netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

148 odpowiedzi13 799 wyświetleńzałożony przez krukruki, 18.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 149 ]

66

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

krukruki - tak czytam Twoją historię i jedna rzecz mi się nasuwa. Wiesz, poznaliście się jak Ty byłaś bardzo młoda, miałaś 18 lat, człowiek co 5-7 lat zmienia się totalnie. Chce innych rzeczy od życia, ma inne potrzeby i oczekiwania. On chce po prostu innego życia dla siebie, z tego co piszesz, nie szliście przez ten cały czas tym samym torem. Mieliście inne aspiracje, poglądy, doświadczaliście innych rzeczy na co dzień. Wydaje mi się, że Ty byś chciała wciąż utrzymywać status quo, nie zmieniać nic za bardzo w tym związku. Albo chciałaś i on też, ale każde z Was miało inne wyobrażenie na temat tego. Trudno jest się pogodzić z taką rozłąką, ale on chciał innego życia. Było mu o tyle łatwiej je zakończyć, bo kogoś poznał i się zauroczył. Może gdyby tego nie było, dalej tkwilibyście w tej relacji, która nikomu nie przynosiła szczęścia.

A o to obcinanie paznokci się nie martw - tak okazywałaś miłość. Jeśli ktoś następny będzie tego chciał i będzie się z tego cieszył, to dalej pozostawaj sobą. Choć po tym co Cię spotkało, na pewno przewartościujesz swoje życie i się zmienisz. Na lepsze na pewno.

67

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Do krukruki..

Ok, a pięty szorowałaś bo co.. bo plecy bolały i ciężko było się schylić, proszę Cię...
nikt nie mówi,że tym chciałaś mu zaimponować.. robiłaś to z miłości..., ale są pewne granicę wiesz jak się to czyta to mam wrażenie,że chętnie byś tyłek pudrem zasypała jakby go zaszczypał.
Nie tędy droga.. Kochana tak jak było wcześniej pisane, gdzie był Twój czas,gdzie byłaś Ty? Tliłaś się gdzieś tam w cieniu męża,zapomniałaś o sobie a mężczyzna przy takiej kobiecie która flaki sobie wypruwa,żeby tylko jemu było dobrze i ze wszystkim i we wszystkim się wypala.. taki maminsynek przedłużony w małżeństwie.On o nic się nie musi starać.. bo się przyzwyczaił,że całe życie to o niego się starano, widzisz a skupił się na babie, która była niezależna z pasją itd.. dbała o siebie o swój rozwój.

Proszę weź sobie na to poprawkę i nie popełniaj tych samych błędów w następnym związku, który prędzej czy później Cię zaskoczy, swoją drogą bardzo Ci współczuję że tak Cię skrzywdził ten masłem smarowany dupek. niech sobie żyje z ta tańczącą glizdą, a Ty skup się na sobie,najpierw przepracuj swoje cierpienie a potem dużo sił Ci zyczę i do przodu

68

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Najwieksza bzdurą jakakolwiek  słyszałam jest to ze   zostawia sie kogos bo był za dobry!

A Jezus też mył stopy swoim uczniom i nikogo to nie dziwi.

69

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

By z kim byc, by ktos chcial z nami byc, nie trzeba sie poswiecac ( czytaj : robic czegos co nam szkodzi a temu drugiemu ma "ulatwiac ".
Wystarczy byc.

Nie pisze tego w jakims celu, by Ciebie zdolowac. Tak po prostu JEST.

Wiem, dziękuję za każde słowo. To jest moje marzenie - po prostu być...i żeby to była ta podstawa, która starcza...

70

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
agda17 napisał/a:

Najwieksza bzdurą jakakolwiek  słyszałam jest to ze   zostawia sie kogos bo był za dobry!

A Jezus też mył stopy swoim uczniom i nikogo to nie dziwi.

Przecież nie chodzi tutaj o umycie pleców, obcięcie paznokci czy inne czynności wykonywane dla drugiej osoby, tylko o postawę wiernopoddańczą. I znowu, jeśli obydwojgu taka postawa odpowiada, obydwoje są zadowoleni z takiego układu relacji, to nikomu nic do tego. Jednakże autorka wątku chce poznać przyczyny rozpadu jej związku. Taka postawa mogła być jedną z nich. Jedną, nie jedyną.

71

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
lilka987 napisał/a:

krukruki - tak czytam Twoją historię i jedna rzecz mi się nasuwa. Wiesz, poznaliście się jak Ty byłaś bardzo młoda, miałaś 18 lat, człowiek co 5-7 lat zmienia się totalnie. Chce innych rzeczy od życia, ma inne potrzeby i oczekiwania. On chce po prostu innego życia dla siebie, z tego co piszesz, nie szliście przez ten cały czas tym samym torem. Mieliście inne aspiracje, poglądy, doświadczaliście innych rzeczy na co dzień. Wydaje mi się, że Ty byś chciała wciąż utrzymywać status quo, nie zmieniać nic za bardzo w tym związku. Albo chciałaś i on też, ale każde z Was miało inne wyobrażenie na temat tego. Trudno jest się pogodzić z taką rozłąką, ale on chciał innego życia. Było mu o tyle łatwiej je zakończyć, bo kogoś poznał i się zauroczył. Może gdyby tego nie było, dalej tkwilibyście w tej relacji, która nikomu nie przynosiła szczęścia.

Zgadzam się z tym...tylko że utrzymanie status quo nie odcinało możliwości zmian. Chodzi o utrzymanie najważniejszych dla mnie wartości (kocham, szanuję, nie zdradzam, nie okłamuję) jako fundamentu. Wymyślałam milion sposobów na to, żeby zmienić nasze życie, pytałam go o to, co by chciał zmienić, co mu nie pasuje, jak sobie wyobraża życie. Mówił mi, że nie chce nic zmieniać, że czuje się bardzo dobrze w tym, co jest. Teraz wiem, że po prostu kłamał, bo nie miał odwagi powiedzieć: jedyną zmianą jakiej chcę, to to, żebyś zniknęła z mojego życia, bo już Cię nie kocham, bo kocham kogoś innego.

lilka987 napisał/a:

A o to obcinanie paznokci się nie martw - tak okazywałaś miłość. Jeśli ktoś następny będzie tego chciał i będzie się z tego cieszył, to dalej pozostawaj sobą. Choć po tym co Cię spotkało, na pewno przewartościujesz swoje życie i się zmienisz. Na lepsze na pewno.

Żadnych paznokci szorowania stópek i krochmalenia koszulek, żeby pięknie się prezentowały....odkąd odszedł nie mogę dotknąć żelazka...:) Coś już się zmienia:) Ściskam!

72

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:

Przecież nie chodzi tutaj o umycie pleców, obcięcie paznokci czy inne czynności wykonywane dla drugiej osoby, tylko o postawę wiernopoddańczą. I znowu, jeśli obydwojgu taka postawa odpowiada, obydwoje są zadowolenie z takiego układu relacji, to nikomu nic do tego. Jednakże autorka wątku chce poznać przyczyny rozpadu jej związku. Taka postawa mogła być jedną z nich. Jedną, nie jedyną.

Myślę, że bardzo rzadko się zdarza, żeby obie strony były z takiego układu zadowolone.
Autorka sama napisała, że kiedyś była zupełnie inna - była radosną, towarzyską dziewczyną z planami i pasjami.
Potem zmieniła się w służącą. Bo wydawało jej się, że tak okazuje miłość i że jej facet to docenia.
Wydawało jej się...
Jej facet (co też sama napisała) odszedł do innej - niezależnej, radosnej, z planami i pasjami. Czy to nie jest bardzo wymowne?

Mnie najbardziej uderzyło to, że Krukruki obarczyła faceta odpowiedzialnością za nią samą. Te wszystkie teksty o jej delikatności, kruchości, że ma się z nią delikatnie obchodzić. Późniejsze słowa o tym, że ją skrzywdził opuszczając w chorobie. To straszny obrazek. Mężczyźni pragną mieć PARTNERKĘ. Ani nie służącą, ani nie delikatne stworzonko, które bez nich umrze. Bardzo trudno jest unieść całkowitą odpowiedzialność za szczęście drugiej osoby. świadomość, że jest się jej powietrzem i sensem jej życia. To nie jest środowisko do rozwoju miłości, tylko jakiejś formy uzależnienia.

73

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
poly28 napisał/a:

Ok, a pięty szorowałaś bo co.. bo plecy bolały i ciężko było się schylić, proszę Cię...
nikt nie mówi,że tym chciałaś mu zaimponować.. robiłaś to z miłości..., ale są pewne granicę wiesz jak się to czyta to mam wrażenie,że chętnie byś tyłek pudrem zasypała jakby go zaszczypało

Masz dobre wrażenie Poly...tak było...ja go zabolała głowa, to dawałam proszek, robiłam kompres i masowałam...jak się skaleczył, to zalewałam wodą utlenioną, dmuchałam i naklejałam plasterek... tak było...faktycznie, teraz jak tak sobie myślę, to traktowałam go jak dziecko, a nie jak mężczyznę...


poly28 napisał/a:

Nie tędy droga.. Kochana tak jak było wcześniej pisane, gdzie był Twój czas,gdzie byłaś Ty? Tliłaś się gdzieś tam w cieniu męża,zapomniałaś o sobie a mężczyzna przy takiej kobiecie która flaki sobie wypruwa,żeby tylko jemu było dobrze i ze wszystkim i we wszystkim się wypala.. taki maminsynek przedłużony w małżeństwie.On o nic się nie musi starać.. bo się przyzwyczaił,że całe życie to o niego się starano, widzisz a skupił się na babie, która była niezależna z pasją itd.. dbała o siebie o swój rozwój.

To prawda...to mnie boli najbardziej...bo sama z siebie zrobiłam kocmołucha, w dobrej wierze, ale sama to zrobiłam...stałam się nieciekawa, bezsensowna, wiecznie przestraszona, w dodatku przyszła choroba, której on nie mógł znieść, bo wtedy byłam baaaardzo dziwna...Wybrał prawdziwą kobietę. Wybrał kobietę, która potrafi zaspokoić jego potrzeby. Potrzeby wyższe.  Ja widocznie zaspakajałam te niższe. No i przestał mnie kochać...powiedział, że czuje do mnie ogromna sympatię, przywiązanie, szacunek (?),że jestem mądra, piękna, oddana, że nigdy go nie zawiodłam,  ale to nie jest miłość. Że miłością jest to, co on czuje do tej drugiej kobiety. To motylki w brzuchu.

poly28 napisał/a:

Proszę weź sobie na to poprawkę i nie popełniaj tych samych błędów w następnym związku, który prędzej czy później Cię zaskoczy, swoją drogą bardzo Ci współczuję że tak Cię skrzywdził ten masłem smarowany dupek. niech sobie żyje z ta tańczącą glizdą, a Ty skup się na sobie,najpierw przepracuj swoje cierpienie a potem dużo sił Ci zyczę i do przodu

To prawda, w domu rodzinnym nie miał żadnych obowiązków, brakowało mu tylko ptasiego mleczka...mama i tata bardzo go kochają, mają go tylko jednego....i dbali o niego, chuchali i dmuchali...wydawało mi się, że jak jest do tego przyzwyczajony, to po prostu ja też muszę taka być...
Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będę z jakimkolwiek mężczyzną, ale wiem jedno...jeżeli tak będzie, o chciałabym, żeby on był Mężczyzną przez duże M. Dziękuję bardzo, zawsze w stronę słońca...:)

74

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:
agda17 napisał/a:

Najwieksza bzdurą jakakolwiek  słyszałam jest to ze   zostawia sie kogos bo był za dobry!

A Jezus też mył stopy swoim uczniom i nikogo to nie dziwi.

Przecież nie chodzi tutaj o umycie pleców, obcięcie paznokci czy inne czynności wykonywane dla drugiej osoby, tylko o postawę wiernopoddańczą. I znowu, jeśli obydwojgu taka postawa odpowiada, obydwoje są zadowoleni z takiego układu relacji, to nikomu nic do tego. Jednakże autorka wątku chce poznać przyczyny rozpadu jej związku. Taka postawa mogła być jedną z nich. Jedną, nie jedyną.

Na pewno była. Może nie postawa wiernopoddańcza, ale całkowity brak asertywności i tożsamości.

75

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:
agda17 napisał/a:

Najwieksza bzdurą jakakolwiek  słyszałam jest to ze   zostawia sie kogos bo był za dobry!

A Jezus też mył stopy swoim uczniom i nikogo to nie dziwi.

Przecież nie chodzi tutaj o umycie pleców, obcięcie paznokci czy inne czynności wykonywane dla drugiej osoby, tylko o postawę wiernopoddańczą. I znowu, jeśli obydwojgu taka postawa odpowiada, obydwoje są zadowoleni z takiego układu relacji, to nikomu nic do tego. Jednakże autorka wątku chce poznać przyczyny rozpadu jej związku. Taka postawa mogła być jedną z nich. Jedną, nie jedyną.

Wielokropku,ja doskonale wiem o co chodzi i zgadzam sie z tobą.
A porównanie do Jezusa nasuneło mi sie stąd że momentami ta miłosc własnie tak mi  sie kojarzy jako  biblijna,mistyczna, fanatyczna ta o której nauczał Jezus.

76

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
vinnga napisał/a:

Myślę, że bardzo rzadko się zdarza, żeby obie strony były z takiego układu zadowolone.
Autorka sama napisała, że kiedyś była zupełnie inna - była radosną, towarzyską dziewczyną z planami i pasjami.
Potem zmieniła się w służącą. Bo wydawało jej się, że tak okazuje miłość i że jej facet to docenia.
Wydawało jej się...
Jej facet (co też sama napisała) odszedł do innej - niezależnej, radosnej, z planami i pasjami. Czy to nie jest bardzo wymowne?

Aż za bardzo...

vinnga napisał/a:

Mnie najbardziej uderzyło to, że Krukruki obarczyła faceta odpowiedzialnością za nią samą. Te wszystkie teksty o jej delikatności, kruchości, że ma się z nią delikatnie obchodzić. Późniejsze słowa o tym, że ją skrzywdził opuszczając w chorobie. To straszny obrazek. Mężczyźni pragną mieć PARTNERKĘ. Ani nie służącą, ani nie delikatne stworzonko, które bez nich umrze. Bardzo trudno jest unieść całkowitą odpowiedzialność za szczęście drugiej osoby. świadomość, że jest się jej powietrzem i sensem jej życia. To nie jest środowisko do rozwoju miłości, tylko jakiejś formy uzależnienia.

Wczoraj wieczorem rozmawiał o tym z moją Mamą...i doszłam do podobnych przemyśleń...że tak naprawdę żaden człowiek nie jest w stanie udźwignąć takiej miłości. Miłości całkowitej, osaczającej, inwazyjnej, takiej do końca. Jeżeli ktoś jest wierzący (ja jestem), to jedynym, co mi się nasuwa to to, że taką miłość człowieka jest w stanie udźwignąć tylko Bóg.

Niestety zrobiłam sobie z niego Boga. Bożka. Człowieka, dla którego ja zrobię wszystko, będę żyła według jego zasad i pragnień,  a on otoczy mnie opieką, i poniesie na swoich plecach, gdy będzie źle. że będzie, tak jak ja byłam, o każdej porze dnia i nocy w pogotowiu. Nikt tego nie uniesie.

Co do porównania o tym, żeby mnie nie upuścił - byłam w bardzo kiepskim stanie psychicznym, nafaszerowana antydepresantami, benzodiazepinami i innym tego typu cholerstwem (które, nota bene, pozwoliło mi przeżyć). Wtedy, w tym okresie, w przebłyskach zdrowego myślenia, dochodziło do mnie, że jestem strasznie słaba. słaba i krucha, rozwalona od środka. że nie udźwignę kolejnego ciosu. I dlatego mu to powiedziałam: jeżeli postanowisz ze mną być, to trzymaj mnie w rekach i nie upuść. A jeżeli czujesz, że nie dasz rady, to odstaw delikatnie. Prosiłam o to. Że, jeżeli wie, że nie chce ze mną być, to rozstańmy się spokojnie. Delikatnie. Wtedy chyba jeszcze nie był z koleżanką z pracy.

Mam pretensje o to, że powiedział, obiecał, zobowiązał się, że mnie nie upuści, nie potłucze. Miał wybór, dałam mu wybór. Jeżeli chcesz odejść-odejdź. Ale bez upokarzania mnie jako kobiety. A on obiecał, został i w najlepsze zaczął romans, dopóki ta druga nie powiedziała mu, że go bardzo kocha i żyć bez niego nie może. Wtedy mnie pieprznął o ziemię.Chodzi mi o to, że miał wybór, że mógł mnie aż tak bardzo nie ranić. Ale tego nie zrobił.

77

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
agda17 napisał/a:

A porównanie do Jezusa nasuneło mi sie stąd że momentami ta miłosc własnie tak mi  sie kojarzy jako  biblijna,mistyczna, fanatyczna ta o której nauczał Jezus.

Dla mnie właśnie taka była ta miłość...właśnie taka...tak ją czułam...doskonale to ujęłaś, doskonale!!!!!!

78

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
vinnga napisał/a:

(...)
Mnie najbardziej uderzyło to, że Krukruki obarczyła faceta odpowiedzialnością za nią samą. Te wszystkie teksty o jej delikatności, kruchości, że ma się z nią delikatnie obchodzić. Późniejsze słowa o tym, że ją skrzywdził opuszczając w chorobie. To straszny obrazek. Mężczyźni pragną mieć PARTNERKĘ. Ani nie służącą, ani nie delikatne stworzonko, które bez nich umrze. Bardzo trudno jest unieść całkowitą odpowiedzialność za szczęście drugiej osoby. świadomość, że jest się jej powietrzem i sensem jej życia. To nie jest środowisko do rozwoju miłości, tylko jakiejś formy uzależnienia.

Oczywiście, taka postawa jest niezwykle obciążająca dla drugiej osoby. Bo z jednej strony taka "mala", taka delikatna, taka krucha, taka poświęcająca się, taka dobra, taka robiąca wszystko, by druga osoba była szczęśliwą, a z drugiej strony... no właśnie. Jak być szczerym w takim układzie? Jak zwrócić uwagę tej kruchej i wrażliwej istocie? Jak powiedzieć, że lubi się samemu oddychać? Jak to wszystko zrobić, powiedzieć, by nie uszkodzić tej laleczki z kruchej porcelany? Trzeba być brutalem, nieczułym, chamskim, niewdzięcznym.

Niektórzy robią dobrą minę do złej gry i gdy już nie mogą oddychać, w obronie własnego życia, uciekają.

Przeczytałam to, co przed chwilą napisałaś, agda17. Miłość fanatyczna? Chroń nas wszystkich przed nią i jej skutkami.

79

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
agda17 napisał/a:

A porównanie do Jezusa nasuneło mi sie stąd że momentami ta miłosc własnie tak mi  sie kojarzy jako  biblijna,mistyczna, fanatyczna ta o której nauczał Jezus.

Dla mnie właśnie taka była ta miłość...właśnie taka...tak ją czułam...doskonale to ujęłaś, doskonale!!!!!!

ale mistyczna i fanatyczna milosc nie jest zdrowa(rzepraszam wszystkich wierzacych ze akurat w tym miejscu to pisze )
To wymyslona milosc. Nafaszerowana jakimis wyobrazeniami o milosci, czyms egzaltowanym i nierealnym.
Z jednego powodu, bo zaden czlowiek nie jest idealem i nie sprosta takiemu postawieniu na swieczniku/oltarzu.

80

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:
krukruki napisał/a:
agda17 napisał/a:

A porównanie do Jezusa nasuneło mi sie stąd że momentami ta miłosc własnie tak mi  sie kojarzy jako  biblijna,mistyczna, fanatyczna ta o której nauczał Jezus.

Dla mnie właśnie taka była ta miłość...właśnie taka...tak ją czułam...doskonale to ujęłaś, doskonale!!!!!!

ale mistyczna i fanatyczna milosc nie jest zdrowa(rzepraszam wszystkich wierzacych ze akurat w tym miejscu to pisze )
To wymyslona milosc. Nafaszerowana jakimis wyobrazeniami o milosci, czyms egzaltowanym i nierealnym.
Z jednego powodu, bo zaden czlowiek nie jest idealem i nie sprosta takiemu postawieniu na swieczniku/oltarzu.

Raczej nie miłość fanatyczna...ale mistyczna. Taka tylko nasza. Niepowtarzalna. Potrafiąca kruszyć góry. Taka miłość walcząca. Miłość, dla której zrobimy wszystko.
Wiecie co, w tym momencie przypomniała mi się scena z jakiegoś filmu. Nie pamiętam, co to był za film, musiałam go oglądać, jak byłam dzieckiem.
Dwoje ludzi, bardzo się kochających. Bardzo, bardzo ubogich. Zbliżały się Święta i nie mieli pieniędzy, żeby sobie coś podarować.

Ona obcięła i sprzedała to co miała najcenniejsze: swoje piękne, długie włosy, żeby kupić jemu łańcuszek do zegarka, który był najcenniejszą rzeczą, która do niego należała.
On sprzedał to, co miał najcenniejszego: swój zegarek, żeby kupić grzebień do jej pięknych, długich włosów.

To jest dla mnie taka miłość. Że potrafimy się wyrzec najcenniejszego dla tej drugiej osoby.

Z resztą, cytat w moim podpisie pochodzi z filmu "Przełamując fale". Kto oglądał, to wie o czym mówię. To była bajka, oczywiście, ale chodzi o pewien sens. Chodzi o wiarę w sprawczą moc miłości. O wiarę w jej siłę uzdrawiania naszych dusz i przywar. O to chodzi...

81

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Ale co tu zwalac cala wine na autorke i jej postawe. OK, dla mnie tez zbyt ulegla ale nie mozna tylko tu dopatrywac sie przyczyn odejscia. Prawie maz mojej kuzynki zostawil jej kartke na stole kilka dni przed slubem (zaproszenia rozeslane, wszystko gotowe, zero klotni czy innych symptomow rozstania), ze odchodzi, bo ona jest za gruba (bzdura, bo dziewczyna ma figure szczupla i wysportowana ale nie jest chuchrem i anorektyczka) i UWAGA: za dobrze gotuje. Zadna ulegla kobieta, w policji pracuje i asertywnosci jej nie brak. Mozna znalezc powod? Mozna.

A iluz to odchodzi od wspanialych i madrych i niezaleznych kobiet do kocmoluchow jakichs, bez skonczonej podstawowki, bezrobotnej, bez ambicji..tylko dlatego, ze sie odkochali i znalezli kobiete zycia? Nie ma na to reguly. Odchodza do mlodszych, starszych, ladniejszych, brzydszych - nie doszukujcie sie winy w sobie kobiety. Skoro tyle mowil a tak postapil to jest tylko jedno okreslenie i wyjasnienie na calosc - kawal sk..la i juz. I Tobie krukruki zyczyc nalezy, zebys jak najszybciej otworzyla oczy i zobaczyla, z kim tak naprawde mialas przez tyle lat do czynienia. W nastepnym zwiazku wiecej asertywnosci i zdrowego egoizmu dorzuc.

82

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

Ale co tu zwalac cala wine na autorke i jej postawe. OK, dla mnie tez zbyt ulegla ale nie mozna tylko tu dopatrywac sie przyczyn odejscia. Prawie maz mojej kuzynki zostawil jej kartke na stole kilka dni przed slubem (zaproszenia rozeslane, wszystko gotowe, zero klotni czy innych symptomow rozstania), ze odchodzi, bo ona jest za gruba (bzdura, bo dziewczyna ma figure szczupla i wysportowana ale nie jest chuchrem i anorektyczka) i UWAGA: za dobrze gotuje. Zadna ulegla kobieta, w policji pracuje i asertywnosci jej nie brak. Mozna znalezc powod? Mozna.

Jak chcesz uderzyć psa, zawsze kij się znajdzie...

Mussuka napisał/a:

I Tobie krukruki zyczyc nalezy, zebys jak najszybciej otworzyla oczy i zobaczyla, z kim tak naprawde mialas przez tyle lat do czynienia. W nastepnym zwiazku wiecej asertywnosci i zdrowego egoizmu dorzuc.

Jeżeli jeszcze mnie ktoś zechce, to postaram się tego nauczyć:)

83 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-19 14:26:34)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Chodzi o wiarę w sprawczą moc miłości. O wiarę w jej siłę uzdrawiania naszych dusz i przywar. O to chodzi...

ale ja mam wiare w sprawcza moc milosci, krukruki. I ja tez jestem romatyczka (chyba )

ale to nie zmienia faktu, ze widze u Ciebie takie a nie inne cechy/postawy.
Z jednej strony jestes na pewno fajna babka, wrazliwa i delikatna.
Ale nie potrafisz ( tylko na podstawie tego co nam napisalas wnioskuje ) zadbac o siebie jak jestes w zwiazku.Moze jestes uzalezniona od milosci ?od dawania ? a nie potrafisz brac?

Nie wiem, odnajdz to z kims madrzejszym od nas. Porozmawiaj z kims , kto sie na tym zna . I wie jak to sie je.

84

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Przeczytałam to, co przed chwilą napisałaś, agda17. Miłość fanatyczna? Chroń nas wszystkich przed nią i jej skutkami

i przed wszystkim co z fanatyzmem związane.

85

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Jeżeli jeszcze mnie ktoś zechce, to postaram się tego nauczyć:)

ale czemu ma nie zechcec? Mloda jestes, madra, ladna (jesli to Twoje zdjecie w awatarze). I do tego dobra, moze az za ale bez przesady. Sa tacy, ktorzy by taka kobiete na rekach nosili i w rece calowali. Ale to nie byl ten Twoj, on chcial kobiety wampa, weza, bizneswoman - Ty taka nie jestes. Lepiej, ze teraz sobie poszedl, krzyz mu na droge.

Nie rozpaczaj, on by Ci cale zycie zmarnowal, bo wybitnie mial postawe roszczeniowa. Ty badz dobra ale dla kogos, kto tez bedzie dobry i kto to doceni. Widzisz, ja tez moge plecy swojemu partnerowi umyc czy go pomasowac czy kanapki do pracy robic albo pomoc obciac paznokcie u lewej czy prawej dloni - tylko, ze on o to PROSI ladnie (nie zada) i on za to DZIEKUJE. To duza roznica.

Naucz sie dawac ale tak aby bylo to docenione i szanowane. A teraz daj cos sobie i przestan juz o sobie w negatywny sposob pisac i myslec, zadnym psem nie jestes. I jeszcze dodam tylko, ze predzej czy pozniej on stanie na Twojej drodze, nawet przypadkiem. Niech nie zobaczy wtedy slabej, zaleknionej, zalamanej i smutnej kobiety. Zrob wszystko, na zewnatrz i wewnatrz siebie, aby mu szczeka opadla przy tym spotkaniu. Nie o fryzjera mi chodzi (to tez), ale o to jak Ty na niego spojrzysz i jak sie odezwiesz. Z godnoscia i duma z samej siebie. Nad tym czas juz teraz pocwiczyc, nie czekajac na kolejnego partnera.

86

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Błagam...i niech następny sobie sam pięty trze i paznokcie obcina smile
Brrr...aż mna wstrząsnęło.

87

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

KRUKRUKI, nie umiem tak kochac jak ty,nigdy tak nie kochałam. W sumie przy Tobie moge powiedziec  ze nie wiem czym jest miłośc.
Ktos kiedys powiedział ,, ten kto nigdy naprawde nie kochał,nigdy naprawde nie żył,,.

88

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

agda17,
ile ludzi, tyle...ehm...milosci

89

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

I ja tez jestem romatyczka (chyba )

Wbrew pozorom nie jestem romantyczką:) Naprawdę:)


pomaranczowa 1 napisał/a:

Ale nie potrafisz ( tylko na podstawie tego co nam napisalas wnioskuje ) zadbac o siebie jak jestes w zwiazku.Moze jestes uzalezniona od milosci ?od dawania ? a nie potrafisz brac?

Tego nie wiem, jedyne, co chciałabym wziąć od drugiej osoby to spokój i pewność, że będzie przy mnie, gdy będzie taka potrzeba. Reszta sama się ułoży. Więcej chyba nie potrzebuję.


pomaranczowa 1 napisał/a:

Nie wiem, odnajdz to z kims madrzejszym od nas. Porozmawiaj z kims , kto sie na tym zna . I wie jak to sie je.

Wielu psychologów i terapeutów próbowało...myślałam, że może oni pomogą, ale są zbyt tendencyjni światopoglądowo. Nie dali rady.
Dlatego tutaj zajrzałam. Uwielbiam ludzi, uwielbiam ich słuchać. Właśnie z Waszych opinii i przemyśleń Dziewczyny czerpię najwięcej. Czasem mam wrażenie, że jak pewien temat przejdzie przez filtry różnych głów i serc to się krystalizuję. Każdy ma w sobie mądrość wszechświata:) Oh god, jakie to było patetyczne...ale, kurczę, tak jest smile

90

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
agda17 napisał/a:

KRUKRUKI, nie umiem tak kochac jak ty,nigdy tak nie kochałam. W sumie przy Tobie moge powiedziec  ze nie wiem czym jest miłośc.
Ktos kiedys powiedział ,, ten kto nigdy naprawde nie kochał,nigdy naprawde nie żył,,.

agda17 - Błagam Cie, nie mów tak. Każdy szyje swoją miłość na swoją miarę. Ilu ludzi, tyle miar. Każdy człowiek potrafi kochać. Nie ma miłości lepszej i gorszej. Pełniejszej i mniej pełnej. Prawdziwej i nieprawdziwej. Każda miłość, którą czujemy w sercu jest prawdziwa. Bo jest w naszym sercu i jest nasza. Bo ją czujemy.

91 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-19 14:58:29)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
pomaranczowa 1 napisał/a:

I ja tez jestem romatyczka (chyba )

Wbrew pozorom nie jestem romantyczką:) Naprawdę:)


pomaranczowa 1 napisał/a:

Ale nie potrafisz ( tylko na podstawie tego co nam napisalas wnioskuje ) zadbac o siebie jak jestes w zwiazku.Moze jestes uzalezniona od milosci ?od dawania ? a nie potrafisz brac?

Tego nie wiem, jedyne, co chciałabym wziąć od drugiej osoby to spokój i pewność, że będzie przy mnie, gdy będzie taka potrzeba. Reszta sama się ułoży. Więcej chyba nie potrzebuję.

ale caly Witz polega wlasnie na tym, by zrozumiec, ze TEJ PEWNOSCI nikt nam nigdy nie da.
Bo kazdy jest wolny, moze chciec nam to dac, moze przestac chciec.

92

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

ale czemu ma nie zechcec? Mloda jestes, madra, ladna (jesli to Twoje zdjecie w awatarze). I do tego dobra, moze az za ale bez przesady. Sa tacy, ktorzy by taka kobiete na rekach nosili i w rece calowali. Ale to nie byl ten Twoj, on chcial kobiety wampa, weza, bizneswoman - Ty taka nie jestes. Lepiej, ze teraz sobie poszedl, krzyz mu na droge.

Tak, to moje zdjęcie, nie jestem ekshibicjonistką, pierwszy raz weszłam na jakiekolwiek forum i wydawało mi się, że jak zaczynam temat i proszę o pomoc, to wyrazem szacunku dla rozmówców byłoby to, że widzą mnie. Taką jaka jestem, po prostu smile

Czasem sobie myślę, że jak pojawiłby się jakiś "potencjalny pan" to może sobie pomyśleć tak: "no OK, pierwszej świeżości już nie jest, ale: nie jest ostatnią pokraką, nie ma garba, wykształcenie jakieś też ma, coś tam w głowie trybi, to co z nią jest nie tak, skoro jest samotna? Dlaczego narzeczony ją rzucił po 8 latach? podejrzana sprawa..."

Mussuka napisał/a:

Nie rozpaczaj, on by Ci cale zycie zmarnowal, bo wybitnie mial postawe roszczeniowa. Ty badz dobra ale dla kogos, kto tez bedzie dobry i kto to doceni. Widzisz, ja tez moge plecy swojemu partnerowi umyc czy go pomasowac czy kanapki do pracy robic albo pomoc obciac paznokcie u lewej czy prawej dloni - tylko, ze on o to PROSI ladnie (nie zada) i on za to DZIEKUJE. To duza roznica.

Zawsze prosił i dziękował, rozpływając się, jaka jestem kochana i cudowna...dlatego to robiłam,...i tym bardziej go nie rozumiem....

Mussuka napisał/a:

Z godnoscia i duma z samej siebie. Nad tym czas juz teraz pocwiczyc, nie czekajac na kolejnego partnera.

Wyskrobuję to z odmętów swojej duszy. Gdzieś to tam jest...czuję to.

93

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Czasem sobie myślę, że jak pojawiłby się jakiś "potencjalny pan" to może sobie pomyśleć tak: "no OK, pierwszej świeżości już nie jest, ale: nie jest ostatnią pokraką, nie ma garba, wykształcenie jakieś też ma, coś tam w głowie trybi, to co z nią jest nie tak, skoro jest samotna? Dlaczego narzeczony ją rzucił po 8 latach? podejrzana sprawa..."

Pierwszej swiezosci? Ty masz jakis termin przydatnosci gdzies przyklejony? Super mezczyzne zycia mozna poznac i w dojrzalym wieku, czego jestem chodzacym zywym dowodem.
Zobacz jak Ty o sobie piszesz - zeby przypadkiem nie za dobrze bylo. Zamiast: mloda, wyksztalcona, inteligentna, ladna, zgrabna, samodzielna itp. to Ty cos o pokrakach, swiezosci, trybach itp.  Kobieto, duzo mniej warte szantrapy potrafia sie lansowac i wylansowac (ciekawe czy ta Twoja konkurencja wlasnie taka nie jest), z pustego w prozne przelewaja jakie to nie sa ach i och i wygrywaja. Podpatrz to i ucz sie na wzorach. Bez przegiecia w druga strone:)

A poza tym, czy Ty sadzisz, ze kazdy tak ocenia i analizuje osobe, ktora mu sie podoba? Biedny moj eks w takim razie, juz go 2 zony po 10 latach malzenstwa z kazda zostawily. Na pewno cos z nim nie tak i juz zadna go nie zechce. A zechciala:)

Troche wiecej wiary dziewczyno, w siebie, w ludzi i w swoje przeznaczenie.

94

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Autorko jesteś prześliczna ;-P

95

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

Zobacz jak Ty o sobie piszesz - zeby przypadkiem nie za dobrze bylo. Zamiast: mloda, wyksztalcona, inteligentna, ladna, zgrabna, samodzielna itp. to Ty cos o pokrakach, swiezosci, trybach itp.  Kobieto, duzo mniej warte szantrapy potrafia sie lansowac i wylansowac (ciekawe czy ta Twoja konkurencja wlasnie taka nie jest), z pustego w prozne przelewaja jakie to nie sa ach i och i wygrywaja. Podpatrz to i ucz sie na wzorach. Bez przegiecia w druga strone:)

Ale wygrywać faceta na lans? Toż to jest prawie jak wygrać konkurs miss piękności za przespanie się z szanownym jury smile


Mussuka napisał/a:

A poza tym, czy Ty sadzisz, ze kazdy tak ocenia i analizuje osobe, ktora mu sie podoba? Biedny moj eks w takim razie, juz go 2 zony po 10 latach malzenstwa z kazda zostawily. Na pewno cos z nim nie tak i juz zadna go nie zechce. A zechciala:)
Troche wiecej wiary dziewczyno, w siebie, w ludzi i w swoje przeznaczenie.

Wczoraj (to trochę zabawne) w chińskim ciasteczku znalazł karteczkę z "mądrością": trafi w końcu swój na swego. Przepraszam, tak mi się od razu skojarzyło:) Coś w tym jest:) w przeznaczeniu:)

96

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
sluuu napisał/a:

Autorko jesteś prześliczna ;-P

Sluuu, dobre wychowanie nakazuje mi podziękować za komplement:), jednakże nie uważam się za osobą śliczną, czy nawet umiarkowanie ładną, mam po prostu inny gust, jeżeli chodzi o kobiety:) Wyglądam jak rasowa szwedka, a one mi się raczej nie podobają:) Lubię tylko kolor swoich włosów. Nie lubię ostrych rysów twarzy, wielkich oczu, które wyglądają a bit scarry, i tych ust "napompowanych" smile Gustuję raczej w południowej urodzie kobietek smile

97

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zobacz jak Ty o sobie piszesz - zeby przypadkiem nie za dobrze bylo. Zamiast: mloda, wyksztalcona, inteligentna, ladna, zgrabna, samodzielna itp. to Ty cos o pokrakach, swiezosci, trybach itp.  Kobieto, duzo mniej warte szantrapy potrafia sie lansowac i wylansowac (ciekawe czy ta Twoja konkurencja wlasnie taka nie jest), z pustego w prozne przelewaja jakie to nie sa ach i och i wygrywaja. Podpatrz to i ucz sie na wzorach. Bez przegiecia w druga strone:)

Ale wygrywać faceta na lans? Toż to jest prawie jak wygrać konkurs miss piękności za przespanie się z szanownym jury smile

nie o lans chodzi tylko o wiare w siebie, o pewnosc, o poczucie wartosci. Jesli sama dla siebie bedziesz wlasnie taka NAJ to i z takim haslem wyjdziesz do mezczyzn. A oni wola takie naj niz takie "przepraszam, ze zyje".

98

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

nie o lans chodzi tylko o wiare w siebie, o pewnosc, o poczucie wartosci. Jesli sama dla siebie bedziesz wlasnie taka NAJ to i z takim haslem wyjdziesz do mezczyzn. A oni wola takie naj niz takie "przepraszam, ze zyje".

To prawda, masz rację...ale bez przeginania w drugą stronę:) Bez instalowania sobie w głowie targowiska próżności wink

99

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
Mussuka napisał/a:

nie o lans chodzi tylko o wiare w siebie, o pewnosc, o poczucie wartosci. Jesli sama dla siebie bedziesz wlasnie taka NAJ to i z takim haslem wyjdziesz do mezczyzn. A oni wola takie naj niz takie "przepraszam, ze zyje".

To prawda, masz rację...ale bez przeginania w drugą stronę:) Bez instalowania sobie w głowie targowiska próżności wink

na pustaka tez malo kto reflektuje, kobieta NAJ to ceniaca siebie ale i z klasa i z umiarem. Ani szara mysz ani rozwrzeszczana Doda - wiesz, tak po srodku;)

100

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

na pustaka tez malo kto reflektuje, kobieta NAJ to ceniaca siebie ale i z klasa i z umiarem. Ani szara mysz ani rozwrzeszczana Doda - wiesz, tak po srodku;)

Klasę miewam, umiar posiadam. Cenić siebie zaczynam. Chociażby za to, że nigdy nikogo nie skrzywdziłam (przynajmniej nic o tym nie wiem). Że żyję w zgodzie ze swoim sumieniem w myśl Kantowskiego "niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie" smile

101

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
Mussuka napisał/a:

na pustaka tez malo kto reflektuje, kobieta NAJ to ceniaca siebie ale i z klasa i z umiarem. Ani szara mysz ani rozwrzeszczana Doda - wiesz, tak po srodku;)

Klasę miewam, umiar posiadam. Cenić siebie zaczynam. Chociażby za to, że nigdy nikogo nie skrzywdziłam (przynajmniej nic o tym nie wiem). Że żyję w zgodzie ze swoim sumieniem w myśl Kantowskiego "niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie" smile

no widzisz, podstawy sa, nie ma sie co martwic:) Tylko w mysl Kantowskiego - nie krzywdz tez samej siebie, bo jak Ty siebie nie bedziesz kochac, to jak inni maja to zrobic?

102

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:
vinnga napisał/a:

(...)
Mnie najbardziej uderzyło to, że Krukruki obarczyła faceta odpowiedzialnością za nią samą. Te wszystkie teksty o jej delikatności, kruchości, że ma się z nią delikatnie obchodzić. Późniejsze słowa o tym, że ją skrzywdził opuszczając w chorobie. To straszny obrazek. Mężczyźni pragną mieć PARTNERKĘ. Ani nie służącą, ani nie delikatne stworzonko, które bez nich umrze. Bardzo trudno jest unieść całkowitą odpowiedzialność za szczęście drugiej osoby. świadomość, że jest się jej powietrzem i sensem jej życia. To nie jest środowisko do rozwoju miłości, tylko jakiejś formy uzależnienia.

Oczywiście, taka postawa jest niezwykle obciążająca dla drugiej osoby. Bo z jednej strony taka "mala", taka delikatna, taka krucha, taka poświęcająca się, taka dobra, taka robiąca wszystko, by druga osoba była szczęśliwą, a z drugiej strony... no właśnie. Jak być szczerym w takim układzie? Jak zwrócić uwagę tej kruchej i wrażliwej istocie? Jak powiedzieć, że lubi się samemu oddychać? Jak to wszystko zrobić, powiedzieć, by nie uszkodzić tej laleczki z kruchej porcelany? Trzeba być brutalem, nieczułym, chamskim, niewdzięcznym.

Niektórzy robią dobrą minę do złej gry i gdy już nie mogą oddychać, w obronie własnego życia, uciekają.

Przeczytałam to, co przed chwilą napisałaś, agda17. Miłość fanatyczna? Chroń nas wszystkich przed nią i jej skutkami.

Czytam i tak sobie myślę. To musiało się tak skończyć. Przy Twoim konstrukcie psychicznym, gdzie miłość to poświęcenie, normalnie człowiek, który chce oddychać, ucieka.

Dokładnie zgadzam się z wyżej cytowanymi wypowiedziami. Tu chodzi o partnerstwo, ciągnięcie jednego w górę, kiedy drugie idzie na dół i na odwrót. Rozwój, robisz to co jest dobre dla Ciebie, dyskutujesz to z partnerem, ustalasz kompromis ale idziesz do przodu.

No i właśnie jak komuś powiedzieć, że się już nie chce tego kontynuować, kiedy ta istotka tak błagalnym wzrokiem patrzy na niego i mówi: jestem taka słaba, krucha, delikatna. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to jest cholerny szantaż wobec tej drugiej osoby, nie miłość.

krukruki - ja myślę, że przejdziesz teraz do fazy dojrzałej miłości. Prawdziwej miłości, Ty błędnie ją rozumiałaś. Ale miałaś do tego prawo, tego się człowiek uczy, tego nie uczą w książkach. Myślę, że ta historia była Ci pisana. Potraktuj to jako szansę od losu.

103

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
lilka987 napisał/a:

No i właśnie jak komuś powiedzieć, że się już nie chce tego kontynuować, kiedy ta istotka tak błagalnym wzrokiem patrzy na niego i mówi: jestem taka słaba, krucha, delikatna. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to jest cholerny szantaż wobec tej drugiej osoby, nie miłość.

Wiem to, ale prosiłam go o podjęcie decyzji. Zanim jeszcze tak mnie poranił. Podjął się tego i zdezerterował.

lilka987 napisał/a:

- ja myślę, że przejdziesz teraz do fazy dojrzałej miłości. Prawdziwej miłości, Ty błędnie ją rozumiałaś. Ale miałaś do tego prawo, tego się człowiek uczy, tego nie uczą w książkach. Myślę, że ta historia była Ci pisana. Potraktuj to jako szansę od losu.

Być może masz rację. A raczej na pewno ją masz. Nie mógł oddychać. To też wiem. Udusiłam, wiem. Wiem, gdzie zrobiłam błąd. Mam nadzieję, że to jest szansa. Czas pokaże. Pozdrawiam ciepło!

104

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

I też nie martw się. Ja też przechodzę swoje dojrzewanie. Łatwo mi jest tak doradzać, gorzej jeśli chodzi o własne życie. Ale tak chyba musi być. Jesteśmy kolejnymi ludźmi, którzy przechodzą to samo. Za nami będą kolejni. Przed tym, w większości, nie da się ustrzec (mam na myśli popełnianie błędów w związkach). Uszy do góry wink.

105

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Moja droga...byłaś po prostu dla niego za dobra a on baran (wybacz za to określenie) nie potrafił docenić tego co ma. Niech mieszka z tą kobietą ale jak posmakuje z nią "prawdziwego życia" to może się ocknie.... Dostałaś lekcję od życia i minie sporo czasu zanim się pozbierasz a rany się zagoją ale DASZ RADĘ smile! Pozdrawiam

106

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Wiatj,kochana,ja mam podobną sytuacje co Twoja,i najgorsze to,że nie wiem co robić,i jak zwykle koleżanka z pracy,ha ha

107 Ostatnio edytowany przez myszka50 (2013-12-19 23:10:42)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Przebaczyc ,przyjac I dalej zyc.krukruki piszesz tez w poscie Michasi ktora maz tez porzucil ,ze przebaczac trzeba ,Wiec teraz tylko trzeba miec nadzieje ze szybko sie znudzi nowa kobieta.

108

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
myszka50 napisał/a:

Przebaczyc ,przyjac I dalej zyc.krukruki piszesz (...) ze przebaczac trzeba ,Wiec teraz tylko trzeba miec nadzieje ze szybko sie znudzi nowa kobieta.

Jeden lubi Bethowena a drugi...
Każdy jest inny i każdemu CO INNEGO przynosi ulgę.
Jednym NADZIEJA, drugim wyładowywanie frustracji... byle nie na niewinnych smile
To, że niektóre etapy życia TRZEBA za sobą zamknąć, nie oznacza, że można iść na skróty... Szast-prast i "pozamiatane".
Swoje trzeba przeżyć, bo inaczej "odbija się i odbija" jak nieświeże jedzenie. UTRUDNIA rozpoczęcie nowych etapów życia.
A teraz, w obliczu świąt, czas sprzyja wewnętrznym przeżyciom smile żaden bunt i przygadywanie tego nie zmienią.

109

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Krukruki - Czytając to co piszesz aż się włosy jeżą cały czas Go bronisz ,usprawiedliwiasz całą winę bierzesz na Siebie tylko za co ? za to że tak Go kochasz i jesteś w stanie wybaczyć zdradę ! Pozwalał na to abyś się poniżała (myjąc Mu nogi ) jestem mężatką 32 lata i nigdy bym się tak nie poniżyła każdy ma swoją godność i nie pisz bzdur że jeśli się kocha to takie rzeczy się robi . Jesteś młodziutka ile zdrad jesteś w stanie Mu wybaczyć a jak spróbuje raz to zrobi to ponownie wiedząc że ma taką naiwną Żonę która uwierzy w byle bajkę i Przebaczy . No cóż każdy uczy się na błędach Ty też musisz tylko nie wyobrażam sobie dalszego życia z kimś kto zdradził uraz pozostanie do końca życia tego się nie da zapomnieć .

110

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
lilka987 napisał/a:

I też nie martw się. Ja też przechodzę swoje dojrzewanie. Łatwo mi jest tak doradzać, gorzej jeśli chodzi o własne życie. Ale tak chyba musi być. Jesteśmy kolejnymi ludźmi, którzy przechodzą to samo. Za nami będą kolejni. Przed tym, w większości, nie da się ustrzec (mam na myśli popełnianie błędów w związkach). Uszy do góry wink.

W samo sedno...

111

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Róża 27 napisał/a:

Moja droga...byłaś po prostu dla niego za dobra a on baran (wybacz za to określenie) nie potrafił docenić tego co ma. Niech mieszka z tą kobietą ale jak posmakuje z nią "prawdziwego życia" to może się ocknie.... Dostałaś lekcję od życia i minie sporo czasu zanim się pozbierasz a rany się zagoją ale DASZ RADĘ smile! Pozdrawiam

Nie sądzę, żeby się "ocknął"...powiedział mi, że ona jest po prostu we wszystkim "lepsza" i pasuje mu pod każdym względem, a ja...ja po prostu nie odpowiadam mu, cyt."z tej mąki już chleba nie będzie". Nie łudzę się, nie potrafię po prostu zrozumieć, jak człowiek, który przez wiele lat mówił mi, że jestem miłością jego życia, że jestem najlepszym, co go w życiu spotkało, że poprosił mnie o to, bym została jego żoną...po prostu po tym, jak ta druga pojawiła się w jego życiu, tzn. zaczęła go odwiedzać, opowiadać mu o osobie, wyciągać zwierzenia,  on zmienił się o 180 stopni.... z dobrego, prawego, oddanego człowieka stał się po prostu skurczysynem....i tyle...

112

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Nutela 37 napisał/a:

Wiatj,kochana,ja mam podobną sytuacje co Twoja,i najgorsze to,że nie wiem co robić,i jak zwykle koleżanka z pracy,ha ha

Ale jesteście razem?

113

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
myszka50 napisał/a:

Przebaczyc ,przyjac I dalej zyc.krukruki piszesz tez w poscie Michasi ktora maz tez porzucil ,ze przebaczac trzeba ,Wiec teraz tylko trzeba miec nadzieje ze szybko sie znudzi nowa kobieta.

Nie wiem, czy mam na tyle siły...moja Mama przebaczyła ojcu, który wrócił, przeprosił, powiedział, że zrozumiał swoje błędy....ja usłyszałam tylko, że "wiem, że cię skrzywdziłem, ale nic na to nie poradzę...przestałem cię kochać i nie chcę z tobą być. Nie moge przestać myśleć o kobiecie, która, jak mi się wydaje, jest miłością mojego życia. Ona nią jest, nie ty, pomyliłem się"...

114

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Anhedonia napisał/a:

To, że niektóre etapy życia TRZEBA za sobą zamknąć, nie oznacza, że można iść na skróty... Szast-prast i "pozamiatane".
Swoje trzeba przeżyć, bo inaczej "odbija się i odbija" jak nieświeże jedzenie. UTRUDNIA rozpoczęcie nowych etapów życia.
A teraz, w obliczu świąt, czas sprzyja wewnętrznym przeżyciom smile żaden bunt i przygadywanie tego nie zmienią.

Nie potrafię znaleźć sposobu na przeżycie tego...nie potrafię, bo nie potrafię zrozumieć....

115

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
mola633 napisał/a:

Krukruki - Czytając to co piszesz aż się włosy jeżą cały czas Go bronisz ,usprawiedliwiasz całą winę bierzesz na Siebie tylko za co ? za to że tak Go kochasz i jesteś w stanie wybaczyć zdradę ! Pozwalał na to abyś się poniżała (myjąc Mu nogi ) jestem mężatką 32 lata i nigdy bym się tak nie poniżyła każdy ma swoją godność i nie pisz bzdur że jeśli się kocha to takie rzeczy się robi . Jesteś młodziutka ile zdrad jesteś w stanie Mu wybaczyć a jak spróbuje raz to zrobi to ponownie wiedząc że ma taką naiwną Żonę która uwierzy w byle bajkę i Przebaczy . No cóż każdy uczy się na błędach Ty też musisz tylko nie wyobrażam sobie dalszego życia z kimś kto zdradził uraz pozostanie do końca życia tego się nie da zapomnieć .

Biorę winę na siebie, bo nie sprostałam jego wyobrażeniom o kobiecie, z którą chciałoby się przeżyć życie...opowiedział mi o swojej "nowej miłości", cyt: "jest piękna, mądra, ambitna, seksowna, potrafi wiele rzeczy, mamy milion wspólnych tematów (przez pierwsze dwa lata naszego związku tez nie mogliśmy się nagadać...), umie piec ciasta, zna się na motoryzacji, umie pięknie tańczyć, etc., etc." tym samym pokazując mi, że ja taka nie jestem...i to jest moja wina, niczyja inna...

On nie chce do mnie wrócić, on ma teraz nowe, szczęśliwe życie z kobietą, która jest idealna, a ja po prostu nie potrafię tego przeżyć...tego, że dałam z siebie wszystko, a to i tak było za mało, żeby być dla ukochanego mężczyzny kobietą na życie....

116

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

krukruki - nie martw się. Za pół roku będzie już wszystko dobrze. Przejdziesz czas złości, gniewu, potem już będziesz oddychać normalnie.

A z tym dawaniem miłości i formami jej okazywania - trzeba dawać to, co ta druga osoba potrzebuje. Spojrzyj też na to z drugiej strony: czy on Ci dawał to, o czym marzyłaś, spełniał Twoje pragnienia, wizje? wink.

Mam coś dla Ciebie, co pozwoli Ci trochę odetchnąć: pobierz sobie z internetu książkę pt. "Jak kochać i być kochanym" Paula Haucka.

I pamiętaj, na świecie są miliony kobiet w podobnej sytuacji co Ty. Nie jesteś sama. Takie są etapy w życiu. To jak wyrwanie zęba, kiedyś musi się to stać. Uszy do góry.

117

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Dlaczego bierzesz winę na siebie ? Przypomnij sobie czas narzeczeństwa jak było? skoro zdecydował się na małżeństwo z Tobą to spełniałaś wszystkie kryteria kobiety o jakiej marzył . Zadręczasz się nie potrzebnie On chyba nie zasłużył na Twoją Miłość życz Mu Szczęścia bo Tobie ono jest nie potrzebne Ty sama w Sobie jesteś Szczęściem smile

118

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
lilka987 napisał/a:

krukruki - nie martw się. Za pół roku będzie już wszystko dobrze. Przejdziesz czas złości, gniewu, potem już będziesz oddychać normalnie.

A z tym dawaniem miłości i formami jej okazywania - trzeba dawać to, co ta druga osoba potrzebuje. Spojrzyj też na to z drugiej strony: czy on Ci dawał to, o czym marzyłaś, spełniał Twoje pragnienia, wizje? wink.

Mam coś dla Ciebie, co pozwoli Ci trochę odetchnąć: pobierz sobie z internetu książkę pt. "Jak kochać i być kochanym" Paula Haucka.

I pamiętaj, na świecie są miliony kobiet w podobnej sytuacji co Ty. Nie jesteś sama. Takie są etapy w życiu. To jak wyrwanie zęba, kiedyś musi się to stać. Uszy do góry.

dziękuję lilka987! dziękuję!:)

119

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

opowiedział mi o swojej "nowej miłości", cyt: "jest piękna, mądra, ambitna, seksowna, potrafi wiele rzeczy, mamy milion wspólnych tematów (przez pierwsze dwa lata naszego związku tez nie mogliśmy się nagadać...), umie piec ciasta, zna się na motoryzacji, umie pięknie tańczyć, etc., etc." tym samym pokazując mi, że ja taka nie jestem...i to jest moja wina, niczyja inna...

On nie chce do mnie wrócić, on ma teraz nowe, szczęśliwe życie z kobietą, która jest idealna, a ja po prostu nie potrafię tego przeżyć...tego, że dałam z siebie wszystko, a to i tak było za mało, żeby być dla ukochanego mężczyzny kobietą na życie....

Krukruki - ona NIE jest idealna, ona NIE jest lepsza niz Ty, ona jest po prostu NOWA. I to wystarczylo, ta nowosc i odmiennosc, by zapomniec o wzsystkim, co Ci mowil i obiecywal. Dzis ona jest miloscia jego zycia, wczesniej Ty bylas, za rok, dwa pewnie kolejna go otumani - to taki typ motylka zapylacza. Jesli tak opowiada kazdej kobiecie to znaczy, ze jego slowa sa tyle warte co zeszloroczny snieg w Karkonoszach, nie warto po nim plakac tylko cieszyc sie, ze pokazal swoje prawdziwe oblicze poki jeszcze jestes mloda i piekna i mozesz sobie spokojnie ulozyc normalne zycie u boku przyzwoitego mezczyzny. Tesknota i bol mina, zawsze mijaja.

120

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
mola633 napisał/a:

Dlaczego bierzesz winę na siebie ? Przypomnij sobie czas narzeczeństwa jak było? skoro zdecydował się na małżeństwo z Tobą to spełniałaś wszystkie kryteria kobiety o jakiej marzył . Zadręczasz się nie potrzebnie On chyba nie zasłużył na Twoją Miłość życz Mu Szczęścia bo Tobie ono jest nie potrzebne Ty sama w Sobie jesteś Szczęściem smile

Nie byłam jego żoną...byłam narzeczoną, jeszcze tydzień przed tym jak mnie rzucił, rozmawiał ze mną o naszym ślubie i go ze mną planował.... z jednej strony jeszcze tak bardzo go kocham, i chociażby z tego powodu chcę dla niego jak najlepiej...z drugiej strony...mam ogromny żal i nie potrafię mu życzyć dobrze, chciałabym, żeby poczuł to, co ja poczułam...to jest bardzo złe, wstydzę się tych myśli i uczuć, ale...takie są...czy jestem złym człowiekiem?

121

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

czy jestem złym człowiekiem?

Nie, po prostu jesteś człowiekiem. Człowiek to cała paleta uczuć i emocji. Jesteśmy wredni, chciwi, egoistyczni, czasami mili, wyrozumiali etc. Taki gatunek z nas. Spotkała Cię krzywda, to jak masz myśleć.

122

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

Krukruki - ona NIE jest idealna, ona NIE jest lepsza niz Ty, ona jest po prostu NOWA. I to wystarczylo, ta nowosc i odmiennosc, by zapomniec o wzsystkim, co Ci mowil i obiecywal. Dzis ona jest miloscia jego zycia, wczesniej Ty bylas, za rok, dwa pewnie kolejna go otumani - to taki typ motylka zapylacza. Jesli tak opowiada kazdej kobiecie to znaczy, ze jego slowa sa tyle warte co zeszloroczny snieg w Karkonoszach, nie warto po nim plakac tylko cieszyc sie, ze pokazal swoje prawdziwe oblicze poki jeszcze jestes mloda i piekna i mozesz sobie spokojnie ulozyc normalne zycie u boku przyzwoitego mezczyzny. Tesknota i bol mina, zawsze mijaja.

Boję się tylko, że już nigdy nikogo tak nie pokocham...że pokocham inaczej, że będzie to miłość taka...niepełna, wybrakowana...taka...taka nie moja...że już nigdy w życiu nie poczuję tego co czułam. Że przegrałam życie, które tylko jedno jest nam dane. Ja potrzebuję  kochać, a co, jeżeli już tak nie pokocham? tak strasznie się tego boję....


U mnie w grę wchodzi jeszcze choroba...tutaj tego nie opisałam, a w końcu musiałam to z siebie wyrzucić, bo było to straszne...jeżeli któraś z Was ma ochotę, to proszę: http://www.netkobiety.pl/t63456.html

123

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Boję się tylko, że już nigdy nikogo tak nie pokocham...że pokocham inaczej, że będzie to miłość taka...niepełna, wybrakowana...taka...taka nie moja...że już nigdy w życiu nie poczuję tego co czułam. Że przegrałam życie, które tylko jedno jest nam dane. Ja potrzebuję  kochać, a co, jeżeli już tak nie pokocham? tak strasznie się tego boję....

O to to Ty sie nie martw, jeszcze nie raz i nie dwa poczujesz motyle w brzuchu. I obys sie TAK nigdy nie zakochala tylko zakochala jak kobieta w pelni swiadoma swoich zalet.
Kazdej po rozstaniu wydaje sie, ze to juz koniec, zaden inny, nigdy wiecej. Ja tez tak myslalam, jak mnie pierwszy narzeczony zostawil i na dodatek w ciazy, nie uznajac dziecka i odcinajac sie calkowicie od jakiegokolwiek kontaktu czy pomocy. A mialam prawie tyle lat co Ty. Teraz mam sporo wiecej i jestem po 10 letnim malzenstwie (tez milosc na zawsze i na zaboj az sie wypalila), rozwodzie i zakochana od paru lat po uszy we wspanialym mezczyznie. Ale moze gdybym go spotkala 10 lat wczesniej, to wcale tak bym go nie kochala? Bylibysmy wtedy jeszcze inni, nie tak na siebie gotowi jak teraz.
Zycie to jest kalejdoskop, nie wiesz jeszcze co i ile Cie czeka. Teraz na nowa milosc nie jestes gotowa, ale bedziesz, na 100%.

124

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

To prawda każda Miłość jest inna ale kto mówi że może być gorsza , może będzie większa wspanialsza a doświadczenie jakie zdobyłaś tylko Ci w tym pomoże .

125

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Cześć,
coś mógłbym napisać w podobnej ( taki mi się wydaje) sytuacji. Z jednej strony bardzo podziwiam zaangażowanie autorki w związek, chciałbym kiedyś spotkać taką osobę na swojej drodze.  Z drugiej ubolewam, że zatraciła się sama ( swoją wartość) przez to zaangażowania. A mając na uwadze jej wypowiedzi, dobór słów, empatie, jaką zauważam w postach autorki, to w żaden sposób nie mogę się zgodzić z określeniami typy " kura domowa, kuchta itp. Wydaje mi się, że autorka popełniła błąd w tym związku  poprzez to, że zbyt wiele dawała z siebie. Owszem to nie jest złe samo w sobie. Jednak, gdy facet widzi niezadowoloną z życia, płaczącą, panikującą irracjonalnie się zachowującą kobietę to może go to męczyć. A gdy taki stan trwa długo to wówczas zazwyczaj pojawia się ktoś, kto okazuje się być silny psychicznie, mocno stąpający po ziemi. Wówczas facet zaczyna się interesować tym kimś innym. Gdyż naprawdę niejednokrotnie lepiej się rozmawia z kimś, kto może wnieść coś w nasze życie. Coś ciekawego poradzić mądrze, podzielić się czymś z nami, co nam imponuje. Nie znam partnera autorki, więc nie będę się wypowiadał. Jednak niejednokrotnie kobiety swoją nadopiekuńczością odpychają mężczyzn. To nie jest tak, że Twój partner nie zauważał tego, że Ty też np.: świetnie pieczesz ciasta czy też jesteś seksowna. Lecz walory tej drugiej osoby w danej chwili są ważniejsze dla niego niż  walory Twoje. Nieraz ludzie mówią, ? czego ten facet chce od kobiety? Przecież ona mu pierze, gotuje, sprząta, prasuje itp. A on ma jeszcze, ale do niej". A no właśnie wykonuje te wszystkie obowiązki zatracając tym samym swoją wartość. Ja na przykład wolałbym by moja partnerka. Nie poświęcała się dla w/w prac. Bo te rzeczy możemy zrobić wspólnie lub mogę to zrobić sam. Natomiast wolałbym by moja partnerka wolała wyjść ze mną na spacer czy też np.: poszerzała swoja wiedzę z zakresu jej pasji. Dla faceta ważniejsze jest pokazać się np.: na spotkaniach czy to prywatnych, czy to zawodowych z kobietą, która umie się we właściwy sposób zachować a swoim zachowaniem wykazuje, że jest mądra, inteligentna, towarzyska itp. Niż z kobietą, która jest zmęczona i przytłoczona zmartwieniami. To wiele dla faceta znaczy. I zapewne nie  jeden z nas na rzecz tego, co napisałem powyżej wolałby sam zająć się domem czy też obiadem. W sytuacji, gdy już kobieta zaczyna panikować z powodu, że partner ją zostawi to już zapala się światełko facetowi. To jest pierwszy znak, że z tego związku nic nie będzie. To oznacza bynajmniej dla mnie, że kobieta nie ma swojej godności. Możemy spokojnie porozmawiać, może mi kobieta powiedzieć, czego się boi, co ją niepokoi. Ale w momencie, gdy zaczyna histeryzować, snuć domysły to już za dużo.
Rozpisałem się, chciałem coś w tym temacie wtrącić od siebie bo bardzo mnie zaciekawił, coś z mojego życia, coś z podobnej historii z tym, że z drugiej strony medalu. Moje wywody w żaden sposób nie miały na celu nikogo obrażać. Jeżeli ktoś poczuł się urażony to przepraszam.

126 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-20 11:28:02)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

podobnie mysle,Zyje po swojemu.
I z mojego doswiadczenia zyciowego -potwierdzam.

Mezczyzni (wylaczam jakichs pokalecznych emocjonalnie, neurotycznych osobnikow :-)))
chca kobiety, dla ktorej nie sa Centrum Swiata.

127

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Mussuka napisał/a:

Zycie to jest kalejdoskop, nie wiesz jeszcze co i ile Cie czeka. Teraz na nowa milosc nie jestes gotowa, ale bedziesz, na 100%.

Oby tak się stało...:) smile

128

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Żyję po swojemu napisał/a:

(...)Jednak, gdy facet widzi niezadowoloną z życia, płaczącą, panikującą irracjonalnie się zachowującą kobietę to może go to męczyć. A gdy taki stan trwa długo to wówczas zazwyczaj pojawia się ktoś, kto okazuje się być silny psychicznie, mocno stąpający po ziemi. Wówczas facet zaczyna się interesować tym kimś innym. Gdyż naprawdę niejednokrotnie lepiej się rozmawia z kimś, kto może wnieść coś w nasze życie.

Wiesz, tylko mój stan wynikał w jakimś stopniu z choroby-on o tym wiedział...nie chciałam zachorować, nikomu tego nie życzę, bo to było straszne doświadczenie...Czy to, że zachorujemy, skreśla nas?


Żyję po swojemu napisał/a:

Ja na przykład wolałbym by moja partnerka. Nie poświęcała się dla w/w prac. Bo te rzeczy możemy zrobić wspólnie lub mogę to zrobić sam. Natomiast wolałbym by moja partnerka wolała wyjść ze mną na spacer czy też np.: poszerzała swoja wiedzę z zakresu jej pasji.

A co, jeżeli faceta ciągle nie ma w domu i uważa, że prace domowe powinna wykonywać kobieta? Wystawałam o 6:30, robiłam śniadanie, wychodziłam z psem, na 8 szłam do pracy. Po pracy, po 16:00, wychodziłam z psem na dłuższy spacer. Wracałam około 17:00. Posprzątałam (sierść) i coś ugotowałam. Wychodziłam z psem ok 19:00, tak by spotkać się po drodze z narzeczonym wracającym z pracy. Wracaliśmy do domu. Wtedy była pora na 1)poprasowanie, 2)porobienie czegoś w domu, etc. etc. Ok. 21-22:00 padałam na twarz. Kiedy te pasje, jeżeli on nie pomaga?

Żyję po swojemu napisał/a:

Dla faceta ważniejsze jest pokazać się np.: na spotkaniach czy to prywatnych, czy to zawodowych z kobietą, która umie się we właściwy sposób zachować a swoim zachowaniem wykazuje, że jest mądra, inteligentna, towarzyska itp. Niż z kobietą, która jest zmęczona i przytłoczona zmartwieniami. To wiele dla faceta znaczy. I zapewne nie  jeden z nas na rzecz tego, co napisałem powyżej wolałby sam zająć się domem czy też obiadem.

.......

Żyję po swojemu napisał/a:

W sytuacji, gdy już kobieta zaczyna panikować z powodu, że partner ją zostawi to już zapala się światełko facetowi. To jest pierwszy znak, że z tego związku nic nie będzie. To oznacza bynajmniej dla mnie, że kobieta nie ma swojej godności. Możemy spokojnie porozmawiać, może mi kobieta powiedzieć, czego się boi, co ją niepokoi. Ale w momencie, gdy zaczyna histeryzować, snuć domysły to już za dużo.

Bez powodu? Nocne sms-y, późne powroty do domu, oschłość, odpychanie, zahasłowanie komórki, komputera, totalne odsunięcie od swoich znajomych z pracy? Bez powodu?


Żyję po swojemu napisał/a:

Rozpisałem się, chciałem coś w tym temacie wtrącić od siebie bo bardzo mnie zaciekawił, coś z mojego życia, coś z podobnej historii z tym, że z drugiej strony medalu. Moje wywody w żaden sposób nie miały na celu nikogo obrażać. Jeżeli ktoś poczuł się urażony to przepraszam.

Absolutnie nie poczułam się urażona, bardzo Ci dziękuję za zabranie głosu...z męskiego punktu widzenia:) Pozdrawiam!

129

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

Mezczyzni (wylaczam jakichs pokalecznych emocjonalnie, neurotycznych osobnikow :-)))
chca kobiety, dla ktorej nie sa Centrum Swiata.

Teraz to i do mnie dochodzi...:)

130

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

podobnie mysle,Zyje po swojemu.
I z mojego doswiadczenia zyciowego -potwierdzam.

Mezczyzni (wylaczam jakichs pokalecznych emocjonalnie, neurotycznych osobnikow :-)))
chca kobiety, dla ktorej nie sa Centrum Swiata.

to nie ulega watpliwosci i tez z tym sie zgadzam, zreszta nie potrafie oddawac sie nikomu w 100%.

Ale to nie zmienia faktu, ze jesli komus jest z czyms w zwiazku nie po drodze, cos go meczy to sie o tym z partnerem rozmawia i na koniec jesli te rozmowy do niczego nie prowadza, sygnalizuje, ze jest zle. Z opisu autorki wynikalo, ze ten pan byl calkiem happy i zadowolony z all inclusive az mu sie nowa i atrakcyjniejsza przyjaciolka napatoczyla. To nie jest wina autorki, ze zachowal sie jak skonczony cham. Bylo mu zle, za ciasno, za dobrze, za jakos jeszcze? - mogl powiedziec, mogl probowac zmian, mogl wreszcie oznajmic, ze takiego zwiazku nie chce bo to, to to.
A nie wrocic z informacja: honey, I am home i mam nowa kobiete a Ty jestes mi juz zbedna. Tak sie zwyczajnie nie postepuje wobec nikogo.

Jak juz pisalam wczesniej, moja niezwykle asertywna kuzynke jej prawie maz zostawil na kilka dni przed slubem z kartka - za dobrze gotujesz. Wczesniej wszystko zarl i nie narzekal.

Posty [ 66 do 130 z 149 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026