Witam
wiadomo,że Polacy są świetnymi lekarzami i świetnie znają się na wychowywaniu (głównie nie swoich) dzieci,nawet ci,którzy dzieci wychowali jakieś 40 lat temu lub ich nie mają.Znacie to: dziecko z lodem- no, nic dziwnego,że taki gruby/ma popsute zęby jak ciągle słodycze je.I to pewnie zamiast posiłku...
Dziecko w sklepie- oj taka śliczna dziewczynka a mamusia nie chce kupić czekolady,przecież jej nie zaszkodzi...
Dziecko bierze bułkę w sklepie- oj dziewczynko a to niech mamusia ci szyneczkę kupi i kanapkę zrobi, samą bułkę jesz,biedactwo...
Pytania: a nie za zimno jej/a nie za gorąco?
Dziecko ćwiczy cierpliwość rodziców w sklepie rzucając się na ziemię i rycząc bo koniecznie chce pięćdziesiątą laleczkę/samochodzik. Komentarze: co za bachor niewychowany/już by kupiła jak tak chce...
Nie wiem co niektórzy mają z tym pouczaniem, głownie wtedy gdy my- rodzice o rade nie prosimy.To tak jakbym ja grubej babie co zwraca mi uwagę, żebym dziecku kupiła czekoladę strzeliła wykład na temat jak powinna się ubierać by nie wyglądać jak krowa:)
Sądziłam,że w momencie gdy dziecko już jest starsze takie cenne rady mnie ominą. Dziś miałam próbkę:)
W szkole muzycznej miałyśmy trochę czasu więc tradycyjnie poszłyśmy do portierni wziąć klucz od wolnej sali by córka mogła poćwiczyć przed lekcją.Kiedy portier zapytał o imię i nazwisko córki wiedziałam,że ona nie powie i powiedziałam sama.Na to portier, że on pyta dziecka a nie mnie.Córka odeszła kawałek dalej by jej nie widział.Wiedziałam o co chodzi.Jakiś czas temu była świadkiem dzikiej awantury jaką zrobił mężowi za to,że oddał klucz od sali dopiero jak byli z córką już ubrani i wychodzili do domu zamiast pobiec z kluczykiem najpierw do pana a potem do szatni.Powiedziałam panu,że ona tak reaguje bo boi i wstydzi się go.Na co wtrąciła się pani sprzątaczka,że jak ona ostatnio siedziała na portierni to córka też się wstydziła.I że U NICH są takie zasady.Zapytałam: jakie? takie,że nie można za dziecko powiedzieć jego imienia i nazwiska? Oboje jedno przez drugiego strzelili mi wykład o metodyce wychowania,że nie można tak dziecka wyręczać,że później będą problemy a pan portier stwierdził,że moja córka powinna sama znaleźć antidotum na jego chamstwo.Stwiedziłam,że znalazła:)
Kiedy zrobiła się kolejka do portierni a państwo "dyrektorstwo" nic sobie z tego nie robiąc nadal się w się na polu wychowania udzielało poprosiłam by dali mi spokój bo to moje dziecko i ja je wychowuję i proszę o kluczyk.
W sumie po takiej akcji nie sądzę by moja córka przez najbliższe trzy lata poszła i samodzielnie poprosiła o klucz na portierni...
Czy miewacie podobne akcje? Jak reagujecie? Sądzicie,że takich geniuszy trzeba od razu z góry czy może udawać,że ich nie słyszymy?
Czy może jednym celnym,nie zawsze uprzejmym słowem osadzacie na miejscu?
Opiszcie najbardziej wkurzające zachowania.