Hej 
Nadina i tak Ci zazdroszczę, masz faceta i córkę przy sobie, widujecie się codziennie, wracasz do pełnego a nie codziennie pustego mieszkania/pokoju jak ja, a to bardzo dużo, tym bardziej w ciąży.
Ja mam brata, ale bratowej jeszcze nie mam. Myślę, że to zależy od człowieka. Ludzie są różni sama wiesz, ja bym chciała, żeby rodzeństwo mojego TŻ mnie lubiło (nawet jeszcze wszystkich nie poznałam:/) ale jestem raczej bezkonfliktową osobą i mało w życiu miałam wrogów, lubię ludzi i żyć z nimi w zgodzie tak ogólnie mówiąc, chociaż wiem, że różnie to bywa.
Oczywiście, że myśleliśmy razem zamieszkać, ale na razie, do puki studiuję (czyli prawie do rozwiązania) i tak muszę wynajmować mieszkanie tam gdzie jest uczelnia, bo dojazdy jeszcze w ciąży to byłoby za dużo. Nie chcę jednak zostawać w tym mieście, bo to dla mnie za duże miasto i nie wyobrażam sobie życia tam na stałe. Najbardziej chciałabym wrócić tu, do siebie, ale niestety, nie ma warunków (mamy tylko małe 2 pokojowe mieszkanie, jak tato albo brat przyjadą to ledwo się mieścimy) i gdzie tu my? W końcu stanęło na tym, że zamieszkamy u mojego TŻ, bo on mieszka w domu prywatnym z rodzicami i też mają gospodarstwo, a jego rodzeństwo już dawno się wyprowadziło więc ma całą górę dla siebie i już zaczął robić tam remonty (kuchnia, łazienka).
Szkoda tylko, że ja prawie nie znam jego rodziny bo nigdy tam nie byłam. Jak komukolwiek o tym mówię, to wywala oczy i się dziwi, ale co ja mam poradzić? Przecież nie mogę mieć do niego pretensji, że mnie nigdy nie zaprosił bo to trochę nie w porządku by było. Próbowałam już kilkakrotnie dać mu do zrozumienia, że może byśmy do niego pojechali, nawet proponowałam, że przyjadę ale zawsze jakieś wymówki. Szczerze mówiąc, miałam nawet cichą nadzieję, że zabierze mnie tam na wigilię albo święta, ale nie padła żadna propozycja z jego strony. Nie rozumiem tego, tym bardziej, że jestem już jego narzeczoną i będziemy mieli dziecko, ale przecież nie będę się wpraszać, bo trochę głupio. Beznadziejna sytuacja i dla mnie nie zrozumiała, ale on nie widzi w tym żadnego problemu i zachowuje się, jakby to wcale nie było ważne.
Tylko że dla mnie jest to ważne skoro mam tam zamieszkać. Jak mam zamieszkać, w zupełnie obcym dla siebie domu, na dodatek zaraz po porodzie. Jak ja się będę wtedy czuła? Wyć mi się chce na samą myśl. Przecież do nowego miejsca i otoczenia trzeba się przyzwyczaić, to nie jest tak hop-siup, tym bardziej że nigdy nie mieszkałam na wsi. Ja wiem ile kosztowało mnie przyzwyczajenie się do nowego miasta i mieszkania, jak wyprowadziłam się na studia i to nie trwało tydzień, czy dwa, tylko długie miesiące. Doceniam jego starania i nie chcę wyjść na Paniusię, której wszystko dają a ona jeszcze kręci nosem, ale potrzebuję trochę zrozumienia.
Rozpisałam się jak nie wiem, ale przynajmniej tutaj się mogę wygadać. Do szału mnie to doprowadza, jak w koło pyta rodzinka kiedy do niego jadę albo czy jadę tam na święta. I co mam mówić? Nie bo nie zostałam zaproszona, aż mi samej robi się głupio. Tylko co JA mogę w tej sytuacji zrobić? Bo wydaje mi się, że niewiele.
MoniczkaXX Dziękujemy za życzenia :*
Ja Wam również życzę dużo zdrówka i miłości, szczęścia i wszystkiego o czym tylko zamarzycie w te święta! :*