netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

196 odpowiedzi15 017 wyświetleńzałożony przez BabaOsiadła, 01.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 197 ]

131

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Iceni napisał/a:
bbasia napisał/a:
adlernewman napisał/a:

Mozna nie lubic trufli czy kawiaru, ale sie nigdy nie nauczymy, jezeli nam na talerz nie podadza.

I tym zdaniem według mnie trafiłaś w sedno!

A jesteś pewna, ze zakochasz się w owych truflach jeżeli zanim ich skosztujesz będziesz musiała wykuć na blachę biografię kucharza który je przyrządził, a potem bez względu czy ci smakują, czy nie - jeść je przez najbliższe kilka tygodni? big_smile

Iceni, po co wogóle wobec tego chodzić do szkoły? Przecież zawsze będzie coś co nas nie interesuje i co nam obrzydzi dany przedmiot na resztę życia?
To co mnie nie interesowało traktowałam na zasadzie "trzy z". Ale jednocześnie mam satysfakcję gdy oglądając teleturniej wiedzowy znam odpowiedź na większość zadawanych pytań, nawet z tych dziedzin których nie obdarzałam sympatią.

132

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

bbasia - w literaturze mamy wybór - nie możesz ominąć w fizyce prawa powszechnego ciazenia bo się go nie da zastąpić innym prawem - ale w literaturze się da i się to robi - nie musisz rozwodzic się nad Mickiewiczem tygodniami jjeżeli go nie trawisz bo masz jeszcze Słowackiego (lub odwrotnie, w zależności od upodobań ) - a szkoła to prawo odbiera - to NAUCZYCIEL decydue czego się ma uczeń uczyć i w zależności od UPODOBAŃ nauczyciela będzie tygodniami. Walkowany na lekcji dany autor. Nikt nie jest w stanie przeczytać WSZYSTKIEGO - to jest fizycznie niewykonalnnę, bo ci życia na czytanie braknie a w szkole nie twoje widzimisię jest ważne tylko nauczyciela.
Na matematyce czy fizyce nauczyciel nie ma takiego pola manewru bo wiedza ścisła opiera się na jasnych regułach.

133

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Snake napisał/a:
Iceni napisał/a:

Ja do dziś pamiętam jak mnie profesorka zrugała bo osmielilam się powiedzieć, ze dla mnie Słowacki jest beznadziejny bo pisał jak afektowany maminsynek big_smile

To miałaś problem z głupim nauczycielem, a nie głupią lekturą. Lektury się poznaje, bo są częścią historii polskiej literatury, w ogóle polskiej historii i kultury. Jak ich nie poznasz, to sobie nie wyrobisz zdania. Sęk w tym, że zmierzanie systemu nauczania do testów czyli trafiania w to jaka interpretacja jest punktowana jest głupie. Ja na maturze pisałem coś o romantykach i generalnie pojechałem po nich równo. To było miejsce i czas kiedy mogłem swoje zdanie wyrazić. Było oczywiście ryzyko, bo nie wiedziałem kto z polonistów będzie oceniał moją pracę i mogłem trafić na takiego, który swobody interpretacji i poglądów nie uznaje, a tacy też byli. Udało się, dostałem szóstkę i oprócz mojej była tylko jeszcze jedna w klasie o profilu humanistycznym. Tylko, że ja swoją swobodę interpretacji tekstów i postaw romantyków mogłem poprzeć znajomością tych tekstów czym swobodnie w swoim wypracowaniu maturalnym operowałem. Jak się czegoś nie zna, to się nie ma na ten temat swojego zdania, chociaż akurat w Polsce, to akurat jest odwrotnie. Najczęściej najwięcej do powiedzenia mają ci co na dany temat nic nie wiedzą.

Powtórzę to, co napisałam wyżej - lliteratura jest tak bogata, że i tak życia człowieka braknie żeby przeczytać wsystko to, co warto.  I naprawdę NIC się nie stanie jak ktoś lukę po Mickiewiczu czy Sienkiewiczu zapełni innym autorem. To nie sa jakieś święte krowy.

134

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

W przypadku historii polskiej literatury to są jak najbardziej święte krowy. Co czytasz poza klasyką polskiej literatury, którą Polak powinien poznać, to już Twoja indywidualna sprawa. Możesz czytać trzy książki dziennie przez resztę życia, a możesz po zakończeniu szkoły nie sięgnąć przez resztę życia nawet do jednej. To już jest indywidualna sprawa każdego człowieka. Szkoła jest jednak od tego żeby wpoić młodemu człowiekowi pewien zasób wiedzy. Ustalony odgórnie dla całej populacji. Czy komuś ten czy inny fragment się będzie podobał mniej czy więcej, to już jego sprawa. Określony zasób wiedzy ma sobie jednak przyswoić. Potem może sobie z tą wiedzą robić co chce. A tak to zachowujecie się trochę jak Himilsbach z nauką języka angielskiego...

135

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Zgadzam sie, Snake.

Poza tym Iceni, jezeli mialabym dziecko i mialabym je poslac do szkoly, ktora podtyka do czytania pseudo- literature lotow "50 odcieni szarosci", to chyba bym sie zaparla i w domu edukacje prowadzila.

136

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Adler... No wybacz, ale jest jednak coś pomiędzy Panem Tadeuszem a 50 twarzami Greya - chyba że dla ciebie nie ma.

Nie uważam, że KAŻDY musi przeczytać Pana Tadeusza - znam przynajmniej kilka osób, które tego nie zrobiły a ich wykształceniu, kulturze i obyciu w świecie zarzucić nic nie można smile
Znam i takich, co przeczytali i niewiele im to pomogło big_smile

Przeczytaanie lektur obowiązkowych to nie jest wyznacznik edukacji.

137

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Iceni napisał/a:

Przeczytanie lektur obowiązkowych to nie jest wyznacznik edukacji.

Nie, nie jest wyznacznikiem edukacji... co zresztą widać coraz bardziej po poziomie wiedzy dzisiejszych maturzystów, licencjatów i magistrów....
Bo to nawet nie chodzi o przeczytanie od deski do deski całego utworu, ale ogólną orientację dotyczącą danego dzieła i epoki w której powstała. A poprzez przeczytanie, nawet fragmentaryczne i potem omówienie utrwala się to bardziej niż poprzez przeczytanie tylko opracowania.

138

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Pomiedzy "Grayem" a "Panem Tadeuszem" jest taki zwiazek jak pomiedzy wyrafinowana dyskusja a zebraniem przekupek. Samo czytanie nie jest zadna wartoscia sama w sobie, bo czytac mozna i ulotki z supermarketu na tony, codziennie, a nie zrobi to z nikogo kulturalnego, wyksztalconego czlowieka. Istotne jest nie to, ze sie czyta, ale co sie czyta.

139 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-09-05 13:58:42)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
adlernewman napisał/a:

Pomiedzy "Grayem" a "Panem Tadeuszem" jest taki zwiazek jak pomiedzy wyrafinowana dyskusja a zebraniem przekupek. Samo czytanie nie jest zadna wartoscia sama w sobie, bo czytac mozna i ulotki z supermarketu na tony, codziennie, a nie zrobi to z nikogo kulturalnego, wyksztalconego czlowieka. Istotne jest nie to, ze sie czyta, ale co sie czyta.

I oczywiście to oznacza, że jak ktoś przeczyta trylogie Tolkiena zamiast Sienkiewicza to wyjdzie ze szkoły niedouczonym idiota a jak przeczyta w gimnazjum (!) książkę Musierowicz zamiast sleczec nad Panem Tadeuszem to oczywiście skończy jako intelektualne zero? (w liceum nadal jest lekturą obowiązkową!) - ją sobie nie przypominam żeby w czasie kiedy ja chodzilam do szkoły podstawowej ktokolwiek przeczytał Pana Tadeusza -mało który z uczniów nawet go rozumiał big_smile

Potopu nie żałuję, bo to nie jest arcydzieło, bardziej mi żal Wiernej rzeki czy Nad Niemnem - nie wiem nawet czy obecnie jest to w kanonie lektur.

Wallenroda i Kordiana też nie żałuję bo to były 3 lektury z tego sameggo okresu  - nic się nie stanie jak się ograniczy do Pana Tadeucza czytanego w liceum - naprawdę nie trzeba go wciskac 14 czy 15-latkom.
(zresztą kto w dorosłym życiu pamięta o czym był Kordian? big_smile )

140

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

No wybaczcie, ale Greya to można używać jako papier toaletowy - uważam, że jego zawartość nadaje się do sedesu.

Jak w ogóle mozecie zestawiać go z Trylogią Tolkiena czy Jeżycjadą Musierowicz o_O

141

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

No, ja nie zestawiam. Iceni natomiast uwaza, ze o ile dzieci czytaja, to wsio rawno co czytaja...

142 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-09-05 15:14:27)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Jak nie ty? A kto pierwszy dał jako przykład "upadku" w rozmowie o lekturach szkolnych tę książkę (Greya)?

Ja nie widzę w tym nic tragicznego żeby 13 czy 15 latek czytał Musierowicz czy Tolkien. To jest znacznie lepszy pomysł niż Pan Tadeusz czytany na przymus. 13-latek będzie miał mnóstwo czasu jeszcze w życiu żeby po Mickiewicza sięgnąć - co więcej uważam ze do niektórych lektur trzeba intelektualnie dorosnąć - i akurat Pan Tadeusz do nich należy - lepiej po niego sięgnąć później, kiedy można docenić jego piękno i kunszt niż za wcześnie kiedy to jest jedynie lektura obowiązkowa, która trzeba przemielic.
__________

Nie wiem dlaczego adlerwoman doszła do wniosku, że skoro nie widdze problemu w Musierowicz (o ile sobie przypominam to za "moich czasów" Musierowicz również była w kanonie lektur szkoły podstawowej 8-letniej) to godze się na wszystko. Byłoby absurdem Musierowicz wpychac do liceum, ale w gimnazjum jest ona jak najbardziej na miejscu.
Literatura mloddziezowa jest pisana właśnie dla młodzieży i nie jest to jedyna lektura tego typu w spisie.

Ja rozumiem, ze adler... wolałaby, żeby to był przynajmniej Owidiusz w oryginale, ale niestety te czasy już minęły...

143

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Iceni napisał/a:

I oczywiście to oznacza, że jak ktoś przeczyta trylogie Tolkiena zamiast Sienkiewicza to wyjdzie ze szkoły niedouczonym idiota a jak przeczyta w gimnazjum (!) książkę Musierowicz zamiast sleczec nad Panem Tadeuszem to oczywiście skończy jako intelektualne zero? big_smile )

Wyjdzie może nie idiotą ale niedouczony na pewno big_smile Nie mówiąc już o tym, że w kulturze nawet masowej jest pełno odniesień czy cytatów z Mickiewicza i Sienkiewicza, których ten niedouczony wytwór szkolnictwa nawet nie załapie kiedy się na nie natknie. Poza tym naprawdę nie wiem jak Sienkiewicz może sprawiać trudności w czytaniu, bo jego się czyta naprawdę wartko. Nie raz, nie dwa o niebo lepiej niż Tolkiena. Podejrzewam, że tajemnica tkwi, w tym, że to takie mało pociągające w samej otoczce. Hobbity, gobliny, orkowie, elfy, o jakie to atrakcyjne. Ach jak to atrakcyjnie jak ktoś podróżuje pod Orodruinę czy Erebor, a nie Kasprowego smile

144

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Musierowicz jest odpowiednia dla dzieci w pewnym wieku. Oczywiscie, ze nie ma sensu wciskac 12- latkom Kordiana, bo poziom zrozumienia bedzie nikly, ale w wieku 15 lat to wcale nie problem, a w wypadku "Pana Tadeusza" czy "Trylogii" to juz zupelnie problemu nie ma, bo sa to w sumie lekkie, przyjemne, ale rowniez wartosciowe lektury.

Weglug mnie, jezyk polski jest przedmiotem na ktorym powinno sie uczyc przede wszystkim...jezyka, kultury, dziedzictwa polskiego (oczywiscie w kontekscie literatury swiatowej), wiec Tolkien, ktory zadnym wielkim pisarzem nie jest, zamiast zasmiecac curriculum polskiego, moglby byc za to czytany bez problemow, w ramach nauki angielskiego. Takie to proste smile

145

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

W kulturze jest mnóstwo cytatów również z innych dzieł, których gimnazjalista ogarnąć nie jest w stanie - jedna pozycja w te, czy w te orła z niego nie uczyni.

A w lliceum człowiek jest już na tyle świadomy, ze sam powinien zacząć się orientować co mu w życiu się przyda -  a jeżeli nie jest , to przeczytanie Potopu mu w tym nie pomoże.

Ja Trylogii Sienkiewicza strawic nie mogę bo nie lubię historii - te wszystkie opisy przyprawiają mnie o mdłości - przeczytałam Quo Vadis, Krzyżaków chyba nawet ze 3 razy, a od tryloii mnie żeby bolą.
(co smieszniejsze Tolkiena też strawic nie mogę, ale już wolę od S. )

Ja osobiście wrzuciłabym w kanon coś Tolstoja, ale to nie jest niestety literatura polska. (W ogóle w liście lektur jest minimalna ilość literatury rosyjskiej i nikt z tego powodu nie rozpacza - jakby ona w ogóle nie istniała)  To ewentualnie na Orzeszkową.

146 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-09-05 16:18:07)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
busiu napisał/a:

Ja jeszcze wrócę do tego, co napisałam wcześniej - dla mnie bardzo ważne jest, żeby młody człowiek polubił czytanie. Mało ważne, czy będzie się zaczytywał Wiedźminem, 50 twarzami Greya czy Harrym Potterem. Dla mnie, jeśli polubi czytanie, to już jest sukces. Czytanie, niezależnie od utworu, ubogaca - poprawia ortografię, wzbogaca słownictwo, pobudza wyobraźnię. Nawet najmniej wartościowa książka daje więcej niż ślęczenie przed telewizorem.

Poza tym nigdy nie wiadomo, czy ten chłopak, który zaczytuje się w przygodach Drużyny Pierścienia nie sięgnie w końcu po "Potop", czy może jeszcze ambitniejsze tytuły. Natomiast jak zniechęcimy go do czytania, bo to nuda i przymus, to jest jak w banku, że już po nic nie sięgnie z własnej woli.

Zgadzam się smile Dlatego ja nie uważam się za gorszą zaczytując się w thrillerach itp smile Bardzo je lubię i nie uważam ich za gorszy gatunek smile Grunt, że coś się czyta, ważne, by czytać co się lubi. Choć fakt, fajnie, gdy nastolatek oprócz tego pozna też klasykę, ale jak pisałam, nauczyciele często kiepsko zachęcają do czytania lektur.

Gdyby to było lepiej zrobione, to pewnie uczniowie więcej by wyciągnęli z takich zajęć, a tak to był taki przymus plus zapamiętaj np jaki strój miała na sobie Zosia z "Pana Tadeusza", czyli uczenie takich szczególików, które tak naprawdę wiele nie wnoszą i zrażają do lektur...

Nie ma co więc demonizować żadnych książek, bo każda jakoś ubogaca, a przy okazji daje rozrywkę smile Bardzo lubię się bać czytając lub np snuć refleksje czytając np może i lekkie, ale ciekawe książki Jodi Picoult. Przy czym jak pisałam, wcale nie jestem przeciwna lekturom, chodzi tylko o sposób ich nauczania smile

147

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

A ja przy swoim bede stac: zla literatura, byle jak napisana, jest szkodliwa. I o ile nie mozna mlodego czlowieka monitorowac 24/7, zeby przypadkiem nie czytal jakiegos badziewia, to o tyle, przynajmniej w szkole powinno sie pod nos podstawiac pozycje, ktore sa wartosciowe. Tu nie o to chodzi, zeby zupelnie wyeliminowac ksiazki rozrywkowe (sama lubie kryminaly i od czasu do czasu jakiejs Martiny Cole sie dopuszcze), ale, zeby one pozostaly sobie w odpowiedniej niszy- poszkolnej.

148 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-09-05 16:38:41)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

No tak, ja o tym też piszę, jasne, że czytane po szkole, lektury w szkole nadal powinny być, ale inaczej omawiane, ewentualnie coś mogłoby dodać, żeby było "ciekawiej", żeby chętniej czytali smile No, ale ogólnie wiadomo, dla mnie też są potrzebne. No można też zrobić tak, by zachęcić uczniów by np w wakacje przeczytali powiedźmy Tolkiena i potem chociaż parę lekcji poświęcić na niego, uczniowie mieliby Tolkiena, a nauczyciele też lektury szkolne i może chętniej by czytano. No i może więcej by z tego się wyniosło.

149

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

A cóż jest takiego złego w ksiązkach Musierowiczowej czy podobnych, ze są one aż szkodliwe?

150 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-09-05 17:31:25)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Ja nie sadze, zeby 'Potop' byl wiecej warty niz 'Wladca pierscieni' , a zadnej z nich nie lubię.
Edukacja szkolna niszczy indywidualizm i zainteresowania. Mało kto ma nature odkrywcy, który sam się postara, poszuka, który znajdzie w tym przyjemność.
Uwielbiam naukę. Uwielbiam książki.
Nie pamiętam nic z Pana Tadeusza, chociaż czytałam. Nie pamiętam nic z Potopu.
A mam taki talent, że po jednym przeczytaniu umiem zapamiętać tekst i recytować, jeśli jest interesujący.
Nie uważam, że którakolwiek z tych powieści jest wybitna. Pisać ambitnie i interesująco - to jest wybitny talent.
Ja rozumiem , że w szkole w Polsce muszą takich rzeczy uczyć, bo to są dzieła literatury tam.
Czego nie rozumiem, to to, że niektórzy widzą w znajomości owych dzieł miare wykształcenia czy intelektu.
Spotykam ludzi, którzy potrafią streścić Pana Tadeusza albo Kordiana, ale nie wiedzą w jakich okolicznościach świat zyskał narkozę, albo zasady antyseptyki.
A przecież to historia wielce ważna i obnażająca w jakimś stopniu naturę ludzką.
Albo wiedzą w którym roku urodził się Słowacki, ale nie wiedzą kim jest wspomniany wcześniej Józef Rotblat, który więcej zmienił i więcej dobrego uczynił niż Słowacki.
Znają wzory z fizyki (których nie rozumieją, chociaż pamiętają), ale nie potrafią wymienić planet po kolei, albo nie mają zielonego pojęcia co znaczy 'czarna dziura' albo 'Bozon Higgsa' , a przecież to dotyczy tego Wszechświata, w którym żyjemy.
Chciałam zwrócić uwagę, że tych dla których szkoła to wszystko i więcej sami się nie uczą na własną rękę, szkoła pozostawia pół nagimi.
Nie jest problemem to , że ludzie nie czytają lektur. Problemem jest to, że NIC ich nie interesuje, problemem jest to, że szkoła nie umie sprawić, żeby się czymś zainteresowali.

151 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-09-05 17:45:35)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Ja nigdzie nie napisalam, ze Musierowicz jest szkodliwa. Raczej zwrocilam uwage na wade Twojej logiki, wg ktorej "niewazne co czytaja, oby ino czytali", bo jezeli taka jest dyrektywa, to od jutra swietlanie mozna wreczac mlodziezy "Zmierzch", Dana Browna czy "50 twarzy", bo przeciez niewazne, ze to bezmyslny papier toaletowy, wazne, zeby czytali...

Poza tym, jest jasnym jak slonce, ze od samego nauczyciela duzo zalezy. Marny polonista nie wzbudzi entuzjazmu nawet przy tonie wampirow, orkow czy elfow. Ale to juz dyskusja na zupelnie inny temat.

152

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
adlernewman napisał/a:

Ja nigdzie nie napisalam, ze Musierowicz jest szkodliwa. Raczej zwrocilam uwage na wade Twojej logiki, wg ktorej "niewazne co czytaja, oby ino czytali", bo jezeli taka jest dyrektywa, to od jutra swietlanie mozna wreczac mlodziezy "Zmierzch", Dana Browna czy "50 twarzy", bo przeciez niewazne, ze to bezmyslny papier toaletowy, wazne, zeby czytali...

Poza tym, jest jasnym jak slonce, ze od samego nauczyciela duzo zalezy. Marny polonista nie wzbudzi entuzjazmu nawet przy tonie wampirow, orkow czy elfow. Ale to juz dyskusja na zupelnie inny temat.

Jasne, że tak, od nauczyciela wiele zależy. Ja szczęścia zbytnio do nich nie miałam.

153 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-09-05 18:47:18)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

A gdzie JA napisałam, ze nieważne co czytają, ważne żeby czytali? Bo przeczytałam przed chwilą wszystkie moje wpisy w tym temacie i nic takiego nie znalazłam...
Najbliższe co było temu stwierdzeniu, to to, że lepiej żeby czytali literaturę słabsza niż pisał Mickiewicz, ("słabsza" to nie to samo co "byle jaka"!) ale żeby zamiast 10 osób w klasie przeczytała ją połowa i było o czym na lekcji rozmawiać  a nie jedynie nauczyciel będzie robił "wykład" przez całą lekcje do ściany, bo uczniowie nie mają pojęcia o czym mówi.  - I to podtrzymuję.

I rozmawiamy o zamianie "Pana Tadeusza" na Musierowicz w gimnazjum a nie na "byle co" ? No chyba, ze dla ciebie książki Musierowiczowej są "byle czym"... bo nie rozumiem celowości podawania przez ciebie skrajnych przykładów - skąd nagle  "Zmierzch" czy Grey? ... To może książkię Londona tez wyrzucimy  z listy lektur bo to tylko przygotówka dla młodzieży? i język taki sobie?... (a może już to zrobili?... )

A jakiż to nadzwyczajny język czy walory literackie mamy w "Robinsonie Crusoe"? przecież to kolejna książka przygodowa, jedna z wielu - może ją zastąpimy bardziej "intelektualna" lekturą?

Nie... inne lektury nie przeszkadzają - ani ich istnienie, ani ich nieistnienie - przeszkadza tylko dotknięcie "Świętych krów" literatury polskiej: Trylogii i Pana Tadeusza  (bo dziwnym trafem po wycofaniu Kordiana czy Wallenroda nikt lamentów o upadku edukacji nie wznosi )

154

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Iceni napisał/a:

A gdzie JA napisałam, ze nieważne co czytają, ważne żeby czytali? Bo przeczytałam przed chwilą wszystkie moje wpisy w tym temacie i nic takiego nie znalazłam...
Najbliższe co było temu stwierdzeniu, to to, że lepiej żeby czytali literaturę słabsza niż pisał Mickiewicz, ("słabsza" to nie to samo co "byle jaka"!) ale żeby zamiast 10 osób w klasie przeczytała ją połowa i było o czym na lekcji rozmawiać  a nie jedynie nauczyciel będzie robił "wykład" przez całą lekcje do ściany, bo uczniowie nie mają pojęcia o czym mówi.  - I to podtrzymuję.

I rozmawiamy o zamianie "Pana Tadeusza" na Musierowicz w gimnazjum a nie na "byle co" ? No chyba, ze dla ciebie książki Musierowiczowej są "byle czym"... bo nie rozumiem celowości podawania przez ciebie skrajnych przykładów - skąd nagle  "Zmierzch" czy Grey? ... To może książkię Londona tez wyrzucimy  z listy lektur bo to tylko przygotówka dla młodzieży? i język taki sobie?... (a może już to zrobili?... )

A jakiż to nadzwyczajny język czy walory literackie mamy w "Robinsonie Crusoe"? przecież to kolejna książka przygodowa, jedna z wielu - może ją zastąpimy bardziej "intelektualna" lekturą?

Nie... inne lektury nie przeszkadzają - ani ich istnienie, ani ich nieistnienie - przeszkadza tylko dotknięcie "Świętych krów" literatury polskiej: Trylogii i Pana Tadeusza  (bo dziwnym trafem po wycofaniu Kordiana czy Wallenroda nikt lamentów o upadku edukacji nie wznosi )

Zamiana "Pana Tadeusza" na Musierowicz?? Szkoda dyskutować...

Jeśli Mickiewicz jest Twoim zdaniem świętą krową, to kogo uznałabyś za wybitnego polskiego pisarza?

155

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Iceni napisał/a:

Nie... inne lektury nie przeszkadzają - ani ich istnienie, ani ich nieistnienie - przeszkadza tylko dotknięcie "Świętych krów" literatury polskiej: Trylogii i Pana Tadeusza  (bo dziwnym trafem po wycofaniu Kordiana czy Wallenroda nikt lamentów o upadku edukacji nie wznosi )

Ja bym wznosił big_smile tyle, że nie śledzę na bieżąco zmian w polskim szkolnictwie, a jeśli już to na poziomie na razie podstawówki. Akurat Konrad Wallenrod jest aktualny jak nigdy..., gdybym miał teraz pisać pracę maturalną na taki temat, to miałbym ogromne pole do popisu i murowaną burzę mózgów podczas oceny tej pracy big_smile

156

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Napewno nie Mickiewicza. Witold Gombrowicz ot pierwszy przyklad z brzegu, albo Czeslaw Milosz.  Pan Tadeusz jest przereklamowany w moich oczach. To nie jest literatura niskich lotow, ale nie jest tez najwyzszych. Nie jest porywajaca, nie jest nawet bardzo bardzo ambitna, sredni jest. Dziady sa duzo lepsze jak juz.

157 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-09-05 22:35:16)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
zagubiona_ napisał/a:

Zamiana "Pana Tadeusza" na Musierowicz?? Szkoda dyskutować...

Jeśli Mickiewicz jest Twoim zdaniem świętą krową, to kogo uznałabyś za wybitnego polskiego pisarza?

Kiedy w całości przeczytałaś "Pana Tadeusza"?


Nigdzie nie napisałam, ze Mickiewicz nie był "wybitny" tylko, że Nic się nie stanie jezeli zastąpi go Musierowicz!
"Pan Tadeusz" nie jest lektura obowiązkową w gimnazjum - został w liceum - to jakas zbrodnia, że jego lekturę przesunęli o 2-3 lata?


__________

Poza tym własnie sobie doczytałam, ze to, o czym zawzięcie dyskutujemy, stało się zasadniczo już w roku 2008 "Pan Tadeusz " był omawiany we fragmentach w gimnazjum a teraz (czyli w roku 2008 (!) ) usunięto go z lektur szkolnych gimnazjum na rzecz liceum - od tamtej pory nic się nie zmieniło i MEN żadnych nowych zmian nie planuje

Nie ma też żadnej powieści Sienkiewicza w liceum ponieważ wybraną jego powieść omawia się w gimnazjum

________

Niniejszym, ponieważ owczym pędem wdałam się dyskusje, której zasadności nie sprawdziłam - nie mieszkam w Polsce i z polską edukacją nie miałam od lat do czynienia, tak wiec i listy lektur na bieżąco nie sprawdzam - nie widzę sensu dyskutowania o bezpodstawnym "internetowym fakcie"


Na koniec złamie zasady i wkleję link (obiecuje, ze potem go sama usunę tongue ) bezpośrednio do wyjaśnienia MEN z 3. września tego roku:

http://www.men.gov.pl/index.php?option= … Itemid=355

158

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Wiesz, Iceni, to juz nawet nie chodzi o to jak przetasowano lektury, ale o to, ze ktos w ogole moze myslec o stawianiu znaku rownosci pomiedzy Musierowicz i Mickiewiczem. Jako autorka powiesci dla mlodziezy jest ona latwa w czytaniu, zabawna, lekka, ale na swietych panskich, nie wkladajmy jej na glowe literackich nimbow, na ktore ona wcale nie zasluguje! Jej naprawde daleko jest do zlozonosci, stylu, wielowymiarowosci "Pana Tadeusza" (i to niezaleznie od tego czy Mickiewicz ktos lubi czytac czy nie).

159

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Ale. Kto stawia znak równości pomiędzy nimi? Ja? Bo napisałam, ze się da Mickiewicza Musierowicz zastąpić?
Owszem, w gimnazjum się da.

Bo jeśli nie to "Robinsona Crusoe" też mamy wywalić, bo to zwykła przygodowka? London też powinien być jako lektura zakazany, bo zbyt płytki?

Będziemy tak od początku do końca katowac uczniów Panem Tadeuszem, Medalionami, Ludźmi Bezdomnymi i broń Boże żadnej radosnej literatury!

(A swoją droga dlaczego ci Agata Christe w lekturach nie przeszkadza? Bo WYBITNA literatura to to nie jest - po prostu dobre kryminały - może sobie to ktoś poczytać w ramach nauki języka, prawda?

Ale ciebie tylko jakoś ta Musierowicz kluje
(a co ciekawe - ponad 20 lat temu ja w podstawówce TEŻ wśród lektur miałam Musierowicz smile )

160 Ostatnio edytowany przez Jaguar (2013-09-06 21:36:27)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Tak sobie czytam....

Wiekszosc tych wielkich dziel przeczytalam. W liceum zeby nie bylo.

Do dzisiaj (17 lat pozniej) nikt mnie ani o autorow ani o cytaty ani o tematyke nie pytal, do dzis nie pamietam niczego z tych arcy wielkich dziel, do dzis mam po niektorych niesmak i poczucie cholernej straty czasu...do dzis do niczego mi sie ta wielce wazna wiedza nie przydala. Czytalam przez 4 lata dziela z ktorych pamietam....nic. Ale swoja droga Opiekunow czytalam raz ponad 20 lat temu i tak mi utkwila w pamieci ze imiona bohaterow moglam z pamieci podawac smile
Szkola ma uczyc tylko ze mnie te dziela niczego na dluzsza mete nie nauczyly....patriotyzm jako taki zakrzepil we mnie dziadek swoimi opowiesciami z zycia a nie Mickiewicz, Sienkiewicz czy inni Slowaccy. Poprawnego pisania nauczylam sie jeszcze w podstawowce, kiedy to Pana Tadeusza jeszcze nie znalam. Podanie czy wniosek umiem napisac, formularz wypelnic....Gdzie mi w tym wszystkim do tego potrzebna wiedza o Dziadach czy innych Marynach, Danuskach czy Jagnach?
Poprawna polszczyzna? Zartujecie? Z ksiazek napisanych jezykiem XIX wieku ja sie naucze poprawnej polszczyzny? No byc moze ale tej XIX-wiecznej smile

Szczerze....nie rozumialam tych ksiazek...nie rozumialam czemu w kolko walkujemy wojny, powstania, rozpustnych i zlych szlachcicow gdzie chlubny wyjatek tylko potwierdza regule, biednych, ucisnionych ale jakze odwaznych chlopow (gdzie kolejny wyjatek potwierdza kolejna regule)...
Jedyne w co sie zaglebilam sama i z wlasnej nieprzymuszonej woli to dokumenty i pamietniki z obozow koncentracyjnych. Co tylko potwierdza teorie Iceni ze jak czlowiek chce to sam znajdzie to co go interesuje (w LO omawialismy lekture z tego tematu ale mnie zainteresowalo wiec siegnelam po kolejna ksiazke z tej dziedziny)

Mlodzi ludzie wiedza czego chca i co lubia. Ci ktorym sie nigdy nie chce zostana niewyksztalconymi burakami, ci ktorzy chca to mimo braku znajomosci wielkich dziel nimi nie beda.
Gowna nie wypolerujesz niczym...jak to sie tutaj u mnie mowi smile

161 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-09-25 03:47:54)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
femte napisał/a:

taki przyklad - w innym watku ktos przywoluje majora Dobrzanskiego - Hubala. Zreszta bez sensu, to scena, ktora przytacza, to licentia poetica - nie ma relacji, ze cos takiego sie wydarzylo.

I to jest prawda, co autor posta (Ja) zaznaczył. Uznałem że semickie gadanie za długo i bez sensu lepiej przemawia do ludzi zainfekowanych tą kulturą.

femte napisał/a:

Sam major byl wychowany w tradycji sienkiewiczowskiej. Roman Rodziewicz, jeden z hubalczykow,  wrecz byl fanatykiem Trylogii.
Rodziewicz spotkal we Wloszech Melchiora Wankowicza. na podstawie ich rozmowy powstala ksiazka "Hubalczycy". Napisana w duchu Trylogii, z licznymi odwolaniami.
Jakby ci ludzie nie mieli takich lektur, to moze cala historia by sie nie wydarzyla.

Bardzo słuszna uwaga. Można natomiast pytać, czy to dobrze że historia się wydarzyła. Gdyby Francuzi mieli podobny duch bojowy, to może cała akcja miała by sens. Nie badałem jakie motywy miał prawdziwy Hubal, natomiast w filmie faktyczne działania zyskały bardzo racjonalne umotywowanie. Natomiast gdyby Dobrzański po prostu skapitulował we wrześniu przed Niemcami, to zapewne nie zginęli by jego towarzysze broni, i nie wystąpiłyby represje niemieckie w rejonie gdzie działał oddział "Hubala" Dobrzańskiego.


femte napisał/a:

Nieszczesna "Ania.." moze zostac, jako przyklad literatury dla dziewczat.

Gdyby chłopaki uważnie czytali "Anię" to by nie było połowy tematów od zrozpaczonych, zakochanych chłopaków w sprawie dziewczyny która ma ich gdzieś. Psychologia ludzka jest wspaniale odwzorowana.

adlernewman napisał/a:

, jak jest powiazana z historia, czego z pewnoscia sie nikt nie nauczy z kilku przygodnych chick- litow (nie obrazajac Tolkiena).

Otóż to. Literatura, jakkolwiek może być niebezpieczna, zawiera w sobie niesamowite bogactwo z którego można wyciągnąć niespodziewaną naukę. W Ani jest psychologia, a u Sienkiewicza można wniknąć w mentalność człowieka XVIIwiecznego czy nauczyć się jak pokonywać szczyty pagórków by nie zostać zauważonym...

Snake napisał/a:

przynajmniej część albo i większość tych i innych przedmiotów. Wniosek - zlikwidować je, ba - zlikwidować szkołę!

Ja w ogóle uważam że XVIII wieczny model nauczania oparty na wkuwaniu wielowiedzy z której się nie korzysta i zna jej podłoża, jest bez sensu. To było dobre na tle jezuickiego bajdurzenia, ale nie daje podstawowych zdolności rozumowania i zdobywania wiedzy.

Vian napisał/a:

Szczerze mówiąc poniekąd w Twoim sarkazmie jest wiele racji. Nie rozumiem np. dlaczego w liceum, kiedy już większość uczniów ma wyklarowane, czy lepiej odnajduje się w przedmiotach ścisłych czy humanistycznych, katuje się wszystkich i od wszystkich wymaga takiej samej znajomości

To akurat nieprawda, bo jest (było) profilowanie. Matematykę akurat popieram bo to kształtuje jednak precyzję i różnorodność myślenia. Do Akademii Platona w ogóle nie można było wstąpić po nauki bez gruntownej znajomości matematyki. Natomiast nieudolność polskiego szkolnictwa to temat rzeka. Na pewno sensowność powtarzania materiału z gimnazjum przez liceum jest mocno wątpliwa. I tak wylatuje z głowy w tempie bombowca uciekającego znad Hiroszimy.

Warto też zwrócić uwagę że szkolnictwo jest zindoktrynowane. Czytałem np. opinię literaturoznawcy że "Dżuma" jest w polskiej szkole interpretowana wbrew zamierzeniom autora.

piekny_nick napisał/a:

1. Wpisuje to się w ogólny nurt propagowanego euroentuzjazmu, kosmopolityzmu i stopniowo rugowanego patriotyzmu. Nie dziwi nic, bo w dzisiejszym zglobalizowanym świecie coraz bardziej liczą się ponadnarodowe koncerny, którym z interesami narodowymi nie po drodze. Stąd tępi się patriotyzm jako anachronizm.

Ale wyklaruj mi co ci przyszło z tego patriotyzmu? Kilka nieudanych powstań, represje okupantów i wymordowanie Warszawy. Jedynym pozytywnym skutkiem było powstrzymanie bolszewików przed najechaniem Niemiec. Francuzi w czasie IIWŚ przyjęli zupełnie inną taktykę: Poddać się bez walki i nie stawiać oporu. Wyszło im to na zdrowie, nawet ich kultura odniosła dzięki temu minimalny uszczerbek. Polski patriotyzm ma zupełnie nieefektywny styl działania, bo brak patriotycznego podejścia do pracy i uczciwości uniemożliwia powstanie silnego państwa, ale duch bojowy powoduje że rzucamy się na wroga gdy sprawa jest już przegrana i ponosimy niewyobrażalne straty.


zagubiona_ napisał/a:

Do tematu - tak dalekie ingerowanie w spis lektur będzie miało opłakany skutek. Już teraz młodzież nie potrafi się wysłowić, napisać dłuższego tekstu - jak to będzie wyglądało dalej? Lektury moich czasów uczyły odpowiedniego dobierania środków stylistycznych, kompozycji zdania, wypowiedzi, wypracowania..

To się dzieje od lat, bo młodzież ani nie chce czytać tych lektur ani nie ma np. w liceum czasowych możliwości wykonania tego. Musieliby po powrocie ze szkoły nic innego nie robić, tylko czytać, to jest nierealne.

Drugi problem polega na tym że młodzież nie umie pisać bo ma pustkę w głowie. Powinno się przywrócić do szkoły logikę, a może i filozofię, żeby nauczyć tych ludzi jakoś rozumować. Bo jak na razie to potrafią tylko bezmyślnie powtarzać cudze zdania i to tak niedokładnie że zmieniają ich sens nawet tego nie zauważając.

Iceni napisał/a:

A inna sprawa, ze i sam patriotyzm w takim wydaniu to już trochę archaiczny sam w sobie się staje - ja mam w nosie potop szwedzki, mnie interesują dzisiejsi Szwedzi tongue
A bez roztkliwiania się nad warstwą historyczno-patriotyczną to Trylogia jest zupełnie taka-se dla mnie i płakać po jej stracie nie będę.

To jest akurat chybiony argument, bo właśnie to znikczemnienie mentalne i prywata Polaków wywołuje u Sienkiewicza wszystkie katastrofy, podobnie jak dzisiaj. Osobną sprawą jest to że Sienkiewicz czasami umieszcza niewłaściwe osoby na ławie oskarżonych, bo ma swoje sympatie religijne i w efekcie z szeregu osób o wyjątkowo nieskalanych życiorysach zrobił wyjątkowo zbrodniczych drani, a kilka osób wybielił.

zagubiona_ napisał/a:

Wojska tureckie, kozackie czy tatarskie zalałyby całą Europę - taka jest prawda. I o tym młodzi Polacy powinni wiedzieć - mało który naród może się pochwalić taką historią..

Ależ to jest nieprawda. Jaki kraj by tu nie był, musiałby to zagrożenie odeprzeć albo upaść, prawdopodobnie Austria sama by się obroniła gdyby na dokładkę miała tereny całej RP. A Kozacy to akurat naród który został wręcz wyhodowany przez Polaków i Litwinów, to byli przymusowi osadnicy oraz uciekinierzy na których osadnictwo na Ukrainie przymykano oko bo się to opłacało.

Snake napisał/a:

Fizyk, który nie potrafi się poprawnie wysłowić w swoim języku i nie jest w stanie nic sensownego powiedzieć o kulturze swojego kraju (przynajmniej) jest takim ćwierć inteligentem. .

Panie, co mi Pan tu odwalasz jakieś kultury kraju, ja pracuję nad cząstkami o rozmiarach 10 do minus 36 potęgi co nam pozwoli lepiej zrozumieć konstrukcję całego Wszechświata bez którego nie byłoby tej Pańskiej kultury. W skali kosmicznej kraje praktycznie nie istnieją, to jest mniej niż pyłek na pustyni, a wy mi tu głowę zawracacie takimi bzdurami... Nie bzdury? To rób Pan swoje i nie zawracaj nam głowy, kolega musi popracować nad nowym reaktorem bo jak nie to za 10 lat zabraknie prądu i nie będziesz Pan miał światła w mieście żeby czytać o tej swojej kulturze.

Iceni napisał/a:

Z drugiej strony dla obecnych nastolatków to realia PRL sa już czysta historia - nie wiem dlaczego powieśc o tym okresie ma być w czymś gorsza od powieści o robotnikach XIX-wiecznych lub o komunizmie wczesnego PRL.

Nie martw się, znając obecnych polskich polityków to na pewno wkrótce pojawi się lektura w której dobrzy prawi i szlachetni nieugięci Polacy-katolicy mordują fałszywych Polaków-milicjantów którzy są tak nikczemni że nawet gdy biją chuliganów za niszczenie przystanków autobusowych, to gwałcą tym samym suwerenność najświętszej w imię Boga Rzeczypospolitej, a w ogóle to ci chuligani mają rację bo niszcząc przystanki manifestują swój sprzeciw wobec złej komunistycznej władzy...

NinaLafairy napisał/a:

To jest problem dopiero. To, ze uczniowie sa tacy niemyslacy samodzielnie, nie szukajacy samodzielnie, nie przychodzi im do glowy, ze nauczyciel moze byc w bledzie, albo podrecznik nie dostarcza wystarczajacej wiedzy.

Gdy w szkole usiłowałem mieć zdanie odmienne od nauczyciela to przeważnie obrywałem, więc od połowy gimnazjum dałem sobie spokój i za zwyczaj udawałem że ze wszystkim się zgadzam, choćby chodziło o stwierdzenie błędu który wychodził na jaw po zajrzeniu do dowolnej encyklopedii.

Jaguar napisał/a:

Szczerze....nie rozumialam tych ksiazek...nie rozumialam czemu w kolko walkujemy wojny, powstania, rozpustnych i zlych szlachcicow gdzie chlubny wyjatek tylko potwierdza regule, biednych, ucisnionych ale jakze odwaznych chlopow (gdzie kolejny wyjatek potwierdza kolejna regule)...

Mnie to nauczyło jednego, że jak ludzie będą się tak dalej zachowywać to ten kraj jest skazany na upadek. Później to weryfikowałem i doszedłem do podobnych wniosków. W efekcie patrzę z obrzydzeniem na złodziejstwo, które w tym kraju jest zupełnie powszechne, np. przy zamówieniach publicznych gdzie prezes każdego wykonawcy np. przy okazji budowy skoczni narciarskiej z materiałów za publiczne pieniądze buduje sobie willę. Ten skurwiel nie pojmuje że gdyby on i jemu podobni nie kradli to nie musieliby kraść żeby mieć jeszcze większą willę.

Co do poprawnej polszczyzny: Uczyłem się rozróżniać części mowy, zdania, stawiania przecinków... Tych trzech rzeczy do dzisiaj nie potrafię robić poprawnie, a mam problemy i z innymi rzeczami. Czytam dużo książek które mają po kilkaset lat, przez co rozmawiając z ludźmi zdarza mi się używać szyku przestawnego, i różnych form archaicznych. Często popełniam różne błędy, miewam problemy ze składnym ułożeniem wypowiedzi. Ale potrafię wnioskować, analizować krytycznie różnie problemy. Staram się uzasadniać swoje opinie, zastanawiam się nad ich sensownością żeby uniknąć błędów. Na studiach uczyłem się logiki, od tego czasu zacząłem stosować łączniki w zdaniu w taki sposób jak ma to miejsce przy transkrypcji zdania na rachunek logiczny. Uznałem że inne sposoby są nieprecyzyjne, zaciemniają przekaz i utrudniają myślenie. Potrafię weryfikować informacje, zauważyć kiedy jakieś medium jest stronnicze, oszacować dla kogo pracuje (co mi się parokrotnie potwierdziło po ujawnieniu różnych danych). Uczyłem się psychologii żeby odróżnić myślenie od emocji i różne emocje od siebie oraz ustalić ich pochodzenie i nauczyć się ignorować wszystko co powoduje szkody gdy się tym kierować. Badałem czym w istocie jest słowo, jaka jest jego rola i realne znaczenie. Nie posługuję się polszczyzną zbyt dobrze, nad czym nieco ubolewam, ale z pomocą odpowiednich książek mógłbym się poprawić. Natomiast jeżeli potrzebuję ustalić jaka jest sytuacja na podstawie dostępnych danych, wybrać które są istotne ,a które nie, sprawdzić poprawność wnioskowania, zebrać i zweryfikować informacje, nauczyć się czegoś nowego albo rozwiązać jakiś problem, przeważnie jestem w stanie to wykonać, jest to jedynie kwestią czasu. Krótko mówiąc, pewna umiejętność w posługiwaniu się językiem polskim jest mi oczywiście konieczna, ale większości rzeczy których używam i które uważam za arcypotrzebne, nie nauczyłem się w szkole. W zasadzie to szkoła w ogóle raczej niezbyt wiele mnie nauczyła. Na większości przedmiotów i tak miałem z własnego zapędu wiedzę ponadprogramową, a kilka lat temu większość z tego zapomniałem bo nie było mi do niczego potrzebne.

162

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Pan Lewski
Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli prawo osadzać postawy osób będących w sytuacjach krytycznych. Nie wiadomo, jakbyśmy się sami zachowali.
To z punktu moralnego. Z historycznego - czy działalność mjr. Dobrzańskiego przyniosła korzyści? Z jednej strony zginęło wielu ludzi - żołnierze i mieszkańcy wsi.  Z drugiej strony to była wojna, zginęło tez wielu Niemców. Poza tym był to symbol prowadzonej walki. Ja się nie czuje na silach oceniać.
Jedno wiem- mjr. Dobrzański nigdy się ze swoimi wątpliwościami nie obnosił. Wiec uważam za niesmaczne roztrząsanie czy np.  stracił wiarę. Według świadków był do końca wierny Ojczyźnie i Bogu.
Wiem, dziwnie brzmi w ustach ateistki, ale ten człowiek tego chciał. I zapłacił najwyższą cenę. Wiec raczej nieładnie snuć głupie domysły.

"Ania" i psychologia? Może psychologia nierozgarniętej dwunastolatki.

Nie bronie na sile Sienkiewicza. Może powinno być więcej literatury światowej. W każdym razie nie można sprowadzać języka polskiego do nauki czytania, pisania i lekkich opowiadanek typu Tolkien czy Musierowicz. Szkoła jest po to, żeby się uczyć, nie mile spędzać czas.

163

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Pan Lewski napisał/a:

Francuzi w czasie IIWŚ przyjęli zupełnie inną taktykę: Poddać się bez walki i nie stawiać oporu. Wyszło im to na zdrowie, nawet ich kultura odniosła dzięki temu minimalny uszczerbek. Polski patriotyzm ma zupełnie nieefektywny styl działania, bo brak patriotycznego podejścia do pracy i uczciwości uniemożliwia powstanie silnego państwa, ale duch bojowy powoduje że rzucamy się na wroga gdy sprawa jest już przegrana i ponosimy niewyobrażalne straty.

A to nieprawda całkowita. Francja sama wypowiedziała wojnę Niemcom, zresztą zgodnie z postanowieniami sojuszu z Polską. Wbrew głupotom przekazywanym tu i ówdzie, przez dwa tygodnie do 17 wrześnie trwały walki na granicy francusko - niemieckiej, a wojska francuskie przekroczyły niemiecką granicę. Była szykowana większa ofensywa, tylko po pierwsze Francuzi zgodnie ze swoją doktryną zbierali pod granicą odpowiednie siły do jej przeprowadzenia, bo wbrew obiegowym bzdurom bynajmniej Niemcy na zachodzie nie mieli jedynie paru tyłowych jednostek. Mieli duże siły, a na dodatek na bieżąco odsyłali z Polski na zachód jednostki lotnicze. Mieli silnie ufortyfikowane linie umocnień. Żeby je złamać potrzeba było sporych sił i we wrześniu Francuzi weszli w głąb Niemiec praktycznie tyle na ile można było bez przełamywania tych umocnień. A potem do Polski weszli Sowieci i kontynuowanie ofensywy na zachodzie w sytuacji kiedy polski rząd ucieka ze swojego kraju nie miało już sensu. Następnie Francuzi razem z Brytyjczykami odrzucali kilkukrotne propozycje Hitlera podpisania pokoju sankcjonującego rozbiór Polski. Skończyło się to napaścią Niemiec na Francję. Ich obrona trwała dwa miesiące zaciekłych walk, o których na pewno nie można powiedzieć, że dowodziły tchórzliwości Francuzów. Skapitulowali w sytuacji kiedy dalszy opór militarny nie miał sensu, bo Niemcy działania wojenne wygrali. Co najważniejsze skapitulowały władze, których działań część Francuzów nie zaakceptowała. Dla Twojej informacji istnieli Wolni Francuzi, którzy walczyli z Niemcami, Włochami i Japonią na całym globie. Na przykład we francuskich Indochinach, Afryce i byli jedną z liczących się formacji w inwazji w Normandii.

164

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
femte napisał/a:

Z historycznego - czy działalność mjr. Dobrzańskiego przyniosła korzyści? Z jednej strony zginęło wielu ludzi - żołnierze i mieszkańcy wsi.  Z drugiej strony to była wojna, zginęło tez wielu Niemców. Poza tym był to symbol prowadzonej walki. Ja się nie czuje na silach oceniać.

Toteż ja nie oceniam, ja pytam retorycznie aby burzyć dogmatyczne spojrzenie na świat charakterystyczne dla naszego społeczeństwa.

femte napisał/a:

Wiec uważam za niesmaczne roztrząsanie czy np.  stracił wiarę. Według świadków był do końca wierny Ojczyźnie i Bogu.
Wiem, dziwnie brzmi w ustach ateistki, ale ten człowiek tego chciał. I zapłacił najwyższą cenę. Wiec raczej nieładnie snuć głupie domysły.

To był taki zabieg retoryczny z wyraźnym zaznaczeniem że scena jest bez pokrycia w faktach. Chciałem poruszyć pewien temat i zastosowałem model przypowieściowy, ponieważ chciałem rozmawiać z chrześcijanami którzy się opierają na księdze przypowieściowej.

femte napisał/a:

"Ania" i psychologia? Może psychologia nierozgarniętej dwunastolatki.

Poczytaj jaka jest reakcja Anii i Gilberta przy każdej interakcji w kolejnych latach. Ludzie nie zdają sobie sprawy że w relacjach międzyludzkich, zwłaszcza damsko-męskich, obowiązują praktycznie prawa rynku. Zauważyłem że w serii książek o Ani jest to ukazane, w momencie kiedy sam się nauczyłem jakie błędy popełniałem w relacjach.


Snake napisał/a:
Pan Lewski napisał/a:

Francuzi w czasie IIWŚ przyjęli zupełnie inną taktykę: Poddać się bez walki i nie stawiać oporu...

A to nieprawda całkowita.

Akurat podstawowym zmartwieniem Francuzów było uniknięcie zniszczenia Paryża, a dowództwo brytyjskiego lotnictwa nie chciało zbombardować Niemieckich składów amunicyjnych "bo to własność prywatna"


Snake napisał/a:

Francja sama wypowiedziała wojnę Niemcom, zresztą zgodnie z postanowieniami sojuszu z Polską. Wbrew głupotom przekazywanym tu i ówdzie, przez dwa tygodnie do 17 wrześnie trwały walki na granicy francusko - niemieckiej,

Tak, jedną z najbardziej spektakularnych akcji był atak myśliwców francuskich na kolumnę budowlaną oraz kąpiel żołnierzy niemieckich w Renie... Francuski wywiad znacznie przecenił umocnienia Niemieckie. Niemcy nie mieli też możliwości by wystawić w 39 roku istotne siły do walki z potężną armią francuską, ponieważ kampania w Polsce przebiegała z trudnościami i brakowało nawet bomb. Gamelin był zwolennikiem defensywy i to była najgłupsza rzecz jaką mógł zrobić, bo zamiast dokonać zmasowanego ataku na Niemcy i pokonać je póki Wehrmacht ma kłopoty w Polsce, wolał poczekać aż Niemcy pokonają Polskę, odbudują siły i uderzą na Francję wszystkim co mają.


Snake napisał/a:

a wojska francuskie przekroczyły niemiecką granicę.

Tak, na kilka kilometrów, a potem się wycofały.

Snake napisał/a:

A potem do Polski weszli Sowieci i kontynuowanie ofensywy na zachodzie w sytuacji kiedy polski rząd ucieka ze swojego kraju nie miało już sensu.

Tylko że Anglia i Francja postanowiły nie interweniować 16 września, czyli zanim Stalin wydał rozkaz do ataku. Obrona polska była już wówczas złamana, ale w interesie Francuzów leżało by atakować Niemców póki są wyczerpani walką i daleko od swoich zachodnich granic.


Snake napisał/a:

Następnie Francuzi razem z Brytyjczykami odrzucali kilkukrotne propozycje Hitlera podpisania pokoju sankcjonującego rozbiór Polski.

Bo byli ufni w swoje siły ale strategię przyjęli fatalną. W dodatku złamali traktaty. Brytyjczycy np. zobowiązali się wysłać do Polski eskadrę bombowców, obiecywano także wsparcie z morza. Bombardowanie ulotkami przeszło do historii.


Snake napisał/a:

Dla Twojej informacji istnieli Wolni Francuzi, którzy walczyli z Niemcami, Włochami i Japonią na całym globie. Na przykład we francuskich Indochinach, Afryce i byli jedną z liczących się formacji w inwazji w Normandii.

Szkoda tylko że ich przywódca Charles de Gaulle, sabotował działania wywiadu polskiego we Francji i Churchill oraz Roosevelt pisali o nim "niegodny zaufania" oraz rozważali jego aresztowanie. Wojska Wolnych Francuzów na pewno odegrały pewną rolę, ale już Resistance było bardzo słabe zarówno liczebnie jak i organizacyjnie, zwłaszcza po tym jak Niemcy aresztowali przywódców.

165

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Pan Lewski
rozumiem, miales na mysli  sytuacje przykladowa. Ale tu chodzi o realne osoby.
O ile wiem, ks. Ptaszynski nie wypowiedzial sie nigdy na ten temat.
O relacjach Ani i Gilberta nic nie wiem - nie dalam rady tyle przeczytac. Nudne jak flaki z olejem, i glupie. Pamietam ( z odraza) tylko jedna scene. Panienki mialy kotka, kotek nie pasowal, probowaly go uspic eterem. Opisano to jako strasznie smieszne...
Wroce moze do tego, czym moim zdaniem powinna byc nauka polskiego. Takze nauka o literaturze. W pierwszym rzedzie polskiej - dlatego jezeli Sienkiewicz, to Trylogia lub "Krzyzacy". "Quo vadis" to ramota, i w dodatku nie powiazana z nasza historia.
Oczywiscie, sprawa dla specjalistow, czy Sienkiewicz, czy Flaubert itd.
Ktos madrze zauwazyl, ze praktycznie nieobecna jest literatura rosyjska.
Jestem w dziwnej sytuacji - uczennicy, do tego starszej od wiekszosci moich kolegow.
Najpierw bylam w grupie glownie polskiej/slowianskiej. Dali mnie do grupy "specjalnej" - miedzynarodowej.  To niby elita. Ale wnioski pesymistyczne. Pani mowi o  S?renie Kierkegaard - nikt nie wie, kto to. Sama zaczelam o Karen Blixen- nawet o filmie nie slyszeli.
Lekcja o geografii - nie wiedza, co to Niagara,  jaki jest najdluzszy lancuch gorski. Na pytanie o najwyzszy szczyt panienka (o wstydzie - rodaczka) mowi, ze zapomniala, geografie miala dawno. Ma 20 lat...Zaczelam o Mallorym - patrzyli sie jak na nawiedzona.
Pewnie, mozna i tak. Tylko mysle, ze tracimy cos cennego. I rownoczesnie szanse.
Nie interesuj sie tym, co cie nie dotyczy... Widze  Pakistanczykow, z doskonalym angielskim, ktorzy fanatycznie rzucaja sie na moje podreczniki do dunskiego. Z nimi mozna podyskutowac na wszystkie tematy. Tez Rosjanie, Litwini itp.  Rodacy z postawa "wiem wszystko, nie musze sie uczyc" beda wypadac z rynkow pracy. Poczatkowo zagranicznych, ale i do nas przyjda ci, ktorym nie jest wszystko jedno.

166

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Jak dla mnie - śmieszne. Oczywiście, że przykłady współczesnej fantastyki powinny się pojawić, żeby zaznajomić i z takim gatunkiem - więc skoro do tej pory w gimnazjum był Hobbit, to można i coś więcej dodać. W końcu np. na sci-fi Lema nikt się nie obruszał. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby nie było Pana Tadeusza, Potopu itd. To, czy kogoś to nudzi, czy nie, nie ma znaczenia. Musierowicz nie zastąpi Potopu, bo nie jest powieścią historyczną, tak samo jak Pana Tadeusza, bo do epopei jej daleko.

Nie umniejszam zasług współczesnych autorów, Tolkiena uwielbiam, Musierowicz lubię, Jeżycjadę czytałam całą, Kłamczuchę miałam za lekturę... i chociaż większości pewnie łatwiej się czyta takie lekkie powieści, to jak to porównywać do Pana Tadeusza? Do trylogii? Może jeszcze dajmy jakże wybitne dzieła Szwai czy Grocholi - które również lubię, ale w których nie ma żadnej wielkości i znaczenia. Ot, przyjemnie się czyta.

Lektury są dobierane - zwłaszcza w liceum i gimnazjum - żeby zobrazować epokę, którą się aktualnie omawia, poznać jej realia, twórczość danego okresu i dać podstawy do omawiania tego. Co powinno być przykładem? Wydaje się oczywistym, że dzieło, które jest dla danej epoki szczególnie ważne, może nie symboliczne, ale takie, które zawiera wszystkie cechy twórczości tamtych czasów, że wręcz może być wzorcowym przykładem.

Jak to się ma do Musierowicz? Pisze "fajnie" - zgrabnie, lekko, dobrze się czyta, ale to chyba nie o to chodzi. Jakby to ująć - nie ma w tym żadnego geniuszu, pisze tak, jak wiele innych autorów, nie jest specjalnie wybitna. Mickiewicz? Można go nie lubić, może się ciężko czytać, ale wielkości nikt mu nie odmówi.

Przyjemne książki to można sobie czytać w domu po lekcjach. Jeśli coś kogoś w szkole nudzi/nudziło - trudno. Jeden nie lubi czytać, drugi nie cierpi historii, trzeci wychowania fizycznego. Ja się przynajmniej cieszę, że w szkole miałam naprawdę wartościowe, a nie tylko miłe do poczytania książeczki, chociaż podkreślę raz jeszcze - Tolkiena uwielbiam, podobnie jak Sapkowskiego, do Musierowicz też nieraz wracam. Po prostu uważam, że nie da się - zwłaszcza Musierowicz/Sapkowskiego, bo jednak Tolkien w swoim gatunku się wyróżnia mocno na tle innych - ich porównać do autorów, których książki zostały usunięte.

167

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Pan Lewski napisał/a:

Tak, jedną z najbardziej spektakularnych akcji był atak myśliwców francuskich na kolumnę budowlaną oraz kąpiel żołnierzy niemieckich w Renie... Francuski wywiad znacznie przecenił umocnienia Niemieckie. Niemcy nie mieli też możliwości by wystawić w 39 roku istotne siły do walki z potężną armią francuską, ponieważ kampania w Polsce przebiegała z trudnościami i brakowało nawet bomb. Gamelin był zwolennikiem defensywy i to była najgłupsza rzecz jaką mógł zrobić, bo zamiast dokonać zmasowanego ataku na Niemcy i pokonać je póki Wehrmacht ma kłopoty w Polsce, wolał poczekać aż Niemcy pokonają Polskę, odbudują siły i uderzą na Francję wszystkim co mają..

Linia Zygryda nawet w 1939 r. była porządną linią nowoczesnych fortyfikacji, o której przełamywaniu nie można było myśleć "z marszu". Armia francuska była potężna na papierze, bo najpierw musiała zmobilizować setki tysięcy rezerwistów. Z początkiem września Francuzi mieli na granicą z Niemcami kilkanaście dywizji, kiedy Niemcy na zachodzie swojego kraju zostawili mimo ofensywy na wschodzie ponad 40 dywizji. Oczywiście połowa z nich, to były dywizje rezerwowe o niższym potencjale i na dodatek rozrzucone wzdłuż całej zachodniej granicy. Nie mniej, nie były to bynajmniej siły symboliczne. Około 12 września Francuzom w miejscu wkroczenia w głąb Rzeszy zgromadzili  36 dywizji, naprzeciw, których stało 12 dywizji niemieckich ale mających oparcie w Linii Zygfryda. Nie było mowy o jakimś szybkim ich przełamaniu. To była kwestia wielu dni, a nawet tygodni walk. Tymczasem już wtedy ok. 12 września było dla Francuzów i Brytyjczyków jasne, że polska armia została pokonana i dalsze dni, to już tylko dorzynanie... Niemiecka armia stała już od kilku dni pod Warszawą, właśnie stawało się jasne, że jedyny zaczepny zwrot polskiej armii pod Bzurą się nie udał, a czołówki niemieckie gnały daleko na wschód, będąc pod Brześciem i Lwowem. Zrozum, że dla aliantów tak błyskawiczny upadek polskiej armii też był wielkim szokiem. Zakładano dużo dłuższy czas polskiego oporu. Tymczasem już 12 września stało się jasne, że rozpoczęcie żmudnej operacji przełamania Linii Zygfryda nic już nie da, a na pewno nie pomoże Polakom. Niemcy sukcesywnie mogli już z Polski przesyłać wojska na zachód, bo główny opór polskiej armii był złamany. Finałem tego było zakończenie bitwy nad Bzurą czy walki pod Tomaszowem Lubelskim czyli generalnie dożynki...
Czy alianci podjęli słuszną decyzję o odwołaniu ofensywy możemy sobie debatować my, po wielu latach w kapciach przed monitorem. Oni takiego komfortu nie mieli. Pamiętaj dalej o tym szoku jakim był efekt działań niemieckiej armii w Polsce.

Pan Lewski napisał/a:

Bo byli ufni w swoje siły ale strategię przyjęli fatalną. W dodatku złamali traktaty. Brytyjczycy np. zobowiązali się wysłać do Polski eskadrę bombowców, obiecywano także wsparcie z morza. Bombardowanie ulotkami przeszło do historii.

A jak mieli ją wysłać? Chętnie dowiem się jak którakolwiek jednostka lotnicza z terenu Francji czy Niemiec miała się przedrzeć do Polski. Płynęły do Polski za to kupione od Brytyjczyków myśliwce, zawrócone po drodze, po nie było już do kogo płynąć... Naprawdę mniej dawaj się wprowadzać w błąd głupim stereotypom. Brytyjczycy udzielali jak najbardziej wsparcie z morza. Tylko nie tak jakby sobie jakiś ignorant mógł wyobrazić. Mimo, że brytyjska flota była wówczas najsilniejsza w Europie, to nie miała najmniejszych szans przedrzeć się na Bałtyk przez cieśniny kontrolowane przez Niemców. I po co miałaby to zrobić? O tym, że flota w działaniach przeciw Niemcom na Bałtyku nie ma żadnego znaczenia doskonale zdawało sobie nawet polskie dowództwo odsyłając większość naszych wartościowych okrętów poza Bałtyk. A tak poza tym, to we wrześniu 1939 r. ci leniwi alianci od zrzucania ulotek stracili 41 statków handlowych zatopionych przez Niemców, lotniskowiec i kilka mniejszych okrętów. Sami zatopili w tym czasie Niemcom ponad 70 statków handlowych i dwa okręty podwodne. Pewnie zatonęły od ciężaru namokłych ulotek... Już 4 września 40 brytyjskich bombowców atakowało kotwicowiska niemieckich okrętów m.in. w Wilhelmshaven. Nie wiem co tam zrzucali ale ulotki, to nie były. Trwało intensywne minowanie niemieckich portów i szlaków.

168

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Pan Lewski napisał/a:
Iceni napisał/a:

Z drugiej strony dla obecnych nastolatków to realia PRL sa już czysta historia - nie wiem dlaczego powieśc o tym okresie ma być w czymś gorsza od powieści o robotnikach XIX-wiecznych lub o komunizmie wczesnego PRL.

Nie martw się, znając obecnych polskich polityków to na pewno wkrótce pojawi się lektura w której dobrzy prawi i szlachetni nieugięci Polacy-katolicy mordują fałszywych Polaków-milicjantów którzy są tak nikczemni że nawet gdy biją chuliganów za niszczenie przystanków autobusowych, to gwałcą tym samym suwerenność najświętszej w imię Boga Rzeczypospolitej, a w ogóle to ci chuligani mają rację bo niszcząc przystanki manifestują swój sprzeciw wobec złej komunistycznej władzy...

Co to jest za argument w ogóle?!
Po jakie licho do takiego tematu wtryniasz swoje zapatrywania polityczne? Skoro literatura oparla się komunisttycznej cenzurze to i twoi politycy jej nie zaszkodzą.
Właśnie wyszła z ciebie polaczkowatosc, której tak nie lubią na zachodzie  - w każdy temat trzeba wsadzić jakąś drwinę z polskiego rządu, polityków itp.  Weź sobie jeszcze raz przeczytaj to, co napisałes
- to ma być głos patriotyzmu? Tego cię nauczyło czytanie "Pana Tadeusza"? Bo dla mnie to jest jakaś jedna wielka kpina ze słowa "patriotyzm"...

169

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

'Gdy w szkole usiłowałem mieć zdanie odmienne od nauczyciela to przeważnie obrywałem, więc od połowy gimnazjum dałem sobie spokój i za zwyczaj udawałem że ze wszystkim się zgadzam, choćby chodziło o stwierdzenie błędu który wychodził na jaw po zajrzeniu do dowolnej encyklopedii.'


Ja zawsze trzymalam sie swojego do ostatniej chwili, moje argumenty byly na tyle dobrze podane, ze zyskiwalam duzy szacunek wsrod nauczycieli nie zlosc.

170 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-09-28 01:18:25)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
femte napisał/a:

Pan Lewski
rozumiem, miales na mysli  sytuacje przykladowa. Ale tu chodzi o realne osoby.

Jak się kręci filmy fabularne i zmienia kwadrylion razy więcej rzeczy w prawdziwych postaciach niż w filmie o Hubalu to nikt nie ma pretensji, a mnie się czepiasz.

W dzisiejszej Polsce mamy kino wyznaniowe, wszędzie muszą być księża i katolicy, w każdej sytuacji żarliwie religijni ludzie. Ja żądam chociaż jednego filmu gdzie są bohaterowie o różnorodnych poglądach.

Mój pradziadek był kawalerzystą, walczył z bolszewikami w 1920 i był ateistą.

Skończyłem temat.

femte napisał/a:

Pamietam ( z odraza) tylko jedna scene. Panienki mialy kotka, kotek nie pasowal, probowaly go uspic eterem. Opisano to jako strasznie smieszne...

A to jest w jakiejś późniejszej części i to nieudanej.

femte napisał/a:

wstydzie - rodaczka) mowi, ze zapomniala, geografie miala dawno. Ma 20 lat...Z

Ja wszystkie ważniejsze pasma, zatoki, wyżyny, niziny, jeziora itp. na świecie znałem w liceum na pamięć, ale jak tego nie powtarzałem to mi wyleciało z głowy. Normalne, XVIII wieczny system jest nieefektywny i przestarzały


femte napisał/a:

Poczatkowo zagranicznych, ale i do nas przyjda ci, ktorym nie jest wszystko jedno.

Ale jak wiedza o położeniu Gór Atlasu np. pomoże im w pracy w branży kredytowej, szacowania ryzyka, albo konstrukcji układów pamięci RAM?

Snake napisał/a:

Czy alianci podjęli słuszną decyzję o odwołaniu ofensywy możemy sobie debatować my, po wielu latach w kapciach przed monitorem. Oni takiego komfortu nie mieli. Pamiętaj dalej o tym szoku jakim był efekt działań niemieckiej armii w Polsce.

Jeżeli Francuzi nie mieli możliwości, to oznacza że składali obietnice bez pokrycia i zlekceważyli doniesienia polskiego wywiadu. Ba, Francuzi wiedzieli doskonale że Polacy prognozują wojnę, bo nie tylko dostali informacje od naszego wywiadu, ale jeszcze sprezentowaliśmy biuro deszyfrażu z replikami Enigmy. Oczywiście, o klęskę można obwiniać także nieudolność Rydza-Śmigłego, ale należy pamiętać o tym porażka obrony wynikała także z postawy politycznej Aliantów. Po pierwsze, w razie cofnięcia się dla skrócenia linii obrony, można było się spodziewać że Hitler wystąpi z rokowaniami i argumentem że Polacy nie bronili zachodnich ziem, a Alianci uznają ten argument i przyznają mu prawo do zagarnięcia tych terenów. Po drugie przez brytyjski protest odwołaliśmy mobilizację, sam wiesz jakie kłopoty to spowodowało.

Snake napisał/a:

A jak mieli ją wysłać? Chętnie dowiem się jak którakolwiek jednostka lotnicza z terenu Francji czy Niemiec miała się przedrzeć do Polski.

Na lotniskowcach. A jeżeli nie mogli, to nie powinni byli takich zobowiązań podejmować. I wytłumacz mi proszę, czemu Francuzi nie raczyli polskiego dowództwa poinformować o akcie kapitulacji? Straciliśmy przez to 75 tys. żołnierzy którzy poszli do niewoli albo w internowanie, a bardzo by się przydali przy lądowaniu w Europie albo ewentualnej obronie Wysp Brytyjskich. I powiedz mi, czemu Hitler zdecydował się atakować wpierw Polskę, a nie Francję. Czy Francuzi nie mieli możliwości przejścia przez Linię Zygfryda gdyby tego bardzo chcieli, nawet za cenę ciężkich strat? Czy Hitlerowi nie byłoby łatwiej zatrzymać marszu Polaków na zachód, niż Francuzów na wschód?

Iceni napisał/a:

manifestują swój sprzeciw wobec złej komunistycznej władzy...
Co to jest za argument w ogóle?!
Po jakie licho do takiego tematu wtryniasz swoje zapatrywania polityczne? Skoro literatura oparla się komunisttycznej cenzurze to i twoi politycy jej nie zaszkodzą.
Właśnie wyszła z ciebie polaczkowatosc, której tak nie lubią na zachodzie  - w każdy temat trzeba wsadzić jakąś drwinę z polskiego rządu, polityków itp.  Weź sobie jeszcze raz przeczytaj to, co napisałes
- to ma być głos patriotyzmu?

Musiałem trafić celnie skoro jest taka ostra reakcja. Kpię z sytuacji jaka jest w polskim kinie m.in. serialach i polityce. Poczytaj sobie opowiadania Mrożka, to ci dobrze zrobi. Zwłaszcza to o opozycjoniście który w kiblu publicznym ołówkiem hasła polityczne rysował. Siła oddziaływania literatury jest teraz minimalna. Ale przemówień, TV i filmów spora, a tam się nas okłamuje, nie będę tłumaczył w czym bo znowu będzie oburzenie, z resztą to wynika z tego co napisałem.

Nie wiem co ma komunistyczna cenzura do literatury. W polskim kanonie lektur nie ma nic co by komunistom przeszkadzało. Za wyjątkiem tego że to w znacznej mierze edukacja narodowa... Bo prawda jest taka że Gomułka i Gierek mieli w d komunistyczny internacjonalizm i edukowali Polaków w duchu narodowym.

Głos patriotyzmu? Hmm. Podkreślę wyraźnie swoje stanowisko: Ten polski patriotyzm przybrał najgorszą formę jaką mógł przybrać patriotyzm. Gorszy jest tylko nacjonalizm, ale nacjonalizm to nie patriotyzm. Jesteśmy debilami którzy okradają własnych sąsiadów i pieniądze publiczne, a w czasie wojny popełniamy samobójstwa.

Iceni napisał/a:

Tego cię nauczyło czytanie "Pana Tadeusza"? Bo dla mnie to jest jakaś jedna wielka kpina ze słowa "patriotyzm"...

Nauczyło mnie że machanie szabelką, gdy nie ma się dobrego planu działania i porównywalnych sił. to głupota.

NinaLafairy napisał/a:

Ja zawsze trzymalam sie swojego do ostatniej chwili, moje argumenty byly na tyle dobrze podane, ze zyskiwalam duzy szacunek wsrod nauczycieli nie zlosc.

No to miałaś dobrych nauczycieli. Ja się do dzisiaj spotykam z tym nawet wśród rówieśników, że jak się z nimi nie zgadzam to jestem faszystą.

171

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Pan Lewski napisał/a:

Jeżeli Francuzi nie mieli możliwości, to oznacza że składali obietnice bez pokrycia i zlekceważyli doniesienia polskiego wywiadu. Ba, Francuzi wiedzieli doskonale że Polacy prognozują wojnę, bo nie tylko dostali informacje od naszego wywiadu, ale jeszcze sprezentowaliśmy biuro deszyfrażu z replikami Enigmy. Oczywiście, o klęskę można obwiniać także nieudolność Rydza-Śmigłego, ale należy pamiętać o tym porażka obrony wynikała także z postawy politycznej Aliantów. Po pierwsze, w razie cofnięcia się dla skrócenia linii obrony, można było się spodziewać że Hitler wystąpi z rokowaniami i argumentem że Polacy nie bronili zachodnich ziem, a Alianci uznają ten argument i przyznają mu prawo do zagarnięcia tych terenów. Po drugie przez brytyjski protest odwołaliśmy mobilizację, sam wiesz jakie kłopoty to spowodowało.

Czy zlekceważyli doniesienia polskiego wywiadu? Nie, bo sami wiedzieli, że wojna wybuchnie, dlatego wciągali w nią Polskę.
Czy składali obietnice bez pokrycia? I tak, i nie. Tak, bo na pewno nie byli w stanie od razu niektórych spełnić. Nie, bo spełnili podstawową - wypowiedzieli Niemcom wojnę nie dając możliwości ograniczenia konfliktu niemiecko-polskiego do lokalnej wojenki. Wszelkie rozważania o zdradach są zresztą bez sensu, bo zazwyczaj ograniczają się do jakiegoś ograniczonego polskiego punktu widzenia, który był ograniczony nawet wtedy.
Cały problem wówczas polegał na tym, że w Niemczech wybory wygrał facet, który pchnął Niemcy do remilitaryzacji (co rozkręciło na krótką metę gospodarkę) oraz grał na resentymentach po wersalskich i antyfrancuskich. Głównym wrogiem Hitlera była Francja, która upokorzyła Niemcy w Wielkiej Wojnie. Reszta była tylko środkiem do celu. Przez kilka lat Hitler robił wszystko aby przekonać Polskę do współpracy z Niemcami. Wielokrotne wizyty w Polsce niemieckich dygnitarzy, wspólne polowania panów późniejszych zbrodniarzy z polskimi politykami i wojskowymi były na porządku dziennym. Po co była Hitlerowi przyjaźń z Polską? Ano dla zabezpieczenia wschodniej flanki kiedy będzie gotowy zaatakować Francję. Przez kilka lat trwała więc cicha dyplomatyczna wojna w Europie, gdzie w Londynie i Paryżu ze zgrozą przyjmowano te dobre relacje niemiecko-polskie, wspólne osiągnięcia jak rozbiór Czechosłowacji. Z punktu widzenia Polski dobre relacje z Hitlerem były dość oczywiste i pragmatyczne. Głównym wrogiem polskiej państwowości była sowiecka Rosja, na to szedł cały wysiłek rozbudowy polskich sił zbrojnych. Praktycznie cała organizacja polskiej armii, zakupy sprzętu, rozbudowa potężnych fortyfikacji na wschodzie miały głęboki sens tylko w jednym przypadku - wojny z bolszewikami. Na taką wojnę szykowaliśmy się do końca 1938 r. To było zupełnie nie w smak Francji i Wlk. Brytanii więc robiły co mogły aby przeciągnąć Polskę przeciwko Niemcom. Jeśli w tym celu trzeba było obiecać gruszki na wierzbie, to obiecywano. To nie jest wina Francuzów i Brytyjczyków, że obiecywali - działali w obronie własnego interesu. To wina Polaków, że uwierzyli. Zresztą to nasza narodowa wada, wierzymy w każdą bzdurę, którą nam ktoś w odpowiednim sosie poda...
Poza tym Francuzi i Brytyjczycy faktycznie się pomylili. Mimo wszystko zakładali, że Polska będzie w stanie dłużej opierać się Hitlerowi. Minimum miesiąc - dwa. To był czas minimalny do przeprowadzenia odpowiednich operacji lądowych na zachodzie. Tymczasem Polska została pobita w ciągu dwóch tygodni, co było szokiem w Paryżu i Londynie. Wejście Sowietów było kolejnym punktem w tej układance, bo Zachód nie zrobił by niczego aby jednocześnie wystąpić przeciw Berlinowi i Moskwie. Rozumieli to nawet w Warszawie, stąd rozkaz nie walczenia z wkraczającymi Sowietami.

172

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Pan Lewski
ja sie nie czepiam, przepraszam,, jezeli odniosles takie wrazenie. Po prostu temat jest mi bliski.
Tez mam ( a raczej mialam) dosc jednego slusznego swiatopogladu. To byla jedna z przyczyn wyjazdu z kraju.

173

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Zacznijmy od tego jak się dzisiaj podchodzi do omawiania lektury. Nauczyciele dobrze wiedzą, że dzieci nie czytają lektur i albo każą klasie przeczytać streszczenie, albo sami na lekcji takie streszczenie klasie fundują. Pamiętam jak w klasie maturalnej Pani Polonistka puszczała nam filmowe adaptacje lektur typu: "Lalka", "Chłopi", "Nad Niemnem", "Pan Tadeusz" itp. Praktycznie cały j. polski w klasie maturalnej był jednym wielkim maratonem filmowym. Nauczycielka wyszła z założenia że i tak nikt nie czyta, a skoro matura "za pasem" to lepiej byśmy mieli ogólne pojęcie o danej lekturze niż żadne. Ktoś tu wspominał o nauce wartości typu miłość do ojczyzny. Na pewno książki tego nie nauczą. Obszerne opisy przyrody w "Krzyżakach" bardziej uśpią niż zachęcą do lektury. Osobiście ze wszystkich obowiązkowych lektur szkolnych pamiętam tylko dwie: "O psie, który jeździł koleją" oraz "Szatan z siódmej klasy". Przy pierwszej się popłakałem, a druga to wspaniała przygodówka. Reszty pozycji z listy obowiązkowych nie polecam smile

174

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

P?n Lewski
nie odpisalam na reszte postu. prosze o wybaczenie - mialam sobote i niedziele na zakup samochodu. Kiedy wiekszosc komisow zamknieta. Zjechalam cala Zelandie, przygody po drodze niesamowite.
Nie uwazam, zeby uczenie sie geografii na pamiec cos dawalo. Ja moge wyrecytowac doplywy Wisly, nie majac o nich pojecia. Ale zawsze interesowalam sie podrozami, odkryciami. Nie uczylam sie suchych nazw - czytalam np, o "pojedynku" Amundsena i Scotta.
Co nam daja takie zainteresowania? Mysle, ze duzo. Owszem, mozna bez tego byc dobrym w informatyce czy finansach. Choc z tym drugim mozna sie sprzeczac. czytalam opracowanie, ze wlasciwie wiedza finansistow jest w duzej czesci pozorna - nie potrafia przewidywac zjawisk i im zapobiegac. Mozliwe, ze decyzje podejmowane przez laika czy tez zupelnie przypadkowo byly by rownie skuteczne.
W obecnej chwili spada zapotrzebowanie na proste prace fizyczne. Wszystkich nie da sie zatrudnic w informatyce. Pozostaja prace, ktorych nie da sie zautomatyzowac. Czyli uslugi, kultura, kontakt z klientem. Osoba o wszechstronnej wiedzy szybciej sie zalapie, nawet jezeli musi sie doksztalcic.
W Danii juz wlasciwie nie potrzeba ludzi do przyslowiowej lopaty - sa maszyny.
W prostych pracach fizycznych konkurencja duza - a dorownac np. Azjatom trudno.
Nawet, jesli na poczatek robisz cos prostego, to masz aspiracje.

175

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
femte napisał/a:

W obecnej chwili spada zapotrzebowanie na proste prace fizyczne. Wszystkich nie da sie zatrudnic w informatyce. Pozostaja prace, ktorych nie da sie zautomatyzowac. Czyli uslugi, kultura, kontakt z klientem. Osoba o wszechstronnej wiedzy szybciej sie zalapie, nawet jezeli musi sie doksztalcic.

To jest skutek potęgi rozwiniętych gospodarek, gdzie na skutek rozwoju "podstawowych" branży powstaje taki dobrobyt że pojawia się zapotrzebowanie na mniej niezbędne rzeczy, dzięki czemu utrzymuje się opływ pieniądza. Wspominałaś o tym żeby nie uczyć się sucho: to jest właśnie problem. Szkoła uczy bezmyślnej suchej wielowiedzy, umyka cała otoczka kulturowa zawierająca niezłą pożywkę do rozmyślań, oraz podstawy nauki, gdzie podstawą jest myślenie. Jak ktoś nie wie gdzie jest Jezioro Wiktorii to z nim nie pogadam. Ale jak wie, to też nim nie pogadam. Musi coś wiedzieć więcej nt. życia w tym jeziorze albo tym jak je odkrywano, żebym mógł z nim pogadać. A to też może być mało. Mnie np. bardziej interesuje styl myślenia albo byt sam sobie niż ambicje brytyskich gentelmentów.


femte napisał/a:

Nawet, jesli na poczatek robisz cos prostego, to masz aspiracje.

Związkowcy ze sławetnego ostatnio filmu też mają aspiracje ale nie mają predyspozycji i to jest prawdziwy problem

Snake napisał/a:

Głównym wrogiem polskiej państwowości była sowiecka Rosja, na to szedł cały wysiłek rozbudowy polskich sił zbrojnych.

Jak to się ma do niejasnych rewelacji o projekcie uderzenia na Rzeszę w 33 roku?

Snake napisał/a:

Jeśli w tym celu trzeba było obiecać gruszki na wierzbie, to obiecywano. To nie jest wina Francuzów i Brytyjczyków, że obiecywali - działali w obronie własnego interesu. To wina Polaków, że uwierzyli

To kwestia nie tylko punktu widzenia ale też podejścia. Owszem, zachowanie francuzów było pragmatyczne i w zasadzie mieli prawo dbać o własny interes. Z drugiej strony było to niehonorowe z punktu widzenia człowieka uznającego obiektywne imponderabilia. I nie było to wówczas niespotykane. Węgry przecież odmówiły uderzenia na Polskę, a gdy wkroczyła na nie 10 Brygada Kawalerii Pancerno Motorowej to nie poczuły się zaatakowane tylko pomogły tę brygadę przerzucić do Francji. A przecież jedyne czym się kierowali przy odmówieniu współpracy i wręcz działaniu na szkodę sojusznika, to wielowiekowa tradycyjna przyjaźń. No chyba że mam jakieś poważne braki w wiedzy na ten temat...

Snake napisał/a:

Mimo wszystko zakładali, że Polska będzie w stanie dłużej opierać się Hitlerowi. Minimum miesiąc - dwa.

Byłoby prościej gdyby istniała bezpieczna politycznie możliwość cofnięcia się w głąb kraju. Oczywiście winny jest także rząd Polski który postanowił rozwalić Czechosłowację.

Snake napisał/a:

To był czas minimalny do przeprowadzenia odpowiednich operacji lądowych na zachodzie.

Ale czemu w takim razie postanowili 16 września że nie wkraczają do akcji, skoro prawdopodobnie łatwiej byłoby pobić Wehrmacht zmęczony walką w Polsce i pospiesznie przerzucany na zachód, niż czekając do maja 40 roku? SGO Polesie kapitulowało w październiku. Oczywiście, Polska obrona była generalnie w rozsypce ale Niemcy nadal anagażowali swoje siły i ponosili straty. Chcąc wygrać z Niemcami, Alianci i tak musieliby przekroczyć linię Zygfryda, czekając tylko utrudnili sobie zadanie.

176

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Pan Lewski napisał/a:

Jak to się ma do niejasnych rewelacji o projekcie uderzenia na Rzeszę w 33 roku?

Luźny pomysł z Polski, bo zdawano sobie sprawę, że remilitaryzacja Niemiec przez Hitlera prędzej czy później postawi kwestie niemiecko-polskie na ostrzu noża. W końcu dla Niemiec Polska była wybrykiem Wersalu. Nie zmienia to faktu, że realnie Polska nie szykowała się do konfliktu z Rzeszą aż do końca 1938 r. Za to do konfliktu z Sowietami cały czas (rozbudowa fortyfikacji na wschodzie, rozbudowa marynarki wojennej).

Pan Lewski napisał/a:
Snake napisał/a:

Jeśli w tym celu trzeba było obiecać gruszki na wierzbie, to obiecywano. To nie jest wina Francuzów i Brytyjczyków, że obiecywali - działali w obronie własnego interesu. To wina Polaków, że uwierzyli

To kwestia nie tylko punktu widzenia ale też podejścia. Owszem, zachowanie francuzów było pragmatyczne i w zasadzie mieli prawo dbać o własny interes. Z drugiej strony było to niehonorowe z punktu widzenia człowieka uznającego obiektywne imponderabilia. I nie było to wówczas niespotykane. Węgry przecież odmówiły uderzenia na Polskę, a gdy wkroczyła na nie 10 Brygada Kawalerii Pancerno Motorowej to nie poczuły się zaatakowane tylko pomogły tę brygadę przerzucić do Francji. A przecież jedyne czym się kierowali przy odmówieniu współpracy i wręcz działaniu na szkodę sojusznika, to wielowiekowa tradycyjna przyjaźń. No chyba że mam jakieś poważne braki w wiedzy na ten temat...?

Małym co nie mają nic ponad honor nie pozostaje nic innego jak wysuwać ten honor ponad wszystko, oczywiście za wyjątkiem Czechów big_smile Węgrzy w 1939 jeszcze nie byli za bardzo związani z Hitlerem, głównie przez pakt antykominternowski. Bo właśnie główną ideą współpracy Węgrów z Niemcami było zwalczanie komunistów, a w zasadzie to Rosji. Polska w tym nie przeszkadzała, a wręcz po cichu była tym zainteresowana. Węgrzy nie mieli więc nic do zyskania w Polsce, a do stracenia twarz. Szczególnie, że przyjaźń i współpraca była długa, choćby realne wsparcie Polski 20 lat wcześniej przez Węgry w walce z bolszewikami przez dostawy broni i zaopatrzenia, bo na przejazd do Polski armii węgierskiej nie wyrazili zgody kochani Czesi i Rumuni. Zresztą co ciekawe wypowiedzenia wojny Polsce odmówił dużo bliższy sojusznik Niemiec czyli Włochy. A inny późniejszy sojusznik Hitlera czyli Japonia blisko współpracowała na poziomie wywiadów z Polakami, zresztą prawie przez całą wojnę. Na dodatek japońscy dyplomaci pomagali Polakom i polskim żydom w czasie okupacji. Dziwne, nie?

Pan Lewski napisał/a:
Snake napisał/a:

Mimo wszystko zakładali, że Polska będzie w stanie dłużej opierać się Hitlerowi. Minimum miesiąc - dwa.

Byłoby prościej gdyby istniała bezpieczna politycznie możliwość cofnięcia się w głąb kraju. Oczywiście winny jest także rząd Polski który postanowił rozwalić Czechosłowację.

Politycznie nierealne. A trudno bronić Czechosłowacji jeśli ona sama się nie chciała bronić. W tej sytuacji zrobiono co było konieczne. Zajęto Zaolzie, bo po pierwsze Czesi zabrali je nam 20 lat wcześniej kiedy my się wykrwawialiśmy z bolszewikami, a po drugie, dawało to lepsze ukształtowanie obrony w razie konfliktu z Niemcami.

Pan Lewski napisał/a:
Snake napisał/a:

To był czas minimalny do przeprowadzenia odpowiednich operacji lądowych na zachodzie.

Ale czemu w takim razie postanowili 16 września że nie wkraczają do akcji, skoro prawdopodobnie łatwiej byłoby pobić Wehrmacht zmęczony walką w Polsce i pospiesznie przerzucany na zachód, niż czekając do maja 40 roku? SGO Polesie kapitulowało w październiku. Oczywiście, Polska obrona była generalnie w rozsypce ale Niemcy nadal anagażowali swoje siły i ponosili straty. Chcąc wygrać z Niemcami, Alianci i tak musieliby przekroczyć linię Zygfryda, czekając tylko utrudnili sobie zadanie.

Ale we wrześniu 1939 ci alianci, to była na lądzie tylko Francja. Wielka Brytania nie miała wówczas prawie żadnych sił lądowych. Państwa Beneluksu od konfliktu się dystansowały. Była więc tylko Francja, która też musiała się przygotować. Zresztą Francja nie chciała wojny ale zdawała sobie sprawę (a raczej jej elity), że wojna jest nieuchronna, bo prą do niej Niemcy. Stąd wmieszanie w to Polski, która miała przyjąć pierwszy impet i dać hasło do wojny.

177

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Jakby ktoś nie zauważył, to Sapkowski jest podawany jako twórca klasyki fantastyki polskiej, więc ja nie widzę powodu, dla którego jego książek miałoby się nie przerabiać na j. polskim. Poza tym to jest autor o tak niesamowicie dobrym stylu pisania, że Sienkiewicz mógłby chodzić do niego na korepetycje. Uważam, że Pan Tadeusz nie powinien zostać wyrzucony do śmietnika, ale czy naprawdę trzeba tą książkę przerabiać w całości. Chyba żadnej ze szkolnych lektur nie przeczytałam w całości. Zawsze mnie nudziły, lub zostały mi na lekcjach skutecznie obrzydzone. Czytałam streszczenia, czasem fragmenty. Znam większość postaci z lektur i pamiętam o czym te książki były, ale w zasadzie nic poza tym. Właśnie w szkole zaczęłam sięgać po Tolkiena, Sapkowskiego, powieści fantastyczne i s.f. bo to było sto tysięcy razy bardziej zajmujące niż wypociny jakiegoś marudy na prochach i wódzie (Mickiewicz), albo użalającego się nad sobą maminsynka (Słowacki). Nie da się kogoś skłonić do patriotycznych uczuć zmuszając go do czytania nudnej jak flaki z olejem książki.

178

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
WitchQueen napisał/a:

to Sapkowski ....ja nie widzę powodu, dla którego jego książek miałoby się nie przerabiać na j. polskim. Poza tym to jest autor o tak niesamowicie dobrym stylu pisania,
Uważam, że Pan Tadeusz nie powinien zostać wyrzucony do śmietnika, ale czy naprawdę trzeba tą książkę przerabiać w całości.

Absolutnie nie przerabiać tongue. Ani w części, ani w całości.
Omawiać.

179

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
luc napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

to Sapkowski ....ja nie widzę powodu, dla którego jego książek miałoby się nie przerabiać na j. polskim. Poza tym to jest autor o tak niesamowicie dobrym stylu pisania,
Uważam, że Pan Tadeusz nie powinien zostać wyrzucony do śmietnika, ale czy naprawdę trzeba tą książkę przerabiać w całości.

Absolutnie nie przerabiać tongue. Ani w części, ani w całości.
Omawiać.

A możesz mi powiedzieć co wyższość "omawiać" nad "przerabiać" wnosi do tej dyskusji, bo mam nieodparte wrażenie, że niewiele tongue

180

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
WitchQueen napisał/a:

A możesz mi powiedzieć co wyższość "omawiać" nad "przerabiać" wnosi do tej dyskusji, bo mam nieodparte wrażenie, że niewiele tongue

Mogę.
Nie wyższość, a poprawność językową, bo o tym też była mowa w tym wątku tongue

181

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
WitchQueen napisał/a:

powieści fantastyczne i s.f. bo to było sto tysięcy razy bardziej zajmujące niż wypociny jakiegoś marudy na prochach i wódzie (Mickiewicz).

A co prochy i wóda mają do tego czy był dobrym poetą czy nie? Jak lubisz s-f, to pozgłębiaj trochę życiorysy pisarzy s-f. Oprócz s-f, to Sy-Fu też sporo znajdziesz big_smile. Philip Dick oprócz tego, że wypuścił parę kultowych książek, to był naćpanym czubkiem, który pisał donosy na niejakiego Staszka Lema, gdzie tylko mógł. Paru innych ale, że żyją to nie wymienię big_smile lubiło/lubi duże ilości piwa i whisky... Inny po napisaniu paru fajnych książek s-f wziął się za publicystykę polityczną z zaciekłością zwalczając określone kręgi i ludzi. Tak więc naprawdę nie czarujmy się, że zaćpani poeci i pisarze, to byli onegdaj...

182 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-10-02 01:03:45)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Snake napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

powieści fantastyczne i s.f. bo to było sto tysięcy razy bardziej zajmujące niż wypociny jakiegoś marudy na prochach i wódzie (Mickiewicz).

A co prochy i wóda mają do tego czy był dobrym poetą czy nie? Jak lubisz s-f, to pozgłębiaj trochę życiorysy pisarzy s-f. Oprócz s-f, to Sy-Fu też sporo znajdziesz big_smile. Philip Dick oprócz tego, że wypuścił parę kultowych książek, to był naćpanym czubkiem, który pisał donosy na niejakiego Staszka Lema, gdzie tylko mógł. Paru innych ale, że żyją to nie wymienię big_smile lubiło/lubi duże ilości piwa i whisky... Inny po napisaniu paru fajnych książek s-f wziął się za publicystykę polityczną z zaciekłością zwalczając określone kręgi i ludzi. Tak więc naprawdę nie czarujmy się, że zaćpani poeci i pisarze, to byli onegdaj...

A czy ja gdzieś piszę, że jak ktoś ćpa i pije to źle pisze, albo, że teraz takich nie ma? Po prostu mnie Mickiewicz swoją poezją po wspomagaczach nie był w stanie wystarczająco zachwycić. W sumie "Pan Tadeusz" chyba był jedynym z jego dzieł, które uważam za całkiem niezłe. Dla mnie jest średnio ważne czy ktoś pije, ćpa, wulgaryzm się etc. Dla mnie liczy się efekt końcowy - a więc proza, wiersz itp.
Mickiewicz jak dla mnie był ewidentnym marudą i zwyczajnie jego twórczości nie trawię, o tym że był na prochach i pił wspomniałam absolutnie nie po to by wysnuwać jakiekolwiek dalsze teorie na temat pijących i ćpających autorów. Wkurza mnie natomiast, że jego życiorys na potrzeby j. polskiego w szkole jest ładnie wybielany, bo przecież nie przystoi dzieciom mówić, że był alkoholikiem, bił żonę, miał sporo dzieci, na których utrzymanie nie miał pieniędzy. To nie ma większego znaczenia, ale po co to zatajać właściwie? Podobnie jak wszyscy wielcy poeci dziwnym trafem umarli rzekomo na "suchoty" o syfilisie zaś mowy nie ma.

Luc - rozumiem, że ty zawsze wysławiasz się językiem tylko i wyłącznie literackim, a słowa potoczne, gwarowe itp. są Ci całkowicie obce. Jak masz potrzebę poprawiania mnie to proszę bardzo. Mam natomiast wrażenie, że się zwyczajnie czepiasz. Jak chcesz się czepiać, to czep się tramwaju, a nie tego, że napisałam "przerabiać" zamiast "omawiać". Nie piszę książki, dyskutuję z ludźmi, mogę bez poczucia winy używać języka potocznego.

183

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
WitchQueen napisał/a:

słowa potoczne, gwarowe
Jak chcesz się czepiać, to czep się tramwaju

To było rzeczywiście... gwarowe hmm

Z mojej strony tyle, bo nie mam zamiaru wdawać się w bezsensowną przepychankę.

184

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Najwyższy czas !

Sienkiewicz to grafoman, więc całe szczęście, że go pożegnano. Konrad Wallenrod... Chyba jedna z 2 lektur, których nie zmogłam a czytałam i czytam dużo. Dość juz tej martyrologii stosowanej!

Pytanie zahacza o problem- czemu ma służyć nauka języka polskiego? Wyrabianiu postaw patriotycznych? Nauczaniu historii? 
Czy raczej powinna wpoić miłość do słowa?

Ja optuję za tym drugim dlatego uważam, że dzieła sprzed XX wieku powinny być okrojone do minimum, szczególnie na etapie nauczania gimnazjalnego! Bo są niezrozumiałe, bo zniechęcają do czytania, bo są nudne i archaiczne. Jeśli uczniowie zetkną się z nimi dopiero w liceum nic im się nie stanie a jak którego zachwyci- droga szeroka i wolna, można się i tarzać i nurzać i taplać w trzynastozgłoskowcach, tetrastychach i tercynach. Nikt nie broni.
Podstawy trzeba mieć choćby po to, żeby wiedzieć, że imię jego będzie czterdzieści i cztery, ale nie każdy musi mieć ambicje zgłębiana literatury dawnej ( i często nie najwyższych lotów). Dlatego lepiej nie katować dwunastolatków Wallenrodem!

Inną kwestią jest dobór zamienników... Tolkiena nie trawię, Hobbit był jedynym utworem przez który przebrnęłam...

Poza tym zastanawia mnie dlaczego nie można uczyć o dawnych utworach, na podstawie tekstów bardziej współczesnych? Intertekstualność utworów choćby Mrożka czy Różewicza, dałaby świetny pretekst do sięgnięcia w przeszłość. .

185

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
harmagedon napisał/a:

Pytanie zahacza o problem- czemu ma służyć nauka języka polskiego? Wyrabianiu postaw patriotycznych? Nauczaniu historii?
Czy raczej powinna wpoić miłość do słowa?

Nie zgadzam się. Nie każdy musi lubić każdy przedmiot, ale musi opanować materiał. Nie umie nic, bo nauczycielka nie wzbudziła w nim miłości do słowa? Jasne, że nauczyciel, który zainteresuje uczniów swoim przedmiotem, jest doceniany, ale nigdy nie zainteresuje wszystkich.
Dla mnie nauka języka polskiego ma przekazać wiedzę o słowie pisanym na podstawie wartościowych dzieł, o gramatyce, dać umiejętności poprawnego wysławiania się/pisania itd. Jak każdy przedmiot - materiał do opanowania. I jeśli chodzi o dzieła, to powinno się to przekazywać na charakterystycznych tekstach dla danej epoki i jednocześnie na tych wybitnych, które coś wniosły, są powszechnie znane. Co wniosła Musierowicz poza lekką książeczką? A Sapkowski? Podobny do wielu pisarzy tego gatunku. Jedynie Tolkiena można uznać za wybitną postać fantastyki i zgodziłabym się z dodaniem go do lektur, ale... co ma zastąpić? Pana Tadeusza, jeśli to zupełnie inne książki?
Bronienie tej decyzji tym, że usunięte książki są nudne, też jest bez sensu. Jednych zaciekawią, innych nie, tego się nie da określić z góry. Poza tym ponownie - ich zadaniem jest uczyć, a nie stanowić rozrywkę. Sapkowskiego i Musierowicz można sobie w domu poczytać, nikt chyba nie broni. To trochę na zasadzie 'lekarstwo jest niedobre, więc zamiast tego zjem cukierki'.

186

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Eileen napisał/a:

Dla mnie nauka języka polskiego ma przekazać wiedzę o słowie pisanym na podstawie wartościowych dzieł, o gramatyce, dać umiejętności poprawnego wysławiania się/pisania itd. Jak każdy przedmiot - materiał do opanowania. I jeśli chodzi o dzieła, to powinno się to przekazywać na charakterystycznych tekstach dla danej epoki i jednocześnie na tych wybitnych, które coś wniosły, są powszechnie znane.

To co piszesz( wartościowe dzieła) wyklucza wielu polskich pisarzy( choćby Sienkiewicz, wieszczów naszych narodowych tez bym włączyła bo jak mają zachwycać skoro nie zachwycają), a do nauki pozostałej część- gramatyki, poprawnego artykułowania myśli, literatura jest zbędna. Znam wiele osób wypowiadających się ( w mowie i piśmie) zgodnie z wszelkimi regułami językowymi, które nie przeczytały 90-100% lektur. Czytali podręczniki, ale ani kodeks karny ani podręczniki anatomii- literatura piękną nie są.

Konrad Wallenrod plus wiele innych pozycji z listy ministerialnej, to nie sa wybitne utwory a znane sa jedynie z tego, że - przynajmniej teoretycznie- trzeba je ( było) przeczytać( oczywiście Musierowicz czy Sapkowski też arcydziełami nie są, ale mają tę zaletę, że nie zabijają chęci do czytania, a pamiętaj że mówimy o lekturach gimnazjalnych czyli dla dzieci w wieku 13-16 lat).

187

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Nie bardzo rozumiem. Wg Ciebie wszystkie dzieła Sienkiewicza są bezwartościowe?
Co do gramatyki - to już nie było a propos lektur, tylko jako element nauki polskiego ogólnie.

Konrad Wallenrod może nie jest wybitny, ale akurat usunięcie jego jest najmniej dotkliwe - w szkole (i w gimnazjum, i w liceum) omawia się wiele dramatów romantycznych: oprócz niego miałam II i III cz. Dziadów, Kordiana, Nie-Boską Komedię i parę innych we fragmentach. Niemniej jednak Konrad Wallenrod i tak prezentuje wyższy poziom lit. niż np. Musierowicz. Jej książki miło się czyta, ale one nie wnoszą nic sobą, są zwykłą powieścią o niczym szczególnym.
Panu Tadeuszowi jednak ciężko odmówić wielkości, dziełom Sienkiewicza również, bo chociaż w liceum omawia się Potop, który akurat z całej trylogii najmniej do mnie przemawiał, to jednak przez krytykę jest uznawany za najlepszą kompozycyjnie część. Poza tym, tak już niekoniecznie a propos lektur, Sienkiewicz to nie tylko trylogia i Krzyżacy, ale i Quo Vadis, które też u mnie w liceum się omawiało, a ponadto choćby Bez Dogmatu i Rodzina Połanieckich. Ciężko to porównać do Jeżycjady i Frywolitek.

Ach, i nie jestem pewna, ale z pierwszego posta wynika, że usunięto trylogię - czyli pewnie ten Potop, Pana Tadeusza i Konrada Wallenroda, a to są lektury z liceum, a nie gimnazjum (z wyj. Pana Tadeusza - omawia się dwukrotnie), więc nie dzieci 13-16 lat, a młodzież 16-19. Oni do tej pory już zdążyli w większości ugruntować się w przekonaniu, czy lubią czytać, czy nie.

188

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Eileen napisał/a:

Nie bardzo rozumiem. Wg Ciebie wszystkie dzieła Sienkiewicza są bezwartościowe?

Tak. Sapkowski bije go na głowę.

Eileen napisał/a:

. Niemniej jednak Konrad Wallenrod i tak prezentuje wyższy poziom lit. niż np. Musierowicz. Jej książki miło się czyta, ale one nie wnoszą nic sobą, są zwykłą powieścią o niczym szczególnym.

To wytłumacz mi co wnosi Konrad Wallenrod i czym tak bardzo przewyższa Musierowicz? Tematyką? Bo Musierowicz przewyższa tym, że nie jest całkiem głupia a da się czytać.

Eileen napisał/a:

Panu Tadeuszowi jednak ciężko odmówić wielkości, dziełom Sienkiewicza również,

Ja odmawiam. Pana Tadeusza doceniam za kunszt. Ale mnie nie wzrusza.

Eileen napisał/a:

Ach, i nie jestem pewna, ale z pierwszego posta wynika, że usunięto trylogię - czyli pewnie ten Potop, Pana Tadeusza i Konrada Wallenroda, a to są lektury z liceum, a nie gimnazjum (z wyj. Pana Tadeusza - omawia się dwukrotnie), więc nie dzieci 13-16 lat, a młodzież 16-19. Oni do tej pory już zdążyli w większości ugruntować się w przekonaniu, czy lubią czytać, czy nie.

Pierwszy post wprowadza zamieszanie, bo zmiany dotyczą zarówno liceum jak i gimnazjum...
Tak- 16 latkowie to w pełni uformowani ludzie...

189

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Nie napisałam, że są uformowani, ale jednak wiedzą, co lubią, a czego nie. Ja np. uwielbiałam czytać i nawet najmniej przyjemne lektury nie były w stanie tego zmienić. Przecież nawet nastolatkowie nie są na tyle głupi, żeby nie zdawać sobie sprawy, że książki są różne i poza lekturami istnieją inne teksty.

Co do Sienkiewicza - nie pytałam o to, kogo Ci się lepiej czyta, czy kogo wolisz. Ja uwielbiam Sapkowskiego, przynajmniej sagę o Wiedźminie, bo przez trylogię husycką nie mogłam przebrnąć, jednak nie uważam swojego gustu czy lubienia/nielubienia za kryterium świadczące o wartości książki. Sapkowski pisze ciekawie, jednak jest jednym z wielu podobnych autorów, do tego wzorował się na popularnych baśniach. Sienkiewicza można nie lubić, jednak Nobla za przeciętność czy bezwartościowość nie dostał.

Wyższość Konrada Wallenroda nad książkami Musierowicz? Proszę:
- powieść poetycka - na tej podstawie uczniowie poznają ten gatunek / Musierowicz pisze powieści, które łatwo zastąpić inną, bardzo podobną (w tematyce, w stylu itd.)
- jeden z najbardziej znanych poematów polskiego romantyzmu - uczniowie poznają epokę, jej założenia, cechy ówczesnej twórczości / Musierowicz nie jest wybitna, z jej książek nie płynie żadna wiedza, jeśli chodzi o język, porusza problemy takie, jakie przedstawia wielu polskich (i nie tylko) współczesnych autorów
- środki, sposób pisania - Mickiewicz nie pisze wprost, uczniowie zapoznają się z pewnego rodzaju alegorią, a u Musierowicz wszystko jest podane słowo w słowo
- treści do omówienia - u Mickiewicza jest o czym mówić, czego się uczyć. Czego nauczą się od Musierowicz? Tego "ciepła" płynącego z każdej jej książki? To chyba nie ten przedmiot...
- a teraz, już może nie wskazywanie wyższości, tylko jakieś przykłady/dowody na nią: z Wallenroda mamy postawę 'wallenrodyzm', jeżeli na podstawie bohatera powstaje nowy termin, to wystarczająco świadczy o wielkości danego dzieła. I, posługując się google, na jego podstawie powstały opery. Co powstało dzięki Musierowicz, co wniosła do szeroko pojętej kultury, jak się odznaczyła, jeśli nie liczyć tego, że na Roosevelta przychodzili ludzie, pytając o Borejków?
Podkreślę tylko, że ja nie mówię o tym, co się łatwiej/przyjemniej czyta, tylko o samej wartości dzieła, której nie określa rzesza sympatyków, a sama treść. Co w Musierowicz jest takiego ważnego, poza tym, że ktoś lubi jej książki?

To samo się tyczy tego, co napisałaś o Panu Tadeuszu. Przecież nie musi wzruszać, to indywidualna cecha człowieka - odczucia po przeczytaniu książki. Jej znaczenie dla gatunku, epoki itd. jest niezależne od lubienia, wzruszenia itd. Nie musi wzbudzać uczuć, ale właśnie - kunszt jest.

190

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
Eileen napisał/a:

Nie napisałam, że są uformowani, ale jednak wiedzą, co lubią, a czego nie. Ja np. uwielbiałam czytać i nawet najmniej przyjemne lektury nie były w stanie tego zmienić. Przecież nawet nastolatkowie nie są na tyle głupi, żeby nie zdawać sobie sprawy, że książki są różne i poza lekturami istnieją inne teksty.

Część ludzi nie jest tuzami intelektu i ma kłopoty z ogarnięciem obowiązkowego materiału. I nie sądzę żeby chciało im się sięgać po coś spoza kanonu. Wręcz sądzę ze 100% pewnością, że lektur nie przeczytają, bo wystarczą im bryki. Dlatego dalej twierdzę, że lepiej dac coś lekkiego a nie obrażającego intelektu, bo a nuż przeczytają, zachęcą się i zobaczą, że literatura to fun.
13 lat to jeszcze czas formowania.

Eileen napisał/a:

Sienkiewicza można nie lubić, jednak Nobla za przeciętność czy bezwartościowość nie dostał.

A Borges nie dostał żadnego. A Barack Obama dostał pokojowego więc argument jest uroczo śmieszny.
Wg mnie Sienkiewicz w swoich czasach był takim Sapkowskim/ Krajewskim a literatura lekka ma to do siebie, że się dezaktualizuje. Tylko ta tematyka wzniosła, serca krzepiąca, wspierająca idiotyczny mit Polaka Sarmaty. Powtarzam- nie widzę sensu katowania dzieci niestrawnymi wytworami polskiej kultury( bo taka nasza? większość Polaków pochodzi z warstwy chłopskiej i to co szlacheckie jest nam niemal równie obce jak kultura libańska) ?

Eileen napisał/a:

Wyższość Konrada Wallenroda nad książkami Musierowicz?

Tu będzie grupowo:
Giaura czyta się we fragmentach i wystarczy. Konrada też można, jako przykład polski. Ale w całości? Chyba tylko przyszłe polonistki to robią.
Idąc dalej- lektur z okresu romantyzmu jest tyle, że jedna w te czy wewte różnicy nie robi. Żeby poznać epokę, jej założenia, cechy ówczesnej twórczości - wystarcza fragmenty, twierdzę że ( zazwyczaj tylko teoretyczna) konieczność poznania dzieł' w całości- wręcz ten obraz zaciemnia. Żeby wytłumaczyć czym jest alegoria- nie trzeba zamęczać nikogo Konradem.

Eileen napisał/a:

Podkreślę tylko, że ja nie mówię o tym, co się łatwiej/przyjemniej czyta, tylko o samej wartości dzieła, której nie określa rzesza sympatyków, a sama treść. Co w Musierowicz jest takiego ważnego, poza tym, że ktoś lubi jej książki?

Oj- to chyba podważyłaś głowny argument ( przebrzmiałej) wielkości Sienkiewicza- łatwość, popularność.
A jakich wartości ( głębszych) można się doszukać u Musierowicz- nie będę plagiatować Tomasza Piątka, wygoogluj sobie( przyznaję się ze zrobiłam to właśnie w tym momencie, gdyż Jeżycjadę czytałam daawno temu i ostatnią pozycją była chyba Córka Robrojka).

A co do twjego argumentu, że jest to typowa powieść i można znaleźc wiele innych takich samych- podaj przykłady, bo nie zetknęłam się z takim fenomenem jak Musierowicz, ale jak mówiłam z literatury młodzieżowej- wyrosłam.

Profesor Bladaczko vel Eileen! Język polski to nie tylko i wyłącznie historia literatury! Nie wiem jakich masz znajomych ale my nie dyskutujemy ani o Konradzie Wallenrodzie ani o Panu Tadeuszu. O Mannie, Huxley'u, Sapkowskim, Shakespearze i kryminałach skandynawskich- tak.
Nasz rozmowa sadza mnie w ławce, obok Gałkiewicza:
Ale, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie czyta oprócz nas, którzy jesteśmy w wieku szkolnym, i to dlatego, że nas zmuszają siłą...
Ciszej na Boga! To dlatego, że niewielu jest ludzi kulturalnych i na wysokości...(..)Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca.

191

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Część ludzi nie jest tuzami intelektu i ma kłopoty z ogarnięciem obowiązkowego materiału. I nie sądzę żeby chciało im się sięgać po coś spoza kanonu. Wręcz sądzę ze 100% pewnością, że lektur nie przeczytają, bo wystarczą im bryki. Dlatego dalej twierdzę, że lepiej dac coś lekkiego a nie obrażającego intelektu, bo a nuż przeczytają, zachęcą się i zobaczą, że literatura to fun.
13 lat to jeszcze czas formowania.

To nie jest argument. Nie wszyscy kochają matematykę, ale i tak wymaga się od nich nieco więcej niż tabliczki mnożenia.

A Borges nie dostał żadnego. A Barack Obama dostał pokojowego więc argument jest uroczo śmieszny.
Wg mnie Sienkiewicz w swoich czasach był takim Sapkowskim/ Krajewskim a literatura lekka ma to do siebie, że się dezaktualizuje. Tylko ta tematyka wzniosła, serca krzepiąca, wspierająca idiotyczny mit Polaka Sarmaty. Powtarzam- nie widzę sensu katowania dzieci niestrawnymi wytworami polskiej kultury( bo taka nasza? większość Polaków pochodzi z warstwy chłopskiej i to co szlacheckie jest nam niemal równie obce jak kultura libańska) ?

Dla mnie jest śmieszne twierdzenie, że jeśli jakieś przyznanie nagród Nobla uważa się za bezpodstawne, to od razu wszystkie takie są. Niestrawne wytwory? To subiektywna opinia, akurat u mnie w rodzinie Sienkiewicza się czyta dla przyjemności, ja sama akurat "Potop" lubię najmniej z całej trylogii, ale np. "Quo Vadis" i "Bez dogmatu" już bardzo, ba! znam więcej osób, które będąc w wieku licealnym, "Ogniem i Mieczem" i "Quo Vadis" czytały chętnie i po kilka razy. Niemniej jednak cały czas powtarzam, że nie jestem za tymi lekturami, bo mi się podobają, tylko dlatego, że uważam, że są dużo bardziej wartościowe niż wspomniana Musierowicz - którą też lubię, podobnie jak Sapkowskiego i Tolkiena.

Giaura czyta się we fragmentach i wystarczy. Konrada też można, jako przykład polski. Ale w całości? Chyba tylko przyszłe polonistki to robią.
Idąc dalej- lektur z okresu romantyzmu jest tyle, że jedna w te czy wewte różnicy nie robi. Żeby poznać epokę, jej założenia, cechy ówczesnej twórczości - wystarcza fragmenty, twierdzę że ( zazwyczaj tylko teoretyczna) konieczność poznania dzieł' w całości- wręcz ten obraz zaciemnia. Żeby wytłumaczyć czym jest alegoria- nie trzeba zamęczać nikogo Konradem.

Akurat parę postów wcześniej wspomniałam, że usunięcie Konrada jest najmniej dotkliwe, bo tych lektur jest sporo. Z tym że najwięcej jest dramatów - lepiej byłoby usunąć któreś Dziady, Kordiana czy Nie-boską komedię, a nie poemat - bo tego się nie przerabia garściami i poznanie takiej formy na pewno jest korzystne. I uwierz, nie tylko przyszłe polonistki czytają lektury. Zresztą to jest też śmieszne - jeśli większość nie będzie chciała uczyć się historii, to im się pozwoli? Nie chcesz uczyć się biologii - luz, nie musisz, zostań na etapie 'to jest ręka, a to noga'? Przecież to nie uczniowie mają wybierać program w zależności od chęci.


Oj- to chyba podważyłaś głowny argument ( przebrzmiałej) wielkości Sienkiewicza- łatwość, popularność.

Nie uważam tego za główne argumenty za wielkością Sienkiewicza. Poza tym przebrzmiała wielkość? Chyba że tutaj mówisz o popularności, ale to dalej dość subiektywne, bo mogę się założyć, że o "Ogniem i Mieczem" słyszało i czytało je więcej osób niż np. "Nutrię i Nerwusa" czy "Frywolitki" (nie z Jeżycjady). Popularność nie stanowi o wielkości, a mam wrażenie, że cały czas chcesz udowodnić to, że jeśli coś jest popularne - znaczy lepsze, bo ludziom się fajnie czyta.

A co do twjego argumentu, że jest to typowa powieść i można znaleźc wiele innych takich samych- podaj przykłady, bo nie zetknęłam się z takim fenomenem jak Musierowicz, ale jak mówiłam z literatury młodzieżowej- wyrosłam.

Na czym polega fenomen Musierowicz? Że ktoś ją lubi czytać czy na ilości książek? Płodna, owszem, jest, ale i tak na polskim nie przerobi się wszystkich cz. Jeżycjady, a jeśli chodzi o jakąś jedną konkretną książkę, to choćby jej autorka napisała jeszcze setkę innych, nie zmieni to tej jednej w żaden sposób. Nie wiem, co widzisz fenomenalnego w Musierowicz, więc ciężko mi dobrać konkretny przykład, natomiast cóż... jest wiele książek o dzieciach/nastolatkach/rodzinach pisanych lekkim językiem i nie poruszających poważniejszych problemów - takich czytadeł. Bo jaką one mają niby wartość literacką?
Książki podobne hmm... jeżeli chodzi o lit. młodzieżową, szukałabym wśród autorów typu L. Legut, H. Ożogowska, M. Kruger, E.H. Porter, J. Wilson itp. Poza nimi chyba niewiele czytałam takich 'zwykłych' książek, wolałam fantasy albo typowo przygodowe, a to już się różni od Musierowicz, ale wygooglować można pewnie dużo więcej. Zastanawiałam się nad M. Cabot, ale ma jednak zupełnie inny styl.

Profesor Bladaczko vel Eileen! Język polski to nie tylko i wyłącznie historia literatury! Nie wiem jakich masz znajomych ale my nie dyskutujemy ani o Konradzie Wallenrodzie ani o Panu Tadeuszu. O Mannie, Huxley'u, Sapkowskim, Shakespearze i kryminałach skandynawskich- tak.

A czy ja gdzieś napisałam, że język polski to tylko historia literatury? Piszę o literaturze, bo tego dotyczy dyskusja, po co mam tu wtrącać np. gramatykę?
Co do rozmów wśród znajomych, znowu posłużę się argumentem innych przedmiotów - jeśli kogoś nie interesuje biologia/historia/geografia/matematyka/fizyka/chemia, to nie będzie o niej dyskutował, ale to nie znaczy, że trzeba zmienić program nauczania tych przedmiotów. Ponadto ze znajomymi dyskutuję na różne tematy, nie wszyscy uwielbiają takie czy inne dzieła, ale z częścią jestem w stanie porozmawiać o Mickiewiczu, Słowackim, Dostojewskim itd. i zdecydowanie uważam to za plus, że nie wszyscy ograniczają się do popularnych, lekkich książeczek.

Nasz rozmowa sadza mnie w ławce, obok Gałkiewicza:
Ale, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie czyta oprócz nas, którzy jesteśmy w wieku szkolnym, i to dlatego, że nas zmuszają siłą...
Ciszej na Boga! To dlatego, że niewielu jest ludzi kulturalnych i na wysokości...(..)Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca.

A gdzie ja napisałam, że musi zachwycać? Cały czas piszę, że "podoba/nie podoba" nie powinno być argumentem, bo każdy lubi coś innego. Mówię o wartości danej książki, która jest niezależna od tego, czy ktoś lubi ją czytać czy nie - po prostu jest albo jej nie ma i tyle.

192

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Obawiam się , że nie dojdziemy do porozumienia, Bladaczko droga.
Ja stoję na stanowisku, że lepiej przyciągnąć czymś co się spodoba, a jest na poziomie, niż zniechęcać bełkotem literatury martwej i nieaktualnej.

Poza tym zachwyca- to nie tyle co podoba a wg ciebie to chyba synonim. Na Gombrowicza, Mrożka czy Różewicza było mniej czasu w szkole?

I błagam, nie wrzucaj Dostojewskiego do tego samego wora co Mickiewicza czy Słowackiego. Nasi prowincjonalni wieszcze- to nie ta liga. I Manna poczytaj( oczywiście w ramach literatury lekkiej i przyjemniej, idealnej do puchowej podusi).

Fenomen wczesnej Musierowicz( bo jak wspominałam- nie jestem na bieżąco)-podawałam namiar, nie chce mi się przepisywać.

I tak możemy do ukichanej śmierci przerzucać sie argumentami, widocznie ja mam inną wizje szkoły niż ty - super że jest ktos kto widzi zasadność wkuwania układu nerwowego rozwielitki oraz czytania Trylogii. Ja uważam że jest to idiotyczne i przeładowanie programu daje odwrotny skutek od zamierzonego, a po roku i tak nikt nic nie pamięta, bo go to zwyczajnie nie interesuje. Zasada ZZZ.
Wyjątek z wywiadu z prof. Bobińskim
- Żyjemy w czasach, w których szkolny przymus czytania jest coraz bardziej iluzoryczny. Pojawia się coraz więcej możliwości ku temu, by ów przymus omijać. A im więcej lektur będziemy uczniom narzucać, tym bardziej będą skłonni, by szukać różnych ułatwień.
- Warto więc stawiać na jakość, a nie na ilość?
- W pewnym sensie tak: chodzi o to, by nauczyciel omawiał mniejszą liczbę lektur, ale robił to lepiej, dokładniej, ciekawiej, atrakcyjniej, np. wprowadzając fragmenty filmowe czy prowadząc z uczniami dyskusje. Lepiej omawiać mniej, ale rzetelnie, niż tylko udawać, że czyta się dużo.

I jeszcze wygoogluj dlaczego młodzi nie czytają i link na polska newsweek.

193

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!
harmagedon napisał/a:

Ja stoję na stanowisku, że lepiej przyciągnąć czymś co się spodoba, a jest na poziomie, niż zniechęcać bełkotem literatury martwej i nieaktualnej.

Ja zgłaszam do listy lektur "Pamiętniki Fanny Hill". Pamiętam jak pani w szkolnej czytelni (podstawówka późna) nie mogła się nadziwić co my tak na przerwach zamiast biegać, to w czytelni siedzimy. Tymczasem "Sztandar Młodych" pod czujnym przewodnictwem redaktora naczelnego Aleksandra Kwaśniewskiego we wtorki bodajże publikował fragmenty różnych ciekaaawych książek, w tym rzeczone pamiętniki. Oj bardzo, bardzo nam czytelnictwo wtedy wzrosło... i nie tylko.

194 Ostatnio edytowany przez Eileen (2013-10-08 11:02:05)

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Harmagedon droga, nie musisz ironizować i nazywać mnie Bladaczką - no chyba że chcesz pokazać, że brakuje Ci merytorycznych argumentów.

Nieistotne, czy podoba, czy zachwyca - to są odczucia, a żadna z książek nie wywoła identycznej reakcji wśród wszystkich czytelników.

I okej, można uwspółcześnić lektury, ale na litość boską, jest tylu wybitnych współczesnych pisarzy, którzy tworzą/tworzyli wartościowe dzieła, a nie czytadła... Dlaczego Musierowicz? Możesz wyjaśnić, czego nauczą się dzieci na podstawie Jeżycjady? Bo to są czytadła zgodnie z definicją.

195

Odp: Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Nie muszę , ale mogę ironizować- bo lubię:) Jeśli poczułaś sie urażona- pardon, przestaję.

Nie wiem dlaczego Musierowicz- chyba w pierwszym poście pisałam, że dobór zamienników jest inną kwestią. Dosyć niefortunnie rozwiązaną. W przypadku gimnazjum wydaje się, że ze zbyt wymagających utworów, postawiono na zbyt infantylne. Choć może do końca nie mam wyczucia wieku, bo ja się edukowałam systemem 3 etapowym( bez gimnazjum). Zresztą moje odczucia mogłyby byc niemiarodajne, bo mniej więcej w 5 klasie czytałam Salingera, Fitzgeralda czy Shawa.

Chyba nikt nigdy nie będzie w pełni zadowolony z kanonu- bo dlaczego ta książka, tego autora, a nie inna?
Dlaczego Tolkien a nie np Ursula K. Le Guin?
Dlaczego Sapkowski a nie np. Gaiman?
.. i można tak kwestionować każdy wybór
( notabene niezwykle dużo jej fantastyki...)
I o ile trend zmian jest dobry, to ostateczny rezultat- mniej.`

Posty [ 131 do 195 z 197 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Jasiu, wiesz kto to Jacek Soplica? - Co mnie pani ziomkami straszy?!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026