netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

problem z akceptacją tego co było...

216 odpowiedzi21 719 wyświetleńzałożony przez pannica90, 10.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problem z akceptacją tego co było...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 217 ]

66

Odp: problem z akceptacją tego co było...
ewka z drzewka napisał/a:

Pannica 90 Na wstepie chce co powiedziec jak bardzo wspolczuje ci sytuacji w jakiej sie znalazlas. Mam kolezanke z zasciany, ktora ma podobny problem ze swoim mezem. Sciany mieszkania sa cienkie i czesto slysze jak sie kloca. Kiedys mialam juz dosc ich wrzaskow i poszlam porozmawiac z sasiadka, ktora jest moja dobra kolezanka. Z ciekawosci zapytalam w czym jest problem i dowiedzialam sie. Ona jest podobna do ciebie i przezywa podobny bol juz od kilku lat. Co gorsza maja dziecko, ktore rowniez jest w ta cala batalie wciagnie.Czasem przez pare miesiecy jest u nich spokoj, a potem nastepny wybuch, wojny i krzyki i lzy. Kilkakrotnie byli juz o wlos o rozpadu malzenstwa.
Ona czesto powtarza ze wolalaby nigdy go nie spotkac, ze czuje sie samotna i oszukana, pozbawiona jakiejs waznej czesci jego zycia, ze on jej nie rozumie i w zaden sposob nie pomaga jej poradzic sobie z jego przeszloscia. Ciezko jest jej go szanowac i mu ufac.
On przed nia mial kilka kobiet, niezobowiazujacych zwiazkow, ktore trwaly  po zaledwie kilka tygodni czy miesiecy i wiecej mialy wspolnego z sexem niz jakimkolwiek powaznym uczuciem.
Myslac o tym musze jej przyznac racje. Ja chyba nie potrafilabym szanowac i ufac facetowi, ktory tak bez problemu sypial z roznymi kobietami. Ciagle bym sie bala ze on znajdzie sobie nastepna niezobowiazujaca przygode, ze on tak naprawde nie potrafi kochac zadnej kobiety tak naprawde i byc moze jest tak bardzo zapatrzony w siebie ze nie kocha tez mnie.

Nie sluchaj ludzi, ktorzy mowia ze jestes pazerna w stosunku do niego. Chec bycia kims wyjatkowym i jedynym dla osoby, ktora sie kocha jest zupelnie naturalna.
Nie wierz nikomu kto mowi ze to ty jestes problemem w tym zwiazku i musisz wziac na siebie pelnie odpowiedzialnosci. To on ponosi odpowiedzialnosc za wlasne czyny i najprawdopodobniej to on ma mocno zachwiane poczucie wlasnej wartosci skoro musial sie "dowartosciowywac" poprzez sypianie z roznymi kobietami.
Tak bardzo czesto bywa ze osoby niepewne siebie wpadaja w pulapke sexu bez zobowiazan lub z chwilowego "zakochania" starajac sie przywiazac do siebie te osobe.
Czytajac takie posty jak twoj i sluchajac klotni naszych przyjaciol z zasciany, jestem coraz bardziej wdzieczna mojemu mezowi ze zachowal sie jak prawdziwy mezczyzna i poczekal wlasnie na mnie, do chwili naszego slubu, a rozmienial sie na dobre.
Przerazeniem napawa mnie mysl ze my moglibysmy tak sie klocic o te pierwsze kontakt sexualny itp. Zamiast tego nasz pierwszy raz jest dla nas przyjemnym wspomnieniem, ktore nas laczy. To ze nie utrzymywalismy kontaktow sexualnych z innymi osobami jest dla nas prawdziwym blogoslawienstwem gleboko laczacym. Jestesmy ze soba od 13 lat i nasza wylacznosc sprawia ze bardziej sobie ufamy. To ze moj maz potrafil sie powstrzymac od sexu z kobietami z ktorymi chodzil, a nawet powstrzymal sie od tego by przekonac mnie do skonsumowania naszego zwiazku przd slubem, upewnia mnie ze to on panuje nad swoja sexualnoscia, a nie ona nad nim.
Pannica nie wiem czy na tyle kochasz swojego chlopaka by mu wybaczyc ten jego dziwny tryb zycia. A nawet jesli kochasz go bardzo to moze nie wystarczyc. Prawdziwa milosc opiera sie glownie na szacunku i zaufaniu...uczucia to tylko wierzcholek gory lodowej, ktory raz jest ogromny a raz zanika. Tak juz w malzenstwie jest ze temperatura uczuc nie jest stala, a czasem spada niemal do zera.

Moja rada Pannica... uciekaj jak najdalej od niego. Samo uczucie to nie jest najlepsza baza do budowania zwiazku. Kiedys sie wypali, a wowczas jesli nie pogodzisz sie ze starta zostanie tylko gorycz i bol.
Ale jesli juz na sile chcesz ratowac ten zwiazek to idz do psychologa, ale nie sama, lecz tylko i wylacznie razem z twoim chlopakiem. To nie z toba jest cos nie tak, lecz z waszym zwiazkiem, wiec oboje musicie nad tym pracowac, a nie tylko ty.

Pozdrawiam goraco i zycze szczescia.

Musze przyznac ze zaskoczyl mnie Twoj post. Na forum pojawily sie dwa sprzeczne nurty:
1) To ja jestem zaborcza i wina jest po mojej stronie ze w ogole to roztrząsam
2) To nie Twoja wina, ze jestes wrazliwa bo Twoj mezczyzna mial takie zycie przed Tobą

I jedno i drugie uwazam ze ma troche prawdy. Nie wiedzialam o tym do poczatku, dopiero po pewnym czasie. Wczesniej nawet nie podejrzewalabym go o cos takiego, stad kiedy mi powiedzial o tym , a pamietam ten dzien jak dzis ,poczulam nieznany dotad ból. Przeszywajacy ,ktory trwa do teraz. łatwiej by mi bylo odejsc, rzucic to wszystko i podziekowac. Ze nie jestem nawina zeby byc z kims po jego igraszkach. Ale nie potrafie, tzn wiem ze to nie byloby madre bo to co nas polaczylo,to uczucie milosc ,to sie dwa razy nie zdarza. Bylo naprawde pieknie, dopoki sie o tym nie dowiedzialam.. I uwierzcie, wolalabym nie wiedziec, zyc w tej nieswiadomosci chociaz szczesliwa i w glowie by mi nic nie siedzialo. Najlepiej zrozumiala Magdalenaaa jak widac sa takie osoby,ktore cierpia podobnie. I tu nie chodzi o zaborczosc, tu chodiz o wrazliwosc. Kocham go, jego osoba,jego cialo sa moją częscią, chce być z nim jak najbliżej. Dla mnie to bardzo ważne, zeby byc blisko niego. Dla mnie nasz seks to polaczenie, wynik naszej milosci. I jak zyc z tym ze tak samo blisko byl jakiejs kolezanki? czul jej cieplo,oddech , byli polaczeni ze soba... Jezeli sa ludzie ktorzy lubia zabawę,seks dla przyjemnosci, niech żyja w ten sposob i znajduja chetnych na takie rzeczy,ale jezeli chca prtzezyc milosc wyjatkowa, dac osobie siebie w czystej postaci to niech zmierzaja do tego...oczywiscie to jest myslenie utopijne, ale moj chlopak szedl droga aby byc z kims, jednak pokusil sie na cos epizodycznego. zawsze bedzie o niej pamietal, jaka byla, jak na niego patrzyla i jak mu z nią bylo.
Jak napisala Magdalenka, to zalezy od wrazliwosci czlowieka. jednej kobiecie nie przeszkadza ze partner fikal sobie wiele razy z roznymi, pociesza sie tym ze w niej sie zakochal i tylko ona sie liczy. ale przed nia liczyly sie inne, jezeli nei uczuciowo to fizycznie, to je obdarzal swoim zainteresowaniem i to ich polaczylo cos o czym zawsze beda pamietac.
Cóż teraz robic, nauczyc sie zyc. Powiedzialam juz, jemu wtedy kiedy mi o tym powiedzial. jezeli to przejde, to juz wszystko uda mi sie przejsc. To jest tak chol**nie trudne,ze kto tego nie czuje ten nie wie.

67

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Doonna napisał/a:

Wiekszych bzdur dzisiaj nie czytalam:O

Doonna co cie tak strasznie zabolalo?
To ze ktos moze sie cieszyc z tego ze nie musi borykac sie z takimi problemami jak Pannica czy inne osoby niosace bagaz przeszlosci swojego partnera? To ze jestem dumna z mojego meza i bardzo mu wdzieczna ze potrafil uniknac pokusy i nie narazil mnie na takie przejscia? To ze nasza wylacznosc na siebie odbieramy jako cos wyjatkowego co nas laczy ze soba w sposob szczegolny i cieszymy sie sexem bez myslenia o tym jak mu/jej bylo z kims innym.

Tak ciesze sie i to ogromnie. Co w tym dziwnego? Czy ty nie odczuwalabys ulgi ze tobie udalo sie uniknac katastrofy obserwujac jak ludziom obok wala sie domy, a twoj jest caly i mocno stoi w posadach?

Czy moze boli cie to ze powiedzialam ze sama milosc i laczace ich uczucie moze nie wystarczyc by poradzila sobie samodzielnie z problemem bylych i OBOJE MUSZA SIE ZAANGAZOWAC W RATOWANIE TEGO ZWIAZKU, a nie tylko ona? Powiedzialam tak patrzac na zwiazek mojej kolezanki. Wiem ze ona naprawde kocha swojego meza i dziecko, a jednak wszystko sie wali.
A moze boli cie to ze powiedzialm ze ON TEZ musi pojsc do psychologa, aby uporzadkowac swoje zycie zanim zacznie nastepny jego rozdzial.

Czytalam juz pare takich historii i zauwazylam ze zazwyczaj osoby, ktore juz maja pare takich zwiazkow sexualnych za soba chetnie zrzucaja wine za problem w zwiazku na partnera, ktory takich zwiazkow nie mial. Sugerujac ze to on/ona jest niedowartosciowany, egoistyczny itp.
To dopiero jest bzdura....To tak jakby powiedziec ze dopiero jak przespisz sie z kims to uzyskasz pelnie wlasnej wartosci. To sugerowaloby ze osoby, ktore tych zwiazkow maja wiele sa bardzo dowartosciowane i pewne siebie, a dziewice i prawiczki to skonczone ofiary losu.
Jesli tak wlasnie widzicie wlasnych partnerow to bardzo wam wspolczuje, bo niewiele ma to wspolnego z szacunkiem i miloscia.

A moze wy po prostu boicie sie zajrzec we wlasne zycie i zastanowic sie nad tym co was pchnelo do przechodzenia z jednego zwiazku sexualnego do drugiego, sexu bez zobowiazan itp.?
Samotnosc, lek ze nigdy nikogo nie spotkacie kto was pokocha naprawde, nieumiejetnosc odroznienia zauroczenia/zakochania od milosci, wiara ze wszyscy tak robia wiec i wy nie mozecie zostac w tyle, jakies glebokie rany z dziecinstwa? W czym problem?
Moze boicie sie dostrzec wasze wlasne niedowartosciowanie, wasz wlasny egoizm?
I stad tak chetnie mowicie :.Cos z toba nie tak! Idz na terapie !!!!
A czy wy nie skorzystalibyscie z takiego pojscia na terapie by dowiedziec sie co skrzywilo wasz punkt widzenia na zwiazki i milosc? Moze dowiedzielibyscie sie wiecej o tym co tak boli waszego partnera? Potrafili samych siebie i ich lepiej zrozumiec i bardziej siebie nawzajem doceniac i kochac.

W koncu to nie jest problem psychiczny Pannicy.Pannica nie zapadla na chorobe psychicznie stajac sie chora maniaczka rzucajaca sie z zazdroscia na ludzi. Problem pojawil sie dopiero z chwila zaistnienia zwiazku. To nie Pannica potrzebuje tu leczenia, lecz zwiazek...a zwiazek to dwie osoby ...a  nie tylko jedna.
Czy tak ciezko to zrozumiec?

68 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 12:41:51)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
ewka z drzewka napisał/a:

A czy wy nie skorzystalibyscie z takiego pojscia na terapie by dowiedziec sie co skrzywilo wasz punkt widzenia na zwiazki i milosc? Moze dowiedzielibyscie sie wiecej o tym co tak boli waszego partnera? Potrafili samych siebie i ich lepiej zrozumiec i bardziej siebie nawzajem doceniac i kochac.

W koncu to nie jest problem psychiczny Pannicy.Pannica nie zapadla na chorobe psychicznie stajac sie chora maniaczka rzucajaca sie z zazdroscia na ludzi. Problem pojawil sie dopiero z chwila zaistnienia zwiazku. To nie Pannica potrzebuje tu leczenia, lecz zwiazek...a zwiazek to dwie osoby ...a  nie tylko jedna.
Czy tak ciezko to zrozumiec?

A skąd Ty wiesz czyje spojrzenie na związek jest skrzywione? Byłaś u psychologa i tak właśnie ci powiedział? Ze to Twoje jest tym jedynym prawidłowym?
Mówisz o "zrozumieniu siebie nawzajem", a nie rozumiesz postawy innej niż Twoja. Doceniasz tylko tą postawę i spojrzenie na związek, który jest zgodny z Twoim. Wątpię, czy można to nazwać "zrozumieniem".
Nikt nie twierdzi, że Pannica ma problem psychiczny, że zapadła na jakąś straszliwą chorobę, z której ma się leczyć.
Wizyta u psychologa, może jedynie pomóc w tym, żeby spojrzeć na świat bardziej realnie... nie poprzez "wyidealizowane schematy"... żeby nie być kłębkiem nerwów wmawiając sobie "jedyną słuszna rację", żeby umieć żyć i akceptować odmienność ludzi od własnego wyobrażenia.

69

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Chciałabym umieć zaakceptować fakt z tej przeszlosci. na ten moment jest dla mnie to bardzo trudne. Chcialabym czuc sie wyjatkowo, a po ich zblizeniu , nie doceniam naszych zblizen.

70

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Musze przyznac ze zaskoczyl mnie Twoj post. Na forum pojawily sie dwa sprzeczne nurty:
1) To ja jestem zaborcza i wina jest po mojej stronie ze w ogole to roztrząsam
2) To nie Twoja wina, ze jestes wrazliwa bo Twoj mezczyzna mial takie zycie przed Tobą

I jedno i drugie uwazam ze ma troche prawdy. Nie wiedzialam o tym do poczatku, dopiero po pewnym czasie. Wczesniej nawet nie podejrzewalabym go o cos takiego, stad kiedy mi powiedzial o tym , a pamietam ten dzien jak dzis ,poczulam nieznany dotad ból. Przeszywajacy ,ktory trwa do teraz. łatwiej by mi bylo odejsc, rzucic to wszystko i podziekowac. Ze nie jestem nawina zeby byc z kims po jego igraszkach. Ale nie potrafie, tzn wiem ze to nie byloby madre bo to co nas polaczylo,to uczucie milosc ,to sie dwa razy nie zdarza. Bylo naprawde pieknie, dopoki sie o tym nie dowiedzialam.. I uwierzcie, wolalabym nie wiedziec, zyc w tej nieswiadomosci chociaz szczesliwa i w glowie by mi nic nie siedzialo. Najlepiej zrozumiala Magdalenaaa jak widac sa takie osoby,ktore cierpia podobnie. I tu nie chodzi o zaborczosc, tu chodiz o wrazliwosc. Kocham go, jego osoba,jego cialo sa moją częscią, chce być z nim jak najbliżej. Dla mnie to bardzo ważne, zeby byc blisko niego. Dla mnie nasz seks to polaczenie, wynik naszej milosci. I jak zyc z tym ze tak samo blisko byl jakiejs kolezanki? czul jej cieplo,oddech , byli polaczeni ze soba... Jezeli sa ludzie ktorzy lubia zabawę,seks dla przyjemnosci, niech żyja w ten sposob i znajduja chetnych na takie rzeczy,ale jezeli chca prtzezyc milosc wyjatkowa, dac osobie siebie w czystej postaci to niech zmierzaja do tego...oczywiscie to jest myslenie utopijne, ale moj chlopak szedl droga aby byc z kims, jednak pokusil sie na cos epizodycznego. zawsze bedzie o niej pamietal, jaka byla, jak na niego patrzyla i jak mu z nią bylo.
Jak napisala Magdalenka, to zalezy od wrazliwosci czlowieka. jednej kobiecie nie przeszkadza ze partner fikal sobie wiele razy z roznymi, pociesza sie tym ze w niej sie zakochal i tylko ona sie liczy. ale przed nia liczyly sie inne, jezeli nei uczuciowo to fizycznie, to je obdarzal swoim zainteresowaniem i to ich polaczylo cos o czym zawsze beda pamietac.
Cóż teraz robic, nauczyc sie zyc. Powiedzialam juz, jemu wtedy kiedy mi o tym powiedzial. jezeli to przejde, to juz wszystko uda mi sie przejsc. To jest tak chol**nie trudne,ze kto tego nie czuje ten nie wie.

Pannica moze nie mam takiego problemu jak twoj, ale rozumiem twoja wrazliwosc i podejscie do sexu.
Jestem ta, ktorej sie udalo i wpelni doceniam swoje szczescie.
Rozumiem ze boli cie ze twoj chlopak uprawial sex z innymi kobietami. Ja nie wyobrazam sobie mojego meza z kims innym, chyba peklo by mi serce.
Wiem ze takie dwa nurty myslenia z ktorymi sie spotykasz na forum bardzo mieszaja w glowie wiec moze wybierz nurt srodkowy. Uznaj ze w pewnym sensie oboje jestescie winni zaistnialej sytuacji i oboje musicie sobie z tym problemem poradzic.
Jesli twoj chlopak kocha cie tak bardzo jak ty jego to napewno zechce byscie wspolnie ratowali ten zwiazek. Oboje idzcie razem do psychologa i starajcie sie zrozumiec i wspierac siebie nawzajem i spotkac sie gdzies w srodku drogi.

Ale jesli nie, to ratuj tylko siebie!

Nie przyjmuj calego ciezaru tylko na siebie, nie pozwalaj innym wmawiac ze to niewazne i to tylko twoja wina. To co ty czujesz jest tak samo wazne jak to co czuje twoj chlopak. Jesli wezmiesz wszystko wylacznie na siebie z czasem moze cie to skonsumowac tak jak nizszczy zycie mojej kolezance. Milosc zamieni sie w niechec i rozgoryczenie, bedziesz juz tylko cieniem tego kim teraz jestes.

Niestety tak juz jest ze ludzie sa bardzo rozni i roznie odbieraja zycie.
Jedni chca zyc mocno, kochac wiele razy, uprawiec niezobowiazujacy sex itp. Ale sa i tacy, ktorzy po prostu chca zyc pieknie....Mysle ze ty nalezysz do tych drugich... Pozostan soba. Ratujcie zwiazek wspolnie lub ratuj tylko siebie.

71

Odp: problem z akceptacją tego co było...

On chciał mi pomóc, tłumaczyl mi ze dla niego to nic nie znaczylo, ze byl mlody i ciekawy, ze teraz jest inny. co moge teraz od niego chciec? Zalezy mi na spokoju i harmonii. Moge prosic go o zapewnienia, ale czy to nie jest na sile? zaczynam miec obsesje co do tej kobiety, choc oni zrobili to pod wplywem chwili, ona byla strasza i chociaz ona powinna myslec racjonalniej,ale jej to tez odpowiadalo. Boli mnie to ze to sie stalo. Ale juz sie nie odstanie. Moze wyobrazac sobie ze tego nie bylo? ale jak... albo ze nie byli tak blisko jak my? moze jest jakas roznica...szukam jej tak desperacko:(

72 Ostatnio edytowany przez ewka z drzewka (2013-02-11 19:22:56)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

A skąd Ty wiesz czyje spojrzenie na związek jest skrzywione? Byłaś u psychologa i tak właśnie ci powiedział? Ze to Twoje jest tym jedynym prawidłowym?
Mówisz o "zrozumieniu siebie nawzajem", a nie rozumiesz postawy innej niż Twoja. Doceniasz tylko tą postawę i spojrzenie na związek, który jest zgodny z Twoim. Wątpię, czy można to nazwać "zrozumieniem".
Nikt nie twierdzi, że Pannica ma problem psychiczny, że zapadła na jakąś straszliwą chorobę, z której ma się leczyć.
Wizyta u psychologa, może jedynie pomóc w tym, żeby spojrzeć na świat bardziej realnie... nie poprzez "wyidealizowane schematy"... żeby nie być kłębkiem nerwów wmawiając sobie "jedyną słuszna rację", żeby umieć żyć i akceptować odmienność ludzi od własnego wyobrażenia.

Margolinka czy psycholog to jedyna twoja wyrocznia i skarbnica wiedzy o zyciu?
Kazesz zaakceptowac Pannicy przeszlosc jej partnera, ale zupelnie je nie rozumiesz. Patrzysz na nia przez pyzmat samej siebie "osoby patrzacej na swiat realnie" i wymagasz od niej by byla taka sama jak ty! Patrzec na swiat tak jak ty. Ale ona nie jest.
Czy ma tez przejsc przez tyle zwiazkow co ty aby przestac miec takie "wyidealizowane schematy."
Margolinka kto tu kogo nie rozumie i wmawia jedyna sluszna racje?!
Moje malzenstwo jest tak najbardziej realne, znam wiele innych rownie realnych zbudowanych na takich"nierealnych podstawach". ale wedlug ciebie nie powinny one istniec bo sa zbudowane na " wyidealizowanych podstawch" wiec nie maja racji bytu. Czyz nie tak?
A milosc to nie tylko uczucie i zaufanie Margolinko. Milosc to przede wszystkim szacunek i zaufanie, a na oba trzeba pracowac latami. Uczucie to tylko chwile, ktore przemijaja i trzeba sie czasem solidnie napracowac by wrocilo po latach bycia ze soba.

Wizyta u psychologa TAK...ale tylko razem!
Problem nie jest z Pannica, ale ze zwiazkiem.

73

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

On chciał mi pomóc, tłumaczyl mi ze dla niego to nic nie znaczylo, ze byl mlody i ciekawy, ze teraz jest inny. co moge teraz od niego chciec? Zalezy mi na spokoju i harmonii. Moge prosic go o zapewnienia, ale czy to nie jest na sile? zaczynam miec obsesje co do tej kobiety, choc oni zrobili to pod wplywem chwili, ona byla strasza i chociaz ona powinna myslec racjonalniej,ale jej to tez odpowiadalo. Boli mnie to ze to sie stalo. Ale juz sie nie odstanie. Moze wyobrazac sobie ze tego nie bylo? ale jak... albo ze nie byli tak blisko jak my? moze jest jakas roznica...szukam jej tak desperacko:(

On nie ma pomagac tobie ...on ma pomagac WAM. To Wy macie problem a nie tylko on. Na forum tego nie rozwiazesz ...idzcie razem do psychologa i to jak najszybciej zanim jemu znudzi sie "pomaganie ci" i zostaniesz na polu bitwy sama.

74

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nie chce szukac wytlumaczenia ale to co napisala Ewa to prawda ze to zalezy od sposobu patrzenia na swiat. Dla jednej osoby pewien stan rzeczy to nie problem ,dla innej to cierpienie i nieustanny ból. Kazdy ma inne wyobrazenie swojego zycia, a ktore jest prawdilowe to zalezy. moze kazde patrzeenie jest prawidlowe. Moze powinnam spotkac prawiczka i tak bylo by najprosciej. Ale akurat ten w ktorym sie zakochalam nim nie byl..

75

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Przeczytałem ten wątek... Ty nie masz doświadczenia, on jest twoim pierwszym chłopakiem z którym uprawiasz seks, a on już miał jakiś kontakt -- tylko dla seksu jak powiadasz... I martwisz się, że nie jest prawiczkiem.

Ale wyobraź sobie, że ten chłopak Ci nie odpowiada, więc następny będzie prawiczkiem. Czy on powinien dramatyzować z powodu dwojego poprzedniego chłopaka? Czy Ty zrobiłaś coś złego?

Powiesz, że twój obecny chłopak zrobił to tylko dla seksu... wg mnie nie ma czegoś takiego, chyba że ona była prostytutką (telefon, kasa, zaspokojenie potrzeby). Jak nie była prostytutką, to choć oni się nie kochali ("nic do niej nie czuł"), to jednak się sobie spodobali, mieli ochotę się popieścić i to zrobili. To zupełnie normalnie wg mnie.

Nie rozumiem dlaczego tak wielką wagę przykładasz do "monopolizacji seksu" -- nigdzie nie jest powiedziane, że w całym życiu można uprawiać seks tylko z jednym partnerem. To nawet lepiej, jeśli młodzi ludzie poznają wiele osób płci przeciwnej zanim zdecydują się być z kimś do końca życia.

Ty nie jesteś w ciąży, on nie ma HIV, nie zdradził Cię, rozumiem, że seks macie udany. Gdzie jest problem? Co z tego że jak byłaś samotna to on z kimś się kochał?

76

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Doonna napisał/a:
ewka z drzewka napisał/a:

Nie wierz nikomu kto mowi ze to ty jestes problemem w tym zwiazku i musisz wziac na siebie pelnie odpowiedzialnosci. To on ponosi odpowiedzialnosc za wlasne czyny i najprawdopodobniej to on ma mocno zachwiane poczucie wlasnej wartosci skoro musial sie "dowartosciowywac" poprzez sypianie z roznymi kobietami.
Tak bardzo czesto bywa ze osoby niepewne siebie wpadaja w pulapke sexu bez zobowiazan lub z chwilowego "zakochania" starajac sie przywiazac do siebie te osobe.
Czytajac takie posty jak twoj i sluchajac klotni naszych przyjaciol z zasciany, jestem coraz bardziej wdzieczna mojemu mezowi ze zachowal sie jak prawdziwy mezczyzna i poczekal wlasnie na mnie, do chwili naszego slubu, a rozmienial sie na dobre.
Przerazeniem napawa mnie mysl ze my moglibysmy tak sie klocic o te pierwsze kontakt sexualny itp. Zamiast tego nasz pierwszy raz jest dla nas przyjemnym wspomnieniem, ktore nas laczy. To ze nie utrzymywalismy kontaktow sexualnych z innymi osobami jest dla nas prawdziwym blogoslawienstwem gleboko laczacym. Jestesmy ze soba od 13 lat i nasza wylacznosc sprawia ze bardziej sobie ufamy. To ze moj maz potrafil sie powstrzymac od sexu z kobietami z ktorymi chodzil, a nawet powstrzymal sie od tego by przekonac mnie do skonsumowania naszego zwiazku przd slubem, upewnia mnie ze to on panuje nad swoja sexualnoscia, a nie ona nad nim.
Pannica nie wiem czy na tyle kochasz swojego chlopaka by mu wybaczyc ten jego dziwny tryb zycia. A nawet jesli kochasz go bardzo to moze nie wystarczyc. Prawdziwa milosc opiera sie glownie na szacunku i zaufaniu...uczucia to tylko wierzcholek gory lodowej, ktory raz jest ogromny a raz zanika. Tak juz w malzenstwie jest ze temperatura uczuc nie jest stala, a czasem spada niemal do zera.

Moja rada Pannica... uciekaj jak najdalej od niego. Samo uczucie to nie jest najlepsza baza do budowania zwiazku. Kiedys sie wypali, a wowczas jesli nie pogodzisz sie ze starta zostanie tylko gorycz i bol.
Ale jesli juz na sile chcesz ratowac ten zwiazek to idz do psychologa, ale nie sama, lecz tylko i wylacznie razem z twoim chlopakiem. To nie z toba jest cos nie tak, lecz z waszym zwiazkiem, wiec oboje musicie nad tym pracowac, a nie tylko ty.

Wiekszych bzdur dzisiaj nie czytalam:O

Ja tez...
Ten chlopak mial przed Autorka trzy partnerki... Litosci! Piszesz, jakby spal z calym tabunem kobiet!

77 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 15:04:03)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
ewka z drzewka napisał/a:
Margolinka napisał/a:

A skąd Ty wiesz czyje spojrzenie na związek jest skrzywione? Byłaś u psychologa i tak właśnie ci powiedział? Ze to Twoje jest tym jedynym prawidłowym?
Mówisz o "zrozumieniu siebie nawzajem", a nie rozumiesz postawy innej niż Twoja. Doceniasz tylko tą postawę i spojrzenie na związek, który jest zgodny z Twoim. Wątpię, czy można to nazwać "zrozumieniem".
Nikt nie twierdzi, że Pannica ma problem psychiczny, że zapadła na jakąś straszliwą chorobę, z której ma się leczyć.
Wizyta u psychologa, może jedynie pomóc w tym, żeby spojrzeć na świat bardziej realnie... nie poprzez "wyidealizowane schematy"... żeby nie być kłębkiem nerwów wmawiając sobie "jedyną słuszna rację", żeby umieć żyć i akceptować odmienność ludzi od własnego wyobrażenia.

Margolinka czy psycholog to jedyna twoja wyrocznia i skarbnica wiedzy o zyciu?
Kazesz zaakceptowac Pannicy przeszlosc jej partnera, ale zupelnie je nie rozumiesz. Patrzysz na nia przez pyzmat samej siebie "osoby patrzacej na swiat realnie" i wymagasz od niej by byla taka sama jak ty! Patrzec na swiat tak jak ty. Ale ona nie jest.
Czy ma tez przejsc przez tyle zwiazkow co ty aby przestac miec takie "wyidealizowane schematy."
Margolinka kto tu kogo nie rozumie i wmawia jedyna sluszna racje?!
Moje malzenstwo jest tak najbardziej realne, znam wiele innych rownie realnych zbudowanych na takich"nierealnych podstawach". ale wedlug ciebie nie powinny one istniec bo sa zbudowane na " wyidealizowanych podstawch" wiec nie maja racji bytu. Czyz nie tak?
A milosc to nie tylko uczucie i zaufanie Margolinko. Milosc to przede wszystkim szacunek i zaufanie, a na oba trzeba pracowac latami. Uczucie to tylko chwile, ktore przemijaja i trzeba sie czasem solidnie napracowac by wrocilo po latach bycia ze soba.

Wizyta u psychologa TAK...ale tylko razem!
Problem jest z Pnnica, ale ze zwiazkiem.

Nie wkładaj mi w usta słów, których nie powiedziałam. Nie mówię, że Twój związek jest nierealny i że takie nie mają prawa istnieć. Nie miałam tez żadnych związków (seksualnych) przed moim mężem. Jednak nie sądzę, aby było łatwym...życie jedynie ideałami i marzenie o księciu na białym rumaku. Dorosła kobieta, marząca o czystym i nietkniętym "grzesznymi postępkami" ciele przyszłego męża...bardzo często będzie zawiedziona. To jest właśnie "realne myślenie", że sex to nie grzech, że dopóki ktoś nie zdradza nikogo, to nie robi niczego złego kochając się z inną osobą. Natomiast przyszła partnerka, nie ma prawa żądać wielkiej skruchy i kajania się przed sobą swojego partnera, dlatego że przed poznaniem jej śmiał mieć jakiekolwiek potrzeby i kontakty z innymi kobietami. To było jego życie. Ona nie miała na nie wpływu, i w tej chwili nie ma wpływu na przeszłość. Więc po jakiego grzyba się tym zadręczać, skoro i tak nic tego nie zmieni? Są dwie opcje, albo zapomina i kocha. Albo nie zapomina i rzuca. innej opcji nie ma, bo ani ona ani on...choćby stawał na głowie nie zmieni przeszłości.
Co do wizyty u psychologa, to w tej chwili ona "ma problem" a nie on. Oczywiście może pójść z nią jeśli się na to zgodzi, ale nie sądzę, aby to on w tej chwili musiał iść na terapie. Co niby ta terapia miała by mu dać? On nawet jesli rozumie jej problemy z przeszłością, to i tak nic nia nie nie poradzi, to ona musi sobie wszystko pookładać w głowie tak, aby dało to jej normalnie funkcjonować w związku.

78

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Popłakałam się. Mam mętlik w głowie już. Chcę myśleć racjonalnie. Boje się, że nigdy z tego nie wyjdę, albo nie będę do końca szczęśliwa.

79

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Na forum wiele jest wątków prawiczków i nie prawiczków, którzy nie mogą sobie poradzić z przeszłością partnera.
Wchodzili w związki wiedząc, że ich druga połówka miała jakiś związek za sobą. Myśleli, że ok. nic się nie stało, ale po jakimś czasie dobija się coś w głowie, chora wyobraźnia.

Panna, nie możesz zaakceptować przeszłości i co zrobisz? Odchodzisz od faceta czy zostajesz? Bo jeśli zostajesz, to odkreślasz przeszłość i to na zawsze.
Bo jak nie, to zawsze, nawet stojąc przed ołtarzem, powiesz "A może to ją by tu chciał widzieć".

Czy ty masz niską samoocenę? Bo kobieta pewna siebie nie zastanawia się nad byłymi partnerkami, bo wie, że ona okazała się tą najlepszą, jedyną, idealną.

Mam męża od 11 lat, znamy się ponad 12, miał on wcześniej kobiety. Wiesz, co ja na ten temat myślę? Bardzo dobrze, że je miał, nie był samotny, rozwijał się próbując, uczył się, jak budować trwałe relacje.
Trenował, by dojść do momentu, w którym był już tak dobry, by zdobyć mnie smile

Miał partnerki, to dobrze, bo to znaczy, że był normalnym facetem, umiał zdobyć kobietę, więc dostałam egzemplarz, który jest mężczyzną, nie fajtłapą.
Uprawiał seks przed mną i to też dobrze, bo nie był zamkniętym w sobie, 30-letnim frustratem, a zdrowym człowiekiem.

Czy były lepsze ode mnie w łóżku? Nie, widzę zachwyt w jego oczach więc prawdopodobnie żadna nie była lepsza, a nawet jeśli była to widać czegoś jej brakowało. Ja mam w sobie wszystko czego pragnął, cały pakiet.
Życie jest takie krótkie , jeśli zatrzymasz się by patrzeć tylko do tyłu umknie ci przyszłość i wiele cennych chwil.

Zacznij pracować nad swoim podejściem i samooceną, bo zatrujesz każdą relację z mężczyznami.

80 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 16:13:30)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Popłakałam się. Mam mętlik w głowie już. Chcę myśleć racjonalnie. Boje się, że nigdy z tego nie wyjdę, albo nie będę do końca szczęśliwa.

Ty myślisz kochana dość racjonalnie(nieracjonalne są jedynie Twoje lęki i kiełkujące w głowie obawy, twierdzisz że łatwiej poradziłabyś sobie z jego wielką miłością do innej, niż z seksem bez zobowiązań)... chcesz być najważniejsza dla swojego faceta, chcesz czuć się wyjątkowa...
Jednak nie wierzysz w to że tak właśnie jest. Że to Ty jesteś tą wielką miłością.
Uwierz mi...faceci nie potrafią udawać za dobrze. Gdyby tamta kobieta coś dla niego znaczyła, to nie byłby z Tobą.
Ty jednak jesteś obecnie jego dziewczyną, to Ciebie kocha, z Tobą chce być i dawać ci szczęście.
W końcu zrozumiesz, że to nie czyjaś przeszłość decyduje o tym czy będziemy z nim szczęśliwi czy nie. To zależy od nas samych. Skoncentruj się na teraźniejszości i przyszłości. Zaplanuj ja tak, aby od teraz była ona taka jak sobie wymarzyłaś. Nie patrz za siebie. Teraz wszystko zależy od Ciebie i Twojego chłopaka.

81 Ostatnio edytowany przez pannica90 (2013-02-11 16:27:15)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Różyczko gratuluję Ci takiego podejscia, moze i staż waszego zwiazku tez ma znaczenie, choc jak ktos ma sie przejmowac to moze nawet i 10 lat wstecz.
Margolinko, chodzi mi oo wyjatkowosc fizyczna, zle sie czuje z tym ze podniecala go inna. Po prostu. Wiem ze miedzy nami jest milosc. a ja mam glupia wyobraznie i pameic do rzeczy niepotrzebnych. jak nie myslec zle o tym ze podniecila go inna, wiadomo nie cofne ich chwil, ale jak zmienic je na korzysc,lub chociaz na cos neutralnego.

zastanawia mnie jeszcze fakt, dlaczego taka przecietna dziewczyna ,bo nie byla pieknoscia nie chciala byc z atrakcyjnym mezczyzna, nie zebym oceniala ja subiektywnie, bo wyobrazalam sobie ja jako bóstwo ale okazalo sie ze naprawde nie byla bardzo atrakcyjna. On podobal sie dziewczynom,ale byl od niej troche mlodszy,czy to dlatego? Czy zalezalo jej tylko na seksie? ja na jej miejscu niepuscilam bym go , a ona nie chciala tego kontynuowac. jak myslicie, dlaczego ?

82 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 16:44:43)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Margolinko, chodzi mi oo wyjatkowosc fizyczna, zle sie czuje z tym ze podniecala go inna. Po prostu. Wiem ze miedzy nami jest milosc. a ja mam glupia wyobraznie i pameic do rzeczy niepotrzebnych. jak nie myslec zle o tym ze podniecila go inna, wiadomo nie cofne ich chwil, ale jak zmienic je na korzysc,lub chociaz na cos neutralnego.

Kochana, ale to normalne że kobiety podniecają mężczyzn. Zarówno Ty, jak i ja, jak i tamta dziewczyna jesteśmy kobietami. Jedne tylko podniecają...inne sa w stanie zwrócić na siebie uwagę mężczyzn również innymi rzeczami niż fizyczność. Ty jesteś ważna dla swojego faceta, kocha w Tobie nie tylko ciało, ale i duszę. Wybrał Ciebie spośród innych kobiet. To Ty zwróciłaś na niego uwagę i przyciągnęłaś do siebie, to z Tobą jest w związku. Tamto było czymś co zdarzyło się zanim zapragnął poważnego związku. To poznanie Ciebie sprawiło, że zechciał związać na stałe. Czy to nie jest ważniejsze niż jakaś tam "przygoda z przeszłości"? Mój M. też miał 2-3 "przygody"... nie nazwał tego nigdy poważnymi związkami. Związek tworzy teraz ze mną. Ze mną planuje przyszłość, to według mnie najważniejsze...reszta jest mało istotna.


pannica90 napisał/a:

zastanawia mnie jeszcze fakt, dlaczego taka przecietna dziewczyna ,bo nie byla pieknoscia nie chciala byc z atrakcyjnym mezczyzna, nie zebym oceniala ja subiektywnie, bo wyobrazalam sobie ja jako bóstwo ale okazalo sie ze naprawde nie byla bardzo atrakcyjna. On podobal sie dziewczynom,ale byl od niej troche mlodszy,czy to dlatego? Czy zalezalo jej tylko na seksie? ja na jej miejscu niepuscilam bym go , a ona nie chciala tego kontynuowac. jak myslicie, dlaczego ?

Po co był jej "gówniarz"? Wykorzystała to, że nie nalegał na żadne poważniejsze związki, bo był za młody widocznie... wzięła co chciała a potem zakończyła znajomość. Człowiek gdy jest "młody i głupi" robi różne rzeczy. Czasem ich żałuje, a czasami są one dobrym doświadczeniem, powodującym to że wie czego na prawdę chce od życia. Twój facet chce Ciebie, chce szczęśliwego związku. "Wyrósł" z tego co pokierowało nim wcześniej.

83

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:
pannica90 napisał/a:

Margolinko, chodzi mi oo wyjatkowosc fizyczna, zle sie czuje z tym ze podniecala go inna. Po prostu. Wiem ze miedzy nami jest milosc. a ja mam glupia wyobraznie i pameic do rzeczy niepotrzebnych. jak nie myslec zle o tym ze podniecila go inna, wiadomo nie cofne ich chwil, ale jak zmienic je na korzysc,lub chociaz na cos neutralnego.

Kochana, ale to normalne że kobiety podniecają mężczyzn. Zarówno Ty, jak i ja, jak i tamta dziewczyna jesteśmy kobietami. Jedne tylko podniecają...inne sa w stanie zwrócić na siebie uwagę mężczyzn również innymi rzeczami jak fizyczność. Ty jesteś ważna dla swojego faceta, kocha w Tobie nie tylko ciało, ale i duszę. Wybrał Ciebie spośród innych kobiet. To Ty zwróciłaś na niego uwagę i przyciągnęłaś do siebie, to z Tobą jest w związku. Tamto było czymś co zdarzyło się zanim zapragnął poważnego związku. To poznanie Ciebie sprawiło, że zechciał związać na stałe. Czy to nie jest ważniejsze niż jakaś tam "przygoda z przeszłości"? Mój M. też miał 2-3 "przygody"... nie nazwał tego nigdy poważnymi związkami. Związek tworzy teraz ze mną. Ze mną planuje przyszłość, to według mnie najważniejsze...reszta jest mało istotna.

Myslisz ze to akurat ze mna chcial sie zwiazac. Czy nie mial po prostu dosc takiej znajomosci? Jak Ty potraktowalas przygody swojego M? czy troche cierpialas? Czy to bylo duzo wczesniej za nim sie poznaliscie? czy  kazda przecietna dziewczyna jest w stanie podniecic wiekszosc mezczyzn?
a jak wspominac wspolna przeszlosc? to tez istotne. Skoro tworzymy przyszlosc,tworzymy tez wspolna przeszlosc. kiedys otworzymy album ze zdjeciami czy bedziemy wpsominac nasze poczatki, aprzeciez troche wczesniej byla ona? tzn ze lepiej juz w ogole nigdy nie wspominac przeszlosci zeby bylo dobrze?

84

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nie można tworzyć przeszłości. To teraźniejszość staje się przeszłością. Skoro nie wychowywałaś się ze swym partnerem, to do czasu poznania się, każde z was ma inną przeszłość. Swoją.

Domagasz się niemożliwego, bo nawet żyjąc pod jednym dachem, nie ma się tych samych wspomnień, a przeszłość i doświadczenie takich dwóch osób nigdy nie będą identyczne. Każde z was wyrosło w innych domach, z innymi ludźmi wokół, każde z was ma inne doświadczenia.

85 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 17:10:21)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Myslisz ze to akurat ze mna chcial sie zwiazac. Czy nie mial po prostu dosc takiej znajomosci? Jak Ty potraktowalas przygody swojego M? czy troche cierpialas? Czy to bylo duzo wczesniej za nim sie poznaliscie? czy  kazda przecietna dziewczyna jest w stanie podniecic wiekszosc mezczyzn?
a jak wspominac wspolna przeszlosc? to tez istotne. Skoro tworzymy przyszlosc,tworzymy tez wspolna przeszlosc. kiedys otworzymy album ze zdjeciami czy bedziemy wpsominac nasze poczatki, aprzeciez troche wczesniej byla ona? tzn ze lepiej juz w ogole nigdy nie wspominac przeszlosci zeby bylo dobrze?

Skoro to ona z nim zerwała, to nie znaczy iż to on chciał takiej znajomości, a ona. On jedynie znalazł się w tym "układzie" i tymczasowo mu to nie przeszkadzało.
Jeśli nie chciałby wiązać się z Tobą, a dalej przezywać liczne przygody, to tak by się stało. Jednak jest z Tobą i sama piszesz że jesteś z nim szczęśliwa. To chyba o czymś świadczy? Prawda?
Ja potraktowałam "przygody" swojego męża ... normalnie... było minęło... przecież miał prawo robić co chciał gdy był sam, wolny, bez zobowiązań, tak jak i ja dopiero poznawał życie... Każdy ma jakieś doświadczenia, on takie ja inne... nie ma w tym nic złego. Nie miałam żadnych powodów aby cierpieć z tego powodu. Cierpiałabym, gdyby będąc ze mną, spotykał się z inną... to byłby powód. Bardzo racjonalny wink
Z jedną dziewczyna spotykał się jeszcze na parę miesięcy przede mną. Spotkał się nawet z nią, gdy już mnie znał ale wtedy zakończył tą znajomość i powiedział że poznał kogoś innego. Wiesz co ona odpowiedziała? Że też "kogoś ma" ale że jej to by nie przeszkadzało w spotykaniu się z nim. Kompletnie mnie to nie obchodzi. Ważne, że on poczuł do mnie na tyle głębokie uczucie, że zechciał mimo wielu przeszkód być ze mną.
Waszą przyszłość tworzycie tylko WY. Patrząc w album ze zdjęciami, będziesz widziała WAS. Ona była wcześniej, jak to sama zauważyłaś. Nie będzie miała nic wspólnego z waszymi wspólnymi wspomnieniami i waszą przeszłością.

86 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-02-11 18:18:32)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zaraz, zaraz. Skoro Twój chłopak zmienił podejście do seksu, skoro macie wspólny system wartości, skoro Ciebie kocha, a Ty kochasz jego, to czemu deprecjonujesz wartość tego, co jest między wami?

to chyba reakcja szokowa ze kiedys mial inny, tylko tyle.

Truskaweczka, madre slowa. na szczescie On nie zmienial co miesiac, choc mysle ze moze gdyby bylo tego wiecej latwiej byloby wrzucic cala przeszlosc do jednego worka. Pojedynczy przypadek o ktorym troche sie wie to nie statystyki tylko konkretny przypadek i osoba ,a wyobraznia robi swoje.

Ciesze sie, ze znalazlo sie grono osob na tym forum ktore w madry sposob potrafia odchylic klapki na moich oczach-dziękuję!

Ok, tylko widzisz, to był jeden raz u Twojego, to przeszłość, dlaczego się porównujesz? Mnie to nie przyszło do głowy, dlaczego ma być lepsza? To z Tobą jest i chyba okazuje Ci, że mu zależy i niczym Cię teraz nie zawiódł, byś miała czuć się gorzej? Nie szukaj niczego na siłę, jakby było więcej razy, to pewnie wtedy dopiero zaczęłabyś się przejmować. Żyj tym co teraz i jeżeli widzisz, że mu zależy, to nie ma co się przejmować, jesteś fajną dziewczyną i tak powinnaś do tego podchodzić i nie pozwól, by to co było wpłynęło na postrzeganie samej siebie smile Niezależnie czy z nim będziesz czy nie, po prostu pamiętaj, że nie ma powodu, byś czuła się gorsza. Wielu z nas spotkało kogoś przed partnerem i ma przeszłość, w chwili, gdy poznajemy tę osobę jednak to nie ma znaczenia. Uwierz mi, miałam wcześniej chłopaka 2 lata, ktoś mógłby pomyśleć, zależało jej, nie będzie mogła być zadowolona w związku, pewnie Ty byś tak myślała, gdyby Twój był z inną kobietą. Jednak ja o tym nie myślę, bo świadomie weszłam w nowy związek, nie ma do czego wracać. Nie myślę o byłym chłopaku. Tak więc często to druga strona powraca do przeszłości, myśląc, że partner pewnie nadal myśli o kimś, kto był kiedyś obecny w życiu. A często jest właśnie tak, że właśnie ta osoba już się dla nas nie liczy, więc wtedy tylko Ty o tym myślisz, a dla chłopaka liczysz się teraz Ty.

87

Odp: problem z akceptacją tego co było...

jeju dziewczyny, ile mądrosci z waszej strony. Musze to wszystko zapamietac. wiem ze to moja niedojrzalosc emocjonalna. Nie umiem Wam nawet zobrazowac mojej milosci do niego, wiem ze nie jest calkiem zdrowa. Kocham go do szlanestwa, kiedy go poznalam stracilam glowe, on zreszta tez. Wydawalo sie ze swiat zaczyna sie tu i teraz od kiedy go znam i tak powinnam myslec, ale kiedy sie o tym dowiedzialam...no wlasnie. potem mnostwo pytan, teraz wiem ze niepotrzebnych. Moje male pragnienie, to zeby zapomniec o tym. Nie pamietac tego ze byla kiedys jakas inna. Mam nadzieje ze czas bedzie po mojej stronie...

88

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Nie wkładaj mi w usta słów, których nie powiedziałam. Nie mówię, że Twój związek jest nierealny i że takie nie mają prawa istnieć. Nie miałam tez żadnych związków (seksualnych) przed moim mężem. Jednak nie sądzę, aby było łatwym...życie jedynie ideałami i marzenie o księciu na białym rumaku. Dorosła kobieta, marząca o czystym i nietkniętym "grzesznymi postępkami" ciele przyszłego męża...bardzo często będzie zawiedziona. To jest właśnie "realne myślenie", że sex to nie grzech, że dopóki ktoś nie zdradza nikogo, to nie robi niczego złego kochając się z inną osobą. Natomiast przyszła partnerka, nie ma prawa żądać wielkiej skruchy i kajania się przed sobą swojego partnera, dlatego że przed poznaniem jej śmiał mieć jakiekolwiek potrzeby i kontakty z innymi kobietami. To było jego życie. Ona nie miała na nie wpływu, i w tej chwili nie ma wpływu na przeszłość. Więc po jakiego grzyba się tym zadręczać, skoro i tak nic tego nie zmieni? Są dwie opcje, albo zapomina i kocha. Albo nie zapomina i rzuca. innej opcji nie ma, bo ani ona ani on...choćby stawał na głowie nie zmieni przeszłości.
Co do wizyty u psychologa, to w tej chwili ona "ma problem" a nie on. Oczywiście może pójść z nią jeśli się na to zgodzi, ale nie sądzę, aby to on w tej chwili musiał iść na terapie. Co niby ta terapia miała by mu dać? On nawet jesli rozumie jej problemy z przeszłością, to i tak nic nia nie nie poradzi, to ona musi sobie wszystko pookładać w głowie tak, aby dało to jej normalnie funkcjonować w związku.

Jaki ksiaze na bialym rumaku? Co ma wspolnego bajka z rzeczywistoscia? To ze dziewczyna ma inny poglad na zycie niz ty Margolinka to wcale nie oznacza ze jest to wiara w bajki i zycie tylko idealami.
Moj maz nie byl ksieciem na bialym rumaku ani ja Kopciuszkiem. Nie zyjemy tylko idealami i nie wzdychamy do swiatla ksiezyca, ani nie siedzimy ciagle patrzac sobie gleboko w oczy polaczeni w pocalunku wiecznej milosci. 
Po prostu oboje wyznajemy pewne wartosci, ktore nam pasuja, ulatwiaja nam zycie i czynia nasz zwiazek pelniejszym.

Zawsze tak bylo, jest i bedzie ze ludzie mieli rozne poglady na sex i zwiazki. Nawet w czasach, gdy dziewictwo/prawictwo bylo w cenie istnieli outsaiderzy, ktorzy nic sobie z niego nie robili i wchodzili w rozne zwiazki mniej lub bardziej na tle sexualnym.
Nie masz monopolu na rozumienie swiata! Wiec przestan narzucac ludziom swoje poglady jako jedynie sluszne.

Teraz jest moda na wchodzenie w sexualne zwiazki tak po prostu, niekoniecznie z powodu prawdziwej milosci, lecz z zauroczenia, z potrzeby dowartosciowania sie, zaspokojenia swoich potrzeb sexualnych czy tez innych, robienia tego co wszyscy inni itp. Dziewictwo/prawictwo takie "zyciowe" osoby, ktore przeszly przez iles tam zwiazkow( nie mowie o tobie skoro z nikim innym niz twoj maz nie bylas) staraja sie wykpiwac i ukazywac jako cos glupiego.
Ale to nie znaczy ze osoby, ktore maja inne poglady maja wyginac razem z dionzalrami, bo maja "nierealne poglady na zycie".
Nie tobie oceniac co komu pasuje! Kazdy wierzy i zyje wedlug tego czego chce "dorosla kobieto".
Ja mam takie same poglady na zycie jak Pannica i swietnie mi sie wedlug nich zyje. Nie widze najmniejszego powodu do tego by je zmianiac! 
W pogladach Pannicy nie ma absolutnie nic zlego. Wrecz przeciwnie ludzie, ktorzy je naprawde wyznaja bardzo czesto tworza udane pary malzenskie. 

Problem pojawia sie dopiero wowczas, gdy dwa tak rozne od siebie swiaty nagle sie ze soba spotkaja i cos miedzy nimi zaiskrzy. Wowczas ciezko pogodzic te dwa punkty widzenia. Mowienie wowczas ze to ty masz glupie poglady, a on to jest ok. jest debilne.
Z pogladami sie nie dyskutuje, tylko sie wedlug nich zyje.
To ze tobie nie przeskadza ze twoj maz uprawial sex z innymi kobietami to nie znaczy ze wszyscy bede czuc sie tak jak ty i tak ma byc a nie inaczej

To nie jest problem tylko Pannicy, ale ich obojga. I to oni oboje musza nad tym problemem pracowac lub pogodzic sie z porazka. Pochodza z z dwoch roznych swiatow lub tez nie koniecznie skoro on zmienil swoje poglady po tym jak ja spotkal.
Moze po prostu jak wielu innych przed nim ulegl tej modzie na sex bez zobowiazan nie zastanawiajac sie przy tym czy mu to wyjdzie na dobre czy nie. Gosc teraz moze sie poczuc jak niezly frajer, ktory dla glupiej i nic nie wartej zabawy stoi przed perspektywa utraty kogos kogo wreszcie naprawde pokochal.

Mowienie o zapominaniu tez jest idiotyczne, bo tego sie nie zapomina tylko sie z tym godzi lub nie. Ale zeby ona sie z tym pogodzila to on tez bedzie sie troche musial wysilic. Jego zrozumienie, cieplo i milosc beda jej potrzebne. 
Co do jednego sie zgadzamy ze przeszlosci nie da sie zmienic.
To bylo jego zycie, ale teraz jest juz ich. Wiec albo oni razem wypracuja jakies rozwiazanie albo bedzie po zwiazku. Prost.
Ale to nie tylko jej praca, ale i jego. On nie moze sobie spoczac na laurach i spokojnie sobie czekac, az ona sie z problemem sama upora, bo moze sie nigdy nie doczekac ...tak jak maz mojej przyjaciolki.
Jesli jemu naprawde na niej tak bardzo zalezy to tez bedzie musial solidnie sie napracowac, aby ten zwiazek utrzymac.
WSPOLNA wizyta u psychologa wskazana. Ta wizyta moze pomoc im obojgu.

Wysylanie tylko jej na terapie jest idiotyczne...to tak jakby powiedziec od razu ...to ty jestes chora, a ja jestem ok. wiec spokojnie bede czekal, az sie wyleczysz ze swojej "choroby".
Partner nie ma prawa zadac by jego partnerka zaakceptowala jego przeszlosc i zmienila dla niego swoje poglady od tak po prostu, bo on ma taka fantazje. Rownie dobrze to on mogl by sie kajac, okazywac wielka skruche i zmienic swoje poglady. Zasada dzialania jest taka sama, czyz nie?

Nie tak nie jest ok ! Problem jest ze zwiazkiem, a nie z nia, nawet jesli to wiekszosc pracy to ona bedzie musiala wykonac, bo czasu sie cofnac nie da, to on ma tam dla niej byc, ja wspierac i kochac ..i tyle w temaci.

89 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 21:20:40)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannico, na pewno tak będzie. Jeśli oboje będziecie się starać i dbać o Wasz związek. Ty jesteś najważniejszą dla niego, a on dla Ciebie. Wasz wspólny świat zaczął się właśnie z chwilą waszego poznania. Dbaj o ten "wasz świat" innym się nie przejmuj. To było i jest nieistotne, ani dla niego ani dla Ciebie.
Dasz radę, tylko staraj się nie wymyślać kolejnych powodów "dlaczego?", "po co?", "czy na pewno?"
Zaufaj.

Ewko, tylko że wy trafiliście na siebie "swój ideał" i jest OK. Ona trafiła na swojego ukochanego, który nie jest "ideałem" i jeśli go kocha, i nie zamierza się z nim rozstawać aby szukać dalej kogoś, bardziej podobnego do siebie, to musi przełknąć tę "gorzką pigułkę" i rozpamiętywanie "dlaczego to zrobił jak mnie nie znał" nic nie pomoże. Raptem w "ideał" się nie zmieni. I to że on tego nie potrafi, to nie jego wina. Nie można wymagać o niego poczucia winy, tego że uzna swoje życie za beznadziejne i będzie cierpiał z powody tego że przeżył je (do czasu poznania swojej dziewczyny) po swojemu. Owszem mógłby pójść z nią na terapię. Jednak myślę, że łatwiej by jej było choć na poczatku pójść tam samej i przepracować niektóre rzeczy bez niego, bo przy nim czułaby się jeszcze bardziej skrępowana. I nie jest to idiotyczne, ale bardzo prawdopodobne. Z nim może pójść, aby nauczyć się prawidłowej komunikacji i rozmowy o problemach. Jednak do tego, potrzebne jest sporo pracy nad samym sobą...do tego on nie jest potrzebny.

90

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Wiem ze mniekocha, ale nie doceniam ze kocha moje cialo skoro ją tez piescil...
Dlatego moze ktos z Was choc troche pomoze mnie naprowadzic? nie przemowic do rozumu ,ale do serca? to bardzo trudna sprawa, wiem ze juz nadaje sie do psychologa ale po prostu mnie nie stac na takie wizyty..
jak z tym zyc i byc szczesliwa. Jak docenic jego milosc, nie myslac ze robil to z inna?

Sa równiez wizyty w pństwowych poradniach(nie odbiegaja od tych prywatnych)  ,nie trzeba nakładu finansowego ,ale tylko chęc i ujrzenie ,ze ma sie problem.Warto jednak sie zdecydowac i poprosic o pomoc fachowca.

91

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Pannico, na pewno tak będzie. Jeśli oboje będziecie się starać i dbać o Wasz związek. Ty jesteś najważniejszą dla niego, a on dla Ciebie. Wasz wspólny świat zaczął się właśnie z chwilą waszego poznania. Dbaj o ten "wasz świat" innym się nie przejmuj. To było i jest nieistotne, ani dla niego ani dla Ciebie.
Dasz radę, tylko staraj się nie wymyślać kolejnych powodów "dlaczego?", "po co?", "czy na pewno?"
Zaufaj.

Ewko, tylko że wy trafiliście na siebie "swój ideał" i jest OK. Ona trafiła na swojego ukochanego, który nie jest "ideałem" i jeśli go kocha, i nie zamierza się z nim rozstawać aby szukać dalej kogoś, bardziej podobnego do siebie, to musi przełknąć tę "gorzką pigułkę" i rozpamiętywanie "dlaczego to zrobił jak mnie nie znał" nic nie pomoże. Raptem w "ideał" się nie zmieni. I to że on tego nie potrafi, to nie jego wina. Nie można wymagać o niego poczucia winy, tego że uzna swoje życie za beznadziejne i będzie cierpiał z powody tego że przeżył je (do czasu poznania swojej dziewczyny) po swojemu. Owszem mógłby pójść z nią na terapię. Jednak myślę, że łatwiej by jej było choć na poczatku pójść tam samej i przepracować niektóre rzeczy bez niego, bo przy nim czułaby się jeszcze bardziej skrępowana. I nie jest to idiotyczne, ale bardzo prawdopodobne. Z nim może pójść, aby nauczyć się prawidłowej komunikacji i rozmowy o problemach. Jednak do tego, potrzebne jest sporo pracy nad samym sobą...do tego on nie jest potrzebny.

Zgadzam się calkowicie. To że je ubolewam nad jego przeszłością to fakt ze nigdy nikogo tak nie kochalam i mysl ze moglabym dzielic sie z moim ukochanym (nawet w przeszlosci jest destrukcyjny).
Ewo, masz szczescie ze trafiliscie na siebie odrazu. Mowiac o swoim mezczyznie nie moge tego przebolec i jęcze i mecze itp ale tak ze zdrowej perspektywy jakbym miala ozieblym okiem na to spojrzec to ja mam swiadomosc ze kazdy czlowiek ma jakas przeszlosc. On nie byl zaliczaczem ,ze nazbierala sie tego cala lista. Tak wyszło ze nie mial juz nastu lat, a dwadziescia pare, byl kawalerem i zdrowo fukcjonujacym mezczyzna z popedem i libido. To byloby niezdrowe gdyby tego nie chcial calkiem, a to ze ja mam z tym problem to niestety wlasnie osobna sprawa. Gdyby kazdy wiedzial ze bedzie gdzies tam ta osoba to nie tracilabym czasu na zadne spotkanie z kims innym i pedzilabym pod wskazany adres, on pewnie wtedy tez nie jechal by do niej tylko do mnie. Ja niepotrzebnie poznalam za duzo szczegolow, przez co zle mi bylo to uniesc i przed cyzm przestrzegam innych zwierzajacych się!
jest taka mala zaleta, choc wolalabym byc wiadomo tą jedyną, i o tym sam mi powiedzial moj chlopak, ze chociaz dobrze ze wie jak to jest z kims innym, moze by sie zastanawial a tak to wie co mu sprawia przyjemnosc i to tez w penym stopniu go uksztaltowalo. Oczywiscie uwazam ze na 2 razach mogl zaprzestac no ale niestety...byle zapomniec! przez to co sie dowiedzialam on nie slusznie stracil w moich oczach, wczesniej uwazalam ze jest nieskazitelny. Jak tam kiedys nie bylo, az tak zle tez nie bylo bo robil to na palcach  jednej reki...ale jednak. Na dzisiejsze czasy to nie jest duzo zwlaszcza kiedy seks uprawia sie od nastoletnich lat ,on juz byl po 20:) wiec i tak pozno.
Nie zeby to bylo autopocieszanie, ale do takich wnioskow doszlam , tylko zeby jeszcze serducho posluchalo sie rozumu..

92

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannico, doszłaś do świetnych wniosków.
To powinno być już dla Ciebie dużym pocieszeniem, bo na prawdę spory to krok na przód...
Gdy rozum już całkiem to pojmie i sobie uporządkuje, to i serce się dostosuje...uwierz mi smile
Wszystko będzie dobrze.
Rozmawiajcie z chłopakiem, mów mu o tym co czujesz...
Poradzicie sobie i jeszcze będziecie szczęśliwi.

93 Ostatnio edytowany przez pannica90 (2013-02-11 21:50:41)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

A co do panstwowych wizyt, bardzo chetnie ale kiedy slysze ze termin jest za kilka miesiecy itp to mam dosc. Szczerze jak ide ze zwykla choroba do przychodni i czekam w tych kolejkach to mnie skreca wiec jak mam teraz isc po skierowanie do zwyklego lekarza i czekac na sama wizyte a pozniej z tymi babciami w kolejce to juz wole piwo,forum,papieros...(choć nie palę z reguly)

94

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

A co do panstwowych wizyt, bardzo chetnie ale kiedy slysze ze termin jest za kilka miesiecy itp to mam dosc. Szczerze jak ide ze zwykla choroba do przychodni i czekam w tych kolejkach to mnie skreca wiec jak mam teraz isc po skierowanie do zwyklego lekarza i czekac na sama wizyte a pozniej z tymi babciami w kolejce to juz wole piwo,forum,papieros...(choć nie palę z reguly)

Pannico, nikt nie lubi kolejek... ale w sumie co tracisz czekając? Zapisz się...poczekaj... może uznasz nawet że było warto. Zrezygnować zawsze można, ale spróbować by się przydało.

95

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Margolinko,Takie momenty destrukcyjne sa wtedy kiedy jestem sama, kiedy zobacze jego zeszyt ze studiow(studiowali razem) ,jego zdjecia z tamtego okresu ,piosenki ktorcyh sluchalam tamtej zimy ,odrazu kojarzy mi sie z tym..jak tego nie kojarzyc? wtedy moje wnioski i przemyslenia traca na znaczeniu... takie stany krytyczne miewam:(

96 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 21:59:54)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannico, wiesz jak omijać te krytyczne stany?  A właściwie łagodzić...
Myśl sobie wtedy... "jaki on był wtedy biedny...męczył się z tą starą lampucerą...zamiast być ze mną" ... "ma szczęście że mnie spotkał, inaczej dalej by nie wiedział co to miłość" smile
Zobaczysz, że wtedy "stan krytyczny" zmieni się w "stan ogólnego rozbawienia" lol

97

Odp: problem z akceptacją tego co było...

wow... Obiecuję, będe tak robic!:) powiedz, jak na to wpadłaś?:)

98 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-11 22:17:31)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Hehehehe... normalnie... tongue Jak była starsza, to jest "lampucera"... a jak był z nią w jakimś "układzie" zamiast "kochać swoją dziewczynę i być szczęśliwy" to biedny się męczył lol
"Prześmiewanie" nie rozwiąże problemu, ale być może odrobinę pomaga się z nim zmierzyć... i nie wpadać w stany krytyczne wink
A wtedy już o krok...od poważnego spojrzenia na całą sprawę... bo nie wpadamy w panikę i potrafimy się na spokojnie do nich ustosunkować.
Jednak wizyta u tego psychologa, byłaby zapewne lepsza w swoim działaniu wink

99 Ostatnio edytowany przez Salami (2013-02-11 22:57:18)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

To jest może egoistyczne i prymitywne w waszych oczach, ale ja wolałabym do końca życia być cnotką, która "nie poznała życia", niż swój pierwszy raz i ogólnie związek mieć z kimś, dla kogo jestem zaledwie którąś z kolei, jedną z wielu. Nie dziwi was to, gdy mężczyzna oczekuje dziewicy. Ale kiedy to kobieta ma takie oczekiwania, to spotykam się tylko z niedowierzaniem i/ lub uśmieszkiem szyderstwa. Ale to nieważne, ważne, że prowadzę moje życie jak chcę, z kim chcę i sposób satysfakcjonujący mnie. Po co się męczyć, jeśli wiem, że miałabym identyczne rozterki, jak autorka tematu?

Mój wyjątkowy pierwszy raz, ten niezapomniany- i ogólnie, pierwszy związek miałby być z kimś, kto już wcześniej komuś ten swój pierwszy seks i pierwszy związek oddał innej? Ja mam mu oddać wszystko, a on mi ochłapy? Zresztą, nie od dziś wiadomo, że to ten pierwszy związek wiąże się z największymi sentymentami, siła takiego uczucia często prowadzi do rozpadu wieloletnich małżeństw! Jakże głośno było o tym, kiedy na fali był portal "nasza klasa". A to dlatego, że odnajdywały się pierwsze, szkolne miłości i okazywało się, jak mimo upływu lat może wrócić żarliwa namiętność. Pierwsze jest zawsze najlepsze!! To jest ten smak pierwszej próby, smak, który już na zawsze się zapamiętuje, trudno przyćmić pierwsze doświadczenia właśnie aż i tylko dlatego, że byly pierwsze!

Po co mam sobie na siłę wmawiać, że czarne jest białe, a białe- czarne? Ja jestem prostą dziewczyną o prostych zasadach, to dzięki temu moje życie jest komfortowe i bezproblemowe. Nie potrzebuję wielkich rozterek i życiowych melodramatów. Wiem, czego chcę, znam swoją wartość, szanuję siebie i wiem, że jeśli obdarzam kogoś czymś wyjątkowym (nie mówię tu tylko o "cnocie"- uprzedzając ewentualne docinki typu "biednaś ty, nie masz nic do zaoferowania prócz kawałka błony między nogami...?"), to tylko i wyłącznie osobę, która w pełni na to zasługuje i która może mi zaoferować to samo. [teraz zabrzmię do bólu banalnie, ale jestem zmęczona i nie chce mi się wyszukiwać innego zdania, które by zabrzmiało lepiej- więc przygotujcie się na mdławy tekścik tongue ] Wolałabym nigdy nie trafić na kogoś, kto nie trafi bezpośrednio do moich hmmm... uczuć, niż zadowalać się niesatysfakcjonującymi mnie kompromisami. Będąc przy moim facecie, chcę się czuć wyróżniona, a nie zaledwie jedną z wielu, pierwszym lepszym łachem z "braku laku". Zaledwie kolejnym numerkiem na liście. I mój mężczyzna też może się przy mnie czuć wyróżniony, bo wie, że nie jestem z nim z desperacji, że wzięłam "pierwszego lepszego" z brzegu, który się nawinął, byle z kimś być, że jestem z nim dlatego i tylko dlatego, że to ON I NIKT INNY mnie sobą zainteresował, swoimi wartościami, sobą i całokształtem. A naprawdę przemiłym bonusem jest to, że byliśmy dla siebie wzajemnie pierwszymi i świetnie nam z tym.

I nie chcę, żebyście to traktowali z perspektywy czysto fizycznej, biologicznej ("używanego" nie tknę!), ale przede wszystkim emocjonalnej. (Zakładam, że ktoś przeczyta moje wypocinki, teoretycznie. Jak tak- świetnie wink )
I nie mówię, że nie jestem skłonna do żadnych kompromisów. W związku- owszem, ale jeśli chodzi o wybór partnera, jestem bezkompromisowa- lepiej nigdy nie być z nikim, niż naginać siebie dla byle kogo i wymuszać sztuczne przekonania, że jest okej, jak nie jest.

Oczywiście, żałosne jest też, kiedy osoba, która nie reprezentuje sobą zbyt wiele, ma niebotyczne wymagania wobec swoich potencjalnych partnerów i jeśli z tego powodu jest wciąż sama, narzeka na cały świat, zamiast poszukać winy w sobie. Mimo to obstawiam za moimi poglądami- jeśli jest zbyt przeciętna na kogoś lepszego, a nie chce się zadowalać "ochłapami", to niech się nie zadowala. Każdy ma inne priorytety. Nie mam wygórowanego mniemania o sobie- gdyby się okazało, że nie ma nikogo, kim skłonna byłabym się zainteresować, lub takie osoby nie byłyby mną kompletnie zainteresowane, bo wg nich to ja nie byłabym godna zainteresowania, to bym nie robiła z tego problemu i spokojnie żyła sobie dalej. Jestem tego świadoma, że ktoś mógłby tak pomyśleć. Wtedy mówi się trudno- najwyraźniej nie byłam dość dobra dla osób z przedziału, którym byłam zainteresowana. Popatrzę sobie zatem chwilkę przez szybkę i do widzenia. Całe szczęście, mimo moich "niebotycznych wymagań" trafił się ktoś, na kogo warto było czekać. W związku obdarowujemy się sobą wzajemnie- i te wzajemne prezenty są bezcenne.
Ja jedynie nie daję zgody na nijakość.

A teraz możecie krytykować do woli wink

Aha, jeszcze coś. Prawda jest taka, że jak ktoś ma taką mentalność, to nie przetłumaczysz. To się po prostu czuje. Tak, jak na poprzednich stronach przykład małżeństwa "zza ściany", u których cyklicznie się powtarzają wybuchy o tą kwestię... Można to przytłumić, poddusić w sobie "racjonalnymi argumentami", ale to nie jest racjonalne i nigdy do końca taka osoba się z tym nie pogodzi, może co najwyżej udawać przed światem i sama przed sobą... To taki... no nie wiem, "instynkt". Albo np. możecie to nazywać "dysfunkcją", jeśli wolicie. Albo "zakompleksieniem" (bo i takie porównania tu czytałam, haha big_smile ... podczas, gdy to jest właśnie świadomość własnej wartości, świadomość, że można mieć więcej, niż się otrzymało- przynajmniej ja to tak widzę). To zawsze będzie w nas siedzieć i z tego się nie wyrasta. Bajki dla pięciolatek? To ja chcę już na zawsze zostać na tym poziomie i wybornie! Infantylna? Ale szczęśliwa. Mało kto potrafi już oczekiwać od życia więcej, niż niezbędne minimum...

Edit: po co pisałam te rzeczki, które niekoniecznie są przydatne autorce tematu? Ano tylko i wyłącznie dlatego, by pokazać inny punkt widzenia od powszechnie prezentowanego. Drobne urozmaicenie nie jest złe wink

100

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Salami, późna godzina wiec nie mam sily na dokladne odpisanie na Twojego posta. nie krytykuje, ale się oczywiscie nie zgadzam.
gdyby moj partner przebieral w kobietach i robil to z premedytacja ,wchodzil w jakies zwiazki na sile a ja bylabym tym pocieszeniem o ktorym wspominalas, ze dla Ciebie mialy by zostac ochlapy, to w ogole nie byloby tego tematu. Przede wszystkim taki typ mezczyzny jak ja to nazywam niedelikatnie -r...... nietrudno poznac.
U nas seks byl wynikiem dlugiego spotykania, rozwijania milosci, wiezi emocjonalnej wiec mialam pewnosc ze nie jestem przygodą.
Przede wszystkim jest znaczna różnica miedzy r...... , a z reszta co tu duzo mowic, zycie nie jest idealne i nie odrazu w zyciu spotyka sie tego jedynego i tą jedyna. A nawet jak znajdziesz sobie prawiczka to czy on bedzie mial te cechy ktore Cie zatrzymaja przy nim? a trzeba szukac bardzo wczesnie bo z kazdym rokiem prawiczkow coraz mniej. Z reguly fajni faceci juz to zrobili, dlaczego? Bo są fajni. Jezeli ktos tam kolo 30 jeszcze tego nei robil,jego wola, ale z reguly takie wyjatki nie sa calkiem normlane. ciezko jest generazliowac ,kazdy jest inny. jestem z kims kto bez dwoch zdan zdobyl moje serce, gdzie taka milosc sie nie zdarza i dla kogo jestem zdolna na kompromis-a prawdziwa milosc to kompromisy i to niejedne!
a wiesz dlaczego? Bo jest tego wart, bo zrobil dla mnie tyle w zyciu i niejedno udowodnil ze zasluzyl na wszystko co najlepsze. Jest wart siedzenia na tym forum i pracowania nad soba ,ulepszania siebie. To temat rzeka. ale gdybym wiedziala, ze go poznam to nawet zostawilabym dla niego swoj pierwszy pocalunek. Zycze Ci abys jak najszybciej spotkala swojego przyszlego ukochanego, poki niedosiądzie go jakas inna kobieta,a trzeba sie spieszyc, bo czas ucieka.
Pozdrawiam

101 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-02-11 23:23:30)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Salami, nie każdy facet oczekuje dziewicy. Mój od razu wiedział, że miałam faceta i nawet co może na początku go zabolało w jakiś sposób, mimo że go nie znałam wtedy, to zrozumiał to. No bo wie, że nie mogłabym wytrzymać wypominania tego, nie na tym polega związek. A jak kogoś wybieramy to z "całym inwentarzem". No i jeżeli ktoś by uważał, że jestem gorsza, bo spałam ze swoim chłopakiem, to też nie byłby dla mnie materiałem na faceta.

102

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Truskaweczko,a Twoj chlopak tez mial kogos wczesniej?

103

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nie, ale jak napisałam miał raz przygodę łóżkową, jako nastolatek.

104 Ostatnio edytowany przez ewka z drzewka (2013-02-12 02:59:17)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Ewko, tylko że wy trafiliście na siebie "swój ideał" i jest OK. Ona trafiła na swojego ukochanego, który nie jest "ideałem" i jeśli go kocha, i nie zamierza się z nim rozstawać aby szukać dalej kogoś, bardziej podobnego do siebie, to musi przełknąć tę "gorzką pigułkę" i rozpamiętywanie "dlaczego to zrobił jak mnie nie znał" nic nie pomoże. Raptem w "ideał" się nie zmieni. I to że on tego nie potrafi, to nie jego wina. Nie można wymagać o niego poczucia winy, tego że uzna swoje życie za beznadziejne i będzie cierpiał z powody tego że przeżył je (do czasu poznania swojej dziewczyny) po swojemu. Owszem mógłby pójść z nią na terapię. Jednak myślę, że łatwiej by jej było choć na poczatku pójść tam samej i przepracować niektóre rzeczy bez niego, bo przy nim czułaby się jeszcze bardziej skrępowana. I nie jest to idiotyczne, ale bardzo prawdopodobne. Z nim może pójść, aby nauczyć się prawidłowej komunikacji i rozmowy o problemach. Jednak do tego, potrzebne jest sporo pracy nad samym sobą...do tego on nie jest potrzebny.

Marigolinko jesli oni chca ratowac ten zwiazek to moga to zrobic, ale nie osobno, lecz tylko i wylacznie razem.

Tu nie chodzi tu o to by w chlopaku Pannicy wzbudzac poczucie winny i kazac mu cierpiec za to jak zyl do konca jego dni, lecz o to by nie zrobic tego samego w stosunku do Pannicy.

Jesli kazesz jej tak po prostu zaakceptowac przeszlosc jej partnera, bez jego aktywnego udzialu, to tak jakbys powiedzial jej ze to jego poglady i sposob zycia byly ok. a jej nie. ....bo przeciez teraz ona sie z tym meczy....jej wina, tak?
To ona jest niedowartosciowana, nie umie sobie radzic w zyciu, przejmuje sie jakimis tam panienkami, z ktorymi sypial jej chlopaka, ktore przeciez sa niewazne, a ona ma "glupie, nierealne poglady" i oczekiwania.
Mowiac tak wbijasz ja w poczucie winny, odbierasz jej pewnosc siebie, jej wlasna osobowosc.
Jak juz wczesniej powiedzialam w jej pogladach nie ma nic "nierealnego, czy glupego"!
Jej pragnienie czystej milosci, ciepla, sexu na wylacznosc i czerpania radosci z bycia tylko ze soba jest zupelnie realnym pragnieniem, czescia jej samej, tej samej osobowosci, w ktorej jej chlopak sie zakochal.
Moze gdyby wlasnie tych pragnien i pogladow w niej zabraklo to on nawet nie spojrzalby na nia, lub przeszedl przez nia jak przez inne zwiazki.

Kazac jej zrezygnowac z jej pogladow wymagasz od niej zrezygnowania z siebie.
Natomiast jej partnera stawiasz na miejscu bezpiecznym, gdzie z niczego nie musi rezygnowac, nad niczym pracowac, za nic nie ponosic konsekwencji, niczego rozumiec.

Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to nie brzmi ok.

Wiec ona zacznie sie "poswiecac" w imie milosci. Moze nawet uwierzy ze to jej wina, ze problem jest w tym ze ona byla dziwica, ze ma "glupie, nierealne poglady" i oczekiwania, nie jest dorosla czy emocjonalnie rozwinieta.
Zaneguje wszystko w co do tej pory wierzyla i czego pragnela. Wyprze sie sama siebie i obwini siebie za cale zlo w ich zwiazku.
Moze nawet zacznie wierzyc w to ze ma niska samoocene i zacznie czynic sobie wyrzuty za kazdy smutek, ktory kiedys ja dopadnie, za kazda nierozwazna, niechciana mysl o jego przeszlosci i tym czego ona pragnela, a czego nigdy nie dostala.
Tylko jak dlugo to potrwa? Powiedz mi , czy tak da sie normalnie zyc?
Jak dlugo mozna zaprzeczac samemu sobie, wmawiac sobie ze cos nie jest wazne, jesli wglebi siebie czujesz ze to nie tak?
Te wybuchy zazdrosci to wlasnie odzywajace sie wartosci, rozpacz po czyms waznym, lecz na zawsze utraconym. 

Tu nie ma znaczenia czy takie rozpamietywanie ma sens czy nie. Ono po prostu jest lub go nie ma i tyle.. I mowienie jej nie mysl, nie rozpamietuj, unikaj tych mysli to tak jak wymaganie od kogos komu wlasnie zmarl ktos bliski by sie trzymal.
To takie chwilowe pogorszenie samopoczucia, samooceny, porownywanie siebie do kogos innego to takie przezywanie zaloby po czyms waznym, na zawsze utraconym. To tak jakby dziecko, ktore wie ze milosc powinna byc bezwarunkowa zastanawia sie nad tym dlaczego jego rodzic dal cukierka jego bratu/siostrze, a jemu nie. Czym sobie zasluzylo na to by nie dostac tego czego tak bardzo pragnelo, a dlaczego ktos inny to otrzymal? Czy jest gorsze? Co z nim jest nie tak?
Im bardziej ona zacznie unikac tych mysli tym bardziej one stana sie natretne i zaczna doprowadzac ja do szalu.

Ona traci...tarci siebie, czesc siebie i swoich pogladow i nadziei, po to by z nim byc. Lepiej wyrzucic z siebie ten bol, najlepiej w sposob konstruktywny i uswiadomiony, niz go w sobie tlamsic, czy tez udawac ze go nie ma.
Bo w koncu nagromadzi sie go tyle ze nie bedzie na niego miejsca i wowczas ona wybuchnie.

Moja kolezanka mowila ze najbardziej boli ja obojetnosc jej partnera na jej szmotanie sie z problemem. To ze on nie okazuje jej wsparcia ani zrozumienia, ze w chwili gdy jej jest ciezko to on milczy, ignoruje istnienie problemu oczekujac ze ona sama da sobie rade lub wscieka sie mowiac jej ze jej odbija.
Ja to jeszcze bardziej nakreca,wznudza zal ze sie z nim zwiazala, ze zrezygnowala ze swoich wartosci dla kogos kto mial kochac, ale teraz nawet nie zadal sobie trudu by jej bol zrozumiec i ma jeszcze pretensje o to ze jej jest ciezko.

A on nie zapewnia jej nawet tego minimum milosci i zrozumienia w chwilach, gdy ona w ta jego milosc zaczyna watpic. Ona pragnietych slow, ktore dla niej sa najwazniejsze,: "kocham tylko ciebie, nikt inny nie jest i nie byl wazniejszy, z nikim innym nie chialbym byc, itp."
Ona nie oczekuje od niego kajania sie, blagania ja o litosc i wybaczenie, itp. Ona chce tego czego kazda z nas pragnie...milosci, zrozumienia, ciepla, wsparcia gdy jest nam zle.

Czy to zwykle tchorzostwo, wygodnictwo, czy niechec do wracania do problemu, gosc nie spelnia swojej roli.
Moze gdyby oni starali sie siebie zrozumiec i rozmawiac o tym co ich boli w sposob konstruktywny to wielu z tych klotni daloby sie uniknac. A ona nie czula by sie samotna i oszukana.

Dlatego uwazam ze Pannica powinna isc do psychologa razem z chlopakiem, a nie sama. Nauczenie sie rozmowy o problemach jest tu istotne, bo i problem jest na tyle powazny ze moze sie zakonczyc rozpadem ich zwiazku lub tym ze zaczna zyc ze soba jak pies z kotem, pielegnujac zale i pretensje zamiast milosci.

105 Ostatnio edytowany przez ewka z drzewka (2013-02-12 02:52:48)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

[

106

Odp: problem z akceptacją tego co było...
ewka z drzewka napisał/a:

Jesli kazesz jej tak po prostu zaakceptowac przeszlosc jej partnera, bez jego aktywnego udzialu, to tak jakbys powiedzial jej ze to jego poglady i sposob zycia byly ok. a jej nie. ....bo przeciez teraz ona sie z tym meczy....jej wina, tak?
To ona jest niedowartosciowana, nie umie sobie radzic w zyciu, przejmuje sie jakimis tam panienkami, z ktorymi sypial jej chlopaka, ktore przeciez sa niewazne, a ona ma "glupie, nierealne poglady" i oczekiwania.
Mowiac tak wbijasz ja w poczucie winny, odbierasz jej pewnosc siebie, jej wlasna osobowosc.
Jak juz wczesniej powiedzialam w jej pogladach nie ma nic "nierealnego, czy glupego"!
Jej pragnienie czystej milosci, ciepla, sexu na wylacznosc i czerpania radosci z bycia tylko ze soba jest zupelnie realnym pragnieniem, czescia jej samej, tej samej osobowosci, w ktorej jej chlopak sie zakochal.
Moze gdyby wlasnie tych pragnien i pogladow w niej zabraklo to on nawet nie spojrzalby na nia, lub przeszedl przez nia jak przez inne zwiazki.

Kazac jej zrezygnowac z jej pogladow wymagasz od niej zrezygnowania z siebie.
Natomiast jej partnera stawiasz na miejscu bezpiecznym, gdzie z niczego nie musi rezygnowac, nad niczym pracowac, za nic nie ponosic konsekwencji, niczego rozumiec.

Ale jeśli ona nie zrezygnuje ze swoich poglądów, jeśli nie zmieni swojego nastawienia - to on w końcu odejdzie stłamszony poczuciem winy. A wtedy - zgodnie z jej poglądami i nastawieniem będzie musiała być sama do końca życia - bo przecież nie zrobi innemu mężczyźnie tego co ten nieszczęsny chłopak zrobił jej. W skrócie nie będzie mogła kochać się z innym skoro z obecnym facetem spała już wcześniej. Tak?


Jest takie mądre powiedzenie - człowiek nie krowa, może zmienić poglądy. To podobno nawet zdrowe i nazywa się dojrzewaniem.

107 Ostatnio edytowany przez ewka z drzewka (2013-02-12 03:32:20)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pennylane napisał/a:

[
Ale jeśli ona nie zrezygnuje ze swoich poglądów, jeśli nie zmieni swojego nastawienia - to on w końcu odejdzie stłamszony poczuciem winy. A wtedy - zgodnie z jej poglądami i nastawieniem będzie musiała być sama do końca życia - bo przecież nie zrobi innemu mężczyźnie tego co ten nieszczęsny chłopak zrobił jej. W skrócie nie będzie mogła kochać się z innym skoro z obecnym facetem spała już wcześniej. Tak?


Jest takie mądre powiedzenie - człowiek nie krowa, może zmienić poglądy. To podobno nawet zdrowe i nazywa się dojrzewaniem.

Dlaczego ma zupelnie rezygnowac ze swoich pogladow, to nie jest warunek zupelny?
Mozna sie pogodzic z tym ze czegos sie nigdy nie dostanie, bez calkowitej zmiany pogladow i wierzenia w cos odwrotnego do tego w co wierzylo sie cale swoje zycie i czulo ze  to jest wlasnie dobre.

Zmiana pogladow na sile nigdy nie jest zmiana zupelna, ani prawdziwa i nie ma nic wspolnego z dojrzeaniem, a jedynie oszukiwaniem samego siebie.

Czy wymagalabys od jej chlopaka by calkowicie zrezygnowal z pogladow wlasnych? "Nawrocil sie" na prawictwo i potepil samego siebie za to ze nie czekal na nia i kajal sie za to do konca zycia?
Choc wiesz...moze to niezly pomysl...moze dzieki temu by dojrzal..... w przeciwienstwie do tej twojej krowy.....

Ale tak powaznie to wlasnie chodzi o to by zadne z nich nie musialo samym soba pogardzac i nosic winny do konca zycia, lecz by razem postarali sie niesc "brzemie" swoich odmiennych wyborow.   

Zwiazek to nie zawody w przeciaganiu liny.

Tu nikt nie ma wygrac, bo jesli jedno wygra, a drugie sromotnie przegra to znaczy ze oboje jako zwiazek przegrali. Zwiazek to nieustanne zanajdowanie do siebie drog, pomaganie sobie, a nie wymuszanie zmiany pogladow.

Ja mam poglady takie jak Pannica i nie zmienie ich, bo sa moje, a moj maz ma takie same. Kompromis w tym wzgledzie niepotrzebny.

108 Ostatnio edytowany przez Salami (2013-02-12 03:22:41)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Zycze Ci abys jak najszybciej spotkala swojego przyszlego ukochanego, poki niedosiądzie go jakas inna kobieta,a trzeba sie spieszyc, bo czas ucieka.

Ja już nie muszę nikogo spotykać, bo już dawno mam, o czym tu zresztą wspomniałam mimochodem... wink

A nawet jak znajdziesz sobie prawiczka to czy on bedzie mial te cechy ktore Cie zatrzymaja przy nim? a trzeba szukac bardzo wczesnie bo z kazdym rokiem prawiczkow coraz mniej. Z reguly fajni faceci juz to zrobili, dlaczego? Bo są fajni. Jezeli ktos tam kolo 30 jeszcze tego nei robil,jego wola, ale z reguly takie wyjatki nie sa calkiem normlane

Dlatego trzeba być tą farciarą, której się trafił taki diament w młodym wieku tongue (ja byłam wtedy w wieku licealnym, czyli w tym wieku jeszcze było duże prawdopodobieństwo znalezienia prawiczka nie z odrzutu. jak u dużo starszych ludzi)

A jak kogoś wybieramy to z "całym inwentarzem"

I słodziutko, nie neguję tego- ale przyznasz sama, że bycie TA PIERWSZĄ i jedyną jest marzeniem każdej kobiety tongue  Rozumiem przecież, że nie można oceniać wyłącznie po "przebiegu" jak używaną rzecz- nie popadajmy w skrajności! A tylko piszę, że takie wartości są dla niektórych bardzo ważne i są niezwykle miłym dodatkiem. Każdy ma inne wymagania i oczekiwania, a przekonywanie siebie wbrew sobie do tych "innych" jest prawdziwą przemocą zadaną własnej naturze
W sumie ta wypowiedź Ewki z drzewka stanowiłaby idealne podsumowanie mojego zdania na ten temat, więc bezwstydnie ją sobie zapożyczę big_smile

Kazac jej zrezygnowac z jej pogladow wymagasz od niej zrezygnowania z siebie.

Z tą drobną różnicą, że ja zamiast się pakować w związek z facetem z "przeszłością", jeśli z góry wiem, że to by mnie męczyło, odpuściłabym sobie od razu zamiast męczyć się z jakimiś psychologami i innymi terapiami.

109

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannica postaraj sie pracowac nad zwiazkiem wraz z twoim chlopakiem. Tylko razem dacie rade. Nie tlum w sobie zlosci, zalu,bolu, gniewu czy innych uczuc, ale mow mu o nich, a rzadziej okazuj.
Rozmawiaj, moze czasem napisz list do samej siebie lub do niego, jesli boisz sie ze powiesz cos zbyt ostro lub bedzie ci latwiej w spokoju sformuowac mysli. Moze znajdz sobie jakies ustronne miejsce, gdzie bedziesz mogla sie wykrzyczec i wyplakac do woli.
Jesli czujesz gniew to moze pomoze worek treningowy i twoja wyobraznia.
"Wygadaj" i wyrzuc z siebie wszystko to co boli, ale bez zbednych emocji wylewanych na zwiazek. Postaraj sie powiedziec mu czego od niego w tej sytuacji oczekujesz. Czego potrzebujesz by radzic sobie ze swoim bolem.
Powiedz mu nawet czego ma nie robic, co cie zrani. Nie oczekuj ze on sie wszystkiego sam domysli.
W tym mysleniu to faceci niestety troche slabi sa!!!!!
Czasem, gdy wiesz ze dasz rade ...odpusc. Wylimituj te rozmowy, ale i postaraj sie by byly rzadziej, lecz bardziej owocne. Badz szczera z nim i z sama soba. Nie krec, nie klam ze ok, jak nie jest.
Gromadz wasze wspolne dobre wspomnienia, moze kolekcjonuj pamiatki, zdjecia. Dobrze by bylo gdyby on tez chcial to robic. Wspominajcie wasze dobre dni, czas gdy byliscie ze soba szczesliwi. Te wspomnienia sa jak wysepki na oceanie, na ktorych bedziecie mogli sie zatrzymac , gdy bedzie zle.
Z czasem bedzie ich coraz wiecej i przycmia twoje obawy o przeszlosc.
Dla pocieszenia dodam ze z tego co wiem to moja kolezanka i jej maz kiedys klocili sie znacznie czesciej. Niemal codziennie. Z powodow niby banalnych..ona gdzies w jakims filmie uslyszal imie jego bylej dziewczyny, nadchodzil sylwester, itp. Teraz juz ja to tak nie rusza. Czas troche leczy rany.

Te byle znikna i zbledna jak nikomu do niczego nie potrzebne cienie, do ktorych nikt juz nie chce wracac ani sie nimi zajmowac. W natloku waszych wspolnych spraw i wspolnych zajec dla nich nie bedzie dla nich miejsca.

Jesli dla dla ciebie tak wazne sa wspomnienia z kontaktow sexualnych to postaraj sie byscie i tu mieli jak najwieksza liczbe milych, niezapomnianych chwil. Zorganizuj nietypowy wieczor, moze niech on czyms cie zaskoczy.
Doceniaj jego starania, nawet jesli okaza sie troche nieporadne. Doceniaj sama siebie.
Razem walczcie o wasz zwiazek, rozmawiajcie, a moze uda wam sie to jakos przetrwac.
Zycze szczescia...i cierpliwosci...beda potrzebne.

110

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Zobaczysz że to przejdzie ja też miałam podobnie a teraz po 6 latach myślę już trochę inaczej czasem mam takie myśli że nie chciałabym żeby miał przede mną kobiety ale on nie był by teraz taki jaki jest.

111

Odp: problem z akceptacją tego co było...
ewka z drzewka napisał/a:

Pannica postaraj sie pracowac nad zwiazkiem wraz z twoim chlopakiem. Tylko razem dacie rade. Nie tlum w sobie zlosci, zalu,bolu, gniewu czy innych uczuc, ale mow mu o nich, a rzadziej okazuj.
Rozmawiaj, moze czasem napisz list do samej siebie lub do niego, jesli boisz sie ze powiesz cos zbyt ostro lub bedzie ci latwiej w spokoju sformuowac mysli. Moze znajdz sobie jakies ustronne miejsce, gdzie bedziesz mogla sie wykrzyczec i wyplakac do woli.
Jesli czujesz gniew to moze pomoze worek treningowy i twoja wyobraznia.
"Wygadaj" i wyrzuc z siebie wszystko to co boli, ale bez zbednych emocji wylewanych na zwiazek. Postaraj sie powiedziec mu czego od niego w tej sytuacji oczekujesz. Czego potrzebujesz by radzic sobie ze swoim bolem.
Powiedz mu nawet czego ma nie robic, co cie zrani. Nie oczekuj ze on sie wszystkiego sam domysli.
W tym mysleniu to faceci niestety troche slabi sa!!!!!
Czasem, gdy wiesz ze dasz rade ...odpusc. Wylimituj te rozmowy, ale i postaraj sie by byly rzadziej, lecz bardziej owocne. Badz szczera z nim i z sama soba. Nie krec, nie klam ze ok, jak nie jest.
Gromadz wasze wspolne dobre wspomnienia, moze kolekcjonuj pamiatki, zdjecia. Dobrze by bylo gdyby on tez chcial to robic. Wspominajcie wasze dobre dni, czas gdy byliscie ze soba szczesliwi. Te wspomnienia sa jak wysepki na oceanie, na ktorych bedziecie mogli sie zatrzymac , gdy bedzie zle.
Z czasem bedzie ich coraz wiecej i przycmia twoje obawy o przeszlosc.
Dla pocieszenia dodam ze z tego co wiem to moja kolezanka i jej maz kiedys klocili sie znacznie czesciej. Niemal codziennie. Z powodow niby banalnych..ona gdzies w jakims filmie uslyszal imie jego bylej dziewczyny, nadchodzil sylwester, itp. Teraz juz ja to tak nie rusza. Czas troche leczy rany.

Te byle znikna i zbledna jak nikomu do niczego nie potrzebne cienie, do ktorych nikt juz nie chce wracac ani sie nimi zajmowac. W natloku waszych wspolnych spraw i wspolnych zajec dla nich nie bedzie dla nich miejsca.

Jesli dla dla ciebie tak wazne sa wspomnienia z kontaktow sexualnych to postaraj sie byscie i tu mieli jak najwieksza liczbe milych, niezapomnianych chwil. Zorganizuj nietypowy wieczor, moze niech on czyms cie zaskoczy.
Doceniaj jego starania, nawet jesli okaza sie troche nieporadne. Doceniaj sama siebie.
Razem walczcie o wasz zwiazek, rozmawiajcie, a moze uda wam sie to jakos przetrwac.
Zycze szczescia...i cierpliwosci...beda potrzebne.

Dziękuje Ewo za dobre rady, jak także innym Paniom:) Oczywiście mamy mnośtwo wspolnych wspomnien, jestem jego pierwsza powazna dziewczyną, ale jak wspominalam mi chodzilo o tą cielesnosc. Nie o uczucia do innej, bo wiem ze nie kochal. Oto ze ktos kiedys byl z nim blisko.
I chyba jest w tym jakas prawda Ewo, że nie ma sensu na sile zmieniac nie pogladow a raczej wartości. Dla mnie wartoscią bylo to zeby to było nasze i tylko nasze. Niestety,wyszlo troche inaczej, jednak nadal to pozostanie moja wartoscią. Dla niego moge jedynie to zaakcpetowac z milosci do niego, bo naprawde bardzo mocno go kocham.
Wiem ze mu sie podobam, wiem ze darzy mnie uczuciem, cierpie/cierpialam ze inna kobieta dala mu rozkosz. Tylko tyle. Nie zastanawiam sie czy byla lepsza, wiem ze nie byla, ale ze po prostu czul ja tak mocno... Dla mnie seks to pewna wartosc i faktycznie nie ma co walczyc z tym na sile.Jedynie akcpetacja i zrozumienie dlaczego tak sie stało.
Nie jestem z nim wbrew woli, moge powiedziec ze to jedyny mankament tego zwiazku ta cala przeszlosc, wiec wiem ze zalowalabym gdybym odeszla, cierpiala podwojnie z powodu rozstania i tego ze i tak Moj ukochany kiedys kogos tam dotykal. Nie przestalabym go kochac, stad ten watek, te moje starania.

To nie jest proste i nie zmieni sie z dnia na dzien, ale bol mam nadzieje bedzie przygasał az zostanie gdzies daleko za mną. To jest przeszlosc,poczula lecz juz nie poczuje, to juz nie istnieje,tego juz nie ma. Sztuka jest teraz tak wspominac zycie ,aby nie wspominac jej. Nabrac dystansu do ich zblizenia, nie traktowac tego jako najgorszy koszmar (a snilo mi sie to nie raz) lecz jako fakt z przeszlosci. On jest bardzo atrakcyjny i tak ciesze sie ,ze nie bylo tego wiecej.
Co do wieczorkow, czesto inicjujemy takie, juz od naszych poczatkow, niestety bywalo tak ze musialam przeganiac mysli ,bo przypominalo mi sie co opowiadal.

Mam nadzieje ze mi sie uda! Z waszych mysli mozna napisac pożadna ksiazke na ten temat:)

112

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Bardzo dobre wnioski smile


Salami napisał/a:

I słodziutko, nie neguję tego- ale przyznasz sama, że bycie TA PIERWSZĄ i jedyną jest marzeniem każdej kobiety tongue

Przepraszam ale to bzdura wink W życiu nie chciałabym być tą pierwszą mojego mężczyzny wink


ewka z drzewka napisał/a:

Ale tak powaznie to wlasnie chodzi o to by zadne z nich nie musialo samym soba pogardzac i nosic winny do konca zycia, lecz by razem postarali sie niesc "brzemie" swoich odmiennych wyborow.

Ewka, chodzi mi tylko o to, że czas zrozumieć, że kilkurazowy seks to nie "brzemię", które trzeba nieść całe życie. To zupełnie normalne doświadczenie. Im częściej autorka będzie sobie mówić "ok, ok, zrobił straszny, straszliwy błąd ale JA mu WYBACZĘ bo tak mocno go KOCHAM" - tym bardziej podświadomie będzie go piętnować za to, że zrobił coś zupełnie naturalnego. Coś, co nie było wymierzone przeciwko niej. Coś, co dało mu naturalną, wspaniałą przyjemność.

Nie jestem fanką ideologii, według których musimy pokutować za jakieś grzechy, głupotą jest dla mnie biczowanie się za swoją cielesność w imię wartości, które niewiele mają wspólnego z prawdziwym życiem.
Oczywiście - w pełni rozumiem decyzje niektórych o pełnej czystości przed ślubem, o możliwości związku jedynie z dziewicą/prawiczkiem. Nie rozumiem jednak osób, które świadomie, podkreślę - ŚWIADOMIE - podejmują decyzję na wejście w związek, następnie obwiniając partnera o to, kim był wcześniej i co wcześniej robił. Jest to dla mnie mniej więcej tak samo dojrzałe jak piętnowanie kogoś ze względu na kolor jego skóry - to TY SAM wybierasz czy chcesz mieć z tą osobą kontakt i czy chcesz z nią przebywać. A druga osoba ma do końca życia posypywać głowę popiołem - bo przecież przeszłości - podobnie jak koloru skóry - nie zmieni.

113

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Wiem ze mu sie podobam, wiem ze darzy mnie uczuciem, cierpie/cierpialam ze inna kobieta dala mu rozkosz. Tylko tyle. Nie zastanawiam sie czy byla lepsza, wiem ze nie byla, ale ze po prostu czul ja tak mocno... Dla mnie seks to pewna wartosc i faktycznie nie ma co walczyc z tym na sile.Jedynie akcpetacja i zrozumienie dlaczego tak sie stało.
Nie jestem z nim wbrew woli, moge powiedziec ze to jedyny mankament tego zwiazku ta cala przeszlosc, wiec wiem ze zalowalabym gdybym odeszla, cierpiala podwojnie z powodu rozstania i tego ze i tak Moj ukochany kiedys kogos tam dotykal. Nie przestalabym go kochac, stad ten watek, te moje starania.

Sztuka jest teraz tak wspominac zycie ,aby nie wspominac jej. Nabrac dystansu do ich zblizenia, nie traktowac tego jako najgorszy koszmar (a snilo mi sie to nie raz) lecz jako fakt z przeszlosci. On jest bardzo atrakcyjny i tak ciesze sie ,ze nie bylo tego wiecej.
Co do wieczorkow, czesto inicjujemy takie, juz od naszych poczatkow, niestety bywalo tak ze musialam przeganiac mysli ,bo przypominalo mi sie co opowiadal.

Mam nadzieje ze mi sie uda! Z waszych mysli mozna napisac pożadna ksiazke na ten temat:)

Jaka rozkosz, dziewczyno?!
To ty nie wiesz ze jest solidna roznica w seksie z kims kogo naprawde sie kocha, a uprawianiem sexu z jakas tam osoba z przypadku na pare chwil?
Roznica jest taka jak miedzy jedzenie suchego chleba, a ulubionego dania.
Kochanie sie z drugim czlowiekiem odbywa sie nie tylko na poziomie ciala i jest jakims tam wynikiem technik, lecz przede wszystkim odbywa sie w naszych mozgach, na poziomie naszych uczuc.
Dlatego ludzie, ktorzy szukaja "rozkoszy" z roznymi osobami, uprawiaja sex bez zobowiazan, secjalizuja sie w technikach, itp....zawsze wydawali mi sie jakimis szczegolnymi idiotami!!!!!
Rownie dobrze zamiast uprawiac sex z jakas tam osoba mogliby podobny efekt uzyskac uzywajac wlasnej reki czy wibratora. 
Bo to tylko sex na poziomie ciala, ktory nie wyplywa z naszej duszy, z naszych mozgow!
Po prostu jest zwyklym zaspokojeniem potrzeb ciala, takim samym jak pojscie do toalety na kupe czy wysmarkanie nosa, gdy chce ci sie kichnac.

Moj sex z moim niedoswiadczonym( dla niektorych  "doswiadczonych" nieporadnym) mezem prawiczkiem nie oddalabym za tysiace "rozkoszy" z najlepszymi kochankami swiata!
Ich wymysle techniki majace na celu sprawienie fizycznej "rozkoszy"- no bez jaj.....smiech na sali!!!

Warto experymentowac, bawic sie sexem, ale tylko wtedy gdy wszystko co sie robi wyplywa z milosci.
W seksie najwazniejsza jest milosc, poczucie jednosci, bycia tylko dla siebie w sensie duchowym.
Tylko wowczas sex przestaje byc na poziomie ciala, a nasze mozgi daja nam poczucie prawdziwego spelnienia, prawdziwej rozkoszy, prawdziwego bycia razem.

Nie wiem czy to dobrze wyjasnilam i czy ty zrozumiesz o co mi chodzi.
W kazdym razie rzecz w tym ze jesli on naprawde cie kocha i ty go naprawde kochasz to tego co razem przezywacie nie mozna w zaden sposob przyrownac do jego sexu z innymi kobietami. Rownie dobrze moglby to robic reka. To ze on czul ja tak mocno to juz chyba tylko twoja wyobraznia.
Nie wiem, ale mam wrazenie ze chyba przekladasz wlasne uczucia do niego na to co on mialby niby czuc do tej kobiety.

114 Ostatnio edytowany przez pannica90 (2013-02-12 12:29:44)

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pennylane napisał/a:

Coś, co nie było wymierzone przeciwko niej. Coś, co dało mu naturalną, wspaniałą przyjemność.

Ewa ma całkowitą rację. Sam chłopak powiedzial mi ze ten seks byl kiepski, ze to jest nie do porownania do seksu z miloscia i nie dal mu satysfakcji. ze to bylo jak zaspokojenie sie, stad wiem ze nawet nie calowali sie przy tym,bo nic do siebie nie czuli.Sam wspominal to jako bardzo nieudany seks,jako w pewnym sensie porażkę i cos czego sie wstydzi, wtedy nie zalowal bo mnienie znal, dzis zaluje dlatego bo nie bylo to warte zachodu i wiadomo ze gdyby wiedzial o mnie ,wstrzymaby sie. Nie dlatego ze zeby nie bylo mi przykro, choc to na pewno tez, ale dltaego ze po prostu ten seks byl nic niewarty. Na marginesie dziwie sie tylko ze skoro nie dawal mu satysfakcji zrobili to 3razy ,ale mowil ze byl ciekawy czy bedzie inaczej, byl juz starszy potrzebowal sie zaspokoic a nie trafil na ukochana osobe.

Ja cierpię TYLKO Z POWODU ICH CIELESNOŚCI. nie uczuc, bo ich nie bylo, to ze zblizyli sie do siebie, tak jak mozna byc bardzo blisko z innym czlowiekiem.

dodam jeszcze to, być moze jestem uparta jak osioł. I jak znajdziecie mi na to jakis argument,rade bede wdzieczna moje mądre Panie. Otóż pytanie brzmi:Jak cieszyc cielesnoscia ukochanej osoby wiedząc że wczesniej ta osoba byla blisko z inną? jak to docenic? abstrahujac od uczuc ktorych jestem swiadoma. Wiem ze uczucia powinny mi wystarczyc ale jednak....

115

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pennylane napisał/a:
ewka z drzewka napisał/a:

Ale tak powaznie to wlasnie chodzi o to by zadne z nich nie musialo samym soba pogardzac i nosic winny do konca zycia, lecz by razem postarali sie niesc "brzemie" swoich odmiennych wyborow.

Ewka, chodzi mi tylko o to, że czas zrozumieć, że kilkurazowy seks to nie "brzemię", które trzeba nieść całe życie. To zupełnie normalne doświadczenie. Im częściej autorka będzie sobie mówić "ok, ok, zrobił straszny, straszliwy błąd ale JA mu WYBACZĘ bo tak mocno go KOCHAM" - tym bardziej podświadomie będzie go piętnować za to, że zrobił coś zupełnie naturalnego. Coś, co nie było wymierzone przeciwko niej. Coś, co dało mu naturalną, wspaniałą przyjemność.

Nie jestem fanką ideologii, według których musimy pokutować za jakieś grzechy, głupotą jest dla mnie biczowanie się za swoją cielesność w imię wartości, które niewiele mają wspólnego z prawdziwym życiem.
Oczywiście - w pełni rozumiem decyzje niektórych o pełnej czystości przed ślubem, o możliwości związku jedynie z dziewicą/prawiczkiem. Nie rozumiem jednak osób, które świadomie, podkreślę - ŚWIADOMIE - podejmują decyzję na wejście w związek, następnie obwiniając partnera o to, kim był wcześniej i co wcześniej robił. Jest to dla mnie mniej więcej tak samo dojrzałe jak piętnowanie kogoś ze względu na kolor jego skóry - to TY SAM wybierasz czy chcesz mieć z tą osobą kontakt i czy chcesz z nią przebywać. A druga osoba ma do końca życia posypywać głowę popiołem - bo przecież przeszłości - podobnie jak koloru skóry - nie zmieni.

Sluchaj dla ciebie kilkurazowy sex nie jest brzemieniem, ale dla niej czy dla mnie jest. Dla ciebie uprawianie sexu z kilkoma osobami jest zupelnie naturalne, ale dla mnie sex bez zobowiazan nie jest normalny.
To kwestia wrazliwosci, systemu wartosci, pogladow itp. Jak juz wczesniej mowilam nie ma jednej czystej dobrej ideologii.....kazdy wybiera taka jaka mu pasuje i wedlug niej zyje.
Mnie sie zyje z moimi pogladami swietnie, bo trafilam na kogos kto je ze mna dzieli. Ty pewnie tez zyjesz z kims kto skolei dzieli twoje poglady i system wartosci i tez jest ok.
Niestety nie wszyscy maja na tyle szczescia by trafic na spokojne wody i partnera idealnego dla siebie. Czasem zycie tworzy najbardziej dziwaczne pary i burzliwe zwiaki. Lecz jesli te pary laczy prawdziwa milosc to dadza rade znalezc wspolny jezyk i po prostu sie kochac, jesli nie ...to trudno

Obwiniasz ja za to ze SWIADOMIE podjela decyzje o wejsciu w ten zwiazek, a teraz sie meczy, lecz zapominasz ze to byla tez jego SWIADOMA decyzja!
On tez z pelna swiadomoscia wszedl w kontakt z kims o kim wiedzial ze nie bedzie potrafil radzic sobie z jego przeszloscia.
Przeciez mogl sie odwrocic na piecie i odejsc! Znalesc sobie osobe, ktora nie mialaby takich oporow! Prawda?Przeciez on tez jest doroslym czlowiekiem ...czyz nie?
Nie zwalaj na nia calej winy! W tym momencie wyrazasz jedynie swoje poglady, odbierajac jej prawo do posiadania pogladow wlasnych.
Nie kaz jej przez cale zycie posypywac glowy popiolem, bo ma inna poglady niz on czy ty, odmienny system wartosci i jest jej zle z ta jego przeszloscia.
Ten problem roznic miedzy nimi jest teraz ich wspolnym problemem. Wspolnie z nim musza sobie radzic, bo OBOJE SWIADOMIE weszli w zwiazek, w ktorym wiedzieli ze bedzie z nim problem.

116

Odp: problem z akceptacją tego co było...
ewka z drzewka napisał/a:
pennylane napisał/a:
ewka z drzewka napisał/a:

Ale tak powaznie to wlasnie chodzi o to by zadne z nich nie musialo samym soba pogardzac i nosic winny do konca zycia, lecz by razem postarali sie niesc "brzemie" swoich odmiennych wyborow.

Ewka, chodzi mi tylko o to, że czas zrozumieć, że kilkurazowy seks to nie "brzemię", które trzeba nieść całe życie. To zupełnie normalne doświadczenie. Im częściej autorka będzie sobie mówić "ok, ok, zrobił straszny, straszliwy błąd ale JA mu WYBACZĘ bo tak mocno go KOCHAM" - tym bardziej podświadomie będzie go piętnować za to, że zrobił coś zupełnie naturalnego. Coś, co nie było wymierzone przeciwko niej. Coś, co dało mu naturalną, wspaniałą przyjemność.

Nie jestem fanką ideologii, według których musimy pokutować za jakieś grzechy, głupotą jest dla mnie biczowanie się za swoją cielesność w imię wartości, które niewiele mają wspólnego z prawdziwym życiem.
Oczywiście - w pełni rozumiem decyzje niektórych o pełnej czystości przed ślubem, o możliwości związku jedynie z dziewicą/prawiczkiem. Nie rozumiem jednak osób, które świadomie, podkreślę - ŚWIADOMIE - podejmują decyzję na wejście w związek, następnie obwiniając partnera o to, kim był wcześniej i co wcześniej robił. Jest to dla mnie mniej więcej tak samo dojrzałe jak piętnowanie kogoś ze względu na kolor jego skóry - to TY SAM wybierasz czy chcesz mieć z tą osobą kontakt i czy chcesz z nią przebywać. A druga osoba ma do końca życia posypywać głowę popiołem - bo przecież przeszłości - podobnie jak koloru skóry - nie zmieni.

Sluchaj dla ciebie kilkurazowy sex nie jest brzemieniem, ale dla niej czy dla mnie jest. Dla ciebie uprawianie sexu z kilkoma osobami jest zupelnie naturalne, ale dla mnie sex bez zobowiazan nie jest normalny.
To kwestia wrazliwosci, systemu wartosci, pogladow itp. Jak juz wczesniej mowilam nie ma jednej czystej dobrej ideologii.....kazdy wybiera taka jaka mu pasuje i wedlug niej zyje.
Mnie sie zyje z moimi pogladami swietnie, bo trafilam na kogos kto je ze mna dzieli. Ty pewnie tez zyjesz z kims kto skolei dzieli twoje poglady i system wartosci i tez jest ok.
Niestety nie wszyscy maja na tyle szczescia by trafic na spokojne wody i partnera idealnego dla siebie. Czasem zycie tworzy najbardziej dziwaczne pary i burzliwe zwiaki. Lecz jesli te pary laczy prawdziwa milosc to dadza rade znalezc wspolny jezyk i po prostu sie kochac, jesli nie ...to trudno

Obwiniasz ja za to ze SWIADOMIE podjela decyzje o wejsciu w ten zwiazek, a teraz sie meczy, lecz zapominasz ze to byla tez jego SWIADOMA decyzja!
On tez z pelna swiadomoscia wszedl w kontakt z kims o kim wiedzial ze nie bedzie potrafil radzic sobie z jego przeszloscia.
Przeciez mogl sie odwrocic na piecie i odejsc! Znalesc sobie osobe, ktora nie mialaby takich oporow! Prawda?Przeciez on tez jest doroslym czlowiekiem ...czyz nie?
Nie zwalaj na nia calej winy! W tym momencie wyrazasz jedynie swoje poglady, odbierajac jej prawo do posiadania pogladow wlasnych.
Nie kaz jej przez cale zycie posypywac glowy popiolem, bo ma inna poglady niz on czy ty, odmienny system wartosci i jest jej zle z ta jego przeszloscia.
Ten problem roznic miedzy nimi jest teraz ich wspolnym problemem. Wspolnie z nim musza sobie radzic, bo OBOJE SWIADOMIE weszli w zwiazek, w ktorym wiedzieli ze bedzie z nim problem.

tak,on wiedzial ze jestem przeciwna takiemu seksowi...

117

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:
pennylane napisał/a:

Coś, co nie było wymierzone przeciwko niej. Coś, co dało mu naturalną, wspaniałą przyjemność.

Ewa ma całkowitą rację. Sam chłopak powiedzial mi ze ten seks byl kiepski, ze to jest nie do porownania do seksu z miloscia i nie dal mu satysfakcji. ze to bylo jak zaspokojenie sie, stad wiem ze nawet nie calowali sie przy tym,bo nic do siebie nie czuli.Sam wspominal to jako bardzo nieudany seks,jako w pewnym sensie porażkę i cos czego sie wstydzi, wtedy nie zalowal bo mnienie znal, dzis zaluje dlatego bo nie bylo to warte zachodu i wiadomo ze gdyby wiedzial o mnie ,wstrzymaby sie. Nie dlatego ze zeby nie bylo mi przykro, choc to na pewno tez, ale dltaego ze po prostu ten seks byl nic niewarty. Na marginesie dziwie sie tylko ze skoro nie dawal mu satysfakcji zrobili to 3razy ,ale mowil ze byl ciekawy czy bedzie inaczej, byl juz starszy potrzebowal sie zaspokoic a nie trafil na ukochana osobe.

Ja cierpię TYLKO Z POWODU ICH CIELESNOŚCI. nie uczuc, bo ich nie bylo, to ze zblizyli sie do siebie, tak jak mozna byc bardzo blisko z innym czlowiekiem.

dodam jeszcze to, być moze jestem uparta jak osioł. I jak znajdziecie mi na to jakis argument,rade bede wdzieczna moje mądre Panie. Otóż pytanie brzmi:Jak cieszyc cielesnoscia ukochanej osoby wiedząc że wczesniej ta osoba byla blisko z inną? jak to docenic? abstrahujac od uczuc ktorych jestem swiadoma. Wiem ze uczucia powinny mi wystarczyc ale jednak....

Jesli w jakims punkcje nie chcesz jego bliskosci lub sprawia ci ona bol to nie zmuszaj sie do niej.
Ta ich cielesnosc cie boli, bo jesli myslisz tak jak ja to jego cialo, nalezy nie tylko do niego samego, ale tez do ciebie. Jego cialo jest dopelnieniem twojego ciala, wiec jesli on to cialo troche wytarl, pokiereszowal, narobil w nim ran, oddal na chwile komus kto nie byl go wart, to boli tak samo jakby bolalo cie twoje wlasne cialo.
On jest twoja miloscia, ty jego. Twoje cialo jest jego cialem, jego cialo jest twoim cialem. Razem tworzycie to przyslowiowe cale jablko. Czy ja dobrze to odbieram czy tylko przez siebie?
Ale czas leczy rany...
Moze sprobowalibyscie troche od siebie odpoczac, odpoczac od sexu, od wlasnej cielesnosci.
Cieszyc sie wspolnymi chwilami, swiadomie rezygnujac z fizycznej bliskosci....moze tydzien moze dwa...moze dluzej po to by za soba zatesknic. Cieszyc sie kazdym nawet najmniejszym dotykiem, nawet tym najdrobniejszy dotykiem dloni czy przelotnymem calusem w policzek.
Wiem ze to moze byc trudne, moze on nie bedzie mial na ten chwilowy dystans ochoty, ale czasem jest skuteczne...

118

Odp: problem z akceptacją tego co było...

chodzi o to ze ja uwielbiam jego bliskosc, kocham to uczucie dlatego tym bardziej mnie to boli ze byl blisko z inna. ja tez tak pojmuje milosc jako polaczenie dwoch polowek i ciezko mi z tym ze moja polowka byla polaczona z inna, nie uczuciowo lecz fizycznie ,choc podczas seksu nawet z obca osoba sa jakies emocje, niejest to proznia... moze jestem zbyt roamntyczna ale czym byla by milosc ,taka goraca, silna bez wznioslych uczuc... dlatego cierpie z tego powodu. akurat mamy czasem takie okresy kiedy on wiecej pracuje wiec mamy kiedy zatesknic i to na pewno nie jest lekarstwem na to co czuję...

119 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-02-12 16:15:01)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Ewka z drzewka...

Co ma sex w mlodosci z wartosciami i pogladami?
Sex to sex, rozrywka, a nie obrzed koscielny i wzniosle czyny.

I o jakich karach i winach tu piszesz???
Nikt nic nikomu nie zrobil.
Cialo do ciala itd. no brak slow, poprostu straszne.

A co do tematu to nie chciala bym prawiczka, po co?
Martwila bym sie bardziej tym, ze go skusi sprobowac jak to jest z inna i wtedy mozna by bylo prowadzic te cale dyskusje.

Post został edytowany ze względu na naruszenie regulaminu

120

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Doonna napisał/a:

Ewka z drzewka...

Co ma sex w mlodosci z wartosciami i pogladami?
Sex to sex, rozrywka, a nie obrzed koscielny i wzniosle czyny.

I o jakich karach i winach tu piszesz???
Nikt nic nikomu nie zrobil.
Cialo do ciala itd. no brak slow, poprostu straszne.

A co do tematu to nie chciala bym prawiczka, po co?
Martwila bym sie bardziej tym, ze go skusi sprobowac jak to jest z inna i wtedy mozna by bylo prowadzic te cale dyskusje.

Post został edytowany ze względu na naruszenie regulaminu

Stapasz mocno po ziemi , to dobrze. Ale czy mezczyzna ktory to zrobil raz kiedys i nieudolnie, moze byc slepy na inne kobiety? raczej nie wiec jezeli pokusa bylaby na tyle silna w przyszlosci , to i nieprawiczek moze tak samo ulec. Moim zdaniem to co zrobil wczesniej niczego nie wnioslo, a jak widac zaszkodzilo w przyszlosci

121

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannico, na wierność nie ma żadnej recepty. Ani prawiczek, ani doświadczony facet tego Ci nie zagwarantuje.
Myślę, że jakies tam błędy młodości (bo tak można je nazwać u Twojego faceta), które nie miały nic wspólnego z uczuciami, a tym bardziej długoletnimi związkami, nie powinny negatywnie wpłynąć ani na niego, ani na Ciebie.
Jak pobędziecie dłużej razem, jak poznasz czym na prawdę jest miłość w związku(że to nie tylko "ciało do ciała"), że nie można traktować drugiej osoby przedmiotowo "jako swojej własności"...to zrozumiesz że to Ty jesteś tą którą kocha, i z która chce zaznać tej prawdziwej ... podsycanej prawdziwym uczuciem bliskości.

122

Odp: problem z akceptacją tego co było...
Margolinka napisał/a:

Pannico, na wierność nie ma żadnej recepty. Ani prawiczek, ani doświadczony facet tego Ci nie zagwarantuje.
Myślę, że jakies tam błędy młodości (bo tak można je nazwać u Twojego faceta), które nie miały nic wspólnego z uczuciami, a tym bardziej długoletnimi związkami, nie powinny negatywnie wpłynąć ani na niego, ani na Ciebie.
Jak pobędziecie dłużej razem, jak poznasz czym na prawdę jest miłość w związku(że to nie tylko "ciało do ciała"), że nie można traktować drugiej osoby przedmiotowo "jako swojej własności"...to zrozumiesz że to Ty jesteś tą którą kocha, i z która chce zaznać tej prawdziwej ... podsycanej prawdziwym uczuciem bliskości.

Dokładnie. No i to prawda, pomyśl czym dla Twojego faceta może być seks z Tobą, osobą, którą kocha. Na pewno nie może równać się do tego seksu z przeszłości. A bycie prawiczkiem czy niebycie nim nie gwarantuje wierności, tak samo z dziewicą czy nie dziewicą, wszystko zależy od charakterów, od tego czy komuś zależy.

123

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Margolinko, dla mnie sa dwie formy bliskosci, forma duchowa i forma cielesna, i jedna i druga sa dla mnie bardzo istotne. Dla mnie Ich nie mozna rozdzielic...dlatego cierpie ze ktos czerpal satysfakcje  z bliskosci z moim mezczyzna.

124

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Margolinko, dla mnie sa dwie formy bliskosci, forma duchowa i forma cielesna, i jedna i druga sa dla mnie bardzo istotne. Dla mnie Ich nie mozna rozdzielic...dlatego cierpie ze ktos czerpal satysfakcje  z bliskosci z moim mezczyzna.

Pannico, jeśli tak bardzo będziesz to przeżywać, jeśli nie będziesz potrafiła zmienić swojego podejścia do tej sytuacji, to chyba najlepszym wyjściem będzie zmiana partnera, na takiego który będzie na równi z Tobą przeżywał "bliskość duchową i cielesną". Zastanów się nad tym poważnie. Czy na prawdę ważniejsza jest jakąś tam dziewczyna z przeszłości, czy Wasze obecne wspólne życie. Te dwie sprawy nie maja nic wspólnego ze sobą. Łączenie ich nic dobrego Wam nie przyniesie.

125

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Moim zdaniem jest to cos wspolnego- ten sam mezczyzna. chce zyc po prostu spokojnie, nie wahajac sie, nie umiem tak calkowcie olac przeszlosci. nie wiem czy bedac z kims powinno sie calkowcie zlekcewazyc przeszlosc tej osoby? czy wybierac wygodne momenty? czy ktos moze robic wszystko do momentu kiedy spotka tą jedna osobe i wtedy przeszlosc sie nie liczy?

126 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-02-12 14:54:27)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannico, MUSISZ(jeśli chcesz z nim być) olać tą przeszłość, bo ona nie jest Twoja(dojdziesz do tego najprędzej w drodze terapii). Jest jego i on już jej nie zmieni. NIE ZNAŁ CIE WTEDY. To jego osobista sprawa co wtedy robił. Na prawdę nie powinno Cie to interesować. To nie dotyczyło i nie dotyczy nadal Ciebie. Nie zrobił tego Tobie na złość, po to aby Cię skrzywdzić i abyś cierpiała. Nie zdradził Cię. NIE ZNAŁ CIĘ!!!
Powiedz mi jedno, jaki masz pomysł na "spokojne życie"?
Co by Ci je w tej chwili to zagwarantowało?
Co on miałby zrobić, abyś poczuła się lepiej?

Cofnąć czas?
Jeszcze raz się urodzić?
A może dać się sklonować?
No pomyśl...

Czy jest jakiś racjonalny pomysł na to, aby było dobrze według Ciebie?

Jeśli nie będziesz w stanie tego przezwyciężyć, to prędzej czy później się rozstaniecie.
Ani Ty nie wytrzymasz swoich obaw i lęków, ani on nie wytrzyma.
Pomimo tego że się kochacie, brak zaufania i bliskości będzie miał swoje skutki.

127 Ostatnio edytowany przez Doonna (2013-02-12 15:09:04)

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Pannica w przyszlosci Ci to nie zaszkodzi, kiedys inaczej na to spojrzysz:)

To nie prawda ze pierwszy raz jest tak wyjatkowy, moze dla wielu kobiet, ale dla facetow absolutnie nie ma znaczenia, wierz mi, mieszkalam w internacie z 77 chlopakami:D
Ten pierwszy raz dla nich to tylko najczesciej jakas nieudana, smieszna proba.
Gdyby nie Ty, to on napewno nawet przez sekunde nie myslal by o tym, to Ty to napedzasz, te wspomnienia, a po co?
Ty tego nie chcesz, a dla niego moglo by to nie istniec, wiec nie mysl o tym.
Teraz jest z Toba i jest super, dla niego nic innego nie istnieje, a Ty sie zadreczasz.

I badz pewna, ze mozna zyc nie pamietajac o przeszlosci, bo ona nie istnieje, nie ma jej.
Wasza przeszlosc sie zaczyna od dnia waszego zwiazku.
Rozumiem gdyby mial dziecko z inna, albo jakies chorobsko na pamiatke to owszem, mozna sie oburzac, ale ze sie zabawial z dziewczynami to normalne.
Ty nic nie robilas z chlopakami zanim go poznalas?

128

Odp: problem z akceptacją tego co było...

Nie tak zaawansowanie jak on. pocalunki głownie.

Margolinko, jak olac przeszlosc kiedy wiele mi sie z tą przeszloscia kojarzy? Konkrety.

129

Odp: problem z akceptacją tego co było...
pannica90 napisał/a:

Nie tak zaawansowanie jak on. pocalunki głownie.

Margolinko, jak olac przeszlosc kiedy wiele mi sie z tą przeszloscia kojarzy? Konkrety.

Pannico... Ty nawet nie musisz tej przeszłości olewać...bo to nie Twoja przeszłość...jej po prostu nie ma...
Nigdy w Twojej głowie jej być nie powinno...Ty tego nie przeżyłaś, nie czułaś, nie widziałaś...
Wiesz jaka jest Twoja przeszłość...? Że jakiś czas temu poznałaś cudownego chłopaka w którym zakochałaś się ze wzajemnością smile Od tamtej chwili rozpoczyna się Wasza wspólna przeszłość smile

130

Odp: problem z akceptacją tego co było...

No widzisz, a co on ma powiedziec?
Calowalas kogos innego, a teraz on ma calowac te same usta?:O

Pomysl, ze czasami pocalunek jest wiecej niz czysty sex.
Pocalunek moze wiazac sie az z uczuciem.
Sex moze byc tylko rozladowaniem potrzeby organizmu.

Posty [ 66 do 130 z 217 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » problem z akceptacją tego co było...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026