Ja mam takiego 4-latka. Nawet nie wiecie, jak potrafi dac popalic. Przychodzi do mnie bratowa, maly juz z nami siedzi, pcha sie do mnie na kolana, przeszkadza. Prosze, by usiadl- nie dziala. Lapie go za reke, wrecz odpycham od siebie, on dalej sie pcha. Podsune kredki- pomaluje chwile, doslownie 2 minuty i juz nie chce. Wtraca sie do rozmowy, przeszkadza, wiec zazwyczaj biore za ''fraki'' i wyprowadzam do pokoju, sadzam na ''kranym fotelu''. Przyznam, ze zawsze, gdy bratowa wpadnie na kawe, jestem zmuszona dac kare dziecku, by dalo nam spokojnie porozmawiac. Rano ide ropalic do kotlowni- maly biegnie za mna. Ide wlozyc pranie do pralki- maly biegnie za mna, bo on bedzie sypal proszek. Chce rano skorzystac z toalety- maly stoi pod drzwiami i drze sie wnieboglosy, zebym juz wyszla. Nie lubi sam siedziec w pokoju, zabawic sie. Na okraglo musze siedziec z nim. Gdybym nie mieszkala z tesciowa, to nie wyszlabym sama na dwor na 5 min, podczas, gdy maz jest w pracy. Pisze powaznie. To jest cholernie ciezkie. Kiedys podczas wizyty bratowej byl bardzo niegrzeczny. Pchal sie do mnie na kolana, koniecznie po raz setny chcial mi dac buziaka. Tesciowa rowniez z nami byla. Widzialam, jak patrzyla na mnie jak na wyrodna matke, bo buziaka mu nie chcialam dac, a gdy mu dalam klapsa zaraz zlapala go na rece i przytulala. Gdy sie urodfzil, to stwierdzilismy z mezem, ze pojdzie do przedszkola w wieku 5 lat. W sumie to mezowi bardziej zalezalo, ale nie daje rady z nim wysiedziec w domu. Wszystko robie w biegu, bo dzieciak nie chce sie sam soba zajac 10 minut. I juz jest zapisany do przedszkola
. Jak sie nie dostanie, co jednak jest malo prawdopodobne, to ja sie chyba na suchej galezi powiesze
. Najsmieszniejsze jest to, ze nie wychowujemy bezstresowo. Nie mam problemu, gdy ktos zwroci mojemu dziecku uwage, gdy mnie nie slucha. Czesto jestem nawet zadowolona, ze smarkaczowi ktos pokaze, ze jego zachowanie wcale sie otoczeniu nie podoba. I gdy tak Was czytam o tym, ze rodzice nie zwracaja uwagi dzieciom, gdy pojda z nimi do kogos w odwiedziny, to , przyznaje Wam racje. Gdy jestem z moim dzieckiem u kogos, to nie pozwalam na wariowanie. Zebym miala cala wizyte zwracac dzieciakowi uwage, to bede to robic, w koncu ja odpowiadam za takiego diabla Ale z drugiej strony potrafie zrozumiec ich zachowanie. Tu najprawdopodobniej chodzi o zwykle rodzicielskie zmeczenie. Sama mam nieraz ochote, by dac odpoczac wlasnej psychice, gdy pojde do kogos. Gdy ktos ma takie trudne dziecko, to jedyne o czym marzy, to odpoczynek. Psychiczny. Zeby nie musiec caly czas wysilac uwagi i nie miec oczu w doopie, za przeproszeniem. Wiem, ze to tylko mzonki, bo to moje dziecko i musze sie nim zajmowac, ale uwierzcie, ze absorbujace dziecko=mega zmeczenie psychiczne. Nokia, pewnie ta Twoja znajoma jest wlasnie tak mentalnie zmeczona. Pisalas, ze sama wychowuje dziecko, wiec dzieciak na codzien zwraca ciagle na siebie tylko jej uwage. Raczej nie jest to dziecko, ktore jest absorbujace tylko podczas wizyt gosci. Zapewne jest tak przez caly czas, tylko Ty o tym nie wiesz, bo tam tego czasu nie spedzasz. Nie bronie tej matki, bo nikt za nia dziecka nie wychowa. Natomiast jestem w stanie zozumiec, przynajmniej troche. Mamy znajomych, ktorzy maja niespelna 2-letnia coreczke. Straszna wiercidupa i jak do nas przyjada, to moj maz przewaznie przejmuje w duzej mierze opieke nad mala, wlasnie po to, by rodzice mogli swobodnie porozmawiac. A raczej wszyscy przejmujemy (najbardziej moj maz), bo mala nie usiadzie nawet na chwile. Z racji tego, ze mieszkaja daleko i sa zaabsorbowani coreczka, to nie mamy wiekszego problemu, by sie nia troche zajac. Tylko szkoda, ze nasza rodzina (a raczej bardziej moja, bo tesciowa jeszcze nigdy nie odmowila zajecia sie dzieckiem, ale zostawiamy malego tylko, gdy mamy cos do zalatwienia/roboty) nie jest taka wyrozumiala. Moi rodzice lubia malego, ale nie chca na dluzsza mete z nim zostac. To samo moja babcia. Nikt nam, t, nie proponuje, bysmy zostawili syna na chociaz 2 godziny i spedzili ten czas tylko we dwoje. Kazdy raczej mowi- to Wasze dziecko, wiec sie nim zajmijcie. Ciezko jest, nie przecze, ale co zrobic...