dorota111 napisał/a:...Na dzień dxisiejszy bym tego nie zrobila...
Widzisz, postanowienia masz dobre, ale... one nie wynikają z faktu że sie opamiętałaś, że zrozumiałałas że nie chcesz niszczyc życia męża bo go kochasz... tylko dlatego że kochanek Cię zawiódł... z tego powodu z resztą założyłaś ten temat... jeszcze 2 dni temu pisałaś że kochasz kochanka... jak czytając to wszystko można wierzyć w to co teraz piszesz? I co najważniejsze - zastanów się czy sama jesteś szczera w tym momencie wobec Ciebie... Bo taki "kochanek" zapewne znowu się znajdzie... będzie komplementował, mówił czułe słówka i będzie ta chemia z początku znajomości której w małżenstwie juz nie osiagniesz... jak sobie z tym wtedy poradzisz?
Mnie się wydaje, że właśnie dlatego, że rzucił ją kochanek, zaczęlo do niej docierać ile zła wyrządza swojej rodzinie, teraz kiedy ją samą zabolało. Dotarło do niej, że przez takie romanse, to co się z mozołem tworzyło, przez wiele lat, w jednej chwili może runąć jak domek z kart.
A co do komplementów. Hm, mąż mówił schudnij, a tu znalazł się ktoś, komu nie przeszkadzała fałdka na brzuchu, pelniejsze ksztaty, poczuła się piękna, chciana i pożądana. A potem już poszło, przekroczyła granicę, zakochała się i wszystko tym sobie tłumaczyła. Nie widziała, że kochanek wcale nie jest idealny. Była jak w oku cyklonu, dookoła trwało spustoszenie, a jej było ciepło i przytulnie. Nie myślała wtedy, że jest w środku ogromnego wiru.
Teraz już widzi że kochanek nie jest idealny, że traktuje kobiety jak zabawki, że ona sama była jedną z nich. Jeszcze chwila i jej wielka milość, przerodzi się w nienawiść, wszak mawiają że od miłości do nienawiści, bardzo którtka doroga.
Jeśli ma szacunek dla samej siebie, już mu nie uwierzy. W tej chwili już wie, że zbyt wiele dla niego nie znaczyła.
Od niej tylko zależy jak pokieruje swoim życiem.
Niema co na siłę jej przekonywać by przyznała się do romansu. I tak to mija się z celem, bo ona nie jest na to gotowa i takich rad nie bierze pod uwagę.