Czesc filmowiec,
No to zescie wszyscy sie ugmatwali w dziwnym "trojkacie"
Wlasciwie kazdy z was jest odpowiedzialny za ta sytuacje.
Z tego co zrozumilama, to ty nie masz duzo znajomych, a zona jest czesto nie obecna tak?
Poznala sobie kolezanke wolnego stanu i wiele chwil spedzla z nia na samym poczatku, a ty byles lekko zaniedbywany, z tego co odczulam na poczatku rozwoju wydarzen. Pozniej zona poznala cie z jej przyjaciolka, ktora bardzo szybko sie u was zadomowila i nawet nie wiadomo dzis czyja jest bardziej przyjaciolka, twoja, zony? wasza wspolna? Pomijajac juz ten fakt przyjazni i dla kogo wiekszej, to co nastapilo jest po prostu wynikiem waszego zycia na luzie, bo z tego co widze, to jestescie para towarzysko przyjmujaca no i nadszedl
moment by postawic granice tego co mozna i tego co juz nie mozna jak jetst para, bo niestety istnieje zawsze ryzyko robicia pary jak w gre wchodzi plec i za bardzo sie zadomawia.
Historia denerwujaca, przyznam szczerze, bo wyglada to tak jakby nikt wlasciwie z was nie chcial niczego popsuc, ale jakos tak "samo wyszlo", same drzwi do ewentualnej nawet symobolicznej zdrady, zostaly otwarte. Mysle, ze to wy oboje otworzyliscie te drzwi.
Zona, bo ona tez ma w tym jakis udzial, bo naiwnie myslala, ze jej nowa znajomosc moze przyniesc wam obojgu cos fajnego (wydocznie nie pomyslala, ze jej przyjaciolka posmakuje z przyjemnoscia waszego ciepla domowego sam na sam przy tobie), ty, bo pozwoliles sobie na postawe, usprawiedliwajacej sie ofiary spowodowanje nieobecnoscia zony i czuje od samego poczatku w twoim opisie nacisk na no wlasnie cytuje :"Znów zostałem sam.", (... nadal bede sie upieral, ze nic zlego nie zrobilem...) no tak, oprocz zapraszania do domu na filmowy seans z noca, nic wlasciwie zlego nie zrobiles, oprocz wzbudzenia niespokoju psychicznego u zony, jak sie o tym dowiedziala i zachwianie jej zaufania i nie budujace mysli. No i zostala mi tylko do przeanalyzowania postawa "kolezanki". To ta osoba miala najlepsze miejsce w waszym "trojkacie", bo ona nie ma nic do stracenia, tak. Weszla sobie do waszego zycia zyczliwie zaproszona, no i zaakceptowala wieczor sam na sam z toba pod nieobecnosc zony, ktora nie wiedziala, ze spedzila u was noc? Jak to mozliwie, by przyjaciolka twojej zony bez jej zaproszenia nocowala u was? Bardzo komiczno dramatyczna stytuacja. Dla kazdej osoby, wolnej czy nie sa ustalone niewidzialne reguly tak zwanej etyki i dobrego zachowania. Ile jest takich sytuacji, ze kolezanki zon sa ujete czarem ch mezow, tym bardziej jak sa wolne? Mnostwo!!!, ale to wcale ma nie oznaczac, ze moga przywlaszczac sobie nawet chwile spedzone sam na sam z ich mezami, bez ich pozwolenia!
Wiec kwituje :
-zona naiwna, i teraz pewnie otworzy oczy na jej ewentualne nowe kolezanki, to dobrze.
-ty nudzacy sie bez zony, jakbys mial prawo zaprszac koleznaki, bo zony akurat ci brakowalo ( mysle, ze moze czujesz sie samotny w twoim zwiazku, ale to juz inny temat)
-kolezanka nie majaca wyczucia zasad dobrego zachowania i odzielenia tego co wypada od tego co nie
Naprawic sytuacje miedzy wami naprawicie, ale mysle, ze dyskusja konkretna jest potrzebna, by na przyszlosc unikac tego typu "samych robiacych sie atmoswer konfuzji, paradoksu i niesmaku na koniec".
Z powazaniem
Zycie z rozami