dobrze wiedzial ze wystawilam lapy i ze to nie jest wina psa. Matka mowila ze jeszcze wlascicielke przeprosil.
Ja bylam mala. Przestraszylam sie i juz lap nie pchalam. Ale nikt nie mowil jakie biedne dziecko i jaki straszny pies bo ciut rozumu ojciec w glowie ma.

630 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-05 12:40:27)

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Rodzice mogliby nauczyc bachory wszystkiego
Od tego ze do psa sie nie podbiega, poprzez to ze nie biega sie z zarciem i piciem i nie podbiega z tym do ludzi, az do tego ze nie drze sie mordy jak opetany
wink

To już swoją drogą. Chodzi mi o to, że brak reakcji na takie zachowania bachorów stwarza niebezpieczne sytuacje. Rodzice dramatyzują, że złe psy i źli właściciele, ale sami nie umieją zdyscyplinować swoich małych potworów. W miejscach, gdzie jest dużo ludzi nie spuszczam psa ze smyczy, ale nie mam obowiązku, żeby przebywał on w kagańcu, jeśli nie jest rasą agresywną i nie przewożę go akurat komunikacją miejską.

Kammiś, jak byłam mała, to mój własny pies mnie ugryzł ze 2 razy. Ale to była mądra i wytresowana bestia, on nie gryzł, żeby zrobić krzywdę, tylko żeby przestraszyć. 2 razy nabił mi po siniaku i nauczyłam się, że pies też ma swoje granice, których nie mogę przekraczać i robić co mi się podoba tylko dlatego, że jestem człowiekiem.

631 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 12:43:25)

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Rodzice mogliby nauczyc bachory wszystkiego
Od tego ze do psa sie nie podbiega, poprzez to ze nie biega sie z zarciem i piciem i nie podbiega z tym do ludzi, az do tego ze nie drze sie mordy jak opetany
wink

To już swoją drogą. Chodzi mi o to, że brak reakcji na takie zachowania bachorów stwarza niebezpieczne sytuacje. Rodzice dramatyzują, że złe psy i źli właściciele, ale sami nie umieją zdyscyplinować swoich małych potworów. W miejscach, gdzie jest dużo ludzi nie spuszczam psa ze smyczy, ale nie mam obowiązku, żeby przebywał on w kagańcu, jeśli nie jest rasą agresywną i nie przewożę go akurat komunikacją miejską.

Pies moich rodzicow nawet kaganca nie posiada wink
To chichuachua ale prawda jest taka ze pare razy chcial kogos chapnac wink
Gryzie po stopach jak je i podchodzi sie do jego miski big_smile

Obcy pies raz tak sie cieszyl ze w momencie kiedy sie schylalam zeby go poglaskac to on chcial skonczyc i dostalam jego nosem prosto w swoj nos big_smile zobaczylam wszystkie gwiazdy big_smile

632

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Rodzice mogliby nauczyc bachory wszystkiego
Od tego ze do psa sie nie podbiega, poprzez to ze nie biega sie z zarciem i piciem i nie podbiega z tym do ludzi, az do tego ze nie drze sie mordy jak opetany
wink

To już swoją drogą. Chodzi mi o to, że brak reakcji na takie zachowania bachorów stwarza niebezpieczne sytuacje. Rodzice dramatyzują, że złe psy i źli właściciele, ale sami nie umieją zdyscyplinować swoich małych potworów. W miejscach, gdzie jest dużo ludzi nie spuszczam psa ze smyczy, ale nie mam obowiązku, żeby przebywał on w kagańcu, jeśli nie jest rasą agresywną i nie przewożę go akurat komunikacją miejską.

Pies moich rodzicow nawet kaganca nie posiada wink
To chichuachua ale prawda jest taka ze pare razy chcial kogos chapnac wink
Gryzie po stopach jak je i podchodzi sie do jego miski big_smile

Obcy pies raz tak sie cieszyl ze w momencie kiedy sie schylalam zeby go poglaskac to on chcial skonczyc i dostalam jego nosem prosto w swoj nos big_smile zobaczylam wszystkie gwiazdy big_smile

Ja mam jeden lekki kaganiec zapinany na rzepy, bo w komunikacji miejskiej teoretycznie trzeba. Stosuję się do przepisów, bo psu też żadna krzywda się nie stanie, gdy mu założę taki kaganiec na kilka minut.

633

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:

To już swoją drogą. Chodzi mi o to, że brak reakcji na takie zachowania bachorów stwarza niebezpieczne sytuacje. Rodzice dramatyzują, że złe psy i źli właściciele, ale sami nie umieją zdyscyplinować swoich małych potworów. W miejscach, gdzie jest dużo ludzi nie spuszczam psa ze smyczy, ale nie mam obowiązku, żeby przebywał on w kagańcu, jeśli nie jest rasą agresywną i nie przewożę go akurat komunikacją miejską.

Pies moich rodzicow nawet kaganca nie posiada wink
To chichuachua ale prawda jest taka ze pare razy chcial kogos chapnac wink
Gryzie po stopach jak je i podchodzi sie do jego miski big_smile

Obcy pies raz tak sie cieszyl ze w momencie kiedy sie schylalam zeby go poglaskac to on chcial skonczyc i dostalam jego nosem prosto w swoj nos big_smile zobaczylam wszystkie gwiazdy big_smile

Ja mam jeden lekki kaganiec zapinany na rzepy, bo w komunikacji miejskiej teoretycznie trzeba. Stosuję się do przepisów, bo psu też żadna krzywda się nie stanie, gdy mu założę taki kaganiec na kilka minut.

Wiesz, to chichuachua, ciezko byloby mu cos zakladac wink
Nawet w samochodzie jest przewozony w takim transporterze jak kot smile

634

Odp: Totalny mętlik w głowie

Co do rodzicow - mysla ze ich dzieciak bedzie centrum wszechswiata dla innych ludzi
I jest wielkie zdziwienie, ze nie, nie bedzie, a sa osoby ktore sie nawet do niego nie usmiechna, bo nie lubia malych dzieci.
Mialam pare takich sytuacji.
1. Ta z sukienka.
2. Jestem w przebieralni a dzieciak sobie odslania zaslone. Bylam ubrana ale wyjechalam na mamuske ze az milo. Mialam zly dzien, glowa mnie bolala, a to mnie poirytowalo strasznie. Chcialam byc spokojna ale jak ona rzucila tekstem ze to tylko dziecko to mnie nerwy poniosly.
3. W kawiarni. Z moja byla przyjaciolka siedzialysmy sobie przy kawce. To bylo jakos w zeszlym roku, nie spotykalam sie jeszcze z F. Moja ex-przyjaciolka jest taka sama fanka Greya jak i ja big_smile to znaczy moze nie ze jestesmy ogolnie fankami calosci tylko lubimy niektore momenty (niekoniecznie te erotyczne bo ten w samolocie tez jest fajny tongue ). No i siedzimy i chcialysmy wybrac najlepszy fragment. Wyjelam tableta i czytamy. Nie glosno, ale nie szeptem. I sie mamusia rzucila ze jej coreczka nie moze sluchac takich zboczonych rzeczy! big_smile To powiedzialam ze niech nie slucha albo sie przesiadzie bo rozmawiac nam jeszcze nikt nie zabroni.
4. Darcie sie w nieboglosy bachorow sasiadow rodzicow. Nie, nie bylam poblazliwa.
5. Kopniecie psa przez jakiegos gowniarza. I tu mi mocno nerwy puscily, oj mocno.
Duzo bylo takich sytuacji.

635

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Snake, a Ty wiesz ze niekarmienie zwierzecia jest sprzeczne z prawem? Tak samo jak puszczanie samopas i trzymanie na lancuchu caly czas.

Dużo rzeczy jest sprzeczne z prawem smile Piszę o pewnej praktyce, której rzecz jasna nikt nie zgłasza, bo większość tak w okolicy robi ale jaki potem krzyk jak psa myśliwy odstrzeli...

kammiś napisał/a:

Ale uwaga - zwracam uwage wlascicielom puszczajacym duze psy w miejscach publicznych. Dla dobra psa.

Słusznie. Mnie w przypadku jak opisywałem powyżej napotkania dużego psa bez smyczy i kagańca zupełnie nie interesuje czy to tak naprawdę miłe stworzenie. Ma potencjał aby wyrządzić poważną krzywdę nawet mnie, nie mówiąc o dzieciach. Moje dzieci się do takich same nie zbliżają, do mniejszych zresztą też nie. Pal licho małego psa, a takie np. codziennie czekają na któregoś z rodziców pod przedszkolem dziecka. Mój młodszy omija je szerokim łukiem. Mnie one nie przeszkadzają, bo to faktycznie małe psy (jeden czeka zupełnie luzem i bez kagańca, a drugi jest tylko przywiązany do słupka). Gdyby jednak ktoś tak zostawił pod drzwiami dużego psa, to pierwszy raz zrobiłbym mu awanturę w przedszkolu, a drugi raz od razu dzwonił po straż miejską smile
Natomiast czy jestem bez serca smile Moje serce kończy się tam, gdzie zaczyna się interes i zdrowie moich dzieci. Wielki pies puszczony samopas bez kagańca jest dla nich zagrożeniem. Zabicie takiego psa wybaczyłbym sobie po 5 minutach, a ewentualne pogryzienie mojego dziecka nigdy. Ja mam prawo się bać o zdrowie i życie moich dzieci, a wolę się pomylić i ponieść tego konsekwencje w postaci jakiejś kary i zadośćuczynienia finansowego właścicielowi psa niż zareagować za późno i mieć poharatane dziecko. Co innego jeśli moje dziecko wlazłoby do budy psa sąsiadów i zaczęło psa drażnić. Cóż, poniosłoby bolesną lekcję. Ja taką miałem w wieku dziecięcym jak drażniłem myśliwskiego psa sąsiada i poharatał mi dwa palce. Nikt nie latał i nie wołał - uśpić psa! Sam zaczepiałem, to dostałem nauczkę. W przestrzeni publicznej jednak pies bez kagańca i smyczy nie powinien mieć racji bytu, dla dobra psa rzecz jasna smile


kammiś napisał/a:

Tak samo jak zwracam uwage rodzicom jak do mnie bachor do mnie z lapami podbiega i dotyka mi np.bialej sukienki, czego sobie nie zycze.[...]A jakby mi np. Twoja dzieciarnia, Snake, walnela pilka w samochod albo okno to tez nie mialabym zadnych zahamowan zeby od razu to zglosic gdzie trzeba. Albo jakby mi zaklocala cisze nocna - 112 natychmiastowo

Słusznie, nie wiem czemu zakładasz, że się z tym nie zgodzę. Rodzice ponoszą odpowiedzialność za czyny dzieci.

kammiś napisał/a:

A Snake wiesz jak bardzo nielogiczne jest trzymanie psa na lancuchu? Powiesz mi moze w jaki sposob ten pies pilnuje? Nie mozesz sie nie zgodzic z tym, ze on w razie wtargniecia na posesje jest w stanie zrobic tylko tyle na ile lancuch mu pozwala - czyli nic.
Mija sie to z celem.

Przeważnie chodzi o robienie hałasu. Pies jest przy zabudowaniach, a na wsi ludzie są najczęściej gdzieś dalej, w polu itp. Pies ujada, znaczy gość w dom...

636

Odp: Totalny mętlik w głowie
Snake napisał/a:
kammiś napisał/a:

Tak samo jak zwracam uwage rodzicom jak do mnie bachor do mnie z lapami podbiega i dotyka mi np.bialej sukienki, czego sobie nie zycze.[...]A jakby mi np. Twoja dzieciarnia, Snake, walnela pilka w samochod albo okno to tez nie mialabym zadnych zahamowan zeby od razu to zglosic gdzie trzeba. Albo jakby mi zaklocala cisze nocna - 112 natychmiastowo

Słusznie, nie wiem czemu zakładasz, że się z tym nie zgodzę. Rodzice ponoszą odpowiedzialność za czyny dzieci.

Kiedys gdzies napisales ze dobrze ze chlopcy graja w pilke przed blokiem, stad moje slowa wink

Ja generalnie po prostu nie cackam sie z obecnoscia dzieci w przestrzeni publicznej i nie zwracam na nie najmniejszej uwagi. Nie zamierzam czegos nie robic albo cos robic tylko dlatego, ze dziecko.
Natomiast bardzo szanuje osoby starsze. Do tej pory (mowie o swoich doswiadczeniach wylacznie) spotkalam samych przyzwoitych ludzi. Lubie starsze panie. Sa mile. Mam sporo sasiadek starszych pan. Przyniosa ciasteczka, ja im zrobie zakupy, porozmawiamy, napijemy sie herbaty. Lubie je. Nic im nie przeszkadza.
Kiedys zapytalam jednej starszej pani czy jej nie przeszkadza ze czasami kolo 21-22 skacze na skakance w pokoju. Powiedziala "a dziecko kochane, ja stara jestem i glucha, mozesz skakac nawet o 3 w nocy" smile
Juz sobie wyobrazam jakie dymy robilaby mi mamusia bo dzieciatku dudni.
Starsze osoby sa fajne. Nie przeszkadza im nawet to ze wlaczam muzyke o 6 rano dosyc glosno jak wstaje. A matki z dziecmi robia dym, mimo ze ciszy nocnej nie ma i moim swietym prawem jest w godzinach 6-22 sluchac sobie tyle muzyki ile wlezie. I nie jest to poziom glosnosci jak na dyskotece. Mniej wiecej jak mocniej podgloszonego  TV.
Tak samo jak nie zamierzam czegos nie mowic bo dziecko moze uslyszec. Problem rodzica, nie moj. Kiedys sobie ogladalam film na laptopie jadac Polskim Busem. I naprawde zupelnie nie interesowalo mnie ze z tylu dziecko zaglada i widzi jak morduja dziewczyne. Rodzica problem.

637 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-03-05 14:56:35)

Odp: Totalny mętlik w głowie

No to prawda, trzeba dobrze dobrać rasę. Ja np nie brałabym psa, który potrzebuje bardzo dużo spacerów, biegania, bo potem jak znajdę prace, to nie wiadomo jak będzie z czasem na to. No, ale dla takiego mopsa czy psa, który nie potrzebuje aż tak dużo chodzenia, to wydaje mi się, że wtedy 15-20 minut chodzenia nie jest źle. No, ale pewnie i jeden dłuższy spacer będzie np ponad 30 minut, ale przykładowo dla niego i mniej raczej nie będzie źle. Z wyglądu podobają mi się też np beagle, ale one z tego co czytałam już więcej spacerów, by potrzebowały.

Ja dobrze traktuję zwierzęta, wyjątkiem tego był czas, gdy miałam 5-6 lat i byłam u mojej babci na wsi. Był tam dorosły kot, lubiłam go, siedziałam obok niego jak spał, przeganiałam od niego muchy hehe big_smile Mimo że normalnie sama ich nie lubię jak pisałam. Raz jednak zrobiłam źle, ale to potem chyba powiedziała mi mama, bym tak nie robiła, bo złapałam go na podwórku podobno za ogon i w kółko za ogon go brałam jak karuzela. Samej mi niefajnie, że tak zrobiłam, byłam zaskoczona jak o tym usłyszałam, bo tego nie pamiętałam. No, ale wytłumaczyli mi, widocznie wtedy nie rozumiałam, że tak go krzywdę, bo naumyślnie skrzywdzić na pewno nie chciałam. Potem już nic takiego nie zrobiłam i bym nie zrobiła. No, ale byłam dzieckiem, tak to tłumaczę, więc ważne, że potem już tak nie robiłam. No, ale jak dorosły krzywdzi, z pełną świadomością wie, że krzywdzi to też dla mnie to jest okropne. Jak widzę teraz gdzieś informację, że ktoś coś zrobił zwierzęciu to od razu płaczę, ten ktoś jest dorosły i tak okrutny, zasługuje na wysoką karę.. Szkoda jednak, że nie zawsze tak jest. Moja przyjaciółka podobno w parku widziała jak jacyś chłopaki w łabędzie rzucali kamieniami hmm Jakiś pan coś im powiedział od razu. Ja też bym powiedziała, co to ma być, żeby takie rzeczy robić.

Co do psów, to mój facet mieszka też jeszcze z rodzicami, w domu i tam właśnie pies jak cieplej to jest w budzie, pilnuje posesji, jak zimniej, to śpi w pokoju mojego faceta na podłodze, bo tak jej pasuje o dziwo rzadko wskakuje na łóżko jak wiele psów - np moja sunia spała na łóżku z rodzicami hehe. Tzn nie jest to pies, który zrobiłby krzywdę, gdyby ktoś się włamał, bo owszem zęby ma ostre, ale raczej ma charakter mocno potulny i jest wręcz aż zbyt dobrze nastawiona do obcych ;p No, ale wiadomo, że choćby wtedy, by szczekała, więc zawsze to by było coś. Na początku się jej obawiałam, bo właśnie jak widzę, że pies ma ostre zęby, to się jakoś obawiam, chociaż wiem, że może być całkiem fajny pies i że nie zawsze jest czego się obawiać, zależy od charakteru psa i wychowania. No a wielkości jest ona średniej, ale początkowo miałam obawy. Jednak jak potem zobaczyłam jaka ona jest spokojna, to już wiem, że ostre zęby owszem ma, ale nie robi z nich użytku na ludziach i do wszystkich jest bardzo miło nastawiona, taki pieszczoch ;p Bardzo lubię teraz się z nią bawić, głaskać, już wiem, że nie ma co się obawiać. Jednak na ulicy nadal mam lekki lęk jak widzę pitbulla itp, wtedy jak nie znam tego psa to staram się iść lekko z dala od niego ;p Nigdy nie wiadomo jak go wychowali, zwłaszcza jak idzie z nim jakiś dres, wiecie o co chodzi tongue No co innego np mastiff z mojej klatki z góry, co jego też się obawiałam, ale teraz już nie, bo owszem pies wielki, potężny, ale taki milutki, że też tylko się łasi wink Jego pani, czyli moja sąsiadka więc zawsze mówiła, że nie ma czego się obawiać, niemniej jak łasi się to go odciąga, bo pewnie sama sobie myśli, że pewnie nie każdy ma ochotę, by do niego się łasił. Jednak ja odkąd widzę jaki fajny, to nie mam nic przeciw.

638

Odp: Totalny mętlik w głowie
truskaweczka19 napisał/a:

No to prawda, trzeba dobrze dobrać rasę. Ja np nie brałabym psa, który potrzebuje bardzo dużo spacerów, biegania, bo potem jak znajdę prace, to nie wiadomo jak będzie z czasem na to. No, ale dla takiego mopsa czy psa, który nie potrzebuje aż tak dużo chodzenia, to wydaje mi się, że wtedy 15-20 minut chodzenia nie jest źle. No, ale pewnie i jeden dłuższy spacer będzie np ponad 30 minut, ale przykładowo dla niego i mniej raczej nie będzie źle. Z wyglądu podobają mi się też np beagle, ale one z tego co czytałam już więcej spacerów, by potrzebowały.

Ja dobrze traktuję zwierzęta, wyjątkiem tego był czas, gdy miałam 5-6 lat i byłam u mojej babci na wsi. Był tam dorosły kot, lubiłam go, siedziałam obok niego jak spał, przeganiałam od niego muchy hehe big_smile Mimo że normalnie sama ich nie lubię jak pisałam. Raz jednak zrobiłam źle, ale to potem chyba powiedziała mi mama, bym tak nie robiła, bo złapałam go na podwórku podobno za ogon i w kółko za ogon go brałam jak karuzela. Samej mi niefajnie, że tak zrobiłam, byłam zaskoczona jak o tym usłyszałam, bo tego nie pamiętałam. No, ale wytłumaczyli mi, widocznie wtedy nie rozumiałam, że tak go krzywdę, bo naumyślnie skrzywdzić na pewno nie chciałam. Potem już nic takiego nie zrobiłam i bym nie zrobiła. No, ale byłam dzieckiem, tak to tłumaczę, więc ważne, że potem już tak nie robiłam. No, ale jak dorosły krzywdzi, z pełną świadomością wie, że krzywdzi to też dla mnie to jest okropne. Jak widzę teraz gdzieś informację, że ktoś coś zrobił zwierzęciu to od razu płaczę, ten ktoś jest dorosły i tak okrutny, zasługuje na wysoką karę.. Szkoda jednak, że nie zawsze tak jest. Moja przyjaciółka podobno w parku widziała jak jacyś chłopaki w łabędzie rzucali kamieniami hmm Jakiś pan coś im powiedział od razu. Ja też bym powiedziała, co to ma być, żeby takie rzeczy robić.

Co do psów, to mój facet mieszka też jeszcze z rodzicami, w domu i tam właśnie pies jak cieplej to jest w budzie, pilnuje posesji, jak zimniej, to śpi w pokoju mojego faceta na podłodze, bo tak jej pasuje o dziwo rzadko wskakuje na łóżko jak wiele psów - np moja sunia spała na łóżku z rodzicami hehe. Tzn nie jest to pies, który zrobiłby krzywdę, gdyby ktoś się włamał, bo owszem zęby ma ostre, ale raczej ma charakter mocno potulny i jest wręcz aż zbyt dobrze nastawiona do obcych ;p No, ale wiadomo, że choćby wtedy, by szczekała, więc zawsze to by było coś. Na początku się jej obawiałam, bo właśnie jak widzę, że pies ma ostre zęby, to się jakoś obawiam, chociaż wiem, że może być całkiem fajny pies i że nie zawsze jest czego się obawiać, zależy od charakteru psa i wychowania. No a wielkości jest ona średniej, ale początkowo miałam obawy. Jednak jak potem zobaczyłam jaka ona jest spokojna, to już wiem, że ostre zęby owszem ma, ale nie robi z nich użytku na ludziach i do wszystkich jest bardzo miło nastawiona, taki pieszczoch ;p Bardzo lubię teraz się z nią bawić, głaskać, już wiem, że nie ma co się obawiać. Jednak na ulicy nadal mam lekki lęk jak widzę pitbulla itp, wtedy jak nie znam tego psa to staram się iść lekko z dala od niego ;p Nigdy nie wiadomo jak go wychowali, zwłaszcza jak idzie z nim jakiś dres, wiecie o co chodzi tongue No co innego np mastiff z mojej klatki z góry, co jego też się obawiałam, ale teraz już nie, bo owszem pies wielki, potężny, ale taki milutki, że też tylko się łasi wink Jego pani, czyli moja sąsiadka więc zawsze mówiła, że nie ma czego się obawiać, niemniej jak łasi się to go odciąga, bo pewnie sama sobie myśli, że pewnie nie każdy ma ochotę, by do niego się łasił. Jednak ja odkąd widzę jaki fajny, to nie mam nic przeciw.

No ale widzisz Tobie ktos powiedzial ze nie wolno.
A niektorym dzieciom sie nie mowi nic i to jest problem.

639

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

No ale widzisz Tobie ktos powiedzial ze nie wolno.
A niektorym dzieciom sie nie mowi nic i to jest problem.

Bo najczęściej rozmnażają się ludzie, którzy robią to instynktownie jak zwierzęta i w ogóle nie powinni mieć dzieci. Nie wyobrażam sobie jaka patologia musi być w domu, żeby ktoś już jako nastolatek źle traktował zwierzęta. Przykład bierze się głównie z domu.

640

Odp: Totalny mętlik w głowie

Kammiś, trzymanie stale na łańcuchu jest sprzeczne z prawem? Pytam, bo parę domów ode mnie na łańcuchu stoi husky. Dość krótkim łańcuchu dodam. Porobiłam zdjęcia i napisałam do TOZ-u, ale na razie chyba zero reakcji, bo pies jak stał tak stoi.

641

Odp: Totalny mętlik w głowie
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

No ale widzisz Tobie ktos powiedzial ze nie wolno.
A niektorym dzieciom sie nie mowi nic i to jest problem.

Bo najczęściej rozmnażają się ludzie, którzy robią to instynktownie jak zwierzęta i w ogóle nie powinni mieć dzieci. Nie wyobrażam sobie jaka patologia musi być w domu, żeby ktoś już jako nastolatek źle traktował zwierzęta. Przykład bierze się głównie z domu.

Nie piszesz tu o mnie? No, ale chyba nie, bo ja wtedy byłam dzieckiem. No, ale tak, jak nastolatek to co innego i tutaj raczej zły przykład w domu.

642 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 16:24:10)

Odp: Totalny mętlik w głowie
Vian napisał/a:

Kammiś, trzymanie stale na łańcuchu jest sprzeczne z prawem? Pytam, bo parę domów ode mnie na łańcuchu stoi husky. Dość krótkim łańcuchu dodam. Porobiłam zdjęcia i napisałam do TOZ-u, ale na razie chyba zero reakcji, bo pies jak stał tak stoi.

Vian, tak!
Pies nie moze być stale na uwięzi dłużej niż 12 godzin bez przerwy.
I długość uwięzi nie powinna być mniejsza niż 3 metry!

Proszę:

Art. 9. 1. Kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu
pomieszczenie chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, z
dostępem do światła dziennego, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała,
odpowiednią karmę i stały dostęp do wody.
2. Zabrania się trzymania zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały dłużej
niż 12 godzin w ciągu doby lub powodujący u nich uszkodzenie ciała lub cierpienie
oraz niezapewniający możliwości niezbędnego ruchu. Długość uwięzi nie może być
krótsza niż 3 m

TOZy są dość leniwe. Niestety wiem z doświadczenia...

643

Odp: Totalny mętlik w głowie
truskaweczka19 napisał/a:
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

No ale widzisz Tobie ktos powiedzial ze nie wolno.
A niektorym dzieciom sie nie mowi nic i to jest problem.

Bo najczęściej rozmnażają się ludzie, którzy robią to instynktownie jak zwierzęta i w ogóle nie powinni mieć dzieci. Nie wyobrażam sobie jaka patologia musi być w domu, żeby ktoś już jako nastolatek źle traktował zwierzęta. Przykład bierze się głównie z domu.

Nie piszesz tu o mnie? No, ale chyba nie, bo ja wtedy byłam dzieckiem. No, ale tak, jak nastolatek to co innego i tutaj raczej zły przykład w domu.

Oczywiście, że nie o Tobie, Truskaweczko. Żadne dziecko nie rodzi się z wiedzą na temat tego, co można robić ze zwierzęciem, a czego nie. Od tego właśnie są rodzice, żeby uczyć i Twoi bardzo mądrze zrobili. Ale jeśli rodzice nie interweniują i nie tłumaczą, to potem wyrastają nastolatki, które nie mają za grosz empatii. Sorry, ale jeśli ktoś jest w stanie źle potraktować zwierzę, to ja nie wierzę, że nie byłby w stanie zrobić tego człowiekowi. Może co najwyżej być tchórzem i nie mieć jaj, bo za to są większe kary.

644

Odp: Totalny mętlik w głowie

Kammiś i cslady może byście tak z łaski swojej zaczęły o dzieciach pisać dzieci a nie bachory, gówniarze i nie wiadomo jak jeszcze. Paskudne stare babska z was wychodzą.

645

Odp: Totalny mętlik w głowie
Jozefina napisał/a:

Kammiś i cslady może byście tak z łaski swojej zaczęły o dzieciach pisać dzieci a nie bachory, gówniarze i nie wiadomo jak jeszcze. Paskudne stare babska z was wychodzą.

trudno wink
stare 20-paroletnie babska smile
bachor nie jest wulgaryzmem jeszcze.

646

Odp: Totalny mętlik w głowie

Ach nie, nie jest. Fakt wulgarna może nie jesteś. Ale chamska już tak. One koszmarne dzieci można tłumaczyć wiekiem i tym że rodzice nie reagują i nie wychowują. Czym można tłumaczyć   Ciebie?

647

Odp: Totalny mętlik w głowie

Bachor to precyzyjne określenie niegrzecznego dziecka, a nie dziecka ogólnie. Nie jest to ani wulgaryzm ani jakieś chamskie słowo. Nie będę za każdym razem pisać "niegrzeczne dziecko", żeby być poprawną politycznie. Dla mnie dzieci, które źle traktują zwierzęta to bachory właśnie. Dzieci lubię, bachorów nie.

648

Odp: Totalny mętlik w głowie
Jozefina napisał/a:

Ach nie, nie jest. Fakt wulgarna może nie jesteś. Ale chamska już tak. One koszmarne dzieci można tłumaczyć wiekiem i tym że rodzice nie reagują i nie wychowują. Czym można tłumaczyć   Ciebie?

Cslady dobrze to ujęła.
smile

649 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-03-05 18:23:18)

Odp: Totalny mętlik w głowie

I znowu jestem chora... Haha. To zaczyna byc smieszne.
Znaczy no, oprocz tych bakterii cos grypowego mnie chyba bierze.
Myslalam ze po braniu doustnej szczepionki mi to minie....   
Az sie moj facet zalamal i zadziwil.
"Ty masz goraczke!!!" yikes
Zabral mi podrecznik i kazal sie polozyc. Bede mowic do niego tato. Nawet uczyc sie mi nie wolno :d

650

Odp: Totalny mętlik w głowie
kammiś napisał/a:

Kiedys gdzies napisales ze dobrze ze chlopcy graja w pilke przed blokiem, stad moje slowa wink

No i się nie wycofuję ale co to ma wspólnego z odpowiedzialnością za szkody?

kammiś napisał/a:

Ja generalnie po prostu nie cackam sie z obecnoscia dzieci w przestrzeni publicznej i nie zwracam na nie najmniejszej uwagi. Nie zamierzam czegos nie robic albo cos robic tylko dlatego, ze dziecko.

Może dlatego, że sama w ten sposób zachowujesz się jak dziecko?

kammiś napisał/a:

Tak samo jak nie zamierzam czegos nie mowic bo dziecko moze uslyszec. Problem rodzica, nie moj. Kiedys sobie ogladalam film na laptopie jadac Polskim Busem. I naprawde zupelnie nie interesowalo mnie ze z tylu dziecko zaglada i widzi jak morduja dziewczyne. Rodzica problem.

Pierwsze primo. Możemy się umówić na wspólną wycieczkę busem. Ja wezmę laptopa z moją kolekcją zdjęć i filmów trupów z pobojowisk świata w różnym stopniu ukompletowania plus filmy z ciekawych egzekucji, a jako danie specjalne przygotuję zestaw filmów z "ciekawych" rzeźni świata i będę je sobie oglądał w fotelu obok. Będziemy odmierzać czas ile ci wystarczy samozaparcia żeby "wygrać"...
Drugie primo. Rodzica problem? A to ja tak coś w ten deseń powiem w każdej firmie, w której jako pracownik będę sobie chciał wrzucać na tapetę komputera rozebrane laski albo laski w czasie poniżającego spółkowania. Pracodawcy problem jeśli pozwie go któraś z pracownic, że jest molestowana przez konieczność oglądania ekranu mojego komputera. Tylko czemu ten pracodawca zapewne nie zechce po męsku tego problemu wziąć na klatę tylko da mi najpewniej ostrzeżenie, a jak nie poskutkuje, to się ze mną pożegna? Ze mną, a nie z pracownicą, która mi podgląda ekran?

Posty [ 586 do 650 z 1 694 ]

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 27 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Totalny mętlik w głowie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026