Koczilla - Ty wiesz ile ja razy w życiu słyszałam, że "sztuki walki nie są dla bab", "strzelanie nie jest dla bab", ile razy ludzie się dziwili jak opowiadam, że byłam kierowcą busa, w dodatku za granicą itd.? Myślę, że w dziesiątkach już mogłabym takie odzywki liczyć. I co? I nic. Nie mam zamiaru się z nikim o to przekomarzać, robię swoje, nie dotyka mnie to w żaden sposób, bo co ja będę z głupim dyskutować. Poza tym jak jakaś dziedzina jest zdominowana przez facetów, to czasami to jest dlatego, że niewiele kobiet takie zajęcia pociągają nie ma w tym nic złego. Wiadomo, że na aerobiku albo zumbie będzie więcej kobiet niż na boksie. Nie dlatego, że kobiet na boks nie przyjmują, tylko że mało która kobieta chce dostać na treningu w nos od większego od niej faceta. Ja to zupełnie rozumiem.
Pracowałam już w miejscu, gdzie musiałam zapierniczać na równi z facetami, albo zarządzałam grupą facetów (oborowi, agronom, dojarze) ludzie bez wykształcenia, traktorowi, widłowi, tacy właśnie z zaściankowej polskiej wsi. Na początku zawsze były jakieś dziwne uwagi, olewanie poleceń, ale jak się takich ludzi traktuje ostro, ale sprawiedliwie, to okazuje się, że jak oni poczują, że jak oni będą w porządku, to ty za nimi murem staniesz, to nawet takich da się ogarnąć. Nie jest to proste, przyjemne tym bardziej, ale można. Moje studia w żaden sposób humanistyczne nie były, też miałam mechanizację, agrotechnikę i inne "męskie" przedmioty. Ja na przykład nie chciałabym taryfy ulgowej dlatego, że jestem kobietą. Na treningach odmawiam robienia "damskich" pompek, bo uważam, że nie jestem kaleką żeby sobie odpuszczać, robię męskie. Z tymi pracodawcami to też jest różnie. Jeszcze nikt mi nie powiedział, że "pani nie przyjmiemy, bo my faceta szukamy", więc aż tak źle nie jest.
Strajki nie są społecznie szkodliwe, ale jeżeli są mądrze przeprowadzone i gra jest warta świeczki. Pomarańczowa rewolucja z uwagi na to co się ostatnio dzieje to nie jest najlepszy przykład, za to żywy dowód na to, że nawet jeśli się coś już wykrzyczy, to trzeba wiedzieć co z tym wywalczonym dobrodziejstwem zrobić.
Jeśli chodzi o przewrażliwienie, to ja przytoczę anegdotkę, którą mi instruktor od strzelania opowiadał kiedyś - Mieli małżeństwo na podstawowym szkoleniu, facet sobie nie za dobrze radził z kałasznikowem, no i w końcu instruktor w żartach rzucił "panie, weź pan przytul tą spluwę jak kochankę! Tak trochę z uczuciem!" Oczywiście spowodowało to ogólną wesołość w grupie. Na następnym strzelaniu małżeństwo się nie pojawiło, choć mieli być. Instruktor się luźno zapytał ich znajomej dlaczego się nie pojawili. Okazało się, że żona tego pana się obraziła za seksistowski tekst o kochankach właśnie i że ona z takimi ludźmi się zadawać nie zamierza.
Jak ktoś tak reaguje na byle żart, to rzeczywiście może mu świata nie wystarczyć żeby unikać niektórych ludzi. Zawsze jakieś żarciki w męskim towarzystwie się zdarzają, u mnie na treningach też, ale wiem dobrze, że nikt tego nie robi żeby mnie jakoś szykanować, sama też w podobnym typie żartów używam w stosunku do moich kolegów.
Mussuka - ale czy nie odnosisz wrażenia, że z tą zaściankowością i tak idzie ku lepszemu? Powoli, bo powoli, topornie, bo topornie, ale trochę idzie. Na tym uważam się powinno skupić uwagę. Żeby czasem nie było odwrotnie. Moim zdaniem tego się jeszcze długo nie zwalczy, ale lepiej robić coś niż nic. Tylko mądrze, bez wojowania na ulicach.
Snake - z WKU i wojskowym humorem święta racja. Tam się nikt nie przejmuje, czy się ktoś poczuje potraktowany przedmiotowo, facet tak samo ma się prawo poczuć potraktowany seksitowsko jak kobieta. Tak samo może z tego tytułu odczuwać złość, wstyd i zażenowanie. Skoro ktoś chce równości, to niech ona będzie we wszystkim, to działa w dwie strony.