Woman, Ty sie przypadkiem z jakiegos serialu urwalas? Z Dynastii albo Mody na sukces?
Trollujesz tu tak, ze smiech ogarnia. Jak Ty masz w ogole 40+ lat i dzieci, to ja od dzis w krasnoludki wierze. Co post to inne dyrdymaly wymyslasz.
Podobne tematy
132 2014-07-21 09:38:49 Ostatnio edytowany przez cisowianka (2014-07-21 09:40:20)
Heh na takie tematy zawsze będą spięcia taka prawda. Szanuje osoby które chcą miec dzieci jak i te które nie chcą miec. Ale jak dla mnie paranoja po co pchać sie w takie miejsca gdzie jednak jest duza możliwość spotkania dużej ilości dzieciaczków. Jedno jest spokojniejsze drugie bardziej hałaśliwe. To są tylko dzieci. Czy Wy jak byliście dzieckiem to co grzecznie siedzieliście? Nikomu nie przeszkadzaliście swoją osoba ? Ludzie troche wyrozumiałości, tolerancji.
Mussuko, zgadzam się.
Już nawet omijam jej posty bo czytać się nie da.
134 2014-07-21 09:50:08 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-07-21 09:50:29)
Czy Wy jak byliście dzieckiem to co grzecznie siedzieliście? Nikomu nie przeszkadzaliście swoją osoba ? Ludzie troche wyrozumiałości, tolerancji.
a znasz takie powiedzenie, ze zapomnial wol jak cieleciem byl?:) No to masz wlasnie takie przyklady demencji (i to wcale nie starczej;). Ah, sorki, 2-latki wychowane w rezimie i pod dyktatura beda szeptem mowic, spacerowac wolniutko po wodzie jak Jezus i w ogole bezszelestnie beda lewitowac z dala od bezdzietnych i znerwicowanych pan (bo panom jakos rzadziej obce smarkacze i bachory przeszkadzaja).
Dobre przysłowie
pasuje idealnie.
Dobra moje drogie panie. Cóż wy macie zupełnie inne podejście niż ja. Ok może to ja jestem w mniejszości, ale cóż nie zamierzam się dostosowywać do ogółu. Ja np. nie wierzę co niektórym tu osobą, że spędzają czas z dziećmi mają do nich anielską cierpliwość, zarywają, noce, poświęcają pracę i są na dodatek szczęśliwe. No dla mnie ot takie trochę patrzenie przez różowe okulary. No ale widzę, że dla większości to rzeczywistość. Ale ja żyłam zupełnie inaczej i trudno mi powiedzieć ile jest prawdy w Waszych opowieściach o dzieciach więc tego nie neguję, ani nie potępiam. A wy panie podważacie moje zdanie tylko dlatego, że mam inne podejście niż wy. Moim zdaniem to właśnie te nadopiekuńcze matki, zniechęcają te niezależne kobiety do tego by miały dzieci. Bo widać jaka jest tu nieakceptacja, dla ludzi którzy nie chcą mieć dzieci, którzy się nimi nie zachwycają. Albo dla takich którzy mają dzieci ale nie są one dla nich całym życiem, tylko maja też życie ,,poza dziećmi''. Ja tu wspomniałam o niani, romantycznych wypadach tylko we dwoje, szybkim powrocie do pracy, nauczania dziecka bycia niezależnym i silnym. A tu zostałam strasznie skrytykowana. Moje panie skoro wierzycie w to, że idealna matka to taka która porzuca całe dotychczasowe życie i podporządkowuje je dziecku to ok. Ale uwierzcie, że są tez kobiety które mają inną wizję macierzyństwa i wychowania dzieci. To, że po urodzeniu dzieci nie ,,zwariowałam'' na ich punkcie nie znaczy, ze się urwałam z kosmosu Trochę tolerancji. No ok nie przekonam was do mojego podejścia, ale Was też nie zrozumiem nigdy. Na szczęście małych dzieci już nie mam i do niczego nie muszę się już przyzwyczajać albo odzwyczajać na całe szczęście.
A tak na marginesie, to jest otwarta dyskusja, i każdy ma prawo mieć inne zdanie. I to, że ktoś nie zgadza się z Waszym albo ma zupełnie inaczej niż wy. Nie znaczy, że jest głupi i plecie farmazony. To niezbyt ładne tak ubliżać komuś bez powodu. Ja moje drogie panie piszę tu prawdę prosto z mostu. I na pewno jest chociaż jedna rzecz w której się ze mną zgadzacie, może trochę Wam dałam do myślenia, może trochę Wam pranie mózgu zrobiłam, może Was zszokowałam, jeżeli obraziłam w czym kolwiek to jeszcze raz Bardzo PRZEPRASZAM.
Na całe szczęście mamy demokrację. I każdy może żyć tak jak chce. I nikt nikomu nie może narzucić swojego stylu życia. Albo go piętnować bo mu się nie podoba. No cóż ja nadal obstawiam przy swoim i nigdy nie zmienię swojego zdania. Wy też raczej nie. Cóż ta dyskusja zawsze będzie budziła całe mnóstwo kontrowersji.
Woman- ile razy będziesz nam tu pisać o romantycznych wypadach tylko we dwoje, imprezy o tej swojej seksualności z mezem?
Ok chcesz byc sama bez dzieci to sobie wybieraj miejsca gdzie ich jest mniej. Wybacz ale matki z dziećmi nie będą chować sie żeby Księżniczce nie przeszkadzać. Wolny kraj jak to napisalas. Kazdy robi jak uważa i jak chce.
Za każdym razem jak cos ktoś napisze to wywlekasz po raz setny te swoje życie.
Rozumiem nie chciałaś uczestniczyć całymi dniami w życiu swoich dzieci, ok. Twój wybor. Ile razy będziesz to pisać? Te Twoje posty juz znam na pamięć.
138 2014-07-21 10:46:14 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-07-21 10:47:56)
No tak, bo jesli jakas kobieta jest szczesliwa, ze ma dziecko, lubi z nim spedzac czas i nie czuje, ze cos w ten sposob traci, to znaczy, ze "zwariowala" na punkcie swojego dziecka. I przestan farmazony wciskac, ze kazda taka matka z miejsca staje sie kocmoluchem, zakonnica i kura domowa. Ja swoje dzieci kochalam i nadal kocham, lubilam z nimi spedzac czas, jezdzic na wakacje (nawet zdarzylo sie spac w jednym pokoju czasem, masakra, tydzien bez seksu!!!), chodzic poplywac, na rowery, na lody, na spacery, do kina i jakos nie czuje sie przez to zmarnowana.
I kariere robie i dzieci mam (bez niani jakos sie obeszlo i bez wypadkow przy pracy) i super seks we wlasnej sypialni albo i w jeziorze jak nas fantazja najdzie (raczej po tym, jak wszystkie male gnojki pojda do domow:) i niezla figure bez szpilek i balsamow zachowalam. Obcych dzieciakow tez nie obcalowuje hurtowo, ale nie pozamykalabym rodzin z maluchami w getcie dla wlasnej wygody i przyjemnosci.
Jak nie lubie muzyki organowej, to po prostu do kosciola nie chodze, a nie kaze organiscie rocka na gitarze dla mnie grac.
Miej sobie swoje opinie, ale nie ponizaj innych kobiet, ktore nie mialy tyle kasy czy moze i ochoty na oddanie dziecka w obce rece. Zeby sie wyspac mogly i workow pod oczami uniknac.
Woman, mylisz pojęcia. Mnie nie przeszkadza, że ktoś nie lubi dzieci, sama nie przepadam za dziećmi. Natomiast przeszkadza mi już nazywanie dzieci bachorami i wciskanie mi kitu, że ja też tak robię, bo przecież ''cierpliwość kiedyś ma swój koniec''.
'Woman nie mam anielskiej cierpliwosci,zarwałam wiele nocy,nie patrzę przez różowe okulary,nie jestem tez nadopiekunczą mamusią,ale jestem szczęsliwa
Pranie mozgu nam zrobilas? A czym?
Chwaleniem sie ze Ci niania dzieci wychowala,ze sobie seksu nie pouprawiasz bo dzieci są obok?
Ile czasu dziennie Twoje corki spedzaly z Tobą,a ile z opiekunką?
Kto przy nich siedzial jak byly chore?
Insurmountable_Woman zejdź na ziemię albo zjedz snickersa.
Kilka słów do ciebie;
-nie ma nic prostszego niż sterroryzować i przestraszyć dwulatka i nie świadczy to o twoich wyjątkowych umiejętnościach wychowawczych. Dziwi mnie jedynie łagodna reakcja otoczenia na twój występ, bo gdybyś zrobiła coś takiego z moim dzieckiem to nie byłoby ci do śmiechu
-dziecko jest takim samym człowiekiem jak ty i należy sie mu szacunek, nawet jak wrzeszczy, chlapie i nie pozwala sie całować w jacuzzi. A swoja drogą, ja z dwojga złego wolałabym w jacuzzi towarzystwo piszczących dzieci niż obściskującej się pary
-jedna kobieta jest w stanie poradzić sobie z dziećmi i być przy tym zadbana , szczęśliwa i spełniona. wiele kobiet bardzo pozytywnie odbiera swoje macierzyństwo i przebywanie z dzieckiem oraz opiekowanie się nim jest dla nich radością
-dziecko zmienia bardzo wiele i często kobietom imprezowym i lubiącym zabawę po urodzeniu dziecka po prostu mija na to ochota (wiem z autopsji;)) i z własnej woli zmieniają styl życia
-czasem krótka wstrzemięźliwość seksualna jest wskazana i ma bardzo dobry wpływ na relacje. Rodzinny wyjazd pod namiot ( jeden namiot) jest na to świetnym dowodem
- nie zgadzam się z tobą ani w jednej kwestii, nie zrobiłaś mi prania mózgu ani mnie nie zaszokowałaś.
Leno, nie ma sensu zadawać pytań.
Zaraz znów dostaniesz litanie jak z Mody na sukces i po co to?
Szkoda nerwów. ![]()
Woman, po co Ci dzieci?
Woman, po co Ci dzieci?
No nie wiesz?
Mąż jest, kasa jest, dom jest, praca też. Brakuje tylko dzieci, żeby powstał model rodziny idealnej...
Nataluszek napisał/a:Woman, po co Ci dzieci?
No nie wiesz?
Mąż jest, kasa jest, dom jest, praca też. Brakuje tylko dzieci, żeby powstał model rodziny idealnej...
Zapomniałaś o najważniejszym - NIANIA JEST !!!!! Bez tego ani rusz..
Przypuszczam ze na nianie mówiły dziewczynki "mamo" .
Cyniczna, chciałabym aby wreszcie Woman napisała coś prawdziwego, a nie tylko wyssane z palca historyjki o niani i o tym 'jak można samemu wychowywać dziecko?!'
Choć wątpię, abym doczekała się konkretnej i prawdziwej odpowiedzi.
Nie ma nic gorszego jak dążenie do jakichś wyimaginowanych ideałów z seriali lub gazet...
Hmm....kiedyś ktoś powiedział: "prawdziwym ojcem nie jest ten który spłodził a ten który WYCHOWAŁ"
Mam wrażenie że Woman tylko urodziła...a do matki to jej dalej niż ma Pluton do Słońca.
Leno, nie ma sensu zadawać pytań.
Zaraz znów dostaniesz litanie jak z Mody na sukces i po co to?
Szkoda nerwów.Woman, po co Ci dzieci?
póki co wykład jest wciaz na ten sam temat ![]()
ja przynajmniej poznałam co to jest "prawdziwe" macierzyństwo....
I chyba jesteś z tego powodu dumna i szczęśliwa, prawda, Leno?
Bo ja tak. ![]()
Wiem co to nieprzespane noce, krzyki za dnia i robienie wszystkiego w biegu.
Było warto przez to wszystko przejść, aby znaleźć się na tym etapie macierzyństwa, na którym jestem teraz.
Jestem z siebie super-dumna, że dałam radę poniekąd sama i że dzięki temu łączy mnie z córką ogromna więź.
Nie zamieniłabym tego na nianie, spokój i ciszę.
Przeżyłam to. Dla mnie to ogromne osiągnięcie i powód do dumy.
I chyba jesteś z tego powodu dumna i szczęśliwa, prawda, Leno?
Bo ja tak.Wiem co to nieprzespane noce, krzyki za dnia i robienie wszystkiego w biegu.
Było warto przez to wszystko przejść, aby znaleźć się na tym etapie macierzyństwa, na którym jestem teraz.
Jestem z siebie super-dumna, że dałam radę poniekąd sama i że dzięki temu łączy mnie z córką ogromna więź.Nie zamieniłabym tego na nianie, spokój i ciszę.
Przeżyłam to. Dla mnie to ogromne osiągnięcie i powód do dumy.
tak Nataluszku jestem dumna,zwłaszcza że szybko mamą zostałam,byłam zdana praktycznie na siebie
i dobrze,bo dzięki temu dużo się nauczyłam
po prostu prawdziwe zycie,które wiekszość z nas ma
Wybaczcie kobiety ale w jednej kwestii zgodzę się z Różową Maliną- upss- z Insurmountable Woman.
Aquapark to nie tylko miejsce dla dzieci i ich rodziców.Nawet jeśli jest ich większość każdy ma prawo do spokoju i wypoczynku.Nie zniosłabym dzieciaków w takich miejscach włażących na mól leżak,przewalających się po moim ręczniku,zabierających moje rzeczy i wrzeszczących mi prosto do ucha.Sama mam dziecko i nigdy na takie zachowania jej nie pozwalałam.Zakładam więc,że skoro ja potrafiłam tak dziecko wychować to inni też dla dobra reszty powinni.Albo mamy dzikie dziecko i użeramy się z nim w każdym miejscu i same jesteśmy zmęczone tak jak wszyscy dookoła albo uczymy dziecię zachowań społecznych i mamy spokój i przyjemność z pobytu z dzieckiem w takim miejscu.
Co do reszty wywodów Insurmountable- mam inne zdanie.Piszesz o tolerancji a to właśnie w Twoich postach czytam o tym co się POWINNO,co powinna kobieta jaki powinna mieć w domu prządek i że to priorytet.
Wiesz- kwestia nie jest w tym,że ktoś ma inne zdanie.Kwestia jest taka,że Ty swoje zdanie uważasz za jedynie słuszne.
Zauważyłam pewne niedociagnięcie w wizerunku-studiowałaś mając 30 lat?? No wiesz... ja w tym wieku robiłam studia doktoranckie.Nie wyobrażam sobie studiować po trzydziestce....
![]()
żeby nie było, że ja im wszystkim szczegółowo opowiadałam. Ale jak po rozwodzie mnie zapytały czy aż nam tak łóżku nie wychodziło, że ojciec wspomógł się taką starą brzydulą (bo one jej w ogóle nie akceptują) to co im miałam go usprawiedliwiać i postawić siebie w złym świetle? Przecież to jego wina on chciał mieć kolejne dziecko, on znalazł sobie kogoś. I tu wcale nie chodziło o sam seks tylko, że ze mną nie spał na dziecko a z nią cóż... Więc im wytłumaczyłam, że cóż ja sobie do zarzucenia nic nie mam, to ojciec zwariował i sobie dziecko wymyślił. Tyle w temacie. Ale wiadomo o tym co w łóżku robiliśmy i jak było to nie rozmawiamy nigdy. Wiadomo takie sprawy to sprawy nie do plotkowania. Trzeba zachować klasę. Ale np. o seksie jako o samym seksie to rozmawiamy jak najbardziej. Bo moim zdaniem to skąd się biorą dzieci to żadna tajemnica, to samo środki antykoncepcji, jakby był każdy odpowiednio uświadomiony to by gimnazjalistki nie wpadały. Ja z córkami o antykoncepcji, seksie i konsekwencjach rozmawiamy bez barier.
Po rozwodzie, jak już byłam w drugim związku. Nie miały jeszcze 18 lat. Ale jak na wakacjach miałyśmy pokój na tym samym piętrze i korytarzu, one przecież wiedziały, że jest ktoś, że nie jestem sama. On zostawał u mnie na noc, i wcale nie było głupich podchodów, czajenia się. Nie, ja z córkami jestem szczera. I one wcale nie były zazdrosne, ani nic. Bo szczerze mówiąc to one same już zaczynały mieć swoje życie i problemy.
Co do małych dzieci. Moim zdaniem jak dwulatek wie, że np., musi się do dostosować, bo nikt jego fochów i humorów nie będzie znosił, że każde zachowanie ma konsekwencje. Wiem coś o tym bo ostatnio chwile z takim dzieckiem miałam do czynieni. W domu u ciotki, pomagaliśmy przygotowywać imieniny a ten mały bałaganił pokój w którym miał odbyć się impreza. I nie słuchał, ale wszyscy się z nim cackali i dlatego tak było. Zostałam z nim chwilę sama bardzo głośnym i dyktatorskim tonem mu powiedziałam, MASZ W TEJ MINUCIE POSPRZĄTAC WSZYSKO Z POGŁOGI ALE JUŻ!!!! I nie było żadnego patyczkowania, powiedziałam to wyszłam po kieliszki wróciłam i oczekiwałam efektu i proszę jak ręką odjął wszystko leżało poukładane w pudle, no więc już zwolniłam z tonu i mówię no dobrze teraz proszę odnieś to do waszego samochodu. Ale bez żadnego, cackania, cukierkownia. Mały maszerował jak w zegarku aż wszyscy się dziwili co ja takiego zrobiłam, zę mnie tak słucha. Po prostu dziecko widzi i wie z kim może sobie pozwolić i na co. I wtedy samo automatycznie się dostosowuje.
Jesli by Ty krzyknelas tak na moje dziecko, to odrazu wywalilabym Cie z domu. Dziecko to dziecko. Z nim trzeba rozmawiac w taki sposob, zeby moglo zrozumiec, ze czegos nie wolno robic.
szczerze mówiąc bywam w róznych aquaparkach ale tylko raz spotkałam się z grupą rozwrzeszczanych dzieci
nigdy nie spotkałam się z jakimś zabieraniem recznika,rzeczy,włażenia na moje rzeczy
Wybaczcie kobiety ale w jednej kwestii zgodzę się z Różową Maliną- upss- z Insurmountable Woman.
Aquapark to nie tylko miejsce dla dzieci i ich rodziców.Nawet jeśli jest ich większość każdy ma prawo do spokoju i wypoczynku.Nie zniosłabym dzieciaków w takich miejscach włażących na mól leżak,przewalających się po moim ręczniku,zabierających moje rzeczy i wrzeszczących mi prosto do ucha.Sama mam dziecko i nigdy na takie zachowania jej nie pozwalałam.Zakładam więc,że skoro ja potrafiłam tak dziecko wychować to inni też dla dobra reszty powinni.Albo mamy dzikie dziecko i użeramy się z nim w każdym miejscu i same jesteśmy zmęczone tak jak wszyscy dookoła albo uczymy dziecię zachowań społecznych i mamy spokój i przyjemność z pobytu z dzieckiem w takim miejscu.
Oczywiscie, ze tak. To jest kwestia wychowania dzieci, ale nie o tym tu piszemy. Woman nie narzeka na dzieci ZLE wychowane, tylko praktycznie na wszystkie dzieci. Ze sa. I ruszaja sie, mowia, bawia sie, smieja, biegaja. No po prostu zyja.
Pani Woman zyczy sobie miec spokoj na basenie, glownie po to, zeby moc tam sobie z mezem poromansowac. A chyba nie w tym celu te aquaparki stworzono. Proponowalabym jakas odludna plaze i cichy hotelik w tym celu. Wrzeszczace dziko i galopujace jak stada mustangow dzieci mnie tez wk..wiaja, ale samo to, ze sa, smieja sie, skacza do wody, pluskaja sie i czynia w ten sposob halas niestety musze tolerowac w miejscach, gdzie jest ich wiecej niz sztuk kilka naraz. Alternatywnie moge wybrac sobie inne miejsce i pore. Do publicznego jacuzzi tez raczej nie wybieram sie w celach erotycznych i jesli dzieci obok siedza sobie z mama, to co w tym zlego?
155 2014-07-21 17:02:05 Ostatnio edytowany przez mortisha (2014-07-21 17:04:22)
. Natomiast przeszkadza mi już nazywanie dzieci bachorami i wciskanie mi kitu, że ja też tak robię, bo przecież ''cierpliwość kiedyś ma swój koniec''.
Ty wiesz ,ze nie o to chodziło i na tet temat rozmowa się nie toczyła ( miedzy mną a tobą) a o cos innego ,wiesz bardzo dobrze że tak nie było
Tutaj już dramaturgie rozgrywasz nad interpretując całkowity kontekst rozmowy wczorajszej ,czy tam przedwczorajszej ![]()
Cynicznahipo napisał/a:. Natomiast przeszkadza mi już nazywanie dzieci bachorami i wciskanie mi kitu, że ja też tak robię, bo przecież ''cierpliwość kiedyś ma swój koniec''.
Ty wiesz ,ze nie o to chodziło i na tet temat rozmowa się nie toczyła ( miedzy mną a tobą) a o cos innego ,wiesz bardzo dobrze że tak nie było
Tutaj już dramaturgie rozgrywasz nad interpretując całkowity kontekst rozmowy wczorajszej ,czy tam przedwczorajszej
Taki mniej więcej był sens rozmowy, którą przeprowadziłyśmy. Łopatologicznie.
Nie widze zadnego terroryzowania dziaciaka w tym, ze mu sie rozkaże posprzątać rzeczy.
Ile razy widziałam takie dzieciaki, co im się tłumaczyło, ale one miały to gdzieś. Nie chodzi o to żeby drzeć się, ale zeby powiedzieć to bez cackania.
Ja tam jestem zdania ,ze jeśli dziecko było w swoim domu to bym się nie wtranżalana w czyjes wychowanie ,czy brak panowania nad dzieckiem, które nasyfilo i nie ma zamiaru sprzatac , jak dla mnie u siebie burdel może sobie robic, nie mój dom, nie moje zasady, nie mij chlewik,a jeśli u mnie w domu robiłby bajzer to zareagowałabym.. cos w ten deseń, tylko nie pamiętam a cofać mi się nie chce ,czy opisane dziecko przez Woman i zdarzenie było w jej domu, czy nie , no ale mimo wszystko jakieś czary się stały... dotarło, przekaz krótki aczkolwiek treściwy , o to chyba chodziło każdemu i cel został uzyskany
mortisha to było w domu jakiejś ciotki
a dziecko jeśli posprzątało te zabawki to tylko dlatego że się wystraszyło takiej "ciotki"
ale ja tu widzę coś jeszcze,moze zamiast mówić temu dziecku żeby posprzątało te zabawki to Woman mogła się nim zająć przecież,
dziecko pozostawione same sobie bo wszyscy zajęci imprezą robiło co chciało,po prostu znalazło sobie zabawę
Zająć się dzieckiem , albo znaleźć dziecku zajęcie to rodzice powinni, a nie ona.
Oni tam wszyscy byli zajęci chyba szykowaniem przyjęcia.
A niby co takiego strasznego ona powiedziałą temu dziecku, że się tak wystraszyło? Zrozumiało, że z nią nie ma wydurniania sie.
Jak moja kuzynka była dzieciakiem to też się nie słuchała rodziców, bo nie miala zadnego respektu.
Male dziecko jak pies jest, musi wiedziec, ze nie rządzi całym domem. Moja mama byla zawsze bardzo stanowcza, ale nie znaczy zaraz , ze sie darla i mnie biła. Krzywda mi się nie stała, że rozumiałam że w miejscu publicznym mam się zachowywać i się nie wydzierać. A u kogoś w domu nie robić bałaganu i nie wtrącać się w rozmowe dorosłych jak to wiele irytujących dzieci potrafi.
Demonizujecie ta wypowiedz Woman, powiedziala , ze powiedziala 'tonem dyktatorskim' wiec nie krzyczala zapewne nie wiadomo jak i dziecku to na dobre wyjdzie, ze pozna troche stanowczosci.
tak masz rację rodzice powinni,ale nikomu korona z główki nie spadnie jak się cudzym dzieckiem przez 15 minut zajmie
ja nie mówię że dziecko słów się wystraszyło,ale być moze tonu,zwłaszcza gdy mówi to osoba którą dziecko widzi raz na ruski rok
Stawiam flache ,ze Woman swoją wojskowa reprymendą zrobiła przysługę i obrazy nie było , a nawet poszła na rękę ,bo wyręczyła rodzicielkę z tej nieustannej uzerki
Tak gdybam ,że awantura się to nie skończyło, bo z tego co czytam innych oburzenie ,to już pewna być nie mogę ![]()
tak sobie czytam to doszłam do wniosku że co u niektórych dziecku nic właściwie nie wolno
od urodzenia ma chodzić jak w zegarku i jak tresowana małpka
ja uwazam że dziecko tak jak dorosły ma czasem mieć prawo zły humor i niestety drzeć się,bałaganić itp
oczywiście nie mówię że codziennie ale raz na jakiś czas
chociaż są dzieci z natury rozdarte,i co bysmy nie zrobili to do pewnego wieku bedzie krzyk
watpię żeby pól roczniak zrozumiał że ma cicho siedziec ![]()
Lena ja jestem zdania ,ze u siebie w domu sobie może to i owo , jego busz, poza domem będąc w jakimś pomieszczeniu, w czyimś domu na takie swawole nie dawałabym przydziału, ani zgody
nie no ja ogólnie piszę o zachowaniu
a jeżeli chodzi o wizyty w czyiś domach,moje dzieci wiedzą co im wolno a czego nie
No i tak powinno byc , ze wiedza jak sie zachowac. A nie, ze przyjda do domu i ksiazki komus wywalaja, otwieraja szuflady a rodzice NIC ani slowa, albo sie jeszcze smieja. Tyle razy to widzialam niestety.
Nie rozumiem jak moze im byc nie wstyd, bo od tego sa rodzice, zeby wytlumaczyc jakie zachowania sa dozwolone, a jakie nie.
Mi akurat by korona z glowy spadla, gdybym miala sie dzieckiem zajac przez 15 minut szczerze mowiac
Bo to straszna strata czasu. No chyba, ze dziecko samo sie soba zajmuje , a ja mam tylko siedziec w pomieszczeniu tym samym.
167 2014-07-22 08:57:10 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-07-22 08:57:57)
niektorym paniom to nawet pieska nie dalabym pod opieke, bo nie daj Boze siusiu by na dywan zrobil, albo jakis kapec spod wersalki wytarmosil. Pies w gosciach powinien siedziec nieruchomo jak pomnik, nie szczekac, nie skomlec, nie machac ogonem. Psa ma nie byc. I z dzieckiem podobnie. Siedz cicho w kaciku, uloz sobie kostke Rubika albo gazete poczytaj i d..y nie zawracaj.
Glupoty wypisujecie, panie bezdzietne, koszmarne. Wiek dzieciecy to wlasnie probowanie roznych rzeczy, nie zawsze metodami doroslych. Nalezy to zrozumiec i dziecko uczyc co mu wolno, czego nie, co jest zabawa a co juz rozrabianiem. Ale nauka to nie przemowa w stylu Kaddafiego czyli "dyktatorskim tonem" do ..KURCZE dwulatka.Tonem "raus, raus" to mozna ewentualnie 10-latkowi ryczec, bo ten juz wie o co kaman - choc i dorosly nie znosi, jak mu ktos tak "argumentuje" swoje racje, ale 2-latek? To wlasnie tak, jakby od miesiecznego szczeniaka oczekiwac, ze ladnie obok nogi bedzie spacerowal i nie oddali sie na milimetr od nas. Jasne, tak wlasnie powinno byc:))
Konsekwencja i stanowczosc to nie są pojecia rowwanoznaczne z wydzieraniem sie i rozkazywaniem malemu dziecku. Ta sytuacja pokazuje jedynie ile pani tak nauczająca inne kobiety wie o wychowaniu,a wie tyle ile osoby,ktore dzieci nie posiadają,czyli nic niestety ...Ja nigdy w życiu nie pozwoliłabym żeby ktoś sie wydzieral na moje dziecko.
To mi sie w ogóle w głowie nie mieści i w moim otoczeniu takie rzeczy sie nie zdarzają.
A gdzie to wyczytalas ,ze chodzi o 2 latka? ja akurat tego nie uchwyciłam, albo pominęłam uparciucha wiek
A nie porównujcie dzieci do szczeniaczków, bo ja psiaczki uwielbiam :)są słodkie i kochane, maja w sobie ten urok i nie da się na nie wściekać , małe dzieci ani jedno ,ani drugie , bo to złośliwe i przekorne istoty dwunożne i nie budzą zachwytu u większości obcych jak się wielu rodzicom wydaje , ze każdy z uwielbieniem będzie wzdychał na ich widok
A jak piszesz na 10 można rykną,to dlaczego na 8 latka, na 6 latka, albo do 4 latka nie można cos powiedzieć stanowczym tonem wcale bez ryczenia? możliwe ,ze dzięki temu za ten "stanowczy ton" kiedy młodsze dziecko wykazuje niesubordynację w wieku 10 lat już absolutnie nie trzeba byłoby "ryczeć"
A gdzie to wyczytalas ,ze chodzi o 2 latka? ja akurat tego nie uchwyciłam, albo pominęłam uparciucha wiek
A nie porównujcie dzieci do szczeniaczków, bo ja psiaczki uwielbiam :)są słodkie i kochane, maja w sobie ten urok i nie da się na nie wściekać , małe dzieci ani jedno ,ani drugie , bo to złośliwe i przekorne istoty dwunożne i nie budzą zachwytu u większości obcych jak się wielu rodzicom wydaje , ze każdy z uwielbieniem będzie wzdychał na ich widokA jak piszesz na 10 można rykną,to dlaczego na 8 latka, na 6 latka, albo do 4 latka nie można cos powiedzieć stanowczym tonem wcale bez ryczenia? możliwe ,ze dzięki temu za ten "stanowczy ton" kiedy młodsze dziecko wykazuje niesubordynację w wieku 10 lat już absolutnie nie trzeba byłoby "ryczeć"
Mortisha, zapewniam Cię, że mój synek jest słodki i kochany, ma sporo uroku w sobie i naprawdę nie da się na niego gniewać, a psem nie jest.
Ryknąć absolutnie nie, bez względu na wiek. Stanowczy ton jak najbardziej mile widziany.
A gdzie to wyczytalas ,ze chodzi o 2 latka? ja akurat tego nie uchwyciłam, albo pominęłam uparciucha wiek
A nie porównujcie dzieci do szczeniaczków, bo ja psiaczki uwielbiam :)są słodkie i kochane, maja w sobie ten urok i nie da się na nie wściekać , małe dzieci ani jedno ,ani drugie , bo to złośliwe i przekorne istoty dwunożne i nie budzą zachwytu u większości obcych jak się wielu rodzicom wydaje , ze każdy z uwielbieniem będzie wzdychał na ich widokA jak piszesz na 10 można rykną,to dlaczego na 8 latka, na 6 latka, albo do 4 latka nie można cos powiedzieć stanowczym tonem wcale bez ryczenia? możliwe ,ze dzięki temu za ten "stanowczy ton" kiedy młodsze dziecko wykazuje niesubordynację w wieku 10 lat już absolutnie nie trzeba byłoby "ryczeć"
mortisha, ja w ogole jestem przeciwna "dyktatorskim tonom" w glosie, zarowno do malego dziecka, jak i nastolatka czy osoby doroslej. Ton stanowczy ale grzeczny to co innego, niz wyszczekany rozkaz. O 2-latku pisala Woman, gdzies tam w poscie wyzej.
I sorry, ale dla mnie dzieci sa tak samo zlosliwe i przekorne w wieku "szczeniecym" jak i male psiaczki. Uderzylabys szczeniaczka (albo nakrzyczala na niego) za to, ze Ci kupe na dywanie zostawil albo cala ziemie z donic wykopal czy pozarl ulubione szpilki? Psiaczka uczysz, cierpliwie, konsekwentnie ale bez agresji. Dlaczego dzieci nie mozna?
Mortisha, zapewniam Cię, że mój synek jest słodki i kochany, ma sporo uroku w sobie i naprawdę nie da się na niego gniewać, a psem nie jest.
.
No przecież matka jesteś , no wiadomo ze takie odczucia tobie towarzyszą, masz z nim więzi i relacje wytworzone, nie bylabym taka pewna czy osoby nie związane z twoim dzieckiem tez tak myślą . Rodzic prawie często jest zakochany po uszy w własnym dziecku , trzecie osoby bardziej z obiektywizmem i powściągliwością mogą do tego podchodzić
A zresztą sam pisalas, ze nie lubisz dzieci oprócz swojego , no to właśnie to jest o czym pisze , dla rodzica może dziecko być 8 cudem swiata , dla pozostałych ot mały ludzik jak 7 miliardów innych na świecie, żadne bóstwo
Ho ho, ile ja się tu naczytam zanim zacznę planować dziecko ![]()
Na razie to najgorszy przykład daje mi przyszła bratowa. Fakt faktem jest, że za dziecko powinien odpowiadać jego rodzic. Jeśli ktoś zauważy, że czyjeś dziecko źle się zachowuje w towarzystwie, a jest obecna matka, to wg mnie raczej wypada pójść do matki i poprosić, żeby zwróciła swojemu dziecku uwagę. Jeśli natomiast zostawia się dziecko pod czyjąś opieką, to trzeba nakazać dziecku, żeby się sluchało, a jak się nie będzie słuchało, to wtedy rodzic wymierza konsekwencje. Ja sama po sobie wiem, jak się osoby z rodziny wkurzają, kiedy bratowa z czystego lenistwa oddaje dziecko komus innemu (dziecko skonczyło rok), a sama ucieka przed TV, na papieroska, na komputerek, zamiast zrobic cos konkretnego (pomóc w kuchni, zrobic pranie, itp). Jeszcze bardziej denerwuje mnie, jak słyszę z podwórka wrzask na to dziecko, które i tak nie zrozumie dlaczego mama krzyczy, zamiast pokazać, zainteresować się dzieckiem, dać mu jakieś zajęcie, to woli zostawić dziecko samowolka, a potem nawrzeszczec, że czegoś nie można. Jeśli czegoś nie można, to pokaż temu dziecko, co może robić, żeby się nie nudziło...
Cynicznahipo napisał/a:Mortisha, zapewniam Cię, że mój synek jest słodki i kochany, ma sporo uroku w sobie i naprawdę nie da się na niego gniewać, a psem nie jest.
.No przecież matka jesteś , no wiadomo ze takie odczucia tobie towarzyszą, masz z nim więzi i relacje wytworzone, nie bylabym taka pewna czy osoby nie związane z twoim dzieckiem tez tak myślą . Rodzic prawie często jest zakochany po uszy w własnym dziecku , trzecie osoby bardziej z obiektywizmem i powściągliwością mogą do tego podchodzić
A zresztą sam pisalas, ze nie lubisz dzieci oprócz swojego , no to właśnie to jest o czym pisze , dla rodzica może dziecko być 8 cudem swiata , dla pozostałych ot mały ludzik jak 7 miliardów innych na świecie, żadne bóstwo
Bostwo nie, ale jednak czyjes dziecko. W dodatku zywa istota, ktora tez ma prawo ruszac sie, smiac, halasowac, rozrabiac i przebywac w miejscach publicznych. Na ile to halasowanie czy rozrabianie wymyka sie spod kontroli rodzicoiw, to juz kwestia wychowania.
Ja mam aktualnie uparciuche nastolatke w domu i 4 miesiecznego szczeniaka - oboje kocham i oboje tak samo potrafia mnie wkurzyc. Ale jestem w stanie zrozumiec, ze to ten etap w ich zyciu.
I wlasnie - swojego psiaka kocham, inne psy mam w powazaniu, bo sraja, szczekaja, biegaja w poblizu sciezek rowerowych. Czy powinnam zabronic ich wlascicielom spacerowania z nimi, poniewaz ja chce miec komfort jazdy na rowerze? Nie musze wszystkich psow kochac, ale powinnam zrozumiec i tolerowac ich obecnosc.
Cynicznahipo napisał/a:Mortisha, zapewniam Cię, że mój synek jest słodki i kochany, ma sporo uroku w sobie i naprawdę nie da się na niego gniewać, a psem nie jest.
.No przecież matka jesteś , no wiadomo ze takie odczucia tobie towarzyszą, masz z nim więzi i relacje wytworzone, nie bylabym taka pewna czy osoby nie związane z twoim dzieckiem tez tak myślą . Rodzic prawie często jest zakochany po uszy w własnym dziecku , trzecie osoby bardziej z obiektywizmem i powściągliwością mogą do tego podchodzić
A zresztą sam pisalas, ze nie lubisz dzieci oprócz swojego , no to właśnie to jest o czym pisze , dla rodzica może dziecko być 8 cudem swiata , dla pozostałych ot mały ludzik jak 7 miliardów innych na świecie, żadne bóstwo
Dla mnie ''nie lubię dzieci'' oznacza ogólnie to, że są mi obojętne.
Wiele razy mi się zdarzyło, że obcy ludzie pochylali się nad synkiem i prawili komplementy. Więc to nie tylko moje zdanie.
![]()
Uderzylabys szczeniaczka (albo nakrzyczala na niego) za to, ze Ci kupe na dywanie zostawil albo cala ziemie z donic wykopal czy pozarl ulubione szpilki? Psiaczka uczysz, cierpliwie, konsekwentnie ale bez agresji. Dlaczego dzieci nie mozna?
No cos ty , nie uderzyłabym- NIGDY za nie wiem co mi tam jakie pobojowisko wyrządzili, co najwyżej na posłanko do kąta zanosiłam na kilka minut karnie machają palcem przed nosem i przez ten czas nie podchodząc do niego/ do nich ,takie smutaski zawstydzone siedziały w koszyku, po nie długim czasie pozwalałam już przyjść i były przeszczęśliwe
Krzyczeć tez nie krzyczę, w ostateczności mocniejszy ton głosu z komenda "ZOSTAW, Odejdź, nie ruszaj, wyjdź .." ale to nie był krzyk , tylko poważny komunikat glosie ,że Pani nie żartuje ![]()
My mamy pełno zwierzyńców w domu ( zadbanych i zdyscyplinowanych) to się sprawdza
Do dzieci tez to się sprawdza, ale nie ma w tym agresji .Jednak niezbyt podoba mi się to ,ze każde ostrzejsze działanie ( o np. stanowczy ton z wydanym poleceniem, lecz nie agresywny ) i tak można podpiąć pod agresje, a to już jest takie zgubne i raczej nie właściwe kategoryzowanie
Cyniczna, urósł ten Twój Adaś. ![]()
Śliczny chłopiec.
Skąd ta ochota na zamknięcie dzieci w celach? Albo obcięcie im języków, aby nie krzyczały/gadały tyle?
Niektórzy dorośli zachowują się dużo gorzej niż maluchy, a mimo to nikt nie wpadł na pomysł, aby ich odizolować, albo upominać czy grozić palcem.
U mnie również nie zdarzyło się, aby ktoś na Luśkę krzyknął. Jeżeli już jesteśmy w gościach, a mała zaczyna dokazywać to nie obrażam się kiedy np kuzynka mówi zwyczajnym głosem ''Lenka, nie wolno''. W granicach rozsądku pozwolę zwrócić mojemu dziecku uwagę.
Krzyk to już zupełnie inna bajka. Skoro ja na nie nie krzyczę, to nie życzę sobie, aby robił to ktoś obcy.
W ogóle to krzyki na dziecku nie robią wrażenia. Bardziej zainteresowane są wtedy, kiedy ktoś raczy wytłumaczyć mu co robi źle, niż wrzaśnie jak opętany.
Do dzieci tez to się sprawdza, ale nie ma w tym agresji .Jednak niezbyt podoba mi się to ,ze każde ostrzejsze działanie ( o np. stanowczy ton z wydanym poleceniem, lecz nie agresywny ) i tak można podpiąć pod agresje, a to już jest takie zgubne i raczej nie właściwe kategoryzowanie
absolutnie nie jestem zwolenniczka wolnego wypasu czy chowu dzieci. I popieram stawianie granic i NAUKE, nie popieram jedynie wydawania rozkazow, na zasadzie: masz tak zrobic, bo ja Ci kaze. Bo to, akurat nie jest zaden argument. Ani wrzaskow.
Cyniczna, urósł ten Twój Adaś.
Śliczny chłopiec.Skąd ta ochota na zamknięcie dzieci w celach? Albo obcięcie im języków, aby nie krzyczały/gadały tyle?
Niektórzy dorośli zachowują się dużo gorzej niż maluchy, a mimo to nikt nie wpadł na pomysł, aby ich odizolować, albo upominać czy grozić palcem.U mnie również nie zdarzyło się, aby ktoś na Luśkę krzyknął. Jeżeli już jesteśmy w gościach, a mała zaczyna dokazywać to nie obrażam się kiedy np kuzynka mówi zwyczajnym głosem ''Lenka, nie wolno''. W granicach rozsądku pozwolę zwrócić mojemu dziecku uwagę.
Krzyk to już zupełnie inna bajka. Skoro ja na nie nie krzyczę, to nie życzę sobie, aby robił to ktoś obcy.W ogóle to krzyki na dziecku nie robią wrażenia. Bardziej zainteresowane są wtedy, kiedy ktoś raczy wytłumaczyć mu co robi źle, niż wrzaśnie jak opętany.
Dzięki, to zdjęcie sprzed 5 miesięcy ![]()
180 2014-07-22 23:26:28 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-07-22 23:33:51)
Cynicznahipo, bardzo ladny chlopczyk i czapka bardzo mu pasuje
Mussuka, a co jak dzieciakowi wytlumaczyc dokladnie kilka razy a dzieciak dalej swoje? Dalej tlumaczyc?
Jak ja nie chcialam sie sluchac mimo tlumaczenia, to mama mowila 'ale juz!' i sie sluchalam. Proste.
Ja sie jak dzikus nie zachowywalam bo moi rodzice by na to nie pozwolili i mi nic sie nie stalo od tego, ze wymagano ode mnie taktu.
Z dzieci , ktorym za duzo wolno nic dobrego nie wyrasta. Pozniej jest banda gowniarzy, ktora tez wyraza siebie w miejscu publicznym drac morde, albo rozwalajac rzeczy.
Setki razy widziałam dzieci , które się zachowują jak dzieci w miejscach publicznych albo u kogoś w domu, a przy tym nie sa okropnymi bachorami. Potrafia sie bawic, i potrafia sie zachowac i potrafia sie jakos normalnie wlaczyc w rozmowe doroslych. A reszta to dzieci z ktorymi rodzice nie umieja sobie poradzic i ci rodzice tlumacza sie tym, ze dziecko ma prawo byc dzieckiem. Rozumiem jak malec ma ADHD albo inne problemy przez co zachowanie jest takie jak nie inne, ale w innym wypadku zero wyrozumialosci.
Przytrafilo mi sie, ze obce dziecko w miejscu publicznym grzebalo w moim jedzeniu / naciskalo mi klawisze na klawiaturze laptopa/ wzielo sobie moj telefon ze stolika/ wzielo sobie moja szklanke i zaczelo pic/ klepalo mnie / darlo sie , a rodzice na to nic. Ostatnim razem zwrocilam uwage rodzicow, bo dzieciak bez przerwy przychodzil i sie pchal na moj laptop, a oni na to mdlejacym glosem 'nie rob' do dziecka i pozniej zero reakcji. No to co to ma byc za zachowanie?
Dzieciak za to oberwal jak zepchnelam jego rece z mojej klawiatury brutalnie w koncu i juz chyba widzal jak go nie cierpie w mojej twarzy, bo w koncu sobie poszedl.
Trochę to smutne i sama jestem na siebie zła za to, ale jestem troszkę jak w tytule wątku. Nie wykluczam dzieci kiedyś tam, ale dla mnie teraz moment, kiedy dowiem się, że jestem w ciąży będzie taką wielką krechą w życiu - przejście z pięknego, beztroskiego życia, na zniewolenie. Mam wrażenie, że później to już tylko dziecko się liczy. Chyba tak jest, prawda?
"Posiadanie dzieci przed 30 - stką to jak wyjście z imprezy o 21.30" - taki tekst kiedyś przeczytałam, no i (nie)stety też tak uważam. Czy ten sławny instynkt macierzyński przychodzi z czasem?
"Posiadanie dzieci przed 30 - stką to jak wyjście z imprezy o 21.30" - taki tekst kiedyś przeczytałam, no i (nie)stety też tak uważam. Czy ten sławny instynkt macierzyński przychodzi z czasem?
Nie wiem czy przychodzi, bo u mnie go nie było, kiedy podejmowałam decyzję o zajściu w ciążę.
A co do tematu wątku - po porodzie okazało się, że sporo rzeczy wygląda inaczej niż wydawało mi się, że będzie wyglądać. To chyba zupełnie normalne. Jednak absolutnie nie odbieram dzieci jako kul u nogi. Zmieniło się głównie to, że wyjścia wymagają po prostu lepszej organizacji czasu i wiążą się z tym, że muszę je uzgadniać z innymi osobami. Mam w domu 2,5 miesięczne bliźniaki, a byłam już na 2 koncertach, meczu, kilku grillach, jednym krótkim wyjeździe na Mazury itp. 2 razy w tygodniu chodzę na salsę, raz w tygodniu na siłownię, ok. 3-4 razy w tygodniu ktoś mnie odwiedza. Życie jak życie. Teraz jestem bardziej zmotywowana, by gdzieś wychodzić, bo nie pracuję, więc czuję silną potrzebę kontaktu z innymi dorosłymi ludźmi. Co do zagranicznych wakacji, to słyszałam o ludziach, którzy wyjeżdżają nawet z kilkumiesięcznymi szkrabami, ale ja raczej tego nie planuję z wielu różnych względów. Wakacje spędzimy pewnie częściowo nad polskim morzem i trochę w górach lub gdzieś nad jeziorem.
Jedyne w czym jestem teraz naprawdę ograniczona to praca. Bardzo mi jej brakuje, Brakuje mi tego zmęczenia intelektualnego, bo fizycznego mam pod dostatkiem.
No ale czas szybko leci, więc pewnie nie zdążę się obejrzeć, a już będzie po urlopie.
Trochę to smutne i sama jestem na siebie zła za to, ale jestem troszkę jak w tytule wątku. Nie wykluczam dzieci kiedyś tam, ale dla mnie teraz moment, kiedy dowiem się, że jestem w ciąży będzie taką wielką krechą w życiu - przejście z pięknego, beztroskiego życia, na zniewolenie. Mam wrażenie, że później to już tylko dziecko się liczy. Chyba tak jest, prawda?
"Posiadanie dzieci przed 30 - stką to jak wyjście z imprezy o 21.30" - taki tekst kiedyś przeczytałam, no i (nie)stety też tak uważam. Czy ten sławny instynkt macierzyński przychodzi z czasem?
Nie zgadzam się z takim podejściem do sprawy, a posiadanie dziecka to dla mnie naprawdę bardzo piękny okres w życiu :-) mam nadzieję, że też tak będzie u Cb :-)