netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

148 odpowiedzi13 798 wyświetleńzałożony przez krukruki, 18.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 149 ]

1

Temat: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Kobiety, może niech moja historia będzie dla kogoś przestrogą...może któraś z Was, będzie potrafiła wyjaśnić mi to, co się stało....

W wieku 18 lat poznałam K. Zakochał się we we mnie, miłość do grobowej deski...we mnie to uczucie rodziło się dosyć długo-wydawało mi się, że z tak dobrym i mądrym człowiekiem chciałabym spędzić życie. Był to mój pierwszy "poważny" chłopak. I tak minęło nam sielsko-anielsko 5 lat, po których mi się oświadczył. Po kolejnym roku zamieszkaliśmy razem. On robił karierę, ja zdecydowałam się na pracę-kiepsko płatną, zupełnie niekompatybilną z moim wykształceniem i zainteresowaniami, ale - dostałam służbowe mieszkanie, tak więc mogliśmy odkładać pieniądze na to, żeby kupić sobie mieszkanie bez jakiegoś strasznego kredytu.

Tłumaczyłam sobie wtedy to tak, że moje niespełnienie na gruncie zawodowym i życiowym jest ofiarą złożoną na nasz związek i lepszą przyszłość. Przez kolejne 2 lata, od kiedy zamieszkaliśmy razem, chciałam być idealna i ogarniać wszystko, by on mógł dalej robić karierę i zarabiać na naszą przyszłość. Codzienne obowiązki przejęłam ja - sprzątałam, prałam, gotowałam, prasowałam i krochmaliłam koszule, żeby wyglądał olśniewająco, trzy razy dziennie wychodziłam z psem, codziennie masowałam jego całego, bo mówił, że go to odpręża po całym dniu, szorowałam mu pięty, obcinałam paznokcie, prasowałam majtki, robiłam maseczki, żeby dobrze się prezentował. Pies, którego adoptowałam ze schroniska cierpi na nadmierne gubienie sierści, więc codziennie godzinę zajmowało mi sprzątanie tej sierści ze wszystkiego, bo jego ta sierść denerwowała.

Oczywiście pracując na pełen etat w firmie.

W międzyczasie przeżyłam odejście mojego ojca - zostawił mamę, wyprowadził się do kochanki, koniec końców się rozwiedli. U mojej siostry wykryto w tym samym czasie guz w oczodole, który po wielu badaniach okazał się niezłośliwy, ale co przeżyłam-to moje.

Po tym wszystkim, zawalona obowiązkami, nie dałam rady...mój organizm nie wytrzymał..nie mogłam jeść, schudłam chyba 15 kilogramów i przypałętała się do mnie straszna nerwica i depresja.

Bałam się, że umieram, strach mnie paraliżował, straciłam węch, smak, ciągle mną telepało, czułam tylko lęk. Ukrywałam się pod biurkiem i bałam się spod niego wyjść. Nerwica lękowa to straszna choroba, nikomu jej nie życzę, wszystko mnie bolało (na tle nerwowym), wystąpiło u mnie coś na podobieństwo zespołu steru pourazowego, takiego, jak np. żołnierze mają po powrotach z misji.

Zbiegło się to w czasie z jego awansem, został najmłodszym dyrektorem (jest ode mnie 5 lat starzy, miał wtedy 31 lat). Na początku, przytłoczona swoją chorobą, nie zauważyłam niepokojących oznak, a może po prostu nie chciałam ich widzieć...oddalił się ode mnie, miał pretensje, że jestem dziwna, że nie mogę spać, a jak usnę, to budzę się z krzykiem zlana potem (bo on przecież musi się wyspać do pracy).

Trwało to jakiś czas, dzięki mojej najukochańszej Mamie, Jej pomocy, pomocy lekarzy, leków, jakoś się ustabilizowałam. Zbiegło się to w czasie z moim wyjazdem na konferencję na drugi koniec Polski.
Jako, że ja płaciłam rachunki za telefony, zwyczajowo zalogowałam się na jego konto, żeby pobrać fakturę. Pokazał mi się spis połączeń, w którym zaniepokoił mnie jeden numer, który powtarzał się od jakiś 2 miesięcy codziennie w nocy-wysłane sms-y. W ciągu tych nocy, kiedy umierałam ze strachu, a on mnie wysyłał do Mamy (mieszkam 100 metrów od Mamy, w bloku obok), kiedy upadłam idąc w piżamie na 20 mrozie, bo nogi mi odmawiały posłuszeństwa.

Zadzwoniłam pod ten numer - odezwała się kobieta. Byłam już na lekach, ale wtedy mnie zmroziło. Zadzwoniłam do niego. Powiedział, że...że już chyba nie będziemy razem (przypominam-po 8 latach związku, zaręczeni). I ja, wtedy, nie zważając na nic, w środku zimy, powiedziałam szefostwu, że muszę wrócić do domu-mając tylko portfel w ręku wybiegłam z hotelu, jakimś cudem udało mi się przedostać przez zasypane Zakopane, błagając kobietę o użyczenie mi taksówki, potem błagając ludzi by przepuścili mnie w kolejce na stacji, wróciłam do domu...

To był luty...dowiedziałam się wtedy, że to jest tylko koleżanka z pracy, że w nim się coś wypaliło i on nie wie, czego chce...błagałam, żeby nie odchodził, żebyśmy spróbowali to naprawić....

Kolejne miesiące to była huśtawka. Niby byliśmy razem, ale jego tak jakby nie było, ja cierpiałam coraz bardziej, byłam gotowa zrobić wszystko, by odzyskać jego miłość. kochałam...kochałam za bardzo. Poniżał mnie, olewał, mówił, że nie wie, czy jestem miłością jego życia, że chciałby zacząć od początku, że....bardzo mnie kocha, ale nie wie, czy chce ze mną być.

Jedna rzecz nie dawała mi spokoju-ta koleżanka z pracy. Niby nie pisał już sms-ów, ale wracał później z pracy, popłakiwał czasem i wyżywał się na mnie...wtedy nie wiedziałam jeszcze dlaczego...

W sierpniu wyjawił w końcu prawdę - zakochał się w tej kobiecie (starsza od niego 2 lata), ona też go bardzo kocha i chce z nim być, ona mu tak imponuje, bo jest ustawiona zawodowo, finansowo (pochodzi z bogatej rodziny), tańczy salsę, jest seksowna, piękna, mądra, mają tysiąc wspólnych tematów, piecze doskonałe ciasta i jest och i ach. Ale równocześnie on kocha mnie, i jak sobie tak myśli, to raczej jej będzie łatwiej pogodzić się z ich rozstaniem (bo oczywiście byli parą w ukryciu) bo on wie, jak ja go bardzo kocham....

Na moje pytanie, czy jej nie przeszkadzało to, że ma narzeczoną z która sypia, odpowiedział, że ona jest na tyle kulturalna, wspaniała i taktowna, żeby o mnie w ogóle nie pytać. Czyli że ja nie jestem wspaniała, kulturalna i taktowna, bo cierpię i mówię o tym, że boli mnie to, że mnie zdradza...

Ale-wybrał mnie. Spotkał się z nią po pracy po to, żeby się z nią rozstać. I niby się rozstał, ale później strasznie na mnie nawrzeszczał, że nie mam prawa o niej mówić źle, że to jego sprawa o czym ze sobą rozmawiali i mam się cyt. "odpie******"".

Myślałam, ze widocznie przezywa to rozstanie, ale przecież ja go tak kocham, przeżyję wszystko dla niego.....

Jak łatwo Wam się domyśleć, po miesiącu od tego wydarzenia, na wyjeździe na grzyby, nota bene ode mnie z pracy, oświadczył mi, że już mnie nie kocha, że kocha justynę, że nie chce być ze mną, że nie pasujemy do siebie, że odnalazł miłość swojego życia, że czuje do mnie wszystko poza miłością, bo prawdziwą miłość on czuje do tej kobiety, że ona tez go kocha nad życie, że mówił mi że mnie kocha, bo to chciałam słyszeć, a wcześniej mnie nie zostawił, bo przy mojej chorobie z zaburzeniami depresyjnymi bał się, że sobie coś zrobię i on będzie musiał żyć z wyrzutami sumienia. Płakałam, błagałam, żeby został....

Odszedł. A ja nie mogę zrozumieć...To znaczy mogę zrozumieć, ale serce nie chce zaakceptować.

Wyprowadził się do niej, podobno są szczęśliwi. Wyrzucił mnie jak znoszony łach. Wyrzucił bo nie umiałam tańczyć salsy? Bo nie umiałam piec ciast? Bo nie mam bogatych rodziców? Bo nie reprezentuje sobą żadnej wartości? Dlaczego?!!!!!

Poświęciłam dla niego wszystko. Widocznie wszystko co miałam to i tak było za mało, żeby mu wystarczyło. Czasem mi się wydaje, że ona po prostu zasłużyła bardziej na jego miłość.
Tylko nie potrafię zrozumieć, jak ona, lat 33, mogła mówić o tak wielkiej miłości, skoro widywali się czasem po pracy, nie spędzili ze sobą ani jednego dnia? Ja musiałam przeżyć z nim kilka lat, żeby poczuć to, co poczułam-prawdziwą miłość, na dobre i na złe.

To wszystko co napisałam jest chaotyczne, ale we mnie, w środku, jest chaos. Dlaczego oszukiwał mnie przez tyle miesięcy? Dlaczego nie zasłużyłam na jego miłość? DLACZEGO?!

2

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Z tym szorowaniem pięt i obcinaniem paznokci to Ty żartujesz?

3

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Twój ból jest bardzo żywy. Teraz powinnaś zadbać o siebie, a nie myśleć co jest nie tak z człowiekiem, dla którego wasze życie nie miało takiego znaczenia jak dla Ciebie. Twój żal i ból jego już nie ruszy, a Ciebie tylko niszczy. Młoda jesteś, świat przed Tobą.
Wszystko poświęciłaś... A on teraz dla niej potrafił poświęcić 8 lat życia. Może to taka refleksja? Miłość nie wymaga poświęceń i wpędzania się w depresję, wszystko wychodzi naturalnie...

4

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Dlaczego oszukiwał Ciebie? Bo chciał. Bo tak było mu wygodnie. Zresztą jego osoba jest mniej istotną w tym wszystkim. Ważniejszym, moim zdaniem, są Twe zdania o sobie samej.

krukruki napisał/a:

(...)Tłumaczyłam sobie wtedy to tak, że moje niespełnienie na gruncie zawodowym i życiowym jest ofiarą złożoną na nasz związek i lepszą przyszłość. Przez kolejne 2 lata, od kiedy zamieszkaliśmy razem, chciałam być idealna i ogarniać wszystko, by on mógł dalej robić karierę i zarabiać na naszą przyszłość. Codzienne obowiązki przejęłam ja - sprzątałam, prałam, gotowałam, prasowałam i krochmaliłam koszule, żeby wyglądał olśniewająco, trzy razy dziennie wychodziłam z psem, codziennie masowałam jego całego, bo mówił, że go to odpręża po całym dniu, szorowałam mu pięty, obcinałam paznokcie, prasowałam majtki, robiłam maseczki, żeby dobrze się prezentował. Pies, którego adoptowałam ze schroniska cierpi na nadmierne gubienie sierści, więc codziennie godzinę zajmowało mi sprzątanie tej sierści ze wszystkiego, bo jego ta sierść denerwowała.(...)

ja cierpiałam coraz bardziej, byłam gotowa zrobić wszystko, by odzyskać jego miłość. kochałam...kochałam za bardzo. (...)

przecież ja go tak kocham, przeżyję wszystko dla niego.....(...)

Poświęciłam dla niego wszystko. Widocznie wszystko co miałam to i tak było za mało, żeby mu wystarczyło. (...)

Niezależnie od przyczyn waszego rozstania, proponuję, byś zajęła się sobą. Z takim podejściem do siebie samej, do związku i do relacji panujących między kobietą a mężczyzną ponownie wybierzesz kogoś, dla kogo będziesz się poświęcała, przed kim będziesz zmiatała pył, dla kogo będziesz podnóżkiem.
A gdybyś zobaczyła w sobie wartościową osobę, która nie musi świecić światłem odbitym?

5

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Zielony_Domek napisał/a:

Z tym szorowaniem pięt i obcinaniem paznokci to Ty żartujesz?

Nie, nie żartuję... Jego mama całe życie tak dbała o jego ojca, wydawało mi się, że tak po prostu trzeba...

6

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:

A gdybyś zobaczyła w sobie wartościową osobę, która nie musi świecić światłem odbitym?

Przeglądamy się w innych ludziach jak w lustrach...w najważniejszym dla mnie lustrze zobaczyłam...coś, czym nigdy nie chciałam się stać. zobaczyłam starego, smutnego psa, którego ktoś przepędził z domu, bo pojawił się nowy szczeniaczek, wesoły i bardziej obiecujący.

7

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Kobieto! Od kiedy w zdrowym związku ktokolwiek zasługuje na miłość? Od kiedy w zdrowym związku ktokolwiek usługuje drugiej osobie? Od kiedy w zdrowym związku...?

Stworzyliście (oboje) związek toksyczny. Wyobraź sobie swoje dalsze życie, gdyby on nie odszedł. Zajrzyj w swe uczucia. Czy naprawdę żałujesz waszego rozstania?
Naprawdę musisz się przeglądać w czyichś oczach, by wiedzieć kim jesteś?
Zachęcam Cię do przytomnego spojrzenia na siebie i przyczyny takiego swego myślenia o sobie i innych. Zachęcam cię do walki z samą sobą o siebie. Warto!

8

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

przerazajace jest to, co piszesz.
Nie to , ze odszedl, ale to JAK Ty postrzegasz zwiazek dwojga ludzi. Role kobiety w nim.
Dlaczego tak siebie nie cenisz?

Chcesz pomocy ? zacznij prace nad soba , by "nauczyc sie " jak funkcjonuja zwiazki miedzy dwojgiem.
To bedzie Twoja pomoc.

9

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Zaczynam zdawać sobie z tego sprawę z tego wszystkiego, że gdzieś po drodze zgubiłam siebie dla siebie. Że przez ostatni czas mnie w ogóle nie było. Zniknęłam. Że ten mój heroizm połączony z... głupotą, nie owijajmy w bawełnę, skurczył mnie do rozmiaru wełnianych skarpet, który zeszły się w praniu. Ale moje serce nie potrafi zrozumieć: jak można kogoś przestać kochać? Jak można kogoś, kogo tak bardzo się kiedyś kochało, tak potraktować? Jak można przejść nad tym do porządku dziennego i być szczęśliwym, wiedząc, że poważnie podniszczyło się komuś życie? Jak można kogoś zostawić w fatalnej sytuacji z połamanym sercem?

Gdy "wybrał mnie" i prosił o szansę, powiedziałam mu: jestem bardzo krucha teraz, jeżeli weźmiesz mnie w dłonie to nieś przez życie ostrożnie i nie upuść znów, bo wtedy rozsypie się w drobny mak. Jeżeli nie podołasz, to proszę, odstaw mnie delikatnie na miejsce, bo nie rozbijesz mnie na milion małych kawałków. Obiecał...obiecał że mnie nie upuści. I że nigdy nie będę już przez niego cierpiała.
Po czym...nie, nie upuścił, trzasnął ze złością o ziemię, bo stoję mu na przeszkodzie w osiągnięciu szczęścia...

Ja tylko chciałabym wiedzieć: dlaczego?

10

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Bo ludzie to dranie ? I patrzą tylko na swoje szczęście i potrzeby ?
Trafiłaś na kompletnego egoiste któremy wygodnie było mieć sprzątaczke , kucharkę i drugą matkę ale nie byłaś dla niego prawdziwą partnerką,
Zatraciłaś przy tym siebie i swoje potrzeby otrząśnij się i daj sobie szanse na szczęście nie pozwól by on na dalszym etapie Twojego życia ciągle miał na nie wpływ...
I pisze to z perspektywy faceta ,



krukruki napisał/a:

Zaczynam zdawać sobie z tego sprawę z tego wszystkiego, że gdzieś po drodze zgubiłam siebie dla siebie. Że przez ostatni czas mnie w ogóle nie było. Zniknęłam. Że ten mój heroizm połączony z... głupotą, nie owijajmy w bawełnę, skurczył mnie do rozmiaru wełnianych skarpet, który zeszły się w praniu. Ale moje serce nie potrafi zrozumieć: jak można kogoś przestać kochać? Jak można kogoś, kogo tak bardzo się kiedyś kochało, tak potraktować? Jak można przejść nad tym do porządku dziennego i być szczęśliwym, wiedząc, że poważnie podniszczyło się komuś życie? Jak można kogoś zostawić w fatalnej sytuacji z połamanym sercem?

Gdy "wybrał mnie" i prosił o szansę, powiedziałam mu: jestem bardzo krucha teraz, jeżeli weźmiesz mnie w dłonie to nieś przez życie ostrożnie i nie upuść znów, bo wtedy rozsypie się w drobny mak. Jeżeli nie podołasz, to proszę, odstaw mnie delikatnie na miejsce, bo nie rozbijesz mnie na milion małych kawałków. Obiecał...obiecał że mnie nie upuści. I że nigdy nie będę już przez niego cierpiała.
Po czym...nie, nie upuścił, trzasnął ze złością o ziemię, bo stoję mu na przeszkodzie w osiągnięciu szczęścia...

Ja tylko chciałabym wiedzieć: dlaczego?

11

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Zaczynam zdawać sobie z tego sprawę z tego wszystkiego, że gdzieś po drodze zgubiłam siebie dla siebie. Że przez ostatni czas mnie w ogóle nie było. Zniknęłam. Że ten mój heroizm połączony z... głupotą, nie owijajmy w bawełnę, skurczył mnie do rozmiaru wełnianych skarpet, który zeszły się w praniu. Ale moje serce nie potrafi zrozumieć: jak można kogoś przestać kochać? Jak można kogoś, kogo tak bardzo się kiedyś kochało, tak potraktować? Jak można przejść nad tym do porządku dziennego i być szczęśliwym, wiedząc, że poważnie podniszczyło się komuś życie? Jak można kogoś zostawić w fatalnej sytuacji z połamanym sercem?

Gdy "wybrał mnie" i prosił o szansę, powiedziałam mu: jestem bardzo krucha teraz, jeżeli weźmiesz mnie w dłonie to nieś przez życie ostrożnie i nie upuść znów, bo wtedy rozsypie się w drobny mak. Jeżeli nie podołasz, to proszę, odstaw mnie delikatnie na miejsce, bo nie rozbijesz mnie na milion małych kawałków. Obiecał...obiecał że mnie nie upuści. I że nigdy nie będę już przez niego cierpiała.
Po czym...nie, nie upuścił, trzasnął ze złością o ziemię, bo stoję mu na przeszkodzie w osiągnięciu szczęścia...

Ja tylko chciałabym wiedzieć: dlaczego?

a to zastanawiajace jest.
Chcialabys z cala moca wiedziec, usilnie domagasz sie dowiedziec DLACZEGO on to zrobil.
Ale WOGOLE nie chcialabys sie dowiedziec DLACZEGO Ty tak postrzegasz siebie .

I teraz ja zapytam: dlaczego ?
dlaczego zajmujesz sie dalej NIM?
Nie soba ?

12

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

barek99, pomaranczowa1....
Zajmuję się sobą...zaczęłam odnawiać kontakty ze znajomymi, zaczęłam realizować swoje pasje, które zapomniałam, że mam, zaczynam odkrywać nowe...
Tylko jest we mnie ogromna tęsknota, do człowieka, którym kiedyś był, kochającym, czułym, oddanym i niemożność zrozumienia, dlaczego stał się tym, kim się stał.
I ten ogromny żal we mnie, to, że mam w sobie ogromną potrzebę wybaczenia krzywdy, ale nie potrafię tego zrobić. I to, że nie potrafię mu wybaczyć, jest jak kajdany...

Wim, gdzie popełniłam błędy. Wiem, że przegięłam ze wszystkim. Tylko nie rozumiem, jak można zostawić kogoś w taki sposób, w chorobie...jak można mu powiedzieć komuś, kto kocha cię nad życie, że jest od swojej nowej miłości życia  lepszy tylko w masowaniu stóp, ale to dlatego, że tamta mu jeszcze nie masowała.

Czuję się upokorzona. Czuję się bezwartościowa. Bo jeżeli przez kilka lat ktoś powtarza Ci, że jesteś najlepszym, co go w życiu spotkało, a miesiąc po ostatnim takim wyznaniu mówi, że spotkało go coś lepszego, to zaczynasz zastanawiać się, w czym jesteś gorsza, co jest z tobą nie tak...

13 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-18 15:16:42)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Czuję się upokorzona. Czuję się bezwartościowa.

a nie czulas sie upokorzona jak mu piety szorowalas?
wybacz, ale to najbardziej absurdalny obraz jaki moge sobie wyobrazic:-)

pojechalas po bandzie , ze hej.

nie wiem w czym ona jest lepsza czy gorsza od Ciebie.
Ale wiem, ze mezczyzna potrzebuje wyzwania. Kobiety , ktora moze szanowac.

Pomysl o tym.

14

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Będąc na Twoim miejscu nie przywiązywałabym wagi do słów rzuconych przez niego w momencie rozstania. Będąc na Twoim miejscu nie zastanawiałabym się nad motywami jego zachowania.

Będąc na Twoim miejscu zajęłabym się szukaniem (i znalezieniem) własnego poczucia wartości. Zajęłabym się odzyskaniem szacunku do siebie samej. Zajęłabym się odszukaniem przyczyn, dla których pozwoliłam na takie mnie traktowanie. Zajęłabym się odszukaniem dobrego terapeuty i pracą nad sobą. Ale ja, to ja.

15

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

pomarańcza1, wielokropek

Nie, nie czułam się upokorzona szorując mu pięty...robiłam dobrą rzecz dla osoby, którą bardzo kocham. Nic więcej. Nie widzę różnicy za bardzo pomiędzy zrobieniem herbaty, a wyszorowaniem pięt...sprawiamy komuś przyjemność w sposób przyjemny dla tej osoby...

Najbardziej czułam się i czuję nadal upokorzona zdradą. Po prostu.

Ja się postawiłam w roli pomiotła, nie on mnie w niej postawił. On tylko zaakceptował ten stan rzeczy jako wygodny. Do tego się przyznaję.

Wiem też, że nikt takiego pomiotła nie będzie szanował, bo...po prostu nie. Ja naprawdę wiem, gdzie zrobiłam błędy. Wiem też, że byłam absolutnie nieciekawa i nieatrakcyjna.
Że taka kurka domowa z problemami natury psychicznej nie prezentuje się dobrze przy Panu Dyrektorze.

Poczucie własnej wartości, chociaż nie jest ono takie do końca zerowe, bo jakby było zerowe to by mnie tu już nie było, może kiedyś wzrośnie. Może kiedyś spojrzę w lustro i zobaczę siebie sprzed lat-uśmiechniętą, pełną życia dziewczynę, która wie, czego chce i, przede wszystkim, WIE CZEGO NIE CHCE. Nie chce już cierpieć, po prostu.

Tylko odpowiedzcie mi na pytanie...jak żyć ze świadomością, że nikt już cie nie przytuli, nie pocałuje, że zostałaś skazana na tę wieczną ciszę w domu. Na puste, zimne łóżko.
Bo wiesz, że nie zaufasz. Że nie ma na świecie człowieka, którego mogłabyś tak pokochać. Że, tak naprawdę, nikt się nie poświęci dla takiej kaleki emocjonalnej.

Już po rozstaniu spotkał się ze mną, żeby mi powiedzieć, że jest nareszcie szczęśliwy i że nie ma zamiaru być ani bohaterem, ani cierpiętnikiem, żeby marnować swoje życie ze mną. To znaczy, że trzeba być albo bohaterem, albo cierpiętnikiem, żeby ze mną być. Nie znam takich mężczyzn. Skończyły się czasy bohaterów i świętych.

16 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-18 15:33:06)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Już po rozstaniu spotkał się ze mną, żeby mi powiedzieć, że jest nareszcie szczęśliwy i że nie ma zamiaru być ani bohaterem, ani cierpiętnikiem, żeby marnować swoje życie ze mną. To znaczy, że trzeba być albo bohaterem, albo cierpiętnikiem, żeby ze mną być. Nie znam takich mężczyzn. Skończyły się czasy bohaterów i świętych.

zobacz, napisalas cos bardzo waznego.
On sam powiedzial Ci czego nie mogl zniesc.
Wiesz, ja uwazam, ze mezczyzni MOWIA, pokazuja nam wszystko. Trzeba tylko umiec / chciec ich slyszec.

a wiec nie chcial byc ani bohaterem , ani cierpietnikiem.
Chcial byc SOBA.Po prostu byc.

Czy pozwalalas mu na to ?

Ja mysle, ze ciezko jest zyc z kims , kto sie poswieca. Tak jak Ty to robilas.
Takiego ciezaru nikt nie udzwignie.

Nie lepiej po prostu byc ? Byc dla siebie i zobaczyc co zycie przyniesie. Zyc razem i dzielic wszystkie troski , raz pomozesz mi ty , w czym innym ja tobie ?

17

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Dlaczego oszukiwał mnie przez tyle miesięcy? Dlaczego nie zasłużyłam na jego miłość? DLACZEGO?!

A ja spytam o coś innego - Po co zadajesz sobie takie głupie pytania? Jaki jest ich cel? PO CO to robisz?!

18

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Odzyskania rozumu życzę.

Pytasz jak żyć ze świadomością, że cham i prostak już Cię nie przytuli, nie pocałuje? Żyć radośnie. smile Cieszyć się. smile Bo co to za szczęście być przytulaną przez człowieka, który nie szanuje, który gardzi, który upokarza?

Twierdzisz, że już nikomu nie zaufasz. Być może. Jak się uprzesz być nieufną, to taką będziesz.
Twierdzisz, że nie ma człowieka, którego mogłabyś pokochać. Być może. Jak się uprzesz, to nie znajdziesz. Ba, udowadniać będziesz wszytkom dokoła, że masz rację.
Twierdzisz, że nikt nie poświęci się dla takiej kaleki emocjonalnej. Tak sądzę. Poświęcenie jest bardzo kiepskim fundamentem dla związku i kontaktów między ludźmi.

Charakterystycznym jest to, że podjęłaś decyzję o dalszym byciu, jak to określiłaś, kaleką emocjonalną. Że oczekujesz od mężczyzny, że będzie bohaterem i świętym.
Możesz  zmienić swój sposób myślenia o sobie. Możesz, nie musisz. Ale to Twoja odpowiedzialność za siebie i własne wybory, za swój sposób życia, traktowania siebie i innych.

Przeczytaj zdania z mej sygnatury. Wielu osobom pomogły.

19

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Przytłoczyłam go miłością i poświęceniem? On to powiedział bardziej w kontekście tego, że mnie nie kocha, że nie chce ze mną być, a gdyby jednak postanowił mnie nie ranić i zostać, to musiałaby być albo cierpiętnikiem, albo bohaterem. A nie ma najmniejszego zamiaru.

Powiedział też: czułaś, że cię okłamuję, więc nie możesz mieć o to pretensji. Przecież czułaś i cierpiałaś... więc o co chodzi?

Czy dla mężczyzn jest to naprawdę takie proste? Że skoro zdradzają i okłamują, a partnerka to wyczuwa i mówi o tym (a oni zaprzeczają oczywiście), to wybiela ich sumienie? "Bo czuła, to znaczy, że się domyślała, a ja kłamałem, bo to chciała słyszeć. Jestem więc w porządku. Nie zrobiłem nic złego."
???

20

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

krukruki, mamy czas swiat...czas opowiadania historii, opowiesci.

opowiem Ci opowiesc , chcesz??

21

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
marioosh666 napisał/a:
krukruki napisał/a:

Dlaczego oszukiwał mnie przez tyle miesięcy? Dlaczego nie zasłużyłam na jego miłość? DLACZEGO?!

A ja spytam o coś innego - Po co zadajesz sobie takie głupie pytania? Jaki jest ich cel? PO CO to robisz?!

Żeby rozumieć. A zrozumieć po to, żeby móc wybaczyć. I sobie, i jemu.

22

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:

Odzyskania rozumu życzę.

Czego i ja sobie życzę:)

Pytasz jak żyć ze świadomością, że cham i prostak już Cię nie przytuli, nie pocałuje? Żyć radośnie. smile Cieszyć się. smile Bo co to za szczęście być przytulaną przez człowieka, który nie szanuje, który gardzi, który upokarza?

Ten cham i prostak, kiedyś był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam. Najbardziej prawym i najporządniejszym. A potem umarł. I narodził się ten drugi. I nie, nie przez niego chciałabym być przytulana.

Twierdzisz, że już nikomu nie zaufasz. Być może. Jak się uprzesz być nieufną, to taką będziesz. Twierdzisz, że nie ma człowieka, którego mogłabyś pokochać. Być może. Jak się uprzesz, to nie znajdziesz. Ba, udowadniać będziesz wszytkom dokoła, że masz rację. Twierdzisz, że nikt nie poświęci się dla takiej kaleki emocjonalnej. Tak sądzę. Poświęcenie jest bardzo kiepskim fundamentem dla związku i kontaktów między ludźmi.

Nie twierdzę tego, tego się boję.

Charakterystycznym jest to, że podjęłaś decyzję o dalszym byciu, jak to określiłaś, kaleką emocjonalną. Że oczekujesz od mężczyzny, że będzie bohaterem i świętym.
Możesz  zmienić swój sposób myślenia o sobie. Możesz, nie musisz. Ale to Twoja odpowiedzialność za siebie i własne wybory, za swój sposób życia, traktowania siebie i innych.

Od mężczyzny oczekuję, że będzie mnie kochał. I nie zdradzi mnie, jak mój ojciec mamy i mój narzeczony mnie. Że po prostu podejmie decyzję o wspólnym życiu i będzie konsekwentny. I nie ucieknie, bo "znudziło się mu i wypaliło", a poza tym, jakimś dziwnym trafem, zanim mu się znudziło i wypaliło, spotkał kobietę, która mu "bardziej odpowiada".
Bohaterem i świętym? Właśnie nie. Ma być po prostu mężczyzną.

23

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

krukruki, mamy czas swiat...czas opowiadania historii, opowiesci.

opowiem Ci opowiesc , chcesz??

Tak, poproszę.

24

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Ma być po prostu mężczyzną.

To mu na to pozwól.

25

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Zastanowiłam się nad tą Twoją potrzebą zrozumienia i przyczynami takiej potrzeby.
To zastanawianie się skutecznie uniemożliwia jakikolwiek kontakt z uczuciami, dzięki temu niczego nie przeżywasz. Rozumiem, uczucia, które upychasz do najprzyjemniejszych nie należą, ale takie postępowanie gwarantuje Ci trwanie w danej sytuacji. Mało tego, jest gwarancją nasilenia nerwicy, pojawienia się innych schorzeń psychosomatycznych. Póki co, wymyśliłaś sobie zaprzeczanie ich istnieniu.

W trakcie pisania posta, zobaczyłam Twój kolejny. Widać, ze masz sporo upchniętych gdzieś po kątach uczuć. Zbliżają się Święta, zwykle ten czas przeznaczony jest na zrobienie porządków. To dobry pomysł, by porządki zrobić również, a może przede wszystkim, z samą sobą, powyciągać zalegające gdzieś od lat uczucia. Że nieprzyjemne? Że boli? Robienie porządków często do przyjemnych nie należy, przyjemnie jest później, gdy czysto i pachnie. smile

26 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-18 16:10:18)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
pomaranczowa 1 napisał/a:

krukruki, mamy czas swiat...czas opowiadania historii, opowiesci.

opowiem Ci opowiesc , chcesz??

Tak, poproszę.

specjalnie dla Ciebie znalazlam po polsku:-)

"Opowieść o dwóch braciach

opowieść o dwóch braciach, którzy urodzili się i wychowali w rodzinie alkoholowej i przemocowej.
Po traumatycznym dzieciństwie odeszli z domu, przeprowadzając się do dwóch odległych miast. Gdy po kilkunastu latach dotarto do nich, okazało się, że pierwszy z braci stoczył się - po rozstaniu z kobietą i dziećmi, które katował, jest samotnym, bezdomnym alkoholikiem. Zapytany, dlaczego tak potoczyły się jego losy, odpowiedział "Jak inaczej mógłbym żyć, zaznawszy tak koszmarnego dzieciństwa?"

Docierając do drugiego brata, spotkano szczęśliwego męża i ojca, który stworzył spokojny, radosny dom, pracował i cieszył się życiem. Zapytany, jak mu się to udało, odpowiedział "Jak inaczej mógłbym żyć, zaznawszy tak koszmarnego dzieciństwa?".

Sami wybieramy.

Mozesz do konca zycia zastanawiac sie dlaczego on to zrobil.
Mozesz zaczac zastanawiac sie dlaczego Ty robisz, co robisz.

27

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Straszne jest to co piszesz, wręcz przerażające.
Miłość to nie cierpienie, na miłość nie trzeba czymś zasłużyć, to działa wręcz odwrotnie i odpychająco.
Jesteś kobietą kochającą za bardzo, tym samym kobietą nie kochającą siebie.
Nie potrafisz zauważyć, że ktoś lub coś nie wychodzi ci na zdrowie psychiczne.
Nie potrafisz odrzucić człowieka lub układu, którego inne kobiety w naturalny sposób by odrzucały, jako zagrażający lub szkodliwy dla siebie.
Nie poświęcaj się tak dla kogoś z kim jesteś w związku, zadbaj o siebie.
Nie ma Ciebie w tym wszystkim, jest tylko on i on.
Nie napisałam tu nic o zdradzie, to osobny temat.
Zgadzam się z Wielokropkiem i Pomarańczową 1.

28

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:

Zastanowiłam się nad tą Twoją potrzebą zrozumienia i przyczynami takiej potrzeby.
To zastanawianie się skutecznie uniemożliwia jakikolwiek kontakt z uczuciami, dzięki temu niczego nie przeżywasz. Rozumiem, uczucia, które upychasz do najprzyjemniejszych nie należą, ale takie postępowanie gwarantuje Ci trwanie w danej sytuacji. Mało tego, jest gwarancją nasilenia nerwicy, pojawienia się innych schorzeń psychosomatycznych. Póki co, wymyśliłaś sobie zaprzeczanie ich istnieniu.

To prawda, wiem o tym. Jak choćby na chwilę je do siebie dopuszczam to ból jest nie do zniesienia. Wiem, że jest do zniesienia. Wiem, że można przeżyć wszystko. Wiem, a raczej mam takie poczucie, że gdy dopuszczę do siebie te uczucia, to...to po prostu mogę przestać go kochać. To by było w gruncie rzeczy najlepsze, ale co, jeżeli mu się nie powiedzie z tą drugą? Co jeżeli stanie się jakiś cud Boski i on poczuje, że chciałby, żebyśmy znów byli rodziną? Jest na to promil szansy, ale...wiem, głupia jestem, naiwna i karmię się najgłupszą nadzieją, jaką tylko można mieć, bo to jest wręcz nierealne. Jak się kogoś przestało kochać i w dodatku kocha się już inną osobę, to szanse na to, że nagle przyjdzie refleksja, że jednak to co czułem przez tyle lat, to była ta prawdziwa miłość, a teraz to było tylko zauroczenie, które siła rzeczy wygasło, jest bardzo mało prawdopodobna, wręcz zerowa....No właśnie, ale ciągle jest to "ale"...czy można spalić wszystkie mosty?

W trakcie pisania posta, zobaczyłam Twój kolejny. Widać, ze masz sporo upchniętych gdzieś po kątach uczuć. Zbliżają się Święta, zwykle ten czas przeznaczony jest na zrobienie porządków. To dobry pomysł, by porządki zrobić również, a może przede wszystkim, z samą sobą, powyciągać zalegające gdzieś od lat uczucia. Że nieprzyjemne? Że boli? Robienie porządków często do przyjemnych nie należy, przyjemnie jest później, gdy czysto i pachnie. smile

Hmm...to będą bardzo smutne Święta. Ale widocznie takie muszą być, by kolejne były już szczęśliwe...

29

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

Mozesz do konca zycia zastanawiac sie dlaczego on to zrobil.
Mozesz zaczac zastanawiac sie dlaczego Ty robisz, co robisz.

Dziękuję...

Chyba rozumiem, co chcesz mi powiedzieć. Tylko ta lekcja do odrobienia wymaga chyba trochę czasu.

30

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
marioosh666 napisał/a:
krukruki napisał/a:

Dlaczego oszukiwał mnie przez tyle miesięcy? Dlaczego nie zasłużyłam na jego miłość? DLACZEGO?!

A ja spytam o coś innego - Po co zadajesz sobie takie głupie pytania? Jaki jest ich cel? PO CO to robisz?!

Żeby rozumieć. A zrozumieć po to, żeby móc wybaczyć. I sobie, i jemu.

Moim zdaniem to przedobrzyłaś, ale o tym pewnie wiesz. Nawet kotka można zagłaskać na śmierć wink Mam wątpliwości czy z jego strona to była miłość... Jeżeli jest miłość, a partner ma problem to mu się pomaga, a jak przeszkadza, że partner się nie rozwija to go się do tego rozwoju stymuluje i też pomaga. Spróbuj spojrzeć na wszystko z góry i wyciągnąć wnioski, bo próba psychoanalizy tego faceta do niczego dobrego Cię nie doprowadzi...

31

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
kamillaa napisał/a:

Straszne jest to co piszesz, wręcz przerażające.
Miłość to nie cierpienie, na miłość nie trzeba czymś zasłużyć, to działa wręcz odwrotnie i odpychająco.
Jesteś kobietą kochającą za bardzo, tym samym kobietą nie kochającą siebie.
Nie potrafisz zauważyć, że ktoś lub coś nie wychodzi ci na zdrowie psychiczne.
Nie potrafisz odrzucić człowieka lub układu, którego inne kobiety w naturalny sposób by odrzucały, jako zagrażający lub szkodliwy dla siebie.
Nie poświęcaj się tak dla kogoś z kim jesteś w związku, zadbaj o siebie.
Nie ma Ciebie w tym wszystkim, jest tylko on i on.
Nie napisałam tu nic o zdradzie, to osobny temat.
Zgadzam się z Wielokropkiem i Pomarańczową 1.

Ja też się z Dziewczynami zgadzam w 100%.
Jestem w tej "komfortowej" sytuacji, że to już się skończyło. Że to cierpienie się skończyło.
I tak szczerze mówiąc, lepsze jest chyba to cierpienie wyrzuconego łacha, niż cierpienie wiecznej niepewności i bycia zdradzaną.
I niby wiem, gdzie popełniłam błąd.
Ni wiem tylko, co siedzi w jednym człowieku, że decyduje się na takie poranienie drugiego człowieka. Człowieka, który był niegdyś dla niego całym światem.  Człowieka, który nigdy nie zawiódł. Człowieka, który zawsze był i zawsze wierzył.

Wiem też, że ostatni rok mojego związku i tych poświęceń i poczucia "zasługiwania" był chory. Że nie tak powinno być. Że to moje cierpienie wynikało właśnie z buntu gdzieś w środku. Że to nie tak. Nie tak.

Że, gdybym wtedy stała z boku, to bardzo bym sobie współczuła tego własnoręcznego podcinania skrzydeł własnego jestestwa. I byłoby mnie samej siebie żal.

Jedną z moich rozlicznych wad jest postrzeganie świata w pryzmacie czarne-białe, przyczyna-skutek, akcja-reakcja.

I chciałabym to właśnie mieć wyjaśnione. Ja wiem, co zrobiłam źle. Wiem też, co on zrobił źle. Wiem dlaczego ja zrobiłam źle. Nie wiem dlaczego on zrobił źle. I tego właśnie chciałabym się dowiedzieć.

32

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
marioosh666 napisał/a:

Moim zdaniem to przedobrzyłaś, ale o tym pewnie wiesz. Nawet kotka można zagłaskać na śmierć wink Mam wątpliwości czy z jego strona to była miłość... Jeżeli jest miłość, a partner ma problem to mu się pomaga, a jak przeszkadza, że partner się nie rozwija to go się do tego rozwoju stymuluje i też pomaga. Spróbuj spojrzeć na wszystko z góry i wyciągnąć wnioski, bo próba psychoanalizy tego faceta do niczego dobrego Cię nie doprowadzi...

Zagłaskałam. Przedobrzyłam. Chcę zrozumieć głębsze dno tego wszystkiego. Tak, żeby nie mysleć o nim, że jest po prostu wygodnym skurczysynem, który tak naprawdę potrafi kochać tylko siebie. Prawda o ludziach których kochamy jest gorsza od najokrutniejszej prawdy o nas samych. Nie akceptuję tej jedynej prawdy, która nasuwa mi się racjonalnie do głowy. Wierzę, że jest jakieś drugie dno tej prawdy. I je właśnie chciałabym poznać. Jeżeli istnieje. Wtedy łatwiej mi będzie wybaczyć.

33 Ostatnio edytowany przez Jenka (2013-12-18 16:47:40)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Dokładnie zobacz sobie prawo przyciągania, wybaczyć nie musisz wystarczy że to zaakceptujesz.
Wiedz że jak stawisz swojego partnera an piedestale i nie będziesz myślała o sobie to partner prędzej czy później ciebie rzuci.
No chyba że on jest taki sam, mężczyźni lubią kobiety które cenią też siebie , jeśli podejdziesz do życia tak jak ci radze to masz gwarantowany związek, ja tak postąpiłam czytając kiedyś post z tego portalu gdzie był przetłumaczony tekst na polski prawa przyciągania.

34

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Jenka napisał/a:

Dokładnie zobacz sobie prawo przyciągania, wybaczyć nie musisz wystarczy że to zaakceptujesz.
Wiedz że jak stawisz swojego partnera an piedestale i nie będziesz myślała o sobie to partner prędzej czy później ciebie rzuci.
No chyba że on jest taki sam, mężczyźni lubią kobiety które cenią też siebie , jeśli podejdziesz do życia tak jak ci radze to masz gwarantowany związek, ja tak postąpiłam czytając kiedyś post z tego portalu gdzie był przetłumaczony tekst na polski prawa przyciągania.

Ja znam bardzo dobrze prawo przyciągania.

35

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
marioosh666 napisał/a:

Mam wątpliwości czy z jego strona to była miłość...

Jak bardzo to może być przykre dla Ciebie rozumiem, ale być może w tym cytowanym fragmencie tkwi sedno sprawy. Myślę, że byłaś dla niego za dobra, za wiele poświęciłaś, za bardzo chciałaś, za bardzo się starałaś. Mężczyźni doceniają takie rzeczy chyba do jakiegoś momentu. To nie tak że nigdy Cię nie kochał, myślę, że w tej pogoni za karierą, za Twoimi poświęceniami zgubiło się uczucie.
A ta z pracy koleżanka pojawiła się w odpowiednim momencie.

Prawda o ludziach których kochamy jest gorsza od najokrutniejszej prawdy o nas samych.

Właśnie tak jest, bo po osobie którą się kocha nie spodziewa się, że zrani nas tak okrutnie. A jednak.

36

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Chcę zrozumieć głębsze dno tego wszystkiego. Tak, żeby nie mysleć o nim, że jest po prostu wygodnym skurczysynem, który tak naprawdę potrafi kochać tylko siebie. (...) Nie akceptuję tej jedynej prawdy, która nasuwa mi się racjonalnie do głowy. Wierzę, że jest jakieś drugie dno tej prawdy. I je właśnie chciałabym poznać. Jeżeli istnieje.

A co jeżeli nie ma głębszego dna? Jak długo będziesz sobie dowalać pytając - Dlaczego? Co spodziewasz się tam znaleźć.

krukruki napisał/a:

Wtedy łatwiej mi będzie wybaczyć.

Jeżeli chcesz sobie pomóc to zapytaj - Dlaczego on pojawił się w moim życiu? Co chciał mi pokazać? Czego dobrego nauczyć

Zakładamy, że Bóg zesłał go, żeby pokazać Ci gdzie boli. Po tym doświadczeniu masz stać się silniejsza. O ile wyciągniesz z całej sytuacji wnioski.

A teraz wróć do moich pytań i sobie na nie odpowiedz, a wtedy wybaczysz jemu, siebie i Bogu - być może zwanemu losem smile

37

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Krukruki jesteś młodą dziewczyną, a przejmujesz się człowiekiem, który Cię zdradził, w jakimś stopniu pzyczynił się do twojej niskiej wartości o sobie. Przestań o nnim a zacznij myśleć o sobie, Wiem, że nie przejdzie z dnia na dzień ale to u ciebie trwa za długo.
Ja tak miałem kiedyś z żoną, jak bardziej za nią byłem i tłumaczyłem to ona jeszcze bardzie przeciwko mnie, więc odpuściłem sobie ją aż któregoś dnia ona chciała wrócić. No cóż, powiedziałem za późno, zdążyłaś mnie ukrzyżować.
Wybaczyłem jej wszystkie grzechy wobec mnie i życzyłem jej szczęścia. a czy jest szczęśliwa przestało mnie to interesować.

38

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
mileniutka napisał/a:

A ta z pracy koleżanka pojawiła się w odpowiednim momencie.

Wyczuła pismo nosem? Znali się od kilku lat, skąd ona wiedziała, kiedy uderzyć tak, by dzwon zadzwonił?

39 Ostatnio edytowany przez newlife (2013-12-18 17:08:01)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Jestes kompulsywna dawczynia - wiec przyciagnelas kompulsywnego biorce; musisz popracowac nad soba bo kolejny partner bedzie taki sam.

Twoj partner w czasie zwiazku sie rozwinal i dojrzal - tez chcial dawac by sie poczuc dowartosciowany, niestety ty prawdopodobnie nie umiesz brac - wiec on odszedl i daje innej.

A co do jego milosci do ciebie to wydaje mi sie ze to raczej byla wygoda - mial namiastke mamusi, ktora myla nogi i obcinala paznokcie - ta "wielka milosc" to byla twoja i zrobilas sobie projekcje na niego. Z twojego opisu nie wynika zeby on sie o ciebie troszczyl czy tez naprawde kochal. Placzesz za wyobrazeniem o jego milosci a nie ta realna, ktorej tak naprawde nigdy nie bylo.

Musisz byc w zwiazku niezalezna od drugiej osoby, mozesz dawac ale musisz tez brac i tego wlasnie bedziesz musiala  sie nauczyc.

Powinnas sie cieszyc ze toksyczny zwiazek sie skonczyl kiedy jestes mloda i nie masz dzieci - wyobraz sobie ze tkwilabys w tym przez kolejne 10 lat i w miedzyczasie urodzila 2ke dzieci - i tez by was zostawil.
Teraz musisz sie wziasc za prace nad soba i swojego szczescia juz nigdy nie budowac na akceptacji faceta.

A kiedys za kilka lat to mu jeszcze podziekujesz ze cie zostawil.

40

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
paulo71 napisał/a:
Jenka napisał/a:

Dokładnie zobacz sobie prawo przyciągania, wybaczyć nie musisz wystarczy że to zaakceptujesz.
Wiedz że jak stawisz swojego partnera an piedestale i nie będziesz myślała o sobie to partner prędzej czy później ciebie rzuci.
No chyba że on jest taki sam, mężczyźni lubią kobiety które cenią też siebie , jeśli podejdziesz do życia tak jak ci radze to masz gwarantowany związek, ja tak postąpiłam czytając kiedyś post z tego portalu gdzie był przetłumaczony tekst na polski prawa przyciągania.

Ja znam bardzo dobrze prawo przyciągania.

To było do krukruki

41

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:
mileniutka napisał/a:

A ta z pracy koleżanka pojawiła się w odpowiednim momencie.

Wyczuła pismo nosem? Znali się od kilku lat, skąd ona wiedziała, kiedy uderzyć tak, by dzwon zadzwonił?

Ona nie wyczuła pismo nosem tylko wlazła z buciorami do twojego związku. A on, uległ jej, a to że się przyczyniłaś swoją postawą to drugie. Tak czy tak , on źle postąpił.
A tak swoją drogą.
"Życie jest tak pięknę, że szkoda marnować jego dla nie wartościowych ludzi"

42

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

ale co, jeżeli mu się nie powiedzie z tą drugą? Co jeżeli stanie się jakiś cud Boski i on poczuje, że chciałby, żebyśmy znów byli rodziną? Jest na to promil szansy, ale...wiem, głupia jestem, naiwna i karmię się najgłupszą nadzieją, jaką tylko można mieć, bo to jest wręcz nierealne. Jak się kogoś przestało kochać i w dodatku kocha się już inną osobę, to szanse na to, że nagle przyjdzie refleksja, że jednak to co czułem przez tyle lat, to była ta prawdziwa miłość, a teraz to było tylko zauroczenie, które siła rzeczy wygasło, jest bardzo mało prawdopodobna, wręcz zerowa....No właśnie, ale ciągle jest to "ale"...czy można spalić wszystkie mosty?

Obok tej Twojej wypowiedzi po prostu nie mogłem przejść tak obojętnie. Szczerze mówiąc aż zdziwiłem się, że aktywnym osobom przy tym wątku umknęła ta Twoja opinia. Wybacz ale dla mnie to wygląda w ten sposób, że ktoś Ci doradza, a Ty dalej zachowujesz się jak "grochem o ścianę". Nie dociera do Ciebie, że facet zdradzał, oszukał, wykorzystał Ciebie? Do tego jeszcze liczysz na % szans jego powrotu? Wiesz moją jedną z wad jest, że czasami (może i częściej?) jestem zbyt dumny. Lecz szczerze wolę mieć swoją wadę, niż Twoją być uległym i dawać się dalej wykorzystywać. Ponieważ nie wierzę, że jak już ktoś zdradził itd. to może poprawiać się. Wiem, nie jest to po chrześcijańsku, nie daję szansy, ponieważ na to była już okazja.

newlife napisał/a:

Twoj partner w czasie zwiazku sie rozwinal i dojrzal - tez chcial dawac by sie poczuc dowartosciowany, niestety ty prawdopodobnie nie umiesz brac - wiec on odszedl i daje innej.

A co do jego milosci do ciebie to wydaje mi sie ze to raczej byla wygoda - mial namiastke mamusi, ktora myla nogi i obcinala paznokcie - ta "wielka milosc" to byla twoja i zrobilas sobie projekcje na niego. Z twojego opisu nie wynika zeby on sie o ciebie troszczyl czy tez naprawde kochal. Placzesz za wyobrazeniem o jego milosci a nie ta realna, ktorej tak naprawde nigdy nie bylo.

Musisz byc w zwiazku niezalezna od drugiej osoby, mozesz dawac ale musisz tez brac i tego wlasnie bedziesz musiala  sie nauczyc.

Powinnas sie cieszyc ze toksyczny zwiazek sie skonczyl kiedy jestes mloda i nie masz dzieci - wyobraz sobie ze tkwilabys w tym przez kolejne 10 lat i w miedzyczasie urodzila 2ke dzieci - i tez by was zostawil.
Teraz musisz sie wziasc za prace nad soba i swojego szczescia juz nigdy nie budowac na akceptacji faceta.

A kiedys za kilka lat to mu jeszcze podziekujesz ze cie zostawil.

Zanim dotarłem do drugiej strony Twojego wątku, nie powiem że dosłownie, ale w ten sposób też pomyślałem. Ciesz się z tego, że stał się to teraz, a nie wtedy kiedy mielibyście dzieci. Mimo zaistniałej sytuacji pamiętaj, że jesteś młodą atrakcyjną kobietą i masz wiele jeszcze przed sobą. Radzę Ci wybierz się przy okazji na kurs asertywności, na pewno przyda się przy kolejnym poważnym związku. Owszem uważam nadopiekuńczość z Twojej strony miała na to wszystko ogromny wpływ. Mimo to on mógł o tym powiedzieć, a nie zachowywać ostentacyjnie. Sobie bym nie pozwolił w życiu aby mi moja bliska kobieta obcinała paznokci i prowadziła pielęgnację moich nóg - w życiu, dla mnie to byłby wstyd, nie za nią lecz za siebie. Okey mogę zrozumieć, że spotkał faktycznie miłość życia ale czy nie mógł o tym przyjść i powiedzieć wprost przed zdradą i jakoś inaczej to rozwiązać - zapomniałem on nie ma cojones. Nie on wolał przekonać się, że trzyma się już drugiej gałęzi.  Czy tak w ogóle on Tobie podziękował, że zainwestowałaś sporo w jego i czy przeprosił Ciebie za to, że dał ci złudzenie dobrego życia małżeńskiego? Obawiam się, że nie. Chcę dodać, że rozumiem po części Ciebie, gdyż dla mnie też to przynosi frajdę gdy komuś mi udało się pomóc - mimo to nabierz do tego dystansu, ja dopóki nie opaliłem się, nie aż tak mocno jak ty, też tego nie rozumiałem.

Przywróciło się w Twoim życiu, nie tak jak byś chciała. Spróbuj oszukać los, zrób to na swój sposób. Zmień fryzurę, pomaluj włosy na inny kolor, zrób sobie tipsy, załóż mini i obcasy, zapisz się na kurs z kravmagi (broń Boże salsy :]) - weź stare koleżanki (z Twojej inicjatywy) wybierz się z nimi do miasta do pubu, kina teatru, udowodnij sobie nie facetom, że jesteś dużo warta. Uważasz, że mieszkanie za bardzo przypomina Tobie o nim - zmień je lub wyprowadź się do mamy, zmień pracę na taką jaka Ci się podoba abyś mogła samorealizować się. Z tego etapu życia zachowaj tylko doświadczenie i na pewno psa, bo on dalej zasługuje na Twoją miłość. Aha skocz też z bandżi lub spadochronu - masz do wyboru tongue

43

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Krukuki .... może tak jest że jak coś się robi wbrew sobie, np. jak Ty piszesz że wzięłaś gorszą prace, żeby "budować przyszłość"...to jakby twoja flustracja, mogła sprawić że nie byłaś do końca szczęśliwa, że robiłaś coś na siłę, wbrew własnej woli....może o to chodzi...

44

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

To ja tez cos od siebie dodam;

Dostało sie Tobie tutaj na tym forum za co? bo jestes wrazliwa?,nawet bardzo,uczuciowa,bo masz swój własny wysublimowany swiatopogląd?

45 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-12-19 08:37:29)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
agda17 napisał/a:

Dostało sie Tobie tutaj na tym forum za co? bo jestes wrazliwa?,nawet bardzo,uczuciowa,bo masz swój własny wysublimowany swiatopogląd?

Zależy CZY wrażliwość traktujemy za powód do dumy, czy raczej słabość.
NADwrażliwość chyba nie jest zaletą? Odbieranie sobie człowieczeństwa na rzecz bycia czyimś podnóżkiem? A może niewolnikiem?
Każda skrajność jest niezdrowa.
ZDOBYCIE Świadomości ma tę zaletę, że pozwala eliminować z życia TO co krzywdzi. Również własną NADwrażliwość.
Powodzenia w zmianach smile

46

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
newlife napisał/a:

Jestes kompulsywna dawczynia - wiec przyciagnelas kompulsywnego biorce; musisz popracowac nad soba bo kolejny partner bedzie taki sam.
Twoj partner w czasie zwiazku sie rozwinal i dojrzal - tez chcial dawac by sie poczuc dowartosciowany, niestety ty prawdopodobnie nie umiesz brac - wiec on odszedl i daje innej.

Nie, nie potrafię brać...mam z tym problem...jakiś głupie pouczcie, że nikt nie jest mi nic winien, więc nie powinnam brać.

47

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Z jednej strony rozumiem Cię, z drugiej nie. Rozumiem - cierpisz, utrata kogoś bliskiego z kim wiązałaś plany. Często jest tak (wiem po sobie), że dookoła nas jest mnóstwo sygnałów, widzimy je, ale je ignorujemy. Pewnie już kilka miesięcy wcześniej widziałaś, że "coś jest nie tak", ale zrozumiałe że nie chciałaś tego dopuścić do siebie.

Nie rozumiem - gdyby facet mnie zdradził, poszedłby do innej, na pewno bym cierpiała, ale w życiu nie myślałabym na zasadzie "zostawi ją, wróci do mnie". Zdradził - nie jest wart już mojej uwagi, a robił to z premedytacją, z tego co opisujesz. Faktem jest, że byłaś dla niego "za dobra". Też miałam taką tendencję - ale wiem, że muszę nad tym popracować. Faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet. Chociaż facet uczciwy i kochający powinien to docenić, ale sama nie wiem, czy jest możliwe by kogoś takiego odnaleźć w dzisiejszym świecie... sad

Jak ja przeżywam swoje rozstanie - moje rozstanie było rozciągnięte w czasie, wypruwałam z siebie flaki, niestety nawet to nic nie dało. Otoczenie mówi "odpuść", odpuściłam, ale w sercu zostawiłam sobie małą iskierkę, bo może kiedyś on jeszcze się odezwie. Sama jednak nie mam już godności się odzywać. Zmieniłam nr telefonu, by było mi łatwiej - żeby nie czekać na to, jak on napisze, czy zadzwoni - to daje dużą ulgę. Patrzysz na telefon ze spokojem. Tobie też to radzę. Radzę Ci też, zaplanuj sobie na każdy dzień jakieś małe zadanie. Spotkaj się z kimś jednego dnia, drugiego dnia idź do kina, kawiarni, księgarni, trzeciego dnia upiecz ciasto z koleżanką, czwartego obejrzyj kilka dobrych filmów, piątego dnia zacznij czytać jakąś nową książkę - przede wszystkim staraj się jak najmniej czasu siedzieć sama. Bo jak siedzi się samemu, to dużo złych myśli się pojawia.

Mi też jest bardzo przykro i smutno, mimo tego że się przeprowadzam (dotychczas mieszkałam niedaleko jego domu) i zmieniłam nr telefonu. Wczoraj jechałam autobusem i go widziałam przez szybę jak szedł na przystanek. A już równowagę prawie zyskałam. Dlatego unikaj okazji, by jego zobaczyć, czy się skontaktować, bo to będzie Ciebie tylko dodatkowo boleć i rozjątrzać rany.

Poczytaj też wątek o "kobietach, które kochają za bardzo", być może to jest to, a faceci niestety:( od tego uciekają. W dzisiejszych czasach kobieta, żeby mężczyzna czuł do niej pociąg, musi być niezależna, zadbana, mieć swoje życie, nie koncentrować swego życia dookoła niego, umieć postawić na swoim, przy tym być wierna, dobra... Ale trzeba to zrobić przede wszystkim dla samej siebie. Przy okazji może kiedyś jakiś facet z tego skorzysta. Ale nie pozwól, by to był Twój były. Wiem, że to trudne i ciężkie, bo jesteś przywiązana, kochasz. Ale mogę dać odciąć sobie ręce i nogi, że za nie więcej jak rok będziesz o nim myślała "bydlę" i będziesz się cieszyła z rozwoju wydarzeń. Na pewno do Waszego związku wkradła się jakaś rutyna, facet chciał jeszcze tych motylków, jak ja to mówię "świeżej krwi". W sumie każdy ma prawo się zakochać, ale miłość... tutaj mój dziadek mówi "to płomień, który szybko się pali i szybko gaśnie". Jeśli chodzi o facetów, to szczególnie myślę że można to im przypisać.

Włącz sobie teraz opcję w głowie "zapominam". Niestety, to jest brutalne i to wiem, ale trzeba. A jak kiedyś będzie chciał wrócić? Najlepiej nic nie mów, udaj że jesteś ścianą. Wybacz mu, ale go znienawidź.

48

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Rockfor napisał/a:

Okey mogę zrozumieć, że spotkał faktycznie miłość życia ale czy nie mógł o tym przyjść i powiedzieć wprost przed zdradą i jakoś inaczej to rozwiązać - zapomniałem on nie ma cojones. Nie on wolał przekonać się, że trzyma się już drugiej gałęzi.  Czy tak w ogóle on Tobie podziękował, że zainwestowałaś sporo w jego i czy przeprosił Ciebie za to, że dał ci złudzenie dobrego życia małżeńskiego? Obawiam się, że nie.

To prawda...nie pomyliłeś się. Powiedział mi, że to były fajne lata, ale to już się skończyło.

Rockfor napisał/a:

Przywróciło się w Twoim życiu, nie tak jak byś chciała. Spróbuj oszukać los, zrób to na swój sposób. Zmień fryzurę, pomaluj włosy na inny kolor, zrób sobie tipsy, załóż mini i obcasy, zapisz się na kurs z kravmagi (broń Boże salsy :]) - weź stare koleżanki (z Twojej inicjatywy) wybierz się z nimi do miasta do pubu, kina teatru, udowodnij sobie nie facetom, że jesteś dużo warta. Uważasz, że mieszkanie za bardzo przypomina Tobie o nim - zmień je lub wyprowadź się do mamy, zmień pracę na taką jaka Ci się podoba abyś mogła samorealizować się. Z tego etapu życia zachowaj tylko doświadczenie i na pewno psa, bo on dalej zasługuje na Twoją miłość. Aha skocz też z bandżi lub spadochronu - masz do wyboru tongue

Pies jest dla mnie wszystkim:) Włosów nie farbuję, bo mam naturalnie jaśniutkie i jest to jedna z niewielu rzeczy, którą w sobie bardzo lubię:) A...oczywiście je obcięłam...tipsów nie uznaję, obcasów nie noszę (mam prawie 180cm wzrostu;) ) a o kravmadze już (serio!!!) myślałam, póki co chodzę 3 razy w tygodniu na morderczy fitness...(taki, po którym można majtki wyżymać:)

Wysokości się strasznie boję...tzn. póki mam grunt pod nogami jest ok, ale jak nie mam....latanie samolotami to moja najgorsza zmora...stąd nigdy NIGDY nie wsiadam do samolotu bez uprzednio po kryjomu skonsumowanej małpeczki wink

49

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
czasymira napisał/a:

Krukuki .... może tak jest że jak coś się robi wbrew sobie, np. jak Ty piszesz że wzięłaś gorszą prace, żeby "budować przyszłość"...to jakby twoja flustracja, mogła sprawić że nie byłaś do końca szczęśliwa, że robiłaś coś na siłę, wbrew własnej woli....może o to chodzi...

Czasem tak sobie myślę, że moja choroba, to oderwanie się od rzeczywistości, to tak jakby wewnętrzny bunt...

50

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
agda17 napisał/a:

To ja tez cos od siebie dodam;

Dostało sie Tobie tutaj na tym forum za co? bo jestes wrazliwa?,nawet bardzo,uczuciowa,bo masz swój własny wysublimowany swiatopogląd?

Myślę, że mój światopogląd nie opiera się na wrażliwości i uczuciowości...to też, w jakimś stopniu, ale głównie opiera się na prawdzie. Opiera się na konsekwencjach wyborów. Na byciu silnym w słabościach. Na tym, że jeżeli powiedziało się a, to też trzeba powiedzieć b. Na tym, że jestem gotowa poświęcić dużą część siebie na rzecz wartości, w które wierzę. Na wierze w ludzi.

51

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Anhedonia napisał/a:

Zależy CZY wrażliwość traktujemy za powód do dumy, czy raczej słabość.
NADwrażliwość chyba nie jest zaletą? Odbieranie sobie człowieczeństwa na rzecz bycia czyimś podnóżkiem? A może niewolnikiem?
Każda skrajność jest niezdrowa.

Myślę, że to tak wygląda z boku...w gruncie rzeczy nie czułam się jak niewolnik, czy podnóżek. Robiłam to z własnej, nieprzymuszonej woli. To był mój wybór. Dawania drugiemu człowiekowi szczęścia i przyjemności. Gdy widziałam jak on jest zadowolony i jest mu dobrze, wtedy i mi było dobrze. Bo potrafiłam dać ukochanej osobie małą przyjemność. Różni ludzie mają naprawdę różne potrzeby. Jeden mężczyzna lubi, gdy kobieta masuje mu kark, drugi lubi jak dba o jego włosy i np. go czesze czy obcina, a jeszcze inne lubi, gdy kobieta dba o jego stópki. Tu nie ma różnicy w sensie sprawiania przyjemności. Różnią się tylko konkretne potrzeby danej osoby.

Anhedonia napisał/a:

ZDOBYCIE Świadomości ma tę zaletę, że pozwala eliminować z życia TO co krzywdzi. Również własną NADwrażliwość.
Powodzenia w zmianach smile

Dziękuję:) Świadomości przybywa z każdym dniem. Ciągle odkrywam coś nowego...:)

52

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Nie, nie potrafię brać...mam z tym problem...jakiś głupie pouczcie, że nikt nie jest mi nic winien, więc nie powinnam brać.

Uwierz mi, można tego się nauczyć. Wystarczy uświadomić sobie, że nie jest się jedyną osobą, która chce dać i być szlachetną. Podstawą jednak jest odbudowanie poczucia własnej wartości. Też jest to możliwe. smile

53

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

krukruki- Hej Kochana, No przez chwilę czytałam swoją historię z pewnymi szczegółami, a jednak. 7 lat związku w którym cały czas stawiałam granice, ale kosztowało mnie to sporo nerwów, bo on był bardzo mało układnym człowiekiem. Jednak póki dawałam sobie radę, nie kalkulowałam tylko żyłam w tym związku. Kłótni było wiele, o wszystko, ale nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje co takiego jak nerwica. Nie wiedziałam i do tej pory nie wiem co to związek bez kłótni , gdy partner Cię szanuje i wspiera.

No i stało się. Ah te koleżanki z pracy ;-). Byliśmy u jednej na imprezie i wpadł mi w ręce jakiś telefon, całkiem przypadkiem, w miejscu publicznym. Chciałam znaleźć właściciela, więc zajrzałam do środka. Fala gorąca, zimna-- odebrane sms, imie mojego narzeczonego. Sms niejednoznaczne, ale treść lekko erotyczna, no i stało się, pomyślałam to koniec. Zapytałam jej co to ma znaczyć. Nic nie odpowiedziała.

Na drugi dzień to znajoma powiedziała mi co przeczytałam w owych sms, bo ja nie mogłam sobie przypomnieć <silny stres wykasował szczegóły> . On dzwonił, płakał, przepraszał i wymyślił wszystko tak, że uwierzyłam, że były to tylko żarty. Ja uwierzyłam.

Nerwica pojawiła się tydzień później. Choć nie wiedziałam, że to jest ona. Myślałam, że coś mi innego dolega, dostałam jakiegoś krwawienia w okresie między miesiączkowym. Później zawroty głowy i w końcu lęk. W trakcie napadów i początków choroby było bardzo źle. Mogłam liczyć tylko na mamę, ale jakoś po miesiącu ciężkich stanów, udało mi się to ustabilizować. Przez ten czas luby dalej realizował swoje pasje, wracał późno z pracy, spotykał się ze znajomymi, a nawet nie wrócił na noc.

Od tamtej pory nic już nie było tak samo.
Staram się skupiać właśnie na własnym spokoju. Pisanie pozwala wyrzucić emocje, więc jak jest gorzej piszę w wirtualny świat.

Jeśli chodzi o naszą nerwicę: znajdziesz tu grupkę wspierających się osób, temat "Nerwica, moje kroki do wolności"

Trzymam kciuki za Ciebie,

54

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Ba historia jakiej by nikt nie chcial przezyc.Pomysl sobie ze ludzie kochaja sie w aktorach piosenkarzach i to nie jest im w zaden sposob oddane.Wez sie w garsc .myslalas ze robisz te wszystkie uslugi dla niego poswiecilas sie ale tak naprawde twoj facet chcial miec dame i tez ja sobie znalazl .chcialas byc motorem tego wszystkiego.nie warto.to ze jego matka jego ojcu obcinalal paznokcie szorowala mu piety to nie chce mi sie wierzyc ze myslalas ze to tak musi byc.przeciez mialas tez swoj dom i mam nadzieje ze u swoich rodzicow tego nie widzialas.serce bedzie cie bolalo bo bedzie ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo .masz piekny wiek ,I PRZEDE WSZYSTKIM NAUCZKE ZE nie jestes sluzaca dla nastepnego faceta ,NIE OBCINAJ NASTEPNEMU PAZNOKCI NIECH MA TAK DLUGIE ZE BUTY MU PRZEBIJA .dbasz o swoja kariere ,zaczynasz sie ty realizowac.obowiazki po polowie.a on jak jest szczesliwy to zeby bylo ci lzej to powinnas zyczyc wszystkiego najlepszego.gorycza łzami nic sie nie zrobi.dbaj o siebie

55

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
shadzara napisał/a:

Z jednej strony rozumiem Cię, z drugiej nie. Rozumiem - cierpisz, utrata kogoś bliskiego z kim wiązałaś plany. Często jest tak (wiem po sobie), że dookoła nas jest mnóstwo sygnałów, widzimy je, ale je ignorujemy. Pewnie już kilka miesięcy wcześniej widziałaś, że "coś jest nie tak", ale zrozumiałe że nie chciałaś tego dopuścić do siebie.

To prawda.

shadzara napisał/a:

Nie rozumiem - gdyby facet mnie zdradził, poszedłby do innej, na pewno bym cierpiała, ale w życiu nie myślałabym na zasadzie "zostawi ją, wróci do mnie". Zdradził - nie jest wart już mojej uwagi, a robił to z premedytacją, z tego co opisujesz. Faktem jest, że byłaś dla niego "za dobra". Też miałam taką tendencję - ale wiem, że muszę nad tym popracować. Faceci nie lubią płaszczących się przed nimi kobiet. Chociaż facet uczciwy i kochający powinien to docenić, ale sama nie wiem, czy jest możliwe by kogoś takiego odnaleźć w dzisiejszym świecie... sad

Widzisz, problem polega na tym, że ja z nim rozmawiałam na ten temat. Pytałam, się, czy nie przeszkadza mu to, że o niego dbam, czy nie ma z tym żadnego problemu. Mówił mi, że jego to bardzo cieszy, że kobieta powinna dbać o swojego mężczyznę i nie wyobraża sobie, żeby było inaczej. Często powtarzał mi, że patrząc na mężczyznę można stwierdzić, jaką ma kobietę. Że jego wygląd świadczy o tym i on jest bardzo dumny z tego, że ma taką kobietę.

shadzara napisał/a:

Jak ja przeżywam swoje rozstanie - moje rozstanie było rozciągnięte w czasie, wypruwałam z siebie flaki, niestety nawet to nic nie dało. Otoczenie mówi "odpuść", odpuściłam, ale w sercu zostawiłam sobie małą iskierkę, bo może kiedyś on jeszcze się odezwie. Sama jednak nie mam już godności się odzywać. Zmieniłam nr telefonu, by było mi łatwiej - żeby nie czekać na to, jak on napisze, czy zadzwoni - to daje dużą ulgę. Patrzysz na telefon ze spokojem. Tobie też to radzę. Radzę Ci też, zaplanuj sobie na każdy dzień jakieś małe zadanie. Spotkaj się z kimś jednego dnia, drugiego dnia idź do kina, kawiarni, księgarni, trzeciego dnia upiecz ciasto z koleżanką, czwartego obejrzyj kilka dobrych filmów, piątego dnia zacznij czytać jakąś nową książkę - przede wszystkim staraj się jak najmniej czasu siedzieć sama. Bo jak siedzi się samemu, to dużo złych myśli się pojawia.

Numeru telefonu nie zmieniłam, ale wykasowałam jego (nie znam na pamięć) i mam spokój. Nie mam z nim ŻADNEGO kontaktu. Podczas naszego ostatniego spotkania powiedziałam, a raczej wykrzyczałam, że mam nadzieje, że go więcej nie zobaczę i nie życzę sobie żadnych kontaktów. Planuję sobie każdy dzień-to faktycznie pomaga...


shadzara napisał/a:

Mi też jest bardzo przykro i smutno, mimo tego że się przeprowadzam (dotychczas mieszkałam niedaleko jego domu) i zmieniłam nr telefonu. Wczoraj jechałam autobusem i go widziałam przez szybę jak szedł na przystanek. A już równowagę prawie zyskałam. Dlatego unikaj okazji, by jego zobaczyć, czy się skontaktować, bo to będzie Ciebie tylko dodatkowo boleć i rozjątrzać rany.

On się wyprowadził do tej kobiety, niestety jego rodzice mieszkają niedaleko ode mnie. Dlatego też, w weekendy, gdy do ich odwiedza, nie bywam zupełnie w tych okolicach. Po to właśnie, by go nie zobaczyć.

shadzara napisał/a:

Poczytaj też wątek o "kobietach, które kochają za bardzo", być może to jest to, a faceci niestety:( od tego uciekają. W dzisiejszych czasach kobieta, żeby mężczyzna czuł do niej pociąg, musi być niezależna, zadbana, mieć swoje życie, nie koncentrować swego życia dookoła niego, umieć postawić na swoim, przy tym być wierna, dobra... Ale trzeba to zrobić przede wszystkim dla samej siebie. Przy okazji może kiedyś jakiś facet z tego skorzysta. Ale nie pozwól, by to był Twój były. Wiem, że to trudne i ciężkie, bo jesteś przywiązana, kochasz. Ale mogę dać odciąć sobie ręce i nogi, że za nie więcej jak rok będziesz o nim myślała "bydlę" i będziesz się cieszyła z rozwoju wydarzeń. Na pewno do Waszego związku wkradła się jakaś rutyna, facet chciał jeszcze tych motylków, jak ja to mówię "świeżej krwi". W sumie każdy ma prawo się zakochać, ale miłość... tutaj mój dziadek mówi "to płomień, który szybko się pali i szybko gaśnie". Jeśli chodzi o facetów, to szczególnie myślę że można to im przypisać.

Tylko w tym jest cały ambaras, że ja nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. Być dla mężczyzny "na pokaz". Jestem taka, jaka jestem. Mam wady, mam też zalety. Dla mnie związek opiera się przede wszystkim na uczciwości. "Bydlę"...gorsze słowa mi przechodzą przez myśl, jak go nazywam smile


shadzara napisał/a:

Włącz sobie teraz opcję w głowie "zapominam". Niestety, to jest brutalne i to wiem, ale trzeba. A jak kiedyś będzie chciał wrócić? Najlepiej nic nie mów, udaj że jesteś ścianą. Wybacz mu, ale go znienawidź.

Nie potrafię nienawidzić. To moja kolejna wada. To uczucie jest mi zupełnie obce. Różne rzeczy mnie spotykały w życiu, różne świństwa mi ludzie robili, ale nigdy, nigdy nikogo nie znienawidziłam. Każdy człowiek ma w sobie jakieś dobro. Nie ma ludzi do szpiku złych. Za każdym złem w człowieku stoi jakaś historia, jakiś splot czynników i wydarzeń z jego życia. Nie mi je oceniać...ale nie potrafię znienawidzić. Nie potrafię też wybaczyć. Wszystko to jest jakieś popieprzone...:)

56

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
Wielokropek napisał/a:
krukruki napisał/a:

Nie, nie potrafię brać...mam z tym problem...jakiś głupie pouczcie, że nikt nie jest mi nic winien, więc nie powinnam brać.

Uwierz mi, można tego się nauczyć. Wystarczy uświadomić sobie, że nie jest się jedyną osobą, która chce dać i być szlachetną. Podstawą jednak jest odbudowanie poczucia własnej wartości. Też jest to możliwe. smile

Impossible is nothing smile

57

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
sluuu napisał/a:

Od tamtej pory nic już nie było tak samo.
Staram się skupiać właśnie na własnym spokoju. Pisanie pozwala wyrzucić emocje, więc jak jest gorzej piszę w wirtualny świat.

Znam to doskonale...ja pół roku wegetowałam w stanie..."nic już nie jest tak samo"...ale walczyłam jak lwica. Ciesze się, że odzyskujesz spokój...ja póki co czuję tylko ogromne zmęczenie. Jestem po prostu tak strasznie zmęczona...

sluuu napisał/a:

Jeśli chodzi o naszą nerwicę: znajdziesz tu grupkę wspierających się osób, temat "Nerwica, moje kroki do wolności"

Trzymam kciuki za Ciebie,

Dziękuję, na pewno zajrzę. Też trzymam kciuki, bardzo, bardzo mocno!

58 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-19 10:41:27)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

]
(...) problem polega na tym, że ja z nim rozmawiałam na ten temat. Pytałam, się, czy nie przeszkadza mu to, że o niego dbam, czy nie ma z tym żadnego problemu. Mówił mi, że jego to bardzo cieszy, że kobieta powinna dbać o swojego mężczyznę i nie wyobraża sobie, żeby było inaczej. Często powtarzał mi, że patrząc na mężczyznę można stwierdzić, jaką ma kobietę. Że jego wygląd świadczy o tym i on jest bardzo dumny z tego, że ma taką kobietę.

to niedowiary.Pytalas go ??Kazdy dba o siebie.

Dbanie o kogos polega na czyms zupelnie innym.

Wy zyliscie w jakims mocno trujacym nawzajem ...matrixie ...chcialoby sie powiedziec.

Kobieta nie jest na swiecie po to, by dogadzac mezczyznie.
mezczyzna nie jest na swiecie po to by sie kobieta "przyozdabiac". Ona jest czlowiekiem .
Mowi Ci to cos ?

59

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

to niedowiary.Pytalas go ??Kazdy dba o siebie.

Kolejna moja wada...jak mam wątpliwości, to zawsze pytam...chociaż byłoby to najgłupsze pytanie...chociaż nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi....

pomaranczowa 1 napisał/a:

Dbanie o kogos polega na czyms zupelnie innym.

Np.? smile


Wy zyliscie w jakims mocno trujacym nawzajem ...matrixie ...chcialoby sie powiedziec.

Coś w tym jest....w tym matrixie....

Kobieta nie jest na swiecie po to, by dogadzac mezczyznie.
mezczyzna nie jest na swiecie po to by sie kobieta "przyozdabiac". Ona jest czlowiekiem .
Mowi Ci to cos ?

Wiem, wiem...ale on tez o mnie dbał! Czasem mi rozmasował plecy, czasem zrobił kawę...a jeżeli czegoś nie robił, to tylko dlatego, że ja już to zrobiłam pierwsza. Nie dałam mu chyba szansy na wykazanie się.
Tak jestem człowiekiem. I to we wszystkich wymiarach swojego człowieczeństwa. Oczywiście, że nie jest od usługiwania mężczyźnie. Tylko że jak mężczyzna siedzi po 12 godzin w pracy, harując na wasz lepszy byt, to nie widzę problemu w tym, że kobieta, która jest 3 godziny wcześniej w domu, ogarnie to co jest do ogarnięcia, a mężczyzna jak wróci padając na ryj, to po prostu sie położy, a kobieta sprawi mu małą przyjemność, która go chociaż trochę zrelaksuje... smile Czy to jest złe myślenie?

60

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

mam pytanie odnośnie mej sytuacji: rozstałam się z facetem po dłuższej szarpaninie (bilans 1:1, nie było zdrad, wszystkie inne trudności). on jest do mnie przywiązany i w ostatniej rozmowie powiedział mi, że wydaje mu się że będzie jeszcze się do mnie odzywał, ale że "mam się do niczego nie zobowiązywać". i że mam swe zaburzenia (wie, że rozpoczęłam teraz terapię - niezmiernie mnie irytuje to, że mi to wypomina, bo to intymna sprawa, ale m.in. przez to rozwaliło się wszystko), ale mimo to jestem wspaniała, gdzie on znajdzie drugą taką jak ja, itp. powiedział, że jak facetowi zależy, to zrobi wszystko dla tej kobiety. i że znając siebie, to być może za jakiś czas się odezwie, jak mu się w głowie i sercu wszystko ułoży. jednocześnie podkreślał, że się rozstaliśmy i że on się z tym "pogodził".

jak uważacie, odezwie się? będzie jeszcze chciał walczyć? moja pozycja: milczenie, nie odzywam się do niego (*dopiero 3 dzień, ale w moim/jego wydaniu to dużo). w sumie ja sama nie wiem, czy bym się zgodziła, gdyby chciał wrócić... dużo mi przykrości zrobił i by musiał wiele rzeczy zrobić, bym ja zechciała wrócić. no ale ktoś może mi doradzi? mówią, jak kocha to wróci...

61

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
shadzara napisał/a:

mam pytanie odnośnie mej sytuacji: rozstałam się z facetem po dłuższej szarpaninie (bilans 1:1, nie było zdrad, wszystkie inne trudności). on jest do mnie przywiązany i w ostatniej rozmowie powiedział mi, że wydaje mu się że będzie jeszcze się do mnie odzywał, ale że "mam się do niczego nie zobowiązywać". i że mam swe zaburzenia (wie, że rozpoczęłam teraz terapię - niezmiernie mnie irytuje to, że mi to wypomina, bo to intymna sprawa, ale m.in. przez to rozwaliło się wszystko), ale mimo to jestem wspaniała, gdzie on znajdzie drugą taką jak ja, itp. powiedział, że jak facetowi zależy, to zrobi wszystko dla tej kobiety. i że znając siebie, to być może za jakiś czas się odezwie, jak mu się w głowie i sercu wszystko ułoży. jednocześnie podkreślał, że się rozstaliśmy i że on się z tym "pogodził".

jak uważacie, odezwie się? będzie jeszcze chciał walczyć? moja pozycja: milczenie, nie odzywam się do niego (*dopiero 3 dzień, ale w moim/jego wydaniu to dużo). w sumie ja sama nie wiem, czy bym się zgodziła, gdyby chciał wrócić... dużo mi przykrości zrobił i by musiał wiele rzeczy zrobić, bym ja zechciała wrócić. no ale ktoś może mi doradzi? mówią, jak kocha to wróci...

Nie jestem specjalistką, wręcz odwrotnie, jestem dzieckiem we mgle...ale...daj czas czasowi...absolutnie nie rozumiem mężczyzn...są utkani z zupełnie innych nici...ale...daj temu czas...jeżeli mówi Ci, że musi sobie wszystko poukładać-pozwól mu na to. Milczenie jest złotem w tej sytuacji. Ale przede wszystkim sama odpowiedz sobie na pytanie, czy chciałabyś, żeby on wrócił i czy go kochasz.
W tym co piszesz jest trochę takiej filuternej, kobiecej kokieterii...zrobił przykrość, nie wiem, czy bym chciała, ale z niecierpliwością czekam na to, żeby się odezwał smile Czyli chyba byś chciała:)
Głowa do góry Kochana, bądź przede wszystkim szczera sama ze sobą. Nie potrafię Ci odpowiedzieć na pytanie, czy wróci. Proszę Cię tylko o szczerość wobec samej siebie...
Teoretykiem może jestem niezły, za to praktykiem do de. Poza tym, możesz puścić to wszystko mimo uszu, jestem kobietą zranioną i porzuconą, nie ma we mnie obiektywizmu nic a nic.
Trzymaj się ciepło!

62

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

za dobra byłaś!!!

To co opisujesz to koszmar, traktowałaś go trochę jak swoje małe dziecko a nie mężczyznę.. obcinanie paznokci... boże w jakich czasach Ty żyjesz, tamta mu tego na pewno nie będzie robić, bo to nie jest droga do zaimponowania mężczyźnie..

63

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
poly28 napisał/a:

boże w jakich czasach Ty żyjesz, tamta mu tego na pewno nie będzie robić, bo to nie jest droga do zaimponowania mężczyźnie..

Z tego, co mówi mój kalendarz, jest Anno Domini 19.12.2013 smile:):)

Ale dlaczego wszyscy upierają się, że jak mu chciałam tym zaimponować?! Czy obcięcie paznokci u prawej ręki, bo ktoś ma ewidentnie problem z czynnościami manualnymi to taki wielki grzech i poniżenie dla kobiety?! Żeby jego paznokcie nie wyglądały jak obgryzione w rąbki?! Broń mnie Panie Boże od tego równouprawnienia i tego, że każdy sam sobie i o siebie. Co w tym złego, że dwoje ludzi ma więcej styków wspólnych, niż przeciętnie w społeczeństwie?

Trochę się uniosłam, przepraszam, ale nie rozumiem pewnych rzeczy...stąd taka reakcja:) Pozdrawiam ciepło!

64 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-12-19 12:02:33)

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Krukruki,
nie wiem co mam Ci odpowiedziec, ale wiem i czuje , ze nie tedy droga w dbaniu o kogos.

Ty jakby go zaanektowalas...nie wiem...jakby byl Twoim organizmem. A on nie jest nim.
Nie szanowalas swoich potrzeb,odstawialas je na tor boczny,doprowadzilas sie do wycienczenia,fizycznego i psychicznego, byleby tylko ON byl "zabezpieczony. "
Tu jest blad. W Twoim rozumieniu i postrzeganiu .

Nie stawiasz granic.

Zobacz, piszesz , ze musisz pytac, a przeciez sama powinnas wiedziec co najlepsze dla Ciebie. Nikt inny nie ma prawa tego wiedziec lepiej od Ciebie...

65

Odp: Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...
krukruki napisał/a:

Czy obcięcie paznokci u prawej ręki, bo ktoś ma ewidentnie problem z czynnościami manualnymi to taki wielki grzech i poniżenie dla kobiety?! Żeby jego paznokcie nie wyglądały jak obgryzione w rąbki?! Broń mnie Panie Boże od tego równouprawnienia i tego, że każdy sam sobie i o siebie. Co w tym złego, że dwoje ludzi ma więcej styków wspólnych, niż przeciętnie w społeczeństwie?

krukruki, ale badz szczera sama z soba...
Przeciez doskonale wiesz, ze to nie w tym przykladzie problem.To zwyczajna pomoc.

Problem raczej, jest w tym, ze Ty uwazalas, ze sie poswiecasz i za to poswiecenie (tez uwazalas ) ze nalezy Ci sie teraz ...cos.Nie wiem co , zycie do grobowej deski razem czy cos innego.Chcialas "wynagrodzenia "

A to tak nie funkcjonuje.
By z kim byc, by ktos chcial z nami byc, nie trzeba sie poswiecac ( czytaj : robic czegos co nam szkodzi a temu drugiemu ma "ulatwiac ").
Wystarczy byc.

Nie pisze tego w jakims celu, by Ciebie zdolowac. Tak po prostu JEST.

Posty [ 1 do 65 z 149 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyrzucił na śmietnik jak znoszony łach...błagam, pomóżcie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026