A ja autora świetnie rozumiem.
Przez wiele lat nie potrafiłem zdobyć zainteresowania ŻADNEJ kobiety. Pomimo niezłego ponoć wyglądu, inteligencji, pozycji społecznej (prowadzę z sukcesem własną firmę, skończyłem SGH i nawet dzienny doktorat podjąłem swego czasu), ZAWSZE lądowałem w szufladce "przyjaciel". Wyjątkiem była jedna babka która mnie potraktowała jako "cel zastępczy" po tym gdy jej facet ją rzucił ale jako że wcześniej mnie zlała i wybrała jego to jakoś nie potrafiłem jej zaufać.
Każda próba zaproszenia na spotkanie kończyła się sztandarowym "ok, ale to nie będzie randka".
Potem udało mi się nawiązać 7-letni związek ale tylko dzięki aktywnej pomocy przyjaciółki mojej ex, która bardzo mi pomagała (chociaż o tym nie wiedziałem). Zostawiła mnie w zeszłym roku po 7 latach, niemal w przeddzień ślubu bo "wypaliło się", traktowała mnie od jakiegoś czasu jak... przyjaciela (no niech to szlag!) i woli mieć kogoś, kto w niej będzie umiał rozbudzać namiętność niż taką fajtłapę jak ja.
Teraz nie mam nadziei na cokolwiek. Staram się o tym nie myśleć ale wiem, że nie mam szans u żadnej bo o ile jestem lubiany a dla kobiet jestem fajnym kolegą, o tyle nie jestem w ogóle atrakcyjny jako facet.
Brak zainteresowania kobiet MIAŻDŻY samoocenę. Przed pierwszymi "zakochaniami" byłem szczęśliwym facetem, teraz uważam się za nic. Myśli samobójcze i wręcz konkretne plany także zaliczyłem, ale nawet na to nie umiałem się zdobyć naiwnie licząc, że odzyskam kiedyś Ukochaną i że wolę żyć z nią niż żeby mnie miało nie być w ogóle.
Byłem u psychologa to nie miał pojęcia co zrobić, spytał się mnie wręcz "w czym ja mam Panu pomóc" LOL.