Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 110 z 121 ]

56

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
brazen napisał/a:

Człowiek_znikąd
Przerażasz mnie. To, co piszesz, Twój sposób myślenia. Zastanawiam się, że może nie do końca potrafisz wyrazić to co czujesz, bo chyba niemożliwe, żeby ktoś w ten sposób postrzegal innych ludzi.

Zakladajac ten watek postanowilem nic nie upiekszac. Byc moze jestem zbyt bezposredni, ale z natury nie lubie owijac w bawelne. Nie cieszy mnie poklask anonimowej spolecznosci internetowej jaki to ja jestem biedny albo fajny albo jaka ta zona jest okrutna wobec mnie. Nie mam natury ofiary i nie bede sie tu wyzalac. Wierzcie mi tylko, ze bycie matka 3 dzieci nie czyni z kobiety automatycznie aniola, jakkolwiek bardzo szanuje ja jako matke. Problem w tym ze jej nie kocham.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Zobacz podobne tematy :

57

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
kenobi napisał/a:

Rozejdziesz się z żoną, gdy już nic Was nie będzie łączyć. Na razie 50% czasu to Ty i twoja żona. Ty chcesz wykasować 50% czasu... zniszczyć  to i tym samym zadasz jej ogromny cios, zwłaszcza że jest emocjonalnie wybuchowa. Ja bym poczekał aż małżeństwo samo umrze. Zresztą z "nową panną" za 10 lat też będzie do bani.

kenobi napisał/a:

Rozejdziesz się z żoną, gdy już nic Was nie będzie łączyć. Na razie 50% czasu to Ty i twoja żona. Ty chcesz wykasować 50% czasu... zniszczyć  to i tym samym zadasz jej ogromny cios, zwłaszcza że jest emocjonalnie wybuchowa. Ja bym poczekał aż małżeństwo samo umrze. Zresztą z "nową panną" za 10 lat też będzie do bani.

n
No dobra. Pies tracal autora wątku. Ale czemu jego żona ma tracić czas. Emocje. Możliwości na trwanie w tym związku. Tym bardziej, ze jak objawił przed
Momentem i tak jest nieobecny w życiu zony i rodziny bo
Pracuje za granica. Zatem zmiana jaka zajdzie w życiu jego zony bedzie tylko mentalna.
Kobieta to emocjonalnie przeżyje. Otrzasnie sie z chujoplata i pojdzie do przodu.
Ja bym tak wolała. Wolałabym szybkie cięcie i ból. Niz nóż wbity w rane. W oczekiwaniu ze wreszcie zrozumiem i wypali sie we mnie wszystko w co wierze. Przestanę kochać. Przestanę czuc. Przestanę ufać.
Wolałabym aby moj partner nie okazywał mi litości. Wolałabym aby jedynym argumentem jaki powoduje ze ze mna jest są wysokie
Koszty życia na dwa domy.
Wolałabym cierpieć. Ale nie skończyć ze świadomością ze moj partner nie
Kocha mnie od jakiś 5 lat ma kochanki a ze mna jest z litości i dla
Kasy.

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

58 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2013-09-13 12:17:33)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
End_aluzja napisał/a:

A nawet jeśli twoja żona jest najlepsza laska w tym kraju. Robi karierę i wzbudza zachwyt swoją osobowością

Zebys wiedziala ze tak jest.

Problem tkwi w okresach kiedy wychodzi z niej Mr Hyde. Przez lata to zabilo we mnie uczucie. Ale przeciez za nic nie zostawie rodziny, nie? I tak to sie ciagnie...


End_aluzja napisał/a:

Masz troje dzieci. Nie sadze zeby to wynikało z Twojej życiowej decyzji. Określonej filozofii życia i miłości do idei rodziny. I miłości do dzieci.

A jednak. Zawsze chcialem miec duza rodzine. Minimum trójke. I kocham moje dzieci ponad wszystko. Sa wspaniale i 100x lepsze ode mnie. Dlatego tak dlugo oszukuje zone. Wciaz mam nadzieje ze bedzie dobrze. Rzucam kochanke i próbuje zaczac od nowa. Nie wychodzi i znów szukam nowych znajomosci. Tym razem rozgarnieta panna zapytala czy tego wlasnie chce, czy chce tak zyc caly czas? Nie chce. Ale moze jednak... dla dzieci?

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

a ja wciaz nie wiem w czym problem?
nie kochasz zony wiec dla mnie podstawowy  powod by sie rozwiesc jest!
dlaczego chcesz to ciagnac? dlaczego chcesz tkwic w tym malzenstwie??
Boisz sie jej histerii?

ja jakbym nie kochala meza to gdyby mial odejsc chcialabym zeby zrobil to raz i na zawsze, bez zbednych sentymentow i dawania mi zludzen

60

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:

Wierzcie mi tylko, ze bycie matka 3 dzieci nie czyni z kobiety automatycznie aniola, jakkolwiek bardzo szanuje ja jako matke. Problem w tym ze jej nie kocham.

1. Z pewnością, anioła trudna znaleźć, zresztą trudno być aniołem mając na głowie 3 dzieci, nawet z pomocą opiekunki.
2. szanujesz jako matkę,
dlaczego ? bo je urodziła ?
a jako zonę ? skoro potrafiła zrobić "wszystko co może kobieta zeby zatrzymać męża" to chyba mozna ją uznac za dobrą żonę ?
3. a czym wg Ciebie jest "miłość" ?
czy tylko "motylki", fascynacja, seks ?
- czy wg Ciebie może również szacunek, wdzięczność ?
Kiedy stwierdziłeś ze nie ma w Tobie miłości, co było powodem ?

W czym kochanka jest lepsza od żony ?

Jak to się stało że ta a nie inna kobieta jest Twoją żoną ?
Jak to się stało że doczekaliście się 3 dzieci ??
czy miedzy 1 a 2 dzieckiem przestałeś ją kochać ? czy miedzy 2 a 3?
przecież 3 razy podejmowaliście decyzje o tym, żeby wspólnie wychowywać następne dziecko.
Co się stało ze Ty zmieniłeś zdanie ?

Pogubiłeś się, z dala od żony, wyposzczony, z kasą, z wolnym czasem, z głową wolną od bieżących problemów z dziecmi zacząłeś szukać przyjemniejszego życia. W końcu stwierdziłeś, że żony nie kochasz, bo kojarzy Ci się z kłopotami.
A Ty kochasz dzieci, ale jako tatuś weekendowy ? smile

61

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Drzazga napisał/a:

czym wg Ciebie jest "miłość" ?
czy tylko "motylki", fascynacja, seks ?

W czym kochanka jest lepsza od żony ?

Wydawalo mi sie ze juz to wyjasnilem. Nie jestem juz az tak glupi zeby utozsamiac pierwsze zauroczenie z miloscia. Przede wszystkim jest dojrzalsza emocjonalnie. Spór jest zwyklym sporem, a nie rzucaniem miesa z byle powodu. Z ust zony nasluchalem sie najgorszych epitetów jakie mozna znalezc w polskim jezyku juz w pierwszych latach malzenstwa. Ale rodzina byla dla mnie swietoscia i wtedy nawet nie istniala dla mnie opcja rozstania. Chowalem to wszystko w sobie i udalo mi sie tak zyc przez jakies 10 lat. Raz niebo -- raz pieklo. Pozniej zaczalem pekac.

Dziewczyna tez nie jest glupia i rozmawiamy otwarcie. Zapytala mnie czy, jesli bedziemy razem, po kilku latach tez bede szukal nowosci i mówil innej zle o niej?

Drzazga napisał/a:

Pogubiłeś się, z dala od żony, wyposzczony, z kasą, z wolnym czasem, z głową wolną od bieżących problemów z dziecmi zacząłeś szukać przyjemniejszego życia. W końcu stwierdziłeś, że żony nie kochasz, bo kojarzy Ci się z kłopotami.
A Ty kochasz dzieci, ale jako tatuś weekendowy ? smile

Za granice wyjechalem dopiero 2 lata temu, do tego czasu bylem codziennym tatusiem. Dziewczyne poznalem jeszcze w Polsce, tuz przed wyjazdem. Przez pierwszy rok mieszkalismy tu razem, ale wyrzuty sumienia nie dawaly mi spokoju i sie wyprowadzilem. Poza tym, wciaz nie wierzylem ze stare problemy moga sie nie powtórzyc w nowym zwiazku, bylem w rodzaju "wszystkie baby sa takie same". Mimo wszystko utrzymywalismy kontakt, choc duzo rzadszy. Jednak ostatnia awantura z zona znów sprowokowala analize sytuacji na zimno. Ta dwu-letnia bliska znajomosc przekonala mnie ze jednak nie wszystkie baby sa takie same, a oszukiwanie zony moze byc droga donikad, mimo ze dzieci maja iluzje prawie "normalnego" domu.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

62 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2013-09-13 13:02:52)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:

Wierzcie mi tylko, ze bycie matka 3 dzieci nie czyni z kobiety automatycznie aniola, jakkolwiek bardzo szanuje ja jako matke. Problem w tym ze jej nie kocham.

Może i anioła nie czyni, ale osobę godną szacunku na pewno i to nie tylko ze względu na posiadanie czwórki dzieci, bo to w zasadzie może każdy (pomijając wiadome kwestie).
Człowieku znikąd, szukasz porady, kilkanaście osób wypowiedziało się na ten temat, więc po co drążyć?
Słuchaj, ja to widzę tak: narazie nie jesteś w stanie stworzyć stałego , UDANEGO i OPARTEGO NA PARTNERSTWIE związku czy to z żoną, czy  kimkolwiek innym.
Myślę sobie, że posiadasz pewne cechy charakteru, które to po prostu wykluczają.
Megaloman, egoista (i to nie po to, by cię obrażać. To po to, żebyś być może zechciał kiedyś nad tym popracować, jeśli dojrzejesz do NORMALNEGO związku).
Niby jesteś pewny siebie, a nie do końca...wówczas byś nie pytał, czy potrafisz, czy  kiedykolwiek będziesz potrafił.
Sam zresztą używasz pięknych epitetów na określenie siebie. Uważasz, że będziesz mniejszym sk....em przy innej kobiecie?
Fair play grasz jedynie w stosunku do siebie (zdecydowałeś się pozostać z żoną ze względów finansowych, nie zdecydowałeś się na
bycie z kochanką ze względu na to, że może ci się znudzi).
Człowieku znikąd, ty naprawdę masz jakiekolwiek wątpliwości, zadając takie, a nie inne pytanie?

Dzieci....ponoć kochasz, a pozwalasz na przyglądanie się temu, co robią rodzice. Wiesz, że charakter dziecka kształtujemy głównie my (rodzice) do trzeciego roku życia?
JAk myślisz, do jakiego modelu rodziny będą dążyły w przyszłości?
Kurcze, jakbym nie patrzyla, jakoś tej miłości nie widzę...

Tak, jak radzili inni. Zwiewaj od żony jak najszybciej. Niech sobie jeszcze życie ułoży, niech dzieci odetchną od tej stęchniętej i wiecznie napiętej sytuacji.
Bo ty nie myśl sobie, że skoro jesteś daleko, to żonie i potomkom to wszystko się nie udziela. To nie tak, że czego nie widać to nie istnieje.

A ty...a ty naprawdę pomyśl nad wizytami u specjalisty, jeśli kiedyś chciałbyś z kimś stworzyć wartościowy związek  (weź pod uwagę liczbę mnogą w słowie "wizyty").

Happy....at last

63

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

O egoizmie wiedzialem (juz od dziecka), ale megaloman??

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

64 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2013-09-13 13:37:11)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:

O egoizmie wiedzialem (juz od dziecka), ale megaloman??

Pomyśl, coś w tym jest.
Mam dziwne wrażenie, że określenie się mianem sk....yn wcale nie ma dla ciebie aż tak negatywnego wydźwięku.

Happy....at last

65

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:
Drzazga napisał/a:

czym wg Ciebie jest "miłość" ?
czy tylko "motylki", fascynacja, seks ?

W czym kochanka jest lepsza od żony ?

Wydawalo mi sie ze juz to wyjasnilem. Nie jestem juz az tak glupi zeby utozsamiac pierwsze zauroczenie z miloscia. Przede wszystkim jest dojrzalsza emocjonalnie. Spór jest zwyklym sporem, a nie rzucaniem miesa z byle powodu. Z ust zony nasluchalem sie najgorszych epitetów jakie mozna znalezc w polskim jezyku juz w pierwszych latach malzenstwa. Ale rodzina byla dla mnie swietoscia i wtedy nawet nie istniala dla mnie opcja rozstania. Chowalem to wszystko w sobie i udalo mi sie tak zyc przez jakies 10 lat. Raz niebo -- raz pieklo. Pozniej zaczalem pekac.

raz niebo - raz piekło.
Czyli normalnie.
Dlaczego zacząłeś pękać ?

epitety z ust zony... to raczej też norma.
Kobiety łatwiej dają ujście swoim emocjom nie kontrolując słów.

Jednak, coś mi się zdaje ze migasz się przed samym sobą na szczerą odpowiedź co spowodowało, że "pękłeś".
To nie są powody nad którymi nie da sie zapanować.

Problem w tym, że zamiast próbować je rozwiązać, zając sie kłopotem naprawy związku, co często wiąże się z przedefiniowaniem swoich zapatrywań, wartości, a to nie jest łatwe, poszedłeś w szukać pocieszycielek.
Znalazłeś je i odszedłeś emocjonalnie od zony.
Był ktoś inny na kogo przeniosłeś emocje pozytywne, wszystko co złe zostało u żony.
To zabiera siły na "gonienie króliczka", kiedy przychodzi dołek, kryzys.

Jesteś w stanie przemyśleć, przedefiniować swój obecny stosunek do żony ?
Powrócić do "źródeł" ?

Ciągłe rozpamiętywanie ran... to niemęskie podejście do sprawy.

66

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Ja jednak uważam ze epitety to nie norma.
Zapewne nie pozwolilabym na drugi. Po pierwszym uslyszanym. Jestem co prawda kobieta. Ale nie wyobrażam sobie żebym powiedziała np ty idioto do mojego
Męża. Po pierwsze w życiu nikogo epitetami nie obrzucalam. Po drugie nie pozwoliłby na to...  Troche nie potrafie zrozumieć. Jak to sie dzieje. Ze młodzi ludzie sie wiążą ze sobą. Kochają. A potem jedno z nim mówi ty .... A to drugie kładzie uszy po sobie i to akceptuje. Dla mnie to niezrozumiałe.

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

67 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2013-09-13 15:12:26)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
End_aluzja napisał/a:

A potem jedno z nim mówi ty .... A to drugie kładzie uszy po sobie i to akceptuje. Dla mnie to niezrozumiałe.

Bo to drugie bylo niedojrzale, z ukryta niska samoocena. I do tego jeszcze DDD (nie zdajac sobie jeszcze z tego sprawy). I do tego jeszcze wierzace w swietosc i nierozerwalnosc malzenstwa.

Bo obiecalo sobie ze nigdy, przenigdy nie opusci wlasnego dziecka.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

68 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 15:44:46)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:

Hej,

Naście lat malzenstwa, 3 dzieci, kilka kochanek po drodze. Dzieci kocham ponad wszystko. Ale zony juz nie. Bylo wiele klótni, jedna juz wyprowadzka (wtedy jeszcze bylem wierny, nie chodzilo o kochanke). Byla wizyta u psychologa, po której prawie sie pozabijalismy -- natychmiast po wyjsciu, w samochodzie. Przez jakies 50% czasu jest fajnie, druga polowa to albo ciche dni albo draka. Dzieci sa swiadkami tego wszystkiego.

Zona jest uzalezniona ode mnie i swiata poza mna nie widzi. Przynajmniej przez te 50% czasu.

Od dwóch lat mam inna dziewczyne. Na poczatku wiadomo -- konska dawka dopaminy i adrenaliny, wiec nie podejmowalem zadnych decyzji. Dla dzieci wszystko. Minely jednak 2 lata i z panna uklada sie nadzwyczaj dobrze. Ale podwójne zycie meczy nas oboje i trzeba wybrac.

Życzę ci by ona ciebie zdradziła vice-versa, odejdź od niej nie jesteś wartościowym facetem a "męską" .....

czlowiek_znikad napisał/a:

Poprzednim razem powiedzialem zonie ze sie zakochalem i chcialem sie wyprowadzic. Zrobila wszystko co kobieta potrafi, zeby mnie zatrzymac. Zreszta wtedy i tak nie mialbym dokad pojsc, finanse byly zbyt scisniete zeby wystarczylo na cos innego niz zycie pod mostem. A to byloby równoznaczne z utrata pracy, za czym polecialaby cala reszta domina.

Przez pare miesiecy bylo miedzy nami fajnie, potem stopniowo wrócily stare problemy. Po kolejnych paru miesiacach znów poznalem kogos.

Biorac chwilowo na bok biezaca sytuacje. Czy ze zdradzania mozna sie wyleczyc? Podwójne zycie naprawde mnie nie bawi. Gdzie szukac pomocy?

Głupia baba ja na jej miejscu bym ci życie zniszczyła, ona ma syndrom przekochania.
Ciekawe jakbyś się poczuł gdyby kochanka ciebie zdradziła pewnie w pi@du za drzwi ot podwójne standardy facetów.

Jestem wierna tak jak ty mi.

69 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-09-13 15:36:00)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
End_aluzja napisał/a:

Ja jednak uważam ze epitety to nie norma.
Zapewne nie pozwolilabym na drugi. Po pierwszym uslyszanym. Jestem co prawda kobieta. Ale nie wyobrażam sobie żebym powiedziała np ty idioto do mojego
Męża. Po pierwsze w życiu nikogo epitetami nie obrzucalam. Po drugie nie pozwoliłby na to...  Troche nie potrafie zrozumieć. Jak to sie dzieje. Ze młodzi ludzie sie wiążą ze sobą. Kochają. A potem jedno z nim mówi ty .... A to drugie kładzie uszy po sobie i to akceptuje. Dla mnie to niezrozumiałe.

hm, czy aby nie pomyliłaś wątków ? smile
W sąsiednim wątku, partnerka wyrzuciła faceta po epitecie który zamruczał pod nosem sad
tutaj z pomocą przyszły kochanki.

Jednak, jestem trochę zaskoczony faktem że kobiety nie stosują epitetów. Moze czas na zmiany..
Do tej pory myślałem ze to dosyć często stosowana forma obrony przez atak, wynikającej z poczucia kompleksu niższości, niepewności.

70 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 16:02:24)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Bardzo mnie ciekawi jak on sam zareagowałby na zdradę przez kochankę a do tego może dojść nawet wydawałoby się w dobrze zapowiadającej się osobie.
Osoba dobra też może zdradzić ale zdradzić drugi raz to czysty cynizm.

brazen napisał/a:

Człowiek_znikąd

Przerażasz mnie. To, co piszesz, Twój sposób myślenia. Zastanawiam się, że może nie do końca potrafisz wyrazić to co czujesz, bo chyba niemożliwe, żeby ktoś w ten sposób postrzegal innych ludzi. Co do, myślenia fiutem, to chyba nadal aktualbne. nioe chcę Cię obrażać, ale nie potrfaię Ci nic powiedzieć. Jeżeli myslisz tak jak piszesz, jeżeli nic  nie czujesz, wszystko analizujesz na chlodno, statystycznie("W skrócie zostalem w domu z dwóch powodów: z litosci i z braku mozliwosci lokalowych"), to co Ci poradzić? Zycie to nie matematyka, podejmując pewne decyzje wplywamy na ludzi pozytywnie albo negatywnie. Ty na swoją rodzinę masz negatywny wplyw. Zdecydowanie. Ale dla mnie to kwestia charakteru. Myślę, że się nie zmienisz. Tobie będzie w życiu dobzre, innym niekoniecznie. Nasuwają mio się inne skojarzenia, ale nie chcę zabrnąc za daleko. Jeśli można się nauczyć czuć, wczuwać się w innych ludzi to jest wlaśnie co powinieneś wypracować.

To jest socjopata, chip RFID i obserwacja tylko to pomoże.

Jestem wierna tak jak ty mi.

71

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Katarzynka82 napisał/a:

Bardzo mnie ciekawi jak on sam zareagowałby na zdradę

On juz to przezyl, po 5 letnim zwiazku. Cierpial ale odszedl kulturalnie i z godnoscia, mimo ze dziewczyna wciaz chciala byc z nim.


Katarzynka82 napisał/a:

To jest socjopata, chip RFID i obserwacja tylko to pomoże.

Mimo krytycznego spojrzenia na samego siebie, definicja socjopaty nie zgadza sie w ani jednym punkcie z moim zyciem. Czy nie uwazasz, ze negatywne emocje moga Ci troche przeszkadzac w obiektywnej ocenie sytuacji, Katarzynko?

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

tak właściwie co Tobie rozwód zmieni?

73

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
paranojewmojejglowie napisał/a:

tak właściwie co Tobie rozwód zmieni?

1) Zakonczy oszustwo,

2) Uwolni mnie od toksycznego zwiazku z zona,

3) Da Jej szanse na lepsze zycie, jezeli problem tkwi we mnie.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

74 Ostatnio edytowany przez paranojewmojejglowie (2013-09-13 17:27:53)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

a jakie są zalety zostania z żoną?
lub
jaki mógłby być powód zostania przy żonie?

75

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
paranojewmojejglowie napisał/a:

a jakie są zalety zostania z żoną?
lub
jaki mógłby być powód zostania przy żonie?

1) Oszczedzenie jej i dzieciom traumy,

2) Egoistyczna przyjemnosc pokazywania sie z ladna, zgrabna kobieta z dobrym gustem, lubiana przez ludzi.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

a jeśli zostaniesz z żona to wasz zwiazek się nie zmieni?
wciąż będzie na odległość?
wciąż będzie tak samo?? nie masz zamiaru walczyć? zmieniać?

a jeśli odejdziesz, to jaki masz pomysł na życie?

77

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
paranojewmojejglowie napisał/a:

a jeśli zostaniesz z żona to wasz zwiazek się nie zmieni?
wciąż będzie na odległość?
wciąż będzie tak samo?? nie masz zamiaru walczyć? zmieniać?

Wiesz, próbowalismy tyle razy... Schemat sie powtarza.
Sa tez tematy, których po prostu nie da sie poruszyc, poniewaz momentalnie emocje siegaja zenitu.

paranojewmojejglowie napisał/a:

a jeśli odejdziesz, to jaki masz pomysł na życie?

Nie widze duzych zmian na horyzoncie. Na pewno nie nowe malzenstwo, co najwyzej 'przyjacielski' zwiazek -- mniej lub bardziej luzny. Mam pare tematów oprócz pracy i z reguly jestem dosc zajety.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

wydaje mi się że twój temat powinien być nazwany:
JAK ROZSTAĆ SIĘ Z ŻONĄ?

dla mnie sprawa jest prosta jeśli jesteś zdecydowany,
-niesiesz papiery na rozwód bez orzekania o winie do sądu.
-informujesz o tym żonę, mówisz jej że taka jest twoja decyzja bo małżeństwo jest fikcją, że masz zamiar pomagać finansowo przy dzieciach i od tej pory kontaktujecie się tylko w sprawie dzieci.
-czekacie na sprawe rozwodową, ale uginasz się przed jej awanturami i nie wchodzisz w dyskusję.

w czym problem?
myślę że wiele osób jest niezdecydowanych na rozwód i to jest ich problem a ty wydaje mi się nie widzisz szans na życie razem.
nie mnie ciebie oceniać, ale w końcu niech sytuacja będzie jasna, to zapewne jedna z dobrych i odpowiedzialnych rzeczy jakie możesz zrobić dla żony

79

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
paranojewmojejglowie napisał/a:

wydaje mi się że twój temat powinien być nazwany:
JAK ROZSTAĆ SIĘ Z ŻONĄ?

dla mnie sprawa jest prosta jeśli jesteś zdecydowany,
-niesiesz papiery na rozwód bez orzekania o winie do sądu.
-informujesz o tym żonę, mówisz jej że taka jest twoja decyzja bo małżeństwo jest fikcją, że masz zamiar pomagać finansowo przy dzieciach i od tej pory kontaktujecie się tylko w sprawie dzieci.
-czekacie na sprawe rozwodową, ale uginasz się przed jej awanturami i nie wchodzisz w dyskusję.

w czym problem?
myślę że wiele osób jest niezdecydowanych na rozwód i to jest ich problem a ty wydaje mi się nie widzisz szans na życie razem.
nie mnie ciebie oceniać, ale w końcu niech sytuacja będzie jasna, to zapewne jedna z dobrych i odpowiedzialnych rzeczy jakie możesz zrobić dla żony

dlaczego bez orzekania o winie ?

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

tylko i jedynie dla tego zeby przebieglo to jak najszybciej, tym samym wydaje mi sie ze byłoby to najmniej bolesne

81 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 22:12:27)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Jeśli cierpiałeś zdradę to jakim prawem sam zdradziłeś i chcesz coś naprawiać, trza było odejść i nie zwracać uwagi na jej reakcję.
Powinieneś zostać singlem masz osobowość dyssocjalną co nie znaczy że będziesz latał z siekierą.
Ludzie z osobowością dyssocjalną mają:
-defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
-deficyt uczenia się na swoich błędach;
-upośledzenie związków gdzie relacje są oparte na przydatności innych do własnych celów, ludzie z tą przypadłością tworzą płytkie związki,
często ludzie tacy ignorują wszelkie konwencje społeczne;
-zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm, wyczulenie na przejawy niedoceniania.
Inna możliwość to że jesteś zwykłym trollem bo piszesz razem z drugą osobą która przypadkiem też jest zdrajca tylko płci żeńskiej lol

Drzazga napisał/a:
paranojewmojejglowie napisał/a:

wydaje mi się że twój temat powinien być nazwany:
JAK ROZSTAĆ SIĘ Z ŻONĄ?

dla mnie sprawa jest prosta jeśli jesteś zdecydowany,
-niesiesz papiery na rozwód bez orzekania o winie do sądu.
-informujesz o tym żonę, mówisz jej że taka jest twoja decyzja bo małżeństwo jest fikcją, że masz zamiar pomagać finansowo przy dzieciach i od tej pory kontaktujecie się tylko w sprawie dzieci.
-czekacie na sprawe rozwodową, ale uginasz się przed jej awanturami i nie wchodzisz w dyskusję.

w czym problem?
myślę że wiele osób jest niezdecydowanych na rozwód i to jest ich problem a ty wydaje mi się nie widzisz szans na życie razem.
nie mnie ciebie oceniać, ale w końcu niech sytuacja będzie jasna, to zapewne jedna z dobrych i odpowiedzialnych rzeczy jakie możesz zrobić dla żony

dlaczego bez orzekania o winie ?

Ludzie z osobowością dyssocjalną nie czują się winni.

Jestem wierna tak jak ty mi.

82

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Piszesz - "zony nie kocham, dzieci kocham nad zycie".
Czy wziales pod uwage, ze te dzieci, ktore kochasz nad zycie, moze w jakiejs perspektywie czasu wychowywac inny facet?
Nie bedziesz dla nich ojcem tak jak do tej pory, tylko takim jak to ustali sad - okreslony czas wizyt, ustalenia w sprawie wakacji, wyjazdow itp.
Skoro zona taka atrakcyjna, ze "milo sie z nia pokazac" - to wielce prawdopodobne, ze zainteresuje sie nia jakis ewentualny ojciec zastepczy dla Twoich dzieci.
Zona pewnie zyczliwie nastawiona do Ciebie nie bedzie,  wiec raczej zapomnij o przyjacielskich wizytach kiedy bedziesz uwazal za stosowne, bedziesz ograniczony scislymi terminami.
Dziecmi sie chyba nie podzielicie -  raz, ze Ty czlek mocno zajety (praca. kochaneczka), a dwa nie jest dobrze rozdzielac rodzenstwo.

Tak jakos to kochanie nad zycie przyszlo do glowy....................

83 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-09-14 14:15:05)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Jezu ale się ze soba pieścisz człowieku znikąd .Pan niezdecydowany żona temat pomijam znudziła sie ,kochanka powiało nowością ale znudzi się no cóż nie ma ludzi niezastąpionych ,dzieci z punktu widzenia biologii i zoologii samiec może ich mieć mnóstwo o ile nie strzela po jakimś czasie ślepakami .Jestes typem motylka dziś tu jutro tam nie masz pojęcia co znaczy kogoś kochać a dzieci no zacznie wykłócanie sie o alimenty albo uznasz że nie Twoje standard mezczyzn zdradzających notorycznie .Spychologia powszechna .Nie daj boże kochanka zajdzie w ciąże dopóki bedzie dawała będziesz dawał kasę na bękarta ale jak sie obrazisz to no cóż skoro mogła z toba mogła z innym .Tobie nie pomoże żadna terapia bo jestes mądrzejszy od terapeuty a Twojej żonie rozwód na pewno pomoże znajdzie sobie kogos bardziej życiowego niż Ty chyba że lubi być uzależniona od tego typu mięczakow .Umiesz zdradzać naucz się ponosić konsekwencje proste .

,,Bycie Sobą nie jest grzechem jest zaletą i luksusem na który nas stać jeśli tylko tego chcemy"

84

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
betina2 napisał/a:

Czy wziales pod uwage, ze te dzieci, ktore kochasz nad zycie, moze w jakiejs perspektywie czasu wychowywac inny facet?
Nie bedziesz dla nich ojcem tak jak do tej pory, tylko takim jak to ustali sad - okreslony czas wizyt, ustalenia w sprawie wakacji, wyjazdow itp.

A jak myslisz, dlaczego tak trudno odejsc?

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

85

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Anula70 napisał/a:

Tobie nie pomoże żadna terapia bo jestes mądrzejszy od terapeuty

Czy mozesz to jakos uzasadnic?

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

86

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Katarzynka82 napisał/a:

Inna możliwość to że jesteś zwykłym trollem bo piszesz razem z drugą osobą która przypadkiem też jest zdrajca tylko płci żeńskiej lol

To moze ustalmy ta wersje dla Twojego spokoju i juz nie zasmiecaj Wacpanna watku, zgoda?

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

87

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Drzazga napisał/a:

Jednak, jestem trochę zaskoczony faktem że kobiety nie stosują epitetów. Moze czas na zmiany..
Do tej pory myślałem ze to dosyć często stosowana forma obrony przez atak, wynikającej z poczucia kompleksu niższości, niepewności.

zapewne tak jest drzazga..
natomiast ja absolutnie się nie zgadzam z tym, że kob iety mają prawo do epitetów
rozumiem, że jak są słąbsze psycvhicznie, to nie biją po mordzie pięścią tylko wyzywają od najgorszych?

absolutnie nie akceptuje takich zachować

nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek zgodziła się na to, by ktoś zaczał mnie wyzywac

czułabym się jak ostatnia szmata i prostaczka jakbym zaczeła rzucac mięchem w kogoś

i nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek 'zaakceptowal takie zachowanie drugiej strony

jesli spotykaliście na swojej drodze kobiety, które tak rob ią, jesliu akceptowwaliście to - to bardzo współczuję

no chyba, że nie mam poczucia kompleksu nizsości i niepewności

ale równie dobrze, idąc tym trybem.. mogłabym męzowi gacie prać w jakimś uczulającym kwasie - tylko po to - by czuł się niekomfortowo w życiu....

i podawać mu odrobinkę cyjanku do każdego posiłku, żeby czasem fizycznie nie był ode mnie silniejszy

nie nie nie

jesteśmy wszystcy dorosłymi ludźmi, ludzie zasługują na szacunek. ja ludzi szanuję oczekuję tego samego od nich'jesli ktoś ma inne zdanie na ten temat - prosze bardzo - ale nie zemną
\
gdyby mój mąż powiedział mi, że jestem np. głupią idiotką, kretynką i nic nie wartym pomiotłem (kurcze, nawet sobie nie potrafię tego wyobhrazić) to pewnie usłyszałby spokojny, zimny głos - że nie życzę sobie takiego traktowania. i nie bede go tolerować

a jesloiby za tydzien zropbiłby to samo.. to byłby koniec

\drzazga - bo wiesz jak jest

jesli mój mąż przez dwadzieścia lat nie nazwał mnie idiotką - to już tego nie zrobi

nazwałby mnie tak pewnie kiedyś, na początku związku - i od mojej reakcji by zależało co dalej

bo albo by przyjał do wiadomości - że nie ze mną takie numwry
a;lbo nie bylibyśmy razem

tak samo powinno być odwrotnie

jesli ludzie po okresie narzeczeństwa biorą ślub... i nagle kobiety z anioła zamienia się w jędzę i dwa dni po slubie wyswa meża stosując epitety - to ten maż powinien czytelnie, jasno, dobitnie powiedzieć, jak widzi ten związek...i tyle

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

88

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Po przetrawieniu calej tej dyskusji, dochodze do wniosku ze zaczalem go od d... strony.

Obecna sytuacja jest tylko skutkiem, a przyczyna jest moja i zony niedojrzalosc, z której wyniklo wiele problemów przez lata i z którymi sobie nie poradzilismy.

Okreslenie 'kilka' kochanek tez zle oddaje sytuacje. Tak naprawde bylo zainteresowanie kims innym (z wzajemnoscia), ale zanim cos sie zaczelo, powiedzialem zonie co sie dzieje i zerwalem kontakt z tym kims. Nastepnym razem wydarzylo sie wiecej i tez powiedzialem zonie co sie dzieje. W obu przypadkach byla histeria i zatrzymywanie mnie na sile, wlacznie z rekoczynami. Za trzecim razem nic juz nie mówilem dla swietego spokoju i zeby ochronic dzieci przed dantejskimi scenami.

Dobrych kilka lat wstecz byla tez sytuacja, w której zona wyrzucila mnie z domu. Bylo mi dobrze osobno, ale po tygodniu zaczely sie telefony, placz i blaganie o powrót, któremu uleglem.

Wiem ze zachowywalem sie przez ten czas jak d..a, ale za nic nie chcialem zostawiac dzieci.

I tak próbowalismy wciaz od nowa.

I tak, wciaz boje sie jej histerii i wplywu tych reakcji na dzieci.

W tej chwili dla spokoju mówie jej to co chce uslyszec i zastanawiam sie co dalej. Wiem ze po poruszeniu tematu tego kalibru czekaja mnie histeryczne rozmowy do 4 nad ranem, które nic konstruktywnego nie wniosa. Budzenie mnie sila, bo jak ja moge spac w takiej sytuacji... To jest jednak moja zona, mam z nia rozmawiac przez adwokata? Przerazajaca jest mysl ze inaczej to moze byc niemozliwe...

Czy macie jakies pomysly?

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

89

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Może zacznij od skorzystania z usług mediatora? W sądach okręgowych są listy stałych mediatorów, specjalizujących się w sprawach cywilnych (listy znajdziesz na stronie internetowej sądu w zakładce "Informacje").

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

90

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Bądź po prostu mężczyzną i zrób to po męsku. Postaw jasno sprawę, że albo:
- dajesz szansę, ale idziecie razem na terapię małżeńska a być może też indywidualne jeśli okaże się, że ta niedojrzałość jest kluczem
- odchodzisz od żony raz na zawsze, utrzymujesz status ojca i spotykasz się z dziećmi, jeśli trzeba to załatwiasz to sądownie, bo może porzucona ostatecznie żona robić problemy w tej kwestii

I potem KONSEKWENTNIE to realizujesz. Amen.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

91

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

zgadzam się z wiernym-tomaszem. To co opisuje człowiek znikąd to niepotrzebna huśtawka. Im szybciej zdecydujesz się człowieku znikąd na konkretne rozwiązania tym wszyscy lepiej się poczują. Optuje (tylko moje zdanie) za terapią wspólna i osobno. Rozpaczliwe zachowania żony (czy w takiej sytuacji ktokolwiek może zachowywać się racjonalnie, szczególnie gdy kocha?) - w mojej opinii świadczą o Jej rozchwianych emocjach i potwornym cierpieniu. Pewno dziewczyna trzyma się też dla dzieci - trójka dzieciaków to nie w kij dmuchał! Terapia i osobno (może na początek),później razem. Jak nie pomoże rozwód w możliwie "niebolesny" sposób.

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

to co mówiłam, konsekwentnie i zdecydowanie!
owszem histeria będzie ale twoja twarda postawa w końcu sprawi że ona zrozumie.

według mnie ciebie przy dzieciach i tak nie ma, więc nie wiele stracą jeśli bedziesz do nich dzwonić i przyjeżdzać jak do tej pory

powiesz że to prosto powiedzieć? napewno trudniej zrobić ale to możliwe!


z drugiej strony jakie masz inne wyjscie?

93 Ostatnio edytowany przez smutna2222 (2013-09-17 19:06:54)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Czlowiek_znikad

Masz odwage pieprzyc na boku jakas inna dziwke, ale nie masz odwagi powiedziec kobiecie ktora poslubiles i z ktora spedziles wiele lat, ze odchodzisz?
Masz odwage pisac posta na forum, czy zycie po rozwodzie Ci sie uda? I pytasz nas o decyzje!?! Człowieku!!
TY NIE DOSC ZE PODJELES DECYZJE, TO BOISZ SIE WPROWADZIC JA W ZYCIE, TYLKO DLATEGO, ZE BOISZ SIE, ZE TOBIE BEDZIE ŹLE!

A dantejskie sceny Twojej zony? O tak, bardzo mi przykro sad z taką żoną ciężko pieprzyc inne koleżanki sad Ale posty z wsparcia w cięzkich sytuacjach to inny dział. Otworze tam dla Ciebie temat "Kochani, zdradzam swoja zone, ale cholera, cięzko sie zdradza z taka żoną, ta robi mi jakies dantejskie sceny, nie wiem, kocha mnie czy co? Geez to staje sie nie do wytrzymania. Prosze o wspracie"

O i ten powszechny brak "sił" by walczyć o związek. Masz racje wiele lat małżeństwa i 3- ka dzieci to za mało by walczyc do utraty sił. Latwiej przecież znaleźć nową kobietę. I kurcze! z nią to jest dopiero fajnie! co nie? A moze dlatego ze wszystkie 'nowe' kobiety są nowe? Na poczatku to dobrze i nawet byłoby Ci z diablicą.

Porzuć idioto swoja żonę, miej jej za złe, że kocha Cię ponad zycie, znosi Twoje zdrady, bo oddałaby Ci serce gdyby mogła je sobie wyrwać.
Albo umówcie sie na terapie, zmień prace na taką, która jest w waszym miejscie rodzinnym, zrob cos ze swoim zyciem, bo ten twoj brak sił do walki powoduje u mnie wymioty.

Tak, tak, moj nick to smutna222, zostałam porzucona i jad cieknie mi po policzku. Wiec drodzy hejterzy- było to czerwcu pozbierałam się i nie pisze tego z jakiejs zlosliwosci.  [i nie obraz sie na mnie, przeklenstwa są bo zazwyczaj bardzo sie unosze w uczuciowych tematach]

Pisze to bo chcialabym zeby przy kazdym kto zdradza byla taka osoba ktora mu powie - opanuj sie, albo się stocz jak ostatnia dziwka i puszczaj sie na boki, ale wtedy badz na czysto z zona.

94

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

no nieee... tak czytam i czytam i komedia, normalnie komedia smile

Ty się po prostu nudzisz chłopie.
sorry ale dla mnie jesteś pal...tem (co by nikt nie wyciął:), czytam i oczom nie wierzę, ze można tak mieć zniszczony, wyprany mózg.

Stary - ja, ja mam pomysł ! weź się chłopie zwiń i zamieszkaj w lesie.

serdecznie pozdrawiam

95

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Podtrzymuję nadal swoje zdanie.
Podjąłeś decyzję i szukasz jedynie łatwego wyjścia z sytuacji.
Nie da się.
Po prostu się nie da.

Powiem tak, gdyby nie ta "mądra dziewczyna", nadal tkwiłbyś w małżeństwie i męczył się, ale nic byś z tym nie zrobił.
Dlaczego?
Bo trzeba podjąć się trudnego zadania zmobilizowania żony do zmian, bo trzeba nie tylko oczekiwać, że coś się zadzieje, ale przedsięwziąć jakieś kroki.
Nie zrobiłeś nic. Wymagałeś od żony, żeby to ona się zmieniała. Nie Ty.
Szedłeś na łatwiznę w życiu.
Przeczekiwanie - to jest łatwizna.

Wreszcie słońce Ci zaświeciło... pojawiła się taka, która uświadomiła Ci, że tkwisz w toksycznym związku.
Sam niby wiedziałeś, ale... tkwiłeś.
Z lenistwa? Z chęci wygodnego, spokojnego życia?
Nieistotne na ten moment.

Według mnie nie ma czego już na tę chwilę ratować. Miej jednak świadomość, że to Ty wydatnie przyczyniłeś się do końca tego małżeństwa. Nie Twoja żona, ale Ty.
ona reaguje emocjonalnie... Dziwisz się? Ja wcale. To ona zostanie z trójką dzieci, to ona będzie musiała się im poświęcić. Nie Ty. Uważasz, że jeszcze ułoży sobie życie? Może na starość. Na pewno nie teraz, bo ma do wychowania gromadkę dzieciaków. Ona ma świadomość życia, które ją czeka. Bardzo smutnego życia.

A nie musiałoby tak być, gdybyś był konsekwentny. Gdyby prawdziwie chciało Ci się walczyć o to małżeństwo.

96 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-17 22:43:57)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Chłopie... szkoda mi na Ciebie klawiatury, ale napiszę coś co Cię może otrzeźwi w swoim podejściu do związku.

Życie mnie przez 32 lata nie rozpieszczało; przeciągnęło równo i dokładnie - od strony zdrowotnej - po kostropatym betonie zwanym życiem. Ale życiem, z którego wyrastają owoce zwane wiedzą i doświadczeniem. I nie w znaczeniu, że to ktoś jest gorszy czy ma gorzej ode mnie - czytaj Ciebie i tak jak Ty tu próbujesz Nam przedstawić wizerunek Twojej żony - ale to niestety Ty jesteś jak ten bydlak dla kogoś. Kogoś z kim jesteś w związku z 3 osobowym "posagiem" na dokładkę.

Żebyś sobie nie myślał, że jesteś lepszy ode mnie, bo masz te naście lat stażu ślubnego na karku. Nic z tych rzeczy.
Ja wniosłem jako swój osobisty posag w to moje przykrótkie małżeństwo, swoje życiowe doświadczenia i wiedzę ze szczególnym uwzględnieniem tego, by pomimo przekroczenia granicy ludzkiej wytrzymałości psychicznej - a ta została nie raz mocno przekroczona - nie podnieść ręki na kobietę. Taki survival zafundowało mi zarówno życie jak i ludzie, gdzie może trup słał się gęsto, uśmiercając się samemu, tak w tym przypadku kobiet oszczędziłem. 
Odszedłem z tego związku w przeświadczeniu, że jednak nie jestem mile widziany przez osoby, które wcześniej mnie uwielbiały. Tylko paradoksalnie znienawidzono mnie za to, że nie dałem siebie zgnoić - owoce w/w przyniosły wymierny plon - bo zarówno słownie jak i naocznie pokazałem im, z jaką bestialską formą miłości i szacunku podchodzą do drugiego człowieka.
Obawiam się, że prędzej czy później taki los odbije się z nawiązką też i na Tobie "z rąk" życia i w formie bezdotykowej od Twojej żony.
Pokazałem im coś, co równie dobrze i w żołnierskich słowach bez pardonu i kozery powinienem uczynić z Tobą tutaj. Nie mniej jednak z racji uwarunkowań wynikających z mojej kultury i szacunku do moderacji, tak tego kroku zaniecham. Bo w konfrontacji w realu z Tobą postąpiłbym tak, jak mówi to potoczne powiedzenie o męskiej ręce: lewą mam silną, a swojej prawej to się sam boję.

Jestem na tym forum długo; wielu forumowiczów wypowiadających się u Ciebie znam na zasadzie zbliżonej do "per Ty" i gdybyś nawet spłodził ten wątek rok temu, tak ciężko było by mi jakąkolwiek tutejszą Ich wypowiedź podważyć i stanąć w Twojej obronie. Co innego, gdyby to pisała Twoja żona. Aczkolwiek obawiam się, że analogicznie do obrony Ciebie, tak u Niej z pewnością nie znalazłbym najmniejszych podstaw do negacji Jej postawy i stanięcia w sporze z forumowiczami.
Tak jak ktoś tu kiedyś napisał mądre zdanie, że "jeżeli jedna osoba mi mowi, ze jestem w paski, to sie  pukam w czolo, jezeli druga, to sie usmiecham, jezeli trzecia , to sie zastanawiam, ale jezeli wszyscy naokolo, to raczej bacznie sie przegladam w lustrze", zauważ, że robisz z lubością to, co komuś zarzucasz prosto w twarz.
Ale już hurtem lecące na Ciebie uwagi i spostrzeżenia Innych, skrzętnie omijasz szerokim łukiem, bo są sprzeczne z Twoim widzimisie - jak w krzywym zwierciadle. A może jednak to zwierciadło jest proste, tylko Ty na nie patrzysz spod byka? CO?
Może jednak najwyższa pora jest przyjąć nie pozycję frontalną do kogoś a do siebie samego i uważnie centymetr po centymetrze przyjrzeć się sobie??? A zamiast stawać w szranki z prawdą - przyjąć ją po męsku na klatę???

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

97 Ostatnio edytowany przez smutna2222 (2013-09-17 22:50:53)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Bellatrix napisał/a:

Podtrzymuję nadal swoje zdanie.
Podjąłeś decyzję i szukasz jedynie łatwego wyjścia z sytuacji.
Nie da się.
Po prostu się nie da.

Powiem tak, gdyby nie ta "mądra dziewczyna", nadal tkwiłbyś w małżeństwie i męczył się, ale nic byś z tym nie zrobił.
Dlaczego?
Bo trzeba podjąć się trudnego zadania zmobilizowania żony do zmian, bo trzeba nie tylko oczekiwać, że coś się zadzieje, ale przedsięwziąć jakieś kroki.
Nie zrobiłeś nic. Wymagałeś od żony, żeby to ona się zmieniała. Nie Ty.
Szedłeś na łatwiznę w życiu.
Przeczekiwanie - to jest łatwizna.

Wreszcie słońce Ci zaświeciło... pojawiła się taka, która uświadomiła Ci, że tkwisz w toksycznym związku.
Sam niby wiedziałeś, ale... tkwiłeś.
Z lenistwa? Z chęci wygodnego, spokojnego życia?
Nieistotne na ten moment.

Według mnie nie ma czego już na tę chwilę ratować. Miej jednak świadomość, że to Ty wydatnie przyczyniłeś się do końca tego małżeństwa. Nie Twoja żona, ale Ty.
ona reaguje emocjonalnie... Dziwisz się? Ja wcale. To ona zostanie z trojką dzieci, to ona będzie musiała się im poświęcić. Nie Ty. Uważasz, że jeszcze ułoży sobie życie? Może na starość. Na pewno nie teraz, bo ma do wychowania gromadkę dzieciaków. Ona ma świadomość życia, które ją czeka. Bardzo smutnego życia.

A nie musiałoby tak być, gdybyś był konsekwentny. Gdyby prawdziwie chciało Ci się walczyć o to małżeństwo.

jaka madra dziewczyna? Gdyby była taka madra to nie pchała by sie do łożka żonatemu. A jest mądra bo dba tylko o swoja dupe i każe mu wziąć rozwód? to egoizm nie madrosc.

Jakie słońce zaświeciło? Mu to słońce zaszo bo doprowadził żone do załamania nerwowego przez co prawdopodobnie stała sie toksyczna. Nie mogla zniesc ze znow ja zdradzi badz zostawi, wiec coraz to kurczliwiej trzymała go przy sobie robiac awantury.
Słońce mu zaświeciło, wyrwał sie z obowiazków, zobowiązań i wybrał szybsza, krótsza droge.

I ja mysle, ze jest co ratowac w tym zwiazku, ale tyllko pod warunkiem iintensywnej terapii i zmiany pracy tak zeby mieszkał w domu. Potrzeba uswiadomic żonie, ze sama przez to co jej robiłeś, popadła w błędne koło i rzeczywiscie moze zachowuje sie teraz toksycznie, a to dlatego, ze boi sie, ze jak nie bedzie walczyc o ciebie to cie straci.
Ona sie panicznie boi palancie.
A rozpad zwiazku to Twoja wina i tych Twoich znudzonych etapów w zyciu, gdzie musiales miec nowa kobiete. I te Twoje urocze wnioski, ze z kochankami jest inaczej, świeżo i nowo. no mozna sie poplakac ze smiechu.

Jak dla mnie to sie puszczasz [o tak kochany, niestety, to nie przeklenstwo, ani zlosliwosc, puszczasz sie, odpowiadasz kazdemu elementowi definicji puszczania sie]

98

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Przede wszystkim prosze o uwazne czytanie, jezeli ktos chce cos dodac.

1) W zyciu nie podnioslem reki na kobiete. Rekoczyny byly z drugiej strony i to na dlugo przed kochankami.

2) Nie szukam ani wsparcia, ani obrony, ani usprawiedliwienia. Szukam pomocy, zeby nie krzywdzic ludzi.

3) Nie pisalem nic o braku sil, o ile pamietam.

4) Nie pisalem nic o tym ze z kochankami jest swiezo i nowo.

5) Nic nie omijam -- nawet tak konstruktywnych propozycji jak chip RFID czy zamieszkanie w lesie -- i uwaznie przegladam sie w lustrze.

Tak czy owak, decyzja nalezy do mnie. Ten watek ma mi pomóc w przemysleniu sytuacji. Jeszcze raz dziekuje wszystkim, nawet tym, którzy wpadaja tu tylko rzucic kamieniem.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

99

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
wierny_tomasz napisał/a:

Bądź po prostu mężczyzną i zrób to po męsku. Postaw jasno sprawę, że albo:
- dajesz szansę, ale idziecie razem na terapię małżeńska a być może też indywidualne jeśli okaże się, że ta niedojrzałość jest kluczem
- odchodzisz od żony raz na zawsze, utrzymujesz status ojca i spotykasz się z dziećmi, jeśli trzeba to załatwiasz to sądownie, bo może porzucona ostatecznie żona robić problemy w tej kwestii

I potem KONSEKWENTNIE to realizujesz. Amen.

Za ten post szczególnie dziekuje. Pracuje nad tym zeby to wkrótce zrealizowac.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

100

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

To jest mój pierwszy post na tym forum, wypadło akurat na ten temat. Człowieku znikąd, szukasz pomocy, więc ja spróbuję Ci coś doradzić, ale wiedz, że wszelkie zmiany (w tym i własnego zachowania) nigdy nie przychodzą łatwo i jak Ci to już mówili inni, nie powinno się wybierać łatwej (czyli złej) drogi, bo to co łatwe kiedyś obróci się przeciwko nam, z tą różnicą, że u niektórych będzie to za rok, dwa, a u innych może za kilkanaście lat (a Ci skrzywdzeni nawet o tym nie będą wiedzieć).

Twoja i rodziny sytuacja jest bardzo trudna, bo wszyscy cierpicie, każdy w mniejszym lub większym stopniu. Nie będę się teraz zajmowała analizowaniem zachowania Twojej żony, ponieważ to nie ona się tutaj wypowiada, wszystko co o niej mówiłeś, to tylko TWOJA perspektywa. O Tobie mogę za to powiedzieć troszeczkę więcej. Może to, co Ci teraz doradzę, jest dość kontrowersyjne, ale uważam, że na każdego działa trochę inny sposób.

Na początek jednak podsumuję Twoje zachowanie, tak jak to wygląda niestety z boku, nie chodzi mi tutaj o obrażanie:
1) jesteś niedojrzały (Dlaczego? Bo się miotasz, nie wiesz co masz zrobić.)
2) nie potrafisz kochać i szanować SAMEGO SIEBIE, nie mylić z egoizmem (Powodów jest kilka: syndrom DDD zapewne z nieszczęśliwego dzieciństwa; przed małżeństwem byłeś w związku z inną kobietą, która Cię zdradziła; przez pierwszych 10 lat małżeństwa kiedy jeszcze nie zdradzałeś było dużo kłótni i nieporozumień z winy obu stron; przez ostatnie 6 lat spałeś z innymi kobietami.)
3) jeśli nie kochasz tak naprawdę siebie, nie jesteś w stanie pokochać tak naprawdę INNYCH, smutna prawda, ale prawda (Trochę za dużo tych kobiet i tego "zakochania" moim skromnym zdaniem; nie neguję tylko miłości do dzieci, wierzę, że ona w Tobie jest, tylko nie do końca się ujawniła.)
4) tak jak wcześniej powiedziałeś, uzależnienie od dopaminy (Może chodzi o to, żeby zawsze czuć się górą, o pewien sposób kontrolowania i niezniszczalności - nie za bardzo umiem to inaczej wyrazić.)
5) brakuje Ci odpowiedniego wzorca i bezinteresownej miłości, takiej bardziej rodzicielskiej (Dlatego prosisz nas o pomoc.)
6) zapomniałeś o kilku ważnych zasadach moralnych-niemoralnych (Z powodu własnego tchórzostwa i chodzenia na łatwiznę; ze strachu o dzieci; z winy żony - kolejność nieprzypadkowa.)
7) chyba za dużo pracujesz

A teraz spróbuję Ci doradzić (nie wiem czy tak jak trzeba, ale chcę dobrze), tylko od Ciebie zależy jak pokierujesz swoim życiem, dam radę do każdego z punktów, które wcześniej omówiłam:
1) Zdecyduj się na któryś z dwóch wyjść, jakie doradzali Ci inni - nie będę tego szerzej omawiać, bo tutaj wiele ludzi znacznie mądrzejszych ode mnie dawało dobre rady, oni naprawdę nie chcą źle. Życie w zawieszeniu nie jest dla nikogo dobre. A które wyjście jest słuszniejsze? Sama do końca tego nie wiem.
Myślę, że gdy się już na coś zdecydujesz to Twoja sytuacja będzie wyglądać tak (oby jednak nie, pomyśl dobrze o konsekwencjach, wyobraź sobie dalsze życie Twoje, żony i dzieci w obu przypadkach): z jednej strony święta przysięga małżeńska i "pełna rodzina", ale życie w nieporozumieniu, które szkodzi najbardziej dzieciom; z drugiej strony życie dzieci w niepełnej rodzinie, ale wy i tak zapewne (rodzice) będziecie się kłócić, czy to o pieniądze czy inne rzeczy. POMYŚLCIE OBOJE Z ŻONĄ NAJPIERW O DZIECIACH, o tym, co wasze kłótnie w obu przypadkach zrobią psychice waszych dzieci, nie niszcie życia tym, którym właśnie owo życie daliście. I DAJ TO OSTATNIE ZDANIE ŻONIE DO PRZECZYTANIA (albo jak wiesz, że te słowa z Twoich ust jej nie pomogą, to poproś o to kogoś kto ma na nią dobry wpływ). Z powodu żony cierpienia, które jest Twoją DUŻĄ WINĄ, przydałaby się jej jakaś terapia wstrząsowa, bo i ona krzywdzi dzieci, informując je o szczegółach waszego konfliktu, zapewne nie specjalnie, ale jednak.
2) Pomyśl czym tak naprawdę jest miłość, przeczytaj choćby Hymn o miłości (tak porządnie), są to piękne słowa, choć może w dzisiejszym świecie, gdzie jest dużo zła trudne do wypełnienia (ludzie nawzajem tak się krzywdzą, coraz mniej małżeństw i związków trwających całe życie). Do tego jeszcze Internet i inne rzeczy, w których gadają takie głupstwa o tym, że ludzie nie mogą być monogamiczni (zwalanie na geny itp., mamy przecież ROZUM i SERCE, nie poniżajmy się), ciągle jakieś rozwody i cudołożenie z kim popadnie, pornografia, brak wiary w Boga (nie mówię tu o katolikach chodzących do Kościoła, po to by się pokazać i poplotkować, wierzę jednak że tych nie jest aż tak za dużo).
3) Ta terapia to nie jest zły pomysł, jeśli nie pozbędziesz się swoich lęków i zła, które w Tobie siedzi, to związki na dłuższą metę nie będą udane, w żadnym razie. A chyba chcesz być szczęśliwy i spotkać prawdziwą miłość? I nie unieszczęśliwiać innych? Może najpierw przydałoby Ci się życie w celibacie, aby siebie zrozumieć i uleczyć, dopiero później tworzyć związki? Może zastanów się nad tym, na której z poprzednich kobiet Ci tak naprawdę zależało i czy w ogóle zależało, przeanalizuj swoje uczucia w początkowych fazach waszej znajomości i tych późniejszych? Zwłaszcza tą z żoną. Może Twoja miłość do niej nie umarła, tylko się gdzieś głęboko schowała? Zdarzają się i takie wyjątki, chociaż nieczęsto. Zresztą z tą miłością to trudna sprawa, wiele ludzi ją myli z czymś innym, mówią później, że coś się wypaliło (po miesiącach, latach). Ja tam wierzę, że TA prawdziwa się nie wypala, ale niełatwo ją jednak znaleźć, Ci co ją znaleźli są szczęśliwcami, nie ma ich jednak aż tak wielu (a są też przypadki, że się tą miłość spotyka, ale z wielu powodów nie potrafi się jej docenić i o nią dbać).

Za bardzo się rozgadałam na ten temat, jeśli wiecie gdzie na tym forum jest o tym mowa, to mi powiedzcie.

4) Jak w punkcie 3.
5) Pomyśl może o Bogu i jego przykazaniach, może właśnie Ci tego brakuje, tych zasad o których mówi. Ale nic na siłę, musisz sam tego chcieć. Wiara w Boga to nie powód do wstydu. Dzisiaj to za mało tego Boga w naszym życiu. Ciekawe dlaczego? Bo spotyka nas cierpienie i najlepiej na niego też trochę zwalić? Teraz to właśnie ludzie sami sobie zadają to cierpienie. Z rodzicami i przyjaciółmi, to nie wiem, jak jest i się nie wypowiadam.
6) Jak się nie wierzy w Boga, to zostaje chociaż ludzka przyzwoitość. Nie znaczy to, że taki np. ateista może sobie krzywdzić kogo i jak chce. Powróć do jakiś zasad, widzę, że jeszcze Ci ich trochę zostało. Nie jesteś złym człowiekiem, ale bardzo się pogubiłeś. Tak sobie myślę, że jak np. rozstaniesz się z żoną, to chociaż dopilnuj, żeby Twoje dzieci nie zgorzkniały, nie krzywdziły innych ludzi świadomie i aby były uczciwe, wspieraj ich. Żeby np. przez fakt, że ktoś ich skrzywdzi (a przecież tak będzie, tylko nie wiadomo w jakim stopniu) nie stały się złe, egoistyczne i aby nie straciły tych zasad moralnych, aby może wierzyły w Boga i później spotkacie się wszyscy w niebie. Bo bez nich (zasad) będą nieszczęśliwe. To jest COŚ co możesz im DAĆ. I sam się do tego stosować. Co z żoną to nie wiem, spróbuj z nią jeszcze rozmawiać, nie poddawaj się, proś o siłę dla niej i dla Ciebie, wierzę, że za którymś razem się wam uda i nie będzie wielu ofiar.
7) Czy praca jest aż tak ważna? Czy nie możesz trochę mniej pracować, aby być z dziećmi? Czy praca determinuje to, kim jesteś?

Wiem, że łatwo jest mi mówić, trudniej to wszystko zrobić. Na wszystko trzeba czasu, czasami nawet długo, inaczej się jednak nie da. Życzę Tobie i Twojej rodzinie powodzenia, abyście wyszli z tych kłopotów jak najsilniejsi duchem i abyście zrozumieli co tak naprawdę jest ważne i liczy się w życiu.

Mam nadzieję, że to co napisałam nie jest jakimś psychologicznym bełkotem, rozpisałam się, ale ja już tak mam. Taka ze mnie pisarka;) Trochę też ze mnie idealistka, ale właśnie to sprawia, że nie daję się tak za bardzo smutkom, bo mnie właśnie takie ostatnio napadły. Staram sobie z tym radzić, raz lepiej raz gorzej. Lepiej wierzyć w COŚ nic w NIC. Tym czymś jest m.in. Bóg. Jak stracę wiarę we wszystko, to jaki sens żyć? Więc wierzę. Ale wiem też, że powinnam polegać przede wszystkim na sobie i aby być jak najlepszym człowiekiem dla siebie i innych, bo teraz tak wiele osób się nawzajem krzywdzi i na kogo trafię w swoim młodym życiu to nie wiem. Może na łajdaka? Oby nie.

Serdecznie was wszystkim pozdrawiam i życzę pogody ducha mimo wszystko.

"Jeżeli nie wiesz dokąd zmierzasz, każda droga zaprowadzi cię donikąd."

"Śmiech jest lekarstwem, które każdy może sobie przepisać."

101 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2013-09-19 01:10:25)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Dominika, czy Ty jestes psychologiem?

Przede wszystkim dziekuje za uwazne czytanie.

A poza tym masz cholerna racje. Jestem bardzo ciezkim typem, samcem alfa, który zawsze wygrywa, a pod spodem dzieckiem które chce umrzec. Raz bylem juz blisko, ale zyje dla dzieci. Chcialbym przerwac ten zaklety krag doroslych dzieci ciagnacy sie juz od pokolen. Przed chwila bylem blisko poddania sie, ale dajecie mi nadzieje. Mam plan.

Dzieki ze tyle chcialo Ci sie pisac.

P.S.

Dominisia21 napisał/a:

7) chyba za dużo pracujesz
7) Czy praca jest aż tak ważna? Czy nie możesz trochę mniej pracować, aby być z dziećmi? Czy praca determinuje to, kim jesteś?

Nie wiem jak na to wpadlas -- czy ja pisalem cos o pracy? Moim zdaniem pracuje o wiele za malo. Tak, patrze na siebie przez pryzmat swoich osiagniec, choc nie sa wielkie. Przy tym zawsze staram sie szukac czasu dla dzieci i jesli to mozliwe, wlaczac je w jakas wspólna dzialalnosc. Rzeczywiscie w kazdym moim zwiazku bywaly konflikty o czas, który poswiecam czemus, zamiast kobiecie. Ale nie uwazam sie za pracoholika. Po prostu uwielbiam robic pare rzeczy, a jedna z nich jest moim zawodem. Jedna z rzeczy, które na pewno chcialbym zmienic w sobie jest pozbycie sie lenia.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

102

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Nie jestem psychologiem, nic z tych rzeczy;)

Jeśli chodzi o pracę, to tak to po prostu wyglądało. Teraz masz pracę za granicą (chyba dobrze zrozumiałam?) i jeszcze ten inny związek. Wydaje mi się, że przez to ciężko znaleźć odpowiednio dużo czasu dla rodziny. A jak było wcześniej to sam mi powiedziałeś. Oczywiście praca jest ważna, ale w granicach normy, aby przez to czegoś nie stracić.

"Jeżeli nie wiesz dokąd zmierzasz, każda droga zaprowadzi cię donikąd."

"Śmiech jest lekarstwem, które każdy może sobie przepisać."

103

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:

Zostawic zone czy oszukiwac ja i dzieci do konca zycia?

Nie zostawiać żony , zostawić kochankę , mówisz o niej "żona" a o tamtej "panna".
To chyba proste!
Takie życie nie przez 100 % czasu jest kolorowo.
Ja zostałam porzucona dla kochanki i też jestem uzależniona od mojego męża.
Muszę sobie bardzo mocno tłumaczyć ,że mam córkę i mam dla kogo żyć.
Jeżeli jeszcze nie dokonałeś wyboru to wybierz żonę ja tez bym chciała ,żeby tak ktoś doradził mojemu mężowi.

104

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Dominisia21 napisał/a:

Za bardzo się rozgadałam na ten temat, jeśli wiecie gdzie na tym forum jest o tym mowa, to mi powiedzcie.

To o czym mówisz jest wszędzie po trochu na tym forum, porozrzucane po działach i wątkach.

Dominisia21 napisał/a:

Dzisiaj to za mało tego Boga w naszym życiu. Ciekawe dlaczego? Bo spotyka nas cierpienie i najlepiej na niego też trochę zwalić? Teraz to właśnie ludzie sami sobie zadają to cierpienie. Z rodzicami i przyjaciółmi, to nie wiem, jak jest i się nie wypowiadam.

Ludzie mają jakiegoś takiego "autopilota" skarg zaprogramowanego pod czuprynką, że na pierwszy ogień idzie partner, potem winią cały świat na czym ów problem stoi i na końcu tego Bogu ducha winnego siwego Pana u góry. smile
Ale paradoksalnie pomijają najważniejszą i fundamentalną kwestię: "pokazując na partnera odwróć dłoń i co widzisz???
Trzy palce są skierowane na Ciebie i to nie znaczy, żeś bardziej winny; ale 3-krotnie bardziej powinieneś się zając swoim problemem kryzysu w związku." A to już jest no normalnie trudne.

Dominisia21 napisał/a:

Wiem, że łatwo jest mi mówić, trudniej to wszystko zrobić. Na wszystko trzeba czasu, czasami nawet długo, inaczej się jednak nie da. Życzę Tobie i Twojej rodzinie powodzenia, abyście wyszli z tych kłopotów jak najsilniejsi duchem i abyście zrozumieli co tak naprawdę jest ważne i liczy się w życiu.

A jeszcze trudniej zacząć, a już od siebie zwłaszcza. smile

Dominisia21 napisał/a:

Mam nadzieję, że to co napisałam nie jest jakimś psychologicznym bełkotem, rozpisałam się, ale ja już tak mam. Taka ze mnie pisarka;) Trochę też ze mnie idealistka, ale właśnie to sprawia, że nie daję się tak za bardzo smutkom, bo mnie właśnie takie ostatnio napadły. Staram sobie z tym radzić, raz lepiej raz gorzej. Lepiej wierzyć w COŚ nic w NIC. Tym czymś jest m.in. Bóg. Jak stracę wiarę we wszystko, to jaki sens żyć? Więc wierzę. Ale wiem też, że powinnam polegać przede wszystkim na sobie i aby być jak najlepszym człowiekiem dla siebie i innych, bo teraz tak wiele osób się nawzajem krzywdzi i na kogo trafię w swoim młodym życiu to nie wiem. Może na łajdaka? Oby nie.

Jeśli nawet, to do bełkotu temu daleko. Zahaczyłaś o wiele spraw, od psychologii, przez filozofię życia, sferę duchową i sakramentalną nt. małżeństwa po egoizm własnej osoby. Ale ten zdrowy egoizm w odniesieniu do świata. Bo czymże jest to "coś" - to takie coś z takim czymś, bez takiego czegoś vel "Pustka" wg Osho.
Masz swój nie tyle cel co wyznacznik "pionu" w życiu, a jeśli owe 21 przy nicku, to Twój wiek... sha tzun przy tak dojrzałym podejściu do życia w tym wieku smile
To tylko potrafią nieliczni.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

105 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-09-19 20:11:43)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
bags napisał/a:

To o czym mówisz jest wszędzie po trochu na tym forum, porozrzucane po działach i wątkach.

Na pewno powolutku będę czytała to forum, za którymś razem trafię na ten temat, tak bardziej szczegółowo opisany;-)

bags napisał/a:

A jeszcze trudniej zacząć, a już od siebie zwłaszcza. smile

Zgadzam się z Tobą.

bags napisał/a:

Jeśli nawet, to do bełkotu temu daleko. Zahaczyłaś o wiele spraw, od psychologii, przez filozofię życia, sferę duchową i sakramentalną nt. małżeństwa po egoizm własnej osoby. Ale ten zdrowy egoizm w odniesieniu do świata. Bo czymże jest to "coś" - to takie coś z takim czymś, bez takiego czegoś vel "Pustka" wg Osho. Masz swój nie tyle cel co wyznacznik "pionu" w życiu, a jeśli owe 21 przy nicku, to Twój wiek... sha tzun przy tak dojrzałym podejściu do życia w tym wieku smile To tylko potrafią nieliczni.

21 to mój ulubiony numer. Należę do tych młodych, ale wieku na razie Ci nie podam;-) Będę trochę tajemnicza, ale bądź cierpliwy;-) Co Ty na to?

"Jeżeli nie wiesz dokąd zmierzasz, każda droga zaprowadzi cię donikąd."

"Śmiech jest lekarstwem, które każdy może sobie przepisać."

106

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:

Hej,

Naście lat malzenstwa, 3 dzieci, kilka kochanek po drodze. Dzieci kocham ponad wszystko. Ale zony juz nie. Bylo wiele klótni, jedna juz wyprowadzka (wtedy jeszcze bylem wierny, nie chodzilo o kochanke). Byla wizyta u psychologa, po której prawie sie pozabijalismy -- natychmiast po wyjsciu, w samochodzie. Przez jakies 50% czasu jest fajnie, druga polowa to albo ciche dni albo draka. Dzieci sa swiadkami tego wszystkiego.

Zona jest uzalezniona ode mnie i swiata poza mna nie widzi. Przynajmniej przez te 50% czasu.

Od dwóch lat mam inna dziewczyne. Na poczatku wiadomo -- konska dawka dopaminy i adrenaliny, wiec nie podejmowalem zadnych decyzji. Dla dzieci wszystko. Minely jednak 2 lata i z panna uklada sie nadzwyczaj dobrze. Ale podwójne zycie meczy nas oboje i trzeba wybrac.

To ze jestem wulgaryzm i nie warto na mnie nawet splunac juz wiem, mozecie sobie oszczedzic.

Prosze o konstruktywne wypowiedzi osób, które sa po rozwodzie lub znaja podobne sytuacje z bliska.

Zostawic zone czy oszukiwac ja i dzieci do konca zycia?

Dziekuje.

P.S. Uprzedzam tez ewentualne teksty o praniu mi skarpetek i robieniu sniadan do pracy. Piore i gotuje sobie sam. Zona tez pracuje zawodowo i zatrudnia opiekunke full-time.

ZOSTAWIĆ kochankę. Może nie jestem obiektywna, ale na cudzym polu jest zawsze lepiej. Nie ma dzieci, wspólnot, kredytów, zobowiązań. Panna zawsze chętna, uśmiechnięta i zadowolona. Nie czepia się etc. Nie ma chorób, lekarzy, zadań domowych. Żyjesz w utopii, a żona sama pcha Wasz wózek. Spróbuj. Wróć do kraju i walcz uczciwie

107 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-19 20:22:51)

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
Dominisia21 napisał/a:

21 to mój ulubiony numer. Należę do tych młodych, ale wieku na razie Ci nie podam;-) Będę trochę tajemnicza, ale bądź cierpliwy;-) Co Ty na to?

Pytanie ad hock kobiety o wiek to bezczelność smile tak spudłowanie to oznaka kultury big_smile
Nie mniej jednak pozostanę przy swoim twierdzeniu o Twojej szerokiej wizji światopoglądowej. Wiek mało istotny jest w tym wszystkim...

Dominisia21 napisał/a:

Na pewno powolutku będę czytała to forum, za którymś razem trafię na ten temat, tak bardziej szczegółowo opisany;-)

Prawo przyciągania? hmm

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

108

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:
Bellatrix napisał/a:

Zadaj sobie pytanie, czy jesteś gotów ponieść wszelkie konsekwencje swojego odejścia typu: rozwód z orzeczeniem Twojej winy, ewentualne alimenty na rzecz żony itd. Jeżeli jesteś gotów, odejdź.

Jakies 75% kosztów finansowych utrzymania domu z dziecmi (w tym hipoteka) ponosze ja i nie chce tego zmieniac. Akurat nie tym sie martwie.

A co na to Twoja " jeszcze panna", przed ok ale kiedy zostawisz dla niej żonę może to być niewygodne, i jeszcze jedno, jak sobie wyobrażasz Twoje kontakty z dziećmi, bo nie wiem jak Owa panna i dzieci zareagują na siebie.

To taka pierwsza myśl po pierwszych postach.

109

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?
czlowiek_znikad napisał/a:
eine_gute_ehefrau napisał/a:

"kobieta" ktora swiadomie niszczy czyjs dom - zagarnia udami meza innej kobiecie i ojca czworce dzieci
jest wprost stworzona dla ciebie.

Zwróc uwage ze to ja niszcze dom, nie ona. Zreszta dom rozpadajacy sie juz duzo wczesniej, który w zasadzie potrzebuje rozbiórki i postawienia na nowo.

Obrońca uciśnionych? sorry ale tego już za dużo... chyba że nie wie że masz żonę:/

110

Odp: Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Zostaw żonę i pannę, zajmij się sobą, dziećmi, terapią...
A poważnie, jak dla mnie, jeśli nie jesteś 100% przekonany, że z żoną nie chcesz już żyć, to powiedz jej o wszystkim i jeśli będzie Cię chciała oglądać przekonaj, że musicie coś TRWALE zmienić.Tylko tak możecie być razem. I ty i ona, nie na parę miesięcy, DOBRA terapia dla niej, ciebie, was. I w domu nie udawanie, granie na chwilę, żeby zatrzymać, przekonać itp. tylko prawdziwa zmiana, na zawsze... To też mój cel... smile

I myślę, że jeśli będziesz z panną, a nic nie zrobisz ze sobą, problemy też wcześniej, czy później się pojawią...

Dominisia21... wow:)

Posty [ 56 do 110 z 121 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy jest szansa na lepsze zycie po rozwodzie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018