Też mam nadzieję, że mąż zrozumie i na drugi raz na takie fochy i wyjazd drzwi od mieszkania więcej jej nie otworzy. Albo oboje dorosną, albo ich związek to będzie taka właśnie groteska. Ja niestety nie wierzę że to małżeństwo długo potrwa. Ale szczęścia mimo wszystko życzę.
456 2014-08-29 08:53:16 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2014-08-29 08:54:01)
Podobne tematy
457 2014-08-29 09:02:06 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-08-29 09:24:17)
Dziwnie mi się czyta ten wątek. Jakaś taka wojna: ona miała prawo - on zły lub on miał prawo - ona zła. A ja to widzę tak:
Jego reakcja na niesmaczny obiad - nieadekwatna do sytuacji (zwracam uwagę - próbował to potem "nadrobić").
Jej reakcja na jego uwagę (szantaż wyprowadzką) - skandaliczna i nie do przyjęcia.
Jego atak szału - skandaliczny i nie do przyjęcia (ale przeprosił - druga jego próba rozładowania atmosfery).
Kolejny dzień - jej podtrzymanie szantażu - to już jakiś totalny odpał.
Jego "spier..." - reakcja chamska, ale adekwatna do sytuacji.
Jej wyprowadzka - totalny odpał.A wszystko to jest wspaniałym przykładem jak samemu z niczego zrobić gigantyczny problem, czyli krzywdę i sobie, i partnerowi. Tylko tu jest jeszcze jeden problem - on dwukrotnie wyhamował i próbował rozładować napięcie, ona nie podjęła takiej próby wcale.
Pytanko do części userów: gdzie przeczytaliście, że on przez 3 dni krytykował jej obiady? No nie mogę tego znaleźć, widzę tylko jedną taką sytuację.
"Jej reakcja na jego uwagę (szantaż wyprowadzką) - skandaliczna i nie do przyjęcia." - bzdura, on jej sam to w "zartach" zaproponowal, ona sie zgodzila, zaden szantaz. Jak glupio gada to sie doigral.
"Kolejny dzień - jej podtrzymanie szantażu - to już jakiś totalny odpał. - i druga bzdura." Gosciu najpierw ja wytarmosil, wydarl sie, a potem z rana spytal czy nadal wyjezdza. Na co ona odpowiedziala TAK. Gdzie jakis szantaz?
Ja wam panowie (i panie) obroncy ucisnionego maminsynka (bo te niedobre obiadki cos mi tu takim typem zalatuja) i pretendenta na damskiego boksera powiem tak: gdyby mi chlop w domu marudzil i wybrzydzal na moje posilki, to juz po drugim wystepie przeszedlby na super diete. Jak ja komus gotuje z wlasnej nieprzymuszonej woli, to ma albo to jesc, albo samemu gotowac, albo stolowac sie gdzie indziej. Ja nie bede sie do jasnie pana dostosowywac i na kursy szefa kuchni zapisywac. Albo nauki u tesciowej pobierac. Gupie te niektore kobity w Polsce jak nie wiem co. Takie mam osobiscie zdanie o tym "podziale rol", co go tak tu promuja niektorzy..
A gdyby mi z podobna propozycja "wyjscia" z domu wyskoczyl, to nie skonczyloby sie li tylko na fochu z mojej strony. Dlugo popamietalby lekcje, jak ma sie do malzonki zwracac w chwilach uniesienia. I naprawde nie wiem, kto by w koncu wyprowadzil sie, ja raczej nie.
To, ze w niektorych domach tolerowana jest starodawna rola kobiety "z talerzem pod nos pana" i agresywne zachowania oraz odzywki mezczyzny, to nie znaczy, ze autorka ma sie na tym wzorcu opierac. Bardzo dobrze, ze juz teraz sie przeciwstawila temu.
Nadal w 200% popieram dziewczyne w tym, ze nie akceptuje chamstwa pod swoim dachem. Jak teraz nie powie STOP to za pare lat bedzie niezle wytresowana.
Też mam nadzieję, że mąż zrozumie i na drugi raz na takie fochy i wyjazd drzwi od mieszkania więcej jej nie otworzy. Albo oboje dorosną, albo ich związek to będzie taka właśnie groteska. Ja niestety nie wierzę że to małżeństwo długo potrwa. Ale szczęścia mimo wszystko życzę.
jeżeli tak stawiasz sprawę to ja się nie dziwie ze zona twoja jest cicha i uległa,
raz krzyknales na początku i starczy:)
Moja żona cicha i uległa?:P Dobre sobie:) U nas po prostu nie ma głupiego straszenia, bo zasada jest jedna. Jak straszysz to potem to zrób i odwrotu nie ma. I tyle. My po prostu siebie szanujemy i każdy z nas stara się czynić tak żeby obojgu było dobrze. Ale miejsce na krytykę też jest i obrażania się o to nie ma. NIGDY nie mieliśmy cichych dni ani długiego okresu nieodzywania się. Mieliśmy jedną poważną kłótnię przez te 12 lat związku, ale powód był poważny. Kłótnia jednak zakończyła się uspokojeniem, rozmową i rozwiązaniem problemu.
no to super Marcjano,
a tu jest inna sytuacja niż u ciebie nie widzisz tego?
Przecież widzę doskonale. Po prostu dwójka niedojrzałych dzieci bawi się w dom:)
Marcjano napisał/a:Też mam nadzieję, że mąż zrozumie i na drugi raz na takie fochy i wyjazd drzwi od mieszkania więcej jej nie otworzy. Albo oboje dorosną, albo ich związek to będzie taka właśnie groteska. Ja niestety nie wierzę że to małżeństwo długo potrwa. Ale szczęścia mimo wszystko życzę.
jeżeli tak stawiasz sprawę to ja się nie dziwie ze zona twoja jest cicha i uległa,
raz krzyknales na początku i starczy:)
Żeby to było takie proste
A to trzeba regularnie stosować...
jakby mi ktoś mówił, że obiad nie dobry to bym powiedziała: słuchaj, nie jedz skoro ci nie smakuje.
Kurde, dziewczyny...czy Wy wszystkie aż tak źle znosicie krytykę? Ja już kilka razy ugotowałam coś, skosztowałam i stwierdziłam,że nie da się za cholerę tego jeść i obiadek sru -do kosza. Było z tego kupę śmiechu, zjedliśmy wtedy coś z paczki, itp. A gotuję całkiem nieźle. Każdemu może się nie udać. Mnie też się nie udaje, najwyżej nie gotuję już tego dania, albo daję pół kilo chili mniej ![]()
mariola856 napisał/a:Marcjano napisał/a:Też mam nadzieję, że mąż zrozumie i na drugi raz na takie fochy i wyjazd drzwi od mieszkania więcej jej nie otworzy. Albo oboje dorosną, albo ich związek to będzie taka właśnie groteska. Ja niestety nie wierzę że to małżeństwo długo potrwa. Ale szczęścia mimo wszystko życzę.
jeżeli tak stawiasz sprawę to ja się nie dziwie ze zona twoja jest cicha i uległa,
raz krzyknales na początku i starczy:)Żeby to było takie proste
A to trzeba regularnie stosować...
Heheh, Snake, żeby to jeszcze działało na wszystkie.. Mój ukochany raz wrzasnął i się zdziwił,jak ja się cichutko odwróciłam i wyszłam z pomieszczenia. Przyszedł zapytać o co kaman i się dowiedział,że rozmów o tym natężeniu dźwięku nie uznaję. Było to pierwszy i jak do tej pory ostatni raz ![]()
ona87 napisał/a:jakby mi ktoś mówił, że obiad nie dobry to bym powiedziała: słuchaj, nie jedz skoro ci nie smakuje.
Kurde, dziewczyny...czy Wy wszystkie aż tak źle znosicie krytykę? Ja już kilka razy ugotowałam coś, skosztowałam i stwierdziłam,że nie da się za cholerę tego jeść i obiadek sru -do kosza. Było z tego kupę śmiechu, zjedliśmy wtedy coś z paczki, itp. A gotuję całkiem nieźle. Każdemu może się nie udać. Mnie też się nie udaje, najwyżej nie gotuję już tego dania, albo daję pół kilo chili mniej
jest krytyka i jest tzw. czepialstwo.
Chyba zadna kucharka czy kucharz nie poda na stol czegos wczesniej nie sprobowawszy. Chyba az tak tepe nie jestesmy, zeby sie nie zorientowac, ze cos poszlo zdecydowanie nie tak. Ale jesli mnie smakuje, innym tez a komus za cholere nigdy nie dogodzisz, bo nie jest jak u mamy, to ja z takim elementem walczyc nie bede. Pizze z zamrazalnika i po temacie.
Jesli autorka jest mloda i wczesniej nie gotowala mezowskich obiadkow (nadal nie wiem po kiego to robi), to mozna dac jej troszke czasu i tolerancji na nauke. I pomoc albo cos zasugerowac a nie kazdego dnia wytykac bledy. To jest goofniana krytyka.
freckles_laura napisał/a:Kobiety nie bije się nawet kwiatkiem - takiej złotej zasady niegdyś uczono, ale jak widzę, niektórzy próbują ją relatywizować i usprawqidliwiać damskich bokserów.
Po pierwsze, obudź się! Mamy równouprawnienie, gender i te sprawy. Zapomnij o tych bzdurach z kwiatkami.
Po drugie, polej sobie zimnej wody na głowę i przestać bić pianę w rodzaju "on ją uderzył". Po co siejesz taki głupi ferment? Może jednak przeczytaj co autorka tematu napisała na ten temat? "złapał mnie za ramiona i przydusił do okna". Gdzie tu uderzenie? Matko jedyna...
No oczywiście. W końcu pobić nie można, ale duszenie i przyciskanie do ściany już jest w porządku. Męska logika. Może jeszcze powinien powykręcać ręce i kopnąć - też by nie pobił, czyli wszystko ok.
Jak można nie dostrzegać tego, że autorka nie akceptuje ŻADNEJ krytyki i rad niezgodnych z jej przekonaniem. Na każdy przytyk, radę, czy krytykę niezgodną z jej mniemaniem reaguje bierną agresją co pokazała tu na forum. Jak Ty możesz tego nie widzieć? Ja na miejscu tego faceta wymienił bym zamki i babsztyla do domu więcej nie wpuścił.
Jakim prawem on skrytykował jej obiad? Czy sam potrafi ugotować lepszy? Jak nie to niech się nie odzywa. Ciekawe czy miałby odwagę skrytykować jakiegoś mężczyznę, prosto w twarz za coś co zrobił w jego książęcym mniemaniu nie tak. Bo z tego co widzę, to on potrafi startować tylko do słabszych od siebie.
Widać, że tego mężusia bronią głównie mężczyźni. To o czymś świadczy. Szkoda jednak, że w jego obronie stają też kobiety. Jeśli kobiety nie będą solidarne, to faceci nadal będą nami pomiatać.
Snake napisał/a:mariola856 napisał/a:jeżeli tak stawiasz sprawę to ja się nie dziwie ze zona twoja jest cicha i uległa,
raz krzyknales na początku i starczy:)Żeby to było takie proste
A to trzeba regularnie stosować...
Heheh, Snake, żeby to jeszcze działało na wszystkie.. Mój ukochany raz wrzasnął i się zdziwił,jak ja się cichutko odwróciłam i wyszłam z pomieszczenia. Przyszedł zapytać o co kaman i się dowiedział,że rozmów o tym natężeniu dźwięku nie uznaję. Było to pierwszy i jak do tej pory ostatni raz
dystans i poczucie humoru się przydaje ale musi być z obu stron
Jakim prawem on skrytykował jej obiad? Czy sam potrafi ugotować lepszy? Jak nie to niech się nie odzywa. Ciekawe czy miałby odwagę skrytykować jakiegoś mężczyznę, prosto w twarz za coś co zrobił w jego książęcym mniemaniu nie tak. Bo z tego co widzę, to on potrafi startować tylko do słabszych od siebie.
Widać, że tego mężusia bronią głównie mężczyźni. To o czymś świadczy. Szkoda jednak, że w jego obronie stają też kobiety. Jeśli kobiety nie będą solidarne, to faceci nadal będą nami pomiatać.
Jakim prawem? To do gadania w związku ma coś zawsze tylko ta strona, która coś zrobiła? A reszta niech się nie odzywa? No proszę... jak uważam,że mój facet ugotował tak,że dla mnie niezjadliwe, bo ja w ogóle nie solę, a on dużo, to mu mówię. I proszę grzecznie - mniej sól to, co gotujesz, Ty sobie dosolisz na talerzu, a ja dam radę to zjeść. Jak się nie odezwę, to do końca życia mam wciskać przesolone?
statystyczna_polka napisał/a:Snake napisał/a:Żeby to było takie proste
A to trzeba regularnie stosować...
Heheh, Snake, żeby to jeszcze działało na wszystkie.. Mój ukochany raz wrzasnął i się zdziwił,jak ja się cichutko odwróciłam i wyszłam z pomieszczenia. Przyszedł zapytać o co kaman i się dowiedział,że rozmów o tym natężeniu dźwięku nie uznaję. Było to pierwszy i jak do tej pory ostatni raz
dystans i poczucie humoru się przydaje ale musi być z obu stron
Się staramy. Ja nie znoszę krzyku, on marudzenia. Ja zatem nie wiercę dziury w brzuchu - mówię coś góra dwa razy, a potem albo robię sama (i jemu jest wstyd) albo pozwalam mu sprawę zawalić (i jest mu wstyd 3 razy bardziej) - ale za to nie marudziłam
Muszę się jeszcze oduczyć komentarza "przecież Ci mówiłam" ale to wyższy level jest...
Natomiast on nie wrzeszczy i jakoś tam sobie żyjemy ![]()
Jesli autorka jest mloda i wczesniej nie gotowala mezowskich obiadkow (nadal nie wiem po kiego to robi), to mozna dac jej troszke czasu i tolerancji na nauke. I pomoc albo cos zasugerowac a nie kazdego dnia wytykac bledy. To jest goofniana krytyka.
A co to są "mężowskie obiadki"? Ja czy byłam w związku czy nie, gotowałam tak samo. Teraz może częściej mięso, bo jednak mój mężczyzna lubi, a ja niekoniecznie zawsze tego zwierza jem.
Oczywiście komunikat typu - "fuj, niedobre, jesteś beznadziejna" jest niedopuszczalny. Ale my nie wiemy, co mąż autorce powiedział i jak ![]()
Widać, że tego mężusia bronią głównie mężczyźni. To o czymś świadczy. Szkoda jednak, że w jego obronie stają też kobiety. Jeśli kobiety nie będą solidarne, to faceci nadal będą nami pomiatać.
Niektóre kobiety potrafią przyjąć krytykę.
Jakim prawem on skrytykował jej obiad?
Prawem takim, że mu nie smakował i ma prawo to powiedzieć.
Czy sam potrafi ugotować lepszy?
Czy trzeba być piłkarzem żeby skrytykować piłkarza, czy trzeba być aktorem żeby móc skrytykować aktora, czy trzeba być muzykiem żeby móc skrytykować muzyka?
Jak nie to niech się nie odzywa.
Pamiętam, że jak następnym razem w telewizji zobaczysz film który Ci się nie podoba to nic nie możesz powiedzieć. W końcu nie jesteś filmowcem i lepiej nie jesteś w stanie tego zrobić. A wtedy masz siedzieć cicho.
Widać, że tego mężusia bronią głównie mężczyźni. To o czymś świadczy. Szkoda jednak, że w jego obronie stają też kobiety. Jeśli kobiety nie będą solidarne, to faceci nadal będą nami pomiatać.
Zawyczaj takie pyskówki jak ta omijam szerokim łukiem. Pozwolę sobie się jednak tu wtrącić.
Droga Piegowata Lauro
Jeśli Tobą pomiata facet (czy faceci) to jak zawołasz solidarne z Twoją dolą kobiety to co? Wpieprzą mu? Wyleją zupę na głowę? Czy może wspólnie zaplanujecie karę?
Ja mogę być solidarna jedynie z mądrym człowiekiem. Macica nie jest tu kartą przetargową.
Jaką fobię masz w kwestii solidarności plemników tudzież macic? Ja pierdzielę i się płciowo nie będę solidaryzować.I proszę tego ode mnie nie wymagać.
A w kwestii problemu autorki: wina leży po obu stronach aczkolwiek jeśli autorka nie godzi się na takie odzywki męża to przede wszystkim z nim powinna wyjaśnić kwestię zamiast szukać popleczników na forum.
Jakim prawem? To do gadania w związku ma coś zawsze tylko ta strona, która coś zrobiła? A reszta niech się nie odzywa? No proszę... jak uważam,że mój facet ugotował tak,że dla mnie niezjadliwe, bo ja w ogóle nie solę, a on dużo, to mu mówię. I proszę grzecznie - mniej sól to, co gotujesz, Ty sobie dosolisz na talerzu, a ja dam radę to zjeść. Jak się nie odezwę, to do końca życia mam wciskać przesolone?
Ale to jest inna sytuacja. Ty umiesz gotować i Twój partner też (przynajmniej tak rozumiem ten post). Czyli oboje coś umiecie. A nie, że jedno nie potrafi, ale ma najwięcej do gadania i pouczania.
Prawem takim, że mu nie smakował i ma prawo to powiedzieć.
To niech sobie sam ugotuje smaczniejszy. A jak nie potrafi to niech z pokorą przyjmie to, co żona mu daje.
Czy trzeba być piłkarzem żeby skrytykować piłkarza, czy trzeba być aktorem żeby móc skrytykować aktora, czy trzeba być muzykiem żeby móc skrytykować muzyka?
Nie tyle być co umieć. Jak jakiś chłopaczek co ałe życie siedzi przed komputerem a na wf przynosi zwolnienia będzie miał czelnośc skrytykować zawodowego piłkarza, to zasługuje tylko na wyśmianie. A już gotowanie w domowym zakresie to taka czynność, że nie wymaga cudów.
474 2014-08-29 13:43:10 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-08-29 13:47:57)
Mussuka napisał/a:Jesli autorka jest mloda i wczesniej nie gotowala mezowskich obiadkow (nadal nie wiem po kiego to robi), to mozna dac jej troszke czasu i tolerancji na nauke. I pomoc albo cos zasugerowac a nie kazdego dnia wytykac bledy. To jest goofniana krytyka.
A co to są "mężowskie obiadki"? Ja czy byłam w związku czy nie, gotowałam tak samo. Teraz może częściej mięso, bo jednak mój mężczyzna lubi, a ja niekoniecznie zawsze tego zwierza jem.
Oczywiście komunikat typu - "fuj, niedobre, jesteś beznadziejna" jest niedopuszczalny. Ale my nie wiemy, co mąż autorce powiedział i jak
a ja dla odmiany oczekuje, ze raz ja raz on przy garach staniemy. Nie widze nigdzie w kontrakcie malzenskim stwierdzenia "i ze mi bedziesz obiady do smierci gotowala i pod nos podstawiala". Jak sie kobiety lubia same do garow zaprzasc od dnia slubu, to niech potem ciagna ten kierat.
wiec tym bardziej, prostakowi i wybrednemu mamisynkowi, zadnych obiadow bym nie komponowala. Dzieciom musze gotowac, doroslemu facetowi tylko jak mam na to czas i ochote.
jeszcze skomentuje to: "I proszę grzecznie - mniej sól to, co gotujesz, Ty sobie dosolisz na talerzu, a ja dam radę to zjeść."
Zauwaz jedno wazne slowo - GRZECZNIE. Sadzisz, ze awantura tam wybuchla, bo on grzecznie zwrocil uwage czy moze miotnal komentarzem: cos ty mi tu dzisiaj dala? tego sie zjesc nie da..itp. Jakos ciezko sobie wyobrazic, ze taki grzeczny czlowiek tak blyskawicznie przepoczwarzylby sie w chama wiec nie podejrzewam go o grzeczne uwagi na temat posilkow zony.
freckles_laura napisał/a:Widać, że tego mężusia bronią głównie mężczyźni. To o czymś świadczy. Szkoda jednak, że w jego obronie stają też kobiety. Jeśli kobiety nie będą solidarne, to faceci nadal będą nami pomiatać.
Zawyczaj takie pyskówki jak ta omijam szerokim łukiem. Pozwolę sobie się jednak tu wtrącić.
Droga Piegowata Lauro
Jeśli Tobą pomiata facet (czy faceci) to jak zawołasz solidarne z Twoją dolą kobiety to co? Wpieprzą mu? Wyleją zupę na głowę? Czy może wspólnie zaplanujecie karę?
Ja mogę być solidarna jedynie z mądrym człowiekiem. Macica nie jest tu kartą przetargową.
Jaką fobię masz w kwestii solidarności plemników tudzież macic? Ja pierdzielę i się płciowo nie będę solidaryzować.I proszę tego ode mnie nie wymagać.
A w kwestii problemu autorki: wina leży po obu stronach aczkolwiek jeśli autorka nie godzi się na takie odzywki męża to przede wszystkim z nim powinna wyjaśnić kwestię zamiast szukać popleczników na forum.
Chodzi o to, żeby razem móc się skutecznie przeciwstawić. Kobiety mają swoją godność i honor, o czym wielu mężczyzn zapomina bądź chce zapomnieć. Jeżeli facet uderzy kobietę, to należy stanąć po jej stronie ,bo to jest niedopuszczalne zachowanie, a nie rozważać "może jej się należało". Jeśli są kobiety, które się w ten sposób nie szanują, to tylko dają do ręki argumenty mężczyznom. I ja nie mówię o solidarności w głupocie, tylko w sprawach kobiecych.
[Jeżeli facet uderzy kobietę, to należy stanąć po jej stronie ,bo to jest niedopuszczalne zachowanie, a nie rozważać "może jej się należało".
Masz tam jakiś pręgierz pod bokiem? Bo ja mogę pod nim stanąć, bo owszem zdarzało się i owszem należało się...
statystyczna_polka napisał/a:Mussuka napisał/a:Jesli autorka jest mloda i wczesniej nie gotowala mezowskich obiadkow (nadal nie wiem po kiego to robi), to mozna dac jej troszke czasu i tolerancji na nauke. I pomoc albo cos zasugerowac a nie kazdego dnia wytykac bledy. To jest goofniana krytyka.
A co to są "mężowskie obiadki"? Ja czy byłam w związku czy nie, gotowałam tak samo. Teraz może częściej mięso, bo jednak mój mężczyzna lubi, a ja niekoniecznie zawsze tego zwierza jem.
Oczywiście komunikat typu - "fuj, niedobre, jesteś beznadziejna" jest niedopuszczalny. Ale my nie wiemy, co mąż autorce powiedział i jak
a ja dla odmiany oczekuje, ze raz ja raz on przy garach staniemy. Nie widze nigdzie w kontrakcie malzenskim stwierdzenia "i ze mi bedziesz obiady do smierci gotowala i pod nos podstawiala". Jak sie kobiety lubia same do garow zaprzasc od dnia slubu, to niech potem ciagna ten kierat.
wiec tym bardziej, prostakowi i wybrednemu mamisynkowi, zadnych obiadow bym nie komponowala. Dzieciom musze gotowac, doroslemu facetowi tylko jak mam na to czas i ochote.
jeszcze skomentuje to: "I proszę grzecznie - mniej sól to, co gotujesz, Ty sobie dosolisz na talerzu, a ja dam radę to zjeść."
Zauwaz jedno wazne slowo - GRZECZNIE. Sadzisz, ze awantura tam wybuchla, bo on grzecznie zwrocil uwage czy moze miotnal komentarzem: cos ty mi tu dzisiaj dala? tego sie zjesc nie da..itp. Jakos ciezko sobie wyobrazic, ze taki grzeczny czlowiek tak blyskawicznie przepoczwarzylby sie w chama wiec nie podejrzewam go o grzeczne uwagi na temat posilkow zony.
A ja nie mówię,że ja tylko gotuję - ja gotuję częściej póki co, bo On się uczy właśnie. Bo wcześniej mamusia nie naumiała, to teraz naumiewam ja - po to,żeby mi w przyszłości pomagał - gotując wtedy, kiedy wróci pierwszy z pracy, albo ja będę padać na pysk.. albo zwyczajnie nie będzie mi się chciało. A grzecznie to ja zawsze mówię, i faktycznie zakładam,że super miłe to nie było, co mąż autorce mówił. Ale pewności nie mam. A gotujemy zawsze, bo JA muszę zjeść porządny obiad codziennie.. ![]()
Jakim prawem? To do gadania w związku ma coś zawsze tylko ta strona, która coś zrobiła? A reszta niech się nie odzywa? No proszę... jak uważam,że mój facet ugotował tak,że dla mnie niezjadliwe, bo ja w ogóle nie solę, a on dużo, to mu mówię. I proszę grzecznie - mniej sól to, co gotujesz, Ty sobie dosolisz na talerzu, a ja dam radę to zjeść. Jak się nie odezwę, to do końca życia mam wciskać przesolone?
Ale to jest inna sytuacja. Ty umiesz gotować i Twój partner też (przynajmniej tak rozumiem ten post). Czyli oboje coś umiecie. A nie, że jedno nie potrafi, ale ma najwięcej do gadania i pouczania.
No właśnie ja tak, a on nie, ale osiągnął już poziom nie odcinania sobie palców przy krojeniu i nieprzypalania wszystkiego. Uczy się, a ja go zachęcam, ale też krytykuję, jeśli coś jest nie tak. On też może mnie skrytykować - wolna wola. ![]()
freckles_laura napisał/a:[Jeżeli facet uderzy kobietę, to należy stanąć po jej stronie ,bo to jest niedopuszczalne zachowanie, a nie rozważać "może jej się należało".
Masz tam jakiś pręgierz pod bokiem? Bo ja mogę pod nim stanąć, bo owszem zdarzało się i owszem należało się...
coraz bardziej zaskakujesz Snake.
A jaki system kar stosuje Twoja zona, gdy Ci sie nalezy? Walkiem po lbie? Bo zakladam, ze Ty tez czasem zasluzysz sobie.
freckles_laura napisał/a:[Jeżeli facet uderzy kobietę, to należy stanąć po jej stronie ,bo to jest niedopuszczalne zachowanie, a nie rozważać "może jej się należało".
Masz tam jakiś pręgierz pod bokiem? Bo ja mogę pod nim stanąć, bo owszem zdarzało się i owszem należało się...
To chyba rzeczywiście powinieneś stanąć pod pręgierzem.
W gruncie rzeczy, to chyba mi Cię trochę szkoda, skoro nie potrafisz (przynajmniej w tych kilku przypadkach) załatwić konfliktu inaczej niż biciem. W sumie, to Twoja słabość, nie siła (choć zapewne jesteś/byłeś od tej kobiety fizycznie silniejszy).
Popraw mnie jeśli się mylę, ale czy z jego perspektywy ten temat nie mógłby wyglądać mniej więcej tak?
"Ośmieliłem się skrytykować jej obiad, więc moja żona kazała mi sama sobie gotować. Dotknęło mnie to, ale próbowałem rozładować atmosferę, na co ona stwierdziła, że wyjeżdża do rodziców. W końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem na nią."
Zgadzam się z tą wypowiedzią w 100 %. Co to kurna Twojemu mężowi wszystko co ugotujesz musi smakować? Co to jakiś obóz karny czy małżeństwo, gdzie każdy ma prawo wyrażać swoje opinie? Moim zdaniem to Twoje zachowanie doprowadziło do eskalacji konfliktu. W życiu będziecie mieli jeszcze tysiąc innych sytuacji, gdzie będziecie mieli inne zdanie i co zawsze będziesz wyprowadzać się do mamusi? Gdybym była Twoim mężem czułabym rozczarowanie Twoim zachowaniem....Napraw to zanim stracisz faceta, który pewnie cię jeszcze kocha...
Snake napisał/a:freckles_laura napisał/a:Kobiety nie bije się nawet kwiatkiem - takiej złotej zasady niegdyś uczono, ale jak widzę, niektórzy próbują ją relatywizować i usprawqidliwiać damskich bokserów.
Po pierwsze, obudź się! Mamy równouprawnienie, gender i te sprawy. Zapomnij o tych bzdurach z kwiatkami.
Po drugie, polej sobie zimnej wody na głowę i przestać bić pianę w rodzaju "on ją uderzył". Po co siejesz taki głupi ferment? Może jednak przeczytaj co autorka tematu napisała na ten temat? "złapał mnie za ramiona i przydusił do okna". Gdzie tu uderzenie? Matko jedyna...No oczywiście. W końcu pobić nie można, ale duszenie i przyciskanie do ściany już jest w porządku. Męska logika. Może jeszcze powinien powykręcać ręce i kopnąć - też by nie pobił, czyli wszystko ok.
Jak można nie dostrzegać tego, że autorka nie akceptuje ŻADNEJ krytyki i rad niezgodnych z jej przekonaniem. Na każdy przytyk, radę, czy krytykę niezgodną z jej mniemaniem reaguje bierną agresją co pokazała tu na forum. Jak Ty możesz tego nie widzieć? Ja na miejscu tego faceta wymienił bym zamki i babsztyla do domu więcej nie wpuścił.
Jakim prawem on skrytykował jej obiad? Czy sam potrafi ugotować lepszy? Jak nie to niech się nie odzywa. Ciekawe czy miałby odwagę skrytykować jakiegoś mężczyznę, prosto w twarz za coś co zrobił w jego książęcym mniemaniu nie tak. Bo z tego co widzę, to on potrafi startować tylko do słabszych od siebie.
Widać, że tego mężusia bronią głównie mężczyźni. To o czymś świadczy. Szkoda jednak, że w jego obronie stają też kobiety. Jeśli kobiety nie będą solidarne, to faceci nadal będą nami pomiatać.
Jak czytam Twój komentarz to jestem w szoku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!I nie jestem tendencyjnie facetem, a gotującą babą. I powiem jeszcze raz - co za:-(diotki- kurna, no nie zdzierżę, nie dam rady chyba napisać kulturalnego posta....
Dlaczego człowiek nie może we własnym domu wyrazić swojej opinii????????????Bo co , bo bóstwo nadęło się i coś ugotowało?
Jak to jest, że idąc do ślubu jesteście takie zakochane, a potem takie coś z was wychodzi. No bo co to za dom, gdzie człowiek nie może skrytykować czegokolwiek? Najprostsza definicja wspólnego życia jaką usłyszałam brzmi: w małżeństwie, partnerstwie itp. niech se każdy wpisze co chce- ma być fajnie, bo po to to małżeństwo, partnerstwo i co tam chcecie jest;-) niektórzy z was nie dorośli chyba jeszcze do związku jakiegokolwiek, poza związkiem z własnym egocentryzmem . Pierwszy raz na tym forum nie pozdrawiam, bo nie mogę uwierzyć, że kobieta może pisać i myśleć tak bzdurnie.
A jaki system kar stosuje Twoja zona, gdy Ci sie nalezy? Walkiem po lbie? Bo zakladam, ze Ty tez czasem zasluzysz sobie.
He, he, ten pierwszy raz był kiedy już miałem dość, że przy każdej awanturze wali mnie po gębie, tudzież szczypie tak, że miałem siniaki przez tydzień. Raz mnie tak podrapała, że w zasadzie jedyną rozsądną wersją dla otoczenia jaka mi przyszła do głowy, to że zostałem napadnięty
Nie żeby mi specjalnie jej agresja przeszkadzała, te siniaki i zadrapania, to nawet słodkie były. Niestety od dziecka nie trawię jak mnie ktoś wali w twarz, bo zaraz boli mnie głowa, migrena murowana. Ostrzegałem i ostrzegałem, a jeden czy dwa plaskacze zadziałały... No cuda.
W gruncie rzeczy, to chyba mi Cię trochę szkoda, skoro nie potrafisz (przynajmniej w tych kilku przypadkach) załatwić konfliktu inaczej niż biciem. W sumie, to Twoja słabość, nie siła (choć zapewne jesteś/byłeś od tej kobiety fizycznie silniejszy).
Masz oczywiście rację ale akurat inne sposoby rozwiązania problemu byłyby dla niej bardziej problematyczne. Kiedyś dawno temu można to było tak załatwić ale wtedy byłem młody i głupi, a potem konsekwencje objęłyby więcej osób, a ja nigdy nie zdołałem podjąć decyzji czy mogę ryzykować właśnie tymi konsekwencjami wobec innych. Nie będę się wdawał w szczegóły bo i po co. Wytrzymałem 20 lat to wytrzymam jeszcze choćby 40 ![]()
bo nie mogę uwierzyć, że kobieta może pisać i myśleć tak bzdurnie.
Z tego co sobie przypominam, to ta ''kobieta'' w innym wątku rozważała zakończenie znajomości z jakimś chłopakiem bo nosił lniane koszule i czytał książki psychologiczne, co konsylium koleżanek uznało za nienormalne:)))
485 2014-08-29 16:58:09 Ostatnio edytowany przez luc (2014-08-29 17:00:02)
He, he, ten pierwszy raz był kiedy już miałem dość, że przy każdej awanturze wali mnie po gębie, tudzież szczypie tak, że miałem siniaki przez tydzień.
luc napisał/a:W gruncie rzeczy, to chyba mi Cię trochę szkoda, skoro nie potrafisz (przynajmniej w tych kilku przypadkach) załatwić konfliktu inaczej niż biciem. W sumie, to Twoja słabość, nie siła (choć zapewne jesteś/byłeś od tej kobiety fizycznie silniejszy).
Masz oczywiście rację ale akurat inne sposoby rozwiązania problemu byłyby dla niej bardziej problematyczne.
Ha, skoro tak, inne sposoby rozwiązania problemu byłyby dla niej bardziej problematyczne (na pewno?) i na dodatek lejecie się wzajemnie, to w sumie Wasza sprawa. Widać obojgu to pasuje ![]()
Wytrzymałości na kolejne 40 lat życzę ![]()
486 2014-08-29 17:04:33 Ostatnio edytowany przez zanetka45 (2014-08-29 17:42:33)
Ale to się ciągnie... Autorka postu dała sobie dawno już spokój, a Wy dalej roztrząsacie to i się sprzeczacie ![]()
i na dodatek lejecie się wzajemnie
Oj chyba żar miłości w nas wygasł, bo coś dawno się nie leliśmy
Na dodatek mam właśnie z nią poważny problem. Żona myszkuje na lewo i na prawo, że ponoć ją zdradzam albo coś innego kombinuję. A wszystko z powodu takiego, że już jakiś czas nie klepię jej w tyłek albo nie łapie znienacka za cycek. Oczywiście serdecznie tego ponoć nie znosiła. Teraz zaś wierci mi dziurę w brzuchu co się stało, że już tego nie robię. Chyba będę musiał ją znów co jakiś czas w ten tyłek klepnąć, bo mnie kobita zamęczy tymi podejrzeniami...
488 2014-08-29 17:48:19 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-08-29 17:53:52)
"Jej reakcja na jego uwagę (szantaż wyprowadzką) - skandaliczna i nie do przyjęcia." - bzdura
druga bzdura
Bzdurę zgłaszam moderacji, bo widzę, że szanownej Pani przyda się kurs kultury.
on jej sam to w "zartach" zaproponowal, ona sie zgodzila, zaden szantaz. Jak glupio gada to sie doigral.
Niestety, nie masz pojęcia o czym mówisz. Jeśli facet był wcześniej tak szantażowany, a wiemy że był, to zwyczajnie ubiegł szantaż jaśnie pani.
Gosciu najpierw ja wytarmosil, wydarl sie, a potem z rana spytal czy nadal wyjezdza. Na co ona odpowiedziala TAK. Gdzie jakis szantaz?
Kurs czytanie ze zrozumieniem potrzebny? Słowa autorki:
Jeszcze w nocy prosił żebym nie wyjeżdżała, po czym w sobotni poranek zapytał się mnie czy wyjeżdżam na moje stwierdzenie że tak zareagował krzykiem.
Więc pytam - nie zrozumiałaś tekstu, czy celowo manipulujesz?
Dalej nawet nie czytam tego postu, bo Mussuki nie stać na obiektywizm, więc post ma wartość zerową. Szkoda mojego czasu na czytanie.
Oj chyba żar miłości w nas wygasł, bo coś dawno się nie leliśmy
Na dodatek mam właśnie z nią poważny problem. Żona myszkuje na lewo i na prawo, że ponoć ją zdradzam albo coś innego kombinuję. A wszystko z powodu takiego, że już jakiś czas nie klepię jej w tyłek albo nie łapie znienacka za cycek. Oczywiście serdecznie tego ponoć nie znosiła. Teraz zaś wierci mi dziurę w brzuchu co się stało, że już tego nie robię. Chyba będę musiał ją znów co jakiś czas w ten tyłek klepnąć, bo mnie kobita zamęczy tymi podejrzeniami...
No to do dzieła ![]()
Zawsze możesz jeszcze to okrasić mocniejszym słowem ![]()
490 2014-08-29 18:16:35 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-29 21:14:21)
freckles_laura napisał/a:[Jeżeli facet uderzy kobietę, to należy stanąć po jej stronie ,bo to jest niedopuszczalne zachowanie, a nie rozważać "może jej się należało".
Masz tam jakiś pręgierz pod bokiem? Bo ja mogę pod nim stanąć, bo owszem zdarzało się i owszem należało się...
Mussuka napisał/a:A jaki system kar stosuje Twoja zona, gdy Ci sie nalezy? Walkiem po lbie? Bo zakladam, ze Ty tez czasem zasluzysz sobie.
He, he, ten pierwszy raz był kiedy już miałem dość, że przy każdej awanturze wali mnie po gębie, tudzież szczypie tak, że miałem siniaki przez tydzień. Raz mnie tak podrapała, że w zasadzie jedyną rozsądną wersją dla otoczenia jaka mi przyszła do głowy, to że zostałem napadnięty
Nie żeby mi specjalnie jej agresja przeszkadzała, te siniaki i zadrapania, to nawet słodkie były. Niestety od dziecka nie trawię jak mnie ktoś wali w twarz, bo zaraz boli mnie głowa, migrena murowana. Ostrzegałem i ostrzegałem, a jeden czy dwa plaskacze zadziałały... No cuda.
Az dziwota ,ze to Wy starszego syna ciągacie po psychiatrach, neurologach i innych specjalistach przypisując mu przerozne schorzenia, upośledzenia i zaburzenia emocjonalne , jak Wy w pierwszej kolejności powinniście udać się na leczenie i was odpowiednio zdiagnozować .
Nie dziwota ze dziecko nie ma kontroli nad swoim zachowaniem i emocjami, albo geny ,albo czerpie wzór i naśladownictwo z autorytetów rodzicielskich
Czym skorupka nasiąknie...choroba ,chorobą to jedno .Również środowisko i otoczenie w jakim się wychowuje także pociąga za sobą skutki .
Wcale się nie różnicie w własnych przemocowych zachowaniach, od agresywnego zachowania starszego jakie opisywałeś nie raz, tylko ze twoim zdaniem to jest wina choroby, a nie patrzysz na swój i zony udział w tym , ze także przyczyniacie się do tego.
Oj nie mogę jaki popis miłości bliźniego
Nie mogłaś wytrzymać i tego biednego księdzora też kopnęłaś? Agresja? Dziesięęęć....
Ale muszę cię biedactwo rozczarować. Jakbyś trochę głębiej poszukała w moich postach, to byś się doszukała, że nigdy nie ukrywałem, żem słabiutki katolik i do kościoła nie chodzę. No chyba, że kogoś pochować trzeba
Co więcej, to się o moje dziecko nie martw, bo pięknie wychodzi na prostą. Obecnie jedno z grzeczniejszych dzieci w szkole i jeden z lepszych uczniów, a poza tym kochany chłopak. Widać da się, więc już się nie zamartwiaj i nie płacz z jego powodu w poduszkę.
492 2014-08-29 20:21:43 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-08-29 21:12:44)
Twojemu starszakowi życzę jak najlepiej, oby tak dalej , ale to była tylko i wyłącznie sugestia nawiązując do starszaka ,ze ty na pierwszym miejscu z zoną powinien się przebadać pod kątem psychiatrycznym i zaburzeń . Dzieciaka wysyłaliście po specjalistach, czemu sami się nie wyślecie ? To nie jest normalne co sobą reprezentujecie.
Przypominam, że wątek ma jasno sprecyzowany temat. Z kolei osobiste wycieczki i złośliwości nie tylko nie są u nas mile widziane, ale są też sprzeczne z Regulaminem Forum. Proszę o dostosowanie się do zasad - w tym o zaniechanie off-topu i kulturalną wymianę zdań.
Taki temat to coś więcej niż pomoc, która została udzielona, to konfrontacja poglądów. Z jednej strony pogląd zacofany, dopuszczający obraźliwe słowa, z drugiej jednak partnerski oparty o szacunek.
Dziś, prawie każdy chodzi do pracy, głupotą byłoby zwalać robienie obiadków, śniadań, czy wyprowadzanie psa tylko na 1 osobę. Nawet jeśli partner nie pracuje, to nie ma się żadnego prawa, żeby mówić, że ktoś musi, bo nie pracuje. Partner, żona, mąż, to nie jest niewolnik.
Autorka trzymała się własnego zdania, własnej oceny sytuacji i to lepsze niż jak co niektóre osoby, być chorągiewką na wietrze ![]()
Ok Olinka, dlatego tez edytowalam i wykasowałam zbędne zdania nie nawiązujące do powyższych cytowanych wpisów
Nie wiem co dzieje sie na tym świecie ale ci mężczyźni są coraz gorsi ja jestem ze swoim już 8 lat wtym 2 lata poślubie wpadliśmy i dlatego wyszlam za mąż a miałam go zostawić i to chyba byla by najlepsza decyzja , jest człowiekiem suchym bez uczuc , nigdy mnie nie przytulił kiedy coś mi dolegało lub byłam smutna, przed ślubem robił to z musu a teraz to jak mu nie powiem to sam nie pomyśli on żyje sam dla siebie nawet syn przestał używaż słowo tata a, tak obojętnośc jest chyba najgorsza osoby którą sie kocha , odeszła bym od niego ale szkoda mi syna tak chciał bym sie odudzić i go znienawidzić czuż do niego odraze i wogule ....... nie mam z kim o tym pogadać i muszę to duśić w sobie....
Ok Olinka, dlatego tez edytowalam i wykasowałam zbędne zdania nie nawiązujące do powyższych cytowanych wpisów
Bardzo mądrze, bo swoje zdanie można przekazać na różne sposoby ![]()
ale ci mężczyźni są coraz gorsi ja jestem ze swoim już 8 lat wtym 2 lata poślubie wpadliśmy i dlatego wyszlam za mąż.
To świadczy o Twojej inteligencji, a nie o mężczyznach
Nie wiem co dzieje sie na tym świecie ale ci mężczyźni są coraz gorsi ja jestem ze swoim już 8 lat wtym 2 lata poślubie wpadliśmy i dlatego wyszlam za mąż a miałam go zostawić i to chyba byla by najlepsza decyzja , jest człowiekiem suchym bez uczuc , nigdy mnie nie przytulił kiedy coś mi dolegało lub byłam smutna, przed ślubem robił to z musu a teraz to jak mu nie powiem to sam nie pomyśli on żyje sam dla siebie nawet syn przestał używaż słowo tata a, tak obojętnośc jest chyba najgorsza osoby którą sie kocha , odeszła bym od niego ale szkoda mi syna tak chciał bym sie odudzić i go znienawidzić czuż do niego odraze i wogule ....... nie mam z kim o tym pogadać i muszę to duśić w sobie....
Ciekawe jak doszło do poczęcia? Musiałaś według tego co piszesz zmuszać go do kontaktu...Mogłabym napisać podobną opinię ale o dzisiejszych kobietach. "Nie wiem co się dzieje na świecie ale te kobiety są coraz gorsze..".O czym trzeba myśleć, żeby przypisywać winę wyłącznie partnerowi w twoim związku. Przecież Ty już przed ślubem widziałaś, że coś było nie tak...On się nie zmienił.
To on mnie wyrzucił, to on złapał mnie za ramiona i przycisnął do okna grożąc że mnie wyrzuci...
Po tym jak stwierdziłaś, że odchodzisz. ;-)
Bemar, związałaś się z cholerykiem, nie wymagaj cudów. Cholerycy właśnie wybuchają i potrafią bluzgnąć. Po chwili im przechodzi POD WARUNKIEM, ŻE druga strona nie zaognia sytuacji, bo wtedy znowu się nakręcają. Sama jestem cholerykiem, więc wiem jak to jest. Jeśli tego nie jesteś w stanie zaakceptować, to odejdź jak najszybciej, bo temperament to nie jest coś co można łatwo zmienić. Można najwyżej jakieś elementy STARAĆ SIĘ, próbować zmienić przy wsparciu i zrozumieniu partnera.
Zobojętnieliśmy już tak na chamstwo?
To nie jest kwestia "nerwów" czy charakteru ale braku kultury. Następny powód do awantury, jak wrócisz, będzie być może źle wyprasowana koszula....itd. itp. Takie zachowania wynosi się z domu. W tym wieku już są mocno utrwalone i raczej trudno takiego człowieka zmienić, jak tego sam bardzo nie zechce zmienić.
Później będzie mu przeszkadzać płaczące dziecko, brak czasu dla niego.
Niestety, to dosyć powszechne zachowanie mężczyzn w naszym kraju, traktowanie kobiety przedmiotowe i roszczeniowe.
Zobojętnieliśmy już tak na chamstwo?
To nie jest kwestia "nerwów" czy charakteru ale braku kultury. Następny powód do awantury, jak wrócisz, będzie być może źle wyprasowana koszula....itd. itp. Takie zachowania wynosi się z domu. W tym wieku już są mocno utrwalone i raczej trudno takiego człowieka zmienić, jak tego sam bardzo nie zechce zmienić.
Później będzie mu przeszkadzać płaczące dziecko, brak czasu dla niego.
Niestety, to dosyć powszechne zachowanie mężczyzn w naszym kraju, traktowanie kobiety przedmiotowe i roszczeniowe.
Wybacz Gosiar, ale to działa i w druga stronę, parafrazując: ..."niestety, to dosyć powszechne zachowanie kobiet w naszym kraju, traktowanie mężczyzny przedmiotowe i roszczeniowe."
Co Ty na to?![]()
502 2014-08-30 22:47:22 Ostatnio edytowany przez Gosiar (2014-08-30 22:48:23)
Gosiar napisał/a:Zobojętnieliśmy już tak na chamstwo?
To nie jest kwestia "nerwów" czy charakteru ale braku kultury. Następny powód do awantury, jak wrócisz, będzie być może źle wyprasowana koszula....itd. itp. Takie zachowania wynosi się z domu. W tym wieku już są mocno utrwalone i raczej trudno takiego człowieka zmienić, jak tego sam bardzo nie zechce zmienić.
Później będzie mu przeszkadzać płaczące dziecko, brak czasu dla niego.
Niestety, to dosyć powszechne zachowanie mężczyzn w naszym kraju, traktowanie kobiety przedmiotowe i roszczeniowe.Wybacz Gosiar, ale to działa i w druga stronę, parafrazując: ..."niestety, to dosyć powszechne zachowanie kobiet w naszym kraju, traktowanie mężczyzny przedmiotowe i roszczeniowe."
Co Ty na to?
Co ja na to? Jest społeczne przyzwolenie na takie sytuacje, brak pomocy, a przede wszystkim wiedzy, jak takie zachowania eliminować a problemy rozwiązywać, w przypadku dzieci przez wychowanie, w przypadku dorosłych przez terapię. Nie wystarczy pójść do "spowiedzi", odklepać "zdrowaśki"....trzeba chcieć.
Nie bronię kobiet, ale proporcje są bardzo nierówne, na niekorzyść mężczyzn.
503 2014-08-30 22:55:59 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-08-30 22:57:30)
Nie bronię kobiet, ale proporcje są bardzo nierówne, na niekorzyść mężczyzn.
A czemu sie nie mówi o przemocy fizycznej względem mężczyzn? Tak, tak, kobiety o ile tak je nazwać też ją stosują, tylko o tym sie mało mówi. A jest to co raz bardziej powszechne zjawisko. Który facet sie przyzna, że go baba leje? A jak jej odda to wielka poszkodowana i wszystkie psy na faceta wieszają no bo jak on mógł..
504 2014-08-30 23:11:26 Ostatnio edytowany przez Gosiar (2014-08-30 23:12:29)
Gosiar napisał/a:Nie bronię kobiet, ale proporcje są bardzo nierówne, na niekorzyść mężczyzn.
A czemu sie nie mówi o przemocy fizycznej względem mężczyzn? Tak, tak, kobiety o ile tak je nazwać też ją stosują, tylko o tym sie mało mówi. A jest to co raz bardziej powszechne zjawisko. Który facet sie przyzna, że go baba leje? A jak jej odda to wielka poszkodowana i wszystkie psy na faceta wieszają no bo jak on mógł..
Tylko potwierdzasz, co napisałam powyżej. Życie, szczególnie udane życie to sztuka, ale też szczęście. Nie każdemu się udaje spotkać tą właściwą osobę, nie każdemu udaje się wypracować zasady wspólnego życia. Tak na prawdę nikt nie przygotowuje młodych do życia w rodzinie, do radzenia sobie z problemami. Ma być jak na filmie albo w bajkach dla dorosłych, które serwują wszystkie media.
Życie, szczególnie udane życie to sztuka, ale też szczęście. nie każdemu się udaje spotkać tą właściwą osobę, nie każdemu udaje się wypracować zasady wspólnego życia. Tak na prawdę nikt nie przygotowuje młodych do życia w rodzinie, do radzenia sobie z problemami. Ma być jak na filmie albo w bajkach dla dorosłych, które serwują wszystkie media.
A jak się "nie uda" właściwego spotkać ... to się wiązać z byle kim? I wówczas prowadzić "byle jakie życie" ?
NO sorry. Można się POMYLIĆ w ocenie - ale na boga - nie udawać, że się jest paprochem na wodzie i dać się nieść fali. ZERO DECYZYJNOŚCI we własnym życiu? Nawet śladu zwierzęcego "instynktu samozachowawczego" - aby TYLKO w parę się połączyć...?
Aaaaa - no to SKUTKI są takie jakie są.
Po coś zostało się wyposażonym w rozum?! Tyle, że organ nieużywany ZANIKA ![]()
Jak się trafia na PRZEMOC można PODJĄĆ decyzję BY się wycofać (albo walczyć...) TO ZAWSZE jest DECYZJA. Samoistna... bo nikt (przeważnie) pistoletu do łba nie przystawia.
506 2014-08-31 11:16:54 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-08-31 11:27:17)
Nie bronię kobiet, ale proporcje są bardzo nierówne, na niekorzyść mężczyzn.
No nie są, na niekorzyść kobiet. Bo co innego statystyki oficjalne, a co innego życie. Mężczyźni zazwyczaj nie zgłaszają przemocy odpowiednim organom z powodów chyba wszystkim znanych. Ale niedawno czytałem wyniki sondażu, gdzie pytanie brzmiało: czy twój partner/partnerka zastosował wobec ciebie przemoc fizyczną. TAK odpowiedziało 11% kobiet i 10% mężczyzn. Czyli praktycznie tyle samo. Natomiast z innych badań wynika, że kobiety częściej stosują przemoc psychiczną oraz przemoc wobec dzieci. Osobiście przyczyny upatruję w wychowywaniu dziewczynek w Polsce na księżniczki - osoby nie nadające się do związków partnerskich.
Cytat (każdy może całość wyszukać w google):
Według badań Instytutu Psychologii Zdrowia PTP, wykonanych w 2004 r. na zlecenie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy na grupie 1000 dorosłych mieszkańców stolicy do policzkowania wobec partnera przyznało się 6% kobiet i 4% mężczyzn, do popychania i szarpania - 7% kobiet i 11% mężczyzn i do bicia po 3% kobiet i 3% mężczyzn. Przemoc ze strony partnera w tych samych badaniach przedstawia się następująco: policzkowanie - 6% kobiet i 5% mężczyzn, szarpanie - 16% kobiet i 16% mężczyzn, bicie - 8% kobiet i 4% mężczyzn. Raport CBOS ?Przemoc i konflikty w domu" z lutego 2005 roku również nie pozostawia wątpliwości: kobiety wyzywają i obrażają partnerów niemal równie często jak mężczyźni swoje partnerki.
I z innego artykułu:
Jak pokazują badania opublikowane w 2012 roku przez Centrum Badań Opinii Społecznej, mężczyźni niemal równie często jak kobiety są bici w domu. Użycie siły przez partnerkę zadeklarowało aż 10% ankietowanych facetów, a 20% mężczyzn twierdziło, że byli dręczeni psychicznie.
ona87 napisał/a:tylko przeraża mnie zachowanie męża autorki wątku. przecież mógł odpowiedzieć olewczym tonem 'a jedź sobie' i efekt byłby lepszy dla obu stron.
Jako chłopak ze wschodu ja bym zamiast rzeczonego "spierd...." rzucił "a paszła w pizd....". Obraźliwe?
Hehehh czytam sobie wątek od początku i czytam i tak jak mnie na początku zbulwersowałeś tak teraz mnie nieźle rozbawiłeś
co post to lepiej
O dzięki
Tak w ogóle, to jest taka piosenka zespołu Piersi "Rodzina słowem silna" czy jakoś tak. Polecam posłuchać, bo to o typowych rozmówkach w polskich rodzinach
Mój dziadek zwykł w chwilach nerwów sięgać do wyrażeń chachłackich, stąd babcia musiała co jakiś czas udać się w " kibini mater" albo ogólnie "poszła won" ewentualnie mogła usłyszeć coś o niecnych planach dziadka wobec nieboszczki prababci z jej strony "job twoju mać". I tak zgodnie przeżyli coś ponad 60 lat...
509 2014-10-02 17:01:42 Ostatnio edytowany przez Wstrząs (2014-10-02 17:02:55)
Autorka po drobnej kłutni spakowala sie i uciekla do rodzicow.Zamiast porozmawiac i wyjasnic sytuacje wspolnie to postanowila strzelic focha i uciec i jeszcze czeka na przeprosiny.
Niestety takie czasy nastaly ze kobitom to sie calkiem w glowach poprzewracalo.kiedys wiedzialy gdzie ich miejsce teraz dochodzi do takich sytuacji ze po 2 miesiacach od slubu w blahych sytuacjach po prostu uciekają z domu.
wielkie halo i obraza majestatu bo maz powiedzial spierd****.
znam przypadek gdzie zona meza obraza i wtedy jest dobrze ale jak maz powie cos niestosownego to jest chamem i prostakiem.
Was trzeba trzymac krotko bo w innym razie to wam sie zaczyna w glowkach przewracac drogie kobity.
A przed ślubem się tak nie zachowywał? od razu wniosłabym o rozwód. Będzie tylko gorzej. Bo zupa była za słona...
A przed ślubem się tak nie zachowywał? od razu wniosłabym o rozwód. Będzie tylko gorzej. Bo zupa była za słona...
Ty widzisz co piszesz kobito?o rozwod za spierd**** i klutnie o obiad?za chwile bedziecie wnosic o rozwod za zle spojrzenie.
Was trzeba trzymac krotko bo w innym razie to wam sie zaczyna w glowkach przewracac drogie kobity.
.... i lać od czasu do czasu, bo inaczej wątroba nam gnije ![]()
Nie dziecino. Nie uważam, że każdy musi umieć gotować. Moja żona np. nie umie nie lubi, a ja umiem i lubię. Twój facet skończył już dawno studia i jest doktorantem który nie potrafi przykręcić gniazdka czy przepchać zlewu. Powód do dumy to raczej nie jest, bo te czynności specjalnie umiejętności nie wymagają. A inteligentny człowiek jak Twój facet rzuciłby na to okiem dwa razy i skumał o co chodzi. Ale w sumie co za problem zapłacić elektrykowi 200 zł za przykręcenie gniazdka. Żaden problem. Albo 200 zł hydraulikowi za przepchanie zlewu. Się ma to się płaci. Zamieszkaj sobie najpierw z nim, gdzie będziecie widzieć siebie codziennie, gdzie nagle pojawią się obowiązki o których w Twoim wesołym życiu studenteczki nawet się nie śniło to sobie porozmawiamy.
Tak. Wśród moich znajomych je się głównie w domu i głównie z rodziną.
Ja nie jestem oburzony. Czemu miałbym się oburzać. Po prostu zwracam uwagę, że nie masz pojęcia o życiu. A życie się zacznie. I to już niedługo.
Ze tak zacytuje pewnego pana: ale co cie to interesuje ze zacznie jej sie zycie i obowiazki? skoro jestes taki zyciowy i odpowiedzialny to moze daruj sobie pouczenia kammis o zycie. Sama dojdzie do tego kiedys czy chce zostac kuchta domowa czy biznes women:P
Znowu się zaczyna, idę po popcorn ![]()
Znowu się zaczyna, idę po popcorn
hehehhe no dokładnie!
516 2014-10-03 15:20:55 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2014-10-03 15:23:57)
Jezu.... wszystkich przepraszam, zwłaszcza autorkę wątku, która nie dość,że zle gotuje to doprowadza na forum do prawie narodowej kłótni.. ale dawno się tak nie uśmiałam... sorrryyyyyy ide zmyc resztki makijażu.. ![]()
żaneta45 rozwaliłaś mnie
![]()
Autorka po drobnej kłutni spakowala sie i uciekla do rodzicow.Zamiast porozmawiac i wyjasnic sytuacje wspolnie to postanowila strzelic focha i uciec i jeszcze czeka na przeprosiny.
Niestety takie czasy nastaly ze kobitom to sie calkiem w glowach poprzewracalo.kiedys wiedzialy gdzie ich miejsce teraz dochodzi do takich sytuacji ze po 2 miesiacach od slubu w blahych sytuacjach po prostu uciekają z domu.
wielkie halo i obraza majestatu bo maz powiedzial spierd****.
znam przypadek gdzie zona meza obraza i wtedy jest dobrze ale jak maz powie cos niestosownego to jest chamem i prostakiem.
Was trzeba trzymac krotko bo w innym razie to wam sie zaczyna w glowkach przewracac drogie kobity.
Ciebie za mało w szkole lali wbijając podstawową ortografie ? w główce ci się poszurało . Wstrząs to by ci się solenny przydał
Kolejny głąb , inaczej się nie da nazwać
Autorka wątku nie napisała że prawdopodobnie wcześniej również nie było różowo a ostatnia sprzeczka tylko dolała oliwy do ognia. No cóż, tak się dzieje jeżeli zawieramy kontraktowe małżeństwo. Niestety statystyki są nieubłagane. 93% ludzi żyje ze sobą bez żadnych uczuć. W takiej sytuacji najbezpieczniej jest żyć bez ślubu bo, jak widać, on nie daje żadnego zabezpieczenia. Być może część ludzi wyciągnie z tego lekcję i zrozumie że związek to nie jest para sublokatorów tylko połączenie psychiczne dwóch osób i głęboka więź emocjonalna.