Ja jednak uważam ze epitety to nie norma.
Zapewne nie pozwolilabym na drugi. Po pierwszym uslyszanym. Jestem co prawda kobieta. Ale nie wyobrażam sobie żebym powiedziała np ty idioto do mojego
Męża. Po pierwsze w życiu nikogo epitetami nie obrzucalam. Po drugie nie pozwoliłby na to... Troche nie potrafie zrozumieć. Jak to sie dzieje. Ze młodzi ludzie sie wiążą ze sobą. Kochają. A potem jedno z nim mówi ty .... A to drugie kładzie uszy po sobie i to akceptuje. Dla mnie to niezrozumiałe.
Podobne tematy
67 2013-09-13 15:01:25 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2013-09-13 15:12:26)
A potem jedno z nim mówi ty .... A to drugie kładzie uszy po sobie i to akceptuje. Dla mnie to niezrozumiałe.
Bo to drugie bylo niedojrzale, z ukryta niska samoocena. I do tego jeszcze DDD (nie zdajac sobie jeszcze z tego sprawy). I do tego jeszcze wierzace w swietosc i nierozerwalnosc malzenstwa.
Bo obiecalo sobie ze nigdy, przenigdy nie opusci wlasnego dziecka.
68 2013-09-13 15:33:33 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 15:44:46)
Hej,
Naście lat malzenstwa, 3 dzieci, kilka kochanek po drodze. Dzieci kocham ponad wszystko. Ale zony juz nie. Bylo wiele klótni, jedna juz wyprowadzka (wtedy jeszcze bylem wierny, nie chodzilo o kochanke). Byla wizyta u psychologa, po której prawie sie pozabijalismy -- natychmiast po wyjsciu, w samochodzie. Przez jakies 50% czasu jest fajnie, druga polowa to albo ciche dni albo draka. Dzieci sa swiadkami tego wszystkiego.
Zona jest uzalezniona ode mnie i swiata poza mna nie widzi. Przynajmniej przez te 50% czasu.
Od dwóch lat mam inna dziewczyne. Na poczatku wiadomo -- konska dawka dopaminy i adrenaliny, wiec nie podejmowalem zadnych decyzji. Dla dzieci wszystko. Minely jednak 2 lata i z panna uklada sie nadzwyczaj dobrze. Ale podwójne zycie meczy nas oboje i trzeba wybrac.
Życzę ci by ona ciebie zdradziła vice-versa, odejdź od niej nie jesteś wartościowym facetem a "męską" .....
Poprzednim razem powiedzialem zonie ze sie zakochalem i chcialem sie wyprowadzic. Zrobila wszystko co kobieta potrafi, zeby mnie zatrzymac. Zreszta wtedy i tak nie mialbym dokad pojsc, finanse byly zbyt scisniete zeby wystarczylo na cos innego niz zycie pod mostem. A to byloby równoznaczne z utrata pracy, za czym polecialaby cala reszta domina.
Przez pare miesiecy bylo miedzy nami fajnie, potem stopniowo wrócily stare problemy. Po kolejnych paru miesiacach znów poznalem kogos.
Biorac chwilowo na bok biezaca sytuacje. Czy ze zdradzania mozna sie wyleczyc? Podwójne zycie naprawde mnie nie bawi. Gdzie szukac pomocy?
Głupia baba ja na jej miejscu bym ci życie zniszczyła, ona ma syndrom przekochania.
Ciekawe jakbyś się poczuł gdyby kochanka ciebie zdradziła pewnie w pi@du za drzwi ot podwójne standardy facetów.
69 2013-09-13 15:35:37 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-09-13 15:36:00)
Ja jednak uważam ze epitety to nie norma.
Zapewne nie pozwolilabym na drugi. Po pierwszym uslyszanym. Jestem co prawda kobieta. Ale nie wyobrażam sobie żebym powiedziała np ty idioto do mojego
Męża. Po pierwsze w życiu nikogo epitetami nie obrzucalam. Po drugie nie pozwoliłby na to... Troche nie potrafie zrozumieć. Jak to sie dzieje. Ze młodzi ludzie sie wiążą ze sobą. Kochają. A potem jedno z nim mówi ty .... A to drugie kładzie uszy po sobie i to akceptuje. Dla mnie to niezrozumiałe.
hm, czy aby nie pomyliłaś wątków ? ![]()
W sąsiednim wątku, partnerka wyrzuciła faceta po epitecie który zamruczał pod nosem ![]()
tutaj z pomocą przyszły kochanki.
Jednak, jestem trochę zaskoczony faktem że kobiety nie stosują epitetów. Moze czas na zmiany..
Do tej pory myślałem ze to dosyć często stosowana forma obrony przez atak, wynikającej z poczucia kompleksu niższości, niepewności.
70 2013-09-13 15:50:44 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 16:02:24)
Bardzo mnie ciekawi jak on sam zareagowałby na zdradę przez kochankę a do tego może dojść nawet wydawałoby się w dobrze zapowiadającej się osobie.
Osoba dobra też może zdradzić ale zdradzić drugi raz to czysty cynizm.
Człowiek_znikąd
Przerażasz mnie. To, co piszesz, Twój sposób myślenia. Zastanawiam się, że może nie do końca potrafisz wyrazić to co czujesz, bo chyba niemożliwe, żeby ktoś w ten sposób postrzegal innych ludzi. Co do, myślenia fiutem, to chyba nadal aktualbne. nioe chcę Cię obrażać, ale nie potrfaię Ci nic powiedzieć. Jeżeli myslisz tak jak piszesz, jeżeli nic nie czujesz, wszystko analizujesz na chlodno, statystycznie("W skrócie zostalem w domu z dwóch powodów: z litosci i z braku mozliwosci lokalowych"), to co Ci poradzić? Zycie to nie matematyka, podejmując pewne decyzje wplywamy na ludzi pozytywnie albo negatywnie. Ty na swoją rodzinę masz negatywny wplyw. Zdecydowanie. Ale dla mnie to kwestia charakteru. Myślę, że się nie zmienisz. Tobie będzie w życiu dobzre, innym niekoniecznie. Nasuwają mio się inne skojarzenia, ale nie chcę zabrnąc za daleko. Jeśli można się nauczyć czuć, wczuwać się w innych ludzi to jest wlaśnie co powinieneś wypracować.
To jest socjopata, chip RFID i obserwacja tylko to pomoże.
Bardzo mnie ciekawi jak on sam zareagowałby na zdradę
On juz to przezyl, po 5 letnim zwiazku. Cierpial ale odszedl kulturalnie i z godnoscia, mimo ze dziewczyna wciaz chciala byc z nim.
To jest socjopata, chip RFID i obserwacja tylko to pomoże.
Mimo krytycznego spojrzenia na samego siebie, definicja socjopaty nie zgadza sie w ani jednym punkcie z moim zyciem. Czy nie uwazasz, ze negatywne emocje moga Ci troche przeszkadzac w obiektywnej ocenie sytuacji, Katarzynko?
tak właściwie co Tobie rozwód zmieni?
tak właściwie co Tobie rozwód zmieni?
1) Zakonczy oszustwo,
2) Uwolni mnie od toksycznego zwiazku z zona,
3) Da Jej szanse na lepsze zycie, jezeli problem tkwi we mnie.
74 2013-09-13 17:27:00 Ostatnio edytowany przez paranojewmojejglowie (2013-09-13 17:27:53)
a jakie są zalety zostania z żoną?
lub
jaki mógłby być powód zostania przy żonie?
a jakie są zalety zostania z żoną?
lub
jaki mógłby być powód zostania przy żonie?
1) Oszczedzenie jej i dzieciom traumy,
2) Egoistyczna przyjemnosc pokazywania sie z ladna, zgrabna kobieta z dobrym gustem, lubiana przez ludzi.
a jeśli zostaniesz z żona to wasz zwiazek się nie zmieni?
wciąż będzie na odległość?
wciąż będzie tak samo?? nie masz zamiaru walczyć? zmieniać?
a jeśli odejdziesz, to jaki masz pomysł na życie?
a jeśli zostaniesz z żona to wasz zwiazek się nie zmieni?
wciąż będzie na odległość?
wciąż będzie tak samo?? nie masz zamiaru walczyć? zmieniać?
Wiesz, próbowalismy tyle razy... Schemat sie powtarza.
Sa tez tematy, których po prostu nie da sie poruszyc, poniewaz momentalnie emocje siegaja zenitu.
a jeśli odejdziesz, to jaki masz pomysł na życie?
Nie widze duzych zmian na horyzoncie. Na pewno nie nowe malzenstwo, co najwyzej 'przyjacielski' zwiazek -- mniej lub bardziej luzny. Mam pare tematów oprócz pracy i z reguly jestem dosc zajety.
wydaje mi się że twój temat powinien być nazwany:
JAK ROZSTAĆ SIĘ Z ŻONĄ?
dla mnie sprawa jest prosta jeśli jesteś zdecydowany,
-niesiesz papiery na rozwód bez orzekania o winie do sądu.
-informujesz o tym żonę, mówisz jej że taka jest twoja decyzja bo małżeństwo jest fikcją, że masz zamiar pomagać finansowo przy dzieciach i od tej pory kontaktujecie się tylko w sprawie dzieci.
-czekacie na sprawe rozwodową, ale uginasz się przed jej awanturami i nie wchodzisz w dyskusję.
w czym problem?
myślę że wiele osób jest niezdecydowanych na rozwód i to jest ich problem a ty wydaje mi się nie widzisz szans na życie razem.
nie mnie ciebie oceniać, ale w końcu niech sytuacja będzie jasna, to zapewne jedna z dobrych i odpowiedzialnych rzeczy jakie możesz zrobić dla żony
wydaje mi się że twój temat powinien być nazwany:
JAK ROZSTAĆ SIĘ Z ŻONĄ?dla mnie sprawa jest prosta jeśli jesteś zdecydowany,
-niesiesz papiery na rozwód bez orzekania o winie do sądu.
-informujesz o tym żonę, mówisz jej że taka jest twoja decyzja bo małżeństwo jest fikcją, że masz zamiar pomagać finansowo przy dzieciach i od tej pory kontaktujecie się tylko w sprawie dzieci.
-czekacie na sprawe rozwodową, ale uginasz się przed jej awanturami i nie wchodzisz w dyskusję.w czym problem?
myślę że wiele osób jest niezdecydowanych na rozwód i to jest ich problem a ty wydaje mi się nie widzisz szans na życie razem.
nie mnie ciebie oceniać, ale w końcu niech sytuacja będzie jasna, to zapewne jedna z dobrych i odpowiedzialnych rzeczy jakie możesz zrobić dla żony
dlaczego bez orzekania o winie ?
tylko i jedynie dla tego zeby przebieglo to jak najszybciej, tym samym wydaje mi sie ze byłoby to najmniej bolesne
81 2013-09-13 22:06:17 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 22:12:27)
Jeśli cierpiałeś zdradę to jakim prawem sam zdradziłeś i chcesz coś naprawiać, trza było odejść i nie zwracać uwagi na jej reakcję.
Powinieneś zostać singlem masz osobowość dyssocjalną co nie znaczy że będziesz latał z siekierą.
Ludzie z osobowością dyssocjalną mają:
-defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
-deficyt uczenia się na swoich błędach;
-upośledzenie związków gdzie relacje są oparte na przydatności innych do własnych celów, ludzie z tą przypadłością tworzą płytkie związki,
często ludzie tacy ignorują wszelkie konwencje społeczne;
-zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm, wyczulenie na przejawy niedoceniania.
Inna możliwość to że jesteś zwykłym trollem bo piszesz razem z drugą osobą która przypadkiem też jest zdrajca tylko płci żeńskiej ![]()
paranojewmojejglowie napisał/a:wydaje mi się że twój temat powinien być nazwany:
JAK ROZSTAĆ SIĘ Z ŻONĄ?dla mnie sprawa jest prosta jeśli jesteś zdecydowany,
-niesiesz papiery na rozwód bez orzekania o winie do sądu.
-informujesz o tym żonę, mówisz jej że taka jest twoja decyzja bo małżeństwo jest fikcją, że masz zamiar pomagać finansowo przy dzieciach i od tej pory kontaktujecie się tylko w sprawie dzieci.
-czekacie na sprawe rozwodową, ale uginasz się przed jej awanturami i nie wchodzisz w dyskusję.w czym problem?
myślę że wiele osób jest niezdecydowanych na rozwód i to jest ich problem a ty wydaje mi się nie widzisz szans na życie razem.
nie mnie ciebie oceniać, ale w końcu niech sytuacja będzie jasna, to zapewne jedna z dobrych i odpowiedzialnych rzeczy jakie możesz zrobić dla żonydlaczego bez orzekania o winie ?
Ludzie z osobowością dyssocjalną nie czują się winni.
Piszesz - "zony nie kocham, dzieci kocham nad zycie".
Czy wziales pod uwage, ze te dzieci, ktore kochasz nad zycie, moze w jakiejs perspektywie czasu wychowywac inny facet?
Nie bedziesz dla nich ojcem tak jak do tej pory, tylko takim jak to ustali sad - okreslony czas wizyt, ustalenia w sprawie wakacji, wyjazdow itp.
Skoro zona taka atrakcyjna, ze "milo sie z nia pokazac" - to wielce prawdopodobne, ze zainteresuje sie nia jakis ewentualny ojciec zastepczy dla Twoich dzieci.
Zona pewnie zyczliwie nastawiona do Ciebie nie bedzie, wiec raczej zapomnij o przyjacielskich wizytach kiedy bedziesz uwazal za stosowne, bedziesz ograniczony scislymi terminami.
Dziecmi sie chyba nie podzielicie - raz, ze Ty czlek mocno zajety (praca. kochaneczka), a dwa nie jest dobrze rozdzielac rodzenstwo.
Tak jakos to kochanie nad zycie przyszlo do glowy....................
83 2013-09-14 07:10:41 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-09-14 14:15:05)
Jezu ale się ze soba pieścisz człowieku znikąd .Pan niezdecydowany żona temat pomijam znudziła sie ,kochanka powiało nowością ale znudzi się no cóż nie ma ludzi niezastąpionych ,dzieci z punktu widzenia biologii i zoologii samiec może ich mieć mnóstwo o ile nie strzela po jakimś czasie ślepakami .Jestes typem motylka dziś tu jutro tam nie masz pojęcia co znaczy kogoś kochać a dzieci no zacznie wykłócanie sie o alimenty albo uznasz że nie Twoje standard mezczyzn zdradzających notorycznie .Spychologia powszechna .Nie daj boże kochanka zajdzie w ciąże dopóki bedzie dawała będziesz dawał kasę na bękarta ale jak sie obrazisz to no cóż skoro mogła z toba mogła z innym .Tobie nie pomoże żadna terapia bo jestes mądrzejszy od terapeuty a Twojej żonie rozwód na pewno pomoże znajdzie sobie kogos bardziej życiowego niż Ty chyba że lubi być uzależniona od tego typu mięczakow .Umiesz zdradzać naucz się ponosić konsekwencje proste .
Czy wziales pod uwage, ze te dzieci, ktore kochasz nad zycie, moze w jakiejs perspektywie czasu wychowywac inny facet?
Nie bedziesz dla nich ojcem tak jak do tej pory, tylko takim jak to ustali sad - okreslony czas wizyt, ustalenia w sprawie wakacji, wyjazdow itp.
A jak myslisz, dlaczego tak trudno odejsc?
Tobie nie pomoże żadna terapia bo jestes mądrzejszy od terapeuty
Czy mozesz to jakos uzasadnic?
Inna możliwość to że jesteś zwykłym trollem bo piszesz razem z drugą osobą która przypadkiem też jest zdrajca tylko płci żeńskiej
To moze ustalmy ta wersje dla Twojego spokoju i juz nie zasmiecaj Wacpanna watku, zgoda?
Jednak, jestem trochę zaskoczony faktem że kobiety nie stosują epitetów. Moze czas na zmiany..
Do tej pory myślałem ze to dosyć często stosowana forma obrony przez atak, wynikającej z poczucia kompleksu niższości, niepewności.
zapewne tak jest drzazga..
natomiast ja absolutnie się nie zgadzam z tym, że kob iety mają prawo do epitetów
rozumiem, że jak są słąbsze psycvhicznie, to nie biją po mordzie pięścią tylko wyzywają od najgorszych?
absolutnie nie akceptuje takich zachować
nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek zgodziła się na to, by ktoś zaczał mnie wyzywac
czułabym się jak ostatnia szmata i prostaczka jakbym zaczeła rzucac mięchem w kogoś
i nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek 'zaakceptowal takie zachowanie drugiej strony
jesli spotykaliście na swojej drodze kobiety, które tak rob ią, jesliu akceptowwaliście to - to bardzo współczuję
no chyba, że nie mam poczucia kompleksu nizsości i niepewności
ale równie dobrze, idąc tym trybem.. mogłabym męzowi gacie prać w jakimś uczulającym kwasie - tylko po to - by czuł się niekomfortowo w życiu....
i podawać mu odrobinkę cyjanku do każdego posiłku, żeby czasem fizycznie nie był ode mnie silniejszy
nie nie nie
jesteśmy wszystcy dorosłymi ludźmi, ludzie zasługują na szacunek. ja ludzi szanuję oczekuję tego samego od nich'jesli ktoś ma inne zdanie na ten temat - prosze bardzo - ale nie zemną
\
gdyby mój mąż powiedział mi, że jestem np. głupią idiotką, kretynką i nic nie wartym pomiotłem (kurcze, nawet sobie nie potrafię tego wyobhrazić) to pewnie usłyszałby spokojny, zimny głos - że nie życzę sobie takiego traktowania. i nie bede go tolerować
a jesloiby za tydzien zropbiłby to samo.. to byłby koniec
\drzazga - bo wiesz jak jest
jesli mój mąż przez dwadzieścia lat nie nazwał mnie idiotką - to już tego nie zrobi
nazwałby mnie tak pewnie kiedyś, na początku związku - i od mojej reakcji by zależało co dalej
bo albo by przyjał do wiadomości - że nie ze mną takie numwry
a;lbo nie bylibyśmy razem
tak samo powinno być odwrotnie
jesli ludzie po okresie narzeczeństwa biorą ślub... i nagle kobiety z anioła zamienia się w jędzę i dwa dni po slubie wyswa meża stosując epitety - to ten maż powinien czytelnie, jasno, dobitnie powiedzieć, jak widzi ten związek...i tyle
Po przetrawieniu calej tej dyskusji, dochodze do wniosku ze zaczalem go od d... strony.
Obecna sytuacja jest tylko skutkiem, a przyczyna jest moja i zony niedojrzalosc, z której wyniklo wiele problemów przez lata i z którymi sobie nie poradzilismy.
Okreslenie 'kilka' kochanek tez zle oddaje sytuacje. Tak naprawde bylo zainteresowanie kims innym (z wzajemnoscia), ale zanim cos sie zaczelo, powiedzialem zonie co sie dzieje i zerwalem kontakt z tym kims. Nastepnym razem wydarzylo sie wiecej i tez powiedzialem zonie co sie dzieje. W obu przypadkach byla histeria i zatrzymywanie mnie na sile, wlacznie z rekoczynami. Za trzecim razem nic juz nie mówilem dla swietego spokoju i zeby ochronic dzieci przed dantejskimi scenami.
Dobrych kilka lat wstecz byla tez sytuacja, w której zona wyrzucila mnie z domu. Bylo mi dobrze osobno, ale po tygodniu zaczely sie telefony, placz i blaganie o powrót, któremu uleglem.
Wiem ze zachowywalem sie przez ten czas jak d..a, ale za nic nie chcialem zostawiac dzieci.
I tak próbowalismy wciaz od nowa.
I tak, wciaz boje sie jej histerii i wplywu tych reakcji na dzieci.
W tej chwili dla spokoju mówie jej to co chce uslyszec i zastanawiam sie co dalej. Wiem ze po poruszeniu tematu tego kalibru czekaja mnie histeryczne rozmowy do 4 nad ranem, które nic konstruktywnego nie wniosa. Budzenie mnie sila, bo jak ja moge spac w takiej sytuacji... To jest jednak moja zona, mam z nia rozmawiac przez adwokata? Przerazajaca jest mysl ze inaczej to moze byc niemozliwe...
Czy macie jakies pomysly?
Może zacznij od skorzystania z usług mediatora? W sądach okręgowych są listy stałych mediatorów, specjalizujących się w sprawach cywilnych (listy znajdziesz na stronie internetowej sądu w zakładce "Informacje").
Bądź po prostu mężczyzną i zrób to po męsku. Postaw jasno sprawę, że albo:
- dajesz szansę, ale idziecie razem na terapię małżeńska a być może też indywidualne jeśli okaże się, że ta niedojrzałość jest kluczem
- odchodzisz od żony raz na zawsze, utrzymujesz status ojca i spotykasz się z dziećmi, jeśli trzeba to załatwiasz to sądownie, bo może porzucona ostatecznie żona robić problemy w tej kwestii
I potem KONSEKWENTNIE to realizujesz. Amen.
zgadzam się z wiernym-tomaszem. To co opisuje człowiek znikąd to niepotrzebna huśtawka. Im szybciej zdecydujesz się człowieku znikąd na konkretne rozwiązania tym wszyscy lepiej się poczują. Optuje (tylko moje zdanie) za terapią wspólna i osobno. Rozpaczliwe zachowania żony (czy w takiej sytuacji ktokolwiek może zachowywać się racjonalnie, szczególnie gdy kocha?) - w mojej opinii świadczą o Jej rozchwianych emocjach i potwornym cierpieniu. Pewno dziewczyna trzyma się też dla dzieci - trójka dzieciaków to nie w kij dmuchał! Terapia i osobno (może na początek),później razem. Jak nie pomoże rozwód w możliwie "niebolesny" sposób.
to co mówiłam, konsekwentnie i zdecydowanie!
owszem histeria będzie ale twoja twarda postawa w końcu sprawi że ona zrozumie.
według mnie ciebie przy dzieciach i tak nie ma, więc nie wiele stracą jeśli bedziesz do nich dzwonić i przyjeżdzać jak do tej pory
powiesz że to prosto powiedzieć? napewno trudniej zrobić ale to możliwe!
z drugiej strony jakie masz inne wyjscie?
93 2013-09-17 19:03:53 Ostatnio edytowany przez smutna2222 (2013-09-17 19:06:54)
Czlowiek_znikad
Masz odwage pieprzyc na boku jakas inna dziwke, ale nie masz odwagi powiedziec kobiecie ktora poslubiles i z ktora spedziles wiele lat, ze odchodzisz?
Masz odwage pisac posta na forum, czy zycie po rozwodzie Ci sie uda? I pytasz nas o decyzje!?! Człowieku!!
TY NIE DOSC ZE PODJELES DECYZJE, TO BOISZ SIE WPROWADZIC JA W ZYCIE, TYLKO DLATEGO, ZE BOISZ SIE, ZE TOBIE BEDZIE ŹLE!
A dantejskie sceny Twojej zony? O tak, bardzo mi przykro
z taką żoną ciężko pieprzyc inne koleżanki
Ale posty z wsparcia w cięzkich sytuacjach to inny dział. Otworze tam dla Ciebie temat "Kochani, zdradzam swoja zone, ale cholera, cięzko sie zdradza z taka żoną, ta robi mi jakies dantejskie sceny, nie wiem, kocha mnie czy co? Geez to staje sie nie do wytrzymania. Prosze o wspracie"
O i ten powszechny brak "sił" by walczyć o związek. Masz racje wiele lat małżeństwa i 3- ka dzieci to za mało by walczyc do utraty sił. Latwiej przecież znaleźć nową kobietę. I kurcze! z nią to jest dopiero fajnie! co nie? A moze dlatego ze wszystkie 'nowe' kobiety są nowe? Na poczatku to dobrze i nawet byłoby Ci z diablicą.
Porzuć idioto swoja żonę, miej jej za złe, że kocha Cię ponad zycie, znosi Twoje zdrady, bo oddałaby Ci serce gdyby mogła je sobie wyrwać.
Albo umówcie sie na terapie, zmień prace na taką, która jest w waszym miejscie rodzinnym, zrob cos ze swoim zyciem, bo ten twoj brak sił do walki powoduje u mnie wymioty.
Tak, tak, moj nick to smutna222, zostałam porzucona i jad cieknie mi po policzku. Wiec drodzy hejterzy- było to czerwcu pozbierałam się i nie pisze tego z jakiejs zlosliwosci. [i nie obraz sie na mnie, przeklenstwa są bo zazwyczaj bardzo sie unosze w uczuciowych tematach]
Pisze to bo chcialabym zeby przy kazdym kto zdradza byla taka osoba ktora mu powie - opanuj sie, albo się stocz jak ostatnia dziwka i puszczaj sie na boki, ale wtedy badz na czysto z zona.
no nieee... tak czytam i czytam i komedia, normalnie komedia
Ty się po prostu nudzisz chłopie.
sorry ale dla mnie jesteś pal...tem (co by nikt nie wyciął:), czytam i oczom nie wierzę, ze można tak mieć zniszczony, wyprany mózg.
Stary - ja, ja mam pomysł ! weź się chłopie zwiń i zamieszkaj w lesie.
serdecznie pozdrawiam
Podtrzymuję nadal swoje zdanie.
Podjąłeś decyzję i szukasz jedynie łatwego wyjścia z sytuacji.
Nie da się.
Po prostu się nie da.
Powiem tak, gdyby nie ta "mądra dziewczyna", nadal tkwiłbyś w małżeństwie i męczył się, ale nic byś z tym nie zrobił.
Dlaczego?
Bo trzeba podjąć się trudnego zadania zmobilizowania żony do zmian, bo trzeba nie tylko oczekiwać, że coś się zadzieje, ale przedsięwziąć jakieś kroki.
Nie zrobiłeś nic. Wymagałeś od żony, żeby to ona się zmieniała. Nie Ty.
Szedłeś na łatwiznę w życiu.
Przeczekiwanie - to jest łatwizna.
Wreszcie słońce Ci zaświeciło... pojawiła się taka, która uświadomiła Ci, że tkwisz w toksycznym związku.
Sam niby wiedziałeś, ale... tkwiłeś.
Z lenistwa? Z chęci wygodnego, spokojnego życia?
Nieistotne na ten moment.
Według mnie nie ma czego już na tę chwilę ratować. Miej jednak świadomość, że to Ty wydatnie przyczyniłeś się do końca tego małżeństwa. Nie Twoja żona, ale Ty.
ona reaguje emocjonalnie... Dziwisz się? Ja wcale. To ona zostanie z trójką dzieci, to ona będzie musiała się im poświęcić. Nie Ty. Uważasz, że jeszcze ułoży sobie życie? Może na starość. Na pewno nie teraz, bo ma do wychowania gromadkę dzieciaków. Ona ma świadomość życia, które ją czeka. Bardzo smutnego życia.
A nie musiałoby tak być, gdybyś był konsekwentny. Gdyby prawdziwie chciało Ci się walczyć o to małżeństwo.
96 2013-09-17 22:29:10 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-17 22:43:57)
Chłopie... szkoda mi na Ciebie klawiatury, ale napiszę coś co Cię może otrzeźwi w swoim podejściu do związku.
Życie mnie przez 32 lata nie rozpieszczało; przeciągnęło równo i dokładnie - od strony zdrowotnej - po kostropatym betonie zwanym życiem. Ale życiem, z którego wyrastają owoce zwane wiedzą i doświadczeniem. I nie w znaczeniu, że to ktoś jest gorszy czy ma gorzej ode mnie - czytaj Ciebie i tak jak Ty tu próbujesz Nam przedstawić wizerunek Twojej żony - ale to niestety Ty jesteś jak ten bydlak dla kogoś. Kogoś z kim jesteś w związku z 3 osobowym "posagiem" na dokładkę.
Żebyś sobie nie myślał, że jesteś lepszy ode mnie, bo masz te naście lat stażu ślubnego na karku. Nic z tych rzeczy.
Ja wniosłem jako swój osobisty posag w to moje przykrótkie małżeństwo, swoje życiowe doświadczenia i wiedzę ze szczególnym uwzględnieniem tego, by pomimo przekroczenia granicy ludzkiej wytrzymałości psychicznej - a ta została nie raz mocno przekroczona - nie podnieść ręki na kobietę. Taki survival zafundowało mi zarówno życie jak i ludzie, gdzie może trup słał się gęsto, uśmiercając się samemu, tak w tym przypadku kobiet oszczędziłem.
Odszedłem z tego związku w przeświadczeniu, że jednak nie jestem mile widziany przez osoby, które wcześniej mnie uwielbiały. Tylko paradoksalnie znienawidzono mnie za to, że nie dałem siebie zgnoić - owoce w/w przyniosły wymierny plon - bo zarówno słownie jak i naocznie pokazałem im, z jaką bestialską formą miłości i szacunku podchodzą do drugiego człowieka.
Obawiam się, że prędzej czy później taki los odbije się z nawiązką też i na Tobie "z rąk" życia i w formie bezdotykowej od Twojej żony.
Pokazałem im coś, co równie dobrze i w żołnierskich słowach bez pardonu i kozery powinienem uczynić z Tobą tutaj. Nie mniej jednak z racji uwarunkowań wynikających z mojej kultury i szacunku do moderacji, tak tego kroku zaniecham. Bo w konfrontacji w realu z Tobą postąpiłbym tak, jak mówi to potoczne powiedzenie o męskiej ręce: lewą mam silną, a swojej prawej to się sam boję.
Jestem na tym forum długo; wielu forumowiczów wypowiadających się u Ciebie znam na zasadzie zbliżonej do "per Ty" i gdybyś nawet spłodził ten wątek rok temu, tak ciężko było by mi jakąkolwiek tutejszą Ich wypowiedź podważyć i stanąć w Twojej obronie. Co innego, gdyby to pisała Twoja żona. Aczkolwiek obawiam się, że analogicznie do obrony Ciebie, tak u Niej z pewnością nie znalazłbym najmniejszych podstaw do negacji Jej postawy i stanięcia w sporze z forumowiczami.
Tak jak ktoś tu kiedyś napisał mądre zdanie, że "jeżeli jedna osoba mi mowi, ze jestem w paski, to sie pukam w czolo, jezeli druga, to sie usmiecham, jezeli trzecia , to sie zastanawiam, ale jezeli wszyscy naokolo, to raczej bacznie sie przegladam w lustrze", zauważ, że robisz z lubością to, co komuś zarzucasz prosto w twarz.
Ale już hurtem lecące na Ciebie uwagi i spostrzeżenia Innych, skrzętnie omijasz szerokim łukiem, bo są sprzeczne z Twoim widzimisie - jak w krzywym zwierciadle. A może jednak to zwierciadło jest proste, tylko Ty na nie patrzysz spod byka? CO?
Może jednak najwyższa pora jest przyjąć nie pozycję frontalną do kogoś a do siebie samego i uważnie centymetr po centymetrze przyjrzeć się sobie??? A zamiast stawać w szranki z prawdą - przyjąć ją po męsku na klatę???
97 2013-09-17 22:47:20 Ostatnio edytowany przez smutna2222 (2013-09-17 22:50:53)
Podtrzymuję nadal swoje zdanie.
Podjąłeś decyzję i szukasz jedynie łatwego wyjścia z sytuacji.
Nie da się.
Po prostu się nie da.Powiem tak, gdyby nie ta "mądra dziewczyna", nadal tkwiłbyś w małżeństwie i męczył się, ale nic byś z tym nie zrobił.
Dlaczego?
Bo trzeba podjąć się trudnego zadania zmobilizowania żony do zmian, bo trzeba nie tylko oczekiwać, że coś się zadzieje, ale przedsięwziąć jakieś kroki.
Nie zrobiłeś nic. Wymagałeś od żony, żeby to ona się zmieniała. Nie Ty.
Szedłeś na łatwiznę w życiu.
Przeczekiwanie - to jest łatwizna.Wreszcie słońce Ci zaświeciło... pojawiła się taka, która uświadomiła Ci, że tkwisz w toksycznym związku.
Sam niby wiedziałeś, ale... tkwiłeś.
Z lenistwa? Z chęci wygodnego, spokojnego życia?
Nieistotne na ten moment.Według mnie nie ma czego już na tę chwilę ratować. Miej jednak świadomość, że to Ty wydatnie przyczyniłeś się do końca tego małżeństwa. Nie Twoja żona, ale Ty.
ona reaguje emocjonalnie... Dziwisz się? Ja wcale. To ona zostanie z trojką dzieci, to ona będzie musiała się im poświęcić. Nie Ty. Uważasz, że jeszcze ułoży sobie życie? Może na starość. Na pewno nie teraz, bo ma do wychowania gromadkę dzieciaków. Ona ma świadomość życia, które ją czeka. Bardzo smutnego życia.A nie musiałoby tak być, gdybyś był konsekwentny. Gdyby prawdziwie chciało Ci się walczyć o to małżeństwo.
jaka madra dziewczyna? Gdyby była taka madra to nie pchała by sie do łożka żonatemu. A jest mądra bo dba tylko o swoja dupe i każe mu wziąć rozwód? to egoizm nie madrosc.
Jakie słońce zaświeciło? Mu to słońce zaszo bo doprowadził żone do załamania nerwowego przez co prawdopodobnie stała sie toksyczna. Nie mogla zniesc ze znow ja zdradzi badz zostawi, wiec coraz to kurczliwiej trzymała go przy sobie robiac awantury.
Słońce mu zaświeciło, wyrwał sie z obowiazków, zobowiązań i wybrał szybsza, krótsza droge.
I ja mysle, ze jest co ratowac w tym zwiazku, ale tyllko pod warunkiem iintensywnej terapii i zmiany pracy tak zeby mieszkał w domu. Potrzeba uswiadomic żonie, ze sama przez to co jej robiłeś, popadła w błędne koło i rzeczywiscie moze zachowuje sie teraz toksycznie, a to dlatego, ze boi sie, ze jak nie bedzie walczyc o ciebie to cie straci.
Ona sie panicznie boi palancie.
A rozpad zwiazku to Twoja wina i tych Twoich znudzonych etapów w zyciu, gdzie musiales miec nowa kobiete. I te Twoje urocze wnioski, ze z kochankami jest inaczej, świeżo i nowo. no mozna sie poplakac ze smiechu.
Jak dla mnie to sie puszczasz [o tak kochany, niestety, to nie przeklenstwo, ani zlosliwosc, puszczasz sie, odpowiadasz kazdemu elementowi definicji puszczania sie]
Przede wszystkim prosze o uwazne czytanie, jezeli ktos chce cos dodac.
1) W zyciu nie podnioslem reki na kobiete. Rekoczyny byly z drugiej strony i to na dlugo przed kochankami.
2) Nie szukam ani wsparcia, ani obrony, ani usprawiedliwienia. Szukam pomocy, zeby nie krzywdzic ludzi.
3) Nie pisalem nic o braku sil, o ile pamietam.
4) Nie pisalem nic o tym ze z kochankami jest swiezo i nowo.
5) Nic nie omijam -- nawet tak konstruktywnych propozycji jak chip RFID czy zamieszkanie w lesie -- i uwaznie przegladam sie w lustrze.
Tak czy owak, decyzja nalezy do mnie. Ten watek ma mi pomóc w przemysleniu sytuacji. Jeszcze raz dziekuje wszystkim, nawet tym, którzy wpadaja tu tylko rzucic kamieniem.
Bądź po prostu mężczyzną i zrób to po męsku. Postaw jasno sprawę, że albo:
- dajesz szansę, ale idziecie razem na terapię małżeńska a być może też indywidualne jeśli okaże się, że ta niedojrzałość jest kluczem
- odchodzisz od żony raz na zawsze, utrzymujesz status ojca i spotykasz się z dziećmi, jeśli trzeba to załatwiasz to sądownie, bo może porzucona ostatecznie żona robić problemy w tej kwestiiI potem KONSEKWENTNIE to realizujesz. Amen.
Za ten post szczególnie dziekuje. Pracuje nad tym zeby to wkrótce zrealizowac.
To jest mój pierwszy post na tym forum, wypadło akurat na ten temat. Człowieku znikąd, szukasz pomocy, więc ja spróbuję Ci coś doradzić, ale wiedz, że wszelkie zmiany (w tym i własnego zachowania) nigdy nie przychodzą łatwo i jak Ci to już mówili inni, nie powinno się wybierać łatwej (czyli złej) drogi, bo to co łatwe kiedyś obróci się przeciwko nam, z tą różnicą, że u niektórych będzie to za rok, dwa, a u innych może za kilkanaście lat (a Ci skrzywdzeni nawet o tym nie będą wiedzieć).
Twoja i rodziny sytuacja jest bardzo trudna, bo wszyscy cierpicie, każdy w mniejszym lub większym stopniu. Nie będę się teraz zajmowała analizowaniem zachowania Twojej żony, ponieważ to nie ona się tutaj wypowiada, wszystko co o niej mówiłeś, to tylko TWOJA perspektywa. O Tobie mogę za to powiedzieć troszeczkę więcej. Może to, co Ci teraz doradzę, jest dość kontrowersyjne, ale uważam, że na każdego działa trochę inny sposób.
Na początek jednak podsumuję Twoje zachowanie, tak jak to wygląda niestety z boku, nie chodzi mi tutaj o obrażanie:
1) jesteś niedojrzały (Dlaczego? Bo się miotasz, nie wiesz co masz zrobić.)
2) nie potrafisz kochać i szanować SAMEGO SIEBIE, nie mylić z egoizmem (Powodów jest kilka: syndrom DDD zapewne z nieszczęśliwego dzieciństwa; przed małżeństwem byłeś w związku z inną kobietą, która Cię zdradziła; przez pierwszych 10 lat małżeństwa kiedy jeszcze nie zdradzałeś było dużo kłótni i nieporozumień z winy obu stron; przez ostatnie 6 lat spałeś z innymi kobietami.)
3) jeśli nie kochasz tak naprawdę siebie, nie jesteś w stanie pokochać tak naprawdę INNYCH, smutna prawda, ale prawda (Trochę za dużo tych kobiet i tego "zakochania" moim skromnym zdaniem; nie neguję tylko miłości do dzieci, wierzę, że ona w Tobie jest, tylko nie do końca się ujawniła.)
4) tak jak wcześniej powiedziałeś, uzależnienie od dopaminy (Może chodzi o to, żeby zawsze czuć się górą, o pewien sposób kontrolowania i niezniszczalności - nie za bardzo umiem to inaczej wyrazić.)
5) brakuje Ci odpowiedniego wzorca i bezinteresownej miłości, takiej bardziej rodzicielskiej (Dlatego prosisz nas o pomoc.)
6) zapomniałeś o kilku ważnych zasadach moralnych-niemoralnych (Z powodu własnego tchórzostwa i chodzenia na łatwiznę; ze strachu o dzieci; z winy żony - kolejność nieprzypadkowa.)
7) chyba za dużo pracujesz
A teraz spróbuję Ci doradzić (nie wiem czy tak jak trzeba, ale chcę dobrze), tylko od Ciebie zależy jak pokierujesz swoim życiem, dam radę do każdego z punktów, które wcześniej omówiłam:
1) Zdecyduj się na któryś z dwóch wyjść, jakie doradzali Ci inni - nie będę tego szerzej omawiać, bo tutaj wiele ludzi znacznie mądrzejszych ode mnie dawało dobre rady, oni naprawdę nie chcą źle. Życie w zawieszeniu nie jest dla nikogo dobre. A które wyjście jest słuszniejsze? Sama do końca tego nie wiem.
Myślę, że gdy się już na coś zdecydujesz to Twoja sytuacja będzie wyglądać tak (oby jednak nie, pomyśl dobrze o konsekwencjach, wyobraź sobie dalsze życie Twoje, żony i dzieci w obu przypadkach): z jednej strony święta przysięga małżeńska i "pełna rodzina", ale życie w nieporozumieniu, które szkodzi najbardziej dzieciom; z drugiej strony życie dzieci w niepełnej rodzinie, ale wy i tak zapewne (rodzice) będziecie się kłócić, czy to o pieniądze czy inne rzeczy. POMYŚLCIE OBOJE Z ŻONĄ NAJPIERW O DZIECIACH, o tym, co wasze kłótnie w obu przypadkach zrobią psychice waszych dzieci, nie niszcie życia tym, którym właśnie owo życie daliście. I DAJ TO OSTATNIE ZDANIE ŻONIE DO PRZECZYTANIA (albo jak wiesz, że te słowa z Twoich ust jej nie pomogą, to poproś o to kogoś kto ma na nią dobry wpływ). Z powodu żony cierpienia, które jest Twoją DUŻĄ WINĄ, przydałaby się jej jakaś terapia wstrząsowa, bo i ona krzywdzi dzieci, informując je o szczegółach waszego konfliktu, zapewne nie specjalnie, ale jednak.
2) Pomyśl czym tak naprawdę jest miłość, przeczytaj choćby Hymn o miłości (tak porządnie), są to piękne słowa, choć może w dzisiejszym świecie, gdzie jest dużo zła trudne do wypełnienia (ludzie nawzajem tak się krzywdzą, coraz mniej małżeństw i związków trwających całe życie). Do tego jeszcze Internet i inne rzeczy, w których gadają takie głupstwa o tym, że ludzie nie mogą być monogamiczni (zwalanie na geny itp., mamy przecież ROZUM i SERCE, nie poniżajmy się), ciągle jakieś rozwody i cudołożenie z kim popadnie, pornografia, brak wiary w Boga (nie mówię tu o katolikach chodzących do Kościoła, po to by się pokazać i poplotkować, wierzę jednak że tych nie jest aż tak za dużo).
3) Ta terapia to nie jest zły pomysł, jeśli nie pozbędziesz się swoich lęków i zła, które w Tobie siedzi, to związki na dłuższą metę nie będą udane, w żadnym razie. A chyba chcesz być szczęśliwy i spotkać prawdziwą miłość? I nie unieszczęśliwiać innych? Może najpierw przydałoby Ci się życie w celibacie, aby siebie zrozumieć i uleczyć, dopiero później tworzyć związki? Może zastanów się nad tym, na której z poprzednich kobiet Ci tak naprawdę zależało i czy w ogóle zależało, przeanalizuj swoje uczucia w początkowych fazach waszej znajomości i tych późniejszych? Zwłaszcza tą z żoną. Może Twoja miłość do niej nie umarła, tylko się gdzieś głęboko schowała? Zdarzają się i takie wyjątki, chociaż nieczęsto. Zresztą z tą miłością to trudna sprawa, wiele ludzi ją myli z czymś innym, mówią później, że coś się wypaliło (po miesiącach, latach). Ja tam wierzę, że TA prawdziwa się nie wypala, ale niełatwo ją jednak znaleźć, Ci co ją znaleźli są szczęśliwcami, nie ma ich jednak aż tak wielu (a są też przypadki, że się tą miłość spotyka, ale z wielu powodów nie potrafi się jej docenić i o nią dbać).
Za bardzo się rozgadałam na ten temat, jeśli wiecie gdzie na tym forum jest o tym mowa, to mi powiedzcie.
4) Jak w punkcie 3.
5) Pomyśl może o Bogu i jego przykazaniach, może właśnie Ci tego brakuje, tych zasad o których mówi. Ale nic na siłę, musisz sam tego chcieć. Wiara w Boga to nie powód do wstydu. Dzisiaj to za mało tego Boga w naszym życiu. Ciekawe dlaczego? Bo spotyka nas cierpienie i najlepiej na niego też trochę zwalić? Teraz to właśnie ludzie sami sobie zadają to cierpienie. Z rodzicami i przyjaciółmi, to nie wiem, jak jest i się nie wypowiadam.
6) Jak się nie wierzy w Boga, to zostaje chociaż ludzka przyzwoitość. Nie znaczy to, że taki np. ateista może sobie krzywdzić kogo i jak chce. Powróć do jakiś zasad, widzę, że jeszcze Ci ich trochę zostało. Nie jesteś złym człowiekiem, ale bardzo się pogubiłeś. Tak sobie myślę, że jak np. rozstaniesz się z żoną, to chociaż dopilnuj, żeby Twoje dzieci nie zgorzkniały, nie krzywdziły innych ludzi świadomie i aby były uczciwe, wspieraj ich. Żeby np. przez fakt, że ktoś ich skrzywdzi (a przecież tak będzie, tylko nie wiadomo w jakim stopniu) nie stały się złe, egoistyczne i aby nie straciły tych zasad moralnych, aby może wierzyły w Boga i później spotkacie się wszyscy w niebie. Bo bez nich (zasad) będą nieszczęśliwe. To jest COŚ co możesz im DAĆ. I sam się do tego stosować. Co z żoną to nie wiem, spróbuj z nią jeszcze rozmawiać, nie poddawaj się, proś o siłę dla niej i dla Ciebie, wierzę, że za którymś razem się wam uda i nie będzie wielu ofiar.
7) Czy praca jest aż tak ważna? Czy nie możesz trochę mniej pracować, aby być z dziećmi? Czy praca determinuje to, kim jesteś?
Wiem, że łatwo jest mi mówić, trudniej to wszystko zrobić. Na wszystko trzeba czasu, czasami nawet długo, inaczej się jednak nie da. Życzę Tobie i Twojej rodzinie powodzenia, abyście wyszli z tych kłopotów jak najsilniejsi duchem i abyście zrozumieli co tak naprawdę jest ważne i liczy się w życiu.
Mam nadzieję, że to co napisałam nie jest jakimś psychologicznym bełkotem, rozpisałam się, ale ja już tak mam. Taka ze mnie pisarka;) Trochę też ze mnie idealistka, ale właśnie to sprawia, że nie daję się tak za bardzo smutkom, bo mnie właśnie takie ostatnio napadły. Staram sobie z tym radzić, raz lepiej raz gorzej. Lepiej wierzyć w COŚ nic w NIC. Tym czymś jest m.in. Bóg. Jak stracę wiarę we wszystko, to jaki sens żyć? Więc wierzę. Ale wiem też, że powinnam polegać przede wszystkim na sobie i aby być jak najlepszym człowiekiem dla siebie i innych, bo teraz tak wiele osób się nawzajem krzywdzi i na kogo trafię w swoim młodym życiu to nie wiem. Może na łajdaka? Oby nie.
Serdecznie was wszystkim pozdrawiam i życzę pogody ducha mimo wszystko.
101 2013-09-19 00:01:09 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2013-09-19 01:10:25)
Dominika, czy Ty jestes psychologiem?
Przede wszystkim dziekuje za uwazne czytanie.
A poza tym masz cholerna racje. Jestem bardzo ciezkim typem, samcem alfa, który zawsze wygrywa, a pod spodem dzieckiem które chce umrzec. Raz bylem juz blisko, ale zyje dla dzieci. Chcialbym przerwac ten zaklety krag doroslych dzieci ciagnacy sie juz od pokolen. Przed chwila bylem blisko poddania sie, ale dajecie mi nadzieje. Mam plan.
Dzieki ze tyle chcialo Ci sie pisac.
P.S.
7) chyba za dużo pracujesz
7) Czy praca jest aż tak ważna? Czy nie możesz trochę mniej pracować, aby być z dziećmi? Czy praca determinuje to, kim jesteś?
Nie wiem jak na to wpadlas -- czy ja pisalem cos o pracy? Moim zdaniem pracuje o wiele za malo. Tak, patrze na siebie przez pryzmat swoich osiagniec, choc nie sa wielkie. Przy tym zawsze staram sie szukac czasu dla dzieci i jesli to mozliwe, wlaczac je w jakas wspólna dzialalnosc. Rzeczywiscie w kazdym moim zwiazku bywaly konflikty o czas, który poswiecam czemus, zamiast kobiecie. Ale nie uwazam sie za pracoholika. Po prostu uwielbiam robic pare rzeczy, a jedna z nich jest moim zawodem. Jedna z rzeczy, które na pewno chcialbym zmienic w sobie jest pozbycie sie lenia.
Nie jestem psychologiem, nic z tych rzeczy;)
Jeśli chodzi o pracę, to tak to po prostu wyglądało. Teraz masz pracę za granicą (chyba dobrze zrozumiałam?) i jeszcze ten inny związek. Wydaje mi się, że przez to ciężko znaleźć odpowiednio dużo czasu dla rodziny. A jak było wcześniej to sam mi powiedziałeś. Oczywiście praca jest ważna, ale w granicach normy, aby przez to czegoś nie stracić.
Zostawic zone czy oszukiwac ja i dzieci do konca zycia?
Nie zostawiać żony , zostawić kochankę , mówisz o niej "żona" a o tamtej "panna".
To chyba proste!
Takie życie nie przez 100 % czasu jest kolorowo.
Ja zostałam porzucona dla kochanki i też jestem uzależniona od mojego męża.
Muszę sobie bardzo mocno tłumaczyć ,że mam córkę i mam dla kogo żyć.
Jeżeli jeszcze nie dokonałeś wyboru to wybierz żonę ja tez bym chciała ,żeby tak ktoś doradził mojemu mężowi.
Za bardzo się rozgadałam na ten temat, jeśli wiecie gdzie na tym forum jest o tym mowa, to mi powiedzcie.
To o czym mówisz jest wszędzie po trochu na tym forum, porozrzucane po działach i wątkach.
Dzisiaj to za mało tego Boga w naszym życiu. Ciekawe dlaczego? Bo spotyka nas cierpienie i najlepiej na niego też trochę zwalić? Teraz to właśnie ludzie sami sobie zadają to cierpienie. Z rodzicami i przyjaciółmi, to nie wiem, jak jest i się nie wypowiadam.
Ludzie mają jakiegoś takiego "autopilota" skarg zaprogramowanego pod czuprynką, że na pierwszy ogień idzie partner, potem winią cały świat na czym ów problem stoi i na końcu tego Bogu ducha winnego siwego Pana u góry. ![]()
Ale paradoksalnie pomijają najważniejszą i fundamentalną kwestię: "pokazując na partnera odwróć dłoń i co widzisz???
Trzy palce są skierowane na Ciebie i to nie znaczy, żeś bardziej winny; ale 3-krotnie bardziej powinieneś się zając swoim problemem kryzysu w związku." A to już jest no normalnie trudne.
Wiem, że łatwo jest mi mówić, trudniej to wszystko zrobić. Na wszystko trzeba czasu, czasami nawet długo, inaczej się jednak nie da. Życzę Tobie i Twojej rodzinie powodzenia, abyście wyszli z tych kłopotów jak najsilniejsi duchem i abyście zrozumieli co tak naprawdę jest ważne i liczy się w życiu.
A jeszcze trudniej zacząć, a już od siebie zwłaszcza. ![]()
Mam nadzieję, że to co napisałam nie jest jakimś psychologicznym bełkotem, rozpisałam się, ale ja już tak mam. Taka ze mnie pisarka;) Trochę też ze mnie idealistka, ale właśnie to sprawia, że nie daję się tak za bardzo smutkom, bo mnie właśnie takie ostatnio napadły. Staram sobie z tym radzić, raz lepiej raz gorzej. Lepiej wierzyć w COŚ nic w NIC. Tym czymś jest m.in. Bóg. Jak stracę wiarę we wszystko, to jaki sens żyć? Więc wierzę. Ale wiem też, że powinnam polegać przede wszystkim na sobie i aby być jak najlepszym człowiekiem dla siebie i innych, bo teraz tak wiele osób się nawzajem krzywdzi i na kogo trafię w swoim młodym życiu to nie wiem. Może na łajdaka? Oby nie.
Jeśli nawet, to do bełkotu temu daleko. Zahaczyłaś o wiele spraw, od psychologii, przez filozofię życia, sferę duchową i sakramentalną nt. małżeństwa po egoizm własnej osoby. Ale ten zdrowy egoizm w odniesieniu do świata. Bo czymże jest to "coś" - to takie coś z takim czymś, bez takiego czegoś vel "Pustka" wg Osho.
Masz swój nie tyle cel co wyznacznik "pionu" w życiu, a jeśli owe 21 przy nicku, to Twój wiek... sha tzun przy tak dojrzałym podejściu do życia w tym wieku ![]()
To tylko potrafią nieliczni.
105 2013-09-19 20:06:19 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-09-19 20:11:43)
To o czym mówisz jest wszędzie po trochu na tym forum, porozrzucane po działach i wątkach.
Na pewno powolutku będę czytała to forum, za którymś razem trafię na ten temat, tak bardziej szczegółowo opisany;-)
A jeszcze trudniej zacząć, a już od siebie zwłaszcza.
Zgadzam się z Tobą.
Jeśli nawet, to do bełkotu temu daleko. Zahaczyłaś o wiele spraw, od psychologii, przez filozofię życia, sferę duchową i sakramentalną nt. małżeństwa po egoizm własnej osoby. Ale ten zdrowy egoizm w odniesieniu do świata. Bo czymże jest to "coś" - to takie coś z takim czymś, bez takiego czegoś vel "Pustka" wg Osho. Masz swój nie tyle cel co wyznacznik "pionu" w życiu, a jeśli owe 21 przy nicku, to Twój wiek... sha tzun przy tak dojrzałym podejściu do życia w tym wieku
To tylko potrafią nieliczni.
21 to mój ulubiony numer. Należę do tych młodych, ale wieku na razie Ci nie podam;-) Będę trochę tajemnicza, ale bądź cierpliwy;-) Co Ty na to?
Hej,
Naście lat malzenstwa, 3 dzieci, kilka kochanek po drodze. Dzieci kocham ponad wszystko. Ale zony juz nie. Bylo wiele klótni, jedna juz wyprowadzka (wtedy jeszcze bylem wierny, nie chodzilo o kochanke). Byla wizyta u psychologa, po której prawie sie pozabijalismy -- natychmiast po wyjsciu, w samochodzie. Przez jakies 50% czasu jest fajnie, druga polowa to albo ciche dni albo draka. Dzieci sa swiadkami tego wszystkiego.
Zona jest uzalezniona ode mnie i swiata poza mna nie widzi. Przynajmniej przez te 50% czasu.
Od dwóch lat mam inna dziewczyne. Na poczatku wiadomo -- konska dawka dopaminy i adrenaliny, wiec nie podejmowalem zadnych decyzji. Dla dzieci wszystko. Minely jednak 2 lata i z panna uklada sie nadzwyczaj dobrze. Ale podwójne zycie meczy nas oboje i trzeba wybrac.
To ze jestem wulgaryzm i nie warto na mnie nawet splunac juz wiem, mozecie sobie oszczedzic.
Prosze o konstruktywne wypowiedzi osób, które sa po rozwodzie lub znaja podobne sytuacje z bliska.
Zostawic zone czy oszukiwac ja i dzieci do konca zycia?
Dziekuje.
P.S. Uprzedzam tez ewentualne teksty o praniu mi skarpetek i robieniu sniadan do pracy. Piore i gotuje sobie sam. Zona tez pracuje zawodowo i zatrudnia opiekunke full-time.
ZOSTAWIĆ kochankę. Może nie jestem obiektywna, ale na cudzym polu jest zawsze lepiej. Nie ma dzieci, wspólnot, kredytów, zobowiązań. Panna zawsze chętna, uśmiechnięta i zadowolona. Nie czepia się etc. Nie ma chorób, lekarzy, zadań domowych. Żyjesz w utopii, a żona sama pcha Wasz wózek. Spróbuj. Wróć do kraju i walcz uczciwie
107 2013-09-19 20:20:23 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-19 20:22:51)
21 to mój ulubiony numer. Należę do tych młodych, ale wieku na razie Ci nie podam;-) Będę trochę tajemnicza, ale bądź cierpliwy;-) Co Ty na to?
Pytanie ad hock kobiety o wiek to bezczelność
tak spudłowanie to oznaka kultury ![]()
Nie mniej jednak pozostanę przy swoim twierdzeniu o Twojej szerokiej wizji światopoglądowej. Wiek mało istotny jest w tym wszystkim...
Na pewno powolutku będę czytała to forum, za którymś razem trafię na ten temat, tak bardziej szczegółowo opisany;-)
Prawo przyciągania? ![]()
Bellatrix napisał/a:Zadaj sobie pytanie, czy jesteś gotów ponieść wszelkie konsekwencje swojego odejścia typu: rozwód z orzeczeniem Twojej winy, ewentualne alimenty na rzecz żony itd. Jeżeli jesteś gotów, odejdź.
Jakies 75% kosztów finansowych utrzymania domu z dziecmi (w tym hipoteka) ponosze ja i nie chce tego zmieniac. Akurat nie tym sie martwie.
A co na to Twoja " jeszcze panna", przed ok ale kiedy zostawisz dla niej żonę może to być niewygodne, i jeszcze jedno, jak sobie wyobrażasz Twoje kontakty z dziećmi, bo nie wiem jak Owa panna i dzieci zareagują na siebie.
To taka pierwsza myśl po pierwszych postach.
eine_gute_ehefrau napisał/a:"kobieta" ktora swiadomie niszczy czyjs dom - zagarnia udami meza innej kobiecie i ojca czworce dzieci
jest wprost stworzona dla ciebie.Zwróc uwage ze to ja niszcze dom, nie ona. Zreszta dom rozpadajacy sie juz duzo wczesniej, który w zasadzie potrzebuje rozbiórki i postawienia na nowo.
Obrońca uciśnionych? sorry ale tego już za dużo... chyba że nie wie że masz żonę:/
Zostaw żonę i pannę, zajmij się sobą, dziećmi, terapią...
A poważnie, jak dla mnie, jeśli nie jesteś 100% przekonany, że z żoną nie chcesz już żyć, to powiedz jej o wszystkim i jeśli będzie Cię chciała oglądać przekonaj, że musicie coś TRWALE zmienić.Tylko tak możecie być razem. I ty i ona, nie na parę miesięcy, DOBRA terapia dla niej, ciebie, was. I w domu nie udawanie, granie na chwilę, żeby zatrzymać, przekonać itp. tylko prawdziwa zmiana, na zawsze... To też mój cel... ![]()
I myślę, że jeśli będziesz z panną, a nic nie zrobisz ze sobą, problemy też wcześniej, czy później się pojawią...
Dominisia21... wow:)
Pora na uaktualnienie.
Nie jestem w tej chwili z dziewczyna. Zdecydowalem sie na rozstanie z zona. W tej chwili ustalamy sprawy finansowe. O dziwo, nasze rozmowy sa cywilizowane. W codziennosci niewiele sie zmieni. Tyle ze kiedy bede przylatywal do dzieci, nie bede mieszkal w domu dluzej niz przez pare dni.
Nadal sie boje, ale z drugiej strony czuje ulge ze skonczylo sie oszustwo.
Gratuluje podjęcia decyzji.
Trzeba żyć w zgodzie ze sobą.
Rozwód to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu mężczyzny, powraca się do stanu kawalerskiego. Zrób to i ciesz się tym. Doceń przez jakiś czas cud singlostwa.
114 2014-03-21 22:53:31 Ostatnio edytowany przez Liwia (2014-03-21 22:54:31)
Człowieku_znikąd, jasna rzecz, że neguję wszelkie zdrady, kłamstwa i tym podobne wyskoki. Jednak podjęcie decyzji przez Ciebie, a także dostrzeżenie własnej "niedojrzałości" budzi we mnie wobec tego poczucie szacunku. Zorientowałeś się o co chodzi, mój były mąż nigdy się nie zorientuje, bo zawsze za wszystko obwiniał innych, a kobiety dawały mu poczucie bycia kimś ważnym, wyjątkowym. A adrenalinka i wysokie loty wśród bab były tym co kocha do dziś mimo 36 lat na karku i łysiejącego czubka głowy
W moim poczuciu on zaczyna być dla mnie frajerem, a nie facetem.
Rozwód to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu mężczyzny, powraca się do stanu kawalerskiego. Zrób to i ciesz się tym. Doceń przez jakiś czas cud singlostwa.
Tak??? A skąd te wnioski, przepraszam bardzo "młody człowieku"?? Jesteś tak doświadczony w tej kwestii czy co? Gdy miałam 22 lata to bym nie śmiała takich bzdetów wypisywać!!!
116 2014-03-22 00:20:53 Ostatnio edytowany przez Damiann (2014-03-22 00:26:28)
Powinieneś sam wziętość rozwód z własnej winy, na zdradę nie ma usprawiedliwienia.
Działasz na zasadzie Kalego obyś znów trafił na zdardzaczkę. Trzeba było w pierwszym związku dać szansę, wiedząc jaka była twoja reakcja reakcja w 1 związku na zdradę zdradzałeś w kolejnym związku.
Tak się nie zachowuje mężczyzna a nie powiem co szkoda klawiszy.
@Saciu dla mizogina owszem
Człowieku znikąd. Przeczytałam Twój wątek i chciałam Ci napisać jedną rzecz. Moi rodzice mieli historię w paru punktach przypominającą Twoją. Ojciec zdradzał, matka bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodziła i podchodzi. Popierałam decyzję ojca o rozwodzie (często było naprawdę ciężko żyć z nimi pod jednym dachem i patrzeć, jak się męczą). Myślę, że po tym, jak ożenił się z kochanką, przybyło na świecie szczęśliwych ludzi. Ojcu dopiero za trzecim razem udało się ożenić szczęśliwie (moja mama była druga). Okazało się, że to możliwe. Trzeba mu przyznać, że zawsze cenił życie rodzinne. Miał natomiast skłonność do zakochiwania się (chyba to po nim odziedziczyłam :\). W końcu chyba trafił na właściwą osobę. Czego Tobie również życzę.
118 2014-03-28 18:17:28 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-03-28 18:23:55)
Pora na uaktualnienie.
Nie jestem w tej chwili z dziewczyna. Zdecydowalem sie na rozstanie z zona. W tej chwili ustalamy sprawy finansowe. O dziwo, nasze rozmowy sa cywilizowane. W codziennosci niewiele sie zmieni. Tyle ze kiedy bede przylatywal do dzieci, nie bede mieszkal w domu dluzej niz przez pare dni.
Nadal sie boje, ale z drugiej strony czuje ulge ze skonczylo sie oszustwo.
gratulacje podjęcia decyzji, i skończenia z kłamstwem.
Człowieku i co tam teraz u Ciebie?
Saciu napisał/a:Rozwód to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu mężczyzny, powraca się do stanu kawalerskiego. Zrób to i ciesz się tym. Doceń przez jakiś czas cud singlostwa.
Tak??? A skąd te wnioski, przepraszam bardzo "młody człowieku"?? Jesteś tak doświadczony w tej kwestii czy co? Gdy miałam 22 lata to bym nie śmiała takich bzdetów wypisywać!!!
Sorki za nekro, ale wypadałoby odpisać.
Otóż mam 3 kumpli, każdy rozwiedziony przed 30-tką. Dwóch z nich da się porównać - związki o mniej więcej podobnej długości (5 lat + 2 małżeństwa, potem rozwód). Ale jeden jak już się rozwiódł to zaczął korzystać z przywróconego stanu kawalerskiego i żyć, drugi zaś od czasu rozwodu był już w 4 związkach. Każdy kończył się z powodu jego nadmiernie emocjonalnego i potrzebowalskiego podejścia (znał laskę dwa tygodnie a już jej pożyczał własne auto). To już pal licho, gorsze jest to, że po żadnym związku nie był w stanie przystopować na chwilę, wrzucić na luz trochę. Mimo, że ma bardzo bogate życie, w którym dużo się dzieje (kupę podróży i kulinarnych przygód) to kompletnie nie potrafi być singlem, zawsze musi mieć kogoś, byle mieć. Osobiście nie jestem w stanie zrozumieć takiego podejścia, no ale co człowiek to potrzeby, wiadomo. Ale jednak po imprezie z okazji rozwodu możnaby pomyśleć, że trochę przystopuje, ogarnie się.