Marzeno...
Po pierwsze... nie wiem co powiedziałaś mężowi, a czego nie. Jedynie mogę teoretyzować. Jeśli powiedziałaś, zanim opowiedział Ci o wszystkim i uprzedziłaś go iż nie będziesz w stanie sobie z tym poradzić, to ok. Wtedy jest nie w porządku. Ale jeśli nie powiedziałaś nic, to nie możesz mieć o to do niego pretensji. Nie możemy mieć bowiem pretensji do kogoś, że powiedział nam czegoś czego nie chcieliśmy słuchać.
Po drugie...
Seks nie jest recepta na dowartościowanie, ale też nie jest niczym złym. To normalne, że zdrowy człowiek odczuwa popęd seksualny. Pomimo tego iż byłam dziewicą w chwili poznania mojego męża, nie czekałam z seksem "do ślubu" z tego powodu że uważam to za konieczne. Po prostu żadnemu z facetów z którymi byłam nie zaufałam do tego stopnia aby się z nimi przespać. Wolałam potem nie żałować. Akurat tak mi się trafiło, że spotkałam mojego M. Jednak nie każdy trafia za pierwszym razem, i tego nie można potępiać. To, że ktoś oczekiwał miłości, a suma sumarum jej nie dostał... trudno. To, że ze związku nic nie wyszło i dwoje osób rozstaje się po pewnym czasie, twierdząc że coś było nie tak (czasami właśnie w łóżku) to chyba lepiej, niż mieliby żyć ze sobą na siłę i jedynie udawać przed ludźmi. Po co czekać do ślubu z seksem, a potem zdradzać? Bo ona wyobrażała sobie inaczej seks, chciałaby delikatnie i romantycznie, a on okazało się że woli bardziej na ostro. Ona czekała na ten "pierwszy raz" z nadzieją na wielkie uniesienia, a on myślał że jak przyjdzie do konkretów, to będzie mógł liczyć na to że jej jednak się spodoba. Albo okazało się, że ona chce uprawiać seks 2 razy dziennie, bo odkryła w końcu swoją prawdziwą seksualność i to że ma duży popęd, a jemu wystarcza 2 razy w tygodniu. Co wtedy? Co jeśli "docieranie się" nie wychodzi? Rozwód? Czy zdrady i życie w obłudzie?
Czytasz pewnie forum i powiedz mi...kto ma większe problemy z przeszłością partnerów? Dziewice i prawiczki, czy osoby z seksualną przeszłością (choćby minimalną)?
Powiem tak... przesada w obie strony nie jest receptą na dowartościowanie.
Po trzecie...
Miłość poza małżeństwem nie musi być "wyimaginowana". Obrączka nie jest panaceum na "uzdrowienie" miłości. Nie sprawia, że jest ona bardziej prawdziwsza niż ta sprzed małżeństwa. Ja kochałam się z moim M. jeszcze przed ślubem. Nie uważam, żebym kochała go mniej przed założeniem obrączki, albo bardziej tuz po... cały czas kocham go tak samo.
Co do popędu seksualnego, to nie rozładowujesz go "w imię miłości" a w imię biologii... bo biologii nie oszukasz. Dwoje ludzi, gdy działają na siebie pod względem seksualnym, pociągają się, czuja pożądanie... nawet nie muszą się kochać. Wystarczy że będą się choćby lubić, a w danej chwili "zaiskrzy". Ważne aby seks był za obopólną zgodą, wtedy wszystko jest ok. Dlatego ważne jest aby przekazywać młodym ludziom informacje o antykoncepcji, a nie prawić morały i cytować regułki.
Po czwarte...
Moim dzieciom będę mówić, że ważne aby dwoje ludzi się kochało. Na pewno opowiem o sposobach antykoncepcji i tym, że seks nie jest niczym złym, że to naturalna rzecz w życiu człowieka, że powinno się świadomie wybierać partnera i być odpowiedzialnym za własne czyny. Na pewno nie będę mówić o tym, że należy unikać seksu do ślubu, ponieważ jest to jedyna oznaka szacunku wobec drugiego człowieka.
"Istotnych szczegółów" poznają aż nadto, a to czy tato (czy też mama) miał 2, 3, czy 10 partnerek to jest nieistotne. Powiedz, czy Ty zamierzasz powiedzieć swojemu dziecku, że zdradziłaś męża i podać konkretny tego powód?
Czy czujesz, że to będzie bardzo istotne dla Twojego dziecka i potrzebne mu aby żyć?
Po piąte...
Nie tragizuje tak jak Ty... i nie patrze na to w sposób że "ćwiczył swoje umiejętności na innych". On po prostu żył swoim życiem. Zakochiwał się, odkochiwał... całował i był całowany...uprawiał seks z kim miał na to ochotę w tamtym czasie. Ja również zakochiwałam się i odkochiwałam, całowałam i byłam całowana... a że nie uprawiałam seksu, to już moja sprawa. Mogłam. A że nie zrobiłam tego, to już tylko ja miałam na to wpływ. Tak zadecydowałam.
Nie mogę mieć do niego żalu, że on w swoim życiu zdecydował inaczej, bo to było jego życie. Nie wiedział jak dalej się ono potoczy.