vinnga napisał/a:Myślę, że bardzo rzadko się zdarza, żeby obie strony były z takiego układu zadowolone.
Autorka sama napisała, że kiedyś była zupełnie inna - była radosną, towarzyską dziewczyną z planami i pasjami.
Potem zmieniła się w służącą. Bo wydawało jej się, że tak okazuje miłość i że jej facet to docenia.
Wydawało jej się...
Jej facet (co też sama napisała) odszedł do innej - niezależnej, radosnej, z planami i pasjami. Czy to nie jest bardzo wymowne?
Aż za bardzo...
vinnga napisał/a:Mnie najbardziej uderzyło to, że Krukruki obarczyła faceta odpowiedzialnością za nią samą. Te wszystkie teksty o jej delikatności, kruchości, że ma się z nią delikatnie obchodzić. Późniejsze słowa o tym, że ją skrzywdził opuszczając w chorobie. To straszny obrazek. Mężczyźni pragną mieć PARTNERKĘ. Ani nie służącą, ani nie delikatne stworzonko, które bez nich umrze. Bardzo trudno jest unieść całkowitą odpowiedzialność za szczęście drugiej osoby. świadomość, że jest się jej powietrzem i sensem jej życia. To nie jest środowisko do rozwoju miłości, tylko jakiejś formy uzależnienia.
Wczoraj wieczorem rozmawiał o tym z moją Mamą...i doszłam do podobnych przemyśleń...że tak naprawdę żaden człowiek nie jest w stanie udźwignąć takiej miłości. Miłości całkowitej, osaczającej, inwazyjnej, takiej do końca. Jeżeli ktoś jest wierzący (ja jestem), to jedynym, co mi się nasuwa to to, że taką miłość człowieka jest w stanie udźwignąć tylko Bóg.
Niestety zrobiłam sobie z niego Boga. Bożka. Człowieka, dla którego ja zrobię wszystko, będę żyła według jego zasad i pragnień, a on otoczy mnie opieką, i poniesie na swoich plecach, gdy będzie źle. że będzie, tak jak ja byłam, o każdej porze dnia i nocy w pogotowiu. Nikt tego nie uniesie.
Co do porównania o tym, żeby mnie nie upuścił - byłam w bardzo kiepskim stanie psychicznym, nafaszerowana antydepresantami, benzodiazepinami i innym tego typu cholerstwem (które, nota bene, pozwoliło mi przeżyć). Wtedy, w tym okresie, w przebłyskach zdrowego myślenia, dochodziło do mnie, że jestem strasznie słaba. słaba i krucha, rozwalona od środka. że nie udźwignę kolejnego ciosu. I dlatego mu to powiedziałam: jeżeli postanowisz ze mną być, to trzymaj mnie w rekach i nie upuść. A jeżeli czujesz, że nie dasz rady, to odstaw delikatnie. Prosiłam o to. Że, jeżeli wie, że nie chce ze mną być, to rozstańmy się spokojnie. Delikatnie. Wtedy chyba jeszcze nie był z koleżanką z pracy.
Mam pretensje o to, że powiedział, obiecał, zobowiązał się, że mnie nie upuści, nie potłucze. Miał wybór, dałam mu wybór. Jeżeli chcesz odejść-odejdź. Ale bez upokarzania mnie jako kobiety. A on obiecał, został i w najlepsze zaczął romans, dopóki ta druga nie powiedziała mu, że go bardzo kocha i żyć bez niego nie może. Wtedy mnie pieprznął o ziemię.Chodzi mi o to, że miał wybór, że mógł mnie aż tak bardzo nie ranić. Ale tego nie zrobił.