Dołączę do trochę już dawnej dyskusji. Otóż należymy z mężem do tych rodziców, których bardzo już dorosłe dziecko ma nas gdzieś! Musimy liczyć tylko na siebie, bo nie interesuje się nami wcale /nawet czy żyjemy/ i w niczym nie pomaga. Pomimo miłości, okazania serca i dóbr materialnych, od najmłodszych lat, nasze jedyne dziecię przysporzyło nam jedynie zmartwień i problemów. W szkole problemy, potem wiek młodzieńczy i związany z nim szaleńczy tryb życia /alkohol, zabawy, branie kredytów, które to spłaciliśmy/, potem małżeństwo /bez miłości/, dwoje dzieci, a także pozamałżeńskie dziecko, no i w krótkim czasie rozwód. Teraz następne kredyty których nie spłaca, więc banki wysyłają monity, oraz sądy, bo nie płaci alimentów! Była synowa natomiast, tylko chce pieniędzy i "majątku", choć nie pracuje, wyszła powtórnie za mąż i budują z mężem dom! Syn od urodzenia był u nas zameldowany, ale na moje żądanie wymeldował się, gdyż boimy się że na stare lata komornik zabierze nam nasz dorobek. Mąż bardzo przeżywa to wszystko. Ja natomiast, zrobiłam się twarda i zimna jak głaz, choć zawsze miałam bardzo miękkie serce i mnóstwo w nim miłości. Może za dużo. Zostaliśmy sami i nie mamy recepty na nasz ból.. Pewnie tylko czas może go złagodzić. I gdzie tu popełniliśmy błąd? A może to nie nasza wina?