Witam,
Jestem tutaj nową użytkowniczką. Nigdy nie planowałam korzystanie z żadnego forum, ale jednak. Moja historia jest powiedzmy beznadziejna. Mając 16 lat poznałam chłopaka. Był ode mnie starszy 8 lat. Obecnie ja mam 25. 9 lat związku. Przez te 9 lat bywało różnie, początek znajomości wiadomo był on moim pierwszym chłopakiem. Nie brałam pod uwagę, że przetrwamy tak długo nie pytałam o jego uczucia, zawsze unikał tematu. Był dla mnie dobry, ale po dwóch latach związku zaczęłam się zastanawiać czy on coś w ogóle do mnie czuje? próbowałam na te tematy rozmawiać, zbywał mnie. Tłumaczyłam sobie, że to pewnie "uraz" po trudnym dzieciństwie. Jego ojciec był alkoholikiem on natomiast przez 9 lat nie sięgnął nigdy do kieliszka. Miał kompletny wstręt do alkoholu. Zakochałam się po uszy. Zawsze patrzyłam, aby go czymś nie urazić, spędzałam czas tak jak on lubił, ubierałam się tak jak lubił wszystko dla niego. No bo wiadomo jak jest, gdy się kocha. pomagałam mu nawet w najcięższych sytuacjach i zawsze mógł na mnie liczyć. Ale ja w tym wszystkim zostawałam sama. Mimo że jak pisałam był dobry dla mnie, miał szacunek itp itd to nigdy nie pytał co u mnie, czy mi w czymś pomóc, czy chce pogadać a już nigdy nie mówił o swoich uczuciach. Nawet na moje najszczersze kocham Cię reagował jakby nie usłyszał. Miarka przebrała się miesiąc temu. Mam już swój wiek, więc po 9 latach razem po raz kolejny poruszyłam temat co on do mnie czuje, żeby mi to wreszcie powiedział. Że nawet jak mnie nie kocha, to chce to usłyszeć. I powiedział: " Że mnie nie kocha i nie kochał, bo on kochać nie potrafi, ze rodziny też nie chce zakładać". Po 9 latach... nie ma się co czarować przez te 9 lat kontaktów ze znajomymi już prawie nie mam, każdy ma swoje rodziny rozrzuciło ich po całej Polsce. Natomiast ja nie widziałam się z nim 2 miesiące, cierpię okropnie a on się chyba dobrze bawi, bo nie pisze do mnie jakbym przestała istnieć olał mnie kompletnie. Napisał raz, że ma remont w domu i tyle. Jego smsy zawsze do mnie były suche, albo o głupotach. Nigdy nie życzył mi dobranoc czy cokolwiek miłego. Nie mówił Kochanie, Skarbie, tylko po imieniu albo bezosobowo. Zmyliło mnie właśnie to ,że był dla mnie dobry, czuły, miły dlatego myślałam że może nie umie mówić kocham, ale pokazuje to czynami. A tu takie słowa... Nie kocham Cię:( a myślałam że ułożymy sobie razem życie. Aktualnie ani nie powiedziałam mu że odchodzę, ani on mi tego nie powiedział. Tak "trwamy" nadal. Nie wiem co zrobić. Bardzo boję się zostać sama, bo wiem że na znajomych też nie mogę liczyć, w sumie prawdziwych przyjaciół nie miałam nigdy. Więc jak zostawię jego, to sama zostanę na tym świecie. Błagam pomóżcie mi, bo nie jestem w stanie z nikim porozmawiać na ten temat... pozdrawiam Wszystkich:*
Podobne tematy
"Nie wiem co zrobić. Bardzo boję się zostać sama"
A czy Ty naprawdę go kochasz czy to już przyzwyczajenie i lek przed samotnością???
"nigdy nie pytał co u mnie, czy mi w czymś pomóc, czy chce pogadać a już nigdy nie mówił o swoich uczuciach. Nawet na moje najszczersze kocham Cię reagował jakby nie usłyszał."
Moim zdaniem już dawno miałaś sygnały, powiem inaczej: fakty i czyny wskazywały na to, ze On Cie nie kocha... na pewno tego nie czułaś?? myślę, ze takie rzeczy się raczej wie, czy ktoś nas kocha czy nie, nawet jeżeli dana osoba nie jest wylewna w słowach... Często zdarza się, ze dwoje ludzi tkwi przy sobie bez sensu, a z biegiem lat coraz ciężej zakończyć ta "współprace" bo związkiem tego nazwać nie można. PO CO???? odbieracie sobie szanse na prawdziwe szczęście.
Nie pozostaje Ci nic innego jak pogodzić się z tym. Nie zmusisz go do miłości. Oczywiście teraz takie słowa uznasz za banał, ale taka jest prawda, ze potrzebujesz CZASU, by przyjąć to do świadomości, ułożyć sobie życie na nowo. Tak szczerze, czy czułaś się w tym związku naprawdę szczęśliwa???? myślę, ze ciężko czuć się dobrze w związku, gdzie tylko jedna osoba się stara, jedna kocha....
3 2012-08-19 19:09:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-19 19:10:34)
Makabra!
Co można zrobić z sobą i swoim życiem w imię źle pojmowanej miłości?
O czym myślę? O tym:
(...) spędzałam czas tak jak on lubił, ubierałam się tak jak lubił wszystko dla niego. No bo wiadomo jak jest, gdy się kocha. pomagałam mu nawet w najcięższych sytuacjach i zawsze mógł na mnie liczyć. Ale ja w tym wszystkim zostawałam sama. (...)
i o tym:
(...) nie ma się co czarować przez te 9 lat kontaktów ze znajomymi już prawie nie mam (...)
Rozumiem, że całe swe życie podporządkowałaś jemu. Że nie masz swojego świata, swych zainteresowań, swoich znajomych.
Zastanawiasz się, co robić. Dla mnie, osoby postronnej, kroki są jasne i oczywiste.
Pomyśl, czy decydujesz się na dalsze trwanie z nim w luźnym związku, w związku bez jakichkolwiek zobowiązań, bez miłości z jego strony. Załóżmy, że odpowiesz twierdząco. Po upływie jakiego czasu znienawidzisz go?
Boisz się, że rezygnując ze związku z nim pozostaniesz sama na świecie. A teraz jesteś z nim razem? Na pewno? I co, pozostając z nim, zrobisz z jego wyznaniem o braku miłości, o braku ochoty na założenie rodziny? Zamieciesz pod dywan? Udasz, że nie słyszałaś? Dalej będziesz się okłamywała?
Witam,Mam koezanke ktora ma nie typowy problem.Otoz ma 2-letniego syna,dziecko nie ma zameldowania,nie ma ksiazeczki zdrowia nie przeszedl nawet bilansu 2-latka.Kolezanka ma rodzine ktora sie od niej kompletnie odwrocila,chlopak z ktorym mieszkala wyjechal za granice i wyzucil ja z domu.Nie ma gdzie mieszkac w domach samotnej matki nie ma miejsc...nie widze juz zadnej pomocy dla niej.szkoda mi tego malego poniewaz dziecko jest zaniedbywane,kolezanka nie ma obecnie pracy wiec wiaze sie to z tym ze co jakis czas jest u jednej z wielu kolezanek.Jest nieodpowiedzialna wychodzila z domu zostwaiajac malego w domu samego na noc i wychodzila na dyskoteki.gdy zglosilam to na policje to nawet nie przyjechala a ja stalam pod jej klatka i wiedzialam ze maly jest sam!opieka spoleczna nie reaguje ze dziewczyna nie radzi sobie sama z soba a co tu mowic o zajmowaniu sie dzieckiem!!jak moge sprawic zeby maly mial lepsze zycie.niestety nie moge wziac dziecka pod swoja opieke poniewaz nie mam na to warunkow a z nia dziecko jedynie wegetuje z dnia na dzien jest coraz gorzej.prosze o podpowiedz co jeszcze moge w tej sytuacji zrobic aby pomoc temu malemu!tak byc nie moze,prosze o szybkie odpowiedzi.Dodaje ze kolezanka jest z gdanska.
Kocham Go nadal i to bardzo, dlatego jeszcze nie odeszłam. Z mojej strony na pewno nie jest to przyzwyczajenie. Swoje zainteresowania mam, zresztą jego nie obchodziło to co robię, czego słucham nie narzucał mi swojego "JA". Ale po tylu latach, serio już nie pamiętam jak się żyje samej. On nie jest aktualnie moim jedynym zmartwieniem, dlatego boję się że jak jeszcze jego zabraknie najważniejszej osoby w moim życiu to już się całkiem posypie wszystko.
Rozumiem, że stanięcie na własnych nogach, bycie osobą samodzielną, decyzyjną, niezależną, tak bardzo Cię przeraża, że podjęłaś decyzję, by trwać w takim związku-niezwiązku.
A nie boisz się, że swe życie spędzisz u boku człowieka, który ani Cię kocha, ani chce z Tobą założyć rodzinę? Nie boisz się, że po kolejnych kilku latach oprzytomniejesz i naprawdę zobaczysz rzeczywistość? Masz dopiero 25 lat. Nie szkoda Ci Twego życia?
Moja przyjaciółka jest ze swoim facetem 8 lat. Nie chce mi się nawet opisywać jak wygląda ich związek, powiem tylko tyle, ze jest bardzo nieudany. W pewnym momencie zaczęło się psuć, a Ona dawała mu kolejne szanse w nadziei, ze będzie lepiej. Ona sama nawet nie jest pewna czy go kocha, ale mimo to wychodzi niebawem za niego za mąż. Nielogiczne, prawda?? boi się samotności, ze już zawsze będzie sama (ma 25 lat), ze nie poradzi sobie w życiu bez niego. Oczywiście jest to kompletna bzdura, jest śliczna, mądra, zaradna, jednak nie ma za grosz wiary siebie. Bardzo ubolewam nad tym, ze marnuje sobie życie na własne życzenie, ale żadne argumenty do niej nie docierają.
Nie możesz żyć przeszłością. MIŁOŚĆ to podstawa, a jej nie ma z jego strony. Nauczysz się żyć sama, początki są najgorsze, bo nie wiesz od czego zacząć, w końcu Twój partner to cześć Twojej codzienności. Daj sobie szanse, na PRAWDZIWA, obustronna miłość. Nie ma nic piękniejszego!! bardzo smutne jest życie, kiedy czujesz się niekochana, kiedy nikt nie dba o Twoje potrzeby, nie okazuje zainteresowania Twoja osoba, nic Was tak naprawdę nie łączy....
I na przyszłość.... nigdy nie uzależniaj się tak od faceta.... musisz tez mieć życie poza facetem, innych ludzi, przyjaciół itd... żyj tak, żeby mieć świadomość, ze w razie "W" sobie poradzisz.... Całkowite poświęcanie się w imię miłości jest piękne.... ale tylko gdy działa w obie strony...
Zgadzam się w Wami. Od długiego czasu już nad tym myślę i doszłam sama do wniosku, że to już mało wygląda na związek. I tak już czuję się wykorzystana i zmęczona tym wszystkim. Będę musiała się zebrać w sobie i to zakończyć i nigdy już nie wracać. Upewniliście mnie tylko w decyzji i za to bardzo dziękuję.
Jak byście mu to powiedzieli, nie chcę mu nawrzucać czy coś wypominać co miałam powiedzieć to on już wie, chciałabym mu jednak dać do zrozumienia że mnie skrzywdził w pewnym sensie nie mówiąc nic, ani tego dobrego, ani tego że nie kocha.
Chcesz dać mu do zrozumienie, że Cię skrzywdził?
A skrzywdził?
Przecież sama przyznałaś, że od dawna mocno zaciskałaś oczy, by nie zauważyć rzeczywistości, by nie uwierzyć, że miłość jest jednostronną.
A on, równie dobrze, może zarzucić Ci to samo: że przez tyle lat oszukiwałaś go. Oszukiwałaś, zgadzając się na związek, który Ci (jak się teraz okazuje) nie pasował.
Ja bym sie tylko spakowala i wyszla. Przeciez nie musisz mu tlumaczyc DLACZEGO odchodzisz - powiedzial Ci ze Cie nie kocha wiec chyba to logiczne. Mysle, ze domysla sie, ze Cie zranil. Wszelkie rozmowy o tym beda wg. mnie zbedne. No bo co, bedziecie siedziec i to walkowac? Prosta sytuacja, Ty go kochasz, on Ciebie nie. Odejdz, poplacz, pozniej sie otrzasnij i zacznij zyc na nowo :-)
Nola, przecież Ty przez cały tren czas byłaś sama! Żyliście obok. On korzystał z Twojej energii, dlatego teraz jesteś słaba. Nikt inny się Tobą nie interesował, bo byłaś zajęta. Ech...
Wierz, że czeka na Ciebie prawdziwy, rozsądny, zdolny do miłości mężczyzna. Bądź tego pewna a stanie się. Znajomi znikli? Pojawią się nowi. Zacznij nowe życie. Już mądrzejsza, już dojrzalsza. Smutna to była lekcja i długa, ale przed Tobą jeszcze kilkadziesiąt lat i tylko od Ciebie zależy jak bardzo szczęśliwych.
Gdy zmarnowałam przeszło 20 lat, zrozumiałam że najważniejsze to kochać siebie i być stabilną emocjonalnie. Wtedy, nawet gdybym nie spotkała mojego mężczyzny, będę zawsze spokojna i bezpieczne z kimś, kto mnie kocha i nigdy nie zostawi - z SOBĄ.
Chyba Ciebie zaczarował dziewczyno. 9 lat !!! Napiszę tak. Ostatni mój związek był z kobietą, która nie umie kochać, woli być sama itp. Szarpałem się 1,5roku. A i tak mnie rzuciła. Czyli rada jak osoby wyżej. Daj sobie spokój. Będziesz cierpieć, myśleć ciągle, mieć nadzieje. Może to potrwać trochę czasu. Ale w końcu nawet jak jeszcze będziesz o tym myśleć, to już ci nie będzie zabierać nerwów, snu. I przestanie. Zakończ to dla własnego dobra. Bądź egoistką. Tu Ty się liczysz. Jeśli w tej chwili milczy i masz wrażenie że dobrze nu z tym, to OK. Milcz i ty. I tylko nie daj się wciągnąć w jakieś "ostatnie" spotkania. Bo znowu możesz utonąć. Milcz i koniec.
Poza tym. Zdaj sobie sprawę, że nawet jak się znowu zwiążecie, a może być fajno i miło, to ten facet za kilka miesięcy może ciebie po prostu rzucić. Ot tak. Przecież ci mówił, że nie kocha. O co byś mogła mieć pretensje ?
Daj sobie spokój.
25 lat i boisz się, że zostaniesz sama na tym świecie?? Dziewczyno, zmarnowałaś 9 lat swojego życia. Teraz nareszcie możesz zacząć żyć. Nie masz 70 lat, żeby się zamartwiać "samotnością". Chyba oprócz trwania w "związku", robiłaś też inne rzeczy. Nie wierzę w to, że nie masz koleżanek. Moi niektórzy znajomi też pozakładali rodziny i jakoś kontakt dało się utrzymać.
No cóż Nola! Małżeństwa z Was nie będzie i koniec kropka. Musisz wziąć się za swoje życie, znaleźć dobrą pracę i iść swoją drogą. Może ta droga skrzyżuje się z jakimś idealnym mężczyzną dla Ciebie. Wcale nie musisz z nim oficjalnie zrywać, nie odzywać się. Musisz działać tak jakby go nie było -- jeśli Cię kocha to Ci pomoże być samodzielną. Jeśli nie kocha, to wasze drogi łagodnie się rozejdą.
Dla swojego dobra skończ z nim. Nigdy nie można myśleć o kimś że jest całym Twoim życiem, bo tak nie jest. Każdy w każdej chwili może zostać sam. Tym bardziej że to nie jest facet na którym można polegać. Zajmij się sobą, swoim życiem, na pewno są jacyś znajomi, koleżanki z którymi możesz porozmawiać czy poimprezować. Jesteś młoda i napewno jeszcze niejednego fajnego faceta spotkasz.