Witam wszystkich bardzo serdecznie ![]()
6 lat temu poznałam swojego męża (od 5 lat jesteśmy małżeństwem) i od 5 rodzicami. Kocham swojego męża ale czasami boję się go...nie jest on pijakiem ale jest strasznie nerwowy... wszystko co stanie się nie tak po jego myśli obwinia mnie. Były przypadki że podniósł na mnie rękę, pierwszy raz jak byłam w ciąży, niby nie uderzył, ale popchnął na łóżko ( jaka ja byłam głupia bo już wtedy powinnam zareagować). Później dostawałam w twarz, tak bo go wkurzam, a prawda była taka, że był zły za swoje błędy, niepowodzenia...często uciekałam z dzieckiem przed nim z domu. Któregoś razu pobił mnie, że w pewnym momencie było mi już wszystko jedno...Choć takie sytuacje nie mają ciągle miejsca, to zdarzają się raz do dwóch w ciągu roku, choć wiem, że nie powinno ich być w ogóle. A najbardziej boję się o nasze dziecko, bo kiedy stara się wszcząć awanturę to ja puszczam jego słowa mimo uszu, to on potrafi krzyczeć na synka, zakazać oglądania bajki a nawet go raz uderzył wtedy nie wytrzymałam, on zdaję sobie sprawę, ze nie pozwolę zrobić swemu dziecku krzywdy, no i rozpętało się piekło... wezwałam wtedy jego rodziców i kazałam mu się wynosić. Po rozmowie z nim doszliśmy do wniosku, ze tak nie powinno być, ze nie takiego życia chcemy dla siebie i dziecka... mieliśmy iść razem do poradni małżeńskiej ale niestety mąż musiał wyjechać i do dzisiejszego dnia tam nie dotarliśmy. Od dwóch lat jest już spokój, a ja ciągle się go boję czasami widzę w jego oczach tą jego dzikość... Zaznaczam, że w ciągu trwania naszego małżeństwa mąż mieszkał z nami może prze 2 lata wiecznie go nie ma niż jest (pracuje za granicą). Staram sie go spierać, zrozumieć ale on nie potrafi odwzajemnić się tym samym. On nie musi sie martwić o nic bo wszystkie obowiązki domowe jak i rodziców są tylko na mojej głowie... wiem, ze mnie kocha i ja również, ale jestem szczęśliwsza jak go nie ma przy nas, wiem to jest chore jak można być mężatką a byc szczęśliwsza z dala od męża... Tak bardzo się boję, ze historia znowu się może powtórzyć...
Mam nadzieję, że ktoś może z was był w podobnej sytuacji, bo naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć, a z drugiej poniżenie, wstyd przed rodziną jakoś mnie blokuję
Podobne tematy
ja bym radzila powaznie zastanowic sie nad tym malzenstwem. Ja bym czlowieka ktory mnie bije nie potrafila kochac, balabym sie go. Chcialabym sie znalesc jak najdalej od niego. Czy z twojej strony to aby napewno milosc? Moze boisz sie zostac sama z dzieckiem? Zastanow sie jaki moze okazac sie w przyszlosci. Sama napisalas ze jestes szczesliwa gdy go nie ma przy tobie. Czy on daje ci szczescie? Chyba nie. Nie wstydz sie powiedziec o tym rodzinie bo to on powinien sie tego wstydzic a nie ty!
Ja takiego problemu nie mam, więc nie mogę sie wczuć w to co czujesz, ale uważam że głupote robisz ciągnąc dalej swoje malżeństwo.
Często się zdaża że kobieta nie chce odejśc od męża 'tyrana'. To się jakoś psychologicznie nazywało nawet. 'współuzależnienie' czy coś w tyn stylu. Również kobiety się boją samotności lub 'przyzwyczaiły' się do tego jak jest, i co wydaje się absurdalne ale dla nich to jest otocznie w których czują się bezpiecznie. Partner także może partnerkę niezle zmanipulowac , że bidulka obwina siebie za wszystko i potrafi jego najgorszy czyn wytłumaczyć, wyjaśnic.
Tylko nie chce słyszeć że chcesz zostać z nim dla dobra dziecka, bo czy zawsze jest to dobre dla dziecka?
Nikt za Ciebie nie zdecyduje, musisz sama podjąć decyzje i robic jak uważac ale zastanów się czy tak chcesz życ?
aga2448 masz rację obawiam się, jak by to było gdybym została sama z dzieckiem, niby nie ma go przy nas ale jednak zarabia na nas. Ja nie pracuję. Ale mimo tego co było pomiędzy nami są też chwilę kiedy jest wszystko w porządku, tylko to że przy tym towarzyszy mi lęk przed nim samym, bo nigdy nie wiadomo kiedy może wybuchnąć. A co do mojej rodziny on jest uważany za ideał, który w imię miłości, małżeństwa wypruwa sobie życie dla nas i wątpię, żeby mi oni uwierzyli, bo w ich oczach to ja jestem tą złą
Jak już pisałam od dwóch lat jest dobrze, czy mam to teraz wszytko przekreślić.... chociaż wiem, ze nikt mi nie zagwarantuję, że kiedyś sie to nie powtórzy....
witaj
ja byłam w bardzo podobnej sytuacji
mój maż tez znęcał sie nademna -może na poczatku bardziej psychicznie niz fizycznie choc jak zaczał wiecej pić podnosił łapki .
Ja zawsze uważałam sie za kobietę silną ale tkwiłam w tej chorej sytuacji przez kilka lat .
Zal mi było domu ,dzieci małzenstwa ,tych lat razem..
Też sie poprawiło jak on był połtora roku za granica .widzielismy sie moze wtedy zaledwie 3 razy .
Ale wrócił ....troche sielanki i dopiero sie zaczeło piekło .
Były momenty ze jak na mnie krzyczał i wyzywał mnie widziałam w jego oczach -moze to zabrzmi smiesznie -straszne zło-jakby jakis demon w nim był ...o matko jak sie bałam wtedy .
Szantazował mnie ze mi nie pozwoli odejsc ,w koncu przestał pracowac ,pił coraz więcej ,dom był na moim utrzymaniu ,awantury coraz gorsze ,zaczęłam wzywac policje ,założyli mu niebieska karte .Kilka razy próbowałam odejsc ale nie dałam rady ale wreszcie pekłam ,nie wytrzymałam .
Juz mi nie zalezało na domu swoim ogrodzie ,na niczym materialnym -chciałam tylko spokoju,spokojnie przespanej nocy .
Co Ci jeszcze powiem ...dzieci .
Najwazniejsza sprawa w tym wszystkim -one to słyszały były swiadkami czesci tych awantur -nie mozna pozwolic aby wychowywały sie w takim domu gdzie jest przemoc .
I teraz tak nie bede Ci radziła odejdz -zostaw go -bo o tym powiennas zdecydowac Ty sama -tylko prawda jest taka ze tacy ludzie praktycznie nie sa w stanie sie zmienic a on kiedys wróci .
Ja na Twoim miejscu zaczełabym troche odkładac pieniedzy ,w miedzyczasie poszukac pracy .
Uniezaleznic sie finansowo i powoli psychicznie ( ja chodziłam na taka terapie dla współuzaleznionych zon-psycholog mnie skierował bo moj ukochany maz wpedził mnie w nerwicę)
Zobaczysz co bedzie dalej ...jezeli kiedykolwiek znów sie to powtorzy to jego zachowanie agresywne to Tylko jedne bedzie wysjcie -ale to Twoja decyzja .
Mam nadzieje jednak ze bedzie dobrze i czarne scenariusze sie nie sprawdzą.
pozdrawiam
Niezależna, rozumiem twoją kwestię z tymi oczami... u mnie było tak samo... tylko, że mam dylemat, pomimo tego, ze kiedyś był dla nas tyranem, teraz jest wszystko w porządku, choć kiedy się kłócimy próbuje wszystko załagodzić, nie powiem jestem kobietą która ma charakterek, że również sobie nie pozwolę, na wyzwiska czy upokorzenie, gorzej było z rękoczynami... pamiętam jak kiedyś mu zagroziłam, ze jeżeli jeszcze raz podniesie na mnie rękę to odejdę, podniósł a ja zostałam.
On chce teraz mieć drugie dziecko, ja również tego pragnę ale bardzo się boję, nikt mi nie da gwarancji, ze tamte sytuacje sprzed dwóch lat się nie powtórzą... i co ja wtedy bym poczęła, z jednym dzieckiem jest troszkę łatwiej...
8 2009-07-05 20:30:16 Ostatnio edytowany przez .niezależna (2009-07-05 20:39:29)
ja tam bym mu dała druga szanse ale byłabym ostrozna ,mój maz dopuki był za granicą było dobrze ,jak wrócił było wspaniale az do ok poł roku a potem coraz gorzej z kazdym dniem...
ale to był mo j przypadek u Ciebie ni musi tak byc ale ja bym jeszcze poczekała z tym dzieckiem ...dobrze Ci zycze upewnij sie po prostu zebys póżniej nie załowała
Z doswiadczenia i z tej swojej terapi wiem ze tacy faceci agresywni lubia wyzywac sie nad słabszymi od siebie ,lubia kontrolowac i jak kogos podporzadkuja to czuja sie bardziej dowartosciowani ze maja władze ....
Kobieta z małym dzieckiem jest słabsza zdana na łaske jego wiesz o co mi chodzi ...z dwójka dzieci trudniej odejsc niz z jednym
9 2009-07-05 20:39:47 Ostatnio edytowany przez salomea (2009-07-05 20:40:23)
ja tam bym mu dała druga szanse ale byłabym ostrozna ,mój maz dopuki był za granicą było dobrze ,jak wrócił było wspaniale az do ok poł roku a potem coraz gorzej z kazdym dniem...
ale to był mo j przypadek u Ciebie ni musi tak byc ale ja bym jeszcze poczekała z tym dzieckiem ...dobrze Ci zycze upewnij sie po prostu zebys póżniej nie załowała
Co będzie jak będzie w domu codziennie????Przecież kiedyś wróci a jeśli raz podniósł rękę będzie to robił.......To jest pewne. Wiem co mówię.
10 2009-07-05 20:41:35 Ostatnio edytowany przez salomea (2009-07-05 20:45:09)
Niezależna: czy ty jesteś ze swoim mężem????
Ja też jestem w podobnej sytuacji.......tyko mój mąż nie pił!!! Teraz jest w areszcie ...właśnie za znęcanie......Było mi strasznie ciężko pogodzić się z tym co zrobiłam, czułam się winna mimo że byłam ofiarą.
Teraz wiem co to znaczy spokojne życie bez strachu....
Witaj Ideen.Wróć troszke do męża przeszłości,jakie miał relacje z rodzicami,rodzeństwem.Czy tez wśród jego znajomych z czasów kawalerstwa,jak był postrzegany,jak sie zachowywał.
Przenosimy zachowania,lub odreagowujemy je. I to jest wazne byś poszperała w jego przeszłości.Moze uda sie znaleźć przyczyne,bo teraz na Tobie ,,coś,,wyładowuje.Miłość,dziecii znecanie sie nie idą w parze.
Pozdrawiam serdecznie.
EMI mój mąz nigdy nie bywał agresywny, bynajmniej ja o tym nic nie wiem. A u niego w domu, jest problem z alkoholem ( jego tata pije) ale tam rządziła jego mama ( niestety zmarła
). Raczej on jest spostrzegany jako idealny mąż, mężczyzna. Jak jest w domu to mi pomaga, jeżeli go o coś poproszę to raczej nigdy mnie nie zawiódł. Gdyby nie te jego incydenty, które miały miejsce sama bym o nim powiedziała, ze jest idealnym mężem. Jedyny problem z nim taki, że nie potrafi sam pozałatwiać różnych spraw, a to co go zdenerwuję obarcza zazwyczaj mnie. Zresztą wiecznie powtarza mi jaka ja jestem niedobra, wredna, że nic nie potrafię, że czasami żałuję, że jestem jego żoną, że się przy mnie dusi i ze to moja wina, ze to ja go prowokuję.
Widocznie bycie dobrą, zadbaną żoną, która stawia ma piedestale dom i rodzinę nie jest chyba jak dla niego dobrym wzorcem idealnej żony... Chociaż jak go nie ma i dzwoni to pyta się czy jestem wierna, czy czasami nie mam kogoś innego. Zdaję sobie sprawę, że podobam się mężczyzną i on na szczęście również ale mnie inni nie interesują.
13 2009-07-05 23:04:59 Ostatnio edytowany przez .niezależna (2009-07-05 23:12:41)
salomea ....ja odeszłam od niego wróciłam do rodziny swojej ...stchorzyłam w kwesti załozenia mu sprawy o znecanie sie nigdy mnie na tyle nie pobił zeby robic obdukcje ....ja bym nie pozwoliła siebie tak mocno fizycznie skrzywdzic ..kiedys sie obroniłam =oddałam mu -i wtedy odeszłam jak zobaczyłam ze w koncu mozemy sie ktoregoś dnia pozabijac -i nie zawsze było tak ze były awantury po pijaku ,na trzezwo tez był wredny i czesto mimo ze mi pomagał jak go prosiłam w domu o cos to dogryzał mi na kazdym kroku i ta patologiczna zazdrosć o kazdego dosłownie kazdego faceta jakiego minełam na swojej drodze -tu pisze do Ciebie Ideen ten moj wewnetrzny horror trwał i powiem tak mało kto w iedział o tym ...jaki on jest naprawde . Zwłaszcza jego rodzina miała o nim takie zdanie ze to on tak ciezko pracuje a ja to co tam moja praca to zabawa ....
salomea -i tylko na koniec taka kwestia -Ty nie jestes niczemu winna -bardzo dobrze zrobiłas kazdy człowiek ma prawo do spokojnego bezpiecznego życia pamietaj o tym ,ja tez pamietam te noce kiedy czuwałam nie wiedzac co moze zrobic ,teraz tez juz wiem co znaczy spokojnie isc do łozka i spac bez strachu ,tylko nie wiem co bedzie dalej ,jak sie ułoza sprawy z rozwodem ....czy da mi wreszcie spokój i zniknie na zawsze juz....
Ideen.Czy jego pijący Tato nie traktował żle syna?Podam Ci przykład -mój mąż ma też tatusia pijącego,który traktuje mojego mężą jak,,nikogo,,wiele razy słyszałam obelżywe słowa pod adresem mojego mężą, ajego syna.Kiedyś stanęłam w obronie mężą,jego matki bo tatus wypity zaczął przestawiać cała rodzine łącznie ze mna,nie dałam mu się.Na to mój mąż że mogłam sie nie odzywać,poprostu bronił tatusia,żałosne to było.Kiedy dzwoni jego tatus ,mąż stoi na baczność dosłownie,i tylko mu potakuje.Wniosek z tego,że mój mąż był ofiarą przemocy psychicznej,nadal boi sie tatusia,ale wyżywa się na mnie nie jednokrotnie wrzeszczy,to jest wg mnie odreagowanie na swoje przezycia.Ja jestem teraz ofiara.Tez mam chwilami dość jestem zmęczona nieudolnością ,nieradnością życiowa mojego męża,za którego załatwiam wszzystkie sprawy,podobnie jak Ty.Ale jednoczesnie tak mnie przywiązał do domu,ze niewiadomo kiedy straciłam wszystkich znajomych,mam kontakt,ale jakos mi czasu brakuje by wyjsc do kolezanki,tak mam zamotane zycie,ze nic nie moge zaplanowac.Maz tak jakby mnie pilnowal,czuwa nad kazdym moim krokiem,slucha bardzo dokładnie moje rozmowy ze znajomymi,a potem zniweczy moje plany.I siedze jak wiezień posłusznie czekajac na meza.To jest chore.
No coz bedziemy szukac wyjscia bo zyc tak,nie jest łatwo.
Pozdrawiam serdecznie.
Jak już pisałam od dwóch lat jest dobrze, czy mam to teraz wszytko przekreślić.... chociaż wiem, ze nikt mi nie zagwarantuję, że kiedyś sie to nie powtórzy....
Faktycznie , nikt ci nie zagwarantuje. Jeśli jednak na dziś jest wszystko ok, to może nie ma sensu zamartwiać się na zapas.
EMI wiem tylko, że mój mąż nie miał łatwego dzieciństwa, jego ojciec wiecznie się go o coś czepiał, zawszę znalazł pretekst do kłótni z nim, tylko, ze on nie jest mu podporządkowany, kiedy dzwoni jak ma ochotę to z nim porozmawia, jak nie ma to nie. Sama nie potrafię tego racjonalnie pojąć, na pozór idealny mąż, a czasami istne zło... Piszesz, że twój mąż przywiązał cię do domu, że straciłaś wszystkich znajomych, analizując moje zycie i jego podejście do niektórych spraw u mnie jest podobnie, za każdym razem kiedy chciałam się wybrać z wizytą do znajomych on nie był z tego powodu zadowolony, kiedy chciałam gdzieś jechać samochodem on wmawiał mi, ze nie mam na tyle doświadczenia, żebym mogła sama gdzieś daleko jeździć (a prawo jazdy mam ponad 6 lat). Kiedyś była taka sytuacja, że zabrał mi kluczyki od samochodu i powiedział, że auto jest jego i że nie mam nic do gadania. Za wszelką cenę chcę mi podciąć skrzydła... i chyba mu sie to udało, bo kiedy teraz tak sobię siedzę, analizując gdzie bym mogła dzisiaj jechać, to w sumie nie mam do kogo. Niezeleżna bardzo dobzre cię rozumiem ale jak ja kiedyś mu oddałam to tak mi dał w twarz, że aż upadłam, on jest dużo silniejszy ode mnie...
Wczoraj rozmawialiśmy przed skypa, zrobiłam sobie staranny makijaż, ładnie się ubrałam (oczywiście to wszystko dla niego) rozmowa była miła do czasu, ze coś mu strzeliło do głowy, zaczął mi ubliżać, znowu zobaczyłam to jego spojrzenie... po chwili, zaczął się rozłączać, jak zadzwoniłam odrzucał, więc stwierdziłam, że nie ma sensu, żeby do niego dzwonić. Zadzwonił po dłuższej chwili, widać, że się aż w nim gotowało, powiedziałam mu spokojnie, że jeżeli nie ma ochoty ze mną rozmawiać to wystarczy o tym powiedzieć a nie zachowywać się w taki sposób, przeprosił choć wiem, że to były tylko słowa na odczepnego, bo nie poczułam żeby do mnie mówił szczerzę. Wiem, że on obawia się, że mogłabym podczas jego nie obecności poszukać sobie kogoś innego dlatego kiedy on mieszka tam jest troskliwy, potrafi czule się do mnie zwracać...
Jak ja mam zrozumieć jego zmienne nastroję, zależy mi na nim, chciałaby być z nim ale jak ja mam mu w tym wszystkim pomóc... a może faktycznie problem tkwi we mnie sama już nie wiem
beatkam63 ale ja na co dzień ze swoim mężem nie obcuję i nie wiem jak to by mogło być kiedy byśmy żyli jak normalna rodzina i dlatego boję się, nie tyle co o siebie jak o nasze dziecko
Ideen.Po własnym życiu sądzę,że mój mąż ma problemy natury psychicznej,nie choroba,ale złe ukształtownie przez rodziców.I podobnie może byc w Twojej sytuacji,są to zaburzenia emocjonalne-osobowości,taki defekt.Jak sie z tym uporać trudna spraw,ale jedyne wyjście to poradnia małżeńska.Juz nie raz umawiałam sie z psychologiem,mężowi mówiłam ,że Ja się żle czuje w Naszym związku i chciałabym by towarzyszył mi na rozmowie,iewentualnie może cos zaradzimy jak pozna moje problemy.Nie był przeciwny ale do wizytu nie doszło.Nadal mam to na uwadze,ale oczywiście mężowi nie powiem ze i on zostanie przebadany bo pewnie by sie nie zgodził.My same niewiele mozemy zrobić-pomoc sobie i związkowi gdy nie wiemy w czym tkwi błąd.Juz różne metody przetestowałam,np.wychodziłam na spacer pare chwil przed przyjściem męza,słyszałam niejednokrotnie,że w małżeństwie trzeba troszke wnieść ,,zazdrośći,, beda o nas bardziej zabiegac,jakoś oni tek dziwnie funkcjonuja.Troszke widzialam ze pare dni obserwowal mnie,byl milszy,ale na krotko.
To nasze poddanstwo tez nie jest najlepsze,uwazaja ze niemamy zadnych wartosci bo siedzimy w domu,pucujemy,dogadzamy,i pewnie nic poza tym nie umiemy.Niewazne ze zalatwiamy wszystkie sprawy.
Wiesz po wczorajszym wrzasku meza,mam ochote pojechac do znajomych i posiedziec,oczywiscie wszystko w domu bedzie przygotowane jak zwykle,a moze i lepiej ,przygotuje mu cos smacznego.Wreszcie trzeba miec i wlasne zycie i odzyskac znajomych.
To moja koncepcja.
Pozdrawiam
Ja dalabym mu szanse ale tez postawilabym warunek jak jeszcze raz okaze oagresje to sie wyprowadza a ponadto sprobuj sie usamodzielnic ty bedziesz sie czula pewniej ze jak cos pojdzie nie tak to sama dasz sobie rade a i jemu moze to skrzydelka troche podetnie. Jak zobaczy ze swietnie sobie bez niego radzisz i nie musisz z nim byc ze wzgledow finansowych, czy jakichkolwiek innych moze zacznie sie kontrolowac. Wydaje mi sie ze on sie czuje zbyt pewnie wie ze jak przyjezdza do domu po dlugiej rozlace to wszyscy na niego czekaja ze zarabia na dom i rodzine i czuej sie panem sytuacji, jak zobaczy ze nie musisz z nim byc a jedynie mozesz chciec to moze zmieni swoje postepowanie.Chociaz nie wiem co siedzi w jego glowie. Napewno nie mozesz tego tolerowac.
20 2009-07-06 20:11:50 Ostatnio edytowany przez .niezależna (2009-07-06 20:21:05)
o własnie Patia Ty napisałas to co mi chodziło po głowie i co wczesniej juz napomknełam -dziewczyny powinny radzic sobie same bez nich -ja odeszłam jak sie uniezalezniłam własnie - czyli zaczełam byc samowystarczalna -wiec nie miał az takiej kontroli jakby chciał ,pomalutku sie odcinałam czekając czy zmieni sie cos na lepsze czy nie -nie zmieniło sie ale nie zostałam z przysłowiowa reka w nocniku .
Ja mysle ze jak on zobaczył jak sie pomału wymykam z jego wiezienia to zaczał jeszcze bardziej mne gnebic aby agresja zmusic mnie do posłuszeństwa .
I tez miał dzieciństwo nie takie jak powienien -raczej bardzo patologiczne i długo z tego powodu traktowałam go bardziej wyrozumiale ale takie rzeczy to załatwia sie terapia u psychologa albo nawet u psychiatry ale pod warunkiem ze ON-FACET zechce sie dobrowolnie leczyc
Ideen a Ty sama widzisz ze on nadal nie panuje nad soba-jak myslisz czy gdyby nie był to skype a on był obok to nie podniósł by reki na Ciebie ?
Szanse owszem mu daj poobserwuj ale z drugim dzieckiem zaczekaj a jak kiedykolwiek jeszcze pomyslisz ze to Twoja wina ....własnie na tym polega znecanie sie takich typków- ze próbuja wzbudzic poczucie winy w nas ze to my jestesmy te złe i prowokujemy ....załosne ...oni sami maja tak niskie poczucie własnej wartości ze w ten sposob chca podniesc ta swoja wartosc mieszajac ta druga osobe z błotem ,ponizajac ,bijac ,wyzywajac
Pamietaj stare przysłowie "Jak ktos chce psa uderzyc to i kija znajdzie "
Analizuję własne życie, kurcze faktycznie coś trzeba z tym zrobić... niezależna, ja kiedyś pracowałam, ale on na tyle mnie kontrolował, że przychodził do mnie do pracy codziennie zdarzało się nawet kilka razy w ciągu dnia, niby to, że dziecko za mną tęskni, a on wtedy nie pracował, odrobiłam staż i przestałam pracować, bo faktycznie synkowi bardzo mnie brakowało, z drugiej strony zastanawiałam się żeby iść do pracy, tylko, ze ja nie mam z kim dziecka zostawić, ale od września pójdzie do pięciolatków, to wtedy mam nadzieję, że się lepiej zorganizuję, wiecznie nie mam zamiaru być czyjąś utrzymanką, chociaż pod względem pieniędzy, mąż mi wszystko oddaję nie wylicza mnie z niczego. Jejkuś gdyby nie te jego akty, wobec mnie ... co temu facetowi siedzi w głowie, że tak jest wszystko dobrze a zaraz... aż strach pomyśleć.
Dzisiaj z nim nie będę rozmawiać prze skypa, może to mu da troszkę do myślenia
Kurcze po co ja analizuję, zastanawiam się co mu siedzi w głowie skoro mu już nie zależy... ![]()
nie analizuj i tak nie dowiesz sie ....oni nie mysla racjonalnie ...to wiesz raczej lekkie zaburzenia ...nigdy sie nie dowiesz czy tak naprawde Cie kochał i czy mu zalezało i czy wszystko co mówił jest lub było prawda ...on ci mowi - to co chce sam powiedziec a nie to co jest prawdziwe ? czy tak jest ?
Bo u mnie tak było i pamietam własnie wszystko ....oki ,posprzatne ,ugotowane uprane ...a ona nagle wsciekły bo cos tam ...zle spojrzałam zły ton głosu -wydawało mu sie ze sie wywyzszam lub np.patrze na niego z góry....nie ma co analizowac....
Nieazleżna, przykro mi to mówić ale masz całkowitą rację
. Wczoraj miałam z nim nie rozmawiać przez skypa, zadzwonił, miał pretensję dlaczego nie jestem na skypie odparłam mu, że jestem zmęczona, poprosił, zgodziłam się... Kiedy zobaczył, że mam makijaż to dopiero się wściekł (bo niby po co skoro go nie ma) rozłączył się postanowiłam, że nie będę dzwonić po chwili zadzwonił, patrzył na mnie z taką pogardą, zaczął mi głupio docinać, a co najważniejsze powiedział, że zastanawia się, czy faktycznie chcę nadal ze mną być... odparłam mu, że jeżeli nie odpowiadam mu to go na siłę nie będę trzymać przy sobie, grzecznie się pożegnałam, nawet mu nie powiedziałam, że go kocham, że tęsknie... najgorsze było to, że kiedy synek chciał z nim porozmawiać rozłączył się, co synka zabolało bo pytał się dlaczego tatuś nie chce z nim rozmawiać. Kurczę my się nawet na odległość ze sobą kłócimy...
Napisał mi sms-a, że przeprasza, że kocha...
Całą noc biłam się myślami co ja mam zrobić, bo jeżeli już teraz jest tak, że potrafi mi na odległość ubliżać to co to będzie kiedy będziemy razem? Za dwa tygodnie prawdopodobnie ma przyjechać, na cały długi miesiąc, nie wiem jak to będzie, aż się boję...
Czytam to tak i widze że nie jestem sama na tym świecie...
Ideen mój teśc pracuje za granicą,mąż mojego brata też. W domu sa od ,,święta'', w obu przypadkach jest tak że kiedy przyjeżdzają, kilka godz. jest ok. ale potem sie zaczyna:kłótie , żale, teść wyzywa moja teściową, a szwagier rozlicza swoją żone zkażdego gosza... obie modlą sie by jak najszybciej jechali spowrotem... oni nie umieja juz funkcjonowac jako rodzina...
tesciowa 35 lat po slubie, całe zycie znosi upokożenia, zdrady ze strony męża
szwagier 3 lata po ślubie - jego żona ma dość życia osobno, maja 2 letnie dziecko, i wychowuje sie ono bez taty... rozmawiaja przez skypa- tez sie kłoca o byle co... jak wróci to juz wogóle meksyk... jego żona wpadła w tak silną nerwine że jest na nerwosolu bo by chyba oszalała...
a ja chyba wiesz że mój mąż pije i ubliża mi...
czy to patologia czy co???
myślę że oni przyzwyczaili sie do tego że są sami a żony i dzieci maja od ,, święta'' za granica jest troche inaczej, ludzie inaczej zyja a oni jak przyjada próbuja wnieść w życie,życie które prowadzą za granicą tzn. mój teść chce by wszystko było jak u niego, gdzie pracuje- a robi też na gospodarce za granica- a nie mysli o tym że tam jest inna pogoda, że inne pieniądze wchodzą w grę, że u nas jest inaczej...
ale do czego zmierzam... moja terapeutka mówi , ze w momencie kiedy mąż szuka zaczepki, kiedy prowokuje do kłótni lub wyzywa TRZEBA SIE WYCOFAĆ, NIE DAC WCIĄGNĄĆ W TO ZAMIESZANIE... więc ja zaczęłam tak robić... jak widzę żę zaczyna się coś-wychodze z domu, albo zaczynam sprzątać, nie odzywam się, jak dzwoni i słysze że juz go nosi- mówie że nie będę tak z nim rozmawiać i sie rozłączam, czasem dodaje że jak sie uspokoi to porozmawiamy... a tez zdarza mi sie nic nie mówić, tylko jak słyszę że zaczyna mnie poniżac wyłączam telefon... nie odbieram przez jakis czas... a jak sie to powtarza - znów sie wyłączam...
kiedy jest miło mówie mu o tym, ale u mnie wchodzi w to wszystko jeszcze alkohol...
a jesli chodzi o dzidziusia... mój mąz powiedział ,, zajdx w ciąże ze mna to alkohol nie będzie dla mnie istaniał''' BZDURA to jest szantaż... mamy juz dwoje dzieci i co, nie zajmuje sie nimi...chce mnie chyba usiadlić, ale sie nie dam... ty tez przemysl to bo z jednym dzieckiem jest naprawdę inaczej z dwujka ciężko odejśc - ja to wiem ... musisz mysleć o dziecku które masz... nim sie zajmuj najlepiej jak potrafisz... a jak zajdziesz w ciążę i co, on za granica a Ty sama z maleństwem i starszym dzieckiem- a jestem przekonana że dziecko nie zmieniło by tego co jest w waszym związku-dopiero byłabyś uwiązana i zalezna od mężą, a wiesz jak dzieci potrzebuja obojga rodziców... przemysl to dokładnie...
Dziewczyno postaw sie troche, on nie moze miec pretensji bo ty masz makijaz idz do pracy jak najszybciej, jak zapyta poco skoro on zarabia na dom to mu normalnie powiedz ze postanowilas zmienic wasze zycie, ze nie wytrzymasz dluzej strachu przed tym ze cie uderzy i ze jak on to jeszcze raz zrobi to od niego odejdziej , ze nie jestes jego wlasnoscia masz prawo pracowac i wychodzic z domu. Wiem ze pewnie latwo mi sie mowi ale mozesz uzyc argumentu ze wasze dziecko jest coraz wieksze i nie potrzebuje twojej opieki jak jest w szkole a poza tym coraz wiecej rozumie i nie chcesz zeby patrzylo na to jak on cie bije bo to ma wplyw na jego rozwoj, postaw sparwe jano jeszcze raz to odejdziesz, ale on musi wiedziec ze masz taka mozliwosc a jak zaczniesz pracowac to on bedzie wiedzial ze nie musiz sie kurczowo go trzymac, ze bedziesz wstanie utrzymac dziecko i siebie.
Nieazleżna, przykro mi to mówić ale masz całkowitą rację
. Wczoraj miałam z nim nie rozmawiać przez skypa, zadzwonił, miał pretensję dlaczego nie jestem na skypie odparłam mu, że jestem zmęczona, poprosił, zgodziłam się... Kiedy zobaczył, że mam makijaż to dopiero się wściekł (bo niby po co skoro go nie ma) rozłączył się postanowiłam, że nie będę dzwonić po chwili zadzwonił, patrzył na mnie z taką pogardą, zaczął mi głupio docinać, a co najważniejsze powiedział, że zastanawia się, czy faktycznie chcę nadal ze mną być... odparłam mu, że jeżeli nie odpowiadam mu to go na siłę nie będę trzymać przy sobie, grzecznie się pożegnałam, nawet mu nie powiedziałam, że go kocham, że tęsknie... najgorsze było to, że kiedy synek chciał z nim porozmawiać rozłączył się, co synka zabolało bo pytał się dlaczego tatuś nie chce z nim rozmawiać. Kurczę my się nawet na odległość ze sobą kłócimy...
Napisał mi sms-a, że przeprasza, że kocha...
Całą noc biłam się myślami co ja mam zrobić, bo jeżeli już teraz jest tak, że potrafi mi na odległość ubliżać to co to będzie kiedy będziemy razem? Za dwa tygodnie prawdopodobnie ma przyjechać, na cały długi miesiąc, nie wiem jak to będzie, aż się boję...
wiesz wolałabym nie miec racji a jednak ....jacy oni sa do siebie podobni po prostu nie do wiary
a co zycia za granicą -tam jest zupełnie inny swiat -ja byłam u swojego przez tydzien ( na wakacje pojechałam) wiec wiem jak oni tam zyją...ale nie o tym mowa tutaj
Ideen masz przed soba cięzki miesiac przygotuj sie psychicznie ..pamietaj jak bedzie zle wezwij policje po prostu -on nie moze Cię wiecej skrzywdzić
A jak tak przeczytałam ze nie chciał rozmawiac z synkiem ...mój tez tak miał wolał sie zachowywac jak głupek niz z własnymi dziecmi porozmawiać .
trzymaj sie Ideen i WY wszystkie silne kobietki -nie dajmy sie !!!
28 2009-07-08 12:34:42 Ostatnio edytowany przez patia (2009-07-08 12:38:08)
Dziewczyno postaw sie troche powiedz co ci nie pasuje , pamietaj masz prawo do decydowania o wlasnym zyciu, masz prawo do godnego zycia a jesli znowu podniesie na ciebei reke wezwij policje, pamietaj nikt nie ma prawa cie bic i ponizac, jesli chcesz utrzymac ten zwiazek musisz z nim porozmawiac, powiedz ze nie bedziewsz wiecej tolerowac przemocy, ze idziesz do pracyu i nie zyczysz sobie zadnego kontrolowania albo ci ufa albo wogole nie dorosl do tego zeby zyc w zwiazku. a co do tego ze on pracuje za granica to moge cos powiedziec na temat tego jak zyja zonaci faceci na obczyznie, bo jak wyjechalam to przez pierwsze pare miesiecy mieszkalam z moim chlopakiem i kilkoma zonatymi facetami pod jednym dachem. I powiem ci ze oni tylko w sobie nawzajem potegowali takie samcze zachowania, czuli sie jak przewodnicy jakiegos stada, ja tu jestem zarabiam na chceb, baby maja byc w domu i poslusznie czekac az przyjedziemy na pare dni, jak sluchalam tych pozal sie boze teorii na temat udanego zwiazku to az sie we mnie gotowalo, oni potrafili buntowac mojego chlopaka jak to ja bez niego wychodze umalowana i fajnie ubrana, pewnie sie lajdacze gdzies a on naiwny na mnie czeka itp. wiele razy sie klocilismy przez tych matolow bo mu kladli jakies bzdury do glowy. Dlatego podejzewam trudno ci teraz bedzie cos zmienic nawet jesli dogadasz sie z nim w polsce jak bedziecie razem, to potem on tam wroci do swoich kumpli i oni wyraza swoja opinie na ten temat i dam sobie reke uciac ze to nie bedzie przychylna tobie opinia.
zgadzam sie z dziewczynami... musisz sie psychicznie nastawic na to wszystko... a zobaczysz,że w momecie kiedy on (może)podniesie na Ciebie rękę chwycisz za telefon i wykręcisz 997
tak było u mnie, mąż mnie nie udeżył ale był agresywny i ten wzrok.....
zadzwoniłam .... płakałam do słuchawki jak dziecko... ale uważam że postapiłam słusznie!!!!
maszprawo do życia takiego jak on i nie ma on prawa Cie kontrolować!!!!
Dziękuję wam dziewczyny za wsparcie ![]()
Wczoraj rozmawiałam z mężem przez skypa, i o dziwo było bardzo miło, żadnych pretensji, nawet nie czepiał się, że mam makijaż, było tak cudownie, że aż nie miałam ochoty się z nim rozłączyć. Synek rozmawiał z nim i pytał się dlaczego nie chciał z nim rozmawiać, czy już go nie kocha... było widać, że się przejął zaczął go przepraszać.
Powiedziałam, że od września idę do pracy, był bardzo zdziwiony, że niby po co skoro pieniędzy mi nie brakuję, że mam wszystko co chcę. Wytłumaczyłam mu spokojnie, ze nie dla pieniędzy tylko sama dla siebie, że nie mam zamiaru wiecznie siedzieć w domu, ze również czuję potrzebę przebywania między ludźmi, zrobił niesmaczną minę i odpowiedział, ze jak przyjedzie to na ten temat porozmawiamy... Wydaję mi się, że będzie starał się wybić mi ten pomysł z głowy ale będę nieugięta...
Mam cichą nadzieję, że jak wróci będzie wszystko w porządku... bo zakładając czarny scenariusz on mi nigdzie by nie pozwolił zadzwonić...
to ubierz sie tak zebyc komurke miala przy sobie nie wiem w kieszeni, jak nie sprobujesz to sie nie przekonasz, albo wyjdz z domu jak zacznie byc goraco, przeciez widzisz kiedy maz zaczyna wpadac w ten swoj amok.Wiem jedno albo cos z tym zrobisz teraz albo do konca zycia bedziesz cierpiec.
ideen ...telefon w kieszeni jak czujesz ze bedzie awantura i albo dzwonisz z łazienki albo wybiegasz na zewnatrz -nie wiem gdzie mieszkasz blok czy domek...zreszta niewazne ...tam nie powienien cie zaatakowac ale lepiej byłoby jakby nie widział ze dzwonisz ,mój pierwszym razem czekał jak wielki bochater na ulicy czekał ...i zgarneli go na izbe wytrzezwien -nastepne razy wiedzac co sie szykuje uciekał ,jeden raz scigały go dwa radiowozy ale go nie znalezli ....ukrywał sie wiec lepiej go zaskoczyc policja ...powiem tak jak pierwszy raz dzwoniłam rece mi sie trzesły ...bałam sie strasznie ....ale teraz do rozwodu mam swiadków a to duzo bardzo ....na moja korzysc
KoChana Ideen.. Czytam To Z Przerazeniem... Najwiekszy blad popelnilas w momencie,gdy Cię Uderzyl po raz pierwszy.. Bo , gdy uderzy raz to uderzy i drugi.. Taka prawda..
Juz w tedy powinnas pozegnac Go.. Bo Twoj maz zapomnial o tym,ze nie jestes workiem treningowym na wyrzywanie sie za niepowodzenia!! Jezeli ma problemy ze swoimi emocjami to powienien zapisac sie na silownie, lub inny rodzaj wyladowania emocji.. To naprawde pomaga. Pozatym jedyna szansa jako widze na uratowanie waszego zwiazku jest terapia małozenska o, ktorej juz wczesniej wspomnialas.. Nie zwlekajcie! Nie wierz obietnicom w stylu "To wiecej sie nie powtorzy.. (..) uderzylem Cie, ale to dlatego, ze u mnie cos nie tak... (..) '' Ideen nie ma ale..! Uderzył Cię! i tylko to sie liczy.. A gdy zrobil to raz to zrobi i drugi, trzeci.. Jezeli nie bierzesz pod uwage rozstania z uwagi na milosc i synka.. To pomyslcie o tej terapii, bo to jedyna szansa,abysvie stworzyli kochajaca rodzine.
tak to wszystko czytam i muszę się przyznać,że mam podobnie:jesteśmy 4lata po ślubie,mamy 2letnią córeczkę.mój mąz zaczął wyjeżdżac za granicę jak byłam w ciąży i od tamtego czasu coraz mniej sie rozumiemy-nie umiemy już żyć razem na dłuższą metę,fajnie jest pare dni,a potem koszmar,kłótnie,wyrzuty.moja córka wychowuje się bez taty,strasznie tęskni,a on dzwoni do nas parę razy w tygodniu.jak wyjeżdża brakuje mi go pare dni,potem -to głupie ,ale wracamy do swojego życia:jesteśmy same,bo jak można tworzyć rodzinę przez godzinę na skejpie?!córcia się złości,że tatuś nie może jej przytulić,wziąść zabawki-a we mnie się gotuje-dlaczego tak jest?dlaczego jesteśmy osobno?ale może jestem spokojniejsza?-moja córka spokojnie śpi,nie słyszy kłótni,podniesionego głosu taty,mojego płaczu....życie za granicą zmienia ludzi-rozmowy przez telefon czy skejpa to nie to co życie razem na codzień...przychodzi wieczór i zasypiam sama,budzę się-i obok nie ma mojego męża...mój mąż nie potrafi żyć z nami tak codziennie,a ja wolę chyba taką rodzinę ,,na odległość"i spokój dziecka...mieszkam z rodzicami,ale nawet oni uważają,że mąż sie poświęca dla nas,że kocha mnie i córkę(choć sami wiedzą,jak rzadko dzwoni,jak wnuczka tęskni)a prawda jest chyba taka,że jemu jest tam lepiej-bez trosk,odpowiedzialności..bo co?-praca,a po pracy odpoczynek-zero obowiązków!i to mnie boli:Ze jestem ze wszystkim sama,ze dziecko tęskni,że coraz mniej się rozumiemy,że jak jesteśmy razem to nie umiemy już usiąśc,wypić kawę i spokojnie porozmawiać o tym co nas boli,czego pragniemy oboje dla nas,naszej córki
nie wiem czy tak wybiera większość kobiet,która ma mężów pracujących za granicą-wolą spokój,życie na odległość,niż ciągłe awantury czy nawet rękoczyny....?czy ja jestem wyjątkiem?idę na łatwiznę?
a co do rękoczynów-dziewczyny mają rację:uderzył raz,zrobi to ponownie jeśli się twardo nie postawisz!wiem co mówię-mój ojciec podniósł rękę na matkę jak miałam 9lat,a mój brat 4!to wszystko trwało 10lat...w szkole średniej nie wytrzymałam i poprosiłam o pomoc pedagog szkolną-rozmawiała z matką,ojcem(pewnie go nieźle postraszyli,bo do tej pory nie powiedział o czym z nim rozmawiali)od tamtego czasu nie uderzył matki,ale ręka mu leci nie raz... dziecinstwo dzieci w rodzinach gdzie panuje przemoc nie jest szczęsliwe,a te złe wspomnienia pozostają!!!ja pamiętam dokładnie jak ojciec uderzył mamę!
nie pozwól by mąż podniósł jeszcze kiedyś na ciebie rękę!!!kochasz go,wychowujesz sama wasze dziecko i zasługujesz na jego szacunek!!
Hmm.. To smutne Co Piszesz.. Ale troche wg Mnie idziesz na łatwizne.. Wolisz,byc Sama, tesknic, ale miec swiety spokoj niz byc z mezczyzno z ktorym nie potrafisz sie dogadac i z ktorym sie klocisz.. To jakby ucieczka od rzeczywistosci, zycia.. Tak naprawde chyba powodem Waszych klotni i nieporozumien jest ta odleglosc.. Bo jestem pewna,ze Gdyby maz byl na miejscu to by o wiele łatwiej Wam bylo dogadac Się.. Nie Czulabys presji,ze jest w domu tylko na chwile, ze zaraz Wroci do swojego beztroskeigo zycia i zostawi Cię samo z problemami na glowie... Sa dwa rozwiazania tej sytuacji.. Albo powazna rOzmowa z Mezem.. Bo niestety przed Tym nie uciekniesz.. Albo poprostu moze czas zakonczyc zwiazek w ktorym czujesz sie nieszczesliwa z kazdej strony.. Jak w blednym kole... ?
Ideen po prostu nie mogę uwierzyć.... jak nasi mężowie są do siebie podobni!
Mnie też nie wolno było się malować...chodzić do pracy...nawet do sklepu. Nic!Musiałam robić zdjęcia na których widać że jestem w domu kiedy był w pracy. Dzwonić i pisać co pół godziny ....meldować się!
Każdy opór z mojej strony był bardzo boleśnie "karany". Funkcjonowałam jak automat...maszyna.
Nie potrafiłam zadzwonić na policję nawet kiedy miałam pewność że go zabiorą. Nie pił. Pracował.
A jeden raz jak napyskowałam mu przez telefon (nie chciałam pisać sms-ów co pół godziny) przyjechał specjalnie 1000 km żeby mnie nauczyc rozumu...chyba nie muszę tłumaczyć w jaki sposób. I jeszcze w ten sam dzień wracal do pracy.
Patia!!!! nie wiesz co mówisz pisząc POWINNAŚ SIĘ ZBUNTOWAĆ... takie kobiety już nie potrafią się buntować...Uwierz.
dziewczymy to naprawdę straszne co przezyłyście w swoich związkach...
salomea jak pisalam ja tego nie miałam i nie mam...
mam inny problem, ale do takich brutalnych rzeczy, mój mąż nigdy sie posunął... ale nie był tez świetoszkiem...
dla jednych kobiet tyranią są wyzwiska jakich doznaja od mężów,dla innych znęcanie fizyczne...
w obu przypadkach jest to przemoc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
obie straszne- jedna zostawiaja ślady na cile, druga na duszy...
mnie dopadała ta druga... i nie umiem okreslić która jest gorsza... wydaje mi sie, że fizyczna przemoc jest najgorsza a w połączeniu z psychiczną- bo myslę, że one sie łączą - to już horror...
gdzies przeczytałam że od przemocy psychicznej sie zaczyna...
mam nadzieje że u mnie juz gorzej nie będzie... i myslę tez że w pore zaczęłam szukac pomocy- troche za późno ale jednak nie aż tak późno..
dziewczyny przykro mi bardzo, że tak wam sie poukładało w zyciu, ale na pomoc nigdy nie jest za późno...
ja będe z niej kożystać do póki będzie taka potrzeba...
Dla WAS też zaświeci słońce!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Życze Wam tego z całego serca... i choć u mnie nie jest miodowo to jednak pomalutku coraz lepiej... i pewnie nie raz mąż mnie zawiedzie ale dzieki fachowej pomocy będe wiedzieć jak sobie z tym radzić....
Ostatnie dni były bardzo okropne, rozmowy z mężem nie prowadziły do niczego dobrego, szukał tylko zaczepki, żeby mi naubliżać. Przez to wszystko dostałam okropne nerwy w wyniku czego bardzo boli mnie brzuch. Termin jego przyjazdu zbliża się szybkimi krokami, a ja tak naprawdę nie wiem czy tego chcę, czy on tego chcę...
Macie rację, życie za granicą zmienia człowieka, zmienia również żony, które zostają same w domu, zmienia wszystkich i wszystko...
SaveMe nie sądzę, że to ja idę na łatwiznę... wydaję mi się, że raczej mąż który zostawił nas, przecież to jego nic nie interesuję, o nic nie musi się martwić, przecież to nie ja go tam wysyłałam...
Ideen to o tej latwiznie to byla odpowiedz na pytanie zbuntowanej zony, ktora opisywala podobna sytuacje.. Hm widac, ze ostatnie dni sa dla Ciebie bardzo trudne i tak naprawde nie wiesz czego chcesz... Dlatego sadze,ze dobrze zrobilby Ci jakis samotny wyjazd gdzies na pare dni. Odpoczela bys od problemow, zregenerowala sily i duzo przemyslala. Takie jest mOje zdanie. I przedewszystkim nie zalamuj się. Badz silna :*
Ideen przecież tak dalej być nie może. Jaką wy rodzinę tworzycie skoro boisz się przyjazdu własnego męża? Skoro nie wyczekujesz go z otwartymi ramionami tylko zastanawiasz się jak szybko i o co się pokłócicie. Przez to żyjesz w permanentnym stresie i stąd pojawiają się problemy ze zdrowiem - bóle brzucha, być może bezsenność i wiele innych.
Jeżeli pozwolisz aby taka sytuacja trwała w nieskończoność wykończysz emocjonalnie siebie, nie mówiąc już nawet o Twoim dziecku. Czasem kobiety nie zdają sobie sprawy z tego jak dzieci wiele odczuwają, nawet nie rozumiejąc. Stres matki zawsze odbija się na ich psychice - a im dłużej trwa tym większe problemy może mieć w przyszłości Twój syn.
Pora na jakieś zmiany - wizytę u psychologa, poważną rozmowę z mężem i ostatecznie na znalezienie rozwiązania.
Niewielkie są szanse na to, że Twój mąż zmieni się jak za dotknięciem magicznej różdżki, zwłaszcza że idiotą pewno nie jest i sam doskonale wie, że w waszym związku nie układa się najlepiej, ale Ty chyba sama wiesz, że COŚ lub KTOŚ zmienić się musi. I jeżeli nie będzie to on to powinnaś to być Ty.
pennylane masz rację, synek odczuwa te moje zmiany emocjonalne, zresztą od samego początku jest bardzo emocjonalnie ze mną związany, potrafi wyczuć każdy mój niepokój, teraz to zrozumiałam dlaczego od paru dni moje dziecko dziwnie się zachowuję, jest niespokojny, niszczy wszystko w domu, a ostatnio była sytuacja, że nie mógł odtworzyć furtki, to wpadł szał, trzaskał furtką... nie mogłam go uspokoić. Wiem, że powinnam coś zrobić, że to wszystko nie jest normalne, teraz nie tylko chodzi już o mnie i męża, ale o naszego synka
Ideen.Smutne wiadomosci,jesteś młoda a tu już tyle doswiadczeń.Jezeli moge doradzic,pojdz do psychologa,to najszybsz droga bys mogla uzyskac porade,kazda z Nas radzi co moze,ale innych mamy mezow,sytuacje itd.Tak naprawde to niewiadomo jak powinnas się zachowac by nie wyżywał sie na Tobie.Juz przyzwyczaił sie ze jesteś ulegla,wiec nie boi się.Sama zadaje sobie czesto ptanie, dlaczego kobieta musi uciekać gdy jest maltretowana,a oni zostaja i to w wiekszosci bezkarni,chyba ze wydarzy sie tragedia.Sama korzystałam z pomocy psychologa gdy mialam problemy z męzem,no i co nieco pomogło,tylko zapominam się i mysle o juz bedzie dobrze a tu za jakis czas to samo wiec czytam to co powiedzial mi psycholog.I tak w kolko,moja sytacja nie jest porównywalna z Twoja,ale zaczyna sie od drobiazgów.
Ideen,nie zmieni sie czlowieka w pare chwil,on sam musi zrozumiec,ze Ty jesteś jego żoną a nie workiem treningowym.Jezeli dojdzie mu do umyslu,że mozesz wreszcie odejsc od niego,moze zmieni sie,tylko tu tez pytanie czy nie ,,pokaze,, ze mienczak i ustapił zonie,to jak ruletka.Kazda z Nas ratuje zwiazek,niekiedy nie warto,ale jak to sprawdzić.Ideen moj jedyny pomysl to psycholog,sa tez centra pomocy rodzinom tam tez mozna uzyskac fachowa porade.
Serdecznie pozdrawiam.
Kochane kobietki ja chyba oszaleje z tej bezradności, a może z mojej naiwności... spać nie mogę
Salomea , piszesz ze takie kobiety nie porafia juz sie buntowac, ale ona musi cos z tym zrobic,nie wiem sama co bo teraz zaczynam sie marwic czy to sie zle dla niej nie skonczy caly ten bunt, bo w sumie nie jestemy pewne jak daleko posunie sie jej maz, jesli ta sytuacja tak mocnoo wplywa na dziecko to Ideen nie masz na co czekac musisz cos zrobic jak nie dla siebie to dal twojego syna , przeciez on widzi ze jestes zestresowana i nieszczesliwa.
W tudnym momencie mojego zycia, kiedy wszystko zawaliło mi sie pod nogami pomogła mi herbatka z melisy....
nie mogłam spać, jeść, zajmowac sie dziecmi... leżałam w łóżku i płakałam... dzieki temu, że moi rodzice nie wyręczali mnie z obowiązków mamy, musiałam mimo wszystko wstać i dać jeść dzieciom , czy je wykąpać... robiłam tylko tyle i dalej kładłam się do łóżka... bardzo schudłam...
mama pewnego wieczoru podała mi zaparzoną melisę... po godź. zasnęłam... od tamtej pory codziennie rano i późnym popołudniem parzyłam sobie melisę...
zaczęłam jeść, normalnie spać i funkcjonować... myslałam oczywiście o tym co i jak będzie ale nie byłam podminowana i zestresowana...
dlatego Ci to piszę bys i Ty spróbowała... myślę, że powinna pomóc... mysleć będziesz dalej, ale spokojniej, nie będziesz mieć tego ścisku w serduchu czy bólu brzucha(bo pewnie masz nerwicę żołądka) i synek nie będzie patrzył na zestresowaną mamę
swieta racja, w lutym tego roku w mojej rodzinie byla istna plaga nieszczesc, dzien po dniu ktos inny trafaial do szpitala a na koniec tej czarnej serii zmarl moj ukochany wujek , jak sie o tym dowiedzialam trzymalam sie tylko przez kwadrans poniewaz musialam powiadomic moja mame, i przygotowac na ta widomosc babcie, druga babcia, moj brat i siostra cioteczna byli w szpitalu i jescznie wujek oczekujacy na wyniki bada, kiedy wykonalam owe telefony zaczelam plakac, nikt nie byl w stanie mnie opanowac kolezanka z pracy pobiegla po tabletki uspokajace, dzieki nim moglam zaczac myslec, leciec do rodziny i pomoc im, bez nich nie dalabym rady napewno, nigdy wczesniej nie czulam sie bezradna zrozpaczona i zmeczona wszystkim, nie jadlam, nie spalam nawet nie chcialam rozmawiac z nikim, balam sie otworzyc oczy rano to byl jak paniczny strach przed tym co moze sie wydarzyc nastepnego dnia, teraz jak mam problem z ktorym nie moge sobie poradzic, najpierw biore tabletke i dopiero jak zaczne spokojnie myslec zaczynam kombinowac jak go rozwiazac.
ja tez brałam persen... ale po nim byłam ospala... a herbatka z melisy jest całkiem smaczna... pije ją z łyżeczką cukru...
tak ja pobiłam, że nawet jak przychodzi moja koleżanka na pogaduchy, pijemy sobie meliskę ,, na lepsze trawienie'' - bo ma ona różne zastosowanie, nie tylko w stanach pobudzenia nerwowego, ale też pomaga w bezsenności jako srodek łagodnie uspakajający, w nieżycie żołądka i jelit i zaburzeniach trawiennych...
polecam jak najbardziej...
tabletki ktore bralam nie usypialy,moglam za to logicznie myslec po nich,a co melisy jest maly problem zapach ziol odrzuca mnie,poprostu nie moge go zzniesc
Ideen nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo Twój stres i depresja wpływają na rozwój Twojego syna. Musisz zacząć pracować nad sobą i swoim życiem bo im dłużej trwa ten pat tym bardziej cierpi na tym psychika Twojego dziecka. W przyszłości może to skutkować wieloma zaburzeniami zaczynając od problemów z nauką a kończąc na poważnych problemach emocjonalnych, stanach lękowych, depresjach, problemach z funkcjonowaniem w społeczeństwie, z nawiązywaniem znajomości. Relacja dziecka z matką jest najważniejszą dla człowieka, jest modelem wszystkich późniejszych kontaktów z ludźmi. Jeżeli nie będziesz swojemu synowi okazywać teraz dużo ciepła, czasu, matczynej miłości ponieważ będziesz skupiona na swoich problemach możesz zrobić mu nieświadomie i nieplanowanie ogromną krzywdę. Pamiętaj o tym i być może ta myśl skłoni cię do zdecydowanych kroków, takich jak wizyta u psychologa bądź, wspólnie z mężem, terapia małżeńska (chociaż jak rozumiem z powodu mieszkania w innych krajach może to być trudne).
widzisz Kochana,ja mam juz takie cos bedac w zwiazku juz tu nie mowie o malzenstwie,trudno mi odejsc bo boje sie samotnosci ale cholera trzeba miec sile,ja jej szukam w sobie kazdego dnia...On sie nigdy nie zmieni...
Tak sobie czytam i czytam i Wam bardzo współczuje drogie Panie.
Mi Mama zawsze powtarzała ucz się aby być kimś i mieć dobrą prace i nie być zależna od męża, bo malżeństwo to sztuka kompromisu...ale nie można w tym zatracić siebie ![]()
ja bym radzila powaznie zastanowic sie nad tym malzenstwem. Ja bym czlowieka ktory mnie bije nie potrafila kochac, balabym sie go. Chcialabym sie znalesc jak najdalej od niego. Czy z twojej strony to aby napewno milosc? Moze boisz sie zostac sama z dzieckiem? Zastanow sie jaki moze okazac sie w przyszlosci. Sama napisalas ze jestes szczesliwa gdy go nie ma przy tobie. Czy on daje ci szczescie? Chyba nie. Nie wstydz sie powiedziec o tym rodzinie bo to on powinien sie tego wstydzic a nie ty!
Piszesz, że nie mogłabyś kochać człowieka który Cie bije, a skąd możesz t wiedzieć?Piszesz tak bo Ciebie w chwili obecnej to nie dotyczy, to nie jest zapewne takie łatwe jak się tobie wydaje, że ten ktoś cie uderzy więc ty zaczynasz go nie nawidzieć...
Witam was.
Dziękuję za wsparcie. W moim przypadku melisa już nie działa, codziennie ją piję i nie ma żadnych efektów, mam jakieś tabletki na uspokojenie, ale nie mogę ich zażywać ze względu na to, ze mają negatywny wpływ na prowadzenie pojazdów.
Co do mojego synka macie rację, muszę przerwać tą gehennę ze względu na niego, tylko wiem, że żadne z rozwiązań, jakie bym podjęła nie będzie dla niego dobre...
Po pierwsze rozmawiałam z mężem na temat terapii, oznajmił mi, ze on nie czuję takiej potrzeby, ze mi się już w głowię poprzewracało, ze naczytałam się jakiś głupot i teraz mówię od rzeczy, co za tym idzie, ze jeżeli nie zgodzi się to sytuacja jaka jest między nami nie zmieni się chyba że wydarzy się jakiś cud....
Po drugie nasz synek nie wyobraża sobie życia bez taty, pomimo tej sytuacji on go bardzo kocha i chciałby zeby JEGO tatuś był w domku
Sama nie wiem co mam myśleć, co zrobić... wiem, ze nie mogę skrzywdzić dziecka, że to ono jest w tym wszystkim najważniejszy. On teraz przechodzi bunt, a co najgorsze ja mu nie mogę pomóc nie potrafię być matką i ojcem jednocześnie, wiem że synek za nim tęskni... ostatnio zapytał się czy tatuś ma tam inną panią , czy będzie miał dwie mamusie.... (nie wiem skąd mu się to wzięło), pytał się dlaczego tatuś musi ciągle przyjeżdżać i odjeżdżać... serce mi się kraję, a najgorsze, ze męża to zbytnio nie interesuję ![]()
no to sama widzisz , twoj maz srednio sie angazuje w wasze zycie i nie widzi waszych waszych ( nei materialnych) wiec zebys sie najbardziej starala do tych staran o szczesliwa rodzine potrzebny jest twoj maz,przyjego podejsciu nei wiele wskurasz
oni się uodparniają na płacz żony ,dziecka,mają tam swoje życie,a my swoje w kraju(zostawione ze wszystkim same)!!!w rozmowie na ten temat pewnie byś usłyszała,że nie jest mu łatwo myśleć o rodzinie,że ty masz lepiej,bo masz dziecko przy sobie,że woli dzwonić rzadziej żeby nie zwariować bo jest sam,ze woli nie uzewnętrzniać swoich uczuć....!!tylko dlaczego nasi panowie za granicą nie robią nic,żebyśmy mogli być tam z nimi razem jeśli rozłąka z rodziną jet dłuższa niż parę miesiecy?tego nie potrafie zrozumieć...a to nas najbardziej boli tęsknota naszych dzieci,widzimy ich płacz,smutek na codzień
zbuntowana żona jak byś zgadła, właśnie mój mąż ma takie podejście, tylko, ze on codziennie dzwoni i tylko późnym wieczorkiem... są to rozmowy raz miłe, a raz pełne pretensji, nienawiści... Ja wiem, ze te telefony są w jakiś sposób kontrolą, czy na pewno nie przebywam po za domem.
patia, wiem, ze sama nic nie zdziałam ale musi chyba być jakieś sensowne rozwiązanie
Ideen sproboj zrobic taki bilans waszego zwiazku wiesz zapisz sobie wszystkie za i przeciw i zobacz co przewaza, a co do waszego synka czy on teraz ma ojca rzeczywiscie,co twoj maz robi zeby syn tak bardzo za nim nie tesknil, zastanow sie do mojego domu wkroczyl spokoj dopiero po rozwodzie rodzicow chociaz ojciec nie uzywal przeomcy ale napiecie dzieci wyczuwaja i wcale im nie jest dobrze zyc w strsie. Pisalas ze synek jest bardzo zwiazany z toba wiec zaakceptuje kazda twoja decyzje jesli tylko pomozesz mu to zrozumiec.
Przecież twój syn i tak teraz nie ma ojca. Co za różnica czy wy jesteście parą czy nie? Możecie równie dobrze się rozstać a twój mąż będzie się widywał z synem będąc w Polsce.
Nsjgorsze podejście na świecie - będę z nim mimo, że cierpię bo robię to dla mojego dziecka. Bzdura. Krzywdzisz swoje dziecko.
Ja wychowywałam się bez ojca i dziękuję za to mojej mamie bo uchroniła mnie od życia w permanentnym stresie i wśród masy negatywnej energii, która na pewno by między nimi była gdyby zostali parą.
popieram w 100%
Ideen.Idz do psychologa,to pewnie jedyne wyjscie.Ja dzieki radom psychologa dawałam rade w zwiazku,takze nauczylam sie rozpoznawac nastroje męża nim doszlo do awantury.Nie załatwi sie tego w czasie jednej wizyty ale trzeba sie ratowac.Samej nie łatwo Ci bedzie.A wizyta-nic nie stracisz.Takze niepokojace jest ze synek tez emocjonalnie podchodzi do waszego zycia.Ja wyczerpiesz mozliwosci i bedziesz pewna,ze trzeba skonczyc zwiazek bedzie Ci łatwiej.Wiesz potem moglabys miec wyrzuty ,że nie dałas mu szansy itp.To dla Twojego dobra i dziecka.I tak sama zdecydujesz co zrobic z wlasnym zyciem.To jest tak albo decydujesz sie na odejscie,i nie stawiasz sobie pytan,nie szukasz ratunku,nie tłumaczysz meza zachowania itd,albo robisz wszystko by ratowac,cierpisz,znosisz zniewagi.Ty sama i tak zdecydujesz.Zycze sily i wytrwalosci.
Droga Ideen może i jestem młoda ale wiem coś o życiu, moja matka chrzestna była z facetem 12 lat bił ją 11 lat. Wiem jedno gdy facet zrobi to raz to zrobi i kolejny, chyba że naprawdę sprawę spróbuje rozwiązać się z psychologiem, nawet jeśli mężczyzna miał trudne dzieciństwo to go nie usprawiedliwi. Trzeba pomyśleć, skoro był w stanie pchnąć Cię w czasie ciąży to już jest ciężko, uderzył w twarz to już kolejne, macie dzieci, a jeśli i je będzie bił... Zrób bilans, spędź chwile czasu sama, porozmawiaj z psychologiem, rodzicami i podejmij decyzje, bo ja ani nikt postronny nie może zdecydować... trzymaj się
jak sie trzymasz Ideen, kiedy przyjezdza twoj maz, co postanowilas?
Witajcie kochani...
U mnie wszystko w porządku, zrobiłam sobie wakacje z synkiem, poświęciłam mu cały swój czas, dużo z nim rozmawiałam, tłumaczyłam, nawet nie byłam świadoma, że moje dziecko jest na tyle emocjonalnie rozwinięte
Pytał się czy tatuś już będzie mógł z nami na zawszę być, że on już nie chcę zabawek, komputera... chce tylko tatusia
A więc postarałam się żeby nasze rozmowy z mężem był naprawdę cudowne, bez żadnych pretensji, żalu, kłótni... niby sama nie wiem ale przez dwa dni się nie pokłóciliśmy, a było naprawdę cudownie... Mąż potrafił nawet z synkiem przez skypa żartować, opowiadać sobie historyjki... było cudownie.. a wczoraj popłakał się po rozmowie z synem i stwierdził, ze nie chcę już tak dalej żyć, że pragnie być z nami... że zrozumiał jaką ma naprawdę cudowną rodzinę. Zdaję sobie sprawę, że to są tylko słowa, że mogą one nic nie świadczyć ale ja naprawdę kocham swojego męża, chcę ratować nasze małżeństwo i mam nadzieję, że się uda. Jak na razie będę z nim rozmawiać, obserwować... nie wiem, sądzę, że teraz możemy byc naprawdę szczęśliwi...
Patia mąż przyjeżdża za trzy tygodnie, chcę ratować nasze małżeństwo, chciałabym żebyśmy zaznali w końcu szczęścia, bez strachu... mam nadzieję że nam się uda. Jak na razie będę rozmawiała z nim, mam trzy tygodnie. Będę wam zdawała relację
Jeszcze raz dziękuję za to, ze jesteście ze mną ![]()
Ideen podziwiam Ciebie,warto zrobic wszystko by nie mieć kiedyś niesmaku.Bądz teraz bardzo czujna,zauwarz kiedy rozmowy z mężęm sa cudowne,może Ty inaczej rozmawiasz,może bardziej radośnie,obserwuj siebie i męża.Mój mąż często powtarzał mi,że go napadam słownie,Ja zdziwiona,pytam jak to przeciez tylko zapytałam,czy stwierdziłam.Długo myslalam co on ma na mysli i doszłam co w jego mniemaniu jest to napaść.Teraz najpierw zastanawiam sie co i jak powiedzić,a dopiero mówię,też nie za długo i tylko konkrety bez wyrzutów,wiesz kiedyś to byłeś inny,kiedys bardziej sie interesowałeś domem itd.Teraz mówie kochanie zróbmy sobie kawke jak dawniej,kochanie wyrzuc smieci.To podałam jako przykłady ,że zmieniłam ton i zamieniłam słowa które łechca serce faceta.Oni jakoś tak funkcjonuja,wydawac trzeba im krótkie polecenia,porówna do psa który reaguje na polecenie.Przepraszam jezeli uraziłam porównaniem.
Nam sie niejednokrotnie wydaje ze jestesmy wspaniałe,ale nie w pojeciu facetów.Czas na zmiany,bądz milusia,słodziutka,no nie za bardzo,ale graj troszkeJakies prydałyby sie aspekty zazdrości,Ja puszczałam sobie sygnałki z komórki na druga kom.no i to swietnie działało na męża,zaraz pytał a kto dzwonil,ja lekko usmiechnieta,niewiem jakas pomyłka.Wiesz każda z nas jest inna inni sa nasi mezowie i cała reszta rózni się,ale z kazdej wypowiedzi mozna wybrac cos co pasuje do Twoiej osobowości,aby nie przesadzic.
Miło ze jestes zadowolona z rozmowy i radośc promieniuje az na forum.Tak trzymaj Powodzenia.:)