W innym wątku omawiamy strach dziewczyn przed utratą wolności po urodzeniu dziecka. A czego boją się mężczyźni w związku z założeniem rodziny? Chyba często tego, że ich zadbana, seksowna i pachnąca żonka zamieni się w grubego, rozczochranego potwora w przepoconym, starym dresie, z plamami mleka na bluzce. Bo w ciąży się tyje, bo po porodzie się nie wraca do figury, bo przy małym dziecku nie ma na nic sił, czasu i ochoty, a do kosmetyczki i fryzjera to nie da rady wyjść, no i w ogóle to szkoda pieniędzy, lepiej coś synkowi/córeczce kupić - o takim stereotypie polskiej matki słyszymy i czytamy.
Ale zaraz, zaraz... czy to aby na pewno jest stereotyp? Może tak jest rzeczywiście? Obserwujecie w Waszym otoczeniu takie "zapuszczone" matki? A może, tak z ręką na sercu, i Wy przestałyście o siebie dbać po urodzeniu dziecka?
Jak myślicie, skąd to się bierze - przemęczenie, zbyt dużo obowiązków, kiepska organizacja czasu, zwykłe lenistwo? A może przekazane przez matki, babcie, Kościół (?) przeświadczenie, że "teraz jestem matką, nie wypada mi się już stroić i malować jak byle podlotkowi" i "seks służy do rozmnażania się, urodziłam, więc nie muszę już ładnie wyglądać dla męża"?
Zapraszam do dyskusji i - jeśli macie ochotę - zwierzeń ![]()