a mnie zastanawia dlaczego z nim o tym nie porozmawiasz. Skoro jest dobrze od dwóch lat. Może powinniście o tym pogadać. Powiedz mu ,że się go boisz.
Podobne tematy
Hej ![]()
Annika naprawdę szczerze się cieszę, że zaczyna się w końcu między wami układać, że ty jesteś na tyle silną kobietą....
A u mnie... hmmm... sama nie wiem ale postanowiłam, że już nie będzie tak jak do tej pory i w każdym bądź razie wprowadzę te zmiany swoje życie. Mam zamiar walczyć o własne małżeństwo, bo czuję że warto, a nie można się tak łatwo poddać, tym bardziej że są nadal uczucia, bynajmniej z mojej strony. Już nie będę się skupiać, tylko i wyłącznie na mężu bo w tym wszystkim pogubiłam samą siebie, a jak można żyć bez własnej osobowości?
Mąż wraca za tydzień, a mi nie towarzyszą już te same uczucia co zawsze, jest niepewność, bo nie wiem co będzie, ale nie boję się go ja kiedyś. Psycholog powiedziała mi, że jeżeli chcę walczyć o swoje małżeństwo, o męża, to najpierw mam zawalczyć sama o siebie, muszę odnaleźć szacunek dla siebie samej. Teraz jak sobie przypomnę niektóre zachowania, to śmiać mi się chcę z siebie samej, że jak ja mogłam być tak głupio- naiwna... ale co nas nie zabiję to nas wzmocnij ![]()
Wierzę w siebie i mam nadzieję, że wytrwam, że się nie złamię...
Thula ja próbowałam z nim nie raz rozmawiać, że dzieję się źle, że tak nie powinno być, ale on nie widzi w tym wszystkim problemu, sądzi, że to są moje wymysły. Od dwóch lat jest dobrze, bo go praktycznie w domu nie ma a odległość i nieustanna rozłąka dobrze nie wpływa na nasze relację
jeszcze nie raz potkniesz sie w całym swoim życiu, ale zobaczysz że dzieki terapii szybcviej sie podniesiesz.... a psycholog ma rację... zacznij zajmować się soba a nie mężem... to bardzo trudne ale mozliwe... mimo że chdze na terapie kilka miesiecy, tez mam czasem problemy i kontroluje męża, choc wiem że nie powinmnam tego robić... ale szybko dochodze do siebie, przypominam sobie,że tu i teraz to ja jestm ważna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
i tego se trzymam.... teraz dogadzam sobie nie mężowi... postanowiłam też ,mimo sprzeciwu męża póść na studia... to aż za rok ale ide o koniec... jemu się to nie podoba ale powiedziałam mu o tym , jego reakcja nie była najlepsz, napewno teraz nie będzie mnie w tym wspierał.... może za jakiś czas a możę nigdy... ale tego własnie pragnęłam, a nie szłam przez te lata bo on nie chciał, bał się czy co... zazdrśc jest okropna!!!!!!
spotykaj sie z psychologiem bo warto...
pozdrawiam sedecznie...
--------------
annika
Witam Was drogie kobiety,czytałam z zpałem Wasze posty i posmutniałam kiedy zobaczylam ze to koniec i zadna z Was nie pisze.....jestem tu nowa ale dajcie znac co u Was,bo sie martwie,,,,,
Witaj , kurcze zdenerwowałam się czytając twojego posta.................powiem ci krótko....
Zrobisz co ci serce podpowie ale ja nie byłabym z takim facetem którego miałabym się bać . Kurcze to okropnosc trwac w czyms takim.
Mój facet też nie raz podnosił na mnie rękę, trwałam w tym związku 15 lat i byłam tez młodsza i miałam nadzieje jak ta idiotka ze sie zmieni itp.
Owszem zmienił sie , było jeszce gorzej szok ...Sama jestem na siebie zła ze trzymałam moje małżeństwo 15 lat.Jestes w takim wieku ze jeszcze ci sie woda w uszy nie nalała. Szkoda czasu. Zrobisz cio zechcesz ale pamietaj facet który podnosi na kobiete reke to nie facet to bydle....
Zyczę ci wytrwaości bo długa droga cie czeka zanim rozejdziesz sie ze swoim męzem. A masz dwie drogi Pierwsza to odmienić zycie na nowo i być szczęsliwą , Druga -trwac w związku i być bita przez lata.
I jeszcze jedno drogie kobietki.......powiedźcie dlaczego to My mamy chodzić do teraputów do psychologów, psychitrów do róznych poradni, skoro to naszym facetom jest potrezbna pomoc jeśli chodzi o przemoc w rodzinie ???? Niech oni sami sobie radza ze swoimi problememi i niech się od nas od......bombaja . My i tak jeśmy silne...................Pozdrawiam
Jeśli wzieliście razem ślub, to tylko dlatego, że się kochacie, a jeśli się kochacie, to żadne z was nie powinno sobie rodzić przykrości, a co dopiero znęcać się psychicznie lub fizycznie nad drugą połową!! Szczerze mówiąc, to powinnaś się poważnie zastanowić nad swoim małżeństwem! Jeśli mąż traktuje Cię w taki sposób, to to małżeństwo nie ma dłużej sensu; mężczyzna, a co dopiero mąż, powinien traktować swoją kobietę, żonę z szacunkiem!! Wiem co mówię, w dzieciństwie przeżywałam podobny koszmar - pomyśl o swoim dziecku, co ono może czuć, gdy zauważy sytuację, a jak ono może się później zachowywać w stosunku do swojego partnera, skoro wyniesie taki przykład ojca z domu??
ja jestem po 5 latach małżenstw od roku jestem w separacji ,tak trudno było mi odejsc mi pomogła w tym modlitw codzienna w Bogu miałam nadzieje.zaczeło sie od wyzwisk popychanek a potem już konkretne bicie za nic za to że miałam inne zdanie niż on.Chciałam tylko domek dziecko to o czym marzy każda kobieta.Byłam za dobra dla niego pozwalałam mu na wszystko a potem na bicie obwiniałam siebie myslałam ze to ja robie cos nie tak ,bardzo go kochalam.raz mnie tak pobił ze miałam krwiaka na uchu na policzkach siniaki a głowa tak mnie bolała tam uderzał najcześciej z pięsci pamietam jak krzyczałam tylko nie w głowe tak bardzo mnie bolała prosiłam aby bił mnie w inne miejsce bo nie mogłam wytrzymac bolu głowy.kiedy mnie bił myslałam ze to jakis diabeł w niego wstapił zaczełam sie modlić a on wtedy zaczął krzyczec ze mam przestać bo mnie zabije.kiedy skonczył a to była noc położył sie spac ubrała sie chciałam uciec przez okno bo drzwi zamknał,nie uciekłam bo bałam sie ze dorwie mnie gdzies w polu i zabije.rankiem kiedy mnie zobaczył zapytał mi sie ja ci to zrobiłem?zaczoł płakac mówic ze mnie kocha a ja wybaczyłam.po 2 tygodniach znowu sie powturzyło powód chciałam isc z nim na spacer a on był zmeczony po meczu twierdził ze specjalnie wymysliłam spacer.zaczoł mnie popychac ciągnąc za nogi,milczałam.Po tygodniu wyprowadziłam sie do mamy.Mineło rok czasu spotykamy sie rozmawiamy ale on nadal ma dni kiedy mnie poniza wyzywa od kretynek a nie bije może dlatego bo nie jestesmy juz sami w pustym budynku.Dzieci nie mamy ,pomyslałam sobie kiedy odchodziłam Bóg dał mi szanse a co by było gdyby na swiat przyszło dziecko.Wiem to chore ale go Kocham bo nadal sie z nim widuje i nie potrafie sie uwolnić pomózcie prosze nie wiem dlaczego tak jest ze nie potrafie na nowo ułożyć sobie życia gdzie nie bedzie już jego.Mówi że mnie kocha ale tego nie okazuje,dodam ze nie pracował i nadal nie pracuje zawsze ja go utrzymywałam,za co ja kocham ?