Nareszcie piszesz z sensem. Skoro już pisze sama to najlepiej ją troche zlewaj, by nie czuła, że może mieć Cie na zawołanie. Dobrym pomysłem jest też odpisanie po kilku h ponieważ byłeś czymś zajęty. Da jej to do myślenia, że wasz stary układ, w którym to ona rządziła a Ty odsłaniałeś wszystkie karty wygasł. Że teraz jest Ci dobrze. Że nie ślęczysz ciągle przy telefonie tylko zajmujesz się sobą i wcale nie przeszkadza Ci brak partnerki. Pokazuj się jej jako szczęśliwego, to jeszcze więcej będzie o Tobie myślała. Życzę powodzenia bo wchodzisz wreszcie na ten właściwy tor i nie zjeżdżaj z niego, chociażbyś nie wiem jak chciał to nie wyskocz z jakimś ' Aj law ju'. Niech panna pozabiega teraz o Ciebie. Niech się stara.
Podobne tematy
Po niespodziance, była uśmiechnięta od ucha do ucha przez cały wieczór Wydaje mi się że to zmierza w dobrym kierunku, sama powiedziała że zbliżyliśmy się do siebie przez ten czas, i że chciała by mnie pokochać. Teraz po prostu muszę czekać aż poczuje to co kiedyś, tą miłość. I co ważne że napewno wie że nie chce tego kończyć i że jak się nie odzywam to tęskni. Mimo że dalej wychodzi z znajomymi na imprezy, ale mi o tym mówi że była tutaj i wtedy. Mówi że nic nie robił, że przez ten czas z nikim się nawet nie całowała itd. Nawet chciała się gdzieś wybrać za tydzień, nie odmówię bo też chcę, jak jesteśmy razem to widzę że to jakoś razem naprawiamy, Dzisiaj nawet powiedziała że będzie się starać żeby nam wyszło, ale potrzebuje czasu. Wydaje mi się że jest szczera, sama zaczęła niektóre tematy więc widzę że nie jestem jej obojętny i że nie ma popiołu, jest jakaś iskra. Czasami czuję się jak jakieś koło zapasowe jak wychodzi z znajomymi na imprezy, ale jakoś muszę to przetrzymać. Jest jakaś nadzieja że nawet jeśli przed wyjazdem się nie określi i ja to zakończę, tym razem ja nią wstrząsnę, to przez ten czas podkreślam MOŻE poczuje to co ja i rolę się odwrócą. Wiem że nigdy nie będzie mi obojętna, nawet jak nam nie wyjdzie to zawsze będzie dla mnie kimś ważnym.
Sprawa wygląda tak, że udało mi się naprawić to co zepsułem, rozmawiamy, widujemy się co jakiś czas nawet zdarza się nam że lądujemy w łóżku. Ja robię to z nią bo ją kocham i nie żałuje tego, ona też mówi że nie żałuje. Nawet zdarzyło się że po wszystkim chciała mi powiedzieć że mnie Kocha, ale stwierdziła że to mogłoby być pod wpływem chwili, a chce być pewna na 100 % i dopiero wtedy mi to powie. Raz mówi że potrzebuje czasu, że chce się we mnie znowu zakochać i jak spędzamy razem czas i się staram to mówi mi że takiego mnie kiedyś pokochała i takiego chce. Innym razem jak naciskam i próbuje się dowiedzieć ile czasu to będzie trwać i co dalej oczekuje od życia, ode mnie, to mówi że nie wie, i takie tam. Raz mówi tak a raz tak. Nawet jej zasugerowałem że mogę to zakończyć przed jej wyjazdem, nie wiem czy to do niej dotarło, powiedziała że nie chce mnie ranić i że akurat może potrzebuje takiej rozłąki i wtedy to poczuje. Wszystko może, nie wiem, chcę ale nic na siłę, muszę być pewna na 100% itd... Z znajomymi dalej wychodzi, dalej się bawi, niby mnie zapewnia że do tej pory nic nie zrobiła, ale w sumie też powiedziała że nie miała okazji bo nikt do niej nie startuje, a nie jest brzydka, według mnie może się i na pewno się podoba większości mężczyznom. Także jesteśmy w takiej relacji, że jak się widzimy to robimy wszystko jak byśmy byli razem, jeżeli jesteśmy sami. Nie wychodzi ze mną i innymi znajomymi, moimi czy jej. Nie wiem, stara się ukryć to jak jest między nami ? Takie odnoszę wrażenie. Nie wiem czy to jest tylko pociąg fizyczny, czy naprawdę chcę do mnie wrócić. A ja cieszę się gdy ją widuje, jak się uśmiecha, tylko że czasami czuję się jak facet który siedzi na ławce rezerwowych, jeżeli nie będzie lepszego to wracasz do gry. Nie mówię że tak jest, tak się czasami czuję. Większość osób na moim miejscu by się pewnie cieszyło że może sobie użyć z kimś bez zobowiązań, mieć kogoś z kim można pogadać o wszystkim, wyjść gdzieś, przytulać się itd.. Cieszę się z tego, ale tak nie pociągnę długo bo mi zależy na uczuciu. Nie potrafię sobie znaleść innej dopóki będę wiedział, że może uda mi się z nią. Trochę popierdolona sytuacja. Co mam dalej robić?
69 2013-05-28 17:48:39 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-05-28 20:13:03)
Nawet zdarzyło się że po wszystkim chciała mi powiedzieć że mnie Kocha, ale stwierdziła że to mogłoby być pod wpływem chwili, a chce być pewna na 100 % i dopiero wtedy mi to powie. Raz mówi że potrzebuje czasu, że chce się we mnie znowu zakochać i jak spędzamy razem czas i się staram to mówi mi że takiego mnie kiedyś pokochała i takiego chce. Innym razem jak naciskam i próbuje się dowiedzieć ile czasu to będzie trwać i co dalej oczekuje od życia, ode mnie, to mówi że nie wie, i takie tam.
(...)
Z znajomymi dalej wychodzi, dalej się bawi, niby mnie zapewnia że do tej pory nic nie zrobiła, ale w sumie też powiedziała że nie miała okazji bo nikt do niej nie startuje, a nie jest brzydka, według mnie może się i na pewno się podoba większości mężczyznom.
Po 1. Po co naciskasz? Nie wiesz, że tym wszystko psujesz? Cofasz się do punktu wyjścia. Nie wywieraj na niej presji, w ogóle Ty masz olać temat związku, niech to ona go nakręca i wtedy i tylko wtedy podejmujesz rozmowę w tym temacie! Robisz wszystko tak jakbyś był jej chłopakiem kiedy się spotykacie, ale ŻADNEGO GADANIA JAK TĘSKNISZ, JAK JEST CI ŹLE, JAK BARDZO CHCESZ WRACAĆ I JAKI BIEDNY JESTEŚ. NIC!
Po 2. Ona imprezuje. A Ty? To też ważne, żebyś nie robił z siebie takiej ciapy co tylko czeka aż panna wróci z dżamprezy i napisze Ci sesemesa jak fajnie było, ale niestety znów nikt się do niej nie dobrał :< Jak tego nie robisz- to rusz dupe i na party. Tylko nie leć tam gdzie ona. W inne miejsce, ze swoją paczką, kompletnie nie przejmując się wtedy dziewczyną. Rób sobie taki czas dla siebie, kiedy telefon wyłączasz i masz wszystko w dupie- na dobre Ci to wyjdzie a i przy okazji na dżamprezie zapewne będzie jakiś znajomy/ znajoma Twojej byłej, który z chęcią poinformuje ją o tym jak dobrze się bawiłeś. I wtedy rośniesz w jej oczach.
Kiedyś w pewnej książce przeczytałem zdanie, że "bank to instytucja, która pożyczy Ci pieniądze jeśli udowodnisz, że ich nie potrzebujesz". Prawda, ale od razu wpadłem na analogie- kobieta będzie trzymać się Ciebie jeśli jej pokazujesz, że poradzisz sobie bez niej. Dlatego Ty rób tak, by Twoja ex widziała w Tobie zaradnego gościa, który ma ciekawe życie i dla którego partnerka jest tylko DODATKIEM do tego wulgaryzm życia.
Fajnie, że zrozumiałeś swoje błędy. Niestety nam nie wystarczają starania tylko na początku, ale są konieczne przez cały okres związku.
Ale...
Ja bym na Twoim miejscu nie wytrzymała... Rozumiem, że ktoś może potrzebować czasu, na przemyślenia, na poukładanie sobie pewnych rzeczy.
Ale z Twojego opisu widzę tylko, że ona się dobrze bawi, imprezuje, jak ma chwilę wolnego to śmignie do Ciebie na kolacyjke i małe co nieco... A Ty co robisz poza bieganią za nią jak piesek ?
Może i mówię to trochę za mocno, ale tak to niestety widzę.
Ona sama nie wie, czy Cie kocha czy nie (chociaż ja nie uznaje w tej kwestii słowa "nie wiem", jak nie wiesz to nie kochasz, po prostu).
Według mnie jej jest idealnie tak jak jest teraz. Ma wolność, a Ciebie ma jak jak jej się zachce...
71 2013-05-28 18:56:00 Ostatnio edytowany przez darek90 (2013-05-28 18:59:25)
Według mnie jej jest idealnie tak jak jest teraz. Ma wolność, a Ciebie ma jak jak jej się zachce...
Tak, to wygląda niestety.
Ona imprezuje. A Ty?
Też wychodzę, nie tak często jak ona, bo w sumie ona co tydzień gdzieś się bawi, a nawet i więcej. Po prostu nie mam teraz zbytnio czasu.
kobieta będzie trzymać się Ciebie jeśli jej pokazujesz, że poradzisz sobie bez niej.
Musiał bym zerwać chyba żeby do niej to dotarło, zresztą kiedyś mi powiedziała że nawet jak bym coś teraz zrobił z inna dla niej to nie ma znaczenia, bo nie jesteśmy razem, nie wiem czy tak naprawdę myśli czy jest pewna że tego nie zrobię.
Wiem dobrze, że najlepszym wyjściem było by zerwać i niech się dzieję co ma się dziać, jeżeli ma coś poczuć to tylko wtedy gdy coś straci, tak było w moim przywypadku. Jeżeli był bym pewien że tak się stanie to bym to zrobił, tylko równie dobrze mogę sobie strzelić w kolano taką decyzją.
Ona sama nie wie, czy Cie kocha czy nie (chociaż ja nie uznaje w tej kwestii słowa "nie wiem", jak nie wiesz to nie kochasz, po prostu).
A to sobie zapamiętam jeżeli już nie będę miał sił dalej o nią walczyć to jej tak powiem, bo jest w tym trochę prawdy.
Widzisz ja jestem dziewczyna i w chwili obecnej na etapie.. Hm... Ostatniej proby uświadomienia partnerowi (choć prawdziwym Partnerem go nazwac nie mozna) ze miedzy nami nie gra, ze nie jestem juz od dawna szczesliwa. Wczesniejsze moje komunikaty nie przyniosły żadnego rezultatu, bo "przecież sobie tylko cos ubzduralam". Stosuje sie do 34 kroków i oddalilam sie poki co. Ale wiem ze dlugo tak sie bawic nie będę. I fakt, ciezko mi odejsc, bo przywiązanie, bo wspomnienia, ale przez to jak sie czulam od dluzszego czasu moja milosc totalnie oslabla, drażni mnie jego osoba i czasem chce żeby zniknal.
Wiem jednak, ze jak zdecyduje sie w końcu odejsc... To nie wrócę. Moze będę sie wąchać jak zawalczy, ale nie wrócę i juz.
Moze Twoja luba miala podobnie, moze odeszla i jej dobrze ale przez Twoje starania i bieganie ma momenty zawachania... Ale niestety... To tylko momenty, przezwyczajenie do obecności tej osoby z ktora sie bylo, jakiś tam sentyment.
Moze faktycznie powinienes trochę przystopować z tym bieganiem za nią, odejsc trochę na dalszy plan, zobaczyć co wtedy sie będzie dzialo. A przede wszystkim żyć swoim zyciem i zabrac sie za szkole. Sesja nie dlugo i nie warto, naprawdę nie warto zawalać czegoś przez milość o której moze za jakiś czas nie będziesz juz pamiętał.Wez sie za to i zrob to dla siebie.
73 2013-05-28 22:23:08 Ostatnio edytowany przez darek90 (2013-05-28 22:29:45)
Czemu tak dziewczyny robicie. Już od dawna nie jesteś szczęśliwa, a dalej z nim jesteś po co? Moja dziewczyna też tak miała i przed dwa lata była tylko ze mną. Jedynę co Ci mogę powiedzieć to że żałuję że zmarnowała sobie i mi te lata więc jeżeli nic do niego nie czujesz to mu to powiedz. Przynajmiej ja tak uważam, jaśnie i prosto powiedz że to koniec. Jeżeli on Cie kocha to pomyśl sobie co poczuje jak mu to powiesz. Ty się uwolnisz poczujesz ulgę a on? Jak myślisz? Chyba się nie ucieszy. To Ci mogę powiedzieć z własnego doświadczenia.
Jeśli chodzi o mnie to nie wiem. Oddal się to poczuje że Ci nie zależy, a mówi mi że chciała by mnie pokochać więc powinienem o nią się starać. Jak się staram to czuję się jak rezerwowy, dla niej to idealne wyjście i dalej wychodzi z innymi. Zakończ to, to wtedy może coś poczuje , zrozumie co straciła i wróci, albo nie wróci bo ja podejmę za nią decyzję którą albo boi się podjąć, albo nie chce. Czemu Wy kobiety jesteście takie skomplikowane ?
I jeszcze jedno jeżeli Ci na nim zależy, to albo z nim zerwij juz teraz, to się może opamięta i się zmieni tak jak ja i będziesz miała zajebistego gościa który będzie się o Ciebie starał, albo z nim pogadaj, ale nie takie gadanie że jest mi źle, staraj się. Usiądź z nim porozmawiaj na poważnie, powiedz co czujesz i że myślisz o zerwaniu to może do niego dotrze. Moja była dziewczyna też tak mi mówiła że jest źle, zrób coś i też to tak odbierałem jak twój partner.
Wiesz, nasz związek od początku byl skomplikowany. Bez wali roznie ale sytuacje ostatnich kilku miesięcy uswiadomily mi ze przez caly ten czas to ja sie podporzadkowywalam, to ja sie staralam, to ja mu pomagalam w trudnych chwilach, zwlasza calkiem niedawno. Ale cóż, uslyszalam ostatnio, ze jest inaczej, ze ja przecież nie zrobilam dla niego nic...nigdy...
To nie jest tak, ze ja go nie kocham. Ja akurat, na swoje nieszczescie chyba, nadal czuje do niego miete, ale juz nie sikam w majty jak go widzę. Za dużo mam żalu i pretensji. A niestety rozmowy do tej pory nic nie damy, bo on po prostu tego nie widzi.
Czy on mnie kocha ? Czasem myślę ze nie, bo niby mi tego nie okazuje, bo kreci, bo klamie... A czasem jak pomysle... To wydaje mi sie ze kocha, ale okazuje to na swój sposób.
Tylko ze ja sie nie chce wlasnie nad tym zastanawiać, chce byc tego pewna, a nie jestem.
Kurcze, nie zawsze wszystko jest czarne albo biale. On na dzien dzisiejszy zostal uświadomiony, ze to mój ostatni krzyk o ten związek, ostatnie dzialanie i wie, ze mogę odejść. Po raz ostatni uswiadomilam mu co mnie boli, co meczy, jakie zachowanie przeszkadza. Otwarcie. Nie wiem czy potraktowal to powaznie. Ale ja jestem z nim szczera. A co on z tym zrobi... Narazie nie robi nic.
Czemu tak robimy ? Nie wiem czemu tak robia. Moze czlowiek sie ludzi, ze jednak ta druga osoba zauważy ze cos nie gra i zacznie cos dzialac w kierunku polepszenia. A potem dalej czeka i czeka. Frustracja narasta, żalu jest coraz wiecej i tak po prostu sie w tym tkwi aż w końcu cos pęka i na powrót do sielanki juz nie ma szans ? Moze...
Wiem ze tak tez bylo u was, dlatego Ci o tym mowie. Rozmowy byly i to nie jedna. On po prostu nie widzi problemu, a jeśli nawet czasem cos zauważy to jest świecie przekonany ze ja nie odejdę, bo jak to tak...od niego ? Przecież to tylko pewnie glupie gadanie, okres czy inne gryzienie w glowe...
Wiesz, nasz związek od początku byl skomplikowany. Bez wali roznie ale sytuacje ostatnich kilku miesięcy uswiadomily mi ze przez caly ten czas to ja sie podporzadkowywalam, to ja sie staralam, to ja mu pomagalam w trudnych chwilach, zwlasza calkiem niedawno. Ale cóż, uslyszalam ostatnio, ze jest inaczej, ze ja przecież nie zrobilam dla niego nic...nigdy...
To nie jest tak, ze ja go nie kocham. Ja akurat, na swoje nieszczescie chyba, nadal czuje do niego miete, ale juz nie sikam w majty jak go widzę. Za dużo mam żalu i pretensji. A niestety rozmowy do tej pory nic nie damy, bo on po prostu tego nie widzi.
Czy on mnie kocha ? Czasem myślę ze nie, bo niby mi tego nie okazuje, bo kreci, bo klamie... A czasem jak pomysle... To wydaje mi sie ze kocha, ale okazuje to na swój sposób.
Tylko ze ja sie nie chce wlasnie nad tym zastanawiać, chce byc tego pewna, a nie jestem.Kurcze, nie zawsze wszystko jest czarne albo biale. On na dzien dzisiejszy zostal uświadomiony, ze to mój ostatni krzyk o ten związek, ostatnie dzialanie i wie, ze mogę odejść. Po raz ostatni uswiadomilam mu co mnie boli, co meczy, jakie zachowanie przeszkadza. Otwarcie. Nie wiem czy potraktowal to powaznie. Ale ja jestem z nim szczera. A co on z tym zrobi... Narazie nie robi nic.
Czemu tak robimy ? Nie wiem czemu tak robia. Moze czlowiek sie ludzi, ze jednak ta druga osoba zauważy ze cos nie gra i zacznie cos dzialac w kierunku polepszenia. A potem dalej czeka i czeka. Frustracja narasta, żalu jest coraz wiecej i tak po prostu sie w tym tkwi aż w końcu cos pęka i na powrót do sielanki juz nie ma szans ? Moze...
To mogę Ci powiedzieć że też tak się zachowywałem. Mimo że też mnie uświadamiała że jest źle że nie wie czy chce być dalej za mną dalej byłem pewien że mnie nie zostawi i masz jednak zostawiła. Moja reakcja ? Sama widzisz. W sumie bywają dni że jestem na siebie zły że tak zareagowałem że kurcze pokochałem ją tak jak dawniej albo i bardziej i teraz się męcze bo chcę być z nią ,ale z drugiej strony jeżeli nam się uda to jej podziękuję za to co zrobiła bo zmieniłem podejście nie tylko do niej, ale i wiele innych spraw i żyje mi się lepiej. Oczywiście nie wiem jak on zareaguje. Widzisz piszesz raz że masz go dość a teraz że to nie jest tak że go nie kochasz, więc coś jest nie tak z wami dziewczyny. Według mnie terapia wstrząsowa jest najlepszym wyjściem tylko to niesie jakieś ryzyko i czy jesteś w stanie podjąć to ryzyko? Bo może zachować się wręcz odwrotnie.
Hmm mam dość jego zachowania przez co mam czasem dość jego.
Wstrzasoterapia czeka nas, jeśli moje aktualne dzialania nie dadzą skutku. I oczywiście licze sie z tym, ze moze to oznaczac definitywny koniec. Ale cóż. Wychodze z zalozenia, ze jeśli sie uda to super, a jeśli nie to ok, lepsze po cierpienie po rozstaniu i dalsze życie niż życie w nieszczęściu.
zdaje sobie sprawę ze nasze kobiece uczucia i zachowania są czesto skomplikowane. Dlatego tez staram sie jemu to ulatwiac. Nie mowilam, ze jest mi źle, bla bla. Mowie, czuje sie nieszczęśliwa bo zachowujesz sie tak tak i tak, chcialabym żeby tak i siak. Nie akceptuje tego i tego, co wiec zrobimy żeby obie strony byly zadowolone. Zabolalo mnie to i to, wytlumacz czemu tak zrobiles i nie rob wiecej. Facet to nie wrozka, nie domyśli sie. Ale myślę, ze zrobilam dużo żeby mogl cos zdzialac, pomagalam mu w tym. Nie zrobil nic. Zwlaszcza ze u nas nie chodziło o pierdoly.
Ty zrozumieles. Tylko jedno pytanie, czy jej uczucie tylko przygaslo i jeszcze sie tli, czy zgaslo a ona ciagnie do ciebie żeby sie tylko ogrzać.
Ty zrozumieles. Tylko jedno pytanie, czy jej uczucie tylko przygaslo i jeszcze sie tli, czy zgaslo a ona ciagnie do ciebie żeby sie tylko ogrzać.
Może Ty mi na to odpowiedz? Była byś w stanie wrócić do partnera? Ona twierdzi że jestem dla niej ważny, że chciała by mnie znowu pokochać, ale musi to poczuć i nie chce robic nic na siłe? To są jej słowa. Jej zachowanie też opisałem jak jesteśmy sami zachowujemy się jak byśmy byli razem. Więc co to może być?
Wczoraj usiedliśmy i zaczeliśmy trudne tematy. Dalej wypomina mi jaki byłem, powiedziała że jest 50% szans że wróci albo i nie. Nie wie kiedy to będzie czy za miesiąc czy za rok. Zacząłęm temat że miałem jakieś okazje przez ten czas żeby z inna dziewczyną coś zacząć, ale to była zwykła koleżanka. Ona też mi powiedziała że jakiś kolo się jej spodobał i że pisała z nim, ale on przestał i dała sobie spokój bo zobaczyła jaki jest. Śmieszne to jest bo mówi że miała okazje i sama zrezygnowała i nic nie zrobiła. Okłamała mnie jakiś czas temu gdy się pytałem czy z kimś pisze i czy ma kogoś na oku. Wczoraj to z niej wyciągnąłem. Nie wiem co czuje oznacza nic do Ciebie nie czuje. Mieliście racje. Nie ma sensu tego ciągnąć, nie szukała by innych gości skoro by jej zależało. Nie będę chamem i nie skończę tego teraz bo broni się za miesiąc, choć pewnie i tak nie zrobi to na niej wrażenia. Coś się skończyło i koniec trzeba żyć dalej. Teraz zero kontaktu usuwam kotno z fb jej numer tel, nasze zdjęcia z laptopa, muszę zapomnieć żeby wrócić do normalnego życia. Mam nadzieję że spotkam jakąś fajną dziewczynę która mi w tym pomoże. Dzięki za rady jak widać były trafne szkoda że od razu sobie nie dałem spokoju. Poowodzenia.
Ja bym odeszla wowczas, gdy mojego uczucia nie salony sie juz z reanimować. Ale jak jest z nią... Nie wiem...
U mnie dalej nic. Wiadomosci jakie dostaje to typowe meldunku - bylem tam, idę tam,etc. Nie mam pojęcia dlaczego nagle zaczal tak pisać. Wczoraj dzwonil i oczywiscie zachowywal sie jakby nigdy nic, pytam kiedy przyjadę. Niestety standardowo zareagowal na mija odpowiedz, ze na razie sie nie wybieram... Tzn. "to sobie tam siedz, zamiast spędzić czas razem to znowu cos wymyślasz". Tak... Moje studia to wymyślanie. Poza tym do niego dalej nie dotarli chyba nic.
Wieczorem chcial wiedzieć o co mu wlasciwie chodzi, wiec powtórzyłam, uwzględniając wszystko. Jaka reakcja ? Obraza majestatu...skoro on taki zly jest to sobie powinnam idealu poszukac. A rano ... znowu Tel kiedy przyjadę...jak gdyby nigdy nic...
zastanawiam sie czy on ma rowno pod sufitem...
a co u Ciebie ?
Przepraszam za bledy, literówki i slowa nie związane z tematem - pisze z telefonu i ta cholera sama mi czasem wstawia slowa takie jak jej pasują ![]()
Napisałem nad twoim postem.
Kurcze, czyli wyszlo tak jak myslalam...
Przykro mi, ale teraz juz w sumie wiedzac na czym stoisz szybciej dojdziesz do siebie.
Mnie niestety chyba tez to czeka...
Gdybys chcial pogadac to pisz na email...
Czyli jednak lipa... Przykro mi. Trzymałam kciuki, że może jednak chociaż Tobie się uda.. Ale jak mnie mówili odpuść, to też nie chciałam słuchać.. Może powinnam była dać sobie spokój od razu jak mi to mówili, ale też z drugiej strony nie wiem czy nie żałowałabym że nie próbowałam.. Dziś wiem że zrobiłam wszystko co mogłam - może tylko pogorszyłam sytuację? Nie wiem. Teraz pozostaje mi już tylko milczenie. I choć będzie Ci ciężko, Ty też musisz się na to zdecydować. Nic innego już nam nie pomoże. I nie mówię, że szybko zapomnisz... Zresztą tak jak może przeczytałeś w moim wątku, ja w ogóle nie zapominam..
Dzięki. Nie zapomnę, tego nie da się zapomnieć. Mogę się jedynie pogodzić z tą myślą. Jest lipa, po raz drugi ją straciłem, więcej nie chcę próbować. Nie chcę utrzymywać z nią kontaktu a tym bardziej iść z nią do łóżka, bo jak jesteśmy sami to tak się dzieje. Trudno, czuję się tak jak się czuję. 6 tyg nadziei. Zachowam się jak facet wręczę jej portret naszego zdjęcia, bo już go zrobiłem, powiem wspominaj mnie takiego jakim byłem przez ten czas, przytulę i już jej nie zobaczę
Trzeba żyć dalej, widocznie tak musiało być.
Widzisz, Twoja dziewczyna przynajmniej powiedziała Ci co jest nie tak. Moja wyrzuciła mnie ze swojego życia jak rzecz, nawet nie chciała się spotkać żeby załatwić sprawę w cztery oczy. A po niecałych 2 miesiącach prawdopodobnie związała się z jej 'kumplem', który się wpieprzał w nasz związek od zeszłych wakacji. Cały związek żyłem w kłamstwie..
Jak widać roznie bywa.
Ja tez mowilam co jest nie tak... I żadnego rezultatu to nie dalo poki co.
Zapewne obudzi sie jak juz będzie za późno.
Trzymaj sie Darku. Oczywiscie, ze trzeba żyć dalej. Moze tak mialo byc, żeby mogli spotkać Cię cos lepszego ? ![]()
Nie robię sobie narazie nadziei że spotka mnie coś lepszego, chciałbym o niej zapomnieć, przestać ją kochać i skupić się na tym co jest dla mnie ważne. Wiem że potrwa to kilka miesięcy albo nawet lata. Mam nadzieję że uda mi się spotkać kogoś kto mi w tym pomoże. Tak będzie lepiej, nie chce do niej wracać, jakby przejrzała na oczy, bo boję się że to będzie na chwilę i znowu dostanę kopa. Koniec trzeba się wziąść w garść zająć studiami a potem mam całe wakacje żeby się z tym uporać.
Koniec trzeba się wziąść w garść zająć studiami a potem mam całe wakacje żeby się z tym uporać.
Gratuluję i jednocześnie zazdroszczę postawy, bo ja w pierwszym momencie pomyślałam, że teraz to już w d***e mam studia i w ogóle wszystko... Na niczym już mi nie zależało. I teraz dalej próbuje sobie odnaleźć jakiś sens w tym wszystkim chociaż te studia to tylko i wyłącznie dla mnie są.. szkoda byłoby zmarnować teraz w jednej chwili te całe 3 lata..
Po wielu wzlotach i upadkach przez które zawalałam sesje, a potem SAMA zmagałam się z zaległościami, bo przecież jego to g"" obchodziło doszłam do jednego ważnego wniosku - mogę sobie ryczeć, krzyczeć, tupać nogami ze złości - ale studiów w życiu nie zawale, ani siebie nie zaniedbam !
Mimo, że w tej chwili znowu dół... (bo przecież jestem "beznadziejna i wszystko co złe dzieje sie przeze mnie") to zdania nigdy nie zmienie. Mogę mieć chwile załamania i ryczenia jak bóbr, ale nikt nie jest wart tego, żebym sobie przyszłość przez niego marnowała.
Tak więc... spiąć się trzeba. Seszyn niedługo.
92 2013-06-02 12:55:47 Ostatnio edytowany przez darek90 (2013-06-02 12:56:58)
Wczoraj się znowu załamałem, miałem już do niej napisać, ale wytrzymałem. Dzisiaj znowu mi się śniła, to jest jakieś chore. Cały czas o niej myślę. Muszę wytrzymać ten miesiąc bez odzywania i nie mogę zmienić zdania. Szkoda że nikt nie może mi jej wymazać z pamięci. Czasami mam ochotę jej wygarnąć przez co przechodziłem i przechodzę dalej a ona się bawi w najlepsze i nie potrafi tego zakończyć tylko mnie katuje, a potem mam ochotę do niej pojechać i wziąść ja w ramiona. Popierdolone to wszystko.Mogłem jej to powiedzieć od razu a teraz nie mogę bo nie wiem jak zareaguje i czy nie zawali przez to studiów
mimo wszystko mam do niej jakiś szacunek i nie mogę.
Wiesz..mój ex nie przejmował się tym, że mam studia, że mam pisanie pracy.. przecież to on taki biedny i pogubiony, w du**e miał to co zafundował mnie.. Mam teraz tylko w pi...u zaległości i zero chęci do nauki.
W dodatku odnoszę wrażenie, że zaczęliśmy sobie robić na złość - mimo że się nie kontaktujemy ! ; )
Temat można zamknąć. Przestała mnie kochać, przez rok miała wątpliwości, ja poprostu przestałem dawać jej to uczucie i od niej też nie dostawałem tego poczucia że jej zależy. Naprawiłem sytuację na tyle że możemy się spotkać i porozmawiać jak normalni ludzie. Nie mam się teraz o co starać bo nawet nie ma dla mnie czasu, a być z kimś na siłę też nie chcę. Niby nie było trzeciej osoby, lepiej jej teraz samej bo może robić co chce. Coś do mnie czuje, ale to nie jest miłość. Dwa miesiące walki, rozpaczy, żałuję że pozwoliłem jej czuć się nie kochanej. Będę sobie żył nadzieją że kiedyś może sama będzie chciała spróbować jeżeli nie znajdzie sobie nikogo. W tym momencie przegrałem swoje wymarzone życie, o kochającej żonie i dzieciach. Żyć trzeba, szkoda że nie ma szczęścia w moim życiu, jest pustka.
95 2013-06-07 18:32:00 Ostatnio edytowany przez dawidj90 (2013-06-07 18:32:52)
Darek, przechodzę przez to samo. Związek po 6 pięknych latach poszedł w długą, bo pojawił się ktoś "trzeci". Miesiąc stawałem na głowie żeby to naprawić i wyłem do księżyca. Przestałem. Urwałem kontakt. Staję na nogi, wracam do zainteresowań, odnawiam i kontynuuje życie jakby to 6 lat nie miało miejsca. Jest ciężko, mam straszną dziurę w sercu i duszy ale trzeba się trzymać.
96 2013-06-08 22:20:49 Ostatnio edytowany przez darek90 (2013-06-08 22:56:42)
http://www.youtube.com/watch?v=gudBgor1mfI
"Nie wie nikt co się może stać, nie wie nikt co się jeszcze zdarzy. Gdy ból skrzywi bladą twarz to i tak zostaniemy z tym sami. Ja nie mówię że to ma sens, ja nie twierdzę, że to coś zmienia, tylko życie tak kruche jest. Dużo daje i dużo odbiera"
Polać tej Pani za te słowa ![]()
Ułoży się zarówno Tobie jak i mnie lepsze życie.
Ja nie przypuszczam ja to wiem. ![]()
Damy rade
Życie jest nieprzewidywalne. Wszystko może się zdarzyć.
99 2013-06-09 11:11:49 Ostatnio edytowany przez vero_nick26 (2013-06-09 11:14:13)
Naprawdę wszystko.. a ja jestem tego przykładem
Grunt to się nie poddać w tej całej beznadziei, próbować do przodu mimo wszystko.. Dacie chłopcy radę, ale tak jak w tej piosence "życie tak trudne jest, potrzeba siły by sobie z nim radzić".
Też jestem po rozstaniu. Związek trwał 3 lata i mnie zostawił. Wszystkie plany na przyszłość i marzenia wspólne legły gruzach. Jest mi ciężko, cholernie ciężko. Zostawił nasz związek z fundamentami dla młodszej siksy, wielkiej niewiadomej. A Was zostawiły przez osobę trzecią ? Jak Darek90 sobie radzisz ? potraficie to wybaczyć ? pogodziliście się już z rozstaniem ? Ja nie wiem ile jeszcze wytrzymam, mam takie myśli, że się boję sama o siebie, żebym pod wpływem impulsu sobie czegoś nie zrobiła. Też tak mieliście ? Boli mnie, cholernie mnie to boli. Najgorsze jest to, że mam sesję na głowie, a nie mogę się skupić na nauce, a dziura w sercu krwawi i boli. Macie może jakieś rady jak sobie poradzić z sytuacją ? Utrzymujecie kontakt ze swoimi ex ? Potraficie wybaczyć ? Ja jestem w rozsypce totalnej:(
Ps. Darek90 Twoja sygnatura jest taka życiowa. Słowa takie prawdziwe. To jakaś piosenka czy wiersz ?
Też jestem po rozstaniu. Związek trwał 3 lata i mnie zostawił. Wszystkie plany na przyszłość i marzenia wspólne legły gruzach. Jest mi ciężko, cholernie ciężko. Zostawił nasz związek z fundamentami dla młodszej siksy, wielkiej niewiadomej. A Was zostawiły przez osobę trzecią ? Jak Darek90 sobie radzisz ? potraficie to wybaczyć ? pogodziliście się już z rozstaniem ? Ja nie wiem ile jeszcze wytrzymam, mam takie myśli, że się boję sama o siebie, żebym pod wpływem impulsu sobie czegoś nie zrobiła. Też tak mieliście ? Boli mnie, cholernie mnie to boli. Najgorsze jest to, że mam sesję na głowie, a nie mogę się skupić na nauce, a dziura w sercu krwawi i boli. Macie może jakieś rady jak sobie poradzić z sytuacją ? Utrzymujecie kontakt ze swoimi ex ? Potraficie wybaczyć ? Ja jestem w rozsypce totalnej:(
Ps. Darek90 Twoja sygnatura jest taka życiowa. Słowa takie prawdziwe. To jakaś piosenka czy wiersz ?
U mnie nie było trzeciej osoby. Monotonia plus brak mojego i jej starania doprowadziły do tego że przestała mnie kochać. Walczyłem, próbowałem naprawić, teraz jesteśmy w stosunkach przyjacielskich do momentu aż wyjedzie za granicę. Z kims tam piszę prze fb spotyka się z znajomymi z uczelni, jest wolna to i się bawi. Przez pierwszy miesiąc bolało, żal do samego siebie, prośby żeby dała kolejna szansę itd. Potem człowiek coś zrozumiał że nie ma nic na siłę. Już tak nie boli, ale dalej o niej myślę i liczę że kiedyś może się jeszcze uda. Czas robi swoje, musisz sama to sobie poukładać w głowie, przecierpieć to co musisz. Wychodź z kimś jeżeli jest tylko okazja, rozmawiaj dużo, nie napiszę zapomnij bo to jest nie możliwe po prostu z czasem ból zmaleje do tego stopnia że będziesz w stanie żyć dalej. Mi pomaga muzyka ![]()
Sygnatura proszę Cię bardzo:
http://www.youtube.com/watch?v=gudBgor1mfI
Dziękuję
Piękna piosenka. Pierwszy raz ją usłyszałam, słowa takie życiowe. Skąd Ty ją wygrzebałeś ? jakoś do tej pory nie udało mi się jej usłyszeć. Dzięki raz jeszcze za link i za miłe słowa. Mam nadzieję, że i mi z czasem ból zmaleje. Może poznam kogoś, ale też nie chce kogoś nowego zranić, bo na dzień dzisiejszy nawet gdyby się ktoś pojawił to nie byłabym w stanie podjąć próby, bo mogłabym zranić. A Wy poznajecie nowych ? czy nadal trwa etap taki, że jeszcze nie nadajecie się do kolejnych znajomości ? ja boją się, że ponownie nie zaufam facetowi..Boli jak cholera. Nie wiem czy sobie poradzę. Mam nawet myśli żeby sobie krzywdę zrobić, ale mam świadomosc tego, ze rodzina by cierpiała i że ten facet wystarczajaco mnie skrzywdził i ze moje zycie jest cenniejsze i nie zrobie sobie krzywdy, ale te mysli mnie przerazają. Chciałabym kiedyś kogoś poznać i ponownie zaufać. Da się ? Ile czasu musi minąć ? Najgorsze jest to, że o rozstaniu dowiedziałam się z dnia na dzień...tym bardziej mnie to boli, bo doznałąm szoku. U Was było nagłe rozstanie czy etap rozstawania trwał dłużej ? jak żyć dalej ? jak żyć gdy serce pęka ? nie życzę nikomu takiego uczucia.
103 2013-06-17 23:24:59 Ostatnio edytowany przez darek90 (2013-06-17 23:25:26)
Dziękuję
Piękna piosenka. Pierwszy raz ją usłyszałam, słowa takie życiowe. Skąd Ty ją wygrzebałeś ? jakoś do tej pory nie udało mi się jej usłyszeć. Dzięki raz jeszcze za link i za miłe słowa. Mam nadzieję, że i mi z czasem ból zmaleje. Może poznam kogoś, ale też nie chce kogoś nowego zranić, bo na dzień dzisiejszy nawet gdyby się ktoś pojawił to nie byłabym w stanie podjąć próby, bo mogłabym zranić. A Wy poznajecie nowych ? czy nadal trwa etap taki, że jeszcze nie nadajecie się do kolejnych znajomości ? ja boją się, że ponownie nie zaufam facetowi..Boli jak cholera. Nie wiem czy sobie poradzę. Mam nawet myśli żeby sobie krzywdę zrobić, ale mam świadomosc tego, ze rodzina by cierpiała i że ten facet wystarczajaco mnie skrzywdził i ze moje zycie jest cenniejsze i nie zrobie sobie krzywdy, ale te mysli mnie przerazają. Chciałabym kiedyś kogoś poznać i ponownie zaufać. Da się ? Ile czasu musi minąć ? Najgorsze jest to, że o rozstaniu dowiedziałam się z dnia na dzień...tym bardziej mnie to boli, bo doznałąm szoku. U Was było nagłe rozstanie czy etap rozstawania trwał dłużej ? jak żyć dalej ? jak żyć gdy serce pęka ? nie życzę nikomu takiego uczucia.
A taki przypadek nie słucham takiej muzyki, ale ta piosenka w mojej sytuacji pomagała się uspokoić. Nie ma odpowiedzi na Twoje pytania. Każdym kto jest tutaj na forum przeżył szok tak jak TY gdy dowiedział się że to koniec, że komuś się odwidziało, poznał kogoś, zdradzał i tak dalej. Pewnie że to nie jest łatwe i osoby które odchodzą nie mają pojęcia jak to jest dla tej drugiej osoby straszny cios. Wiem mi tez się wydawało że już koniec , nie ma dalszego sensu żyć. Wyjdź do ludzi poznaj kogoś, nie musisz od razu z pierwszym napotkanym facetem się wiązać. Zdystansuj się, przemyśl sobie wszystko za jakiś czas na spokojnie i wyciągnij wnioski. I daj spokój z tymi myślami ja też tak miałem. Kawał życia przed Tobą, jeżeli nie widzisz teraz sensu to tym bardziej nie masz nic do stracenia, wyjdź zaszalej, zrealizuj swoje marzenia. Trzymaj się ciepło. I pisz jak by co tutaj czy na emaila to też pomaga, wiem o tym ![]()
Chciałbym wrócić do mojego wątku bo dawno nie pisałem na ten temat. Dużo się nie wydarzyło oprócz tego że w mojej głowie się za dużo nie zmieniło i dalej mi zależy. Niedawno do niej zadzwoniłem i gadałem z nia chyba z godzinę. I spytałem czy te moja starania przez ostatni czas coś zmieniły, to powiedziała że był taki moment że wydawało się jej że coś do mnie czuje, ale potem to zgasło i ja to zauważyłem bo na chłodno ze mną rozmawiała. Powiedziała że nie widzi różnicy jak jest teraz sama i jak była ze mną. Powiedziała że teraz to jedynie nie musi się tłumaczyć co robiła na imprezie. Póżniej zadałem jej pytanie na fb czy jest jej lepiej bezemnie to napisała że nie wie i to jest trudne pytanie, nalegałem na odpowiedz to powiedziała że na dzień dzisiejszy jest jej lepiej samej. W tym samym dniu miała jakieś wyniki z egzaminu którego nie zdała a ja jej wysłalem wcześniej jakieś materiały na przyszłe egzaminy i mi powiedziała o tym, probowalem ja pocieszyć ale pow że tylko pogarszam. Póżniej za godzinkę napisała że przeprasza, ja jej napisałem że zawszę jej pomogę itd, to odpisała że w takich chwilach zawsze byłem niezawodny że ją przytulałem itd.. Odpisałem z 15 minut będę pod blokiem. Wyłączyłem emocje przytuliłem pocieszałem, mówiłem że musi sobie poradzić ale robiłem to w taki sposób jak do przyjaciółki. Nawet jej pow że teraz chcę zapomniec o tym co było że może na mnie liczyć jak na przyjaciela. To spytała czy ona jest dla mnie zwykłą przyjaciółką to pow prawdę że nie, że jest najważniejszą osobą w moim życiu. Potem mnie pocałowała jeden raz i drugi ale się odsunąłem. I zaczeła płakać że znowu mnie rani. Nie powiedziałem nic. Chwile rozmawialiśmy nawet zażartowałem że się upomnę o przysługę i kiedyś zabierze mnie na impreze z jej koleżankami, to powiedziała że nie oddała by mnie żadnej koleżance. Jak się roztawaliśmy to stała przy wejściu i cały czas na mnie patrzyła. Później napisała mi że jej to pomogło się pozbierać i że mi dziękuje. I niestety znowu włączyła się jakaś nadzieja, wiem że zepsułem te ostatnie starania tym że wypytywałem się z kim pisze i czy się z kimś spotyka, ale mówiłem tak bo chciałem sobie oszczedzić bóli i żeby przed jakimś związkiem z innym najpierw zakończyła sprawę ze mną. Zostały jakieś 2 tyg może 3 i ona leci do siostry za granicę. Obiecała że przed wylotem się zobaczymy. Mam dla niej prezent portret który już dawno zamówiłem i dam go jej i powiem żeby zabrała go ze sobą. Jakaś nadzieja że będzie myśleć. Wiem że jak się spotkamy to będziemy musieli pogadać poważnie, ale co mam zrobić zapewnić ją że będę czekał? Ona pewnie powie że nie wie co czuje, więc cała odpowiedzialnośc spływa na mnie. Czy mam powiedzieć że to koniec i liczyć że może zatęskni? Tak jak pisałem zależy mi na niej ciągle o niej myślę, dzisiaj nawet zawaliłem egzamin bo się nie przygotowałem odpowiednio ;/
Darek
Albo ty jesteś ślepy albo bardzo niwny.Zejdź w końcu na ziemię i jeśli chcesz by ta kobieta jeszczę cię szanowała to odejdź od niej jak najdalej możesz.
Jeśli "pobiegnie"za tobą to moźe jeszcze coś z tego wyjdzie.
Absolutnie nie mów jej, że będziesz na nia czekać, bo:
po 1) niech zdaje sobie sprawę że ONA TAKŻE TRACI, a nie że może Ciebie mieć jak jej się zachce
po 2) nie obiecuj gruszek na wierzbie - to się może zmienić w każdej chwili
po 3) w takiej sytuacji nie można tracić życia na trwanie w nadziei, bo nigdy się nie pozbierasz
Chciałem być szczery i przed wyjazdem jej powiedzieć że dalej ją kocham, ale że nie obiecuję że będę czekał, są to moje ostatnie wakacje i chcę z nich skorzystać, że chcę poznać nowych ludzi bo jak mnie zostawiła to praktycznie zostałem sam. Że skoro nie jesteśmy razem to nie jesteśmy i że nie chcę naprawiać tego co było tylko że chcę spróbować od nowa, żeby dała nam czystą kartę kiedyś jak stwierdzi że chce spróbować.
Czy mam się jej spytać czy to koniec ona powie że nie wiem i że zależy ode mnie czy będę czekał i powiedzieć że to nie ma sensu i dać sobie spokój? Tylko wiem że wtedy napewno nie wróci i że zapomni.
108 2013-06-18 17:14:21 Ostatnio edytowany przez bags (2013-06-18 17:15:33)
Cześć, dawno mnie nie było, ale widać, że nadal żyjesz w więzieniu swojego związku, pytasz się co robisz źle... hmmm, to może wymienię na początek co robisz dobrze ok, tak będzie krócej:
no to by było na tyle. Z tego wszystkiego jawi się jedno - nie rozmawiacie ze sobą - owszem wymieniacie zdania - ale to puste znadnia, bez nici porozumienia i jakiejkolwiek woli zrozumienia, w dodatku każde z Was nastawione jest na "szukanie" tego, do czego można się przyczepić, byle tylko nie było to Waszym dobrem wspólnym. Mętlik i brak perspektyw zdrowego układu w przyszłości. To trwa za długo. To wygląda na wir, który Was wciąga.
Robisz wszystko na opak; czytasz to co Ci tutaj piszą ludzie i ja z własnego doświadczenia; z uporem maniaka takimi postami i swym czczym gadaniem chcesz Nam wmówić, że nijak te lekarstwa z Naszych recept Tobie nie pomagają. A może je trzeba wpierw wyjąć z opakowania i ulotkę przeczytać?? ![]()
Czym chcesz ją do siebie przekonać? Tym, że robisz z siebie ciecia i faceta z górnej półki klasy ciepłe kluchy? To że masz złudzenia, że tym tropem coś ugrasz in plus dla Ciebie tudzież Was, to niemalze książkowa normalka, ale tym razem to porażka na całej linii.
Skończ Waść tą szopkę noworoczną w te wakacje i wstydu sobie oszczędź, ale sobie najpierw!
109 2013-06-18 17:28:35 Ostatnio edytowany przez darek90 (2013-06-18 17:32:47)
Bags, przytoczę Ci jedna rozmowę:
Spytałem jak przestane się starać to co wtedy, pow że albo zapomni albo będzie tęsknić. Powiedziała że pozwoliłem (może tak może i nie bo sama też nic nie dawała od siebie) temu uczuciu umrzeć. I że teraz tak jak by staram się odnowa a ona zaczynać doceniać to że się staram i że jestem dla niej kimś ważnym. Tak było parę tyg temu. Jak jest teraz to pisałem. Jeszcze była rozmowa że wyrzucała mi że jak jej zależało to ja sie nie starałem, a jak mi teraz zależy to napisałem że jej nie. To napisała że tego nie powiedziała i że nie wie czy zależy czy nie. Wiem takie pierdolenie. Wiem że powinienem to skończyć i tak zrobię bo innego wyjścia nie widzę, ale chcę być na 100 % pewien że robię dobrze żeby potem nie żałować.
A czemu uważasz że wstyd nie latam za nią od miesiąca czasem coś do niej napiszę, a że pomogłem komuś z kim spędziłem połowę życia bo tak czy siak zależy mi na tym żeby się obroniła to uważasz że jest złe?
I wiem że daję sie robić w balonu bo dla niej to układ idealny że ja się staram, a one sobie żyje sama.
Niedawno do niej zadzwoniłem i gadałem z nia chyba z godzinę... A CZEMU NIE NA ODWRÓT???
I spytałem czy te moja starania przez ostatni czas coś zmieniły, to powiedziała że był taki moment że wydawało się jej że coś do mnie czuje, ale potem to zgasło i ja to zauważyłem bo na chłodno ze mną rozmawiała. METODA 34 KROKÓW LEŻY I KWICZY
Powiedziała że nie widzi różnicy jak jest teraz sama i jak była ze mną... O CZYM TO ŚWIADCZY???
Póżniej zadałem jej pytanie na fb czy jest jej lepiej bezemnie to napisała że nie wie i to jest trudne pytanie, nalegałem na odpowiedzto powiedziała że na dzień dzisiejszy jest jej lepiej samej. WHAT DO YOU DO IT???
Póżniej za godzinkę napisała że przeprasza, ja jej napisałem że zawszę jej pomogę itd, to odpisała że w takich chwilach zawsze byłem niezawodny że ją przytulałem itd.. Odpisałem z 15 minut będę pod blokiem... PAŃSKI PIESEK
Wyłączyłem emocje ???? przytuliłem pocieszałem, mówiłem że musi sobie poradzić ale robiłem to w taki sposób jak do przyjaciółki.
To spytała czy ona jest dla mnie zwykłą przyjaciółką to pow prawdę że nie, że jest najważniejszą osobą w moim życiu...I CAŁUJE... RĄCZKI CZY NÓŻKI???
I zaczeła płakać że znowu mnie rani... BO ŚWISTAK ROLOWAĆ WSPAK ZACZAŁ???
Aż mi szkoda klawiatury na dalsze rozkladanie Twoich wypocin, by CIę uświadomić co jest nie teges, poierając moich poprzedników. Goshh napisała to skrótowo i lakonicznie ale w całej okazałości sensownie.
Byłeś w trakcie trwania zwiazku dywanikiem, pucybutem i chłopkiem na posyłki dla Niej i o zgrozo paradoksalnie jesteś nadal... zmeniło sie tylko to, że zamiast MY jesteście WY - niby razem ale jednak dalej osobno... Nie ma WY, Jesteście JA i TY. I już wiesz co tu jest żenujące???
I wiem że daję sie robić w balonu bo dla niej to układ idealny że ja się staram, a one sobie żyje sama.
Ale paradoksalnie Ty też tak uważasz, ba, nawet tak postępujesz na co dzień pod byle pretekstem naiwności dla usprawiedliwienia nie siebie a jej. Tobie to odpowiada...
z dziecinnym zapytaniem "dlaczego to jest złe???
"
OK, czyli zostawić ją bez żadnych zapewnień i niech odpowiada za swoją decyzję bo w sumie to jej decyzja była i niech sobie robi z tym co chce?
I co dalej?
Byłeś w trakcie trwania zwiazku dywanikiem, pucybutem i chłopkiem na posyłki dla Niej i o zgrozo paradoksalnie jesteś nadal... zmeniło sie tylko to, że zamiast MY jesteście WY - niby razem ale jednak dalej osobno... Nie ma WY, Jesteście JA i TY. I już wiesz co tu jest żenujące???
Nie byłem dywanikiem, pucybutem, przez 7-8 lat było to uczucie i z mojej i z jej strony. Ostatni rok się posypał bo i ona i ja nie byliśmy pewni co do siebie czujemy. Ja po prostu chciałem to naprawić.
OK, czyli zostawić ją bez żadnych zapewnień i niech odpowiada za swoją decyzję bo w sumie to jej decyzja była i niech sobie robi z tym co chce?
I co dalej?
A gdzie TY tu jesteś??? Ciągle Ona na tapecie a z Ciebie Ciepłe kluchy... Dobrymi chęciami to wiesz dokad chodnik jest wybrukowany.
Poszukaj sobie książki - nawet w wydaniu płytowym formie mp3 - Johna Eldredge pt. "Dzikie serce, tęsknoty męskiej duszy" i książki w PDF Jamesa Dobsona "Miłość wymaga stanowczości".
114 2013-06-18 18:34:50 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-06-18 18:39:39)
OK, czyli zostawić ją bez żadnych zapewnień i niech odpowiada za swoją decyzję bo w sumie to jej decyzja była i niech sobie robi z tym co chce?
I co dalej?
Ot właśnie.To jest to co powinieneś wdrożyć w swoje życie.NATYCHMIAST!!!
Dalej jest twoje życie.
"Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz"
Dotarło?
A z historii forum, udało się komuś to poskładać tzn czy po odpuszczeniu drugie osoby coś zrozumiały i chciały wrócić? Czy nie ma takich przypadków?
Pewnie że są takie pojedyńcze przypadki ale co to ma do twojej sytuacji?.
Właściwie nic.
Czyli według was to nie ma sensu już dalej walczyć bo to i tak nic z tego nie będzie??
118 2013-06-18 20:13:04 Ostatnio edytowany przez Alterego1 (2013-06-18 20:18:55)
Darek
Usiądź i pomyśl jak zachowuje się ta twoja była już kobieta.
Co ci w jej zachowaniu nie gra z tym co ona mówi?.
Zrób sobie bilans jej czynów i słów.
Jak na mój gust to ona widzi że,ci na niej zależy i nie chce puścić cię wolno by nie spalić "miękkiego lądowania"na wypadek gdyby jej to obecne życie się znudziło.
Może i nie ma kogoś trzeciego ale ja bym w to nie wierzył.
Sorry że,tak napiszę ale jesteś jak sroka zapatrzona w złoto.
Nie widzisz obiektywnie tego co wokół ciebie się dzieje.
Obudź się chłopie i zajmij się swoim życiem i nie uzaleźniaj go od widzimisię tej panny.
Nie jest łatwo tak z dnia na dzień zakończyć coś, co trwało lata i wyrzucić z serca najbliższą osobę. Ale jeśli ta osoba nie wykazuje chęci, by dbać o związek, pomimo proszenia o większe zaangażowanie i zainteresowanie, to niestety, trzeba to zakończyć. Ona przez rok znosiła brak starań z jego strony, to i tak bardzo duża cierpliwość. Ale w końcu miarka się przebrała, ileż można się prosić. Nie dziwię się, że nie jest jej łatwo zdecydować - w końcu było też pewnie wiele dobrych chwil. Dlatego to tyle trwa, dlatego nie potrafi tak za jednym zamachem się odciąć. Jednak szacunek do samej siebie wymaga, by nie wracała do tego co było. Wróciłaby i co dalej? Przez jakiś czas było dobrze, on by się starał, interesował jej sprawami, prawił komplementy, a później znów by sobie odpuścił.
Elsje
Chyba źle coś zrozumiałaś.
Skąd masz pewność że,Darek jest winny a nie jest to wmuwiona przez nią jej "prawda"?.
Alterego1 napisał/a:Czyli według was to nie ma sensu już dalej walczyć bo to i tak nic z tego nie będzie??
Pewnie że są takie pojedyńcze przypadki ale co to ma do twojej sytuacji?.
Właściwie nic.
Darek zatrzymajmy się na chwilę na tym co jest, bezdyskusyjnie na "tu i teraz" i przejdźmy od razu do konkretów.
Reanimację związku robi się po pierwsze gdy obie strony tego chcą i przede wszystkim deklarują chęć naprawy a po drugie, to każde z osobna powinno uderzyć się w pierś i przyznać nie tyle przed partnerem, co przed samym sobą do popełnionych błędów w przeszłości. I na cito nie robisz/robicie operacji odtwarzania związku w oparciu o przeszłość i regresję - cofanie się do niej, ale zaczynacie od kompletnego zera.
Zaczynacie na nowo z wyciągniętymi wnioskami z popełnionych błędów z przeszłości. W razie potrzeby wspomagacie się terapią małżeńską razem i własne niedociągnięcia korygujesz(cie) osobno z terapeutą psychologiem. Tak mnie przynajmniej prowadzili i zalecali zaufani specjaliści, by postępować z żoną i bezwzględnie nie wymuszać niczego na żonie w stylu " ty musisz, bo ja tak chcę czy to robię". Jedynym warunkiem tego czynu było trzymanie się warunku, że gdy żona zechce wrócić, to ok, ale idziemy na terapię i nie ma gadania.
Tego u Ciebie ani tym bardziej gwarantowanych zapewnień z jej strony NIE MA!
I teraz...
Co Ty robisz???
Na każdym kroku wracasz do przeszłości "deklarując i zapewniając", że repety już Twoja luba na teraz i w przyszłości nie uświadczy. Sorry chłopie, ale to jest reanimacja trupa wygrzebanego spod ziemi, takiego Neandertalczyka współczesności tudzież naprawa silnika przez rurę wydechową.
Wiele razy mówiłem - być może też u Ciebie - by żyć jutrem i nie wracać do wczoraj!!!
Co do zapewnień że jest sama tudzież kategorycznych stwierdzeń, że nie ma tej 3 osoby między Wami, to takie bajki można śmiało między książki włożyć. Bo na pewno to Kościuszko nie żyje od stuleci... Przeczyść dokładnie lustra i uważaj w drzwiach, bo przez te zamglone oczy nie dostrzegasz poroża... a jeśli nawet masz wg własnego uznania oczy szeroko otwarte, to otwarte one są jak nie porównując 5 zł, tyle że z profilu.
Bags pytałem się jej czy jest ktoś, niby z kimś pisała i widziała się z nim ale też byli inni znajomi. To mnie wkurzyło gdy mi o tym powiedziała tzn wyciągnąłem to z niej, i mnie w sumie okłamała wtedy gdy się wcześniej spytałem czy z kimś sie nie spotyka nie pisze. To jest jedno.
Drugie jest to że zaczęła pisać z kolegą z dawnych lat ale też się wypytałem i powiedziała że tylko piszą i że nie chciała by z nim nic i że on pierwszy zaczął jak się dowiedział że jest sama. To jest drugie.
Pytałem się często czy nie ma kogoś to mówiła że nie. Zresztą ma chyba na tyle jeszcze szacunku do mnie do tego co było i by mi powiedziała.
Ja wiem ,że się boi wrócić bo nie było dobrze i że może być tak jak napisała Elsje że to jest chwilowe że postaram się chwilę i przestanę. Z mojej strony tak nie będzie bo we mnie to coś odżyło niestety i teraz cierpię. I to nie jest lek przed samotnością po prostu wiem że chciałbym z tą kobietą spędzić resztę życia, zreszą cały czas tak myślałem a nie starałem się bo ważniejsza dla mnie były studia bo chciałem jej kiedyś tą przyszłość zagwarantować. Nie olewałem jej bo ważniejsi byli koledzy, imprezy czy coś. To po trzecie.
Ja się uderzyłem w pierś wiem co zrobiłem źle i przez te dwa miechy zrozumiałem że była dla mnie ważna i że spieprzyłem sprawę. Skoro przez rok walczyła i nie odeszła to dlaczego teraz nie chce spróbować jak widzi że mi zajebiście zależy? Odważyłem się na dużo rzeczy przez ten okres żeby ją odzyskać. Zmieniłem też podejście do spraw które nas oddalały.
I tak wiem że jak byśmy wrócili to ta monotonia może wrócić i ona to też dobrze wie i cały czas mi powtarza że nie wróci jak nie będzie na 100% pewna. Nie wiem czemu nie chce tego zakończyć, czy to jest tak że chce mieć wygodne lądowanie, czy jest do mnie przywiązana , czy jednak coś czuje bo cholera to kawał czasu. I jak rozmawialiśmy szczerze to też roniła łzy.
Ostatnio zrozumiałem że nie chcę tego naprawiać bo się nie da !!! Chcę żeby przemyślała przez wakacje co czuje i czy dla niej juz nic nie znaczę. Wiem że tam nikogo nie znajdzie, bo nawet jej szwagier mnie zapewniał. Chcę spróbować od nowa czysta karta, ja się zmieniłem przynajmiej tak mi się wydaje. Mam inne podejście do tego co było. Wiem, że na siłę nie ma nic i że tylko bym jeszcze bardziej cierpiał. Widzę cholera że jednak, chyba coś tam dalej w niej siedzi, to że mówiła przez ten czas że chciała by to poczuć, mówiła ze to samo musi przyjść. I nie wiem jeżeli ktoś potrafi pocałować to chyba jednak coś czuje. Ja bym nie potrafił przytulać kogoś do kogo nic nie czuję.
Został mi ten ostatni dzień. Już dużo wycierpiałem i nie chcę żeby to cierpienie poszło na marnę. W głowie już rozgrywałem tą rozmowę setki razy w taki i taki sposób. Nie chcę żałować tego co powiedziałem lub tego co nie powiedziałem. Serce chce powiedzieć że dalej zależy i daje Ci czas na przemyślenie, głowa mówi daj spokój niech ma to co chce, czyli koniec. Wiem że i tak czy siak będę cierpiał. Wiem że napewno jej nie powiem że będę czekał. Dzisiaj jak bym nadszedł ten dzień to bym jej powiedział:
Kocham Cie, zależy mi na Tobie i chcę zacząć od nowa. Nie ma szans żeby to uczucie samo przyszło, musisz się też o to postarać. Nie mogę Ci obiecać że będę czekał bo chcę poznać nowych ludzi bo po rozstaniu zostałem sam i nie wiem jak się dalej to wszystko potoczy.
Tylko taka odpowiedź to kolejne 3 miechy niepewności i boję się że jak wróci i mi powie że jednak nic z tego to zawalę obronę.
Mówiąc jej że to całkiem koniec, boję sie że będę tego żałował, bo zrobi sobie rachunek sumienia i stwierdzi że było źle i skoro sam zakończyłem to nie ma to sensu.
Jej siostra też miała przerwę w związku po 5 latach tylko tam była 3 osoba, gościu po kilku miechach połapał się o co chodzi i dał sobie spokój, tylko u nich kobieta nie wiem czy ją facet żucił i wróciła a jej mąż obecnie, wybaczył jej. Maja dzisiaj dziecko. A moja cały czas nawiązywała do tego że jej siostra miała czas na zaszalenie i nawet jej powiedziała że tego nie żałowała że tak się stało.
U nas jest inna sytuacja, bo ona nie wiec co czuje. I właśnie..szczera rozmowa nie da odpowiedzi bo ona nie potrafi pójść w tą czy w tą bo nie jest pewna na 100%.
Powiedziała że nie widzi różnicy jak jest teraz sama i jak była ze mną. Powiedziała że teraz to jedynie nie musi się tłumaczyć co robiła na imprezie.
Tutaj masz odpowiedz kolego na swój problem. Wszyscy Ci radzili, olales Nas poszedłes swoją drogą. I przegrales sprawę.
Przez Twoje zachowanie ona do Ciebie nie wróci. Nigdy.
Ma wszystkie rzeczy które miała przed rozstaniem czyli Ciebie, wsparcie, rozmowę etc a dodatkowo akcesoria bycia singlem bo może robić co chce bo jest wolna.
Ona Nic nie straciła po rozstaniu, tylko zyskała dzięki Twojej postawie.
Jedynym sposobem żeby wróciła to uświadomienie jej ze podczas rozstania tracą OBIE strony.
Ty tracisz ją a ona Ciebie.
Jeżeli decyduje się na rozstanie to zyskuje wolność ale traci rozmowę z Tobą, przytulnie, zainteresowanie, wsparcie etc. Ponosi konsekwencje rozstanie, zostaje SAMA a nie z giermkiem (Tobą) przy boku.
Tylko wtedy ma szansę ocenić co jej się bardziej podoba, na czym bardziej jej zależy, kiedy jej było lepiej.
Dopóki ma jedno i drugie na raz, dopóki ma wolność i Ciebie jednocześnie będzie żyć w przekonaniu ze teraz jest lepiej, że teraz ma więcej, że zyskała, że rozstanie wyszło jej na dobre. I nie wróci. I się jej nie dziwie bo fajnie czerpać korzyści jednocześnie ze stanu wolnego i ze związku nie ponosząc żadnych strat
Nie szanujesz się chłopaku, lecisz jak ciepła bułka do niej w 15 minut, brak szacunku do siebie dlatego też ona nie szanuje Ciebie. Bez szacunku nie ma miłości dlatego Cie nie kocha.
Doradze Ci ostatni raz, nie pisz z nią sms, nie dzwon, nie pisz na fb, nie spotykaj się, nie śledź, nie dowiaduje się co u niej. ZERWIJ KONTAKT CALKOWICIE. Zero żadnych rozmów, przypadkowych spotkań czy lajkowania zdjęć na fejsie.
To jedyny sposób żeby wróciła.
Masz wybór.
Ty decydujesz czy wróci czy nie.
Daniel
On tego chyba nadal nierozumie.
Prawie wszyscy mu to piszą a on dalej swoje.
Wiem, chciałem tylko żeby zobaczyła że się zmieniłem. Chcę jeszcze przez te niecałe 2 tyg pokazać jej że się podniosłem i że daję radę. Spotkam się z nią może przez weekend i będę taki jak wtedy jak ją pocieszałem, a przed wyjazdem porozmawiam z nią szczerze i bez względu co powie zakończę to. Niech traci kogoś kto w jakimś stopniu jest dla niej ważny. Nie ma innej opcji, wiem o tym już od paru tygodni, tylko miesza mi w głowie tymi pocałunkami i tym co mówi. Dzisiaj usunę wszystkie zdjęcia z kompa niech to będzie mój pierwszy krok.
To co napisał Daniel to jest 100% prawdy, czytaj to tak długo aż już będziesz znał to na pamięć.
Ty już nic nie pokazuj, nie udowadniaj, ona już doskonale o tym wie. I nawet za dużo.
Wiem, że sytuacja kiedy ona nie potrafi się jasno zdeklarować jest paskudna, bo jak wiesz też to przechodziłam, ale to u Ciebie za długo już trwa, a de facto i tak nie jesteście razem, więc najlepsze co możesz tylko zrobić to odciąć się totalnie. Prawdopodobnie przyjdzie moment, że sama zacznie szukać kontaktu (znów patrz moja sytuacja), wtedy można ocenić sytuację i ewentualnie nad czymś pomyśleć. Teraz nie ma już nic do rozważenia. Ja porzuciłam miliardy swoich pytan, na które i tak nie znalazłabym odpowiedzi.
Na zakończenie zaznaczę i raz jeszcze jedną rzecz, która już padła milion razy. Staraniem się nic nie wskórasz. Miłość jest popieprzona i jeżeli postępujesz zgodnie z intuicją na pewno przegrasz. W związku musi istnieć równowaga uczuć. Kiedy jedna strona się oddala, a druga to zauważa, to zaczyna starać się bardzije żeby coc udowodnić, z tym że im bardzije się stara,tym bardziej tamta osoba się wycofuje. Pamiętaj, że najbardziej chcemy i doceniamy to, czego nie możemy mieć (tutaj Ty, czujesz że ją tracisz i stajesz na rzęsach żeby to się nie stało). Więc daj jej odczuć, że ona też traci. Jeśli ma się coś ot tak, bez wiekszego wysiłku, to nie szanuje się tego (tutaj ona).
Im szybciej zaczniesz żyć swoim życiem, tym lepiej dla Ciebie. Po jakimś czasie zrozumiesz dużo, duzo więcej niż my tutaj piszemy.
Wiem, chciałem tylko żeby zobaczyła że się zmieniłem. Chcę jeszcze przez te niecałe 2 tyg pokazać jej że się podniosłem i że daję radę. Spotkam się z nią może przez weekend i będę taki jak wtedy jak ją pocieszałem, a przed wyjazdem porozmawiam z nią szczerze i bez względu co powie zakończę to. Niech traci kogoś kto w jakimś stopniu jest dla niej ważny. Nie ma innej opcji, wiem o tym już od paru tygodni, tylko miesza mi w głowie tymi pocałunkami i tym co mówi. Dzisiaj usunę wszystkie zdjęcia z kompa niech to będzie mój pierwszy krok.
Boże Ty nic nie rozumiesz, jak grochu o ścianę. Posłuchaj mnie bo pisze Ci to z doświadczenia, włączyłem jak Ty i wiem ze to nie tak działa.
Zresztą rób jak chcesz, swoim zachowaniem powoduje że nie wróci, robisz to świadomie a gadasz ze chcesz powrotu.
Przeczytaj mój post, jedyna metoda to odciąć się w 100 %.
Ps: goshh fajne słowa z ta równowaga, tak to właśnie działa, im jedna strona stara się bardziej tym druga mbiej
To zakończyć to i dać sobie spokój i się nie odzywać? Czy nic jej nie mówić i się po prostu odciąć i zapomnieć?
To zakończyć to i dać sobie spokój i się nie odzywać? Czy nic jej nie mówić i się po prostu odciąć i zapomnieć?
A o czym tu bez końca mówimy???
Przeczytaj sobie wątek od początku ZE ZROZUMIENIEM i zdejmij wreszcie te różowe okulary z nosa...
Jak Ci jedna osoba mówi żes pijany, to można przymknąć oko; jak dwie - rozważyć "za i przeciw" na leżąco. Ale sorry, skoro już całe grono o tym mówi jednogłośnie... to już jest stan krytyczny. A Ty i tak to olewasz
Ratujesz prowadząc do zgonu - reanimujesz trupa, gdzie wyciągnięci kopyt to tylko kwestia czasu.
Skrajny odpał umysłowej padaczki te Twoje elaboraty, kaftanik już czeka za rogiem.
Bo nawet Daniel, prawie Twój rówieśnik wiekowy to swego czasu pojął w lot, że o kant doopy jest takie płaszczenie się i błaganie o coś, o co nie powinno sie nigdy błagać.
To zakończyć to i dać sobie spokój i się nie odzywać? Czy nic jej nie mówić i się po prostu odciąć i zapomnieć?
Krótko,zwięźle i na temat
Zakończ to.