Robisz z siebie ofiarę i tyle. Mogłaś postąpić na milion innych sposobów, opluć go, strzelić mu w pyszczysko, cokolwiek, nie reagowałaś, więc pozwoliłaś. Proste.
Podobne tematy
Vian napisał/a:pitagoras napisał/a:Dopóki ktoś nie ma rozbitego ryja, to nie ma agresji.
Chyba jesteś mocno osamotniony w tym stwierdzeniu.
Co w żaden sposób nie godzi w prawdziwość stwierdzenia
Z tym, że to prawda tylko dla Ciebie.
Z drugiej strony, skoro mu nie smakowało to, co ugotowała, to niech on ugotuje i się okaże, czy mu dobrze pójdzie.
Też zależy od tego, jak jej powiedział, że mu nie smakowało... Bo jeśli na zasadzie ''o kurde, ale świństwo podałaś'', to sorry, nie dziwię się, że kiepsko zareagowała...
Życzliwa... żartujesz? To się mieli pobić?
"Mogłaś postąpić na milion innych sposobów, opluć go, strzelić mu w pyszczysko, cokolwiek, nie reagowałaś, więc pozwoliłaś. Proste."
Chyba nie na tym polega małżeństwo- stosowanie przemocy fizycznej wobec siebie?To jakaś pomyłka.
70 2014-08-25 19:29:36 Ostatnio edytowany przez Życzliwa (2014-08-25 19:31:13)
Życzliwa napisał/a:A oberwałaś? Nie.
Czyli ślady na ramionach od ściśnięcia to jest nic dla Ciebie?
Być może po prostu chciał ją zatrzymać przy sobie by nie wychodziła, wyszło jak wyszło, zbyt mocno, jak widać, nigdzie jednak nie jest napisane, że chciał jej zrobić krzywdę, znamy tylko wersję autorki.
Edit: Czy mieli sie pobić nie wiem, wiem, że najgłupsze byłoby nadstawienie drugiego policzka, nie broniła się-tyle wiemy.
"Jedyne, do czego nie miał prawa, to do popchnięcia Cię i szarpnięcia. Nie miał i gdyby mój mąż zrobił coś takiego, to by miał przewalone. I zastanowiłabym się na Twoim miejscu, czy chcesz być z facetem, który robi takie rzeczy. Bo przemocy fizycznej NIC nie usprawiedliwia."
Zatem co dalej według Ciebie? Jak mam wrocic skoro mało nie oberwałam?
ależ Ty natrętnie próbujesz się łapać czegokolwiek żeby wyjść na pokrzywdzoną....
A to nie było czasem tak, że Cię przytrzymał za ramiona próbując coś powiedzieć?
Życzliwa, tak z ciekawości, dla Ciebie na tym polega związek, że się rękoczyny stosuje, jak coś nie odpowiada?
Cynicznahipo napisał/a:Życzliwa napisał/a:A oberwałaś? Nie.
Czyli ślady na ramionach od ściśnięcia to jest nic dla Ciebie?
Być może po prostu chciał ją zatrzymać przy sobie by nie wychodziła, wyszło jak wyszło, zbyt mocno, jak widać, nigdzie jednak nie jest napisane, że chciał jej zrobić krzywdę, znamy tylko wersję autorki.
Dla mnie to bez znaczenia, zabolało ją, ma ślady, powinien ją przeprosić. To by było normalne zachowanie.
74 2014-08-25 19:31:35 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-08-25 19:34:54)
Też zależy od tego, jak jej powiedział, że mu nie smakowało... Bo jeśli na zasadzie ''o kurde, ale świństwo podałaś'', to sorry, nie dziwię się, że kiepsko zareagowała...
Tzn ja jestem zdania, że fochy są zawsze marnym rozwiązaniem.
Dla mnie to bez znaczenia, zabolało ją, ma ślady, powinien ją przeprosić. To by było normalne zachowanie.
Tu się zgadzam.
Zmień swoje podejście w ocenie tej sytuacji bo nie jesteś biedną skrzywdzoną ofiarą agresora ( chyba że bywało tak wcześniej ). Sama po części sprowokowałaś tą kłótnię i obrażanie się tak naprawdę o nic potrafi wkurzyć człowieka. Tak jak pisze Cynicznahipo najpierw zgoda a później obserwacja. Ale to , że Ty pierwsza zadzwonisz nie przyniesie Ci ujmy bo zadzieranie nosa w tej sytuacji nie jest dobrym wyjściem.
Cynicznahippo jeśli to ja wyciągnę pierwsza rękę to nie wiem czy następnym razem nie będzie gorzej. Najgorszy był ten strach kiedy przyciskał mnie do okna...
"Może to zostaw na "po rozmowie" i sama się do niego odezwij."
Ale dlaczego ja? Przecież to on wyrzucił mnie z mieszkania wrzeszcząc żebym właśnie teraz się pakowała w tej chwili. Nie sądzisz, że to do niego należy pierwszy krok?Nie można tak traktowac osoby, którą się kocha? Jesli teraz odpuszczę i zrobie pierwszy krok to za jakiś czas zrobi to samo. Ten typ tak ma.
nie przepraszaj pierwsza, nie Ty go wyrzuciłaś. Jak raz mu odpuścisz takie zachowanie to mu pozwolisz się tak traktować.
Moja znajoma odchodzi sama po każdej takiej i jeszcze gorszych awanturach. I co z tego skoro jej mąż wie, że ona sama wróci, bo kiedyś to powiedział.
nie rozumiem jak dziewczyny na forum mogą zrzucać winę na ciebie...
wiesz takie odejście może mu otworzyć oczy, tylko musisz być konsekwentna i musi się o ciebie na nowo postarać. z drugiej strony nie możesz też się wyprowadzać za każdym razem, bo coś ci nie pasuje.
pitagoras napisał/a:Vian napisał/a:Chyba jesteś mocno osamotniony w tym stwierdzeniu.
Co w żaden sposób nie godzi w prawdziwość stwierdzenia
Z tym, że to prawda tylko dla Ciebie.
Nie, to jest zdroworozsądkowa normalność stojąca w sprzeczności z lansowanym w emtivi kretyńskim relatywizowaniem wszystkiego
79 2014-08-25 19:32:48 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-08-25 19:33:45)
Cynicznahipo napisał/a:Też zależy od tego, jak jej powiedział, że mu nie smakowało... Bo jeśli na zasadzie ''o kurde, ale świństwo podałaś'', to sorry, nie dziwię się, że kiepsko zareagowała...
Tzn ja jestem zdania, że fochy są zawsze marnym rozwiązaniem.
Ja też tak uważam, ale ile ludzi, tyle reakcji...
Ogólnie należę do osób, które otwarcie mówią, jak coś nie pasuje.
Np. ''wkurzyłeś mnie takim i takim zachowaniem''. To o wiele lepsze, niż ''wyprowadzam się''.
Bemar, uwierz mi, że naprawdę nie ma znaczenia, kto przeprosi pierwszy.
80 2014-08-25 19:33:22 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-26 00:35:24)
Życzliwa, tak z ciekawości, dla Ciebie na tym polega związek, że się rękoczyny stosuje, jak coś nie odpowiada?
tekst usunięty przez moderatora Tak jak napisałam wyżej mogła się bronić, nie biernie czekać, pomijam fakt, że zachowanie obydwu pozostawia wiele do zyczenia, dojrzałość związkowa? Za krótki staz chyba.
81 2014-08-25 19:34:22 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-26 00:40:36)
Cynicznahipo napisał/a:Życzliwa, tak z ciekawości, dla Ciebie na tym polega związek, że się rękoczyny stosuje, jak coś nie odpowiada?
A tobie akurat tłumaczyć się nie muszę, ani nic ci do tego pani wszystkowiedząca. Tak jak napisałam wyżej mogła się bronić, nie biernie czekać, pomijam fakt, że zachowanie obydwu pozostawia wiele do zyczenia, dojrzałość związkowa? Za krótki staz chyba.
Zadałam normalnie pytanie, nie musisz być grubiańska. tekst usunięty przez moderatora
Byłaś kiedyś w takiej sytuacji, że z góry wiesz, jak Autorka powinna zareagować? No ludzie.
82 2014-08-25 19:36:52 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-26 00:42:31)
post poniżej poziomu forum - usunięty przez moderatora
Powód kłótni z dupy wzięty, serio.
Jak nie umiesz gotować, to się naucz, to nie boli, to raz.
Dwa, jak szantażujesz, że wyjdziesz z domu i nie wrócisz, to się nie dziw, że Ci ktoś odpowie ''a to idź''. Bo to typowa reakcja.
Trzy, związek dorosłych ludzi, to nie tylko przytulanie i buziaczki. Czasem są spory, czasem polecą przykre słowa, bywa.Jedyne, do czego nie miał prawa, to do popchnięcia Cię i szarpnięcia. Nie miał i gdyby mój mąż zrobił coś takiego, to by miał przewalone. I zastanowiłabym się na Twoim miejscu, czy chcesz być z facetem, który robi takie rzeczy. Bo przemocy fizycznej NIC nie usprawiedliwia.
A ja się nie zgodzę.
Ja na przykład nie życzę sobie przekleństw z czyjejkolwiek strony. Sama nikomu nigdy nie powiedziałam "spier..." i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś - bliska osoba w dodatku, podejrzewam że słowa obcej osoby nie byłyby dla mnie istotne - tak się do mnie odnosiła. Nigdy nie słyszałam, żeby ojciec do matki powiedział "spierd..." Jest też coś takiego jak przemoc psychiczna.
"Jak nie umiesz gotować, to się naucz, to nie boli" - a czy kobieta jest kurą domową? Na Boga, czy kobieta wstępując w związek (nie ważne czy małżeński, czy jakiś inny bardziej trwały) ma obowiązek umieć gotować bo "misiowi" zachce się jeść? A nie może sam sobie zrobić???
Sama mam faceta (nie męża) od niedawna i już nie raz słyszałam, że "powinnam bardziej o niego dbać". O co oczywiście chodziło? Tylko i wyłącznie o jedzenie. A ja nie jestem pomocą kuchenną, żeby stać przy garach i specjalnie się uczyć. Ja sama z głodu nie umrę, wiem co sobie zrobić, albo wyjść i zjeść na mieście i mi tp odpowiada. Może zjeść ze mną. Jak nie pasuje to niech je co innego, nie mój problem.
Niech facet przestanie robić sobie z żony służącą i kucharkę i to w dodatku jeszcze wybrzydzać.
Ja mam do tego takie podejściej - podam przykład naszego króciutkiego dialogi z zeszłego tygodnia chyba, jak został u mnie na 3 dni.
F: głodny jestem
Ja: czuj się jak u siebie, możesz brać wszystko z lodówki i szafek.
F: ale tu są same jogurty, płatki, ryż, owoce, a chciałbym coś na obiad.
Ja: to skocz do sklepu albo zrób z tego co jest.
F (za godzinę): a może wyjdziemy na jakąś kolację, co?
![]()
Jak się od początku faceta przyzwyczai do usługiwania mu, to potem właśnie takie rzeczy wychodzą, z wybrzydzaniem w dodatku.
I myślę że trzeba się zastanowić nad szacunkiem faceta do żony, a nie dawać jej rady, żeby się nauczyła gotować.
84 2014-08-25 19:37:58 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-26 00:44:57)
tekst usunięty przez moderatora
Kammiś, wiem, wiem, o co Ci chodzi. Ja tylko teoretyzuję, bo nie znam całej sytuacji, nie przyglądałam się z boku. Niżej napisałam zresztą, że równie dobrze mógł sam zrobić coś do jedzenia. Ogólnie co się tyczy przeklinania, to zależy od temperamentu, jak się spotkają dwa mocne charaktery, to nie powiem, czasem ostre słowa polecą, to się zdarza. Ja też nie chciałabym czegoś takiego usłyszeć, ale nie wiemy, na co to była odpowiedź tak naprawdę... A już popychania i szarpania w ogóle nie popieram. Związek to nie ring.
bemar jakbyś ten obiad ugotowała jak się należy to przynajmniej dziewczyny by się nie kłóciły a tak widzisz ile nieszczęść spowodowałaś
.
86 2014-08-25 19:41:39 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-26 00:46:36)
off-top usunięty przez moderatora
87 2014-08-25 19:43:25 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-25 19:43:56)
A ja się nie zgodzę.
Ja na przykład nie życzę sobie przekleństw z czyjejkolwiek strony. Sama nikomu nigdy nie powiedziałam "spier..." i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś - bliska osoba w dodatku, podejrzewam że słowa obcej osoby nie byłyby dla mnie istotne - tak się do mnie odnosiła. Nigdy nie słyszałam, żeby ojciec do matki powiedział "spierd..." Jest też coś takiego jak przemoc psychiczna.
.
Hehehehehehe podwójne standardy koleżanko
Pamiętasz?
No i sama nie wiem czemy powiedzialam: "to zostaw mnie tutaj i sobie idz, je**ny egoisto".
Jeszcze mniej w tym uzasadnienia, a focha więcej:)
Życzliwa coś zły dzien, że sie tak wyżywasz?
88 2014-08-25 19:43:27 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-26 00:48:26)
off-top usunięty przez moderatora
--------------------------
Autorko, zadzwoń i spotkajcie się. Pogadajcie, może się wszystko wyjaśni, może to był jednorazowy incydent.
bemar jakbyś ten obiad ugotowała jak się należy to przynajmniej dziewczyny by się nie kłóciły a tak widzisz ile nieszczęść spowodowałaś
.
A idź z tym obiadem!!!!!!!!! ![]()
Ja gonię każdego faceta, który wymaga ode mnie bycia kurą domową ![]()
zwykły facet napisał/a:bemar jakbyś ten obiad ugotowała jak się należy to przynajmniej dziewczyny by się nie kłóciły a tak widzisz ile nieszczęść spowodowałaś
.
A idź z tym obiadem!!!!!!!!!
Ja gonię każdego faceta, który wymaga ode mnie bycia kurą domową
Hahahaha, nie umiesz gotować? :PPPPP
Nie, spoko, rozumiem, w czym rzecz.
kammiś napisał/a:A ja się nie zgodzę.
Ja na przykład nie życzę sobie przekleństw z czyjejkolwiek strony. Sama nikomu nigdy nie powiedziałam "spier..." i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś - bliska osoba w dodatku, podejrzewam że słowa obcej osoby nie byłyby dla mnie istotne - tak się do mnie odnosiła. Nigdy nie słyszałam, żeby ojciec do matki powiedział "spierd..." Jest też coś takiego jak przemoc psychiczna.
.Hehehehehehe podwójne standardy koleżanko
Pamiętasz?
kammiś napisał/a:No i sama nie wiem czemy powiedzialam: "to zostaw mnie tutaj i sobie idz, je**ny egoisto".
Jeszcze mniej w tym uzasadnienia, a focha więcej:)
Życzliwa coś zły dzien, że sie tak wyżywasz?
A no było, ale to w panice, w górach.
Poza tym co innego kobieta do faceta, kobiecie się szacunek należy ![]()
Zwykły facet uczepiłeś się tego obiadu... a mnie chodzi o słowo spierdalaj. Może dla Ciebie jest ono normą i zwracasz się tak do bliskich- ja sobie tego nie życzę. Przemoc fizyczna w pierwszych miesiącach małżeństwa bo niby go sprowokowałam ja prowokacyjny niedobry typ też jest dla Ciebie oczywista???NIKT NIE MA PRAWA MNIE SZARPAC!
kammiś napisał/a:zwykły facet napisał/a:bemar jakbyś ten obiad ugotowała jak się należy to przynajmniej dziewczyny by się nie kłóciły a tak widzisz ile nieszczęść spowodowałaś
.
A idź z tym obiadem!!!!!!!!!
Ja gonię każdego faceta, który wymaga ode mnie bycia kurą domowąHahahaha, nie umiesz gotować? :PPPPP
Nie, spoko, rozumiem, w czym rzecz.
Umiem na tyle na ile ja potrzebuję - z głodu nie umrę ![]()
Nie mam po prostu potrzeby dogadzania facetowi w tym zakresie. Chce dobrze zjeść, niech sobie sam zrobi (rączek nie poucinało...), kupi itd.
Zwykły facet uczepiłeś się tego obiadu... a mnie chodzi o słowo spierdalaj. Może dla Ciebie jest ono normą i zwracasz się tak do bliskich- ja sobie tego nie życzę. Przemoc fizyczna w pierwszych miesiącach małżeństwa bo niby go sprowokowałam ja prowokacyjny niedobry typ też jest dla Ciebie oczywista???NIKT NIE MA PRAWA MNIE SZARPAC!
No nie ma prawa, ale może warto o tym porozmawiać i dać sobie jeszcze jedną szansę?
A no było, ale to w panice, w górach.
Poza tym co innego kobieta do faceta, kobiecie się szacunek należy
Hahaha nie rozsmieszaj mnie tymi dziecinnymi tłumaczeniami:D
thepass napisał/a:kammiś napisał/a:A ja się nie zgodzę.
Ja na przykład nie życzę sobie przekleństw z czyjejkolwiek strony. Sama nikomu nigdy nie powiedziałam "spier..." i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś - bliska osoba w dodatku, podejrzewam że słowa obcej osoby nie byłyby dla mnie istotne - tak się do mnie odnosiła. Nigdy nie słyszałam, żeby ojciec do matki powiedział "spierd..." Jest też coś takiego jak przemoc psychiczna.
.Hehehehehehe podwójne standardy koleżanko
Pamiętasz?
kammiś napisał/a:No i sama nie wiem czemy powiedzialam: "to zostaw mnie tutaj i sobie idz, je**ny egoisto".
Jeszcze mniej w tym uzasadnienia, a focha więcej:)
Życzliwa coś zły dzien, że sie tak wyżywasz?
A no było, ale to w panice, w górach.
Poza tym co innego kobieta do faceta, kobiecie się szacunek należy
Jakie znaczenie w jakich okolicznościach? No, a tu było w nerwach.
Nie co innego, to samo właśnie.
kammiś napisał/a:thepass napisał/a:kammiś napisał/a:A ja się nie zgodzę.
Ja na przykład nie życzę sobie przekleństw z czyjejkolwiek strony. Sama nikomu nigdy nie powiedziałam "spier..." i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś - bliska osoba w dodatku, podejrzewam że słowa obcej osoby nie byłyby dla mnie istotne - tak się do mnie odnosiła. Nigdy nie słyszałam, żeby ojciec do matki powiedział "spierd..." Jest też coś takiego jak przemoc psychiczna.
.Hehehehehehe podwójne standardy koleżanko
Pamiętasz?
Jeszcze mniej w tym uzasadnienia, a focha więcej:)
Życzliwa coś zły dzien, że sie tak wyżywasz?
A no było, ale to w panice, w górach.
Poza tym co innego kobieta do faceta, kobiecie się szacunek należyJakie znaczenie w jakich okokicznościach?
Nie co innego, to samo właśnie.
Trochę inaczej, bo przerażona byłam (naprawdę, dostałam histerii - boję się burzy nawet w domu, co dopiero na otwartym terenie). Ale przeprosiłam już dawno, śmiał się z tego, mówił że to był wyraz kobiecej bezsilności ![]()
98 2014-08-25 19:50:41 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-25 21:48:05)
off-top usunięty przez moderatora
Jakby nie patrzeć, przerażenie a wnerwienie, to dwie różne rzeczy. No ale i w jednej, i w drugiej sytuacji można zareagować emocjonalnie, zdarza się...
bemar - kiedyś ja miałam podobną sytuację w życiu, jedną jedyną. Nie o obiad chodziło, nie wiem już nawet o co poszło. Wytrąciłam Męża z równowagi. Padło wiele niepotrzebnych słów. Za tą sytuację winę ponosiłam ja i Mąż. Również zostałam ściśnięta aż zabolało. Sprowokowała Męża słownie do tego... Na szczęście sytuacja została wyjaśniona. Nigdy więcej nie miało miejsca takie zdarzenie.
Wiem, że samej będzie Ci ciężko wyciągnąć rękę na zgodę. Ale taką sytuację należy wyjaśnić jak najszybciej.
101 2014-08-25 20:01:33 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-08-25 20:04:56)
A no było, ale to w panice, w górach.
Trochę inaczej, bo przerażona byłam (naprawdę, dostałam histerii - boję się burzy nawet w domu, co dopiero na otwartym terenie). Ale przeprosiłam już dawno, śmiał się z tego, mówił że to był wyraz kobiecej bezsilności
A tu paniki nie było, tylko nerwy. Dla mnie bez różnicy jakie okoliczności.
Jego sprawa jak zareagował. Inny by Cie tam zostawił i sobie poszedł.. I lipa ![]()
A tak jeszcze co do tego usługiwania facetowi. No to sie burzysz o to gotowanie akurat dla faceta, ale jak przyjdzie coś zrobić w domu, albo jak facet coś robi i usługuje kobiecie to jest ok i jeszcze jest tekst, że to męskie zajęcie. To ja sie pytam co jest tym kobiecym?
Ale to tak troche, żartem. Chociaż..
Nie lubie takiego wypominania co, kto powinien, ja nie będę usługiwać itd. Podział obowiązków, co kto umie lepiej, a nie jakieś wojny.
A to gotowanie to jakiś kurde już w ogóle temat wojen ![]()
zwykły facet napisał/a:bemar jakbyś ten obiad ugotowała jak się należy to przynajmniej dziewczyny by się nie kłóciły a tak widzisz ile nieszczęść spowodowałaś
.
A idź z tym obiadem!!!!!!!!!
Ja gonię każdego faceta, który wymaga ode mnie bycia kurą domową
Może dlatego, że głodny jestem
więc jako przykładna kura domowa idę zrobić kolację dla całej rodziny
.
bemar nie patrz tylko na błędy swojego męża. Spójrz na siebie. Nikt nie ma prawa się tak odzywać ale szantażowanie wyprowadzką też nie jest w porządku.
kammiś napisał/a:A no było, ale to w panice, w górach.
Trochę inaczej, bo przerażona byłam (naprawdę, dostałam histerii - boję się burzy nawet w domu, co dopiero na otwartym terenie). Ale przeprosiłam już dawno, śmiał się z tego, mówił że to był wyraz kobiecej bezsilnościA tu paniki nie było, tylko nerwy. Dla mnie bez różnicy jakie okoliczności.
Jego sprawa jak zareagował. Inny by Cie tam zostawił i sobie poszedł.. I lipa
A tak jeszcze co do tego usługiwania facetowi. No to sie burzysz o to gotowanie akurat dla faceta, ale jak przyjdzie coś zrobić w domu, albo jak facet coś robi i usługuje kobiecie to jest ok i jeszcze jest tekst, że to męskie zajęcie. To ja sie pytam co jest tym kobiecym?
Ale to tak troche, żartem. Chociaż..
Nie lubie takiego wypominania co, kto powinien, ja nie będę usługiwać itd. Podział obowiązków, co kto umie lepiej, a nie jakieś wojny.
A to gotowanie to jakiś kurde już w ogóle temat wojen
Ale mieszkamy osobno, każdy je sam, przybija gwoździe sam, sprząta sam, pierze sam.
A tu mi znajome (i to nie bliskie koleżanki) mówią że powinnam lepiej dbać o faceta bo głodny.
A to dziecko jest albo zwierzę? Ma rozum i zdolność do czynności cywilnoprawnych
won do sklepu ![]()
104 2014-08-25 20:29:09 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-08-25 20:30:29)
Ale mieszkamy osobno, każdy je sam, przybija gwoździe sam, sprząta sam, pierze sam.
A tu mi znajome (i to nie bliskie koleżanki) mówią że powinnam lepiej dbać o faceta bo głodny.
A to dziecko jest albo zwierzę? Ma rozum i zdolność do czynności cywilnoprawnychwon do sklepu
Ale jak kiedyś zamieszkasz z nim czy innym to jakoś sie będzie trzeba dzielić
Ty nie będziesz gotować bo nie jesteś kurą domową, a tu on Ci powie, że nie jest sprzątaczem i nie będzie sprzątał i co? ![]()
Koleżanki dobrze mówią
Głodny to i zły ![]()
Ja o facetów swoich dbałam jak byli głodni. Jak ja byłam głodna, oni też o mnie dbali. Działało.
Ja o facetów swoich dbałam jak byli głodni. Jak ja byłam głodna, oni też o mnie dbali. Działało.
Wow, to tak mozna?
Ja o facetów swoich dbałam jak byli głodni. Jak ja byłam głodna, oni też o mnie dbali. Działało.
O to, to!
Pod warunkiem, że dziecinne postrzeganie niezależności polegające na "nic ci nie podam, sam se weź, nie jestem służącą" zamieni się na ciut dojrzalsze. ;-)
Jakkolwiek nie jestem entuzjastą domowej kuchni a tym samym gotujących kobiet-gospodyń, to uważa, że kobieta po prostu powinna umieć w miarę przyzwoicie gotować.
Jest pewien zespół umiejętności kobiecych i męskich, które każdy powinien mieć opanowane dla zasady.
I tak jak facet nie potrafiący przykręcić gniazdka albo przepchać zlewu , sprawia wrażenie wybrakowanego, tak samo i kobieta.
W pierwszej fazie związku to nie przeszkadza; pocieszamy się jakimś 'ale za to jest świetna w czym innym''. Ale w dłuższej perspektywie niespełnianie ''minimów'' przeszkadza.
Moja kumpela miała właśnie takie podejście: jak coś nie pasuje, to ucieczka do rodziców. Rozwaliła małżeństwo tym. Można się pokłócić, można nawyzywać, można milczeć przez tydzień, ale w ramach związku. Gdy ktoś sobie wychodzi poza tę ramę kiedy mu się podoba to jest do dupy.
I jeszcze to żałosne droczenie kto kogo za co ma przeprosić. Wiesz, do momentu gdy wyszłaś z domu, to on Ciebie.Ale teraz to już Ty jego.
Ma rację, że nie dzwoni i się nie kontaktuje. Zeszłaś z boiska więc Cię nie ma w grze.
Oj, Pitagoras, skądś i ja to znam ![]()
I tak to działa niestety... Jeśli żadne z Was, Autorko tu nie ustąpi, nie poczyni kroków ku porozumieniu - spotkacie się na sprawie rozwodowej. Jeśli ten facet tak się zawziął, a Ty obstajesz przy swoim - szybko będziesz znów wolną kobietą. Nie chodzi o to, by "błagać na kolanach", ale by wyciągając rękę, ot tak - dać Wam obojgu szansę na rozmowę i w końcu porozumienie, bez "przepraszam, żałuję". Normalna rozmowa po ochłonieciu, normalne potraktowanie się, jak dwoje bliskich sobie ludzi. Wystarczy, że spotkasz się z nim bez zapowiedzi, niby przypadkiem. Zaaranżuj coś takiego. Moze to wystarczy abyście wrócili do siebie i sobie wszystko wyjaśnili?
Życzę tego.
P.S.
Czas nie działa juz na korzyść...
pitagoras napisał/a:Moja kumpela miała właśnie takie podejście: jak coś nie pasuje, to ucieczka do rodziców. Rozwaliła małżeństwo tym. Można się pokłócić, można nawyzywać, można milczeć przez tydzień, ale w ramach związku. Gdy ktoś sobie wychodzi poza tę ramę kiedy mu się podoba to jest do dupy.
I jeszcze to żałosne droczenie kto kogo za co ma przeprosić. Wiesz, do momentu gdy wyszłaś z domu, to on Ciebie.Ale teraz to już Ty jego.
Ma rację, że nie dzwoni i się nie kontaktuje. Zeszłaś z boiska więc Cię nie ma w grze.Oj, Pitagoras, skądś i ja to znam
I tak to działa niestety... Jeśli żadne z Was, Autorko tu nie ustąpi, nie poczyni kroków ku porozumieniu - spotkacie się na sprawie rozwodowej. Jeśli ten facet tak się zawziął, a Ty obstajesz przy swoim - szybko będziesz znów wolną kobietą. Nie chodzi o to, by "błagać na kolanach", ale by wyciągając rękę, ot tak - dać Wam obojgu szansę na rozmowę i w końcu porozumienie, bez "przepraszam, żałuję". Normalna rozmowa po ochłonieciu, normalne potraktowanie się, jak dwoje bliskich sobie ludzi. Wystarczy, że spotkasz się z nim bez zapowiedzi, niby przypadkiem. Zaaranżuj coś takiego. Moze to wystarczy abyście wrócili do siebie i sobie wszystko wyjaśnili?
Życzę tego.
P.S.
Czas nie działa juz na korzyść...
Zgadzam się w stu procentach.
...i dlatego ucieczka do rodziców jest mega ujowym rozwiązaniem.
Ucieczka do sąsiedniego pokoju- owszem...
Bo wtedy nie trzeba niczego do nikogo wyciągać.Możliwość rozmowy pojawi się sama jak nie po godzinie, to po tygodniu.
Autorko wątku - nie masz za co przepraszać.
Moje zdanie i moja rada.
Najpierw teksty jakby rozmawiał ze swoim kumplem a nie zona.
Popchniecie - szkoda ze obdukcji nie zrobiłaś. Lepiej by bylo jakbys papierek w kieszeni miala.
Nie toleruje chamstwa a taki jest Twój mąż chamski i na dodatek pojawiają sie początki na damskiego boksera.
U mnie za takie zachowanie od razu by odpadł.
Raz sie powtórzy to i drugi raz się powtórzy.
Minie troche czasu a Ty napiszesz drugi watek "mąż dalej mnie wyzywa i na dodatek bije" ciekawa jestem co kolezanki i koledzy Ci odpowiedzą z forum.
Potrzeba czasu, ja nie mowie ze nie nalezy dawac drugiej szansy, trzeba.
Ale nie tak jak Ci radzą, przeprosić a za co ? Zadzwoń, powiedz ze chcesz pogadać. Ale nie przepraszaj. Przeprosisz raz to i drugi raz go przeprosisz za to ze on Cie wyzwał i jeszcze reke podniósł.
Nie od razu wracaj, niech wie ze źle zrobil.
Autorko wątku - nie masz za co przepraszać.
Moje zdanie i moja rada.Najpierw teksty jakby rozmawiał ze swoim kumplem a nie zona.
Popchniecie - szkoda ze obdukcji nie zrobiłaś. Lepiej by bylo jakbys papierek w kieszeni miala.
Nie toleruje chamstwa a taki jest Twój mąż chamski i na dodatek pojawiają sie początki na damskiego boksera.U mnie za takie zachowanie od razu by odpadł.
Raz sie powtórzy to i drugi raz się powtórzy.Minie troche czasu a Ty napiszesz drugi watek "mąż dalej mnie wyzywa i na dodatek bije" ciekawa jestem co kolezanki i koledzy Ci odpowiedzą z forum.
Potrzeba czasu, ja nie mowie ze nie nalezy dawac drugiej szansy, trzeba.
Ale nie tak jak Ci radzą, przeprosić a za co ? Zadzwoń, powiedz ze chcesz pogadać. Ale nie przepraszaj. Przeprosisz raz to i drugi raz go przeprosisz za to ze on Cie wyzwał i jeszcze reke podniósł.
Nie od razu wracaj, niech wie ze źle zrobil.
Jak nie ma za co przepraszać? Za bezsensowne fochy i dziecinną ucieczkę z domu powinna moim zdaniem przeprosić.
A on za popchnięcie, rynsztokowy język i niewybredne uwagi dot. obiadu. Przepraszają oboje i po sprawie.
Faceta można dyskretnie poobserwować, bo faktycznie, trochę za bardzo się uniósł.
Nie od razu wracaj, niech wie ze źle zrobil.
Jeśli nie wyszła za kretyna to facet wie, że źle zrobił. Ale ona też nie postąpiła właściwie. I w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz
.
Nie od razu wracaj, niech wie ze źle zrobil.
Niech się tylko nie zdziwi, że kiedy już wróci w aurze wielkiej łaskawości, to on już jej nie będzie chciał.
100 razy wolałabym, żeby mi ktoś powiedział "spierdalaj" czy nawet poszarpał i przycisnął, ale potem porozmawiał, niż wycinał takie milczące "kary". Ja bym takiej kobiety nie chciała.
Chyba nikt nie wie jak okropnie się czuję. Mój mąż- ten sam, który dwa miesiące temu ślubował mi miłośc przed Bogiem w sobotni poranek powiedział do mnie spierd.... Dlaczego? No właśnie dlaczego? Zaczęło się jak zwykle od bzdury...w piątek nie smakował mu obiad więc stwierdziłam że sam będzie gotował. Przyszedł próbował drobnymi żartami (według niego) oczyścic atmosferę i kierował różne przytyki w moją stronę np. hasło "co może uciekniesz i wyjedziesz do rodziców"? Zatem stwierdziłam, że wyjeżdżam. Na co on wpadł w szał w wykrzyczał mi że "spie...łam mu życie i po co za niego wychodziłam". Zrobiło mi się okrutnie przykro, okrutnie. Na moje słowa że nas już nie ma zareagował bardzo agresywnie...mocno ścisnął mnie za ramiona i przycisnął do okna- bałam się ...bardzo...własnego męża. Rozpłakałam się... przeprosił. Jeszcze w nocy prosił żebym nie wyjeżdżała, po czym w sobotni poranek zapytał się mnie czy wyjeżdżam na moje stwierdzenie że tak zareagował krzykiem: "to pakuj się w tej chwili i jedz JUŻ" Gdy mu odpowiedziałam: człowieku odczep się on odpowiedział:"powiem ci łagodnie spierd..."
Wyjechałam...od soboty mieszkam u rodziców, czuje się koszmarnie, dwa miesiące po ślubie. Od soboty nawet nie zadzwonił i nie przeprosił. Boli ...bardzo boli...
Zrobiłaś obiad, każdy robi na ile potrafi, może kiepski, ale znaczenie ma to, że zrobiłaś, bo nie musiałaś. Może przecież sam gotować, skoro robi to lepiej, odpada ci gotowanie ![]()
Kiedyś miałem podobną sytuację - dziewczyna miała mikser do mielenia kawy, ale stary,jakoś nie umiałem go uruchomić, wkurzyłem się i nazwałem to śmieciem, reakcja była taka - kup lepszy, albo zrób coś nim, w ogóle to jak śmiesz tak mówić. Wkurzyłem się, bo mikser to faktem starodawny, ale czyja była wina?
Słowa niecenzuralne, słowa raniące bolą. Nie można powiedzieć bliskiej osobie - spierda..., bo to chamskie, bo to na zawsze będzie. I za co słowa? Za coś co nie pasuje, nie umie się?
Pod warunkiem, że dziecinne postrzeganie niezależności polegające na "nic ci nie podam, sam se weź, nie jestem służącą" zamieni się na ciut dojrzalsze. ;-)
Wiesz ale to zależy - Ty się narobisz, stoisz przy garach i danie obiektywnie jest ok - a facet wydziwia bo zamiast gołąbków wolałby zraziki. No ja bym wtedy raczej powiedziała "jak nie smakuje to nie jedz, innego nie dostaniesz" - albo właśnie żeby sam zrobił... Jakiś szacunek dla włożonego wysiłku. Nie wiemy jak to wyglądało w tym wypadku (może obiad faktycznie był paskudny?) i jakich użył słów, różnie bywa. Być może miała prawo poczuć się urażona.
2. Nie rozumiem straszenia że "wyniosę się do mamy", ale te niby żarty które miały rozładować napięcie mnie osobiście tylko bardziej by nakręciły
3. I o co chodzi z tym że on w dzień wolny nie mógł zrobić obiadu? Myślę że to dużo lepiej rozładowałoby sytuację niż te żarty.
4. A dalej to już burza... I wszystko stało się nagle trudniejsze.
Masz rację, że takie słowa jak "spierdalaj" nie powinny padać w związku, i nie tłumaczy go żadne bycie niby cholerykiem, czy kimkolwiek tam. Tu chodzi o zwyczajny szacunek do siebie. Można się pokłócić, ale zachowajmy trochę rozsądku i tu właśnie przy słowie "rozsądek" muszę czepnąć się ciebie, autorko, ponieważ uciekłaś i nie zareagowałaś na to, że mąż ewidentnie chciał żebyś została. Jesteś trochę zbyt dumna i rozdmuchujesz ten problem(ja to tak właśnie widzę). Zrobił źle, ale to nie jest powód aby uciekać, tylko raczej aby porozmawiać i stanowczo podkreślić, iż nie życzysz sobie takich słów i przedstawić to, jak się poczułaś. Tu nie są potrzebne ucieczki, tylko rozmowa. Pamiętaj, że każdy jest tylko człowiekiem i popełnia błędy, i to że do niego zadzwonisz (a uważam, że wcale nie byłby to zły pomysł), nie oznacza, że twoja duma straci na tym, ani, że musisz pierwsza przeprosić. Możesz zadzwonić tak, ot po prostu, bo chyba nadal go kochasz, prawda? I głupio by było robić z tego mega wielką wojnę na niewiadomo ile miesięcy. Zadzwoń, pogadaj, powiedz, że poczułaś się urażona, jestem pewna, że facet przeprosi pierwszy, ty przeprosisz i wszystko skończy się dobrze.
Autorko wątku - nie masz za co przepraszać.
Moje zdanie i moja rada. ...Zadzwoń, powiedz ze chcesz pogadać. Ale nie przepraszaj. Przeprosisz raz to i drugi raz go przeprosisz za to ze on Cie wyzwał i jeszcze reke podniósł.
Nie od razu wracaj, niech wie ze źle zrobil.
Owszem, jak juz wspomniałem: bez żadnego przepraszam.
Ale trzeba jak najszybciej zaaranżować jakąś sprzyjającą spotkaniu/rozmowie sytuację. Jeśli Twój małżonek nie jest w stanie sie na to zdobyć - cóż, przykre - zrób to Ty. O ile słowa małżeńskiej przysięgi coś dla Was, dla Ciebie znaczą, i to, co Was połączyło.
Pomijam tu już fakt zachowania faceta - jak dla mnie - niedopuszczalnego. Takie słowa, takie zachowanie o cos takiego? No cóż, widać i tak można... Ale dla swojego sumienia spróbuj chociaż coś od siebie dać dla ratowania sytuacji. Stojąc wciąż w tym samym miejscu ...dojdziesz do momentu, gdy w ręce bedziesz mieć rozwód. Jesli tego chcesz uniknąć, a małżeństwo jest czymś jednak ważnym dla Ciebie, Autorko - chociaz spróbuj...
przypominam - mąż autorki raptem 2 mce po ślubie gdy ona zrobiła obiad i nie smakował mu, to stwierdziła, że może sam sobie gotować, na co on wiedząc, że popełnił błąd to brnął w niego dalej zamiast na 2 dzień boski obiad zrobić. Skończyło się zamiast milczeniem to chamstwem, ja takowe wykluczam, bo po co być z chamem.
.....kłótnie, dąsy i ciche dni zdarzają się w każdym, nawet najlepszym związku..... jeśli już w początkach związku ludzie robią sobie nawzajem różne rzeczy (mąż do żony mówi spierdalaj, dochodzi do przepychania)....ciężko się spodziewać, że ten stosunek do drugiej strony zmieni się z biegiem czasu.....
...na początku nie jest zbyt dobrze, to powinna się nam po prostu zapalić czerwona lampka ostrzegawcza w głowie? zawsze warto dać sobie drugą szansę.....trzeba chyba zacząć uważniej obserwować drugą stronę i siebie......... dobrze się zastanowić ? co dalej?...swoją drogą ciekawi mnie wersja wydarzeń Twojego męża.....obiad to kompletna bzdura...
Jakkolwiek nie jestem entuzjastą domowej kuchni a tym samym gotujących kobiet-gospodyń, to uważa, że kobieta po prostu powinna umieć w miarę przyzwoicie gotować.
Jest pewien zespół umiejętności kobiecych i męskich, które każdy powinien mieć opanowane dla zasady.
I tak jak facet nie potrafiący przykręcić gniazdka albo przepchać zlewu , sprawia wrażenie wybrakowanego, tak samo i kobieta.
W pierwszej fazie związku to nie przeszkadza; pocieszamy się jakimś 'ale za to jest świetna w czym innym''. Ale w dłuższej perspektywie niespełnianie ''minimów'' przeszkadza.
Ja nie umiem gotować, a mój facet nie umie przepchać zlewu czy przykręcić gniazdka - właśnie go o to zapytałam ![]()
I nie, nie jesteśmy wybrakowani, a ja nie powinnam "w miarę przyzwoicie gotować". To, co gotuję, jest zdrowe, i to najważniejsze. Gotuję dla siebie, chce to może też zjeść. Specjalnie obiadków przyrządzać nie będę.
I nie ma w dzisiejszych czasach czegoś takiego jak "dla zasady". Mamy wiele innych zajęć, które potrafimy świetnie robić.
Ja zamiast uczyć się gotować (kilkanaście godzin straty) wolę sobie przeczytać książkę albo posiedzieć nad cywilem czy konstą - przyda się. On zamiast uczyć się naprawiać różne rzeczy woli posiedzieć nad prawem europejskim. Albo po prostu się zrelaksować.
Jakby nie patrzeć, przerażenie a wnerwienie, to dwie różne rzeczy. No ale i w jednej, i w drugiej sytuacji można zareagować emocjonalnie, zdarza się...
No i ja drugiej połówki nie szarpałam ![]()
Dla mnie nie ma za co, uciekła a co miala zrobić ? Czekac aż pan uderzy ja raz jeszcze ewentualnie wyzwie.
Zachowanie normalne.
Kolejny watek a Wasze teksty "czemu nie odeszłaś, czemu nie odejdziesz od oprawcy"
Sorki u mnie za takie zachowanie jest Zegnaj!
Zwijam manatki skoro nie jestem u siebie i lece, jestem u siebie niech pan wladca zwija manatki.
Nie toleruje wyzwisk i szarpaniny.
Mozna inaczej rozmawiać a skoro obiad jemu nie smakowal i tak się rozmowa zakonczyla to widać ze nic lepiej nie będzie. A jak chce lepszej zupiny zjesc niech SE sam ugotuje.
Nie toleruje wyzwisk i szarpaniny.
A on nie toleruje jej fochów i biernej agresji, i pozamiatane. Rozwód.
Gdyby to było takie proste...
obawiam się jednego, że jak zadzwonię on już nigdy nie będzie mnie szanował, będzie robił co chciał i przy następnej okazji wykrzyczy mi w twarz: PRZYSZŁAS, WRÓCIŁAŚ i nie pohamuje się przed następnym spierdalaj podczas kłótni.Niestety...
cisowianka napisał/a:Nie toleruje wyzwisk i szarpaniny.
A on nie toleruje jej fochów i biernej agresji, i pozamiatane. Rozwód.
Kazdy ma prawo do swojego zdania i wypowiadania sie.
Uwierz znam małżeństwa gdzie facet wyzywa kobiete bo to zle , tamto zle i tkwią w takich związkach. Tak tak jest milusio czasem, czasem mąż powie jej kocham cię skarbenku ale jest to raz na rok a spierd jest 100 razy w ciągu roku. Roznica jest ?
Jasne sytuacja poki co raz taka zaistniała u autorki. W cale u nich tak nie musi byc jak w sytuacji gdzie opisałam wcześniej.
A to ze uciekła do rodziców potrafie zrozumieć, mloda dziewczyna, maz który zachowuje sie jak wariat -wyzwiska i szarpanina- no to uciekła.
cisowianka napisał/a:Nie toleruje wyzwisk i szarpaniny.
A on nie toleruje jej fochów i biernej agresji, i pozamiatane. Rozwód.
szarpanina to jednak coś więcej niż fochy....
130 2014-08-25 21:47:02 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-08-25 21:48:10)
....narażasz się na konsekwencje w postaci zupełnie innej oceny twoich działań..... stwarzasz warunki, w których partner musi domyślić się, jakie są twoje prawdziwe intencje....licz się z tym, że może odebrać je i ocenić zupełnie inaczej.....
....zachowanie mówi "nic nie będę robić"...Twoje myśli i emocje znane tylko tobie, bo nie wyrażone wprost, prawdopodobnie mówią "kocham...chcę, aby między nami było lepiej".....teraz pomyśl co widzi i słyszy partner?.... Twoje zachowanie czy twoje myśli i emocje?....nie wycofuj się z konfrontacji...to małżeństwo...nie strategia w biznesie...