Marcjano napisał/a:Nie dziecino. Nie uważam, że każdy musi umieć gotować. Moja żona np. nie umie nie lubi, a ja umiem i lubię. Twój facet skończył już dawno studia i jest doktorantem który nie potrafi przykręcić gniazdka czy przepchać zlewu. Powód do dumy to raczej nie jest, bo te czynności specjalnie umiejętności nie wymagają. A inteligentny człowiek jak Twój facet rzuciłby na to okiem dwa razy i skumał o co chodzi. Ale w sumie co za problem zapłacić elektrykowi 200 zł za przykręcenie gniazdka. Żaden problem. Albo 200 zł hydraulikowi za przepchanie zlewu. Się ma to się płaci. Zamieszkaj sobie najpierw z nim, gdzie będziecie widzieć siebie codziennie, gdzie nagle pojawią się obowiązki o których w Twoim wesołym życiu studenteczki nawet się nie śniło to sobie porozmawiamy.
Tak. Wśród moich znajomych je się głównie w domu i głównie z rodziną.
Widzisz, wśród moich nie. A z racji ex-pracy w biurze poselskim znajomych mam głównie starszych, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt i widzę jak żyją. Widzę też jak żyje ojciec z matką, rodzina, ich znajomi - głównie prawnicy. Wyjście z domu o 9 i powrót o 19-20. Tak też sobie swoje życie i życie swojego obecnego partnera (niezależnie od tego czy nam się uda) w przyszłości wyobrażam i ono mi odpowiada.
Większość je na mieście, mimo że mają rodziny i 2-3 dzieci, to korzystają z takich udogodnień jak żłobek czy przedszkole (i nie, nie są to zamożni posłowie, tylko zwykli pracownicy tychże biur) czy stołówka szkolna, a sami wielokrotnie wszyscy zostawaliśmy po godzinach.
Wesołe życie studenteczki? Widać oceniasz studentów przez pryzmat imprez i obijania się. Nie, wyobraź sobie, jestem pedantką a w domu mam wysprzątane na błysk. Nie imprezuję co tydzień i nie jestem rozrywkowa. Umiem zrobić pranie, rozwiesić je, wyprasować i posprzątać mieszkanie. I nie zaniedbuję tych obowiązków. Masz może obraz studenta chlejącego raz w tygodniu? Wyobraź sobie, nie chleję wódy nawet raz w miesiącu i nie mam rozrywkowego trybu życia, a mój promotor mówi, że jestem "nadmiernie pracowita". W pracy również byłam "nadmiernie pracowita". Nie oceniaj wszystkich miarą większości wesolutkich studencików, bo nie wszyscy tak żyją. Jestem osobą, która ma hopla na punkcie czystości, zdrowego odżywiania, punktualności itd.
Wyobraź sobie, że przy dwóch osobach roboty jest niewiele. A obowiązki wówczas mają dwie osoby, nie tylko kobieta, prawda? Powiedz mi, jakie to nowe obowiązki będę mieć, jeśli zamieszkam z facetem? Bo myślałam, że takie same jak w każdym domu. Zapłacić rachunki, posprzątać raz na dwa tygodnie (nie syfimy jak fleje, i ja, i on mamy odruch sprzątania PO SOBIE - z czym w wielu domach widzę ogromne problemy ), zrobić pranie swoich rzeczy, wysuszyć, wyprasować, zmienić pościel, nakarmić zwierzaka, raz na jakiś czas umyć okna, podlać kwiaty. Wszystko to robię i u siebie, regularnie, nie mam z tym najmniejszego problemu. Śmieszy mnie za to Twoje wyolbrzymianie problemów. Jakież to inne obowiązki spadłyby mi na głowę, jeśli mieszkałabym z facetem, co? Może buty będę mu ściągać jak muzułmanki? Robiłabym to samo, co i u siebie w domu (a mam do ogarnięcia całe mieszkanie, nie jak większość studentów pokój w akademiku), na dodatek podzielilibyśmy się obowiązkami.
Zapytaj nawet Insurmountable_Woman, jak można sobie poradzić z obowiązkami domowymi. Nie wszystko trzeba rozwlekać w czasie w nieskończoność.