netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Relacje z dorosłymi dziećmi.

96 odpowiedzi10 137 wyświetleńzałożony przez elzbietka66, 29.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Relacje z dorosłymi dziećmi.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 97 z 97 ]

66

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
Joga napisał/a:

Nie zmienia to faktu, że trochę "nieszczęśliwie" zabrzmiała swoim pierwszym postem, mało miłości i szczęścia, dużo goryczy i poczucia krzywdy.

Bo też czasami chciałoby się, żeby nasi najbliżsi byli trochę bardziej myślący i empatyczni.. wink Bywa, że dzieci tak bardzo przyzwyczajają się do tego, że są przez rodziców "obskakiwani" i "dofinansowywani", że czasami nie zauważają, że realia i możliwości rodziców na przestrzeni lat uległy zmianie...

67 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-01-31 18:49:15)

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
ONA1977 napisał/a:
lena812 napisał/a:

Co do sytuacji w twoim zwiazku coz jak wybralas tak masz

śmieszna jesteś.. cżłowieka nigdy do końca nie poznasz .. a tym bardziej wychodząc za mąż tak naprawdę kupujesz kota w worku. wiele zbiegów okoliczności moze szybko zweryfikować Twój obraz męża...

To Ty jesteś śmieszna. Nie wychodzi się za mąż za obcego człowieka.
Jak się wychodzi za mąż za kogoś, kogo się nie zna, to jest się głupią babą. I tyle.
Ja to powtarzam od zawsze - jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

68

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
elzbietka66 napisał/a:
Joga napisał/a:
elzbietka66 napisał/a:

Teraz żałuję ,ze sie wychylałam, bo ja bym nie jechała tylko mąż i on by to finansował( mamy  osobną kasę),tylko jak on wydałby na paliwo ,to potem nie robił by zakupów,bo przecież pieniądze nie  rosną na drzewach jest dochód i trzeba nim umiejętnie dysponować.Nie raz słyszalam ,ze ja to tylko pieniądze widzę ,toć z tych pieniędzy się żyje.Podobno pieniądze to nie wszystko .a co jest wszystko ?ale jestem zła,za brak zrozumienia ,za brak szacunku,za nie spełnione nadzieję.Jak można oczekiwać od obcych ludzi zrozumienia ,jak od najbliższych sie go nie dostaję.

Tutaj jest całe "podsumowanie" tematu, jesteś nieszczęśliwa w związku, jesteś nieszczęśliwą matką, jesteś nieszczęśliwym człowiekiem. Nie cieszysz się ze spotkania z córką, upatrujesz w nim tylko problemy. Nie oceniam czy powinnaś pojechać czy nie, kto powinien płacić za paliwo (to kwesta również do ustalenia). Wiem, że powinnaś chyba nad sobą popracować, nie dlatego żeby naprawić wasze relacje - które z pewnością są kiepskie ale dlatego, żeby nauczyć się jak być szczęśliwym człowiekiem.

nie wiem czy doczytałaś 300 km w jedną stronę ,tyle w temacie podrózy. a jęsli chodzi o naprawienie relacji ,to polega na tym ,ze ja podporządkowuję sie pod innych czlonków rodziny ?? bo wtedy te stosunki są poprawne.

dopiero doczytałam że Ty się podporządkowujesz,a niby dlaczego?
nie masz prawa do własnego zdania? zawsze musi być tak jak oni chcą?

69

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
lena812 napisał/a:
elzbietka66 napisał/a:
Joga napisał/a:

Tutaj jest całe "podsumowanie" tematu, jesteś nieszczęśliwa w związku, jesteś nieszczęśliwą matką, jesteś nieszczęśliwym człowiekiem. Nie cieszysz się ze spotkania z córką, upatrujesz w nim tylko problemy. Nie oceniam czy powinnaś pojechać czy nie, kto powinien płacić za paliwo (to kwesta również do ustalenia). Wiem, że powinnaś chyba nad sobą popracować, nie dlatego żeby naprawić wasze relacje - które z pewnością są kiepskie ale dlatego, żeby nauczyć się jak być szczęśliwym człowiekiem.

nie wiem czy doczytałaś 300 km w jedną stronę ,tyle w temacie podrózy. a jęsli chodzi o naprawienie relacji ,to polega na tym ,ze ja podporządkowuję sie pod innych czlonków rodziny ?? bo wtedy te stosunki są poprawne.

dopiero doczytałam że Ty się podporządkowujesz,a niby dlaczego?
nie masz prawa do własnego zdania? zawsze musi być tak jak oni chcą?

Nie wiemy, o co dokładnie chodzi. Czasem lepiej jest odpuścić. Zależy od wagi sytuacji.
Ja bardzo często odpuszczam w relacjach z moją mamą. Ona lubi mieć rację i ja często nie dyskutuję, bo wiem, że to nie ma sensu.
Czasem naprawdę warto odpuścić.

70

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

tak Cyniczna zgadza się,ale czasem a nie cały czas
no i też zależy o co chodzi właśnie

71

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Jak się dzieci wychowa i jaką więź z nimi stworzy, to takie się dzieci ma. Tyle w temacie w sumie.

72

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
Teo napisał/a:

Jak się dzieci wychowa i jaką więź z nimi stworzy, to takie się dzieci ma. Tyle w temacie w sumie.

Temat rozległy i więcej można :)Dziecko to nie masa solna ,ze można sobie ukształtować ludzika.Na jego całokształt wpływa wiele czynników,miedzy innymi geny,jakie im przekażemy( na które nie mamy wpływu,no może deczko mamy ,bo przecież dawce matka sobie wybiera).Środowisko też jakiś wpływ wywiera i kilka jeszcze innych czynników.Bardzo istotnym jest w pewnym wieku praca nad sobą. Na potwierdzenie moich wywodów,mogę powiedzieć tylko tyle,że rodzeństwo jednakowo traktowane,nawet bliźnięta,potrafią być diametralnie różne.Nigdy nie miałam aspiracji ,aby być idealną matką,bo takich nie ma,natomiast to czy jesteśmy dobrymi rodzicami ocenią nasze dzieci i to ich opinia jest najbardziej miarodajna. Oprócz tego ,że mamy dzieci też jesteśmy córkami i nie przyszło by mi do głowy mieć do niej żal,że  mogła coś lepiej. Dziękuję jej za wszystko i pamiętam ;Jestem odrębnym człowiekiem !!

73

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
Teo napisał/a:

Jak się dzieci wychowa i jaką więź z nimi stworzy, to takie się dzieci ma. Tyle w temacie w sumie.

TAK NIE JEST DO KONCA ,ZE JAK SIE WYCHOWA TAK SIE MA....MOZE JESZCZE  DOLOZE
Moze jeszcze jedno motto
KTO Z KIM PRZYSTAJE TAKIM SIE STAJE! smile

74

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

domyślam się że teksty jak sie starasz tak masz , lub jak sie je wychowa tak sie ma wypływają od osób które guzik wiedzą o dorosłych relacjach dzieci z rodzicami . Najlepiej jest ustosunkowac sie do tematu poprzez własne doświadczenia a nie powielać zasłyszane slogany.
Każdy z nas pragnie szczęścia dla swojego dziecka. Dwoi się i troi aby to dziecko otoczyć opieką.
Mozemy się starać ponad normę a czasami nasze wysiłki ida na marne.. bo dziecko zakocha sie w kimś kto będzie toksykiem, bo wyjedzie do miasta a rodzicach ze wsi zapomni bo mu wstyd a bo rodzice sa biedni a ono chce innego życia i td...
masa czynników tak jak napisała autorka ma na to wpływ.
tak samo sprawa sie ma odwrotnie.. dziecko dostaje odrobinę uczuć od patologicznej matki a oddałoby wiele za chwile z nia, bez łez , strachu i td..
To jak wychowamy dziecko to często ruletka, nigdy nie wiemy co nas czeka na finiszu czy dostaniemy kopniaka  czy zainteresowanie jako wynagrodzenie wszystkich starań jako rodzic.
Piszecie tak jakby nic nie było szare, widzicie tylko negatywy lub pozytywy nic po środku .
Nie wiecie a w sposób wręcz chamski odpowiadacie na post autorki .. warto zastanowić sie zanim cłzowiek chlapnie głupote boc zasami moze byc za duzo o jedną....

75

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

ONA1977, spokojnie mi emocje opadły już dawno,moje dziecię,które wróciło mi to wynagrodziło i nie będę się wdawać z dyskusję z kobietami,które nawet  nie urodziły dziecka ,albo mają jeszcze maleństwo. Punk widzenia zależy od punktu siedzenie. Dla mnie rozterki niektórych młodych pań wydają mi się błahe,wręcz niepoważne ,ale  to są ich problemy, dla nich istotne i to szanuję.

76

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
elzbietka66 napisał/a:
Teo napisał/a:

Jak się dzieci wychowa i jaką więź z nimi stworzy, to takie się dzieci ma. Tyle w temacie w sumie.

Temat rozległy i więcej można :)Dziecko to nie masa solna ,ze można sobie ukształtować ludzika.Na jego całokształt wpływa wiele czynników,miedzy innymi geny,jakie im przekażemy( na które nie mamy wpływu,no może deczko mamy ,bo przecież dawce matka sobie wybiera).Środowisko też jakiś wpływ wywiera i kilka jeszcze innych czynników.Bardzo istotnym jest w pewnym wieku praca nad sobą. Na potwierdzenie moich wywodów,mogę powiedzieć tylko tyle,że rodzeństwo jednakowo traktowane,nawet bliźnięta,potrafią być diametralnie różne.Nigdy nie miałam aspiracji ,aby być idealną matką,bo takich nie ma,natomiast to czy jesteśmy dobrymi rodzicami ocenią nasze dzieci i to ich opinia jest najbardziej miarodajna. Oprócz tego ,że mamy dzieci też jesteśmy córkami i nie przyszło by mi do głowy mieć do niej żal,że  mogła coś lepiej. Dziękuję jej za wszystko i pamiętam ;Jestem odrębnym człowiekiem !!

No nie powiesz mi, że chamskie zachowanie i "księżniczkowanie" dostaje się w genach smile Podstawowe rzeczy jak szacunek, empatia, nie zbyt rozbuchany egoizm i dobre maniery, to wszystko wychowanie i wzory wyniesione z domu.

ONA1977 napisał/a:

domyślam się że teksty jak sie starasz tak masz , lub jak sie je wychowa tak sie ma wypływają od osób które guzik wiedzą o dorosłych relacjach dzieci z rodzicami . Najlepiej jest ustosunkowac sie do tematu poprzez własne doświadczenia a nie powielać zasłyszane slogany.

Czemu tak uważasz? Jestem dorosłym dzieckiem swoich rodziców i doskonale wiem na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. I nie geny mnie tego nauczyły, a lata wychowywania i uczenia. W życiu nie strzeliłabym focha, że matka nie może jechac po mnie 300 km bo mi się tak chce, żeby ona przyjechała (z resztą po wpisach widać, że nie tylko ja). To są wszystko chamskie zachowania, które zostały utrwalone w jednej ze stron, a druga je zwyczajnie przyjmuje. Typowy przykład dziecka na piedestale i słuzalczego rodzica.

77

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Teo powiedziała wszystko, co miałam ochotę napisać od początku czytanie tego tematu.

Traktowanie rodziców jak przedmiotów/sponsorów to nie wynik "trudnego charakteru" ale wynik doświadczeń. Dziecko nie zostało dobrze nauczone szacunku (nie mówię, że nie było takich prób, może po prostu były nieskuteczne) i teraz autorka wątku ma do córki pretensje, że nie empatyczna, że nie pomyśli o trudnej sytuacji matki, że roszczeniowa. Widocznie do pewnego czasu nie była zmuszona o tym myśleć i nie weszło w krew.

78 Ostatnio edytowany przez ONA1977 (2014-02-04 19:53:16)

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
Teo napisał/a:

Jak się dzieci wychowa i jaką więź z nimi stworzy, to takie się dzieci ma. Tyle w temacie w sumie.

a dopiero pisałas cos innego ..
znam wielu rodziców którzy pomagali ponad stan, byli zawsze w pogotowiu i dostali podziękowanie w formie zapomnianego numeru telefonu nie wspomnę o odwiedzinach.
W wielu sytuacjach takie zachowanie jest zwyczajnie instynktowne. Dla kogoś kogo kochamy chcemy wszystkiego najlepszego. Nie zawsze widzimy gdzie robimy błąd..  na koncu drogi jaka jest wychowanie nie mozemy  dostać gumki myszki i wymazac wszystkich trudnych momentów które mogłby w pryzszłości na nas sie zemścić
Będziesz miała dzieci które będa dorosłe, wtedy popatrzysz zapewne na te sprawy przez pryzmat własnych doświadczen.
teraz idealizujesz siebie. Ideałów nie ma i pewne jest to że obie strony powinny o tym wiedzieć i pamiętać...

79 Ostatnio edytowany przez elzbietka66 (2014-02-04 20:31:20)

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Co prawda miałam nie tłumaczyć ,ale teraz jak matka kwoka stanę w obronie mojego dziecka. Nie było jej w kraju 2 lata, przez te dwa lata nie miałam  żadnych wymagań z jej strony. Bilet kupowała agencja,z której usług korzystała i musiało to być to lotnisko. Chociaż mamy dwa około 120 km od domu. Dziecię nakupiło sobie sprzętów i ciuchów więc dwie solidne walizy ,bagaż podręczny i walizeczka z komputerem i tabletem. Matka po miesiącu pobytu syna ,który przyjechał na święta i miał wypadek ,a z tego powodu kupę załatwień ,których sam nie umiał pokonać bo go odsyłali do innych drzwi i musiałam wykonać dziesiątki telefonów i odwiedzić kilkanaście urzędników, zaangażować rodzinę która zna niemiecki,bo urzędy odbijały od siebie sprawy Polacy do Niemiec,a ci z powrotem,była tak zmęczona dorosłością swoich latorośli ,że sobie wylałam na necie, licząc podświadomie ,ze mnie ktoś pogłaska  po głowie. Tak na koniec,życzcie sobie taką córkę jak moja ,nie jest idealna ale super dziewczę.
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

80

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
ONA1977 napisał/a:
Teo napisał/a:

Jak się dzieci wychowa i jaką więź z nimi stworzy, to takie się dzieci ma. Tyle w temacie w sumie.

a dopiero pisałas cos innego ..
znam wielu rodziców którzy pomagali ponad stan, byli zawsze w pogotowiu i dostali podziękowanie w formie zapomnianego numeru telefonu nie wspomnę o odwiedzinach.
W wielu sytuacjach takie zachowanie jest zwyczajnie instynktowne. Dla kogoś kogo kochamy chcemy wszystkiego najlepszego. Nie zawsze widzimy gdzie robimy błąd..  na koncu drogi jaka jest wychowanie nie mozemy  dostać gumki myszki i wymazac wszystkich trudnych momentów które mogłby w pryzszłości na nas sie zemścić
Będziesz miała dzieci które będa dorosłe, wtedy popatrzysz zapewne na te sprawy przez pryzmat własnych doświadczen.
teraz idealizujesz siebie. Ideałów nie ma i pewne jest to że obie strony powinny o tym wiedzieć i pamiętać...

Nie, pisałam dokładnie to samo. I nie mylmy pomagania ponad stan z wychowaniem. Właśnie to pomaganie "ponad stan" zwykle wiąże się z tym, że dziecko wyrabia sobie mylne przekonanie, że jemu się należy i nie ważne co jest i jak jest to rodzic ma dać i zapewnić. A jak nie daje i nie zapewnia to jest bezuzyteczny.

Nie idealizuje siebie, nigdzie nie pisałam, że jestem cudowną córką, mam swoje za uszami, ale mam respekt i szacunek do swoich rodziców.

elzbietka66 napisał/a:

Co prawda miałam nie tłumaczyć ,ale teraz jak matka kwoka stanę w obronie mojego dziecka. Nie było jej w kraju 2 lata, przez te dwa lata nie miałam  żadnych wymagań z jej strony. Bilet kupowała agencja,z której usług korzystała i musiało to być to lotnisko. Chociaż mamy dwa około 120 km od domu. Dziecię nakupiło sobie sprzętów i ciuchów więc dwie solidne walizy ,bagaż podręczny i walizeczka z komputerem i tabletem. Matka po miesiącu pobytu syna ,który przyjechał na święta i miał wypadek ,a z tego powodu kupę załatwień ,których sam nie umiał pokonać bo go odsyłali do innych drzwi i musiałam wykonać dziesiątki telefonów i odwiedzić kilkanaście urzędników, zaangażować rodzinę która zna niemiecki,bo urzędy odbijały od siebie sprawy Polacy do Niemiec,a ci z powrotem,była tak zmęczona dorosłością swoich latorośli ,że sobie wylałam na necie, licząc podświadomie ,ze mnie ktoś pogłaska  po głowie. Tak na koniec,życzcie sobie taką córkę jak moja ,nie jest idealna ale super dziewczę.

elżbietka, zaczęłaś od ogona strony, a potem się dziwisz, że zamiast wsparcia i pogłaskania po głowie gromy na Ciebie spadły... W takim układzie, to wszystko zmienia postać rzeczy, ale to się dopiero na 3 stronie wypisałaś...

81

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Dołączę do trochę już dawnej dyskusji. Otóż należymy z mężem do tych rodziców, których bardzo już dorosłe  dziecko ma nas gdzieś!  Musimy liczyć tylko na siebie, bo nie interesuje się nami wcale /nawet czy żyjemy/  i w niczym nie pomaga.  Pomimo miłości,  okazania serca i dóbr materialnych, od najmłodszych lat, nasze jedyne dziecię przysporzyło nam jedynie zmartwień i problemów. W szkole problemy, potem wiek młodzieńczy i związany z nim szaleńczy tryb życia /alkohol, zabawy, branie kredytów, które to spłaciliśmy/, potem małżeństwo /bez miłości/, dwoje dzieci, a także  pozamałżeńskie dziecko,  no i w krótkim czasie rozwód. Teraz następne kredyty których nie spłaca, więc banki wysyłają monity, oraz sądy, bo nie płaci alimentów!  Była synowa natomiast, tylko chce pieniędzy i "majątku", choć nie pracuje,  wyszła powtórnie za mąż i budują z mężem dom!   Syn od urodzenia był u nas zameldowany, ale na moje żądanie wymeldował się, gdyż boimy się że na stare lata komornik zabierze nam nasz dorobek. Mąż bardzo przeżywa to wszystko. Ja natomiast, zrobiłam się twarda i zimna jak głaz, choć zawsze miałam bardzo miękkie serce i mnóstwo w nim miłości. Może za dużo. Zostaliśmy sami i nie mamy recepty na nasz ból.. Pewnie tylko czas może go złagodzić. I gdzie tu popełniliśmy błąd? A może to nie nasza wina?

82

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
arleta.b1 napisał/a:

Dołączę do trochę już dawnej dyskusji. Otóż należymy z mężem do tych rodziców, których bardzo już dorosłe  dziecko ma nas gdzieś!  Musimy liczyć tylko na siebie, bo nie interesuje się nami wcale /nawet czy żyjemy/  i w niczym nie pomaga.  Pomimo miłości,  okazania serca i dóbr materialnych, od najmłodszych lat, nasze jedyne dziecię przysporzyło nam jedynie zmartwień i problemów. W szkole problemy, potem wiek młodzieńczy i związany z nim szaleńczy tryb życia /alkohol, zabawy, branie kredytów, które to spłaciliśmy/, potem małżeństwo /bez miłości/, dwoje dzieci, a także  pozamałżeńskie dziecko,  no i w krótkim czasie rozwód. Teraz następne kredyty których nie spłaca, więc banki wysyłają monity, oraz sądy, bo nie płaci alimentów!  Była synowa natomiast, tylko chce pieniędzy i "majątku", choć nie pracuje,  wyszła powtórnie za mąż i budują z mężem dom!   Syn od urodzenia był u nas zameldowany, ale na moje żądanie wymeldował się, gdyż boimy się że na stare lata komornik zabierze nam nasz dorobek. Mąż bardzo przeżywa to wszystko. Ja natomiast, zrobiłam się twarda i zimna jak głaz, choć zawsze miałam bardzo miękkie serce i mnóstwo w nim miłości. Może za dużo. Zostaliśmy sami i nie mamy recepty na nasz ból.. Pewnie tylko czas może go złagodzić. I gdzie tu popełniliśmy błąd? A może to nie nasza wina?

Jak to gdzie popełniliście błąd? W spłacaniu kredytów dorosłego człowieka. Ale skoro daliście się wciągnąć w spłacanie nie swoich długów, to znaczy, że już wcześniej za syna załatwialiście wszystko, dostawał to, co chciał, nie był za nic odpowiedzialny i teraz takie tego skutki i konsekwencje.

83

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
Teo napisał/a:
arleta.b1 napisał/a:

Dołączę do trochę już dawnej dyskusji. Otóż należymy z mężem do tych rodziców, których bardzo już dorosłe  dziecko ma nas gdzieś!  Musimy liczyć tylko na siebie, bo nie interesuje się nami wcale /nawet czy żyjemy/  i w niczym nie pomaga.  Pomimo miłości,  okazania serca i dóbr materialnych, od najmłodszych lat, nasze jedyne dziecię przysporzyło nam jedynie zmartwień i problemów. W szkole problemy, potem wiek młodzieńczy i związany z nim szaleńczy tryb życia /alkohol, zabawy, branie kredytów, które to spłaciliśmy/, potem małżeństwo /bez miłości/, dwoje dzieci, a także  pozamałżeńskie dziecko,  no i w krótkim czasie rozwód. Teraz następne kredyty których nie spłaca, więc banki wysyłają monity, oraz sądy, bo nie płaci alimentów!  Była synowa natomiast, tylko chce pieniędzy i "majątku", choć nie pracuje,  wyszła powtórnie za mąż i budują z mężem dom!   Syn od urodzenia był u nas zameldowany, ale na moje żądanie wymeldował się, gdyż boimy się że na stare lata komornik zabierze nam nasz dorobek. Mąż bardzo przeżywa to wszystko. Ja natomiast, zrobiłam się twarda i zimna jak głaz, choć zawsze miałam bardzo miękkie serce i mnóstwo w nim miłości. Może za dużo. Zostaliśmy sami i nie mamy recepty na nasz ból.. Pewnie tylko czas może go złagodzić. I gdzie tu popełniliśmy błąd? A może to nie nasza wina?

Jak to gdzie popełniliście błąd? W spłacaniu kredytów dorosłego człowieka. Ale skoro daliście się wciągnąć w spłacanie nie swoich długów, to znaczy, że już wcześniej za syna załatwialiście wszystko, dostawał to, co chciał, nie był za nic odpowiedzialny i teraz takie tego skutki i konsekwencje.

Tak też myślałam.. Synowi brak odpowiedzialności.  Mąż miał za miękkie serce i spłacał kredyty. Ja miałam też za miękkie serce, bo za bardzo syna kochałam. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że pierwsze dziecko zmarło, a syn po urodzeniu ledwo przeżył. Chorował  /sprawy neurologiczne/ przez 13 lat. Lekarze kazali o niego dbać. No i się dbało. A teraz musimy sami o siebie dbać, bo nie mamy rodziny, nawet dalszej, bo nie żyją.

84

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

za duzo daliscie arleta

85

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
nokiaaa napisał/a:

za duzo daliscie arleta

Pewnie tak!  Ale czy można coś jeszcze odwrócić?

86 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-03-12 13:49:05)

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
arleta.b1 napisał/a:

Pewnie tak!  Ale czy można coś jeszcze odwrócić?

Odwrócić się nie da ale jeśli "pozwolicie" synowi ponieść konsekwencje własnej głupoty to może nauczy się czegoś na własnych błędach.

A mnie zainteresował jeden fragment wcześniejszej wypowiedzi:

arleta.b1 napisał/a:

Teraz następne kredyty których nie spłaca, więc banki wysyłają monity, oraz sądy, bo nie płaci alimentów! Była synowa natomiast, tylko chce pieniędzy i "majątku", choć nie pracuje,  wyszła powtórnie za mąż i budują z mężem dom! [...]Zostaliśmy sami i nie mamy recepty na nasz ból.. Pewnie tylko czas może go złagodzić. I gdzie tu popełniliśmy błąd? A może to nie nasza wina?

Mam pytanie dlaczego czujecie się samotni, macie wnuki, nie utrzymujecie z nimi kontaktów? No i dlaczego masz żal do eks synowej, że ona chce "majątku", Twój syn to dupek, nie płaci jej alimentów, więc nic dziwnego że się upomina o pieniądze.
To czy pracuje czy nie to jej sprawa i Tobie nic do tego a to, że z nowym mężem budują dom to dobrze świadczy o nich, realizują wspólne plany, Twój syn nie potrafił stanąć na wysokości zadania.
Zamiast złościć się na jego byłe kobiety, spróbuj się z nimi zaprzyjaźnić, to matki Waszych wnuków, myślę że bardziej odpowiedzialne od syna.

87

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Na dzieci łożą OBOJE rodzice. Takie jest prawo. A była synowa nie ma zamiaru pracować, by coś i od siebie dołożyć. Żąda podwyższenia alimentów, a od nas, czyli od dziadków żąda by też się dokładali. A my możemy, ale nie musimy! Skoro stać ją na budowę domu i wycieczki zagraniczne, to biedy tam nie ma! Z synową miałam bardzo dobre relacje i do niedawna stały kontakt z wnukami. Ale ciągłe żądania wszystko popsuły. Dziadkowie do tej pory wozili wałówki i prezenty, ale wciąż było mało! A my ze skromnych emerytur, nie jesteśmy w stanie więcej dać!  Jaki jest syn, wiadomo. Ale nie zarabia tyle, by móc sprostać takim żądaniom.

88

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
arleta.b1 napisał/a:

Na dzieci łożą OBOJE rodzice. Takie jest prawo. A była synowa nie ma zamiaru pracować, by coś i od siebie dołożyć. Żąda podwyższenia alimentów, a od nas, czyli od dziadków żąda by też się dokładali. A my możemy, ale nie musimy! Skoro stać ją na budowę domu i wycieczki zagraniczne, to biedy tam nie ma! Z synową miałam bardzo dobre relacje i do niedawna stały kontakt z wnukami. Ale ciągłe żądania wszystko popsuły. Dziadkowie do tej pory wozili wałówki i prezenty, ale wciąż było mało! A my ze skromnych emerytur, nie jesteśmy w stanie więcej dać!  Jaki jest syn, wiadomo. Ale nie zarabia tyle, by móc sprostać takim żądaniom.

Ona nie pracuje, więc utrzymuje ją obecny mąż i to jest ich decyzja, nie masz prawa jej oceniać. Twój syn ma obowiązek (nawet gdyby ona była najbogatszą kobietą na świecie a on biedakiem) płacić alimenty! Płaci nie na nią ale na dziecko. Nie ma wytłumaczenia, że zarabia mało, że nie ma, zrobił dziecko ma łożyć na jego utrzymanie.

Co do Twojej sytuacji, nie jest przyjemna rzeczywiście ale zamiast skupiać się na żalu i rozczarowaniu, zacznijcie żyć własnym życiem, masz męża i to najfajniejsze. Można cieszyć się życiem we dwoje, zamiast oszczędzać dla syna czy wnuków, zacznijcie korzystać z życia. Może kino? teatr, spacery, kawiarnia? Jakaś potańcówka w klubie seniora?
Stało się to co się stało, nie odkręcisz tego, spróbuj żyć dla siebie, zadbaj o związek smile

89

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
arleta.b1 napisał/a:

Na dzieci łożą OBOJE rodzice. Takie jest prawo. A była synowa nie ma zamiaru pracować, by coś i od siebie dołożyć. Żąda podwyższenia alimentów, a od nas, czyli od dziadków żąda by też się dokładali. A my możemy, ale nie musimy! Skoro stać ją na budowę domu i wycieczki zagraniczne, to biedy tam nie ma! Z synową miałam bardzo dobre relacje i do niedawna stały kontakt z wnukami. Ale ciągłe żądania wszystko popsuły. Dziadkowie do tej pory wozili wałówki i prezenty, ale wciąż było mało! A my ze skromnych emerytur, nie jesteśmy w stanie więcej dać!  Jaki jest syn, wiadomo. Ale nie zarabia tyle, by móc sprostać takim żądaniom.

a co Ci do tego że synowa nie pracuje?
to jej i jej męza sprawa
dzieciak chyba nie przymiera głodem i na goło nie chodzi?
z tą wałówką i prezentami to nie jest tak że sami nauczyliście?

w sumie zgadzam się ze wszystkim co napisała Joga

90

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Joga, dziękuję za odpowiedź! Właśnie zaczynamy na dobre zajmować się sobą! Wkrótce jedziemy do sanatorium. To na początek. Wiem że syn musi płacić, bo to jego obowiązek. Boli nas tylko to, że pomimo naszej hojności w stosunku do wnuków i pełnego nimi zainteresowania od ich urodzenia, zarzuca się nam brak zainteresowania i kontaktu, jakby to było od zawsze!  Już na początku małżeństwa synowa pytała : "kiedy wreszcie coś dacie"!  Czy to nie bezczelne?  Joga, pozdrawiam!

91

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

"kiedy wreszcie coś dacie" przyznam że nawet do własnego ojca nie śmiałabym tak powiedzieć

92

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
arleta.b1 napisał/a:

Joga, dziękuję za odpowiedź! Właśnie zaczynamy na dobre zajmować się sobą! Wkrótce jedziemy do sanatorium. To na początek. Wiem że syn musi płacić, bo to jego obowiązek. Boli nas tylko to, że pomimo naszej hojności w stosunku do wnuków i pełnego nimi zainteresowania od ich urodzenia, zarzuca się nam brak zainteresowania i kontaktu, jakby to było od zawsze!  Już na początku małżeństwa synowa pytała : "kiedy wreszcie coś dacie"!  Czy to nie bezczelne?  Joga, pozdrawiam!

Pewnie, że bezczelne, bo o ile syn musi płacić pieniądze na dziecko, wy nie musicie. Co prawda w sytuacji gdy nie płaci, synowa chyba może was pociągnąć do odpowiedzialności ale to chyba w skrajnym przypadku. Jest fundusz alimentacyjny i z niego powinna dostawać alimenty.

Fajnie, że jedziecie co sanatorium smile Bawcie się dobrze, zachowujcie jak nastolatki i relaksujcie. Róbcie dużo zdjęć, spacerujcie i poproszę o kolejne plany na "później". Kino, teatr? A może impreza ze znajomymi??? big_smile I pamiętaj, żeby nie siedzieć, nie nakręcać się i nie rozpaczać, bo to bez sensu. Przyjmuj  to co przynosi życie i wyciągaj z niego to co najlepsze dla Ciebie smile


Ps. Co do syna, niewiele możecie już zrobić albo (jak alkoholik) sięgnie dna i się od niego odbije albo już tam zostanie, za głupotę trzeba płacić niestety.

93

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
lena812 napisał/a:
arleta.b1 napisał/a:

Na dzieci łożą OBOJE rodzice. Takie jest prawo. A była synowa nie ma zamiaru pracować, by coś i od siebie dołożyć. Żąda podwyższenia alimentów, a od nas, czyli od dziadków żąda by też się dokładali. A my możemy, ale nie musimy! Skoro stać ją na budowę domu i wycieczki zagraniczne, to biedy tam nie ma! Z synową miałam bardzo dobre relacje i do niedawna stały kontakt z wnukami. Ale ciągłe żądania wszystko popsuły. Dziadkowie do tej pory wozili wałówki i prezenty, ale wciąż było mało! A my ze skromnych emerytur, nie jesteśmy w stanie więcej dać!  Jaki jest syn, wiadomo. Ale nie zarabia tyle, by móc sprostać takim żądaniom.

a co Ci do tego że synowa nie pracuje?
to jej i jej męza sprawa
dzieciak chyba nie przymiera głodem i na goło nie chodzi?
z tą wałówką i prezentami to nie jest tak że sami nauczyliście?

w sumie zgadzam się ze wszystkim co napisała Joga

A to mi do tego że była synowa nie pracuje,  że na dzieci łożą oboje rodzice!   A że przyzwyczailiśmy ?  Że dawaliśmy /nawet mieszkanie!/, to też źle?  Jakbyśmy  nic nie dali, to napisałabyś pewnie że sknery..  A tak na marginesie, to synowa wtedy mieszkania nie chciała jak nie będzie na syna przepisane i jak jej  tam nie zameldujemy!  Trudno w to uwierzyć, co?

94

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Dzięki Joga! Tak właśnie planujemy! Napiszę za jakiś czas jak się wszystko potoczyło. Pozdrawiam ciepło!   :-)

95

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.

Arleta nie chodzi o to ze masz wcale nie dawac,mozesz ale wiesz w granicach rozsadku
Na tyle na ile cie stac a nie bo ktos chce i juz

96

Odp: Relacje z dorosłymi dziećmi.
lena812 napisał/a:

Arleta nie chodzi o to ze masz wcale nie dawac,mozesz ale wiesz w granicach rozsadku
Na tyle na ile cie stac a nie bo ktos chce i juz

No właśnie. Nie wtedy jak ktoś żąda na siłę. Możemy dać, ale  wtedy kiedy my chcemy, bo to nasza dobra wola. No chyba żeby sąd  nakazał alimenty od dziadków. Przykre to jest, jak  jeszcze do niedawna była to nasza rodzina, a teraz zanosi się na to że  wrogość i żądania wezmą górę. A syn? Serce nam się kroi że marnuje młode lata. A mógłby mieć wszystko, albo przynajmniej prawie wszystko. Bo chcieliśmy zapewnić mu start w dorosłość /nie jeden tak by chciał!/, ale on wybrał inną drogę. I nie rozumiemy dlaczego?!  Chyba że jeszcze zmądrzeje. Oby nie za późno!

Posty [ 66 do 97 z 97 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Relacje z dorosłymi dziećmi.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026