netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

problem z akceptacją tego co było...

216 odpowiedzi21 720 wyświetleńzałożony przez pannica90, 10.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problem z akceptacją tego co było...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 217 ]

131

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

olac przeszlosc kiedy wiele mi sie z tą przeszloscia kojarzy? Konkrety.

Nie rozmyślać o tej przeszłości. Nie masz swojej własnej? Poszukaj we własnej przeszłości miłych chwil i kiedy masz ochotę na wspominki to myśl o własnych miłych chwilach.

Uświadom sobie jedno - w tym momencie to Ty zapraszasz jego przeszłość do waszego związku. To za Twoją sprawą ta przeszłość cały czas żyje i miesza się z teraźniejszością. Nie lepiej budować wspólną teraźniejszość? Pomyśl, jak za kilka lat będziesz wspominać ten okres waszego związku, który jest teraz. Mogłabyś przecież o nim myśleć jak o wspaniałych wspólnych chwilach, waszych uczuciach, emocjach, wrażeniach. Ale tak nie będzie. Za jakiś czas, wspominając luty 2013 będziesz pamiętała swoją zazdrość o jego przeszłość. Będziesz pamiętała jak Ci jego była koleżanka sen z oczu spędzała.

Jeśli masz takie nastawienie to nie ma sposobu, żebyś to nastawienie na pstryknięcie palca zmieniła. Więc jedynym sposobem pozostaje nie myśleć o przeszłości. Pukać się w główkę za każdym razem kiedy pomyślisz o tamtej. Obracać w żart własne myśli. I, wbrew niektórym radom powyżej - nie rozmawiać o tym ze swoim chłopakiem! Owszem, możesz mu powiedzieć, że masz z tym problem, opowiedzieć jak sie z tym czujesz. Ale nie wałkować tego tematu i nie wracać do niego. Nawet najbardziej wyrozumiały chłopak po jakimś czasie będzie miał dość tej niesprawiedliwej pokuty.

132 Ostatnio edytowany przez pennylane (2013-02-12 15:39:51)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

nie umiem tak calkowcie olac przeszlosci. nie wiem czy bedac z kims powinno sie calkowcie zlekcewazyc przeszlosc tej osoby? czy wybierac wygodne momenty? czy ktos moze robic wszystko do momentu kiedy spotka tą jedna osobe i wtedy przeszlosc sie nie liczy?

Skoro nie umiesz całkowicie "zlekceważyć" przeszłości swojego faceta to się z nim po prostu w końcu rozstań. Jeszcze chwila, tydzień, miesiąc, rok i znajdziesz się na granicy wytrzymałości psychicznej. Ty i Twoja obsesja - co on kiedy i gdzie z nią robił, w jakiej pozycji, czy na nią patrzył - a może na ścianę? Czy dotykał jej piersi - obu, czy może tylko lewej? Im dalej w las tym więcej pytań, szczegółów dotyczących tego seksu.

Możesz też ewentualnie molestować go w kółko swoją obsesją i czekać - zobaczymy ile wytrzyma. Stawiam, że jeśli to normalny facet, który - jak większość z nas - oczekuję fajnego, dojrzałego związku, który daje mu satysfakcję zamiast permanentnego poczucia winy - to za pół roku będziesz w końcu sama. I problem jego przeszłości zniknie z Twojego pola widzenia. Chyba o to Ci chodzi, prawda?

Aha, tylko pamiętaj - zgodnie z Twoimi sztywnymi poglądami kiedy już swoją paranoją i brakiem umiejętności wyjścia poza SWOJE EGO i SWOJE PROBLEMY odpędzisz tego (ponoć wspaniałego) mężczyznę to czeka Cię smutne i samotne życie. Bo przecież zgodnie z Twoją ideologią można mieć tylko jednego partnera w ciągu swojego życia.

133 Ostatnio edytowany przez pannica90 (2013-02-12 15:47:05)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nie traktuj mnie pennlane, jak jakas nawiedzona babe. To co tutaj pisze nie mowie jemu, z nim przegadalam temat kiedys. nie wyciagam tego mu, umiem sie dobrze maskowac , a emocje wyladowuje w inny sposob. Chce pomoc sobie, zeby byc szczesliwa, wolalabym byc sama niz kogokolwiek molestowac czym kolwiek wiec nie rob ze mnie potwora w ludzkiej skorze.
i nie pytam oto jak to robili, ogolnei powiedzial jak bylo,wiec niemam zamiaru juz  wogole mowic o tych szczegolach.

134

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Dam ci jedna ale ważna radę wiem co czujesz twoja historia jest łudząco podobna do mojej tylko w odwrotnym kierunku i nie raz a więcej bodajże trzy i to z różnymi ale nie oto chodzi jeżeli naprawdę go mocno kochasz to z czasem zapomniesz o wszystkim postaraj zakopać te myśli gdzieś bardzo głęboko niestety są sytuacje w których to przypomiesz sobie wszystko i znowu się zacznie ból nękające pytania ale  pamiętaj rozum nie serce a serce nie sługa. Podejmowanie jakichkolwiek rozmów nic tak naprawdę nie da, wież mi wiem coś na ten temat, parę dni temu wszystkie wspomnienia wróciły ale trzeba się z tym uporać . Muszę przyznać iż przez co najmniej dwanaście bądz trzynaście lat o tym kompletnie nie pamiętałem a teraz wróciło po przeczytaniu jednego postu  ważne jest aby szybko zapomnieć, Nie próbuj pytać bo z reguły odpowiedzi będą wymijające. Wiem jakie pytania nasuwają ci się na mysl ale ich nie zadawaj bo to nic nie da  a tylko możesz otrzymać pytanie to dla czego ze mną jesteś jak to ci przeszkadza. Postaraj się myśleć tylko o dobrych wspomnieniach i pamiętaj z czasem samo odejdzie, a jak wróci to znowu poboli i pewnie później też odejdzie przynajmniej ja mam taką nadzieję a i jeszcze jeno nie pokazuj tego po sobie bo jak mi powiedziano , taki ewentualny wybuch może zakończyć związek
Trzymaj się mam tylko nadzieję że się z tym wszystkim szybko uporasz zobaczysz będzie dobrze.

135

Odp: problem z akceptacją tego co było...

neo33 tzn ze Ty cierpiales podobnie do mnie? i w taki sposob walczyles z tym uczuciem?

136

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Nie traktuj mnie pennlane, jak jakas nawiedzona babe. To co tutaj pisze nie mowie jemu, z nim przegadalam temat kiedys. nie wyciagam tego mu, umiem sie dobrze maskowac , a emocje wyladowuje w inny sposob. Chce pomoc sobie, zeby byc szczesliwa, wolalabym byc sama niz kogokolwiek molestowac czym kolwiek wiec nie rob ze mnie potwora w ludzkiej skorze.
i nie pytam oto jak to robili, ogolnei powiedzial jak bylo,wiec niemam zamiaru juz  wogole mowic o tych szczegolach.

Nie traktuje Ciebie jak nawiedzonej - piszę ostro bo wydaje mi się, że łagodne rozmowy nic nie dają.
W kółko powtarzasz, że nie umiesz zapomnieć. Prędzej czy później zamęczysz - albo siebie albo jego. A przecież to oczywiste, że Ci tego nie życzę - wręcz przeciwnie.

Oczekujesz tutaj przepisu na zapomnienie. Rozczaruje Cię - nie ma takiego. Nie ma żadnej "logicznej" rady, którą ktokolwiek z czytelników może Ci dać. To niestety nie przepis na rosół, nie jest też tak, że wypowiesz magiczne zaklęcie i nagle będzie dobrze.
Vinnga napisała Ci - chcesz zapomnieć to pracuj nad sobą. Za każdym razem, kiedy pojawiają się takie myśli obracaj je w żart, karć siebie i wyrzucaj je z głowy. Ale jeśli minie jeszcze rok, jeszcze dwa lata i nadal będziesz się męczyć to po prostu odejdź - bo życie mamy jedno i nie warto go marnować na permanentne zamartwianie się.

Trzymam za Ciebie kciuki bo wiem, że da się to przewalczyć. Na dobry początek proponuję pójść z ukochanym na spacer, obejrzeć film i przypomnieć sobie - nawet jeśli po raz setny - że to TY z nim jesteś i TO CIEBIE on kocha.

137

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Witam,Pannico uważam że powinnaś znalezc w swoim związku punkt zaczepienia,który będzie pomagał czuć sie zawsze dobrze...odpowiadając na twoje pytanie bezpośrednio do mojej osoby..poznałam mojego męża przez mojego brata,który miał wypadek i mój mąż go odwiedzał...ja byłam ok pół roku po rozstaniu z byłym (wówczas facetem)z którym spędziłam 8 lat-miałam 18 lat kiedy zaczeliśmy sie spotykać był moim pierwszym facetem fizycznym (wcześniej też spotykałam sie z innymi,ale seksu nie uprawiałam),on nauczył mnie wszystkiego był ode mnie starszy o 9 lat....kiedy sie rozstaliśmy ja miałam 26lat czyli spedziłam przy jednym facecie najlepsze moje lata....w tym samym czasie kończył sie związek mojego męża,którego zostawiła dziewczyna staż podobny jak u mnie,jednak przed nią miał kilka innych również w sposób fizyczny...kiedy się zaczeliśmy spotykać ja i mój mąż oboje mieliśmy bagaż doświadczeń z partnerami....i w zasadzie byłam wdzięczna że nie jest prawiczkiem i nie muszę niczego pokazywać ani uczyć,co nie znaczy że nie poznawaliśmy się nawzajem wprowadziłam coś ja nowego i on,podobało mi sie że zwraca uwagę też na moje potrzeby że nie kończy orgazmem i mnie zostawia na zasadzie radz sobie sama...zawsze zwracał uwagę abym ja też była zadowolona,kilka rzeczy które robił ze swoimi byłymi nie podobały mi się i ich nie kultywowałam bo miałam swoje,lubię szalony seks w parku na ławce,na klatce schodowej również itd,to są przykłady które mój mąż  zaakceptował,opowiadał czasami jak zabawiał się za młodu,w jakiś sposób byłam troszkę zła że mi to opowiada i że robił to z nimi,ale zdawałam sobie również sprawe że to jest bez sensu,wszak ja też miałam swoje przygody z moim byłym....nie porównywałam ich nigdy,wiedziałam że sie różnią wyglądem,charakterem,poglądami to i seks bedzie inny....Pannico jest trudno ci zaakceptowac to że przespał sie z jakąs lalką  bo chciałaś aby on był twoim pierwszym facetem z którym będziesz uczyła sie sztuki kochania,ale wez pod uwagę jedną tylko rzecz on cię kocha i to się liczy nie szukaj problemów,kochaj teraz i tutaj a przeszłość to wydarzenie za twoimi plecami....napewno nie zadawaj pytań o nich bo będziesz się porównywać czy jestem lepsza,może gorsza,czy ładniejsza,czy brzydsza te pytania  prowadzą do nikąd i nic nie wniosą do twojego życia...życze ci powodzenia,mam nadzieję że bedziesz mądrą i rezolutna kobietką,która bedzie zaj.....cie szcześliwa smile smile wink

138

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Moim zdaniem jest to cos wspolnego- ten sam mezczyzna. chce zyc po prostu spokojnie, nie wahajac sie, nie umiem tak calkowcie olac przeszlosci. nie wiem czy bedac z kims powinno sie calkowcie zlekcewazyc przeszlosc tej osoby? czy wybierac wygodne momenty? czy ktos moze robic wszystko do momentu kiedy spotka tą jedna osobe i wtedy przeszlosc sie nie liczy?

Każdy sam wybiera co robi. Dla niektórych seks bez zobowiązań nie jest problemem. Dla mnie byłby, ale zrozumiałam, że kiedyś, dla mojego partnera mógł nie być. Grunt to zaufanie, że teraz partnera nie bawiłoby coś takiego, to że to zrobił, to nie znaczy, że zawsze seks będzie dla niego tym samym. Ludzie i ich charaktery też zmieniają się, coś co kiedyś było dla nas atrakcyjne teraz może już nie być. Twój chłopak teraz może patrzeć na te sprawy podobnie jak Ty. Od Ciebie zależy tylko czy w końcu będziesz mogła to zaakceptować.

139

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Dziękuję wszystkim za porady i szczere chęci pomocy, czas kończyć wątek bo samo pisanie o tym odswieża pamięc o tym. Mam zamiar zając się czym aby o tym juz nie myslec.
Co do tego wszystkiego co tu wspolnie napisalismy wyłania sie kilka waznych wnioskow ,jezeli serce sie ich uslucha sukces murowany:
-nie ma sensu drążyć tego czego NIE DA SIĘ ZMIENIĆ
-to było i JUŻ NIE WRÓCI
- nie znaliśmy się miał prawo do swojej przeszłości i uprawiać seks (choc to teraz niekoniecznie mi się podoba)
-albo to zaakcpetuje albo musielisbysmy sie rozstac,( a tego nie chce)
-to ze mial libido swiadczy o tym ze jest zdrowym mezczyzna z pociagiem do kobiet i mial ochote na seks
Ogolnie oczywiscie wielka szkoda, szkoda ze tak sie stalo ,ale to jest faktem tego juz nie zmienie, czasem mysle boze przeciez to bylo przed Toba po co sie tym meczyc,jakas chwila w jego zyciu, ale czasem sa gorsze chwile kiedy slabne i wydaje mi sie ze tylko takie pocieszanie siebie na siłe.
No ale czego nie robi sie dla milosci.

140

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannico i tego sie trzymaj,myśl pozytywnie tematu nie roztrzasaj a zobaczysz że bedziesz szcześliwa,zainteresuj sie czymś znajdz sobie jakieś zajęcie i nie wspominaj ,ten rozdział musisz zamknąć a klucz wyrzuć do głębokiej studni...powodzenia wink wink

141

Odp: problem z akceptacją tego co było...

I tego się trzymaj! smile
Pamiętaj też, że decyzja czy chcesz to zrozumieć i z nim być, zależy tylko od Ciebie.
Skomentuje tylko ten fragment, bo poprzednie stwierdzenia są bardzo trafne smile

pannica90 napisał/a:

Ogolnie oczywiscie wielka szkoda, szkoda ze tak sie stalo ,ale to jest faktem tego juz nie zmienie, czasem mysle boze przeciez to bylo przed Toba po co sie tym meczyc,jakas chwila w jego zyciu, ale czasem sa gorsze chwile kiedy slabne i wydaje mi sie ze tylko takie pocieszanie siebie na siłe.
No ale czego nie robi sie dla milosci.

Owszem szkoda... ale jak zauważyłaś faktem jest, że tego już nie zmienisz.
To nie jest żadne "pocieszanie siebie na siłę", tylko kolejne stwierdzenie niepodważalnego i głównego faktu w całym tym wątku "PRZECIEŻ TO BYŁO PRZED TOBĄ". Nic i nikt tego faktu nie podważy...jest niezaprzeczalny smile

142

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Doonna napisał/a:

Ewka z drzewka...

Co ma sex w mlodosci z wartosciami i pogladami?
Sex to sex, rozrywka, a nie obrzed koscielny i wzniosle czyny.

I o jakich karach i winach tu piszesz???
Nikt nic nikomu nie zrobil.
Cialo do ciala itd. no brak slow, poprostu straszne.

A co do tematu to nie chciala bym prawiczka, po co?
Martwila bym sie bardziej tym, ze go skusi sprobowac jak to jest z inna i wtedy mozna by bylo prowadzic te cale dyskusje.

Post został edytowany ze względu na naruszenie regulaminu

Doonna czy ty w ogole czytalas moje posty czy tez tak sobie wyrywasz z kontekstu wyrazy by sie nimi troszke pobawic ?
Moze po prostu przeczytaj sobie wszystko dokladnie jesli zdolasz i wtedy nie bedziesz mi zawracac glowy niemadrymi pytaniami i gadaniem o obrzedach koscielnych i wznioslych czynach.

To ze nie rozumiesz ze sex moze byc czyms wiecej niz tylko fizyczna rozrywka to nie moj problem.
Widocznie nigdy z nikim nie udalo ci sie osiagnac nic wiecej niz ten wlasnie poziom, wiec jak niby masz cos z tego zrozumiec?
Nie zrozumiesz,  bo nie przezylas. To tak jakby opowiadac o kolorach komus kto od urodzenia jest niewidomy.Trudne zadanie!  A ja chyba nie jestem na tyle utalentowana pedagogicznie by sie na z motyka na slonce porywac.

143

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ewka z drzewka,
mimo twoich przepuszczen, wiem co to sex z miloscia i co bez, wiem o tych sprawach tyle, ze ty jako dziewica bedaca do smierci przy mezu prawiczku nigdy sie nie dowiesz.
I nie pisz do mnie, bo nie chce mi sie dyskutowac na temat o ktorym nie masz zadnego pojecia.

144

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Doonna napisał/a:

Ewka z drzewka,
mimo twoich przepuszczen, wiem co to sex z miloscia i co bez, wiem o tych sprawach tyle, ze ty jako dziewica bedaca do smierci przy mezu prawiczku nigdy sie nie dowiesz.
I nie pisz do mnie, bo nie chce mi sie dyskutowac na temat, o ktorym nie masz zadnego pojecia.

Sex z milosci to pojecie bardzo szerokie.....i rozni ludzie rozne rzeczy nim okreslaja.
To nie ja zaczelam z toba dyskutowac. Tylko ty wrecz rzucilas sie na mnie,  bo ci sie nie podobaja moje poglady, ktore nie pasuja ci do twojej wizji swiata ...no i jeszcze osmielam sie czuc cos, czego ty nie rozumiesz.
Masz racje, nie bede do ciebie juz pisac, bo szkoda mi na to czasu.
A dziewica nie jestem juz od lat 13-tu, bo tyle trwa moje malzenstwo i przypuszczalnie o seksie wiem ciut wiecej niz ty.

145 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-13 14:22:52)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ewciu, broń Boziu nie zrozum mnie źle. Nie zrozum też mojego postu jako atak na Ciebie. Jednak zrozum jedno...
MY (tak MY...bo ja tez jestem od zawsze z jednym facetem, moim mężem) nie możemy wiedzieć o SEXie "ciut więcej" niż osoby, które spróbowały go z wieloma partnerami. Nie mamy ŻADNEGO porównania. Znamy tylko i wyłącznie seks z tym jednym mężczyzną (nie ważne czy uprawiamy seks od 7, 13, czy 25 lat). Możemy sobie eksperymentować do woli, ale z facetami o rożnych potrzebach, o rożnych temperamentach... nigdy nie miałyśmy i prawdopodobnie do czynienia mieć nie będziemy wink
Ja pomimo tego, że jestem z moim jedynym partnerem seksualnym, nie twierdze że ktoś kto spróbował seksu z różnymi osobami jest jakiś gorszy i wie mniej o miłości. Ja nie czekałam na tego jedynego z tego względu, że chciałam mieć wyłączność na "jego ciało". Twierdzę, że każdy z nas jest osobną jednostką i dopóki żyje "w pojedynkę" ma pełne prawo decydować o sobie i tym co robi, a partner może jedynie to zaakceptować bądź nie, zostać bądź odejść. Jednak nie ma prawa krytykować, być oburzonym, poniżać, bądź sam się wywyższać i zaznaczać wyższość swoich "zasad i przekonań". Miłość jest ponoć ślepa... Ponoć nie unosi się pychą... Nie pamięta złego...

146

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Margolinko, odezwij sie gg

147

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Witaj pannico smile Przeczytałam cały ten wątek i nie moge uwierzyc jak bardzo Twoja historia jest podobna do mojej. Mamy bardzo podobną wrazliwość i jeszcze jakis czas temu byłam dokładnie w Twojej sytuacji. Męczyłam się z tym długo i omal nie straciłam przez te swoje paranoje wspaniałego faceta. Teraz jestesmy już kilka lat po slubie. Poradziłam sobie z tym smile. Choć swego czasu, tak jak Ty, myslałam, że to niemozliwe. Dobrze, że doszłaś do końcowycch wniosków tego wątku ale gdybyś kiedyś potrzebowała przemaglować ten temat jeszcze raz bądź po prostu pogadać z kimś kto doskonale rozumie Twoje myslenie i uczucia odezwij sie do mnie na priv. Skoro JA dałam sobie z tym radę na tyle, że nie katuję się tymi wyobrażeniami na codzień, Ty też dasz kochana. Pozdrawiam.

148

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Ewciu, broń Boziu nie zrozum mnie źle. Nie zrozum też mojego postu jako atak na Ciebie. Jednak zrozum jedno...
MY (tak MY...bo ja tez jestem od zawsze z jednym facetem, moim mężem) nie możemy wiedzieć o SEXie "ciut więcej" niż osoby, które spróbowały go z wieloma partnerami. Nie mamy ŻADNEGO porównania. Znamy tylko i wyłącznie seks z tym jednym mężczyzną (nie ważne czy uprawiamy seks od 7, 13, czy 25 lat). Możemy sobie eksperymentować do woli, ale z facetami o rożnych potrzebach, o rożnych temperamentach... nigdy nie miałyśmy i prawdopodobnie do czynienia mieć nie będziemy wink
Ja pomimo tego, że jestem z moim jedynym partnerem seksualnym, nie twierdze że ktoś kto spróbował seksu z różnymi osobami jest jakiś gorszy i wie mniej o miłości. Ja nie czekałam na tego jedynego z tego względu, że chciałam mieć wyłączność na "jego ciało". Twierdzę, że każdy z nas jest osobną jednostką i dopóki żyje "w pojedynkę" ma pełne prawo decydować o sobie i tym co robi, a partner może jedynie to zaakceptować bądź nie, zostać bądź odejść. Jednak nie ma prawa krytykować, być oburzonym, poniżać, bądź sam się wywyższać i zaznaczać wyższość swoich "zasad i przekonań". Miłość jest ponoć ślepa... Ponoć nie unosi się pychą... Nie pamięta złego...

Margolinka swojego stwierdzenia na temat ataku Doonny na moj punkt widzenia nie wysnulam na podstawie tego jedynego postu, lecz opierajac sie o pozostale jej komentarze na moje wypowiedzi.
Zyje wystarczajaco dlugo by rozumiec ze nie ma jednego prawidlowego punktu widzenia na zwiazki czy sex, a kazdy wybiera poglady na ten temat sam.
Wiec jak ktos mi ciagle wmawia ze jest tylko jedna prawdziwa wizja swiata, w stylu "sex to wylacznie rozrywka", a ktos kto uwaza i czuje inaczej pisze "bzdury", to sadze ze taka osoba ma bardzo ograniczony poziom wiedzy o zyciu i "waskotorowy" sposob myslenia.
I tu nie ma kwestii wywyzszania sie, lecz zwykle stwierdzenia faktu!

Margolinka jestes tylko z jednym mezczyzna, ale powiedz mi ze gdy kochalas sie z nim w ciagu tych lat bycia ze soba za kazdym razem bylo tak samo.

Moze jestem szczegolnie wrazliwa, lecz dla mnie sex z moim mezem ma rozne barwy, niezaleznie od experymentow, lecz od naszych chwilowych relacji, samopoczucia, poziomu libido itp. To wszystko sie zmienialo w ciagu lat, a nawet i dni.
Przetrwalam czas, gdy z lozka ciezko nas bylo wyciagnac i nigdy nam na sex nie brakowalo energii,.... tak jak i chwile egoizm mojego meza i jego lenistwa. Jak rowniez okres gdy obojgu nam brakowalo "temperamentu", a moze po prostu intymnosci i w sypialni wialo rutyna i nuda.
Ale sa tez takie chwile, w ktorych jest mi z nim tak, jak juz o tym pisalam, gdzie prostu czuje cala soba, ze to wlasnie on, a nie nikt inny jest ta maja drugo polowka jablka, nierozelwalna czescia mnie, calkowicie zespolona CIALEM i DUCHEM.
Przy tych chwilach, zwykly orgazm moze sie schowac!
Takich chwil bylo u nas szczegolnie duzo na poczatku naszego malzenstwa choc i teraz nie sa rzadkoscia.
I jesli ktos taki jak Doonna mowi mi ze to niemozliwe, to niestety swiadczy to tylko o tym, ze nigdy z takim odczuciem nie miala do czynienia, ale to nie uprawnia jej do wieszania na kims psow i gadania o obrzedach koscielnych i chwalebnych czynach. Prawda?

Ja doceniam roznorodnosc w naszym malzenstwie i naprawde nie wiem, co tez takiego innego, "lepszego"moglby mi zaoferowac inny facet.
Z reszta choc nie uprawialam sexu z nikim innym, to moj maz nie byl moim pierwszym dlugofalowym zwiazkiem. Nie wyszlam za maz majac lat nascie lecz pare lat po dwudziestce i przed moim mezem z dwoma chlopakami chodzilam " na powaznie",(choc na sex z zadnym z nich sie nie zdecydowalam, bo i po co?).
I choc cos tam "fizycznego" miedzy nami sie czasem zdarzalo, to naprawde nie widze niczego szczegolnego co ktorykolwiek z nich bylby mi w stanie zaoferowac tak w sferze fizycznej jak i duchowej.

149

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Skoro piszę na tym forum, to jasne ze wybieram pierwsze rozwiązanie. Szkoda tylko ze mezczyzni nie mysla o przyszlosci i czasem zyja chwila...

podobnie kobiety. niestety.

150

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nawet nie łudź się, że ten ból Ci przejdzie. Wcale nieprawda, że im bardziej będziesz go kochała to tym mniej będzie boleć - będzie dokładnie odwrotnie. Jedną z rzeczy, które zaobserwowałem w sobie jak i u innych, do tyczące tego bólu to można podsumować w taki sposób:
Ból z powodu przeszłości seksualnej partnera jest wprost proporcjonalny do uczucia które do niego żywimy, oraz odwrotnie proporcjonalne do naszej przeszłości(liczba partnerów seksualnych/związków)

Owszem, są też tacy którym nie podoba się przeszłość seksualna partnera mimo iż sami ją mają, ale to są niezwykle rzadkie przypadki. Przede wszystkim to dotyczy tych, którzy sami jej nigdy nie mieli oraz dość uczuciowo podchodzą do danego związku.
W sumie Twój przypadek jest rzadszy, gdyż kobiety z reguły mają większą tolerancję na przeszłość seksualną partnera niż mężczyźni(pomijając niewrażliwych dresiarzy).

Niestety nie pozbędziesz się tego - nawet jak zapomnisz o tym na jakiś czas to będzie wracać do Ciebie jak bumerang.
Ten dowcip o tym jak stary dziadek uderzył babcie laską za to że nie była cnotliwa gdy się poznali to już dawno przestał mnie śmieszyć.

Wychodzę z założenia, że jak dwoje osób wchodzą w poważny związek, to obie strony powinny mieć podobną przeszłość seksualną z innymi osobami, bądź wcale jej nie mieć. Dla mnie to jest to po prostu głupie czekać w "czystości" na kogoś, skoro (jak sami zresztą uważacie) niedorzeczne jest oczekiwanie że osoba po 20 a tym bardziej po 30 roku życia nie będzie miała żadnej przeszłości seksualnej.

151

Odp: problem z akceptacją tego co było...

X77, trochę sprzeczna jest TWoja wypowiedź.  z jednej strony rozumiesz problem i sam się w niego wczuwasz, pisząc ze doscip z dziadkiem Cię nie smieszy i to bedzie wracac jak bumerang, z drugiej piszesz ze niedorzeczne jest oczekiwanie od innej osoby wstrzemiezliwosci seksualnej po 20...

152

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Witaj Pannico jak tam twoje stosunki emocjonalne do twojego partnera,czy choć troszkę zmieniłaś swój stosunek do tego co było....grzebanie w przeszłości ma to do siebie że predzej czy pózniej zemści sie na tobie lub twoim partnerze,mam nadzieję że te porady które klepią dziewczyny jakoś cię pozbierały do jednego kawałka... smile smile

I tak będe szczesliwa chociażbym miała sobie to szczęście kurwa narysować.... smile

153

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Dzieki Niunius za pamiec, Oczywiscie, ze zmienily moje podejscie. Choć nie ukrywam ze najbardziej pomogl mi w tym moj wlasny partner i szczere rozmowy z nim. Choc jest jedna rzecz ,niezaleznie ile by sobie czlowiek tlumaczyl mysl o tym nigdy nie bedzie dla mnie prosta, ani miła. Moze jedynie w przyszlosci nie robic wrazenia, nie wzbudzac tak negatywnych emocji jak dotychczas. Ale nigdy nie bedzie to cos co jest dla mnie bez znaczenia. Zawsze bedzie ten zal do losu i do tego co sie stalo. To kwesita oswojenia. Rzekomo człowiek nawet do szubiennicy moze sie przyzwyczaic. mam nadzieje ze czas bedzie po mojej stronie. Pracuje nad sobą, zaczełam uczeszczac do psychologa. i jak sie nad tym zastanowie tak patrzac z boku to smieszne , ze przez czyjas przyjemnosc lub ciekawosc to ja mam problem... no ale takie zycie.

154 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-20 15:48:34)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

........tak patrzac z boku to smieszne , ze przez czyjas przyjemnosc lub ciekawosc to ja mam problem... nole takie zycie.

Ja bym raczej ujela to jako STRASZNE.....!

I nawet po tylu latach bycia razem  i mimo tego co sama zrobilam czasem przyglada sie mojemu mezowi gdy spi obok mnie ....i  zastanawiam sie czy ja jeszcze w ogole potrafie go kochac....czy moze juz dawno moje serce zmienilo sie w lod.

Czasem mysle ze tak bardzo staralam sie pokonac i  zaakceptowac przeszlosc i brak szacunku do mojego meza ze w pewnym momencie pokonalam sama siebie.
Ta osoba, ktora bylam...pragnaca bezwzglednie kochac, szanowac i ufac swojemu mezczyznie  po prostu gdzies znikla, zakopalam  ja gdzies bardzo gleboko.
Zostalam tylko ta "ja" ktora potrafi wszystko przetrwac, wszystko zaakceptowac , nic jej nie obchodzi, zyje wlasnym zyciem  i niczego nie zaluje....

Czasem mysle ze nie tylko moj maz stracil moje serce, ale ze ja tez je utracilam....

155

Odp: problem z akceptacją tego co było...
X77 napisał/a:

Wychodzę z założenia, że jak dwoje osób wchodzą w poważny związek, to obie strony powinny mieć podobną przeszłość seksualną z innymi osobami, bądź wcale jej nie mieć. Dla mnie to jest to po prostu głupie czekać w "czystości" na kogoś, skoro (jak sami zresztą uważacie) niedorzeczne jest oczekiwanie że osoba po 20 a tym bardziej po 30 roku życia nie będzie miała żadnej przeszłości seksualnej.

Z twoim odwrotnie proporcjonalnym bolem w stosunku do ilosci posiadanych partnerow sexualnych niestety nie moge sie zgodzic.
Zas co do samego czekania w "czystosci" na kogos to nie jest to niedorzechnosc i nigdy nie byla....patrz przyklad ewki.....myle ze po prostu wydaje ci sie ze gdybys mial wieksza, lub taka sama liczbe partnerow sexualnych to z kim sypiala twoja dziewczyna nie mialoby najmniejszego znaczenia....wiec uwazasz ze wczesne "zlikwidowanie" wszystkich prawiczkow i dziewic zalatwiloby sprawe "bolu z powodu przeszlosci partnera". Czy naprawde uwazasz ze to rozwiazaloby sprawe?

156 Ostatnio edytowany przez Sagi (2013-02-20 16:44:59)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
marzena7 napisał/a:
X77 napisał/a:

Wychodzę z założenia, że jak dwoje osób wchodzą w poważny związek, to obie strony powinny mieć podobną przeszłość seksualną z innymi osobami, bądź wcale jej nie mieć. Dla mnie to jest to po prostu głupie czekać w "czystości" na kogoś, skoro (jak sami zresztą uważacie) niedorzeczne jest oczekiwanie że osoba po 20 a tym bardziej po 30 roku życia nie będzie miała żadnej przeszłości seksualnej.

Z twoim odwrotnie proporcjonalnym bolem w stosunku do ilosci posiadanych partnerow sexualnych niestety nie moge sie zgodzic.
Zas co do samego czekania w "czystosci" na kogos to nie jest to niedorzechnosc i nigdy nie byla....patrz przyklad ewki.....myle ze po prostu wydaje ci sie ze gdybys mial wieksza, lub taka sama liczbe partnerow sexualnych to z kim sypiala twoja dziewczyna nie mialoby najmniejszego znaczenia....wiec uwazasz ze wczesne "zlikwidowanie" wszystkich prawiczkow i dziewic zalatwiloby sprawe "bolu z powodu przeszlosci partnera". Czy naprawde uwazasz ze to rozwiazaloby sprawe?

Ty uważałaś że zdradzenie swojego męża mogło rozwiązać sprawę.. Na prawdę uważasz że masz jakieś prawo wytykania innym czegokolwiek?

157 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-20 17:14:05)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Sagi napisał/a:
marzena7 napisał/a:
X77 napisał/a:

Wychodzę z założenia, że jak dwoje osób wchodzą w poważny związek, to obie strony powinny mieć podobną przeszłość seksualną z innymi osobami, bądź wcale jej nie mieć. Dla mnie to jest to po prostu głupie czekać w "czystości" na kogoś, skoro (jak sami zresztą uważacie) niedorzeczne jest oczekiwanie że osoba po 20 a tym bardziej po 30 roku życia nie będzie miała żadnej przeszłości seksualnej.

Z twoim odwrotnie proporcjonalnym bolem w stosunku do ilosci posiadanych partnerow sexualnych niestety nie moge sie zgodzic.
Zas co do samego czekania w "czystosci" na kogos to nie jest to niedorzechnosc i nigdy nie byla....patrz przyklad ewki.....myle ze po prostu wydaje ci sie ze gdybys mial wieksza, lub taka sama liczbe partnerow sexualnych to z kim sypiala twoja dziewczyna nie mialoby najmniejszego znaczenia....wiec uwazasz ze wczesne "zlikwidowanie" wszystkich prawiczkow i dziewic zalatwiloby sprawe "bolu z powodu przeszlosci partnera". Czy naprawde uwazasz ze to rozwiazaloby sprawe?

Ty uważałaś że zdradzenie swojego męża mogło rozwiązać sprawę.. Na prawdę uważasz że masz jakieś prawo wytykania innym czegokolwiek?

Moj drogi Sagi ja nie wytykalam X77 niczego tylko grzecznie zapytalam. A ty sie rzucasz bo ci sie wydaje ze wszystko wiesz o temacie problemu z przeszloscia twojej drugiej polowki choc sam nie miales problemu bo  miales szczescie wejsc w zwiazek w ktorym oboje jestescie dla siebie pierwsi.
Wiec mi nie zabraniaj wypowiedzi....skoncentruje sie na swoich lekach ze dziewczyna cie pusci kantem bo niedoswiadczona (skoro naprawde wierzysz w takie bzdury)  a prawo wypowiedzi zostaw tym ktorzy sami cos przezyli bez wzgledu na to czy ich wybory podobaja ci sie czy tez nie.

158

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Marzena7, nikt nie zabrania wypowiadać Ci swojego zdania, ale chyba uczciwiej byłoby gdybyś wypowiadała to zdanie z jednego konta? Posiadanie dwóch kont jest na forum zabronione. Popieranie swojego jednego wcielenia wypowiedziami drugiego jest zwyczajnie nieuczciwe wobec rozmówców. Tym bardziej, że jako ewka z drzewka wygłaszasz poglądy bardzo radykalne a jako Marzena7 pokazujesz, że ów radykalizm zupełnie się nie sprawdza

159 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-20 19:04:04)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Marzena7, nikt nie zabrania wypowiadać Ci swojego zdania, ale chyba uczciwiej byłoby gdybyś wypowiadała to zdanie z jednego konta? Posiadanie dwóch kont jest na forum zabronione. Popieranie swojego jednego wcielenia wypowiedziami drugiego jest zwyczajnie nieuczciwe wobec rozmówców. Tym bardziej, że jako ewka z drzewka wygłaszasz poglądy bardzo radykalne a jako Marzena7 pokazujesz, że ów radykalizm zupełnie się nie sprawdza

Blisko byles/las....bardzo blisko.... istotnie jest zwiazek miedzy mna a ewka....ewka to moja siostra szczesciara......dzieli nas jedynie sciana i roznica w doswiadczeniach......

Ona ma swoje ladne poukladane zycie ...a ja moge sie  obejsc tylko smakiem....takie zycie lekko wkur..jace.
Sorry ewka ...to nie zazdrosc jedynie rozczarowanie....

160

Odp: problem z akceptacją tego co było...
marzena7 napisał/a:
Sagi napisał/a:
marzena7 napisał/a:

Z twoim odwrotnie proporcjonalnym bolem w stosunku do ilosci posiadanych partnerow sexualnych niestety nie moge sie zgodzic.
Zas co do samego czekania w "czystosci" na kogos to nie jest to niedorzechnosc i nigdy nie byla....patrz przyklad ewki.....myle ze po prostu wydaje ci sie ze gdybys mial wieksza, lub taka sama liczbe partnerow sexualnych to z kim sypiala twoja dziewczyna nie mialoby najmniejszego znaczenia....wiec uwazasz ze wczesne "zlikwidowanie" wszystkich prawiczkow i dziewic zalatwiloby sprawe "bolu z powodu przeszlosci partnera". Czy naprawde uwazasz ze to rozwiazaloby sprawe?

Ty uważałaś że zdradzenie swojego męża mogło rozwiązać sprawę.. Na prawdę uważasz że masz jakieś prawo wytykania innym czegokolwiek?

Moj drogi Sagi ja nie wytykalam X77 niczego tylko grzecznie zapytalam. A ty sie rzucasz bo ci sie wydaje ze wszystko wiesz o temacie problemu z przeszloscia twojej drugiej polowki choc sam nie miales problemu bo  miales szczescie wejsc w zwiazek w ktorym oboje jestescie dla siebie pierwsi.
Wiec mi nie zabraniaj wypowiedzi....skoncentruje sie na swoich lekach ze dziewczyna cie pusci kantem bo niedoswiadczona (skoro naprawde wierzysz w takie bzdury)  a prawo wypowiedzi zostaw tym ktorzy sami cos przezyli bez wzgledu na to czy ich wybory podobaja ci sie czy tez nie.

Wiesz, to raczej nie strach, tylko ciekawość. Pytałem innych, bardziej doświadczonych jak to było z nimi. Ale rozmowy z kimś tak zgorzkniałym i chorym jak tY nie będę toczył. Powodzenia w dalszym puszczaniu się

161

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Sagi napisał/a:
marzena7 napisał/a:
Sagi napisał/a:

Ty uważałaś że zdradzenie swojego męża mogło rozwiązać sprawę.. Na prawdę uważasz że masz jakieś prawo wytykania innym czegokolwiek?

Moj drogi Sagi ja nie wytykalam X77 niczego tylko grzecznie zapytalam. A ty sie rzucasz bo ci sie wydaje ze wszystko wiesz o temacie problemu z przeszloscia twojej drugiej polowki choc sam nie miales problemu bo  miales szczescie wejsc w zwiazek w ktorym oboje jestescie dla siebie pierwsi.
Wiec mi nie zabraniaj wypowiedzi....skoncentruje sie na swoich lekach ze dziewczyna cie pusci kantem bo niedoswiadczona (skoro naprawde wierzysz w takie bzdury)  a prawo wypowiedzi zostaw tym ktorzy sami cos przezyli bez wzgledu na to czy ich wybory podobaja ci sie czy tez nie.

Wiesz, to raczej nie strach, tylko ciekawość. Pytałem innych, bardziej doświadczonych jak to było z nimi. Ale rozmowy z kimś tak zgorzkniałym i chorym jak tY nie będę toczył. Powodzenia w dalszym puszczaniu się

To w jakim celu zaczynasz ze mna dyskusje....czy ja komentowalam twoje posty, udzielalam ci jakis rad?
Slowa jakimi zakonczyles swiadcza o tobie nie o mnie...zawsze w takim stylu konczysz?

162

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

X77, trochę sprzeczna jest TWoja wypowiedź.  z jednej strony rozumiesz problem i sam się w niego wczuwasz, pisząc ze doscip z dziadkiem Cię nie smieszy i to bedzie wracac jak bumerang, z drugiej piszesz ze niedorzeczne jest oczekiwanie od innej osoby wstrzemiezliwosci seksualnej po 20...

Sprecyzuję to jaśniej: Nie to, że ja uważam że oczekiwanie dziewictwa od 20 letnich osób jest niedorzeczne, tylko że wszyscy inni(z wyjątkami) tak uważają.


@marzena7

.wiec uwazasz ze wczesne "zlikwidowanie" wszystkich prawiczkow i dziewic zalatwiloby sprawe "bolu z powodu przeszlosci partnera". Czy naprawde uwazasz ze to rozwiazaloby sprawe?

Tak, jestem pewny tego że rozwiązałoby to ogromną liczbę tego typu przypadków. I nie tyle co zlikwidowanie dziewic(bo te to same chętnie się likwidują) co właśnie prawiczków.

163

Odp: problem z akceptacją tego co było...
X77 napisał/a:

@marzena7

.wiec uwazasz ze wczesne "zlikwidowanie" wszystkich prawiczkow i dziewic zalatwiloby sprawe "bolu z powodu przeszlosci partnera". Czy naprawde uwazasz ze to rozwiazaloby sprawe?

Tak, jestem pewny tego że rozwiązałoby to ogromną liczbę tego typu przypadków. I nie tyle co zlikwidowanie dziewic(bo te to same chętnie się likwidują) co właśnie prawiczków.

X77 mam dziwne wrazenie patrzac nawet po ilosci postow na tym forum ze likwidacja prawiczkow nastepuje w zastraszajacym tepie w porownaniu do likwidacji dziewic.
Wydaje mi sie,  ze czesciej to wlasnie dziewczyny wierza w milosc raz i do konca zycia...podczas gdy mezczyzni gonia za byciem "cool" i zaliczaja co sie da, a potem zostawiaja na lodzie.
Czesciej to wlasnie mezczyzni inicjuja sytuacje do sexu zwlaszcza, gdy maja do czynienia z dziewica ...bo wydaje im sie ze cos fajnego przez to uzyskaja. To juz wiem z doswiadczenia. Czy nie mam racji?

A ze dziewczyny nie chca byc dziewicami ...czemu sie dziwisz???!!!

Jakby ci sie podobala opcja podwojnej moralnosci w zwiazku, ktora niestety do tej pory w umyslach wielu mezczyzn funkcjonuje....ze on to ma prawo do bzykania na prawo i lewo, ale jego kobieta to ma byc niemal ze swieta, bo jak nie jest to jest kur...wa, dziw...ka itp.
Obrocmy teraz te sytuacje o 360 stopni....ty chyba nawet w podobnej jestes...ty prawiczek a dziewczyna doswiadczona. ...jak ci sie taka opcja podoba....fajnie jest?

Ani prawictwo ani dziewictwo nie jest tu problemem, lecz kwestia nastawienia do zycia i coraz czesciej spotykane przedmiotowe traktowanie plci przeciwnej, stawianie sexu na piedestale tak jakby zwiazek, w ktorym nie ma sexu przed slubem byl jakis ulomny, a kobiety i mezczyzni tak bardzo sie od siebie roznili ze gdyby nie sprobowali sie "dopasowac" przed slubem to ich zwiazek od razu by sie rozpadl..... no i najwazniejsze .....brak szacunku do samego siebie itp.

Czy nie lepiej by bylo zlikwidowac podwojne standardy dla mezczyzn i kobiet oraz wprowadzic zasade ze sprawdzamy czy pasujemy do siebie psychicznie i emocjonalnie, czy dazymy sie glebokim szcunkiem i zaufaniem itp. i dopiero po slubie wprowadzamy sex jako dodatek nadzwyczajny i dopelniajacy ...do milosci.

Oczywiscie to tylko takie sobie teoretyzowanie ....rzeki kijem nie zawrocisz. W koncu zachodnia moda dotarla i  do nas i wszystko sie doslownie "jebi...e" na prawo i lewo....
Konsekwencje najlepsze poniosa najblizsze pokolenia...wychowywane w konkubinatach czy tez kolejnych malzenstwach swoich rodzicow.....badz samotnych matek...albo w ogole zaplaci zyciem za lekkosc obyczaju u swoich rodzicow(patrz aborcja).

W takim "pojebanym" swiecie zyjemy...Gdzie wszystkim sie wydaje ze trzeba jesc " gowno" bo "wszyscy tak robia".

Smieszne nie...ze ludzie bardziej sie boja tego ze zostana uznani za jakichs " staroswieckich", "staromodnych" itp. niz tego jakie konsekwencje ta nowa moda przyniesie im w zyciu...Gonia jak owce z Orwellowskiego "Folwarku Zwierzacego"....zero wlasnego rozumu ....idiotyzm w najczystrzej postaci!

164

Odp: problem z akceptacją tego co było...

pannica90 - sądzę, że masz poważny problem. Każdy człowiek ma prawo do swojego życia - jeżeli wiążesz się z kimś to automatycznie akceptujesz jego preszłość, bo po prostu nie możesz jej zmienić. Skup się na teraźniejszości - możesz stymulować związek tak, by to właśnie Tobie i jemu było najpiękniej; skoro sfera łóżkowa jest tak dla Ciebie ważna to zadbaj o nią najlepiej jak potrafisz - może ładna bielizna lub nowe pozycje: myślę, że on już dawno zapomniał o tej jednorazowej przygodzie, a Ty jesteś jego ukochaną kobietą smile
Warto też porozmawiać, wytłumaczyć jak ważny jest dla Ciebie ten temat - spytaj co on o tym sądzi, przecież jak pisałaś się kochacie.

165

Odp: problem z akceptacją tego co było...
anetasav napisał/a:

pannica90 - sądzę, że masz poważny problem. Każdy człowiek ma prawo do swojego życia - jeżeli wiążesz się z kimś to automatycznie akceptujesz jego preszłość, bo po prostu nie możesz jej zmienić. Skup się na teraźniejszości - możesz stymulować związek tak, by to właśnie Tobie i jemu było najpiękniej; skoro sfera łóżkowa jest tak dla Ciebie ważna to zadbaj o nią najlepiej jak potrafisz - może ładna bielizna lub nowe pozycje: myślę, że on już dawno zapomniał o tej jednorazowej przygodzie, a Ty jesteś jego ukochaną kobietą smile
Warto też porozmawiać, wytłumaczyć jak ważny jest dla Ciebie ten temat - spytaj co on o tym sądzi, przecież jak pisałaś się kochacie.

Anetasav gdyby to o czym mowisz zawsze bylo takie latwe i proste to nikt nigdy nie mialby z tym problemu....
To tak slicznie i naiwnie brzmi..."jezeli wiazesz sie z kims to AUTOMATYCZNIE akceptujesz jego przeszlosc"...." moze ladna bielizna lub nowe pozycje"......??????????

166

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Już na początku stwierdziłam, że pannica90 ma poważny problem, więc podchodzę do tego poważnie - widzę, że Ty niekoniecznie.

167

Odp: problem z akceptacją tego co było...
anetasav napisał/a:

Już na początku stwierdziłam, że pannica90 ma poważny problem, więc podchodzę do tego poważnie - widzę, że Ty niekoniecznie.

Nie ja nie musze podchodzic do tego problemu powaznie.ja przez to przeszlam....i wierz mi ten "problem" siega znacznie glebiej niz do poziomu zalozenia pieknej bielizny i "przebicia" bylych kochanek partnera w lozku....

Ten "problem siega do samego dna twojego uczucia do tej osoby..im bardziej ta osobe kochasz tym bardziej boli.

168

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Aha. To wybacz, że nie zrozumiałam - w takim razie zalecam jedynie wizytę u psychologa.

169

Odp: problem z akceptacją tego co było...

marzena7

Jakby ci sie podobala opcja podwojnej moralnosci w zwiazku, ktora niestety do tej pory w umyslach wielu mezczyzn funkcjonuje....ze on to ma prawo do bzykania na prawo i lewo, ale jego kobieta to ma byc niemal ze swieta, bo jak nie jest to jest kur...wa, dziw...ka itp.

A wiesz czemu tak jest? Bo panuje dość szerokie przyzwolenie społeczne na przeszłość seksualną mężczyzn wśród kobiet.

Podczas gdy męska część społeczeństwa traktuje dziewictwo kobiet jako coś co ma ogromne znaczenie, to dla żeńskiej części społeczeństwa prawictwo mężczyzn nie tylko ze nie ma zbytniego znaczenia, ale i coraz częściej traktowane jest negatywnie(zwłaszcza w późniejszym wieku).
Nieraz są sytuacje, jak to facet skreśla kobietę za to, że nie jest dziewicą, natomiast nigdy nie widziałem aby kobieta skreśliła ze związku faceta za to, że nie jest prawiczkiem - a wręcz przeciwnie, nie jeden prawiczek był właśnie skreślony za swoje dziewictwo z wieku ponad 20-25 lat.

Tak więc jeśli facet ma "prawo się bzykać na lewo i prawo" to głównie dlatego, że wy kobiety im na to społecznie pozwalacie.

170 Ostatnio edytowany przez vinnga (2013-02-23 18:05:20)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
X77 napisał/a:

marzena7

Jakby ci sie podobala opcja podwojnej moralnosci w zwiazku, ktora niestety do tej pory w umyslach wielu mezczyzn funkcjonuje....ze on to ma prawo do bzykania na prawo i lewo, ale jego kobieta to ma byc niemal ze swieta, bo jak nie jest to jest  kur...wa, dziw...ka itp.

A wiesz czemu tak jest? Bo panuje dość szerokie przyzwolenie społeczne na przeszłość seksualną mężczyzn wśród kobiet.

Podczas gdy męska część społeczeństwa traktuje dziewictwo kobiet jako coś co ma ogromne znaczenie, to dla żeńskiej części społeczeństwa prawictwo mężczyzn nie tylko ze nie ma zbytniego znaczenia, ale i coraz częściej traktowane jest negatywnie(zwłaszcza w późniejszym wieku).
Nieraz są sytuacje, jak to facet skreśla kobietę za to, że nie jest dziewicą, natomiast nigdy nie widziałem aby kobieta skreśliła ze związku faceta za to, że nie jest prawiczkiem - a wręcz przeciwnie, nie jeden prawiczek był właśnie skreślony za swoje dziewictwo z wieku ponad 20-25 lat.

Tak więc jeśli facet ma "prawo się bzykać na lewo i prawo" to głównie dlatego, że wy kobiety im na to społecznie pozwalacie.

Sorry, ale za podwojna moralnosc mozesz obwiniac jedynie swoja wlasna plec, a nie kobiety.
Mysle ze nie uwazales na lekcji historii. System podwojnej moralnosci cofa sie cale wieki w stecz i siega korzeniami czasow, gdy mezczyzni calkowicie dominowali zycie spoleczne, a kobieta byla na pozycji niemal wlasnosci prywatnej.
Mezczyzni zdajac sobie sprawe z tego ze moga nie byc ojcami wlasnych dzieci starali sie kontrolowac sexualnosc kobiet.
Kobieta, ktora nie byla dziewica w chwili slubu byla uznawana za niegodna wyjscia za maz, mozliwosc sprawdzenia czy facet byl prawiczkiem nie ma zadnej,prawda....z reszta kogo to wowczas obchodzilo...przeciez to kobieta miala byc czysta a facet doswiadczony. Czasem ojcowie wrecz zabierali swoich synow do domow publicznych by pani profesjonalistka nauczyla chlopaka co i jak....fajnie co?
Emancypacja kobiet doprowadzila do tego ze kobiety przestaly sie godzic na to by mezczyzni traktowali je jak przedmioty i zabraniali czegokolwiek w sferze sexualnej.
Ale jakos nie wplynela na tok myslenia mezczyzn...ktorzy zamiast zaczac kontrolowac wlasna sexualnosc zaczeli wykorzystywac to ze coraz wieksza liczba kobiet nie chciala czekac z sexem do slubu.
Kiedys mezczyzna by pozwolic sobie na sex bez zobowiazan musial udac sie do wiadomego przybytku , dzis wystarczy ze zadzwoni do kolezanki lub sklamie ze ja kocha by byla bardziej sklonna do ustepstw w tej dziedzinie.

Kobiety nie chca byc dziewicami, bo czesto nie maja dla kogo....
Przyzwolenie spoleczne, ktore wywoluje ten moralny balagan nie dotyczy przyzwolenia na podwojna moralnosc, lecz szerokie poparcie spoleczne dla wchodzenie w zwiazki sexualne osob coraz mlodszych ...wrecz dzieci...bo ciezko okreslic 15 czy nawet 18 latka jako osobe w pelni dorosla i swiadoma dlugofalowych konsekwencji wlasnych wyborow.

Co do tego ze nie widziales zadnej kobiety ktora skreslila faceta z powodu tego ze nie byl prawiczkiem to musze ci powiedziec ze nie masz racji... znalam wiele takich ktore przez szacunek do samej siebie nie chcialy "uzywanego" faceta...
Niestety budzac sie w wieku lat 20 paru znalezienie mezczyzny, ktory mialby szacunek do samego siebie i nie zachowywal sie jak wulgaryzm maczo ...bylo juz bardzo trudno...
Ja skreslilam mojego meza zaraz po tym jak dowiedzialam sie o jego przeszlosci sexualnej...
Otwarcie i szczerze powiedzialam mu ze mi taki facet "lekkich obyczajow" jak on nie odpowiada  i nigdy nie bede miala do niego pelni szacunku i zaufania...lecz gdy sie rozejrzalam wsrod moich znajomych juz nie znalazlam nikogo kto by cos soba reprezentowal i byl bez przeszlosci.
Wiec dotarlo do mnie ze predzej czy pozniej bede musiala zmierzyc sie z przeszloscia jakiegos mezczyzny i zyc w zwiazku gdzie panuje podwojna moralnosc lub zyc samotnie.
Wybor troche trudny, prawda?
To ze jest coraz mniej dziewic wy mezczyzni zawdzieczacie sami sobie...i waszej checi udowodnienia sobie jacy to wy "mescy jestescie"!
Ile w swoim zyciu widziales kobiet, ktore klamaly ze kochaja tylko po to by zaciagnac mezczyzne do lozka, a jak juz dostaly co chcialy to wyrzucaly faceta jak niepotrzebna rzecz...ile kobiet znasz, ktore wedruja na dyskoteke z prezerwatywa w portfelu z nadzieja ze cos sie trafi i uda im sie przeleciec jakiegos faceta....?
Jak masz pretensje to miej je do wlasnej plci, a nie do kobiet.

Niemal kazdy mezczyzna chcialby za zone kobiete nietknieta, bo wy nie znosicie konkurencji, ale nie przeszkadza wam to w rozdziewiczaniu wszystkiego co wam sie nawinie, nawet jesli przy tym musicie uciec sie do podstepu.....wulgaryzm hipokryci!
A jak widzales kobiety co skreslaly facetow bo byli prawiczkami to albo ci prawiczkowie soba niewiele reprezentowali poza swoim prawictwem albo po prostu miales do czynienia z profesjonalistkami.

171

Odp: problem z akceptacją tego co było...
marzena7 napisał/a:

Kobiety nie chca byc dziewicami, bo czesto nie maja dla kogo....

To dziewictwo zachowuje się dla kogoś? Gdybym chciała zostać dziewicą, powiedzmy, do ślubu, to zdecydowałabym się na to w imię swoich poglądów (np. religijnych) lub po prostu dla siebie. Żeby mój mąż był moim jedynym partnerem seksualnym (gdybym czuła taką potrzebę). Na pewno nie po to, żeby komuś robić prezent w postaci mojego dziewictwa. To takie uszczęśliwianie na siłę, bo, wbrew temu to twierdzisz, dla niewielu mężczyzn (MĘŻCZYZN, nie nastolatków) dziewictwo partnerki ma znaczenie.

Pisałam wielokrotnie - nie uważam, żeby kawałek błony między nogami był największą wartością jaką kobieta może dać mężczyźnie. Jeśli tak jest - no cóż, biedny ten mężczyzna (kobieta zresztą też). W kwestii nie bycia dotykaną - nie należy macać bułki w sklepie, bo się bakterie roznosi. Ja bułką nie jestem i jak mnie ktoś pomacał wcześniej to niczego mi nie ubyło przez to dla późniejszego partnera.

172

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:
marzena7 napisał/a:

Kobiety nie chca byc dziewicami, bo czesto nie maja dla kogo....

To dziewictwo zachowuje się dla kogoś? Gdybym chciała zostać dziewicą, powiedzmy, do ślubu, to zdecydowałabym się na to w imię swoich poglądów (np. religijnych) lub po prostu dla siebie. Żeby mój mąż był moim jedynym partnerem seksualnym (gdybym czuła taką potrzebę). Na pewno nie po to, żeby komuś robić prezent w postaci mojego dziewictwa. To takie uszczęśliwianie na siłę, bo, wbrew temu to twierdzisz, dla niewielu mężczyzn (MĘŻCZYZN, nie nastolatków) dziewictwo partnerki ma znaczenie.

Pisałam wielokrotnie - nie uważam, żeby kawałek błony między nogami był największą wartością jaką kobieta może dać mężczyźnie. Jeśli tak jest - no cóż, biedny ten mężczyzna (kobieta zresztą też). W kwestii nie bycia dotykaną - nie należy macać bułki w sklepie, bo się bakterie roznosi. Ja bułką nie jestem i jak mnie ktoś pomacał wcześniej to niczego mi nie ubyło przez to dla późniejszego partnera.

Dokładnie. Marzena tyle pisze o tym jak każdy każdego traktuje jak przedmiot, a sama pisze o nie-dziewicach i nie-prawiczkach per 'używany'. To smutne że niektórzy nie mają swoją osobą nic do zaoferowania prócz tego że byli 'nieużywani'

173 Ostatnio edytowany przez lenny (2013-02-24 00:12:56)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

hej marzena7, tak sobie do tej pory tylko czytałem to co piszesz w tym i w innych wątkach, i muszę przyznać Ci sporo racji, ale to "przyzwolenie społeczne na przeszłość seksualną mężczyzn wśród kobiet" to fakt!

I zabawna jest wiara niektórych kobiet, że facet, prawdziwy dojrzały mężczyzna (zwłaszcza z wyższym statusem społecznym), nie żaden zaliczacz, nie patrzy na 'przebieg' kobiety:))
Kiedy jest się nastolatkiem to faktycznie nie ma większego znaczenia (jak i wiek kobiety;) ale zmienia się to postrzeganie im mocniejsza chęć ustatkowania się, kiedy myśli się już o matce dla swoich dzieci, a nie o łatwej lasce do seksu. Wiem, że to hipokryzja, ale jak wyżej, Wy kobiety dajecie na to przyzwolenie.
No i jasne, że gdzieś tam są wyjątki od tego (w realu jeszcze nie spotkałem), ale to tylko potwierdza regułę.

A to dzisiejsze łudzenie panienek słowem 'kocham cię' i po miesiacu seks za free, to starsze pokolenie facetów może nam tylko pozazdrościć.

174 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-24 03:32:53)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:
marzena7 napisał/a:

Kobiety nie chca byc dziewicami, bo czesto nie maja dla kogo....

To dziewictwo zachowuje się dla kogoś? Gdybym chciała zostać dziewicą, powiedzmy, do ślubu, to zdecydowałabym się na to w imię swoich poglądów (np. religijnych) lub po prostu dla siebie. Żeby mój mąż był moim jedynym partnerem seksualnym (gdybym czuła taką potrzebę). Na pewno nie po to, żeby komuś robić prezent w postaci mojego dziewictwa. To takie uszczęśliwianie na siłę, bo, wbrew temu to twierdzisz, dla niewielu mężczyzn (MĘŻCZYZN, nie nastolatków) dziewictwo partnerki ma znaczenie.

Pisałam wielokrotnie - nie uważam, żeby kawałek błony między nogami był największą wartością jaką kobieta może dać mężczyźnie. Jeśli tak jest - no cóż, biedny ten mężczyzna (kobieta zresztą też). W kwestii nie bycia dotykaną - nie należy macać bułki w sklepie, bo się bakterie roznosi. Ja bułką nie jestem i jak mnie ktoś pomacał wcześniej to niczego mi nie ubyło przez to dla późniejszego partnera.

Nawet nie wiesz jak gleboko sie mylisz Vinnga...ale o tym przypuszczam, przekonasz sie dopiero po dlugich latach zycia w malzenstwie.
Jak juz wczesniej mowilam nie chodzi tu o robienie komus prezentu z "kawalka blony miedzy nogami"....z reszta facet ci tego kawalka blony nie "ofiaruje".... nawet gdyby bardzo chcial ...z prostej przyczyny ...ze takowego nie ma.

Tu chodzi o stworzenie jedynej i wyjatkowej wiezi miedzy dwojgiem ludzi w KAZDEJ dziedzinie ich zycia, rowniez w sferze sexualnej.
Ta wyjatkowosc i to bycie tylko dla siebie znika jesli, ktores z partnerow dzielilo juz ja z innymi osobami.
Mozna traktowac sex tylko jako zabawe, ale prawdziwego sensu nabiera on dopiero wtedy gdy staje sie ELEMENTEM LACZACYM dwoje ludzi kreaujacym ich poczucie bliskosci.
Nie ma tu miejsca na wspomnienia o jakims tam Jasku, Dzidce czy Marioli, ani wasze doswiadczenia i przezycia z nimi...Te moga stanowic jedynie NIEPOTRZEBNA PRZESZKODE....

Jesli tego nie potrafisz zrozumiec to szkoda ...szkoda dla ciebie.....

W seksie nie chodzi o to by tak sie "wycwiczyc" przed wejsciem w zwiazek malzenski ze staniesz sie expertem...lecz o to by sie wspolnie wszystkiego uczyc i sie tym bawic. A wylacznosc na siebie kreauje poczucie wyjatkowej bliskosci miedzy malzonkami i  poczucie spelnienia, szacunku i zaufania.
Ten PROCES UCZENIA SIE jest wlasnie tym elementem najlepszym, tym ktory LACZY, a z czasem tez zapobiega wdarciu sie w zwiazek nudy i rutyny. Jesli przed wejsciem w zwiazek malzenski wytrenowalas juz z innymi osobami cala "kamasutre" to co cie jeszcze zaskoczy?  Co tobie i twojemu partnerowi dostarczy niezapomnianych emocji?
W czym bedziesz szukac adrenaliny by wyrwac was z rutyny, ktora po latach bycia ze soba wkrada sie nieuchronnie ?
Tak sie sklada ze sex jest bardzo waznym elementem kazdego malzenstwa, wiec i w tej dziedzinie musi byc fajnie, bo jesli cos nie gra...... to niestety rodza sie problemy.
W waszym wspolnym interesie jest byscie mieli jak najwiecej sobie do ofiarowania ...jak najwiecej excytujacych przezyc, ktore bedziecie dzielic tylko ze soba.
Bo jesli adrenaliny i emocji zabraknie w domu to gdzie bedziecie jej szukac?

A dziewictwo z powodow religijnych to ty sobie mozesz zachowywac, chyba tylko w sytuacji gdy chcesz wstapic do zakonu ...bo innego sensu w tym nie widze.

175

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Sagi napisał/a:

Dokładnie. Marzena tyle pisze o tym jak każdy każdego traktuje jak przedmiot, a sama pisze o nie-dziewicach i nie-prawiczkach per 'używany'. To smutne że niektórzy nie mają swoją osobą nic do zaoferowania prócz tego że byli 'nieużywani'

Sagi jakbys nie zauwazyl kazda z podobnych moich wypowiedzi, ktora umieszczam miedzy speech marks jest albo cytatem z czyjejs wypowiedzi, albo zwyklym skrotem myslowym oszczedzajacym mi pisania dlugich wyjasnien...moje posty i tak sa juz zbyt dlugie zeby sie jeszcze w takie wyjasniania bawic. Zakladam ze inteligentni ludzie potrafia to zrozumiec i nie wypaczyc dla potrzeb wlasnych.

176 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-24 10:35:51)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
lenny napisał/a:

hej marzena7, tak sobie do tej pory tylko czytałem to co piszesz w tym i w innych wątkach, i muszę przyznać Ci sporo racji, ale to "przyzwolenie społeczne na przeszłość seksualną mężczyzn wśród kobiet" to fakt!

Przyznam szczerze ze juz sama zaczynam sie nad tym zastanawiac..... zwlaszcza gdy czytam wypowiedzi kobiet radzacych innej kobiecie, ktorej sie nie podoba przeszlosc partnera ...by poszla do psychologa, "bo ma niska samoocene" lub cieszyla sie ze ten facet (po przejsciu przez iles tam innych kobiet) to wlasnie ja wybral na kandydatke na zone.( Litosci...z czego tu sie cieszyc?)
Nie wiem czym to tlumaczyc.: calkowita rezygnacja czy zwykla ludzka glupota i brakiem szacunku do samej siebie i wlasnej plci.

lenny napisał/a:

I zabawna jest wiara niektórych kobiet, że facet, prawdziwy dojrzały mężczyzna (zwłaszcza z wyższym statusem społecznym), nie żaden zaliczacz, nie patrzy na 'przebieg' kobiety:))
Kiedy jest się nastolatkiem to faktycznie nie ma większego znaczenia (jak i wiek kobiety;) ale zmienia się to postrzeganie im mocniejsza chęć ustatkowania się, kiedy myśli się już o matce dla swoich dzieci, a nie o łatwej lasce do seksu. Wiem, że to hipokryzja, ale jak wyżej, Wy kobiety dajecie na to przyzwolenie.
No i jasne, że gdzieś tam są wyjątki od tego (w realu jeszcze nie spotkałem), ale to tylko potwierdza regułę.

Zabawna historia z ta nagla zmiana postawy u mezczyzn...czy raczej powinnam powiedziec tragiczna.
To tak jak z moim mezem. Zupelnie nie przeszkadzalo mu przelatywanie panienek i nie martwil sie tym w ogole ze ktoras tam skrzywdzil bo ona sobie wyobrazala ze to juz ta "wielka milosc", a jemu z czasem sie ta " wielka milosc" znudzila i podziekowal jej za wspolprace.
Lecz gdy przyszlo do zalozenia rodziny to nagle stal sie wielkim konserwatysta...w stosunku do mnie oczywiscie.
Bardzo mu pasowalo ze ma ta swoja przeszlosc, ktora tak latwo wytlumaczyc "szalenstwem mlodosci"czy tez "prawem do wlasnego zycia przed slubem", a jednoczesnie za zone i matke swoich dzieci kobiete "nieuzywana".
Hipokryzja czy po prostu czyste lajdactwo?

lenny napisał/a:

A to dzisiejsze łudzenie panienek słowem 'kocham cię' i po miesiacu seks za free, to starsze pokolenie facetów może nam tylko pozazdrościć.

No nie wiem czy starsze pokolenie moze wam tego zazdroscic ...zwlaszcza gdy juz w koncu dotrzecie po niezobowiazujacych figlach do etapu szukania kandydatki na zone...wowczas moze sie okazac ze otaczaja was tylko "panienki" co sex oferuja za slodkie slowa o milosci i "latwe laski".
Ktory rodzaj kobiety wybierzesz na matke swoich dzieci?
Tu raczej starsze pokolenie panow moze wam wspolczuc ....bo bycie nastolatkiem czy 20-sto latkiem trwa zaledwie pare lat, a potem reszte zyciorysu bedziecie musieli spedzic z " panienka" lub "latwa laska" wychowujaca wasze dzieci i wpajajaca im zasady moralne...

177

Odp: problem z akceptacją tego co było...
marzena7 napisał/a:

No nie wiem czy starsze pokolenie moze wam tego zazdroscic ...zwlaszcza gdy juz w koncu dotrzecie po niezobowiazujacych figlach do etapu szukania kandydatki na zone...wowczas moze sie okazac ze otaczaja was tylko "panienki" co sex oferuja za slodkie slowa o milosci i "latwe laski".
Ktory rodzaj kobiety wybierzesz na matke swoich dzieci?
Tu raczej starsze pokolenie panow moze wam wspolczuc ....bo bycie nastolatkiem czy 20-sto latkiem trwa zaledwie pare lat, a potem reszte zyciorysu bedziecie musieli spedzic z " panienka" lub "latwa laska" wychowujaca wasze dzieci i wpajajaca im zasady moralne...

Marzeno- nie wiem czy zauważyłaś brak logiki w tym co piszesz. Zachwalasz "dziewice" jako kandydatki na żony i matki, a jednocześnie potępiasz "łatwe laski". Tylko zobacz- Ty byłaś dziewicą poznając swojego męża. Teoretycznie materiał idealny na wspomnianą już "żonę i matkę". A co się stało? Urządziłaś mężowi niekończący się terror psychiczny. Zdradziłaś go, nie masz wyrzutów sumienia z tego powodu. Zafundowałaś Waszym dzieciom rodzinę, w której brak jest szacunku i miłości między rodzicami, czyli trudny start w życiu.

Wniosek może być tylko jeden- dziewica to najgorszy materiał na życiową partnerkę.

Ja także poprę ten wniosek, jako eks-dziewica z jedynym, obecnym partnerem "na koncie". Choć bardzo kocham mojego chłopaka, to jestem ciekawa tego, jakby to było z innym. Żałuję, że nie sprawdziłam tego zanim zaangażowałam się w poważną relację. Potępiam zdradę, jednak do tej pory nie zostałam wystawiona na prawdziwą pokusę. A przecież tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

Przy tym zauważyłam zależność- dziewictwem radują się raczej młodzi chłopcy. Dla nich to brak powodów do kompleksów (w końcu dziewica nie ma porównania, więc nie ma szans, żeby był gorszy od kogokolwiek), a zarazem mogą doładować sobie ego jako "zdobywcy". Natomiast bardziej dojrzali faceci wiedzą, że dziewica to rosyjska ruletka- może być zimna kłoda, szalona marzena7, nieoszlifowany diament... No po prostu ryzyko.

178

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Marzena, Twoje proroctwa w kierunku mojej osoby nie sprawdzą się z prostego powodu - nie traktuję związków w kategorii własności. Nie odczuwam żadnej potrzeby zawłaszczenia partnerem na wyłączność, żeby był tylko mój od urodzenia do śmierci. Zależy mi tylko na tym, żeby był mój od momentu poznania. Nie muszę być właścicielką wszystkich jego wspomnień i myśli.
Na szczęście takie myślenie wyznaje wiele osób. Więc znalezienie partnera, który ma podobny stosunek do mnie nie jest specjalnie trudne. Obecnie takiego mam. Gdyby nie wyszło - znajdzie się inny. Będę miała zdecydowanie większy wybór niż osoba, która chce prawiczka po 30-tce...

Różnica między mną a Tobą jest jeszcze taka, że ja rozumiem Twoje poglądy i nie narzucam Ci moich. Ty nie rozumiesz niczego innego co nie jest Twoim tokiem myślenia. Właściwie nie wdawałabym się w ogóle w polemikę z Tobą, gdyby nie fakt, że Ty obrażasz wszystkich, którzy kierują się w życiu innymi wartościami. Uwierz, gdybym chciała to wymyśliłabym na poczekaniu przynajmniej 10 określeń dla Twojej postawy równie obraźliwych jak określenia, którymi Ty obdarowujesz kobiety inne od Ciebie. Nie robię tego, bo mi nie przeszkadza Twoja filozofia. Chcesz prawiczka - Twoja sprawa. Ale określenia typu "łatwa laska", "używana/używany", "idiotka, która idzie do łóżka za słodkie słówka o miłości" nie świadczą o tym, że Ty wykazujesz się taką samą tolerancją w stosunku do kobiet, które wyznają odmienne poglądy.

Nie rozumiem tez co ma seks przed związkiem do seksu w związku? Seks z każdym mężczyzną jest inny. Ja to wiem, Ty się tylko domyślasz. Nawet gdybym przerobiła faktycznie wcześniej całą kamasutrę - z kolejnym facetem zaczynam niejako z czystą kartą. Te same okazje do zaskakiwania, do przeżywania ekscytujących chwil. Trudno to wytłumaczyć komuś, kto miał jednego partnera a drugi był obarczony ciężarem zdrady. Szanse na rutynę i znudzenie po latach są identyczne jak w przypadku osób, które zaczynały ze sobą jako dziewica i prawiczek. Do tego dochodzi dość istotny aspekt - nigdy nie pomyślę jak to by było z innym. Kiedy pojawią się problemy - nie ucieknę do innego, bo może tam mi będzie lepiej. Bo ja WIEM, na podstawie wielu różnorodnych relacji, że problemy się rozwiązuje a nie od nich ucieka.

179

Odp: problem z akceptacją tego co było...
busiu napisał/a:

Marzeno- nie wiem czy zauważyłaś brak logiki w tym co piszesz. Zachwalasz "dziewice" jako kandydatki na żony i matki, a jednocześnie potępiasz "łatwe laski". Tylko zobacz- Ty byłaś dziewicą poznając swojego męża. Teoretycznie materiał idealny na wspomnianą już "żonę i matkę". A co się stało? Urządziłaś mężowi niekończący się terror psychiczny. Zdradziłaś go, nie masz wyrzutów sumienia z tego powodu. Zafundowałaś Waszym dzieciom rodzinę, w której brak jest szacunku i miłości między rodzicami, czyli trudny start w życiu.

Sorry, niestety nie trafil na ulegla dziwice spokojnie godzaca sie na podwojny standard w zyciu rodzinnym, inny dla niej, a inny dla mezczyzny.
Mozesz mnie nazwac  najgorszym epitetem jaki tylko wymislisz i bedzie to dla mnie LEPSZE i bardziej do zniesienia, niz bycie ulegla zona z usmiechem na twarzy znoszaca wspomnienia meza o bylych kochankach.
Nie widze mezczyzn jako lepszych od kobiet i uprawnionych do otrzymywani tego czego sami nie oferuja.
Nie zafundowalam mojemu mezowi ani mojej rodzinie terroru i bolu wiekszego niz on zaoferowal mi.
Milosci w naszej rodzinie nigdy nie brakowalo, ale szacunku i zaufania jak najbardziej...od samego poczatku naszej relacji..
Gdyby moj maz myslal mozgiem, a nie penisem...dzis mialby kobiete jakiej pragnal: silna, w miare ladna, podzielajaca jego zainteresowania i poczucie humoru, bezwzglednie go kochajaca i wierna jak pies do konca jego dni...
Poniewaz nie byl tylko dla mnie, a chcial mnie miec tylko dla siebie, wiec ostatni przymiot swojej zony musial skreslic z listy wymaganych...  Dostal tylko to na co sam zapracowal...nic wiecej.... Od takie moje choler..ne rownouprawnienie i "brak logiki w mysleniu".

busiu napisał/a:

Wniosek może być tylko jeden- dziewica to najgorszy materiał na życiową partnerkę.

Dziewica TAKA JAK JA, to to najgorszy material na zyciowa partnerke dla faceta, ktory wyobraza sobie ze utrudzony po znojach posuwania "latwych paniennek" znajdzie zaciszna przystan u boku kobiety, przy ktorej nie bedzie musial sie martwic o konkurencje.
A ukochana bedzie mu wdzieczna do konca jego dni za to ze zatrzymal sie wlasnie na niej i w pocie czola bedzie zbierala okruchy pozostawione jej po bylych kochankach partnera, w poczuciu winny za to ze osmiela sie czuc bol z powodu tego ze maz szlajal sie z jakimis laskami, ktore najwidoczniej do piet jej nie dorastaly.(skoro je zostawil)
W koncu znudzilo mnie calowanie stop mojego meza i wieczne zastanawianie sie czy jak przygotuje mu "sexualna" niespodzianke to bedzie to dla niego istotnie cos niezwyklego czy moze juz to przerobil kilkakrotnie z inna i bedzie to dla niego nic wiecej jak przedluzenie rutyny.

Oczywiscie "taka dziewica jak ja jest wyjatkiem", w wiekszosci spotka sie dziewice inne ...takie, ktore z pokora godza sie na przeszlosc partnera i staraja sie walczyc jak tylko moga z wlasnym bolem i poczuciem krzywdy....wierza ze maja niska samoocene i biegna pedem do psychologa by naprawic swoje "chore" pragnienie bycia wyjatkowa dla swojego partnera, tak jak on jest wyjatkowy dla niej. Lub tez maja wyjatkowego partnera, ktory nie odbiera im prawa do wlasnych uczuc i pogladow. W wowczas wypada jedynie zlozyc im gratulacje ze bylo warto, a one daly rade.

Ja do tego klubu nie naleze, choc calymi latami bardzo sie staralam przekonac sama siebie ze zasluguje na mniej niz oczekiwalam i ze on mial prawo do przelecenia tylu lasek ile tylko mogl i w jaki tylko sposob mu sie podobalo, a ja nie mam prawa wymagac od niego nieczego, nawet tego by zalowal swoich "niedojrzalych wyborow".

Sorry nie naleze do tej kategorii..... Nic na to nie poradze...Taka juz podla franca jestem ..i dobrze mi z tym bez dwoch zdan.

busiu napisał/a:

Ja także poprę ten wniosek, jako eks-dziewica z jedynym, obecnym partnerem "na koncie". Choć bardzo kocham mojego chłopaka, to jestem ciekawa tego, jakby to było z innym. Żałuję, że nie sprawdziłam tego zanim zaangażowałam się w poważną relację. Potępiam zdradę, jednak do tej pory nie zostałam wystawiona na prawdziwą pokusę. A przecież tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

Nie wiem, moze jestem tu jakims wyjatkiem, lecz nigdy nie interesowal mnie przechodny sex z innymi partnerami i gdybym trafila na faceta o podobnych zasadach to do dzis zylabym wierna jak pies swojemu mezczyznie starajac sie dac z siebie wszystko by wlasnie ta relacja kwitla. Tak jak to robi moje starsze rodzenstwo...niestety ja chyba urodzilam sie w innych czasach lub po prostu mialam mniej szczescia. Mowi sie trudno i zyje sie dalej...

Dziewice, ktore zastanawiaja sie jak by im bylo w lozku z kims innym, sa raczej "wynalezkiem" wspolczesnosci niz regula.
W obecnych "szlonych czasach" sex z wieloma osobami stawia sie tak wysoko na piedestale ze czasem mozna sie w tym pogubic, zwlaszcza jesli w relacji, w ktorej jestes nad ponownym rozpaleniem iskry w zwiazku trzeba sie napracowac. W takiej sytuacji latwo jest pojsc na "latwizne" i szukac szczescia u kogos innego...ale to juz przymiot nie tylko  bylych dziewic, lecz rowniez, a moze zwlaszcza, doswiadczonych sexualnie pan i panow, ktorych obecny partner nie zaspokaja.

busiu napisał/a:

Przy tym zauważyłam zależność- dziewictwem radują się raczej młodzi chłopcy. Dla nich to brak powodów do kompleksów (w końcu dziewica nie ma porównania, więc nie ma szans, żeby był gorszy od kogokolwiek), a zarazem mogą doładować sobie ego jako "zdobywcy". Natomiast bardziej dojrzali faceci wiedzą, że dziewica to rosyjska ruletka- może być zimna kłoda, szalona marzena7, nieoszlifowany diament... No po prostu ryzyko.

Busiu rosyjska ruletka jest za kazdym razem, gdy dochodzi do relacji miedzy kobieta a mezczyzna..... i dziwica nie jest to ryzykiem wiekszym niz kobieta po przejsciach...bo mozesz trafic  na "latwa laske", "pannienke", ktora da sie kazdemu zbajerowac za obietnice "wielkiej milosci" lub kobiete, ktorej po prostu kiedys zdarzylo sie zaufac komus za bardzo...
A z mojego doswiadczenia z mezczyznami wnioskuje jednak ze stosunek nawet tych dojrzalych mezczyzn do dziewic byl inny i bardziej pelny szacunku niz do kobiet "przejsciach" ....nawet gdy byla to ich kobieta wlasna....
Facetowi, ktory jeszcze nie zamierza sie wiazac na stale "kobieta po przejsciach" nie przeszkadza, a chwilami wiec jest "przydatna", bo zaspokaja jego potrzeby bez zadania niczego stalego i ostatecznego w zamian.
Dziwica  jest wygodna zarowno dla "mlodych chlopcow", ktorzy nie chca byc porownywani...jak i dojrzalych  mezczyzn, ktorzy nadal nie lubia konkurencji...to taka czysta i przyjemna lokata...

Lecz czasem moze trafic na "mine" taka jak ja ...i wtedy przyjemnosc sie konczy...

180

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Marzena, jesteś ofiarą własnych idealistycznych poglądów. Tak, podejście do seksu to znak naszych czasów. Ale my w tych czasach żyjemy, więc prościej się dopasować niż tkwić w ideałach średniowiecza (które, swoją drogą, wcale cnotliwsze nie było ale za takie jest uważane).

Podkreślasz swoją siłę i niezależność. A dla mnie Twoje zachowanie, słowa i poglądy to desperacji krzyk rozpaczy słabej kobiety. Silna kobieta pokazałaby mężowi pozew rozwodowy (za hipokryzję), poryczała sobie trochę w samotności (za złamane marzenia) i poszłaby szukać dojrzałego partnera pracując nad tym, żeby zaufanie, miłość i poczucie bezpieczeństwa stały się dla niej ważniejsze od "macania" bądź "nie-macania" w przeszłości innych. Bo, jeśli już sama dziewicą nie jest to szukanie prawiczka byłoby hipokryzją, za którą skreśliła byłego męża.

Zresztą - skąd wiesz, że Twój mąż jest hipokrytą? Może po prostu za bardzo mu na Tobie zależało, żeby wyjawić Ci na wstępie swoją seksualną przeszłość? Skoro wiedział, że nie będziesz w stanie tego zaakceptować? Osobiście nie spotkałam żadnego faceta z jakimś doświadczeniem, który by szukał żony dziewicy. Dojrzali mężczyźni szukają na żonę kobiet o pewnych wartościach, a przeszłość seksualna (a raczej jej brak) nie zawsze idzie w parze z życiową dojrzałością, odpowiedzialnością i innymi przymiotami idealnej partnerki. Bo kobiety, które miały kilku (czy nawet kilkunastu/kilkudziesięciu) partnerów to nie zawsze "łatwe laski" lub "naiwniaczki spragnione miłości". Często są to po prostu kobiety, które seks traktują jak należącą się im przyjemność. Nie stawiają seksu na piedestale i nie nadają mu mistycznego znaczenia w łączeniu dwojga ludzi. Kiedy spotykają właściwego mężczyznę - są idealnymi partnerkami, gdyż ich życie ma znacznie szerszy wymiar niż koncentracja wokół spraw łóżkowych...

181 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-24 13:14:58)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Marzena, Twoje proroctwa w kierunku mojej osoby nie sprawdzą się z prostego powodu - nie traktuję związków w kategorii własności. Nie odczuwam żadnej potrzeby zawłaszczenia partnerem na wyłączność, żeby był tylko mój od urodzenia do śmierci. Zależy mi tylko na tym, żeby był mój od momentu poznania. Nie muszę być właścicielką wszystkich jego wspomnień i myśli.
Na szczęście takie myślenie wyznaje wiele osób. Więc znalezienie partnera, który ma podobny stosunek do mnie nie jest specjalnie trudne. Obecnie takiego mam. Gdyby nie wyszło - znajdzie się inny. Będę miała zdecydowanie większy wybór niż osoba, która chce prawiczka po 30-tce...

Różnica między mną a Tobą jest jeszcze taka, że ja rozumiem Twoje poglądy i nie narzucam Ci moich. Ty nie rozumiesz niczego innego co nie jest Twoim tokiem myślenia. Właściwie nie wdawałabym się w ogóle w polemikę z Tobą, gdyby nie fakt, że Ty obrażasz wszystkich, którzy kierują się w życiu innymi wartościami. Uwierz, gdybym chciała to wymyśliłabym na poczekaniu przynajmniej 10 określeń dla Twojej postawy równie obraźliwych jak określenia, którymi Ty obdarowujesz kobiety inne od Ciebie. Nie robię tego, bo mi nie przeszkadza Twoja filozofia. Chcesz prawiczka - Twoja sprawa. Ale określenia typu "łatwa laska", "używana/używany", "idiotka, która idzie do łóżka za słodkie słówka o miłości" nie świadczą o tym, że Ty wykazujesz się taką samą tolerancją w stosunku do kobiet, które wyznają odmienne poglądy.

Nie rozumiem tez co ma seks przed związkiem do seksu w związku? Seks z każdym mężczyzną jest inny. Ja to wiem, Ty się tylko domyślasz. Nawet gdybym przerobiła faktycznie wcześniej całą kamasutrę - z kolejnym facetem zaczynam niejako z czystą kartą. Te same okazje do zaskakiwania, do przeżywania ekscytujących chwil. Trudno to wytłumaczyć komuś, kto miał jednego partnera a drugi był obarczony ciężarem zdrady. Szanse na rutynę i znudzenie po latach są identyczne jak w przypadku osób, które zaczynały ze sobą jako dziewica i prawiczek. Do tego dochodzi dość istotny aspekt - nigdy nie pomyślę jak to by było z innym. Kiedy pojawią się problemy - nie ucieknę do innego, bo może tam mi będzie lepiej. Bo ja WIEM, na podstawie wielu różnorodnych relacji, że problemy się rozwiązuje a nie od nich ucieka.

Wlasnie w tym sek .....w tym zaczynaniu wszystkiego z kolejnym facetem z "niejako czysta karta".... to ktora z tych kolejnych relacji jest ta prawdziwa skora kazda sie konczy, a po niej zaczyna nowa "wielka milosc"... ?
Nie mysl ze ja nie rozumiem innych pogladow, ja je rozumiem i dostrzegam ...lecz nie widze ich pozytywnych stron tak jak wy je dostrzegacie.
Dla mnie przechodzenie z jednego zwiazku do drugiego nie jest zadnym pozytywem, lecz zwyklym slepym gonieniem za szczesciem i czesto szukaniem go tam gdzie po prostu go nie ma.  A rownie czesto, zwlaszcza w przypadku mlodych dziewczyn, zwyklym pozwalaniem sobie na to by ktos cie wykorzystal i zostawil.
I to jest wlasnie ta rzecz, ktora mi sie nie podoba ...ale " narzucic" to ja swoich pogladow nikomu nie moge.
Przeczytasz moj post i albo sie z nim zgodzisz, a jesli nie to splynie po tobie jak po kaczce i bedziesz miec go gdzies....Takie zycie....Nie mow ze sie przejmiesz moim gadaniem...bo nie uwierze...co najwyzej nazwiesz mnie "kretynka" czy czyms w tym rodzaju, ponarzekasz do kogos..a potem zapomnisz.
Co do "moich" obrazliwych okreslen  typu "latwa laska", "uzywany/uzywana",( nie przypaminam sobie bym gdzies uzyla slowa "idiotka") to zwyczajnie i perfidnie zapozyczam je sobie z innych postow lub uzywam " skrotow myslowych", ktore spotyka sie w uzyciu powszechnym  i zakladam, ze dla osoby, ktora czyta moj post sa jak najbardziej zrozumiale i nie wymagaja jakichkolwiek wyjasnien.
Skoro czytasz rozne posty to moze zwrocisz tez uwage, z ktorych z nich zapozyczylam sobie "moje obrazliwe okreslenia". Dosc czesto sa to te same posty na ktore odpowiadam.

182

Odp: problem z akceptacją tego co było...
busiu napisał/a:

Przy tym zauważyłam zależność- dziewictwem radują się raczej młodzi chłopcy. Dla nich to brak powodów do kompleksów (w końcu dziewica nie ma porównania, więc nie ma szans, żeby był gorszy od kogokolwiek), a zarazem mogą doładować sobie ego jako "zdobywcy".

A to zwykła bujda na resorach:)) Myślenie mężczyzn, chyba od samych zarania dziejów nie zmieniło się i pewnie żadna rewolucja seksualna tego nie zmieni. Do pierwszych przygód z seksem lepsza bardziej doświadczona kobieta, która "nauczy" sztuki miłości (jakby można było się tego nauczyć na jednej, a praktykować na drugiej:O). Natomiast do poważnego związku - czytaj małżeństwa - najlepsza dziewica.

Z dwojga złego - zdrada czy przeszłość seksualna żony, już chyba bardziej akceptowalne to pierwsze, które wpisuje się w to "na dobre i na złe", tylko to trochę jak wybieranie bez czego chciałbyś żyć - bez lewej ręki czy prawej nogi;]

183

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Lenny, masz poglądy jakie masz. Nic mi do tego. Z moich obserwacji wynika jednak, że takie podejście jest wielką rzadkością u facetów po 25 r.ż. Z prostego powodu - dojrzały człowiek wie, że powinien skupić się na obserwacji tego, co potencjalna partnerka reprezentuje sobą TERAZ zamiast kierować się stereotypami, że np. kobieta z przeszłością jest "łatwa" i nie będzie wierna.

Marzena, określenia zapożyczasz, ale używasz ich do wyrażenia własnych poglądów. Co da się zauważyć nawet przy podstawowej umiejętności czytania ze zrozumieniem.

Co do "ślepego gonienia za szczęściem" - każdy człowiek za nim goni. Ty również. Tyle, ze dla Ciebie definicja szczęścia jest inna niż dla mnie. Twoja jest trudniejsza do zrealizowania. Nawet więcej - Ty już nie masz szans na realizację swojej definicji szczęścia. Ja będę miała zawsze. I co teraz zrobisz? Poszukasz innych definicji czy pozostaniesz na zawsze zgorzkniałą, zranioną kobietą, która, oprócz żalu do świata nie ma nic?

184

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Marzena, jesteś ofiarą własnych idealistycznych poglądów. Tak, podejście do seksu to znak naszych czasów. Ale my w tych czasach żyjemy, więc prościej się dopasować niż tkwić w ideałach średniowiecza (które, swoją drogą, wcale cnotliwsze nie było ale za takie jest uważane).

Uwielbiam jak ktos stosuje okreslenia typu, "idealy sredniowiecza" bo to oznacza ze ta osoba o sredniowieczu nie ma bladego pojecia....
Dodaj jeszcze okreslenia typu " zacofanie, ciemnota, zabobon" , moze jeszcze poglady "mocherowych beretow" itp., a ja juz bede miala pelny ubaw....he,he...
Lubie to!

vinnga napisał/a:

Podkreślasz swoją siłę i niezależność. A dla mnie Twoje zachowanie, słowa i poglądy to desperacji krzyk rozpaczy słabej kobiety. Silna kobieta pokazałaby mężowi pozew rozwodowy (za hipokryzję), poryczała sobie trochę w samotności (za złamane marzenia) i poszłaby szukać dojrzałego partnera pracując nad tym, żeby zaufanie, miłość i poczucie bezpieczeństwa stały się dla niej ważniejsze od "macania" bądź "nie-macania" w przeszłości innych. Bo, jeśli już sama dziewicą nie jest to szukanie prawiczka byłoby hipokryzją, za którą skreśliła byłego męża.

Co do mojej hipokryzji...jest ona zapewne wielka...bo z dwojga zlego:  a. pozostania samej i szukania w nieskonczonosc idealnego partnera lub b. nie zostania samej i posiadaniu dzieci ...wybralam opcje druga...oddajac w zamian wlasne poglady i oczekiwania.

Tak niewatpliwie uczynilo to ze mnie niezmierna hipokrytke...trudno... kto z kim przestaje takim sie staje.
Co nie oznacza ze teraz bede piac pochwale " nowoczesnej mody" i przekonywac wszystkich ze takie wielkie z niej wyplywaja korzysci, bo po byciu w wielu zwiazkow osoba tak dojrzewa emocjonalnie, ze po pojawieniu sie problemu  nie ucieknie do innej/innego bo tam im bedzie lepiej....niestety w prawdziwym zyciu zauwazylam tendencje wrecz odwrotna......razaca wrecz w oczy...
Pewnie sa jakies wyjatki i jesli tak to chwala im za to...!

vinnga napisał/a:

Zresztą - skąd wiesz, że Twój mąż jest hipokrytą? Może po prostu za bardzo mu na Tobie zależało, żeby wyjawić Ci na wstępie swoją seksualną przeszłość? Skoro wiedział, że nie będziesz w stanie tego zaakceptować? Osobiście nie spotkałam żadnego faceta z jakimś doświadczeniem, który by szukał żony dziewicy. Dojrzali mężczyźni szukają na żonę kobiet o pewnych wartościach, a przeszłość seksualna (a raczej jej brak) nie zawsze idzie w parze z życiową dojrzałością, odpowiedzialnością i innymi przymiotami idealnej partnerki. Bo kobiety, które miały kilku (czy nawet kilkunastu/kilkudziesięciu) partnerów to nie zawsze "łatwe laski" lub "naiwniaczki spragnione miłości". Często są to po prostu kobiety, które seks traktują jak należącą się im przyjemność. Nie stawiają seksu na piedestale i nie nadają mu mistycznego znaczenia w łączeniu dwojga ludzi. Kiedy spotykają właściwego mężczyznę - są idealnymi partnerkami, gdyż ich życie ma znacznie szerszy wymiar niż koncentracja wokół spraw łóżkowych...

Ty o tych kobietach, ktore traktuja sex jako nalezaca im sie przyjemnosc to raczej nie piszesz o dziewczynach w wieku lat nastu czy 20-stu paru, bo te najczesciej jeszcze naiwnie szukaja milosci, a nie tylko sexu, co czasem widac po wielu zamieszczonych tu postach.
KAZDE WSPOLNE zycie z mezczyzna na stale koncentruje sie tylko po czesci na zyciu lozkowym, no chyba ze ten "wlasciwy" mezczyzna postanowi inaczej. Lecz niewatpliwie lozko sie w malzenstwie liczy ...i gdy sa problemy w nim to i relacja nie dziala jak nalezy...
Z tymi "idealnymi partnerkami" dla "wlasciwego mezczyzny" to bym nie przesadzala, bo niestety czesci z tych kobiet/ mezczyzn rownie( a moze zwlaszcza), przechodzenie ze zwiazku w zwiazek ( czy lozka do lozka) wchodzi tak w krew ze nie docenia tego "wlasciwego partnera" nawet gdyby mialy sie o niego potknac.
Co do tego ze moj maz byl takim hipokryta nie mam watpliwosci, po pierwsze ze wzgledu na okolicznosci w jakich o jego poprzednich zwiazkach sie dowiedzialam, po drugie...zyje z nim juz tyle lat ze nie pozostawil mi co do tego najmniejszych watpliwosci....

185 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-24 14:23:16)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Co do "ślepego gonienia za szczęściem" - każdy człowiek za nim goni. Ty również. Tyle, ze dla Ciebie definicja szczęścia jest inna niż dla mnie. Twoja jest trudniejsza do zrealizowania. Nawet więcej - Ty już nie masz szans na realizację swojej definicji szczęścia. Ja będę miała zawsze. I co teraz zrobisz? Poszukasz innych definicji czy pozostaniesz na zawsze zgorzkniałą, zranioną kobietą, która, oprócz żalu do świata nie ma nic?

Zgorzkniala, zraniona kobieta to ja bylam w chwili, gdy godzilam sie na to by potulnie znosic podwojna moralnosc w moim zwiazku...teraz juz jej nie ma....lecz daleka jestem od tego by okreslic ze taki stan rzeczy miedzy kobieta a mezczyzna jest stanem optymalnym i dajacym pelnie szczescia.

186

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ale po jakie licho Ty masz piać pochwały "nowoczesnej mody"? Czy nie wystarczy akceptacja własnej sytuacji, podniesiona z godnością głowa i szukanie własnej drogi do szczęścia bez patrzenia jaka to moda, jakiej epoki i jak się nazywa?

Przechodzenie z łóżka do łóżka (jak to niezbyt pięknie ujęłaś) często sprawia, że kiedy się trafi na właściwą osobę to się ją znacznie łatwiej dostrzega, bo diamencik błyszczy w worku plew tongue

187

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Tego się chyba nie da pokonać w łatwy sposób, każdy ma swoje głęboko zakorzenione poglądy, bardzie liberalne lub konserwatywne, że tak to określę. Ideały. Poszczególne skrajności będą się ze sobą sprzeczać, jedni nie będą potrafić zrozumieć dobrze drugich. Tego nie da się tak o zmienić.

188 Ostatnio edytowany przez Ciemnooki (2013-02-27 11:48:35)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
busiu napisał/a:

Ja także poprę ten wniosek, jako eks-dziewica z jedynym, obecnym partnerem "na koncie". Choć bardzo kocham mojego chłopaka, to jestem ciekawa tego, jakby to było z innym. Żałuję, że nie sprawdziłam tego zanim zaangażowałam się w poważną relację. Potępiam zdradę, jednak do tej pory nie zostałam wystawiona na prawdziwą pokusę. A przecież tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono.

busiu, bardzo często piszesz, że trochę żałujesz że miałaś tylko jednego, że nie wiesz jak to jest z innym, że nie wiesz co byłoby lub będzie gdy pojawi się inny, lepszy, że masz nie wiem ... ból niedoświadczenia czy jakby to tam nazwać więc odpowiedz mi na jedno pytanie w związku z tym. Jako ta cała eks dziewica która czuje głód innego - coby się musiało stać / wyniknąć, co byś musiała przeżyć lub doświadczyć tudzież jaki musiałby być ten drugi facet ( z wyglądu czy tam charakteru, zależnie od tego co Cię tam by kręciło w danym momencie ) żebyś pokusiła się o zdradę lub rzucenie obecnego na rzecz nowego? I nie pisz proszę, że tak nie zrobisz bo oboje dobrze wiemy że choćbyśmy chcieli być idealni i zgodni ze swoimi przekonaniami czasem dzieje się inaczej. Zresztą sama bodaj napisałaś coś w stylu, że sama nie wiesz co stałoby się gdybyś trafiła na 'lepszego' ... tylko lepszego w jakim względzie?

189 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-02-28 01:22:34)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Ale po jakie licho Ty masz piać pochwały "nowoczesnej mody"? Czy nie wystarczy akceptacja własnej sytuacji, podniesiona z godnością głowa i szukanie własnej drogi do szczęścia bez patrzenia jaka to moda, jakiej epoki i jak się nazywa?

Ciekawi mnie co rozumiesz przez "akceptacja wlasnej sytuacji, podniesiona z godnoscia glowa i szukanie wlasnej drogi do szczescia....".
Wiesz kiedys bylo takie powiedzenie..( w obecnych czasach chyba bardzo juz nieaktualne):

"PRAWDZIWY MEZCZYZNA NIE KOCHA MILIONA KOBIET, LECZ JEDNA NA MILION SPOSOBOW."

Pewnie sie ze mna nie zgodzisz, lecz musze stwierdzic ze to "skakanie z lozka do lozka" w poszukiwaniu tej "wlasciwej osoby" jest jakies takie strasznie PLYTKIE.
I raczej nie swiadczy o glebokim rozwoju emocjonalnym, lecz on jego braku i plytkosci patrzenia na zwiazki...
Nie mam tu zamiaru nikogo obrazic lub skopac...po prostu wydaje mi sie bardzo dziwne ze, "za kazdym razem jest to "MALZENSTWO..... NA NIBY".... i ta "wielka wilosc", ktora sie konczy po zaledwie paru miesiacach czy latach....

WIEC BYLA TA MILOSC CZY JEJ NIE BYLO?

Chyba nie, skoro sie skonczyla....Prawda?

vinnga napisał/a:

Przechodzenie z łóżka do łóżka (jak to niezbyt pięknie ujęłaś) często sprawia, że kiedy się trafi na właściwą osobę to się ją znacznie łatwiej dostrzega, bo diamencik błyszczy w worku plew tongue

Vinnga znam mnostwo osob po czterdziestce, ktore nadal  nie moga znalezc tego swojego "diamencika", przechodza przez kolejne zwiazki, jakies malzenstwa po drodze, czasem zostawiaja za soba dzieci......w czym wiec jest problem?
Czy znaczy to ze wiekszosc ludzi wokol nich to "plewy" ...a moze oni sami sa takimi plewami?
A moze problem lezy wlasnie w tym jak ty to powiedzialas " Gdyby nie wyszlo - to znajdzie sie drugi".....
ludzie traktuja sie na wzajem jak rzeczy...ktore gdy sie " zepsuja" to mozna je zastapic innymi....

A moze nasze pokolenia dotkniete zostalo jakas straszna zaraza ....znieczulica, egocentryzmem i brakiem umiejetnosci wytrwanie w stalym zwiazku...

Byc moze tak bardzo szukamy tego szczescia ze po prostu nie umiemy o nie dbac ani je TWORZYC i gdy SZCZESCIE konczy sie w jednym zwiazku ....to szukamy go w nastepnym...

Milosc jak z telenoweli....taka mini Moda na Sukces....tyle ze we wlasnym zyciorysie...

Sumienie mam czyste....bo GO NIE UZYWAM.....?

190

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Marzena, nie będę komentować każdego akapitu Twojej wypowiedzi. Dla mnie płytkie, przedmiotowe, egoistyczne jest Twoje postępowanie. To jak potraktowałaś swojego męża w imię własnych idei. Twoje zachowanie nie świadczy o umiejętności kochania, więc nie Tobie oceniać tę zdolność u innych.

191

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Marzena, nie będę komentować każdego akapitu Twojej wypowiedzi. Dla mnie płytkie, przedmiotowe, egoistyczne jest Twoje postępowanie. To jak potraktowałaś swojego męża w imię własnych idei. Twoje zachowanie nie świadczy o umiejętności kochania, więc nie Tobie oceniać tę zdolność u innych.

Czyzbym dotknela jekiegos czulego punktu?

Nie w imie moich wlasnych idei, lecz jego punktu patrzenia na zwiazki...moglabym powiedziec ze przejelam jego "plytki" punkt widzenia....tak na chwile...
Potraktowalam go tak jak on traktowal swoje byle partnerki, ktorym obiecywal "wielka milosc"....
Mozna powiedziec ze przez chwile zylam waszym zyciem.....
.....wiec chyba mam prawo go ocenic.....

192

Odp: problem z akceptacją tego co było...
marzena7 napisał/a:
vinnga napisał/a:

Marzena, nie będę komentować każdego akapitu Twojej wypowiedzi. Dla mnie płytkie, przedmiotowe, egoistyczne jest Twoje postępowanie. To jak potraktowałaś swojego męża w imię własnych idei. Twoje zachowanie nie świadczy o umiejętności kochania, więc nie Tobie oceniać tę zdolność u innych.

Czyzbym dotknela jekiegos czulego punktu?

Nie w imie moich wlasnych idei, lecz jego punktu patrzenia na zwiazki...moglabym powiedziec ze przejelam jego "plytki" punkt widzenia....tak na chwile...
Potraktowalam go tak jak on traktowal swoje byle partnerki, ktorym obiecywal "wielka milosc"....
Mozna powiedziec ze przez chwile zylam waszym zyciem.....
.....wiec chyba mam prawo go ocenic.....

Nie masz prawa nikogo oceniać, nikogo prócz siebie. Oceniaj też swojego męża, ale nie wchodź w "głowę" innych ludzi, bo nie masz pojęcia co ktoś ma w głowie. Każdy żyje po swojemu, każdy ma swoje poglądy i zasady. Ty zdradziłaś męża, po to aby zobaczyć jak to jest mieć kogoś więcej niż tej jedyny i "wcale nie wymarzony" (bo tak się okazało, że Twój mąż nie jest tym "rycerzem na białym koniu" a zwykłym facetem). Zrobiłaś to samo co Twój mąż(a nawet coś gorszego, bo zdradziłaś męża, kogoś komu ślubowałaś wierność, on tamtym dziewczynom niczego nie ślubował), więc od tej chwili nie masz prawa go oceniać. Nie jesteś już "lepsza". Jesteś taka sama, a nawet gorsza. Więc skończ już te morały, bo straciły już w Twoich ustach na wartości. Nie bądź hipokrytką.

193

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nie, Marzena, nic nie dotknęłaś. Poraziło mnie jednak Twoje zaślepienie, dokumentny brak obiektywizmu i przerażająca hipokryzja. Nie widzę więc sensu dalszego przerzucania się słowami skoro mamy diametralnie odmienne poglądy i żadna z nas poglądów drugiej strony nie zrozumie.

Interesuje mnie natomiast coś zupełnie innego - jak widzisz swoje dalsze życie? Zamierzasz tkwić u boku znienawidzonego męża i rozpamiętywać rzekomą krzywdę do końca swoich dni? Zamierzasz mścić się i babrać w obrzydliwych uczynkach usprawiedliwiając tym, ze los Cię na złą drogę sprowadził?

194

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Nie masz prawa nikogo oceniać, nikogo prócz siebie. Oceniaj też swojego męża, ale nie wchodź w "głowę" innych ludzi, bo nie masz pojęcia co ktoś ma w głowie. Każdy żyje po swojemu, każdy ma swoje poglądy i zasady. Ty zdradziłaś męża, po to aby zobaczyć jak to jest mieć kogoś więcej niż tej jedyny i "wcale nie wymarzony" (bo tak się okazało, że Twój mąż nie jest tym "rycerzem na białym koniu" a zwykłym facetem).

Margolinka przeczytalas tyle moich postow, ale nadal wysnowasz wlasne teorie na temat przyczyn mojego postepowania tak jakbys wogole nie czytala nic z tego co wczesniej napisala.

Margolinka napisał/a:

Zrobiłaś to samo co Twój mąż(a nawet coś gorszego, bo zdradziłaś męża, kogoś komu ślubowałaś wierność, on tamtym dziewczynom niczego nie ślubował), więc od tej chwili nie masz prawa go oceniać. Nie jesteś już "lepsza". Jesteś taka sama, a nawet gorsza. Więc skończ już te morały, bo straciły już w Twoich ustach na wartości. Nie bądź hipokrytką.

Margolinka wiesz co jest najbardziej tragiczne w calej twojej wypowiedzi....twierdzisz ze zrobilam "cos gorszego niz moj maz, bo on tamtym dziewczynom nic nie slubowal...."

Margolinka twoje wypowiedzi sa czystym potwierdzeniem teorii, ktora wysunal ktorys z mezczyzn na tym forum

.....ze istnienie podwojnej moralnosci jest spowodowane "SZEROKIM PRZYZWOLENIEM SPOLECZNYM NA PRZESZLOSC MEZCZYZN WSROD KOBIET"...
Z twojej wypowiedzi wynika ze mezczyzna, ktory wchodzi w przygodne stosunki sexualne czy tez sex z chwilowej "wielkiej milosci" ma prawo zle potraktowac te dziewczyny z ktorymi sypial " bo im nic nie slubowal"!!!!

Czyli facet ma prawo zachowywac sie jak lajdak przed slubem, a potem ma MAGICZNIE zmienic sie w porzadnego czlowieka, a jego zona ma obowiazek zaakceptowac jego "lajdacka przeszlosc" w imie milosci i byc dobra, kochajaca,ulegla, pelna szacunku dla niego zona...a kobiety, ktore nie zgadzaja sie na taki stan rzeczy oceniasz ze sa gorsze od swoich mezow...

Wyglada na to, ze to iz mamy mezow "po przejsciach" zawdzieczamy tylko wlasnej kobiecej glupocie....naszemu przyzwoleniu na ich podwojne zycie i oraz naiwnosci kobiet, ktorym sie wydaje ze facet bedzie je bardziej kochal i szanowal gdy pojda z nim do lozka...
.....A od mezczyz nie mamy prawa wymagac ZADNEJ ODPOWIEDZIALNOSCI za ich wybory....nie mamy prawa wymagac by zyli jak porzadni mezczyzni cale swoje zycie ....lecz wylacznie wowczas gdy juz sa po slubie....bo musza sie wyszumiec za mlodu ...jako "gnoiki maja zachowywac sie jak gnoiki"....

Czy naprawde nie mozna wymagac od mezczyzn by byli wyrastali na prawdziwych mezczyzn, sznujacych a nie wykorzystujacych kobiety, a od kobiet by mialy do siebie szacunek i nie pozwalaly sie traktowac jak zabawki do "treningu"...?

Forsujesz swoja teorie na kazdym swoim poscie...naklaniajac inne kobiety do tego by stosowaly twoje postepowanie....i leczyly sie ze swojejego "chorego poczucia niesprawiedliwosci", gdy nie radza sobie z "przeszloscia swoich ukochanych"....umacniajac w ten sposob"podwojna moralnosc".

Czy ty w ogole masz szacunek do wlasnej plci?

A moze po prostu czujesz sie lepsza od kobiet przez, ktore przeszedl twoj maz.... bo on ozenil sie z toba.....
W czym jestes od nich lepsze Margolinka? Tylko dla tego ze nosisz obraczke na palcu?
Kochalas go bardziej niz one, jestes od nich ladniejsza, lepsza w lozku?
Co sprawia ze one nie byly warte tego by je traktowal jak prawdziwe kobiety, lecz tylko jako "trening" przed zyciem z toba? A ty jestes "warta" jego prawdziwej milosci, a one nie byly...
W imie czego ustawilas go na rowni z mezczyznami, ktorzy nie traktuja innych kobiet jak rzeczy....milosci czy wlasnej bezsilnosci.....?

195 Ostatnio edytowany przez marzena7 (2013-03-01 12:26:31)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
vinnga napisał/a:

Nie, Marzena, nic nie dotknęłaś. Poraziło mnie jednak Twoje zaślepienie, dokumentny brak obiektywizmu i przerażająca hipokryzja. Nie widzę więc sensu dalszego przerzucania się słowami skoro mamy diametralnie odmienne poglądy i żadna z nas poglądów drugiej strony nie zrozumie.

Masz racje mamy diametralnie rozne poglady na zycie i ja o twoich wywodach moglabym powiedziac dokladnie to samo co ty o moich "pelnych hipokryzji, przerazajaco nie obiektywnych i wskazujacych na zaslepienie" wypowiedziach, moze jeszcze dorzucajac jedynie skrajna naiwnosc.

Tyle ze mnie sie wydawalo ze to forum to nie jakis kaciki wzajemnjej adoracji...
....ale skoro sie myle i wypowiadajac sie mamy zachowac obiektywizm i ukrywac swoje poglady "by kogos przypadkiem nie urazic"...to to forum po prostu nie ma sensu....bo zadna z wypowiedzi nie jest prawdziwa, lecz jedynie dobrze "wywazona".

vinnga napisał/a:

Interesuje mnie natomiast coś zupełnie innego - jak widzisz swoje dalsze życie? Zamierzasz tkwić u boku znienawidzonego męża i rozpamiętywać rzekomą krzywdę do końca swoich dni? Zamierzasz mścić się i babrać w obrzydliwych uczynkach usprawiedliwiając tym, ze los Cię na złą drogę sprowadził?

Po pierwsze ja nie nienawidze majego meza...a poza tym nie mam zadnych "niecnych zamiarow"....nie planuje, po prostu zyje z dnia na dzien...tak jak on...

Posty [ 131 do 195 z 217 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problem z akceptacją tego co było...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026