Metyl napisał/a:No dobrze ale kiedyś rodzice przestają Cię wychowywać i każdy żyje swoim życiem, nierzadko zupełnie różnym niż te wpojone ideały. No dobrze, to miło że patrzą na drugą stronę związku, szczęście w relacji ale jak nie idzie im przykładowo w łóżku i wszelkie metody zawodzą to co? Należy być ze sobą 'bo tak'? No chyba nie.
Owszem, kiedyś każde dziecko odchodzi spod skrzydeł swych rodziców, przynajmniej tak być powinno, jednak wpojone zasady, ideały, wartości, wzorce, zachowania, poglądy w okresie, kiedy kształtuje się ludzki umysł pozostają na długo, jak nie na zawsze. Co prawda w pózniejszym okresie środowisko ma pewien wpływ, ale nie sądzę by mogło to doprowadzić do poważniejszych zmian w postrzeganiu świata. Poza tym, brakuje nieco konsekwencji w Twoich wypowiedziach, skoro uważasz, że "nikt nie kwestionuje, że nie tylko seksem się żyje" to stwierdzenie " należy być ze sobą "bo tak" mija się nieco z sensem. Otóż w moim mniemaniu jeżeli obojga partnerów łączy szczere uczucie, podparte zrozumieniem i kompromisem, to nie ma takiej opcji, aby być ze sobą " bo tak", tylko zawsze jest jakieś wyjście, ale to zależy już konkretnie od tych osób, ich relacji, więzi etc.
Metyl napisał/a:No dobrze, nikt tego nie kwestionuje że nie tylko seksem się żyje w związku ale nadal nie trzeba daleko szukać by zauważyć, że Ci co czekają z tym 'wianuszkiem' jednak są bardziej 'związkowo problemowi' niż Ci 'brudni' i skalani tym zuym przedmałżeńskim seksem. Zresztą nadal nie doczekałem się od kogokolwiek SENSOWNEGO argumentu za tym by czekać. I chyba się nie doczekam. 
Na podstawie czego wysnułeś tą teorię, która mówi, że ci czekający ze współżyciem do ślubu są bardziej "związkowo problemowi" skoro sam wcześniej przyznałeś, że nie znasz takich par??, a co jest kompletną bzdurą, bo to jak się wiedzie w każdym związku zależy przede wszystkim od ludzi, którzy go tworzą. Jeżeli chodzi o sensowne argumenty dotyczące wstrzemięzliwości przed ślubem, to jest ich przytoczonych sporo na forum, a i rozważając to zagadnienie dogłębniej można samemu dojść z powodzeniem do sensownych wniosków. Na pewno jednym z takich argumentów jest wiara, której nie należy negować, to sprawa indywidualna każdego człowieka i nie podlega dyskusji, kolejną jest sam fakt ofiarowania wybranej osobie, czegoś, czego jeszcze nikt nie miał, a co staje się ukoronowaniem uczucia i podkreśla dobitnie jakie znaczenie ma dla nas osoba, której to ofiarujemy, ponad to jest to również świadectwo tego, że nie kierowała nami żądza przy wyborze partnera życiowego, a więz emocjonalna, która stanowi główny filar udanego wspólnego życia.
Metyl napisał/a:No a jak nie odwzajemnia to co?
Każdy ma oczy i rozum, więc przed zawarciem związku małżeńskiego, który jest życiową decyzją powinien zamiast myśleć rozporkiem użyć mózgu, który bez większego problemu powinien dostrzec to przed ślubem, co automatycznie stawia ten fakt przed znakiem zapytania. Nie ma bowiem sensu wiązać się sakramentem z osobą, która już na wstępie nie odwzajemnia uczucia, a co analogicznie świadczy o tym, że nie darzy nas szczerym uczuciem. Kochać, to nie tylko być przy kimś, ale i odejść, by ta osoba była szczęśliwa, a raczej nie będzie, skoro i my nie będziemy szczęśliwi.
Metyl napisał/a:Poza tym - całego pożycia, preferencji, libido i mnóstwa innych rzeczy związanych z seksualnością nie da się przewidzieć, nie da się ustalić na sucho, na papierze, zaplanować. Jak się dobierze wulkan i kłoda to co? Rozwodzik? Czy może wieloletnia kuracja / docieranie się 'by jakoś było'? No sorry ale ja tego nie widzę w pozytywnych barwach.
Oczywiście, ze nie można tego przewidzieć, chociaż wiele z tych rzeczy można wyłonić z cech osobowości człowieka, ale można wspólnie stworzyć konsensus, który przy obopólnym zaangażowaniu może odnieść sukces. Z tym docieraniem się po ślubie, to mam nieco inne zdanie. Jeżeli dwoje ludzi przed ślubem ukaże swe prawdziwe oblicze, a nie będzie się starało pokazać z tej strony, która z nią nie ma nic wspólnego, to można już wówczas ocenić człowieka i ewentualnie się dotrzeć, a po skonsumowaniu związku powinno się już kroczyć wspólnie, dążąc razem do wspólnych celów. Jeżeli chodzi o sferę intymną, to bardziej pasuje tu określenie poznawania się, które powinno jedynie jeszcze bardziej scementować związek. Posuwając się w swych rozważaniach dalej, (oczywiście podkreślam, że jest to czysto hipotetyczne założenie, bez żadnych podtekstów ),Ty sam nie możesz przewidzieć, czy za rok, dwa nie dopadnie Cię problem z potencją i sam zalegniesz jak przytoczona przez Ciebie kłoda i jak myślisz, czy Twoja partnerka również "nie powinna tego widzieć w pozytywnych barwach" i tak ochoczo był byś w stanie się z nią rozstać???
Metyl napisał/a:Poza tym dziwny musi być bóg który zabrania dwóm osobom darzącym się uczuciem czekać z pożyciem ( nadal nie wiadomo dlaczego ) do dnia X jakby ten ów dzień miał coś zmieniać zasadniczo. 
Spraw religijnych bym w to nie mieszał, każdy ma bowiem prawo do swoich poglądów, wiary, zasady etc. które należy szanować, a jak nam coś nie pasuje, zawsze można się odwrócić na pięcie i podążyć w stronę swojego
świata i otaczać się ludzmi z podobnymi wizjami na życie.