Filmowiec, czytam Twoją historię od początku i wcześniej nie chciało mi się pisać, ale ponieważ przewidywałam po cichu, że ona się będzie tak kończyć, jak opisujesz, to pozwolę sobie napisać Ci kilka słów.
Nie zgadzam się do końca z tym, w jaki sposób tłumaczono Ci tu dlaczego Twoje zachowanie i przenocowanie przyjaciółki było do dupy, ale też uważam, że było. Jak się jest w małżeństwie to się z pewnych rzeczy rezygnuje. Nie dlatego, że obiektywnie są złe, ale dlatego, że za takie się je powszechnie uznaje. Co innego, gdybyś był z żoną dogadany, że przyjaciółka pod jej nieobecność czasem u Ciebie nocuje itd. Ale nie byłeś. I z faktu, że gdy Ty wyjeżdżasz przyjaciółka nocuje u żony, nie wynika, że Ty masz dokładnie do tego samego prawo. Niemal każdy by Ci powiedział, rozważając tę historię hipotetycznie, że zrobiłeś coś głupiego. Niekoniecznie złego, bo jednak nie miałeś właściwie żadnych intencji, ale głupiego i destrukcyjnego dla związku. Większość kobiet na miejscu Twojej żony zareagowałoby dokładnie tak samo - poczułyby się oszukane i "zdradzone". I pewnie stąd większość obecnych tu pań snuje domniemania, że nawet jeśli Ty po męsku i autystycznie tego nie przewdywałeś, to na pewno powinna była to wiedzieć Twoja/Wasza przyjaciółka. W gruncie rzeczy mi też się nieprawdopodobne wydaje, by przyjaciółka tego nie przewidywała. A ponieważ między paniami czasami toczą się wojny i wojenki pozawerbalne, niekoniecznie uświadomione i takie, do których skłonne są one się przyznać, to myślę, że faktycznie przyjaciółka po prostu mogła sobie pozwolić na taki mały podgryzienie Twojej żony. Bez żadnej przyczyny, ot tak, po babsku. Ale mleko się rozlało i stało się.
A to, co dzieje się teraz jest w moim przekonaniu konsekwencją sposobu w jaki podszedłeś do całej sytuacji. Ponieważ nie czujesz się winny i nie rozumiesz o co właściwie żona miała pretensje i wnioskuję, że skoro tłumaczyłeś to tak twardo i racjonalnie na forum, to próbowałeś również tego triku w stosunku do swojej żony. Pamiętam, że stwierdziłeś, że nie kupisz jej kwiatów, czy nie przeprosisz, bo uzna to za przyznanie do winy. A to był błąd moim zdaniem. W związku nie chodzi zawsze o to kto ma rację albo kto trzeźwiej ocenia sytuację. Gdybyś zaakceptował, że Twoja żona właśnie nie ocenia tej sytuacji racjonalnie, a wyłącznie emocjonalnie, to byś schował swoje przekonania do kieszeni, ukorzył się i nawet wbrew sobie uderzył w ton prepraszający. To nie oznacza, że przyznałbyś się do zdrady, bo jej nie zdradziłeś, ale że rozumiesz, że zrobiłeś coś, czego nie robimy w związku ( a zrobiłeś jednak coś niestandardowego). Żona porozpaczałaby trochę, pewnie poczołgała Cię, ale ostatecznie wszystko wróciłoby do normy. A teraz masz żonę w rozsypce emocjonalnej, mszczącą się i chcącą Ci pokazać jak się czuła, a tak naprawdę niszczącą wyłącznie siebie. Masz zupełny brak porozumienia i nawet perspektywy na to, że się dogadacie. A żona jedzie po równi pochyłej. Zrobiła pierwszy krok w postaci imprezy w domu, na której się tak upiła, to zrobi i następny w postaci idiotycznych zdjęć, które normalnie sama uznałaby za upokarzające. Któreś z Was musi być mądrzejsze i to przerwać, albo nie będziecie mieli czego zbierać. I powinieneś po tych konsekwencjach i po zachowaniu żony. Filmowcu, zrozumieć jak wielką w jej przekonaniu zrobiłeś jej krzywdę nocując przyjaciółkę. I to bez względu na to czy się z tym zgadzasz czy nie, ona się po prostu tak czuje.
A tak zupełnie obok, to oczywiście nie znam Cię, więc może nie powinnam oceniać, ale bardzo mało w Tobie zrozumienia i empatii. Próbujesz podejść do sprawy racjonalnie, rozważasz jakieś racje itd. A u żony grają wyłącznie uczucia, których Ty z siebie jakoś nie wykrzesujesz. Nie znam też Waszej historii, ale może to nocowanie przyjaciółki i sposób w jaki to wyjaśniasz był dla żony kroplą, która przelała jakąś czarę - ale to tylko spekulacja.
pozdrawiam