Niech to wszystko szlak.......nie zrozumiem go......najpierw złożył pozew rozwodowy a teraz oczy mu się otwarły????!!!!!!!! Po co to wszystko? Jak ja chciałam , żeby wrócił to pisał "nie chcę Cię, nie chcę być z Tobą", a teraz chce naprawiać wszystko??????Znów "utrudnia" mi życie jak zaczęłam stawać na nogi!!!!
Podobne tematy
Posty przeniesione z uwagi na zakładanie 5 różnych wątków na ten sam temat:
Witam Was! Mój dość duży wątek "problemy małżeńskie" pewnie wiele z Was zna. W tym teraz problem, że mąż złożył w styczniu pozew rozwodowy. Jestem po 2 sprawach, które stanęły na niczym, bo nie dogadaliśmy się w sprawie córki.
Teraz chodzi o to, że mąż chce wszystko ratować. Dodam, że ja przez ponad rok chciałam żeby wrócił do domu i żebyśmy tworzyli normalną rodzinę. Teraz kiedy dowiedział się, że poznałam kogoś, chce żebyśmy zaczęli nasze małżeństwo budować od nowa. Jestem w kropce, ponieważ facet, którego poznałam miesiąc temu dość mocno się zaangażował w znajomość ze mną, sam jest "po przejściach" i chciałby ułożyć sobie życie na nowo.
Nie wiem totalnie co mam zrobić. Nasze rodziny są skłócone przez to co działo się między nami, padło wiele niepotrzebnych słów. Nie wiem jak miało by wyglądać nasze "zejście się" , chociażby w świetle tego, że moja rodzina twierdzi, że on nie jest mnie wart, a jego nie mam pojęcia co mówi na mój temat, w każdym razie nikt nie odzywa się do mnie. Mąż jest typem faceta, który często kłamie, ma przede mną tajemnice itp. twierdzi, że nie mówił mi o niektórych sytuacjach (chociażby tajemnicze telefony , smsy od kobiet), żeby mnie nie denerwować. Teraz uważa , że by to naprawił, zmienił...a ja mam mnóstwo obaw. Mam 31 lat i nie wiem co zrobić? Jakieś 2-3 miesiące temu przyjęłabym go z otwartymi ramionami, a teraz mam mnóstwo wątpliwości. Co mam zrobić?? Piszcie proszę cokolwiek!!!
Droga Liwio,
Wydaje mi się, że twój nowy "związek" ma ogromny wpływ na zachowanie twojego prawie byłego męża. Więc zastanów się czy warto z tego rezygnować i wracać na "stare śmieci"? Teraz mówi, że się zmieni a jeszcze jakiś czas temu miał odmienne zdanie...czy mówi prawdę a może znów cię oszukuje? Co jak wrócisz a on znów zmieni zdanie bo wg niego nie dasz mu tego czego on chce...masz tyle siły by w razie czego przechodzić znów przez to wszystko? Moim zdaniem za wiele wycierpiałaś by znów ryzykować, musisz zdać sobie też sprawę z tego, że będzie ci bardzo trudno mu zaufać (o ile wogóle zaufasz), wiecznie będziesz miała wątpliwości czy mówi prawdę i wydaje mi się, że będziesz żyła w niepewności. Nie wiem czy warto siebie tak katować zbyt wiele jest spraw, które wpłyną na wasze relacje. Będzie coś ukrywał by cię nie denerwować? Dostanie smsa lub ktoś zadzwoni i jak będziesz reagować? Co będziesz sobie wtedy myśleć..to za wiele. Moim zdaniem jeśli zaczęłaś już coś nowego będziesz na tyle silna by nie ulegać emocjom i zaknąć tamten etap twojego życia. Oczywiście zrobisz co zechcesz, ale miej na uwadze swoje szczęście. Czy będziesz mogła być jeszcze z nim szczęśliwa po tym wszystkim? Skoro on zrobił pierwszy krok ty powinnaś zrobić następny a jaki on będzie decyzja należy do ciebie. Wiem, że to trudne ale wiedz, że nie jesteś sama. A jeśli twój nowy partner zna dokładnie co czujesz i myślisz to może ci pomóc to przejść, tylko pozwól sobie na tę pomoc. Wsparcie drugiej osoby jest bezcenne. I zadaj sobie pytanie: Czy jeśli wrócisz do byłego męża będziesz potrafiła żyć normalnie bez żadnych podejrzeń? I czy będziesz miała siłę przejść znów tyle jeśli wam nie wyjdzie, albo jak on za jakiś czas zmieni zdanie? Życzę powodzenia i wiem, że podejmiesz właściwą decyzję bo jesteś silną i mądrą kobietą.
329 2010-08-07 19:57:05 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-08-07 23:16:27)
Dziękuję beti-xanax, że masz jeszcze chęć wypowiadać się na ten mój "oklepany" temat.
Motam się strasznie w podjęciu tej decyzji. Z jednej strony chciałabym spróbować z mężem, ale zwyczajnie boję się, że któregoś dnia nie będę miała nastroju, albo będę zmęczona, a on mi powie, że faktycznie się nie zmieniłam i znów zostawi wszystko i pójdzie. Przecież jesteśmy oboje dorosłymi ludźmi, a nie małolatami. Mamy dziecko. Założyliśmy rodzinę z miłości, a nie z głupoty. A ja myślę, że trzeba być odpowiedzialnym za swoje decyzje.
Teraz chciałabym deklaracji z jego strony-że będzie dobrze i będziemy razem zawsze na dobre i na złe, jak kiedyś sobie przysięgaliśmy. Jednak wiem , że on nie może mi tego obiecać, albo nie chce, żeby zostawić sobie otwartą furtkę. Potrzebuje w związku poczucia bezpieczeństwa i jest to dla mnie ogromnie ważne. Nie wiem czy dam radę mu znów zaufać i wierzyć w to co mówi czy robi. Twierdzi, że już nie kłamie, że jest fair, bo zrozumiał, ale jakoś trudno mi w to wszystko uwierzyć.
Nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki. To moje zdanie.
No cóż, szczerze Liwio to masz ogromny problem. Co do wiary, to wątpię, że mu zaufasz czy uwierzysz w to co mówi. Gdzieś zawsze w środku będziesz miała poczucie niepewności, nawet nieświadomie będą ci się rodziły podejrzenia. To będzie bardzo okropne uczucie i nie wiadomo za ile (o ile wogóle) ci minie. Czy jesteś w stanie sobie z tym poradzić? No cóż faktem jest, że dwa razy do tej samen rzeki się nie wchodzi, ale zdarza się, że ktoś spróbuje i mu wychodzi, niestety są to nieliczne przypadki i niewiadomo jak byłoby z wami. Daj znać na jakim jesteś etapie, czy podjęłaś jakąś decyzję. Obojętnie jaka ona nie będzie ważne by była twoja i nie działaj pod wpływem impulsu. Przemyśl to bardzo głęboko wzdłuż i wszerz...Wybierz to co dla ciebie będzię najlepsze. I nie pozwól się już krzywdzić dłużej.Pozdrawiam.
Właśnie obawiam się o własne podejrzenia wobec męża. Nie mogę uwierzyć w to, że on się zmienił/zmieni. Od kiedy pamiętam wciąż były w naszym życiu kłamstwa większe i mniejsze kłamstewka. Może zdarzyć się tak, że na jakiś czas zmieni swoje zachowanie, a po jakimś czasie znów pokaże swoją "prawdziwą" twarz. Myślę, że gdyby zależało mu tak bardzo na odzyskaniu tego co stracił to dawno pozew by wycofał, spróbował przeprosić, tych, których skrzywdził w mojej rodzinie, a przede wszystkim starał by się z całych sił naprawiać relacje ze mną. Ale on znów oczekuje, żebym to ja podjęła decyzję mówiąc "Wracaj do mnie". Już raz tak zrobiłam, to usłyszałam po trzech dniach, że "chciałaś to wróciłem". Nie chcę już nigdy tak cierpieć jak wtedy, więc chciałabym żeby choć raz zachował się jak dojrzały facet i sam wziął na swoje barki odpowiedzialność i podjął decyzję. Znając go to tego nie zrobi, bo nie miałaby wtedy na kogo "zwalić", gdyby nie wyszło. Z resztą zawsze ja wszystkiemu byłam winna jego zdaniem.
Postanowiłam więc, że nie ma sensu wbijanie mu do głowy tego, że stracił rodzinę, że jeszcze go kocham. Myślę, że jeśli on pewnych rzeczy nie zrozumie to już nic z tego nie wyjdzie. Mam wrażenie, że on z jednej strony próbowałby wszystko naprawiać, ale z drugiej podoba mu się takie życie jakie prowadzi teraz. Najlepiej jakby jeszcze 2-3 razy przyszedł do mnie w tygodniu na kawkę i seks i to w ogóle było by dla niego świetnym rozwiązaniem
Witaj Liwia,
coz Ci moge powiedziec......
Jestes taka mloda,a tyle juz wycierpialas (przeczytalam calego posta).
Niestety,z moich przykrych doswiadczen wynika,ze wiekszosc z nich ma ten sam opus moderandi..............
Sa niedojrzali emocjonalnie.Zawsze musza miec "kozla ofiarnego",bo ich ewidentnej winy nigdy nie zaakceptuja,zawsze,niestety winne jestesmy my...
Przykre.
Kazdy z nich(moim zdaniem) zawsze chce zjesc kawalek z obu ciastek( Ty,rodzina,zobowiazania,odpowiedzialnosc)
i wolnosc,niezaleznosc,mozliwosc robienia tego,co sie chce.
Ja mam wrazenie,ze moj malzonek bylby szczesliwy,gdybym przymknela oko na jego wizyty w burdelach
i udawala,tak jak on,ze nic wlasciwie sie nie stalo..............
Moj przyklad jest drastyczny,wiem.
Meritum to samo.
Zycze Ci sily i decyzji,ktora uczyni Ci szczesliwa.
Pomysl o sobie!!!!
Malinko551-dziękuję za słowa otuchy i Tobie życzę w życiu szczęścia, ciepła i miłości......
Rzeczywiście ostatni rok nie był dla mnie łatwy i nadal staram się jakoś "podnosić po upadku". Miłość do męża nadal jest we mnie, wspomnienia, pewnie rytuały i przywiązanie do niego także. Ja tez mam wrażenie, że faceci to niedojrzali emocjonalnie ludzie, a tych, którzy nie potrafią podejmować decyzji i ich skutków jest coraz więcej.
Stokrotko- co do powrotu, to nie jest tak łatwo, ponieważ u mnie teraz górą jest chyba już rozum a nie serce. Chciałabym cofnąć czas, nie tylko dla córki, ale przede wszystkim dla siebie, dla nas. Jest mi tym trudniej, że on złożył pozew o rozwód-nieprzemyślany, a teraz zdaje się , że żałuje. Wiem poniekąd , że moglibyśmy być jeszcze szczęśliwi, bo byliśmy zgodnym małżeństwem, ale chyba wspomnienia o tym jak mnie skrzywdził, nie dadzą mi ponownie mu zaufać. Boję się tego , że zmieni pewnie
zachowania "na chwilę", a potem powie mi , że jestem taka czy taka i odejdzie.
Liwia a wiec zastanawiasz sie czy bedzie wam dobrze tak? a nie miedzy wyborem maz czy ten nowo poznany facet??
sama pomysl czy tu umialabys sie zmienic i byc inna przez cale zycie? gawarantuje ze nie, mysle ze kazdy ma osobowosc jaka i jej nie da sie zmienic, przynajmniej nie na zawsze. mysle ze powinnas sie rozwiesc, przeciez jesli mu tak zalezy to i po rozwodzie bedzie walczyl, mysle ze teraz maz powinien da c z siebie 200% zeby was odzyskac a on robi tylko jakies minimum, dajac znaki ze jak chcesz to wracaj. mysle ze jakby byl zaangazowany to by stawal na uszach. mysle ze twoje malzenstwo po powrocie wygaldaloby ok przez miesiac,moze 2 miesiace i tyle a potem oc znow rozwod?
daje 1%ludziiom ktorzy po tralmatycznych wydazeniach (jakim jest rowniez strata kogos bliskiego czy rozowd) zmieniaja sie zauwazajac swoj blad ale mysle ze wtedy widac zmiane odrazu a ty sama widzisz ze jest jak bylo, nie angazuje sie.
a jaka sytulacja jest z tym afcetem??
powodzenia i ja radze nie wracac. mysle ze wszytskim wam bedzie lepiej, nawet corce
Nowy facet bardzo się angażuje, ale sam jest po traumatycznych przeżyciach ze swoją byłą i nie mam pewności czy ja nie mam być "lekiem" na jego przeżycia. Dzieli nas też różnica w wykształceniu-nie mówię, że zwracam na to szczególną uwagę, ale jest między nami przepaść on-skończone średnie na 2 klasie liceum, ja-wyższe pełne. Chwilami wydaje mi się , że stara się aż za bardzo, za bardzo angażuje się w "nas". Często płacze-tęskni za synem, którego nie widział ponad pół roku, płacze, bo nie ma pewności czy "nam" się ułoży, a znamy się dopiero ponad miesiąc, mam wrażenie, że w tym związku znów musiałabym podejmować decyzje za nas dwóch itp. Wygląda mi też na to, że on ma objawy depresji i dlatego prosiłam aby udał się do lekarza i powiedział jaki ma problem, bo on gdzieś w głębi siebie nie pogodził się z utratą byłej i tamtego życia.
To tak po krótce...........a co do męża, nie wiem, pewnie masz rację Syla, więc ja żadnych decyzji za niego nie podejmuję , już do niczego nie namawiam, teraz jeśli on chciałby żeby było między nami dobrze to musiałby mnie kochać mimo wszystko jaką jestem i na odwrót. Gdybyśmy do siebie wrócili to jest to długa i ciężka praca...on musi zrozumieć pewne sprawy i pokazać, że jest facetem, który wie czego chce od życia i rzeczywiście musi pokazać , że kocha mnie ponad wszystko i starać się bardzo, żebym znów zaczęła wierzyć w jego słowa i czyny, a nie wiem czy jest zdolny do czegoś takiego.........
Droga Liwio, życie niestety nie jest łatwe a nasze decyzje mają najważniejszy wpływ na to jak się potoczy. Teraz nie działasz impulsywnie tylko starasz się przemyśleć swoje dezycje. Tak jak sama piszesz kierujesz się rozumem a nie sercem. Myślisz, że może wam się udać ale jednocześnie wiesz o tym, że on nie zmieni się tak by się udało. I jeszcze fakt jak teraz się zachowuje. Czy on faktycznie chce coś zmienić? Czy pada ci stóp? Nie a powinien. Gdyby mu faktycznie zależało na twom powrocie działał by w tym kierunku a nie robi wszystkiego by ci chociaż pomóc ci podjąć tą decyzję. Myśli może, że wystarczy zagrać a ty zatańczysz jak on chce. Nie podejmuj dezycji o powrocie. Poczekaj jak sprawy dalej się potoczą. A jak na dzień dzisiejszy wygląda wasza sprawa rozwodowa? I jakie są wasze kontakty?
Mam jeszcze coś do powiedzenia na temat twojego nowego związku. Wydaje mi się, że nie powinnaś się angażować w ten związek. Facet po przejściach i w kiepskim stanie psychicznym nie jest dla ciebie na chwilę obecną najlepszy. Zamiast wspierać ciebie to on potrzebuje pomocy. Nie warto wiązać się z taką osobą kiedy ty sama potrzebujesz wsparcia i pomocy ze strony drugiej osoby.
Co do męża to od jakiegoś czasu normalnie ze sobą rozmawiamy, nie kłócąc się i nie wypoominając sobie tego co było złe. Mam wrażenie, że są to szczere rozmowy, co było nie tak w naszym związku i jak ewentualnie mogło by być teraz. Przychodzi do córki do nas do domu. Mówi, że tęskni za nami, że kocha mnie wciąż i nie chce układać sobie życia z kimś innym, bo nie potrafi, że żałuje , że złożył pozew rozwodowy....
Jeśli chodzi o sprawę rozwodową-to mieliśmy całą trójką mieć badane psychologa i pedagoga, ale oboje napisaliśmy pismo do sądu, że jest między nami porozumienie co do władzy rodzicielskiej nad córką (bo właśnie przez to sprawa się przeciągała). Teraz czekamy na termin kolejnej sprawy.
A nowy mężczyzna-wiem, masz rację Beti_xanax, że chyba facet w takim stanie psychicznym nie byłby dla mnie wskazany, bo sama co dopiero zbieram się ze wszystkiego. Żal mi go strasznie, bo mam wrażliwe serducho, a on cierpi bardzo i już powiedziałam mu, że powinien coś zrobić ze sobą, żeby zacząć patrzeć na życie w innych, lepszych kolorach-ma zasięgnąć porad specjalistów. Wiem jedno, że nikogo nie będę w życiu tak kochać jak męża.....
Powracam do mojego tematu..........
Mąż chce koniecznie wrócić do domu. Twierdzi, że zawsze chciał mieć dom i normalna rodzinę, ale przez ten czas życia osobno jest podobno pewien tego jeszcze bardziej! Postawiłam mu pewne warunki-nie ukrywam-zaczął od przeprosin mojej przyjaciółki jej męża, bo im też ostro podpadł. Co do mnie-stara się-nie mieszkamy jeszcze razem-ale kiedy tu przyjeżdża nie kłamie, jak ktoś dzwoni i pisze do niego. Kiedy się ma spóźnić dzwoni i przyjeżdża na czas. Zaczął się troszczyć o mnie i to nawet bardzo. Uważa, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, bez córki i to osobno. Powtarza, że kocha, że wie, że nigdy nie ułożyłby sobie życia z kimś innym.........
Mam dylemat, ale myślę, że jak nie spróbuję jeszcze raz to będę sobie kiedyś "pluć", że moglam jednak dać nam szansę.
Co Wy na to?
Liwio, z tego co rozumiem,to Twój mąż wystąpił o rozwód, chce wszystko naprawiać, ale pozwu nie wycofał.Dlaczego?To niech sprawa się toczy. Jeśli uznacie, że warto próbować to zrobicie to i po rozwodzie. Zajrzyj na byłeżony.pl może i tam znajdziesz wsparcie. Co do Twojej nowej znajomości, to chyba przesada żebyś sobie brała na głowę jeszcze jeden problem. Uporządkuj to co masz inne "ogródki" muszą poczekać. ![]()
Wiesz Liwio chyba teraz nie powinnaś się dać tak łatwo zdobyć niech on troche powalczy o Ciebie. Ty już tak duzo wyciepiałaś i dałaś jakoś rade szkoda tego zmarnować tych wszystkich twoich łez mała też się już pewnie przyzwyczaiła i teraz zaś będzie w szoku a jak tatusiowi się odwidzi po paru tygodniach znowu zapragnie innej to co wtedy? Ja bym go poprostu wzieła na przetrzymanie jak wytrwa w tej prawdzie to super:) Wydaje mi sie że ani Ty ani dziecko nie potrzebujecie znów stresu i płaczu już macie jakoś poukładane swoje zycie chodż wiadomo że twój mąż zawsze będzie brał w nim jakiś udział czy wiecej czy mniej ale to juz jest twoja decyzja. Ale ja Cię namawiam nie odpuszczaj tak łatwo jeśli mozesz. Pozdrawiam was:)
Dziękuję dziewczyny....
Najśmieszniejsze jest to, że zaczęłam mu znów ufać a dziś......
Wpadłam do niego bez zapowiedzi do pracy...a u niego za ścianką stała blondyna , z którą chyba coś go niedawno łączyło..oboje byli wryci jak mnie zobaczyli, nie wiedzieli jak się zachować, a ja poczułam się jak kretynka. Niby tylko rozmawiali (on nalewał sobie piwo), ale byli tą sytuacją tak zaskoczeni, że nie wiedzieli jak się zachować, mimo, że ona jest wypyskowana jak diabli..Podobno łączy ich tylko stopa koleżeńska. Przed chwilą napisałam do niego smsa, powiedział, że śpi i płakać mu się chce , że nic nie rozumiem...odpisałam, że jakbym teraz zadzwoniła do jego rodziców to na bank w domu go nie ma. I co? Zadzwoniłam do teścia! Nie ma go! Zadzwoniłam po chwili do niego to powiedział, że jest u K. kolegi, nawet chciał dać słuchawkę koledze, żeby potwierdził. Jeszcze mi wyrzuty robi, że nie wierzę w to, że mnie kocha. To jest jakaś paranoja! Sprawę rozwodową mam wyznaczoną na koniec października, bo dostałam wezwanie. Czuję się dziś jak idiotka! Tacy faceci chyba na prawdę się nie zmieniają! Niepotrzebnie zaczął burzyć mój spokój, a teraz znów, kiedy mała śpi ryczeć mi się chce i zadaję sobie pytanie czym sobie na to wszystko zasłużyłam??
Witaj Liwia,
czym sobie na to zasluzylas?
Chyba tylko tym,ze jestes swietna,wrazliwa i waratosciowa osoba.
To taka mala dygresja.........
Mowia,ze jak masz miekkie serce,to musisz miec twarda d...pe.
I wiesz co,mysle,ze to prawda.
Cierpie razem z Toba,bo to co Cie spotklo jest tak niesprawiedliwe!!!lDalas z siebie wszystko,tak niewiele otrzymujac
w zamian.
Po takich postach jak Twoj,mam ochote facetow dusic golymi rekoma!!!
Dziewczyno,prosze,trzymaj sie i skoncentruj na sobie i dziecku.
To wszystko,predzej czy pozniej jakos sie ulozy.
Badz cierpliwa.
Z calego serca zycze Ci takiej przyszlosci,na jaka zasluzylas,a zasluzylas na bardzo wiele.
Trzymaj sie cieplutko.
344 2010-09-05 10:16:14 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-09-05 10:20:16)
Malino-dziękuję za te ciepłe słowa
Dziś znów jestem strzępkiem nerwów! Zaczęłam znów mu ufać. On uważa, że wszystko wyolbrzymiam. Że ta blondynka to koleżanka, że ja wciąż dorabiam sobie historie związane z nią. Czuję się jak pajac, przez tą piątkową sytuację!
Piszę do niego smsy-nie ukrywam, dotyczące jej, że pewnie teraz jest u jego boku itp. On mi na to, że ja nic nie rozumiem, bo tylko mnie kocha. Dziś już zmienił zdanie i powiedział, że ma dość bab i lepiej być samemu. A ja wpadam w rozpacz, w tym tygodniu w końcu doszłam do tego, że chyba się zmienia-wszystko na to wskazywało, a teraz jazda zaczęła się na nowo! Nie wiem co on ze mną robi, po co to robi?Zaczęło mi się wszystko układać bez jego udziału, zaczęłam czuć znów, że żyję, a teraz znów cierpię! Wiecie co? Nie mam już sił, czuję jakby los się na mnie uwziął i chyba już nigdy nie będzie lepiej! Tacy faceci jak on się nie zmieniają mam wrażenie! A był miłością mojego życia........:(
Liwio a dlaczego myślisz, że on teraz kłamie,może naprawdę nic go nie łączy z tą dziewczyną a Ty po tym co przeszłaś jeszcze długo będziesz miała uraz i na pewno nie raz będziesz miała wątpliwości co do jego prawdomówności ale czy na pewno to będzie uzasadnione?
Wiesz Atydeedyto zaczęłam się właśnie wczoraj nad tym zastanawiać , że patrzę znów przez pryzmat tego jaki był kiedyś......być może siedzi to we mnie głęboko. Po prostu nie mogę znieść myśli, że mógłby mi np przystawiać rogi, tym bardziej, że mieszkamy i pracujemy w mieście, gdzie każdy się zna.
Zaczął się ostatnio starać to jest fakt. Może ja rzeczywiście doszukuję się czegoś i dopowiadam sobie historie niepotrzebnie. Czasem emocje z tym związane mam tak wielkie, że chwilami wydaje mi się , że sama się "nakręcam".Może powinnam dalej obserwować jego poczynania, starania itp i wtedy dopiero zacząć oceniać. Z tego co wiem to ta dziewczyna ma coś do niego, on twierdzi, że powiedział jej raz, że nic z tego nie będzie i ona wie na czym stoi.
Chwilami to już sama nie wiem czy powinnam pomóc mu w tych staraniach się, aby było dobrze między nami, czy dać mu pole do popisu i przyglądać się temu co on na prawdę chce i czuje?
Witaj Liwio,
Twój problem jest poważny i ja go doskonale rozumiem. Poniżej napisałam coś co Cię może zdenerwować ale spróbuj to przeczytać, spróbuj się zdystansować i pomyśl o tym z perspektywy 90-cio letniej babinki, która uratowała swoje małżeństwo.
Myślę, że jednak zależy Ci na mężu, ale przede wszystkim zależy Ci na rodzinie, córce. I to dobrze. Myślę też, że jak już się znalazło kogoś kogo się pokochało to warto zrobić wiele żeby tę miłość utrzymać. Dla siebie. Nie łatwo pokochać.
Tylko, że jak wiele kobiet tak i Ty, trochę się w tym wszystkim zakałapućkałaś. Kobiety sobie myślą, że jak prowadza dom, wychowują dzieci i robią te wszystkie domowe sprawy to mąż/facet z automatu powinien być im wdzięczny i wyrozumiały. Otóż BŁĄD. On staje, otwiera ze zdziwieniem buzie i mówi: ale o co chodzi? ja chce tylko mieć fajny seks, a ta cała reszta to miły dodatek. On powie: ja tym nie gardzę, ja to lubię, ale ja to zauważę dopiero po mojej misce seksu. Na głodniaka wszystko mnie tylko wnerwia.
Facet jest świetny do prowadzenia samochodu, wybudowania domu, pracy itp. a od wszystkiego innego łącznie, a może przede wszystkim zorganizowania życia rodzinnego są kobiety i tylko kobiety. Bo to im, z czysto atawistycznego powodu to małżeństwo jest potrzebne. Facet robi dzieci i sprawy przetrwania gatunku ma załatwione. Jeśli się nim zręcznie steruje może tworzyć rodzinę i być pożyteczny ale trzeba jemu i sobie to zorganizować.
Ergo, kobieta powinna, lub musi być sprytna, inteligentna, niezwykle kreatywna i bardzo przy tym miła.
Z małżeństwem jest jak z szarlotką - trzeba mieć na nie przepis choć dopuszczalne są pewne urozmaicenia.
Żeby zrobić małżeństwo musisz wziąć
1 porcję seksu,
2 porcje seksu w nietypowych warunkach,
3 porcje seksu o nietypowych porach,
4 być niemożliwie uprzejma a przy tym wyznaczyć bardzo precyzyjnie zakres licznych obowiązków (samoczynna kontrola osobnika),
5 zachęcać go do spotykania się ze znajomymi i choćby się waliło i paliło wychodzić samej na babskie pogaduchy albo gdzie bądź ale żeby było tajemniczo
6 zawsze o każdej porze dnia i nocy być atrakcyjną - dla tego konkretnego faceta
7 uruchomić kreatywne myślenie i zaskakiwać pozytywnie
8 nie mówić mu tego wprost!! ale przemycić mu taką wiadomość że chcesz czuć, że jesteś dla niego wyjątkowa, najważniejsza
Myślę, że Twój mąż chce być z tobą, ale póki co spędza miło czas z koleżanką tą czy tamtą, czy siamtą. A co ma robić. Z tym, że to nie ma znaczenia to są działania wtórne. To naprawdę nic nie znaczy.
Jesteś moim zdaniem zrobić z tym małżeństwem wszystko co zechcesz, tylko sposób musisz znaleźć. Stosowany do tej pory przynosi efekty odwrotne od zamierzonych. Potraktuj to małżeństwo jak surowiec wtórny - to się potłukło i nie ma co tego kleić trzeba to tworzywo stopić i uformować całkiem inaczej, od nowa stosując inną technologię.
Pozdrawiam serdecznie
a i uciekaj od tego Nowego gdzie pieprz rośnie, brr... to nie dla Ciebie
cicia Mania,
wiec to caly sekret udanego zwiazku?
takie proste,a takie trudne...........
Podoba mi sie
Cioteczko Mania-nie zdenerwował mnie wcale Twój post. Jest mądrą wskazówką do dalszej mojej "pracy" nad tym wszystkim.
Dlaczego jednak niektórzy sądzą -i Ty także c. Mania-że od drugiego faceta powinnam trzymać się z dala?? Hmmm, ostatnio wciąż tylko płacze mi do telefonu, że kocha, że tęskni, że jestem tą , z którą chciałby być na zawsze....:-/
Chyba tego jednak nie udźwignę.
Z pół roku temu wiele bym dała żeby wrócił do domu, a teraz kiedy on chce, ja mam mieszane uczucia. W sumie może ze mną jest coś nie tak jeśli chodzi o tą kwestię?! Mam w sobie tyle żalu za ten cały, stracony rok, za to, że złożył pozew, że czasem chce mi się wrzeszczeć, że spieprzył coś fajnego co było między nami.
Teraz nie ma pracy, wie , że z kimś się widywałam, że radzę sobie sama, jestem finansowo niezależna i może to jest powód tego że teraz kocha całym sercem, że chce mieć rodzinę. We mnie jest jakaś blokada- mam chwile, że myślę, że się uda, a chwile , że wiem, że ja nie dam już z siebie nigdy dla tego związku tyle co kiedyś. Tak bardzo chce być niby ze mną, a pozwu nadal nie wycofał, bo kiedyś powiedziałam, że "to tylko papier". Według mnie jeśli ktoś wie, jest pewien na 100%, że chce być z drugim inaczej podchodzi do sprawy. Teraz nagle nawet jego rodzina zaczęła się odzywać, choć ja nastawiona jestem sceptycznie....Zaczynam nie ogarniać tego tematu. chciałabym , żeby czasem kupił mi kwiaty, żeby pokazywał, że będzie dobrze, że nigdy już nie pójdzie stąd, że nie będę przeżywała tego co kiedyś. Teraz wygląda to wszystko tak- że ja miałam 50 % winy i to właściwie ja powinnam się cieszyć, że on znów chce z nami być. Nie ukrywam, że nie ułatwiam mu zadania-chce żeby miał pracę, żeby pomagał mi nawet teraz w wychowaniu dziecka itd, ale jak dotąd on żyje swoimi dotychczasowymi sprawami.... a ja idę mam wrażenie cały czas sama z dzieckiem przez życie :-(
W pełni Cię rozumie Liwio:( Napisałaś we wcześniejszych postach że rozum wziął górę nad sercem......ja na Twoim miejscu postąpiłabym tak samo:) Jeśli naprawdę by zależało mu na Tobie to starałby się jakoś to okazać.a nie bawić się w kotka i myszkę by przyjść na kilka dni ,tygodni i znowu powiedzieć że " nie chce z Tobą być" albo że " wrócił bo " ty tego chciałaś" To jest typowa manipulacja i igranie z czyimiś uczuciami.Mój nigdy nie przeprosił za popełniony błąd a ja mimo wszystko mu wybaczałam.Dlatego poczuł ze On jest najważniejszy w Naszym małżeństwie i bez niego nie istnieje.W całej okazałości nie zgadzam się z moimi poprzedniczkami że musisz mu dać szansę,że musisz z nim być bo macie dziecko.Ja na Twoim miejscu zamknęłabym ten etap życia i mimo wszystko poszła swoją ścieszką......nie powinnaś mu ulegać.....Bo niby kim On jest żebyś ty cierpiała z Waszego powodu.....Masz po części już swoje życie i rób wszystko by Twojemu dziecku nic nie zabrakło.Pomyśl co Ono czuje jak widzi że mama i tata raz są ze sobą raz nie....to ma bardzo negatywny wpływ na jego emocje:) Życzę Ci szczęścia i konsekwentnych decyzji podejmowanych w życiu dla dobra dziecka i Ciebie:))))Pozdrawiam
Angel- nie mam sił już na to wszystko. Jestem chwilami zła sama na siebie, że nie mam sił do tej walki, że on mnie mimo wszystko nie mobilizuje do tego, żebym walczyła. Cholernie boli mnie, że nie wycofał pozwu, że zwleka z tym ciągle-a ja nie mówię, że ma to zrobić, bo nie chcę słyszeć-"bo chciałaś to zrobiłem to". Siedzę tu dziś i łzy same nachodzą mi do oczu, może mi przejdzie ten smutek. Nie wiem skąd to wszystko bierze się we mnie, nie mam poczucia winy, nie czuję, żebym zrobiła mu taką krzywdę jaką on zrobił mi. Napisałam smsy do niego, wie że mi źle, milczy (wczoraj wynikła pewna sytuacja z jego rodziną) Czy to jest miłość? Czy ze mną jest coś nie tak?!
Liwia, jeśli chcesz jakieś pomocy lub porady to napisz na email 100% dyskrecja. Przeczytalem ten post dzisiaj dopiero, bo pragnę zacząć pomagać ludzią z problemami i zaczynam dokładnie od dziś, wiek mój jest może śmieszny, bo mam dokładnie w grudniu 17lat, ale zdaje mi się ze trochę Zycie poznałem. Jeśli pragnie wrócić do rodziny to dobrze, nie wiem czy mądrze postąpicie rozwalając 7 lat małżeństwa, jako rodzice musicie myśleć tez o dobrze dzieci, które najbardziej cierpią na takim rozstaniu (rozwodzie). Liwia spytaj się go czy jeszcze kocha ciebie i rodzinę, jeśli powie nie to trudno, ale jeśli tak to powiedz mu ze musi się zastanowić nad życiem i nad dobrem rodziny, pogodzić przyjemności z życiem codziennym, czeba pamiętać o odpowiedzialności z związkiem małżeńskim i rodzina, to decyzja na cale życie nie na chwile .Związek musi być budowany na czułości i szczerości i na pewno na odpowiedzialności. Życzę ci z całego serca powodzenia w dalszym życiu!!! Jeśli chcesz cos napisać pisz na email. Pozdrawiam!!!!
354 2010-09-26 13:24:04 Ostatnio edytowany przez onlylove (2010-09-26 13:25:34)
Czytając dzisiaj dalszą część twoich postów Liwia dochodzę do wniosku że musisz to zakończyć życie bo to jest obłędne, w taki sposób niszczysz samą siebie przez to zamartwianie itd. , ja wiem że to nie jest łatwe ale musisz się pozbierać . Moja rada jest prosta: powiedz mu że jeśli chce wrócić do was i naprawdę was kocha, ciebie i dziecko to niech wyzna swoje błędy takie jak zdrada?. wiem że cie to zaboli, ale musi mieć odwagę wyznać swoje winy!!! Jako dowód zaufania i odwagi niech odda ci np. telefon komórkowy na pewien czas (musi to zrobić od razu żeby nie zdążył poinformować nikogo). Powiedz mu odważnie że dłużej tego nie zniesiesz, że nie wie co traci a gdy się przebudzi będzie zapóźno, niech wybiera między rodziną a inną (od razu go ostrzeż, że jeżeli będzie chciał zacząć od nowa to że jego słowa ci nie wystarczą, bo już nie wierzysz w jego obietnice które tyle razy składał i na dowód jego chęci zmiany niech odda ci np. na 2 tygodnie telefon komórkowy, a jeśli zdradzi ponownie lub okłamie, będzie kręcił to was straci na zawsze bez szansy ponownego powrotu. Umów się gdzieś z nim np. kawiarnia i niech decyzje podejmie w czasie spotkania nie po nim. Musisz być zdecydowana czego chcesz i twardo rozmawiać bo nic innego ci nie zostaje (nie możesz się wahać i okłamywać siebie, nie to nie tak to tak). Spytaj się go co mu dala tamta czego ty nie mogłaś mu dać, że przysięgał na ślubnym kobiercu że będzie z tobą aż do śmierci, jeśli jest jeszcze mężczyzną to niech się decyduje, wóz albo przewóz.Oczywiście perwsze co ma zrobić to wycofać pozef!!! Czekam na twoją odpowiedź. Bądź wytrwała i nie zapominaj o córce!!!POZDRAWIAM!!!!
355 2010-09-26 22:08:30 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-09-26 22:09:14)
Nie chcę Cię absolutnie dyskryminować Onlylove-ale wydaje mi się, że jesteś zbyt młody, żeby mieć jakieś doświadczenie w kwestiach rozsypujących się małżeństw. Jesteś na prawdę młodziutki i nie powinieneś zawracać sobie głowy takimi tematami, bez urazy oczywiście.
Dzięki i pozdrawiam.
356 2010-09-26 22:56:26 Ostatnio edytowany przez onlylove (2010-09-26 23:06:11)
Zadykuję ci mój czwarty wiersz :
Człowiek to istota która kocha i cierpi,
więc trzeba szukać jak najwięcej miłości,
żeby to mogło brnąc do przodu,
i co najważniejsze zaowocować!
357 2010-09-26 23:05:39 Ostatnio edytowany przez onlylove (2010-09-26 23:06:46)
Moim zdaniem nie trzeba mieć doświadczenia, tylko wystarczy zrozumieć życie. Powiem ci szczerze jak byś nie wiedziała że jestem mężczyzną i mnie takie rzeczy interesują i ciekawią. Porady ma się nie brać całkowicie do serca, trzeba je przeanalizować i wyciągnąć wnioski!!!
Liwio wiem co czujesz......:( Przykro że musisz przechodzić taki etap w życiu......ale każdy z Nas " dorasta" i zaczyna widzieć co jest nie tak.Nie będę opisywała mojej historii( możesz przeczytać w moim poście) ale doskonale Cię rozumie.....ja jestem 9 lat po ślubie i też dopadają mnie smutne,czasami bardzo smutne dni.Płacz z całych sił to bardzo pomaga wyrzucić z siebie negatywne emocje gdy nie ma komu się wyżalić.Ja mam czwórkę dzieci i wiem że dla nich muszę być silna.Gdy dopadają mnie takie dni......zamykam się w łazience,zaciskam ręcznik w ustach i ryczę, krzyczę z całych sił....:((( Nie pozwól by Tobą rządził....by wszystko zganiał na Ciebie......wyszukaj swoje wartości w życiu i raz na zawsze postaw wszystko na jedną kartę......powiedz mu czego od niego oczekujesz,a jeśli nie będzie chciał tego zaakceptować.....podążaj swoją ścieżką......a zobaczysz że świat jest piękniejszy,że wcale nie zasługiwał na Twoją miłość.......
Co do porad onlylove w pełni podziwiam takich chłopaków że potrafią wyrazić swoje zdanie i odczucia.Wybacz że Cię poprawię Liwio ale mimo tego iż ma dopiero 17 lat moim zdaniem nieźle postrzega świat.Powiem Ci że ja w jego wieku tez bardzo wiele przeszłam i mogłam przez pryzmat doświadczeń opisać niejedną historię.
Liwio jak by co jestem do dyspozycji......pisz jak biegnie Ci życie a ja myślami będę przy Tobie:)))Trzymam kciuki:)
Dziękuje ci angel9 !!! Jeśli nie uprawiasz sportu to proponował bym ci bieganie, które na początku jest może trochę męczące ale po pewnym czasie człowiek nabiera nowych sił, staje się pogodniejszy, zrelaksowany i na pewno pomaga wyładować negatywną energię ? Sam to przetestowałem na własnej skórze i powiem ci szczerze , że nie żałuję ani jednej chwili spędzonej dla sportu. Wiem, że najłatwiej jest się zamknąć od otoczenia i wyrzucić to z siebie ale proponował bym to poprzez sport drogie panie. Zapamiętałem sobie coś takiego: Nie ważne ile razy się upada, ważne jest ile razy się podnosi!!! Pozdrawiam!!!!
Szczerze nigdy nie myślałam o sporcie jako lekarstwie na złe emocje......ale może masz racje wysiłek fizyczny być może pozwoli się odprężyć i zapomnieć chodź na chwile to co Nas gnębi......:) Nie wiem jak Liwia ale ja chyba przemyślę Twoją radę....:)
Ja sobie mówię tak: " nie ważne ile razy upadniesz,ważnie JAK się podniesiesz"Bo możemy w życiu popełniać wiele błędów ale najważniejsza jest umiejętność wyciągania wniosków......by podobna sytuacja się nie powtórzyła....
My Liwio popełniamy jeden radykalny błąd.....pozwalamy sobą rządzić,zbyt mocno pragniemy zadowolić tą drugą osobę.......i w ten sposób " ON" wie że może Nami manipulować a my zatańczymy jak nam zagrają........
Z dnia na dzień zaczynam postrzegać gdzie popełniam błędy i uczę się mówić słowo NIE.Niby banalne a zarazem takie trudne słowo.Zaczynam grać również jego strategią.....jeśli " TY ROZKAZUJESZ JA TEŻ,TY NIE OKAZUJESZ UCZUĆ JA TEŻ,itd."
Dziś mam na końcu języka słowo" ROZWÓD" tylko nie wiem kiedy to wypluje,zbieram siły,analizuje,myślę.
Ktoś mi kiedyś powiedział że próbuję zmienić drugiego człowieka,że chce aby był taki jak kiedyś.......i tu jest błędne koło.......nigdy ich nie zmienimy....łudzimy się tylko nadzieją że będzie tak jak na początku.....
Tak naprawdę nigdy to nie nastąpi.......:((( To przykre to będzie bolało to już boli.........i to cholernie:(((
Napisz słonce co u Ciebie......jak wygląda sytuacja???
Pozdrawiam Was:)))
Naprawdę polecam sport, tylko jedna rada jak się skończy biegać a serce w miarę mocno bije to proponował bym na koniec biegania przejść do marszu, po to żeby uspokoić serce, szkoda umrzeć tak młodo. Jeśli się odczuję efekty ćwiczeń to raczej się nigdy nie przestanie, ale jest dużo plusów np. lecą kg w dół
. A tak nawiasem przeszłem przemianę która trwała + - dwa lata. Mam nadzieję że stałem się wartościową osobą, ale to nie mi oceniać
. POZDRAWIAM WAS!!!
Onlylove
Może nie powinnam w ten sposób pisać-przepraszam. Niestety mam na co dzień do czynienia z młodzieówką w Twoim wieku i co drugi to niestety dzieciak....ale ok. pisz, posłucham Angel i poczytam i przeanalizuję Twoje rady:), chociaż ciekawi mnie skąd zainteresowanie takimi "poważnymi" tematami z Twojej strony......
Angel/Onlylove.......
Cóż, moja sytuacja nie zmienia się. Po piątkowej akcji z jego siostrą, było mi strasznie, ale to strasznie przykro. Miałam iść na urodziny jej dziecka i zamiast "ona" jakiegoś smsa wysłać-mąż prosił, żebym przyjechała na te urodziny. Być może jestem jakaś anormalna, ale liczyłam, że "ona" puści jakąś wiadomość, bo ma mój nr telefonu. Nic z tego, moje dziecko poszło na urodziny z prezencikiem od nas, a do mnie napisała, pisząc z męża telef, kiedy już moja córka tam była-że wyładował jej się telefon, że nikt nie chce wracać do tego co było, że już mnie nie oceniają, że mam przyjechać....potem, że to ja się nie zmieniłam, nie umiem przyznać się do błędu (nie wiem jakiego), że przecież nikt od razu na szyję nie będzie mi się rzucał... i zero słowa przepraszam. Może to błaha sytuacja, ale jakże dla mnie ważna, bo przecież nic jej nie zrobiłam, a nie stać jej było na najmniejszy gest-sms.
W sobotę rozmawiałam z mężem-rzeczywiście-uniosłam się, powiedziałam mu , co o tym wszystkim myślę, jak mi jest źle, że tak mnie traktują, jak intruza, który nie wiem co zrobił, wieczorem jak odwiedził córkę siedziałam w innym pokoju....nie odzywał się do poniedziałku-podobno miałam przemyśleć /poukładać sobie to wszystko, wiedział, że jest mi źle, że przykro mi itd, ale on nic.
Wiecie-myślałam, że jeśli tak kocha, tak chce ze mną być-wycofa już dawno ten cholerny pozew, powie-wracam do domu, będę z Tobą, z dzieckiem...ale tak jak piszesz Angel-nie ma co się łudzić, że się zmienił. Czasem miałam wrażenie, że mnie testuje, sprawdza czy wrócić czy nie. Wczoraj wpadł do mnie znajomy, facet, o którym tu pisałam-jeździł chyba pod moim domem i zobaczył jego auto (już miesiąc się nie widziałam z tym znajomym), więc natychmiast napisał mi, że sprawa rozwodowa jest...nie będę wam przeszkadzał...I znów moja wina.......
Senk jest w tym wszystkim taki, że jak widzę te jego "starania" to ja wysiadam. Już było dobrze między nami, jakoś zaczynało się to wszystko układać i znów dostaję policzek.....kocham go, ale nie wiem co mam jeszcze robić, bo jak widać cokolwiek bym chciała, żeby zrobił to i tak jest źle. Zaczął już do nas przyjeżdżać, zbliżyliśmy się na nowo do siebie (jeśli chodzi o łóżko także), a tu znów ciosy. Nie wiem co mam myśleć, może na prawdę to wszystko jest moją winą, ale tak jak ktoś tutaj mądrze napisał-najpierw facet dba o swoją kobietę, dopiero potem myśli o sobie....a u mnie to było na odwrót:(
Starałam się o niego całe życie, dbałam o niego, on był moim jednym jedynym, a kiedy teraz widzi, że nie oddaję i nie poświęcam mu się tak jak kiedyś-to nie umie zrozumieć, że nie jest mi łatwo na nowo się przemóc, kiedy tyle ciosów od niego dostałam. Nie ukrywam, ze moje życie zaczęło się stabilizować, radzę sobie, mimo, że jestem sama, nie jest mi łatwo, ale staram się, bo mam córkę, a on najpierw daje nadzieję, potem mi/nam ją odbiera............Napiszcie -co ja robię źle? Wiem, że może powinnam bardziej pokazać mu, że mi zależy, ale pozew i jego zachowanie wpływają bardzo głęboko na moje myślenie.
Onlylove pomyślimy również o marszu po bieganiu.....:)))
Kochana Liwko:))))) Jesteś wspaniałą kobietą i na pewno najwspanialszą matką pod słońcem. Nie zarzucaj sobie że to Ty popełniłaś błąd......bo to najbardziej łudzące.Po prostu my jesteśmy tak stworzone by kochać za wszelką cenę.Ja robię tak samo....oddaję całą siebie...a nie otrzymuję nic w zamian.
Wiesz dziewczyny z tego forum poradziły mi by przeczytać pewną książkę,którą również Tobie gorąco polecam.Nie biegałam po księgarniach....po prostu weszłam w przeglądarkę i znalazłam całą książkę w wersji e-boka.
" Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"......poszukaj jej a na pewno nie pożałujesz.Mnie bardzo zainspirowała,dzięki temu patrząc przez pryzmat moich doświadczeń zauważyłam gdzie tkwi sedno sprawy......do tej pory ja również obarczałam się winą,mówiłam sobie że jestem zła skoro on mnie nie szanuje.......i to największy błąd....To nie my jesteśmy winne......to ni wyperswadowali Nasz światopoglad....
Piszesz że zaczęłaś układać sobie życie z córeczką....więc dam Ci dobrą radę " Buduj swój świat na nowo" bez niego....nie dawaj sobą manipulować,ile możesz cierpieć??? Ile jesteś w stanie znieść.Masz na pewno cudowne dzieciątko i pamiętaj że tylko na Tobie może polegać......nie popadaj w depresje,bo jeśli tak się stanie na kim będzie mogła polegać.Kochaj Ją całym sercem i nie pozwól by widziała Twój ból.....pamiętaj dzieci widzą wszystko nawet jeśli nam się zdaje że jest inaczej.Jesteś jeszcze młodą kobietą......ułożysz sobie życie.A jego rodzinką w ogóle się nie przejmuj niech sobie myślą co chcą.
Kochana po prostu ŻYJ I IDŹ DO PRZODU:)))))))a jemu powiedz spadaj( chodź wiem jakie to ciężkie) jak chce tego rozwodu to mu Go daj.....pamiętaj nawet największa rana zawsze się goi.......:)))
364 2010-09-28 19:48:24 Ostatnio edytowany przez angel9 (2010-09-28 19:50:27)
P.S. Onlylove na pewno jesteś wartościowym człowiekiem....to muszę przyznać........bo ilu młodych ludzi potrafiło by tak po prostu doradzać innym...... jesteś wyjątkowy i jak to mówią " będą z Ciebie ludzie". A propo nie wiem jak Liwka ale mnie przydało by się kilka kilogramów więcej niż mniej......hahaha
Dzięki że jesteś:)))Również pozdrawiam:)))
Moim zdaniem wywracają kota do góry nogami, może wiedzą że jest on winny wszystkiemu i chcą zwalić winę na ciebie. Jeśli by wrócił było by ok. a jakby doszło do kłótni jeden drugiemu by to zapewne wypominał i cierpiał by wtedy winny. Nie bierz tego błędu na siebie bo będziesz cierpieć przez to (będzie miał argument żeby mógł spokojnie odejść itp...). Spytaj się jego czy ich dlaczego chcą zrobić z ciebie ofiarę i winną wszystkiemu???Jeśli się nawarzy piwa to trzeba go wypić!!! NIE ZRÓB Z SIEBIE OFIARY ANI WINNEJ WSZYSTKIEMU, I NIE DAJ SIĘ IM PODCHODOM!!!! Powodzenia!!! Pozdrawiam was !!!!
Siedzę i płaczę czytając te posty....dziękuję Wam.
W żaden sposób nie dotrę już do niego, bo zawsze w jego mniemaniu będę tą winną, bo chciałabym żeby szanował mnie, doceniał za drobnostki nawet codziennego życia, kochał jak jedyną jego serca i nic więcej. Najgorsze jest to, że ostatni rok nie był dla mnie łatwy, ale wytrwałam, a on znów zaczął temat, znów zaczęłam w głowie po malutku budować sobie wizję bycia z nim, ale z takim facetem, którego kiedyś poznałam, który kochał z całego serca. Coraz bardziej zauważam, że wie jak mnie "uderzyć" psychicznie, zna moje czułe punkty, manipuluje i czasem wręcz myślę, że jemu sprawia to przyjemność, choć zaprzecza. Marzyłam zawsze o posiadaniu rodziny, kochanym facecie, dziecku...a teraz siedzę tu wyć mi się chce........
Angel-czytałam książkę "Dlaczego...". Mam ją nawet obok siebie.
Liwko i co?? Nie wiem jak Ty ale ja już nie chcę być to " miłą dziewczyną" która jest więźniem we własnej skórze.Nie pozwólmy się tak traktować.Kochana płacz jak chcesz i ile chcesz to pomaga ale później stań przed lustrem i spytaj samej siebie" czy chcę tak dalej żyć......czy chcę do końca życia cierpieć i płakać nad swoim losem"........ja mówię sobie NIE JUŻ DOŚĆ.......życie jest zbyt krótkie by wciąż się nad sobą użalać.Doskonale wiem co czujesz.Wiem jak to bardzo boli.....ale po co przeciągać jak ta druga osoba nic nie czuje.Nie buduj wizji z nim tylko zacznij tworzyć swoją własną historię.Coś pociągnęło Cie by od niego odejść więc teraz nie pozwalaj byś wracała jak bumerang.On właśnie tego od Ciebie oczekuje byś wykonywała jego rozkazy podświadomie pragnie byś to ty czuła się winna.
Ja wywodzę się z trudnej rodziny i domu alkoholika.Kiedyś tez nie potrafiłam mówić o tym głośno.....tliłam swe uczucia i marzyłam o wspaniałym domku z ogródkiem,cudowną rodziną,kochającym mężem,dwójką dzieci i psem bernardynem.Pamiętam jak dziś swoje rysunki z dzieciństwa....że tak właśnie sobie ułożę życie.Gorąco pragnełam jak najszybciej dorosnąć......by skończyła się moja trauma.......i widok pijanego ojca.
Dziś nie wstydzę się tego mówić.Tak po prostu musiało być.Bóg chciał bym wychowywała się w takim domu by nauczyć mnie życia,by pokazać jaki świat jest trudny.........
Wiesz ile się spełniło z moich marzeń.......mam domek z ogródkiem jaki chciałam ale zadłużony przez moich rodziców,mam męża ale bez uczuć,mam psa( mieszańca) tylko że w budzie bo jest nieznośny.........jedyne marzenie jakie mi się spełniło.....to Bóg obdarował mnie czwórką wspaniałych dzieci( 3 córeczki i synek) dostałam poczwórny prezent od losu......za co dziękuje każdego dnia,za to że swoim śmiechem i chęcią zdobywania świata mnie zarażają.Za to dziś dziękuję Bogu.....to dla nich żyję nie dla siebie.To jest najlepsza zapłata za to co przeżyłam.
Tobie radzę Liwko to samo.....żyj i ciesz się z życia razem z swoją córeczką.Pokaż jej jaki świat może być piękny i dobry gdy panuje w nim miłość.Kochaj ją i oddawaj każdą swoją "minutę życia".Zamknij etap tego związku.....daj mu rozwód jak tak bardzo tego pragnął.....małymi kroczkami idź do przodu.
Pamiętaj że jestem, z Tobą:)))))
Angel-bardzo Ci dziękuję:)
Przemyślenia masz bardzo słuszne-zarówno dotyczące swojego życia jak i mojego. Chociaż Ty bądź silna i nie poddawaj się....może i mi któregoś dnia uda się to wszystko doprowadzić do porządku, bo ileż można żyć w tym wszystkim?! Obwiniam się niestety za piątkową "akcję", za to , że w sobotę uniosłam się i nerwy mi puściły...no cóż, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć:(
Cieszę się drogie panie, że powoli stajecie na nogi. Mi zostaje wam współczuć i myśleć w życiu żeby nie popełniać błędów. Choć mam jakąś tam wiedzę o życiu, nadal gnębią mnie niektóre rzeczy np. nie mam odwagi podejść do dziewczyny i zaprosić ją na randkę - wydaje się to trochę dziwne ale prawdziwe, jest jakaś bariera której nie mogę przełamać. Macie może na to jakieś lekarstwo??? Pozdrawiam!!!!
Tobizyk-jeśli można to ile masz lat? Zawsze miałeś problemy z nieśmiałością?
Ty dobrze wiesz ile mam lat. to ja ten chłopak
.
"Ten" chłopak? Nie wiem kim jesteś i nie bawię się w ciuciubabkę. Pozdrawiam
Nie chcę Cię absolutnie dyskryminować ...............ale wydaje mi się, że jesteś zbyt młody, żeby mieć jakieś doświadczenie w kwestiach rozsypujących się małżeństw. Jesteś na prawdę młodziutki i nie powinieneś zawracać sobie głowy takimi tematami, bez urazy oczywiście.
Jestem tą osobą jak byście nie wiedziała(y). Tylko nie
piszcie tego tu. Pozdrawiam!!!
375 2010-10-01 06:15:57 Ostatnio edytowany przez angel9 (2010-10-01 06:34:20)
hahahaha....chwila radochy w szarym życiu........:))) Ja od razu skapowałam kim jest tobizyk,tylko nie miałam czasu odpisać......:)Miło Cie znowu widzieć:)))
Kochana Liwko
Udaje mi się w taki sposób postrzegać świat i rzeczywistość bo w końcu zaczęłam patrzeć swoimi oczami nie jego.Ty na pewno też jesteś silną i odważną kobietą tylko gdzieś głęboko schowałaś swoje wartości.Wystarczy tylko trochę poszperać w zakamarkach i zakurzonych szufladkach umysłu by je dostrzeć.Pomyśl sobie jak byłaś kiedyś...ale nie z nim tylko jak byłaś młodą dziewczyną.Jakie miałaś priorytety i wartości.Co było Twoim celem.Obudź się z głębokiego snu i spójrz z perspektywy czasu na wszystko co się wydarzyło.Wiem to boli....wspomnienia,ta zaślepiona miłość.Proponuję byś w wolnej chwili i spokoju wzieła do ręki kartkę z długopisem i zapisała na niej " jego wady i zalety" wyobraź sobie jak wyglądał Twój związek.....jaki On był....a później obok zapisz co Ty robiłaś dla tego związku....to wcale nie muszą być jakieś poważne argumenty:) Wystarczy że zapiszesz drobne szczególiki które znalazłaś w pamięci.......:) Z tego testu wyniknie kto tak naprawdę zasługiwał na miłość......wszystkie te dobre i złe strony niech będą wynikiem Waszego związku......:))Ja wiem że nie jesteś niczemu winna ....bo to ie ty popełniasz błędy małżeństwa tylko On.Zrób proszę taki mały teścik.....a zobaczysz jaki On naprawdę jest.Prześledź w myślach każdy dzień od początku związku.:)
Wciąż jestem z Tobą myślami i wierzę głęboko że uda Ci się odnaleść swoje " JA":)))
Co do Twojej nieśmiałości Tobizyk??No cóż może nie jestem ekspertem w takich sprawach bo poznawanie nowych ludzi i zawieranie znajomości nie sprawiało mi nigdy problemów.Zawsze z pewnością siebie,entuzjazmem i uśmiechem na twarzy rozmawiam z różnymi ludzi.Wydaje mi się że w Tobie tkwi taki problem ponieważ kiedyś....kiedyś może doznałeś jakiejś przykrej sytuacji,której nawet możesz nie pamiętać a ona zablokowała " twoje Ja" i nie pozwala Ci normalnie funkcjonować.Jeśli już masz jakąś wybrankę na oku......po prostu podejdź do niej powiedz: " cześć.....co słychać??" tak na luzie bez zwymyślania.Nie znam dokładnie twojej sytuacji.....czy chodzi Ci o kogoś szczególnego czy po prostu masz problem z nieśmiałością.Tylko otwartość i pewność siebie zbliża ludzi.Ale wydaje mi się że wcale nie jesteś tak nieśmiały jak Ci się wydaje.
Postawiłeś pierwszy krok.Napisałeś na forum dla kobiet a to już jest coś.........:) Gratuluję odwagi
)))
Napisz coś w szczegółach to może będę potrafiła Ci pomóc lub chociaż doradzić.........:)))) Pozdrawiam Cię:))
Heh nie wiem z czego wynika ta beriera, może ze strachu odrzucenia ale i tak będę musiał ją przełamać a mam na to już pomysł. Mam nadzieję że wypali, pewnie to tylko nieśmiałość do kobiet, ale domyślam się, że jest dużo chłopaków z taką barierą. Gdy człowiek się już odważy na próbę i zostanie odrzucony lub druga osoba nie będzie nim zainteresowana to co w tedy???Muszę sobie uświadomić, że odrzucenie czy też coś w tym stylu niemożna traktować jak porażkę, bo to może mnie przybić i nigdy się mogę po takim czymś podnieść. A tak nawiasem nie zamierzam nigdy gonić za dziewczyną jak pies za chlebem! Najlepiej kupić malucha i jechać na podryw
w tedy się okaże komu zależy na pieniądzach, a komu na uczuciu. Jeśli któraś z was chciałaby sobie pogadać częściej itp. to podaje GG 13366428. Pozdrawiam!!!!! ![]()
Angel- masz rację....Ja czasem zastanawiam się, co stało się ze mną przez te lata. Kiedyś byłam silna, dążyłam do założonych sobie celów, które osiągałam ciężką pracą-prawo jazdy, szkoły, studia, MOJA UKOCHANA CÓRECZKA:-)))) Kilka lat temu dostałam się nawet na studia podyplomowe, które nie są dla każdego w zasięgu ręki-i co? Zrezygnowałam, bo mąż wtedy bardzo chorował i nie miałam już sił na to.....ech to prawda, że kiedyś człowiek miał inne priorytety, jakoś z chęcią i zapałem do wszystkiego podchodziłam, nie było mi ciężko zrobić to czy tamto. Chwilami będąc z nim w związku czułam sie jak staruszka, marudna i leniwa. Nigdy z resztą nie motywował mnie do niczego, co mnie dotyczyło, jakoś sama musiałam się nakręcać...kiedyś w czasie małżeństwa zaczęłam chodzić na aerobik, byłam 2 razy, było świetnie, ale zrezygnowałam , bo on akurat grał w piłkę w tym czasie i nie miał kto zostać z dzieckiem, znów ja zrezygnowałam, on nie mógł...........
Test jest doskonałym pomysłem, czasem taki teścik robię sobie w głowie, ale chyba muszę przelać to na papier, bo jednak mało on do mnie przemawia....
Dziękuję Ci Angel-bardzo Ci dziękuję za wszystko, budujące jest otwierać tą stronę i czytać od Ciebie posty:)
Ja też o Tobie myślę i sądzę, że zasługujesz na wszystko co najlepsze:)
Wychowujcie dzieci na porządnych ludzi to wam da w przyszłości satysfakcje. Ja czasami mam wrażenie że mi głowa pęknie od tego myślenia ale niema nic za darmo. Życie w ciąż wymaga czegoś od nas, pytanie do czego to zmierza? Często nie doceniamy to co mamy, dopiero wtedy gdy to stracimy. Mimo niełatwego życia musimy chodzi z podniesioną głową, nie możemy się zamknąć w sobie!!! Świat jest wielki i mały zależy jak na niego spojrzymy. Warto sobie zadać pytanie czego od życia pragniemy??? Na dzień dzisiejszy pragnę własnego domu i rodziny, nie pragnę być bogaty bo pieniądze szczęścia nie dają. Wolałbym budować związek na szczerości i zaufaniu. Czasami sam nie mogę pojąć co się zemną stało przez te 2 lata, jak się zmieniłem. Mam nadzieję że będę do końca życia człowiekiem dobrym i pomocnym .Myślę że uda mi się znaleść drugą połówkę. A co do was drogie panie to musicie przetrwać te trudne chwile, życie całe nie jest pisane szczęściem i miłością, śą te chwile w życiu gdzie wymagana jest od nas walka o to szczęście.Walczcie z całego serca i znajdujcie pociechę w dzieciach, bo to one wam przypominają dlaczego warto żyć. Pozdrawiam ![]()
Liweczko:) Nie wiem jak Ty ja ja wchodząc na Twój post całkiem przypadkiem z dnia na dzień zaczęłam sobie uświadamiać chodź nawet nie wiem dlaczego łączy nas szczególna więź.Mam wrażenie jak znałabym Cię całe życie.Mimo iż nie znam Cię realnie to czuję jak byś była jakąś cząstką mnie.Przeżyłyśmy podobne doświadczenia z tą różnicą że Ty postawiłaś pierwszy krok i odeszłaś a ja nadal tkwię w tym toksycznym świecie z nim.Ty masz jedno dzieciątko a ja mam ich czwóreczkę więc moje poświęcenie graniczy nieraz z cudem.Podobnie tak jak Ty rezygnowałam dla nich z wszystkiego co miałam,ze szkoły( nawet nie ukończyłam matury) z każdej pracy bo On zawsze był ważniejszy i z każdej przyjemności.......:(( To smutne oddać całą siebie i nie dostać nic w zamian.....
Tobizyk ma rację.....codziennie zadaję sobie pytanie dokąd zmierzam.Mam nerwicę i depresję czasami nawet trudno wybrać mi się do głupiego sklepu po zakupy.A najgorsze jest to że borykam się z tym sama.Nie mam wsparcia,poczucia bezpieczeństwa i tej miłości.
Tobizyk jesteś niesamowity.To niezwykłe jak potrafisz postrzegać świat.Masz rację pieniądze to tylko rzecz do nabycia.Nie dają szczęścia....szkoda że inni myślą inaczej.Myślę że ta twoja nieśmiałość to tylko pikuś w porównaniu z tym co nosisz w sercu.Tak trzymaj a świat stoi przed Tobą otworem.
Kochana ja zrobiłam taki test na wady i zalety i przeraziłam się patrząc jakie wartości On ze sobą wnosi do tego związku.To działa........:)) Dziękuję kochana za wsparcie....myślami jestem z Wami:)))
381 2010-10-03 22:54:21 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-10-03 22:55:29)
Przeżyłyśmy podobne doświadczenia z tą różnicą że Ty postawiłaś pierwszy krok i odeszłaś a ja nadal tkwię w tym toksycznym świecie z nim.Ty masz jedno dzieciątko a ja mam ich czwóreczkę więc moje poświęcenie graniczy nieraz z cudem.Podobnie tak jak Ty rezygnowałam dla nich z wszystkiego co miałam,ze szkoły( nawet nie ukończyłam matury) z każdej pracy bo On zawsze był ważniejszy i z każdej przyjemności.......:(( To smutne oddać całą siebie i nie dostać nic w zamian.....
Tak Angel-postawiłam pierwszy krok, bo nie znosiłam już tego psychicznie-noce nieprzespane, przepłakane, nerwowo czekałam czy w końcu wróci i co będzie kiedy wróci do domu, rano boleści brzucha i wymioty, spóźnienia do pracy...dużo by pisać. Czasem myślę, że źle zrobiłam, że spakowałam mu te 3 torby, bo ma mi to za złe do dziś , sądząc, że sam nigdy by się nie wyprowadził.....Więc nie potrafię "doradzić" Ci kochana czy zostawić męża itd, to są na prawdę ciężkie decyzje do podjęcia. Liczę , że może jednak "wyprostuje się" Tobie to życie u jego boku, może coś wydarzy się co otrzeźwi jego myślenie, mam taką nadzieję..
Masz kochana Angel 4 dzieci, ale to wielkie, przeogromne skarby, bo to one dają siłę do życia i nie załamywaniu się. Dla nich warto żyć, a my matki musimy być silne dla dzieci, bo kto jak nie my......
Kochana ja zrobiłam taki test na wady i zalety i przeraziłam się patrząc jakie wartości On ze sobą wnosi do tego związku.To działa........:)) Dziękuję kochana za wsparcie....myślami jestem z Wami:)))
A może jakoś to wszystko się Wam poukłada, bardzo bym chciała, bo gdzie się teraz obejrzeć same rozstania i rozwody, albo małżeństwa bez miłości i zrozumienia......Ja również jestem z Tobą:))
Witam Was wszystkie!
Jestem na tym forum pierwszy raz......szukam porady, czegokolwiek.....
Jestem 7 lat po ślubie i dowiedziałam się, że nie jestem czułą kobietą....że od jakiegoś czasu mąż zastanawia się czy mnie kocha (choć uważam że jesteśmy zgodnym małżeństwem)
Mąż uważa, że cała moja uwaga skierowana jest na moim dziecku, że on też potrzebuje zauważenia, przytulenia, czułości.......Problemem jest też to, że on wciąz mnie okłamuje, kręci......może w zwykłych codziennych sprawach, ale dla mnie szczerość jest bardzo istotnym elementem. Jego hobby (-a jest ich wiele) jest na pierwszym planie...ale jeśli cokolwiek w życiu mu nie wychodzi-to jedyną osobą, w której widzi oparcie jestem ja! Tylko jak jego problemy prostują się-ja znów jestem na szarym końcu ....Długo by tu pisać na ten temat......
Może któraś z Was pogada ze mną o tym, chętnie rozwinęłabym tą wypowiedz i może mi cokolwiem doradzicie, wyjaśnicie..........Wczoraj np. mój mąż był z kolegami na meczu (większe widowisko), mecz skończył się o 23 a on do domu wrócił o 3 nad ranem, nawet nie pofatygował się zadzwonić i powiedzieć gdzie jest i kiedy mniej więcej wróci (i to niejeden taki przypadek)....zrobiłam mu burę i cała rozmowa o mojej "nieczułości" właśnie z tago wynikła...
haha... ja poszlam dzis na basen i okazalo sie (co z reszta wiecznie slysze ze jestem najgorsza matka swiata, nie mysle o dziecku i mam po...ne priorytety. normalnie jestem i mam zadbane dziecko- wpadlam raz w taka paranoje ze zabralam dziecko na badania (bardzo przyjemne, w formie zabawy) do psychiatry i psychologa dzieciecego, ktory bada takze rodzicow. panie stwierdzily ze przesadzam z zapobiegliwoscia i nadopiekunczoscia. to bylo dwa lata temu. codziennie slysze ze jestem okropna matka. czy mozna bardziej dokuczac zonie? wstyd ale chyba juz po dzisiejszym dniu nienawidze mojego meza. moje zycie z nim polega na tym ze on mi tlumaczy ze mam mu uslugiwac bo od tego jest kobieta, to takie niby zarty. doluje mnie w kazdej minucie naszej rozmowy- jestem beznadziejna zona i matka bo nawet jezeli wszystko zrobilam tak jak on chce to nie byl to w moich myslach moj priorytet. pewnie myslicie ze jestem jakas zagubiona gowniara.... otoz nie jestem dobrze wyksztalcona dbajaca o siebie kobieta. sama nie wiem jak to sie stalo!!!!!!!!
Swiete slowa Liwia:
"bo gdzie się teraz obejrzeć same rozstania i rozwody, albo małżeństwa bez miłości i zrozumienia....
W jakim kierunku to wszystko zmierza?
Dla czego wzajemnie fundujemy sobie tyle przykrosci?
Dla czego proste wartosci i uczucia sie nie licza?
Liwia,trzymam za Ciebie kciuki.
Jestes fantastyczna kobieta i gleboko wierze,ze spotka Cie jeszcze WIELKIE szczescie.
Trzymaj sie
384 2010-10-04 06:37:39 Ostatnio edytowany przez angel9 (2010-10-04 07:40:08)
Tak Liwko wokół tyle beznadziejności,braku miłości i dużo szarości.
Ale nie uwierzysz jak ci powiem:))))))) Wczoraj mój małżonek postawił wino z górnej półki bo wie jakie lubię od czasu do czasu........więc ja podejrzliwie pytam z jakiej to okazji,jakie miał intencję i czy chce mi przez to coś powiedzieć.........a On na to że po prostu chciał napić się wina.Więc???? Hmmmm knułam w myślach o co biega bo nigdy nie był wylewny......aż w pewnym momencie......To co snuło mi się od dawna w myślach powiedziałam mimo chodem......" CHCĘ ROZWODU" wysnuły moje usta chodź od tygodnia byliśmy na ścieżce wojennej i nie zamieniliśmy ani słowa ze sobą.W pierwszym momencie........zamurowało mnie bo On na to jak na lato słowami......." zrobisz jak uważasz,ja nie będę wchodził Ci w drogę".......yyyyyyyy....pomyślałam po 9 latach małżeństwa On mówi tak po prostu cześć......więc usiadłam na przeciwko niego wzięłam Go za rękę i wyżaliłam się z całego naszego małżeństwa.......jak u księdza na spowiedzi powiedziałam co mi na duszy siedzi.A On jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki zaczął mówić o swoich uczuciach........wooooooow pomyślałam co robi facet przez postawienie Go pod ścianą.Czułam to co od dawna pragnęłam czuć........faceta jego ramion i tego bezpieczeństwa......przytulił mnie powiedział że kocha.......i przegadaliśmy całą noc.......dziś mam oczy na zapałkach ale wiara w lepsze jutro nastała.Teraz tylko wierzyć że małymi krokami będziemy się odnajdywać.............:))))
Trzymalpki wcale nie uważamy że jesteś zagubioną gówniarą,bynajmniej ja tak nie uważam.Dobrze trafiłaś.....a jako kobieta również zasługujesz na tzw. 5 minut dla siebie.więc nie wydaje mi się że wyjście na basen czy też zrobienie coś dla siebie jest czymś bezsensownym.Tak trzymaj i nie dawaj się zwieść emocjom czy poglądom innych.Ty równiez zasługujesz by cieszyć się życiem:)))))))
Trzymajcie się cieplutko....:))))
Moim zdaniem trzymalpki mąż przesadza, musisz się zastanowić kim chcesz być w związku, jeśli zostaniesz tzw. służącą to mąż nie będzie się liczył z twoim zdaniem. Musisz mu powiedzieć , że o dziecko dbasz i je kochasz, a co do jego rozkazów to niech sobie to przemyśli bo ty nie zamierzasz być służącą. Okazanie słabości świadczy o tobie, że jesteś małowartościowa, czasami warto powiedzieć nie, zresztą każdy ma do tego prawo. A co do samotnych wypadów to każdy ma prawo do chwili samotności, odpoczynku od drugiej osoby. Pozdrawiam was dziewczyny!!!
386 2010-10-06 21:48:28 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-10-06 21:51:36)
...pomyślałam po 9 latach małżeństwa On mówi tak po prostu cześć......więc usiadłam na przeciwko niego wzięłam Go za rękę i wyżaliłam się z całego naszego małżeństwa.......jak u księdza na spowiedzi powiedziałam co mi na duszy siedzi.A On jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki zaczął mówić o swoich uczuciach........wooooooow pomyślałam co robi facet przez postawienie Go pod ścianą.Czułam to co od dawna pragnęłam czuć........faceta jego ramion i tego bezpieczeństwa......przytulił mnie powiedział że kocha.......i przegadaliśmy całą noc.......dziś mam oczy na zapałkach ale wiara w lepsze jutro nastała.Teraz tylko wierzyć że małymi krokami będziemy się odnajdywać.............:))))
Nawet nie wiesz Aniołku jak się cieszę, mam nadzieję, że to nie pojedynczy "przebłysk" męża. Wierzę, że się uda, może postawiony przez przykrą prawdą w końcu oprzytomniał. Próbujecie ratować to wszystko, małżeństwo, rodzinę, zamieńcie to co było złe na to co może być dobre...:))) Bardzo mocno trzymam kciuki. Pisz kochana czasem co słychać:)))
Dziękuję Ci Malino za bardzo miłe słowa! Są bardzo budujące i niezwykle milo mi je czytać:)) Może będę jeszcze szczęśliwa u boku...męża, albo innego mężczyzny, kto wie. Puki co, trzeba cieszyć się tym co się ma:))
Wczoraj kolacja, miły wieczór, seks...dziś pub z kolegą rozwodnikiem i pretensje, że mi się nie podoba, że wychodzi "ma godzinę" na piwko!!!!! Mam takie huśtawki emocjonalne , że chwilami znów myślę, że wszystko moja wina i tylko moja! Mi się nie może nie podobać jego wyjście....i tak ma chyba wyglądać moje życie :-(
Cześć. Liwia na chłopa nie można "siłą" reagować bo to tylko pogarsza sytuacje!!! Nie lepiej sposobem??? Jak to mówią czym bardziej zakazane ty bardziej ciągnie. Każdy chce mieć swoje 5 minut w życiu, ale nie można przesadzać spędzając każdą noc poza domem. Może warto czasami przypomnieć współmałżonkowi że dla rodziny czas jest bezcenny i nieważne ile by go było to i tak będzie go brakować. Liwia zwalając, obwiniając ciągle siebie możesz doprowadzić do pogorszenia stanu psychicznego. Spróbuj nabrać nowych sił, proponowałbym jakieś sporty które może wyglądają niepozornie ale np. bieganie zamienia się w przyjemność, człowiek się rozpogadza itd. Liwia może ci się wydawać głupie ale dlaczego nie spróbować??? a jeżeli chodzi o przykrości które ci mąż przysparza to możesz mu się odwdzięczyć np. odmawiając mu czegoś, może wtedy zrozumie jakie robi tobie przykrości!!! Jeśli dopadnie cię huśtawka emocjonalna to proponowałbym spacer na świeżym powietrzu. Liwia trzeba żyć chwilą, a przez życie się nigdy nie poddawać, porażki powinny nas wzmacniać. Ja wiem że to nie jest łatwe, wiem z samego mojego przypadku, że fajnie się mówi a gorzej robi. Może warto powiedzieć sobie dość i przemóc siebie??? Zadbaj o siebie i córkę to twój priorytet w życiu. Życzę ci z całego serca odwagi do zakończenia takiego życia!!! Przemyśl sobie wszystko co jest złe i dobre. pozdrawiam !!!! POWODZENIA!!!
Dziękuję Tobizyk....
Kiedyś, jak wspominałam tu chyba zaczęłam chodzić na aerobik i było świetnie, ale mąż nie mógł w tym samym czasie zrezygnować ze swojej przyjemności piłki, więc ja musiałam zrezygnować, bo ktoś musiał być z córką. Ale myślę czy teraz nie rozpocząć tego na nowo, bo samopoczucie miałam b. dobre.
Co do "na siłę" do chłopa-to ja wczoraj nawet głosu nie podniosłam, zapytałam czy tak nadal nasze życie będzie wyglądało jak wróci. Wczoraj od rana był "w pracy" do 15. Potem odpoczął, zero wizyty i zainteresowania "nami" i wyjście do pubu. Jakby nigdy nic. Jeszcze chodzi tam z kolegą , który jest po rozwodzie, bo żaden inny, mający żonę, dzieci i obowiązki w niedzielę do baru nie chodzi.
Nie chodziło mi tu o "siłę" w sensie podnoszenia głosu, lecz sporadyczność i uciążliwość którą najlepiej obejść jakimś sposobem. Liwia musisz trochę pomyśleć co zrobić żeby mąż spędzał więcej czasu z wami. Może wspólny wypad na mecz (bo na to będzie miał ochotę na pewno) lub coś innego. Musi sobie przypomnieć co to znaczą rodzinne wyjścia, które w tym momencie nie znaczą dla niego praktycznie nic. Buziaki ![]()