netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

problem z akceptacją tego co było...

216 odpowiedzi21 721 wyświetleńzałożony przez pannica90, 10.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problem z akceptacją tego co było...

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 217 z 217 ]

196 Ostatnio edytowany przez Sagi (2013-03-01 14:28:23)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

marzena, nikt nie mówi o żadnej podwójnej moralności, NIKT tylko TY. Nikt nie mówi, że kobietom nie wolno bawić się i mieć przygodny seks przed ślubem.. NIKT w tym temacie prócz CIEBIE tego nie mówi. My Ci tylko chcemy uświadomić, że jeżeli ktoś NIE MA ŚLUBU czyli NIE ŚLUBUJE NICZEGO, to nie ma obowiązku być przy kimś na zawsze i być mu wiernym. a TY ŚLUBOWAŁAŚ, dlatego zrobiłaś coś GORSZEGO. Nie mówie, że Twój mąż był okej, bo wiadomo że traktowanie drugiego człowieka jako zabawki do seksu jest nie w porządku.. Ale Ty zrobiłaś TO SAMO będąc w ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM, a to nawet dla mnie, 20 latka jest czymś świętym.

"Czy ty w ogole masz szacunek do wlasnej plci? "
Ty zacznij mieć szacunek do innych ludzi

197

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Marzena, tak wysnuwam teorie, bo próbuje zrozumieć jak można mieć aż tak głębokie kompleksy i z czego to może wynikać. Ty po prostu nie możesz znieść, że Twój mąż nie jest tym ideałem za jakiego go miałaś. Runęła Twoja wizja "nieskazitelnej miłości" i Twój "akt własności męża" okazał się "podrobionym papierkiem" tongue
Podwójną moralność posiadasz tylko i wyłącznie TY!!! Z jednej strony piszesz o "śmiertelnym grzechu" jakim jest brak szacunku do płci i drugiego człowieka, o traktowaniu go przedmiotowo, i bezczeszczeniu miłości. Z drugiej strony usprawiedliwiasz swoja zdradę, uczuciami i próbą rozwiązania "problemu".
Twoje posty aż ociekają HIPOKRYZJĄ...

198

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Sagi napisał/a:

marzena, nikt nie mówi o żadnej podwójnej moralności, NIKT tylko TY. Nikt nie mówi, że kobietom nie wolno bawić się i mieć przygodny seks przed ślubem.. NIKT w tym temacie prócz CIEBIE tego nie mówi. My Ci tylko chcemy uświadomić, że jeżeli ktoś NIE MA ŚLUBU czyli NIE ŚLUBUJE NICZEGO, to nie ma obowiązku być przy kimś na zawsze i być mu wiernym. a TY ŚLUBOWAŁAŚ, dlatego zrobiłaś coś GORSZEGO. Nie mówie, że Twój mąż był okej, bo wiadomo że traktowanie drugiego człowieka jako zabawki do seksu jest nie w porządku.. Ale Ty zrobiłaś TO SAMO będąc w ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM, a to nawet dla mnie, 20 latka jest czymś świętym.

Sagi jestes taki mlody...mam nadzieje ze wytrwasz w tym swoim podejsciu do malzenstwa przez reszte zycia i ze nie zostawisz swojej dziewczyny bo bedzie cie ciekawilo jak to jest z kims innym....nie zachowasz sie wowczas lepiej niz moj maz...
A swoja droga skoro bolalo cie ze twoja dziewczyna uprawiala peting i oral z innym facetem to dlaczego cie to bolalo?
Czy to byl wynik twojego niskiego poczucia wlasnej wartosci? Przeciez ona miala prawo sie bawic...
Az takie niskie miales gdy zaczales spotykac sie ze swoja dziewczyna?

Sagi napisał/a:

"Czy ty w ogole masz szacunek do wlasnej plci? "
Ty zacznij mieć szacunek do innych ludzi

Sagi do ludzi szacunek zawsze mialam, ale tylko do tych, ktorzy sami do siebie szanowali...ot taka mam pokraczna postawe zyciowa ze nie klaszcze gdy widze ludzi, ktorzy odaja swoje wlasne ciala na zabawki dla innych ludzi albo tak innych traktuja wykorzystujac ich naiwnosc lub zaslepienie uczuciem...

199 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-03-02 02:03:03)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Marzena, tak wysnuwam teorie, bo próbuje zrozumieć jak można mieć aż tak głębokie kompleksy i z czego to może wynikać. Ty po prostu nie możesz znieść, że Twój mąż nie jest tym ideałem za jakiego go miałaś. Runęła Twoja wizja "nieskazitelnej miłości" i Twój "akt własności męża" okazał się "podrobionym papierkiem" tongue
Podwójną moralność posiadasz tylko i wyłącznie TY!!!

Margolinka ciagle zaslaniasz sie tymi swoimi KOMPLEKSAMI jak tarcza....to ze ty mialas jakies tam kompleksy i wydaje ci sie ze wlasnie dlatego ciezko ci bylo na poczatku z przeszloscia twojego meza to nie znaczy ze wszystkie osoby tak maja.
Z reszta sama psychologia temu przeczy....tzw. "zazdrosc o sexulana przeszlosc partnera"pojawia sie rownie czesto wsrod osob cieszacych sie wysoka samoocena jak i tych, ktore nisko oceniaja swoja osobe.

Choc najwidoczniej osobom "po przejsciach" takie szufladkowanie ich partnerow jest na reke ...bo wowczas nie musza zastanawiac sie same nad soba i nic robic, tylko wygodnie zepchnac caly ciezar na rzekome " niedowartosciowanie" partnera.....to takie urocze i pelne milosci postepowanie....he,he...

No patrz jak to "przechodzenie z lozka do lozka" gleboko dowartosciowuje ludzi...skoro tylko prawiczki i dziewice maja "niska samoocene", a "ci doswiadczeni" nigdy....
Moze sex z wieloma partnerami powinno sie przepisaywac "niedowartosciowanym" zamiast terapii....najwidoczniej swietnie dziala...he,he...
Co do tego ze nie moge "zniesc ze moj maz nie jest idealem" to sie mylisz....Juz dawno mnie ta sprawa przestala interesowac, rowniez za sprawa moich wlasnych czynow....
Jedyne czego mi zali i zawsze bedzie to tego ze nie moge wizji " nieskazitelnej milosci" przekazac wlasnym dzieciom, bo niby jak im ma powiedziec o "podbojach " mojego meza czy tez wlasnym wyczynie?
Zadna to dobra droga do szczescia dla mlodych umyslow...wiesz kochanie tatus sypial z roznymi kobietami zanim spotkal mamusie, a mamusia tez sie z kims przespala...wiec jak chcesz byc szczesliwa/y to....nie wachaj sie tylko sypiaj z kim popadnie.....za kazdym razem jak tylko zacznie ci sie wydawac ze kochasz....Tylko nie zapomnija zalozyc prezerwatywy zebys jakiegos syfa nie zlapal/la.....

Smutne nie.....ze zamiast przepisu na szacunek i milosci wspolczesne dzieci dostaja instrukcje jak stosowac stosowac gumki i srodki antykoncepcyjne...liczac na to ze kiedys moze w swoich podrozach z "lozka do lozka" w koncu trafia na "diamencik" wsrod plew.

Co do podwojnej moralnosci to ja juz dawno w niej nie zyje ...ale ty a i owszem ...choc tobie akurat to nie przeszkadza...wiec skoro tak jest to znaczy ze jest ok.
Skoda tylko ze do zycia w takim stanie rzeczy namawiasz rowniesz innych ludzi, bo czesc z nich nie bedzie sobie potrafila tlumaczyc wszystkiego tak jak tlumaczysz sobie to ty i zanim sie zorietuja ze nadal jest im z tym zle bedzie juz po slubie...a moze nawet po rozwodzie...

Margolinka napisał/a:

Z jednej strony piszesz o "śmiertelnym grzechu" jakim jest brak szacunku do płci i drugiego człowieka, o traktowaniu go przedmiotowo, i bezczeszczeniu miłości. Z drugiej strony usprawiedliwiasz swoja zdradę, uczuciami i próbą rozwiązania "problemu".
Twoje posty aż ociekają HIPOKRYZJĄ...

Margolinka jesli przeczytalas moje posty uwaznie a zwlaszcza ten gdy ktos probowal mnie straszyc Bogiem to chyba moglas tez zauwazyc ze w zadnym z moich postow nie straszylam ludzi zadnym "smiertelnym grzechem".
Jestem i bylam daleka od mieszania Boga w ludzkie szambo i popierania wlasnych uczynkow jakimis nakazami religijnymi. I z tego co pamietam to w poscie z ktorego wyciagnelas ta fraze bardzo dokladnie wlasnie to wyrazilam. Przeczytaj go jeszcze raz jesli wydaje ci sie ze sie myle.

Nigdy tez nie "usprawiedliwialam" swojej zdrady w zaden sposow ani nie polecalam jej nikomu jako rozwiazanie....wydaje mi sie ze to tez juz kilkakrotnie podkreslilam.

Jesli zas widzisz "naklanianie" ludzi do tego by szanowali sami siebie i innych ludzi jako HIPOKRYZJE to jestem najwieksza Hipokrytka na swiecie....pewnie tez dlatego ze ze sama wiem do czego prowadzi...nie brak MILOSCI, lecz brak SZACUNKU w zwiazku.... i nie zycze tego nawet najwiekszemu wrogowi.

200 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-02 02:43:55)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
marzena7 napisał/a:

Margolinka ciagle zaslaniasz sie tymi swoimi KOMPLEKSAMI jak tarcza....to ze ty mialas jakies tam kompleksy i wydaje ci sie ze wlasnie dlatego ciezko ci bylo na poczatku z przeszloscia twojego meza to nie znaczy ze wszystkie osoby tak maja.

Chyba mało uważnie czytasz moje posty. Nigdzie nie pisałam bowiem, żebym miała jakiekolwiek problemy z przeszłością mojego męża. Miałabym problem, gdyby po ślubie mnie zdradził, ale to co robił zanim się poznaliśmy, to jego prywatna sprawa i nic mi do tego. Może i mam kompleksy, jak wiele innych kobiet, ale nigdy nie wpływają one na mój związek. Bardziej to zbędny kilogram tu i ówdzie, niż "poczucie wyższości" bądź "niższości" względem mojego faceta wink

Skoro tak bardzo nie chciałaś słyszeć o podbojach męża, to trzeba było powiedzieć "skończ już, nie chce tego więcej słyszeć, nie będę potem potrafiła sobie z tym poradzić". Nie powiedziałaś, słuchałaś, a teraz się za to na nim "mścisz".
Seks nie jest receptą na "dowartościowanie się", lecz jak widać brak seksu też w "dowartościowaniu" nie pomaga. Sama zdradziłaś męża, żeby "rozwiązać problem", i nawet Twoje zasady moralne w tym szacunek do siebie i ludzi ci w tym nie przeszkodziły.

marzena7 napisał/a:

...wiesz kochanie tatus sypial z roznymi kobietami zanim spotkal mamusie, a mamusia tez sie z kims przespala...

Nie nie nie...nie pomijaj istotnych szczegółów...
"tatuś sypiał z rożnymi kobietami, zanim spotkał mamusie", a "mamusia zdradziła tatę po ślubie"... wciąż zapominasz o tej drobnej różnicy... Twój mąż być może popełniał błędy w młodości, owszem... Choć nie powiedziane jest, że te dziewczyny nie chciały tego seksu tak samo jak i on. Być może wcale nie odczuły tego jako "brak szacunku do nich", ale jako seks z chłopakiem który im się podoba i wobec którego czuły w danej chwili pożądanie.

marzena7 napisał/a:

Smutne nie.....ze zamiast przepisu na szacunek i milosci wspolczesne dzieci dostaja instrukcje jak stosowac stosowac gumki i srodki antykoncepcyjne...liczac na to ze kiedys moze w swoich podrozach z "lozka do lozka" w koncu trafia na "diamencik" wsrod plew.

Oj Marzena, Marzena... lepiej dzieciom mówić, jak radzić sobie z emocjami i popędem seksualnym, jak dbać o zdrowie i o to aby uniknąć nieplanowanej ciąży, niż wciskać w głowę, że "sex dopiero po ślubie" bo inaczej to niegodne zachowanie, brak szacunku i coś co zasługuje na potępienie. A to, że młody człowiek spróbuje seksu (nie mówię o bzykaniu wszystkiego, co nie ucieka na drzewo), to nic złego. Nie każdy trafi za pierwszym razem na "diamencik". Ty tez nie trafiłaś, czy teraz nie żałujesz, że nie poznałaś innego faceta, który byłby bliższy Twoim poglądom? Może drugi, albo trzeci okazał by się tym diamencikiem. A tak ...? Co teraz zrobisz aby rozwiązać Wasz problem? Rozwiedziesz się, czy będziesz żyła ze znienawidzonym mężem "który nie szanuje kobiet"?

marzena7 napisał/a:

Co do podwojnej moralnosci to ja juz dawno w niej nie zyje ...ale ty a i owszem ...choc tobie akurat to nie przeszkadza...wiec skoro tak jest to znaczy ze jest ok.
Skoda tylko ze do zycia w takim stanie rzeczy namawiasz rowniesz innych ludzi, bo czesc z nich nie bedzie sobie potrafila tlumaczyc wszystkiego tak jak tlumaczysz sobie to ty i zanim sie zorietuja ze nadal jest im z tym zle bedzie juz po slubie...a moze nawet po rozwodzie...

Ja z podwójną moralnością żyję? Nigdy nie zdradziłam męża. Byłam dziewicą, gdy wychodziłam za mąż, nie miałam nic do ukrycia. Kocham męża takiego jaki jest, kocham go za to że jest dobrym człowiekiem, że mnie kocha, dogadujemy się wzajemnie i jesteśmy razem szczęśliwi. Gdzie tu podwójna moralność? I jak ja tą swoją podwójną moralność sobie niby tłumaczę?

201

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Jeśli czegoś nie możemy zapomnieć, należy to przezwyciężyć! Jesteśmy wyjątkowi dlatego, że jesteśmy, a nie dlatego, że coś smile

202

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Chyba mało uważnie czytasz moje posty. Nigdzie nie pisałam bowiem, żebym miała jakiekolwiek problemy z przeszłością mojego męża. Miałabym problem, gdyby po ślubie mnie zdradził, ale to co robił zanim się poznaliśmy, to jego prywatna sprawa i nic mi do tego. Może i mam kompleksy, jak wiele innych kobiet, ale nigdy nie wpływają one na mój związek. Bardziej to zbędny kilogram tu i ówdzie, niż "poczucie wyższości" bądź "niższości" względem mojego faceta wink

Az sprawdze, bo wydaje mi sie ze pisalas o tym w ktoryms ze swoich postow...

Margolinka napisał/a:

Skoro tak bardzo nie chciałaś słyszeć o podbojach męża, to trzeba było powiedzieć "skończ już, nie chce tego więcej słyszeć, nie będę potem potrafiła sobie z tym poradzić". Nie powiedziałaś, słuchałaś, a teraz się za to na nim "mścisz".
Seks nie jest receptą na "dowartościowanie się", lecz jak widać brak seksu też w "dowartościowaniu" nie pomaga. Sama zdradziłaś męża, żeby "rozwiązać problem", i nawet Twoje zasady moralne w tym szacunek do siebie i ludzi ci w tym nie przeszkodziły.

Skad wiesz co powiedzialam, a czego nie powiedzialam mojemu mezowi...bylas przy tym ?!

Skoro rozumiesz ze sex nie jest recepta na dowartosciowanie to dlaczego popierasz ludzi, ktorzy wmawiaja dziewicom i prawiczna "niedowartosciowanie" i wysylasz ich do psychologa jak "chorych na umysle" ludzi, jednoczesnie glaskajac ludzi ktorzy zyli "swobodnie" i usprawiedliwiasz ich zachowanie "mlodoscia" i prawem " do wlasnego zycia " przed slubem, itp.....?

Margolinka napisał/a:

Nie nie nie...nie pomijaj istotnych szczegółów...
"tatuś sypiał z rożnymi kobietami, zanim spotkał mamusie", a "mamusia zdradziła tatę po ślubie"... wciąż zapominasz o tej drobnej różnicy... Twój mąż być może popełniał błędy w młodości, owszem... Choć nie powiedziane jest, że te dziewczyny nie chciały tego seksu tak samo jak i on. Być może wcale nie odczuły tego jako "brak szacunku do nich", ale jako seks z chłopakiem który im się podoba i wobec którego czuły w danej chwili pożądanie.

Sexu chcialy... ale oczekiwaly tez milosci....zwlaszcza ta, ktora dla mojego meza byla pierwsza....
A ja tez nie bylam jeszcze "mloda"...popelniajac moj "blad mlodosci"....
Jak latwo wszystko mlodoscia wyjasnic i uzasadnic...mozesz zyc podle ...byle bys byl mlody...i nic nie slubowal...czyz nie tak Margolinka?

Margolinka napisał/a:

Oj Marzena, Marzena... lepiej dzieciom mówić, jak radzić sobie z emocjami i popędem seksualnym, jak dbać o zdrowie i o to aby uniknąć nieplanowanej ciąży, niż wciskać w głowę, że "sex dopiero po ślubie" bo inaczej to niegodne zachowanie, brak szacunku i coś co zasługuje na potępienie. A to, że młody człowiek spróbuje seksu (nie mówię o bzykaniu wszystkiego, co nie ucieka na drzewo), to nic złego. Nie każdy trafi za pierwszym razem na "diamencik". Ty tez nie trafiłaś, czy teraz nie żałujesz, że nie poznałaś innego faceta, który byłby bliższy Twoim poglądom? Może drugi, albo trzeci okazał by się tym diamencikiem. A tak ...? Co teraz zrobisz aby rozwiązać Wasz problem? Rozwiedziesz się, czy będziesz żyła ze znienawidzonym mężem "który nie szanuje kobiet"?

Wiesz dziwne ....ale wlasnie tego byl uczony moj maz, tego "radzenia sobie z popedem sexualnym...i nie sadz, ze jego rodzice nie uczyli go tez szacunku dla kobiet, a i owszem...a przynajmniej tak im sie wydawalo..
Tylko gdzie tu masz to "radzenie sobie z popedem sexualnym jesli go tylko rozladowujesz z kolejnymi partnerami w imie jakiejs "wyimaginowanej milosci"....a nie probujesz panowac nad nim...bo do slubu to zbyt daleko....
Czy to jest twoja recepta na "radzenie sobie" z popedem sexualnym...?

Co ty powiesz swoim dzieciom o przeszlosci swojego meza...czy pominiesz "istotne szczegoly" dotyczace kobiet z ktorymi sypial? Przemilczysz ze takie wydarzenia mialy miejsce, a tylko bedziesz uczyc " suchej teori" bo tak latwiej.......zataisz przed nimi "istotne szczegoly"?!

Margolinka napisał/a:

Ja z podwójną moralnością żyję? Nigdy nie zdradziłam męża. Byłam dziewicą, gdy wychodziłam za mąż, nie miałam nic do ukrycia. Kocham męża takiego jaki jest, kocham go za to że jest dobrym człowiekiem, że mnie kocha, dogadujemy się wzajemnie i jesteśmy razem szczęśliwi. Gdzie tu podwójna moralność? I jak ja tą swoją podwójną moralność sobie niby tłumaczę?

Gratuluje ci Margolinka skoro jestes i bylas w tej sytuacji szczesliwa, ze twoj mezczyzna cwiczyl swoje umiejetnosci na innych kobietach, lecz mimo to jest dobrym czlowiekiem...widocznie jest bardzo wyjatkowy...

203

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Marzeno...
Po pierwsze... nie wiem co powiedziałaś mężowi, a czego nie. Jedynie mogę teoretyzować. Jeśli powiedziałaś, zanim opowiedział Ci o wszystkim i uprzedziłaś go iż nie będziesz w stanie sobie z tym poradzić, to ok. Wtedy jest nie w porządku. Ale jeśli nie powiedziałaś nic, to nie możesz mieć o to do niego pretensji. Nie możemy mieć bowiem pretensji do kogoś, że powiedział nam czegoś czego nie chcieliśmy słuchać.

Po drugie...
Seks nie jest recepta na dowartościowanie, ale też nie jest niczym złym. To normalne, że zdrowy człowiek odczuwa popęd seksualny. Pomimo tego iż byłam dziewicą w chwili poznania mojego męża, nie czekałam z seksem "do ślubu" z tego powodu że uważam to za konieczne. Po prostu żadnemu z facetów z którymi byłam nie zaufałam do tego stopnia aby się z nimi przespać. Wolałam potem nie żałować. Akurat tak mi się trafiło, że spotkałam mojego M. Jednak nie każdy trafia za pierwszym razem, i tego nie można potępiać. To, że ktoś oczekiwał miłości, a suma sumarum jej nie dostał... trudno. To, że ze związku nic nie wyszło i dwoje osób rozstaje się po pewnym czasie, twierdząc że coś było nie tak (czasami właśnie w łóżku) to chyba lepiej, niż mieliby żyć ze sobą na siłę i jedynie udawać przed ludźmi. Po co czekać do ślubu z seksem, a potem zdradzać? Bo ona wyobrażała sobie inaczej seks, chciałaby delikatnie i romantycznie, a on okazało się że woli bardziej na ostro. Ona czekała na ten "pierwszy raz" z nadzieją na wielkie uniesienia, a on myślał że jak przyjdzie do konkretów, to będzie mógł liczyć na to że jej jednak się spodoba. Albo okazało się, że ona chce uprawiać seks 2 razy dziennie, bo odkryła w końcu swoją prawdziwą seksualność i to że ma duży popęd, a jemu wystarcza 2 razy w tygodniu. Co wtedy? Co jeśli "docieranie się" nie wychodzi? Rozwód? Czy zdrady i życie w obłudzie?
Czytasz pewnie forum i powiedz mi...kto ma większe problemy z przeszłością partnerów? Dziewice i prawiczki, czy osoby z seksualną przeszłością (choćby minimalną)?
Powiem tak... przesada w obie strony nie jest receptą na dowartościowanie.

Po trzecie...
Miłość poza małżeństwem nie musi być "wyimaginowana". Obrączka nie jest panaceum na "uzdrowienie" miłości. Nie sprawia, że jest ona bardziej prawdziwsza niż ta sprzed małżeństwa. Ja kochałam się z moim M. jeszcze przed ślubem. Nie uważam, żebym kochała go mniej przed założeniem obrączki, albo bardziej tuz po... cały czas kocham go tak samo.
Co do popędu seksualnego, to nie rozładowujesz go "w imię miłości" a w imię biologii... bo biologii nie oszukasz. Dwoje ludzi, gdy działają na siebie pod względem seksualnym, pociągają się, czuja pożądanie... nawet nie muszą się kochać. Wystarczy że będą się choćby lubić, a w danej chwili "zaiskrzy". Ważne aby seks był za obopólną zgodą, wtedy wszystko jest ok. Dlatego ważne jest aby przekazywać młodym ludziom informacje o antykoncepcji, a nie prawić morały i cytować regułki.

Po czwarte...
Moim dzieciom będę mówić, że ważne aby dwoje ludzi się kochało. Na pewno opowiem o sposobach antykoncepcji i tym, że seks nie jest niczym złym, że to naturalna rzecz w życiu człowieka, że powinno się świadomie wybierać partnera i być odpowiedzialnym za własne czyny. Na pewno nie będę mówić o tym, że należy unikać seksu do ślubu, ponieważ jest to jedyna oznaka szacunku wobec drugiego człowieka.
"Istotnych szczegółów" poznają aż nadto, a to czy tato (czy też mama) miał 2, 3, czy 10 partnerek to jest nieistotne. Powiedz, czy Ty zamierzasz powiedzieć swojemu dziecku, że zdradziłaś męża i podać konkretny tego powód?
Czy czujesz, że to będzie bardzo istotne dla Twojego dziecka i potrzebne mu aby żyć?

Po piąte...
Nie tragizuje tak jak Ty... i nie patrze na to w sposób że "ćwiczył swoje umiejętności na innych". On po prostu żył swoim życiem. Zakochiwał się, odkochiwał... całował i był całowany...uprawiał seks z kim miał na to ochotę w tamtym czasie. Ja również zakochiwałam się i odkochiwałam, całowałam i byłam całowana... a że nie uprawiałam seksu, to już moja sprawa. Mogłam. A że nie zrobiłam tego, to już tylko ja miałam na to wpływ. Tak zadecydowałam.
Nie mogę mieć do niego żalu, że on w swoim życiu zdecydował inaczej, bo to było jego życie. Nie wiedział jak dalej się ono potoczy.

204 Ostatnio edytowany przez Sagi (2013-03-02 11:24:08)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

marzena7 wytumacz mi cos. Ja nie potepiam twojej wizji milosci, uwazam nawet że to takie fajne - być dla siebie pierwszymi, jedynymi.. Ale czy wiedzialas ze nie bylas dla meza pierwsza? Jezeli tak, to po co sie w to pakowalas? Chyba wiedzialas ze przeszkadza ci to..
Co do pytania dlaczego bolalo mnie ze uprawiala petting- miedzy innymi dlatego, ze balem sie bycia gorszym. Ale takze dlatego ze laczylo ich cos tak bliskiego. Ale widzisz, kiedy sami zaczelismy to zrobic przeslzo mi. WIesz dlaczego? Bo seks, jak bardzo by sie przy tym upieralo, NIE JEST ZADNYM wyznacznikiem milosci. Milosc objawia sie w czyms innym. Za bardzo łączysz ze sobą te dwie rzeczy.

@edit
Z resztą, ie wiem po co gadam z kimś kto zaprzecza samemu sobie wkażdym poście.

205

Odp: problem z akceptacją tego co było...

dziewczyno opamiętaj się. Teraz jest z Tobą i to się liczy !! A, że z tamtą uprawiał tylko seks to dobrze ! Seks jest dla ludzi. Jeśli nie zwolnisz to zamęczysz jego i siebie. I zniszczysz ten związek.

pannica90 napisał/a:

Wielokropku, tylko nie zrozumialas, on z nia nie byl. Zrobil to dla zaspokojenia swoich potrzeb a nie z milosci do niej. nie mial przede mna powaznego zwiazku bo nie zakochal sie. Byla chetna kolezanka i stalo się. Gdyby to byl zwiazek moze byloby to latwiejsze, a może nie... Na pewno nie czekał żeby to zrobic z ukochana osoba, sam o sobie powiedzial,ze byl wtedy próżny i nie myslal o przyszlosci... ze teraz sie zmienil. To byl taki incydent na studiach. A ja nie moge zniesc faktu ze tak bylo.

Może faktycznie, jedynym lekarstwem to nie myslec. Ale czy mozna wymazac cos z glowy calkowicie ? to chyba nie mozliwe...:( czesto o tym przypominaja mi jakies szczegoly z tamtego okresu, wsytarczy jak wpsominalam, ze minę ich szkołę, a serce wali jak młot i czuję okropną gorycz

206

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Mam podobnie i w sumie nie wiem co z tym zrobić. Mój partner miał dość bujne życie towarzyskie przede mną. Akceptuje to, bo przecież wcześniej go nie znałam to czemu bym miała mieć mu coś za złe. Jednak z ostatnią dziewczyną z którą spał jesteśmy na jednym roku w jednej grupie. I za każdym razem gdy ją widzę mam w głowie to jak on jej okazywał czułość, jak się z nią kochał. Tym bardziej, że pewne rzeczy takie jak pocałunki i objęcia widziałam na własne oczy. Wiem, że mnie kocha, lecz przez to, że widze, że ona jest szczuplejsza, ładniejsza i mądrzejsza ode mnie mam pewne obawy. Kilka razy się pokłócilismy o to. Nie potrafię pojąć, czemu jest ze mną. Wiem, że kiedyś zdradził przez co bardziej czuje się zagrożona. On stara mi się pokazać jak mu zależy na mnie... Lecz nie wiem co zrobić by mu zaufać tak kompletnie i nie denerwować się jego przeszłością i tym, że mnie też może zdradzić. Z chcęcią wysłucham każdych sugestii.

207

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Negai, a moze bardziej zadbaj o siebie, zamiast dreczyc sie ze ktoras jest szczuplejsza od Ciebie smile
Popracuj nad figura, bardziej przyloz sie do studiow i nauki, znajdz sobie jakas pasje i rozwijaj ja.
Wtedy poczujesz sie atrakcyjniejsza, Twoj facet tez to zauwazy i doceni.
Nie ma co szukac problemow w innych, trzeba zaczac od siebie...od tego aby samemu sobie problemow nie stwarzac.

208

Odp: problem z akceptacją tego co było...

A gdybyś miała zaakceptowac to, że Twój partner miał żonę z którą ma dziecko i to "obce" dziecko będzie Wam towarzyszyć? Gdybyś miała świadomość, że Wasze wspólne dziecko nie będzie dla Was "równym" przeżyciem? Gdybyś stale musiała iść na kompromisy?
Przepraszam za prywatę ale to co Ty masz to dla mnie "natręctwo" w tym momencie nawet jakbyś miała chłopaka z gimnazjum to zapewne miałby za sobą jakąś cielesną przeszłość. Zmiana Twojego sposobu myślenia zapewne nie jest prosta, więc radzę tylko terapię albo psychologa. Zdaję sobie sprawę, że jesteś bardzo tym wszystkim umęczona. Może nawet w pewnym momencie zdasz sobie sprawę, że tego nie udźwigniesz i chłopaka zostawisz....więc działaj póki czas

209

Odp: problem z akceptacją tego co było...

No i się nie doczekałem odpowiedzi ... szkoda że po raz kolejny busiu przychodzi, mówi co chce powiedzieć i nie ciągnie dyskusji dalej.

210 Ostatnio edytowany przez Kerty (2013-03-16 21:24:44)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
busiu napisał/a:

Wniosek może być tylko jeden- dziewica to najgorszy materiał na życiową partnerkę.

Ja także poprę ten wniosek, jako eks-dziewica z jedynym, obecnym partnerem "na koncie". Choć bardzo kocham mojego chłopaka, to jestem ciekawa tego, jakby to było z innym. Żałuję, że nie sprawdziłam tego zanim zaangażowałam się w poważną relację. Potępiam zdradę, jednak do tej pory nie zostałam wystawiona na prawdziwą pokusę. A przecież tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

Przy tym zauważyłam zależność- dziewictwem radują się raczej młodzi chłopcy. Dla nich to brak powodów do kompleksów (w końcu dziewica nie ma porównania, więc nie ma szans, żeby był gorszy od kogokolwiek), a zarazem mogą doładować sobie ego jako "zdobywcy". Natomiast bardziej dojrzali faceci wiedzą, że dziewica to rosyjska ruletka- może być zimna kłoda, szalona marzena7, nieoszlifowany diament... No po prostu ryzyko.

https://www.youtube.com/watch?v=inY1TL3U57I

Siara - i wszystko jasne.

A teraz opis słowny - masz chłopaka, relacja poważna a Ty myślisz o innych? Ręce opadają. Źle Ci z obecnym chłopakiem? Nie daje Ci orgazmu czy co? Znudził Ci się? Bo takie głupoty wypisujesz, że na prawdę - jak można tak w ogóle pomyśleć. A jeżeli zdarzy się ta "pokusa prawdziwa" co wtedy? Jeżeli pod wpływem chwili, impulsu - zdradzisz chłopaka to jak mu potem spojrzysz w oczy? Co? W sumie - jakbyś go zdradziła i przybiegła tu z płaczem, że Cię zostawił - to u mnie pocieszenia na pewno nie znajdziesz. Bo to zdrada to idiotyzm w najwyższym stężeniu.

Co do dziewictwa - właśnie takie porównania są złe. Bo co to za porównanie? Z tamtym było dobrze? To po cholerę z nim zrywała? A teraz porównania będzie tworzyć... Tamten miał 17 a ten tylko 15... Tamten robił świetną minetę a ten to nawet lizać nie umie... Skoro tak było dobrze - to po co brać nowego "partnera"?

211

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Ciemnooki napisał/a:

busiu, bardzo często piszesz, że trochę żałujesz że miałaś tylko jednego, że nie wiesz jak to jest z innym, że nie wiesz co byłoby lub będzie gdy pojawi się inny, lepszy, że masz nie wiem ... ból niedoświadczenia czy jakby to tam nazwać więc odpowiedz mi na jedno pytanie w związku z tym. Jako ta cała eks dziewica która czuje głód innego - coby się musiało stać / wyniknąć, co byś musiała przeżyć lub doświadczyć tudzież jaki musiałby być ten drugi facet ( z wyglądu czy tam charakteru, zależnie od tego co Cię tam by kręciło w danym momencie ) żebyś pokusiła się o zdradę lub rzucenie obecnego na rzecz nowego? I nie pisz proszę, że tak nie zrobisz bo oboje dobrze wiemy że choćbyśmy chcieli być idealni i zgodni ze swoimi przekonaniami czasem dzieje się inaczej. Zresztą sama bodaj napisałaś coś w stylu, że sama nie wiesz co stałoby się gdybyś trafiła na 'lepszego' ... tylko lepszego w jakim względzie?

Ciemnooki, już wracam, ale moja odpowiedź prawdopodobnie Cię nie zadowoli. smile Nie wiem, jaki musiałby być ten "inny" żebym całkowicie straciła głowę. Mój obecny chłopak odpowiada mi pod każdym względem i bardzo go kocham, a od kiedy z nim jestem każdy facet wypada na jego tle blado. Gdybym spotkała kogoś lepszego, prawdopodobnie bym o tym wiedziała, ale na obecną chwilę to naprawdę nie potrafię tego określić.

A Ty, Kerty, czytaj ze zrozumieniem. Nie myślę o innych, bo i o kim miałabym myśleć? Od momentu, w którym poznałam mojego obecnego chłopaka, żaden poznany przeze mnie facet nie był nawet wart przelotnych myśli o zdradzie. Ale nie mówię, że taki się nie pojawi- bo nie znam przyszłości. Na forum jest multum wątków, w których zdradzający piszą, że byli przekonani, że oni to nigdy by nie zdradzili, a jednak się stało. Moja wierność względem chłopaka na razie jest niewzruszona, ale powtarzam- ona nie została do tej przetestowana na poważnie.

A co do porównania- po prostu chcę wiedzieć, jak może wyglądać seks z innym mężczyzną. Zwykła, ludzka ciekawosć. Myślę też, że gdybym była bardziej doświadczona nie miałabym problemów z zazdrością o przeszłość, jakie miała wspomniana marzena7.

212

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ok, rozumiem ale z drugiej strony nie pojmuję też do końca innej rzeczy. Twierdzisz że on jest świetnym partnerem, dobrze wam się układa w każdej materii i pod każdym względem ( taki obraz się jawi z Twoich postów ). I niby wszystko jest ok ale nadal 'trochę' Cię to boli, że on się wyszalał za młodu a Ty nie, nie masz porównania i tym podobne. Trochę o tym dumałem i po rozmowie z jedną osobą doszliśmy do wniosku, że może takie 'parcie' na porównanie, na inne doświadczenia wynika z tego, że paradoksalnie za dobrze się wam układa w łóżku? No offence ale jakbym się nad tym zastanowić to teoretycznie to się trzyma kupy i ma sens. Jak ktoś codziennie dostaje drogie prezenty, ekskluzywne podarki i pewnego dnia dostanie coś mniej wartościowego to tupie nóżką i wpada w histerię, szuka substytutu. 

A co do reszty, przecież sama nie raz wspominałaś, że etap bulwersowania się o jego przeszłość masz za sobą, no nie?

213

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ciemnooki, to żadne "parcie" na porównywanie. Tu nie chodzi za wszelka cenę o porównanie obecnego faceta, do kogoś innego. To byłoby bez sensu. Tym bardziej, gdy wszystko byłoby "za dobrze". Po jakie licho wtedy porównywać?
Myśli o tym jakby było z innym, to zwykła ciekawość, niezaspokojona ciekawość. Ona zawsze będzie u kogoś, kto miał jednego partnera seksualnego, jednak nie jest to skutek "za dobrych" chwil w łóżku. Bardziej powodem mogą być "braki" w łóżku. Według mnie, to prędzej. Jednak zwykła ciekawość jest pewnie równie częstym powodem takiego myślenia.
Nie każdy też zechce tą ciekawość zaspokajać w przyszłości. Możemy nazwać to, że są osoby bardziej podatne i mniej podatne na pokusy.

214 Ostatnio edytowany przez Ciemnooki (2013-03-17 21:05:19)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Może to parcie było niezbyt właściwym wyrazem ( ale było też w cudzysłowiu ... ) ale nie miałem na myśli tego by robić to za wszelką cenę. Zresztą wydaje mi się, że gdzieś tam busiu pisała coś w stylu że pocałunek z kimś innym inaczej się odczuwa, seks tym bardziej. Bo przecież chyba min po to by mieć jakieś pojęcie, porównanie w przyszłości / przeszłości się to robi ( lub nie ), prawda? By wiedzieć jak to jest, móc się wyszaleć gdy są okazje do jedno nocnych bądź niezobowiązujących układów i potem mieć 'spokój' w swoim stałym związku etc etc.

Co do tego 'za dobrze' - to jest dosyć proste. Ktoś ma to czy owo, codziennie, pod dostatkiem że aż tym rzyga. Gdy się go od tego odetnie lub w pewnym momencie nie będzie spełniało jego oczekiwań to ktoś się po prostu zirytuje i będzie 'błądził'. Mówią że od przybytku głowa nie boli ... a może jednak? Nie twierdzę, że takie założenie jest właściwe ale myślę, że warto na nie spojrzeć pod tym kątem i się zastanowić. I kluczowe nie jest porównanie tylko sam fakt, że było się z kimś innym ... lub nie.

Wiem że to jest kwestia ciekawości. Zastanawiają mnie tylko tak mocno pobudki - czy jest to dlatego bo jest 'za dobrze', czy dlatego że się nie układa w łóżku czy dlaczego. Bo rozumiałbym takie sytuacje jak u busiu gdyby np: miała 30 lat i wtedy by przeżyła swój pierwszy raz albo by się jej w ogóle nie układało ale jak jest dobrze i ma się ku dobremu to skąd tak duża chęć na innych? I nie tylko u niej.

215

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ciemnooki, "ciekawość", a "chęć" też musimy rozróżnić, bo "ciekawy" może sobie długo gdybać "jak to by mogło być" a i tak nigdy tego nie spróbuje, bo to co ma obecnie mu wystarcza. "Chętny" może od zawsze szukać okazji, a gdy takowa się nadarzy to spróbuje, bo będzie to silniejsze od niego.
A dlaczego tak jest...nie wiem. Gdyby ktoś to wiedział, to nie było by to już tematem dzisiejszej dyskusji na forum. Myślę jednak, że z tym "za dobrze", to pojęcie względne. Dla każdego "za dobrze" może znaczyć co innego. Nie dla każdego będzie to tym samym. Jakiś facet może myśleć, że obsypywanie prezentami, kwiatami i cotygodniowe wycieczki, będą już szczytem marzeń każdej dziewczyny i wynagrodzą jej "odrobinę samotności w związku", tymczasem ona może chcieć jedynie wspólnych spędzonych miło wieczorów, przytulenia się, czułości i oparcia w swoim mężczyźnie. Te materialne rzeczy będą dla niej niczym. Inna z kolei, pogardzi wspaniałym, czułym i opiekuńczym facetem, biegającym za nią do znudzenia, na rzecz dóbr materialnych i faceta którego wiecznie nie ma w domu. Zawsze więc trzeba wypośrodkowywać, żeby było dobrze, a nie "za dobrze".

216

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Cieszę się, że Margolinka przybyła z odsieczą. smile Jest dokładnie jak pisze- ciekawość i tyle. Nie mam chęci na innych- ani na tych, których znałam przed związkiem, jak i tych, których poznałam w trakcie jego trwania.

Tak, pretensje o jego przeszłość były, nigdy o tym z nim nie rozmawiałam, ale mam to już za sobą. Nie mam mu za złe, że śmiał być z kimś przed poznaniem mojej cudownej osoby. smile Ale nie ukrywam, że mu zazdroszczę większego doświadczenia i chciałabym, żebyśmy byli mniej-więcej na tym samym poziomie. Czyli tak 1:1.

Poza tym to nie jest tak, że jest mi "za dobrze". Związek to wyzwania i ciągła praca nad sobą, tak w życiu codziennym, jak i w łóżku. Jest kilka rzeczy, które chciałabym zmienić lub poprawić, bo kiedy opada "haj" zakochania trzeba się nauczyć żyć ze sobą na trzeźwo, bez dopalaczy w postaci hormonów. Kiedy byłam silnie zauroczona, to inni faceci w ogóle nie istnieli, zdrada była dla mnie czymś niewyobrażalnym. Jak wróciła normalność, to okazuje się, że przystojny facet w metrze może mnie pociągać fizycznie. To oczywiście za mało, żeby zdrada się zdarzyła, ale...

Posty [ 196 do 217 z 217 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problem z akceptacją tego co było...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026