Benita72 napisał/a:Nie. Smierc ukochanego zwierzaka to nie jest problem emocjonalny, to zmartwienie. Wszyscy mamy zmartwienia roznego rodzaju. Wtedy jest nam zle, ale nasz stan jest zrozumialy dla nas i innych. I przemijający. Bo kazda zaloba, nawet najglebsza, mija.
Natomaist jesli ktos czuje sie niezmiennie smutny albo gorszy od innych, albo boi sie wyjsc z domu, choc nie ma po temu realnych powodow, albo sie okalecza, - to jest to jego problem emocjonalny. I nie jest to ocena, tym bardziej pejoratywna, tylko stwierdzenie faktu. Pomoc przyjaciela (prawdziwego) w tym wypadku, jest moim zdaniem jedna - udaj sie po fachową pomoc.
Dla mojej skromnej osoby, śmierć ukochanego psa nie, była zmartwieniem. Stanowiła problem emocjonalny i wcale się tego nie wstydzę. Przecież miłość, także należy do świata emocji. Zdarza się, że żałoba nigdy nie mija. Człowiek się do niej przyzwyczaja, żyje z nią, ale ona się nie kończy.
Przy kazdym z "realnych problemów" opisanych przez Benite przydatny teoretycznie jest terapeuta. tylko czy on rzeczywiscie tak superowo pomaga?