Dzisiaj zajrzałam na to forum. Witam was wszystkie. Nie wiem czego oczekuję... Szczerze mówiąc jestem w kropce. Załamałam się kompletnie. Mój związek, moje małżeństwo chyli sie ku upadkowi i to tak szybko, że ostatnio ciężko to zatrzymać. Nie jestem już w stanie walczyć o nasz związek, czasami zaczynam mysleć że jest mi wszystko jedno...
Chyba szukam kilku osób które by ze mną pogadały, tak szczerze, powymieniały się opiniami, troskami, przemyśleniami...
Jestem mężatką od 7 lat. Wzięłam ślub będąc w ciązy z moim pierwszym dzieckiem, z moją córką... Znaliśmy się bardzo krótko... Ciąża była zaplanowana ale mimo wszystko okres poznawania się był baaardzo krótki.
Ogólnie nam się nie układa od samego początku. Mamy dwójkę dzieci: 6letnią córkę i rocznego synka. Dochodziło niejednokrotnie do kłótni. Tak naprawdę o pierdoły: niezłożone ciuchy, niesprzątnięty chodnik itp. Ale nie to jest najgorsze bo każdy się kłóci... Najgorsze jest to że wydaje mi się że my nie mamy ze sobą nic wspólnego. Ja bardzo bym chciaa spędzać czas wspólnie ale mój mąż nie. Dla niego wsyztsko jest ważniejsze, wszystko, byle nie rodzina. Nie rodzina którą założył, bo rodzina w której wyrósł to i owszem...
Podobne tematy
Dodam jeszcze że kryzys przyszedł tydzień temu... Była kolejna awantura. Mąż wrócił po kilku głębszych, wywiązala się sprzeczka taka na całego. Efektem jest to że od tygodnia nie wychodze z domu. POstanowiliśmy z mężem że nikomu nie powiemy co się wydarzyło więc przeczekamy aż "limo" z oka mi zejdzie. Normalnie chyba bym spakowała manatki i wyniosła się. tylko gdzie, to po pierwsze, po drugie dzieci, po trzecie - może wreszcie kiedyś będzie lepiej. I tak tłumaczę sobie że on był pod wpływem, ja wszęłam awanturę że był pod wpływem i koło się zamyka. Ale prawda jest taka że już tracę nadzieję....
Jak zwykle już na tym forum wklejam informację o fazach przemocy. Bo to, co dzieje się w Twej rodzinie, to nic innego jak przemoc. Wejdź na stronę Niebieskiej Linii, poczytasz tam więcej na ten temat, możesz też otrzymać pomoc prawną.
Cykle przemocy w rodzinie
Przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem który ma tendencję do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc- narasta. Badania wykazały, że osoby doznające przemocy, przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu przemocy.1. Faza narastania napięcia
Początkiem cyklu jest zwykle wyczuwalny wzrost napięcia oraz nasilające się sytuacje konfliktowe. Osoba stosująca przemoc jest stale poirytowana, napięta, często robi awantury z byle powodu, prowokuje kłótnie. Reakcjami ofiar przemocy na taką sytuację w domu jest najczęściej uspokajanie atmosfery, spełnianie wszelkich zachcianek, przepraszanie sprawcy ?na wszelki wypadek?.2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie osoba stosująca przemoc staje się gwałtowna, wpada w szał. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Najczęściej w tej fazie ofiary decydują się wezwać policji lub szukać pomocy gdzie indziej.
Po zakończeniu wybuchu przemocy, ofiara jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.3. Faza miodowego miesiąca
To faza skruchy i okazywania miłości. Sprawca szczerze żałuje tego, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy.
Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem.
Faza miodowego miesiąca przemija. Po jakimś czasie napięcie znowu powraca i cały cykl przemocy powtarza się. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, ze przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza. Cykliczność przemocy sprawia, że ofiarom trudno jest podjąć działania mające na celu zatrzymanie przemocy.
Wilekokropku, mam pytanie.
Piszesz o fazach przemocy.
U mnie zdarzyło się to 1,5 roku temu, nie było jednak fazy miodowego miesiąca, ani też nie powtórzył się incydent pobicia, czy tez nawet szarpaniny. Jednak ja przyprowadziłam do domu policję i mąż chyba czuje respekt.
Czy JPW (jak również i ja) może liczyć na to, że to nie narośnie, nie powtórzy się? Wiem, że nie możesz tego obiecać
, ale gdy szukałam pomocy w CIK to powiedziano mi, że to jednorazowy incydent a nie przemoc.
Nawiązując do tego, co napisała Wielokropek- wiem, że pewnie nie byłoby łatwo zgłosić Ci ten incydent w jakiejkolwiek instytucji, ale uważam, że powinnaś. Męża raczej za to nie zamkną, ale już pozostanie ślad, że coś takiego miało kiedyś miejsce. Jeśli Twój mąż raz Cię uderzył, prawdopodobnie zrobi to ponownie. Czemu? bo jest to stosunkowo łatwy dla niego sposób rozładowania złości, napięcia i frustracji. Bo nie ponosi za to kary (Ty mu nie oddasz, a na policji też nie zgłosiłaś).
Zgłaszając to gdziekolwiek, masz jakąś kartę przetagrową w razie ewentualnego rozwodu (z orzeczeniem o jego winie).
Pamiętaj też o dzieciach. One czują napięcie, jakie jest w domu. Widzą, że coś jest między Wami nie tak, nawet jeśli nie kłócicie się przy nich. Tkwiąc w chorym związku robisz krzywdę sobie i im.
Absolutnie nie namawiam Cię do wywalenia chłopa z domu, bo wiem, że to wcale nie jest proste i nie dzieje się z dnia na dzień. Chodzi mi o to, że nie powinnaś sytuacji zostawiać samej sobie i liczyć, że sama się rozwiąże, bo tak NIE BĘDZIE.
Trzymam za Ciebie kciuka. Nie daj sobie zniszczyć życia. Im jesteś młodsza, tym więcej masz czasu na czerpanie z życia pełnymi garściami ![]()
Zgłaszając to gdziekolwiek, masz jakąś kartę przetagrową w razie ewentualnego rozwodu (z orzeczeniem o jego winie).
Ja zgłosiłam, ale pozostało na "upomnieniu" i w papierach nie ma śladu. Przyjechali, pogadali, spisali w notatniku i pojechali. Potem rozmawiałam z prawnikiem, który powiedział "nie ma oskarżenia - nie było incydentu".
Jednorazowy incydent incydentem. Autorka wątku opisuje swój związek, w którym awantury są na porządku dziennym. To zasadnicza różnica. Przemoc to nie tylko bicie czy wyzwiska.
Formy przemocy:
Przemoc fizyczna - popychanie, odpychanie, obezwładnianie, przytrzymywanie, policzkowanie, szczypanie, kopanie, duszenie, bicie otwartą ręką i pięściami, bicie przedmiotami, ciskanie w kogoś przedmiotami, parzenie, polewanie substancjami żrącymi, użycie broni, porzucanie w niebezpiecznej okolicy, nieudzielanie koniecznej pomocy, itp.
Przemoc psychiczna ? wyśmiewanie poglądów, religii, pochodzenia, narzucanie własnych poglądów, karanie przez odmowę uczuć, zainteresowania, szacunku, stała krytyka, wmawianie choroby psychicznej, izolacja społeczna (kontrolowanie i ograniczanie kontaktów z innymi osobami), domaganie się posłuszeństwa, ograniczanie snu i pożywienia, degradacja werbalna (wyzywanie, poniżanie, upokarzanie, zawstydzanie),stosowanie gróźb, itp.
Przemoc seksualna - wymuszanie pożycia seksualnego, wymuszanie nieakceptowanych pieszczot i praktyk seksualnych, wymuszanie seksu z osobami trzecimi, sadystyczne formy współżycia seksualnego, demonstrowanie zazdrości, krytyka zachowań seksualnych kobiety, itp.
Przemoc ekonomiczna - odbieranie zarobionych pieniędzy, uniemożliwianie podjęcia pracy zarobkowej, nie zaspakajanie podstawowych, materialnych potrzeb rodziny, itp.
Piszesz, że jednorazowy incydent incydentem. Ale to nigdy chyba nie jest tak, że bije się bez wcześniejszego "wzburzenia". Zawsze są awantury większe lub mniejsze.
Autorka pisze o tym, że kłócili się o byle co, że jego rodzina była ważniejsza od tej, którą założył.
Myślę, że domagała się, by poświęcał jej czas i stąd te awantury.
Uczepiłam się tego wątku, bo widzę podobieństwo do mojego przypadku. Mnie też nie pobił incydentalnie. Nie uważam, że mogę przymknąć oko na moje "JEDNORAZOWE LIMA". Jednak w instytucjach "państwowych" jestem ignorowana, jedynie w Twoich postach widzę, że mam rację i nie powinnam jednorazowego incydentu traktować jako "końskie zaloty" męża.
Szukam chyba potwierdzenia w Twoich wypowiedziach, bo wszędzie piszą o narastającej agresji. Nikt nie widzi niczego złego "bo tylko raz mnie uderzył". Ale ignoruje, stosuje rozmowy typu "tak" lub "nie" , ewentualnie milczy bez względu na to o co zapytam (dzieci, zdrowie, rachunki, zakupy, termin jego operacji). Milczenie mnie dobija.
Wejdź na stronę Niebieskiej Linii, tam znajdziesz mnóstwo informacji na temat przemocy, radzenia sobie z nią, przepisów prawa, itp. Faktycznie, istnieje przyzwolenie społeczne na stosowanie przemocy w różnej formie.
Twój post mylnie zinterpretowałam (jednorazowe wydarzenie), przepraszam
Musze sie wtracic w wasza dyskusje bo czytajac co piszecie widze siebie przed laty .Sandro nie jest wazne czy byl wzbuzony czy nie ,czy dałas mu powód czy nie ,jezeli raz uderzył i nie zostal za to ukarany bedzie to robil dalej .Z czasem zacznie na trzezwo i o byle co .Wiesz chłop jak chce to znajdzie powód .Nie mowie zostaw go ,bo wiem ile to kosztuje (zrobilam to)Ale szczerze mowiac nie widze nadzieji dla takiego zwiazku.
Wielokropku, pisałam "jednorazowe wydarzenie" i tu miałam na myśli "pobicie" - takie, że miałam siniaki. Nie rozpisywałam się o problemie, bo jest podobny (potrafimy się pokłócić o to, że podał córce do ubrania brudną bluzkę do szkoły, a ja byłam w pracy). Ja wolę "czyste" dziecko, on uważa, że plama nie zaszkodzi, a prania jest mniej i to oszczędność, a ja burżujka...(i tu się zaczyna).
Dziękuję za podpowiedź.
(...)potrafimy się pokłócić o to, że podał córce do ubrania brudną bluzkę do szkoły, a ja byłam w pracy(...)
Bluzka z plamą powodem do kłótni? To przecież pretekst, nie prawdziwy powód kłótni.
Wielokropku, ja nie widziałam w tym "pretekstu". Teraz zaczynam "analizować". Bo tak szczerze mówiąc nie mieliśmy "problemów". Było zdrowie, praca, zdrowe dzieci, tylko uczucie "zanikło", a już najbardziej mnie zastanawiało, że zawsze po seksie (góra po 5 minutach) awantura o "bluzkę z plamą". Skąd po seksie złość, agresja?
Nawet myślałam o innej orientacji męża (być może nie odkrytej do końca przez niego).
No ale to chyba nie tutaj to pytanie. To takie moje przemyślenia.
Autorko wątku odezwij się. Powiedz, jak sytuacja?
Ale sądząc z kontekstu to Ty, nie Twój mąż, rozpoczęłaś awanturę o bluzkę z plamą.
Sandra! To co piszesz również zauważałam u siebie. Jeśli chodzi o seks to mimo że zawsze był udany to dla mnie zawsze było zbyt mało. Nie jestem niewyzyta, mysle że dwa razy w miesiącu to jednak mało... Ale nie do tego zmierzam. Zauważyła już dawno temu że przed seksem jest super, mąż jest miły a zaraz po pojawiają sie pretensje, ogłupoty, takie które naprawdę nie maja znaczenia. A nawet jakby miały to nie w takiej sytuacji.
W każdym razie moj incydent jak dotąd był jednorazowy, tzn pierwszy raz mama podbite oko. Ale wielokrotnie dochodziło do szarpaniny do wyzwisk najgordszego rodzaju... ja nie mówię że jestem święta, też mi puszczają nerwy... I czasami mi się wydaje że mój mąż próbuje na mnie wszystko zwalić, całe poczucie winy za niepowodzenie naszego związku. Czasami myslę że bym odeszła (2 razy sie wyprowadzałam z dziećmi do rofdziców) ale zawsze sobie mowię że on mnie kocha, ja jego, że dzieci, ich dobro, że nie będę przecież mieszkała z rodzicami, z czego będe żyła.... ![]()
Jak mozesz mowic ze maz Ciebie kocha-jezeli tak Cie traktuje jak opisaujesz to znaczy ze nie zalezy mu na rodzinie! W Twoim zwiazku widoczna jest przemoc.Mozesz zglosic to na policje-chociaz znajac nasza policje to niewiele pomoze.Masz moze kogos w rodzinie kto moglby Tobie pomoc}}
JPW zrób chociaż obdukcję, idź na policję, zgłoś wszystko. Zawsze możesz poprosić, żeby na razie nie informowali go o zgłoszeniu. Po co go chronisz? Przecież to Twoje i dzisi życie i zdrowie są zagrożone
Sandra zatrzymała bicie wzywając policję i zrobiła jedyną rzecz jaką się w takich sytuacja robi. Jeśli atak jej męża się powtórzy to ten "incydent" już jest w papierach policyjnych.
JPW, Ja zgłosiłam pobicie na drugi dzień, bo w danym dniu się bałam. policja pojechała ze mną do domu, pogadali z nim. Zrobiłam sobie też zdjęcia z siniakami i strzegę ich jak oka w głowie.
Odwiedziłam tez pogotowie, mam jako takie papiery.
Mój czuje respekt, ale cała jego rodzina jest ze mną na stopie wojennej bo jak mogłam zrobić coś takiego. Dokuczają mi jak się da. Ciężko to opisać.
Pójscie na policję rozwiązało o tyle mój problem, ze on czuje respekt.
Relacje między nami są coraz gorsze, chyba lepiej dogaduję się z jego matka niż z nim.
Juz nie będzie Love story, wiem o tym.
Są "ciche dni" które trwają od tamtego momentu.
Ale sądząc z kontekstu to Ty, nie Twój mąż, rozpoczęłaś awanturę o bluzkę z plamą.
Wielkropoku, nie wiem kto rozpoczął awanturę.
Mówiąc o bluzce, nie zaczynałam awantury, po prostu powiedziałam, że jest brudna. A on z tego powodu potrafi sie obrazić, powiedzieć coś przykrego. On wpada w furię z byle powodu. Może to być pytanie np. czy pojedziesz ze mną do mamy na kawe? Wtedy wstaje od stołu, mówi niecenzuralne słowo i wychodzi z domu trzaskając drzwiami.
A ja - bojąc się za każdym razem jego reakcji zaczynam się zachowywać tak, by go nie zdenerwować. czy taka rola żony?
20 2011-11-27 00:28:33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-27 00:29:46)
Przeczytałam sporą część Twych postów.
I zastanawiam się nad Twoją zgodą na życie z osobą stosującą przemoc wobec Ciebie. Uczysz swe dzieci relacji między kobietą i mężczyzną.
Wielkokropku, wiem, że to niedobrze wpływa na rozwój dzieci. Jednak to nie tak łatwo (bynajmniej mi) zebrać się i odejść. Po prostu nie mam pomocy typu "mama", muszę sama rozwiać ten problem. By być "samodzielną" musiałabym wynająć mieszkanie. To koszt mojego wynagrodzenia.
Z kolei mając innego mężczyznę nie chciałabym się wpakować w kolejne "uzależnienie finansowe" - bo znów byłabym "u niego".
Niepotrzebnie się tłumaczysz z decyzji dotyczących swego życia.
23 2011-11-27 00:57:49 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-11-27 00:59:34)
Nie tłumaczę się lecz dyskutuję. Na tym chyba polega forum. Ty zadajesz pytania, staram się odpowiedzieć.
Poza tym kazdy podejmuje temat i mówi "odejdź".
Logiczne jest, że z tym są związane finanse.
Nikt nie da na to rady. Wtedy każdy rozkłada ręce.
Bo tak naprawdę to odejść jest łatwiej temu, kto ma wsparcie.
Zresztą nieważne.
Dobranoc.
Dziewczyny trudno jest dac dobrą radę w takiej sytuacji.Przemoc fizyczna jest nie do przyjęcia ,poza tym przemoc psychiczna(O tym wiem co nieco)-byłoby prościej gdyby niie dzieci ,gdyby lat było mniej,gdyby nie ciekawskie spojrzenia innych osób.Szkoda że nie mozna cofnąć kilku lat i podjąć inne decyzje.
Trzeba sobie szczerze odpowiedzieć ,czy kochacie jeszcze tych swoich mężów,czy już ich nienawidzicie?Ja mimo wielu wulanych łez wciąż mojego kocham .
Trzeba sobie szczerze odpowiedzieć ,czy kochacie jeszcze tych swoich mężów,czy już ich nienawidzicie?Ja mimo wielu wulanych łez wciąż mojego kocham .
Właśnie to mnie zastanawia.
Gdybyś Ty go uderzyła, codziennie ubliżała, dawno by się "obraził". My - kobiety (niektóre) zawsze to tłumaczymy, że może on ma rację, może tak bardzo go zdenerwowałam, jak on da radę beze mnie, czy oby sąd mi nie zarzuci przy rozwodzie, że nie zrobiłam wszystkiego, by naprawić małżeństwo?
Dlaczego tak trudno się zebrać w garść? Też nie rozumiem... ![]()
Wydaje mi się,że my kobiety mamy skłonności do obwiniania siebie,do szukania u siebie niedoskonałości i do ciągłego usprawiedliwiania swojego partnera.Przecież gdybym się nie odezwała,gdybym nie miała takiej miny,gdybymgo nie sprowokowła czymkolwiek(sama już nie wiem czym)to byłoby ok.,nie byloby powodu do awantury,a tak z powodu mojego zachowania znowu jest żle.I do kogo mamy pretensje ? do siebie samych,bo przeciez on tak dużo pracuje,bo przychodzi z pracy wykończony i cozastaje w domu?Ato,ze się napije z kolegami? JAK to poukładać i ogarnąć?
Wydaje mi się,że my kobiety mamy skłonności do obwiniania siebie,do szukania u siebie niedoskonałości i do ciągłego usprawiedliwiania swojego partnera.Przecież gdybym się nie odezwała,gdybym nie miała takiej miny,gdybymgo nie sprowokowła czymkolwiek(sama już nie wiem czym)to byłoby ok.,nie byloby powodu do awantury,a tak z powodu mojego zachowania znowu jest żle.I do kogo mamy pretensje ? do siebie samych,bo przeciez on tak dużo pracuje,bo przychodzi z pracy wykończony i cozastaje w domu?Ato,ze się napije z kolegami? JAK to poukładać i ogarnąć?